[Trakt] Obowiązki wzywają


Równina rozciągająca się od Gór Dasso, aż po Warownie Nandan -Ther, zamieszkała przez istoty wszelkiego rodzaju, jednak jej ogromne przestrzenie są przede wszystkim krainą dzikich koni, które galopują w bezkresie jej zieleni w poszukiwaniu swoich braci.

Postprzez Sadik » Pn cze 18, 2018 7:19 pm

        Misja okazała się być wręcz podejrzanie łatwa. Sadik spodziewał się, że skoro księżniczki nie schwytano zaraz po dokonaniu morderstwa na własnym ojcu, to udało jej się też uciec tak, by nikt nie mógł pójść jej śladem. Zastanawiał się nawet, czy przypadkiem ktoś jej nie pomagał - na przykład jakiś Szakal, to byłoby chyba zadanie odpowiednie dla nich, tylko pytanie co by ich do tego motywowało… Okazało się jednak, że tak naprawdę trafienie na trop dziewczyny nie było takie trudne, zwłaszcza gdy dysponowało się oficjalnymi rozkazami i można było wypytywać każdą napotkaną na drodze osobę. To kazało Sadikowi zastanowić się, czy przypadkiem nikt nie podaje mu fałszywych tropów, lecz skoro nie miał nic innego, czego mógłby się złapać, na razie po nich podążał, rozważając, czy to od początku nie było tak proste, tylko wcześniej nikt nie chciał, by księżniczka Maia wróciła do kraju.
        Już od tamtego feralnego poranka wiadome było, że następczyni tronu uciekła w stronę granicy kraju - określono nawet z grubsza miejsce, gdzie mogła ją przekroczyć, później jednak ślad się urywał. Sadik - ku własnemu zaskoczeniu, ale i zadowoleniu - dość szybko trafił na odpowiedni trop. Opisując zbiegłą księżniczkę taką, jaką ją zapamiętał - dziewczynę młodą i piękną, o pełnych wargach, gęstych włosach i bajecznych piersiach - sprawiał wrażenie zrozpaczonego kochanka podążającego tropem ukochanej, a to rozplątywało ludziom języki, bo takie historie były tym, o czym tak przyjemnie plotkowało się przy pitej wieczorem słodkiej herbacie. Informacje były dość skąpe, ale rekompensowała je ilość i w końcu Sadik dowiedział się, że Maia została pojmana i na wozie łowcy niewolników zawieziona na północny-zachód - ten czy ów widział ją wśród innych dziewczyn, które podzieliły jej los, nikt jednak nie wiedział z kim ma do czynienia, zapewne łącznie z samym handlarzem. Później sprawa była już łatwa - nie szukało się jednej dziewczyny tylko całego kupieckiego wozu, który twardo podążał wzdłuż szlaku, zatrzymując się co jakiś czas by upłynnić towar. W takich momentach Sadik musiał zwolnić i dokładniej sprawdzić trop, upewnić się, że nikt w danym mieście nie kupił Mai i nie wywiózł gdzie indziej, lecz i w tym w końcu nabrał wprawy i dokładnie wiedział gdzie pytać.
        Tak łatwo było aż do Fargoth, gdzie nastąpił zwrot wydarzeń: ktoś kupił księżniczkę na targu niewolników, na dodatek za niemałą kwotę. Ponoć nie minął nawet tydzień od tamtych wydarzeń i nadal pamiętano i ją i tego, który był jej nowym właścicielem: mężczyznę w typie  brutala, o ciemnych włosach i kocich oczach. Sadik bez problemu dowiedział się za ile kupiono Maię i że zainteresowanie nią było spore, spekulowano również do czego mogła zostać przeznaczona, a el-Bihtu słuchał i uśmiechał się porozumiewawczo, choć wcale nie było mu w smak słuchać takich historii opowiadanych na temat księżniczki. Nie mógł jednak robić zamieszania, bo jeszcze ktoś nabrałby podejrzeń, a on wolał zachować dyskrecję.
        Później znowu szło szybko - wciskając ludziom różne bajki dowiedział się gdzie K’amina i ten, który ją kupił, spędzili noc i też tego, gdzie wyruszyli. Za bramą miasta trop jednak się urywał. Choć Sadik gnał konia jak szalony - bo był już przecież tak blisko - w miasteczku, które było następne na trasie, nikt o tej parze nie słyszał. Musieli zniknąć gdzieś wcześniej, może odbili w jakąś dróżkę, którą przeoczył… El-Bihtu wrócił więc po własnych śladach i upewnił się, czy tak właśnie nie było, nie znalazł jednak żadnego tropu na tyle pewnego, by nim podążyć, zataczał więc coraz większe kręgi w nadziei, że trafi na jakąkolwiek informację. Porażka nie wchodziła w grę, nie teraz, gdy był już tak blisko i prawie czuł słodki smak zwycięstwa.

        Tego dnia Sadik od samego rana był w siodle - jadąc lekkim cwałem sprawdzał szlaki biegnące coraz bardziej na południe od Fargoth, choć powoli tracił przekonanie o sensowności tych poszukiwań. Od opuszczenia miasta żadna mijana osoba nie widziała egzotycznej dziewczyny w towarzystwie ciemnowłosego dryblasa, a przecież taka para musiała zwracać na siebie uwagę. Czyżby zawrócili? Ale po co? To nie miałoby najmniejszego sensu, bo przecież nikt nie mógł wiedzieć, że nowy władca Na’Zahiru wysłał kogokolwiek do odnalezienia księżniczki.
        A jednak tego dnia do el-Bihtu uśmiechnęło się szczęście. Najpierw jego uwagę zwrócił dźwięk łamanej gałęzi i wzmożony szelest gdzieś z boku traktu. Gdy wstrzymał konia i spojrzał w tamtą stronę, nie od razu spostrzegł co się tam poruszało, oprócz tego, że na pewno było to większe od zająca. Później jednak dotarło do niego, że była to biegnąca kobieta. Długo musiał jednak patrzeć nim dostrzegł to, co powinien. Młoda dziewczyna w znoszonych spodniach i bluzce, trochę sponiewierana, z potarganymi wiatrem włosami… Nie wyglądała tak, jak ją zapamiętał: jak rajski ptak w złocie i tiulach, o nieskazitelnej cerze i włosach gładkich i lśniących jakby pokrywał je pył ze szlachetnych kamieni. Ta tutaj była tak inna, ale jednocześnie znajoma. Sadik zamrugał gwałtownie, jakby sprawdzał czy mu się nie wydawało, a gdy ona jednak nie znikła, utwierdził się w przekonaniu, że to księżniczka Maia.
        - K’amina! - zawołał natychmiast, zeskakując z konia. Wyszedł jej naprzeciw, bacznie spoglądając nad jej ramionami w las, bo przecież biegła jakby przed czymś uciekała. Na razie jednak nikogo ani niczego nie dostrzegał. Tymczasem przed nim stała jedyna żyjąca przedstawicielka rodziny królewskiej… Odruchy zadziałały same. Sadik stuknął obcasami i skłonił się przed księżniczką, wyciągając przed siebie złożone w pozdrowieniu wojowników ręce - pięść owiniętą drugą dłonią. Zaczął mówić nie podnosząc wzroku przez szacunek dla księżniczki.
        - K’amina, jestem Sadik el-Bihtu z pałacowej straży, poszukiwałem cię - przedstawił się pospiesznie. - Proszę, musisz iść ze mną, jesteś nam potrzebna, od dnia gdy zniknęłaś tyle się wydarzyło…
        Sadik zawiesił głos, jednocześnie podnosząc wzrok, na księżniczkę spojrzał jednak tylko przelotnie, zaraz patrząc za nią - jego uwagę przykuł kolejny nietypowy dźwięk świadczący o tym, że zbliżało się do nich coś dużego i szybkiego.
        - K’amina, cofnij się za mnie - zwrócił się do księżniczki, sięgając natychmiast po nóż i postępując do przodu tak, by odgrodzić Maię od tego, który ją ścigał, zapewne tego czarnowłosego typa, który ją kupił. Jednocześnie wyciągnął rękę w bok, dając księżniczce jasny znak, by zaczęła iść w stronę konia - nie był to może wyścigowy ogier, ale w razie czego da radę ponieść ich dwójkę.
Avatar użytkownika
Sadik
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Mniszek, Mitra, Rianell, Rael, Maximilaan,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdyby emanacje oceniać jedynie przez pryzmat ich siły, ta byłaby niemalże niewidoczna. Nie czuć bijącej od niej magii, więc to, że w ogóle daje o sobie w ten sposób znać, zdradza Ci już coś o postaci, którą otacza. Dla niewnikliwego obserwatora staje się jednak zupełnie nieistotna na tle jasnej i błyszczącej kopuły, jaką wokół siebie roztacza. Topazowe blaski przebiegają delikatnie po okolicy, w której panuje naturalna i spokojna cisza. Zapach gorącego piasku i słonego ludzkiego potu miesza się z przyjemną wonią opium, mylącą nieco zmysły i pozostawiającą po sobie łagodny, słodki posmak. Bowiem jak emanacja tak jednolicie żelazna może być jednocześnie tak przyjemna w dotyku, niczym najdroższe tkaniny z dalekich krain? Wyjątkowo twarda, jednak bardziej niż skałę przypomina porządnie naciągnięty materiał namiotu, dzielnie przeciwstawiający się ciepłym powiewom wiatru, dzięki ostrym szpikulcom, mocującym go w ziemi. Puszczone luzem poły tkaniny są giętkie i elastyczne, przelewając się przez palce niczym aksamit, wciąż jednak niemal jednolicie żelazne. A może nie tak zupełnie? Kapka miedzi, ot niewielka plamka, tworzy przyjemny dla oka wzór, zaś jednolity cynkowy spód powoli zmienia się, jakby ktoś spruwał jego nici, przemieniając barwę na nieco bardziej cynową, zapowiadając zmiany.
Wygląd: W Środkowej Alaranii Sadik przyciąga wzrok zdecydowanie bardziej niż w swojej ojczyźnie, gdzie uchodzi za mężczyznę przeciętnej urody. Chodzi oczywiście o ciemny kolor skóry, którego nie można pomylić z opalenizną i te niebieskie oczy, które zdają się wręcz fosforyzować. Resztę dostrzega się zdecydowanie później.
Na pierwszy rzut oka Sadik nie wygląda na żołnierza, ...
(Więcej)

Postprzez Talen » Pn cze 18, 2018 8:27 pm

Maia była głupia jeśli sądziła, że tak po prostu mu ucieknie. Kiedy Jon go zbudził, Talen już wiedział co się święci. Mógł się domyślić, że ta krowa będzie próbowała mu uciec. Trzeba było nie mieć litości i przypiąć bydle do kuli. Ale nie, ulitował się nad biedną dziewczyną, która okazała się być gorsza od kundla. Powinna się cieszyć, że to akurat on ją kupił. Nikt jej nie gwałcił, nie molestował, nie bił. Mogła trafić dużo gorzej i dzisiaj leżałaby w rowie zgwałcona i pobita przez bandę oprychów. Cholerna niewdzięcznica. Talen był wściekły, ale nie dał tego po sobie poznać. Nie zamierzał pokazywać przed Jonem, że aż się w nim gotuje na samą myśl o tej małej... A szkoda było słów.

Kiedy Jon odszedł, Talen posprzątał obozowisko i przypiął konie do drzewa. Zrobił to w mig, bo zaraz zamierzał rzucić się w pościg. Przemienił się w panterę, bo w tej postaci jego  zmysły były znacznie bardziej czułe i ruszył tropem kobiety. Łatwo było ją wyczuć, ale wiedział, że zdążyła zajść już dość daleko. Jeśli sądziła, że straci trop przechodząc przez rzekę to grubo się myliła. Talen wywęszył ją bez problemu. Kiedy zaczął słyszeć jej kroki, zwolnił. Skradał się i po cichutku szedł za dźwiękiem łamanych gałęzi i szelestu suchych liści. "Matka nie byłaby ze mnie dumna...", przeszło mu przez myśl. Więził kobietę, a teraz ją ścigał i zamierzał siłą dowieźć na wyznaczone miejsce. Nie spodobałoby się jej to wszystko. Talen zatrzymał się nagle, bo dotarło do niego co robi. Myśl o matce go przeraziła. Przecież gdyby tylko wiedziała, byłoby jej za niego wstyd. Serce mu się ścisnęło na tą myśl. Stał nieruchomo, a w jego głowie pojawił się obraz matki patrzącej na niego ze wstydem i smutkiem. Nigdy nie będzie mógł jej powiedzieć o tym co robił, co poświęcał dla pieniędzy. Ideały. Miał być strażnikiem, uczciwym człowiekiem, a tymczasem kupił człowieka, żywą istotę, na targu niewolników i chciał sprzedać ją kolejnej osobie. Jak mógł... Przełknął ślinę, bo kiedy o tym myślał wiedział, że robi źle. Przecież nie był zły. Nie był. Po prostu życie potoczyło się tak a nie inaczej. Ale kiedy porzucił swoje ideały? Kiedy porzucił przyzwoitość? Kiedy to się właściwie stało? Kiedy zapomniał, że inni ludzie mają uczucia i powinni mieć takie samo prawo do wolności jak on...

Nagle do jego uszu dobiegł nieznajomy głos i wyrwał go z gorzkich rozmyślań. Obawiając się, że Maię ktoś napadł, rzucił się w pogoń. Przez tą krótką myśl o matce zmieniło się jego postrzeganie świata, może na chwilę, może na dłużej, nie wiedział, ale teraz nie miało to znaczenia. Wyskoczył z zza krzaków i rycząc głośno spojrzał żółtymi oczami na mężczyznę ze sztyletem. Nie zastanawiają się szczególnie skoczył na pierś mężczyzny i powalił go na ziemię wytrącając mu z ręki sztylet. Przygwoździł go silnymi łapami i wyszczerzył zęby jakby zaraz chciał mu rozszarpać pół twarzy, ale nie zrobił tego. Na razie tylko wyglądał groźnie i co najwyżej obił mu parę żeber przewracając na ziemię.
Avatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Tristan, Troy, Tauros, Tenebris, Malachi,
Rasa: Panterołak
Aura: Średniej siły aura, która choć złożona z wielu elementów kolorystycznych, jak kobalt, żelazo czy tez barachit, w głównej mierze odsłania się przesyconą miedzią. Konstrukcję tę przysłania szafirowa płachta. Jest bezdźwięczna, a wzrokowe skojarzenie drewnianego dzieła szybko odchodzi w zapomnienie, gdy do nozdrzy dociera silna woń kociego futra. Poza tym, dostrzec jej zwierzęcość można w bardzo giętkich ruchach, ostrych niczym pazury brzegach oraz w gładkości jaką charakteryzuje się sierść czarnej pantery. Jawi się także jako twarda i mimo swojego zdecydowania potrafi od czasu do czasu zatańczyć na języku delikatną pikanterią. Smakuje na języku gorzko i lepi się do podniebienia.
Wygląd: Pantera

W postaci pantery Talen jest potężnym przedstawicielem swojej rasy. Jest naprawdę potężnych rozmiarów. Waży jakieś 160 kg. Od głowy do ogona mierzy mniej więcej 187 cm, a jego ogon jest długi na 75 cm. Ma masywne, szerokie łapy, zakończone długimi, ostrymi pazurami. Jego mięśnie są bardzo rozbudowane, a sierść ma kolor smoły. Choć w dotyku jest bardzo miękka i ...
(Więcej)

Postprzez Maia » Cz cze 21, 2018 10:44 am

        Jak długo można biec? Ile kroków w życiu może postawić człowiek? Czy ten ból w piersi to płuca próbujące wypaść jej gardłem, czy tylko zawał serca? Księżniczki nie biegają, czy nikt o tym nie słyszał? Mimo to biegła dalej, coraz bardziej wystraszona, gdy każda gałązka, która strzelała pod jej butem, zdawała się być hałasem wywoływanym przez ścigającego ją panterołaka. Oglądanie się przez ramię nic nie dawało. Las był gęsty i po wielkim czarnym kocie nie było śladu, a ona tylko traciła równowagę, tracąc cenne chwile.
        W końcu jednak musiała zwolnić. Oddech miała ciężki, a usta spierzchnięte, gdy przykładała dłoń do piersi, jakby przez klatkę chciała uspokoić własne serce. Wiedziała, że powinna uciec, jak najdalej, ale musiała się uspokoić, złapać oddech i… odnaleźć? Brunetka zatrzymała się nagle, rozglądając bezradnie. Fantastycznie, uciekła mu. Tylko gdzie? Las wokół niej był gęsty, a słońce wisiało wysoko, więc trudno jej było nawet określić kierunek. Póki co biegła tylko przed siebie, więc na pewno nie natknie się zaraz znów na rzekę, ale mimo wszystko musiała zacząć działać bardziej rozmyślnie.
        Nieco uspokojona, zmieniła nieco kierunek, obierając ten obiecujący chociaż minimalny prześwit w drzewach. Znów ruszyła biegiem, ale nie forsując się już aż tak, gdy dotarło do niej, że nie wie, jak długo będzie tak uciekała. Niczym powtórka z rozrywki po zabójstwie ojca, tylko że wtedy miała konia! A propos koni…
        Wypadła nagle na jakiś szlak, zatrzymując się jak wryta, niczym zaskoczona na gościńcu łania. Niespodzianką była zarówno granica, urywająca na moment bezbrzeżny las, jak i widok jeźdźca, którego nie usłyszała, skupiona na hałasie, który sama robiła, a największą – widok Nazahirczyka. Swojego krajana poznałaby wszędzie, wyróżniali się w tej części Alaranii jakby naprawdę przypłynęli z innego lądu. Do tego te słowa, rozbrzmiewające echem w jej głowie. K’amina. Miała wrażenie, że minęły lata, odkąd ostatni raz się ktoś tak do niej zwrócił i teraz zaniemówiła, czując ucisk w gardle.
        Do teraźniejszości przywrócił ją znajomy stukot obcasów i pozycja strażnika - teraz to nie ulegało wątpliwości, znała to powitanie. I jakby ktoś wypowiedział odpowiednie zaklęcie, Maia Andhera Bhraanti wyprostowała się dumnie, na powrót stając się księżniczką, którą próbowano z niej wydrzeć siłą w ciągu ostatnich tygodni. Spoglądała z góry na nietypowo barwne włosy mężczyzny, słuchając jego słów z nieznacznie zmarszczonymi brwiami. El-Bihtu, znała to nazwisko. Poważany i wierny królestwu ród. Zdawało jej się, że przelotnie kojarzy samego młodzieńca, jednak wtedy na pewno nie był w pałacowej straży, co od razu wzbudziło podejrzliwość dziewczyny, bo samo imię też niewiele jej mówiło; opierała się tylko na przelotnym wspomnieniu. Wystarczyło jednak krótkie spojrzenie na sygnet rodowy na palcu mężczyzny, gdy jego dłoń wciąż obejmowała kurczowo drugą pięść, by dać wiarę jego słowom. No, też niezupełnie, Maia była podejrzliwa z natury, a w szczęśliwe sploty losu rzadko wierzyła, ale w tej chwili miała ważniejsze rzeczy na głowie.
        Jednak jej się nie zdawało, ścigał ją. Odwróciła się gwałtownie, w tym samym momencie, w którym Sadik zrobił krok w przód, by ją zasłonić. Spoglądała teraz ponad jego ramieniem na najpiękniejszą i najgroźniejszą bestię, jaką widziała w życiu, chociaż zachwyt niknął nieco pod strachem, gdy pantera zbliżała się w ich stronę długimi susami. Maia spojrzała za gestem strażnika w stronę jego konia i krótka myśl przemknęła przez jej głowę. Dosiąść wierzchowca, jak poproszona, i zwyczajnie odjechać w siną dal. Tyle by ją obaj widzieli, zajęci walką. To był moment i impuls samozachowawczy, któremu nie uległa, gdy tylko przypomniała sobie wcześniejsze słowa Sadika. Co właściwie wydarzyło się w Na’Zahirze, odkąd opuściła królestwo? Poza wiadomą klątwą i plotkami o najeźdźcach, które wtedy ściągnęły ją z powrotem, nie wiedziała nic. Ta chwila zawahania i przedłożenia losu królestwa nad własny przesądziła o jej decyzji. Wszystko działo się tak szybko, że sama ledwo za sobą nadążała, ale takiego działania była nauczona. Najpierw zażegnać kryzys, później oceniać własne rany. W jednej chwili panterołak przewrócił Sadika na ziemię, a Maia podniosła sztylet, który wypadł mu z dłoni.
        - Talen! – krzyknęła, zwracając na siebie uwagę zmiennokształtnego. – Zostaw go.
        Tym razem nie wyciągała broni w jego stronę, jak wtedy nieudolnie próbując zastraszyć go kawałkiem szkła. Sztylet trzymała pewnie w dłoni, ale obie uniosła nieco w górę, poprzez gest poddania, ale z bronią wciąż w ręce pokazując, że dąży do chwilowego kompromisu. Ważyła każde słowo, wiedząc, że od tego, co się teraz tutaj stanie zależy jej przyszłość. I nie tylko jej. Panterołak nie odpuści jej kolejny raz, czuła, że wyczerpała jego cierpliwość.
        - Talen, musimy porozmawiać. Puść go i porozmawiaj ze mną. To nie może się tak ciągnąć. Nie będę współpracować, więc jeśli mam przestać uciekać i z tobą walczyć musiałbyś mnie zatłuc, a za to nie dostaniesz grosza – mówiła spokojnie i rzeczowo, wręcz sucho, jakby nie chodziło o jej własną skórę. Chociaż nie czuła się najlepiej z wiedzą, że przybyły po nią strażnik pozna dokładne okoliczności, w jakich znalazła się jego k’amina, jako niewolnica, wzięła głębszy oddech i kontynuowała.
        - Ale za odnalezienie księżniczki i pomoc w zajęciu przez nią należnego jej tronu, zostaniesz nagrodzony. Wiesz kim jestem. To jest wojownik z mojego królestwa. – Wskazała powoli na Sadika, nie odwracając spojrzenia od żółtych oczu swojego dotychczasowego oprawcy. – Wysłano go, by mnie odnalazł. Jeśli chcesz, możesz go zabić, mnie przykuć do tej cholernej kuli i próbować dokończyć swoje „zadanie”, ale uwierz mi na słowo, że przez ten krótki czas uczynię z twojego życia piekło, bo takim stanie się moje, jeśli naprawdę trafię do niewoli. Nie pozwolę na to, chociażbym miała zginąć. Nie masz nic do stracenia, a ja za twoją pomoc mogę ci wiele zaoferować.
        Jej głos nie drżał, gdy słowami walczyła o swoje życie. Nie miała nic do stracenia. Albo właśnie wszystko – zależy, jak na to spojrzeć. Ale od decyzji jednego najemnika zależała jej przyszłość i w Mai przebudziła się dyplomatka. Nie raz w zastępstwie pijanego w sztok ojca łagodziła waśnie między przedstawicielami okolicznych miast, przyjmowała poselstwa i brała udział w naradach. Do tej pory nie było osoby, która po odpowiedniej ilości czasu i argumentów, nie przystawała chociaż w części na propozycje księżniczki. Jednym uśmiechem zjednywała sobie wrogo nastawionych oficjeli, więc do cholery, jeśli nie uda jej się przemówić Talenowi do rozsądku, to chyba nawet nie ma po co wracać.
Avatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja odznacza się siłą niezbyt wielką, nie zwraca ona na siebie zbytnio uwagi. Przywodzi na myśl istotę dość młodą. Pulsujące szmaragdowe światło może nieco zaniepokoić swym niecodziennym zachowaniem, aczkolwiek stara się jedynie z każdym mignięciem ukazać swój blask jak najlepiej. Powłoka została wymalowana odcieniem platyny, perfekcyjnie proste kobaltowe linie idące spiralnie ku górze powłoki wprost musiały być stworzone przez profesjonalistę. Mimo swego poważnego tonu w różnych miejscach znajdują się również plamy, nieregularne kompletnie przypadkowe miedziane kleksy. Tu i ówdzie widać również żelazne zarysy jakby ktoś próbował zniszczyć całość. Niesie ze sobą słodką woń perfum, za którą aż chciałoby się podążać. W dotyku miękka i niepewna, gnąca się na wszystkie strony ochoczo prezentująca elastyczność. Ponadto posiadająca ostre krańce, a jednocześnie pokrywa ją aksamitny puch. W smaku natomiast nieprzyjemnie sucha i wywołująca pragnienie.
Wygląd: Maia jest raczej średniego wzrostu (168 cm), chociaż rekompensuje braki wyjątkowo prostą postawą oraz butami na obcasie. To właśnie ta prosta jak struna sylwetka przyciąga uwagę, wyróżniając się spośród wiecznie zgarbionych ludzi. Dziewczyna chodzi z uniesioną wysoko głową nie z powodu pychy, lecz z wychowania. Ruchy ma lekkie i płynne, porusza się miękko na nogach, czemu ... (Więcej)

Postprzez Sadik » N cze 24, 2018 11:53 am

        Sadik co prawda zakładał, że stanie przed nim ten, który kupił Maię - ten czarnowłosy mężczyzna - ale liczył się również z tym, że może go spotkać niespodzianka. Typek mógł mieć kolegów, mógł też przekazać księżniczkę komu innemu, mógł też komuś zlecić ściganie jej - w końcu żaden ze słownych przekazów kupców nie wspominał o tym, czy ten człowiek działał sam czy na czyjeś zlecenie, nie było wiadome co nim kierowało. Sadik szykował się więc na to, że walka może go zaskoczyć… ale nie spodziewał się, że zaskoczy go AŻ TAK bardzo.
        El-Bihtu już z daleka słyszał szelest liści, trzask łamanych gałęzi i wiedział, że ktokolwiek puścił się w pogoń za księżniczką, nie zamierzał być subtelny. Coś w tych odgłosach było co prawda nie tak, lecz może to przez te emocje coś mu umykało… Strażnik w ostatniej chwili spostrzegł, że ma do czynienia ze zwierzęciem - czarną panterą i to w nienaturalny sposób ogromną. Kot z pewnością mógł dostrzec zaskoczenie na jego obliczu na moment przed tym, gdy na niego skoczył. Na taką walkę Sadik nie był gotowy - nie miał już czasu na unik, jedyne co mógł zrobić to osłonić się. To zrobił już zupełnie podświadomie. Cofnął się o krok, podnosząc przed siebie rękę i unosząc kolano, by osłonić niechroniony brzuch, który ta pantera mogłaby z taką łatwością rozpruć pazurami tylnych łap. Sapnął boleśnie, gdy nagle wylądował na ziemi, przygnieciony ciężarem bestii. Sztylet wyleciał mu z ręki, lecz nadal żył i co więcej: nie został ugryziony. Czarny drapieżnik jakby zadowolił się unieruchomieniem go. Strażnik gdy tylko mógł, zogniskował wzrok na górującej nad nim bestii - była ogromna, naprawdę ogromna. Jej kły były chyba długie jak jego palce. Skąd brało się takie zwierzę? Nieważne. El-Bihtu nie miał teraz czasu na przejmowanie się uwarunkowaniami kształtującymi lokalną florę, bo zaraz mógł skończyć z łbem urwanym jednym ciosem tej potężnej łapy. Na razie zdawało się, że trwała walka nerwów - pantera z obnażonymi kłami patrzyła na jego oblicze jakby czekała, czy stchórzy. Sadik może z początku był zdezorientowany i przez to niepewny, ale rezon odzyskał w mgnieniu oka. Patrzył w oczy bestii, nadal osłaniając szyję uniesionym przedramieniem, a drugą ręką ostrożnie macał ziemię wokół w nadziei, że może jego nóż nie spadł daleko. Powoli napinał mięśnie, by w razie czego szybko zareagować - zaatakować albo się bronić, tego jeszcze nie wiedział. Jak miałby uderzyć? Może tą ręką, którą się osłaniał, dałby rady sięgnąć oczu bestii i wrazić w nie palce, by się cofnęła. Może nawet by ją przy tym oślepił… Wystarczyłoby jednak, by kot uderzył go na odlew łapą cofając się, by urwać mu połowę twarzy. Musiał istnieć więc jakiś inny sposób…
        W najśmielszych snach Sadik nie spodziewałby się, że tym wyjściem będą negocjacje, a te właśnie podjęła księżniczka Maia. Podniósł na nią zaskoczony wzrok. W pierwszej chwili liczył, że zawołała swojego oprawcę, który może dopiero do nich dotarł, lecz nie, ona faktycznie mówiła do tego bydlęcia, które dociskało go do ziemi. Co więcej to również w nie celowała nożem, który el-Bihtu wypuścił z ręki podczas upadku. Strażnik w pierwszej chwili pomyślał, że to utrudni mu obronę, a zaraz potem zaniepokoił się, czy też może dziewczyna nie postradała zmysłów w trakcie niewoli - wszak kto wie jakich okropności się wtedy naoglądała… Lecz gdy znowu skupił wzrok na panterze doszedł do wniosku, że może faktycznie nie jest to taki do końca żart, bo na pysku tego zwierzęcia malowała się przerażająca wręcz inteligencja i zrozumienie. Mimo to na jego usta nadal cisnęło się pytanie: jak ona zamierzała rozmawiać z panterą?! Niestety Sadik nie za bardzo znał się na rasach innych, niż te najbardziej podobne ludziom - po prostu nigdy nie spotkał żadnego ich przedstawiciela. Przez to nie wiedział, że tak naprawdę na jego barkach stał mężczyzna w ciele pantery, a nie zwykły przerośnięty kot i dlatego ta scena była taka… odrobinkę abstrakcyjna po prostu. Skoro jednak na razie był w pozycji, która nie pozwalała mu partycypować w rozmowie na równych warunkach, zadowolił się słuchaniem. Podobał mu się styl księżniczki - piękny szantażyk, taki w typowo kobiecym stylu. No i gładkie przejście do konkretów: kij i marchewka. Nie podobało mu się co prawda to, że tak beztrosko mówiła o zabiciu go, ale przecież nie miał w tym momencie nic do gadania. Dotarło do niego, że skoro tytułował ją “K’amina”, to nie mógł dyskutować, musiał jej zaufać… Nawet jeśli było to równie trudne co teraz. Nie mógł walczyć z tym kotem, bo wtedy słowa księżniczki straciłyby na znaczeniu i sytuacja stałaby się o wiele bardziej czarno-biała - albo pozbyliby się tej pantery i mogli spokojnie wrócić do Na’Zahiru, albo księżniczka zostałaby z tą bestią sama po tym, jak jej krajan doprowadził kota do furii… Nie, kiepska opcja. "Oby księżniczka była tak zdolną dyplomatką, jak to rozpowiadali mędrcy w pałacu...", prosił tylko w duchu, nadal napinając mięśnie do walki.
Avatar użytkownika
Sadik
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Mniszek, Mitra, Rianell, Rael, Maximilaan,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdyby emanacje oceniać jedynie przez pryzmat ich siły, ta byłaby niemalże niewidoczna. Nie czuć bijącej od niej magii, więc to, że w ogóle daje o sobie w ten sposób znać, zdradza Ci już coś o postaci, którą otacza. Dla niewnikliwego obserwatora staje się jednak zupełnie nieistotna na tle jasnej i błyszczącej kopuły, jaką wokół siebie roztacza. Topazowe blaski przebiegają delikatnie po okolicy, w której panuje naturalna i spokojna cisza. Zapach gorącego piasku i słonego ludzkiego potu miesza się z przyjemną wonią opium, mylącą nieco zmysły i pozostawiającą po sobie łagodny, słodki posmak. Bowiem jak emanacja tak jednolicie żelazna może być jednocześnie tak przyjemna w dotyku, niczym najdroższe tkaniny z dalekich krain? Wyjątkowo twarda, jednak bardziej niż skałę przypomina porządnie naciągnięty materiał namiotu, dzielnie przeciwstawiający się ciepłym powiewom wiatru, dzięki ostrym szpikulcom, mocującym go w ziemi. Puszczone luzem poły tkaniny są giętkie i elastyczne, przelewając się przez palce niczym aksamit, wciąż jednak niemal jednolicie żelazne. A może nie tak zupełnie? Kapka miedzi, ot niewielka plamka, tworzy przyjemny dla oka wzór, zaś jednolity cynkowy spód powoli zmienia się, jakby ktoś spruwał jego nici, przemieniając barwę na nieco bardziej cynową, zapowiadając zmiany.
Wygląd: W Środkowej Alaranii Sadik przyciąga wzrok zdecydowanie bardziej niż w swojej ojczyźnie, gdzie uchodzi za mężczyznę przeciętnej urody. Chodzi oczywiście o ciemny kolor skóry, którego nie można pomylić z opalenizną i te niebieskie oczy, które zdają się wręcz fosforyzować. Resztę dostrzega się zdecydowanie później.
Na pierwszy rzut oka Sadik nie wygląda na żołnierza, ...
(Więcej)

Postprzez Talen » Śr sie 29, 2018 1:34 pm

Talen był wściekły i ta wściekłość malowała się na jego pysku. Niby słuchał słów Mai, ale cały czas patrzył żółtymi ślepiami na mężczyznę. Miał nieodpartą ochotę ugryźć go w ramię wyszarpując mięśnie. Tak to już było, umysł po części zaślepiał mu panterzy temperament. Sapnął głośno, chuchają Sadikowi prosto w twarz gorącym powietrzem z nozdrzy. Matka... Znów mu się przypomniała. A jej widok w głowie osłabił panterołaka. Wsłuchał się w słowa Mai. Czy jej wierzył? Nie wiedział. Ale przecież nie mógł rozszarpać tego... tego... posłańca? Czy kim on tam był. Może i był złym człowiekiem, może i potrafił rozszarpać na strzępy gwałciciela albo mordercę, ale ten tutaj... Jak na razie nic mu nie zrobił. Powalenie go miało uratować Maię. Bał się, że posłaniec jej zagraża, ale ona mówiła co innego. Przez długą, wydawałoby się niekończącą, chwilę przygniatał do ziemi mężczyznę. W końcu sapnął po raz drugi z niezadowoleniem i cofnął łapy. Zrobił kilka kroków w tył i zszedł z bezbronnego mężczyzny. Przez moment stał jako pantera i wpatrywał się w Maię.

Prychnął z niezadowoleniem i pochylił głowę jakby był zmęczony, ale nie, on po prostu przybrał pozycję by się przemienić. Chwilę później stał przed nimi rosły mężczyzna o kruczoczarnych włosach, a na jego twarzy wyraźnie malowała się złość.
- Niby dlaczego mam ci wierzyć, co? - zaczął gniewnie.
- Jaką mam gwarancję, że dostanę to co mi obiecujesz? No jaką! Myślisz, że jest mi wygodnie targać ze sobą kogoś, kto tego nie chce? Myślisz, że o to chodzi w moim życiu, żeby kupować niewolnice i transportować je w świat?! Co?! Tak właśnie o mnie myślisz?! Otóż pragnę ci oświadczyć, że się mylisz! Na tym cholernym targu mógł cię kupić ktokolwiek. Mogłaś trafić do burdelu, do haremu, do cyrku albo jeszcze gorzej. I dziś leżałabyś gdzieś pobita i zgwałcona przez bandę śmierdzących spirytusem oprychów. Otóż "księżniczko" pragnę cię poinformować, że wcale nie uśmiechało mi się cię kupować, ale życie nie jest kolorowe i czasem trzeba robić rzeczy, których się nie chce. Opatrzyłem twoje rany. Dostawałaś jeść i pić. A w tych cholernych lochach uratowałem cię przed tym przeklętym szczurem. Myślisz, że robiłem to wszystko dla pieniędzy? Myślisz, że tylko dlatego opatrzyłem ci ręce? Otóż nie, moja droga. Może ci się wydawać, że jestem tylko bezwzględnym najemnikiem, ale nie. Nie jestem. Po prostu życie zmusiło mnie do takiej, a nie innej roboty. I może cię to dziwić, ale też mam uczucia.
- Powiedz mi, jaką mam gwarancję, że cokolwiek od ciebie dostanę? Masz już swojego kompana, po co ci jeszcze ja? Do obrony? Bo ten tutaj to wygląda raczej miernie - prychnął patrząc na Sadika.
- Chcesz, żeby twój oprawca odtransportował się co twojej krainy? Po co? Pytam się po co? Jaką mam gwarancję, że kiedy usnę, to mnie nie zasztyletujecie? Mówisz, że nie mam nic do stracenia. To prawda tylko po części. Mogę stracić reputację, bo nie dostarczę cię do mojego pracodawcy. Mogę stracić pieniądze. A ty możesz nie dać mi nic. A kiedy wkroczymy do twojego kraju, możesz kazać mnie zamknąć w lochu. Jaki według ciebie mam wybór? Bo według mnie żaden. Mogę cię albo przypiąć do kuli, a twojego towarzysza przywiązać do drzewa, albo po prostu odejść tracąc wszystko. Wytłumacz mi proszę jaki mam inny wybór, bo ja go nie wiedzę - skończył, a ze złości, która się w nim gotowała oddychał niczym po długim biegu. Patrzył teraz Mai prosto w oczy. Dla niego nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji. Po prostu nie było.
Avatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Tristan, Troy, Tauros, Tenebris, Malachi,
Rasa: Panterołak
Aura: Średniej siły aura, która choć złożona z wielu elementów kolorystycznych, jak kobalt, żelazo czy tez barachit, w głównej mierze odsłania się przesyconą miedzią. Konstrukcję tę przysłania szafirowa płachta. Jest bezdźwięczna, a wzrokowe skojarzenie drewnianego dzieła szybko odchodzi w zapomnienie, gdy do nozdrzy dociera silna woń kociego futra. Poza tym, dostrzec jej zwierzęcość można w bardzo giętkich ruchach, ostrych niczym pazury brzegach oraz w gładkości jaką charakteryzuje się sierść czarnej pantery. Jawi się także jako twarda i mimo swojego zdecydowania potrafi od czasu do czasu zatańczyć na języku delikatną pikanterią. Smakuje na języku gorzko i lepi się do podniebienia.
Wygląd: Pantera

W postaci pantery Talen jest potężnym przedstawicielem swojej rasy. Jest naprawdę potężnych rozmiarów. Waży jakieś 160 kg. Od głowy do ogona mierzy mniej więcej 187 cm, a jego ogon jest długi na 75 cm. Ma masywne, szerokie łapy, zakończone długimi, ostrymi pazurami. Jego mięśnie są bardzo rozbudowane, a sierść ma kolor smoły. Choć w dotyku jest bardzo miękka i ...
(Więcej)

Postprzez Maia » N wrz 09, 2018 6:30 pm

        Ukradkiem odetchnęła z ulgą. Pantera wycofała się i zeszła z Sadika, skupiając teraz swoją uwagę na Mai, dobrze… o dziwo. Kolejne mięśnie dziewczyny, ze stresu ciągle napięte niczym struny, powoli rozluźniały się, gdy mężczyzna zmienił postać. Wściekłość na twarzy Talena wcale nie powinna wywoływać w niej takiego uczucia, ale przynajmniej mogła już tę twarz zobaczyć, zamiast czarnej paszczy rozwartej w warkocie, odsłaniającej długie kły. Przemiana zmiennokształtnego była bowiem krokiem w jej stronę, nawet jeśli najemnik wyglądał na ledwie hamującego się przed atakiem szału; to nieistotne. Przeszli już kawał drogi i przyzwyczaiła się do napadów złości mężczyzny, czasem tylko przeplatanych ludzkimi odruchami. Wolała więc tę jego wersję, z którą mogła porozmawiać, niż bestię, która jednym kłapnięciem szczęk mogła pozbawić życia ten skrawek jej przeszłości, który pojawił się nagle pod postacią nazahirskiego posłańca. Życie i zdrowie el-Bihtu nie było jej obojętne, jednak nie mogła sobie teraz pozwolić na spojrzenie w jego stronę, nawet by upewnić się, że nic mu nie jest. Miała też nadzieję, że mężczyzna nie spróbuje zaatakować panterołaka, bo to zaś mogłoby zrujnować całe jej starania.
        Z niemalże spokojnym wyrazem twarzy słuchała wściekłych słów Talena. Nawet pod ludzką postacią prawie warczał, rzucając jej w twarz jednocześnie oskarżenia i wyrzuty, wręcz drwiąc z niej nieustannie w jakiejś zakamuflowanej próbie samoobrony. Znosiła jednak ten wybuch w milczeniu, nie pyskując, jak zwykła czyniła to do tej pory. Sytuacja zmieniła się znacząco i w momencie, w którym Maia dostrzegła najmniejszą szansę na to, że naprawdę może wyjść z tego cało, zmieniła zupełnie swoje postępowanie. Wcześniej mogła wściekać się i szarpać do woli, tak naprawdę wiedząc, że nie ma innego wyjścia, niż podążać za mężczyzną, a jej bunt i złość były po prostu jedyną walką, jaką mogła podjąć. Teraz miała inne wyjście, inne środki. Było coś, co pozwoliło jej się targować, dało cokolwiek, od czego mogła zacząć negocjacje i poczuła się jak ryba w wodzie, niemalże spokojna. Maia stała z wciąż lekko uniesionymi rękami i sztyletem w jednej dłoni, leżącym w niej niemal bezwładnie, przytrzymywany tylko drobnymi palcami, jako sygnał poddania. Nie przerywała Talenowi, nawet nie próbowała zabrać głosu w tych krótkich przerwach, jakie najemnik robił na nabranie oddechu, nim znów wznawiał swoją tyradę. Nawet gdy skończył, milczała jeszcze kilka chwil, pokazując swoją wyższość, jak ją nauczono, a gdy się odezwała, mówiła dźwięcznym, pewnym głosem.
        - Nie musisz mi wierzyć, Talen, ani ufać. Jeszcze nie. Oczywiście, że próbowałam uciekać. Oczywiście, że z tobą walczyłam, chodziło o moje życie, nadal jest ono stawką. Gwarancją zaś jest tylko moje słowo. Ale widzisz, właśnie dlatego ci je daję, bo nie myślę o tobie tak, jak mi to zarzucasz. Miałam okazję zobaczyć, że nie jesteś zły do szpiku kości i właśnie dlatego ci to proponuję. Jesteś dobrym wojownikiem, może dobrym człowiekiem. Pokaż mi to. Jedź ze mną do Na’Zahiru. Pomóż mi w drodze, a później objąć tron, a w zamian otrzymaj to, co zechcesz. Daję ci moje słowo, wiem, że to dla ciebie może być niewiele, ale w tej chwili to wszystko, co mam, że nie skażę cię ani w żaden sposób nie każę ukarać za twoje dotychczasowe uczynki. To jest krok z mojej strony, bo, Talen, jakkolwiek starannie mnie nie opatrzyłeś, wciąż prowadziłeś mnie na sprzedaż, nie zapominaj o tym. Ja nie zapomnę, ale też nie będę wyciągała konsekwencji, jeśli tu i teraz podejmiemy współpracę. K’un Sadik, twój pierścień – powiedziała nagle, niemal tym samym tonem, nie spoglądając na strażnika, a jedynie wolnym, pełnym gracji ruchem, wyciągając dłoń w jego stronę, w naturalnym odruchu oczekując posłuszeństwa.
        Ryzykowała. Każdy strażnik rozpoczynający służbę w Pałacu otrzymywał od Króla pierścień, jako przypomnienie o lojalności, działającej w jedną i drugą stronę. Gwardia pałacowa nie musiała się ukrywać, więc ozdoba nie przeszkadzała w wykonywaniu obowiązków, a wysadzana wielkim rubinem była dowodem przynależności i znakiem przywilejów. Za kamień takiej jakości można było postawić dom. Pytanie jednak, czy Sadik go posiadał. Wiedziała, że jest ze straży, ale nie pamiętała go tak dobrze, a chociaż teraz przedstawił się, jako wysłannik stricte pałacowy, nie zdołała zobaczyć dowodu, gdy pięść z pierścieniem królewskim skryta była pod dłonią zdobioną jedynie znakiem rodowym. Lepiej jednak dla niego, żeby miał dowód na swoje słowa, zarówno dlatego, że za podszywanie się pod strażnika pałacowego może stracić głowę, jak również dlatego, że w tej chwili musiałby oddać pierścień ojca. Maia potrzebowała czegoś dla poparcia swych słów. Na szczęście po chwili poczuła delikatny dotyk metalu na dłoni i kątem oka dostrzegając błysk rubinu, ze skrywaną ulgą skierowała pierścień w stronę Talena.
        - Weź go, jako dowód na prawdziwość moich słów. Dołącz do mnie, mając zalążek przyszłego bogactwa, albo odejdź z niczym. To jest twój wybór, bo trzeciego rozwiązania nie ma. Nie dostarczysz mnie żywej tam, gdzie zamierzasz, masz moje słowo. Nie pozwolę na to.
        Dziewczyna dumnie unosiła głowę, pewna tego co powiedziała i z błyskiem zdeterminowania w pustych zazwyczaj oczach. Każde jej słowo było przesiąknięte szczerą prawdą i wręcz namacalną siłą, sugerującą, że Maia jest zdolna naprawdę do wszystkiego, byle tylko postawić na swoim – w tym przypadku nawet zginąć, by nie pozwolić dowieźć się na miejsce. Tylko jej podnosząca się ciężko klatka piersiowa zdradzała zdenerwowanie i zmęczenie księżniczki, która nie nawykła ani do bycia krępowaną i sprzedawaną, ani do długich, pieszych wędrówek i walki o życie w podziemiach, ani do lodowatych kąpieli w rzekach i szaleńczego biegu przez las. Czuła postępujące osłabienie i tak naprawdę ledwie trzymała się na nogach, jednak niezrażona kontynuowała negocjacje o swoje życie. Z wciąż mokrymi włosami, zadrapanym policzkiem, w do bólu zwyczajnych ubraniach, a do tego dwa razy mniejsza niż jej rozmówca nie powinna prezentować się godnie, a jednak tak było. Nie miała innego wyboru. Wóz albo przewóz. W tej sytuacji nie było miejsca na kompromisy.
        - Możemy w tej chwili zacząć od nowa. Decyduj, Talen.
Avatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja odznacza się siłą niezbyt wielką, nie zwraca ona na siebie zbytnio uwagi. Przywodzi na myśl istotę dość młodą. Pulsujące szmaragdowe światło może nieco zaniepokoić swym niecodziennym zachowaniem, aczkolwiek stara się jedynie z każdym mignięciem ukazać swój blask jak najlepiej. Powłoka została wymalowana odcieniem platyny, perfekcyjnie proste kobaltowe linie idące spiralnie ku górze powłoki wprost musiały być stworzone przez profesjonalistę. Mimo swego poważnego tonu w różnych miejscach znajdują się również plamy, nieregularne kompletnie przypadkowe miedziane kleksy. Tu i ówdzie widać również żelazne zarysy jakby ktoś próbował zniszczyć całość. Niesie ze sobą słodką woń perfum, za którą aż chciałoby się podążać. W dotyku miękka i niepewna, gnąca się na wszystkie strony ochoczo prezentująca elastyczność. Ponadto posiadająca ostre krańce, a jednocześnie pokrywa ją aksamitny puch. W smaku natomiast nieprzyjemnie sucha i wywołująca pragnienie.
Wygląd: Maia jest raczej średniego wzrostu (168 cm), chociaż rekompensuje braki wyjątkowo prostą postawą oraz butami na obcasie. To właśnie ta prosta jak struna sylwetka przyciąga uwagę, wyróżniając się spośród wiecznie zgarbionych ludzi. Dziewczyna chodzi z uniesioną wysoko głową nie z powodu pychy, lecz z wychowania. Ruchy ma lekkie i płynne, porusza się miękko na nogach, czemu ... (Więcej)

Postprzez Sadik » Pn paź 08, 2018 7:02 pm

        Słowa Mai dotarły do pantery, która jakby po chwili namysłu i co więcej ze sporym niezadowoleniem cofnęła się i puściła strażnika. Ten nie marnował czasu na niedowierzanie - zaraz podciągnął się na rękach i wysmyknął spod drapieżnego kota nim ten zmienił zdanie. Chwilę później był na nogach i chociaż stanął między napastnikiem a księżniczką, nie sięgnął po broń - negocjacje trwały, pozostawało jedynie zachowanie czujności na wypadek, gdyby jednak dobór argumentów okazał się nietrafiony.
        Przemiana kota w mężczyznę na pierwszy rzut oka nie zrobiła wrażenia na Nazahirczyku - przyglądał się jej bez emocji, choć w duchu opadła mu szczęka. To wyjaśniało jakim cudem pantera była taka olbrzymia - magia. Niewiele podobnych stworzeń widział w życiu Sadik, bo nie ruszał się raczej poza granice stolicy swego kraju, w którym dominującą rasą byli zdecydowanie ludzie. Lecz z drugiej strony ten tutaj po przemianie do złudzenia przypominał człowieka, łatwo było więc zapomnieć czym tak naprawdę był. Łatwo, lecz wcale nie rozważnie - Sadik nie zamierzał go lekceważyć. Tym bardziej, że gość był wściekły. El-Bihtu jednak nawet powieka nie drgnęła, gdy panterołak wyraził swoją niepochlebną opinię na jego temat. Ba, sprawiał wręcz wrażenie, jakby to w ogóle nie było o nim ani nawet o nikim mu znajomym. Zbyt wiele razy słyszał w rodzinnym Na’Zahirze podobne słowa, by przejmować się, gdy padały one z ust obcego. Dobra, nie popisał się, bo dał się rozbroić, ale to nie był wcale koniec walki - wszystko mogło się różnie potoczyć, gdyby nie Maia, która dla nich obu była bardzo ważna i sama w sobie stanowiła tak dużą wartość, że mogła próbować ich sobie ustawiać. Strażnik słuchał się jej bezwzględnie, a tego obcego musiała do siebie przekonać, a to nie wyglądało na łatwe zadanie, zważywszy na emocje targające tym obcym. Sadik pomyślał jednak kwaśno, że panterołak był wyjątkowo łaskawy, bo w swojej “propozycji” rozwiązania sytuacji chciał go jedynie przywiązać do drzewa, “a mógł zabić”, jak to mówiono w starej anegdotce. Gdy jednak nieznajomy wylał już wszystkie swoje żale i wyartykuował groźby przyszła kolej na księżniczkę, która przemawiała z pewnością siebie godną następczyni tronu. Jakby nad wszystkim panowała, a jej charyzma była tak duża, że nikt postronny nie miałby wątpliwości, że to ta drobna dziewczyna zasługuje na największy respekt spośród tej trójki.

        Maia oczekiwała posłuszeństwa, a Sadik był po to, by te oczekiwania spełnić, bo może nie był zwykłym służącym, ale jedną zasadę wpajano wszystkim mieszkańcom pałacu bez wyjątku: bezwzględnie słuchać się rodziny królewskiej. Dlatego gdy tylko księżniczka zwróciła się do niego po imieniu, on momentalnie na nią spojrzał i zaraz był gotów spełnić polecenie. Chociaż jego palce zdobiło kilka różnych pierścieni, on nie musiał pytać, który konkretnie Maia sobie życzy - to było oczywiste zważywszy na kontekst rozmowy. Sadik poczuł jednak w głębi serca wyraźne ukłucie, gdy padło to polecenie - strażnicy z dumą nosili symbol swojej profesji i odebranie im go stanowiło znaczny dyshonor, prawie jakby równocześnie pozbawiano ich pozycji. Jednak el-Bihtu szybko stłumił żal i wątpliwości tłumacząc sobie, że księżniczka wie co robi i jego uczucia mają niewielkie znaczenie. Natychmiast więc zdjął swój pierścień z rubinem i podał go Mai na dwóch złożonych dłoniach, kłaniając się jej lekko w oznace szacunku. K’amina jednak bez patrzenia wyciągnęła do niego dłoń, więc Sadik błyskawicznie dostosował się do jej gestu i delikatnie podał jej pierścień, po czym nadal trwając w ukłonie odsunął się o krok i dopiero wtedy wyprostował. Odruchowo spojrzał w dół, na swoje dłonie - odrobinę jaśniejszy fragment skóry na serdecznym palcu wyglądał jak niemy wyrzut. ”Ale przecież to wszystko dla dobra kraju”, powtarzał sobie, milcząc gdy księżniczka negocjowała.
        Tymczasem Maia zagrała za wszystko - albo będzie po jej myśli, albo w ogóle. Z jakiegoś powodu chciała zabrać tego mężczyznę ze sobą, a pierścień strażnika posłużył za marchewkę, za dowód na poparcie prawdziwości jej słów… Gdyby byli w Na’Zahirze, nikt nie żądałby gwarancji od księżniczki - jej słowo by wystarczyło. Reakcji tego Talena, jak nazywała go Maia, nie można było jednak przewidzieć, dlatego Sadik dyskretnie cofnął rękę za siebie, po drugi z noży, jaki nosił w kaburze na plecach. Oczami wodził do panterołaka - po którym spodziewał się niebezpieczeństwa - do księżniczki, która mimo swej władczej postawy wyglądała bardzo słabo… Zmieniła się przez te tygodnie nieobecności, jakby schudła i zmarniała. Skoro jednak trafiła do niewoli (co Sadik zamierzał puścić mimo uszu by nie robić jej afrontu), trudno było się dziwić, że odbiło się to na jej kondycji. Nim wrócą do kraju na pewno jej stan się polepszy i będzie prezentować się prawie tak dobrze, jak w momencie, gdy opuszczała kraj.
Avatar użytkownika
Sadik
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Mniszek, Mitra, Rianell, Rael, Maximilaan,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdyby emanacje oceniać jedynie przez pryzmat ich siły, ta byłaby niemalże niewidoczna. Nie czuć bijącej od niej magii, więc to, że w ogóle daje o sobie w ten sposób znać, zdradza Ci już coś o postaci, którą otacza. Dla niewnikliwego obserwatora staje się jednak zupełnie nieistotna na tle jasnej i błyszczącej kopuły, jaką wokół siebie roztacza. Topazowe blaski przebiegają delikatnie po okolicy, w której panuje naturalna i spokojna cisza. Zapach gorącego piasku i słonego ludzkiego potu miesza się z przyjemną wonią opium, mylącą nieco zmysły i pozostawiającą po sobie łagodny, słodki posmak. Bowiem jak emanacja tak jednolicie żelazna może być jednocześnie tak przyjemna w dotyku, niczym najdroższe tkaniny z dalekich krain? Wyjątkowo twarda, jednak bardziej niż skałę przypomina porządnie naciągnięty materiał namiotu, dzielnie przeciwstawiający się ciepłym powiewom wiatru, dzięki ostrym szpikulcom, mocującym go w ziemi. Puszczone luzem poły tkaniny są giętkie i elastyczne, przelewając się przez palce niczym aksamit, wciąż jednak niemal jednolicie żelazne. A może nie tak zupełnie? Kapka miedzi, ot niewielka plamka, tworzy przyjemny dla oka wzór, zaś jednolity cynkowy spód powoli zmienia się, jakby ktoś spruwał jego nici, przemieniając barwę na nieco bardziej cynową, zapowiadając zmiany.
Wygląd: W Środkowej Alaranii Sadik przyciąga wzrok zdecydowanie bardziej niż w swojej ojczyźnie, gdzie uchodzi za mężczyznę przeciętnej urody. Chodzi oczywiście o ciemny kolor skóry, którego nie można pomylić z opalenizną i te niebieskie oczy, które zdają się wręcz fosforyzować. Resztę dostrzega się zdecydowanie później.
Na pierwszy rzut oka Sadik nie wygląda na żołnierza, ...
(Więcej)

Postprzez Talen » Pn paź 08, 2018 11:31 pm

- Nie mam żadnego, ale to ŻADNEGO wyboru! - wrzasnął na Maie z całej siły. Był wściekły do granic możliwości. A Maia pieprzyła głupoty jakich świat nie widział. Nie mógł jej ufać. Nie mógł. I ona to wiedziała, a jednak cały czas gadała i gadała. Już sam jej głos doprowadzał go do szału i ta jej cholerna wyższość. Dla niego była nikim. Nie była żadną, pieprzoną księżniczką. Tylko zwyczajną dziewczyną. Już wolałby usłyszeć coś ze szczerego serca. Normalnego. Mogła poprosić go o wolność, powiedzieć, że nie chce zostać sprzedana, że w końcu i tak ucieknie. To, że wcześniej mu to mówiła, to nic. Mogła powtórzyć, bo to by go ułagodziło. Wolał widzieć ją jako ofiarę. Ale nie. Ona już taka nie była i im bardziej była harda tym bardziej jej nienawidził. Nienawidził tego w jaki sposób się zachowywała. Wielka dama, z wielkiego królestwa. Cholerna księżniczka. Gdyby dał upust swoim pragnieniom, swojej wściekłości, zamiast Sadika ukatrupił by tą małą, wredną i wywyższającą się dziwkę. Ze złości dyszał głośno i mimo ludzkiej postaci bardziej przypominał teraz zwierzę niż człowieka. Nawet swojego strażnika potraktowała jak gówno, każąc mu oddać pierścień. Zmieniła się diametralnie.

- Musisz taka być, prawda? - warknął.
- Walcząca. Nie potrafisz się pogodzić z losem ofiary. A może powinnaś - powiedział bardziej do siebie niż do niej.
- Sama powiedziałaś, że wolisz zginąć walcząc niż się poddać. Może masz rację. Może tak powinno się robić - nadal analizował mówiąc bardziej w przestrzeń niż do niej.
- Co nie zmienia faktu, że kiedy wydaje ci się, że jesteś kimś więcej traktujesz ludzi jak gówno i swoich poddanych. Myślisz, że co? Że twoje słowo jest więcej warte, bo jesteś księżniczką z jakiegoś kraju? Tak myślisz? Prawda? Nie potrafisz inaczej? - Talen przestał wrzeszczeć. Mówił zaskakująco spokojnie i choć nie były to pochlebne słowa, a raczej oskarżenia, ton jego głosu był zupełnie inny niż wcześniej. Międzyczasie panterołak zauważył, że Sadik chowa rękę za plecy, mimo wszystko pozostawał czujny.

- Nawet o tym nie myśl - spojrzał na niego gniewnie - bo rozszarpię ci gardło w ciągu sekundy - zawarczał.
- A twoja księżniczka już nigdy nie zobaczy swojego kraju - ciągle był zły, ale nie gotowało się w nim tak jak na początku. Uspokajał się, choć nie wiedział w jaki sposób. Jego oddech zwolnił. Patrzył raz na Maię, raz na jej chudego strażnika.
- Zwrócę ci wolność pod kilkoma warunkami - rzekł stanowczo.

- Chce równowartość tego ile za ciebie zapłaciłem, plus nadpłatę dla mojego pracodawcy. Poza tym dasz mi tyle złota, bym mógł założyć warsztat i ściągnąć do twojego kraju moją matkę. Ja i ona mamy żyć w spokoju i dostatku do końca naszych dni. Masz jej zapewnić opiekę w razie gdyby była taka potrzeba. Jeśli zginę, masz ją odnaleźć i zapewnić dostatek do końca życia. Jeśli twoje słowo jest tak cenne, to teraz masz mi je dać.
Avatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Tristan, Troy, Tauros, Tenebris, Malachi,
Rasa: Panterołak
Aura: Średniej siły aura, która choć złożona z wielu elementów kolorystycznych, jak kobalt, żelazo czy tez barachit, w głównej mierze odsłania się przesyconą miedzią. Konstrukcję tę przysłania szafirowa płachta. Jest bezdźwięczna, a wzrokowe skojarzenie drewnianego dzieła szybko odchodzi w zapomnienie, gdy do nozdrzy dociera silna woń kociego futra. Poza tym, dostrzec jej zwierzęcość można w bardzo giętkich ruchach, ostrych niczym pazury brzegach oraz w gładkości jaką charakteryzuje się sierść czarnej pantery. Jawi się także jako twarda i mimo swojego zdecydowania potrafi od czasu do czasu zatańczyć na języku delikatną pikanterią. Smakuje na języku gorzko i lepi się do podniebienia.
Wygląd: Pantera

W postaci pantery Talen jest potężnym przedstawicielem swojej rasy. Jest naprawdę potężnych rozmiarów. Waży jakieś 160 kg. Od głowy do ogona mierzy mniej więcej 187 cm, a jego ogon jest długi na 75 cm. Ma masywne, szerokie łapy, zakończone długimi, ostrymi pazurami. Jego mięśnie są bardzo rozbudowane, a sierść ma kolor smoły. Choć w dotyku jest bardzo miękka i ...
(Więcej)

Postprzez Maia » N paź 14, 2018 3:47 pm

        Drgnęła, gdy na nią krzyknął. Nie miała już na to energii ani cierpliwości. Była jednocześnie zła, zmęczona, przestraszona, bezsilna i zirytowana własnym żałosnym położeniem, ale teraz przede wszystkim była zraniona. Bardziej niż więzy raniły jej nadgarstki, ściany podziemi obcierały ramiona i brzuch czy ostre skały dna rzeki kaleczyły stopy. Raniły ją niesprawiedliwe słowa, wywrzaskiwane z nieprawdopodobną wściekłością w jej twarz, podczas gdy ona próbowała zachować spokój i pion jednocześnie. Bolała ją pogarda, z którą Talen na nią spoglądał i to, że w ogóle się tym przejmowała. Nie powinna. Była dla niego nikim i powinna do tego nawyknąć, ale nie umiała. Co gorsza, on zachowywał się, jakby traktowała go tak, jak on traktował ją, od kilku dni na zmianę pomiatając, jak bydłem prowadzonym na targ, i opiekując się z podejrzaną troską. Czysty absurd. Przez moment nawet przemknęła dziewczynie myśl, jak silna jest jej duma i czy wygra z postępującym osłabieniem, nie pozwalając jej za moment zemdleć.
        Spojrzała na niego niedowierzająco, słysząc kolejne słowa i westchnęła cicho, spuszczając nieznacznie głowę. Nie wiedziała skąd w nim tyle złości, ale nie miała siły z nią walczyć. Nie musiała mu nic udowadniać, niech sobie opinię o niej ma, jaką chce. Ona nie była po to, by ją lubić, a po to, by służyć swojemu królestwu. Dlatego jej spojrzenie zawsze było puste i dlatego zawsze będzie.
        - Ty byś nie walczył? – zapytała tylko cicho, miękkim znów głosem, widząc, że mężczyzna się uspokaja.
        Odwróciła jednak twarz, gdy usłyszała, jak to ona traktuje ludzi, jak gówno, powstrzymując się, by nie prychnąć ze złością. Co za arogancki sukinkot. Ale pozwalała mu mówić i wylewać z siebie żale, w głębi duszy zastanawiając się tylko, czy w ogóle dobrze robi, biorąc kogoś takiego ze sobą. Jak mają współpracować po tych słowach, które padły? Ona daje mu propozycję czystej karty, darowania wszelkich żali, a on ma czelność przerzucać winę na nią, tak agresywnie, tak niesprawiedliwie. Przez moment przemknęła jej myśl, że żałuje, że jej po prostu nie zabił. Skończyłoby się to wszystko, ten ból, upokorzenia, ciągła walka. Nie musiałaby się martwić o królestwo; martwi nie mają zmartwień. Ale właśnie dlatego nie mogła. Dlatego walczyła i dlatego trzymała się teraz prosto na miękkich nogach, nadstawiając drugi policzek. Dla swojego królestwa. Tylko to teraz miała i tylko ją miał Na’Zahir.
        Do rzeczywistości przywróciło ją warknięcie Talena. O dziwo nie w jej stronę, jak do tej pory, a w stronę Sadika, na którego spojrzała. Cofał właśnie dłoń zza pleców, gdzie skryty miał drugi sztylet. Skinęła mu głową, że wszystko jest w porządku. Nie było, ale nie dałby sobie rady, gdyby postanowił zaatakować panterołaka, zwłaszcza tak wściekłego, jak teraz. Nie chciała jego śmierci, to oczywiste, zwłaszcza tak bezsensownej. Wróciła spojrzeniem do Talena, który zaczął stawiać warunki. Słuchała uważnie i spokojnie, rozważając je na bieżąco, jeden po drugim.
        - Zgadzam się na wszystko, poza jednym – powiedziała spokojnie, wiedząc, że igra z bestią. – Dostaniesz swoje wydane pieniądze, nawet z nadwyżką, jeśli tego chcesz, ale nie zapłacę temu, kto miał mnie kupić – stwierdziła chłodno. – Jeśli chcesz założyć warsztat w Na’Zahirze pomogę ci w tym, jak tylko będę mogła, twojej matce również. Jestem gotowa spełnić wszystkie Twoje żądania, poza tym jednym, masz na to moje słowo, jakkolwiek niewiele dla ciebie nie znaczy. Przestań jednak proszę wymachiwać moim pochodzeniem, nigdy nie zachowywałam się wobec ciebie z wyższością i nie robię tego teraz, ale nie oczekuj, że człowiek, który miał mnie kupić dostanie ode mnie złamanego ruena.
        Maia mówiła spokojnie, możliwie ignorując obecność Sadika, która utrudniała sytuację jeszcze bardziej. Lojalność będzie po jej stronie niezależnie od okoliczności, ale łatwiej szanować królową, której nikt nie pędził w łańcuchach na drugi koniec Łuski. Albo przynajmniej, gdy się o tym nie wie. Ale nie miała wyboru, tu musieli być ze sobą do bólu szczerzy, a ona mogła liczyć tylko na to, że strażnik umie trzymać dziób na kłódkę albo że jej poddani uwielbiają ją tak bardzo, jak to zapamiętała, jeśli jednak plotka wydostanie się na dwór.
        - Talen, mówię ci o tym kim jestem, żebyś uwierzył, że mogę ci coś zaoferować i nie są to obietnice bez pokrycia – tłumaczyła znów łagodnie, jakby próbując przedrzeć się do tej części mężczyzny, która przejawiała się tak rzadko i niestety tylko, gdy działa jej się krzywda. – Gdy zaatakowała nas wiwerna mogłam cię zostawić rannego i uciec, ale nie zrobiłam tego, prawda? Próbowałam Ci pomóc. Co z tego, że i tak byś mnie złapał, nie o to chodziło. Nikt nie karze ci mnie lubić, ale nie bądź wobec mnie niesprawiedliwy, gdy ja próbuję być sprawiedliwa wobec ciebie. Masz moje słowo, że cię nie oszukam – dodała na koniec, nie mając już siły na dalsze dyskusje.

        Talen ostatecznie nie wziął pierścienia z jej dłoni, więc Maia skinęła głową i zamknęła na nim palce, opuszczając ręce wzdłuż ciała, razem z tą, trzymającą wciąż ostrze w górze. Dopiero teraz mogła się rozluźnić i ramiona jej opadły, gdy odwracała się w stronę Sadika.
        - Dziękuję k’un Sadik, za twoją pomoc – powiedziała, oddając mu zarówno ostrze, jak i pierścień. Ten ostatni dokładnie w ten sam sposób, w jaki wręczało się go po raz pierwszy, samodzielnie zakładając obrączkę na palec strażnika, jak w wielu innych krajach czynili to małżonkowie. Wiedziała, co oznaczało oddanie pierścienia i doceniała, że mężczyzna nawet się nie zawahał, udowadniając swą lojalność wobec niej, jako następczyni tronu. Teoria bowiem, by z taką lekkością oddał sygnet komukolwiek innemu była zbyt absurdalna, by ją w ogóle rozważać.
        Maia zadarła lekko głowę, spoglądając na chylące się już ku zachodowi słońce i westchnęła cicho. Minął cały dzień, a ona jednocześnie ma wrażenie, jakby dopiero obudziła się pod tamtym drzewem, i jakby miało to miejsce tysiące lat temu.
        - Czy masz gdzieś tu swój obóz? – zapytała swojego strażnika, a po chwili przeniosła wzrok na Talena, jakby jej się coś przypomniało.
        - A co z Jonem? – zdziwiła się. – Został w obozie, czy… - nie dokończyła, zawieszając lekko głos, świadoma że towarzystwo łowcy dusz było przypadkowe i mogło się urwać w każdej chwili. Skoro więc Talen przybył tutaj sam, odpowiedź nasuwała się sama. Wciąż jednak pozostawili chyba za sobą obozowisko i konia panterołaka, po którego ten z pewnością będzie chciał wrócić.
Avatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja odznacza się siłą niezbyt wielką, nie zwraca ona na siebie zbytnio uwagi. Przywodzi na myśl istotę dość młodą. Pulsujące szmaragdowe światło może nieco zaniepokoić swym niecodziennym zachowaniem, aczkolwiek stara się jedynie z każdym mignięciem ukazać swój blask jak najlepiej. Powłoka została wymalowana odcieniem platyny, perfekcyjnie proste kobaltowe linie idące spiralnie ku górze powłoki wprost musiały być stworzone przez profesjonalistę. Mimo swego poważnego tonu w różnych miejscach znajdują się również plamy, nieregularne kompletnie przypadkowe miedziane kleksy. Tu i ówdzie widać również żelazne zarysy jakby ktoś próbował zniszczyć całość. Niesie ze sobą słodką woń perfum, za którą aż chciałoby się podążać. W dotyku miękka i niepewna, gnąca się na wszystkie strony ochoczo prezentująca elastyczność. Ponadto posiadająca ostre krańce, a jednocześnie pokrywa ją aksamitny puch. W smaku natomiast nieprzyjemnie sucha i wywołująca pragnienie.
Wygląd: Maia jest raczej średniego wzrostu (168 cm), chociaż rekompensuje braki wyjątkowo prostą postawą oraz butami na obcasie. To właśnie ta prosta jak struna sylwetka przyciąga uwagę, wyróżniając się spośród wiecznie zgarbionych ludzi. Dziewczyna chodzi z uniesioną wysoko głową nie z powodu pychy, lecz z wychowania. Ruchy ma lekkie i płynne, porusza się miękko na nogach, czemu ... (Więcej)


Powrót do Równina Maurat

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron