BurdanaAżeby przyjaciela poznać...

Mieszkańcy Burdany są bardzo sprytnymi ludźmi. Nie przywiązują wagi do do bogactwa. Specjalizują się w łowiectwie i meblarstwie. Połowa mężczyzn to drwale. Lasy wokół Brurdany zostały zaczarowane wiele lat temu przez pewnego maga. Po ścięciu odrastają w jeden dzień, tak, że są gotowe do kolejnego zbioru.
Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Re: Ażeby przyjaciela poznać...

Post autor: Naniria » 1 miesiąc temu

        Archibald dumnie truchtał sobie u boku Elana, zerkając na siedzącą na nim Nani co jakiś czas. Wyglądała komicznie, próbując nie zsunąć się z jego grzbietu, ale szło jej lepiej, niż kocur uprzednio zakładał. Dziewczyna, mimo tego, że wychowywała się wśród koni - nie przepadała za jazdą wierzchem. I choć ojciec wsadzał ją z rzadka w siodło, to zawsze kończyło się to jej upadkiem. Nie potrafiła się najwyraźniej dogadać. Za to skakanie po drzewach i wałęsanie się po dachach wychodziło jej znakomicie. I ani razu niczego przez to nie złamała.
        Zwolnili tempa, gdy Nani poczęła niebezpiecznie chylić się ku prawej burcie. Nawet gdy trzymała się uprzęży Elana trudno było jej zachować równowagę. Zwłaszcza, że jechała na oklep - podejrzewała, że lepiej by jej szło, gdyby siedziała w siodle, ale i to nie było wiadome. Wszak nieważne, czy z siodłem, czy bez - i tak w końcu lądowała za młodu na ziemi. W pewnym momencie tak nią zahuśtało, że była zmuszona objąć Elana w całości w pasie, by nie znaleźć się pod jego kopytami. Zaraz jednak zreflektowała się i ograniczyła kontakt bezpośredni. Nie w smak jej było przytulać ledwie poznanego mężczyznę. Kiedyś tak zrobiła i bardzo się przez to sparzyła, co swoje skutki rodziło po dziś dzień w umyśle dziewczyny. Archibald przestrzegał ją przed porównywaniem jednych istot do drugich, bo każda była inna i na swój sposób wyjątkowa. Ale doświadczenia i uprzedzenia z przeszłości zbyt często otrzymywały głos w ważnych sprawach. Na przykład, gdy chodziło o zaufanie. Niby znali Eleanela nie dłużej jak dzień, a Nani miała wrażenie, że ta znajomość trwała o wiele dłużej. I choć nie miała pojęcia o nim, o jego rasie i jej zwyczajach, nie uważała za potrzebne uciekanie w las tylko dlatego, że był "nieznajomym". Dziwnie się czuła z tą myślą, ale starała się nie pokazywać tego po sobie.
        Wysłuchała w milczeniu odpowiedzi na jej liczne pytania, jednocześnie przyglądając się wysuniętemu na prowadzenie Rastabowi. Uniosła pytająco brew, gdy usłyszała o "dziecinnych zapasach", i popatrzyła na Elana, mrużąc podejrzliwie oczy.
        - Jesteś pewien? - zapytała, uchylając się wraz z nim przed gałęzią. - Bo coś mnie się wydaje, że wyglądało to dosyć poważnie. I twoja rana też nie wydawała się powierzchowna... I nie była. - Zmrużyła oczy jeszcze bardziej, po czym zamyśliła się głęboko nad kolejnymi słowami towarzysza.
        Życie w grupie jakoby przedłużało życie? Najwyraźniej centaur nie przebywał dłużej wśród ludzi... Ale nad czym tu myśleć, przecież centaury różniły się od tych kłamliwych wszy, jak woda i ogień. Nani zerknęła kątem oka na twarz Elana, na której malował się delikatny uśmiech. Trwało to dosłownie chwilę, ale poczuła rosnące w sobie zaufanie do jego postaci. Potem, speszona, przeniosła wzrok na mijane przez nich drzewo. Na jej usta wstąpił złośliwy uśmieszek, gdy usłyszała komentarz centaura.
        - Ha! - zakrzyknęła triumfalnie, odchylając się nieco. - Widzisz, nie ty jeden głowisz się nad tym pytaniem. Powiem tak: taki nasz urok osobisty! - I wyszczerzyła się do niego wyraźnie rozweselona. Poprawiła się trochę, bo znów zaczęła zjeżdżać, tym razem na lewą stronę. - Nie lepiej byłoby się połączyć w jeden klan? - zapytała już poważnie, robiąc mądrą minę. - Takie dzielenie się jest, moim zdaniem, mało pragmatyczne. Jak sądzisz?
        Archibald, usłyszawszy tę rozmowę, aż zatrzymał się i nie mógł uwierzyć. Nani zapytała kogoś o wyrażenie swojego zdania, mimo ryzyka usłyszenia odmiennej opinii? Ten centaur był zaprawdę magiczny. Dlaczego nie spotkali go wcześniej? To by rozwiązało wiele problemów! Otrząsnął się dopiero, gdy zastęp zniknął za skrętem leśnej ścieżki.
        Nani opowiadała właśnie o swojej niegdysiejszej przygodzie z igłą i nitką, gdy nagle zamilkła, zastygła, wyprężyła się jak struna i nadstawiła uszu, wodząc wzrokiem po okolicznych krzewach. Chwyciła się ramienia Elana, ściskając je mocno. Między drzewami dostrzegła jakiś ruch, niby cień. A następnie z krzaków wyleciało stadko wróbli, łopocząc skrzydłami, jakby je licho opętało. Dziewczyna rozluźniła się, wypuszczając powietrze z ust.
        - To tylko ptaki - mruknęła, wracając do opierania się na ramieniu centaura. Zauważyła, jak Rastab obrócił głowę w ich kierunku, piorunując Nani spojrzeniem. Ona odwdzięczyła się tym samym. Nie ufała mu, był zbyt podejrzliwy.
        - Coś mi tu nie pasuje - szepnęła do Elana. - Nie wiem, co... Ale mam przeczucie.
        Pomachała nerwowo nogami, cały czas mierząc karego uważnym wzrokiem. Miała nadzieję, że Elan również czuł gęstniejącą wokół aurę tajemniczości.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 1 miesiąc temu

        - Ach, no tak. Jeszcze nie podziękowałem ci za uleczenie mojej nogi - zreflektował się ciut za późno, ale liczył, że nie pogniewa się, jeśli zrobi to teraz. Lepiej późno niż wcale. Bynajmniej nie zgadzał się z nią, choć oczywiście miała trochę racji. - Zgoda, to było groźne - wzruszył ramionami. - Ale takie życie. Centaury hartują się w walce między sobą. Bycie jednym z nas zobowiązuje do odrzucenia słabości i... jakby to ująć... - zastanowił się unosząc rękę i drapiąc się pod brodą. - I strachu przed ewentualnymi obrażeniami. Wiem, to lekkomyślne, ale taka już nasza kultura i w tym nasza siła.
        Chciał żeby Naniria poznała jego rasę lepiej, bo dzięki takim rozmowom rośnie szansa na to, że dziewczyna otworzy się na świat i zacznie żyć pełnią życia. Bo któż inny jak nie on wiedział jak negatywnie wpływa na psychikę życie w izolacji. Tylko, że nie robił tego tylko dla niej. Pomimo tego, że nie znali się tak długo - lubił ją. A ponadto odczuwał wewnętrzną potrzebę zaopiekowania się tą zranioną dziewczyną.
        Jej reakcję na kolejne słowa odebrał bardzo pozytywnie. Obejrzał się kątem oka na nią i zobaczył coś, co skradło mu serce. Uśmiech elfki był jak pierwsze tchnienie wiosennego wietrzyku, przynoszącego woń soczystej trawy i fale słodkiego bukietu polnych kwiatów i dopiero co zakwitłych jabłoni. Chciałby go zatrzymać, ale był to tylko ulotny moment w czasach niepewności.
        - Tak myślisz? Może i byłoby lepiej, ale tylko z pozoru. Myślę, że mogłoby to się skończyć zużyciem zasobów naturalnych. I tak już w tej chwili nie jest łatwo, bo trzeba uważać, żeby nie zachwiać delikatną równowagą w leśnym królestwie. Jeśli doszłoby do wybicia zwierzyny, groziłby nam głód.

        Wspólna rozmowa rozwiązała język Nanirii, która bardzo chętnie opowiadała jej o swoich przeżyciach, a Eleanael z zainteresowaniem ich wysłuchiwał czasami śmiejąc się z zabawnych historii elfki, a czasami, gdy czegoś nie rozumiał pytał ją o to. Droga mijała szybciej, kiedy miało się wspólne tematy i centaur przez jakiś czas skupił całą uwagę na ich konwersacji ufając, że Rastab, który ich prowadzi, uważa na ich bezpieczeństwo.
        Nagłe zaciśnięcie rąk na jego ramieniu zaskoczyło go i z początku nie wiedział czemu tak się spięła. Poczuł to podświadomie i popatrzył w stronę, w którą spojrzała dziewczyna, lecz nie wyczuwał tam zagrożenia. Ale i tak zwolnił kroku. Rastab obrócił się bokiem do nich i popatrzył pytająco na parę.
        - Fiirah noi - zawołał do karego centaura, a ten pierwszy raz uśmiechnął się do nich i ruszył dalej.
        - Nic tam nie ma - zapewnił odprowadzając wzrokiem chmarę ptaków. Obejrzał się na spiętą elfkę nadal nie rozumiejąc dlaczego tak się denerwowała i ruszył dalej. Mimo tego, elfka wyczuła także wzmożoną czujność centaura. Niby nie rozglądał się jakoś bardziej niż wcześniej, a jednak, z jakiegoś powodu, wyczuwała delikatne napięcie, które towarzyszyło jego ruchom.
        A Eleanael już sondował okolicę przez dotykanie mijanych pni. Miał wielki dar, ale z jakiegoś powodu, bardzo niewytłumaczalnego powodu... Nie wyczuwał nic. To nic niezwykłego, jeśli nic wokół nich się nie działo. I w tym problem. Nie "widział" oczami natury nawet idącego przed nimi centaura. Coś tu nie grało. Włócznię, którą dzierżył w dłoni trzymał w gotowości. Ich przewodnik w pewnym momencie nałożył strzałę na łuk i trzymał palcami za lekko napiętą cięciwę.
        Eleanael spojrzał przez ramię na Nanirię.
        - Trzymaj się mnie z całych sił i nie puszczaj choćby nie wiem co - powiedział nagle i zatrzymał się. Rastab zrobił to samo. Wokół nich panowała wręcz idealna cisza. Nienaturalna cisza, której nie sposób zaznać w tętniącym życiem sercu lasu.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 1 miesiąc temu

        Uniosła brwi, wyczuwając łączenie się Eleanela z otoczeniem. Jej zmysł magiczny nie był zbyt silny, lecz tak niewyobrażalnie rzadki, potężny dar nie przechodził obok niej bez atencji. Nic dziwnego więc, że jej oczy wielkie się zrobiły jak dwa Złote Gryfy. Targnął nią nagły dreszcz od nagromadzenia się energii, lecz po niedługiej chwili to uczucie zniknęło, a na jego miejsce wstąpiła cisza, przerywana jedynie szumem drzew. Popatrzyła przez ramię na Archibalda, miękko stąpającego za kasztanowym centaurem. Gdy ich spojrzenia się spotkały on pokręcił głową i rozejrzał się dookoła. Czyli on też nie wiedział, o co tu chodziło. Bardzo jej się nie podobała otaczająca ich aura - bezustannie ślizgała wzrokiem po okolicy, chcąc wypatrzyć spomiędzy drzew jakiekolwiek szczegóły. Spięła się na dźwięk naciąganej cięciwy Rastaba i jeszcze bardziej na ciche słowa Elana. Nie odezwała się, jak tradycja nakazywała, tylko posłusznie wykonała polecenie centaura, obejmując go w pasie. Nie kłóciła się, jej zmysł przetrwania wziął górę nad wrodzoną złośliwością; przylgnęła więc policzkiem do pleców Eleanela, wciąż wodząc wzrokiem po pobliskich krzakach. Zastygli wszyscy w miejscu, jak kamienne posągi. Żadne z nich nie odważyło się ruszyć, czy chociażby pisnąć, bojąc się o zmącenie ciszy i wywołanie wilka z lasu.
        Wtem, jak coś nie ryknie w głębi lasu. Nani się wyprostowała, Archibald zjeżył, Rastab wycelował strzałę w krzaki. Odgłosy dochodzące z niedaleka przypominały charczenie wymieszane z gardłowym warczeniem. Ryki przecięły ciszę raz jeszcze, jak ostry nóż masło. Nani mimowolnie wzmocniła uścisk, zapewne doprowadzając Elna do bólu brzucha, ale to było silniejsze od niej. Strach ścisnął jej gardło, gdy usłyszała kolejne ryknięcie. Wtedy Rastab zrobił kilka kroków do przodu, czemu Archibald wyraźnie się sprzeciwił. I to był największy błąd. Usłyszeli zgłuszone kroki, jakby coś ciężkiego biegło przez las. Nani zdołała dostrzec jedynie niewyraźne, zniekształcone sylwetki dwóch stworzeń między drzewami. I Rastab również je dostrzegł. Uniósł wyżej łuk. Strzelił.
        Nani zacisnęła powieki, ścisnęła ramionami Elana, kuląc się, gdy spomiędzy krzaków rozdarł się pełen wściekłości, bestialski wrzask. Nie mogła widzieć, jak z gąszczu wypadają dwa obrzydliwe stworzenia, których zębate pyski pokryte były świeżą krwią. Nie mogła widzieć w ich czarnych, zgniłych oczach zwierzęcego głodu. Nie mogła widzieć, jak doskakują do Rastaba, który rzucił się na nie w obronie towarzyszy. Nie widziała. Ale czuła. I słyszała. Czuła smród, jaki wokół siebie roztaczały - zapach krwi i gnijącego mięsa mieszał się ze sobą, powodując u niej torsje. Słyszała bitewny okrzyk centaura, słyszała wbijanie broni w lepką skórę stworów. A później rozdzierający wrzask i rozrywane na kawałki mięso. Zaniosła się płaczem, czując bujanie grzbietu Elana. Nie wiedziała, czy uciekają, czy stoją... Jej ciało i umysł były sparaliżowane czystym przerażeniem. Jak za dotknięciem różdżki - odważna kobieta stała się wystraszoną dziewczynką.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 1 miesiąc temu

        Mięśnie Elana były tak spięte, że można było pomyśleć, że zaraz wyskoczy do biegu. Centaur niespokojnie przestępował z kopyta na kopyto w miękkiej ściółce, jakby wyszukiwał pewniejszego gruntu. Zgrzytanie napinanej cięciwy było jeszcze gorsze, bo echo tego dźwięku w obecnej sytuacji przyprawiało o ciarki na plecach. Książę popatrzył na swojego pobratymca. Rastab stał zaledwie o jeden skok przed nim i nie była to dobra formacja do obrony. Elan dobrze to wiedział, dlatego podszedł do niego i ustawił się bokiem do niego, skierowany w przeciwną stronę. Włócznia i łuk były w gotowości.
        Lecz to co nadeszło było tak odrażające, że nawet zahartowane w bojach centaury z początku nie wiedziały co robić. I owi przybysze szybko im o tym przypomnieli.
        - Anam ana - wykrzyczał Rastab i to właściwie były jego ostatnie słowa, bo dalej przemówiły ostrza broni.
        Ale Książę wcale nie zamierzał go posłuchać i ruszył na pomoc karemu centaurowi. Nie baczył na ewentualne zagrożenie dla elfki. Była bezpieczna na jego grzbiecie i żaden nie był w stanie jej dosięgnąć. Rastab jako pierwszy zadał poważne obrażenia jednemu z ghuli, który wydał z siebie obrzydliwie chrapliwe dźwięki zanim padł na ziemię z dziurą w krtani i wystającą z niej lotką strzały. Drugiego raniła włócznia Elana, przebijając mu bark na wylot. Ale kreatura poza pierwszymi temu towarzyszącymi jazgotami, zdawała się wcale nie baczyć na swoje obrażenia i - o zgrozo - chwyciła się drzewca włóczni i dociągnęła się bliżej do centaura przesuwając włócznię przez swoje gnijące ciało, które aż świeciło się od szlamu jakim była pokryta. Elan, choć bardzo silny, nie był w stanie wykorzystać tej siły, bowiem w ogóle nie spodziewał się takiego szaleństwa ze strony swojego przeciwnika. Aby nie dać się zadrapać przez jego wykrzywione pazury wypuścił swoją broń i wycofał się do tyłu.
        - Miecz! - krzyknął do jedynej osoby, która mogła mu teraz ocalić skórę. Do zapłakanej i przerażonej dziewczyny ukrytej za jego plecami. Jego miecz widziała już wcześniej. Był przypięty z futerałem do juków obok jej prawej nogi. Długi, zapewne koszmarnie ciężki. Za ciężki dla wątłej dziewczynki, ale co zrobić, kiedy nie ma się czasu na takie błahostki i trzeba używać pięści aby wybić kilka kłów z odrażającej mordy ghula, który rzuca się właśnie na twoje gardło.
        Rastab widział co się działo i skoczył na pomoc parze, ale w pewnym momencie coś wskoczyło mu z zaskoczenia na grzbiet i objęło pazurami jego szyję. Gorąca posoka trysnęła z rozdartego gardła. Centaur jeszcze nie wiedział, że jego koniec jest bliski, albo zanim to nastąpi, zamierzał odegrać się swojemu wrogowi za ten haniebny czyn jakim było atakowanie zza pleców. Centaur sięgnął rękoma za siebie i złapał intruza za rękę, a potem z impetem przerzucił go sobie nad głową i rzucił nim o drzewo. Ale to nie koniec. O nie. Roztrzaskanych kości było zdecydowanie zbyt mało. Więc kary zgotował mu jeszcze gorszy los i uniósł się na tylnych nogach, aby potem z trzaskiem gruchodzących kości zmiażdżyć ghulowi przegniły łeb przednimi kopytami.
        Elan nie widział tego co działo się z Rastabem, ale kiedy zerknął w jego stronę początkowo nabrał nadziei, że im pomoże. Ale centaur nie szedł im z pomocą. Stał patrząc na nich. Elan musiał na chwilę odwrócić wzrok od niego, żeby posłać kolejny cios ręką, a potem znowu powrócił oczami do pobratymca. Ale kiedy to zrobił nie zobaczył go tam gdzie stał przed chwilą. Widział tylko czarny kształt obok szaro-brunatnego truchła ghula.
        I wtedy dotarło do niego co się właśnie wydarzyło. Już bardzo dawno nie uczestniczył w czymś takim. Nie było to coś co chciał przeżyć ponownie, bo to potworny ból, kiedy patrzysz na śmierć swoich. Szok ogarnął Elana. Ghul wyczuł właściwy moment i odskoczył w bok tak szybko, że rozproszony centaur nie zdążył na to zareagować i tak oto mógł bez przeszkód zaatakować siedzącą wyżej elfkę.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 1 miesiąc temu

        Oddychała nierówno, krztusząc się łzami. Nie chciała patrzeć, nie chciała słyszeć, nie chciała wiedzieć. Lecz wiedziała. Wiedziała doskonale, co się wydarzyło, mimo że wciąż tkwiła z twarzą we włosach Elana, nie potrafiąc zmusić się do żadnego ruchu. Wtedy takoż centaur wrzasnął, a ona straciła równowagę, zsuwając się na prawy bok, przyczepiona cały czas do jego tułowia. Wywrzeszczane słowo dotarło do niej dosłownie ułamek sekundy później. Otworzyła oczy, jednym wierzgnięciem nogi powróciła na grzbiet towarzysza i obejrzała się na wystającą rękojeść brzeszczotu spomiędzy juków. Niewiele myśląc, po prostu chwyciła obiema rękami za głowicę, wyszarpnęła miecz z pochwy i uniosła go nad głowę, poprawiwszy chwyt.
        Nagle Elan podskoczył, ona wypuściła broń, która bezdźwięcznie zatonęła w runie. Od spojrzenia na czającą się na nią obrzydliwą bestię, do jej skoku z rykiem w stronę dziewczyny dzieliły jedynie dziesiętne sekundy. Nani z impetem wyrżnęła na mokrą ziemię, niknąc pod ogromnym cielskiem parchatego potwora. Ostatkiem refleksu zdołała zdążyć przed zmiażdżeniem, wykonując odruchowy przewrót w tył. Stworzenie zacharczało, zagulgotało z wściekłości, wyszczerzyło ostry zestaw zębisk. Nani, kucając, opierając się jedną ręką o ziemię, drugą wyjęła sztylet zza paska. Uskoczyła, odbijając się od podłoża jakby była na sprężynach. Stwór uderzył głową o drzewo, wyjąc wniebogłosy, a ona wykorzystała moment, by wbić nóż w biodro bestii. Rozległo się zatrważające pandemonium, lecz tym razem Nani nie zdołała odskoczyć - potwór zahaczył długimi pazurami o jej bok, obracając się niewyobrażalnie szybko. Siła z jaką uderzył odrzuciła Nani co najmniej dwa sążnie w tył - dziewczyna gruchnęła plecami o ziemię, w głowie jej zahuczało. Dotknęła rany, czując wypływającą spomiędzy palców krew. Zaklęła szpetnie, próbując się podnieść.
        W tym czasie potwór zasadził się na Elana, a gdy wyskoczył, w locie został odepchnięty przez ryczącego wściekle Archibalda. Wielka masa czerni i szarości poturlała się w stronę krzaków, drapiąc i gryząc. Nani krzyknęła rozpaczliwie, zerwała się na równe nogi, rzuciła biegiem w stronę walczącego przyjaciela. Archibald wydostał się z uścisku potwora - odskoczył, kulejąc. Dziewczyna, dawno zapomniawszy o swoich ranach, chwyciła grubą gałąź i zamachnęła się, wydając z siebie rozwścieczony okrzyk, którego nie powstydziłby się potężny wojownik. Trafiła stwora w głowę, odwracając jego uwagę od kota. Widziała spływającą po oku strużkę czarnego płynu. Potwór słaniał się, ale nadal był niebezpieczny. Dziewczyna cofnęła się z przerażeniem w oczach, wypuściła gałąź z drżących rąk. Nie bacząc na piekący ból w boku, wspięła się na drzewo, ledwie umykając bestii. W ostatniej chwili zdążyła zabrać stopę z najniższego wgłębienia. W chwilę potem znalazły się tam zęby potwora.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 1 miesiąc temu

        Wzrok Elana powędrował za zimnym blaskiem, który zaginął zatopiony w leśnym runie. Sytuacja była beznadziejna. Bez broni, bez wsparcia mógł tylko trochę pomóc dziewczynie wykonując ruch ciałem w taki sposób by ją umyślnie zwalić po przeciwnej stronie, oddzielając tym samym swoim końskim ciałem bezbronną elfkę od atakującego stwora. Ale ghul zrobił coś czego centaur się nie spodziewał. Przeskoczył ponad jego grzbietem i spadł na dopiero co upadłą elfkę. Tego się nie spodziewał po pozornie niezdarnej bestii.
        Bojąc się o życie Nanirii Elan obrócił się żeby złapać stwora, ale sytuacja podpowiedziała mu lepsze rozwiązanie. Drzewiec włóczni wydobywający się z jego barku aż krzyczał: "chwyć mnie!", więc co mu innego pozostało? Złapał więc za drewno i wyszarpał je z ciała wroga, co na trochę go wstrzymało. Mimo to bestia umknęła mu przed śmiertelnym ciosem, zaaferowana elfką. A potem do akcji włączył się także Arichbald, co jeszcze mocniej podkręciło zamieszanie. Elan rzucił okiem na podnoszącą się z ziemi elfkę. Zobaczył krew na jej boku, ale nie wiedział czyjego pochodzenia, tym bardziej, że w momencie kiedy rzuciła się z gałęzią na ghula, wcale nie okazywała bólu. Jednakże wiedział, że w trakcie walki nie zwraca się uwagi na własne rany i dopiero potem stają się odczuwalne i to ze zdwojoną siłą.
        Gdy wreszcie miał wolne miejsce rzucił z włócznią z taką siłą, że przebił potwora jeszcze raz, lecz tym razem celniej i skuteczniej, bo włócznia przybiła go klatką piersiową do pnia drzewa, a szybka śmierć unieruchomiła go na dobre.
        Eleanael rozejrzał się uważnie dookoła szukając innych wrogów, ale żadnego żywego już nie było. Zrobiło się przeraźliwie cicho. Bezruch ciał był jeszcze gorszy. Dysząc ciężko z nerwów próbował zdecydować co robić dalej. Komu pomóc? Gryzł się z myślami dopóki nie ujrzał krople krwi skapujących na wilgotny mech. Podniósł wzrok i zobaczył trzymającą się za bok przerażoną elfkę. Podszedł szybko do drzewa i pomógł jej zejść. W jego silnych ramionach, w ten specyficzny sposób w jaki ją przytulał do piersi, mogła poczuć się od razu lepiej - a już na pewno bezpieczniej.
        Trzymał ją na rękach i zniósł pod jedno z drzew, gdzie ułożył ją na mchu sam kładąc się obok. Popatrzył na jej rękę. Chciał najpierw spojrzeć na jej ranę, bo choć nie umiał leczyć, jakąś tam podstawową wiedzę na temat opatrunków posiadał.
        Archibald podszedł do nich, ale Elan wolał najpierw zająć się poważniejszą raną przyjaciółki.
        - Czy mogę ci jakoś pomóc? Potrafisz to sama uleczyć? - nie był pewny, czy jej magia mogła uleczyć ją samą. Jeśli nie wolał też upewnić się, czy ma jej zgodę zanim zacznie majstrować przy jej ranie.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 1 miesiąc temu

        Jedną ręką kurczowo obejmowała pień drzewa, drugą tamując wyciekającą z rany na boku krew. Trzęsła się straszliwie, patrząc na to, co działo się na dole. Podskoczyła, gdy drzewem zatrzęsło silne uderzenie wbijanej weń włóczni, na której końcu utkwił potwór. Wpatrywała się w szare truchło jeszcze długo, zanim odzyskała zdolność trzeźwego myślenia. Wyglądała jak przerażone kocię, które nie wiedziało, skąd się na drzewie wzięło. Jak w transie przetarła wolną dłonią twarz, chcąc pozbyć się z niej kropel potu. Później popatrzyła na rękę i spostrzegła, że cała ubabrana była we krwi. Przeniosła wzrok na Elana, a gdy sięgnął po nią, by pomóc jej zejść, syknęła jadowicie z bólu, naciągnąwszy uszkodzone tkanki. Popatrzyła z wdzięcznością na centaura, przy okazji zakrwawiając mu pół tułowia. Zacisnęła zęby i oparła czoło o jego obojczyk, czując ranę bardzo wyraźnie i bardzo niemiło. A gdy centaur kładł ją na ziemi wstrzymała oddech, by nie pogorszyć swojej agonii. Cały czas uciskała ranę dłonią. Zaklęła brzydko i siarczyście, dając upust swojej złości, lecz dopiero za trzecim przekleństwem, głośno wykrzyczanym, odetchnęła głębiej, czując minimalną ulgę.
        - Nic jej nie będzie - rzekł Archibald przekonany o prawdziwości swojej uwagi. Nani spiorunowała go spojrzeniem, po czym podjęła próbę poprawienia pozycji, która po chwili spełzła na niczym. Wysiłek nie był jej w tej chwili przeznaczony.
        - Dzięki - wymruczała pod adresem Elana. - Za chęci bronienia. I wybacz mi ten brzeszczot, ciężkie cholerstwo jest.
        W odpowiedzi na jego pytania pokręciła tylko głową, a następnie poczęła zdejmować z siebie ubrania. Rozdarta, zakrwawiona koszula rzucona została na równie rozdartą i zakrwawioną kamizelę, a Nani została w samym bandażu, który opinał jej piersi. Podczas wykonywania tych czynności syczała i hyczała jak wściekła żmija, które wymieszane były z kolejnymi kreatywnymi przekleństwami. Dziewczyna zerknęła na rozoraną skórę - dreszcz przeszedł jej po plecach z obrzydzenia.
        - Fuj... - Podparła się na rękach i wyprostowała nieco, by mieć lepszy pogląd na sytuację. Następnie zwróciła się do centaura. - Matczyna, elfia krew dała mi możliwość kurowania się bez pomocy osób trzecich - zerknęła na ranę - ale to trzeba przemyć i zasłonić, by się nie babrało. Zakażenie nawet półelfa może wykończyć.
        Popatrzyła na liżącego rany Archibalda, a na jej twarzy wymalował się głęboki smutek. Nie mogła pomóc przyjacielowi, dopóki sama nie zacznie się regenerować. Dopiero teraz zauważyła jak jej przyjaciel poważnie krwawił. Ponownie przeniosła wzrok na Eleanela.
        - A tobie nic nie jest? Nie wyglądasz na umierającego, ale nie pytam z grzeczności. Nie wyleczę was, dopóki sama się nie pozbieram do kupy.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 1 miesiąc temu

        Eleanael miał wiele zdolności i profesji. Od krążącej mu w żyłach rodowodu królewskiego, ważniejszą rolę odgrywała wrodzona wrażliwość, którą odziedziczył po matce. Po ojcu miał siłę i zdolności przywódcze, ale aparycję i zamiłowanie do sztuki miał zdecydowanie po matce. Jego rolą była przede wszystkim opieka nad powierzonymi mu krajami. Znał się na tym, ale nie był ideałem. Zdecydowanie lepiej mu szło zapobieganie niż odwracanie nieszczęść. Dlatego czuł się taki bezradny widząc krew wypływającą spod ręki Nanirii. Mógłby znaleźć zioła przyspieszające gojenie, ale na nic by się zdały na głęboką ranę.
        Popatrzył z niedowierzaniem na panterę, jakby usłyszał niestosowny żart. Ale Archibald wcale nie żartował. I też był ranny.
        - Dziwi mnie twój spokój - wyznał.
        A potem powrócił wzrokiem do Nanirii, o której wreszcie usłyszał coś innego od przekleństw i uśmiechnął się o na jej ciekawe nazewnictwo oręży. Pogłaskał ją po głowie jakby majaczyła.
        - Nic nie szkodzi. W sumie cieszę się, że nie upuściłaś mi go na głowę - wykrzywił usta nie mogąc powtsrzymać się od uśmiechu.
        /t]Naprawdę dobrze, że tego nie zrobiła. Pomyślał.
        A potem dziewczyna zaczęła zdejmować koszulę... Eleanael widział nie jedno, ale kulturalnie starał się dać jej trochę "prywatności" i powiódł wzrokiem w drugą stronę. Chociaż kątem oka widział, że miała zasłonięte piersi, uważał, że nie powinien się na nią patrzeć bez stroju wierzchniego. Dopiero jej głośne "fuj" skusiło go, żeby popatrzeć na nią, a konkretniej ma jej bok. Skóra była rozdarta bardzo nieregularnie, a krew ciągle sączyła się z poszarpanej rany. Podnisósł wzrok do jej oczu słuchając jej słów i zgodził się z nią bez dwóch zdań. Z ulgą też przyjął wieść, że będzie potrafiła się wyleczyć sama.
        - Poczekaj - powiedział i obrócił się do toreb przy swoim boku. Poluzował wieko jednego z worków i wyciągnął z niej skórzane zawiniątko. Był w nim niewielki słoiczek i zwinięty długi pas materiału, którego przeznaczeniem było owijanie zranień lub tworzenie usztywnień w przypadku zwichnięć lub złamań. Położył to na trawie, a potem jeszcze odpiął małą menzurkę z czystą wodą, którą pobrał ze strumienia jeszcze dzień wcześniej.
        - Nic mi nie jest. Jakimś cudem... - dodał zdając sobie sprawę ze swojego szczęścia.
        Chciałby pomóc też Archibaldowi, ale wierzył, że kot jeszcze trochę wytrzyma. Natomiast nie mógł pozostawić bez komentarza jego naturalnego nawyku.
        - Na twoim miejscu nie lizałbym się po bójce z tymi bestiami. Śmierdzą na staję trupim jadem. Poszukamy strumienia w którym się wymyjesz - obiecał.
        Potem wrócił wzrokiem do Nanirii, już bez większego wstydu pochylił się nad jej odsłoniętym brzuchem i właściwie bez czekania na zgodę zaczął przemywać nastę pod bierzącą wodą wypłukując krew i nagromadzony brud i natychmiast małożył na palce lepką, zieloną maść, którą zaczął pokrywać wydrążone przez pazury szramy. Maść pachniała bardzo ostro, a i w kontakcie z odsłoniętą tkanką i nie była przyjemnym balsamem. Piekło jak diabli i czego miał świadomość i o czym zapewne bardzo szybko go poinformowała sama pacjentka, ale musiał dokończyć co zaczął. Uciszał jej głośne posykiwania i przekleństwa i być może jego stoicki spokój jej w jakimś stopniu pomagał przetrwać katorgę. Albo jeszcze bardziej rozdrażniał. W każdym razie uwinął się z tym tak szybko jak mógł. Efekt był taki, że chwilowo zatamował krwawienie, a mieszanka ziół w swoim czasie zwalczy ewentualne zakażenie.
        - To wystarczy żeby nie wdała się infekcja - popatrzył na nią wyraźnie zadowolony, a w jego oczach malowała się prawdziwa troska. - Ale będzie lepiej jak owiniemy ci brzuch i uciśniemy ranę. Maść się rozpuści i wchłonie się, więc możesz nosić opatrunek aż się nie wyleczysz do końca. Musisz tylko usiąść i unieść trochę ręce, to zrobię to za ciebie.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 1 miesiąc temu

        - Mhm - mruknęła, spoglądając Eleanowi w oczy. - Ja tam bym wolała być nieprzytomna, gdyby miały mnie rozszarpać te cudaki... - rzuciła kwaśno, krzywiąc się z bólu. - Co to w ogóle było?
        Jako że nie była dobrze obeznana ze światem, trudno było jej rozróżnić bestie panoszące się po ziemi. Domyślała się, że to były trupojady, ale żeby coś więcej to do książek musiałaby zajrzeć.
        Widziała, jak Elan skrupulatnie odwracał od niej wzrok, by jej nie zawstydzić. Ale w takich chwilach Nani spychała na bok tematy tabu, nie przejmując się, że siedzi pół naga przed ledwie poznanym mężczyzną. W innych okolicznościach schowałaby się w krzakach, zanim podjęłaby jakąkolwiek próbę rozebrania się przy nim. Lub przy kimkolwiek innym. Lecz mając rozszarpany brzuch mało kto przejmuje się tak nieważnymi konwenansami jak pozostanie w całym odzieniu, nieprawdaż? Tak że nie, nie czuła się ani trochę zawstydzona, ale mimo tego wdzięczna była centaurowi, że nie okazał się perwersyjnym głupkiem. Skinęła głową na znak, że cieszy się, że chociaż on wyszedł z tego starcia cało.
        Archibald popatrzył na centaura z niezwykle głupią miną i z wyciągniętym na wpół językiem, gdy Elan zwrócił mu uwagę, co by poczekał z kąpielą do znalezienia czystej wody. Nie można mu było odmówić racji - jeszcze kocur czymś by się zaraził i dopiero miałby przegwizdane. I choć rana na łapie mu nie dokuczała tak bardzo to jednak sącząca się z niej krew napędziła kotu niemało strachu. Niestety, musiał poczekać, aż Nani poczuje się lepiej. Inaczej się nie dało.
        A ona teraz bardzo cierpiała, bo maść, którą Elan postanowił posmarować ranę nie dość, że gryzła ją w nos to na dodatek piekła i szczypała niemożebnie do takiego stopnia, że w pewnym momencie dziewczyna chwyciła gwałtownie centaura za rękę i ścisnęła ją mocno, piorunując go spojrzeniem. Puściła dopiero, gdy dotarło do niej, że to tylko jej na dobre wyjdzie. Wpatrzyła się więc w szeleszczące korony drzew, zaciskając zęby, i cierpliwie cierpiała w milczeniu. Nie odezwała się słowem, gdy usiadła i posłusznie uniosła ręce, by Elan mógł założyć opatrunek na oczyszczoną ranę. I wtedy jej wzrok padł na ciemny kształt, leżący nieruchomo pod ogromnym dębem. Nani spojrzała Elanowi w oczy.
        - Nie możemy go tam tak zostawić - powiedziała łagodnie i ścisnęła ponownie jego dłoń, tym razem o wiele lżej.
        Najpierw jednak musiała zając się przyjacielem. Poprosiła go, by podszedł, po czym skupiając swoją energię, przekazała ją Archibaldowi. Zamroczyło ją trochę, więc oparła się plecami o pień drzewa i przymknęła oczy, starając się wyrównać oddech.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 4 tygodnie temu

        - Szczerze mówiąc nie wiem co to za stwory i mam nadzieję, że już ich nie spotkamy - powiedział owijając bandażem jej brzuch.
        Cieszył się, że Naniria nie robiła problemów i pomagała mu w opatrzeniu rany, mimo, że to nie było ani trochę przyjemne. Jako naturianin traktował odzienie bardziej jako element ozdoby niż coś nieodłącznego. Z racji bycia centaurem w pewnym stopniu nagość była czymś naturalnym i Eleanael nie widział w tym nic zdrożnego. Natomiast doskonale rozumiał kulturę innych ras i szanował ich odmienność. Dlatego wiedział jak się zachować przy Nanirii, żeby jej nie krępować.
        Zawinął bandaż w taki sposób żeby się nie odwiązał. Popatrzył jeszcze raz na swoje dzieło i wyraził swoje zadowolenie kiwnięciem głowy. Milczał, kiedy wspomniała o Rastabie. Skupiając się na jej opatrywaniu, odwlekał chwilę, która i tak musiała nadejść.
        Podniósł się z ziemi i znów zaczął górować nad Elfką. Ale nie pobiegł jeszcze w tamtą stronę. Wcale mu się nie spieszyło. Był wsparciem dla Nanirii, która według niego powinna jeszcze leżeć i odpoczywać. Lecz dobrze ją rozumiał i nie potrafił jej zatrzymać i zabronić pomagania swojemu przyjacielowi. Swoją maść schował do torby uznając, że nie będzie jej potrzebna.
        Zwrócił się w stronę poległego pobratymca i podszedł do ciała. Nie żył - o tym wiedział od początku i gardło mu ściskał żal po stracie tak wielkiego wojownika. Oczywiście będzie musiał odszukać jego klan i poinformować go o tej stracie. Przykląkł na przedniej nodze i sięgnął rękoma do uprzęży przy pasie ludzkiego korpusu aby ściągnąć z niego jedną blaszkę, z herbem w postali liścia klonu. To była wskazówka gdzie go szukać i jednocześnie dowód śmierci wojownika, który według tradycji powinno odnieść do domu, skąd pochodzi. Srebrną blaszkę wytarł z krwi i wtedy dopiero zauważył, że sam był całkiem nieźle ubrudzony krwią. Jak sobie przypomniał, była to krew elfki, którą go ubrudziła, kiedy niósł ją pod drzewo. Poczuł gorycz wielkiej straty i żal, że nie potrafił obronić młodego, elfiego istnienia. Choć na szczęście, Naniria przeżyje i niedługo dojdzie do siebie, ale nie był to dla niego powód do zadowolenia.
        Wstał z klęczek i wyprostował się jak do zasalutowania. Jedną ręką przypiął blaszkę z herbem do swojego pasa, gdzie przypięte były znaki z jego klanu. Odwrócił ludzki korpus i wyciągnął z bagaży swój flet, na którym grał zeszłej nocy. Przyłożył instrument do ust i dmuchnął w niego, a pierwszy dźwięk, bardzo niski, wprawił w wibracje całe otaczające ich powietrze. Dźwięk był bardzo długi, niekończący się i zapadający się w jeszcze niższe brzmienie. Przypominał nawoływanie, bardzo smutny lament, którego nie sposób wyrazić prostymi słowami. Tony zaczęły się zmieniać: raz w górę i znowu w dół, i tak w kółko. Lecz coraz wyżej, ku koronom dębów kołyszących się w rytm melodii wypływającej z magicznego instrumentu. Flora zdawała się budzić do życia, choć trudno było w to uwierzyć. Drzewa kołysały się bez udziału wiatru, rozmaite liście wirujące w rozedrganym powietrzu utworzyły kolorowy deszcz, a spod ziemi wybiły białe jak śnieg konwalie, które w mgnieniu oka utworzyły gęsty zielono-biały dywan. Cały las tętnił życiem. Nozdrza uderzyło powietrze tak rześkie, jakby nigdy nie skażone ludzkim oddechem, jedynie osłodzone wonią konwalii i soczystego runa leśnego runa. Ziemia wokół poległego wojownika zaczęła się ruszać. Wypełzły spod niej korzenie, które wijąc się jak żywe węże, owinęły ciało Rastaba i zaczęły wciągać pod ziemię, Trwało to może kilkanaście sekund, aż po przedziwnym zjawisku nie pozostał nawet ślad. W miejscu, gdzie leżał ziemia pozostała pokryta gęstą narzutą konwalii, które - jak wyraźnie im nakazał Eleanael za pomocą magicznego fletu - będą tu kwitły co roku o tej samej porze.
        Centaur zakończył grę na flecie i oddał hołd grobowi "brata" salutując pięścią przyłożoną do piersi i rzekł krótkie: Wali eno, Khrabri.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 2 tygodnie temu

        - Nani... - odezwał się cicho Archibald, siadając obok przyjaciółki. - Twoja twarz...
        - Tak, wiem - przerwała mu, machnąwszy ręką. - Oboje musimy się umyć. Daj mi chwilę, niedługo będę mogła stanąć jak człowiek.
        Bała się dotykać opatrzonej rany i nie mogła się doczekać aż zniknie z jej życia na dobre. Kilka dni minie zanim ostatecznie to paskudztwo się zagoi. Musiała się zatem uzbroić w cierpliwość. Warknęła donośnie, opierając głowę o pień drzewa. Ta cała cierpliwość nie należała do jej mocnych stron - zwykle Archibald robił za statecznego, podczas gdy ona działała, a nie myślała, co nierzadko przeradzało się w kłopoty. Może rzeczywiście trzeba było się zastanowić nad sobą?
        Owszem. Lecz nie w tej chwili.
        W tej chwili obserwowała ze smutkiem poczynania Eleanela, oddającego hołd zmarłemu pobratymcu. Wyprostowała się, mimo promieniującego od rany bólu, i przyłożyła zaciśniętą pięść do piersi na wzór powitania i pożegnania centaurów. Pieśń brzmiała delikatnie, pięknie - melodia wtrąciła dziewczyną w trans na kilka chwil, a dopiero poniewczasie zorientowała się, że muzyką centaur wprawiał w ruch okoliczną roślinność. Zrobiła wielkie oczy, a szczękę musiała podnosić z trawy. Jakaż to była piękna magia! Nani wpatrywała się i wsłuchiwała jak zaczarowana, gdy wygrywane dźwięki kształtowały mogiłę Rastaba. Ciało centaura zniknęło pod gęstym dywanem kwiatów, a dziewczynie zrobiło się niewyobrażalnie przykro. Nie lubiła, gdy ginął przedstawiciel innego gatunku niż ludzkiego. Nie zasłużył na tak okrutny los. Nie zasłużył na tak beznadziejną śmierć. Uratował ich. I ona nigdy o tym nie zapomni.
        Archibald również oddał wyrazy szacunku zmarłemu, siedząc prosto i wsłuchując się w muzykę Eleanela. W międzyczasie jednakże starał się wymyślić szybki sposób na dotarcie do Burdany, lecz nic logicznego nie przychodziło mu do głowy. Musieli zostać przy tym, że jego przyjaciółka dalej będzie podróżować na grzbiecie centaura. Spojrzał na nią kątem oka, na odrzucone w krzaki zakrwawione ubrania... Nie mogła tak pokazać się w mieście. A ona najwyraźniej czytała mu w myślach.
        Kiedy obrządek się odbył i minęło stosunkowo dużo czasu na opanowanie emocji, Nani westchnęła z jęknięciem, przypatrując się z zażenowaniem swojemu odzieniu. Następnie przeniosła wzrok na bandaż opinający jej tułów.
        - Bez przesady, nie pójdę w samej tej zbroi do miasta... Tak się nie godzi przecież - stęknęła, wydymając wargi.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 1 tydzień temu

        - Gdybyśmy zmierzali do mojej wioski, nie miałabyś się czego wstydzić - powiedział jakby to miałoby to ją jakoś pocieszyć, ale chyba wprawił ją w zawstydzenie niechcący chwaląc jej bardzo ładnie ukształtowaną figurę. Lecz tak naprawdę jeszcze nie skończył myśli: - Może, jak już skończę ze swoimi sprawami, to zechcesz wrócić ze mną do mojego domu? Myślę, że powinnaś go zobaczyć,
        Nie był to pierwszy raz, kiedy jego plemię gościłoby u siebie elfa, ale pierwszy raz przeprowadziłby go do nich sam Eleanael! To byłaby historyczna chwila, bo ich Książę raczej nie nie miał wśród dwunogów przyjaciół, którym ufałby na tyle, żeby zdradzić im sekret położenia jego królestwa.
        W tym konkretnym przypadku, Eleanael, uważał, że Naniria wręcz powinna udać się z nim do jego domu. Potrzebowała pomocy. I nie chodziło tu o rany fizyczne, ale o cienie zalegające w jej głowie. Na samą myśl ile potencjału miało w sobie to młode dziewczę wzbierał się w nim ogromny żal, że nie może zadecydować za nią. Bo decyzję musi podjąć sama. I był pewny, że jeśli podejmie właściwą, to będzie to najpiękniejszy okres w jej życiu.
        A na razie mieli co innego do roboty. Elan zebrał z pola walki swoją broń : miecz schował do futerału, łuk zawiesił przy kołczanie na boku, a włócznię wyrwawszy z drzewa, przetarł z cuchnącej krwi. Ciała potworów zostawił tak jak leżały.
        Centaur podszedł do Nanirii i pochylił się nad nią uśmiechając się z przekąsem.
        - Chyba nie masz wyboru - iskierka rozbawienia zagościła w jego hipnotyzujących oczach, kiedy patrzył na nią z lekka z góry. Potem bezceremonialnie wręczył jej szorstki, ale gruby koc i położył swoją końską połowę pod jej stopami oferując łatwiejsze wejście na grzbiet.
        - Na kocu nie powinnaś się zsuwać. Będę szedł bardzo ostrożnie. Archibaldzie - zwrócił się do pantery. - Czy dasz radę iść? - przyjrzał się przyjacielowi elfki. Zauważył, że kot oddycha spokojniej niż poprzednio i choć czerwona plama na łapie nie zniknęła, wydawało się, że już nie krwawiła. Moment jego uleczenia umknął mu w trakcie ceremonii pochówku, tak jak to jak elfka oddawała hołd jego pobratymcowi. Gdyby to widział byłby z niej dumny!
        - Może po drodze spotkamy jeszcze innych wędrowców, to odkupimy od nich jakieś nowe odzienie dla ciebie - powiedział do elfki, kiedy już wstał i mogli ruszać.Oglądał się za siebie upewniając się, że dziewczyna siedzi stabilnie. Jej ciężar był dla niego ledwo wyczuwalny, dlatego wolał jak go obejmowała rękoma, bo wtedy przynajmniej wiedział, że jej nie zgubił. No i... chyba polubił jak się tak wtula w niego. Ale tego nie śmiałby przyznać nawet przed samym sobą. Może i był pół-koniem, ale był też pół człowiekiem i posiadał całą gamę ludzkich odruchów, a wśród nich było odczuwanie przyjemności z kobiecej bliskości. Może nie tyle z samej fizyczności takiego kontaktu, co z poczucia odpowiedzialności za wrażliwą osóbkę jaką była Naniria. Wśród centaurów panowała kultura dbania i ochrony swoich kobiet i nic w tym zaskakującego, że Książę zachowywał się podobnie wobec młodej elfki.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 1 tydzień temu

        Do komplementów nie przywykła z racji takiej, że jej umiejętności interpersonalne były bliskie zeru, zaś fakt, że od dwóch lat nie rozmawiała z nikim oprócz Archibalda nie pomagał jej w komunikacji z innymi. Dlatego zarumieniła się, odwracając wzrok i mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem. Lecz po chwili zerknęła kątem oka na Elana, zainteresowana jego propozycją, ale nie dała tego po sobie poznać.
        Dom. Jak ona dawno nie słyszała tego słowa... A brzmiało ono bardzo ładnie i jego znaczenie nieziemsko jej się podobało. Na jej usta wstąpił delikatny uśmiech, a oczy jej zabłysły. Miałaby wkroczyć do królestwa centaurów? Kusiła ją ta wizja, kusiła bardzo, gdyż to by oznaczało, że nie musiałaby wałęsać się po brzydkich miastach ludzi, nie musiałaby bać się, że nie znajdą z Archim niczego do jedzenia. Nie bałaby się być sobą. A centaury same w sobie niezmiernie ją fascynowały! Ich kultura, tradycje, przecież to góra złota!
        Dom.
        Skinęła nieznacznie głową, lecz nie skomentowała słów towarzysza werbalnie. Nie potrafiła. To wydawało jej się zbyt piękne, zbyt baśniowe, by było tak łatwe do osiągnięcia. Archibald wiedział, że Nani się waha. Znał ją za dobrze, by tego nie wiedzieć. Jemu propozycja bardzo się spodobała, lecz to od niej zależało, dokąd ich nogi poniosą. A Nani zawsze uwzględniała dobro swojego przyjaciela we wszystkich podejmowanych decyzjach. Nie zrobiłaby czegoś, co odbiłoby się na jego zdrowiu, fizycznym lub psychicznym. Nani była dobrą osobą, lecz jej potłuczone kawałki jeszcze długo będzie trzeba sklejać, aby na nowo i na stałe się scaliły. I od bardzo dawna nadarzyła się pierwsza okazja, by zacząć iść w dobrą stronę.
        Odetchnęła głębiej i zebrała się w sobie, by wstać, gdy Elan przed nią uklęknął. Mimo że rana zasklepiała się bez ociągania, to jednak nadal doskwierała dziewczynie bardzo wyraźnie. Trzymając bandaż jedną ręką, pod którą trzymała koc, drugą położyła na ramieniu Elana, by nie stracić równowagi przy wsiadaniu. Kocyk rozłożyła i zaraz sama się na nim znalazła. Nani popatrzyła na przyjaciela z uśmiechem, widząc swobodę w jego ruchu. Kocur skinął głową i wstał.
        - Nie widzę przeciwwskazań, mam się całkiem dobrze - odparł godnie, ruszając w ślad za centaurem.
        Nani, wciąż asekurując bandaż dłonią, objęła Elana drugą ręką i przyłożyła czoło do jego karku, zaciskając zęby z bólu. Warknęła z cicha, jęknęła i westchnęła, starając się rozluźnić napięte mięśnie. Odchrząknęła, a później uniosła brew, słysząc słowa towarzysza.
        - Albo zabiorą te ubrania, które mi zostały - burknęła sceptycznie.
        Wstrząsnął nią chłodny dreszcz, gdyż paradowanie w samym bandażu nie należało do jej codzienności. Wdzięczna była Elanowi za jego troskę, mimo że nie okazywała tego w szczególny sposób. Jej komentarze mogły być na to dowodem, choć chyba jedynie Archi orientował się w tej zawiłości. Ktoś, w tym Elan, kto nie znał jej dostatecznie dobrze niechybnie mógłby nie rozszyfrować kodu, którym ona się posługiwała. Pomajtała beztrosko nogami, coś mruknęła.
        - Duże jest twoje królestwo? - zapytała po jakimś czasie, opierając głowę na ramieniu Elana. - Ilu mieszka w nim centaurów? A inne rasy też przyjmujecie?
        Wyszli z lasu, na całkiem przyzwoitą drogę, porozjeżdżaną najwyraźniej przez wozy kupieckie. Droga przecinała las w poprzek i rozwidlała się na trzy strony. Na zarośniętej krzewami rabatce widniał drewniany drogowskaz, a na nim nazwy trzech miast: "Burdana", "Elisia" i "Meot". Do Burdany szło się w prawo. Tak więc i ten kierunek postanowili bez wahania obrać.
Ostatnio edytowane przez Naniria 2 dni temu, edytowano łącznie 1 raz.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 5 dni temu

        Elan uśmiechnął się pod nosem, kiedy usłyszał coś o zabieraniu ubrań.
        - Myślę, że jesteś trochę zbyt surowa dla ludzkiej rasy - skomentował z właściwą dla siebie pobłażliwością. - Spotkałem wielu ludzi. Jak nie uciekali, to tylko gapili się na mnie jak zaczarowani. Czasami nie odzywali się słowem, jakby to był jakiś grzech. Ale ci, którzy się przełamali okazywali się całkiem miłymi ludźmi. Owszem, zdarzali się i ci agresywni, ale cóż... Sama już wiesz, że i centaury nie grzeszą przyjaznością. W moim klanie też znajdą się takie matoły. - Wzruszył ramionami, mówiąc i idąc swobodnie dalej przez utarty szlak. Lubił opowiadać o swoim ludzie. Tym większą mu przyjemność sprawiało zaspokajanie ciekawości Nanirii, której najwyraźniej bardzo podobało się słuchanie jego głosu.
        - Mój klan liczy sto pięć dusz. I niebawem będzie sto sześć, bo jedna z naszych kobiet jest przy nadziei. Zdaniem akuszerki, która też jest elfką, do rozwiązania powinno dojść za 4 tygodnie. - Zerknął przez ramię kątem oka na Nanirię. - U nas bardzo często goszczą elfy, ale nie na stałe. Jest dwóch, którzy mieszkają z nami od kilku lat i są bardzo pomocni, więc nikt nawet nie myśli o ich wyproszeniu. Są to dwie elfki. Jedna zajmuje się alchemią, zielarstwem i z doskoku akuszerstwem, a druga jest sędziwą kobietą, która zajmuje się wyłącznie ustawianiem do pionu tych najmłodszych i krnąbrnych źrebiąt - zaśmiał się po cichu. - No, i tych starszych też czasem zdzieli swoim kosturem po głowie. Posługuje się magią i potrafi nieźle dopiec, jak któryś odważny z nią zadrze. Ale tak naprawdę obie elfki są u nas traktowane jak członkinie stada i nikt nie zamierza ich wypraszać. - Obrócił głowę i popatrzył na Nanirię. - Ciebie też nikt nie przepędzi. Założę się, że łatwo skradniesz serca moim braciom i siostrom - uśmiechnął się szczerze. Co do tego miał bezwzględną pewność.

        Po krótkim czasie, wyszedłszy zza zakrętu okalającego dość gęsty zagajnik, stanęli naprzeciw niedużej karawany złożonej z czterech wozów zaprzęgniętych po jednym koniu. Pierwszy powóz, zadaszony płótnem rozciągniętym na półokrągłym stelażu, powożony był przez starszą parę, dwa następne, odkryte z kilkoma skrzynkami i beczkami - prowadzone były przez jedną już starszą kobietę i mężczyznę. A ostatni z wozów, z workami ze zbożem - przez dziewczynę podobną wiekiem do Nanirii.
        Z początku wydawało się, że niecodzienny widok nie wywarł wielkiego wrażenia na pierwszej parze, ale kiedy się do siebie zbliżyli... Eleanael wyraźnie zwolnił krok, dostrzegając zatrzymywanie wozów i wstające kolejno po sobie postacie; przecierającej ze zdumienia oczy dziewczyny też nie mógł nie zauważyć.
        Elan nie lubił takich momentów, bo od razu wiedział, że jedyne czego mógł się spodziewać po napotkanych podróżnych to zawału serca. Uniósł obie ręce do góry i chociaż w prawej trzymał włócznię, gest był jednoznaczny.
        - O mój boże... - wysapał starszy mężczyzna z pierwszego wozu.
        - Ben, to...
        - Centaur! - krzyknęła nastolatka z ostatniego wozu, nie mogąc się powstrzymać. Zakryła usta obiema rękoma i skuliła się zgromiona wzrokiem matki z powozu przed nią.
        - Nie lękajcie się. Jesteśmy zwykłymi podróżnikami - odezwał się Elan, puszczając "oczko" do zarumienionej z zawstydzenia dziewczyny. - Jestem Eleanael, a to moja przyjaciółka Naniria. A ten tu to Archibald. Zmierzamy do Burdany, ale zostaliśmy napadnięci w lesie i moja przyjaciółka potrzebuje nowej szaty, bo stara została zniszczona.
        Elan chciał od razu przejść do rzeczy, żeby nie przedłużać marszu. Chciał dojść do Burdany jeszcze dzisiaj, przed zmrokiem, dlatego, wyjątkowo, przeszedł do konkretów.
        - Może macie w zapasie jakąś koszulę w jej rozmiarze? Zapłacimy więcej niż jest warta - powiedział niby do starszej pary przed sobą, a jednak jego wzrok przyciągnęła dziewczyna na samym końcu karawany. Spojrzenie to zostało wyłapane przez prawdopodobnie ojca niewiasty, który obejrzał się za siebie dość gwałtownie, żeby popatrzeć na córkę, która uśmiechała się nieśmiało do centaura, a potem równie szybko powrócił wzrokiem i głową w kierunku Elana i Nanirii, i jeszcze szybciej zadecydował za całą grupę.
        - Nie mamy nic do zaoferowania! - zarządził z przytupem.
        Te słowa wywołały jeszcze większe zdziwienie wśród jego karawany niż się można było spodziewać. Jego żona, siedząca w wozie przed nim obróciła się do niego z oburzeniem.
        - Co w ciebie wstąpiło? Potrzebującym nigdy nie odmawiamy.
        - Właśnie. Spójrz na biedaczysko. Jest ranne i potrzebuje pomocy - orzekli niemal jednogłośnie starsi na przodzie. Słowa te wywołały czerwień na twarzy rozzłoszczonego mężczyzny, a widząc to Elan postanowił zareagować.
        - Szanuję pana zdanie. Jednak z drugiej strony proszę zrozumieć, że poniekąd uratowaliśmy życie waszej rodzinie, eliminując sprzed waszej drogi śmiertelne zagrożenie. To niewielka cena za taką przysługę.
        - Zgódź się, tato... - poprosiła dziewczyna z wozu na końcu. Widać i ona została przekonana argumentami centaura. - Mam jedną czystą koszulę, która powinna pasować chyba na każdego.
        Mężczyzna zazgrzytał zębami, czując, że jego opór nie ma sensu i ostatecznie kiwnął głową, zgadzając się na taką wymianę.
        Eleanael widząc to skręcił nieco i ominął wozy poboczem, a zatrzymał się dopiero przy ostatnim, który powoziła młoda dziewczyna. Kiedy stanął obok niego spojrzał w dół na grzebiącą w drewnianym pudle dziewczynę. Rumieniec nie schodził z jej jasnych policzków, kiedy rozpraszana zerkaniem na centaura, praktycznie wcale nie zwróciła uwagi na siedzącą za jego plecami elfkę. Książę starał się udawać, że nie zauważył jej podekscytowania i położył na siedzisku powozu dziewczyny jednego Złotego Gryfa.

Awatar użytkownika
Naniria
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Naniria » 1 dzień temu

        Zamachała nogami, prychając jak rozwścieczona kotka. Ludziom nie powinno dawać się ani drugiej szansy, ani też kredytu zaufania. Co to, to nie! Ona doskonale o tym wiedziała, ale najwyraźniej Elan musiał przekonać się na własnej skórze. Czego w zupełności mu nie życzyła. Bo przecież mówi się, że "nie życz tego, co tobie niemiłe". A dla niej spotkanie na swej drodze ludzi było bardzo, bardzo niemiłe.
        - Nie bądź taki optymistyczny, bo jeszcze się na tym sparzysz - burknęła, opierając czoło o jego łopatkę. - Centaury bronią swojego terytorium, bo właśnie ludzie mają w zwyczaju niszczyć tak piękne lasy. I nie tylko zresztą.
        - Nie próbuj jej przekonać - wtrącił się spokojnie Archibald, krocząc dumnie obok Elana. - Ja nie dałem rady przez dobre dwa lata, nic jej nie przekona.
        - Tu masz rację, kocie, dziękuję.
        Usłyszała ciężkie westchnienie przyjaciela, lecz nie zwróciła na niego większej uwagi. Miała nadzieję, że i Elan dostrzeże wkrótce, że Nani głosiła jedynie samą prawdę. Nie miała w zwyczaju kłamać, choć mogła i wychodziło jej to całkiem przyzwoicie. Centaura lubiła, dlatego postanowiła ostrzec go zawczasu. I miała nadzieję, że nie będzie musiała w przyszłości mówić: "A nie mówiłam?".
        Wysłuchała opowieści Elana z niemałym zainteresowaniem, nawet nie wierciła się aż tak bardzo jak zazwyczaj. Bardzo zaintrygowała ją kwestia goszczenia elfów w królestwie centaurów. To znaczyło, że naprawdę warto było się temu przyjrzeć z bliska, popytać... Może się zadomowić? Potrząsnęła głową, odrzucając taką myśl. Od wielu, wielu lat podróżowała, nie mając dokąd pójść, by osiąść na stałe. Mimo że wychowywała się w zamku... Nie, to nie było dla niej, prędzej poprzegryzałaby gardła współmieszkańcom niż przywykła do takich warunków. Ale przecież centaury nie mieszkały w zamkach. Przecież mieszkały na łonie natury, głęboko w lasach. Z dala od ludzkich siedzib. Miała niemały mętlik w głowie o tego intensywnego myślenia. Oparła głowę na ramieniu Elana, wzdychając głośno.
        - Życie w takim społeczeństwie musi być ciekawe, hmm? - zapytała, a oczy zabłysły jej tajemniczo. Można się było bez trudu domyślić, co miała na myśli, ale oczywiście by się do tego nigdy nie przyznała.

        Zasyczała niczym żmija, ujrzawszy blokadę na ich drodze. Oczywiście, że nie była to blokada, lecz takową była dla Nani każda napotkana, najmniejsza przeszkoda. Od razu ukryła się za plecami Elana, skuliła, i tylko oczy i czoło wystawały jej sponad jego ramienia. Musiała mieć wgląd w rozwijającą się na trakcie sytuację. Bardzo intensywnie próbowała sobie wmówić, że napotkani nie byli ludźmi. Życie jednak chciało inaczej. Podróżni bowiem okazali się kupcami, ludzkimi na dodatek, więc dziewczyna postanowiła się nie odzywać, oddając tym samym głos jej towarzyszom. Nie zwracała uwagi na ciekawskie spojrzenia, jakimi obdarzali ich ci ludzie. Nie zasługiwali na jej uwagę. Skupiła się więc na latającym niedaleko motylku o błękitnych skrzydełkach.
        Archibald zaś z wielką chęcią brał udział w toczącej się dyspucie jako wierny obserwator. Przyuważył zainteresowanie najmłodszej kobiety, która darzyła Elana nieco dwuznacznym spojrzeniem. Mimowolnie jego wzrok powędrował w stronę Nani, która jednakowoż nie pokwapiła się, by jakkolwiek udać zainteresowanie. Zapewne nawet nie przejęłaby się w ogóle faktem, że istnieje pewna ewentualność nie otrzymania pomocy ze strony kupców, ale nie dziwił się jej wcale. Ona nawet nie łudziła się, że człowiek jest w stanie bezinteresownie pomóc komukolwiek innemu poza sobą samym. A kiedy tylko Elan podszedł bliżej, ona przewróciła oczami, wydała z siebie odgłos pełen zażenowania i bezceremonialnie zeskoczyła z grzbietu centaura. Odeszła daleko od wozów, pod wielki krzak bzu, i tam, nabzdyczona, odwróciła się ostentacyjnie plecami do gawiedzi, nie reagując na żadne słowa. Archibald pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym odezwał się, wprawiając tym w osłupienie napotkanych ludzi:
        - Proszę wybaczyć mojej przyjaciółce, ma bardzo zły dzień.
        Od ponad dziesięciu lat, dodał w myślach, ale nie ważył się powiedzieć tego na głos. Był świadomy ryzyka, jakie niosły ze sobą tego typu słowa wypowiedziane do obcych. Nani raczyła go kiedyś w ucho ugryźć, kiedy przedstawił ją jakiemuś sklepikarzowi. Sklepikarz zaś, będąc świadkiem tej niecodziennej czynności, zamarł w miejscu, przelewając wodę z wypełnionego po brzegi kubka.
        Młoda dziewczyna zrobiła się czerwona jak pomidor, gdy ujrzała złotą monetę. Bąknęła coś, że ta koszula nie jest aż tyle warta, lecz postać centaura tak ją onieśmieliła, że wypowiedź niemal wyszeptała. Popatrzyła złym wzrokiem za czarnowłosą, która tak szybko postanowiła się od nich odciąć. Nie rozumiała jej, przecież on był taki przystojny! Jak można tak po prostu od niego odejść?
        Nani zaś w tym momencie oczyma wyobraźni widziała krztuszącą się własnymi kłakami córkę kupca.

Awatar użytkownika
Eleanael
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Eleanael » 1 dzień temu

        Eleanael nie potrafił tak wybiórczo traktować ras, tak jak to z lekkością czyniła Naniria. Pewnie będą się w tej kwestii bardzo różnili, ale centaur nie miał z tym problemu. Akceptował jej inne poglądy, a nawet skłonny był uznać, że dla niej to tak jakby mniejsze zło. Na uwagę Archibalda zareagował porozumiewawczym uśmiechem i lekkim skinięciem głowy. Czując na barku policzek elfki nie śmiał przerywać jej spokoju i ciągnąć dalej jałową dyskusję o poglądach. Wolał opowiadać jej o swoim domu, bo - jak zauważył - bardzo ciekawiło ją życie w jego wiosce. Ale to musiało zaczekać, bo na ich drodze stanęły wozy kupieckie. A może raczej rodzinna karawana.
        Zachowanie Nanirii było strasznie... dziecinne i trochę zabawne z punktu widzenia centaura. Nawet, kiedy zeskoczyła mu z grzbietu i pomaszerowała pod jakiś krzak z dala od nich i wozów, Eleanael z początku uważnie obserwował elfkę obawiając się o jej jeszcze świeżą ranę. Taki zryw mógł jej zaszkodzić.
        I nie mógł wyjść z podziwu, że nie zaszkodził. Popatrzył ze zdumieniem na Archibalda i wzruszył barkami widząc spokój w oczach przyjaciela elfki. A potem wrócił do załatwiania spraw z podróżnymi wieśniakami. Odebrał z wdzięcznością bawełnianą koszulę od dziewczyny, która patrzyła na centaura tak maślanymi oczami, że aż zrobiło się ciut niezręcznie. Eleanael nie pierwszy raz spotkał się z taką reakcją - i szczerze mówiąc wolał taką niż jakąkolwiek inną, bo choć (i nie powiedziałby tego na głos) był pewien, że dziewczę było gotowe oddać mu nie tylko koszulę, to łatwiej mu było ujarzmić umizgi zauroczonych niewiast, niż mniej czułe powarkiwania chłopów grożących mu motykami. Wyburczane komentarze nabzdyczonej elfki puścił mimo uszu i podziękował całej rodzinie za pomoc. Zadurzonej już po uszy dziewczynce puścił oczko i odszedł od jej wozu udając się do zdrętwiałego ze strachu krzaka i stojącej przy nim wnerwionej nie na żarty dziewczyny. Wahał się, czy dając jej teraz koszulę, od razu jej nie podrze lub w najlepszym wypadku odrzuci jego dar, ale chyba bardziej niepokoił go stan rany na boku elfki. Z troską popatrzył na jej opatrunek.
        - Twój bok... Wszystko z nim dobrze? - zapytał całkowicie poważnie. Tematy poboczne mogły zaczekać.

A jeśli wszystko grało i mogli kontynuować podróż, to z Nani na grzbiecie, w nowej koszuli lub bez ruszył dalej modląc się do wszystkich przodków, żeby już nie spotkali na swej drodze żadnych ludzi. Żeby trochę rozładować napięcie powrócił do przerwanego tematu jego domu.
        - Nie umiem ci na to odpowiedzieć obiektywnie, o tym jak się żyje w moim klanie wiesz? Dla mnie to po prostu... życie - zastanowił się podrapując paznokciami pod brodą. - Ale jestem przekonany, że będziesz tam się czuła wspaniale. Życie centaura to dążenie do harmonii z otaczającym go światem. Nasze domy tworzą żywe drzewa, odpowiednio formowane rośliny. Mój lud kładzie duży nacisk na sztukę... a w zasadzie na muzykę. Prawie każdy z nas gra na jakimś instrumencie, a jak nie gra, to śpiewa. A czasami i to i to. Co wieczór zbierają się chętni i wybrani, żeby zanucić pieśń żegnającą aktualny dzień. Uwielbiam ich słuchać, bo każdego dnia tekst piosenki jest inny, wymyślony wcześniej, albo na poczekaniu. Głosy muzyki rozchodzą się po całym lesie i pomagają zasnąć - szczególnie tym najmłodszym. Każdy w wiosce maj jakąś rolę i zadanie, którym się zajmuje. Są strażnicy, zwiadowcy, wojownicy, medycy, kowale, stolarze, artyści, nauczyciele, magowie, opiekunowie. Ja na przykład jestem synem wodza, czyli księciem, ale nawet władca i książę mają jakieś profesję, więc ja jestem opiekunem. Dbam o faunę i florę, a także o każdego z naszego ludu. Choć przede wszystkim pilnuję flory. Nie ma w naszej wiosce drugiego potrafiącego zrozumieć mowę roślin.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Burdana”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość