Równina Maurat[Gdzieś w środku lasu] Kocie oczy.

Równina rozciągająca się od Gór Dasso, aż po Warownie Nandan -Ther, zamieszkała przez istoty wszelkiego rodzaju, jednak jej ogromne przestrzenie są przede wszystkim krainą dzikich koni, które galopują w bezkresie jej zieleni w poszukiwaniu swoich braci.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 117
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Leonid
Profesje: Myśliwy , Chłop
Kontakt:

[Gdzieś w środku lasu] Kocie oczy.

Post autor: Nani »

Wcześniej...

Obie były sprytne i gdy tylko zaczęły uciekać zmieniły postać. W formie lwicy i pantery było zdecydowanie prościej lawirować pomiędzy drzewami. Zresztą, co cztery łapy to nie dwie. Dorównywały sobie sprytem i szybkością. Mogły się rozdzielić, ale tego nie zrobiły, choć nie wymieniły ze sobą ani słowa. Raz Nani była na przedzie, raz Cętka, ale nie traciły się z oczu. Może po prostu tak było im raźniej. Nani nie zastanawiała się nad tym, po prostu biegła ile sił w łapach, mając gdzieś niedaleko panterołaczą nieznajomą.

Przez gęste korony drzew wdzierały się promienie księżyca i migotały na trawie małej polanki skrytej pomiędzy gęstymi krzakami. Obie leżały ciągle w zwierzęcych postaciach. Dyszały ze zmęczenia. Nani czuła, że ciągle jeszcze buzuje w niej adrenalina, ale ciało miała zmęczone. Uciekały długo, bardzo długo. Musiały być już daleko, mimo to leonidka czuła, że to nie koniec tej wyprawy. Niestety nawet lwie mięśnie potrzebowały chwili odpoczynku. Obie kobiety były wytrzymałe, lecz nie mogły biec w nieskończoność. Lwica przymknęła oczy. Jeszcze nie czuła bólu w ciele, jeszcze dawała radę, choć wiedziała, że kiedy opadnie z niej stres poczuje piekące oko i zmęczone ciało. Słysząc niedaleko oddech panterołaczki, czuła się jakoś raźniej, choć jej nie znała. Może powinna odejść, może powinna na nią uważać, ale znalazły się w tym samym miejscu, w tym samym czasie. I z jakiś nieznanych powodów ciągle były razem. Nani nie miała na razie siły się odezwać, była zbyt wyczerpana. Dlatego po prostu leżała, próbując się uspokoić.
Awatar użytkownika
Cętka
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Cętka »

        Na szczęście dla siebie, Cętka miała tyle przytomności umysłu, czy może tak głęboko zakorzenione odruchy, że gdy jakiś mężczyzna podciągał ją na nogi, chwyciła za swoją włócznię, a wraz z nią złapała resztę dobytku. Tak właściwie chciała mieć w dłoniach broń, a ta była przytroczona wciąż do pasów utrzymujących niemal wszystkie jej rzeczy. Najważniejsze, że gdy druga kobieta zaczęła uciekać, panterołaczka mogła zarzucić bagaż na plecy i pobiec za nią. Z jednej strony chciała zatłuc wszystkich tych ludzi, ale bieg w las wydawał się bardziej rozsądną decyzją.
        Gdy już obie pędziły w zwierzęcych postaciach, mniejsza z kocic wyglądała dość dziwnie. Jej szarawe futro nijak nie pasowało do leśnego tła, dodatkowo na jej grzbiecie obijało się kilka futrzanych sakw, a długa włócznia wystawała znad barków aż za zad. Utrudniało to bieg, jednak wrodzona zręczność pozwalała jej nie zostawać w tyle. Czasem nawet wyprzedzała towarzyszkę o futrze w kolorze piasku. Może była mniejsza, ale zdecydowanie bardziej skoczna, często więc zamiast omijać przeszkody, biegła wprost po nich. Nie wiedziała, jak długo uciekały. Nie wiedziała, dlaczego trzymały się blisko siebie. W pojedynkę być może łatwiej mogłyby się schować i zgubić ewentualny pościg. We dwie miały jednak zdecydowanie bardziej imponujący zestaw ostrych zębów i pazurów. Ponowne pochwycenie nie wchodziło w grę.

        Wreszcie mogły chwilę odpocząć. Leżały w półmroku na chłodnej trawie, choć chyba żadnej z nich nie przeszkadzał brak słońca. Dwie pary błyszczących tuż nad ziemią oczu musiałyby wyglądać upiornie dla postronnego obserwatora. Chociaż Cętka była wymęczona, a mięśnie aż drżały, nie wytrzymała w takiej pozycji długo. Po raptem kilkunastu, może kilkudziesięciu sekundach wstała. Odeszła kilka kroków i zaczęła zataczać kręgi, uparcie stawiając łapę za łapą. Nie mogła pozwolić, by mięśnie zesztywniały. Musiała stygnąć powoli. Mogły jeszcze tej nocy zostać zmuszone do dalszego biegu. Co chwila zerkała na większą kocicę. Nigdy nie widziała czegokolwiek podobnego. W górach takie umaszczenie byłoby widoczne z daleka i utrudniałoby polowanie, ale może na kontynencie sprawdzało się lepiej. Dość krótkie łapy i szeroki kark zdradzały siłę, która musiała drzemać w towarzyszce. Panterołaczka dość szybko doszła do wniosku, że nie miałaby zbyt wielkich szans, gdyby druga Opiekunka, jak w myślach nazywała każdego zmiennokształtnego, zdołała chwycić ją zębami za szyję. Po takim wniosku mogła zrobić tylko jedno. Obróciła się na pięcie i zaczęła iść przed siebie, obracając co chwila łeb za siebie.
        Po raptem kilkunastu krokach warknęła sama na siebie i zawróciła. W marszu zmieniła postać i odwiązała majtający się jej przy biodrze futrzany worek. W środku ukryła żołądek zabitego niedawno zwierzęcia, który aktualnie służył jej za prowizoryczny bukłak. Klęknęła blisko Nani i rozwiązała rzemyk zamykający prymitywne naczynie, po czym wylała odrobinę czystej wody na własną dłoń i pośpiesznie wychłeptała ją. Starała się, by było wyraźnie widać, że przełknęła całość i nie było to nic niebezpiecznego. Gdy skończyła, wyciągnęła bukłak do towarzyszki. Białowłosa wciąż oddychała ciężko, ale starała się nie dyszeć za bardzo przez usta.
        - Dhabba. D-ha-bba - powiedziała najwyraźniej jak mogła, wolną dłonią stukając się w pierś. Zamyśliła się na chwilę, po czym lekko potrząsnęła trzymanym wciąż workiem i bardzo niepewnie wypowiedziała jedno z niewielu słów, które wydawało jej się, że znała. - Ma... masz? Maż?
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 117
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Leonid
Profesje: Myśliwy , Chłop
Kontakt:

Post autor: Nani »

Nani miała w głowie mętlik. Ile dni minęło odkąd ją porwano? Gdzie była? Jaka to część świata? Zamknęła oczy i wciągnęła powietrze do nozdrzy. Byli daleko, daleko od pustyni. Czuła drzewa różnych gatunków, rośliny nie pochodzące z gorącego klimatu. Wilgotne, nocne powietrze wypełnione zapachami różnych gatunków zwierząt. Zając, lis, sarna... I woń sierści jej nowej znajomej. Nie znała jej. Wiedziała skąd pochodzi ten dziwny zapach, wiedziała, że ma do czynienia z wielkim kotem, ale jakim? Dość jasne futro pokrywały cętki. Była sporo mniejsza od Nani, nie mogła być lwem, przecież przedstawiciela swojej rasy rozpoznała by od razu. Na pustyni i terenach okalających trudno było o inne wielkie koty. Znała zapach pum, gepardów, ale drugiej uciekinierki nie.

Na szczęście pośród tych wszystkich bodźców nie wyczuła ludzi. Były w miarę bezpieczne. Gdy zobaczyła, że jej towarzyszka krąży niespokojnie, przyglądała się jej, ale nie podchodziła. Potem kotka mruczała i burczała, lecz leonidka nie wyczuła w niej wrogości wobec siebie. Gdy dziewczyna podeszła do niej już w zmienionej postaci, ciemnoskóra również przybrała swoje humanoidalne kształty. Usiadła krzyżując nogi, opaskę biodrową kładąc tak, by nie świecić przed kotką, swoim łonem.

Szybko pojęła, że panterołaczka chcę podzielić się z nią wodą. Uśmiechnęła się łagodnie i z wdzięcznością przyjęła podarunek. Dopiero teraz poczuła jak bardzo obolałe jest jej gardło. Nie chciała wypijać zbyt wiele, ugasiła więc pierwsze pragnienie i oddała bukłak towarzyszce. To, że dziewczyna nie umiała się dobrze wysławiać we Wspólnym, pojęła przy próbie powiedzenia "masz". Nani miała jednak nadzieję, że uda im się porozumieć. Lwica miała dar, potrafiła porozumiewać się z naturą, znała język roślin i zwierząt. A czymże obie były, jak nie, po części, zwierzętami?
- Dziękuję - rzekła w stronę cętkowanej.
- Nani - dodała i pokazała na siebie.
- Ja jestem Nani. Nani - mówiła wskazując na swoją pierś - a ty? - zapytała celując palcem w stronę pantery.

W odróżnieniu od leonidki, panterołaczka miała ze sobą jakieś rzeczy. Nani zaś była goła, dosłownie. Jedynym jej dobytkiem była przepaska na biodrach i szarfa, którą obwiązała piersi. Na razie nie było jej zimno, grzała ją adrenalina i strach. Porwano ją tak jak stała, a później nie dano jej żadnych ubrań. Tylko skrępowano i rzucono na wóz. Jedyne co mogło sprawić, że nie będzie marznąć, to przemiana w lwa. W tej postaci miała sierść i była przyzwyczajona do spania na pustyni, gdzie noce bywały bardzo zimne. Patrząc na dziewczynę, która stała przed nią, dotarło do niej jak bardzo się różnią. Ona, o czekoladowej błyszczącej skórze, z burzą ciemnych loków na głowie i żółtymi oczami. I jej towarzyszka o bladej skórze, szarych oczach i zupełnie białych, niesamowicie długich włosach. Dosłownie były jak czerń i biel.
Awatar użytkownika
Cętka
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Cętka »

        Przewrotny los nie oszczędzał zagubionej panterołaczki. Nie odnalazła Malawiasza i musiała przyznać sama przed sobą, że nie miała już na to szans. Minęło zbyt wiele dni. Trop zgubiła już dawno. Podążała za każdym drobiazgiem, który dawał choć skrawki nadziei na połączenie z Szamanem, w którym widziała jak dotąd swoją jedyną szansę na przeżycie w obcym świecie. Po takim czasie była już właściwie pewna, że mężczyzna nie żył, wylądował w ciasnej klatce, ukryty przed światem lub poddał się wreszcie duchowi drzemiącego w nim wilka i uciekł w dzicz. Cętka nie mogła mu już pomóc, o ile dobroczynne Duchy nie zainterweniowałyby i nie pozwoliły na ich ponowne spotkanie. Żeby tak się stało, musiała żyć i zachować zdrowy umysł. A, jak powszechnie wiadomo, zdeterminowana kobieta jest zdolna do wszystkiego, nawet pozostania przy życiu, wbrew przeciwnościom.
        Aktualnie najlepsza szansą bialowłosej była spotkana przypadkiem kobieta. Opiekunka, połączona duchem z ogromnym kotem o futrze w kolorze najczystszego piasku. We dwie miały znacznie większe szanse na przeżycie i pozostanie na wolności. Dla Cętki kontynent był pełen złych ludzi próbujących zyskać korzyści cudzym kosztem, musiały więc połączyć siły. Podzielenie się wodą było tylko pierwszym krokiem do współpracy. Panterołaczka aż zaklaskała w dłonie, gdy druga kobieta powiedziała coś, wskazując palcem na siebie.
- Ja jeeeesym Naaaaniiii. Naaanniii - powtórzyła cicho, nieco komicznie przeciągając słowa. Brzmiało to trochę, jakby próbowała je wymruczeć. Następnie schowała prowizoryczny bukłak i zatarła lekko ręce, by następnie postukać się w pierś. - Ka Skera De Dhabbah. Dhabba.
Białowłosa była święcie przekonana, że towarzyszka zrobiła dokładnie to samo, co ona, czyli podała pełne imię i preferowany skrót. Wreszcie była szansa, że z kimś naprawdę się dogada, bez stałego zaglądania w jej myśli. Postanowiła więc nieco rozszerzyć to porozumienie. Chwyciła się za ogon, po czym palcem zatoczyła małe kółko wokół jednej z cętek, powtarzając skrócona wersję imienia, a na koniec znów wskazała na siebie, by wyjaśnić jego znaczenie.
- Naaaanniii? Co znaczy Naanni? - zaświergotała we własnym języku, wskazując na ciemnowłosą. Natychmiast też zaczęła przyglądać się bezczelnie jej ciału. Nie widziała na niej żadnych symboli. Ani jednego znaku wycinanego w jej stronach na skórze zmiennokształtnych, czy choćby jednej kropki piekielnie drogiego tatuażu. Wtedy też zaczęła zastanawiać się nad wyglądem Nani nieco dokładniej. Miała dziwne włosy, dziwną cerę. Oczy jak u kota, w którego się zmieniała było Cętce najłatwiej zaakceptować.
        W zamyśleniu zdjęła z pleców swój dobytek i postawiła przed leonidką, zabrawszy tylko swoją włócznie. Zauważyła, że jej towarzyszka zaczynała mieć delikatną gęsią skórkę, a ludzie w tych okolicach chyba nie lubili zimna. Na chwilę objęła się dłońmi za ramiona i wykonała gest, jakby próbowała je ogrzać, rozcierając, po czym zaczęła wypakowywać spodnie, włochatą kamizelkę z koziej skóry, wełnianą pelerynkę, rękawiczki bez palców zdobione cętkowanym futrem a nawet buty. Ułożyła to wszystko i wskazała zachęcająco, otwartymi dłońmi.
- Chcesz, to zakładaj. Dopasujemy rzemieniami, jak będzie trzeba. Jak dla mnie tu jest nieznośnie gorąco - panterołaczka wymruczała w rodzimym języku. Przysuneła się też nieco bliżej Nani, przyglądając jej się z coraz większym zainteresowaniem. Wreszcie wyciągnęła rękę i jednym palcem potarła energicznie o skórę drugiej zmiennokształtnej. Potem zaczęła wpatrywać się we własny opuszek i punkt na ciele leonidki, który próbowała wyczyścić. Cętka była tak bezczelna, by chwycić delikatnie nadgarstek towarzyszki i zacząć porównywać dłonie obu. Po kilku uderzeniach serca chwyciła że śmiechem swój ogon i zaczęła najpierw pokazywać naprzemiennie znajdujące się na nim cętki oraz białe kawałki futra, a następnie siebie i leonidkę. Miała przy tym dość niemądry, ale za to bardzo uradowany wyraz twarzy.
- Naaaanniii? A gdzie masz znaki? Nie robią u was? - Białowłosa jakby całkowicie zapomniała o smoczym świecie i wszystkich problemach. Nowopoznana była zwyczajnie zbyt fascynująca. Żeby wyjaśnić swoje pytanie, Cętka rozchyliła dekolt, który i bez tego mógłby zostać przez wielu uznany za skandaliczny, by w całości ukazać wycięte na piersi symbole. Pokazała palcem na ogromną bliznę w kształcie, nieco fantazyjnej, kociej łapy oraz na dwie czarne kropki na swoim czole. Potem rozłożyła ręce, wzruszyła ramionami i obie dłonie skierowała na ciemnoskóra towarzyszkę. Przecież na niej skaryfikacje wyglądałyby tak pięknie!
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 117
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Leonid
Profesje: Myśliwy , Chłop
Kontakt:

Post autor: Nani »

Były w beznadziejnej sytuacji. Porwane i więzione nie wiadomo ile. Leonidka była pewna, że jej towarzyszka, tak jak ona, nie ma bladego pojęcia, gdzie się znajdują. Zmęczone, głodne i być może ścigane, ale... No właśnie, "ale". Nani nie potrafiła się nie uśmiechnąć, kiedy panterołaczka powtarzała po niej wszystkie słowa, a później sama się przedstawiała.
- Dhabba. - Pokiwała głową, od razu pojmując, że to imię dziewczyny. Kiedy ta pokazała jej swój ogon, przez myśl lwicy przeszły słowa punkt i kropka, dopiero na końcu ją olśniło.
- Dhabba, Dhabba znaczy cętka. Cętka. Jesteś w cętki - uśmiechnęła się. Czuła przedziwną więź ze swoją nową znajomą. Zamyśliła się i przygryzła wargę. Nie wiedziała bowiem jak wyjaśnić znaczenie swojego imienia. Pewna była, że nie da rady przekazać jej słowa "dzika". Musiała jednak wykombinować, jak powiedzieć "rzeka". Obok niej było trochę gołej ziemi. Nie zamierzała szukać teraz patyka, więc palcem narysowała na niej fale.
- Rzeka - powiedziała starając się dłonią pokazać ruch fali.
- Plum, plum, plum - wspomogła się odgłosem, który nie tyle miał przypominać wodę, co wykluczyć, że Cętka pomyśli o wietrze.
- Nani Rzeka - powtórzyła.
A potem stało się coś, w co aż trudno było uwierzyć. Panterołaczka wyjęła ze swojego dobytku ubranie, które ewidentnie miało być dla leonidki. W tamtym momencie ciemnoskóra skupiła się na rozłożonych rzeczach, aż do momentu, w którym uderzyły ją słowa "zakładaj" i "gorąco". Gwałtownie podniosła głowę, spoglądając w oczy siedzącej przed nią dziewczyny.
- Co powiedziałaś? Zaraz... Czy... Czy ja... Czy ty powiedziałaś "gorąco"? Czy ja właśnie zrozumiałam, co powiedziałaś?
Bladego pojęcia nie miała, czy to jej dziwna więź z naturą pozwoliła jej odczytać słowa wypowiedziane przez Cętkę, czy może wokół nich była magia. Jedno było pewne: Panterołaczka nie mówiła we Wspólnym, a mimo to Nani zrozumiała pojedyncze słowa.

To, że białowłosa zaczęła jej dotykać, nie było dla lwicy niczym nachalnym, choć pewnie powinno. W innych okolicznościach może wyrwałaby dłoń, może odsunęła się i wystraszyła, ale nie siedziała tutaj z kimś obcym. Siedziała ze swoją krewną, pobratymcem, siostrą. Drugą zmiennokształtną. Z kotem - innym z wyglądu, lecz tak samo dzikim wewnątrz.
- Jestem czarna - wskazała na siebie.
- Ty biała - zwróciła dłoń w stronę pantery, a potem przejechała dłonią po ziemi, gdzie wcześniej rysowała rzekę. Tym razem kreśląc słońce i księżyc.
- Ty dzień. Ja noc.
Gdy "Dhabba" zaczęła pokazywać jej ogon, lwica zamiotła w jej stronę swoim.
- Mój inny - chwyciła ogon w dłonie, tak jak zrobiła to jej towarzyszka, ale zamiast pokazywać cętki wskazała na ciemniejszą końcówkę z "pędzelkiem".

Półnagi dekolt białowłosej nie robił na niej wrażenia. W Mau wszyscy chodzili prawie rozebrani, a kobiety, które miały młode, siadywały przed swoimi chatami, karmiły je piersią i nikogo to nie dziwiło. Zaś znaki wycięte na ciele kobiety były dla leonidki czymś jednocześnie fascynującym i przerażającym. Zmrużyła oczy i zbliżyła się do Cętki by lepiej przyjrzeć się jej bliznom, po chwili znów spojrzała jej w twarz.
- Ja nie mam. - Pokręciła głową i wskazała w stronę kropek na twarzy panterołaczki.
- Cętki. - Uśmiechnęła się. Nagle przeszył ją zimny dreszcz. Zrozumiała, że musi się ubrać. Spojrzała w stronę ubrań nadal leżących na ziemi, a potem przeniosła wzrok na ich właścicielkę. Nie musiała już pytać, wymiana spojrzeń wystarczyła. Lwica nie była przyzwyczajona do ubrań, ale wiedziała co jest do czego - nie była przecież głupia. Choć musiała przyznać, że dziwnie czuła się w tym wszystkim na sobie. Na buty patrzyła dłuższą chwilę, ale w końcu podziękowała. Jakoś nie była przekonana do noszenia czegoś tak ciepłego na stopach.
- Dziękuję. - Kąciki jej ust uniosły się ku górze.
- Damy sobie radę. Razem. Ty i ja. Bo jesteśmy siostrami.
Awatar użytkownika
Cętka
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Cętka »

        Cętka patrzyła na towarzyszkę coraz uważniej. Zaczynała rozumieć, że w tej części świata Opiekunowie byli traktowani inaczej. Wśród zmiennokształtnych nie natrafiła jeszcze na żadnego, który swoją inność podkreślał tak wyraźnie, jak ona. Nawet, jeśli nie próbowali całkiem ukrywać swoich zwierzęcych cech, ubierali się podobnie do zwykłych ludzi. Nani po prawdzie wyróżniała się na tle istot, jakie panterołaczka widziała na kontynencie, ale nadal nie zaznaczała swoich umiejętności wyglądem. A zdolności musiała mieć nietypowe. Nie tylko umiała zmieniać postać na płowego kota. Białowłosa szybko zauważyła, że w pewien sposób rozumiała słowa towarzyszki. Po prawdzie nie mogła wyłapać znaczenia poszczególnych słów, ale docierał do niej ogólny sens, czy może intencje. Jak gdyby porozumiewały się na innym poziomie, ale inaczej, niż z Malawiaszem, który otwarcie łączył ich umysły.
        - Szeeeaaa - zasyczała, nie mogąc poprawnie wymówić imienia leonidki. - Naaaanni, szeeeaaa.
        Cętka niezbyt umiejętnie powtarzała szeptem praktycznie każdy wyraz, większość kalecząc tragicznie czy wręcz łącząc w niezrozumiały bełkot. Mimo wszystko próbowała, chcąc oswoić się z brzmieniem obcego języka. Szczególnie skupiała się na słowach, którym mogła przypisać jakieś znaczenie, co w tym wypadku ograniczało się do tych związanych z rysunkami ciemnoskórej, czy wskazanymi elementami, które próbowała przywoływać z pamięci, gdy zapadała cisza.
        - Mójiiiiy? - mruknęła w pewnym momencie, pokazując palcem swój ogon. - Tysień, jamoc - dodała, dotykając rysunków słońca i księżyca, gdy Nani zakładała na siebie pożyczone ubrania.
        - Jesteś trochę jak Łapa i Pazur, wiesz? Szaman. U mnie szamanka nazywa się zawsze Łapa. Ciekawie, że i was Rzeka. Jak mówiłaś, że ja jestem w waszym języku? - Panterołaczka zmarszczyła brwi, próbując się skupić. - Sęęka? Nie… inaczej. Sęęta? I tak ładnie.

        Na ostatnie słowa leonidki, Cętka uśmiechnęła się szeroko i pokiwała głową. Nie była jeszcze pewna, na ile mogły sobie wzajemnie zaufać, jednak pozytywne nastawienie obu było dobrym początkiem i dawało nadzieję na przyszłość. Były wolne, mając do dyspozycji cały kontynent ze wszystkimi jego dobrami. Mogły zrobić wszystko. Zaszyć się w głuszy i polować wspólnie, mając w nosie wszystko i wszystkich. Zamieszkać przy jakiejś wiosce, korzystając z dobroci ludzkiego siedliska. Mogły nawet ruszyć gdzie oczy poniosą i podróżować, pokonując na czterech łapach ogromne dystanse każdego dnia. Lub spacerować leniwie, aż nie nabrałyby ochoty na odpoczynek. Ba! Mogły nawet zaszaleć i próbować odkrywać tajemnice niektórych miast.
        - Naaaani? Zostajemy tutaj na noc, czy idziemy dalej? Nie słyszę pościgu. Trzeba będzie pomyśleć, co robimy dalej. Znasz miejsca, gdzie można się ukryć, czy lepiej iść gdzieś do ludzi? Jak coś, to może zapoluję… mięso, które mam chyba nie jest już najlepsze. - Panterołaczka uśmiechnęła się łobuzersko i klepnęła czarnowłosą w ramię, nachylając się ku niej. - Rrrasssę - mruknęła, próbując jak najwyraźniej powtórzyć jedno z ostatnich słów drugiej kobiety. Mina białowłosej i ton, którego użyła świadczyły dobitnie, że w jakiś intuicyjny sposób, dzięki możliwościom lwiej kobiety, rozumiała jej przekaz.
        - Ja lubię ludzi. Chętnie zamieszkałabym blisko jakiś. Ale wiesz, jak już Przodkowie zesłali mnie w to dziwne miejsce, może miałoby zobaczyć je całe? Nie bardzo miałam czas poznać jakiekolwiek. Tylko chyba potrzebujemy piiinioc? - paplała na wpół do siebie, niepewna, jak dobrze towarzyszka mogła ją rozumieć. Nie była pewna, ile sama rozumiała poprawnie. Ochoty jednak na siedzenie w ciszy, czy ograniczanie się do pojedynczych, prostych wyrazów, rysunków i pantomimy nie miała ani odrobinę. Zbyt mocno brakowało jej towarzystwa, by darować sobie rozmowę. Nawet, jeśli obie miały w pewnym momencie mówić o czymś zupełnie innym. Już sam dźwięk mowy drugiej osoby był przecież tak kojący.
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 117
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Leonid
Profesje: Myśliwy , Chłop
Kontakt:

Post autor: Nani »

Nani ubierała się dość powoli i niezdarnie. A kiedy skończyła było jej zwyczajnie mało wygodnie. Niestety tylko ubranie mogło dostarczyć jej dość ciepła, w zimą noc. Bardzo szybko poczuła, że zaczyna się rozgrzewać, a razem z ciepłem przyszło poczucie pewnej ulgi. Miała ogromne szczęście, że trafiła tu razem z panterołaczką. Mogła przecież mieć obok siebie diabła, albo jakąś przemienioną. Tymczasem z Cętką połączyła ją niezwykła więź. A im dłużej słuchała dziewczyny, tym lepiej ją rozumiała. I nagle dotarło do niej, że słowa, które wypowiada białowłosa wcale nie są jej obce. Z każdym kolejnym docierało do niej, że uszy słyszą obcy język, ale umysł rozumie każde słowo. Co raz szerzej otwierała oczy ze zdumienia, aż w końcu nabrała głęboko powietrza w płuca i chwyciła Cętkę za rękę.
- Cętka... Ja cię rozumiem. Rozumiem co mówisz. Rozumiem każde słowo - ścisnęła jej dłoń mocniej - ja, ja wiem, że to niemożliwe, bo słyszę twój obcy język, ale tutaj - dotknęła swojej skroni. Wszystko rozumiem.
Nie posiadając się z radości objęła swoją towarzyszkę za szyję i uścisnęła ją z całych sił. Kiedy ją puściła, spojrzała prosto w oczy kobiety. W jej lśniły iskierki ogromnej nadziei.
- Czy ty też mnie rozumiesz? Mam dar - tym razem dotknęła swojego sera.
- Od zawsze czułam więź z naturą, rozumiałam zwierzęta, rośliny, wiatr. To musi być to! Dlatego rozumiem ciebie, bo jesteśmy spokrewnione, jak siostry - aż trudno jej było złapać powietrze. Dopiero kilka sekund później jej umysł przetworzył, że powinna odpowiedzieć na pytania zadane wcześniej przez towarzyszkę.

- Tak. Musimy mieć pieniądze, ale obie polujemy. Możemy sprzedać to co uda nam się upolować. To znaczy, w nadmiarze, jak już się najemy. Za sarnę na pewno dużo płacą w mieście. A razem może uda nam się powalić jelenia, zapłacą nam za mięso i poroże. Znam trochę rośliny, możemy też sprzedać zioła. I chyba...chyba możemy tutaj zostać, zaczekaj.

Nani położyła obie dłonie na zimnej trawie, wplotła w źdźbła swoje palce, prawie zanurzając je w mokrej ziemi. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Nie czuła dudnienia, nie słyszała ludzkich głosów. Wiatr był cichy, omiatał drzewa, krzewy, odbijał się od skał. Czuła zapach zwierząt, słyszała sapanie borsuka śpiącego w swojej norze, pohukiwanie sowy, gryzonie przebiegające pomiędzy wyższym trawami, ale nic ludzkiego.
- Tak, zostańmy tu - powiedziała w końcu.
Awatar użytkownika
Cętka
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Cętka »

        Gdy leonidka dokonała odkrycia dotyczącego niezwykłego porozumienia między kobietami, Cętka mało uprzejmie przewróciła oczami. Minę miała przy tym, jakby rozmawiała z nierozgarniętym dzieckiem, któremu trzeba tłumaczyć podstawowe zasady rządzące światem. Zaraz jednak z uśmiechem słuchała tłumaczeń Nani i ochoczo odwzajemniła uścisk oraz każdy dotyk. Być może na kontynencie zmiennokształtni nie było uczeni tego wszystkiego, co panterołaczka wiedziała od zawsze, a ich więź z Przodkami nie była tak ścisła.
        - Oczywiście, że mnie rozumiesz! Obie jesteśmy Opiekunami, a ty do tego szamanką. Nosimy w sobie cząstki potężnych Przodków. Zwykli ludzie nie przemieniają się w zwierzęta. Duchy w nas pozwalają nam się porozumieć i połączyły nasze ścieżki. Najpierw w tym świecie połączyły mnie z Maaaalaafijasz, ale on miał chyba tylko pomóc mi uciec z klatki i uwolnić w sobie Opiekuna. Uwierzysz, że nie mógł się przemieniać? Skoro tu zostaniemy, przygotuję obóz na jedną noc. A jeśli mówisz, że tak możemy zdobyć pieeenioc, to zdobędziemy. - Białowłosa wstała i zaczęła krzątać się po polanie. Blisko jej środka wybierała z gęstej trawy gałęzie i kamienie, szykując miejsce do spania. Każdy patyk układała na jedno miejsce, ale tylko niektóre kamyki zostawiała na dwóch stosikach, wiele odrzucając w krzaki. - Dużymi możemy otoczyć ognisko, ale mi ogień nie jest na razie potrzebny. Te drugie będą dobre do rzucania w małą zwierzynę. W domu, jak to Cętka, wspierałam Kła oraz innych myśliwych, patrolowałam góry, pilnowałam przestrzegania praw i wykonywałam egzekucje. Czym zajmuje się Rzeka w waszych osadach? Łapa u nas zajmuje się kontaktem z Przodkami, Duchami i ogólnie wszystkim, co dotyczy religii. Pazur głównie leczy i pomaga Łapie, na przykład wycina znaki ochronne. Wszystkie, które noszę zrobił właśnie on. U was jak się dzielicie?
        Zmiennokształtna paplała, sprzątając okolicę oraz zbierając na wszelki wypadek chrust. Wciąż nie docierało do niej, że jej rzeczywistość nie była tak oczywista dla reszty świata. Długie lata spędzone w odciętej od świata osadzie miały swoje konsekwencje. Całkiem wyparła niedawne próby wilkołaka by wyjaśnić jej pewne zjawiska i załatać luki spowodowane tworzeniem przez jej lud religii i mitów by tłumaczyć samym sobie otaczający ich świat.
        - Szukałam Maaaalaafijasz i nadal chcę go znaleźć. Pomógł mi uciec od ludzi, którzy chcieli mnie zamienić za piiinioooc. To od niego dowiedziałam się, że Opiekunowie zmieniają się nie tylko w irbisy. On miał się zmieniać w wilka, tak mówił. Ale nie umiał, aż nie zabiliśmy innego Opiekuna z taką bestią w sobie. Zaatakował nas. Chyba był odrzucony przez swoje plemię i nie umiał już panować nad swoim zwierzęciem. Wyglądał dziwnie, nie do końca jak wilk. Maaaalaafijasz bardzo się bał swojej pierwszej przemiany i z jakiegoś powodu bał się księżyca. Też jest szamanem, ale łączył się ze mną inaczej. Martwię się o niego i chciałabym mu pomóc. Mówił, że nie da rady zapanować nad swoim wilkiem. Ktoś go chyba porwał. Ale teraz myślę, że może Duchy tego chciały? Żeby uwolnił w sobie bestię i sam nauczył się z nią żyć, a ja miałam spotkać ciebie? Ja się urodziłam z moją panterą, nie wiedziałam, że w ogóle da się połączyć z duchem zwierzęcia później. Jak to jest u ciebie, Rzeka? Musiałaś opuścić osadę, bo urodził się nowy Opiekun, jak u mnie?
        Odkąd Cętka zrozumiała co znaczyło imię towarzyszki, dużo chętniej zwracała się do niej właśnie w taki sposób, choć w jej języku dźwięk ten w niczym nie przypominał Nani. Dla niej było to całkowicie normalne i naturalne. Imiona zmiennokształtnych miały swoje znaczenia i było to niezwykle ważne. Słowami pozbawionymi dodatkowego sensu można było określać ludzi, którzy nie obejmowali ważnych stanowisk.
        - Jesteś głodna? - spytała nagle, odwracając się gwałtownie do leonidki. - Może ja zapoluję, a ty poszukasz wody? Jeśli jesteś zmęczona, mogę iść sama wszystko przynieść. Maaaalaafijasz musiałam się kilka dni zajmować cały czas, był mocno ranny. Na szczęście jest szamanem i umiał użyć mojej krwi do leczenia. Chociaż u nas przygotowujemy ją najpierw, ale to bardzo potężny szaman. I bardzo dużo wie, polubiłabyś go, jestem pewna.
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 117
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Leonid
Profesje: Myśliwy , Chłop
Kontakt:

Post autor: Nani »

- Dzika Rzeka - powiedziała Nani - tak naprawdę nazwano mnie Nani "Dzika Rzeka", bo nie potrafili mnie ujarzmić, bo nie umiałam znaleźć sobie miejsca. Nie chciałam mieć męża. Nie chciałam rodzić kociąt. W mojej wiosce polowałam i opiekowałam się kociakami, głównie mojej siostry. Tak, to było moje zajęcie. Polowałam i byłam opiekunką dla lwiątek, bo nie wiedziałam czego chcę. I mieli mnie za taką, której nie da się okiełznać, jak dzikiej, rwącej rzeki - wyjaśniła dokładniej, skoro już się rozumiały.
- Nie. Ja urodziłam się leonidką. Urodziłam się lwicą. W mojej wiosce mieszkają tylko lwy. Ale nie wszyscy na świecie potrafią zmieniać kształty od razu. Wilkołaki przenoszą klątwę, jeśli kogoś ugryzą, to on zmienia się w wilkołaka. Człowiek i wilk mieszają się w jedno. A pełnia księżyca wyzwala w nich przemianę w bestię, wtedy nad sobą nie panują i krzywdzą innych, czasem nawet tych, których kochają. Dlatego twój Malafijasz tak się bał. Są też tacy, którzy zmieniają się w małe koty. I tacy, którzy rodzą się połączeni z jeleniami, albo tygrysami. Nie wszyscy mają swoje stada. Słyszałam o niedźwiedziach, takich jak wilkołaki. Czasem ktoś nie umie panować nad zwierzęciem w środku. Ja umiem.

- W mojej wiosce kazali mi wziąć za męża przyjaciela. On mnie chciał tylko kiedy byłam mu potrzebna. Nie był prawdziwym przyjacielem. I uciekł. Ja też uciekłam. Ale znalazł mnie inny z wioski, wojownik. I uratował, kiedy byłam ranna i chora. I jego miałam poślubić. Matka dała mi suknię. On jest synem wodza. Jego rodzina mnie przyjęła. Następnego dnia mnie porwano. Nie wiem co się z nim stało, nie wiem czy moja wioska nadal tam jest... - Nani wyraźnie posmutniała. Co jeśli porwano wszystkich, nie tylko ją? Co jeśli spalono jej wioskę? Co jeśli nie ma już nic co kochała? Co jeśli nie ma już Tara? Przełknęła głośno ślinę i wstała.
- Poszukam tej wody - powiedziała cicho.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Maurat”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość