ArturonZa murami królewskiego dworu

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
Zablokowany
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Za murami królewskiego dworu

Post autor: Nuka »

        Jechali, nie spiesząc się. Podróż do Arturonu była już jedynie formalnością, Esker musiał się odmeldować i złożyć raport królowi, a później prosto do Adrionu, bez zbędnego zbaczania z wyznaczonej trasy. Fakt faktem, w rodzinnym mieście swojej ukochanej był tylko raz, lecz zapamiętał najkrótszą trasę co do najmniejszego szczegółu, zwłaszcza, że wraz z Ahné omawiali ją przez co najmniej dwa tygodnie zanim doszli do konsensusu względem tej najlepszej i najszybszej. A jednocześnie najbezpieczniejszej. Wiadomo, że na mniej uczęszczanych drogach czaiło się mnóstwo przeszkód, gotowych biednych podróżnych zwabić i schwytać w swoje sidła. Ale jako że Nuka był znawcą Wschodnich Pustkowi, wytyczył przez nie taki szlak, by nie natrafić na nim na niepożądane niedogodności. Nie mógł narażać Ahné. Tak jak nie narazi teraz Dżariela. Pojadą dokładnie tą samą drogą, innego wyjścia nie było.
        Miał dobry humor, z trzech powodów. Pierwszym była świadomość, że nieuchronnie zbliżał się czas spotkania z jego najwspanialszą Ahné. Drugi powód jechał obok niego na srokatym rumaku; dzięki Dżarielowi miał jeszcze jeden, by być zadowolonym z życia. Mianowicie — zdołał się wyspać. Nie omieszkał podziękować przyjacielowi za nieopisaną pomoc w zaśnięciu, i mimo że nie przepadał za magią samą w sobie, to zdolności anioła bardzo lubił i sobie cenił, a czasem nawet mu ich zazdrościł, choćby właśnie dlatego, że sam na siebie nie mógł rzucić tak pożądanego przez niego zaklęcia.
        Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie słowa przyjaciela sprzed wyjazdu z karczmy. Wtedy nie przychodziło mu do głowy nic, czym mógłby wesprzeć teoretyczny brak etykiety anioła, bo Esker był święcie przekonany, że on sam potrzebował lekcji, a nie niebianin. W zestawieniu z Dżarielem Nuka zachowywał się jak, nie przymierzając, dzikus, chociaż w obecności króla, przy którym nie wypadało być... sobą, swoją rolę odgrywał należycie. Zachowywał się. Byle jak, ale się zachowywał. Tym razem zamierzał dać z siebie o wiele więcej, bo w końcu stawką był wyjazd do Adrionu...
        Agat za niego ominął dziurę na trakcie — nawet lepiej, bo kierujący jechał z głową w chmurach, zastanawiając się nad radami dla przyjaciela. Po chwili spojrzał na anioła i zagaił:
        — Zastanawiałem się nad twoimi rozterkami, wiesz, o których w karczmie wspominałeś. Wątpię, byś wiedział na temat etykiety mniej niż ja, szczerze powiedziawszy, a wręcz odwrotnie. Król Artur z dystansem podchodzi do wszelkich konwenansów, bardziej ceni sobie szczerość niż wyuczony savoir-vivre. — Wykrzywił się, jakby wypił szklankę zsiadłego mleka. — Wierz mi, nie masz się czym martwić — zapewnił optymistycznie, choć zdawał sobie sprawę, że łatwo było mówić.
        Sam również miał kilka obaw, których jednakże nie zamierzał okazywać, by jeszcze bardziej nie denerwować już wystarczająco zestresowanego anioła. Mimo że król Artur przychylnie podszedł do propozycji Eskera, by ten działał na jego rozkaz poza granicami państwa, Nuka obawiał się, że prośba o wysłanie go do Adrionu zostanie odrzucona, nie wspominając już o pomyśle wyjazdu do Arrantalis... Postarał się odgonić ponure myśli, by móc zanurzyć się w tych milszych.
*
        Arturon wczesnym popołudniem żył zgiełkiem i hałasem, które dochodziły głównie z dzielnicy portowej pełnej kramów, tawern, magazynów i targowisk. Stocznie działały bez przerwy, a przystanie roiły się od statków i łodzi przewożących ładunki do innych rejonów Alaranii. Nuka zaciągnął się głęboko, pełną piersią, znajomym zapachem morskiej bryzy i świeżych ryb. Przejeżdżali właśnie kamiennym mostem nad kanałem; hałas zagłuszał stukot końskich kopyt.
        — Tutaj — Nuka wskazał palcem na drewnianą przybudówkę przy niedużej kamienicy — serwują najlepszego halibuta w całej Alaranii, nigdzie indziej takiego nie uświadczysz, mówię ci.
        Przeprawiwszy się przez most, wjechali w jedną z ciasnych uliczek, które prowadziły do wyższego pierścienia miasta. Esker jechał cały w skowronkach, mogąc pokazać przyjacielowi uwielbiane przez niego miasto. Opowiedział pokrótce strukturę budowlaną Arturonu, że skupiono się przede wszystkim na jego funkcjonalności, a dopiero później na wyglądzie — tylko górny pierścień był do podziwiania, reszta świadczyła o pragmatyczności, zwłaszcza, że jako miasto portowe Arturon musiał być dostosowany do ludzi i ich potrzeb, a nie na odwrót.
        — To nie to samo, co wyborne Arrantalis — rzekł, gdy mijali dzieci bawiące się w ciuciubabkę — ale swój urok ma. Chociaż nie każdy przepada za nieodłącznym zapachem ryb, który towarzyszy temu miastu dzień i noc... Idzie się przyzwyczaić po tylu latach. — Mrugnął do anioła, posyłając mu wesoły uśmieszek.
        Esker zaproponował, by resztę drogi przeszli już o własnych siłach, dając odpocząć wierzchowcom. Zapewnił Dżariela, że konie otrzymają najlepszą opiekę z możliwych, bowiem zajechali do koszar straży miejskiej, w której kiedyś udało się Nuce zabawić na dłużej. Budynek był duży, kilkupiętrowy, acz prezentował się godnie i nawet cieszył oko. Nie sprawiał wrażenia siedziby straży, większość zwiedzających sądziła, że to jakaś ambasada, mimo że przy dwuskrzydłowych drzwiach, po obu stronach widniały sztandary z herbem Arturonu. Na przeciw wyszedł im rosły mężczyzna w ciemnozielonym mundurze. Na pierwszy rzut oka nie był to typ, z którym chciałoby się jakkolwiek, o czymkolwiek rozmawiać. Podszedł do nich wojskowym krokiem.
        — Panowie do kogo? — zapytał, lustrując ich spojrzeniem.
        Nuka zeskoczył z siodła i poklepał konia po szyi, po czym odgarnął włosy z twarzy i zanim zdążył jakkolwiek odpowiedzieć, mężczyzna wykrzyknął:
        — Niech mnie piorun trzaśnie! Esker?
        Nuka uniósł brew. Nie przypominał sobie, by znał tego człowieka, ba, nie widział go nigdy na oczy... Odchrząknął, wyraźnie zdezorientowany.
        — Owszem — odparł. — A pan, panie...?
        — Viggo! Adalbert Viggo, pamiętasz?
        — O, Prasmoku! — Nuka złapał się za głowę. — Za żadne skarby bym cię nie poznał! Dżariel, pozwól, że ci przedstawię mojego kolegę po fachu, Adalberta. Robiliśmy razem w patrolu, jeszcze zanim król Artur powołał mnie na stanowisko gwardzisty. Kopę lat! Powiedz, skąd ta blizna?
        Viggo przejechał palcem po twarzy, od czoła, przez oko, aż po żuchwę, i uśmiechnął się paskudnie.
        — Rekruci. Zeźlili się, że każą im robić cokolwiek, skoczyli kupą, jeden miał całkiem ostry nóż. — Machnął ręką. — Nieważne. A co ciebie sprowadza?
        Nuka zerknął kątem oka na Dżariela, uśmiechnął się i odparł:
        — Mam sprawę do króla. Nie cierpiącą zwłoki.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel był chyba bardziej zdenerwowany wizytą u króla niż Nuka. Zwalał to na karb doświadczenia i obycia - choć jego przyjaciel nie sprawiał takiego wrażenia, znał to środowisko znacznie lepiej niż on. No i dla niego były to znajome twarze, znajome miejsca, a anioł był tam obcy. Nie było całe szczęście tak, że zdjął go paraliżujący strach i że nie będzie umiał znaleźć języka w gębie, gdy przyjdzie do rozmowy z Arturem Robem, ale… na pewno nie będzie prowadził swobodnej konwersacji - ten obowiązek akurat w całości będzie spoczywał na Nuce.
        - Dzięki - mruknął mimo wszystko Laki na wieść, że król nie był tak formalny jak mogłoby się wydawać. Faktycznie poczuł drobną ulgę. - Ale jakby co to kop mnie w goleń bez litości - dodał.

        Dżariel podziwiał Arturon, jakby trafił tu na wycieczkę, a nie z misją. Miał prawo, by się trochę rozluźnić, nasycić oczy, cieszyć się tętniącym życie miastem. Przez ostatni rok włóczył się raczej gościńcami i przez niewielkie miejscowości, do dużych miast wjeżdżając sporadycznie. Cenił sobie co prawda ciszę i spokój wsi, ale lubił czasami nacieszyć oczy barwnym tłumem – zwłaszcza tak barwnym, jak to bywa w miastach portowych. Nuka zaś był doskonałym przewodnikiem – nie opowiadał nurzących faktów historycznych tylko mówił o codziennym życiu i ciekawostkach. Nie to, by Dżariel nie doceniał historii i architektury, ale po prostu bywały dni – takie jak ten – gdy nie miał ochoty zawracać sobie tym głowy. Wolał dowiedzieć się, gdzie można zjeść dobrego halibuta.
        Tuż przed wjechaniem na wyższy poziom miasta, Dżariel gwałtownie wstrzymał konia. Poprosił Eskera, by ten potrzymał mu cugle, po czym zeskoczył i podszedł do kramu, który przykuł jego wzrok. Stoisko modniarsko pasmanteryjne, tak naprawdę to niewielki sklepik, którego bogaty asortyment był wystawiany na zewnątrz, bo w środku się już nie mieścił. Anioł podszedł do sprzedawczyni, która wyglądała na bardzo zaskoczoną zainteresowaniem tak nietypowego klienta, ale zaraz przemówił przez nią profesjonalizm i z uśmiechem zapytała czy może w czymś pomóc. Powstrzymała się jedynie od sugestii w stylu „być może szuka pan czegoś dla swojej damy?”, bo nie wiedziała, czy przy aniele może mówić takie rzeczy. Dżariel od razu zainteresował się ułożonymi kolorystycznie wstążkami – muskał je ostrożnie lewą ręką, odsłaniając przy tym umyślnie lecz subtelnie swój talizman otrzymany od swojej królowej. Szybko wybrał coś bardzo podobnego i zapłacił bez gadania ani targowania się – to była zbyt drobna kwota, by cokolwiek z niej urwać. Podziękował i zaraz wrócił do Nuki.
        - Tej, którą noszę, nie mogę już oddać Delii – wyjaśnił mu. – Pomyślałem, że być może ucieszy się z nowej.
        Dżariel przyjrzał się jeszcze raz swojemu zakupowi, po czym wepchnął go do kieszeni i wskoczył na koń. Prychnął, słysząc komentarz o kraju rządzonym przez jego ukochaną.
        - Nie zgrywaj prowincjonalnego kuzyna. Arrantalis to oczywiście piękne miasto, ale wcale nie różni się aż tak bardzo od Arturonu. W każdym porcie śmierdzi rybami, uwierz mi, byłem chyba w każdym z nich na całym kontynencie. No, dobrze… Tu faktycznie czuć trochę bardziej - dodał, mrugając porozumiewawczo do rycerza.

        Dżarielowi niewiele było trzeba, aby go przekonać do zostawienia koni przed dotarciem do pałacu - wahał się tylko przez to, że nie wiedział gdzie mogliby je odstawić na ten czas, ale skoro Nuka znał bezpieczne miejsce, nie musiał już przekonywać anioła. Ten wyglądał jednak na trochę zaskoczonego, gdy dowiedział się, że chodziło o koszary straży, lecz nie dyskutował - jechał za Eskerem i czekał jak się sytuacja rozwinie. A ta rozwinęła się, cóż, ciekawie. Strażnik, który wyszedł im naprzeciw, wyglądał jakby zamierzał ich wyrzucić dla samej zasady, a już po chwili jego nastawienie zmieniło się jak noc przechodząca w dzień. Anioł obserwował to pewne zaskoczenia powitanie zsiadając z konia, a gdy Nuka go wezwał, on już stał obok. Uśmiechnął się do strażnika i podał mu dłoń na powitanie.
        - Dżariel Laki, miło mi poznać kolegę mojego przyjaciela - zapewnił, po czym wycofał się, by oni mogli sobie pogadać. Skrzywił się lekko na wieść, że Viggo swój wygląd zawdzięczał rekrutom. Co za wychowanie…
        Znaczące spojrzenie, które nagle posłał mu Esker, spotkało się z odpowiedzią w postaci nikłego uśmiechu i ucieczki wzrokiem.
        - Fakt, trochę się się nam spieszy… - zgodził się. - B… Nuka? - upewnił się, wykonując krok w stronę swojego wierzchowca, jakby faktycznie chciał już odstawić zwierzaki do stajni i iść do pałacu. Jeśli Esker będzie chciał pogadać sobie ze starym znajomym, może zrobić to wieczorem.
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Skinął głową przyjacielowi, zgadzając się z jego słowami. Zauważył jak Adalbert z zaciekawieniem przyglądał się Nuce, a raczej temu, co na nim wisiało, bo z pewnością nie można było nazwać tego odzieniem — prędzej jego resztkami. Mężczyzna uniósł brew, lustrując kolegę od stóp do głów, podkręcił z zaintrygowaniem gęstego wąsa i zaśmiał się pod nosem.
        — Wyglądasz okropnie, Esker...
        — A patrzyłeś ostatnio w lustro? — zripostował Nuka, przejeżdżając symbolicznie palcem po swojej twarzy.
        — Ha! — zakrzyknął Viggo, dotykając czubka nosa. — Wyszczekany, jak zawsze, nic się nie zmieniło, widzę. Tylko żebyś przełożonemu tak nie odpowiedział, bo niewiele z ciebie zostanie.
        — Martwienie się o to zostaw mnie. — Poklepał znajomego po silnie umięśnionym ramieniu, lecz Adalbert nie poprzestał na tych dwóch komentarzach.
        — Zamierzasz iść tak do króla? — Ponownie otaksował Eskera spojrzeniem piwnego oka.
        — No przecież się umyję przed spotkaniem, nie jestem dzikusem.
        — Mówisz...
        Zbył uwagę kolegi milczeniem, nie chcąc po raz kolejny wdawać się z nim w dyskusję na temat higieny osobistej, której zresztą żołnierz również często nie przestrzegał. Nuce można było jeszcze wybaczyć, przez wzgląd na faktycznie długie przebywanie poza cywilizacją i szlajanie się po krzakach z rozkazu króla, lecz Adalbert lubił sobie nierzadko zaśmierdnąć mimo mieszkania w całkiem dobrych warunkach. Popatrzył tylko na Dżariela z rozbawieniem, pokręcił głową i zdjął wodze z szyi Agata. Im obu się spieszyło, a gra była warta świeczki, więc nie ceregieląc się dłużej, oddali Adalbertowi wierzchowce pod opiekę, zastrzegłszy, że będą domagać się ich zwrotu. Wojskowy mruknął pod nosem, że nie słyszał, aby Nuka kiedykolwiek dał za konia kwotę, jaką był wart, ten zaś sprostował, że nadal tak jest, i bez słowa wyjaśnienia podziękował, chwyciwszy szybko Dżariela za ramię, po czym odciągnął go na bezpieczną odległość — z dala od koszar. Aniołowi od razu wytłumaczył ten pośpiech, ruszając z wolna w stronę pałacu:
        — Viggo jest nadzwyczaj praworządny — rzekł z cicha, pocierając kark. — Kiedy król postanowił umieścić mnie z początku w straży miejskiej, miałem robić za ich gońca, a jako że nie chciało mi się czekać aż przydzielą mi konia... sam go sobie wziąłem z królewskich stajni. — Zrobił głupią, nieco przepraszającą minę. — Nie wiedziałem, że mi nie wolno! — dodał usprawiedliwiającym tonem. Odchrząknął. — Zostawiłem wtedy kilka srebrników za tego konia, choć był wart o wiele, wiele więcej. — Parsknął pod nosem, przykładając dłoń do czoła. Nie dziwił się, że wśród wojskowych uchodził za dzikusa, nie dał bowiem powodów, by uważano inaczej.
        Okolica zmieniała się wraz z kolejnymi krokami, które stawiali. Z drewnianych budynków i zabłoconych podwórzy, z pachnących rybami doków wypełnionych portowymi odgłosami szli ku bardziej estetycznie wyglądającej części miasta, w której przeważały kamień, marmur i wypielęgnowane trawniki. Wyższy pierścień charakteryzował się minimalistycznym stylem architektury, chociaż gdzieniegdzie można było się dopatrzeć efektów samowoli budowlańców i architektów w postaci skromnych fresków czy płaskorzeźb na niektórych budowlach. Do pałacu prowadził zadbany deptak utworzony z kamiennych płyt, a po jego obu stronach widniały posągi podobizn mieszkańców, którzy zasłużyli się miastu wybitnymi osiągnięciami w różnych dziedzinach. Nuka przystanął na moment, by przyjrzeć się jednemu z nich. Statua przedstawiała kobietę w kapłańskich szatach, z wieńcem kwiatów na głowie i wagą w dłoniach. Rycerz włożył ręce do kieszeni, zamyśliwszy się nad postacią.
        — To chyba jest Elena z Serenaai — pomyślał na głos. Zorientowawszy się, że Dżariel go słucha, dodał kilka ciekawostek do swoich rozmyślań. — Była najwyższą kapłanką kultu Prasmoka na Wybrzeżu Cieni. Z tego, co mi się kojarzy z lekcji historii, w Arturonie doszło kiedyś do jakiejś tragedii, chyba doki się wtedy spaliły. Sprawca uciekł, a oskarżenie padło na niewinną osobę. Ponoć prawo było niegdyś takie, że najwyższa kapłanka miała bronić oskarżonego, czy coś w tym rodzaju... Ach, nie! Miała bronić tego, kto twierdził, że jest niewinny. Podobno spektakularnie wygrała tamtą sprawę, bo nie dość, że udało jej się obronić niewinnego, to jeszcze trafnie wskazała winowajcę tamtej tragedii. Dlatego przedstawiana jest z wagą w dłoniach, jako symbol prawa, porządku i sprawiedliwości. Dzięki niej prawo w Arturonie zostało na nowo spisane.
        Przeczesał dłonią brudne włosy. Jak na dzikusa nieźle udało mu się zapamiętać szczegóły, których nie znosił się uczyć. Popatrzył na Dżariela, oczy mu zabłysły, kiedy słońce wyszło zza chmur. Osłonił twarz dłonią i mruknął z niezadowoleniem.
        — Będę szedł cieniem, pozwolisz — rzucił przyjacielowi, kierując się ku budynkom za sznurem posągów. — Nie chcę przeklinać przy królu z powodu bólu głowy.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel stał z tyłu i z pewnym rozbawieniem czekał, aż Viggo i Nuka skończą się szturchać. Nie niecierpliwił się – to nie była walka z czasem, nigdzie nie musieli być o określonej porze, zresztą to rycerz powinien najlepiej wiedzieć jakie są możliwości dostania się na dwór i czy powinni się spieszyć. Obserwowanie tej dwójki było zresztą całkiem ciekawym doświadczeniem – anioł lubił, gdy dwoje ludzi się ze sobą tak dobrze dogadywało. Niby rzucali w stosunku do siebie złośliwościami, ale widać było, że w żartach i żadne nie chowa urazy. W sumie… Dżariel nie zastanawiał się do tej pory nad tym, aby jakoś przygotować się na wizytę u króla pod względem prezencji. Skupił się na zachowaniu i rozmowie, a o tak prozaicznych rzeczach jak ubrania zapomniał. Tymczasem dotarło do niego, że pewnie on i Nuka śmierdzą koniem na wiele staj, tylko po prostu sami siebie jeszcze nie czują. Też będzie musiał coś ze sobą zrobić zanim dotrą na miejsce.
        Tymczasem Viggo i Esker skończyli się przekomarzać i rycerz dał aniołowi znak, że pora się zbierać. Dżariel kiwnął głową i podał wodze Sroki Adalbertowi, z góry mu dziękując. Kolejnej wymiany zdań między starymi znajomymi nie zrozumiał, ale nie miał okazji zapytać o co chodzi z tym płaceniem – zrozumiał tyle, że Nuka miał problem z regulowaniem rachunków. W sumie… wspomniał mu, że Agat był “pożyczony”, czyżby to o to chodzi? Anioł nie wnikał - nie przez to, że nie był ciekawy, ale przez to, że nie miał okazji, bo Eskerowi nagle zaczęło się spieszyć tak bardzo, że dosłownie wypchnął go na ulicę. Całe szczęście prawda ujrzała światło dzienne ledwie opuści koszary, przybierając formę całkiem zabawnej anegdotki. Dżariel nie ukrywał swojego rozbawienia - nawet krótko się zaśmiał.
        - Jesteś świetny! Jesteś wzorcowym przykładem tego powiedzonka, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ale nie da się ciebie mimo wszystko nie lubić - zauważył zupełnie szczerze. Sam nie potrafił go potępić, choć słyszał wiele takich anegdotek z pogranicza prawa w wykonaniu Nuki, a poprzedniego wieczoru nawet został obdarzony zaufaniem tak dużym, by rycerz wyjawił mu jeden ze swoich mroczniejszych sekretów… Tamta historia nadal wywoływała w Lakim pewien niesmak, ale już nie było tak źle. Wszak każdy miał te gorsze etapy swojego życia, a tamten Fredrik sobie na to wszystko zasłużył… Najwyższy, nie słuchaj swojego pokornego sługi, gdy bluźnił.
        Już na deptaku Dżariel znowu zaczął ciekawsko rozglądać się po okolicy, chwilę dłużej zawieszając wzrok na każdym mijanym posągu, jakby chciał zapamiętać te twarze… Pytanie jednak po co, skoro i tak tych osób nie spotka. Zastanowiło go jednak, dlaczego Nuka przystanął przed jedną z podobizn. Zaintrygowany, przyjrzał się dokładniej kamiennemu obliczu, ale z niczym mu się ta kobieta nie kojarzyła. Jej imię wypowiedziane przez Eskera również niewiele pomogło - kojarzyło mu się z pewną mistyczką, ale był to raczej nietrafiony strzał. Całe szczęście rycerza nie trzeba było zachęcać, aby się rozwinął - być może dostrzegł ten brak zrozumienia w oczach przyjaciela. Dżariel słuchał tej historii z zainteresowaniem, zerkając jeszcze przez ramię na podobiznę Eleny.
        - Nigdy o tym nie słyszałem - przyznał szczerze. - Ale podobało mi się to, lubię gdy zwycięża miłosierdzie i inteligencja a nie wulgarna siła. Również postawiłbym pomnik takiej obywatelce, gdybym mieszkał w tym mieście - dodał z uśmiechem.
        Gdy Nuka zszedł za linie posągów, Dżariel gwałtownie się zatrzymał, rozkładając skrzydła dla utrzymania równowagi. Jakaś niewiasta przez to na niego wpadła, za co on zaczął ją solennie przepraszać - bardziej niż było to konieczne. A gdy zostało mu po trzykroć przebaczone z uśmiechem, w końcu dołączył do Nuki w cieniu budynku.
        - Zawsze masz migreny od słońca? - upewnił się, szybko łącząc odpowiednie wątki. - Przedwczoraj też pamiętam, że ci doskwierało… To pewnie głupia sugestia i tego próbowałeś, ale kapelusz z szerokim rondem by nie pomógł?
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        — Zawsze — odparł od razu na pytanie przyjaciela. — Jeżeli postoję, posiedzę lub poleżę dłużej niż kilka minut na pełnym słońcu. To ponoć sprawka dziedzictwa rodzinnego. Ojciec opowiadał mi, że moja prapraprababka była dhampirem, i stąd te migreny. Krwi się nie wybiera. — Wzruszył ramionami, uśmiechnął się niemrawo.
        Schował ręce do kieszeni, samemu chowając się w cieniu wysokiego budynku, w duchu dziękując architektowi za tak dobrze przemyślaną infrastrukturę, z pomocą której do pałacu dotarli bez szkód na ciele i duszy, a wręcz z ogromną ulgą, bo droga pod górę wykończyłaby niejednego. Stanęli więc przed lekko pozłacaną bramą. Nie musieli długo czekać na komitet powitalny. Z lekka naburmuszony strażnik raczył zlustrować ich w milczeniu spojrzeniem.
        — Kim jesteście i czego tu szukacie? — zapytał z wymuszoną grzecznością.
        — Nuka Esker — odparł, pokazując królewskie odznaczenie. — A to mój przyjaciel, Dżariel Laki. Mamy sprawę do króla. Niecierpiącą zwłoki.
        Strażnik sceptycznie zerknął na obu, wytarł nos wierzchem dłoni. Po niekrótkiej chwili skinął głową, dając im przyzwolenie na przekroczenie progu dworu królewskiego. Kiedy byli już poza zasięgiem słuchu mężczyzny, Nuka zagaił do Dżariela:
        — Nowy jakiś. Do tej pory wystarczyło, że strażnik moją gębę zobaczył i już z daleka wiedział, że należy przepuścić. Ale, no... Trochę się nie dziwię. Może nie poznał — pomyślał na głos, zerkając machinalnie na rozdarte ubranie.
        Viggo miał rację — nie mógł w takim stanie stanąć przed obliczem króla. Nie wypadało. Nieumyte włosy to jedno, ale strzępy spodni i koszuli w połączeniu z nieumytymi włosami, to drugie. Jako że Esker oficjalnie już na terenie pałacu nie mieszkał, zostali poprowadzeni przez jedną ze służek do południowego skrzydła, gdzie mieściły się komnaty dla gości. Tam na spokojnie mogli przygotować się do audiencji, a w międzyczasie król zostanie poinformowany, że przybyła jego prawa ręka. Najgorszym, co można było zrobić, to wparadowanie bez zaproszenia ani uprzedzenia do sali tronowej i żądanie spotkania z władcą. Esker był świadkiem niejednego takiego wyczynu w wykonaniu niedokształconych pyszałków. Wiedział jedno: nie zamierzał popełnić tego błędu pomimo sympatii, jaką darzył go przełożony.
        Zanim rozeszli się do swoich komnat, Nuka oddał Dżarielowi swoje odznaczenie, by nikt się do niego niepotrzebnie nie przyczepił i nie oskarżył, że jakiś obcy błąka się po pałacu.
        — Wiem, że jesteś odpowiedzialny, ale nie zgub. — Druga część zdania wybrzmiała na wpół zabawnie, a na wpół poważnie.
        Nuka ufał Dżariemu jak nikomu innemu, nie było ku temu wątpliwości, wolał jednak podkreślić wagę tego, jak cenne było to odznaczenie. Nie chodziło już nawet o jego faktyczną cenę, lecz o to, że bez niego nie byłby w stanie wykonywać swojej pracy. A lubił swoją pracę.
        Rzucił jeszcze na odchodnym, by spotkali się przed salą tronową, do której droga była prosta jak w mordę strzelił, więc nie obawiał się, że anioł się zgubi, a następnie zniknął za drzwiami swojej komnaty. Na szczęście służący zdążyli wszystko przygotować, więc nie musiał czekać aż woda w wannie się zagrzeje. Rozebrał się szybciutko, rozrzucając łachmany po podłodze, bo do niczego innego już się nie nadawały, i powoli wszedł do gorącej wody, która niemal natychmiast zabarwiła się na brązowo. Nuka odchrząknął, udając, że tego nie widzi.
        Miał wrażenie, że wraz z warstwą pyłu, piachu, ziemi i ogólnego brudu, starł z siebie jeszcze wierzchnią warstwę skóry, bo piekła go, jakby na otwartą ranę alkohol sobie wylał. W sumie dorobił się kilka zadrapań w ciągu ostatnich dni, ale bez przesady! Kiedy wyszedł z wanny, pozostawił w niej po sobie prawie że błoto, choć nieco rzadsze. Przynajmniej pachniało wanilią, a nie bagnem. Największy dramat dopiero miał się rozegrać. Nuka podszedł niepewnie do lustra, mając nietęgą minę. Spojrzał na brzytwę, leżącą na komodzie pod lustrem. Kiedy ja się ostatnio goliłem?, pomyślał. Owszem, przycinał brodę, ale nigdy nie golił się do zera. Teraz, niestety, musiał. Był w drodze na tyle długo, by mógł podejrzewać, że powoli zaczyna się w jego brodzie rozwijać kolejne życie.
        — Odrośnie — dodał sobie animuszu, chwytając za ostrze.

        Umyty, ogolony, uczesany i ubrany, gotów na reprezentacyjne spotkanie z przełożonym. Poprawił mankiety ciemnozielonego munduru; nie wystroił się tak od czasu pierwszego spotkania z Ahné, czyli od około dziesięciu lat, co zapewne króla wprawi w niemałe oszołomienie. Musiał jednak się przypodobać. Musiał, koniec i kropka. Od tego zależał jego wyjazd do Adrionu. Rozluźnił nieco ramiona. Nadal preferował zwykłe koszule. Mundur pił pod pachami.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel kiwnął głową i nie udzielał już cudownych rad na zaradzenie migrenom przyjaciela - skoro to było dziedziczne (i to na dodatek przez wampirzą krew), nie pozostawało chyba nic innego, jak po prostu nauczyć się z tym żyć. Nuka miał już parę lat, by odkryć metody, które najlepiej sprawdzą się w jego przypadku, a anioł nie był jego matką, by go upominać.
        Już przy bramie pałacu anioł wycofał się i robił tylko za ładne tło dla Nuki, którego sama obecność powinna otwierać przed nimi wszystkie drzwi, zważywszy na jego bliską znajomość z królem… Ale jednak nie - strażnik na bramie musiał być służbistą. Albo - jak słusznie zauważył Esker - był po prostu nowy i nie kojarzył z kim rozmawia. Cóż, trzeba mu wybaczyć, bo najważniejsze, że i tak ich wpuścił. Dżariel ograniczył swój ewentualny komentarz jedynie do uśmiechu i kiwnięcia głową.
        Nie oponował, gdy mieli się rozdzielić do komnat gościnnych, wręcz przeciwnie, z ulgą przyjął możliwość odświeżenia się w takich luksusowych warunkach. Nie wyrwał jednak jak zmachana klacz do wodopoju. Poczekał aż Nuka wyjaśni mu gdzie się spotkają i kiedy, a na koniec wręczy jeszcze swoje odznaczenie. Laki nie powstrzymał wyrazu zaskoczenia na twarzy, gdy zobaczył co ma w ręce.
        - Będę pilnował jak oka w głowie, możesz być spokojny.
        No i po tym już faktycznie rozeszli się do swoich pokoi. Dżariel był co prawda bardziej zadbany niż Nuka, ale i tak potrzebował porządnej kąpieli i zmiany ubrań. A że nie chciał, by na niego czekano, zrzucił swoje rzeczy zaraz za progiem pokoju i od razu przeszedł do pomieszczenia kąpielowego. W przeciwieństwie do Eskera, on swoje ciuchy porządnie złożył i ułożył na ławie, bo zamierzał je jeszcze nosić. No i woda po nim również nie zmieniła tak dramatycznie koloru. Żeby jednak nie było, że we wszystkim był “lepszy” - narozchlapywał za to wody jak paralityk pijący ze spodeczka. Musiał wszak doprowadzić do porządku swoje skrzydła, a tego w normalnej balii nie dało się tak łatwo zrobić. No i później wysuszyć je… Najłatwiejszym sposobem było nastroszyć się jak gołąb, ale wtedy mokry byłby nawet sufit… Niemniej korcił i w końcu Dżariel lekko je strząsnął. Od razu poczuł się znacznie lepiej, a te odrobiny wilgoci, które zostały na piórach, wysuszył przy pomocy magii. Pieczołowicie wygładził lotki i później wziął się za włosy. Nie mając za wielkiego wyboru, założył na siebie najlepszą tunikę jaką posiadał (wcześniej robiąc nacięcia na skrzydła) i spodnie, które były w najlepszym stanie - nie miały dziur, a wypłowiałe były tylko w niewielkim stopniu. Cóż, po roku w drodze nikt nie spodziewałbym się chyba po nim, że będzie wyglądał jak królewicz na balu noworocznym. Przez moment wahał się tylko czy zabrać ze sobą różdżki diabła na dowód tego, co dokonali i w końcu zdecydował się je wziąć - uznał, że pokaże je albo nie, ale przynajmniej będzie miał na nie baczenie. Zawinął je w cienką ścierkę i wepchnął z tyłu za pasek, po czym ostatni raz spojrzał na siebie w lustrze i wyszedł.

        Pod salą tronową Dżariel zjawił się jako drugi, choć jeszcze tego nie wiedział. Gdy szedł na miejsce spotkania, z daleka dostrzegł postawnego mężczyznę w mundurze, który stał przed drzwiami - uznał go za jakiegoś strażnika albo kolejną z osób oczekujących na audiencję. Nie zwrócił na niego specjalnej uwagi, bardziej zainteresowany tym, kiedy na miejscu zjawi się Nuka i będą mieli to spotkanie za sobą. Trochę się denerwował - nie miał specjalnego obycia w kontaktach z koronowanymi głowami i wolałby mieć to już za sobą.
        Gdy był już naprawdę blisko, mężczyzna w mundurze uśmiechnął się do niego, jakby chciał mu coś przekazać. Albo też tak po prostu, z sympatii - wielu reagowało w ten sposób na anioła. Dżariel odpowiedział więc uśmiechem i by sytuacja nie stała się niezręczna, podszedł, aby zagaić rozmowę, a nie stanąć gdzieś z boku, jakby w ogóle go nie dostrzegał albo uważał się za lepszego.
        - Przepraszam - zagaił z daleka. Mówił trochę cicho, bo jednak w przestronnym korytarzu niosło się trochę echo. - Czy przechodził tędy może sir Eske… r…
        Zawahał się. Dopiero teraz z bliska ta twarz wydała mu się bardziej znajoma. Te przyjazne, ciemnozielone oczy, uśmiech, włosy… Dostrzegł swoją pomyłkę, nie wyglądał jednak przez to, jakby poczuł ulgę, a wręcz przeciwnie - jeszcze większą konsternację.
        - Nie poznałem cię - parsknął. - Ogoliłeś się!
        Anioł patrzył na swojego przyjaciela z nieskrywanym podziwem i fascynacją. Nuka wyglądał zupełnie inaczej! I co więcej - wyglądał świetnie. Jego oblicze nabrało szlachetności, brak brody odsłonił bardzo ładną linię szczęki, a zmycie podróżnego kurzu dobrze zrobiło cerze. Szyty z pewnością na miarę mundur podkreślił zaś sylwetkę - Esker naprawdę nie miał czego się wstydzić, tylko po prostu na co dzień skrzętnie to ukrywał. Gdyby tak wyglądał na co dzień, całą dobę otaczałby go wianuszek dam.
        - Nuka, wiesz co… - mruknął Dżariel, w końcu odrywając spojrzenie od jego torsu i patrząc mu w oczy. - Naprawdę rozumiem co widziała w tobie Ahné. Całkowicie ją rozumiem.
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Przed drzwiami do sali tronowej zjawił się pierwszy, choć po drodze wypadło mu jeszcze porozmawiać z kilkoma znajomymi, których już dłuższy czas nie widział. Wymienił więc należyte uprzejmości, godząc się z faktem, że tak nagła metamorfoza w jego wydaniu przyjęta została z największym zaskoczeniem i podziwem. Jedna z dwórek nawet rzuciła, by częściej się golił, ale nie zamierzał. Najprędzej to ogoli się dla Ahné, a i to nie wiadomo, kiedy nastąpi, bo nie lubił się golić. Broda zdecydowanie dodawała mu autorytetu, choć ujmowała powagi, szczególnie, gdy w parze była z tłustymi włosami i brudnymi ubraniami. A kiedy ostatni raz włożył mundur? Też będzie z kilka lat; w tym czasie zdołał nabrać więcej mięśni, dlatego tak ciasno miał pod pachami. Naciąganie materiału niestety nic nie dawało, jedynie sprawiał wrażenie, jakby mu bielizna wpijała się w...
        Wyprostował się nagle, słysząc echo roznoszących się po holu kroków. Uśmiechnął się serdecznie, widząc, że to jego przyjaciel nadciągał ku niemu dostojnym krokiem, rozluźnił się więc. Dżariela nie dało się pomylić z nikim innym w całej Alarani. Mimo że Nuka nie miał do czynienia z innymi aniołami, wiedział, że tego konkretnego anioła zdołałby rozpoznać nawet w całkowitych ciemnościach. Dobrze, że skrzydła miał białe.
        Coś tu jednak nie pasowało. Dżari zachowywał się nieco dziwnie, jakby był... skrępowany? Niepewny? Dlaczego? Tego Esker nie wiedział, ale zamierzał się dowiedzieć. Może anioła krępowało przebywanie na dworze? Wspominał, że nigdy nie miał do czynienia z tego typu środowiskiem, ale wcześniej nie wydawał się tym aż tak przejmować. Co się zmieniło? Może ktoś mu za skórę zaszedł? Zdarzało się to na terenie pałacu, nawet Nuce potrafili się naprzykrzać. Miał już zapytać, o co chodzi, kiedy wszelkie jego wątpliwości zostały rozwiane. Kiedy Dżariel zapytał się Nuki, czy widział sir Eskera...
        Zrobił głupią minę, powstrzymując się z całych sił przed wybuchnięciem śmiechem. Konsternacja na twarzy przyjaciela była bezcenna! Czekał cierpliwie aż anioł połapie się w sytuacji. Nie trwało to długo, Nuka mógł zaraz parsknąć pod nosem.
        — Ano, nie spodziewałeś się, co? — zapytał rozbawiony, jeżdżąc dłonią po szczęce.
        Uniósł brew, usłyszawszy kolejny komentarz Dżariela. Takiego komplementu to z pewnością się nie spodziewał! Nie sądził, że zgolenie brody i włożenie czystego ubioru wywoła aż taką sensację.
        — Stary, weź, bo jeszcze mnie zawstydzisz — zaśmiał się. — Poza tym, z aniołem nie mam co konkurować, przegrywam już w przedbiegach. Ahné wieele lat błagała mnie, bym tak się nosił, to za jej sprawą uszyto mi mundur. I teraz użeram się z ciasnotą — dodał z niezadowoleniem, poprawiając materiał pod pachami.
        Chciał jeszcze zagaić do przyjaciela, lecz drzwi raczyły się otworzyć, a zza nich wyszedł przywdziany w ciemnozielone szaty szambelan. Mężczyzna wydawał się zmęczony, ale na widok Nuki nieco się rozpogodził.
        — Witamy ponownie, panie Esker.
        Nuka skinął głową z szacunkiem, po czym gestem dał znać przyjacielowi, by podążał za nim, samemu idąc za szambelanem. Sala tronowa była niezmiernie przestronna i dobrze oświetlona — wysokie, szerokie okna zajmowały całą południowo-wschodnią ścianę. Nie było to jednak miejsce bogato udekorowane, a raczej skromnie, wręcz minimalistycznie. Najbardziej rzucającą się dekoracją był długi ciemnozielony dywan, prowadzący ku podwyższeniu, na którym znajdował się tron króla i królowej. Zajęty był jedynie ten pierwszy, a jego właściciel nie czekał aż przybysz do niego podejdzie. Wstał, błyskając w promieniach słońca rodową biżuterią.
        — Esker! — zawołał król Artur, rozkładając ramiona. — No, no, nie spodziewałem się ciebie tak prędko.
        Nuka zatrzymał się i skłonił lekko głowę.
        — Wasza wysokość.
        — No, no, już, darujmy sobie uprzejmości, czasu nie ma.
        Esker zerknął przez ramię na Dżariela i wzruszył ramionami, nie kryjąc rozbawienia.
        — Kogo przyprowadziłeś? — zapytał król, spoglądając nad ramieniem gwardzisty na anioła.
        — Miałem zamiar przedstawić — wyjaśnił prędko. — Dżariel Laki, mój drogi przyjaciel. Dżari, poznaj władcę Arturonu, króla Artura XI. Roba.
        — Mhm, mhm — mruknął pod nosem król Artur, taksując anioła spojrzeniem. — Proszę, proszę, nie sądziłem, że masz tak boskie znajomości. Twój przyjaciel jest moim przyjacielem. Zapraszam, panowie, usiądźcie. — Wskazał im podłużny stół stojący w rogu sali. Sam usiadł u jego szczytu.
        Nuka, nie krępując się, usiadł po prawicy monarchy i poklepał siedzisko krzesła obok siebie, dając znać, by Dżari zajął miejsce obok niego. Król nie przedłużał wstępu, uderzył prosto z mostu.
        — Dobre czy złe wieści?
        — Dobre — odparł natychmiast Nuka. — Udało nam się pozbyć problemu, nie bez trudności. — Położył łokcie na stole i przygarbił się nieco, jak to miał w zwyczaju.
        — To co to było w takim razie? To, co nam pola paliło.
        — Diabeł.
        — Na Prasmoka! Esker, albo to nieśmieszny żart, albo bardzo nieudane kłamstwo. Skąd na Wybrzeżu Cienia diabeł?
        — Z Arrantalis.
        — Na litość smoczą... Dobrze się bawisz? — Król najwyraźniej nie uwierzył Nuce lub udawał, że nie wierzył. W każdym razie miał go za bajarza.
        — Doskonale, wasza wysokość — odparł Esker z całą powagą. — Ale jeśli kłamię, to czemu tu jestem w towarzystwie anioła?
        Król nieco zbaraniał. To był idealny moment, by Dżariel streścił zaistniałą sytuację.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        - Zupełnie się nie spodziewałem - przyznał Dżariel, podziwiając prezencję przyjaciela. - Wyglądasz bardzo reprezentacyjnie. Będę musiał Ahné pogratulować gustu, gdy w końcu ją spotkam. I siły perswazji - dodał, klepiąc przyjaciela po ramieniu. Rozumiał, że mogło mu nie być wygodnie, ale na pewno nie było aż tak źle, bo poruszał się wbrew pozorom dość swobodnie. Nuka był po prostu osobą, która znacznie bardziej lubiła inne środowisko i inne zasady - był dzieckiem wolności. Dżariel - ku własnemu zaskoczeniu - czuł się całkiem dobrze wpasowany w podobne ramy. Odruchowo starał się dopasować do zastanej sytuacji, przez te kilka dni na dworze Delii dobrze czuł się w liberii, a gdy bywał przed laty gościem na arystokratycznych dworach, odnajdywał się w tych ukłonach, choć oczywiście zdarzały mu się gafy, gdy sytuacja była bardziej skomplikowana.
        - Już sobie tak nie odejmuj - Dżariel zganił żartobliwie swojego przyjaciela. - To, że mam skrzydła, jeszcze nie kładzie mi tuzinów niewiast pod nogi. Z pewnością wiele woli takie prawdziwego mężczyznę jak ty - dodał, szturchając Nukę w ramię. Może by się poprztykali, ale przerwało im pojawienie się szambelana. Anioł ograniczył się więc tylko do uśmiechu i podążył za przyjacielem do sali tronowej, o dziwo teraz już całkowicie spokojny.

        Już przed obliczem króla, Dżariel trzymał się dwa kroki za Nuką, jakby chciał oddać prywatność mężczyznom, których łączyła znacznie większa poufałość a nie tylko służbowa relacja. Nie chodziło o to, że bał się króla - miał dla niego po prostu szacunek. Stał więc w stosownej odległości i ujawnił się dopiero, gdy zwrócono na niego uwagę.
        - Dżariel Laki, do usług waszej wysokości - przedstawił się, po czym złożył przed monarchą piękny ukłon, którego nie powstydziłby się niejeden arystokrata. Anioła cechowała wrodzona elegancja, a odpowiednich ruchów nauczył się na dworze Delii - było to oczywiście pozdrowienie służącego, a nie lorda, ale w końcu Dżariel właśnie tylko był, prostym chłopakiem z gminu, niczym więcej. Co ciekawe, choć ukłonów uczył się, gdy jeszcze nie odzyskał skrzydeł, teraz potrafił się z nimi zupełnie naturalnie odnaleźć i by najdłuższe z lotek nie zgięły się w kontakcie z podłogą, delikatnie je rozchylił, co przypadkiem nadało mu majestatu.
        Po prezentacji Laki podążył za pozostałą dwójką w kierunku stołu. Zajął miejsce po drugiej stronie Nuki i póki co po prostu się nie wtrącał - z lekkim rozbawieniem słuchał tej wymiany zdań między królem i swoim przyjacielem. Oni naprawdę bardzo dobrze się znali i co więcej - nawet się z tym nie kryli. Niejedna osoba zostałaby już upomniana za odzywanie się w ten sposób do koronowanej głowy, a Eskerowi nawet powieka nie drgnęła. Nawet Dżariel poczuł się troszkę śmielej, choć nadal trzymał fason. I dzięki temu wiedział, kiedy zareagować.
        - Wasza wysokość - wtrącił, lekko wychylając się zza Nuki. - Prawdopodobnie diabeł dotarł aż tutaj uciekając przede mną i resztą pościgu. To, co wydarzyło się tutaj, w Arturonie, miało miejsce najpierw w Arrantalis. Pola czerniały i umierały, ludzie tracili całe majątki w jedną ledwie noc. Całe szczęście magowie królowej szybko przejrzeli kto za tym stoi, lecz diabeł zdążył już wtedy uciec na kontynent. Razem z innymi śmiałkami udałem się w pościg za nim, lecz tutaj dotarłem tylko ja. Razem z sir Eskerem podjęliśmy pościg i dopadliśmy go w wiosce położonej dzień drogi stąd. Diabeł był magiem, a pola, które niszczył, nie zostały strawione przez ogień a dziedzinę zła i pustki, co jest wiadomością o tyle dobrą, że czary strawiły jedynie plony i nie tknęły ziemi, będzie można ją więc na nowo zasiać bez obaw o to, czy zboże wzejdzie. I bez obaw, że sytuacja się powtórzy. Jak mówiłem, piekielny mag został przez nas zgładzony. Na dowód jego śmierci zabrałem jego różdżki, mogę je okazać, jeśli taka jest wola waszej wysokości. Pozwolę sobie jednak je zachować, gdyż chciałbym je przedstawić mojej królowej, Delii Antelion, jako dowód wykonania mojej misji - wyjaśnił, pokornie schylając głowę. Mówił płynnie i opanowanie, jakby tę przemowę miał przygotowaną już od dawna.
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        To Dżariel dodawał mu animuszu w rozmowie z królem; Nuka doskonale zdawał sobie sprawę, jak bardzo anioł chciał w końcu ruszyć w podróż do Arrantalis, więc starał się dla niego załatwić to jak najszybciej i bez zbędnej biurokracji. Zresztą król Artur sam był przeciwnikiem wszelkiej papierologii, więc i tym lepiej dla nich. Dobrze, że król miał dobry humor i rozmowa przebiegała dosyć sprawnie mimo kilku potknięć w zeznaniach. Odchylił się w krześle, by dać czyste pole widzenia przyjacielowi.
        Słuchał wyjaśnienia Dżariela, jednocześnie obserwując zmiany zachodzące na szlachetnym licu monarchy. Z każdym kolejnym zdaniem anioła twarz króla nabierała coraz wyraźniejszej powagi, jakby zdawał sobie powoli sprawę z tego, że to żadne bajki, a czyste fakty. Spoglądał to na przyjaciela, to na monarchę. Miał nadzieję, że chociaż aniołowi król uwierzy, a nie zbędzie tego sarkastycznym komentarzem...
        Poprawił się w krześle, luzując nieco materiał na łopatkach, poprawił również kołnierz, by nie ryzykować utraty dostępu powietrza. Kiedy Dżariel skończył, Nuka był pełen dla niego podziwu. Opowiedział wszystko bez zająknięcia i z taką pewnością siebie, że nawet największy sceptyk świata by mu uwierzył. Tak właśnie było z królem Arturem; mężczyzna postukał palcami o blat stołu w milczeniu, a następnie poprosił służbę, by przyniesiono im coś do picia. Nuka uniósł brew, zerkając z niepewnością na przyjaciela i starając się z nim jakoś niemo porozumieć. Przyniesiono im niedługo później sok z winogron — Esker wiedział, że na służbie nie można było pozwolić sobie na picie alkoholu, ale to już była lekka przesada. Wystarczy, że te winogrona postałyby odrobinę dłużej w piwniczce i mieliby całkiem dobre wino.
        Jego myśli rozwiane zostały przez słowa króla:
        — Najważniejsze, że problem został rozwiązany. Dziękuję, panowie, doceniam wasz wysiłek. Za te różdżki podziękuję również, wolę nie ryzykować utraty ręki. — Przerwał na chwilę, w zamyśleniu wpatrując się w blat. — Kto by pomyślał — kontynuował — że takie plugastwo się do nas przypałęta? Gdyby nie udało się go pokonać, czekałaby nas klęska na niewyobrażalną skalę. Tysiące by z głodu umarły.
        Król Artur wstał. Wstał więc i Nuka, wygładzając przód munduru. Miał zamiar poczekać na dogodny moment, by poprosić przełożonego o wyjazd poza granice wpływu Arturonu. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz. Odeszli od stołu.
        — Panowie, nie skąpię wynagrodzenia za dobrze wykonaną robotę, szczególnie tak trudną. Sir Esker doskonale o tym wie, dlatego i tym razem nie będzie inaczej. Sto pięćdziesiąt Złotych Gryfów dla każdego z osobna. Powiedzmy sobie szczerze, panowie: naharowaliście się jak dzikie woły, to i sakwa musi być ciężka. Esker — zwrócił się bezpośrednio do niego — dobrze wiesz, że jesteś tu mile widziany. Zostańcie tak długo, jak tylko chcecie. Dżarielu — król położył dłoń na ramieniu anioła — dziękuję ci za wszystko. Przypuszczam, że bez twojej pomocy i informacji byłoby krucho. Wynagrodzenia dla was każę przekazać bezpośrednio w wasze ręce, a jeżeli coś będzie nie tak jak powinno być, nie krępujcie się i zgłoście się do mnie. Sądzę, że tę kwestię mamy zamkniętą.
        — Wasza wysokość — wyrwał się Nuka, by zdążyć przed zniknięciem króla — mam prośbę. Chciałbym, by udzielono mi pozwolenia na wyjazd do Adrionu. Prawdopodobnie na stałe. Czy istnieje taka możliwość?
        — Esker, nie jesteś do mnie przywiązany jak pies do budy, od trzech miesięcy nie ma cię w Arturonie i jakoś dajemy sobie radę, nieprawdaż? Służysz mi ponad dziesięć lat, urabiając sobie przy tym ręce po łokcie. Nie byłbym wobec ciebie sprawiedliwy, gdybym nakazał ci tu siedzieć wbrew twojej woli. Ale, żeby formalności stało się zadość, otrzymasz ode mnie moje oficjalne stanowisko na papierze z królewską pieczęcią. Przy okazji nikt nie zarzuci ci zdrady stanu. W sumie przydałby nam się sojusz z państwami elfickimi, zatem oficjalnie mianuję cię moim attaché. I tak miałem wysłać do Adrionu posłańców wraz z misją dyplomatyczną, będziesz więc mógł uprzedzić radę pięćdziesięciu o moich zamiarach.
        Nuka nie posiadał się z radości — nie dość, że na stałe zamieszka w Adrionie ze swoją ukochaną, to król ufał mu do tego stopnia, że mianował go dyplomatą. Ze szczęścia chciał uściskać Dżariego, ale to będzie musiało zaczekać. Trzeba było trzymać fason. Ukłonił się więc w pas, uśmiechając się pod nosem.
        — Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy. Nie zawiodę waszej wysokości.
        — Nie wątpię. — Król również się uśmiechnął. Jego surowe oblicze na moment się rozjaśniło. — Jak długo zamierzacie zostać?
        — Prawdopodobnie jutro rano ruszymy w drogę.
        — Dobrze. Każę więc przygotować wam wszystko, co niezbędne do drogi. A, i Esker...
        — Tak, wasza wysokość?
        — Szanuję twój specyficzny styl bycia, ale w Adrionie możesz częściej wyglądać tak, jak się prezentujesz w tej chwili. Bardziej... reprezentacyjnie.
        — Proszę wierzyć, że moja narzeczona nie omieszka pozostawić mojego nowego stanowiska bez echa.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel nie bał się, że zostanie posądzony o robienie sobie żartów - wcześniej ton rozmowy między nim a Nuką uznał za coś specyficznego dla tej relacji, ale on był obcy, nie miał więc ani powodu by kłamać, ani by sobie żartować. Zresztą aniołów nie posądza się o kłamstwa, wszyscy z góry zakładali, że niebianie są prawdomówni. Laki był więc spokojny i ten spokój było widać w jego oczach, gdy na moment skrzyżował spojrzenia z Eskerem po zakończonej przemowie. Rycerz wyglądał jednak na trochę spiętego… To przez ten mundur czy jakąś gafę anioła? Nie no, chyba nie zrobił niczego, co uraziłoby króla, panował wszak nad słowami i zadeklarował chęć współpracy. Więc oby to był mundur…
        Poczęstunek Dżariel przyjął bez żadnych emocji. Wino czy sok - jemu byłoby obojętne. Tak naprawdę nie przepadał za alkoholem i pił go od niedawna, więc może nawet wybór króla był dla niego lepszy, łatwiejszy do przełknięcia… Chociaż i tak nawet nie zwilżył warg. Uniósł kielich, ale miał mimo wszystko ściśnięte gardło i nie dał rady. Odstawił nietknięty napój i skupił się na królu, który w końcu zdecydował się przemówić. Kiwał głową, jakby zgadzał się z każdym wypowiedzianym przez monarchę zdaniem, a gdy podziękowano mu za różdżki, również lekko się uśmiechnął, jakby mówił “jak pan sobie życzy”. Nie wspomniał, że nie dałby ich do ręki królowi, a pokazał jedynie na wyciągniętej dłoni, bo właśnie - nie chciał ryzykować, że niewprawna osoba zrobi sobie nimi krzywdę. Jego broniła jego własna magia i doświadczenie, a inni byli zdecydowanie bardziej podatni.
        Dżariel wstał wraz z pozostałą dwójką - wiedział, że tak trzeba, że nie można siedzieć, gdy król stoi, a tym bardziej: wstaje. Razem z resztą odszedł od stołu, choć znowu trzymał się z tyłu. Nie ukrywał jednak zaskoczenia, gdy nagle padły słowa o nagrodzie.
        - Wasza wysokość, ale ja to…
        Urwał. Nie wiadomo czy pod wpływem spojrzenia Eskera czy króla, czy sam oprzytomniał. Spuścił wzrok, już nie przepraszając, bo to byłoby tylko pogrążanie się. Nie robił tego jednak dla nagrody, a tym bardziej nie dla nagrody ze strony władcy Arturonu. Walczył z diabłem dla Delii i też poniekąd przez to, że taka była jego rola jako Anioła Światła. A już sama nagroda była dla niego więcej niż zaskakująca. Ogromna kwota, bardzo szczodra, według Dżariela wręcz niezasłużona. Za jedną potyczkę?
        - Wasza wysokość - przełamał się w końcu, gdy król położył mu dłoń na ramieniu. Co prawda nie wypadało przerywać komuś tak wysoko postawionemu, ale nie mógł tego tak zostawić. - Za pozwoleniem. Wasza nagroda jest bardzo szczodra i jestem za nią wdzięczny, ale nie mogę jej przyjąć. Proszę przeznaczyć ją dla tych, którzy ucierpieli przez działania tego diabła.
        Może był głupcem. Może miał wziąć te pieniądze, bo czekało na niego jeszcze wiele miesięcy w drodze, ale wrodzona skromność mu na to nie pozwalała. Nawet jeśli przez to narazi się królowi, chociaż… Nie chciał też robić pod górkę Nuce. Mógł tę odpowiedź wcześniej przemyśleć, by jego przyjaciel nie musiał słuchać ewentualnych wypominek. I jeszcze ten miał prośbę do króla, ych… Świetnie. Całe szczęście monarcha tak czy siak zezwolił Nuce na jego wyjazd. Wyglądało na to, że to już koniec rozmowy.
        - Wasza wysokość - wtrącił się Dżariel, uznając, że to jest ten odpowiedni moment na zabranie głosu. - Za pozwoleniem. Zaraz po po powrocie do kraju będę na audiencji u królowej Delii, jeśli chcielibyście jej coś przekazać za moim pośrednictwem…
        Anioł zawiesił zdanie i nie dokończył, bo nie wiedział w sumie jak. “Proszę się nie krępować?”, “śmiało”? Po prostu się ukłonił.
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Westchnął bardzo, bardzo cicho, by nie zakłócić toczącej się rozmowy. Udało mu się dostrzec lekkie niedowierzanie, jakie wymalowało się na twarzy przyjaciela, gdy król przedstawił kwotę wynagrodzenia. Sam również się zdziwił, bo nie spodziewał się aż tak wysokiej premii. Miła niespodzianka, nie narzekał. Za to Dżariel już owszem, i choć Nuka nie do końca rozumiał, dlaczego anioł nie chciał przyjąć nagrody za rok uganiania się za diabłem, to nie odezwał się w tej kwestii ani słowem. Może i był uważany za dzikusa, ale nawet on posiadał resztki taktu; nie chciał postawić przyjaciela w niezręcznej sytuacji, a króla nie miał zamiaru denerwować. Stał więc cicho i się w oczy nie rzucał, żeby nie przeszkadzać w rozmowie. Król uniósł ze zdziwienia brew, patrząc na anioła jak na kogoś niespełna rozumu, ale nie skomentował, jedynie skinął głową, niewerbalnie dając znak, że szanuje jego decyzję.
        Nuce zaświtał w głowie plan, ale nie mógł go zrealizować w obecności Dżariela, bo skończyłoby się na zamiarach, dlatego chciał odczekać aż zakończą konwersację, by móc swobodnie działać. Włożył ręce do kieszeni spodni, z nieukrywanym zainteresowaniem przysłuchując się rozmowie. Jego przyjaciel naprawdę nadawał się lepiej na dwór królewski od niego; pełen wdzięku, gracji, cichej determinacji, no i zachować się potrafił. Nie to, że Esker nie potrafił, ale z pewnością Dżarielowi wychodziło to o wiele zgrabniej. Anioł zapewne nie krzyknąłby na cały głos, że gówno obchodzą go problemy zakompleksionego paniczyka, w otoczeniu samych wysoko postawionych królewskich przedstawicieli. A tak właśnie było... Mimo tego, jak wybrzmiało tamto zdanie, Nuka nie czuł się zawstydzony lub zbity z tropu. Pamiętał jedynie wściekłość, jaka go wtedy ogarnęła. Nawet on kiedyś musiał stracić cierpliwość. Teraz jednak niemal wzorowo kierował się zasadami dobrego smaku. Dla przyjaciela, nie dla króla. Król Artur doskonale zdawał sobie sprawę z... niekonwencjonalnych rozwiązań Eskera i szanował je, bo były skuteczne. Nie narzekał więc na jego braki w etykiecie.
        Król zamierzał skorzystać z propozycji anioła. O królowej Delii niewiele słyszał, lecz wszelkie plotki, jakie do niego dotarły, traktowały o jej zapierającej dech w piersi urodzie i godnej podziwu dobroci.
        — Chciałbym prosić, abyś przekazał ode mnie gratulacje z okazji córki oraz wyrazy szacunku. Wokół Arrantalis poczęły powstawać już mity, tu, wśród prostego ludu Wybrzeża Cienia. Oby królowej wiodło się tak dobrze jak dotychczas.
        Posłał aniołowi skromny uśmiech. Wolał nie mieć wroga we władczyni Wysp. Miłe słowa miały szansę przekształcić się kiedyś w miły sojusz. Odetchnął głęboko, biorąc się pod biodra.
        — No, panowie. Sądzę, że wszystko mamy ustalone. Jak mówiłem, nie wyjedziecie stąd bez odpowiedniego wyposażenia. Wierzę, że bez szwanku uda wam się dotrzeć tam, gdzie dotrzeć zamierzacie. A teraz wybaczcie, jeszcze kilka obowiązków na mnie czeka.
        Nuka skłonił się krótko, odprowadzając króla wzrokiem. Zaraz jednak wyprostował się i szybko podszedł do Dżariela.
        — Muszę jeszcze załatwić jedną sprawę — powiedział, kładąc mu dłoń na ramieniu. — Spotkamy się w skrzydle gościnnym.
        Poklepał go pokrzepiająco, po czym nie czekając, odwrócił się na pięcie i potruchtał za królem. Zaraz potem zniknął za drzwiami prowadzącymi do kuchni.

        Nie minęło pół godziny, kiedy wrócił do swojej komnaty. Cały w skowronkach. I z niedużą skrzyneczką w rękach. Zdjął jedynie buty, by nie narażać stóp na odciski, po czym powędrował w stronę komnaty Dżariego. Nie prosił o pozwolenie na wejście, po prostu otworzył drzwi. W ogóle nie przeszkadzał mu fakt, że jego przyjaciel właśnie się przebierał. Ostatnie, co mógł odczuwać, to skrępowanie. Postawił bez słowa skrzyneczkę na komodzie przy drzwiach i położył na niej dłoń.
        — Twoje sto pięćdziesiąt Złotych Gryfów, bo chyba zapomniałeś — powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżarielowi wydawało się, że sprawa jest załatwiona i że król uszanował jego decyzję, choć przez moment wyglądał na zaskoczonego. Dopiero miał się przekonać, że to była tylko zasłona dymna, ale póki co ze spokojem brał udział w dalszej rozmowie… A raczej przysłuchiwaniu się, bo za wiele do powiedzenia nie miał. Ponownie odezwał się na sam koniec, ze swoją propozycją poselstwa. Spodziewał się, że król zechce skreślić kilka słów i posłać go z listem, ale skoro jego zdaniem wystarczyły słowne pozdrowienia… Cóż, to on był królem i miał z pewnością lepsze wyczucie niż jakiś tam anioł.
        - Naturalnie, przekażę - zapewnił więc gorliwie, po raz kolejny kłaniając się przed władcą. Później audiencja dobiegła końca - Laki skłonił się po raz ostatni i już praktycznie wycofywał się do wyjścia, gdy został powstrzymany przez Nukę: ten jednak chciał tylko uprzedzić go o swoich działaniach.
        - Naturalnie - przytaknął mu, bo instrukcje były jasne, a on z góry założył, że po prostu Esker musi pomówić z królem o czymś, co wymagało rozmowy w cztery oczy. Może były to sprawy państwowe, może prywatne - w to nie wnikał, ufał swojemu przyjacielowi. Wyszedł więc z sali tronowej sam, nawet nie obracając się w stronę Nuki. Jak po sznurku wrócił do swojego pokoju, nie zatrzymując się nigdzie i nie zwiedzając pałacu, bo nie miał ku temu żadnego powodu i też nie chciał napytać sobie biedy, wchodząc tam, gdzie by mu nie było wolno. Po tym, gdy już zamknął za sobą drzwi swojej komnaty, odetchnął i przeciągnął się. Ta rozmowa kosztowała go jednak trochę nerwów i nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo był do tej pory spięty. Z przyjemnością obmył twarz, by się trochę orzeźwić, po czym uznał, że tego dnia już na pewno nie wyściubi nosa na korytarz, więc może przebrać się w coś swobodniejszego. Nim jednak się za to zabrał, starannie schował diabelskie różdżki, by nikt przypadkiem ich nie dostał w swoje ręce. Później zrzucił z siebie spodnie i koszulę, by przebrać je na coś mniej dopasowanego, luźniejszego. Był jeszcze rozebrany od pasa w górę, gdy nagle usłyszał, że ktoś wkracza bez pukania do jego pokoju. Osłonił się natychmiast skrzydłem i zerknął nad nim w stronę wejścia, by upewnić się kto też tak bezczelnie się do niego wpakował. Nuka. No tak, jemu było wolno, w gorszych okolicznościach wszak się widywali. Dżariel uśmiechnął się do niego przepraszająco i zaraz się rozluźnił. Wyraz jego twarzy stężał jednak momentalnie, gdy zauważył skrzyneczkę i jeszcze od Eskera dowiedział się co jest w środku.
        - Ja ich nie zapomniałem - odpadł, jakby był urażony tym komentarzem. - Ja ich nie przyjąłem. Nuka, nie mogę tego wziąć, po pierwsze ta kwota jest za duża, a po drugie nie robiłem tego na zlecenie króla. Naprawdę te pieniądze bardziej przydadzą się ludziom, którzy ucierpieli przez tego diabła.
        I to powiedziawszy anioł ze złością wciągnął na siebie koszulę. Obrócił się do Nuki lekko bokiem, gdy sięgnął za siebie, aby zawiązać tasiemki pod skrzydłami. W stronę przyjaciela i stojącej na komodzie skrzynki ze złotem nawet nie zerkał.
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Eskera nieco zatkało, choć spodziewał się podobnej reakcji ze strony przyjaciela. Dżari był nad wyraz skromny i nie dostrzegał tego, jak bardzo pomógł okolicznym rolnikom... Nuka nie czuł się zawstydzony swoim czynem, bo wiedział, że był on słuszny, tylko anioł jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy. I to był właśnie moment, w którym rycerz postanowił mu to uzmysłowić.
        Westchnął głęboko, spojrzał na anioła spode łba i pacnął od niechcenia skrzyneczkę z pieniędzmi. Zrobił krok naprzód.
        — Wybacz, jeśli cię uraziłem — powiedział szczerze, choć jego ton wykazywał niezrozumienie. — Ale nie powinieneś odmawiać nagrody. W sumie, to już nie o samą nagrodę chodzi. Dżari — rzekł zdecydowanie — przez rok goniłeś tego diabła. Powtarzam: przez rok. Przemierzyłeś, kurde, z pół kontynentu zanim go dopadłeś, a i tak ostateczna walka była wystarczająco trudna. Ten sukinsyn zniszczył ziemie twojej ukochanej, naprzykrzał ci się od początku, a ty go załatwiłeś. Wykonałeś kawał, wielki, ogromny kawał ciężkiej roboty, której trzy czwarte wojowników nie podołało. To ci się po prostu należy.
        Nie wiedział, czy to przekona sumienie anioła. Czuł się trochę jak generał armii królewskiej, przemawiający do swoich żołnierzy przed atakiem wroga, by podnieść im morale. Nie chciał, by pokłócili się o pieniądze, bo to by był już szczyt głupoty. Ale nie zamierzał pozwolić, by jego przyjaciel odszedł stąd bez niczego. W końcu, jakby nie patrzeć, Nuka też był mieszkańcem tych ziem, ba!, miał nawet swoje hektary niedaleko. I to dzięki Dżarielowi one przetrwały. Nie miał zamiaru odpuścić. Sięgnął po mocniejsze karty.
        — Dżari, bracie, schowaj dumę do kieszeni, bo się nią nie najesz, albo jak Prasmoka kocham, wezmę te pieniądze, pojadę do Arrantalis i osobiście przekażę je Delii, i nie będą mnie wtedy obchodziły jakiekolwiek dworskie konwenanse.
        Oczywiście nie zamierzał tego robić, bo na pewno anioł by go wyprzedził. Ale on nie musiał tego wiedzieć. Skrzyżował ramiona, oczekując reakcji ze strony przyjaciela. Bardzo liczył na tę pozytywną.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel - pozornie skupiony na wiązaniu tasiemek tuniki - tak naprawdę uważnie słuchał przemowy swojego przyjaciela. Zerknął na niego parokrotnie na samym początku, gdy ten westchnął, zapowiadając tym samym dłuższą pogadankę. Anioł niespecjalnie chciał o tym rozmawiać i nawet nie chciał słuchać. Podjął decyzję, której nie chciał zmieniać, bo była zgodna z jego sumieniem i poglądami. Ale nie przerywał. Ba, nie odezwał się nawet wtedy, gdy Esker skończył mówić. “To ci się po prostu należy” - może według niektórych tak. No i nie można było odmówić sensu i logiki jego argumentom. Dżariel był nawet trochę dumny słuchając tych wyliczeń - w innych okolicznościach uznałby, że to komplement, pochwała jego determinacji i umiejętności. Jednak nadal nie umiał uznać tego za powód do przyjęcia tak hojnej nagrody.
        W końcu Laki skończył wiązać swoją tunikę na plecach. Poruszył skrzydłami, by ją na sobie dobrze ułożyć, po czym podszedł do łóżka i usiadł. Musiał w końcu coś powiedzieć, podniósł więc wzrok na Nukę, nabrał tchu… i siedział cicho, bo Esker był szybszy. Dżariel skrzywił się słysząc jego szantaż.
        - I co niby Delia ma z nimi zrobić? - zapytał szorstko, gdy już ten argument padł. Spuścił wzrok i zapatrzył się w swoje splecione dłonie. Westchnął.
        - Właśnie o to chodzi - oświadczył. - To Delia wysłała mnie na tę misję i to od niej jak już powinienem przyjąć nagrodę. W ogóle nie powinienem tak naprawdę robić tego dla nagrody, bo to mój obowiązek jako sługi Pana, by chronić ludzi przed takim plugastwem. Dla mnie to, że działając dla niej wezmę nagrodę od twojego króla jest zwykłą pazernością. I jeszcze ta kwota! - dodał, machnięciem ręki wskazując imponującą szkatułkę. Westchnął. - Ale chyba teraz i tak nie mam wyjścia - skapitulował. - Skoro specjalnie poszedłeś, by przekonać króla, aby dał mi te pieniądze, narobiłby ci wstydu zwracając je.
        Choć anioł zamilkł, wydawało się, że nie powiedział wszystkiego. Chwilę siedział bez słowa, gapiąc się w podłogę.
        - Dzięki, że o mnie dbasz - powiedział w końcu. - Teraz nie umiem tego docenić, trochę moja duma cierpi, ale naprawdę rozumiem, że zrobiłeś to dla mojego dobra. Dziękuję.
        Dżariel podniósł w końcu wzrok na swojego przyjaciela i uśmiechnął się do niego subtelnie.
Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 98
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Przecież pieniądze nie mogły ich poróżnić. Byli ponad to. W sumie to już nawet o pieniądze nie chodziło, bardziej stanowiły swego rodzaju symbol. Nie ma mowy, by stały się przepaścią między nimi. Byli na to za mądrzy. Nuka jednak zdał sobie sprawę ze swojego błędu. Nie żałował, że wziął to, co się Dżarielowi należało, nie. Niczego nie żałował. Było mu jedynie głupio, że postawił przyjaciela w sytuacji bez wyjścia. Że nie chciał go wysłuchać. Zreflektował się, że właśnie to robi. Słuchał go, i choć miał ochotę mu przerwać i rzucić, że chrzani farmazony, nie zrobił tego. Szanował jego postawę, szanował jego poglądy. Dlatego ugryzł się w porę w język. Westchnął ciężko, schował dłonie do kieszeni spodni, spuścił wzrok.
        — Wiesz, że nie chcę cię do niczego zmuszać, i nie zrobię tego — rzekł spokojnie, przenosząc wzrok na anioła. — To twoja decyzja, czy przyjmiesz te pieniądze, czy nie. Miej jednak świadomość, że nie byłby to akt pazerności. Zapewniono mnie, że wystarczy środków na stuprocentowe pokrycie szkód, które ten sukinsyn wyrządził. Z tymi pieniędzmi — położył dłoń na skrzynce — czy bez nich. Jeśli ich nie weźmiesz, służące dostaną niezły napiwek. — Zaśmiał się pod nosem.
        Podszedł do Dżariego z wolna, po czym usiadł obok niego na wygodnym łóżku, tak, by nie naruszyć jego bajecznych skrzydeł. Położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
        — To nie jest kwestia życia i śmierci. Jeśli decyzję podejmiesz w zgodzie ze swoim sumieniem – tyle mi wystarczy.
        Poklepał go pocieszająco. Nie wypowiedział magicznego słowa: „przepraszam”, ale Dżari będzie wiedział, że mu przykro. Wstał więc i bez zbędnego gadania opuścił komnatę anioła, by wrócić do swojej. Na miejscu zdjął z siebie niewygodne umundurowanie, rzucił je na łóżko i skierował się ku biurku, by nabazgrolić kilka krzywych słów do Ahné.

Najdroższa,
Mam nadzieję, że dobrze się czujesz, że jesteś zdrowa i że wszystko u Ciebie w porządku. Nie uwierzysz, co mi się przydarzyło, ani kogo poznałem. Długa historia, ale wiedz, że nic mi nie jest. I że wkrótce się zobaczymy.

Twój Nuka
PS: przywiozę ze sobą gościa. Nie panikuj, to przyjaciel. Do zobaczenia.


        Chciał to napisać w języku elfów, ale skoro miał problemy z pisaniem we Wspólnej Mowie, to wolał nie eksperymentować z jeszcze bardziej skomplikowanymi znakami. Te wszystkie kreseczki nad i pod literkami… Jeszcze by napisał, że zamierza sprzedać swoją narzeczoną, zamiast ją odwiedzić. Przeczytał to, co nakreślił, krzywiąc się przy tym. Pismo dwulatka wyglądałoby lepiej, to na pewno, bo jego przypominało, jakby nie dość, że był pijany, to w dodatku był kurą. A pisząca, pijana kura nie byłaby w stanie stworzyć niczego… czytelnego. Niemniej, zaadresował list i przekazał go posłańcowi, po czym bez wyrzutów sumienia rzucił się na łóżko. I zasnął.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        - Nawet gdybyś chciał to byś nie dał rady - zażartował Dżariel, gdy Nuka zapewnił, że do niczego go nie zmusi. Nie dyskutował już o chciwości i zostawianiu pokojówkom szczodrej nagrody na komodzie, choć wyobrażał sobie, że dziewczyny, które by ją znalazły, najpewniej by się przestraszyły… A jeśli zabrałyby pieniądze bez słowa, anioł naprawdę nie chciałby mieć z nimi do czynienia. On jednak nie kłócił się już z Nuką. Patrzył, gdy ten do niego podchodził, a gdy już nabrał pewności, że ten chce usiąść obok niego, cofnął nieco skrzydła, aby mu nie przeszkadzały. To były dla niego ruchy już zupełnie naturalne - szybko przypomniał sobie stare ruchy i wykonywał je podświadomie, choć po czasie docierało do niego co zrobił i sprawiało mu to dziwną przyjemność. Po prostu znowu czuł się na miejscu.
        - Jasne. Dziękuję - odpowiedział tak po prostu przyjacielowi. Poklepał go po ramieniu, a gdy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się do niego. Nic nie musiał mówić, rozumieli się bez słów: temat nagrody był już zamknięty.
        - Spokojnej nocy, Bubu! - zawołał za nim, gdy rycerz był już w progu. Dopiero gdy został sam dotarło do niego, że w sumie nie ustalili żadnego planu na następny dzień. O której ruszają, gdzie się spotykają, absolutnie nic… Ale to nie problem. Nigdzie im się nie spieszyło aż tak bardzo, by każda chwila była cenna. Owszem, każdy z nich myślał o chwili, gdy spotka po raz kolejny swoją ukochaną, ale nie było sensu się spinać. Anioł posiedział więc jeszcze chwilę w oknie, obserwując roztaczający się za nim krajobraz portowego miasta, a gdy już nasycił wzrok i zrobiło się naprawdę ciemno, udał się na spoczynek. To był długi dzień.

        Następnego ranka Dżariel mógł szczerze przyznać, że pospał sobie jak nigdy. Gdy się obudził, słońce już dawno wzeszło, choć pora jeszcze nie była barbarzyńsko późna - ot, taka, aby nie przegapić śniadania. To spożył razem z Nuką w jego pokoju, bo oboje uznali, że nie zależy im na łażeniu po pałacu do jadalni i z powrotem, a służbę najwyraźniej taka prośba nie zaskoczyła - może wręcz byli na to przygotowani, bo zadziwiająco sprawnie przynieśli wszystko do komnaty Eskera. Anioł jadł z prawdziwym apetytem, ale też jakby w pośpiechu - chyba ekscytował się przed zbliżającą się podróżą. Nie pozwolił zresztą, by jedzenie dobrze uleżało się w żołądku, gdy zapytał Nukę “ruszamy?”. On już był spakowany. A gdyby przyjaciel zapytał go dokąd mu tak pilno, odpowiedziałby szczerze - do domu.
        Opuścili miasto jeszcze przed południem, wyjeżdżając bramą prowadzącą na północ. Mieli przed sobą wiele dni drogi nim natrafią na swój pierwszy przystanek - Adrion - a później dotrą do Arrantalis. A co jeszcze może się stać po drodze?

        A szkatułka? Gdy pokojówki przyszły posprzątać po gościu, na komodzie nie było już żadnej szkatułki. Dżariel zabrał ją jednak ze sobą, choć zawartość zamierzał wykorzystać na swój sposób.

Ciąg dalszy: Dżariel i Nuka
Zablokowany

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość