RubidiaUpiór w operze... ale to cyrk!

Miasto słynące głównie z ogromnego portu handlu dalekomorskieg. To tutejsze stocznie bujdą statki handlowe dla całego wybrzeża. Miasto rybaków i hodowli wszelkiego rodzaju stworzeń morskich.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Zoyamenae
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 2 miesiące temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Medium , Wędrowiec , Włóczęga
Kontakt:

Upiór w operze... ale to cyrk!

Post autor: Zoyamenae »

        Wszystko było gotowe. Trupa zawodowców, którzy wyczekiwali na ten moment od miasta do miasta, od polan po górzyste tereny, z wytchnieniem mogli pozwolić sobie na spełnienie swoich największych zwariowanych myśli. “Ci ludzie to wariaci”, powtarzała Zoyamenae. “Dobrze trafiłam”, uśmiechała się. Tutaj w cyrku czuła się po prostu na tyle swobodnie, że także nie mogła się doczekać szaleństwa związanego z pierwszym występem. Trzeba było zrobić dobre pierwsze wrażenie na mieszkańcach Rubidii - jej dawnego domu. Zapewne nikt już nie pamięta panienki Vighethorne, a jeżeli już, to służba siedząca na widowni nie będzie w stanie zrobić nic innego jak tylko plotkować o powrocie szlachcianki. Jeśli Klaus kiedykolwiek usłyszy, że powróciła, zapewne zignoruje tę informację.
“Nie jesteś już moją córką. Odejdź stąd”.
        Zoya odkąd tylko wjechali do miasta, odczuwała silną potrzebę ucieczki. Za dużo wspomnień było związanych z Rubidią, a najbardziej nieprzyjemnym był Remus. Zmiennokształtna nie widziała go od wielu lat i obawiała się, że on nie wyjechał nigdy z miasta. Unikanie rodzinnego domu zdawało się idealnym sposobem, aby wszystko trzymać z daleka, lecz teraz… nie mogła już uciekać. Musiała stawić czoło wszystkiemu, co nadejdzie niedługo.

        - Zoyka! - krzyknął Kreg, zwany Pochodnią. Mężczyzna sławił się arcymistrzowskim poziomem magii ognia, mimo to nigdy nie starał się o przyznanie tytułu magicznego bądź lepszą pracę. Dobrowolnie wybrał podróżowanie, a z grupą cyrkową było mu najwygodniej - nie musiał na każdym kroku uważać, albowiem mężczyzna posiadał nieposkromione pokłady ADHD. Wszystko go nudziło, a tym samym miewał przypadki, w których stracił kontrolę i coś podpalił. W takich sytuacjach dobrze jest mieć Serinę, panią mórz i oceanów, nazywaną Rybeńką.
        - Słucham cię? Już wchodzimy? - zapytała wilczyca, poprawiając róż na policzkach. Nie mogła wyjść do ludzi niepomalowana.
        - Jeszcze pięć minut. Przyszedłem upomnieć się o to, żebyś mnie później oprowadziła! Następnego wieczoru mamy na to świetną okazję, co ty na to? - Mężczyzna nie próżnował. Chciał zwiedzać i nic go przed tym nie mogło powstrzymać. W namiocie Zoyi czuł się na tyle swobodnie, że rozsiadł się na jednym z licznych dywanów. Kobieta kochała je ze sobą wozić.
        - Następnego wieczoru nie jestem w stanie, Kreg - powiedziała brunetka, a jej wzrok utknął w jednym punkcie. Odbicie w lustrze ponownie ją pokazywało. Mennea nigdy nie odeszła od swojej córki, więc to do niej była duchowo przywiązana. Nie do swego ukochanego, nie do domu. Matka przywiązała się do swojej córki.
- To już czas? - zapytał Kreg. Zoya tylko potaknęła. Jedynie Pochodnia wiedział o jej likantropii. Zoyamenae obawiała się, że w innym przypadku wezmą ją za większego wariata. Co przecież jest bardziej cenione w cyrku - medium, które posiada armię pełną duchów czy wilkołak, który widzi dusze zmarłych?
No właśnie. Pojutrze miała nastać pełnia.

        Przyszedł ten czas, kiedy mogli zaprezentować się. Zazwyczaj w jednym mieście pozostawali niecały miesiąc - żeby dobrze zarobić, dobrać zapasy oraz porządnie pozwiedzać. Wszyscy byli podróżnikami. Wszyscy pragnęli przygód.
Grupa zawsze była przedstawiana w kolejności alfabetycznej, albowiem tak wymyślił sobie Kreg. Podczas przedstawienia pozostałych członków każdy wychodził, przedstawiał swoje zdolności w najbardziej spektakularny sposób, w jaki tylko potrafił. Kreg jako mistrz magi ognia ciągle podkręcał atmosferę, oświetlając wszystko i dodając specjalne sztuczki. Publiczność zaproszona na to cudowne przedstawienie zaśmiała się w momencie jego drobnych przekomarzanek z Seriną, która niemal gasiła go jak zapałkę.
        - Gotowa, mamo? - zapytała wilkołaczka, oglądając występ swoich kompanów.
I w końcu wywołana została Zoya. Ona uwielbiała wywoływać jednocześnie zachwyt i strach, zatem i tym razem postanowiła się postarać. Gdy tylko wybiegła na środek, potknęła się - aczkolwiek specjalnie. W tej samej sekundzie przywołała najsilniejszą duszę jaką tylko znała, a duch złapał ją i szybko postawił na nogi. Miał na to niedużo czasu, ponieważ mimo swojej siły nie posiadał ciała i nie mógł długo trzymać czegokolwiek. Następnie wokół kobiety pojawiały się coraz to nowsze manifestacje. Sala wydawała się schłodzić mimo efektów Krega, a również wiele przedmiotów wolnostojących uniosło się w powietrzu. Koło Zoyi stała teraz cała grupa nie tylko byle duchów, a starych cyrkowców - tych, którzy byli powiązani ze swym domem i pragnęli dalej występować. Dzięki wilczycy było to dla nich możliwe. Duchy wykonywały najróżniejsze sztuczki i akrobacje, jakie tylko mogły.
        - Proszę państwa, oto Zoyamenae, Dusza naszego cyrku! - krzyczał Kreg, przywołując pseudonim sceniczny kobiety. A Zoya wreszcie czuła się spełniona, niosąc radość z głosem wiwatów poza namiot.
Awatar użytkownika
Sunreisintre
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 2 miesiące temu
Rasa: Upiór
Profesje: Kupiec , Kolekcjoner , Artysta
Kontakt:

Post autor: Sunreisintre »

- Niesamowite, coś tak czułem, że mordercą będzie bard — mruknął upiór, zamykając książkę o zielonej okładce, na której wygrawerowano wdzięczny tytuł „szkarłatny aruwian”.

Powoli zwlekł się z łóżka wciąż myślami zagłębiony w przeczytanej historii. Spojrzał przez okno. Słońce dopiero wschodziło, wiatr był delikatny, sądząc po drobnych, nawet niespienionych falach. Robiło się już dość ciepło, choć Sunrei praktycznie w ogóle nie odczuwał temperatury.
Schodząc po schodach na dół, przypominał sobie, jakie ma rzeczy do zrobienia na dziś. Najpierw jednak musiał odnieść książkę do biblioteki. Była wprawdzie całkiem niezła, ale nie zamierzał jej zatrzymywać. Jedynie nieliczne, niezwykle ciekawe lub przydatne księgi sobie zostawiał. Ukrywał je w rozległej piwnicy pod domem przed wzrokiem zbyt ciekawskich gości.
Jego zamiłowanie do czytania pchało go do poznawania treści każdej książki, zanim ją sprzeda. Dzięki temu wiedział, co ma w swoim asortymencie i z czystym sumieniem mógł polecać konkretne pozycje. Zwykle poświęcał na to noce, nie sypiał, więc miał naprawdę dużo czasu.

- Ciekawe czy autor wydał kolejną część – rozważał, analizując końcówkę, która wręcz błagała o kontynuację.

Gdy tylko demon odłożył tomiszcze na półkę, rozległo się donośne pukanie do drzwi. Sunrei, gdyby tylko mógł, uśmiechałby się teraz od ucha do ucha. Ledwo wzeszło słońce, żaden klient nie przychodził tak szybko. To musiało oznaczać jedno – świeża dostawa.
Przy drzwiach znalazł się w kilka chwil i chwycił za klamkę pełen ekscytacji, a właściwe próbował. Przez przypływ emocji nieco się rozkojarzył, jego dłoń stała się zupełnie niematerialna. Oczywiście nie chcąc dać elfowi czekać, szybko to naprawił.

- Dzień dobry Erno – przywitał spiczastouchego, nie kryjąc, że jego spojrzenie wędruje na załadowany po brzegi wóz.
- Dzień dobry panie Sunreisintre – uśmiechnął się mężczyzna – Miałem całkiem dobre łowy. Nauki magiczne, powieści, znalazłem również co nieco o botanice i bestiach Alaranii. Tak w dużym skrócie – dodał elf, spoglądając na swój pokaźny bagaż.
- Doskonale – Upiór wziął w ręce kilka grubszych sztuk i odłożył na trawę. Zwykle wyładowywanie odbywało się jak najszybciej by nie wstrzymywać elfa przed następną podróżą.
- Panie Sunreisintre. Zanieśmy je dziś od razu do biblioteki – powstrzymał go elf.
- Jak to? Nie jedziesz dalej?
- Dzisiaj biorę wolne, do miasta przybywa cyrk. Słyszał pan o tym? Ponoć są całkiem nieźli.
- Oh. Musiało mi to umknąć. Dobrze, że wspominasz, nie chciałbym tego przegapić – dodał demon, z nostalgią przypominając sobie te czasy, gdy był aktorem i podróżował od miasta do miasta z własną trupą.

Mężczyźni sprawnie poukładali księgi, segregując je od razu po kategoriach, a następnie alfabetycznie. W międzyczasie dużo rozmawiali, głównie o podróżach i książkach. Nawet nie zauważyli, gdy minęło południe, a przecież dzień ledwo się zaczął.

- No gotowe – westchnął zadowolony elf.
- Dziękuje za pomoc, samemu zapewne zeszłoby mi znacznie dłużej – stwierdził Sunrei.
Gdy Erno wyszedł i ruszył w stronę miasta, Sunreisintre zaczął się zastanawiać co dalej. Poszedł do swojej sypialni, będącej w praktyce czytelnią. Miał tam na ścianie spore lustro. Przyjrzał się bacznie swojemu odbiciu.
- Trzeba się przebrać – magia iluzji sprawiła, że wyglądał teraz jak to zwykle miał w zwyczaju, wychodząc do centrum. Obicie ukazywało teraz piwnookiego bruneta o bladej cerze – A może trochę inaczej? - zmienił włosy na blond. Skrzywił się z niesmakiem i wrócił do tego, co było – Tak będzie dobrze – potwierdził jakby dla samego siebie.

Już odkąd wszedł do namiotu, czuł coś dziwnego. Jakieś przyciąganie, którego nie był w stanie wyjaśnić. Było jednak na tyle słabe, że prędko o tym zapomniał, zaciekawiony pokazem. Dzięki swej znajomości na temat magii dobrze wiedział, kiedy i którą arkanę stosują cyrkowcy, mimo to był pod wrażeniem różnorakiego wykorzystywania magii. To było niesamowite. Czary, zaklęcia, to zawsze była najbardziej plastyczna rzecz w tym świecie. I wciąż potrafiła zaskakiwać tak wiekowego upiora, jak Sunrei.
W pewnym momencie usłyszał on imię, przez które znieruchomiał i zesztywniał niczym umarlak. Czy to możliwe? Czy on dobrze słyszał? To nie było możliwe, prawda?
Przepchał się trochę przez tłum, by być bliżej sceny i zabrakło mu słów. Nie potrafił zareagować. Po prostu tam stał i wpatrywał się w kobietę, która jak gdyby nigdy nic prezentowała swoje sztuczki. Każdy jej ruch, jej spojrzenie, cały sposób bycia był mu tak bliski. To nie mógł być nikt inny.

- Zoya… - mamrotał niesłyszalnie. Był w szoku, Alarania była przecież tak wielka, tak niebezpieczna, a jednak znowu ją spotyka. I nie jest to tamta zagubiona dziewczyna, teraz to pewna siebie, silna kobieta, która odnalazła w życiu szczęście. Przynajmniej tak ją widział. Miał wrażenie, jakby ktoś zdjął ogromny ciężar z jego serca.

Od tego momentu pokaz zaczął się mu strasznie dłużyć, chciał do niej podejść, zagadać, przeprosić. Jednak dopiero po chwili jego rozum dorwał się do głosu. Przecież wtedy „był” Remusem, teraz wyglądał inaczej, nie mogła go poznać.

- Mogę zacząć od nowa. Mogę spróbować raz jeszcze, tak jak trzeba – myślał uradowany i nie spuszczał wilkołaczki z oczu. Musiał zagadać. Jakkolwiek. Po prostu musiał.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rubidia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości