ArturonZa murami królewskiego dworu

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Nuka
Błądzący po drugiej stronie

Rola

Posty: 67
Rejestracja: 10 miesiące temu
Kontakt:

Za murami królewskiego dworu

Post autor: Nuka » 1 tydzień temu

        Jechali, nie spiesząc się. Podróż do Arturonu była już jedynie formalnością, Esker musiał się odmeldować i złożyć raport królowi, a później prosto do Adrionu, bez zbędnego zbaczania z wyznaczonej trasy. Fakt faktem, w rodzinnym mieście swojej ukochanej był tylko raz, lecz zapamiętał najkrótszą trasę co do najmniejszego szczegółu, zwłaszcza, że wraz z Ahné omawiali ją przez co najmniej dwa tygodnie zanim doszli do konsensusu względem tej najlepszej i najszybszej. A jednocześnie najbezpieczniejszej. Wiadomo, że na mniej uczęszczanych drogach czaiło się mnóstwo przeszkód, gotowych biednych podróżnych zwabić i schwytać w swoje sidła. Ale jako że Nuka był znawcą Wschodnich Pustkowi, wytyczył przez nie taki szlak, by nie natrafić na nim na niepożądane niedogodności. Nie mógł narażać Ahné. Tak jak nie narazi teraz Dżariela. Pojadą dokładnie tą samą drogą, innego wyjścia nie było.
        Miał dobry humor, z trzech powodów. Pierwszym była świadomość, że nieuchronnie zbliżał się czas spotkania z jego najwspanialszą Ahné. Drugi powód jechał obok niego na srokatym rumaku; dzięki Dżarielowi miał jeszcze jeden, by być zadowolonym z życia. Mianowicie — zdołał się wyspać. Nie omieszkał podziękować przyjacielowi za nieopisaną pomoc w zaśnięciu, i mimo że nie przepadał za magią samą w sobie, to zdolności anioła bardzo lubił i sobie cenił, a czasem nawet mu ich zazdrościł, choćby właśnie dlatego, że sam na siebie nie mógł rzucić tak pożądanego przez niego zaklęcia.
        Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie słowa przyjaciela sprzed wyjazdu z karczmy. Wtedy nie przychodziło mu do głowy nic, czym mógłby wesprzeć teoretyczny brak etykiety anioła, bo Esker był święcie przekonany, że on sam potrzebował lekcji, a nie niebianin. W zestawieniu z Dżarielem Nuka zachowywał się jak, nie przymierzając, dzikus, chociaż w obecności króla, przy którym nie wypadało być... sobą, swoją rolę odgrywał należycie. Zachowywał się. Byle jak, ale się zachowywał. Tym razem zamierzał dać z siebie o wiele więcej, bo w końcu stawką był wyjazd do Adrionu...
        Agat za niego ominął dziurę na trakcie — nawet lepiej, bo kierujący jechał z głową w chmurach, zastanawiając się nad radami dla przyjaciela. Po chwili spojrzał na anioła i zagaił:
        — Zastanawiałem się nad twoimi rozterkami, wiesz, o których w karczmie wspominałeś. Wątpię, byś wiedział na temat etykiety mniej niż ja, szczerze powiedziawszy, a wręcz odwrotnie. Król Artur z dystansem podchodzi do wszelkich konwenansów, bardziej ceni sobie szczerość niż wyuczony savoir-vivre. — Wykrzywił się, jakby wypił szklankę zsiadłego mleka. — Wierz mi, nie masz się czym martwić — zapewnił optymistycznie, choć zdawał sobie sprawę, że łatwo było mówić.
        Sam również miał kilka obaw, których jednakże nie zamierzał okazywać, by jeszcze bardziej nie denerwować już wystarczająco zestresowanego anioła. Mimo że król Artur przychylnie podszedł do propozycji Eskera, by ten działał na jego rozkaz poza granicami państwa, Nuka obawiał się, że prośba o wysłanie go do Adrionu zostanie odrzucona, nie wspominając już o pomyśle wyjazdu do Arrantalis... Postarał się odgonić ponure myśli, by móc zanurzyć się w tych milszych.
*
        Arturon wczesnym popołudniem żył zgiełkiem i hałasem, które dochodziły głównie z dzielnicy portowej pełnej kramów, tawern, magazynów i targowisk. Stocznie działały bez przerwy, a przystanie roiły się od statków i łodzi przewożących ładunki do innych rejonów Alaranii. Nuka zaciągnął się głęboko, pełną piersią, znajomym zapachem morskiej bryzy i świeżych ryb. Przejeżdżali właśnie kamiennym mostem nad kanałem; hałas zagłuszał stukot końskich kopyt.
        — Tutaj — Nuka wskazał palcem na drewnianą przybudówkę przy niedużej kamienicy — serwują najlepszego halibuta w całej Alaranii, nigdzie indziej takiego nie uświadczysz, mówię ci.
        Przeprawiwszy się przez most, wjechali w jedną z ciasnych uliczek, które prowadziły do wyższego pierścienia miasta. Esker jechał cały w skowronkach, mogąc pokazać przyjacielowi uwielbiane przez niego miasto. Opowiedział pokrótce strukturę budowlaną Arturonu, że skupiono się przede wszystkim na jego funkcjonalności, a dopiero później na wyglądzie — tylko górny pierścień był do podziwiania, reszta świadczyła o pragmatyczności, zwłaszcza, że jako miasto portowe Arturon musiał być dostosowany do ludzi i ich potrzeb, a nie na odwrót.
        — To nie to samo, co wyborne Arrantalis — rzekł, gdy mijali dzieci bawiące się w ciuciubabkę — ale swój urok ma. Chociaż nie każdy przepada za nieodłącznym zapachem ryb, który towarzyszy temu miastu dzień i noc... Idzie się przyzwyczaić po tylu latach. — Mrugnął do anioła, posyłając mu wesoły uśmieszek.
        Esker zaproponował, by resztę drogi przeszli już o własnych siłach, dając odpocząć wierzchowcom. Zapewnił Dżariela, że konie otrzymają najlepszą opiekę z możliwych, bowiem zajechali do koszar straży miejskiej, w której kiedyś udało się Nuce zabawić na dłużej. Budynek był duży, kilkupiętrowy, acz prezentował się godnie i nawet cieszył oko. Nie sprawiał wrażenia siedziby straży, większość zwiedzających sądziła, że to jakaś ambasada, mimo że przy dwuskrzydłowych drzwiach, po obu stronach widniały sztandary z herbem Arturonu. Na przeciw wyszedł im rosły mężczyzna w ciemnozielonym mundurze. Na pierwszy rzut oka nie był to typ, z którym chciałoby się jakkolwiek, o czymkolwiek rozmawiać. Podszedł do nich wojskowym krokiem.
        — Panowie do kogo? — zapytał, lustrując ich spojrzeniem.
        Nuka zeskoczył z siodła i poklepał konia po szyi, po czym odgarnął włosy z twarzy i zanim zdążył jakkolwiek odpowiedzieć, mężczyzna wykrzyknął:
        — Niech mnie piorun trzaśnie! Esker?
        Nuka uniósł brew. Nie przypominał sobie, by znał tego człowieka, ba, nie widział go nigdy na oczy... Odchrząknął, wyraźnie zdezorientowany.
        — Owszem — odparł. — A pan, panie...?
        — Viggo! Adalbert Viggo, pamiętasz?
        — O, Prasmoku! — Nuka złapał się za głowę. — Za żadne skarby bym cię nie poznał! Dżariel, pozwól, że ci przedstawię mojego kolegę po fachu, Adalberta. Robiliśmy razem w patrolu, jeszcze zanim król Artur powołał mnie na stanowisko gwardzisty. Kopę lat! Powiedz, skąd ta blizna?
        Viggo przejechał palcem po twarzy, od czoła, przez oko, aż po żuchwę, i uśmiechnął się paskudnie.
        — Rekruci. Zeźlili się, że każą im robić cokolwiek, skoczyli kupą, jeden miał całkiem ostry nóż. — Machnął ręką. — Nieważne. A co ciebie sprowadza?
        Nuka zerknął kątem oka na Dżariela, uśmiechnął się i odparł:
        — Mam sprawę do króla. Nie cierpiącą zwłoki.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 154
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 1 tydzień temu

        Dżariel był chyba bardziej zdenerwowany wizytą u króla niż Nuka. Zwalał to na karb doświadczenia i obycia - choć jego przyjaciel nie sprawiał takiego wrażenia, znał to środowisko znacznie lepiej niż on. No i dla niego były to znajome twarze, znajome miejsca, a anioł był tam obcy. Nie było całe szczęście tak, że zdjął go paraliżujący strach i że nie będzie umiał znaleźć języka w gębie, gdy przyjdzie do rozmowy z Arturem Robem, ale… na pewno nie będzie prowadził swobodnej konwersacji - ten obowiązek akurat w całości będzie spoczywał na Nuce.
        - Dzięki - mruknął mimo wszystko Laki na wieść, że król nie był tak formalny jak mogłoby się wydawać. Faktycznie poczuł drobną ulgę. - Ale jakby co to kop mnie w goleń bez litości - dodał.

        Dżariel podziwiał Arturon, jakby trafił tu na wycieczkę, a nie z misją. Miał prawo, by się trochę rozluźnić, nasycić oczy, cieszyć się tętniącym życie miastem. Przez ostatni rok włóczył się raczej gościńcami i przez niewielkie miejscowości, do dużych miast wjeżdżając sporadycznie. Cenił sobie co prawda ciszę i spokój wsi, ale lubił czasami nacieszyć oczy barwnym tłumem – zwłaszcza tak barwnym, jak to bywa w miastach portowych. Nuka zaś był doskonałym przewodnikiem – nie opowiadał nurzących faktów historycznych tylko mówił o codziennym życiu i ciekawostkach. Nie to, by Dżariel nie doceniał historii i architektury, ale po prostu bywały dni – takie jak ten – gdy nie miał ochoty zawracać sobie tym głowy. Wolał dowiedzieć się, gdzie można zjeść dobrego halibuta.
        Tuż przed wjechaniem na wyższy poziom miasta, Dżariel gwałtownie wstrzymał konia. Poprosił Eskera, by ten potrzymał mu cugle, po czym zeskoczył i podszedł do kramu, który przykuł jego wzrok. Stoisko modniarsko pasmanteryjne, tak naprawdę to niewielki sklepik, którego bogaty asortyment był wystawiany na zewnątrz, bo w środku się już nie mieścił. Anioł podszedł do sprzedawczyni, która wyglądała na bardzo zaskoczoną zainteresowaniem tak nietypowego klienta, ale zaraz przemówił przez nią profesjonalizm i z uśmiechem zapytała czy może w czymś pomóc. Powstrzymała się jedynie od sugestii w stylu „być może szuka pan czegoś dla swojej damy?”, bo nie wiedziała, czy przy aniele może mówić takie rzeczy. Dżariel od razu zainteresował się ułożonymi kolorystycznie wstążkami – muskał je ostrożnie lewą ręką, odsłaniając przy tym umyślnie lecz subtelnie swój talizman otrzymany od swojej królowej. Szybko wybrał coś bardzo podobnego i zapłacił bez gadania ani targowania się – to była zbyt drobna kwota, by cokolwiek z niej urwać. Podziękował i zaraz wrócił do Nuki.
        - Tej, którą noszę, nie mogę już oddać Delii – wyjaśnił mu. – Pomyślałem, że być może ucieszy się z nowej.
        Dżariel przyjrzał się jeszcze raz swojemu zakupowi, po czym wepchnął go do kieszeni i wskoczył na koń. Prychnął, słysząc komentarz o kraju rządzonym przez jego ukochaną.
        - Nie zgrywaj prowincjonalnego kuzyna. Arrantalis to oczywiście piękne miasto, ale wcale nie różni się aż tak bardzo od Arturonu. W każdym porcie śmierdzi rybami, uwierz mi, byłem chyba w każdym z nich na całym kontynencie. No, dobrze… Tu faktycznie czuć trochę bardziej - dodał, mrugając porozumiewawczo do rycerza.

        Dżarielowi niewiele było trzeba, aby go przekonać do zostawienia koni przed dotarciem do pałacu - wahał się tylko przez to, że nie wiedział gdzie mogliby je odstawić na ten czas, ale skoro Nuka znał bezpieczne miejsce, nie musiał już przekonywać anioła. Ten wyglądał jednak na trochę zaskoczonego, gdy dowiedział się, że chodziło o koszary straży, lecz nie dyskutował - jechał za Eskerem i czekał jak się sytuacja rozwinie. A ta rozwinęła się, cóż, ciekawie. Strażnik, który wyszedł im naprzeciw, wyglądał jakby zamierzał ich wyrzucić dla samej zasady, a już po chwili jego nastawienie zmieniło się jak noc przechodząca w dzień. Anioł obserwował to pewne zaskoczenia powitanie zsiadając z konia, a gdy Nuka go wezwał, on już stał obok. Uśmiechnął się do strażnika i podał mu dłoń na powitanie.
        - Dżariel Laki, miło mi poznać kolegę mojego przyjaciela - zapewnił, po czym wycofał się, by oni mogli sobie pogadać. Skrzywił się lekko na wieść, że Viggo swój wygląd zawdzięczał rekrutom. Co za wychowanie…
        Znaczące spojrzenie, które nagle posłał mu Esker, spotkało się z odpowiedzią w postaci nikłego uśmiechu i ucieczki wzrokiem.
        - Fakt, trochę się się nam spieszy… - zgodził się. - B… Nuka? - upewnił się, wykonując krok w stronę swojego wierzchowca, jakby faktycznie chciał już odstawić zwierzaki do stajni i iść do pałacu. Jeśli Esker będzie chciał pogadać sobie ze starym znajomym, może zrobić to wieczorem.

Awatar użytkownika
Nuka
Błądzący po drugiej stronie

Rola

Posty: 67
Rejestracja: 10 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 6 dni temu

        Skinął głową przyjacielowi, zgadzając się z jego słowami. Zauważył jak Adalbert z zaciekawieniem przyglądał się Nuce, a raczej temu, co na nim wisiało, bo z pewnością nie można było nazwać tego odzieniem — prędzej jego resztkami. Mężczyzna uniósł brew, lustrując kolegę od stóp do głów, podkręcił z zaintrygowaniem gęstego wąsa i zaśmiał się pod nosem.
        — Wyglądasz okropnie, Esker...
        — A patrzyłeś ostatnio w lustro? — zripostował Nuka, przejeżdżając symbolicznie palcem po swojej twarzy.
        — Ha! — zakrzyknął Viggo, dotykając czubka nosa. — Wyszczekany, jak zawsze, nic się nie zmieniło, widzę. Tylko żebyś przełożonemu tak nie odpowiedział, bo niewiele z ciebie zostanie.
        — Martwienie się o to zostaw mnie. — Poklepał znajomego po silnie umięśnionym ramieniu, lecz Adalbert nie poprzestał na tych dwóch komentarzach.
        — Zamierzasz iść tak do króla? — Ponownie otaksował Eskera spojrzeniem piwnego oka.
        — No przecież się umyję przed spotkaniem, nie jestem dzikusem.
        — Mówisz...
        Zbył uwagę kolegi milczeniem, nie chcąc po raz kolejny wdawać się z nim w dyskusję na temat higieny osobistej, której zresztą żołnierz również często nie przestrzegał. Nuce można było jeszcze wybaczyć, przez wzgląd na faktycznie długie przebywanie poza cywilizacją i szlajanie się po krzakach z rozkazu króla, lecz Adalbert lubił sobie nierzadko zaśmierdnąć mimo mieszkania w całkiem dobrych warunkach. Popatrzył tylko na Dżariela z rozbawieniem, pokręcił głową i zdjął wodze z szyi Agata. Im obu się spieszyło, a gra była warta świeczki, więc nie ceregieląc się dłużej, oddali Adalbertowi wierzchowce pod opiekę, zastrzegłszy, że będą domagać się ich zwrotu. Wojskowy mruknął pod nosem, że nie słyszał, aby Nuka kiedykolwiek dał za konia kwotę, jaką był wart, ten zaś sprostował, że nadal tak jest, i bez słowa wyjaśnienia podziękował, chwyciwszy szybko Dżariela za ramię, po czym odciągnął go na bezpieczną odległość — z dala od koszar. Aniołowi od razu wytłumaczył ten pośpiech, ruszając z wolna w stronę pałacu:
        — Viggo jest nadzwyczaj praworządny — rzekł z cicha, pocierając kark. — Kiedy król postanowił umieścić mnie z początku w straży miejskiej, miałem robić za ich gońca, a jako że nie chciało mi się czekać aż przydzielą mi konia... sam go sobie wziąłem z królewskich stajni. — Zrobił głupią, nieco przepraszającą minę. — Nie wiedziałem, że mi nie wolno! — dodał usprawiedliwiającym tonem. Odchrząknął. — Zostawiłem wtedy kilka srebrników za tego konia, choć był wart o wiele, wiele więcej. — Parsknął pod nosem, przykładając dłoń do czoła. Nie dziwił się, że wśród wojskowych uchodził za dzikusa, nie dał bowiem powodów, by uważano inaczej.
        Okolica zmieniała się wraz z kolejnymi krokami, które stawiali. Z drewnianych budynków i zabłoconych podwórzy, z pachnących rybami doków wypełnionych portowymi odgłosami szli ku bardziej estetycznie wyglądającej części miasta, w której przeważały kamień, marmur i wypielęgnowane trawniki. Wyższy pierścień charakteryzował się minimalistycznym stylem architektury, chociaż gdzieniegdzie można było się dopatrzeć efektów samowoli budowlańców i architektów w postaci skromnych fresków czy płaskorzeźb na niektórych budowlach. Do pałacu prowadził zadbany deptak utworzony z kamiennych płyt, a po jego obu stronach widniały posągi podobizn mieszkańców, którzy zasłużyli się miastu wybitnymi osiągnięciami w różnych dziedzinach. Nuka przystanął na moment, by przyjrzeć się jednemu z nich. Statua przedstawiała kobietę w kapłańskich szatach, z wieńcem kwiatów na głowie i wagą w dłoniach. Rycerz włożył ręce do kieszeni, zamyśliwszy się nad postacią.
        — To chyba jest Elena z Serenaai — pomyślał na głos. Zorientowawszy się, że Dżariel go słucha, dodał kilka ciekawostek do swoich rozmyślań. — Była najwyższą kapłanką kultu Prasmoka na Wybrzeżu Cieni. Z tego, co mi się kojarzy z lekcji historii, w Arturonie doszło kiedyś do jakiejś tragedii, chyba doki się wtedy spaliły. Sprawca uciekł, a oskarżenie padło na niewinną osobę. Ponoć prawo było niegdyś takie, że najwyższa kapłanka miała bronić oskarżonego, czy coś w tym rodzaju... Ach, nie! Miała bronić tego, kto twierdził, że jest niewinny. Podobno spektakularnie wygrała tamtą sprawę, bo nie dość, że udało jej się obronić niewinnego, to jeszcze trafnie wskazała winowajcę tamtej tragedii. Dlatego przedstawiana jest z wagą w dłoniach, jako symbol prawa, porządku i sprawiedliwości. Dzięki niej prawo w Arturonie zostało na nowo spisane.
        Przeczesał dłonią brudne włosy. Jak na dzikusa nieźle udało mu się zapamiętać szczegóły, których nie znosił się uczyć. Popatrzył na Dżariela, oczy mu zabłysły, kiedy słońce wyszło zza chmur. Osłonił twarz dłonią i mruknął z niezadowoleniem.
        — Będę szedł cieniem, pozwolisz — rzucił przyjacielowi, kierując się ku budynkom za sznurem posągów. — Nie chcę przeklinać przy królu z powodu bólu głowy.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 154
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 4 dni temu

        Dżariel stał z tyłu i z pewnym rozbawieniem czekał, aż Viggo i Nuka skończą się szturchać. Nie niecierpliwił się – to nie była walka z czasem, nigdzie nie musieli być o określonej porze, zresztą to rycerz powinien najlepiej wiedzieć jakie są możliwości dostania się na dwór i czy powinni się spieszyć. Obserwowanie tej dwójki było zresztą całkiem ciekawym doświadczeniem – anioł lubił, gdy dwoje ludzi się ze sobą tak dobrze dogadywało. Niby rzucali w stosunku do siebie złośliwościami, ale widać było, że w żartach i żadne nie chowa urazy. W sumie… Dżariel nie zastanawiał się do tej pory nad tym, aby jakoś przygotować się na wizytę u króla pod względem prezencji. Skupił się na zachowaniu i rozmowie, a o tak prozaicznych rzeczach jak ubrania zapomniał. Tymczasem dotarło do niego, że pewnie on i Nuka śmierdzą koniem na wiele staj, tylko po prostu sami siebie jeszcze nie czują. Też będzie musiał coś ze sobą zrobić zanim dotrą na miejsce.
        Tymczasem Viggo i Esker skończyli się przekomarzać i rycerz dał aniołowi znak, że pora się zbierać. Dżariel kiwnął głową i podał wodze Sroki Adalbertowi, z góry mu dziękując. Kolejnej wymiany zdań między starymi znajomymi nie zrozumiał, ale nie miał okazji zapytać o co chodzi z tym płaceniem – zrozumiał tyle, że Nuka miał problem z regulowaniem rachunków. W sumie… wspomniał mu, że Agat był “pożyczony”, czyżby to o to chodzi? Anioł nie wnikał - nie przez to, że nie był ciekawy, ale przez to, że nie miał okazji, bo Eskerowi nagle zaczęło się spieszyć tak bardzo, że dosłownie wypchnął go na ulicę. Całe szczęście prawda ujrzała światło dzienne ledwie opuści koszary, przybierając formę całkiem zabawnej anegdotki. Dżariel nie ukrywał swojego rozbawienia - nawet krótko się zaśmiał.
        - Jesteś świetny! Jesteś wzorcowym przykładem tego powiedzonka, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ale nie da się ciebie mimo wszystko nie lubić - zauważył zupełnie szczerze. Sam nie potrafił go potępić, choć słyszał wiele takich anegdotek z pogranicza prawa w wykonaniu Nuki, a poprzedniego wieczoru nawet został obdarzony zaufaniem tak dużym, by rycerz wyjawił mu jeden ze swoich mroczniejszych sekretów… Tamta historia nadal wywoływała w Lakim pewien niesmak, ale już nie było tak źle. Wszak każdy miał te gorsze etapy swojego życia, a tamten Fredrik sobie na to wszystko zasłużył… Najwyższy, nie słuchaj swojego pokornego sługi, gdy bluźnił.
        Już na deptaku Dżariel znowu zaczął ciekawsko rozglądać się po okolicy, chwilę dłużej zawieszając wzrok na każdym mijanym posągu, jakby chciał zapamiętać te twarze… Pytanie jednak po co, skoro i tak tych osób nie spotka. Zastanowiło go jednak, dlaczego Nuka przystanął przed jedną z podobizn. Zaintrygowany, przyjrzał się dokładniej kamiennemu obliczu, ale z niczym mu się ta kobieta nie kojarzyła. Jej imię wypowiedziane przez Eskera również niewiele pomogło - kojarzyło mu się z pewną mistyczką, ale był to raczej nietrafiony strzał. Całe szczęście rycerza nie trzeba było zachęcać, aby się rozwinął - być może dostrzegł ten brak zrozumienia w oczach przyjaciela. Dżariel słuchał tej historii z zainteresowaniem, zerkając jeszcze przez ramię na podobiznę Eleny.
        - Nigdy o tym nie słyszałem - przyznał szczerze. - Ale podobało mi się to, lubię gdy zwycięża miłosierdzie i inteligencja a nie wulgarna siła. Również postawiłbym pomnik takiej obywatelce, gdybym mieszkał w tym mieście - dodał z uśmiechem.
        Gdy Nuka zszedł za linie posągów, Dżariel gwałtownie się zatrzymał, rozkładając skrzydła dla utrzymania równowagi. Jakaś niewiasta przez to na niego wpadła, za co on zaczął ją solennie przepraszać - bardziej niż było to konieczne. A gdy zostało mu po trzykroć przebaczone z uśmiechem, w końcu dołączył do Nuki w cieniu budynku.
        - Zawsze masz migreny od słońca? - upewnił się, szybko łącząc odpowiednie wątki. - Przedwczoraj też pamiętam, że ci doskwierało… To pewnie głupia sugestia i tego próbowałeś, ale kapelusz z szerokim rondem by nie pomógł?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość