Mgliste BagnaBu! Bagienny duch!

Tajemnicza mroczna kraina, gdzie każdy Twój ruch jest obserwowany. Strzeż się każdego cienia i odgłosu bo możesz już nigdy stamtąd nie wrócić.
Awatar użytkownika
Villemo
Kroczący pośród cudzych Marzeń
Posty: 432
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata , Mag
Kontakt:

Post autor: Villemo »

- Znaleźliśmy trzy klucze, ale właściwie żaden nie doprowadził nas do niczego konkretnego. Pięknie - mruknęła sama do siebie. Salazar co prawda nie wiedział o kluczu, który Vi znalazła na strychu, ale to było mało ważne. Drażnił ją brak współpracy z jego strony. Nie mogła jednak wybrzydzać, chciała się stąd wydostać i to jak najszybciej. W Alaranii, owszem, czas płynął nieliniowo, ale nie zamierzała spędzać w tej posiadłości długich tygodni. Czekały na nią córki.

- Nie wiem dlaczego dach się zawalił. Może masz rację, może aktywowałyśmy jakąś pułapkę, a może ta na dole ją aktywowała. Nie miejmy złudzeń, ta ruina może mieć pełno ukrytych zagrożeń. A i ona sama jest zagrożeniem. Może dach po prostu nie wytrzymał. Na marginesie - wyciągnęła zza dekoltu malutki kluczyk, który wcześniej znalazła i zdążyła schować, w jedynym sensownym miejscu - my też mamy klucz.
- Musi otwierać jakąś szkatułkę, pozytywkę, albo pamiętnik, jest za mały na drzwi, a nawet szufladę. Z tego co przeczytałeś z notatnika, wydaje mi się, że posiadłość nie należy do naszego Maga, a do ojca tajemniczej dziewczyny. Jeśli tak jest, gdzieś znajduje się jej pokój, a tam na pewno znajdziemy puzderko do którego pasuje mój klucz. Szukałabym też gabinetu "ojca", jeśli zabił, obecnego tutaj ducha, tam powinniśmy znaleźć jakieś ślady planowania morderstwa.
- W takich dworach gabinety znajdują się najczęściej na parterze, od wschodniej strony, by rano wpadało do nich światło... Pytanie gdzie w tej chwili znajduje się wschód? Tymczasem ułożone panny zazwyczaj lokuje się na piętrach, więc nasza dziewczyna powinna mieć swoją alkowę gdzieś tutaj.

Vi podzieliła się ze swoimi towarzyszami całością przemyśleń. Była przekonana, że dziewczyna z pamiętnika prawdopodobnie stanowi klucz (ach, te klucze!), do rozwiązania zagadki. Trzeba było koniecznie znaleźć jej pokój.
Awatar użytkownika
Luna
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 75
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Luna »

Luna mruknęła twierdzącą, zgadzając się z Salazarem. Tu w sumie nic nie było w najlepszym stanie, może oprócz ich trójki, przynajmniej do czasu.

- Nie sądze, że to była pułapka… - zaczęła czarodziejka, odwołując się do słów elfa i Vilemo – możliwe, że drgania od wybuchu wywołały to zawalenie – stwierdziła mimo wszystko bardziej przekonana do swojej teorii.

Nie miała jednak zamiaru wszczynać kłótni o to, kto ma rację, więc zaraz po tym wróciła do dalszego śledztwa. Mroczny elf w tym czasie zajął się przeglądaniem biurka. I to był dobry traf, ponieważ czarodziejka tym razem nie zdołała znaleźć nic konkretnego na regale. Podeszła więc przyjrzeć się temu kluczowi i notatnikowi. Na szczęście nie zmienił się w pył, a gdy spiczastouchy go wertował, pradawna uważnie spoglądała czy może gdzieś na zapisanych stronach nie pojawia się symbol motyla, było to raczej mało prawdopodobne, ale cała ta sytuacja taka była, więc kto wie?

- Ale czekaj, to by było bez sensu, skoro to pamiętnik jakiejś dziewczyny to nie powinien on być w posiadaniu jej ojca… Może to był jej pokój, a ten klucz… Choć może faktycznie ją zamykał, ale ten klucz był ukryty, może prowadzi do jakiegoś tajnego wyjścia z tego pokoju? – zasugerowała niebieskowłosa – Chyba że to znalazł i jej zabrał… - dodała po dłuższym namyśle – W każdym razie zgadzam się, trzeba znaleźć miejsce, które otwiera. Może motyle nam je wskażą – mruknęła, podnosząc klucz i się im przyglądając.

Nemorianka wypowiedziała też na głos swoje przypuszczenia, które również chodziły po głowie Luny, przynajmniej zaczęło się to układać w jakąś w miarę sensowną całość, choć nadal niezbyt wiedzieli czego dokładnie szukać.

- O, dobrze wiedzieć – uśmiechnęła się do Vi, sama nie miała wiedzy, kto i gdzie pomieszkuje w dworach, więc ucieszyła ją tak wyraźna wskazówka – Nie ma więc na co czekać. W sumie mamy trzy klucze, może niech każdy weźmie jeden i zacznie sprawdzać wszelkie zamki? Może niech Salazar weźmie ten pierwszy, ty ten z motylkami, wydaje mi się, że najszybciej z naszej trójki odgadniesz, do czego pasuje, a ja mogę wziąć ten, co znalazłyśmy, na strychu, co wy na to?

Wprawdzie wcześniej nie była pewna co do rozdzielenia się, ale teraz cała ta sytuacja wręcz to wymuszała. Było też mniejsze ryzyko, że któryś z kluczy przypadkiem gdzieś się zawieruszy, każdy miałby pod opieką jeden, będzie bezpieczniej i sprawniej.
Nim jednak wzięła klucz od demonicy, jej uwagę przykuła tylna ścianka regału, z którego chwilę wcześniej wyciągnęła tamtą zniszczoną księgę. Wcześniej nie zwróciła uwagi, ale była tam jakaś ciemna plama.

- Poczekajcie chwileczkę...

Podeszła bliżej i zaczęła wyciągać wszystkie inne książki, ostrożnie odkładając je na podłogę. Teraz dobrze widać było dziurę za tomiszczami idącą przez mebel oraz ścianę za nim. Nie była głęboka, ale w sam raz, żeby na przechowanie czegoś niewielkiego. Pradawna sięgnęła ręką i wyraźnie coś znalazła.
Oprócz masy kurzu i pajęczyn w jej dłoni znajdował się teraz piękny pierścionek z czerwonym diamentem. Po chwili wyjęła również kilka luzem wrzuconych tam pogiętych pergaminów z nieco już wyblakłymi zapiskami. Wszystko to położyła na biurku i popatrzyła po reszcie.
Awatar użytkownika
Salazar
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 114
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Mroczny Elf
Profesje: Złodziej , Wędrowiec , Skrytobójca
Kontakt:

Post autor: Salazar »

Nie było sensu prowadzić dalszej rozmowy na temat tego, co stało się na strychu. Czas zająć się czymś innym, co zresztą może pomóc im w znalezieniu się bliżej wyjścia z tej sytuacji.
         – To pomieszczenie wygląda podobnie do biura, ale wygląda na to, że nim nie jest. Nie jest też pokojem autorki tego pamiętnika – odparł, choć drugą część wypowiedział nieco ciszej, jakby bardziej przemawiał jedynie do siebie, a nie również do Luny i Villemo. Sam ojciec, pan tego domu, wydawał się też głównym podejrzanym, jeśli chodziło o śmierć maga. Nie przepadał za nim i nie chciał, aby jego córka spędzała z nim czas – później mogło stać się coś, co sprawiło, że ojciec zdecydował się na zakończenie życia maga. A klucz, który znalazła Villemo rzeczywiście mógł otwierać coś niewielkiego, może właśnie coś, co znajduje się w pokoju tamtej dziewczyny. Klucz z motylami prawdopodobnie otwierał drzwi do tego pokoju.
         – Tylko, że jeśli nasze przypuszczenia są prawdziwe, to dwa klucze są ze sobą powiązane. Jeden otwiera drzwi do konkretnego pokoju, a drugi otwiera coś, co prawdopodobnie znajduje się właśnie w nim – odparł. Nie, żeby przeszkadzało mu rozdzielenie się, jednak, jeżeli właśnie tak to wygląda, to nie będzie potrzebne rozdzielanie kluczy tak, aby każdy miał tylko jeden.
         – Mogę wziąć srebrny klucz i poszukać drzwi, które otwiera. Wy możecie wziąć dwa pozostałe i spróbować znaleźć pokój należący do dziewczyny – zaproponował. Była to tylko propozycja, nie rozkaz. Jemu ten plan pasował, choć one mogły wypowiedzieć na głos swoje uwagi, jeżeli takie miały i wprowadzić weń zmiany. Spojrzał też na to, co Luna w międzyczasie wyciągnęła zza zniszczonego regału. Domyślał się, w jakim stanie będą pergaminy i coś, co mogłoby być na nich zapisane. Nie były odpowiednio chronione, więc nie zdziwił go brak tekstu na pierwszym z nich. Najpierw podniósł go ostrożnie i tak samo rozwinął, to też zrobił z pozostałymi. Każdy z nich był pusty, część była naderwana, a także powoli niszczyła się nawet przy jego delikatnym dotyku.
         – Nie wiem, o co może chodzić z tym pierścieniem, ale pergaminy, jak widzicie, nam nie pomogą – podsumował. Pierścień raczej nie był zwykłą błyskotką, którą ktoś zdecydował się tam schować. Musiał mieć jakieś znaczenie.
         – Może jest w jakiś sposób powiązany z magiem? Wygląda na to, że i tak będę szedł na dół, sprawdzę, czy klucz może pasuje do jakichś drzwi na parterze, więc mogę spróbować dostać się do pomieszczenia, w którym z nim rozmawialiśmy i go o to zapytać – odezwał się znów, z jego ust padła kolejna propozycja, choć wypowiedziana takim tonem, jakby było to coś oczywistego, co zresztą ma zamiar zrobić. Po chwili podniósł zarówno klucz, jak i pierścień, który znalazła Luna i ostrożnie ruszył w stronę wyjścia.

Właściwie, teraz przez cały czas starał poruszać się trochę ostrożniej. Uważniej stawiał swe kroki, tak samo nasłuchiwał też skrzypienia podłogi lub czegoś, co mogłoby zwiastować, że już za chwilę deski pod nim pękną, a on będzie miał jedynie naprawdę krótką chwilę na to, żeby jakoś na to zareagować. Gdy schodził na dół, zaczął też zastanawiać się, co powinien zrobić najpierw. Udać się do maga i liczyć na to, że w ogóle będzie chciał pojawić się i z nim porozmawiać czy może poszukać drzwi, które otwiera srebrny klucz? Może lepiej będzie najpierw zabrać się za to pierwsze.
Pomyślał też, że przy okazji sprawdzi coś jeszcze – gdy przechodził obok obrazu kobiety, za którym znaleźli pierwszy klucz, zatrzymał się przy nim i przyjrzał postaci na niej. Jeżeli okazałoby się, że taki sam pierścień będzie znajdował się na jednym z palców tej kobiety, to po części wyjaśni się też jego pochodzenie… ale nie znalazł go tam. Ozdoba ta nadal pozostawała niewiadomą. Ruszył dalej korytarzem, aż dotarł w końcu do drzwi prowadzących do komnaty, w której przywitał ich duch maga i zdradził im, dlaczego się tu znaleźli. Drzwi otworzyły się przed nim, ale w środku nie zauważył nikogo, ani żywego, ani nieumarłego. Magneti Abracadabri pojawił się niecały krok przed nim z miną, która zdradzała, że jak najbardziej zrobił to specjalnie. Tylko, że Salazar się nie przestraszył, jedynie zmrużył lekko oczy, gdy spojrzał w stronę maga.
         – To twój pierścień? - zapytał go od razu, gdy tylko wyciągnął wspomnianą błyskotkę z kieszeni.
         – W pewnym sensie… Bo, widzisz, piękna Matylda, młoda dziewczyna, która tu mieszkała, wręczyła mi go w prezencie. Gdy żyłem, lubiłem nosić czerwienie, które oddawały też mój charakter, z czym zresztą też skojarzył jej się klejnot w pierścieniu. Dlatego mi go wręczyła – odpowiedział szybko. Zupełnie, jakby gdzieś się spieszył, a przecież był duchem, który aktualnie miał czasu pod dostatkiem.
         – I tyle? - mroczny elf zadał mu kolejne pytanie.
         – Tyle wystarczy – odpowiedział mu Abracadabri z uśmieszkiem na ustach, a później zniknął tak szybko, jak chwilę wcześniej się pojawił. Salazar wiedział, że nie była to cała historia, jednak dzięki temu niektóre elementy całej tej układanki zaczynały do siebie pasować. Wyszedł, wrócił na korytarz z obrazami. Nie miał zamiaru wracać do Luny i Villemo, aby podzielić się z nimi tymi wieściami. Najpierw chciał znaleźć miejsce, do którego uzyska dostęp dzięki kluczowi, który miał przy sobie.
Awatar użytkownika
Villemo
Kroczący pośród cudzych Marzeń
Posty: 432
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata , Mag
Kontakt:

Post autor: Villemo »

Cała sprawa była pogmatwana. Czas działał na ich niekorzyść. Stres nie pomagał. Nastawienie Salazara było pragmatyczne i powili przestawało drażnić Villemo. Miał rację. Nie mieli zostać przyjaciółmi, tylko rozwikłać zagadkę i uciec z tych bagien.
- Chodźmy - rzekła do Luny, gdy zostały same. Niby obeszły już te korytarze, ale mogły sprawdzić jeszcze raz. Tym razem udały się w tym kierunku, w którym wcześniej szedł Salazar. Villemo westchnęła rozglądając się.
- Mam dwie córki - odezwała się trochę nie na temat - czekają na mnie. Nie chce tu tkwić. Co jeśli nasze dni tutaj, to miesiące tam gdzie są moje dzieci? Są dorosłe, ale zawsze będę ich matką.

Mimo tej dygresji Vi rozglądała się uważnie po ścianach, podłodze, a nawet suficie. Dotarły do końca korytarza. Znajdowało się tutaj okno. Brudne do tego stopnia, że nie dało się przez nie nic zobaczyć. Nemorianka podeszła do niego i spróbowała otworzyć. Klamka odpadła natychmiast, ale okno i tak odskoczyło. Najwyraźniej w ogóle nie było zamknięte. Kobieta oparła się o parapet i wyjrzała na zewnątrz. Wszędzie mgła. Nie dało się określić gdzie są. Jednak kiedy spojrzała w lewo dostrzegła coś niezwykłego. Posiadłość ciągnęła się w tamtą stronę i to dość daleko. Tymczasem w środku korytarz się kończył, choć powinien skręcać. Vi wróciła do środka, zamknęła okno, by nie docierały do nich śmierdzące opary bagien. Odwróciła się w stronę w którą powinien biec korytarz. Na ścianie wisiał wielki gobelin z motywem róż. Był ciężki, więc poprosiła o pomoc czarodziejkę. Udało się im go odwinąć i... natrafiły na pustą ścianę. Czarnowłosa zaklęła w myślach. Przecież tu musiało coś być. Zaczęła dotykać rękoma, teoretycznie pustej ściany i nagle, mniej więcej na wysokości jej talii wyczuła niewielki przycisk. Nacisnęła go, a ściana zmieniła się w otwierające się przed nimi drzwi.

Korytarz tonął w szarości, choć po jednej stronie znajdowały się okna, były brudne i przysłonięte pajęczynami. Vi zauważyła, że przy podłodze coś lekko błyszczy. Przykucnęła. Okazało się, że jest to grzyb. Latarnia Bagienna. Choć na magii życia znała się słabo, wiedziała, że teraz może to wykorzystać. Dotknęła podłogi niedaleko rośliny i wlała w nią swoją moc. Grzyb rozjarzył się, a fioletowe światło rozpłynęło się po podłodze. Drewno było tak spróchniałe, że wszędzie pojawiły się niewielkie grzybki rozświetlające ciemność. Nemorianka wstała. Korytarz okazał się niesamowicie długi. Po przeciwnej stronie od okien na początku nie było widać żadnych drzwi. Dopiero na końcu dostrzegły jakby zarys futryny.
- To co? Idziemy? - zagadnęła do Luny.
Awatar użytkownika
Luna
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 75
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Luna »

Luna przystała na propozycje rozdzielenia się w szukaniu zamków, które otwierają klucze. Był to jednak tylko twierdzący pomruk, bo obecnie była skupiona na nowym znalezisku.

- Myślisz, że ci odpowie w ogóle? – spytała powoli odchodzącego Salazara. Liczyła na to, ale zmarły mag mógł nie mieć wcale ochoty na udzielanie wywiadów. Gdyby przyglądał się ich śledztwu i jakoś ich wspomagał, komentując różne rzeczy czy odkrycia, poszłoby pewnie milion razy szybciej, ale cóż, najłatwiej czekać na gotowe.

Następnie dziewczyny również ruszyły na swoje poszukiwania tu na górze. Idąc przez korytarz, Vilemo nagle odezwała się w sprawie w ogóle niezwiązanej z zagadką. Zaskoczyło to czarodziejkę, której myśli chwilowo skupione były jedynie na kluczach.

- Nie wiem, czy czas mija tu znacznie szybciej, ale przynajmniej masz tam kogoś, kto na ciebie czeka, to z pewnością dodaje ci siły. Ja nie mam nikogo. Jestem całkiem… sama – dodała pradawna, jakby dopiero to do niej dotarło. Poznawała różnych ludzi na trakcie, z Cat nawet miała wrażenie, że się zaprzyjaźniła, ale później? Wszyscy gdzieś znikali, a ona znów zostawała sama.

Nie było czasu na smutki. Skrzydlata kobieta odchrząknęła i spojrzała na drobny, srebrny kluczyk. Musiał otwierać coś malutkiego tylko co i gdzie? Szkatułka pasowałaby najbardziej. Tymczasem nemorianka zaglądała za okno, Luna już miała pytać, czy widzi coś ciekawego, gdy dostała prośbę o pomoc. Oczywiście przystała na to i chwyciła gobelin na dole, a następnie przy użyciu skrzydeł zwijała go coraz bardziej ku górze. Gdy już był to całkiem spory rulon, przypominający zwinięty dywan, pradawna z lekkim trudem go zdjęła, a następnie odrzuciła w bok, bo trochę ważył. Nie spodziewała się jednak, że zrobi on dziurę w podłodze i w niej utknie.

- Upssss… - niebieskowłosa zawisła w powietrzu, nerwowo poprawiając włosy. Czuła się naprawdę głupio z tym, co zrobiła, przecież tam piętro niżej mógł akurat przechadzać się ich kolega. Przez chwilę zdążyła zapomnieć, że jest to w istocie ruina.

Przynajmniej z tego wszystkiego wyszło coś dobrego, bo znalazły ukryte drzwi. Natomiast to, co było za nimi, otwierało im potencjalną drogę do setki nowych wskazówek. Dodatkowo te świecące grzybki nadawały wszystkiemu specyficznej tajemniczej aury.

- Co? Tak, jasne – odpowiedziała skrzydlata zapatrzona w latarnie bagienne.

Idąc przez korytarz, myślała, jak to wyglądało w czasach świetności. Na ścianach widniały kwieciste malowidła, poszarzałe i skryte pod welonami z pajęczyn. Pod nogami przebiegło jej kilka myszek, natomiast pod sufitem zwisały nietoperze. Gruba warstwa kurzu pokrywała wszystko, co tylko mogła. Na jednym z parapetów stała stara porcelanowa lalka, a na błękitnej sukience było wyhaftowane złotą nicią „M”. Luna podniosła ją i zdjęła z niej pajęczyny. Mimo upływu lat wciąż wyglądała naprawdę dobrze, czarodziejka uśmiechnęła się i po obejrzeniu odłożyła ją na miejsce. Im bliżej kolejnego przejścia szły, tym malowidła ścienne zanikały. Przynajmniej tak mogło się wydawać, wszystkie te kwieciste wzorki prowadziły do jednego, bardzo już wyblakłego przedstawienia tamtej właśnie lalki trzymającej złoty kufer z czerwonymi ozdobnikami.

- Vilemo spójrz! – chwyciła ją za ramię i wskazała na wyraziście oddaną lalkę – Ten kufer, ma zamek. Mamy kluczyk, może jest właśnie do tego? Może jest właśnie gdzieś tutaj?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mgliste Bagna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości