Imperium Xan-Lovar[Stolica Xan-Lovar] Śladami starożytnej królowej Xante.

Xan-Lovar to imperium, zajmujące ogromne terytorium. Stolica znajduje się na południowej granicy Wielkiej Pustyni Słońca z tropikalną dżunglą, nad wielką rzeką Nar-Hali. Tam znajduje się centrum kraju, a pozostałe terytorium podzielone jest na pięć regionów, którymi rządzą szachowie, lub szachnisze. Państwo ciągnie się od Nar-Haulu na zachód, aż do Gór Słonecznych, a na wschód do granicy z Rendenir. Na południu sięga do granicy z Ravad. Głównie obejmuje tereny lasów tropikalnych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Nevra
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 miesiące temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Wędrowiec , Szlachcic
Kontakt:

[Stolica Xan-Lovar] Śladami starożytnej królowej Xante.

Post autor: Nevra »

        Nevra cieszyła się, że posiada swój apartament od wschodniej strony. Była rannym ptaszkiem i za czystą przyjemność uważała moment, w którym promienie słońca leniwie wybudzały ją ze snu.
        W pokoju Gavina z kolei panował przygnębiający półmrok, mimo iż wschód dnia już dawno przeminął. Ciężkie, ciemnoczerwone kotary odgradzały wnętrze pokoju od tętniącego za oknem życia. Nevra leżała w pełni przytomna i przytulona do swojego towarzysza choć sposób, w jaki ją obejmował, nie można było określić mianem czułego. Gavin bowiem posiadał manierę wzniosłości typową dla ludzi jego pokroju. Jeśli uznał, że coś należy do niego, to po prostu to sobie przywłaszczał i trzymał blisko siebie w twardym uścisku. Co najmniej tak, jakby obawiał się, że lada moment coś może zostać mu wydarte.
        Nevra jednak nie była jego, choć nieustannie o nią zabiegał. W pewnym sensie w końcu dopiął swego i to, co wydarzyło się między nimi zeszłej nocy, mógł uznać za swój triumf. Nevra natomiast choć przez chwilę nie wzięła go na poważnie. Bawiła się nim i jego próbą przypodobania się jej, gdyż zwyczajnie irytowała ją ta butność iskrząca się w jego spojrzeniu. Była pewna, że ich nocne harce już więcej się nie powtórzą... a przynajmniej nie w najbliższym czasie.
        Wiedziona nagłą potrzebą ucieczki przed przytłaczającym dotykiem Gavina powierciła się trochę, aż mężczyzna zdecydował się odwrócić. Przy okazji zgarnął do siebie całą pościel, odkrywając jej nagie ciało. Nevra wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia. Gavin nawet śpiąc, myślał tylko o tym, aby to jemu było najwygodniej.
        Nevra wstała i rozejrzała się po podłodze. Wzrokiem szukała swojej sukni. Odnalazła ją dopiero pod szafą, niedbale pozwijaną. Była wykonana z lekkiego materiału w odcieniu przypalanej brzoskwini i posiadała wiele przeplatających się ze sobą łańcuszków na plecach oraz przy szerokich rozcięciach na nogach. Sporo kosztowała i robiła piorunujące wrażenie, ale odwiązanie splątanych ozdób i jej ponownie ubranie zajęłoby trochę czasu. Dlatego wzięła ją do ręki, a następnie narzuciła na siebie szorstki szlafrok Gavina, wiszący dotychczas na krześle. Następnie, nawet nie oglądając się za siebie, wyszła z sypialni to przestronnego przedpokoju.
        Pierwszym co zrobiła, było podejście do balkonu i odsłonięcie tych znienawidzonych przez nią kotar. Od razu poczuła ulgę, gdy światło wpadło do środka i skąpało ją w swoim przyjemnym cieple. Wnętrze również jakby wypiękniało. Nie bez przyczyny xan-lovarski wystrój wnętrz utrzymywany był w jasnych tonacjach. Oświetlone promieniami słońca ściany w piaskowych odcieniach optycznie poszerzały pokój, a tkaniny, którymi obito meble, wręcz błyszczały malutkimi, złotymi drobinkami. Kryształowe wazony z kolei rozszczepiały tęczową poświatę, która barwiła fragmenty podłogi.
        Apartament Gavina był największy, poza sypialną i łazienką znajdował się w nim również przestronny salon. Pozostali członkowie ekspedycji, w tym Nevra, dostali znacznie mniejsze pokoje. Ich ekipa archeologiczna liczyła sześciu członków. Każdy z osobna był dość majętny, ale nikt nie mógł konkurować z Gavinem, arystokratą posiadającym własny skarbiec. Zawsze miał największy wkład finansowy we wszelkie ich projekty, tym samym ciężko było żywić do niego jakiekolwiek pretensje o to, że sobie dogadzał. Zwłaszcza że na miejsce ich pobytu w Xan-Lovar wybrał naprawdę prestiżowy lokal.
        Dom gościnny, w którym się zatrzymali, należał do znanego kupca Hamadiego Abadi. Hamadi słynął z handlu drogimi materiałami i barwnikami. Posiadał sklepy w całym Xan-Lovar i jak na człowieka interesów przystało zarobione pieniądze, inwestował w kolejne dochodowe projekty. Wpadł na świetny pomysł, dostrzegając żyłę złota w turystach mnogo przybywających do stolicy. Oczywiście na czas pobytu musieli gdzieś się zatrzymać, dlatego Hamadi postanowił otworzyć dom gościnny, w którym wynajmował pokoje i zapewniał posiłek. Od razu znalazł klientów i w ciągu roku zbił wielką fortunę.
        Nevra czuła podziw i jednoczesną zazdrość to takich ludzi jak Hamadi, umiejących odnaleźć korzyści w najprostszych rozwiązaniach. Ona z kolei miała tendencję do komplikowania sobie życia, z jednoczesnym przeświadczenie, że postępuje słusznie. Niestety wszyscy Bervgoldowie mieli tę cechę i pod tym względem nie stanowiła wyjątku.
        Na ten dzień miała zaplanowane spotkanie, którego nie mogła się doczekać. Dysponowała jednak sporym zasobem czasu, który postanowiła przeznaczyć na odpowiednie przygotowanie. W pokoju Gavina nie znajdowało się już nic, co uznałaby za godne uwagi, łącznie z samym gospodarzem, dlatego podeszła do głównych drzwi i uchyliła je ostrożnie. Wyjrzała na korytarz, który ku jej zadowoleniu okazał się pusty. Nie chciała, żeby zauważył ją ktokolwiek z ekspedycji. Nie dlatego, że się za siebie wstydziła, nic z tych rzeczy, po prostu nie chciała, aby ktoś nieopatrznie zrozumiał jej relację z Gavinem i uznał ją za coś poważnego. Nie miała najmniejszej ochoty nikomu się z tego tłumaczyć, w końcu nie była małym dzieckiem.
        Jej pokój znajdował się zaraz naprzeciwko. Nie był to jednak żaden dziwny zbieg okoliczności. Gavin chciał mieć Nevrę blisko siebie, żeby codziennie na nią wpadać i kontrolować jej poczynania. Ona sama nie miała z tym większego problemu. Przez te kilka miesięcy znajomości nauczyła się zbywać go wręcz we wzorowy sposób.
        Przebywając już w swoim apartamencie, pociągnęła za sznurek dzwonka przyzywającego służbę. W oczekiwaniu na zjawienie się kogoś z personelu podeszła do swojego kufra wypełnionego różnymi flakonami. Przypatrzyła się im uważnie, zastanawiając się, na który zapach miała tego dnia nastrój. Decyzję podjęła z chwilą, gdy rozległo się nieśmiałe pukanie.
        - Proszę. - zachęciła Nevra i porwała w palce jedną ze smukłych i podłużnych buteleczek.
        Do środka weszła służka, która podczas ich pierwszego spotkania przedstawiła się jako Tikala. Była młodą, śniadą pięknością o oczach przypominających dwa zielone topazy. Czarne włosy z kolei, gęste i lśniące miała zawsze zaplecione w ciasny warkocz, luźno opadający wzdłuż jej ciała, aż za linię pośladków. Nosiła specjalny uniform, składający się z długiej do kostek spódnicy i bluzki z długimi rękawami, a na ramiona narzuconą miała obszerną chustę. Wygląd Tikalii bowiem nie mógł przykuwać męskiej uwagi, dlatego w ich towarzystwie dodatkowo zasłaniała również twarz i głowę.
        - Panienka mnie wyzywała, w czym mogę służyć? - spytała, po czym omal nie pisnęła zaskoczona, orientując się, w jakim stroju zastała Nevrę. Brązowe policzki zaszły jej rumieńcem. Po chwili zakłopotania wbiła wzrok w podłogę. - Proszę mi wybaczyć ja...
        Nevra tylko machnęła ręką.
        - Nie przepraszaj, w końcu to ja wprawiłam cię w zakłopotanie.
        Tikala już otwierała usta, żeby zaoponować, ale Nevra w porę podała jej flakon z olejkiem.
        - Przygotuj mi kąpiel i dodaj kilka kropel, ale dosłownie kilka. Mogą być ze dwie lub trzy. W końcu chcę pachnieć jak pojedynczy kwiat, a nie od razu cała łąka.
        - Wedle życzenia. - odparła, kłaniając się. Następnie, dalej z pochyloną głową, szybko pomaszerowała w stronę łazienki.
        Nevra w tym czasie podeszła do szafy i przejrzała dokładnie jej zawartość. Była umówiona z hrabią w interesach. Musiała wyglądać profesjonalnie, jednocześnie nie zapominając o dworskiej etykiecie. Suknia była obowiązkowym wyborem, należało tylko sprecyzować rodzaj materiału, krój i kolor. Ostatecznie zdecydowała się na przewiewną kreację z szyfonu w oliwkowym odcieniu. Odkrywała ramiona i połowę pleców, ale wymaganą skromność nadrabiała w dekolcie po samą brodę. Poza tym w Xan-Lovar panowało nieco luźniejsze podejście co do kobiecych strojów. Upał panujący w tej części kontynentu wybaczał potrzebę zakładania na siebie lekkich materiałów odsłaniających nieco więcej, niż pozwalała na to etykieta.
        Wzięła do ręki wieszak z suknią, po czym podeszła do lustra i przyłożyła kreację do siebie. Oceniła, że kolor fenomenalnie kontrastował się z jej świeżo opaloną karnacją i włosami, które zyskały pozłacane refleksy od mocnego, południowego słońca.
        - Panienko Bervgolde, kąpiel jest już gotowa. - oznajmiła Tikala, stojąca w przejściu.
        Nevra wzięła głębszy wdech i wyłapała delikatny kwiatowy aromat ulatniający się z łazienki.
        - Dziękuje ci, możesz odejść.
        Tikala dygnęła i wedle polecenia opuściła pokój. Nevra w tym czasie odwiesiła suknię na drzwi szafy. Następnie zgarnęła poskładany w kostkę ręcznik, leżący na komodzie i skierowała swoje kroki do łazienki.
        Pomieszczenie zostało w całości wyłożone kafelkami w orientalne wzory. Od dołu w górę ich kolor przechodził gradientem od głębokich czerwieni po ogniste pomarańcze. Zbędna przestrzeń została wypełniona roślinami w ciężkich, glinianych donicach. Okien było kilka, ale posiadały kształt okręgu i ulokowane były na tyle wysoko, że nie trzeba było obawiać się o swoją nagość. Pośrodku podłogi znajdowało się wgłębienie, również wykafelkowane, przypominające sadzawkę z odpływem. W tej chwili było zakorkowane i wypełnione gorącą wodą.
        Nevra zdjęła z siebie szlafrok i zarzuciła go na stojący obok parawan, po czym weszła do wody. Zanurzyła się w niej z wręcz błogim westchnieniem. Oparła łokcie na krawędziach kafelek i odchyliła głowę, wdychając przyjemny zapach jaśminu, bergamotki i gwendolline.
        Z pewnym rozczarowaniem musiała przyznać, że w ogóle nie czuła na sobie znamion zeszłej nocy. Nie bolały ją piersi, usta nie były nabrzmiałe od pocałunków, a skórze brakowało zaczerwienionych miejsc. Gdyby nie pobudka w nieswoim łóżku, to chyba nie uwierzyłaby w to, że między nią a Gavinem doszło do jakiegokolwiek zbliżenia.
        Zawsze wydawało jej się, że pociągający wygląd Gavina musiał iść w parze z jego nietuzinkowymi sposobami na zadowolenie kobiet. Okazało się jednak, że w tej kwestii był jak książka o okładce obiecującej niezapomnianą przygodę, a treści nieodbiegającej dalece od zwykłej powieści obyczajowej. Warto było jednak spróbować, choćby dla zwykłego zweryfikowania swoich wyobrażeń z rzeczywistością.
        Zabawa zabawą, ale Nevra wolała skupić się już na czymś innym. Nie lubiła tego bliżej nieokreślonego czasu między przygotowaniem się do spotkania a faktyczną porą jego realizacji. Niecierpliwiła się wtedy i wolała mieć już ten moment za sobą. Z niemożności wpłynięcia na ten proces postanowiła zatopić myśli w lekturze. Gdziekolwiek by nie pomieszkiwała, wszędzie miała porozrzucane książki. Czy to przy łóżku, czy przy komodzie, a także i w łazience. Do kąpieli czytywała głównie bzdety, ale akurat pod ręką miała ciekawą pozycję „Monarchowie i monarchinie. Biografie słynnych władców południa”.
        Uważając, aby nie zamoczyć pokaźnego tomiszcza, rozchyliła strony w miejscu, którym zaznaczyła zakładką, po czym wsiąknęła w fascynujący świat starożytności.
Ostatnio edytowane przez Nevra 1 miesiąc temu, edytowano łącznie 1 raz.
Awatar użytkownika
Alessandro
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 3 miesiące temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Wojownik , Mag , Najemnik
Kontakt:

Post autor: Alessandro »

Południowe słońce paliło niemiłosiernie. Skóra na rękach Alessandro pokryta była bąblami od oparzeń słonecznych. Zaschnięta krew i piasek pokrywały jego pustynne odzienie. Wokół niego latały muchy niczym nad padliną. Słaniał się na nogach z pragnienia i zmęczenia. Nad jego głową od kilku godzin szybował potężny sęp, który tylko czekał, aż wędrowiec zwali się z nóg na rozpalony piasek i przestanie się ruszać. Cholerna pustynia. Prowizoryczne szelki ze sznura konopnego, do których przytoczone było truchło olbrzymiego, wężowatego monstrum, wrzynały się niemiłosiernie w nieosłonięte materiałem ramiona. Kefija wprawdzie ochraniała przed piaskowym pyłem i udarem słonecznym, ale za to utrudniała oddychanie. Wilcze zmysły Alessandro wyczuwały najdrobniejsze ślady wilgoci. Przemieniony był na skraju wycieńczenia. Chatka, do której zmierzał Alessandro, na szczęście nie okazała się fatamorganą, tylko niewielką stajnią. Mężczyzna słaniając się na nogach dotarł w jej pobliże. Ostatni przebłysk świadomości wskazał mu drewniane poidło dla koni. Bezwładnie upadł na ziemię tuż obok i zanużył dłoń w zagrzanej od słońca wodzie. Była prawdziwa. Przemieniony zanurzył twarz w cieczy, którą następnie zaczął łapczywie połykać. Kiedy już ugasił palące pragnienie, przewalił się na bok i stracił przytomność.

Obudził go chłodny, wieczorny wiatr. Początkowo nie wiedział gdzie jest i co się z nim dzieje. Całe jego ciało było obolałe i poobijane. Zaschnięta krew i pustynny pył były dosłownie wszędzie. Ostrożnie przewrócił się na plecy, po czym spróbował usiąść. Ręce mu drżały i był nieziemsko wycieńczony. Budynek, który stał za jego plecami, był najwidoczniej stajnią. Właścicieli prawdopodobnie nie było w domu, bo ani nie było słychać koni, ani też nikt wcześniej nie zajął się nieprzytomnym Alessandro. W powietrzu unosił się zapach stajni. Przemieniony jednak nie widział w tym żadnego problemu. Gorszym zmartwieniem były kłęby much unoszące się nad rozkładającym się, olbrzymim gadem. Walka jaką stoczył, zmęczyła go na tyle, że nie miał już siły myśleć o konserwacji truchła, by spowolnić proces jej gnicia. Na całe szczęście laboratoria alchemiczne zazwyczaj nie widziały w tym problemu, więc Alessandro nie musiał się martwić, że jego praca pójdzie na marne. Wyciągnął z torby podręcznej niewielki flakon z przeźroczystą cieczą i podszedł do olbrzymiego węża. Następnie wylał całą zawartość do paszczy bestii. Po chwili zobaczył charakterystyczną, pomarańczową łunę, która oznaczała, że substancja zaczęła działać. Jednocześnie dało się słyszeć skwierczenie palących się much, które żerowały na padlinie. Obiekt został zabezpieczony. Nadeszła kolej, by zregenerować własne uszkodzenia. Alessandro na moment zastanowił się, co by było, gdyby przez przypadek pomylił substancje. Odżywcza mikstura, która połknął na raz na szczęście była tym czym miała być, bo już po chwili poczuł tęgi zastrzyk energii, a jego umysł zaczął racjonalnie myśleć. Ociekał brudem i zaschnięta krwią, należało więc szybko znaleźć miejsce, w którym mógłby się umyć. Problemem było też truchło, którego nie mógł zostawić na widoku. Obszedł budynek z każdej strony. Drzwi były zaryglowane poprzeczną belką, którą uniósł bez trudu. Jak się spodziewał, była to stajnia. Właściciele rzeczywiście musieli być poza domem, ponieważ po koniach nie było ani śladu. Alessandro chwycił za powróz i przeciągnął potwora do pomieszczenia. Odpowiednie ulokowanie bestii zajęło mu trochę czasu i kosztowało go sporo energii. Potężne cielsko ważyło swoje. Dodatkowo wciąż trapiło go pragnienie. Przywołał demona ochronnego, który miał pilnować pozostawionego w stajni dobytku, a następnie udał się w poszukiwaniu jakiegokolwiek wodopoju innego niż końskie koryto. Kilka kroków od stajni stał typowy, pustynny domek z piaskowca, w którym powinni przebywać właściciele. Przy drzwiach wejściowych wisiał na sznurku dzwonek. Alessandro skorzystał z niego profilaktycznie, gdyby miało się okazać, że ktoś jednak przebywa na terenie posiadłości. Kiedy jednak nie usłyszał żadnej odpowiedzi, poczuł się usprawiedliwiony i wszedł do środka. Zabezpieczenie drzwi nie wskazywało na to, by mieszkańcy troszczyli się o to, co znajduje się w domu. Alessandro przypuszczał, że zapewne trafił do mieszkania kogoś, kogo status społeczny oscyluje pomiędzy zubożałym chłopstwem, a kiepsko opłacalnym najemnictwem. Demoniczne światło, które naprędce przywołał, oświetlało mu wnętrze. Odnalazł jakąś skromną sypialnię, w której znajdowała się szafa z kilkoma znoszonymi ubraniami. Bez namysłu wziął z wieszaka pierwsze lepsze odzienie, które powinno na niego pasować. Następnie z kosza stojącego nieopodal wygrzebał kilka przypadkowych szmat. Na niewielkim stoliku obok łóżka pozostawił mały, raczej drogocenny kamyk, który był jedynym wartościowym przedmiotem, jakim mógł zapłacić za kradzież.

Lodowata woda ze studni głębinowej musiała wystarczyć, by zmyć brudy walki. Odświeżony Alessandro mógł zacząć myśleć o kolejnych potrzebach do zaspokojenia. Na szczycie listy był obecnie sen. Nie wiadomo kiedy wlasciciele mieliby wrócić do domu, dlatego przemieniony zdecydował się, że przenocuje w stajni. Pościelił na podłodze jakąś płachtę i położył się na niej w czystej todze. Było mu tak dobrze, że ostatkiem świadomości rozkazał demonom chronić go przed wężami i innymi jadowitymi stworzeniami i zasnął jak zabity. Obudziło go południowe słońce, a dokładniej temperatura jaka utrzymywała się w stajni. Bolały go wszystkie mięśnie i gojące się rany. Trzeba było jednak ruszać w drogę. Alessandro wstał i przeciągnął się, po czym wyszedł ze stajni. Musiał jak najszybciej pozbyć się bestii, przez którą znajdował się w tym miejscu. Wyciągnął z podróżnej sakwy niewielki papierek, na którym znajdowała się magiczna runa. Musiał stworzyć na ziemi, przy użyciu pustynnego piasku, analogicznie wyglądający znak, aby przywołać kogoś z delegacji magów, od których dostał zamówienie na wężową kreaturę, która leżała w stajni. Kiedy był już gotów, przeciął sobie dłoń w poprzek i pokropił swoją krwią znak. Po kilku chwilach stanęła przed nim eteryczna postać w kapturze. Mag udał się za Alessandro do stajni, a następnie kiedy ustalił, że wojownik dysponuje tym, co od niego oczekiwano, wynagrodził go brzęczącą sakiewką. Alessandro nie musiał sprawdzać jej zawartości, ponieważ zlecenie pochodziło z królewskiego projektu. Nie przejmując się już niczym więcej, pożegnał się z magiem i ruszył w kierunku jakiejś bardziej zurbanizowanej części miasteczka. Pieniądze które zdobył, chciał przeznaczyć na opłacenie karawany która zabrałaby go do stolicy Xan-Lovar. Musiał też zdobyć jakieś wygodne ubrania i naostrzyć halabardę. Nie było czasu na zastanawianie się. W stolicy czekało na niego zlecenie, dla którego był skłonny pokonać każdą odległość i wszelkie przeszkody. Choćby miał przejść pustynię pieszo…
Awatar użytkownika
Nevra
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 miesiące temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Wędrowiec , Szlachcic
Kontakt:

Post autor: Nevra »

        Kąpiel Nevry nie trwała długo, mimo iż lektura, którą się do niej raczyła, była niezwykle wciągająca. Ona wolała jednak poświęcić pozostały jej czas na spokojne wyszykowanie. Odłożyła książkę, zamieniając ją na miękki, jedwabny ręcznik. Wstała i osuszyła nim całe ciało, a woda wsiąknęła w materiał, pozostawiając na jej skórze jedynie subtelny, kwiatowy aromat olejku.
        Po wyjściu z łazienki stanęła przed lustrem. Sprawnie narzuciła na siebie suknie, a następnie rozpuściła upięte do kąpieli włosy. Gdy tylko odpięła klamrę rozsypały się na jej plecach miękką kaskadą. Wyglądały lśniąco i zdrowo, ale Nevra i tak postanowiła poświęcić im trochę dodatkowej uwagi. Już przy toaletce wtarła w nie kilka zapachowych wcierek, po czym rozczesała je szczotką i zaplotła w nieskomplikowany kosz z warkoczy. Wyjście z rozpuszczonymi włosami na taki upał, jaki panował popołudniową porą w Xan-Lovar, nie był dobrym pomysłem. Oczywiście tyczyło się to również makijażu, ale akurat w tym względzie Nevra preferowała subtelność. Lubiła podkreślić oko lekką kreską i zaróżowić policzki. Do tego w swoim kufrze miała tylko dwie szminki - w odcieniu czerwieni i burgundu. Tego dnia nie skorzystała jednak z żadnej, traktując usta zaledwie muśnięciem nawilżającego balsamu. Zrezygnowała też z perfum, gdyż uznała, że wokół niej unosiła się już dostatecznie kusząca, zapachowa aura. Z podróżnej szkatułki wyjęła jeszcze dwie perły, które wpięła do uszu. Dodatkowo po wstaniu z otomany uzupełniła strój o modny, pleciony kapelusz, białe, koronkowe rękawiczki, wachlarz i parę sandałów wiązanych na rzemień. W takim stanie przejrzała się jeszcze raz w lustrze, oceniając że jest w pełni gotowa do wyjścia.
        Przechodząc przez pokój spojrzała jeszcze mimochodem na miecz, podparty o ścianę oraz sztylet leżący na komodzie. Zatrzymała się na moment i zamyśliła intensywnie. Ostatecznie jednak nie sięgnęła po żadne z nich, gdyż była spokojna o swoją podróż do posiadłości hrabiego, jak i sam przebieg ich spotkania. Chwytając za klamkę powtarzała sobie w myślach, że przecież nie może tak łatwo popadać w paranoję i zakładać, że broń z całą pewnością się jej przyda. Udawała się do hrabiego w interesach jako archeolog, nie inkwizytor.
        Nie inkwizytor.
        Nie...
        W momencie zawróciła i wzięła sztylet do ręki. W kilku sprawnych ruchach zamocowała pas z pochwą na swoim lewym udzie, a kiedy tylko wyczuła znajomy ciężar broni, poczuła się pewniej. Doświadczenie nauczyło ją, że przezorności nigdy nie za wiele. Nawet jeśli samo poczucie pozostania w ciągłej gotowości było już dla Nevry niebywale irytujące to nie umiała się z niego wyleczyć.
        Kiedy wyszła z apartamentu na korytarzu dalej panował spokój, choć dzień panował już w pełnym rozkwicie. Większość gości musiała najwidoczniej przebywać na parterze, gdzie znajdowała się restauracja oraz bar. Nevra zamknęła drzwi nie siląc się o zachowanie ciszy. Zawiasy bowiem niebywale skrzypiały. Ku jej zaskoczeniu jednak Gavin nie wyskoczył ze swojego pokoju, jak miał w zwyczaju przez ostatnie kilka dni. Z pewnością wciąż odsypiał zeszłą noc. Z tego względu Nevra nastawiła się na samotny spacer do recepcji, ale gdy tylko postąpiła kilka pierwszych kroków, usłyszała kolejne skrzypnięcie zawiasów.
        Odwróciła się i dostrzegła postawną sylwetkę raroga sunącego w jej stronę. Rozchylił bogato upierzone, śnieżnobiałe skrzydła i zawołał:
        - Ah! Nevro, cudownie cię widzieć.
        Ona z kolei uśmiechnęła się do niego pogodnie.
        - Dzień dobry Edmundzie. Zapewniam cię, że swoim nadejściem sprawiłeś mi równą przyjemność. - wyszczebiotała z niewinną słodyczą, tak typową dla wysoko urodzonych dam.
        Raróg uśmiechnął się, na tyle na ile mógł zrobić to posiadacz ostrego dzioba. Edmund bowiem wywodził się z długiej i szanowanej dynastii sów śnieżnych zamieszkujących królestwa północy. Tym samym był jak chodzący, muzealny eksponat. Dalej jednak prezentował się niezwykle majestatycznie, nawet wtedy kiedy wszechobecny upał ewidentnie mu doskwierał.
        - Dokąd zmierzasz, jeśli wolno spytać?
        Nevra spojrzała na niego z błyskiem rozbawienia w spojrzeniu. Nie odpowiedziała od razu, zamiast tego wyciągnęła swoje ramię w zapraszającym geście.
        Edmund z kolei od razu zrozumiał ten jakże jasny przekaz i z pełnią dżentelmeńskiej gracji podjął ją pod ramię.
        - Oh! To żadna tajemnica. - przyznała wreszcie Nevra, gdy zaczęli przemierzać korytarz nieśpiesznym krokiem. - Opowiadałam ci już o moim dzisiejszym zaplanowanym spotkaniu z hrabią, prawda?
        - Jak najbardziej, teraz pamiętam. Rozumiem, że poinformowałaś już o tym Gavina.
        Zapadła chwilowa cisza, która sama w sobie stanowiła już jasną odpowiedź. Nevra nie chciała brnąć dalej w tą tematykę, ale tak otwarte pozostawienie tego pytania uznała za zbyt nieuprzejme.
        -Nic z tych rzeczy. - przyznała po dłuższej chwili.
        Edmund wydawał się nieco zmieszany.
        - Nie rozumiem, przed chwilą wspomniałaś, że nie jest to tajemnicą...
        - Oczywiście, ale tym samym jest to moja prywatna sprawa, a prywatnymi sprawami dzielę się z tym z kim zechcę. - odparła twardo Nevra. - Prędzej czy później powiem o tym Gavinowi, choć w tym wypadku później jest bardziej prawdopodobne niż prędzej. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz.
        - Jak najbardziej, wszak dobrze wiem jak Gavin nieustannie się do ciebie zaleca. Jeśli chcesz to mogę z nim o tym porozmawiać...
        - Równie dobrze, mógłbyś teraz poprosić ścianę, aby się dla ciebie przesunęła. To i tak nic nie zmieni.
        Edmund zamilkł, ale jego mina jasno świadczyła o tym, że był gotów przyznać jej rację.
        Gavina traktowano w gronie ekspedycji jako kogoś... szczególnego. Niezaprzeczalnie posiadał najwyższy status społeczny, był bowiem wysoko urodzonym arystokratą, a dokładniej bratankiem Terezjusza z rodu Fergonetów króla Meot. Koneksje rodziny zapewniły mu ukończenie najlepszej uczelni na kontynencie, a jego dyplom szczycił się wartością znacznie przekraczającą prestiż certyfikatów i dokumentów posiadanych przez resztę członków. Na dodatek fundował wiele wypraw, a jego nazwisko często przyciągało uwagę wielu znamienitych klientów. Nic więc dziwnego, że dla pozostałych osób z ekspedycji jawił się jako nieoceniony towarzysz, nawet jeśli jego charakter stanowił pewne wyzwanie. Wszystko dlatego, że Gavin posiadał jeden, dość spory kompleks, który nieco komplikował relacje w całym zespole.
        Wiązało się to z tym, że Nevra była błogosławioną, Edmund rarogiem, Eleanora wróżką, Gertruda syreną, a Ansel satyrem. Każdy z nich posiadał coś szczególnego - skrzydła, pióra, kopyta, rogi, ogon, magiczną poświatę lub co ważniejsze, długowieczność. Gavin nie miał żadnej z tych rzeczy, gdyż był zwykłym człowiekiem i właśnie to bolało go najbardziej. Z tego powodu pozostali obchodzili się z nim jak z jajkiem w obawie, że urażony zrezygnuje i odejdzie tym samym, pozbawiając ekspedycję sławy i wysokiego standardu życia, do którego zdążyli przywyknąć. Podtrzymywanie w nim przeświadczenia o jego ważności po prostu było lukratywne dla obu stron.
        Nevra jednak czuła się coraz bardziej poirytowana całą tą sytuacją. Wszystko zawsze obracało się wokół Gavina, mimo iż tylko bawił się w archeologa. Również ich wizyta w Xan-Lovar była podyktowana jego zaproszeniem przez królewski uniwersytet. Miał wygłosić serię prelekcji na temat architektury starożytnych cywilizacji południa. Pozostali oczywiście podążyli za nim i znaleźli jakieś mniejsze zlecenia dopiero na miejscu. Bez konkretnego zajęcia pozostała jedynie Nevra, a ona z całą pewnością nie miała zamiaru zatańczyć tak, jak Gavin jej zagra. I w końcu los postanowił się do niej uśmiechnąć, zsyłając propozycję hrabiego.
        - Czym będziesz się dzisiaj zajmował Edmundzie? - spytała, chcąc nareszcie bez przeszkód zmienić temat na mniej inwazyjny.
        Edmund na wzmiankę o swoich planach wyraźnie się rozweselił.
        - Zostałem zaproszony przez studentów na małą wycieczkę poza mury miasta. Na zaliczenie semestru muszą przeprowadzić własne wykopaliska przy ruinach świątyni. Obiecałem, że im pomogę.
        - To bardzo uprzejme z twojej strony. - przyznała Nevra.
        Akurat weszli na kręte schody prowadzące na parter.
        - Oh! To czysta przyjemność móc wspomóc tak młode i chłonne umysły.
        - A jak pozostali?
        - Eleanora i Gertruda pomagają przy organizacji wystawy w tutejszym muzeum, z kolei Ansel złapał kontakt z kilkoma innymi archeologami i razem preparują świeżo odnalezione skamieliny.
        Nevra musiała przyznać, że brzmiało to jak coś niebywale nudnego. W końcu każdy z nich był wybitnym i doświadczonym archeologiem. Ekspedycje i wykopaliska były ich żywiołem, a ciągłe naukowe spotkania i śledzenie tekstów starych ksiąg tylko przytępiało ich sprawne i bystre zmysły poszukiwaczy. Ona nie miała zamiaru dłużej tak żyć. Potrzebowała przygody.
        Kiedy zeszli na dół jej przypuszczenia potwierdziły się. Restauracja jak i bar były po brzegi wypełnione gośćmi. W holu natomiast było już o wiele spokojniej. Kilku ludzi stało przy recepcji i wynajmowało nocleg, z kolei służący czyścili szyby głównych drzwi wejściowych.
        Nevra wraz z Edmundem zatrzymali się niedaleko nich. Naraz jeden z odźwiernych podszedł do nich i ukłonił się.
        - Panienka Bervgolde?
        Odwróciła się w jego stronę i przytaknęła.
        - Hrabia posłał po panienkę riksze, która już czeka na zewnątrz.
        Edmund i Nevra spojrzeli po sobie nieco zaskoczeni. Punktualność hrabiego była godna podziwu.
        - Fantastycznie. - odparła, po czym z wyuczoną, szlachecką gracją otworzyła wachlarz. - Dziękuje ci za towarzystwo Edmundzie.
        Raróg uśmiechnął się, wciąż wyglądał jednak na nieco zaniepokojonego.
        - Nevro, czy tylko Gavin nic o tym nie wie, czy może powinienem wystrzegać się kogoś jeszcze? - spytał po chwili.
        Nevra wyszła mu naprzeciw z ostrym i czujnym spojrzeniem. Mimo, iż bardzo lubiła Edmunda to rozmowa z nim zaczynała już ją trochę drażnić. Zamaskowała się uprzejmym uśmiechem.
        - Właściwie to powiedziałam tylko tobie. Jeśli przyjmę zlecenie to wtedy przyznam się reszcie.
        - Dobrze, w takim razie będę milczał jak zaklęty. Uważaj na siebie moja droga. - dodał i skłonił przed nią głowę
        - Do zobaczenia. - odparła Nevra.
        Odźwierny uchylił przed nią drzwi, a następnie poprowadził w stronę rikszy. Był to dość popularny środek transportu w Xan-Lovar wykorzystujący siłę ludzkich mięśni. Wiele osób właśnie w ten sposób zarabiało na życie. Riksza wynajęta przez hrabiego wyglądała na bardzo drogą. Miała solidne zadaszenie, siedzenia obite z wełny kaszmirowej i szerokie oparcie. Tuż przy niej stał rosły, ciemnoskóry mężczyzna. W momencie, w którym do niego podeszli akurat przecierał swoje czoło od zaległego na nim potu.
        - Witam panienkę. - rzucił, kłaniając się. Wyglądał na bardzo zmęczonego upałem. Zapewne w ciągu dnia zrobił już wiele kursów.
        Nevra nie zdążyła go jednak o to zapytać, gdyż odźwierny podał jej dłoń.
        - Hes-ra zapewni panience bezpieczną podróż do posiadłości hrabiego. - powiedział, jednocześnie służąc jej podparciem przy wchodzeniu po stopniach.
        Nevra zasiadła na wygodnym siedzeniu, a Hes-ra chwycił za dyszle.
        -Gdyby ktoś o mnie pytał powiedz, że wyszłam w interesach, nie precyzuj jednak w jakich. - oznajmiła, a odźwierny przytaknął.
        Hes-ra napiął mięśnie i po chwili riksza ruszyła z turkotem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Imperium Xan-Lovar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości