Warownia Nandan-TherNie jesteśmy byle kim!

Miedzy górskimi szczytami i wzgórzami Nanderu, kryje się królestwo króla Arata, ogromne warowne miasto, otoczone zewsząd skałami i murami. Jest tylko jedna droga do tego miejsca, a prowadzi ona przez Bramy Vidmosu. Mieszkańcy tego miejsca czują się niezwykle bezpieczni. Dzięki lokalizacji, Nandar - Ther ominęły wszystkie wojny, a miasto zachowało się w niezmiennej formie od tysięcy lat.
Awatar użytkownika
Rosa
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Kotołak
Profesje: Mieszczanin , Uczeń , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Rosa »

        A-ale! Rosa zaskoczona uściskiem napuszyła się w sekundę, by zaraz otumaniona ciepełkiem bijącym od drugiej osoby nawet nie zwrócić na to uwagi. Prowadziła Melodię przez pewien czas skołowana, aż w końcu otrząsnęła się i zwaliła wszystko na karb pozamiejskiego wychowania jelonki - gdyby urodziła się w mieście na pewno nie byłaby taka wylewna!
        Więc może należało się cieszyć, że jednak pochodziła z daleka…?

        Raban przy piekarni na dobre otrzeźwił kotkę i podeszła za Melodią bliżej. Teoretycznie nie widziała powodu, żeby się tam pchać, ale ciekawość jednak wzięła górę. Plus skoro oprowadzała kogoś nieobeznanego z miastem wolała być bliżej na wszelki wypadek. Melodia mogła mieć jakieś pytania, ktoś rozdrażniony mógłby ją chcieć przepędzić… no i może dobrze gdyby zobaczyła jakie tu mają konflikty. I że najlepiej rozwiązuje je żelazna ręka sprawiedliwo…

        Nim pomyślała, by wykonać ruch jelonka wymknęła się z jej zasięgu. Jako jedyna, maleńka w wysokim tłumie podeszła do chłopaka wtrącając się w nie swoje sprawy. Uhh, to było do przewidzenia! Ludzie ze wsi czy innych lasów na pewno zawsze robili to czego nie należało tylko dlatego, że, że… chcieli być mili czy coś! Ale przecież…
        Rosa umilkła w duchu przypatrując się łagodnej, a odważnej postawie koleżanki. Jak z lekkim uśmiechem podchodzi do chłopaka i mimo nowego otoczenia, budynków i ludzi wyciąga do niego rękę. Może wynikało to z prostoty, może z naiwności, ale… było piękne. Z jakichś powodów kotka poczuła ukłucie szacunku. Mogłaby nazywać taką interwencję lekkomyślną albo nie na miejscu, lecz chyba przynosiła efekty. No i chłopak… faktycznie wyglądał bardziej na niezdarę niż złodziejaszka. Pewnie nie zasługiwał na te wszystkie niepochlebne ryki i krzywe spojrzenia.

        Westchnęła cichutko, chyba mało dumna ze swoich Nandan-Therskich współbraci, którzy ostatecznie mogliby się przymknąć kiedy obca próbuje rozwiązać sprawę. Ich komentarze nic nie dawały. Wręcz utrudniały zrozumienie omączonego nieszczęśnika.

        Szczęściem zaraz zjawił się ktoś, kto samą swoją obecnością potrafił uciszyć tłum.
        Wysoki, zdaniem uwielbiającej majestat zbroi Rosy, godny podziwu mężczyzna sprawnie minął rozstąpiony przed jego gestem tłum i bystrym okiem spojrzał na młodzika i… pegazicę… i jeleniołaczkę i kotkę, którą kojarzył. Mówiła właśnie rogatej, że ,,ona też”. Rosa Blunder. Co robiła w tak nietypowym towarzystwie?
        - Kto mi wyjaśni co tu się stało? Pani? Pan? Proszę, nie wszyscy na raz. Cisza! - Rąbnął bosakiem w ziemię. - A ty chłopcze nawet się nie waż uciekać. - Chwycił go mocno za ramię. Słysząc zaś, że nikt nie umie sprawnie wyjaśnić co zaszło zawołał po piekarza. Gapiów spróbował przegonić, nadal trzymając winowajcę i wyjątkowo dobrze radząc sobie mimo tego obciążenia. Rosa wiernie została obok mając nadzieję, że będzie mogła się przydać. Ostatecznie Melodia poznała wersję chłopaka, ale mogła nie być zbyt wiarygodna. Gdyby chciała tłumaczyć tego wiercipiętę to jej w tym pomoże. Chyba, że chłopak zirytuje ją jeszcze bardziej. Czego się szarpał!?
        - Stój prosto! - Syknęła na niego, kiedy strażnik rozmawiał z piekarzem. Zaskoczony chłopak aż znieruchomiał.
        Te dziewczyny… miał wrażenie, że chyba oberwał w głowę, bo widział zwierzęta tam gdzie ich nie było. Pół-zwierzęta!

        - No młodzieńcze i co masz do powiedzenia? - Mężczyzna powrócił uwagą do niego. Jego surowe spojrzenie z tak bliska odebrało młodemu umiejętność mowy. To i pegaz… za dużo rzeczy na raz!
        - Mówił, że to wypadek. - Po chwili milczenia i dyskretnego zerkania na Melodię, Rosa wtrąciła rzeczowo. - Bardzo przepraszał i bredził. Tłum go wystraszył - stwierdziła, bo uważała, że to nie będzie pozwolenie sobie na przesadę, a i piekarz nie wysuwał przeciwko niemu oskarżeń. - Chyba spadła na niego półka z mąką lub coś takiego. Może ją chwycił. I czego sam nie mówisz tylko ja muszę? - Fuknęła do chłopaka, ale chrząknięcie strażnika przywołało ją do porządku. Nadal jednak patrzyła na młodego krytycznie. - Nie widziałyśmy samego zdarzenia - dodała tylko jeszcze, by nie polegał aż tak bardzo na ich zeznaniach. Skoro już jednak Melodia wyciągnęła coś z tego tchórza to uczciwym gestem było przedstawienie tego odpowiedniej osobie.

        Po minie strażnika wnioskowała, że cała sprawa już pewnie za chwilę się skończy.
Awatar użytkownika
Melodia
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Jeleniołak
Profesje: Uzdrowiciel , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Melodia »

Strażnikowi udało się w końcu dotrzeć do piekarza. Przez rozkrzyczany tłum gotowy rzucać w mężczyznę pomidorami za zatrudnienie takiego łamagi wcale wcześniej nie pomagał. Całe szczęście, że pojawił się tu przedstawiciel władzy i opanował rozgniewany tłum choć częściowo.

- Mieliśmy sporo do zrobienia dziś, ale Edzio dopiero się przyucza i zdenerwowany był. Trochę mu się pomieszało to i owo, a że jeszcze dwie lewe nogi ma to i mąkę rozsypał i się cała afera zrobiła, a ludzie głodni na chleb czekają to i wściekli – mówił mężczyzna z lekkim zażenowaniem. Wyraźnie było mu wstyd za tę całą sytuację.

Chłopak zamarł złapany przez mężczyznę, ale już nie miał odwagi, a tym bardziej pomysłu na kolejną próbę ucieczki. Nawet nie potrafił się wytłumaczyć biedaczysko. Na szczęście Rosa również podjęła się próby wyjaśnienia, ubiegając w tym Melodię, która jednak wcale nie była z tego powodu zła, wręcz przeciwnie. Jeleniołaczka w tym czasie przytakiwała słowom kotołaczki. Chłopak natomiast prawie podskoczył wciąż cały w nerwach, gdy Rosa na niego fuknęła.

- No… Tak było, tak – mruknął przerażony.

Strażnik cmoknął z niezadowoleniem, przewrócił oczami, po czym machnął ręką. Bez słowa postanowił rozgonić towarzystwo, a przynajmniej opanować, by cierpliwie poczekali w kolejce, jeśli faktycznie chcą kupić pieczywo, a w innym razie dostali nakaz, by się rozejść.
Melodia była zafascynowana, widząc, jak ludzie, choć niechętnie, wykonują polecenia mężczyzny, musiał być naprawdę ważny.

- Dz-dziękuje – powiedział wciąż zestresowany chłopak, którego nogi drżały jak para muśniętych galaretek.
- Nie ma sprawy, wypadki się zdarzają – powiedziała Mel i uściskała chłopaka, nie zważając na to, że był cały w mące. W efekcie oboje byli teraz biali.
- Oj… - jęknął chłopak, który aż zbladł. Jednakże w przeciwieństwie do jego oczekiwań zmiennokształtna zaśmiała się w głos. Po chwili konsternacji nieco niepewnie też zaczął chichotać.
Gdy przestali Mel strzepnęła z siebie biały pył i uśmiechnięta od ucha do ucha zwróciła się do Rosy.
- To co, skoro tu wszystko się wyjaśniło, to chyba możemy iść dalej, prawda?
- Oh, po-poczekajcie chwilkę! – zawołał Edek i pobiegł po coś do środka.

Po chwili wyszedł dwoma woreczkami, które podał dziewczynom. W środku były przepięknie pachnące ciastka.

- To na drogę, gdziekolwiek idziecie… I dz-dzięki. Oh, a jak wam na imię, trochę głupio, nie spytałem wcześniej – stwierdził pytająco. Ten dzień zdecydowanie nie był jego najlepszym, nawet po całej aferze.
- Nic nie szkodzi, Edzio, tak? Ja jestem Melodia, to Rosa, a to Niebieska. I nie jest to żadna tajemnica, dokąd idziemy. Do niej do domu, a potem zobaczymy. Na pewno chce zostać uzdrowicielką. A gdy już uda mi się zacząć pomagać ludziom i zacznę zarabiać, kupie sobie buty, takie jak ma Rosa. O, no i może kupie też jej coś fajnego, w ramach wdzięczności za jej gościnę i miłe towarzystwo… - mówiła Melodia, niczego nie kryjąc.
- Oh… To całkiem duże plany – stwierdził Edek, zaskoczony taką wylewnością.
- Bardzo duże i jak się okazuje niezbyt łatwe do realizacji, ale jeśli dzięki temu będę mogła pomagać ludziom, to zdecydowanie warto się trochę pomęczyć – stwierdziła pełna optymizmu i pewności siebie.

Gdy skończyła na chwilę gadać, zanurzyła dłoń w woreczku pełnym ciastek, nie mogąc dłużej opierać się ich słodkiej woni. Wgryzając się w pierwsze, zrobiła wielkie oczy, jakby właśnie odkryła coś fenomenalnego.
- Mmm! To jest pyszne! – zawołała i zjadła kolejne – Rosa, musisz koniecznie spróbować!
Awatar użytkownika
Rosa
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Kotołak
Profesje: Mieszczanin , Uczeń , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Rosa »

        Kotka patrzyła to sceptycznie na chłopaka to z wiernym respektem na strażnika. Przynajmniej tak długo jak sprawa wciąż była w toku i mogła się jeszcze przydać. Problemy jednak nie trwały długo i zaraz chłopak (o wdzięcznym imieniu Edek) został wypuszczony. Wszystko jak należy, ale zaraz dopadła go wylewność Melodii i jej życzliwe rączki. To niebywałe!
Rosa niemalże nie podskoczyła widząc dziewczynę przytulającą obcego. Przedstawiciela płci przeciwnej! Kogoś z miasta! Już mniejsza o mąkę tak się nie godziło. Nieprawdopodobne, zdumiewające - ŻE JAK!?
        Nawet nie zauważyła kiedy złapała się za głowę - organizm sam zareagował bojąc się, że przeciążona odpadnie. Zmieniła pozycję dopiero kiedy chłopak zniknął na zapleczu i gdy wrócił z ciasteczkami mogła nawet powściągliwie wyciągnąć po nie łapki. Nie zdążyła się im jednak przyjrzeć jak jelonka znów przypomniała jej do czego jest zdolna. Wesoło gawędziła z chłopakiem, śmiała się i burzyła jak dziki taran wszelkie zasady kultury i formalności. W jakiś przerażający sposób pasowało to do niej i trudno było dostrzec jakiś dysonans… jednak samo zachowanie, nie ważne u kogo, Rosę wprawiało w złowrogie odrętwienie. Nie umiała nawet zarejestrować nawet całej wymiany zdań. Spanikowany umysł uchwycił jedynie, że Melodia wypowiedziała jej imię i zdradziła Edkowi nie tylko cel ich podróży po mieście, ale i swój własny, długoterminowy.
        Dlaczego? Po co?
        Z jednej strony nie rozumiejąc, z drugiej powoli się z tym oswajając kotka starała się nadążyć za płynącymi wesoło słowami i w razie czego przytaknąć lub prychnąć na chłopaka, żeby go odstraszyć. Nawet jeżeli dał im ciasteczka… zapłacił w ogóle za nie? Oby mógł je od tak rozdawać, bo inaczej miała dług u piekarza. I już zadba o to, żeby Edek go spłacił. Nie miała litości dla chłopców tak jak nie miała żadnej i dla siebie. Ale to on wyskoczył z poczęstunkiem, na nim więc spoczywało uregulowanie rachunku.

        Zachwyt Melodii odciągnął ją na chwilę od surowych osądów i pozwolił zanurzyć pazurki w woreczku. Wyłowiła pysznie pachnącego łakocia i bezceremonialnie wsadziła połowę do pyszczka, chrupiąc poważnie. Na potwierdzenie słów Melodii tylko skinęła głową uznając, że tak, ciasteczka są jak najbardziej przyjemne w smaku. Nie wyrażała jednak zachwytu w widoczny sposób - można się było jedynie domyślać, że nie pogardzi takim podarkiem.
        Tylko…

        - Mam nadzieję, że mogłeś od tak dać nam te ciastka - mruknęła przytomnie. - Jeśli nie, to dzięki za prezent. Spodziewam się, że zapłacisz.
        - T-tak, oczywiście! - Edek zmieszał się, ale zaraz zaczął grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu drobnych i z coraz większą paniką sprawdzał czy na pewno go stać. Co najwyżej zrezygnuje z części wypłaty o ile jeszcze mu się należała…

        - Mówiłaś wcześniej, że jesteś gotowa? - Rosa wróciła do tematu dalszej drogi. - Bułka to nie jest, ale skoro mamy jedzenie możemy iść do mnie. Poprowadzę. - Odwróciła się, umączonego chłopaka żegnając tylko przelotnym, ostrym spojrzeniem i ledwie dostrzegalnym ruchem głowy.
        Sprawiał zdecydowanie za dużo problemów.

⚔︎ ⚔︎ ⚔︎


        Szła przez jakiś czas dziwnie szybko, nie odzywając się, kątem oka jedynie sprawdzając czy jeleniołaczka i pegazia idą za nią i nie gubią się nigdzie. W końcu jednak prosta natura kazała jej coś wyjaśnić, a nie próbować analizować to po cichu wymyślając coraz to nowe teorie, które tylko wprawiały w irytację. Pomyślała chwilkę jak to ubrać w słowa, by nie być nadmiernie burkliwą, po czym zwolniła wcale nie bez pewnych problemów zapytała.
        - Powiedz… czy zawsze tak mówisz wszystko wszystkim? - I ukrywając, że nieco ją to ubodło skupiła się na innych aspektach - To niebezpieczne. Może ten chłopak nie wyglądał groźnie, ale lepiej pewne rzeczy zostawiać dla siebie… z wielu powodów. - Niestety nie miała głowy do tłumaczenia wszystkich aspektów pscyhologiczno-społecznych i musiała mieć nadzieję, że Melodia zaufa jej jako przewodniczce. Po chwili postanowiła dodać coś, co złagodziłoby jej uwagę.
        - Myślę, że tym razem to nie było duże potknięcie, ale… ludzie zwykle nie mówią sobie tylu rzeczy, gdy tylko się poznają. I mają przestrzeń osobistą. Panny nie powinny ot tak przytulać… nikogo. Przez to można je źle ocenić… dystans, potrzebny jest dystans! - Pokiwała głową na podkreślenie słuszności tych słów, a zaraz potem przypomniała sobie, że miała przecież powiedzieć coś milszego.
        - Popracujemy nad tym. Wszystko ci powiem. - Zaoferowała, bo to był u niej odpowiednik zgrabnej, dyplomatycznej wypowiedzi. - Rozumiem, że u ciebie wyglądało to inaczej… to musi być naprawdę ciekawa wioska - dodała z respektem dla jego dziwności, w duchu nie życząc sobie trafienia do takiego miejsca.

        Ale aż przyznać musiała, że Melodia była odważna wchodząc od tak dla obcego dla niej świata bez żadnego wahania.
Awatar użytkownika
Melodia
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Jeleniołak
Profesje: Uzdrowiciel , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Melodia »

Jeleniołaczka niechętnie pozostawiła Edka w tyle, całkiem przyjazny się wydawał. Ale w końcu to jedno miasto, może później się na niego natknie. Niebieska natomiast była zupełnie innego zdania i żwawo maszerowała przed siebie.

- Zawsze jestem gohowa na kohejne przygody – odpowiedziała kotołaczce, choć jednocześnie zajadała ciastko – Tu się tak dużo dzieje – stwierdziła zaraz po tym, gdy już przegryzła i przełknęła smakołyk – Jest tak dużo ludzi wokół, to niesamowite. I to trochę zabawne, że mały i niegroźny wypadek wywołał takie zamieszanie, biedny Edek… Chętnie bym go jeszcze raz uściskała, widać, że bardzo tego potrzebuje, przejął się tym wszystkim biedny.

Milczenie ze strony futrzastej zmiennokształtnej całkowicie wypełniała jeleniołaczka co rusz zachwycając się czymś zgoła trywialnym dla typowego mieszczanina. Co jakiś czas nawet, by dotrzymać tempa koleżance, doganiała ją, podskakując wesoło, niczym sarenka.

- Ciekawe czy jako łania mogłabym przeskoczyć z dachu na dach tych budynków, są takie wysokie, ale wydają się całkiem blisko…

Gdybała Mel, gdy nagle postanowiła odezwać się Rosa. Pozytywnie zaskoczyło to rogatą, więc postanowiła jej nie przerywać, zwłaszcza że jej samej już zaschło nieco w gardle od ciągłego nawijania.

- Wszystko? Nie powiedziałam mu wszystkiego, po prostu podzieliłam się moimi planami, bo jestem taka szczęśliwa, że już tak blisko do ich realizacji i po prostu mam ochotę z całym światem dzielić się moim szczęściem – stwierdziła Mel, wzdychając z zachwytu. Jej myśli zalewał kolorowy optymizm, który poszarzał i zniknął jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy Rosa kontynuowała – Niebezpieczne…? To… To by wyjaśniało, dlaczego wszyscy są tacy, odrobinkę ponurzy – uśmiechnęła się słabo – Nie, o nie! Ale jak to nie wolno się przytulać? Wybacz Rosa, ale ten wasz zwyczaj jest… jest… Głupi! – krzyknęła pełna rozczarowania i niedowierzania, po czym zasłoniła usta, wystraszona tym, co powiedziała – Przepraszam. Po prostu nieprzytulanie się jest… um niezdrowe. Wiele razy to zaobserwowałam, niespodziewane uściski poprawiają humor, a poprawiony humor to więcej motywacji, czyli więcej sił. A jak masz więcej sił, to szybciej zdrowiejesz — mówiła z pewnym przekonaniem, choć jeszcze nie miała nigdzie odpowiednio potwierdzonej tej teorii — Natomiast dystans jest zły, nikt nie lubi czuć się samotny. To jest jeszcze gorsze… Wiem! To wszystko wyjaśnia. To dlatego jest tu tak niebezpiecznie, ludzie są zdenerwowani i robią głupie rzeczy. To oczywiste – Ponownie się rozpromieniła – Oj tak, opowiedz mi wszystko, a ja postaram się, by znowu wszyscy wychodzili z domów z uśmiechem na twarzy i szczęściem w sercach. No właśnie, tak, jak w mojej wiosce. Tam wszyscy zawsze byli mili i tacy kochani, jak jedna, wielka rodzina. Troszkę za nimi tęsknie, ale to jeszcze nie czas by wracać, jest tyle do zrobienia.

Naiwna wiara w dobro nie opuszczała Melodii, nadal wierzyła, że jest w stanie zmienić świat. Z tego powodu los najwyraźniej właśnie w tym momencie postanowił sobie z niej zadrwić. Na drodze obu dziewczyn postawił grupę kilku chłopaków w podobnym do nich wieku, być może nieco starszych. Do tej pory stali sobie oparci o jedną z kamienic i zaangażowani w jakąś istotną rozmowę, na widok pegazicy i rogatej zamilkli i ostentacyjnie stanęli im na drodze, uparcie ją blokując, nawet gdy te próbowały ich ominąć.

- Możemy w czymś pomóc? – spytała lekko zmieszana, ale nadal wesoła Melodia, uznając to za zwykłe żarty.
- Mój ojciec ma takie poroże na ścianie – stwierdził blondyn, a zmiennokształtna zmarszczyła brwi.
- Wybacz, ale chyba nie zrozumiałam…
- Cała ściana. W porożach. Jedno jest nawet z głową – kontynuował chłopak, widząc, jak wyraz twarzy brunetki zmienia się ze zmieszanej w coraz bardziej wystraszoną – Ale same jelenie, żadnych jeleniołaczek. Jeszcze.
- Um… Chyba nie lubię zbytnio tych żartów – stwierdziła, cofając się do Niebieskiej i spoglądając na Rosę, do której pozostali wołali „kici kici”.
- To nie żarty, mogę ci pokazać, chcesz?
- Nie, dzięki…
- Ciekawe ile byłyby warte – drugi, wyglądający identycznie chłopak, zapewne bliźniak bezczelnie dotykał poroża Mel, która w tym momencie znieruchomiała.

Pozostali stali tuż obok i jakby ich okrążali. Mel nie czuła się dobrze, coś jej mówiło, że oni nie są w porządku, ale jednocześnie nie chciała wierzyć temu uczuciu. Niebieska co chwilę na nich prychała wyraźnie poirytowana i zaniepokojona o dziewczyny.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Warownia Nandan-Ther”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości