Szczyty Fellarionu[Trakt Rododendronia-Rapsodia] Transport rannej

Pokryte wiecznym śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Legendy mówią, że gdzieś w jednej z górskich dolin znajduje się sekretna wioska zamieszkała przez skrzydlatych ludzi. Nie są oni aniołami, ani demonami, posiadają jednak ogromne pierzaste skrzydła. Księgi mówią również że mają oni niezwykła moc uzdrawiania, jednak nikt nigdy nie spotkał tych tajemniczych sworzeń.
Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Re: [Trakt Rododendronia-Rapsodia] Transport rannej

Post autor: Safira » 7 miesiące temu

- Za... wiem, że chcesz pomóc, a ja ci tego nie ułatwiam. Po prostu nie chciałabym być dla nikogo balastem, a tak właśnie się w tej chwili czuję. Staram się pomagać jak mogę, jednak wciąż mam wrażenie, że moje starania tak naprawdę nie mają znaczenia. Że wszyscy poradziliby sobie lepiej beze mnie, zwłaszcza Malachi... - Safira za późno ugryzła się w język. Właściwie nie miała pojęcia czemu tak otworzyła się przed Azajaszem, może to była choroba, a może po prostu nie mogła już wytrzymać duszenia tego wszystkiego w sobie, a mężczyzna akurat się "nawinął".

Jakiś czas znów jechali w milczeniu, a anielica przymknęła oczy i skupiła się na krokach wierzchowca. Rana nieprzyjemnie ją piekła i promieniowało od niej ciepło. Z każdą chwilą było jej coraz cieplej, a skóra stawała się wrażliwsza. Chyba mam gorączkę - pomyślała. Sięgnęła ręką do kołnierza i spróbowała go trochę poluźnić, by wpuścić chłodne powietrze pod bluzkę, ale na niewiele to się zdało. Czuła jak robi się mokra na plecach, a materiał przykleja się do jej skóry. Oddychało jej się z trudem, jakby ktoś położył ciężki kamień na jej piersi.

- Gorąco... - powiedziała w końcu.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 7 miesiące temu

- Nie sądzę by tak było - odparł, choć za każdym razem kiedy słyszał z jej ust imię "Malachi" bolało. Musiał jednak sprawiać pozory, że zupełnie go to nie obchodzi. Nie chciał się zdradzić, że jest zazdrosny o dowódcę, to wiązałby się bezpośrednio z wyjawieniem swoich własnych uczuć.

- Malachi na pewno tak o tobie nie myśli, raczej jest ci wdzięczny za to co robisz dla drużyny. Nikt nie ma cię za balast, ja też nie. Jestem tu bo... Bo chcę. Nikt nie kazał mi z tobą jechać - wyznał - Malachi też nie. I nie czuję byś była dla mnie ciężarem. Każdemu z nas mogło się to przytrafić, każdego z nas mogła trafić ta strzała. Jesteśmy drużyną, musimy o siebie dbać, mamy tylko siebie, tutaj, na ziemi, w tej misji - nie chciał tak bezpośrednio mówić tylko o sobie, wolał użyć drużyny do wyjaśnienia jej, że wcale nie ma jej za ciężar.

- Nie oczekuje, że zaczniesz mnie lubić - rzekł w końcu - wystarczy, że będziesz mnie tolerować. Nigdy nie chciałem dla ciebie źle. Nadal nie chcę. Ja wiem, że to wszystko nie jest komfortowe, że mogę cię krępować, ale nie robię tego specjalnie. Nie chciałem byś jechała sama, bo zemdlałaś już kilka razy. Przywiązałem się do ciebie sznurem z tego samego powodu, nie dlatego, żeby było ci źle - Azajasz znów powiedział znacznie więcej niż mówił na co dzień. Ale to był chyba jedyny sposób, by cokolwiek między nimi zmienić. Po całej tej przemowie zamilkł na dłuższą chwilę. Nie miał jednak wrażenia, że Safira go zbywa, raczej zrzucił to na karb zmęczenia. Z resztą słońce było już co raz niżej nad horyzontem i należało się zatrzymać na nocleg. Docierali właśnie do niewielkiego zagajnika, który rósł po ich lewej stronie, zasłaniając widok na góry. Wtedy Azajasz usłyszał słowa anielicy.

- Zaraz się zatrzymamy - zapewnił. W chwilę później stali już przy zagajniku. Ciemnowłosy odwiązał linę, którą byli opasani i przerzucił przez Karego. Potem zeskoczył z konia i pomógł zejść Safirze. Dopiero teraz miał okazję na nią spojrzeć. Miała czerwone policzki, a pot lał się z jej skroni. Na koszuli było widać mokre plamy. Dotknął dłonią jej czoła.

- Jesteś rozpalona - stwierdził, jego głos starał się nie wyrażać zbytniego przejęcia, jednak w rzeczywistości bardzo się zmartwił.
- Chodź, musisz usiąść - chwycił jej rękę i przerzucił sobie przez ramię. Podprowadził ją do najbliższego drzewa i posadził przy jego pniu opierając jej plecy o twardą korę. Azajasz nie był mistrzem żadnej magii, ale na poziomie adepta też szło trochę zdziałać. Wiedział, że nie wyleczy jej rany, skoro nie zrobili tego nawet magowie z twierdzy, ale mógł chociaż spróbować ulżyć jej w gorączce. Uklęknął przy niej i chwycił ją za rękę. Był przekonany, że mu się wyrwie, ale chyba była na to zbyt zmęczona. Niebiesko-zielone światło popłynęło z jego dłoni przenosząc się na dłoń Safiry. Nic nie mówił, po prostu siedział i próbował choć trochę pomóc jasnowłosej. Czuł jednak opór jaki stawiały wszelkie pokłady magii w niej drzemiące. Jeszcze nigdy się z tym nie spotkał. Używał całej swojej woli by przekazać zaklęcie, jednak miał wrażenie jakby leczył znacznie większe dolegliwości niż tylko gorączkę. W końcu wyczerpał wszelkie pokłady magii i puścił jej dłoń. Safira siedziała oparta o pień z zamkniętymi oczami. Dotknął jej policzka, był czerwony, ale nie tak gorący jak wcześniej.

- Zaraz wrócę - oznajmił i wstał. Poczuł lekki zawrót głowy, ale zaraz się otrząsnął. Podszedł do koni, ale nie rozsiodłał ich, nie miał teraz na to czasu. Odpiął od Gniadego futro na którym wcześniej siedziała dziewczyna i koc, który wisiał po drugiej stronie rumaka. Wrócił do Safiry i rozłożył futro niedaleko.

- Musisz się położyć - powiedział, ale Safira tylko uchyliła powieki. Ostatecznie musiał przetransportować ją na posłanie i tak właśnie zrobił. Ułożył ją na futrze, a koc zwinął i podłożył jej pod głowę. Potem wstał i poszedł po bukłak z wodą, w jukach miał zapas świeżych, płóciennych bandaży, nasączył jeden z nich zimną wodą i położył na czole jasnowłosej.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 3 miesiące temu

Proces leczenia nie należał do najprzyjemniejszych. Safira czuła jakby wdzierała się w nią jakaś obca siła i jej ciało próbowało za wszelką cenę się temu oprzeć. W niczym nie przypominało to łagodnego światła obmywającego jej rany. Z trudem powstrzymała odruch odepchnięcia Azajasza - wiedziała, że chciał dobrze i próbował jej pomóc. Gdy zakończył swoje czarowanie poczuła ulgę, a jednocześnie ogromne zmęczenie. Niemniej temperatura jej ciała spadła i przestała się pocić.

Nie miała już siły protestować, gdy mężczyzna postanowił ją ułożyć na kocu. "Tylko na chwilkę" - przekonywała samą siebie, chcąc jak najszybciej ruszyć w dalszą drogę, choć w głębi zdawała sobie sprawę, że odpoczynek potrwa znacznie dłużej, jeśli ma się gdzieś ruszyć o własnych siłach. Gdy niebianin położył jej na czoło mokrą szmatkę, przeszedł ją zimny dreszcz, który wstrząsnął całym jej ciałem, ale po chwili zimny okład okazał się być nawet przyjemny i przynoszący ulgę. Poczuła jak powieki same jej opadają i zamykają się...

Wtem coś zaszeleściło w pobliskiej gęstwinie. Bardziej poczuła i usłyszała, niż zobaczyła jak mięśnie Azajasza naprężają w gotowości na zbliżające się niebezpieczeństwo. Sama nie miała siły nawet by się bronić, przechyliła tylko głowę by zobaczyć co też przyszło ją pożreć. Z krzaków wyłoniło się puchate, przypominające jeża stworzonko - Kirpi. Zwierzak zatrzymał się w bezpiecznej odległości i uniósł nosek do góry nawąchując. Ocena chyba wypadła pozytywnie, bo po dłuższej chwili przybysz podreptał w stronę Safiry i wyciągnął nosek w jej stronę, tym razem sprawdzając zapach z bliska. Niebianka poczuła nagle na swoim policzku jego wilgotny język i wzdrgynęła się gdy poczuła łaskotki. Kirpi odsunęło się od niej i przeniosło spojrzenie swoich rozbrajających ślepków na Azajasza. Wyglądało na przejęte i zmartwione.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 3 miesiące temu

Sytuacja była bardzo pilna. Azajasz nie miał pojęcia jak szybko będą w stanie dojechać do Rapsodii, ale wiedział, że muszą to zrobić jak najszybciej. Z Safirą było źle i widział to doskonale, jego magia była kroplą w morzu potrzeb. Mógł uśmierzyć ból, pomóc w gorączce, wspomóc pracę narządów, ale to wszystko, nie miał mocy by ją wyleczyć. Nie miał takiej siły. Musieli więc dotrzeć do sąsiedniego kraju tak szybko jak to było możliwe.

Mimo tego, że żywił do Safiry głębokie uczucia i najchętniej po prostu usiadłby przy niej, to jednak jego racjonalny umysł powtarzał mu, że w ten sposób nie tylko się zdradzi, ale też zawali misję. Trzeba było rozbić obóz, rozsiodłać konie, nakarmić je i napoić. Rozpalić ognisko i tak dalej, i tak dalej. Tak naprawdę Azajasz był w tej chwili zdany tylko na siebie. Nie pierwszy raz z resztą. Był dobrym organizatorem, myślał naprzód, wiele rzeczy planował w drodze, a nawet jeżeli jego plany coś pokrzyżowało to i tak potrafił wybrnąć z sytuacji.

Zrobił więc wszystko to, co sobie zaplanował. Konie rozsiodłał i przypiął niedaleko na polanie, by mogły coś zjeść, z pobliskiego strumyka przyniósł im wodę i napoił je. Azajasz nie był przecież bez serca, lubił konie, lubił zwierzęta. Przez kilka sekund stał przy Gniadym i gładził go po szyi. Na razie o Safirę się nie martwił. Została z kirpi, a one były przyjaźnie nastawione do człowieka. Owszem, kiedy stworzonko wyłoniło się z krzaków Azajasz przeraził się i już trzymał w pogotowiu sztylet. Na szczęście był to fałszywy alarm.

Myśli o chorobie i stanie Safiry były niezwykle uciążliwe, ale starał się je przeganiać, bo zamartwianie się tylko przeszkadzało mu w codziennych czynnościach. Azajasz na krótką chwilę zniknął w lesie, by nazbierać chrustu na ognisko, kiedy wrócił Safira nadal leżała na posłaniu, a w jej bok wtulony był mały kirpi. Anioł rozpalił ogień i zawiesił nad nim mały kociołek z wodą, do środka wrzucił trochę suszonego mięsa, ziół i suszonych warzyw, żeby ugotować coś w rodzaju zupy.

Słońce było już tuż nad horyzontem, za kilka chwil miało się schować całkowicie i obwieścić nastanie zmroku. Azajasz siedział ze skrzyżowanymi nogami na ziemi i wpatrywał się w płomienie ogniska. W tej chwili miał w głowie jednocześnie pustkę i natłok myśli, sam nie wiedział jak to było możliwe. W jednej sekundzie czuł w sobie pustą przestrzeń, aby w drugiej uporczywe myśli zalewały jego umysł. Nagle poczuł, że coś dotyka jego łokcia, odwrócił się gwałtownie myśląc, że to Safira, ale kiedy spojrzał za siebie zobaczył, że anielica śpi. Przeniósł wzrok niżej i dostrzegł, że na trawie siedzi to samo stworzonko, co przed chwilą przy Safirze.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Jesteś głodny, co? - dodał i jego głos nagle zmienił barwę. Kirpi otarł się bokiem o bok anioła, delikatnie, tak by nie drażnić kolcami.
- Ale wiesz, że my też mamy ograniczone zapasy? - mówił mężczyzna, a stworzonko zaczęło wdrapywać się mu na kolana.
- Ej, ej, gdzie... - nie zdążył nic powiedzieć bo kirpi już siedział na jego nogach. Azajasz wywrócił oczami po czym pochylił się w stronę torby leżącej niedaleko. Wyjął z niej kawałek chleba i rozerwał go na mniejsze cząstki. Kirpi zaczął intensywnie wąchać powietrze i szybko wyciągnął pyszczek w stronę jedzenia. Anioł podzieli się z nim chlebem. Przyglądał się jak zwierzątko je i doszedł do wniosku, że taki widok w pewien sposób go uspokaja. Kiedy kirpi się najadł i chciał ułożyć do snu na nogach Azajasza, ten uśmiechnął się pod nosem.
- Nie, nie kolego, ja muszę wstać - ostrożnie chwycił zwierzę pod brzuszek i przestawił je na ziemię. Wstał i podszedł do Safiry. Była trupio blada, włosy miała potargane i wyglądała na wykończoną.
- Safi... Safira... - powiedział cicho i lekko potrząsnął jej ramieniem. Chciał ją obudzić, żeby coś zjadła, a potem ułożyłby ją z powrotem na posłaniu.
- Obudź się - dodał miękko.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 1 miesiąc temu

Ktoś szturchał ją w ramię, próbując wyrwać z błogiego snu. Nie chciała wracać do rzeczywistości, jednak potrząsanie ostatecznie ją do niej przywróciło. Safira z trudem rozchyliła klejące się powieki. Pochylał się nad nią dojrzały mężczyzna i coś mówił, ale choć słowa docierały do jej uszu, nie potrafiła w tej chwili zrozumieć ich sensu. Zupełnie jakby mówił w obcym dla niej jęzku.

- Już wstaję tato - powiedziała zaspanym głosem i z trudem podniosła się do pozycji siedzącej, po czym przeciągnęła się ziewając niczym chłop. Czuła tępy ból mięśni, musiała się chyba wczoraj przepracować pomagając ojcu. Kobieta przetarła zaropiałe oczy i rozejrzała się dookoła. Coś jej nie pasowało w całej tej sytuacji. Nagle dotarło do niej, że nie była w swoim pokoju... tylko dlaczego nocowali w lesie? Wróciła wzrokiem do ojca by zapytać go o tą kwestię i zamarła w pół słowa. Mężczyzna pochylający się nad nią, nie był jej rodzicielem - Kim jesteś? - zapytała odsuwając się od niego. Nie rozpoznawała go, ale nie wyglądał na agresywnego, raczej miał zmartwioną minę.

Nagle wyraz twarzy anielicy zmienił się, a na jej skórę powróciły zdrowsze kolory, choć wciąż pozostawała nieco blada. Zamrugała kilka razy oczami, jakby chciała pozbyć się z nich jakiegoś pyłku, po czym odezwała się do zdezorientowanego anioła jakby cała poprzednia sytuacja w ogóle nie zaistniała:
- Azajasz? Coś się stało? Pora ruszać dalej? Wyglądasz na zmartwionego.

Wzdrygnęła się, gdy coś załaskotała ją w dłoń, spojrzała w tamtą stronę w obawie, że ujrzy jakiegoś pająka, lecz to jedynie kirpi ocierał się o nią.
- Cześć maluchu - powiedziała do niego słodkim głosem, którego zwykle nie używała w stosunku do ludzi. - Co tutaj robisz? Zgubiłeś się? - Zwierzątko wpatrywało się w nią przez chwilę ciekawskim wzrokiem po czym spojrzało w stronę lasu, nasłuchując czegoś. Sprawiało wrażenie jakby na coś czekało, choć może tylko jej się zdawało. Nigdy wcześniej nie znajdowała się tak blisko przedstawiciela tego gatunku i ciężko jej było odczytać jego zachowanie.

Safira spróbowała podnieść się z posłania na którym leżała, ale niemal od razu zakręciło się jej w głowie, a nogi wydawały się być ulepione z waty i w efekcie upadła z powrotem na pośladki, na szczęście grube futro złagodziło upadek i nie obiła sobie tyłka. Z zażenowaniem spuściła wzrok, wstydząc się swojej słabości.
- Przepraszam - wydukała cicho.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 1 miesiąc temu

Azajasz nie wiedział, czy coś się jej śniło, czy choroba zaczęła już mącić jej osąd rzeczywistości. Martwił się, tak czy siak. Nie powiedział nic, gdy wzięła go za ojca, bo kilka sekund później go rozpoznała. Z resztą, już wolał być brany za jej ojca niż za Malachiego.
Kiedy próbowała się podnieść natychmiast chciał ją powstrzymać, ale nie zdążył, bo w ciągu jednej chwili anielica wylądowała z powrotem na posłaniu. Jej kolejne przeprosiny topiły twarde serce Azajasza. Powinno być inaczej, gdyby to był ktoś inny powiedziałby mu, że ma przestać się mazgaić, wziąć w garść i dać mu spokój. Ale to była Safira...
- Nie przepraszaj - powiedział spokojnie - nie musisz, nie masz za co, już ci to mówiłem - dodał.
- Obudziłem cię bo powinnaś coś zjeść - rzekł. Słońce zniknęło już za horyzontem, szarość wieczoru rozjaśniał blask rozpalonego ogniska, w którym rozgrzane drewno wydawało charakterystyczny trzask. Wiał lekki, ciepły wiatr, a noc zapowiadała się na spokojną. Nad ogniskiem gotowała się zupa, była już gotowa i gorąca.

- Muszę cię o coś poprosić Safiro - powiedział poważnie, ale nie lodowato - wiem, że jesteś uparta, wiem, że póki będą się w tobie tlić resztki sił, będziesz próbowała wszystkiego by nie być ode mnie zależną. Będziesz próbowała wstawać, wsiadać na konia, zajmować innymi rzeczami. Ale posłuchaj mnie, to mija się z celem. Osłabiasz się rzeczami, które mogę zrobić sam, czy które mogę zrobić za ciebie i dla ciebie. Zależy mi żebyś dotarła do Rapsodii możliwe jak najsilniejsza. Proszę więc, przestać się opierać i daj mi sobie pomóc. Daj się nakarmić, wsadzić na konia, pomóc w siadaniu i wstawaniu, daj się nosić na rękach. Sama widzisz, że w tej chwili nie jesteś nawet w stanie się podnieść, a założę się, że rano będziesz próbowała o własnych siłach wstać. Obudź mnie, krzycz, szarp, cokolwiek chcesz, ale daj znać kiedy potrzebujesz pomocy, zanim zaczniesz próbować i zanim zaczniesz robić sobie krzywdę. I nie mów mi, że zawsze warto próbować, nie w tej sytuacji, bo teraz możesz liczyć na mnie. Poza tym jestem przekonany, że doskonale wiesz, kiedy jesteś w stanie coś zrobić, a kiedy nie, tylko twoja upartość nie pozwala ci się przyznać do słabości.

- A teraz zapytam wprost, czy mogę przynieść ci kolację i cię nakarmić? Musisz coś zjeść, cokolwiek, twój organizm musi mieć siłę by walczyć.
- I jak się czujesz? Jest ci ciepło? Zimno? Co cię boli i jak bardzo? - Azajasz bardzo starał się być lepszym sobą, troskliwszym, łagodniejszym, mniej surowym. Jak mu się udawało? Nie wiedział. Z jego ust wylewało się niezwykle dużo słów, zrozumiał, że twarde, suche, beznamiętne rozkazy w tym przypadku nie zadziałają. Musiał wykazać się czymś więcej, empatią i dyplomacją, choć nie były to jego mocne strony.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 1 miesiąc temu

Safira z pewnym niedowierzaniem wsłuchiwała się w słowa Azajasza. Odkąd została ranna zachowywał się zupełnie jak nie on. Do tej pory miała go może nie tyle za gbura, co za oziębłego i gruboskórnego osobnika, który raczej nie wykazywał się jakimiś szczególnymi pokładami współczucia, teraz natomiast wyraźnie starał się być dla niej miły. Nie rozumiała dlaczego. Zdarzało się już niejednokrotnie by ktoś z kompani odniósł poważne obrażenia, ale anioł nigdy nie obchodził się z nim w ten sposób. Dlaczego więc w stosunku do niej zachowywał się inaczej? Z jednej strony nie podobało jej się, że traktuje ją po macoszemu, z drugiej była to miła odmiana i szczerze powiedziawszy naprawdę zaczynało brakować jej sił by dłużej udawać, że wszystko jest w porządku i poradzi sobie z zaistniałą sytuacją. Prawdę powiedziawszy po raz pierwszy odkąd została przywrócona do życia jako anielica, bała się o swoje dalsze istnienie.

Kobieta westchnęła, po czym powiedziała cicho pogadzając się z swoim losem:
- Dobrze, możesz mnie nakarmić. - Pomimo swojej niechęci do tego pomysłu, musiała przyznać sama przed sobą, że w tej chwili niezbyt mogła ufać swoim kończynom, a poparzenie się gorącą zupą, czy co tam pichciło się w kotle, było ostatnią rzeczą na jaką miała w tej chwili ochotę.

- Bolą mnie chyba wszystkie mięśnie - wyznała gdy Azajasz wrócił do niej z miską wypełnioną parującą potrawą. - Ale na to nic nie poradzimy chyba, jak widać magia lecząca się nie sprawdza... jest mi zimno, ale to chyba mnie rozgrzeje - skinęła w stronę przygotowanej kolacji.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 1 miesiąc temu

Azajasz z jednej strony starał się myśleć o bieżących sprawach, z drugiej planować dalszą podróż a z trzeciej... Z trzeciej miał ochotę wziąć kilka głębszych oddechów i oczyścić umysł, ale wiedział, że to niestety tak szybko nie nastąpi. Wstał od posłania na którym leżała Safira i ruszył w stronę ogniska. Z juków wyjął drewnianą miskę, chochlę i łyżkę. Do naczynia wlał trochę gorącej zupy i zaniósł ją do rannej anielicy, nie podał jej jednak, odstawił na trawie i ponownie wrócił do miejsca gdzie leżały ich pakunki, wziął kilka z nich, nie rozpakowując i zaniósł je do kobiety, podłożył je pod jej plecy, zakrył kocem i ułożył Safirę tak, by jej kręgosłup swobodnie opierał się o juki. Chodziło o to, by nie musiała marnować sił na utrzymywanie się w siadzie. Gdyby miał jak, podłożyłby też coś pod jej głowę, ale niestety mieli ograniczoną ilość rzeczy. W milczeniu przysiadł obok anielicy. W półmroku jej twarz wydawała się bardziej blada niż w świetle dnia. Bez słowa przyłożył jej dłoń do czoła. Było lodowate. A Azajasz przestawał mieć pomysły jak sprawić, by dziewczynie zrobiło się cieplej. Może jednak miała rację i gorący posiłek, sprawi, że jej krew choć trochę się rozgrzeje. Na razie jednak zupa była tak gorąca, że nie dało się jej jeść, anioł myślał, więc intensywnie jak ulżyć jasnowłosej w bólu.

- Daj rękę - poprosił - lewą - sprecyzował. Safira spojrzała na niego pytająco.
- Proszę, daj rękę - powtórzył. Anielica niepewnie wyciągnęła dłoń do ciemnowłosego. Azajasz chwycił jej rękę w obie dłonie. Jedna ręka służył mu jako podpora, drugą zaczął dotykać wewnętrznej strony jej dłoni. Swój kciuk przesunął w zagłębienie pomiędzy jej kciukiem, a palcem wskazującym i zaczął masować to miejsce kolistymi ruchami. Zdziwiona Safira patrzyła na niego oniemiała.

- Moja żona była uzdrowicielką - zaczął, a jego głos był skupiony, lecz dość cichy - mawiała, że gdy nie działa magia warto spróbować użyć nauki, medycyny, zielarstwa, a nawet alchemii. Opowiadała mi, że na dłoniach i stopach wszyscy mamy receptory, nie do końca rozumiałem co to znaczy, nadal nie rozumiem. Tłumaczyła mi - mówił, powoli masując dłoń kobiety - że mamy na ciele miejsca, które na siebie oddziaływają. Masując odpowiednie miejsce na dłoni, czy stopie można ukoić ból. Nie pamiętam wszystkiego, ale naszą córkę często bolały plecy, nie wiedzieliśmy z jakiej przyczyny. Moja żona masowała jej dłoń, kiedy kładła ją do łóżka, a ona zasypiała. Może w tym przypadku też pomoże na ból - zamilkł, kończąc historię. Wiedział, że w tej chwili powiedział o sobie więcej niż przez ostatnie kilka lat, ale czuł, że nie ma siły kłamać. Mówiąc nie patrzył w twarz Safirze, był skupiony na tym co robił, a jego wzrok utkwiony był we własnej dłoni.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 1 miesiąc temu

Anielica nie miała pojęcia jak się zachować w zaistniałej sytuacji. Nikt nie dotykał jej w ten sposób od... sama nie pamiętała od kiedy. Z pewnością od dawna. Zapewne zarumieniłaby się gdyby nie choroba. Safira potrząsnęła głową, on tylko próbował ją leczyć, na sposób o którym do tej pory nigdy nie słyszała i był przy tym wyjątkowo delikatny. Szybko zapomniała jednak, że w ogóle ją dotyka, gdy wyznał jej.. że miał żonę! Kobieta z trudem powstrzymała się przed rozdziawieniem szeroko buzi.

Azajasz miał żonę i dziecko! Przecież on... no, nie potrafiła sobie wyobrazić kobiety, która wytrzymała by w jego towarzystwie, a co dopiero chciałaby mieć z nim potomka. Przecież to był Azajasz, zimny, oschły... a jeśli... a jeśli to właśnie dlatego taki był? Mówił o nich w czasie przeszłym, więc zapewne już nie żyli. Fiona uczyła ją, że ludzie, a nawet anioły, po stracie bliskich potrafią się dramatycznie zmienić. Niekiedy topią smutki w alkoholu, niekiedy zamykają się w sobie. I że na takie zmiany magia lecząca nie pomaga. Czyżby właśnie tak było w jego przypadku. Zaczęła teraz zastanawiać się czy kiedyś był inny. Bardzo chciałaby zapytać go, co się z nimi stało, ale to byłoby bardzo nietaktowne. Nie wiedziała więc co powiedzieć w ogóle i w efekcie siedzieli tak w milczeniu przez dłuższą chwilę.

- Chyba trochę pomogło - powiedziała w końcu, by wybrnąć jakoś z sytuacji. Faktycznie czuła się lepiej, chociaż była pewna, czy to zasługa masażu, czy też może tego, że mogła oderwać choć na chwilę myśli od swojej przykrej sytuacji. Delikatnie wycofała dłoń i spojrzała w stronę miski z zupą. Już chciała po nią sięgnąć, gdy pochwyciła karcące spojrzenie swojego towarzysza. - No dobrze, czyń honory - rzekła bardziej kąśliwie, aniżeli zamierzała.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 1 miesiąc temu

Siłą rzeczy Azajasz musiał usiąść jeszcze bliżej Safiry, by móc ją nakarmić. Uklęknął i przysiadł opierając pośladki o swoje pięty. Chwycił miskę z zupą i spojrzał na anielice. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się w takiej sytuacji, a już na pewno nie z nią. Nabrał łyżką trochę jedzenia i przysunął ją do ust swojej podopiecznej. Miał poważną minę, jak zwykle z resztą, tylko teraz z zupełnie innych powodów niż na co dzień. Po prostu się martwił. Karmił ją powoli i ostrożnie, nie krzywiła się, więc chyba zupa nie była najgorsza. Bardzo się starał, choć nie mieli ze sobą zbyt wielu składników.

Wokół nich zapadł całkowity mrok, rozświetlał go już tylko blask ogniska. Kiedy Safira skończyła jeść, anioł odłożył miskę na bok i posłał jej bardzo długie spojrzenie, zdecydowanie dłuższe niż powinien. Nagle zorientował się, że wpatruje się w nią w sposób, w jaki nie powinien. Zamrugał kilka razy i wyciągnął do niej rękę, powoli, żeby się nie przestraszyła. Dotknął jej czoła, potem policzka, aż chwycił ją za rękę, lecz nie trwało to długo.
- Nadal jesteś zmarznięta - orzekł i westchnął - musisz leżeć bliżej ogniska - dodał.
- Zabiorę ci spod pleców pakunki, położysz się, a ja przesunę cię bliżej, dobrze? - spytał, a Safira tylko skinęła głową. Azajasz pozabierał juki i inne rzeczy spod pleców anielicy, zostawił tylko zwinięty koc pod jej głową. Leżała na futrze, chwycił je i razem z nią przesunął bliżej ogniska. Nie za blisko, by przypadkiem płomienie nie dotknęły futra na którym leżała, czy samej dziewczyny, ale tak by ogień mocniej ją ogrzewał.
Azajasz usiadł w nogach anielicy.
- Zdejmę ci buty - oznajmił - nie możesz być w nich cały czas. Stopy ci odpadną - rzekł i spojrzał na nią pytająco. Nie chciał ingerować w jej prywatną przestrzeń bez jej zgody, po prostu chciał się nią jak najlepiej zaopiekować.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 2 tygodnie temu

Zupa smakowała nijako. Safira nie wiedziała czy była to właściwość samej potrawy, czy też po prostu straciła apetyt przez chorobę. Przynajmniej nie smakuje źle - pomyślała dzielnie zjadając kolejną porcję serwowaną jej przez opiekuna. Choć początkowo wydawało jej się, że była głodna to po kilku kolejnych łyżkach apetyt przeszedł jej całkowicie. Rozum i doświadczenie podpowiadały jej jednak, że powinna porządnie się najeść, jeśli ma dotrwać do Rapsodii. Pozwoliła się więc dalej się karmić, wchłaniając kolejne zupełnie pozbawione smaku dawki, dopóki nie potrafiła wmusić w siebie kolejnej porcji.

- Dziękuję - powiedziała do Azajasza, gdy ten odstawiał naczynie. Była mu naprawdę wdzięczna za opiekę którą ją otoczył. Wyruszyli dopiero wczoraj, jednak jej wydawało się jakby minęło znacznie więcej czasu. Choć nie chciała tego przyznać, to zapewne sama nie poradziłaby sobie z tą wyprawą. Wprawdzie wolałaby aby towarzyszył jej teraz Malachi... choć może wcale tak nie byłoby lepiej. Dawno już powinna się z niego wyleczyć i może w końcu jej się to uda, skoro nie będzie miała go na wyciągnięcie ręki.

Azajasz okazał się wcale nie gorszym towarzyszem. Zdawał się ją zaskakiwać swoim zachowaniem na każdym niemal kroku. Do tej pory zawsze postrzegała go jako całkiem inny rodzaj osoby - odległy, oziębły, skupiony na sobie i zadaniu - ale może to nie była jego wina a jej? Przecież nigdy nie starała się go lepiej poznać. A jak do tej pory był bardzo dobrym opiekunem, choć ona - jak sama musiała przed sobą przyznać - nie była najlepszą pacjentką. Safira mimowolnie uśmiechnęła do niebianina, gdy ten zabierał pakunki spod jej pleców.

Skinieniem głowy przystała na ofertę zdjęcia jej obuwia, bojąc się, że jej głos ją zdradzi. Na szczęście pozbywanie się butów nie przyprawiło ją o kolejny atak paniki. Gdy stopy były w końcu oswobodzone, wyciągnęła je w stronę ognia. Przyjemne ciepło przeszyło jej ciało i zrobiło jej się nieco lżej.

- Teraz ty zjedz i zajmij się sobą - powiedziała. - Musisz mieć siły żeby targać mnie ze sobą - dodała i zaśmiała się cicho.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 1 tydzień temu

Zobaczył przelotny uśmiech na twarzy anielicy, ale nie wiedział jak go interpretować, mimo wszystko odpowiedział tym samym. Nie winił jej za wszelkiego rodzaju opór. Po pierwsze była wojowniczką i trudno jej było przyznać się do slabości, po drugie... Doskonale wiedział jak postrzegają go inni. Gbur, maruda, niedostępny, zimny. I nie starał się tego zmienić. Bał się to zmienić. Czuł, że jeśli się otworzy nie będzie dobrze. Tak naprawdę to bał się zranienia bardziej niż inni. Dość się już nacierpiał i dość cierpienia widzi. Miał krew piekielnych na rękach, miał na rękach krew swojej rodziny. Bał się z kimkolwiek zaprzyjaźnić, bał się dopuścić kogokolwiek do swojego serca, więc był jaki był. Safira to wszystko zmieniła, zmieniła coś w nim, im bliżej niej był tym trudniej było mu zduszać w sobie do co czuł. Nie - nie była dla niego miła i wiedział, że kocha innego, ale nie Malachi był tu z nią, tylko on - Azajasz. Czuł się skołowany wszystkim co czuł i wszystkim co się działo. W środku miał ogromny bałagan, na szczęście na zewnątrz potrafił wszystko opanować.

Zdjął buty Safiry i odłożył je na bok. Potem przykrył ją kocem, z nadzieją, że teraz, bliżej ognia będzie jej cieplej. Przytaknął kiedy "kazała" mu się sobą zająć. Zajął się więc. Zjadł, choć musiał przyznać, że jego zupa nie była szczególnie smaczna. Pożywna, sycąca i ciepła, ale nic poza tym. Dla niego nie był to problem, ale martwił się o Safirę, ona powinna jeść porządne jedzenie.

Najadł się, potem poszedł nad strumień i umył ich "gary", posprzątał w obozowisku, ogarnął co miał do ogarnięcia, a następnie poszedł sprawdzić co z Safirą. Usiadł niedaleko niej, krzyżując nogi. Nie wiedział, czy dziewczyna śpi, czy ma tylko zamknięte oczy. Ręką dotknął jej czoła tak jak wcześniej. Ciągle było zimne. A on nie wiedział już co robić. Wychłodzenie organizmu równało się ze śmiercią. Chwycił ją za rękę.
- Safira? Safira? - potrząsnął jej dłonią. Jeśli spała, to tak - chciał ją obudzić.
Ostatnio edytowane przez Azajasz 1 tydzień temu, edytowano łącznie 1 raz.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 1 tydzień temu

Safira powinna być zadowolona, że ktoś odwala za nią całą robotę, wcale jednak się tak nie czuła. Wolałaby czuć się przydatna, w tej chwili nie miała jednak innej opcji niż obserwowanie krzątającego się Azajasza. Nawet nie wiedziała kiedy przysnęła. W jednej chwili patrzyła jak niebianin idzie myć naczynia, a w drugiej czuła jak potrząsa nią by ją obudzić. Rozchyliłą powieki i półprzytomnym wzrokiem spojrzała na zatroskany wyraz niebianina.

- Co się dzieje? Atakują nas? - zapytała i odruchowo sięgnęła prawą ręką, na lewo od siebie, gdzie zwykle trzymała swoją broń podczas snu, na wypadek kłopotów. Wymacała tylko trawę. Niepewnie spojrzała w tamtą stronę, zastanawiając się gdzie podział się jej ekwipunek. Nie było go. Z przerażeniem rozejrzała się dookoła i dopiero wtedy przypomniała sobie, że nie obozuje razem z całą kompanią, a jedynie z Azajaszem. Nie wykluczało to oczywiście ataku, zapytała więc ponownie chociaż już z mniejszą obawą w głosie, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu wroga po okolicy - No więc? Co się dzieje?

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 1 tydzień temu

- Nie, nikt nas nie atakuje - wyjaśnił. Ciągle trzymał jej dłoń w swojej, jej skóra była zimna jak górski strumień.
- Safira, jesteś lodowata. Masz skostniałe dłonie - kiedy to powiedział nagle coś jakby go tknęło i spojrzał w dół - i sine... - dodał przerażony. Miała siną, fioletową skórę na dłoniach, a spod niej wydać było cienkie żyły, które przybrały niepokojący niebieski kolor. Azajasz poczuł jak ściska go w żołądku. Nie pomogła zupa, ogień i koc. Co jeszcze mógł zrobić, skoro nie pomagała też magia. W myślach miał tylko jedno zdanie: "Muszę coś zrobić!"
- Nie możesz teraz zasnąć, rozumiesz? Jesteś wychłodzona, jeśli zaśniesz, zapadniesz w śpiączkę, organizm wychłodzi się jeszcze bardziej i umrzesz - powiedział tonem głosu, jakiego nigdy jeszcze nie słyszała. Tak, to ona była uzdrowicielką, ale z pewnością nie myślała jasno, nie przy takich objawach.

- Hej, spójrz na mnie - mówiąc potrząsnął jej dłonią, bo dziewczyna zaczynała zamykać oczy.
- Nie zasypiaj. Zaraz... Zaraz coś wymyślę - w głowie miał pomysł, żeby zagrzać wody w kociołku i dać jej do picia, ale to by zajęło za dużo czasu, musiałby iść nad strumień, przynieś wodę tutaj i czekać aż się podgrzeje. Nie miał na to ani chwili i nie mógł zostawić Safiry samej. Poza tym zupa nie pomogła. Jedynym źródłem ciepła w pobliżu był... on.

Wstał pośpiesznie i ściągnął z siebie najpierw buty potem skórzany napierśnik i tunikę, zostając w samej koszuli i spodniach. Dopadł do juków i wyciągnął z nich koc na którym sam miał spać, chwycił też derkę, którą ściągnął z jednego z koni, po czym wrócił do półprzytomnej Safiry. Rzucił rzeczy na bok.
- Musisz usiąść - oznajmił - pomogę ci, ale musisz usiąść - Anielica wyciągnęła do mężczyzny zdrową rękę. Chwycił ją, ale szybko zrozumiał, że w ten sposób niewiele zdziała, więc koniec końców podłożył drugą rękę pod jej plecy i powoli podniósł ją do pozycji siedzącej. Safira jęknęła z bólu. Nie wiedział już, czy bolała ją rana, czy coś innego. Szybko zarzucił na swoje plecy koc, a nogi Safiry okrył derką. Usiadł za nią, w rozkroku, tak, żeby jej plecy oprzeć o swój tors. Spodziewał się oporu.
- Siedziałaś tak ze mną na koniu, więc proszę, błagam, żadnych ale - mruknął, choć i tak łagodniej niż zwykle. Objął swoimi ramionami jej, a że była od niego sporo mniejsza jego dłonie sięgały do jej dłoni. Schował ich prawie całych pod koc. Dłońmi starał się rozetrzeć skórę na jej sinych rękach.
- Nie zasypiaj - powtórzył po raz kolejny, czuł, że ciało Safiry zwykle stawiające opór teraz zaczyna robić się wiotkie.
- Nie śpij. Mów do mnie. Opowiedz... Opowiedz co robiłaś zanim trafiłaś tutaj, do Rodedendronii.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 1 tydzień temu

Anielica w tej chwili czuła jakby raczej było jej zbyt gorąco, aniżeli za zimno. Nie spodobał jej się więc pomysł dodatkowego okrywania, zwłaszcza, że przecież i tak siedziała blisko ognia, który dawał wystarczająco dużo ciepła. Gdy Azajasz okrył jej stopy derką, skopała ją na ziemię, mrucząc coś pod nosem, o tym, że jest za gorąco. Niebianin jednakże przykrył ją na powrót, a potem oparł ją o swój tors i objął ramionami. Zupełnie nie wiedziała jak ma zareagować na takie traktowanie. W pierwszej chwili chciała mu się wyrwać, będąc przekonana, że dostania zaraz kolejnego napadu paniki. O dziwo ten nie nadszedł. Może była zbyt wyczerpana chorobą, a może zaczynała już przyzwyczajać się do towarzystwa niebianina. Niezależnie która opcja miała miejsce, w tej chwili była zadowolona, że nie musi walczyć o panowanie nad sobą. Zrobiło jej się nawet przyjemnie i z chęcią zasnęłaby na trochę...

Azajasz miał chyba jednak inne plany.
- Co? Teraz mam ci o tym opowiadać? Późno już... lepiej chodźmy spać - powiedziała próbując lepiej się umościć, jednak anioł zdecydowanie nią potrząsnął i kazał do siebie mówić, jednocześnie rozcierając jej dłonie. Prychnęła na niego niczym rozdrażniony kot, ale podjęła rozmowę. - Już ci mówiłam. Głównie korzystałam z moich talentów magicznych by nieść pomoc ludziom. Leczyłam rany, choroby, pomagałam przy porodach. Czasem strzegłam jakichś ważnych osobistości i służyłam im radom. Było mi w sumie dobrze... jednak moja nauczycielka doszła do wniosku, że zbyt dużo czasu spędzam sama i tak oto znalazłam się w kompani Malachiego. "Żeby mieć więcej towarzystwa" - zacytowała. - No i mam... wpakowali mi nie wiadomo jaką strzałę i teraz dzieje się ze mną coś dziwnego. Nawet nie mogę użyć swoich mocy - rzekła gorzko. - A chciałam tylko nieść pomoc, po co mi to wszystko? Czemu wszyscy nie mogą być... no wiesz, po prostu dla siebie mili?

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 19 godziny temu

Azajasz chyba nigdy, o nikogo tak bardzo się nie martwił. Kiedy był żonaty, kiedy miał dzieci, myślał inaczej. Oczywiście każdy poród sprawiał, że pocił się i denerwował, ale wiedział, że zarówno on, jak i jego żona, a także ci, którzy się nią opiekowali mieli moce i w każdej chwili mogli wesprzeć rodzącą i dziecko. Teraz było inaczej, teraz magia nie działała, została nadzieja i wszystko co ludzkie. Zioła, medycyna, logika, zdrowy rozsądek, nauka, nic poza tym, żadnego dodatkowego wsparcia. Nie mógł myśleć jak anioł, bo aniołowie choroby i rany leczyli błogosławieństwami i magią, w tej chwili jednak musiał myśleć przyziemnie. Być bardziej człowiekiem niż niebianieniem.

- Nie mam pojęcia dlaczego ludzie są dla siebie wrogami. Dość mamy przeciwników wśród diabłów i potworów. Wiem, że ludzie stają po stronie zła z różnych powodów, czasem piekielni wodzą ich za nos, a czasem robią to inni ludzie. Wiem też, że nie wszyscy są źli, są też, dobrzy. Jak ty - to ostatnie powiedział, choć Safira nie była już człowiekiem, jednak dzięki jej aurze rozumiał, że wcześniej nie była aniołem, musiała więc być na wskroś dobra, skoro się nim stała.

- Wiem, że wiele zależy od wychowania, od tego gdzie ktoś dorasta, jaką opieką jest otoczony, co widzi kiedy jest dzieckiem i z czego bierze przykład - mówił cały czas masując dłonie anielicy. Robił to już machinalnie. Im dłużej to trwało tym bardziej wydawało mu się naturalne, jakby właśnie do tego był powołany, do opieki nad nią. Ta myśl przemknęła mu przez głowę i poczuł nieznane ukłucie w sercu. Nie wiedział, czy jest ono dobre, czy wręcz przeciwnie. Było zupełnie obce.
Kilka sekund później zorientował się, że dłonie Safiry zrobiły się cieplejsze, dotknął palcami jej nadgarstka by sprawdzić puls. Tylko to mu pozostało, chwytać się takich sposobów. Normalnie sprawdzał takie rzeczy magicznie, ale jej ciało odrzucało jego magię. Tętno miała miarowe, spokojne, lecz nie za niskie. Choć oceniał to rzecz jasna “na oko”. Poczuł, że głowa anielicy opada mu na pierś. Usnęła. Nie budził jej, skoro dłonie miała cieplejsze, krew w jej żyłach zaczęła się rozgrzewać.

Siedział w niewygodnej pozycji bez oparcia dla pleców, ale bał się ruszyć. Bał się, że gdy ją zostawi ona… Ona odejdzie, we śnie, po cichu. Wiedział, że tej nocy raczej nie zaśnie, że będzie jej pilnował do świtu. Nadal ją obejmował, ale nie pocierał już jej skóry, teraz gładził ją delikatnie, cały czas sprawdzając, czy robi się cieplejsza.

Tylko nie odchodź, proszę - pomyślał - Obiecuję, że nie będę cię do niczego zmuszał, że będę przy tobie.. Obok. Spróbuję cię chronić. Chcę żebyś żyła i była szczęśliwa. Panie, błagam nie odbieraj jej życia, to nie jest jej czas - zaczął się modlić, szybko jednak zrozumiał, że nie może tak myśleć.

Oddam swoje życie za jej. Mnie już nic nie czeka, a ona może uzdrowić setki istnień, przynieść im radość. A jeśli taka Twoja wola i chcesz zabrać ją do Arkadii, błagam, niech zazna tam wszystkiego czego nie miała tutaj. Niech zapomni o tym co ją bolało. Panie, wiem, że jestem samolubny chcą zostawić ją przy sobie. Wiem, że nie powinienem, że nie mogę sprzeciwiać się Twojej woli, a mimo to chciałabym widzieć ją szczęśliwą, niezależnie z kim. Nie jestem idealnym aniołem Panie, wybacz mi. Wypełniałem swoją misję najlepiej jak potrafiłem. Chroniłem Alaranię przed Piekielnymi z całą siłą jaką w sobie nosiłem. Czy teraz mam mieć inne zadanie? Czy teraz to ona ma nim być? Chciałabym poznać odpowiedzi, ale wiem, że to niemożliwe. Cokolwiek zdecydujesz, o Najwyższy, przyjmę Twoją wolę, nawet tą, która mi ją odbierze - od dawna nie modlił się tak gorliwie, ale tym razem przyszło mu to z niezwykłą łatwością. Jakby zniknęła cała jego posępność, cały gniew, bariera, którą się otoczył. Czyżby stał się właśnie nowym człowiekiem? Gdzie podziały się jego sarkastyczne myśli, gdzie nienawiść do całego świata, gdzie chęć odepchnięcia od siebie wszystkich ludzi i uczuć? Zamknął na chwilę oczy i wziął kilka głębszych oddechów. Poczuł, że zaczyna boleć go kark, a plecy sztywnieją. Niewygodna pozycja stawała się coraz trudniejsza do zniesienia. Zapewne gdyby chciał wytrzymałby tak do rana, ale doszedł do wniosku, że nie tylko on zaraz nabawi się bólu karku, ale Safira także. Jej głowa opadła na bok i nie sądził by było jej wygodnie. Po prostu nie była w stanie się obudzić. Azajasz dopiero teraz poczuł, że całe plecy ma mokre od potu. Był tak zaaprobowany rozgrzewaniem Safiry, że zapomniał o sobie i właśnie dotarło do niego, że jest mu zbyt ciepło.

Przesunął się do tyłu, kładąc powoli głowę Safiry na posłaniu. Nie zamierzał jednak zostawiać jej tej nocy. Oszalałaby ze strachu i nerwów siedząc i co chwilę sprawdzając czy żyje. Pod grubym okryciem nie widziałby jej klatki piersiowej, musiałby ciągle sprawdzać jej puls. Nie wiedział co będzie rano, nie miał pojęcia co stanie się po przebudzeniu, być może za to co zamierzał zrobić Safira go znienawidzi, ale mimo to nie zamierzał zrezygnować. Ważne by przetrwała kolejną noc, ważne by rankiem otworzyła oczy.

Azajasz dorzucił do ogniska sporo drewna. Chciał, by paliło się jak najdłużej. Gruby konar miał zapewnić ciepło przez dłuższy czas. Anioł spojrzał na nadal bladą twarz jasnowłosej. I choć modląc się powtarzał, że przyjmie każdą wolę Pana, w głowie brzmiały mu słowa “Nie umieraj”. Przełknął głośno ślinę i podszedł do posłania. Położył się obok anielicy, na plecach. Podsunął jej ramię pod głowę, a potem objął obiema rękami. Jej dłoń położył sobie na klatce piersiowej, a jej głowa ostatecznie wylądowała na jego torsie.

Wiedział, że to niewłaściwe, że nie miał prawa jej obejmować, nie miał prawa przy niej spać, ale tylko tak mógł ją ogrzewać i jednocześnie przez cały czas sprawdzać, czy oddycha, czy potrzebuje pomocy. Czy zrobiłby podobną rzecz dla Malachiego? Szczerze w to wątpił. Ale Safira nim nie była. Przyznaj się, robisz to dla siebie, nie dla niej… Tylko tak możesz być blisko… Nie okłamuj się, jesteś egoistą - zabrzmiał mu w głowie głos, głos który wydawał się nie być jego. Potrząsnął lekko głową. Nie… Tylko mu się wydawało. Próbował przekonać sam siebie. Jego myśli zaczęły znów błądzić wokół Safiry. Cały czas starał się wsłuchiwać w jej oddech i bicie serca. Leżał z otwartymi oczami i patrzył w korony drzewa. Liście poruszały się na lekkim wietrze, pomiędzy nimi majaczyły gwiazdy.
- Kocham cię… - powiedział cicho. Nie zamierzał zasypiać, nie tej nocy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Szczyty Fellarionu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość