Równina MauratRozlany atrament

Równina rozciągająca się od Gór Dasso, aż po Warownie Nandan -Ther, zamieszkała przez istoty wszelkiego rodzaju, jednak jej ogromne przestrzenie są przede wszystkim krainą dzikich koni, które galopują w bezkresie jej zieleni w poszukiwaniu swoich braci.
Awatar użytkownika
Sevi
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Fellarian
Profesje: Zwiadowca , Wędrowiec , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Sevi »

        Duchy miały w sobie coś magicznego. Nie była to żadna magia, której uczą się czarodzieje bądź inne utalentowane istoty alarańskie, tylko pewnego rodzaju trans. Te pół-materialne stworzenia poruszały się zupełnie tak, jakby pływały w powietrzu, jednocześnie zachowując się jak ludzie i krocząc po ziemi w skocznym, hipnotyzującym tańcu.
Sevi spoglądała na postacie zaskoczona ich przywiązaniem do tego świata. Obcowała ze sztuką nekromancji na tyle długo, że wiedziała, jak przywołać duszę, ciało zmarłego. Żeby jednak utrzymało się długo na tym świecie bez kontroli maga, musi posiadać silne przywiązanie do czegoś, co jest po “tej stronie”.
Chyba że jest mściwym duchem.
        Czerwony sygnał pojawił się w głowie fellarianki dokładnie w tej samej chwili, w której upadły anioł chwycił ją za ramię. Duchy musiały wyczuć wahanie wśród bohaterów, ponieważ niespodziewanie przestały tańczyć. Sevi zdała sobie sprawę, że wszyscy znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie. Już sam fakt, że usłyszeli bębny, spisał ich na straty. Niespodziewany podmuch uświadomił naturiance, że już dawno, już od usłyszenia tego dźwięku, znajdują się w pułapce. Padające nań drzewa tylko dodawały grozy całej sytuacji i to wszystko sprawiło, że kobieta przeraziła się nie na żarty. Adiraella próbowała uciec i spoglądała na Sevi z niemą prośbą o pomoc. Fellarianka widziała, że zmiennokształtna próbowała schronić się w jedynym możliwym punkcie, jednak kolejne spadające drzewo uniemożliwiło jej tę drogę.
Sevi wpadła na kolejny, jakże idiotyczny pomysł. Ryzykowała tym swoje życie, życie towarzyszy oraz los tych biednych, pokrzywdzonych w poprzednim życiu dusz. Bo tym właśnie były dla fellarianki te istoty - niespełnionymi osobami, których jedynym sensem w nie-życiu było wabienie kolejnych duchów i przeciąganie ich do swojego grona.
One były po prostu samotne i nie potrafiły w inny sposób wypełnić tej pustki.
Naturianka odskoczyła nagle, kiedy jeden z duchów wdarł się między bohaterów, ewidentnie próbując ich wszystkich rozdzielić. Sevi wiedziała, że nie może się tak długo zastanawiać. Zamknęła oczy i pomyślała:
        - Proszę.
A następnie cały jej widok przysłoniła krwista czerwień.

        Nigdy wcześniej uczucie czyjejś obecności nie było tak intensywne jak w tej chwili. Czas zwolnił. Drzewa uspokoiły się. Wiatr ustał, a powietrze, zdawało się, można było kroić nożem. Sevi była świadoma, że jest sobą w tej chwili, jednak była równocześnie kimś zupełnie obcym. Chyba po raz pierwszy miała tak wyraźny obraz Enid w swojej głowie. Wiedziała, że jej długie brązowe włosy, zbladły i skróciły się na rzecz poszarpanych czarnych kosmyków. Skóra drastycznie pociemniała.
        Sevi to Enid. Kobieta duch, która umarła dawno temu. Uczucie jej obecności przytłoczyło nawet szalejące wokół duchy, które tylko wpatrywały się w zjawisko jak na cud. Enid poruszyła się, chociaż ciało fellarianki zdawało się nie być zdolne do jakiegokolwiek szybkiego ruchu. Mimo że Sevi odczuwała pewnego rodzaju paraliż, Enid gestykulowała płynnie. Mówiła coś do duchów, jednak ani jej słowa, ani odpowiedzi dusz nie były możliwe do usłyszenia przez ludzkie ucho. Oczywiście, kontakt przypadał po drugiej stronie. Samotne duchy zdawały się krzyczeć, chciały przemówić Enid do rozumu, kłócić się. Lecz w miarę jak się uspokajały, tak samo zaczęły znikać - jedna dusza po drugiej. Gdy na polanie pozostały już tylko Adiraella, Iskaler oraz Enid, kobieta-sztylet odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się, zwracając kontrolę swojej właścicielce.
        To ostatnie, co pamięta Sevi, zanim upadła nieprzytomna i blada na ziemię.
Awatar użytkownika
Iskaler
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Iskaler »

Iskaler nie miał czasu na żadne opryskliwe komentarze, kiedy panterołaczka się mu wyrwała i wszystko naokoło ucichło.

Zły znak.

Wiatr, który się zerwał, niemal powalił go na ziemię, a z drugiej strony niemal porwał w przestworza, kiedy skrzydła lekko się rozchyliły, żeby pomóc mu utrzymać równowagę. Nie było mowy, żeby pod pływem takiego naporu wyciągnął miecz, zresztą z czym miałby walczyć? Z wiatrem? Dobre sobie.

Ledwo zdołał się odchylić przed gałęzią, która z zawrotną prędkością upadła zaraz przed nim. Kilka centymetrów dalej i leżałby nieprzytomny, oceniając po grubości konara i dźwięku, który się rozniósł w najbliższej okolicy miejsca upadku – skoro był słyszalny nawet przy takim gwiździe wichury, musiał być niesamowicie ciężki.

Ostatnimi czasy coraz bardziej wszystko naokoło próbowało zrobić mu krzywdę. Jeszcze chwila i się zacznie rozklejać z nostalgii. Prawie jak w domu, w głębokich otchłaniach piekła.

Widział, jak jedna z jego towarzyszek próbowała uciec, co zostało jej skutecznie uniemożliwione. Wokół nich zaczęły majaczyć półprzezroczyste sylwetki duchów, które opuściły polanę. No tak, dlaczego niby miałyby przestrzegać zasad i wyraźnie określać granice swojej pułapki? Mściwe duchy to najbardziej upierdliwy ich rodzaj. Mogliby się spokojnie gotować w wielkich kadziach, gdzie jest miło, cieplutko i przyjemnie, i tylko czasem jakiś demon dźgnie takiego delikwenta w oko swoim ulubionym kijkiem. Normalnie nic tylko umierać dla takiego traktowania. Ale nie, bo one miały „sprawy osobiste” do załatwienia. Aż się chciało niektórych czasem wziąć za kark i im uświadomić, że prędzej byś się w zaświatach zemścił na zdradliwej żonie, Earl, oboje jesteście siebie warci. (Iskaler wcale nie myślał o żadnym konkretnym przykładzie. Wcale. )

Zanim jednak zdążył obmyślić jakiś plan działania, Sevi przestała być pod władzą wiatru. Zaczęła się poruszać jakby w ogóle go tam nie było, mówiąc do upartych dusz słowa, które wiatr chwytał i porywał zanim dotarły do uszu upadłego. Wydawałoby się, że naokoło kobiety wytworzyła się bańka, niemal oko cyklonu.

A potem wszystko ucichło.

Przez sekundę wszystko trwało w nagłym bezruchu, aż cichy dźwięk ciała upadającego na miękką ziemię wydał się tak głośny jak krzyk. Przeklinając siebie w duchu, że robi się za miękki, podszedł do niej, słysząc jednocześnie, że panterołaczka również zaczyna otrząsać się z bezruchu.

Kiedy był już blisko, Sevi zaczęły wstrząsać drgawki. Wzdychając z irytacją, Iskaler ściągnął kurtkę, złożył na pół i podłożył pod jej głowę. Ziemia może i była miękka jak na zwykły upadek, ale nie dość miękka, żeby nie zrobić sobie poważnej krzywdy przez nieustanne uderzanie o nią głową.

Jeśli miał się czegokolwiek konkretnego dowiedzieć, czymkolwiek by było to, czego chciał, nie mógł sobie pozwolić na to, żeby kobieta umarła tak o, od drgawek.

Gdyby to było w walce to co innego. Może w walce z nim, o, to by było bardzo satysfakcjonujące. Ale od drgawek, które wynikły z tego, że pewien kociak pijany aurą nowiu nie pomyślał, że bębny w takiej części lasu mogą być czymś innym niż zwykłe wiejskie wesele…

- Skoro zagrożenie już minęło, rozbijamy tutaj obóz – odezwał się beznamiętnym tonem, przenosząc wzrok na Adiraellę. Zaczynał już zapadać zmrok, jak długo byli uwięzieni w pułapce duchów? – Nie będę niósł jej bezwładnego ciała, a ty nie wydajesz się nawet być w stanie tego zrobić. – Rozejrzał się dookoła, zauważając także małą chatkę, która musiała być celem ucieczki zanim wiatr w niej przeszkodził. – Możemy rozważyć też tamtą chatkę, jednak nie możemy ruszyć, dopóki jej drgawki nie ustąpią.

Nie czekając na odpowiedź, upadły usiadł w pewnej odległości od poszkodowanej. Wyciągnął jedno z mniejszych ostrzy ukrytych w jednej z wielu pochew zamocowanych na skórzanej uprzęży opasającej jego tors i zaczął się mu przyglądać, niedługo potem wyciągnął także małą osełkę i rozpoczął ostrzenie. Kątem oka obserwował poczynania panterołaczki, co jakiś czas wracając wzrokiem do Sevi.

Drgawki ustąpiły zanim słońce całkowicie schowało się za horyzontem, dzięki czemu upadły mógł odzyskać swoją kurtkę i oznajmić, że idzie zapolować. Oddech, jakkolwiek nadal dość ciężki, kobieta miała regularny, co znaczyło, że wydobrzeje, a on potrzebował chwili samotności.

Na pohybel z jakąkolwiek misją, na ten moment miał mocne wrażenie, że one chcą go zatrzymać bardziej niż ten chciał je zabić. Nie uciekną. Zresztą, nie miałyby jak.

Wchodząc za linię drzew, upadły pozwolił sobie na oczyszczenie myśli. Potem będzie na nie czas. Teraz - polowanie.
Awatar użytkownika
Adiraella
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Skrytobójca , Artysta , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Adiraella »

Adiraella patrzyła na fellariankę i jej przemianę w inną osobę niepewnie. Wciąż będąc w postaci pantery, mimowolnie szczerzyła zęby. Szał nowiu niemal całkowicie przeminął, ustępując miejsca zdrowemu rozsądkowi. Ich sytuacja, choć trudna do pojęcia, powoli wracała do porządku. Przynajmniej na to wyglądało.
Gdy Sevi zaczęła osuwać się na ziemię, pantera odruchowo wykonała jeden duży skok i w miarę możliwości załagodziła spotkanie naturianki z gruntem. Mimo to wystąpiły jakieś drgawki, zmiennokształtna nawet rozważyła czy mogłaby jej pomóc magicznie, ale nie wyglądało to na zjawisko chorobowe. Prawie na pewno miało związek z tymi duchami, Adi na wszelki wypadek wolała nie pogarszać sprawy. Iskaler również nie wyglądał na obeznanego z taką sytuacją. Na dodatek jego bliskość dawała się we znaki panterołaczce, dosłownie. Uniosła lekko prawą łapę, licząc, że może to uśmierzy ból. Cofnęła się również o parę kroków, ale zanim to zrobiła, skinęła głową do upadłego, przystając na propozycje rozbicia tu obozu.
Pantera słuchała, co mówił piekielny i zgadzała się z nim, ale na chwilę musiała go zostawić bez słowa wyjaśnień. Pobiegła w miejsce, gdzie ostatnio tak beztrosko się przemieniała. Była na siebie ostro zdenerwowana. Jej ubrania wciąż tam leżały, a ona jak durna latała przy ledwo poznanych osobach nago. I nawet nie zwróciła na to większej uwagi, aż dotąd.
Odeszła na tyle daleko, że była już poza zasięgiem wzroku mężczyzny. Znalazła swoje na szybko zdjęte ciuchy wraz z łukiem i kołczanem. Przybrała ludzką postać i ubrała się w miarę szybko i sprawnie. Nie zamierzała czekać, aż upadły zainteresuje się, gdzie poszła. Dlatego, gdy tylko wzięła swoje rzeczy, żwawym krokiem wróciła do swoich towarzyszy. Częściowo od razu tego pożałowała i chwyciła lewą dłonią prawą, zaciskając na niej palce.

- I jak z nią? – spytała, usiłując ukryć swoje cierpienie i siadając tak daleko od piekielnego, jak tylko mogła, żeby nie musiała do niego krzyczeć podczas rozmowy.

Drgawki utrzymywały się jeszcze przez jakiś czas, Adiraella siedziała oparta o drzewo, podrzucała oraz łapała swój sztylet, zabijając nudę. Było cicho, z Iskalerem praktycznie nie gadała, nie była pewna, o czym niby by miała, ale też nie do końca chciała. W końcu jednak się przełamała.

- Jak do nich dołączyłeś? – spytała, wpatrując się w ziemię. Zerwała nawet rosnącą obok stokrotkę i znudzona maltretowała ją, wyrywając osobno po każdym płatku.

Nieco później stan Sevi ustabilizował się, a upadły niemal natychmiast postanowił ruszyć na polowanie. Adi, choć powoli i ona zaczynała odczuwać głód, tylko przytaknęła niemo i pozostała przy naturiance.
Korzystając z nieobecności piekielnego, mogła spokojnie podejść do niej bliżej. Szturchnęła jej ramię, sprawdzając, czy może ją to obudzi. Wciąż jednak zero reakcji. Westchnęła. Oczekiwanie na mężczyznę zaczynało jej się dłużyć, a burczenie w brzuchu coraz bardziej irytowało. Zwłaszcza że w krzakach słyszała wyraźny szelest, najpewniej oznaczający jakiegoś zająca.

- No dobra… - mruknęła do siebie – Raczej nic jej nie będzie, jak zostanie na pięć minut sama – pomyślała i po zrzuceniu ubrań biała pantera zniknęła w krzakach.

Wprawdzie zajęło jej to dłużej, niż zakładała, ale wróciła z pełnym brzuchem i to jeszcze przed upadłym. To bardzo dobrze, nawet miała nieco lepszy humor teraz.

- Seviii? – znowu potrząsnęła nią, lekko sprawdzając, czy może tym razem to coś podziała.
Awatar użytkownika
Sevi
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Fellarian
Profesje: Zwiadowca , Wędrowiec , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Sevi »

        Mimo że incydent z duchami został już dawno zażegnany, Sevi nadal walczyła. Jej wewnętrzny konflikt nie dawał się uspokoić - coś na zmianę wypalało jej skórę od środka, a zarazem mroziło organy. Kobieta odczuwała ogromny dyskomfort fizyczny, psychicznie jednak w jej głowie kotłowały się miliony myśli - co się stało, jak, Enid, dlaczego, egzorcyzm, duchy, Enid, złość, tęsknota, Enid.
Enid.
        Kobieta-sztylet zdawała się jednocześnie zniknąć i tym samym być obecną jeszcze bardziej. Sevi jednak nie mogła nawet spróbować zrozumieć tego dziwnego uczucia, ponieważ próba skierowania myśli w jednym kierunku ciągle kończyła się niepowodzeniem, zatem naturianka najprościej w świecie się poddała. Fellarianka pozwoliła przepływowi informacji przebrnąć jej mózg i ulotnić się, dokładnie tak samo jak te duchy wcześniej.
        Ciekawość kobiety nakazywała się jej dowiedzieć później, co tak naprawdę zaszło na polanie. Sevi miała bowiem ogromne wątpliwości w intencje Enid - czy naprawdę im pomogła, czy tylko wykorzystała okazję na swoją korzyść? Duch kobiety potrafił być naprawdę nieobliczalny. Zwłaszcza jak dawało się mu pełną władzę.
A propos pełnej władzy… To nie był koniec kłopotów, jakie zgotowała im wszystkim zmarła.

        - Źleeee! - odparła naturianka na pytanie Adiraelli. - Strzelaj dalej, koteczku. - Sevi otworzyła oczy. Jej towarzysze mogli dostrzec różnobarwne tęczówki kobiety - jedno oko było zielone, dokładnie takie, jakimi szczycą się naturianie, drugie natomiast przepełnione było krwistą czerwienią. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby Enid tak bardzo połączyła się ze swoją właścicielką.
        W jednej chwili fellarianka już wiedziała, co się stało. Podarowała duchowi pełną kontrolę, a co za tym idzie - wpuściła ją do swojego ciała oficjalnie. Dwie dusze walczyły o dominację, stąd ten wewnętrzny chaos.
        - Doprawdy, to latające ścierwo jest tępe jak mój stary miecz, co leży cholera wie gdzie - rzekła Enid, szczerząc się. - Trzeba będzie mnie… nas zabrać do kapłana. - Jako powód swych słów kobieta wskazała na oparzenia na nadgarstkach. Nie wyglądały one groźnie, aczkolwiek skąd one się tam wzięły, nie było wiadome. Jedno oko - zielone - zdawało się bliskie płaczu, natomiast czerwone przepełnione czystym szaleństwem. Nie sposób dostrzec w nim nic innego jak ból przemieszany z determinacją.
        - Dwie dusze nie mogą istnieć w jednym ciele. Jedna musi odejść.
Awatar użytkownika
Iskaler
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Iskaler »

Iskaler nie skomentował nagłego oddalenia się zmiennokształtnej, nie bardzo się nim przejął. Wyglądało na to, że mimo opryskliwości, jaka czasami pojawiała się między kobietami, zdążyły się już zżyć na tyle, że z niemal całkowitą pewnością przeczuwał, że nie zostawia ona towarzyszki na długo. Kiedy jednak wróciła, upadły po raz kolejny zauważył, jak traktuje swoją prawą dłoń. Jeśli to był jej słaby punkt to albo pojawił się niedawno, przez co nie nauczyła się jeszcze go maskować, albo jeszcze nigdy nie miała powodu tego robić. Prawie był o to zazdrosny, jednak patrząc do przodu, mogło to przynieść jej tylko więcej kłopotu niż pożytku.

Nie miał zamiaru o tym dyskutować.

- Bez zmian – odpowiedział na pytanie o stan towarzyszki z wytrenowaną obojętnością. Dalej nie był pewny, co ta kobieta zrobiła, żeby wyrwać się z uroku kamiennego kręgu, wiedział natomiast, że nawet jeśli ta… istota… rzeczywiście jest Enid, to już nie jest ta sama, która została mu tak gwałtownie odebrana. Kiedy zdał sobie z tego sprawę poczuł ukłucie zawodu, na moment zastąpione złością na samego siebie, za robienie sobie nadziei, zaraz potem jednak przyszła obojętność.

W ciszy, która zaległa po jego odpowiedzi, zastanawiał się, dlaczego w ogóle znalazł się w tej sytuacji. Dlaczego pozostał w sekcie, która nie miała dla niego znaczenia, skoro już był wolny. Dlaczego nie zabił tych kobiet, nie wrócił do klasztoru i żył spokojnie, napawając się poczuciem władzy i przerażenia, które wzbudzał wśród akolitów.

Doszedł do wniosku, że jest tym wszystkim naprawdę zmęczony. Zmęczony iluzją władzy nas sobą i swoimi poczynaniami, zmęczony odwalaniem brudnej roboty za innych. Mógłby zabić obie kobiety, nie sprawiłoby to większego problemu, kiedy jedna leży nieprzytomna, a druga z widoczną słabością, ale wtedy byłoby to wykonywaniem zadania, które mu zlecono.

Dotarło do niego, że zbuntował się przeciwko jednej tyranii tylko po to, żeby bezmyślnie wylądować w drugiej. Dość z tym. Gdziekolwiek ta sytuacja go doprowadzi, miał zamiar sam o tym zadecydować. Z jakiegoś powodu ciągnęło go, żeby dowiedzieć się więcej, żeby zobaczyć, jak się to dalej rozegra.
Podniósł wzrok znad swojego ostrza, kiedy panterołaczka zadała swoje drugie pytanie. Nie patrzyła na niego, próbowała udawać niezainteresowaną. Urocze, pomyślał.

- Nie z własnej woli – odparł wymijająco, dzieląc się strzępkiem swoich rozmyślań, chociaż kobieta nie mogła być tego świadoma.

Kiedy znalazł się sam w odmętach lasu, odetchnął. Od razu poczuł, jak to lekko mistyczne miejsce, którym jest każdy las, wysysa z niego wszelkie myśli. Ta cisza, która nie jest nigdy pełną ciszą, była w stanie uciszyć nawet największy huragan szalejący wewnątrz człowieka. Nawet upadli aniołowie potrafili znaleźć w niej spokój.

Nie spieszył się. Polowanie nie było pretekstem samym w sobie, gdyż już czuł pierwsze nutki ekscytacji, kiedy do jego uszu dotarł nieco zbyt regularny szelest, żeby być tylko wiatrem grającym między konarami drzew. Żądza krwi była częścią jego jestestwa, częścią składową poczucia spokoju był jej rozlew. Jednak samotność, której nie doświadczył od dobrych kilku dni, także była mu potrzebna.

Zaspokoiwszy obie potrzeby duszy i jedną potrzebę ciała, postanowił jednak przyglądnąć się bliżej chatce, którą rozważali na schronienie. Nie była duża, brakowało jakiegokolwiek ogrodzenia, a z okien smętnie zwieszały się resztki przybitych do nich desek. Z daleka prezentowała się przyzwoicie, jednak już z bezpiecznej, ale mniejszej odległości doskonale było widać działanie czasu. Nadpruchniałe i przeżarte wodą deski, dach pozapadany w kilku miejscach, drzwi utrzymujące się we framudze jedynie siłą tarcia, gdyż nie był w stanie dojrzeć żadnych zawiasów. Bezpieczniej im było zostać na polanie, przynajmniej wtedy w razie jakiegokolwiek zagrożenia nie utknęliby w ledwie trzymającej się budzie, samej w sobie stanowiącej większe zagrożenie niż dzika fauna lasu.

Kiedy wrócił do obozu, panterołaczka stała nad poszkodowaną i najwyraźniej do niej mówiła. Iskaler rzucił na ziemię efekty swojego polowania i podszedł, słysząc, że kobieta jednak odzyskała przytomność.

Skrzyżował ręce na piersi, widząc nowo niepasujące do siebie oczy we wciąż lekko zbyt bladej twarzy. Klasztor. Najwyraźniej to był ich następny cel.
Awatar użytkownika
Adiraella
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Skrytobójca , Artysta , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Adiraella »

Panterołaczka mruknęła pod nosem, zachowując w miarę obojętny wyraz twarzy. Mimo to szkoda jej było dziewczyny i miała nadzieje, że wkrótce dojdzie do siebie. Jej rozmówca tymczasem nie miał ochoty na pogaduchy, ona w sumie też, ale wolała, chociaż spróbować nawiązać konwersacje niż siedzieć w ciszy, wśród własnych myśli.

- Mhm – odburknęła i przypomniała sobie swój początek, w teorii dołączyła dobrowolnie, ale w praktyce i tak nie miała wielkiego wyboru.

Po chwili została sama z nieprzytomną Sevi, jednak postanowiła wyskoczyć na szybkie polowanie. Być może nie było to najmądrzejsze zostawiać fellariankę samą, ale przecież nie była jej niańką, w razie kłopotów przybiegnie najwyżej.
Po powrocie i ponownym odzianiu się postanowiła spróbować jeszcze raz wybudzić naturiankę. Gdy ta zaczęła się ruszać, na twarzy białowłosej zagościł lekki uśmiech.
Niestety, gdy tylko usłyszała Enid, westchnęła ciężko, pełna irytacji i rozczarowania. Przewróciła oczami, po czym wymamrotała z niechęcią.

- Enid…

Po chwili jednak straciła swoją pewność, gdy tylko spojrzała na skrajne emocje malujące się na twarzy naturianki. Panterołaczka zmarszczyła brwi, nie wyglądało to dobrze. Co kobieta szybko potwierdziła, a białowłosa zaczęła myśleć, co się stanie, jeśli jednak te dwie duszę zostaną razem. Czy się połączą? Wszak u zmiennokształtnych ludzka dusza mieszała się ze zwierzęcą, jednakże tu sytuacja była nieco inna.

- Daj, pomogę ci – powiedziała i chwyciła opętaną naturiankę za ręce, a jej obrażenia powoli zaczęły się zasklepiać – Gdzie ci niby znajdziemy tutaj kapłana? – spytała bez emocji, choć w rzeczywistości chciała pomóc dziewczynie.

Po wstępnych ustaleniach ruszyli dalej w stronę miasta. Powoli niebo robiło się widne, a słońce rozpoczynało swoją wędrówkę po niebie. Po drodze spotkali handlarza z wozem, który zmierzał do kolejnego miasta. Panterołaczka zatrzymała go i spytała o jakikolwiek klasztor lub świątynie. Mężczyzna był bardzo miły i dokładnie określił jego położenie. Na północno-zachodnim krańcu Elisii tuż pod wzgórzami. Czyli mieli do przejścia całe miasto, jeżeli chcieli iść w linii prostej. Adiraella zawczasu założyła kaptur i trzymając się na dystans od upadłego, weszła do miasta. Cały czas rozważała, za co to sobie robi, ręka okropnie bolała i niby dlaczego tak bardzo nie chciała zostawić Sevi?

- Wygląda tak młodo, może jest w wieku moich córek… - westchnęła w myślach – Dziewczynki… Nie mogę się rozpraszać, pomogę jej pozbyć się tego natrętnego ducha, a potem uciekam w swoją stronę – zadecydowała panterołaczka.

W tym momencie poczuła mocne uderzenie w bok i przewróciła się na ziemię. Jakiś rzezimieszek najwyraźniej z grona amatorów ukradł komuś sakiewkę i nie potrafił nawet uciec porządnie. Ostatecznie ukradzione rueny wylądowały tuż obok białowłosej.
Adi wstała, otrzepując się z ulicznego kurzu i podniosła mieszek, a wtedy właśnie spostrzegła ofiarę rzezimieszka.

- ZŁODZIEJ! – krzyczała młody, spiczastouchy mężczyzna, a jego wzrok kierował się wprost na zmiennokształtną.
- Jeszcze mi tego brakowało… - mruknęła Adira.
Awatar użytkownika
Sevi
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Fellarian
Profesje: Zwiadowca , Wędrowiec , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Sevi »

        Twarz Sevi wykrzywiła się w niemrawym, cynicznym uśmiechu. Mimika kobiety walczyła. Sevi była wściekła, Enid natomiast nie potrafiła powstrzymać pozostałych emocji, które mieszały się w jej duszy i próbowały zdominować pierwotnego właściciela ciała naturianki.
        - Podróż jest dobrowolna, aniołku - rzekła. - Nie chcesz, nie musisz iść. Chyba że pragniesz potwierdzenia, że Enid żyje? No… w pewnym sensie. - Chichot kobiety również był nieszczery. Fellarianka wydawała się na dodatek poruszać bardzo sztywno, co mogła dostrzec Adiraella, gdy pomogła naturiance podnieść się z ziemi.
        - Nie wiem. Chodźmy jakiegoś poszukać, albowiem nie ręczę, że takie duchowe pokazy nie będą pojawiać się częściej - Sevi zrobiła znaczącą pauzę, pragnąc ujrzeć cień zainteresowania na twarzach towarzyszy. - Jedno ciało z dwiema duszami przyciąga inne duchy, dla których taka niestabilność dwóch osób w jednej materialnej powłoce stanowi doskonałą okazję do opętania. Jest to świetna możliwość porozumienia się z bliskimi na ziemi, zakończenia niektórych spraw. Truskawka to teraz gąbka na dusze, więc cóż… Trzeba nas rozdzielić!

***

        Wschodzące słońce okazało się być zbawieniem dla Sevi, albowiem Enid - dusza żyjąca w ciemności przez ostatnie lata - osłabła, co spowodowało, że naturianka w większości odzyskała kontrolę nad ciałem. Nie poruszała się tak sztywno, jak powinna, walcząc o dominację. Mimo to chaos w głowie kobiety nie ucichł nawet na sekundę. Wspomnienia Enid przeplatały się z wspomnieniami Sevi, nie mówiąc już o aktualnych myślach, które pojawiały się niczym przebłyski w gąszczu pożerającej je przeszłości. Sevi milczała przez większość podróży, jaką odbyli, ukradkiem oka spoglądając to na Adiraellę, to na Iskalera. Fellarianka naprawdę pragnęła przeanalizować wszelkie powody, dla których oboje jej towarzyszy prowadziło ją w tej chwili do kapłana, aby pozbyć się niepotrzebnej duszy, ale nie mogła zebrać myśli. Przystała na ich pomoc i po prostu milczała. Ledwo zarejestrowała rozmowę z handlarzem i jego wskazówki, dzięki którym Sevi będzie wolna.
        A może Enid. Odpowiedzi nikt teraz nie może poznać. Dopiero odpowiedni klecha powie, co dalej. Istnieje prawdopodobieństwo, że żadna z dusz zamieszkujących ciało naturianki nie przeżyje. Ta przerażająca myśl wypaliła znamię na psychice obu kobiet, przywołując tym samym śmiertelny szał w umyśle Enid. Duch pamiętał aż za dobrze swoją śmierć. Litość, którą okazała, a która później doprowadziła ją do tego stanu. Agonia, którą pamiętała jako mieszkanka przeklętego sztyletu, zemsta w postaci łaknienia krwi swych ofiar…
        Sevi zasłabła w momencie, w którym młody złodziejaszek potrącił Adiraellę. Ocknęła się dzięki narastającym głosom, które krzyczały o “ich własności”. Fellarianka jednak nie czuła, jak jej ciało się podnosi, mimo że faktycznie dość powoli wracała do pozycji stojącej. Po raz pierwszy od dawna to właśnie Sevi poczuła pragnienie, które drażniło Enid tyle czasu. Ta nieposkromiona potrzeba przecinania ludzkiego mięsa, ta satysfakcja, kiedy ostrze przechodzi tak gładko, ten krzyk radości, jaki już wyobrażała sobie naturianka. W całej tej walce dusz kobieta nawet nie spostrzegła, że trzyma nóż, gotowa odeprzeć wszelkie władze w mieście, próbujące złapać panterołaczkę. Przebłyski walki i piękna karmazynowej cieczy na tle południowego słońca wydawały się nowym pragnieniem, które fellarianka tak bardzo chciała spełnić.
        - Arrrrghhhh! - Niespodziewanie ciałem brunetki jakby coś “rzuciło”. - Zamknij się, do cholery! - krzyknęła, próbując za wszelką cenę opanować chaos. W spazmatycznych ruchach można było dostrzec walkę dwóch kolorów - zieleni oraz karmazynu.
        - Kicia, biegiem! - rzuciła Sevi, nakazując reszcie swojego ciała ruszyć w stronę zalesionych terenów. Miała nadzieję, że to tę stronę wskazał handlarz, lecz nie mogła skupić się w stu procentach na dotarciu do celu. Musiała opanować pozostałe myśli, o nowych pragnieniach już nie mówiąc.

        Na szczęście straże miasta nie zdołały ich dogonić. Ba, nim tylko rozpoczęli pościg, bohaterowie zdążyli znaleźć się wystarczająco daleko. Sevi odetchnęła, pozwalając na chwilę zapomnienia w szaleństwie, które władało jej umysłem.
Niespodziewany dźwięk ponownie zwrócił uwagę fellarianki. Kobieta spostrzegła nieopodal nich ukrywającego się wśród drzew chłopca. Bardzo znajomego chłopca.
        - Czy… - zaczęła, ledwo łapiąc oddech. Bynajmniej nie od zmęczenia fizycznego, lecz prędzej psychicznego. - Czy to nie ten drań, który cię potrącił? - skierowała pytanie do Adi. Chłopiec patrzył się na nich, jakby czegoś oczekiwał. Może planował odzyskać skradzioną własność? Prasmok jeden wiedział, lecz jego złote oko dostrzegało nadchodzące zagrożenie.
Sevi albowiem, niezaspokojona, wyciągnęła przeklęty, acz obecnie pusty sztylet. Pragnęła rozlewu krwi, pragnęła spełnić bliżej nieokreśloną zemstę, towarzyszącą jej od niedawna.
Awatar użytkownika
Iskaler
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Iskaler »

Iskaler nie miał zamiaru zniżać się do poziomu ducha, który twierdził, że jest Enid. Wystarczyła ta jedna zaczepka, żeby utwierdzić go w przekonaniu, które od jakiegoś czasu było ledwo wyczuwalne gdzieś na brzegu jego świadomości, kiełkując powoli, kiedy reszta mózgu zajęta była walką i próbą utrzymania swoich towarzyszy od siedmiu boleści przy życiu (co wydawało się aż nazbyt znajome, o ironio): cokolwiek opętało kobietę, nie była to ta sama istota, którą była jego Enid. Przyjęcie tego w końcu do wiadomości uwolniło go od kolejnego sznurka, który ciągnął go w określonym przez jakąś niewidzialną siłę w kierunku, na który niekoniecznie się zgadzał. A teraz? Może za pierwszym razem nie do końca pozwolił sobie pochować swoją jedyną miłość, ale moment władzy, jaki nad nim miała, właśnie się skończył.

Enid nie żyła. Jego Enid zginęła, pośrednio z jego własnej ręki. Przeszłości już nie odmieni. A ta szalona, sadystyczna obecność, której jedynym pragnieniem wydaje się wydostanie ze swojego więzienia i spowodowanie jak największego rozlewu krwi w zemście za samo istnienie… Cóż, może na siebie wołać jak jej się żywnie podoba. „W pewnym sensie” nic dla niego nie znaczyło. Tylko niech nie myśli, że ochroni ją to przed zagładą, w ten czy inny sposób.

Powstrzymał uśmiech pchający się na twarz przy obrazie, który pojawił się na sekundę w jego umyśle. Tak, całkiem cudownie byłoby zgładzić ją własnym mieczem. Najlepiej wtedy, kiedy będzie myśleć, że ma go w garści.

Z taką władzą nad jej własnym ciałem? Nie potrzebowałby na nią nawet trzech sekund.

- Na pewno pozwolisz przypadkowej duszy na odebranie ci chociażby skrawka kontroli nad tym ciałem - odezwał się, nie kryjąc obojętności podszytej drwiną. Nie mógł się powstrzymać, nawet jeśli rzeczywiście obecny stan jednej z członkiń ich wyprawy miałby zachęcić zbłąkane dusze, sama obecność tak gwałtownej i niestabilnej krewniaczki powinna skutecznie zabezpieczyć ich przed podwójnym opętaniem.

To, czy te dusze nie spróbowałyby przejąć kontroli nad którymś z pozostałej dwójki natomiast, nie było pewne.

Jedno co upadły musiał przyznać: mimo tego, że widocznie obolałe, jego towarzyszki podróż znosiły lepiej niż jakikolwiek oddział wyspanych, zdrowych członków sekty. Mimo mijającego czasu i wyraźnego polepszenia w sferze równowagi, jedna z kobiet cały czas wyglądała na będącą daleko stąd, do tego stopnia, że upadły zaczął debatować sam ze sobą, czy w końcu będzie trzeba w jakiś sposób znaleźć się w posiadaniu liny, którą można by ją prowadzić w bezpiecznej odległości, na wypadek ataku szaleństwa drugiej mieszkanki jej ciała. Myśl, żeby spytać handlarza o linę przemknęła mu przez głowę, ale równie szybko porzucił ten pomysł. Bez grosza przy duszy, nie było możliwości, żeby takową kupić, a nie miał ochoty się użerać z mężczyzną, który najwyraźniej także nie był przy zdrowych zmysłach, jeśli wnioskować po tym, jak chętny był do pomocy.

Wchodząc do miasta, Iskaler nie mógł się powstrzymać przed wymamrotaniem:

- Opętana kobieta, panterołaczka i upadły wchodzą do baru…

Nie miał pojęcia, jakie zakończenie miałby taki żart, ale po tym, jak ich pobyt skończył się, zanim się zaczął, nie mogło być optymistyczne. Ledwo zdążył złapać niedoszłego złodziejaszka za kołnierz i cisnąć nim w kierunku niedoszłej ofiary, nim byli zmuszeni oddalić się w tempie pospiesznym. Ponownie. Na szczęście i tutaj organ wykonawczy prawa palił się do obowiązków jak mokre drwa.

Szuranie liści i traw w ciszy, która zapadała między jednym oddechem a drugim, podczas gdy pozwolili sobie na odpoczynek, wybijał się wyraźnie. Najwyraźniej mimo reakcji upadłego, chłopak miał dość czasu, by odzyskać rezon i, z jakiegoś powodu, postanowił nie tyle podążyć za nimi, to dorównywać im kroku. W jednym momencie cała sytuacja przestała sprawiać wrażenie losowego zdarzenia, a w ich konkretnej sytuacji lepiej było zakładać najgorsze. Nie znaczyło to jednak, że pozwoli tej oszalałej kij-wie-której na zamordowanie go bez przesłuchania. Skutecznego przesłuchania.

Sprawnie zmniejszył odległość między nimi i chwycił kobietę za nadgarstek, ściskając na tyle mocno, żeby jasnym się stało, że cokolwiek próbowałaby zrobić, nie wyrwie się mu. Potem zwrócił spojrzenie na panterołaczkę.

- Czy byłabyś tak uprzejma i złapała pewnego nicponia, kiedy ja się będę upewniać, że ten tu aniołek nie zrobi nic nierozsądnego? – jego ton gładko przeszedł ze słodyczy w niebezpieczną nutę, kiedy ta niebezpośrednia groźba padła z jego ust.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Maurat”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości