Dalekie Krainy[Równina Laarin] Piekło i Niebo

Poza Środkową Alaranią istnieją setki, najróżniejszych krain. Wielka Pustynia Słońca, Góry Księżycowe, archipelagi wysp, płaskowyże, mokradła, a nawet lądy skute wiecznym lodem. Inny świat, inne życie, inni ludzie i nieludzie. Jeżeli jesteś podróżnikiem, czy poszukiwaczem przygód wyrusz w podróż w najdalsze zakątki wielkiej Łuski Alaranii.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

[Równina Laarin] Piekło i Niebo

Post autor: Izanami »

Wyruszyła na kolejną wyprawę w poszukiwaniu nieznanych gatunków, lecz tym razem zabrała ze sobą konia. Chciała zapuścić się zbyt daleko, by obciążać Livi. Koń był jej potrzebny choćby do niesienia bagażu. Potężna, szeroka klacz imieniem Cisza, szła powoli z Nami na grzbiecie. Nigdzie im się nie spieszyło. Trakt był spokojny i mało uczęszczany, ale na tyle szeroki, by swobodnie jechać konno. Lividia kroczyła obok, uważnie obserwując otoczenie. Wiedziała, że musi opiekować się swoją ludzką przyjaciółką, a koń? No cóż, tygrysica nieszczególnie go lubiła, ale tolerowała jego obecność.

Nami czuła się odprężona. Wokół panował błogi spokój. Był ciepły dzień późnej wiosny. Liście szumiały przyjemnie w rytm powiewów wiatru. Promienie słońca usilnie próbowały przedrzeć się przez gąszcz listowia i gałęzi. Od czasu do czasu Cisza wjeżdżała w plamy słoneczne. Cień drzew sprawiał, że ciemnowłosa mogła czuć się swobodnie, nie musiała martwić się, że dozna oparzeń słonecznych. Niezwykle długie, czarne włosy dziewczyny falowały w rytm chodu konia. Nami miała na sobie długą, jasnoniebieską spódnicę złożoną z kilku warstw. Mimo tego nie jechała w damskim siodle. Spódnice miała podciągniętą, tak, że było widać jej nawet łydki. Na nogach miała jednak długie, skórzane kozaki, z beżowej skóry, wiązane na rzemienie. Górę stanowiła lekka, biała bluzka z długim rękawem, ozdobiona haftami kolorowych, polnych kwiatków. Całość łączył szeroki pas, z grubszej, chabrowej tkaniny, wiązany z tyłu niczym gorset, jednak bez zbędnych, niewygodnych fiszbin. Wiedziała, że kiedy wyjedzie z lasu przed nią roztoczy się widok na Góry Słone. Zmierzała do Nor, chciała jednak pokonać trasę przy podnóżu gór, mając nadzieję, że natknie się na coś, co ją zaciekawi.
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

Rozalie wędrowała sobie, beztrosko podskakując wśród traw równiny Larrin. Szczerze mówiąc, nie miała bladego pojęcia, dokąd idzie, ani gdzie jest. Najważniejsze było, że jest tu i teraz. Choć szkoda, że ten ostatni przystojniaczek tak nagle uciekł. Cóż, przynajmniej zapłacił podwójnie za swoją wymarzoną usługę, do której ostatecznie nie doszło. Może wystraszyła go ta śpiewająca świeca? Pokusa nie miała pojęcia, starała się przecież, by było miło i ciekawie, a tu takie coś. I to już któryś raz w tym tygodniu. Nikt nie doceniał jej pomysłów.
Dziś jednak było jej wesoło i to jak. Podśpiewywała sobie coś pod nosem i radowała ciepłem słońca, a gdy jego promyki zbytnio zaczynały ją razić, przysłaniała sobie twarz własnym skrzydłem. Wkrótce, swym hopsającym krokiem dotarła do linii drzew. Oceniła bacznym wzrokiem ich zagęszczenie oraz wysokość i z precyzją matematyka wyznaczyła szalony lot między pniami. Niestety krzycząc niczym uradowane dziecko, przymknęła oczy, otwierając je dosłownie ułamek sekundy przed czołowym zderzeniem. Niestety to wybiło ją z rytmu i ostatecznie przejechała brzuchem po trawie i mchu, przy okazji wyrywając z ziemi ze dwa muchomory.
Wstała zirytowana i zaczęła pozbywać się ziemi z ciała i prześwitującej, szkarłatnej sukienki, w której powstało kilka dziur. Wprawdzie nie były aż tak widoczne, ale część kurzu i twardych grudek, a nawet małych kamyczków niestety powpadała przez nie aż za ozdobną bieliznę piekielnej.

- To wszystko wasza wina! – krzyknęła do poprzewracanych muchomorów, wskazując je palcem oskarżycielsko.

Następnie nadal mierząc wzrokiem niewinne grzybki, rozebrała się do naga, choć właściwie nie musiała i pozbyła resztek ziemi. Gdy tak stała bez ubrań dotarło do niej, że chyba zaczyna marznąć, szybko więc dokończyła i ponownie się ubrała.

- Nie wierzę, jeszcze podglądacie?! – krzyknęła oburzona do muchomorów i zakryła się skrzydłami niczym płaszczem.

Miała już odejść od nich jak najdalej, ale wróciła i je podniosła. Z szatańskim uśmiechem zaczęła iść w innym kierunku, niż zamierzała, najwyraźniej mając jakiś plan na ukaranie biednych kapeluszników. Wtem przecięła drogę kobiecie jadącej na koniu z tygrysem obok. Wpatrzona w trzymane grzyby przeszła tak jakby nikogo nie zauważyła, po czym stanęła jak wryta i zrobiła kilka kroków wstecz. Przez chwilę milczała.

- Cześć… - zawołała z szerokim uśmiechem, poprawiając rozburzone rude włosy, przy okazji wyjęła z nich gałązkę, która musiała w nie wpaść przy upadku – Czy wiesz może coś o grzybowym spisku przeciwlotniczym? – spytała, przyglądając jej się nieufnie. Mimowolnie jej ogon majtał nerwowo na lewo i prawo. Przez chwilę nawet wyglądała na lekko zestresowaną – Mam zakładników jakby co – powiedziała, pokazując muchomory tygrysowi, zauważając w nim w końcu potencjalne zagrożenie.
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Izanami »

Dobrze, że Livi i Cisza były spokojnymi zwierzętami. W przeciwnym razie klacz stanęłaby dęba i zrzuciła z grzbietu Izanami, a tygrysica rzuciła się na rudowłosą. Która, swoją drogą, chyba nie miała instynktu samozachowawczego, skoro dosłownie przecięła gościniec, zupełnie nie patrząc, czy przypadkiem, ktoś się na nim nie znajduje. Z resztą zrobiła to tak niespodziewanie, że Nami ledwo udało się zatrzymać konia i nie stratować dziewczyny. Niebianka była ogromnie zaskoczona widokiem piekielnej.

- Jesteś... - wydusiła z siebie i otwarła szerzej oczy. "Przeciwlotnicze" co? Przez moment nie miała pojęcia co powinna powiedzieć. Czyżby nieznajoma, była niespełna rozumu? Zwariowała? A może tylko najadła się ów muchomorów, czy innych grzybów, które powodowały halucynacje. Czarnowłosa powoli zsiadła z konia. Obeszła Ciszę i stanęła niedaleko Livi.
- Spokojnie - rzekła do tygrysicy - spokojnie - widziała, że ta jest nieco zaniepokojona. Livi miała bronić Nami, ale w tej chwili to niebianka stanęła przed nią, odgradzając ją od rudej.
- Jesteś pokusą - bardziej stwierdziła, niż zapytała - piekielną. Nie czujesz mojej aury? - nie bała się nieznajomej. W razie ataku mogła przyzwać świetlistą zbroję, użyć magii dobra i oczywiście wspomóc się siłą Lividii.
- Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? - Nami spojrzała w oczy rudowłosej. Źrenice normalne, nie rozszerzone - pomyślała.

- Jadłaś jakieś grzyby, inne niż te, które trzymasz? - zapytała. Mało kto odważyłby się rozmawiać z piekielną w taki sposób, ale Nami była inna. Rodzice nauczyli ją szacunku do wszelkich istot humanoidalnych. No... Może szacunek to tutaj było zbyt wiele powiedziane, ale dziewczyna sama zwróciła się do Nami z dziwnym pytaniem. Gdyby stał przed nią diabeł spięłaby konia i uciekła, ale pokusy... No cóż, to one zazwyczaj zwiewały gdzie pieprz rośnie przed niebianami.
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

Rozalie uniosła brew, czekając na to, jak zostanie określona. Zamiast tego czarnowłosa dziewczyna najpierw postanowiła pogadać z tygrysem. Jedna część piekielnej wiedziała, że ona uspokaja tę bestię, by nie zaatakowała, ale druga była absurdalnie zazdrosna o poświęconą zwierzakowi uwagę.

- Taak? – dopytała tonem zdradzającym zniecierpliwienie – O, zgadza się – powiedziała pozytywnie zaskoczona, że nie otrzymała żadnej obelgi jak parę dni temu.

Na jej twarzy natychmiastowo zagościł uśmiech. Pełna dumy rozłożyła swoje skrzydła, jakby chciała się nimi pochwalić. Na dodatek jeszcze machnęła ogonem i poprawiła grzywkę, mniej lub bardziej celowo zwracając uwagę rozmówczyni na swoje diabelskie atrybuty.

- Aury? A co? Jest jakaś ciekawa? – spytała piekielna żywo zainteresowana – Ah, gdybym umiała je czytać… Muszę się tego kiedyś nauczyć, tak, zdecydowanie. A ty umiesz? Może mnie nauczysz? – złożyła ręce w błagalnym geście i przybrała wyraz twarzy tak niewinny, jak tylko to możliwe u pokusy. Jej czerwone ślepia błyszczały niczym oczka dziecka proszącego matkę o zakup zauważonej chwilę temu zabawki.

Kolejne pytanie natomiast kompletnie zdezorientowało piekielną. Jej usta zadrżały, a oczy momentalnie zalały się łzami. Chciała podejść do nieznajomej, ale po zbliżeniu się o krok z niepokojem zerknęła na tygrysa.

- Nikt mnie nigdy nie pytał, jak się czuje – wykrzyczała, płacząc ze wzruszenia – To znaczy, odkąd pamiętam, bo niewiele pamiętam, bo moja pamięć nie chce mnie dopuścić do dawnych wspomnień, ale to i tak bardzo miłe i chciałabym cię przytulić, ale nie chce, by mnie ten futrzak ugryzł, bo to boli i – w tym momencie przerwała, bo mówiąc tak wiele słów, tak szybko na jednym tchu, w końcu brakło jej powietrza i musiała wziąć głęboki wdech, po czym kontynuowała, ale już wolniej – Nazywam się Rozalie, a ty? – otarła łzy.

Po chwili słysząc kolejne pytanie, spojrzała nieufnie na grzyby, mierząc je wzrokiem. Prawie zapomniała, że wciąż je trzyma. Przez chwilę nie odpowiadała, rozważając coś na tyle intensywnie, że prócz lekko przekrzywionej głowy ze wzrokiem mimowolnie wbitym w niebo zaczęła tupać prawą nogą.

- Nie… - odpowiedziała w końcu, ale dość cicho jakby była niepewna własnych słów – Ale czy ty sugerujesz, że jadłam pobratymców tych kropkowanych kapeluszników? W sumie nie ale może powinnam ugryźć kawałek, to by zmusiło tych podglądaczy i spiskowców do gadania, kto jest ich szefem! – zawołała uradowana – Jesteś genialna! Tylko którego ugryźć najpierw… - zawahała się, niezwykle poważnie planując ot tak ugryźć kawałek surowego muchomora.
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Izanami »

Izanami starała się zachować spokój. Gdzieś w głębi jej umysłu ciągle pozostawał lęk, obawa, że pokusa może to wszystko udawać, że to podstęp. Ale serce podpowiadało jej, że to tylko zagubiona dziewczyna, w dodatku bez wspomnień, jak dziecko, które nie wie gdzie jest. Płacz rudej wydawał się autentyczny, a Nami nie chciała przejść nad tym wszystkim obojętnie. Kiedy Rozalie powiedziała o "ugryzieniu" muchomorów niebianka zareagowała natychmiast.
- Nie, nie, nie - podeszła do piekielnej i zastawiła swoimi dłońmi drogę pomiędzy grzybami, a ustami pokusy.
- Nie możesz ich zjeść, są trujące - zaalarmowała i delikatnie wyciągnęła muchomory z rąk dziewczyny.
- Proszę, nie jedz żadnych grzybów, dobrze? Wiele z nich jest trujących i mogłoby cię nawet zabić. A te wyrzucimy - błogosławiona rzuciła muchomory w bok, w las, tak by nie zostawiać ich na trakcie.
- To muchomory, pod żadnym pozorem nie można ich jeść.
Niebianka stała teraz bardzo blisko rudowłosej, dotknęła jej ramienia i wskazała pobocze drogi.
- Choć, usiądziemy na skraju lasu. Nie martw się już o grzyby.

Nami cmoknęła na Ciszą, a klacz natychmiast zaczęła iść za nią.
- Livi, choć, ty też. Chodź, chodź - poprosiła tygrysicę. Gdy zeszły z traktu czarnowłosa posadził Rozalie na trawie. Ciszę wprowadziła pomiędzy drzewa, ale nie rozsiodłała jej. Nie chcąc na dłużej zostawiać pokusy samej. Livi kazała pilnować klaczy.

Usiadła obok Rozalie i, choć nie powinna, objęła ją ramieniem.
- Jestem Izanami, Izanami Tekai - przedstawiła się - Jestem błogosławioną. Zdziwiłam się, że tego nie rozpoznałaś, bo... Jesteśmy właściwie po dwóch stronach wrogich obozów. Ale to nic. Opowiesz mi jak się tu znalazłaś? Co tutaj robisz? Sama? Co ostatniego pamiętasz? - Nami próbowała rozeznać się w sytuacji. Jeśli Rozalie była tylko roztrzęsionym dzieckiem, to mogła jej pomóc. A jeśli była chora psychicznie, to podać jej jakieś zioła na uspokojenie i przynajmniej dostarczyć do kogoś, kto mógłby jej pomóc.
- Pomogę ci, ale postaraj się opowiedzieć mi wszystko spokojnie, dobrze?
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

- Ale dlaczego nie? – oburzyła się Rozalie, bo jeszcze chwila a ugryzłaby błogosławioną w rękę, a to raczej nie byłoby smaczne. Muchomory wydawały się piekielnej bardziej apetyczne, jeśli już miałaby wybierać – Ohhh… Mówisz? – spytała niezbyt przekonana – Tylko dla mnie czy dla wszystkich? A byłam ciekawa, jak smakują… - westchnęła ciężko.

Ożywiła się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe, na wieść o innych grzybach. Jej grymas zdradzał przerażenie. Natychmiast zaczęła się rozglądać dookoła, obserwując dokładnie każdą kępkę trawy. Wypatrzyła kilka borowików, gdzieś tam jeszcze była huba na korze i pojedynczy muchomor w cieniu starego dębu.

- Są tutaj… Widzę je — szepnęła do dziewczyny — Otoczyły nas! — wykrzyczała nagle, płosząc ptaki spokojnie odpoczywające w koronach pobliskich drzew.

Przerażona piekielna dała sobie zabrać parę kapeluszników, nawet tego nie zauważając. Dopiero po chwili dotarło do niej, co mówi niebianka i jak tragiczne to może być w skutkach.

- Wyrzuciłaś je! Teraz one opowiedzą innym, co się tu wydarzyło i… Fajny ten tygrys, chciałabym pogłaskać – stwierdziła nagle, zupełnie zmieniając temat. Może sprawił to spokojny ton głos nowopoznanej koleżanki i zapewnienie, że nie ma się czym martwić, a może po prostu Rozalie i… Po prostu Rozalie.

Ochoczo poszła wraz z czarnowłosą i z zadowoleniem posadziła swój zgrabny tyłek na trawie, kładąc się na prawym boku i podpierając głowę prawą ręką. Oczywiście nie mogła przepuścić okazji, by wyglądać jak najbardziej pokusiaście, nawet jak wcale nie musiała.

- Po co ci koń i tygrys? Nie wystarczy jeden zwierzak? Osobiście wybrałabym tygrysa… jest piękny – zawołała do błogasławionej i zmieniła swoją kuszącą pozycję na prosty siad ze skrzyżowanymi nogami. Jakoś tak niewygodnie było na tej trawie.

Wtedy właśnie niebianka ją objęła. Piekielna uśmiechnęła się od ucha do ucha. Zawsze to miło się z kimś poprzytulać.

- Izanami – powtórzyła – Izi, Ana, Nami – wymieniła, zastanawiając się na głos nad odpowiednim skrótem – Wrogie obozy? Hm… Ojej! Spotykamy się nielegalnie! Ależ emocje! – zaklaskała podekscytowana – No więc ostatnio… - zaczęła już całkowicie opanowana – No był taki zielonowłosy elf i taka dziewczynka z niebieskim ogniem zamiast włosów. Mieliśmy się świetnie bawić, ale elf był niemiły, a do tego ostatni wariat z niego. No a młoda miała gburowatego, płonącego ptaka więc sobie poszliśmy, bo nie miał kto narozrabiać, a straż i tak była już na nas zła więc prędzej czy później by nas wyrzucili z tego miasta – dodała przygnębiona – A przecież my im zafundowaliśmy tylko trochę niespodziewanego i lekko przymuszonego tańca… Ah! Była jeszcze syrena, którą ten idiota odesłał nie w to morze, co chciała – prychnęła – No tak sobie się szwendam tu i ówdzie, ale z jakiegoś powodu nikt nie chcę się poszwendać ze mną… Czemu nie mam przyjaciół? – zawyła jak zarzynane zwierzę i zaczęła wylewać kałużę łez, chowając twarz za skrzydłami.

Gdy już nie miała sił na dalsze smutki, westchnęła i spojrzała na Izanami swoimi zaczerwienionymi od płaczu oczami. Wyglądała na przybitą, ale niespodziewanie lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy.

- Mogę ci zrobić warkoczyk? Masz piękne włosy… - pociągnęła nosem – A potem… Czy zechciałabyś się ze mną gdzieś poszwendać? – spytała takim tonem, jakby w grę wchodziły co najmniej zaręczyny.
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Izanami »

Nami starała się zrozumieć opowieść pokusy, ale nic w niej nie trzymało się ładu i składu. I czemu ona ciągle mówiła, że grzyby chcą przeprowadzić jakiś atak? Błogosławiona rozważała w głowie najróżniejsze możliwości. I jakoś ciągle na myśl przychodziły jej środki halucynogenne. Rozi na pewno normalna nie była, ale nadal pytanie brzmiało, czy choć po części jej przejdzie, bo jest na środkach psychoaktywnych, czy zwyczajnie jest szalona. Tak, czy owak Iznami już czuła się odpowiedzialna za tą dziewczynę, choć wcale nie powinna. Z jakiś powodów nie umiała przechodzić obojętnie wobec zagubionych. A Rozi ewidentnie taka była.

Nie wiedziała dlaczego pokusa nie ma przyjaciół. No... Była pokusą, to mogło wiele wyjaśniać, ale bez przesady. Po Alaranii chodzili gorsi i mieli kogoś obok siebie. A Rozalie była sama. Nami wiedziała, że nie zbawi świata i że nie może pomóc wszystkim, ale może to sam Najwyższy skrzyżował jej ścieżkę z rudowłosą. Może chciał by jej pomogła? Przecież nie każdy piekielny był zły, prawda? A może był? Rozalie musiała zrobić coś strasznego w poprzednim życiu, że nie znalazła się w Arkadii. Mimo to teraz jej droga przecięła ścieżkę niebianki.

Gdy dziewczyna znów się rozpłakała Izanami nie widziała innego wyjścia jak tylko ponownie ją przytulić.
- Już dobrze, nie martw się. Wszystko będzie dobrze - mówiła głaszcząc rudą po włosach, jakby była jej starszą siostrą.
- Płacz jeśli ci to pomaga. Czasem dobrze jest się komuś wypłakać.
I tak siedziały. Niebianka z piekielną, na skraju drogi, gdzieś w świecie, gdzie naturalny porządek miał nie pozwalać na to by niebo zaopiekowało się piekłem. Jednak stało się. Przecież Rozi, cokolwiek robiła za ziemskiego życia, nie wiedziała kim się stanie. Może umarła nagle, może zrobiła coś, czego żałowała, a może nie zdążyła pożałować. Jak miałaby ją skreślić? Nie zmieni jej przeszłości, ale może zmienić przyszłość.

W spojrzała w zapłakane oczy dziewczyny i wiedziała, że szybko się od niej nie uwolni. Może była naiwna, ale naprawdę wierzyła, że nie znalazła się tutaj przypadkiem.
- Możesz - odparła z uśmiechem na pytanie o możliwość zaplecenia warkocza.
- Zmierzam na północ, w stronę Gór Słonych. Docelowo chcę dotrzeć do Nor, a później zejść do Portu Solnego. Jestem botaniczką, szukam nowych gatunków roślin, więc, jeśli chcesz, możesz pójść ze mną. "Poszlajamy się" razem, może znajdziemy coś ciekawego. Hm? - odparła, trochę pytaniem na pytanie. Potem odwróciła się i przerzuciła wszystkie włosy na plecy, tak, by Rozi mogła zapleść jej warkocz.
- Rozi... - zagadnęła - masz jakieś nazwisko? Wiesz ile masz lat i co się działo zanim stałaś się pokusą? Ja mam 34 lata. Jestem wykładowcą na Uniwersytecie Czterech Żywiołów w Viviendall, uczę botaniki.
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

Nastrój piekielnej wciąż się zmieniał, jedyne co było w tym momencie stałe to jej zaskoczenie. Nie pamiętała, kiedy ostatnio trafiła na kogoś tak miłego. Przez to wszystko wzruszyła się do głębi, co skutkowało kolejną falą płaczu. Przynajmniej już głównym powodem nie był smutek. I jeszcze pozwoliła jej zapleść swoje włosy. Piekielna uśmiechnęła się od ucha do ucha i mocno uścisnęła niebiankę. Następnie zmieniła miejsce, rozsiadając się za plecami Nami. Od razu zaczęła rozdzielać włosy i tworzyć swoje dzieło. Bo wprawdzie spytała o jeden warkoczyk, ale on byłby taki samotny, musiała zrobić więcej. Ostatecznie postanowiła zrobić ich sześć.

- O! Byłam kiedyś na Północy w jakichś górach, ale długo tam nie zabawiłam. Za zimno i za ponuro… I ten kot mnie podrapał – prychnęła – Oh, to cudownie, czeka nas dłuuuga wyprawa. To daleko prawda? – spytała, bo nazwy podane przez błogosławioną brzmiały dla piekielnej dość obco – Ale nie bój nic, ja mam skrzydła i ty masz skrzydła, możemy polecieć – powiedziała z pełnym przekonaniem, nieumyślnie nie biorąc pod uwagę zwierzaków.

Nic nie wiedziała o rasie błogosławionych, ale skoro to niebianie to od razu założyła, że Nami jest czymś w rodzaju anioła, więc co za tym idzie latać może, a obecnie po prostu ten anielski atrybut ma ukryty dla wygody.

- Hmm, niewiele pamiętam, może gdybym coś zobaczyła, to bym skojarzyła, ale nie mam nawet pojęcia, skąd pochodzę. Obudziłam się na takiej pięknej polanie w Szepczącym Lesie, a później jeszcze był ten mężczyzna a te jego oczy, ah te jego oczy były takie znajome! Ale zniknął i chyba już go nigdy nie odnajdę, a wraz z nim przepadła nadzieja na odkrycie prawdy o mojej przeszłości – mówiła tonem pełnym dramatyzmu, a na koniec westchnęła smutno w teatralny sposób – Skończyłam! – zawołała nagle w pełni radośnie, jakby zapominając o tym, co mówiła przed chwilą. Teraz liczyło się to, że skończyła zaplatać szósty warkocz. Była bardzo dumna ze swojego dzieła i z niecierpliwością oczekiwała reakcji.

Po chwili zdała sobie sprawę z ostatnich słów Nami, które jakoś tak nie dotarły do niej od razu. Rozdziawiła usta zaskoczona i aż machnęła skrzydłami na tyle mocno, że zawisła w powietrzu.

- Jesteś wykładowcą? Na uniwersytecie?! – w tym momencie zupełnie bez zapowiedzi, jakby wtórując emocjom Roz, mimo bezchmurnego nieba w pobliskie drzewo uderzył piorun, rozcinając je na pół w całkowitej ciszy – I to botaniki... Musisz być bardzo mądra, jak to jest uczyć innych? – pytała Roz szczerze zachwycona i jakby w ogóle nieświadoma tego, co za nią się dzieje. Choć najprawdopodobniej był to efekt jej nieokiełznanej magii – Nauczysz mnie coś ciekawego? Ponoć z różnych roślin można robić różne eliksiry, umiesz je robić? Ale by było zabawnie. Wyobraź sobie, że tworzymy taki i oblewamy nim jakiegoś przechodnia, a on… W sumie co on? Może się w coś zmieni? Króliczka! – mówiła z przejęciem - Z jelenimi rogami – dodała śmiertelnie poważnie – O, takimi jak tu! – wskazała na leżący obok, niewielki głaz, któremu wyrosło poroże. Pokusa nie była zaskoczona, choć nie planowała takiego efektu ani nawet użycia magii, ale zdążyła już przywyknąć do takich niespodzianek.
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Izanami »

- Idę na północ, to prawda, ale nie na "Daleką". I nie chcę wchodzić na same szczyty, tylko przemierzyć las pod górami. Dopiero później zaczniemy się wspinać do miasta, do Nor. Bo wiesz, ja nie mam skrzydeł. Jestem błogosławioną, moja matka jest aniołem, mój ojciec pochodzi z rasy eravallów. Nie mogę latać. Mam też ze sobą Livię - ruchem głowy wskazała na tygrysa, a potem na konia - i Ciszę.

Izanami miała łagodny, lekki jak wiatr, głos i mówiła tak spokojnie, że ukoiłaby niejedne nerwy, ale Rozalie to nie groziło. Buzująca w niej energia, była zupełnym przeciwieństwem spokoju Nami. Niebiance to nie przeszkadzało. Wykazywała się ogromną cierpliwością wobec piekielnej. Być może dlatego, że potraktowała ją po prostu jak inną istotę, a nie jak wroga. Przez myśl tylko przemknęło jej co matka powiedziałaby na to spotkanie i zachowanie córki. Nie miała jednak czasu by rozpatrywać to w swojej głowie, bo Rozalie nagle wypaliła, że skończyła zaplatać włosy błogosławionej. Nami wstała i uśmiechnęła się, chciała powiedzieć, że ładnie i że dziękuję, ale w tym momencie pokusa aż zapiszczała z radości na wieść, że Izanami jest wykładowcą. Niestety wraz z jej euforią wydarzyło się kilka innych rzeczy. Przerażona na śmierć niebianka zobaczyła piorun uderzający w drzewo. Rozłupujący się pień spłoszył Ciszę i Livię. Nami nie wiedziała co robić. Rzuciła się najpierw do konia, bo ten miał na sobie siodło i juki. Chwyciła za lejce, ale Cisza wierzgała i rżała w panice.
- Cisza, spokojnie, już dobrze, już w porządku - trzymała mocno klacz i usilnie próbowała ukoić jej nerwy.
- Livi! Siad - rzuciła przez ramię, wiedziała bowiem, że tygrysica szybciej się opanuje, ale mimo to Lividia jeżyła sierść i burczała w stronę "przemienionego" kamienia.
- Już, już, spokojnie - Cisza przestała się rzucać, ale o mały włos, a wyrwałaby się z rąk niebianki i rzuciła do ucieczki. Livi zaś nie spuszczała z oczu dziwnego kamienia. Na poboczu traktu zapanował zupełny chaos. Nami nawet nie usłyszała o czym mówiła do niej rudowłosa. Serce waliło jej jak młotem, sama była przerażona, a musiała opanować dwie inne istoty. Spojrzała na Rozalie pytająco.
- C... co to było?
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

Rozalie skupiła się na dłuższą chwilę, przetwarzając informację o nieznanej jej wcześniej rasie.

- Czyli jesteś pół aniołem? Mogłabym cię nieść w sumie, ale… No dobra, jednak nie, dwóch zwierzaków i półanioła naraz nie uniosę – powiedziała z niezadowoleniem – Czy są pół anioły ze skrzydłami? To musi być okropne uczucie nie móc latać – stwierdzała zatroskana – Chyba po raz pierwszy cieszę się, że nie pamiętam nic z ludzkiego życia. Musiało być takie… przyziemne – puściła oczko do błogosławionej dumna ze swojego żartu.

Po chwili, wraz z emocjonalną reakcją piekielnej, uwolniło się trochę jej magii, wywołując niespodziewane zjawiska. Rozalie była do takich rzeczy już tak bardzo przyzwyczajona, że uniosła brwi ze zdziwieniem, na widok przerażonej miny swojej koleżanki. Spłoszone zwierzęta również były zaskakujące, przecież nic wielkiego się nie stało. Mimo to chciała jakoś pomóc. Podleciała do zdenerwowanej klaczy i również chwyciła za lejce, aby wesprzeć Nami. Nie wiedziała zbytnio, jak powinna postępować z końmi, dlatego patrzyła na błogosławioną i robiła to, co ona, licząc, że jej wsparcie się przyda.
Gdy sytuacja w miarę się uspokoiła, rudowłosa uznała, że to dobry moment, by ot tak kontynuować rozmowę, jednak jej mina zrzedła, gdy usłyszała ton głosu niebianki. Biedna, wciąż była kompletnie przerażona.

- Hej, spokojnie, to nic takiego – położyła dłoń na ramieniu dziewczyny – Tak się po prostu czasem dzieje, moja magia kompletnie świruje od czasu do czasu… Choć w sumie to dość często, prawie za każdym razem – stwierdziła po krótkim namyśle z niewinnym uśmieszkiem – Nie ma się czego bać, nie planowałam tego rogatego kamienia, ale raczej nie jest groźny, sama zobacz!

Rozalie podeszła do swojego tworu szerokim łukiem omijając Livie i pogłaskała głaz między porożem. Kamień oczywiście nie zareagował ani pozytywnie, ani negatywnie. Był to raczej dobry znak, ale pokusie czegoś tu brakowało. Wzięła z ziemi jakiś mały kamyczek i narysowała nim bardzo koślawą, choć uśmiechniętą buźkę na dużym kamieniu.

- No kto jest grzeczną, rogatą skałką, no kto? – spytała głupawym, ale wesołym głosem – Widzisz? Wszystko w porządku, chyba nawet cię lubi, tak się uśmiecha – wskazała ręką na swoje dzieło.

Piekielna nagle przestała się uśmiechać, westchnęła ciężko i znów podeszła bliżej do niebianki. Poprawiła swoją grzywkę i zagryzła wargę jakby ze stresu.

- Słuchaj, przepraszam, naprawdę – powiedziała pełna pokory, wbijając wzrok w ziemię i nerwowo bawiąc się palcami.

Tymczasem głaz z porożem, otrzymując kolejną dawkę magii chaosu, zaczął zmieniać swoją narysowaną mimikę na niezwykle przygnębioną, odpowiadającą humorowi Rozalie. Nawet pojawiła się na nim rysowana łezka, która powolnie, jakby w absurdalnym spowolnieniu, opadała coraz niżej, aż zniknęła. Podobnie było z mruganiem tymi niesymetrycznymi oczami.

- A to drzewo… Uhm… - Roz skrzywiła się, patrząc, na jakich to zniszczeń przypadkowo dokonała. Od razu przeszło jej przez myśl, co by było, gdyby przez przypadek zrobiła krzywdę i sobie i swojej nowej koleżance albo jej zwierzakom. Aż się wzdrygnęła, zwłaszcza że zdążyła polubić błogosławioną – Ups? – bezradnie rozłożyła ręce.
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Izanami »

Izanami starała się opanować szok. W miarę jak słuchała piekielnej zaczynała rozumieć co się dzieje. Po pierwsze, Rozalie chyba niedawno została zamieniona w pokusę. Po drugie zupełnie nie panowała nad swoją magią. Łącząc ze sobą te dwie informację zaczynało się mieć obraz jej "szaleństwa". Była dziecinna i niewiele rozumiała, bo nie pamiętała nic z poprzedniego życia, prawdopodobnie więc także zachowań uznawanych za normę. A emocje wywoływały u niej niepożądane efekty magiczne. Emocjonowała się niczym dziecko, bo nim właśnie była, a nieopanowana magia waliła jej piorunami u stóp. Tu koło się zamykało. Tylko co Nami miała z tym wszystkim zrobić? Nie miała nic, co mogło choć ciut ułagodzić magię pokusy. I jak niby miała wyjaśnić, że jej zachowanie jest lekko (bardzo) szalone? Przecież nie była od tego, by zostać jej rodzicem. A może była? Nie. Nie. Może po prostu miała jej pomóc przejść jakiś trudny okres. Znaleźć rozwiązanie dla wybuchów magii.

- Rozie, posłuchaj mnie. - Nami zignorowała wybryki z rogatym kamieniem, bo... Bo w zasadzie była tym za bardzo skołowana. - Rozumiem, że nie panujesz nad swoją mocną, ale musimy coś zrobić, żeby to zmienić. Kiedy wzbierają w tobie emocje, dzieje się... To... - Wskazała ruchem głowy na drzewo.
- Pomyślałaś, że komuś mogło się coś stać? Cisza chciała uciec, wystraszyła się. Livi też. I ja, ja też się przestraszyłam. A co jeśli stałabym pod tamtym drzewem? Albo ktoś inny by tam stał? Trzeba znaleźć sposób, żeby ujarzmić te wybuchy. Wiem, że samej będzie ci bardzo ciężko nad tym zapanować, ale razem coś wymyślimy. Niedaleko jest miasteczko. Może uda się zdobyć coś, jakiś przedmiot, który pozwoli to wyciszyć. Mówisz, że to nic takiego, że twoja magia czasem "świruje", ale to niedobrze, bo może zrobić komuś krzywdę, chociaż wcale nie będziesz tego chciała. Rozumiesz? - Izanami położyła obie dłonie na ramionach Rozalie. Cisza była już w miarę spokojna, więc mogła ją puścić.
- Może spróbujemy też trochę ujarzmić twój temperament? Hm? Naprawdę obiecuję, że postaram się z całych sił ci pomóc, dobrze?
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

Rozalie słysząc powagę w głosie błogosławionej, spuściła głowę, jednocześnie nie spuszczając z niej wzroku. Miała minę zbitego psa albo szczeniaka skarconego za przypadkiem zjedzone buty.

- No… Wiem – przytaknęła Nami, bo co innego mogła zrobić. – Czasami szczerze mówiąc, dzieją się rzeczy trochę bardziej... Jak to, heh. – Wskazała na głaz i uśmiechnęła się niewinnie. Jednak myśl, że mogłaby skrzywdzić nowych znajomych, dobiła ją podwójnie, bo tym razem nie wyszła z jej własnej głowy, tylko z ust niebianki. Oczy zalały się łzami i mocno przytuliła dziewczynę.

- Przepraszam, przepraszam, przepraszam! – wykrzykiwała, trzymając biedaczkę w nieco za mocnym uścisku i zalewając jej ramię potokiem łez. – Tylko, że ta magia, ona się po prostu dzieje, zawsze, codziennie, nie wiem jak to opanować – bełkotała zrozpaczona. – A jak nic nie znajdziemy? – spytała, wyswobadzając niebiankę z duszącego uścisku.

Piekielna wzięła głęboki oddech i zaczęła się uspokajać. Zasłoniła twarz skrzydłami na chwilę, by swobodnie otrzeć łzy i poprawić kompletnie rozburzone włosy. Po chwili, gdy złożyła skrzydła, znów wyglądała całkiem pokusiasto, a nawet zdołała się słabo uśmiechnąć, choć nos wciąż miała zaczerwieniony.

- To pewnie źle, ale trochę mi też smutno, bo lubię, jak się wszystko dzieje tak dziwnie i nagle – stwierdziła. – Ale nie chcę nikogo skrzywdzić – westchnęła ciężko. – To gdzie to miasteczko? I co masz na myśli z tym temperamentem, nim chyba nikogo nie skrzywdzę? – zastanowiła się pokusa coraz bardziej wesoła.

Jeszcze chwilę temu nie była zbyt pozytywnie nastawiona do ograniczania swojej natury, ale teraz przyszło jej na myśl, że może jakby znaleźli jakiś magiczny przedmiot do tego, to jest szansa, że będzie ładny i może nawet jej się spodoba.

- Czekaj, nie odpowiadaj, sama sprawdzę gdzie iść! – krzyknęła, po czym niczym błyskawica poszybowała w górę i rozejrzała się za dachami budynków lub innymi zabudowaniami, gdy dostrzegła delikatne zarysy, natychmiast wróciła, ponownie kłęby kurzu – Widziałam, nie czekajmy więc ani chwili dłużej… Mogę się przejechać na tygrysie? – spytała podekscytowana, jednocześnie już ruszając w stronę miasta i zerkając tylko czy Nami za nią idzie. – Już nie mogę się doczekać, pewnie mają na targowisku mnóstwo ciekawych rzeczy – gdybała rudowłosa. – Może mają jakieś fajne bransolety, chętnie bym sobie taką założyła na nogę. Bo na rękach to mogą przeszkadzać, nie uważasz? A jak myślisz, w diademie mi do twarzy? Bo tobie na pewno by było, w srebrnym, o tak! – mówiła rozmarzona, zupełnie nie zważając na prawie pustą sakiewkę.
Awatar użytkownika
Izanami
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Błogosławiony
Profesje: Badacz , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Izanami »

Rozie była jak narwane i nadpobudliwe dziecko. Trudno było za nią nadążyć. Izanami wiodła dosyć spokojne życie, w dodatku wśród ludzi, którzy byli raczej flegmatyczni. Nie miała jeszcze do czynienia z kimś tak impulsywnym. Nie dość, że ich rasy, były tak odmienne, to także charaktery zdawały się leżeć bardzo daleko od siebie. Mimo to, Nami wierzyła, że da radę pomóc Pokusie. Choć gdzieś głęboko z tyłu głowy brzęczał jej cichutki, cieniutki głosik, który przypominał, że niebianka i piekielna, to nie najlepsze połączenie. Jak na razie udawało jej się go skutecznie ignorować.

- Wiesz, z tą jazdą na tygrysie, to chyba nie najlepszy pomysł - wiedziała, że Livi ten pomysł może się nie spodobać. Tygrysica nie była przesadnie agresywna, ale Nami wiedziała, że nie zechce wozić na sobie zwariowanej dziewczyny.
- Lepiej jeśli polecisz - zaproponowała. - Możesz nam wskazywać drogę, ale pamiętaj, że muszę podążać traktem, nie ominę przeszkód górą - przypomniała.
Ogarnąwszy wszystko, wsiadła na konia i ruszyła dróżką w stronę znajomej wioski. Rozie nadal zachowywała się tak jak wcześniej, aż przez myśl niebianki przeszło pytanie, skąd to stworzenie bierze aż tyle energii. Ona była raczej powściągliwa, nawet nie potrafiła być spontaniczna. Wszystko miała raczej zaplanowane. Oczywiście nie raz radziła sobie w trudnych sytuacjach, ale nigdy nie cieszyła się w ten sposób i nie przeskakiwała niczym pasikonik z jednej myśli do drugiej. Wychowała się w pewnych ramach i nie umiała wyjść poza nie. Nie wtłoczono jej w nie na siłę, po prostu taka była jej rodzina, a ona sama nie przejawiała chęci do zmian. Lubiła ten spokój, który ją otaczał. Może dlatego wybrała dość spokojny zawód. Z drugiej strony spotykała na swojej drodze niebezpieczne istoty i ludzi. Zawsze jednak udawało jej się umknąć z tarapatów.
Awatar użytkownika
Rozalie
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Kurtyzana , Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Rozalie »

Rozalie ciężko westchnęła, naprawdę miała ochotę sobie pojeździć na tygrysicy. Tym razem jednak nie dała się ponieść emocjom i zaczęła kombinować.

- A jak będę bardzo grzecznie ją głaskać? – złożyła dłonie w błagalnym geście, a Izanami mogła odczuć przenikliwie spojrzenie czerwonookiej pokusy. Przynajmniej przez chwilę, zaraz po tym jej zachcianki wywróciły się do góry nogami – Albo wiesz co? Latanie jest jednak fajniejsze i szybsze! – zakrzyknęła w tym samym momencie, gdy niebianka jej to zasugerowała.

Piekielna niczym pocisk magiczny po raz kolejny wystrzeliła ku niebu, a gdy była wystarczająco wysoko przestała machać skrzydłami i pozwoliła sobie na chwilę relaksu przy coraz szybszym spadaniu. Z dołu wyglądało to, jakby biedaczka zemdlała, ale ona po prostu dobrze się bawiła. Niemalże w ostatnim momencie przed spotkaniem z ziemią rozłożyła skrzydła i ponownie wzbiła się ku górze, okrążając błogosławioną zawrotnym tempie.

- Tak, muszę przyznać, że to jest zdecydowanie lepsze od tygrysa – powiedziała, poprawiając nad wyraz rozburzone włosy – Musisz tego doświadczyć, wezmę cię na ręce i polatamy? Tam jest taki piękny wiiiidoook. A właśnie, na razie idziemy tędy – wskazała dokładnie tę drogę, którą już szły.

Po dłuższej chwili nawet trochę się opanowała i bardzo spokojnie leciała tuż obok nowej koleżanki. Oczywiście cały czas miała bardzo wiele do powiedzenia. Dawno z nikim nie mogła tak sobie pogadać o wszystkim i niczym.

- Zastanawiam się… - zaczęła, jednak nim kontynuowała, chwyciła końcówkę swojego ogona i pokazała go niebiance – Dlaczego? – spytała, a na brak konkretnej reakcji przewróciła oczami i zaczęła tłumaczyć, jakby jej myśli były czymś oczywistym – Dlaczego piekielni mają ogony, a niebianie nie? To bez sensu. Jak mamy być przeciwieństwami to moglibyście mieć…hmm. Takie białe. Puchate? Nie! Z piór. Jak ptaki! Albo nie. Hmm. Puszyste jak u lisa, ale z piórkami? Zakończone serduszkiem! A co ty myślisz? A rogi? Właśnie. Co jest przeciwieństwem rogów?? I nie mów, że ich brak, to za łatwe – gdybała piekielna z miną niczym profesor rozważający jakiś skomplikowany problem filozoficzny.

Gdy tak sobie wędrowały i rozmawiały, niedaleko przed nimi w gęstszych zaroślach ktoś je obserwował. Jednakże w momencie, gdy Roz wraz z Izanami zbliżyły się do ukrytego osobnika, pokusa akurat miała istny atak entuzjazmu, przez co zagubiony fung leśny nagle urósł do rozmiarów przeciętnego człowieka i skutecznie przegonił obserwatora, przynajmniej na jakiś czas. Oczywiście żadna z dziewczyn nawet nie była świadoma całego zdarzenia, dopóki wielki człekopodobny grzyb nie przeszedł im drogi. Nawet nie zwrócił na nie uwagi. Był i go nie ma.

-… - Rozalie aż wylądowała na ziemi i ją zatkało. Nie trwało to niestety zbyt długo – Mówiłam, że grzyby mnie prześladują? Mówiłam?! – prychnęła oburzona tak mocno, że aż zmaterializowała się nad nią burzowa chmura, z której lunęła ulewa, ale tylko wokół samej piekielnej – No cudownie – mruknęła poirytowana, jednakże już po chwili zamiast chmurki była nad nią miniaturowa tęcza, ale bardzo szybko zniknęła – Spójrz! Króliczek! – zawołała przejęta i wskazała zaspanego gryzonia leżącego pod krzaczkiem. Natychmiast ruszyła do niego biegiem. Uszaty ledwo otworzył oczy i na jej widok mało nóg nie pogubił w popłochu – Nie uciekaj! Chce się tylko przytulić!

Początkowa zawziętość Rozalie szybko wyparowała. Zamiast tego ze zwieszoną głową wróciła do błogosławionej i z bólem serca wyznała, że straciła futrzaka z oczu i raczej już go nie znajdzie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość