Góra Strażników[Ruiny] Dwie wariatki, cztery dusze!

Szczyt góry z wieżą strażniczą na jej szczycie wznosi się wysoko nad Ostatnim Bastionem, kiedyś był to punkt obserwacyjny, dzięki któremu strażnicy mogli dostzrec nadchodzące niebezpieczeństwo, dziś, znajdują się tutaj tylko ruiny ogromnej kamiennej wieży.
Awatar użytkownika
Sitrina
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Wędrowiec , Kurtyzana , Złodziej
Kontakt:

Post autor: Sitrina »

        Sitrina nie oponowała pomysłowi, aby rozejrzeć się po okolicy; co prawda nie do końca zgadzała się tutaj z demonicą, jednak nie zamierzała wchodzić w dyskusję. Obecność piekielnych źle wróżyła perspektywie dalszej eksploracji wieży, a pokusa musiała tak czy owak zastanowić się nad kolejnym posunięciem - szwendanie się po okolicy kobietą, która zdecydowanie jest w stanie ich obronić było całkiem obiecującym na to sposobem. Dlatego też po chwili obydwie wyfrunęły na światło dzienne, a Sitrina oddała Esmeraldzie przywódczą rolę. Nie skupiała się zbytnio na przeczesywaniu wzrokiem lądu, gdyż rekonesans przeprowadziła już wcześniej, przed samym wejściem do akcji. Nigdy nie lubiła pozostawiać czegokolwiek przypadkowi; a mimo to takowym okazała się obecność jej pobratymców w środku. Nawet przezorność nie zawsze jest w stanie ochronić przed wszystkim, co świat zdecyduje postawić na czyjejś drodze. Tak czy owak, podczas zagłębiania się we własnych myślach, pokusa oddała się także odpowiadaniu na wcześniejsze pytania obydwu demonic oraz opowiedzenia przy okazji czegoś więcej o niej samej i o okolicy.
        - Pokusy z reguły nie przedstawiają wielkiego zagrożenia przez ich fizyczne aspekty; nie są zdecydowanie dominującym biologicznie gatunkiem w piekielnej hierarchii. Muszą to więc nadrabiać innymi cechami. To najbardziej manipulacyjne suki, jakie spotkasz w swoim życiu. Potrafiąc ukrywać swoją tożsamość w skórze ludzkiej kobiety o wyjątkowej urodzie i obezwładniającym charakterze, podejdą cię, udając troskę i najlepsze intencje, będą starały zapewnić ci caluteńki wachlarz przyjemnych chwil, eksplorując i poznając ciebie, twoje słabości, twoje mocne strony, wszystko, na czym ci zależy, wszystko, co możesz stracić. Moment ten w zasadzie jest jedynym, w którym można skutecznie powstrzymać pokusę przed wyrządzeniem większych szkód. Przez okres ten wydaje ci się, że znalazłaś zaskakująco przyjacielską istotę, której zależy, abyś czuła się jak najlepiej. Chęć ta to jedynie zasłona, aby uśpić twoje podejrzenia i zmusić do otworzenia się. Jakiś czas po poznaniu cię dostatecznie dobrze, pokusa albo zdecyduje pozostać w ludzkiej postaci, subtelnie wykorzystując cię do swoich celów, a wszystkie podejrzenia co do tego zostaną zduszone przez twoje emocje - przez fakt, jak wiele miłych aktów doznałaś od pokusy, na jak przyjazną istotę wygląda i jak dobrze czujesz się w jej towarzystwie. Czasami pokusa może uznać, że opanowała swoją ofiarę nadzwyczajnie dobrze i ujawnić swoją prawdziwą postać. Żadna pokusa nigdy nie zrobi tego bez pewności, że jest w stanie kontrolować zachowanie każdego, kto się o tym dowie. Tak czy owak, jeżeli pozwolisz jakiejś pokusie znaleźć się dostatecznie blisko - emocjonalnie - ciebie, to pozbycie się jej jest bardzo trudne. Nie polecam. Diabły można usiec, łowców dusz można zastrzelić, ale w przypadku pokus nawet odcięcie głowy często nie oznacza końca problemów. Zdominują cię nie fizycznie, w otwartej konfrontacji, lecz psychologicznie, tworząc wokół ciebie sieć, której naruszenia będziesz bała się tak bardzo, że mogłaby być równie dobrze żelazną klatką bez wyjścia. A jeżeli chodzi o skrzydła, to przeprowadzałam swego czasu eksperymenty. Mamy nieco pierzastych tam na dole. Rozczaruję cię, ale elastyczna, futrzana membrana moich skrzydeł oraz ich wieloczęściowa budowa zapewnia im możliwość zmiany kształtu, co z kolei obdarza je większą siłą nośną, mniejszy opór powietrza i większą manewrowość. I nie, to nie moje słowa, nie byłabym w stanie dojść do czegoś tak fachowego, ale ma się te znajomości.
        Sitrina pozwoliła sobie także opowiedzieć wyraźnie zagubionej Esmeraldzie o Ostatnim Bastionie; przestrzegła ją przed tym, że jest to miejsce dosyć nietypowe, będące cieniem dawnej chwały. Ludzie muszą się tutaj borykać z wieloma trudnościami każdego dnia, co straszliwie ich zahartowało. Poradziła demonicę, aby jednak starała się ich zbytnio nie denerwować, bo są naprawdę skuteczni w radzeniu sobie z jakimkolwiek problemem. Szczególnie, że są obcymi - obiektami podejrzeń oraz osobami, które raczej nie mogą oczekiwać pobłażliwego traktowania. Dlatego też pokusa poprosiła, aby w razie zagrożenia Esmeralda pozwoliła jej rozmawiać spokojnie z przedstawicielami prawa.
        Po kilku godzinach dwie skrzydlate kobiety zdołały naprawdę porządnie spatrolować całą górę, w zboczu którego znajdowała się pradawna twierdza i teraz żaden kamień nie skrywał przed nimi tajemnicy. Pokusa zdołała też mniej więcej opowiedzieć swojej towarzyszce o tym, jak sprawa się ma z całym Opuszczonym Królestwem. Kiedy jednak niebo powoli zaczęło przyjmować rudawą barwę, Sitrina zaproponowała, że przeszmugluje demonicę do miasta i tam znajdą sobie jakąś porządną karczmę, żeby zjeść gorący posiłek i spędzić noc w prawdziwych łóżkach. Drogę ze szczytu musiały już przebyć na pieszo, bo pojawienie się u bram dwóch kobiet niedługo po tym, jak obserwatorzy ujrzą dwie skrzydlate istoty z pewnością nie byłaby trudną zagadką dla większości strażników miejskich. Niedługo im oczom ukazała się wielka, sześciopiętrowa twierdza o rozmiarach niemałego ludzkiego miasta.
        Pokusa zostawiła Esmeraldę niedaleko wielkiej bramy, ukrywając ją za skałami i nakazując czekać, aż nie powróci i za żadne skarby nie pokazywać się ludziom. Następnie Sitrina schowała swoje rogi, ogon oraz skrzydła i udała się w stronę miasta. Ponownie pokazała się po upływie około pół godziny, niosąc ze sobą niezły ciemny płaszcz - nie jakiś tam pierwszy lepszy skórzany, ale taki, którego średnio bogata arystokratka by się nie powstydziła, w większości utkany z jedwabiu, ozdobiony pierzem wokół szyi. Piekielna nakazała demonicy ukryć pod tym swoje skrzydła, a gdy dowiedziała się, że jej nowa towarzyszka potrafi zrobić to na zawołanie, zamarła na dłuższą chwilę z ręką służącą za wieszak dla futra wyciągniętą w stronę Esmeraldy i z szerokim uśmiechem, w duszy zastanawiając się, dlaczego nie pomyślała o takiej możliwości i nie spytała. Ale po tym czasie stwierdziła, że i tak przyda się, żeby zasłonić jej obecne ubranie - szczególnie po walce z piekielnymi nie wyglądała najlepiej, zdecydowanie na taką, co sprawia kłopoty, a niepotrzebna im dodatkowa uwaga. Ostatecznie pokusa obdarzona teraz wyglądem paladynki oraz demonica wyposażona w ostatni krzyk mody na południu wkroczyły do miasta, które rozpoczynało nocne życie - straży było sporo, aby reagować w przypadku ataku stworzeń z zewnątrz, ale ludzie starali się przynajmniej nieco rozerwać, żeby zapomnieć o tym, że do końca swojego życia będą musieli walczyć o przetrwanie w tej skale.
        Ludzie bawili się w swoich zamkniętych gronach, dlatego nikt nie zaczepiał dwóch obcych kobiet - choć Sitrina wcześniej zdołała zdobyć w mieście kilka znajomości, to akurat albo nie trafiło się na nie, albo też wolały one nie zwracać na siebie teraz uwagę. Dzięki temu nieniepokojone dotarły do karczmy, którą wybrała Sinitra. W środku nie było wielkich tłumów, a wzrok wielu zwrócił się na nowoprzybyłe. Grała przyjemna muzyka, palenisko pozwalało rozgrzać się, a zapach jedzenia i alkoholu uderzał w nozdrza - jednym słowem, wszystko, czego można chcieć od karczmy. Sitrina podeszła do lady i sięgnęła do torby.
        - Poproszę pokój dla mnie i mojej pani - skinęła głową w stronę Esmeraldy, mając nadzieję, że ta nie zaprzeczy; to było najprostsze wyjaśnienie, kim są, a w związku z tym najlepsze. Po chwili na ladzie wylądowały trzy fiolki z krwiście czerwoną substancją, której karczmarz o wychudłej twarzy przyjrzał się dokładnie. - Do tego ciepły posiłek, dobry trunek i gorąca kąpiel.
        Po chwili w dłoni pokusy znalazł się klucz z odpowiednim numerem - odnalezienie drzwiami z owym nie było zbytnim wyzwaniem, a w środku czekał już na nie całkiem dobry jak na karczmę pokój z dwoma łóżkami. Sitrina odetchnęła z ulgą, po czym usiadła i zaczęła zdejmować z siebie zbroję. Karczmarz wspomniał, że wyśle do nich kogoś, jak tylko kąpiel będzie gotowa - karczma nie była na tyle elegancka, aby pokoje mogły posiadać swoje własne łazienki, więc będą musiały skorzystać ze wspólnej, jedna po sobie. Ale i tak było to zdecydowanie lepsze niż brak takiej przyjemności. Przynajmniej dla pokusy, która zerknęła na swoją towarzyszkę.
        - Nie uznaj tego za docinkę, jedynie za stwierdzenie faktu, ale podejrzewam, że nie miałaś szansy zaznać przyjemności kąpieli do jakiegoś czasu, więc nie krępuj się i idź pierwsza. Ja w międzyczasie zadbam, żeby posiłek do nas dotarł i spróbuję zwędzić jakieś wygodniejsze poduszki - zaproponowała Sitrina ściągając z nóg skórzane buty i oddychając z ulgą uwolnionych po całym dniu stóp. - Mieszkańcy tego miasta wiedzą, że należy się cieszyć z tego, co można. Jutro pewnie czeka nas wymagający dzień, ale o tym jeszcze porozmawiamy. Póki co rozkoszujmy się tym, co tylko możemy. Co ty na to?
Awatar użytkownika
Esmeralda
Splatacz Snów
Posty: 377
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Wojownik , Włóczęga
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/ekspert%20moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Esmeralda »

Esmeraldzie przyjemnie się leciało w towarzystwie innym niż Ira, choć nie zamierzała tego w żaden sposób okazywać. Przynajmniej dopóki nie poznały się z Sitriną lepiej.
Z uwagą słuchała, jak piekielna przedstawia swoją rasę. Kolejne przydatne wiadomości, ale w głowie przemienionej zrodził się lekki niepokój. Rogata swobodnie mówiła o tym jakie to manipulantki z diablic. Jednakże czy to nie była przykrywka i szarowłosa wcale nie była lepsza od tamtych? Demonica nic nie powiedziała, jedynie trochę irytował ją fakt niejasnej sytuacji. Chciałaby móc komuś zaufać bez obaw o zdradę.

- Interesujące – stwierdziła, Es odwołując się do pokus, jednakże Ira bezczelnie powtórzyła po niej to samo niemal w tym samym czasie. Nie chodziło jednak o ten sam temat, a o skrzydła.
- Ścigajmy się! – wykrzyczała, omal nie przyprawiając o ból głowy piekielnej i demonicy.
- Po prostu ją ignoruj — skrzydlata westchnęła, kierując prośbę do piekielnej. — Niech będzie, ale jak sobie przypomnę moje ostatnie przygody w tym świecie, to odczuwam wrażenie, że przyciągam kłopoty, nawet jak tylko stoję i usiłuje ładnie wyglądać. Tak tylko ostrzegam. – Przemieniona nie miała ochoty prowokować nieprzyjemnych sytuacji, tak jak na tamtym balu, na którym znalazła się w niewłaściwym momencie.

Sporą ilość machnięć skrzydłami później kobiety przebyły już pokaźne połacie terenu, a Esme wzbogacała się o kolejne informacje odnośnie do tego miejsca. Lot trwał, aż do zachodu słońca, przemieniona zaczynała odczuwać zmęczenie, więc ochoczo przystała na pomysł zatrzymania się w karczmie. Miłe i ciepłe łóżko, teraz to była bardzo przyjemna wizja. Luksus, na który praktycznie sobie nie pozwalała.
Gdy wylądowały, przemieniona z ulgą i przyjemnością stanęła na nogach. Teraz czekał je spacer, Ira siedziała podejrzanie cicho. Natomiast całkiem niedaleko coraz wyraźniej rysowały się mury sporej twierdzy.

- Niech ci będzie – rzuciła od niechcenia Esme i zaczekała na pokusę, która w międzyczasie skryła swoje skrzydła.

Miała nadzieję, że Sitrina za chwilę wróci, ale czas zaczynał się dłużyć, Ira milczała, wiatr delikatnie mierzwił czarne włosy strażniczki. Esmeralda przycupnęła i znalazłszy kamień, zaczęła gmerać w ziemi, tworząc rysunek. Nie myślała nad swoim dziełem, po prostu rysowała to, co zajmowało większą część jej myśli, czyli Sitrinę.
Prawie nie zauważyła, gdy ta zjawiła się z płaszczami, a gdy usłyszała jej prośbę o ukrycie skrzydeł pod płaszczem, prychnęła rozbawiona. Po chwili wręcz zaczęła się szczerze śmiać, ostatnio w jej życiu było tak mało radości, że ta drobna pomyłka naprawdę nieźle ją rozbawiła.

- Wiesz, że mogłaś spytać? – powiedziała, wciąż z uśmiechem na twarzy ubierając mimo to płaszcz. Jednak gdy już go całkiem założyła, skrzywiła się niezadowolona i podrapała na karku. – Gryzie – mruknęła pod nosem.

Nie marudziła na to jednak zbyt długo, wizja łóżka była zbyt piękna, by przejmować się takimi błahostkami. W mieście przez ponad połowę drogi ignorowała tutejszych ludzi. Dopiero pod koniec poczuła ukłucie zazdrości, gdy przyjrzała się wesołym dzieciakom, którzy z pomocą jakiejś wstążki bawili się z kotkiem.

„Karczma”

Esme tak się zapatrzyła, że prawie nie zauważyła drzwi. Zatrzymała się dosłownie w ostatniej chwili. Demonica poczuła się jednak nieco zażenowana, nawet nie spojrzała na pokusę, a po prostu weszła do karczmy jak gdyby nigdy nic. W środku przytulnie, choć można by odjąć wzrok tych wszystkich obecnych tu ciekawskich.
Nic nie mówiła, zostawiła to piekielnej, tak jak ustaliły. Uśmiechnęła się dumnie, gdy Sitrina nazwała ją swoją panią. Spodobało jej się to spojrzenie gospodarza, gdy to usłyszał.

- Kąpiel, tego mi trzeba – pomyślała, zmierzając za swoją towarzyszką do ich pokoju, a gdy tylko drzwi zostały zamknięte, Esme nie czekała ani chwili dłużej ze ściągnięciem tego gryzącego płaszcza. – Uff – odetchnęła i przewróciła oczami na sugestie kąpieli, doskonale zdawała sobie przecież sprawę, że takie pałętanie się tu i ówdzie bez grosza przy duszy ma swoje minusy. – Daj spokój, dla mnie chyba każda poduszka będzie wygodna – stwierdziła i gdy już miała wyjść, aby udać się na kąpiel, spojrzała jeszcze na diablicę. – To najlepsze, co dziś można zrobić – powiedziała zadowolona i zniknęła za drzwiami, gdzie już czekała jakaś młoda, najwyraźniej nieśmiała dziewczyna, która miała jej wskazać drogę.

Była młoda, nawet bardzo, ciemne loki i zielone oczy wciąż patrzyły w dół w obawie przed kontaktem wzrokowym. Przemienionej to teraz nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, cisza w głowie i wokół była idealna, by przemyśleć zdarzenia całego dnia. Demonica wciąż nie wiedziała, czy aby na pewno może zaufać szarowłosej.
Jednakże, gdy weszła do bali z wodą, pozwoliła, aby choć na chwilę opuściły ją wszelkie rozterki. Zamknęła oczy i wróciła do miłych wspomnień ze swojego świata, tego w miarę prostego życia wśród jej bliskich. Niestety nie cieszyła się tym długo, myśli biegły w stronę mniej odległych wydarzeń.

- Zabrali mi wszystko i dali świat pod opiekę, a potem nawet to odebrali… - myślała – A może ten portal… Może to nie był przypadek? Może skończyła się moja misja na Ziemii? Jeśli tak, to Sitrina w gruncie rzeczy ma rację, nic mnie tam już nie trzymało.

Po kąpieli wróciła do pokoju niezwykle zrelaksowana. Może to dlatego Ira się uciszyła, pozytywne emocje ją osłabiały? Jednakże to nie był dla Esme problem, nie teraz. Właśnie wskoczyła na miękkie łóżko.

-Twoja kolej – powiedziała, ziewając, jeszcze nim pokusa wyszła, przemieniona nieodpowiedzialnie odpłynęła do krainy snów.
Awatar użytkownika
Sitrina
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Wędrowiec , Kurtyzana , Złodziej
Kontakt:

Post autor: Sitrina »

        - Szczerze powiedziawszy, uwzględniając twój wygląd, nie powinnaś się temu wcale dziwić - zachichotała pokusa, zamiatająca powietrze skrzydłami i spoglądająca na pancerz noszony przez jej demoniczną kompaniję oraz na całą prezencję, wołającą wręcz do wszystkich najbliższych łowców, paladynów, kapłanów, strażników i podatkowych w zasięgu wzroku, że oto znalazł się ktoś, kogo należałoby bliżej zapoznać z normami społecznymi Alaranii. "Nie mówiąc już o tych, którzy chcieliby zatrzymać tę śliczną twarzyczkę dla siebie, z całą apetyczną resztą w zestawie zresztą." "Sitrina!" "Hej, to ty tutaj podsłuchujesz moje myśli, kochana!" Po chwilowej sprzeczce w głowie pokusa szeroko wyszczerzyła ząbki, spoglądając na Esmeraldę. - Naah, nie obawiaj się, pokażę ci, że są lepsze sposoby na spokojny wieczór niż ładne wyglądanie, kochaniutka.
        Z reguły pokusa na widok własnego wizerunku rzuciłaby flirciarską uwagę lub najlepiej z dwadzieścia, akurat dostatecznie dużo, aby urozmaicić im podróż ku upragnionego domu wypoczynku wszelakiego. Sitrina była pod wrażeniem jakości wykonania, bo choć miała już okazję posiadać kilka portretów wykonanych przez malarzy o niezwykłej wyobraźni, urodzonych z talentem i posiadających wyrobioną technikę w posługiwaniu się pędzlem (a, no i malować rzecz jasna też potrafili świetnie) to kobieta nie spodziewała się, że tak świetnie posługiwałby się - no, nie pędzlem, ale kamieniem, a to prawie był węgiel, a to już narzędzie malarskie - narzędziem sztuki ktoś, kto tak dobrze radzi sobie z kolorowaniem diabłów na głębszą czerwień. Jednak Sitrina była teraz zbyt speszona swoją niewielką wpadką, aby uzewnętrznić te wszystkie myśli; jednakże zapisała sobie w pamięci tę ciekawostkę o Esmeraldzie.
        Kobieta od razu chwyciła płaszcz, który zdjęła demonica i przysunęła go do swojego policzka, gładząc swoją twarz zwierzęcym futrem. Lubiła to uczucie, dlatego przymknęła oczy, wsłuchując się w kolejne słowa Esmeraldy. Uchyliła dopiero źrenice na jej ostatnie zdanie, a w oczach zabłysła pomarańczowa nutka drapieżnego spojrzenia, gdy jej kształtne usta uchyliły się, by wyszeptać:
        - Cieszę się, że tak to widzisz.
        Gdy już Esmeralda opuściła ich niewielki, jednowieczorowy pokój rozkoszy wszelakiej, pokusa westchnęła i z żalem rzuciła płaszcz na własne łóżko, zabierając się przy tym do kolejnych obowiązków. Ona także wyszła, po czym przeszła się co nieco po korytarzu na piętrze, rozglądając się za... zdobione drzwi ze strażnikiem siedzącym tuż przed nimi... arystokratyczny apartament, doskonale! Pokusa minęła go, trącając go "przypadkiem", a po usłyszeniu "Hej, panienko, uważaj!", oddaliła się szybko z ukradzionym wizerunkiem kobiety z jego snów. Na dole dosyć szybko spostrzegła mości szlachcica, który widocznie tego wieczora świętował. Doskonale. Wzrokiem powędrowała po całej karczmie, krążąc co nieco pośród gości, aż w końcu dostrzegła swoją rybkę do wyłowienia. Grupa ludzi grała w karty, a ich rozgrywkę obserwował między innymi pewien młody chłopak, którego straaaszliwe męczył kaszel. Jakoś tak się składało, że osoba siedząca po przeciwnej stronie stołu miała za chwilę wygrać. Sitrina odczekała te chwilę, po czym, gdy dostrzegła kilka monet przekazywanych dzieciakowi, poklepała go sama po ramieniu.
        - Czego? - zapytał, szeroko otwierając usta przy patrzeniu w górę. Pryszczaty rudzielec, jak uroczo!
        - Mam dla ciebie robotę, cukiereczku - mruknęła pokusa. - Przyda ci się na lekarstwa na ten kaszel.
        Po chwili Sitrina podeszła do karczmarza i zaczęła składać zamówienia. Pozwoliła sobie rzucić kilka żartów, a jej "niesamowita osobowość" szybko zdołała przełamać pierwsze lody i pogawędzić jak para dobrych znajomych, podczas gdy chłopiec zakradł się za ladę, tuż za plecy mężczyzny opowiadającego właśnie o swojej drugiej córce, po czym zwinął pęk kluczy przyczepiony do jego paska. Pokusa poczekała, aż otrzyma tacę z butelką wina, dwoma kieliszkami oraz dwiema porcjami gorącego jedzenia, po czym zaczęła kierować się z powrotem na górę, trzymając ją w jednej dłoni. Po drodze zdołała dyskretnie wymienić kilka złotych monet na pęk kluczy i posłać chłopakowi spojrzenie przedsiębiorcy zadowolonego ze współpracy.
        Gdy była już na górze, przystanęła przed zakrętem, za którym czaił się strażnik, po czym dobrą chwilę zajęło jej spełnianie jego marzeń. Strażnik uniósł zmarszczone spojrzenie, po czym zamarł z szeroko otwartymi ustami, spoglądając na damę zmierzającą w jego stronę.
        - Massir, musi mi pan pomóc - odezwała się z silnym akcentem, podchodząc do mężczyzny i trzepocąc rzęsami. - Moja parina zniknęła i nie wiem, gdzie są, a nie znam nikogo w tym ville.
        - Ale...
        Kilka słodkich zdań i mężczyzna zmiękł, wstał, po czym ruszył za iluzją, mijając przyciśniętą do ściany Sitrinę, obserwującą to wszystko z poważną twarzą szpiega w działaniu. Wciąż z tacą w uniesionej dłoni przemknęła przez korytarz, przekręciła klucz w pozłacanej dziurce, po czym otworzyła drzwi prowadzące do kawałka raju na ziemi, pokoju, którego meble wręcz śpiewały głosami anielskiego chóru. Odstawiła tacę na jeden z wielu stoliczków, po czym rozpędziła się i wskoczyła na wielkie łoże, odbijając się raz od jego miękkiego materaca. Chwyciła dłońmi dwie poduszki i wepchnęła pomiędzy nie głowę, ciesząc się ich miękką, gładką powierzchnią, pełnym nosem wciągając ich zapach, powstrzymując się od próby polizania ich. Pokusie "oummm" wypełniło pokój, ale ta szybko się opanowała. Wstała, wciskając dwie poduszki pod pachę, zgarnęła tacę, po czym szybko wymknęła się na zewnątrz. Rozejrzała się, a następnie ogon wystrzelił spod jej spodni, który to przekręcił klucz, wyjął go z zamka i podrzucił w górę - Sitrina chwyciła go w locie zębami, po czym pośpiesznie podążyła ku ich pokojowi. Esmeraldy jeszcze nie było, dobrze. Rzuciła jedną z niebiańskich poduszek na łóżko Esmeraldy, drugą na własne, a tacę postawiła na stoliku. Szybko jeszcze udała się na dół, aby upuścić pęk kluczy za ladą, karczmarz musiał się niepokoić, że je zgubił. Wróciła do pokoju i zdążyła nalać wina do kieliszków, kiedy pojawiła się demonica.
        Pokusa obserwowała ją z uśmiechem, wyglądała teraz o wiele lepiej, nie mówiąc tylko o fakcie, że zdecydowanie była bardziej zrelaksowana. Sitrina podeszła do niej z kieliszkami w dłoniach, ale zatrzymała się, gdy zorientowała się, że demonica zdążyła zasnąć. "A to śpioszek...", mruknęła, po czym zerknęła na drzwi, za którymi czekała już czarnowłosa dziewczyna, która natychmiast spuściła wzrok. Pokusa szybko się do niej zbliżyła, ta chciała się odwrócić, aby zaprowadzić ją na miejsce, ale Sitrina jeszcze zdążyła wcisnąć jej w dłonie wino. Zielonooka spojrzała na nie niepewnie, ale pokusa szybko położyła dłoń na jej ramieniu i udały się w stronę łazienki.
        Gdy wróciły, włosy ich obu były mokre, a czarnowłosa miała silny rumieniec na policzkach, do tego chichotała pod nosem. Zadowolona Sitrina pożegnała ją, po czym zatrzasnęła drzwi, mając na sobie tylko i wyłącznie koszulę, zbroję i medalion nosząc zarzucone na ramię, które to po chwili przestało pełnić rolę tymczasowego wieszaka na rzecz stolika. Spojrzała na dwie porcje jedzenia, a następnie podniosła jeden z talerzy, otworzyła okno i wyjrzała - dobre cztery metrów niżej dostrzegła żebraka, który chyba szykował się do snu.
        - Hej, panie, łap pan! - krzyknęła, po czym po odczekaniu chwili upuściła porcję w jego kierunku. Starszy mężczyzna zdołał złapać talerz całkiem sprawnie, podniósł na nią wzrok i uniósł prawą dłoń.
        - Niech ci Najwyższy błogosławi, dobra pani!
        Pokusa zachichotała, po czym zamknęła okno i zajęła się dokończeniem własnej porcji, cały czas zerkając na rozkosznie śpiącą demonicę. "Mogłabym cię teraz związać i zrobić, cokolwiek bym chciała", pomyślała, po czym zachichotała ponownie, wyobrażając sobie tę scenę. Niestety rzeczywistość była taka, że do tego potrzebowałaby także jednej z tych fikuśnych bransoletek, będących ostatnim krzykiem mody w Rododendronii. Nie wspominając o tym, że miała inne plany. W końcu wstała i zbliżyła się po cichu do łóżka zajmowanego przez Esmeraldę, rzucając cień na śpiącą czarnowłosą kobietę. Wyciągnęła powoli dłoń, a w płomieniu świecy zalśniły pazury, coraz bliżej i bliżej... aż w końcu chwyciła koc i nakryła nim mocniej demonicę. Następnie ziewnęła, po czym sama udała się do swojego łóżka, wpychając głowę w niebiańską poduszkę.
        Przyśniło jej się, że przez całą noc leży na klatce piersiowej spętanego anioła, więc obudziła się w wyśmienitym nastroju. Stąpając po podłodze jak pokusa zakradająca się po domu publicznym przemknęła na dół, załatwiając jakieś porządne śniadanie dla ich dwójki. Swoje zjadła na dole, świadoma licznych spojrzeń rzucanych na jej dosyć skąpo ukryte ciało. Akurat nie robiła tego, aby kogokolwiek kusić, jedynie nie chciało jej się ubierać tylko po to, aby coś zjeść, a jako, że była całkowicie bezwstydna... musiała po drodze jeszcze wbić widelec w łapę kogoś, kto opatrznie zrozumiał jej intencje. Mężczyźni naprawdę nie potrafili zrozumieć prostej kobiety... Pogwizdując, weszła do pokoju, starając się tym subtelnie obudzić demonicę, podczas gdy jej ogon zamknął drzwi na klucz - w swej prawdziwej formie, odziana głównie w dosyć zwiewną koszulę, stanęła nad Esmeraldą, pogwizdując, dopóki się nie obudzi, a gdy już to się stało, uśmiechnęła się szeroko.
        - Śniadanie do łóżka, moja pani! - ogłosiła, stawiając tacę na nogach Esmeraldy i skłaniając się przy tym, ogonem zamiatając podłogę. Zachichotała, gdy oddaliła się, pozwalając dziewczynie zjeść w spokoju. Sama wskoczyła na własne łóżko, ze stopami zaciśniętymi na jego krawędzi, wysoko podniesionymi kolanami i biodrami opartymi o sam materac, jej ramiona otaczały łydki, gdy jej ogon latał na boki jak u kota, a skrzydła drgały lekko, gdy je rozciągała. Cały czas przyglądała się demonicy, rozważając coś w myślach.
        - Wieeeeeeesz, jest taka jedna tradycja, o której właśnie pomyślałam - mruknęła. - Mogę spełnić twoje życzenie. Powiedziałabym najbardziej skryte, ale podejrzewam, że znam je już i są poza moim zasięgiem. Ale możesz poprosić o
cokolwiek w granicy rozsądku, a ja ci to zapewnię. Własny dom, wymarzony narzeczony, prywatny gang, szlachectwo, dworek na prowincji, skarb, jakieś magiczne ustrojstwo, sława... Podejrzewam, że twoje cele mogą być inne, ale pomyśl, że przydałoby ci się nieco gruntu, na którym możesz stanąć, zanim zabierzesz się za ich realizację. Lepsze to najpewniej niż błąkanie się w nadziei, że przypadkiem trafisz na właśnie to, czego szukasz. - Pokusa uśmiechnęła się znacząco, a następnie wyszczerzyła zęby. - Z reguły ceną za spełnienie czegoś takiego jest dusza, aleeee jako że pomogłaś mi z tymi piekielnymi, no i w dodatku masz taki przyjemny charakter... możesz liczyć u mnie na zniżkę! Jedna miła kolacja tylko we dwie, co ty na to?
Awatar użytkownika
Esmeralda
Splatacz Snów
Posty: 377
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Wojownik , Włóczęga
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/ekspert%20moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Esmeralda »

Esmeralda uśmiechnęła się niezręcznie do piekielnej, chwilę przed pójściem do przyjemnej i ciepłej kąpieli. Miała wrażenie, że pokusa spojrzała na nią jakoś tak… Nie, przemieniona natychmiast zmieniła tor swoich myśli, uznając, że jest po prostu zmęczona i może przewrażliwiona. Zresztą miała mnóstwo innych spraw do przeanalizowania i ważną decyzję do ostatecznego podjęcia.
Jak wyszła, jej uwadze nie umknęły kieliszki z winem, uśmiechnęła się nawet na ich widok, dawno nic takiego nie piła. Jednakże najpierw usiadła na łóżku i nawet sama nie zauważyła, kiedy wpadła w objęcia Morfeusza. Nie była świadoma poczynań pokusy, na całe szczęście, bo z pewnością nie przypadłyby jej do gustu, a tak mogła się odprężyć.
Dawno nie miała tak mocnego snu, że nawet nie poczuła, jak piekielna siada na łóżku, w przeciwieństwie do ciepłego koca, który wywołał nieświadomy uśmiech na jej twarzy.
Dopiero nad ranem zdołało obudzić ją pogwizdywanie piekielnej. Powoli otworzyła oczy, zdezorientowana z trudem przypominając sobie ostatni dzień. Jakoś zdołała się oderwać od mięciutkiej poduszki i usiadła. Nim zdążyła się odezwać, już dotarła do niej wieść o śniadaniu, które to podane na tacy zaraz wylądowało na jej kolanach. Była nieźle zaskoczona i niespecjalnie mogła to ukryć.

- To… miłe, dzięki – niestety jedynie tyle była w stanie z siebie wykrzesać, po czym ze smakiem zabrała się do konsumowania. Dawno nie jadła nic tak dobrego.

Gdy skończyła zapadła chwila ciszy, Esme przyglądała się mimowolnie ogonowi piekielnej. Wtem rogata zaczęła mówić o jakiejś tradycji.

- Życzenie? – zdziwiła się przemieniona, piekielna była aż zbyt miła, a teraz proponowała jej coś takiego. Wzbudziło to lekki niepokój czarnowłosej. Mimo to wysłuchała słów swej koleżanki.

Esmeralda spodziewała się, że odstawienie do domu nie wchodzi w grę, ale jakoś nie było jej z tego powodu aż tak przykro, jak wcześniej by mogło być. Uśmiechnęła się nawet rozbawiona, gdy Sitrina wspomniała o narzeczonym. Nie chciała się w to znowu bawić. Dom brzmiał nawet nieźle, ale jaki, gdzie, chyba jeszcze nie była gotowa, by osiąść w konkretnym miejscu.
Nim jednak rozpoczęła poważne rozważania, dobrze było posłuchać o cenie. Uniosła jedną brew wyżej na wieść o duszy i jakiejś specjalnej promocji, w ramach której winna by była jedynie kolacje z piekielną.
- Gdzie jest haczyk? – pomyślała przemieniona – I czego ja właściwie chce?

W każdym razie szkoda było nie skorzystać, zdecydowała, że do wieczora postanowi, ale na kolacje się zgodzi. No bo to przecież tylko wspólny posiłek, prawda?

- Niech będzie – odpowiedziała – Przejdę się – stwierdziła i ruszyła do drzwi ich pokoju.

Szybkim krokiem zeszła na dół, ignorując spojrzenia gości. Na zewnątrz odetchnęła, ale nie ruszyła w głąb tej części miasta, wręcz przeciwnie, zamierzała zwiedzić jego obrzeża. Nawet się nie zastanawiała, dokąd idzie, dopóki demonica nie dała o sobie znać.

- Dzikus – Ira w końcu się odezwała.
- Co?
- Nawet podświadomie uciekasz od ludzi – zadrwiła.
- Nie uciekam od ludzi, nie pleć bzdur.
- Byś zobaczyła miasto, a ty znowu lądujesz na jakiś łąkach.
- Uh, wolę jak milczysz – stwierdziła przemieniona, ale zawróciła, postanowiła jednak pokręcić się trochę wśród tłumu.

Usiłowała nie zwracać na siebie większej uwagi, po prostu przechodziła, rozglądając się w dość naturalny sposób. Jednakże, gdy dotarła do niewielkiego targowiska i straganu z różnymi bibelotami, nie mogła odpuścić wspaniałego zestawu, notesu wraz z kałamarzem i piórem. Niestety był drobny problem, nie miała na to pieniędzy.
Odeszła kawałek dalej i spojrzała na sprzedawcę, był zajęty wystawianiem innych towarów i miał najwyraźniej miłą pogawędkę ze sprzedawczynią z owocowo-warzywnego stoiska. Ludzi wokół natomiast było dość sporo, każdy zajęty swoimi sprawami.
Esmeralda zawróciła szybkim krokiem, udając, że sobie coś przypomniała. Przemknęła obok stoiska niemal biegiem, wykorzystując pół sekundy, by wziąć upragniony obiekt i schować go w wewnętrznej kieszeni kamizelki.

- No, no… - stwierdziła Ira.
- Komentuj, jak chcesz, nic ci to nie da – pomyślała zadowolona Esme, może i ukradła, ale nie miała z tego powodu jakichś wielkich wyrzutów sumienia, o ile w ogóle.

Chwilę później dotarła do karczmy, do wynajętego pokoju, miała teraz coś, dzięki czemu mogła przyjemnie spędzić niezagospodarowany czas przed kolacją. Niemal natychmiast zabrała się do szkicowania, może pióro nie było najbardziej oczywistym narzędziem do rysowania, ale zawsze coś. Ponadto przy tym łatwiej jej się myślało, coraz bardziej przychylała się co do własnego domu, w kwestii życzenia.
Awatar użytkownika
Sitrina
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Wędrowiec , Kurtyzana , Złodziej
Kontakt:

Post autor: Sitrina »

        Pokusa spędziła cały dzień... po pokusiemu. Nikogo innego wścibskiego jest sprawa, jak dokładniej wyglądał! Tak czy owak, wkrótce także wróciła do karczmy, po to, aby dosłyszeć odgłosy skrzypienia dochodząca zza drzwi do ich pokoju. Nie mogąc powstrzymać naturalnych odruchów typowych dla swojej rasy, narzuciła na siebie prostą iluzję niewidzialności i niesłyszalności - nie najsilniejszą, bo to nie była jej specjalność, ale dopóki dźwięki były w miarę cicho, to nie było sposobu, aby ktokolwiek mógł ją usłyszeć, a dopóki nie porusza się za szybko, to pewne nieregularności w powietrzu nie powinny być szczególnie rzucające się w oczy. W ten sposób także zaczarowała drzwi, uchylając je powoli, bez skrzypienia, po czym wślizgnęła się do środka. Zamknęła oczywiście za sobą, bo tylko ona miała prawo podglądać demonicę, po czym przystąpiła do działania; niestety nie udało się jej przyłapać Esmeraldy na żadnej wstydliwej chwili, za to podkradła się tuż za jej plecy -uważając, aby jej wciąż istniejący cień nie padł na kobietę albo na jej szkicownik - aby przez chwilę przyglądać się temu, co rysuje. Piekielna doceniała sztukę i rzemiosło, dlatego też było w tym coś więcej niż tylko podglądanie dla podglądania, ale i nie mogła przecież tego po sobie zdradzić, dlatego po chwili ściągnęła z siebie zaklęcie, pojawiając się tuż za Esmeraldą.
        - Ładnie - powiedziała z uśmiechem. - Miło widzieć, że masz inne zajęcia oprócz ucinania głowy piekielnym, strach wtedy pomyśleć, co gdybyś się znudziła nagle! Jednak jest pewna sprawa, której nie mogę przemilczeć, moja droga. - Pokusa położyła dłonie na ramionach demonicy. - Zupełnie nie jesteś gotowa na naszą kolację! Zabieram cię do naprawdę szałowego miejsca, więc musimy o siebie zadbać! Idziemy na miasto, no już, bez dyskusji!
        Pokusa wyciągnęła więc Esmeraldę z ich pokoju karczemnego, a także z całego budynku, zaczynając wędrówkę po tarasach twierdzy, mając ogromną, kruszejącą twierdzę zawsze u jednego z ich boków. Sitrina zaczęła opowiadać Esmeraldzie do nieco o mieście, wyjaśniać, że jest to ostatnie żywe miasto w tej krainie, a także ubolewając, że nie są w stanie zjeść tej kolacji w miejscu, które dostarcza nieco więcej możliwości. Poruszywszy ten temat, zaczęła też mówić co nieco o bardziej bogatych miastach Alaranii, o szlachcie w tamtych miejscach, o balach, na których udawało jej się uczestniczyć, o pałacykach, które udało jej się zwiedzić oraz o tym, jak mniej więcej wygląda życie typowego przedstawiciela klasy wyższej, mogącej pozwolić sobie na praktycznie wszystko. Nie zabrakło rzecz jasna żywiołowych opisów najbardziej wymyślnych słodkości i posiłków, które z reguły były dostępne na takich balach oraz sukni i strojów, jakie tam się pojawiały.
        - W Ostatnim Bastionie istnieje niewielki zalążek szlachty, w dodatku nieco bardziej... powiedziałabym skupiony na przetrwaniu niż tworzeniu życia kulturalnego. Zdecydowanie źle zostałoby to przyjęte, gdyby obrońcy tych ludzi pozwalali sobie na tak wiele zbytków. Wobec tego jest w mieście w zasadzie tylko jeden sklep, który oferuje ubrania jakiejkolwiek jakości, choć w niczym nie mogą się równać z tymi z innych regionów Alaranii. Niestety przez to okradzenie go będzie bardzo problematyczne, wszyscy zdają sobie sprawę, jak cennym celem by on był w końcu dla każdego rabusia. Monopol wszystkim szkodzi oprócz właściciela! Tak czy owak, zanim więc wyruszymy na zakupy, musimy zdobyć nieco towaru na wymianę. Więc...
        Sitrina spędziła kolejne kilka minut wyjaśniając dokładnie Esmeraldzie plan, który opracowała, a który to potrzebował demonicy jako dywersji - pokazania jej skrzydeł publicznie, tym samym wzbudzając powszechny popłoch i chaos, w którym to pokusa mogłaby działać jak u siebie w domu. Oczywiście demonica miałaby na sobie iluzję wyglądu innego, o czym zapewniła ją piekielna, a także załatwioną drogę ucieczki, którą także przedstawiła - skrzydła okazywały się także tutaj doskonale przydatne, pozwalając demonicy przelatywanie pod sufitem korytarzy twierdzy i używanie skrótów niezbyt dostępnych dla piechurów. A kiedy już znalazłaby się w dyskretnym miejscu, wystarczyłoby ściągnąć iluzję z jej twarzy, schować skrzydła i proszę! Przestępstwo idealne. Sitrina spędziła dłuższą chwilę podczas ich podróży, wyjaśniając dobrze Esmeraldzie szczegóły i upewniając się, że niczego nie pomyli. Wkrótce nie pozostało nic innego, niż znalezienie wozu szlachcica, co wcale nie musiało być takie łatwe. W końcu jednak jeden się pojawił - dosyć bogato - jak na otoczenie - strojony powóz, kompletnie kryty, ciągnięty przez dwa czarne konie, obok jechało czterech jeźdźców, bynajmniej w lśniących zbrojach, ale z mieczami u boków.
        - O, a to jest idealny cel na... - Sitrina zamilkła, przyglądając się sztandarowi, który widniał na wozie. - W sumie... zapomnij o wszystkim, co mówiłam! Choć!
        Złapała swoją towarzyszkę za ramię, po czym podciągnęła prosto pod miecze jeźdźców i zapukała w drzwiczki powozu. Ochroniarze po chwili się zorientowali, że ktoś tak po prostu coś takiego zrobił i szykowało się na awanturę, którą jednak uciszył jeden gest - uniesiona damska dłoń widoczna zza szybki w powozie. Jeźdźcy spojrzeli na dwie kobiety, po czym na siebie, wzruszyli ramionami i powrócili do obowiązków, podczas gdy wóz zatrzymał się. Sitrina uchyliła drzwiczki i zaprosiła Esmeraldę do środka, wpychając ją nawet tam, jeżeli wahałaby się i zatrzymywała powóz na dłużej niż potrzeba. Oczywiście pokusa zaraz wcisnęła się za nią, po czym zamknęła drzwiczki, a powóz ruszył dalej.
        Środek przystosowany był do wiezienia do czterech osób, z dwoma szerokimi siedzeniami po obu stronach tak, aby każdy mógł na siebie patrzeć. Drewniane ławy rzecz jasna były wygładzane aksamitem, przez co siedziało się nadzwyczaj wygodnie. Esmeralda mogła obserwować przesuwające się uliczki miasta przez jedno z dwóch niewielkich okienek po obu stronach powozu, jednak z pewnością o wiele ciekawszym widokiem musiała być osoba, która siedziała po drugiej stronie. Była to kobieta, co od razu zdradzała zielona suknia, bardzo dobrze leżąca na jej ciele, niezbyt wykwintna, pozbawiona wielu ozdób, pewnie dla szlachcianek z innych regionów uważana byłaby za biedną, ale tutaj stanowiła nie lada widok. Zwłaszcza, że końcówka sukni była rozszerzona przez wielki ogon węża, dzięki któremu kobieta zajmowała oba siedzenia, leżąc na ławie czy też swoim ogonie i opierając jedno ramię o ściankę powozu, w drugiej natomiast trzymając długą fajkę, z której ciągle wydobywał się purpurowy dym, rozrzedzony wypełniając całą przestrzeń w środku pojazdu i zapewniając nozdrzom tu zgromadzonych egzotyczny zapach, całkiem przyjemny nawet i relaksujący. Nie można było tego powiedzieć o włosach kobiety, które jawiły się jako stado węży, przyglądających się intruzkom badawczo, szczególnie Esmeraldzie. Oczy kobiety były żółte z pionowymi źrenicami wbitymi w pokusę.
        - Lady Cravia, co za ogromne szczęście z naszego spotkania! - powiedziała od razu pokusa, kłaniając się na tyle, na ile mogła w pomieszczeniu. - Przedstawiam ci Esmeraldę, moją towarzyszkę, którą - tak się składa - zabieram dziś do pani przybytku.
        - Interesujące znalezisko - powiedziała eugona świszczącym ale dźwięcznym głosem, po czym przeniosła widok na demonicę i posłała jej miły uśmiech, podobnie jak trochę dymu z fajki. - Witaj, moja droga, mam nadzieję, że miasto nie jest dla ciebie zbyt uciążliwe jak dotąd. Dla wyjątkowych osób wyróżniający się z tłumu zdecydowanie potrafi, a szczególnie obcych. Możesz mi mówić Lady Cravia, z radością przyjmuję wieść, że odwiedzisz moje skromne progi, zapewniam cię, że nie będziesz zawiedziona. - Wyjęła na chwilę fajkę z ust i pochyliła się do demonicy, kręcąc dłonią dla podkreślania swoich słów. - Wiadomym jest, że w naszym świecie spotkanie dwóch wyjątkowych bytów winno być ukoronowane równie wyjątkową rozmową, jednak w tym przypadku muszę prosić się o wybaczenie i pogwałcenie owej tradycji, gdyż naturalne przeczucie mówi mi, że nasza rogata przyjaciółka ma pewien interes w owej inwazji na mój powóz, więc musisz mi wybaczyć na moment.
        - Moja prośba jest niewielka, prosiłabym tylko o wypłatę za cały miesiąc - powiedziała pokusa, siedząc jak najbardziej niewinna cnotka w Alaranii.
        - Pozwolisz, ale chyba mam przeczucie na co, chcesz ją poświęcić. Miałabym więc inną propozycję. I tak udaję się w kierunku Garmaniego, więc może ufundowałabym wam te zakupy? W zamian za - długi język oblizał jej wargi - twoją przysługę.
        - Z przyjemnością - powiedziała pokusa nietypowym, niemal flirciarskim tonem, po ówczesnym pochyleniu się i przekrzywieniu głowy. - O ile moja towarzyszka nie ma temu nic przeciwko.
        - Ahh, tak, możemy teraz w końcu oddać się rozkosznej konwersacji. Zanim jednak odpowiesz na moją propozycję, pozwól nam zapoznać się ze sobą, nie chciałabym, aby twa decyzja była podszyta niewiedzą o tym, z kim właściwie masz do czynienia. - Ton głosu eugony był bardzo ciepły i żywy, a przy tym mówiła na tyle szybko, aby robić wrażenie osoby, która dobrze wie, czego chce, szczególnie przy żywej gestykulacji. - Skąd pochodzisz? Posiadasz akcent, który trudno mi dokładnie sprecyzować... Może Soral? Mój strzał pochodzi stąd, że nie znam tamtych okolic, więc logicznym by było, że nie jestem w stanie rozpoznać kogoś pochodzącego stamtąd. Bo oczywistym jest, że nie pochodzisz z Otchłani, moja droga, choć przyznam, że wtedy niewiele byłabym w stanie powiedzieć o tych okolicach.
        Esmeralda nagle mogła poczuć, jak coś wilgotnego i śliskiego dotyka jej ramienia. Obróciwszy się mogła dostrzec głowę sporego węża, który miał przygotowane swoje wygodne ciepłe legowisko tuż za nimi, na półce na wysokości ich głów, a teraz widocznie się także zainteresował gośćmi. Pokusa szybko złapała go jednak, przenosząc na siebie, aby nie niepokoił demonicy i, głaszcząc gada, który wpełzał na nią coraz bardziej, patrzyła na nią zachęcająco do kontynuowania konwersacji.
Awatar użytkownika
Esmeralda
Splatacz Snów
Posty: 377
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Wojownik , Włóczęga
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/ekspert%20moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Esmeralda »

Przemieniona pogrążona we własnych myślach tworzyła szkic targowiska, na którym jeszcze niedawno była. Starała się szczegółowo oddać wygląd ludzi, jednego nawet narysowała ze spiczastymi uszami. Dlatego też nagłe pojawienie się pokusy tuż za jej plecami sprawiło, że ta odskoczyła jak oparzona, opuszczając rysownik wraz z piórem na podłogę. Sprawnie chwyciła miecz i wymierzając nim w piekielną. Dopiero po chwili spojrzała z kim ma do czynienia i opuściła broń.

- Rety… Nie rób mi tak, bo cię kiedyś przypadkiem zabije – westchnęła i przewróciła oczami, słysząc komentarz odnośnie do jej pobocznego zajęcia. Po chwili dłonie demonicy wylądowały na jej ramionach, Esme lekko uniosła brwi i poczuła, jak obleciał ją zimny dreszcz.

Na kolacji powinna dobrze wyglądać, była tego świadoma, ale nie przykładała do tego chwilowo większej wagi, jednak teraz na myśl o sobie w sukience miała ochotę się schować niczym dziecko, które ma tremę przed recytacją wiersza na rodzinnym spotkaniu, gdzie połowę osób widzi po raz pierwszy życiu.

- Jasne… To świetnie — uśmiechnęła się, a w głębi duszy miała ochotę uciec jak najdalej.

Gdy wyszły, zaczynała nawet rozważać opcje gdzie i w jakim momencie się ulotnić, jednakże zaciekawiło ją to, co mówiła pokusa i trochę się uspokoiła. Choć kilka razy wytknęła sobie ten swój absurdalny stres, mogłaby walczyć wiele dni, mogłaby prowadzić armię do zwycięstwa, ale zwykłe przygotowanie do kolacji prawie zmusiło ją do dezercji. Słyszała chichot Iry, napawała się, że miała rację, twierdząc, iż czarnowłosa trochę zdziczała w ostatnich latach, patrząc na jej podejście do społeczeństwa.

- Możemy tak zrobić – stwierdziła Esme, słysząc plan piekielnej. Starała się zapamiętać jak najszybciej i najlepiej wytyczne. Postraszenie ludzi w celu odwrócenia uwagi brzmiało nawet ciekawie, przemieniona od czasu do czasu nawet lubiła to uczucie, gdy ludzie się jej bali.

Nawet już zbliżał się ich pierwszy cel rabunkowy. Demonica zacierała ręce, gdy nagle nastąpiła nieoczekiwana zmiana planów, których Esmeraldzie w tej chwili jeszcze niedane było znać.

- Co...? Ale… - nie zdążyła nawet konkretnie zaprotestować, gdy piekielna chwyciła ją za ramie i obie stanęły pod drzwiami do powozu.

Przemieniona była pewna, że zaraz wpakują się kłopoty, ale pokusa miała najwyraźniej jakieś znajomości wśród wyższych sfer i szybko znalazły się wewnątrz wozu. Es miała ochotę zaprotestować, ale rogata niemalże ją tam wepchnęła.

- Nie ma to, jak podróż nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim – odezwała się Ira jakby wybudzona z letargu.
- No proszę, kogo znów przywiało… - westchnęła przemieniona i rozejrzała się wokół siebie.

Było tu całkiem wygodnie i nawet miło było tak niemalże anonimowo obserwować ludzi na ulicach, jednakże nie była tu sama z Sitriną, w końcu musiała zwrócić uwagę na tę trzecią osobę, którą zdecydowały odwiedzić.
Wyróżniała się ona na tle przeciętnych mieszkańców tego miasta, widać, że należała do wyższej warstwy społecznej już po samym stroju. Niestety jedna rzecz tu nie pasowała, wężowy ogon, znajdujący się w miejscu, gdzie powinny być nogi. Demonica uniosła brwi zdziwiona, jednocześnie wyprostowała się, chcąc być choć trochę dalej od tego dziwadło. Nawet przyjemny zapach z fajki eugony nie ukoił Esmeraldy, która była nieco podenerwowana. Trafiła na dziwną istotę, o której możliwościach nic nie wiedziała, czuła się więc dość bezbronna w tej sytuacji. Ponadto po chwili, gdy przyjrzała się jej włosom, zauważyła, że z nimi również jest coś nie tak.

- No dobra, to raczej nie jest sen – pomyślała po dyskretnym uszczypnięciu się w rękę i próbowała przestać się natrętnie gapić na ogon kobiety. Skinęła głową, gdy Sitrina ją przedstawiła, dzięki temu oderwała wzrok od naturianki, ale jedynie na chwilę. Dopiero czując na sobie wzrok Lady Cravii, spojrzała jej w twarz i odwzajemniła uśmiech, choć bez zbędnych emocji – Jak dotąd jest tu całkiem w porządku. I nie wątpię w to Lady Cravio… - odparła z uśmiechem, choć w myślach nieustannie powtarzało się pytanie „W co ja do cholery się pakuje?”.

Es nawet wewnętrznie odetchnęła, że uniknie dalszej rozmowy z tym dziwadłem, które o dziwo miało bardzo dobre maniery, w przeciwieństwie do przemienionej, która zbytnio o to nie dbała. Skinęła więc głową na znak, że nic się nie stało i patrząc na zmieniający się widok za okienkiem, jednym uchem słuchała, co za sprawę ma pokusa. Na początku brzmiało to dosyć normalnie, choć nie miała bladego pojęcia, za co ta wypłata. Później jednak zrobiło się odrobinę dziwnie.

- Yy, raczej nie…? Nie jestem pewna, o co chodzi -stwierdziła Esme zgodnie z prawdą, a po chwili zaczął się wywiad, którego wolała uniknąć, mimo to postanowiła odpowiedzieć i nie psuć tych układów Sitriny i tej Lady – Nie znam obu tych miejsc, jestem z Ziemii – odpowiedziała – To…

Przerwała, bo niespodziewanie poczuła coś na ramieniu, spojrzała na nie od razu i spostrzegła węża, jakby nie wystarczyła pół kobieta pół wąż. Nim jednak jakkolwiek zareagowała, piekielna zabrała gadzinę do siebie, więc musiała kontynuować rozmowę.

- No więc to w sumie inny wymiar, świat… Szczerze mówiąc, sama nie wiem, pewnego dnia po prostu otworzył się swego rodzaju portal i nagle znalazłam się tu… - dokończyła i uśmiechnęła się na koniec w taki sposób, jakby przypomniała sobie, że powinna utrzymywać pogodny wyraz twarzy, co samo w sobie było okropnie sztuczne. Sama po chwili zdała sobie sprawę, że nie do końca jej to wyszło, więc postanowiła kontynuować, ale tym razem przenieść centrum zainteresowania na eugone – Także, wybacz, jeśli za bardzo ci się przyglądam, ale nigdy wcześniej nie widziałam… kogoś takiego.
Awatar użytkownika
Sitrina
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Wędrowiec , Kurtyzana , Złodziej
Kontakt:

Post autor: Sitrina »

        Eugona uniosła brwi, kiedy tylko usłyszała odpowiedź Esmeraldy na temat swojego pochodzenia. Jej wąskie źrenice zaraz przeniosły się na pokusę, która tylko wzruszyła ramionami, obecnie w znacznym stopniu okupowanymi przez wielkiego węża. Zmartwieniami Lady nie była jednak kobieta, która powoli tonęła w kolejnych warstwach ogona gada, a jej uwaga skupiała się teraz w pełni na zagadce, jaką okazała się przemieniona. Zielonkawe tęczówki na chwile rozpaliły się delikatnym światłem, zupełnie jakby były parą kolorowych szkieł, za którymi właśnie rozpalono świecę.
        - A może jednak się pomyliłam? Może jednak Otchłań to twoja ojczyzna? - przypuściła szlachcianka, wypuszczając kolejną porcję dymu ze swojej długiej fajki. - Ziemia… osobliwa nazwa. Podejrzewam, że część Otchłani mogłaby być tak nazwana, ale jak już wspomniałam, nieszczególnie orientuję się w tamtejszej geografii. Z chęcią usłyszę o niej coś więcej.
        Węże służące zamiast włosów poruszyły się rozbawione na uwagę Esmeraldy co do rasy kobiety, choć trzeba było przyznać, że to był jedyny odruch, który nie udało jej się opanować. Zdradzając, jak dobrze jej twarz jest w stanie ukrywać jakiekolwiek emocje. Sama eugona jednak uniosła swój tułów; przemieniona mogła ujrzeć pracę mięśni wokół jej bioder i na podstawie długiego ogona. Zaprawiona wojowniczka mogła łatwo zaobserwować, jak atletyczne ciało w istocie posiadała przedstawicielka tej obcej rasy i wywnioskować, że z pewnością jest w stanie na znacznie więcej. Być może powinna mieć się na baczności? Odczucie to z pewnością nie osłabiał fakt, że dłoń Cravii wylądowała tuż pod jej podbródkiem.
        - Och, spokojnie, nie ty jedna jesteś w obliczu interesującego fenomenu. - Długi język eugony wyskoczył na chwilę, aby posmakować lepiej zapach Esmeraldy, zanim eugona się nie wycofała, razem ze swoją dłonią. - Przyglądaj się do woli, masz na tyle urocze oczy, że nie jestem w stanie na to narzekać.

        Po kilkunastu minutach drogi dotarli na miejsce; powóz zatrzymał się przed samymi drzwiami sklepu z odzieżą ekskluzywną, a woźnica szybko podniósł się, aby otworzyć drzwiczki. Jako pierwsza wyskoczyła pokusa. Praktycznie wypadła. Swoboda jej ruchów była w znacznym stopniu ograniczona przez wielkiego węża, który spoczął na niej, ciasto owinięty wokół jej tułowia.
        - Na pewno nie chcesz, aby Wonsz został w karocy? - zapytała Lady Curvia, która wyszła z karocy na dwójce nóg, które nagle pojawiły się zamiast ogona.
        - Ależ skąd, jemu też należy się nieco świeżego powietrza - powiedziała entuzjastycznie pokusa, choć nieco czerwona na twarzy przez kawałek ogona owijającego się wokół jej szyi i powoli zaciskającego. Mimo to Sitrina przyjmowała rolę żywego legowiska dla gada całkiem entuzjastycznie.
        - Skoro tak… chodźmy, moje drogie - Eugona skinęła na Esmeraldę, aby i ta udała się za nią, gdy szlachcianka podeszła do drzwi wcale bogato wyglądającego budynku. Pozbawionego witryny, ale elegancki znak nad wejściem jasno sugerował funkcję. Szlachcianka miała już wejść do środka, ale zatrzymała się jeszcze na chwilę i zerknęła na przemienioną. - Ach, nie wspominaj o mojej mniej ludzkiej naturze. Ludzie w tym mieście nieszczególnie mile na to patrzą.
        Po tym wkroczyła do środka, a Sitrina zaraz za nią, a Esmeralda prawdopodobnie za nimi. W środku znajdowała się spora sala, przepełniona wieszakami z materiałami, manekinami różnych figur oraz płci, jak i rysunkami przedstawiających najróżniejsze kroje. Znajdowało się w nim także kilkoro pracowników, odróżnianych przez charakterystyczne, czerwone kostiumy o szerokich rękawach i spodniach, a wąskich mankietach i nogawkach. Zaraz jeden z nich zbliżył się do przybyłej trójki kobiet.
        - Lady Cravia, jakże miło…! - Mężczyzna umilkł i odskoczył lekko, gdy Wonsz zasyczał i klepnął paszczą w jego kierunku. Sitrina spróbowałaby go pogłaskać, ale niestety jej ręce były teraz przyciśnięte do boków przez żelazny uścisk gada. - Czym możemy służyć?
        - Chciałam złożyć kilka zamówień - odpowiedziała kobieta, teraz prezentując się wcale przyzwoicie z długimi, czarnymi włosami upiętymi w elegancką fryzurę, z niewielkim diademem z przodu. - Ustalimy szczegóły, ale póki co…
        Wskazała ręką na Esmeraldę. Wzrok kilku dodatkowych pracowników sklepu od razu skierował się na nią, niczym stada dzikich zwierząt, które nagle wyczuły zwierzynę. Lady Cravia chciała powiedzieć coś jeszcze, ale obsługa nie potrzebowała żadnego kolejnego słowa. Przemieniona zaraz została schwytana pod ramionami przez obezwładniająco uprzejme dłonie, a następnie zaprowadzona niczym zdobycz na niewielki piedestał w kącie sklepu. Uwięziona przez półkrąg jakże pomocnych subiektów z jednej strony, z drugiej przez szereg jej własnych odbić w ustawionych odpowiednio lustrach.
        - Przepiękna panienka pozwoli, że zajmiemy się przygotowaniem wszystkiego, co jakże elegancka panienka potrzebuje do sukni - powiedział jeden z mężczyzn głosem słodkim niczym miód, w podobnym stopniu lepiącym się i w dalszym stopniu usidlającym Esmeraldę.
        Zaraz kolejna para uprzejmych dłoni, zachowująca wymogi kultury oraz przyzwoitości do do joty, ściągnęła z niej wierzchnie odzienie, które zaraz zostało zawieszone na stojaku, nieopodal. Zanim przemieniona mogła zareagować, jej ruchy zostały skrępowane przez sznurki z supełkami odmierzającymi odległość, otaczającymi jej ciało niczym łańcuchy zarzucone na schwytaną zdobycz. Kilku sprzedawców pracowało na raz, podając miary swojemu koledze, zapisującemu to wszystko.
        - Długie rękawy panienka preferuje? Byłyby doskonałe, aby zasłonić nieco z blizn, widać, że panienka zaprawiona, ale nie zawsze chce się to pokazać, rzecz jasna. A otwarcie na plecach? Powinno pasować do włosów, imponującej długości panienka posiada, godne podziwu. Preferencje co do dekoltu? Pokaźną figurą może się panienka poszczycić. Długość… odpowiadałoby panience aż do kostek? Rzecz jasna nie wiemy, jakie urocza panienka chciałaby do tego buty, ale…
        Podczas gdy pozostali zajęci byli zdejmowaniem jej miary, Esmeralda zasypywana była lawiną uprzejmości ze strony innego subiekta. Sitrina przyglądała się temu z chichotem spomiędzy powoli nachodzących na jej twarz pętli ogona.
Awatar użytkownika
Esmeralda
Splatacz Snów
Posty: 377
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Wojownik , Włóczęga
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/ekspert%20moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Esmeralda »

Esmeralda zastanowiła się chwilę. Miała wrażenie, że jej wymiar z tą całą Otchłanią raczej za dużo wspólnego mieć nie będzie. Nie pamiętała, by kiedykolwiek żyła w czymś takim, a nazwa nie brzmiała zachęcająco.

- Nigdy nie słyszałam o Otchłani — odrzekła zgodnie z prawdą.

Obecnie bardziej ją ciekawiły te węże udające włosy niż opowiadanie o swoim świecie. Czy żyły własnym życiem w pewnym sensie, czy były kontrolowane przez kobietę jak dodatkowe kończyny? Na dodatek ten jej ogon, wyglądał, jakby bez problemu mogła nim kogoś udusić, łamiąc wszystkie kości.
Na twarzy przemienionej malowała się nieufność wobec naturianki, nie przepadała za takim gestem wykonanym przez wężową damę. Miała wrażenie, bycia ocenianym albo wycenianym, nie odgoniła jednak jej dłoni, póki nie była pewna możliwości Lady, wolała jej nie podpadać, a szczególnie nie w tym miejscu. Demonica z powagą przyjęła nieco dziwny, jej zdaniem, komplement i nawet lekko się uśmiechnęła. Nie, dlatego że chciała, ale ponoć tak wypada. Sama też z trudem oderwała swój wzrok od przydługiego języka łuskowatej.
Dalsza droga minęła raczej we względnej ciszy. Ira również nie miała nic do powiedzenia więc Es, gdy już zdołała oderwać wzrok od eugony, skupiła się na niewielkim okienku, przez które widziała zmieniający się krajobraz.
Gdy stanęli, przemieniona aż nieco uniosła brwi, widząc, jak Sitrina wyskoczyła z powozu. Choć może potrzebowała świeżego powietrza przez tego węża, który chyba nieco ją podduszał, a mimo to nie chciała się go pozbyć, nieco niepokojące.
Lady Cravia wyszła przed Esme na nogach, parze ludzkich nóg i z normalną, pozbawioną wężowych paszczy, fryzurą. Demonica zaczęła kwestionować to, co wcześniej widziała.

- Przecież ona miała ogon i jej włosy to… - pomyślała, próbując zrozumieć prawa tego świata – … Znów magia – podsumowała i jako ostatnia także wyskoczyła z karocy.

Od razu zlustrowała budynek, przed którym się zatrzymały. Wyglądał na drogi sklep, przeznaczony dla ludzi o odpowiednim statusie majątkowym i społecznym. Przytaknęła eugonie, choć dopiero po chwili zrozumiała sens jej prośby, bo w tej chwili myśli miała zajęte czym innym.
W środku było niesamowicie dystyngowanie. Demonica miała wrażenie, że w ogóle tutaj nie pasuje i to tak bardzo, że rozważała odwrót taktyczny. Nie zamierzała jednak ostatecznie wcielić tego planu w życie, to by było wyjątkowo głupie i bezzasadne.

- A może wcale nie aż tak? – pomyślała, gdy eugona wskazała na nią dłonią, jakby wybrała ją jako następną w kolejce do stryczka.

To, co się zaraz stało było chyba nawet gorsze. Porwana przez zgraje pracowników, okrążona przez nich i lustra, odczuwała bardzo wyraźny dyskomfort. Na dodatek musiała jeszcze spoglądać na swoje odbicie, jakby była jakąś, nie wiadomo jaką damą, szykującą się na wesele co najmniej.

- Um… dobra? – odpowiedziała mężczyźnie, nie bardzo wiedząc, jak dokładnie powinna się zachować. Nie wiedziała nawet, czy kiedykolwiek była w takiej sytuacji, ale raczej nie. Choć jak przez mgłę zdołała przypomnieć sobie swoje dzieciństwo, a raczej jego skrawki. Gdyby jej ojciec miał inny charakter i wychował ją normalnie, to pewnie byłaby teraz wniebowzięta albo coś. Choć z drugiej strony mogłoby jej już dawno na tym świecie nie być.

- Ajk – mruknęła pod nosem, wyrwana z zamyślenia, gdy jeden z pracowników nieco za mocno ścisnął ją tą miarką.

Na dodatek została zalana masą pytań, na które kusiło ją odpowiedzieć, że woli spodnie. Niestety było za późno, wpadła po uszy z tą kolacją, zamieszanie co najmniej jakby miała iść na jakąś schadzkę. Następnym razem odmówi, choćby jej oferowali jakieś niestworzone cuda. Teraz jednak już nie mogła i postanowiła stawić czoła tej nietypowej dla niej sytuacji.

- Średnie? I tak otwarcie na plecach – może i będzie pasować do włosów, ale również do skrzydeł – Dziękuję – odpowiedziała na komplement z lekką niezręcznością w głosie – Uh, obojętnie? Normalny? Dzięki… chyba? Może nieco nad kostki? – Esmeralda aż się cała zaczerwieniła na twarzy. Nie miała w głowie żadnej wizji wymarzonej sukni, więc odpowiadała na pytania, mając na względzie głównie praktyczność w razie nieprzewidzianych sytuacji.

Gdy mężczyźnie zdołali na chwilę zamilknąć, czarnowłosej nie umknął fakt, że piekielna musi mieć najwyraźniej dobry ubaw. Choć wąż wciąż nie dawał jej spokoju.

- Bardzo zabawne – prychnęła w stronę Sitriny z uśmiechem – A jak tam twój łuskowaty szal? I czy to… wszystko jest naprawdę konieczne do tej kolacji? Czuje się, jakbym miała iść na rankę, heh – zażartowała.
Awatar użytkownika
Sitrina
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Wędrowiec , Kurtyzana , Złodziej
Kontakt:

Post autor: Sitrina »

        Przymierzanie nie zabrało wiele więcej czasu i wkrótce demonica mogła bezpiecznie zejść z szubienicy podium do mierzenia! Sitrina miała zamiar skomentować słowa o randce, oj zdecydowanie miała zamiar je zapamiętać i zacząć wykorzystywać przy każdej okazji, ale... zamarła, kiedy poczuła zimny oddech Lady Cravii nad uchem oraz usłyszała ciche słowa. Pokusa kiwnęła tylko głową, zgadzając się na jej propozycję. Podobnie potraktowany został wąż owinięty wokół piekielnej szyi, który po kilku szeptach oraz pogładzeniu po główce uwolnił swoją nową ofiarę. Wdzięczna, że eugona przynajmniej jeszcze jej nie głaskała w ten sposób, Sitrina minęła Esmeraldę i sama stanęła przed lustrami, pozwalając się zmierzyć z rozpostartymi ramionami.
        - Cóż, skoro twoje emocje już postanowiły zaprosić mnie na randkę, równie dobrze mogę się odpowiednio na nią przyszykować - mruknęła Sitrina, mrugając do czarnowłosej.

        Jej przymiarki trwały znacznie szybciej. Pokusa nie podzielała poczucia zwierzyną łowną dla armii dłoni oraz miarek. Płynnymi ruchami przechodziła z pozy do pozy, choć nieszczególnie ortodoksyjnych. A tu noga uniesiona odrobinkę za wysoko, a tu biust podsunięty pod oczy, a tu przypadkowe otarcie się o męskie ciało, w towarzystwie z cichymi, "niewinnymi" jękami kiedy miarka zacisnęła się zbyt mocno wokół jej ciała. Przypatrującej się Esmeraldzie posłała kolejne mrugnięcie, bawiąc się świetnie przy testowaniu profesjonalności otaczających ją mężczyzn. Niestety byli dobrzy. Jedyne, co zdołała uzyskać, to nieco zawahania, zabawny wyraz twarzy u jednego czy dwóch, ale cholera, za bardzo im zależało na tej pracy. Byli nietypowym wyzwaniem i w normalnych okolicznościach Sitrina mogłaby posunąć się odrobinę za daleko i...

        Jednak nie była to normalna sytuacja, bo choć horda uczynnych chłopców nie była dla niej zagrożeniem, to nie mogła tego samego powiedzieć o gadzim spojrzeniu Lady Cravii, która przypatrywała się jej niepokojąco. Zimne dłonie, tym razem pozbawione łusek, wylądowały po chwili na ramionach Esmeraldy, gdy eugona podeszła od tyłu i pochyliła się nad nią.
        - A więc umówiłaś się na kolację z szatanem - wyszeptała nad nią. - Doprawdy odważnie z twojej strony. Jesteś doprawdy fascynująca i mam nadzieję, że planujesz zostanie w mieście na dłużej. Z chęcią poznałabym osobę z tak niezwykłego miejsca o wiele lepiej. Szybko znajdujesz sobie interesujących znajomych...

        - Gotowe! - zakrzyknęła wyjątkowo głośno Sitrina, podchodząc do nich z wielkim uśmiechem, który sprawił, że dłonie eugony ześlizgnęły się z ciała demonicy. - To będą przepiękne suknie, dziękujemy okropnie za waszą dobroć, Lady. Niestety ja i moja towarzyszka musimy zająć się okropnie ważną sprawą przed wieczorem.
        Ręką pokusy wślizgnęła się pod ramię Esmeraldy, po czym pociągnęła kobietę w stronę wyjścia.
        - Chwilę, jeśli możesz, moja droga.

         Szlachcianka potrząsnęła sakiewką z monetami niczym dzwoneczkiem, na której dźwięk pokusa się zatrzymała. Pieniądze za dwie suknie zaraz powędrowały do właściciela sklepu, a jego mała prywatna modowa armia - na zaplecze, aby zająć się krojeniem sukni o tak wysokim priorytecie. Eugona podeszła powoli i wyciągnęła Sitrinę spod objęcia Esmeraldowego ramienia, bo to aby wyszeptać kilka słów do jej ucha. Demonica mogła ujrzeć kilka gwałtownych zmian na twarzy swojej nowej towarzyszki.
        - Właściwie to... Esmeraldo, myślę, że musisz się zająć "tymi sprawami" sama, tylko prędko! Będę czekać na ciebie w naszym pokoju wieczorem, lepiej bądź gotowa!

* * * *

        W ten oto niespodziewany sposób Esmeralda zyskała cały dzień samotności na skorzystanie we własnym zakresie. Jednak wieczorem w ich pokoju nie czekała na nią pokusa, a zamiast tego złożona elegancko na jej łóżku zamówiona suknia oraz leżący na niej list. Po podniesieniu go dało się dostrzec coś jeszcze - złożoną mapę podpisaną "Opuszczone Królestwo i okolice", wraz z wielokolorowymi liniami oraz strzałkami, łączącymi miasta oraz niektóre ręcznie podpisane miejsca. List głosił:

Droga Esmeraldo,
niestety nasza randka musi poczekać aż do czasu, kiedy nie będziemy w wielkim gnieździe żmij! Ufam, że zapadła Ci w głowie postać Lady Cravii. Otóż oprócz wielkiego udziału w gospodarczej odbudowie Ostatniego Bastionu oraz mecenasowaniu mody współczesnej, do grona hobby tej jakże uroczej damy należy kolekcjonowanie! I tak się składa, że wpadłaś jej w oko. Słowo porady: spróbuj być mniej interesująca następnym razem. Poważnie mówiąc, myślę, że powinnaś unikać mówienia o tej Ziemiji, dopóki nie będziesz mogła komuś zaufać.
Jako, że postanowiłam Cię nieco polubić, ku mojemu zdziwieniu, nieszczególnie uśmiecha mi się wizja Ciebie w kajdanach i w obroży. W porządku, to ostatnie jest naprawdę kuszące, ale wolałabym, żeby była to obroża kogoś, kto nie ma kompleksu boga i wrodzonego sadyzmu. HEJ, JA NADAWAŁABYM SIĘ ŚWIETNIE! Uciekaj z miasta. Pożyczam ci moją mapę, zaznaczone są tam najlepsze trasy dla podróżowania skrzydłami.
Radzę Ci się udać do Nowej Aerii, mam tam znajomego. Pytaj o niejakiego Madbeka bibliotekarza. Może Cię przenocować i wykarmić przez co najmniej kilka dni. Uwielbia też paplać o Alaranii, więc jeżeli masz cierpliwość możesz się czegoś dowiedzieć o naszym świecie. Jeśli nie, są też jego książki. Wspomnij moje imię, ma u mnie dług. Bardzo solidny dług, więc lepiej wyjedz mu tak dużo, jak się da. I pozdrów jego żonę ode mnie! Weź też tę suknię na jakiś bal! Przywyknij do niej, bo chcę zdecydowanie zobaczyć Cię w tym, kiedy znowu się spotkamy!
Twoja wkrótece duszona przez węże przyjaciółka
Sitrina


[Ciąg dalszy: Sitrina]
ODPOWIEDZ

Wróć do „Góra Strażników”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość