Arturon[Okolice Arturonu] Cichy sen

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Żadna pobudka w prawie dwustuletnim życiu anioła nie była tak brutalna, jak ta teraz. Dżariel kilkukrotnie był ciężko ranny, wyczerpany magicznie, był również otruty, ale… Niech to, kac był gorszy od tego wszystkiego, co do tej pory przeżył. Wtedy mógł jasno określić co go boli i jak temu zaradzić. Teraz… Oczy piekły go jakby wsadził twarz w palenisko, w ustach miał suchość i niesmak, a pod czaszką ból przywodzący na myśl przesypujący się przy każdym ruchu stos szpilek i soli, która wnikała w rany… Wyłby z bólu, gdyby nie bał się, że to rozsadzi mu bębenki w uszach, a na dodatek suchość w gardle blokowała wszelki dźwięk. Zamiast tego cicho jęknął i złapał się za skronie. Skulił się na boku, skrzydłem osłaniając sobie głowę. Słońce raziło niczym żywy ogień, płynne żelazo.
        Jak, jakim cudem ludzie mogli to lubić?! Dżariel przez całe życie bardzo wzbraniał się od alkoholu - nie uważał, że był mu potrzebny do dobrej zabawy. Z czasem zaczął pić, ale nadal nie tak jak to potrafili śmiertelnicy - okazjonalnie kieliszek wina czy czegoś mocniejszego, bardziej dla rozluźnienia czy walorów smakowych niż żeby “kopało”. Wczorajszej nocy po raz pierwszy sobie pofolgował, lecz i to nie do końca z premedytacją, z własnej nieprzymuszonej woli. Po prostu głupio mu było odmawiać, nie znał swoich możliwości i nie wiedział jak reaguje na alkohol - to razem złożyło się na to, że sponiewierał się jak niegodny. A teraz płacił wysoką cenę za tę lekcję.
        Naprawdę, jak to można było lubić?! Wódka była paskudna, a skutki jej nadmiernego spożycia były jeszcze gorsze, następująca zaś pomiędzy tym chwila upojenia nie była tego warta… Dżariel obiecał sobie w duchu, że to ostatni raz w jego życiu, gdy dał się sprowokować do czegoś takiego. Ale teraz musiał przez jakiś czas z tym żyć i zmierzyć się ze skutkami swojego braku asertywności.
        Przekręcił się na bok. Otworzył w końcu oczy. Zaraz je zacisnął, ale później znowu otworzył, tym razem ostrożniej. Słońce go raziło.
        - Nuka? - zapytał chrapliwym głosem. Odkaszlnął. Bolało go gardło, w którym nadal czuł nieznośną suchość. Był jednak zaskoczony, że po raz kolejny po przebudzeniu widział twarz swojego przyjaciela tak blisko. Znowu spali w jednym łóżku - naprawdę z tego robiła się tradycja.
        Dżariel bardzo powoli opuścił nogi na ziemię i stękając podniósł się do pozycji siedzącej. Dostrzegł w tym momencie, że nie byli sami - przy stole nieopodal stała nastoletnia dziewczyna, która chyba od dłuższego czasu przyglądała się walczącemu z kacem aniołowi. W jednej ręce trzymała koszyk, a drugą dłoń chowała w jego wnętrzu. Patrząc na to, że na stole stały już różne naczynia, pewnie przyniosła im śniadanie… Lecz myśl o posiłku sprawiła, że żołądek anioła wywinął koziołka w gwałtownym proteście. Odkaszlnął, kuląc się nieszczęśliwie na brzegu łóżka. Dziewczyna - złote serce - odstawiła szybko koszyk i podeszła do niego, w rękach dzierżąc dzbanek.
        - To tylko woda - wyjaśniła szeptem, widząc wzrok Dżariela zafiksowany na naczyniu.
        - Dzięki ci dobra kobieto - westchnął anioł, przyjmując od niej napój. Łapczywie zaczął wlewać w siebie wodę, dwie wąskie strużki pociekły mu przy tym z kącików ust. Oderwał się wkrótce od dzbanka z westchnieniem ulgi. Niewielką resztę - dosłownie ze dwa, trzy łyki - wylał sobie na twarz. Od razu poczuł się trochę lepiej. Z naciskiem na trochę.
        - I jak?
        - Będę żył - oświadczył Dżariel, ocierając sobie wodę z powiek. Dziewczyna zachichotała. Ukradkiem zerkała nad jego ramieniem na śpiącego Nukę. Kolejna wielbicielka, to było widać w jej maślanym spojrzeniu. Całe szczęście miała tyle przyzwoitości, by jednak poświęcić też uwagę aniołowi, tym bardziej, że był przytomny.
        - Sok z ogórków przyniosłam, na pewno pomoże - wyjaśniła szeptem. - I klina jak panowie wolą, maślankę, co wam trzeba po prostu…
        - Muszę się wykąpać - przerwał jej Dżariel, zupełnie wytrącając ją z rytmu. Co było takiego dziwnego w jego prośbie? Tak naprawdę nic, poprosił o coś całkowicie normalnego, ale jej po prostu wyobraźnia intensywnie pracowała. Jak dobrze, że anioł o tym nie wiedział, a ona zdołała się szybko ocknąć.
        - Tam można - wyjaśniła, wskazując inne, wciśnięte w kąt izby drzwi. - Tam jest drewutnia, balia stoi. Wody przyniesiemy.
        Dżariel skinął ze zrozumieniem głową, a dziewczyna w mig pojęła, że powinna dać mu chwilę na dojście do siebie i wyszła. On zaś posiedział jeszcze chwilę w tej samej pozycji, starając się opanować to co działo się w jego głowie, po czym bardzo, bardzo ostrożnie wstał. Gdy już minęły mu mdłości po takim wyprostowaniu się, uznał, że najgorsze minęło. Zrobił kilka kroków do stołu, gdzie zostawiono im różne wiejskie specyfiki na przegnanie kaca. Anioł sięgnął po kankę ze zsiadłym mlekiem, bo to było jedyne na co patrzył i nie czuł mdłości. Napił się, po czym otarł usta rękawem i poszedł do wskazanej przez dziewczynę drewutni.
        Po wyjściu na zewnątrz w twarz anioła uderzyło przede wszystkim świeże powietrze - dopiero teraz poczuł ten zatęchły smród, w którym spali. Znowu poczuł się odrobinę lepiej.
        - Zostawcie - odezwał się do parki, która przyniosła wiadra z wodą i właśnie przymierzali się, by napełnić nimi balię. Szkoda było marnować wodę i czas, anioł zamierzał umyć się w wiadrze. A co, umiał, żył w końcu na wsi. I przez to nie przeszkadzało mu również, że ta drewutnia nie miała drzwi, a ściany sięgały jakieś cztery i pół, może pięć stóp nad ziemię. Co tam, aż tak wstydliwy nie był. Dlatego gdy tylko tamci go zostawili, bez oporów zaczął się rozbierać. Nie zdjął jednak wszystkiego do rosołu, ostał się w gaciach, po czym postawił sobie jedno wiadro na przygotowanych do palenia szczapach i zaczął się obmywać. Nie chciał się za mocno schylać, by nie zwymiotować, ale z każdym kolejnym chlustem zimnej wody czuł się coraz lepiej i na koniec był w stanie schylić głowę i wylać na siebie dwa wiadra. Aż się zapowietrzył, gdy poczuł to zimno spływające mu po karku. Wyprostował się, zabierając włosy z twarzy. Jego ciało pokryła gęsia skórka. Zadygotał, a ruch ten momentalnie przeszedł w charakterystyczne dla aniołów (i po prawdzie również ptaków) otrzepywanie skrzydeł. Poranna toaleta w zimnej wodzie naprawdę pomogła mu dojść chociaż trochę do siebie. Nie w smak było mu jednak zmarznąć, więc zebrał swoje ubrania i wrócił do izby, w której być może nadal spał Nuka.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        W jego przypadku pobudka nie okazała się tak brutalna - jak raczył wspomnieć kilka dni wcześniej, kac się go nie imał. Z jednej strony przeklinał część swojej dhampirycznej krwi, a z drugiej dziękował przodkom, że raczyli spoufalić się ongiś z wampirem, bo przynajmniej teraz nie odczuwał konsekwencji związanych z biesiadowaniem poprzedniego wieczoru. O dziwo, udało mu się przespać całą noc spokojnie, bez koszmarów - nie potrafił uwierzyć w swoje szczęście. To by zatem znaczyło, że jego przypadłość da się wyleczyć lub przynajmniej załagodzić. Jedyne, co mu przeszkadzało, to sposoby, jakimi należałoby to zrobić... Czary i alkohol. Z pierwszym wolał nie eksperymentować, zaś od drugiego mógłby się uzależnić i wtedy wstydziłby się za samego siebie. A z pewnością nie spodobałoby się to jego ukochanej. Ahné bowiem nie znosiła zapachu alkoholu, robiło się jej od niego niedobrze, więc zasypianie u jej boku byłoby po prostu niemożliwe. Wolał już więc męczyć się z koszmarami, niż nie móc spać w ramionach swojej wybranki.
        Do jego sennej podświadomości dotarło, że Dżariel zdołał zwlec się z łóżka w akompaniamencie jęków i stękania, lecz Esker był zbyt nieprzytomny, by więcej zarejestrować. Nawet nie raczył zareagować na swoje imię. Wzdrygnął się jedynie i nieświadomie począł szukać czegoś do okrycia się, a gdy niczego nie znalazł - westchnął ciężko i objął się ramionami, przechodząc w pozycję embrionalną. Wyglądał na bardzo niepocieszonego. Udało mu się jeszcze na chwilę zasnąć.
        Obudził się dopiero, gdy Dżari wrócił do izby. Stęknął coś pod nosem, przekręcając się na drugi bok, lecz zmuszony był osłonić oczy dłonią, by wdzierające się do środka słońce go nie oślepiało. Warknął poirytowany z lekka, bo chciałby jeszcze trochę pospać. Ale nie ma co mitrężyć, trzeba wstawać, by szybciej znaleźć się w Adrionie. Przeciągnął się więc, wykręcając we wszystkie strony obolałe mięśnie i stawy. Zastygł na moment w pozycji wyciągniętego sznurka, po czym zebrał się, by usiąść na krawędzi, co nie przyszło mu z łatwością. W tym czasie mógłby wstać, wyjść z chatki, obiec kilka razy wioskę, wrócić, umyć się i jeszcze coś przekąsić... A zamiast tego w tym czasie postawił stopy na podłodze. Istny wysiłek. Schylił się i potarł skronie, ziewając przeciągle. Przetarł oczy okraszone śpiochami, ziewnął raz jeszcze i zmusił się, by wstać. Kiedy jego wzrok napotkał przyjaciela, uśmiechnął się złośliwie.
        - Jak tam głowa? - zapytał kąśliwie. Z jednej strony współczuł aniołowi tego niegodziwego stanu, lecz z drugiej... Widok anioła na kacu nie zdarza się codziennie.
        Podszedł do stołu, na którym stał kosz pełen pyszności, których żołądek Nuki bardzo głośno się w tej chwili domagał. Sięgnął po sok z kiszonej kapusty i kawałek ładnego, żółtego, dziurawego sera. Lubił ser, i odkąd miał okazję go jeść, robił to z wielką chęcią i entuzjazmem. W dziczy nie mógł pozwolić sobie na tak pyszne specyfiki, a jako dzieciak żywił się głównie rybami, więc smak prawdziwego sera poznał dopiero, gdy trafił do kuchni na dworze królewskim. Bardzo ciężko go było wtedy odciągnąć od spiżarni, w której dojrzewały całe stosy przeróżnych rodzajów sera. Kucharz nieraz zdzielił go po łbie szmatką, gdy pchał paluchy do krojonych dobroci. Usiadł więc przy stole i zajął się pochłanianiem. Począł wydawać z siebie dźwięki zadowolenia.
        - Mmm, ale to jest dobre - powiedział z pełnymi ustami. - Siadaj, Dżari, zjedz coś, bo nietęgo wyglądasz. Albo masz - uniósł butelkę z sokiem z kapusty - to ci dobrze zrobi. Wierz mi.
        Zerknął w stronę okna, za którym widział przechodzących mieszkańców, goniących za swoimi sprawami. Uznał noc za udaną. Nieczęsto ma się zaszczyt wystąpienia w roli bohatera na tak zacnej hulance. Esker zwykle robił za pospolitego strażnika, a tej nocy cała gawiedź zebrała się, aby uczcić wielkie czyny dwóch wybawców. Uwielbiał ten wiejski, swojski klimat. I poniekąd mu go brakowało, choć, kiedy zaznał prawdziwego luksusu, ciężko byłoby mu wrócić do wcześniejszego stylu życia. Zapewne nie on jeden miałby z tym kłopot.
        - Dżari... - Przełknął. - Masz dość siły, by dzisiaj do Arturonu ruszyć?
        Zakładał, że aniołowi również spieszno było wydostać się z tej dziupli. Miał nadzieję, że jego przyjaciel wkrótce poczuje się o wiele lepiej.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel nie przywitał się specjalnie wylewnie ze swoim przyjacielem. Coś tam mruknął pod nosem, uniósł rękę, po czym odchrząknął w kułak. Gdy Nuka gramolił się z łóżka, on odłożył część ubrań na jedno z krzeseł, a sam stękając wciągnął na siebie tunikę. Poruszył skrzydłami w krótkim, gwałtownym ruchu jakby je otrzepywał.
        - Fatalnie. Aż tak to widać? - mruknął słysząc dość zjadliwy komentarz pod maską troskliwego pytania. Jak wyglądał tak się czuł i tak naprawdę to najchętniej położyłby się z powrotem i jeszcze trochę pospał. Wiedział jednak, że to mu nie pomoże, że musi wziąć się w garść i doprowadzić do porządku… Jedyny problem polegał na tym, że nie do końca wiedział jak się za to zabrać, nie znał jeszcze swojego organizmu w takiej niecodziennej dla niego sytuacji.
        Dżariel z westchnieniem usiadł na jednym z krzeseł, zwieszając skrzydła po obu stronach i odchylając głowę do tyłu. Westchnął głośno, zasłaniając oczy dłonią. Spod palców zerkał na swojego przyjaciela, który z takim zaangażowaniem pałaszował przyniesione przez jedną z dziewczyn frykasy. Trochę zrobiło mu się mdło, gdy poczuł woń sera jedzonego przez przyjaciela.
        - O nie. Nie, nie - zaparł się, momentalnie prostując się na krześle i wyciągając przed siebie ręce w obronnym geście. - Nie każ mi tego jeść, błagam. Piłem przed wyjściem maślankę. Nie pomogło, ale jak teraz zapiję to tym sokiem to już na pewno wyrzygam żołądek - argumentował trochę rozpaczliwym tonem. Być może powinien zjeść coś stałego, ale wszystko go bolało na samą myśl. Jęknął i żeby jedzenie nie przyprawiało go nieustannie o gorsze samopoczucie, wstał i powlókł się do łóżka. Akurat stał nad nim i przymierzał się do tego, by zwalić się z powrotem w pościel i jednak jeszcze przyciąć komara, ale wtedy akurat Nuka się do niego odezwał i od tego odwiódł. Anioł stał chwilę bez ruchu, tępo gapiąc się w widok za oknem i analizując swoją sytuację. W końcu ciężko westchnął.
        - Na ten moment nie, wybacz - mruknął z rezygnacją, a jakby jeszcze chcąc podkreślić swoją niemoc, rąbnął się na łóżko z takim rozmachem, że aż stelaż pod nim jęknął. Dobrze, że się nie zarwał, bo teraz, po odzyskaniu skrzydeł, Dżariel ważył pewnie kilka kamieni więcej.
        - Postaram się jak najszybciej dojść do siebie - mruknął, nakrywając sobie głowę jednym ze skrzydeł. Mocniej objął się jedną ręką w pasie, jakby to miało mu pomóc utrzymać żołądek w ryzach. Zapachy tak go mdliły, że nawet myśli nie potrafił zebrać, a co za tym idzie, nie chciał rzucać żadnych zaklęć, by sobie przypadkiem nie wywinąć żołądka na drugą stronę zamiast go uspokoić. Tak, zamierzał wyleczyć kaca magią, nie zamierzając na chybił-trafił wybierać jednej z klasycznych metod walki z tą przypadłością.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, jego przyjaciel padł na posłanie jak nieżywy i już nic więcej nie było w stanie do niego dotrzeć. Eskerowi zrobiło się nad wyraz przykro i ubolewał nad losem anioła - teraz głupio mu było, że tak złośliwie potraktował przypadłość Dżariego. Szlag by to... Sumienie naprawdę nie dawało mu spokoju. Dojadł więc ser, wstał i z ciężkim westchnieniem postawił przy skrzypiącym łóżku miednicę, tak na wszelki wypadek. Znał takich, co dzielnie znosili ten moment po hucznej hulance, lecz skromna pomoc zawsze się przydaje. A z pewnością Dżarielowi, i z pewnością w tej chwili. Poklepał przyjaciela pocieszająco po ramieniu, nie licząc, że jakkolwiek zareaguje, po czym podciągnął spodnie, włożył buty, założył podziurawioną kurtę i dziarsko wyszedł z zatęchłej chatki. Świeże powietrze uderzyło go w nozdrza jak piorun z jasnego nieba.
        Odetchnął pełną piersią. Nadeszła z prawdziwego zdarzenia jesień - okoliczne drzewa zabarwione już zostały na ogniste kolory i powolutku spadały sobie na ziemię, słońce, mimo południa, wisiało nisko nad horyzontem, przysłonione kilkoma większymi chmurami. Mieszkańcy prawdopodobnie od rana pracowali, ile sił wystarczyło, aby przywrócić wioskę do porządku - poustawiać poprzewracane płoty, pouzupełniać dziury w wypalonych strzechach dachów, przyprowadzić z pól wystraszone zwierzęta. A' propos zwierząt... Gwizdnął przeciągle przez zęby i dopiero poniewczasie dotarło do niego, jakie to było bez sensu. Przecież konie nie usłyszą go, gdy wokół panuje taki harmider. Westchnął więc żałośnie i zagaił do przechodzącego obok mężczyzny:
        - Przepraszam, widzieliście może krzątające się po okolicy dwa konie? Jeden srokaty, a drugi to kasztanek.
Przysadzisty mężczyzna zmarszczył czoło, spojrzał w dal, oddając się procesowi rozmyślania. Oparł o biodro przypalony snopek siana, potupał nogą, po czym pstryknął palcami.
        - Owszem, widział żem takie dwa, dzisiaj co słońce wstanie - powiedział i poprawił snopek. - Na polu były, tamtym, gdzie żeście diaboła ubili. Ale jak żem zawołał, to zrazu uciekły w stronę strumienia. Może tam je znajdziecie.
        - Dzięki wam wielkie. - Nuka poklepał mężczyznę po wielkim ramieniu i żwawo ruszył we wskazanym kierunku.
        Nie dane było mu zajść daleko, gdyż drogę zagrodziła mu nadobna niewiasta o perłowej cerze i jasnych włosach. Uśmiechała się delikatnie, a jej oczy zabłysły wesoło. Stali tak naprzeciw siebie przez jakiś czas w milczeniu, a Esker czuł się z każdą chwilą coraz mniej komfortowo. Dziewczyna wpatrywała się w niego niczym w obrazek, nie wypowiadając przy tym ani słowa. Odchrząknął zatem i uniósł pytająco brew.
        - Tak? - zapytał łagodnie, nachylając się nieco do przodu.
        Dziewczyna drgnęła, wyrwana z zamyślenia.
        - Ach... Tak, proszę o wybaczenie. Ja... Ja właśnie wracałam do waszej izby, panie, mam czyste ręczniki. - Uniosła naręcze poskładanych w kostkę białych materiałów, podtykając je Nuce prawie że pod nos, przez co musiał się gwałtownie odchylić, by nie dostać nimi w twarz. Zamrugał kilkakrotnie i uśmiechnął się, obniżając nieznacznie stos ręczników w jej ramionach.
        - Dziękuję. Mój przyjaciel jest bardzo zmęczony, tak że byłbym wdzięczny, gdybyś zechciała zostawić je przed wejściem - rzekł spokojnie. - Ja muszę znaleźć nasze wierzchowce, żeby nie tarabanić się do Arturonu pieszo.
        - Och, rozumiem. - Dziewczyna była wyraźnie zawiedziona tym, że nie będzie mogła spędzić z bohaterem więcej czasu. Spojrzała na niego smutno, ale uśmiechnęła się. - Widziałam jakieś konie niedawno, przy starej studni, przy opuszczonej chacie niedaleko stąd. Często chodzimy tam dokarmiać zwierzęta, możliwe, że nadal tam są.
        Położył jej dłoń na ramieniu i skinął głową w podzięce, następnie wyminął ją i już znacznie szybszym krokiem skierował się ku słabo widocznej bocznej ścieżce. Miał nadzieję znaleźć chłopaków jak najszybciej - nie widział ich od potyczki z diabłem, bał się, że coś im się mogło stać. Przeszedł przez powalony spróchniały pień, przy okazji rozrywając sobie nogawkę spodni o wystającą gałąź. O mało co nie wylądował twarzą na ziemi.
        - Zaraza - mruknął, pokręcił głową ze zrezygnowaniem. Warknął ze zdegustowaniem, po czym ponowił spacer, wytężając wzrok.

        Chłopaków znalazł po niekrótkim czasie pałętania się w kółko po lesie, bo przecież tak trudno zapytać było, gdzie dokładnie mieścił się ten opuszczony dom... Rozerwane spodnie i stracone pół godziny to niewielka cena za znalezienie koni w pełnym zdrowiu. Doszedł do wniosku, że szybciej uda mu się wrócić, jeżeli wsiądzie na jednego z nich, drugiego prowadząc za sobą.
        Jakże się mylił...
        Po drodze wystąpiło tyle komplikacji związanych z jego planem, że w połowie drogi został zmuszony do zejścia z siodła i prowadzenia obu wierzchowców w ręku. Dlaczego? Agat co chwilę się zatrzymywał lub specjalnie wchodził w drzewa, zaś Sroka, chcąc wyminąć jakąś przeszkodę, musiał obchodzić ją jak największym łukiem, bo przecież byłoby zbyt nudno, gdyby człowiek siedział cały czas wygodnie w siodle. Kiedy jego kolano niebezpiecznie zbliżało się do pnia wielkiego dębu, zeskoczył z drugiej strony kasztanka i podziękował mu za możliwość rozruszania kości, bo przecież dawno nie miał do tego okazji.
        Nie wiedział, ile czasu minęło zanim dotarli w końcu do wioski. Nuka, cały spocony i zdyszany, z ulgą oddał konie pod opiekę młodego chłopaka, doglądającego innych zwierząt. Otarł pot z czoła i usiadł pod białym płotkiem, wyciągając nogi przed siebie w mało wyrafinowany sposób. Oparł głowę o jedną z desek, zdmuchnął brudne włosy z twarzy i przymknął oczy, chcąc w spokoju złapać oddech.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel skupił się na oddychaniu. Tak, był w stanie, gdy ta prosta czynność wymagała od niego sporo skupienia. Był zły na wszechświat, ale przede wszystkim na siebie, że tak się porobił - było odmówić, było jakoś temu zapobiec. Ta kara była naprawdę słuszna… Ale naprawdę, już swoją lekcję odebrał, więc może dość? Tak łatwo niestety nie było, anatomia i fizjologia rządziły się swoimi prawami. I wymagały czasu.
        Anioł czując pokrzepiające poklepywanie przyjaciela na ramieniu stęknął, ale nie uciekł.
        - Dzięki - mruknął, bo wiedział, że to był wyraz wsparcia. Głupio mu było, że przez niego nie mogli jeszcze wyruszyć. Nie zdążył jednak przeprosić nim Nuka wyszedł z chatki, zostawiając go samego z jego cierpieniem.

        Jasnowłose dziewczę chciało, naprawdę chciało dostosować się do subtelnej sugestii Nuki, aby dać spokój jego towarzyszowi… Ale co mogła począć na to, że tak bardzo chciała móc spędzić trochę czasu z którymś z nich? W tej wiosce nigdy nie pojawiali się bohaterowie, życie toczyło się nudnym, leniwym rytmem. Nie miała żadnych niecnych planów (co najwyżej nieśmiałe marzenia), chciała tylko zabić nudę w wyjątkowymi towarzystwie. Skoro jednak anielski wojownik nie czuł się najlepiej powinna dać mu spokój i pozwolić odpocząć… Albo chwileczkę, może jednak potrzebował pomocy? Chociaż zerknie do niego i upewni się, że wszystko w porządku…
        Dżariel trochę drzemał, trochę czuwał. Taki wypoczynek był niewiele wart, ale lepsze to niż nic. I choć bardzo mu się to nie uśmiechało, zaraz był przytomny, gdy tylko usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, a na stopach poczuł powiew powietrza z podwórka.
        - Bubu? – zapytał, ledwo uchylając skrzydło, pod którym krył głowę.
        - Lidia… - padło wypowiedziane nieśmiałym głosem imię. Dżariel rozchylił lotki dłonią, by zerknąć kto przyszedł, aż w końcu odchylił skrzydło. Dostrzegł jasnowłosą młodą kobietę, która patrzyła na niego wielkimi oczami – prawie jakby nie miała okazji go wcześniej zobaczyć i dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że miała do czynienia z prawdziwym aniołem. Poniekąd tak było, bo poprzedniego wieczoru nie miała okazji, by podejść do niego aż tak blisko i zobaczyć, jak szeroko rozprostowuje swoje skrzydło. Było tak potężne, pewnie cała by się za nim schowała i to nawet się nie schylając! Lecz faktycznie, wojownik nie wyglądał najlepiej, choć i tak nie było źle – to co Lidia wzięła za pot i być może oznaki gorączki, było po prostu wodą, która jeszcze nie wyschła po kąpieli.
        - Coś się stało? – upewnił się słabym głosem Dżariel, wodząc wokół siebie ręką, jakby czegoś szukał. Oczywiście broni – obawiał się, że jednak gdzieś jeszcze pojawili się jacyś piekielni, bo duże oczy dziewczyny powiązał ze strachem, a nie fascynacją.
        - Nie, nie, wszystko w porządku – zapewniła go szybko Lidia. – Przyszłam sprawdzić co z panem…
        - Dziękuję.
        - Dobrze się pan czuje? Och, otworzę okno, tu jest straszna duchota! Na pewno świeże powietrze postawi pana na nogi… - oświadczyła, bo widok udręczonego anioła obudził w niej instynkt dobrej gospodyni i przyszłej matki. Dżariel mógł sobie protestować i zapewniać ją, że nie trzeba, a ona i tak wkroczyła do izby i te okna otworzyła. Sama odetchnęła pełną piersią, jakby na zachętę, a anioł w jej towarzystwie w końcu zmusił się, by usiąść, bo coś czuł, że nie odpuści, a on nie chciał się upokarzać przed obcymi. I nie pomylił się.
        - Och, słabo pan wygląda - odezwała się z troską Lidia, podchodząc. - Proszę wstać na chwilę, zmienię panu pościel, w czystym od razu lepiej się odpoczywa, zobaczy pan. A coś… O, widzę, że już śniadanie ktoś przyniósł - zreflektowała się zerkając na stół.
        Dżariel z ociąganiem podniósł się z łóżka, w czym Lidia oczywiście pomogła ciągnąc go za rękę. Zwróciła uwagę, że anioł miał dość delikatne dłonie, zupełnie nie jak wieśniak pracujący w polu… No i chyba też nie jak wojownik. Bardziej pasowały jej do urzędnika, choć z drugiej strony nie były takie nieprzyjemne i spocone.
        - Przepraszam, że tak pana przestawiam, ale to dla pana dobra - usprawiedliwiła się dziewczyna, gdy zobaczyła ten umęczony wzrok anioła.
        - Dziękuję, ale nie trzeba…
        - Chociaż tak mogę się odwdzięczyć - ucięła jego protesty. Dżariel westchnął sobie cicho pod nosem.
        - Jadł pan coś?
        - Nie jestem w stanie - odparł z niesmakiem, po czym odkaszlnął, bo nadal drapało go w gardle.
        - Zioła panu przyniosę, postawią pana na nogi i nie będzie po nich w gardle drapało - oświadczyła z przekonaniem Lidia. Gdy mówiła, bardzo sprawnie zdjęła wszystkie poszewki z łóżka, zwijając je od razu w zgrabny tobołek, po czym kopnęła go bliżej drzwi, a ze skrzyni pod oknem wyciągnęła nową pościel. Dżariel był pod wrażeniem.
        - Skąd wiedziałaś, gdzie szukać? - zapytał, siadając ostrożnie na krześle jak najdalej od stołu z jedzeniem.
        - Bo to dom mojej ciotki - odparła. Gdy wyjęła już jeden komplet, rozejrzała się po pomieszczeniu, a na jej twarzy pojawił się wyraz konsternacji.
        - A… lord Esker gdzie… - wydukała.
        - Zalegliśmy na jednym - odpowiedział jej Dżariel i od razu po jej minie zorientował się, że jej wyobraźnia zagalopowała się w zupełnie innym kierunku, niż powinna. - Chwila, to nie tak…
        - Ale ja nic nie powiedziałam! - zastrzegła szybciutko, zaczynając z dużym zaangażowaniem zmieniać pościel, by ukryć głupi uśmieszek. Dżariel westchnął z rezygnacją. Nieważne co powie, nie zmieni jej zdania, więc nawet nie próbował się męczyć.
        - Proszę! - odezwała się po chwili, poklepując świeżo przebraną poduszkę. - Może się pan położyć, a ja zaraz z ziołami wrócę!
        - Nie trzeba…
        - Trzeba, trzeba! - przerwała Lidia i już zniknęła z chaty wraz ze swoim tobołkiem. Dżariel zaś pokręcił głową, znowu w wyrazie swojej rezygnacji, po czym zwalił się z powrotem na łóżko. Faktycznie z czystą pościelą było lepiej.

        - Ej, Bubu, coś taki zdyszany? Czyżby nasze role się odwróciły?
        Dżariel stojąc nad swoim przyjacielem trącił butem jego but. Wyglądał, jakby ta poranna niemoc nie miała miejsca - znowu przypominał tego księcia z bajki, jakim był na co dzień, złotowłosego i promiennego, a nie wymiętą poduszkę z pierza. Była w tym duża zasługa Lidii i jej ziółek - faktycznie pomogły Dżarielowi zebrać się w sobie na tyle, by czarami załatwić resztę. Dziewczyna ogólnie okazała się być całkiem miłą towarzyszką niedoli, która nie tylko mu pomogła, ale również przyjemnie się z nią rozmawiało. Laki oczywiście zapytał ją o znajomość ziołolecznictwa - dowiedział się, że to zasługa edukacji u jej babki, która była miejscową szeptuchą. W ramach rewanżu on wyznał jej, że również jest lekarzem… A później jeszcze długo opowiadał o milionie innych rzeczy, o które ona pytała. Tak, można powiedzieć, że ubiła całkiem niezły interes, bo za kubek ziołowego naparu miała na długi czas jednego z bohaterów na własność i mogła go pytać o cokolwiek chciała.
        - Jeśli nadal chcesz wyruszać, ja jestem gotowy - oświadczył z zadowoleniem Laki. - Do Arturonu dziś nie dojedziemy, ale zdaje mi się, że chyba moglibyśmy się zatrzymać w “Stopie Wieloryba”, co ty na to?

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Jęknął ze zniechęceniem i osłonił oczy dłonią, by podnieść wzrok na stojącego nad nim anioła i nie oślepnąć przy tym. Słońce odbijało się od włosów Dżariego jak od najszczerszego złota, na jego twarzy już nie widniał grymas cierpienia, a wyraźne zadowolenie i chęć do życia. Uniósł się nieco, by tak nie leżeć, jak stary pijak. Bardzo prawdopodobne było, że udało mu się zdrzemnąć na krótką chwilę, przez co można by wytłumaczyć jego bezwstydną pozycję, w jakiej teraz siedział. Złączył więc nogi, ugiął je w kolanach, po czym mało zgrabnie się podniósł. Poprawił odzienie, którego stan przyprawiał o łzy i pomstę do nieba. Pokładał wielkie nadzieje w zdolnościach krawieckich ukochanej, bo nie wyobrażał sobie rozstania z kurtą - wręcz desperacko nie chciał, by spotkał ją tragiczny los domowej szmatki do czyszczenia podłóg. Odchrząknął wymijająco i poklepał przyjaciela po ramieniu.
        - Konie znalazłem - powiedział z dozą rezygnacji, lecz zaraz dodał z uśmiechem: - Za to widzę, że ty masz się bardzo dobrze.
        Cieszył się, że Dżarielowi udało się pozbyć niedogodności, choć nie spodziewał się u niego tak prędkiego powrotu do formy. Uniósł zatem pytająco brew, rzucając aniołowi podejrzliwe spojrzenie.
        - Jakim cudem ty tak szybko wyzdrowiałeś? Jeszcze godzinę temu wyglądałeś jak umierający na łożu śmierci...
        Wraz z uszkodzoną nogawką najwyraźniej uszkodzona została również jego pamięć, bowiem zupełnie wypadło mu z głowy, że przecież Dżariel władał Magią Życia. I dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę z tego faktu - uderzył się otwartą dłonią w czoło, posyłając po okolicy echo plaśnięcia, po czym uniósł ją w geście kapitulacji.
        - Nieważne - powiedział z rozbawieniem.
        Przyklęknął, by powysypywać z butów niechciane dodatki w postaci kamieni, liści i piachu, przysłuchując się temu, co anioł miał do powiedzenia. Wizja ponownego odwiedzenia "Stopy Wieloryba" była niezmiernie kusząca, a jako że mieli ją po drodze, nie zamierzał przejść obok niej obojętnie - nie zasługiwała na to. Spojrzał więc na przyjaciela, zasznurowując jednocześnie buta.
        - Jestem za - odparł i podniósł się z kolan. - Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, jutro w południe uda nam się dotrzeć na dwór. Byle załatwić formalności, a potem już z górki.
        Przeczesał dłonią włosy, zdając sobie sprawę jak bardzo potrzebował kąpieli, i to porządnej, takiej od serca. Nie mógł przecież stanąć u drzwi Ahné, roznosząc wokół siebie zapach padliny. Co to, to nie! Dał więc znak Dżarielowi, by poszli się spakować, a gdy dotarli do chatki, Nuka od razu chwycił za torbę i począł do niej pakować resztę dobroci, jakie zostały w wiklinowym koszyku. Miał szczerą nadzieję, że w Arturonie uda mu się dorwać więcej sera, bo kawałek, który zjadł po wstaniu, rozbudził w nim niemały apetyt. Po spakowaniu jedzenia obejrzał dokładnie kuszę, przeliczył ilość bełtów w kołczanie, dochodząc do wniosku, że będzie musiał w mieście zakupić ich więcej, po czym zarzucił broń na plecy i oznajmił, że jest gotów. Sprawdził jeszcze, czy nóż był na swoim miejscu, a po upewnieniu się, wyszedł z chatki, kierując się ku stodole, w której czekały na nich wierne rumaki. Nuka uśmiechnął się pod nosem.
        - Chyba będę musiał w Arturonie zmienić konia, bo Agat nie jest do końca mój - rzekł, patrząc przed siebie. - Jak najszybciej musiałem stawić się w Zielonej Miedzy, a byłem wtedy w Katimie. Pożyczyłem zatem na czas nieokreślony tego przystojniaka. Zapłaciłem - zastrzegł od razu - żebyś nie pomyślał sobie, że jakiś koniokrad ze mnie. Ale, zaraza, zapewne nie była to cała kwota. Cóż, mam nadzieję, że nie znajdę w mieście listu gończego wystawionego za mną.
        Posłał przyjacielowi niewinne spojrzenie, a następnie pchnął ze skrzypnięciem drewniane drzwi stodoły. Zatrzymał się z nostalgią wymalowaną na brudnej twarzy. Wracam do domu, pomyślał, uniósłszy kącik ust. Wracam do domu, mając u boku najlepszego przyjaciela.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel pośpieszył z odsieczą swojemu gramolącemu się z ziemi przyjacielowi, on jednak całkiem nieźle poradził sobie sam. Anioł wycofał się.
        - Świetnie – odetchnął na wieść, że gdy on dochodził do siebie, Nuka zajął się odszukaniem ich wierzchowców.
        Kolejne pytanie – to o jego sekret szybkiego powrotu do zdrowia – sprawiło, że Dżariel uśmiechnął się z pewnym rozbawieniem.
        - Ma… - zaczął, lecz dramatyczny gest Eskera szybko go zgasił. - Oczywiście – skapitulował, dochodząc do słusznego wniosku, że jego przyjaciel dopiero po zadaniu pytania przypomniał sobie o jego magicznych zdolnościach. Nie miał mu tego za złe, w końcu nie był obyty z magii, a co więcej, wręcz za nią nie przepadał. Szybko zmienił więc temat i zagaił jaki ma plan na podróż. Jego pomysł został ciepło przyjęty i praktycznie bez dodatkowych pytań obaj przeszli do realizacji planu. Anioł akurat nie miał zbyt wielu rzeczy do zabrania, gdyż jego bagaż nadal znajdował się przy siodle, a z jego osobistych gratów nic nie zostało w chatce. Dotrzymał jednak Nuce towarzystwa, a gdy wychodzili z odstąpionego im domu, natknęli się na Lidię, która akurat zerkała do środka przez okno.
        - Już panowie jadą? - zapytała z żalem.
        Dżariel przytaknął, po czym podziękował jej jeszcze raz za napar i pożegnał się. Nim dotarli do stodoły jeszcze parokrotnie musieli przystawać, by uścisnąć prawicę w podziękowaniu jakiegoś mieszkańca wioski albo otrzymać błogosławieństwo na drogę. Miły gest, choć… czy nie zbędny, skoro połowa grupy należała do najbliższych sług Pana? No ale miło.
        - Ale ja sobie nic nie pomyślałem – zauważył Dżariel, gdy już byli sami, a Nuka opowiedział o swoim skomplikowanym stanie posiadania. - Nie podejrzewałbym cię o to po prostu. Za dobrze cię znam – dodał, dosiadając Sroki. Poklepał swojego rumaka czule po szyi i nachylił się, by podziękować mu za to, że był taki dzielny, chociaż nie zrobił tak naprawdę nic takiego poza trzymaniem się z Agatem gdzieś w okolicy.

        Gdy wyruszyli z wioski, Dżariel zastrzegł, że muszą dokonać małej korekty na ich trasie – wszak poprzedniej nocy obiecał postrzelonemu przez Nukę chłopakowi, że opatrzy jego ranę, a on nie był z tych, którzy łamali dane słowo, nawet jeśli prawdopodobnie już nigdy tego dzieciaka nie spotka.
        - Poza tym… - Anioł zawał się, jakby wcale nie był pewny, czy powinien dzielić się swoimi odczuciami. - Wydaje mi się, że wraz ze skrzydłami wróciła do mnie część mocy. Znacznie łatwiej mi się teraz czaruje… Choć to może tylko złudzenie. Napędza mnie sama radość z tego, co właśnie się wokół mnie dzieje – wyjaśnił, ale mimo wszystko rozłożyl przy tym trochę szerzej skrzydła, jakby były przedmiotem jego wielkiej dumy. Oczywiście tak było, lecz… Bardziej radowało go to, że miał u swego boku człowieka, którego darzył przyjaźnią tak głęboką, jakby znali się od lat i wiedzieli o sobie wszystko, a na dodatek był już w drodze powrotnej do swojej ukochanej. Czy mogło istnieć coś, co bardziej radowało serce? Żadne honory, zaszczyty, bogactwa nie mogły równać się z tym, co właśnie czuł Dżariel.

        W gospodarstwie wszyscy wyglądali, jakby nie spodziewali się, że bohaterowie sprzed dwóch dni ponownie ich nawiedzą, a co więcej, że jeden z nich tym razem będzie miał na plecach najprawdziwsze skrzydła. Gospodarz jakoś to jeszcze zniósł, lecz jego żona ze łzami wzruszenia obskakiwała „bożego wysłannika” (to ona wymyśliła tę nazwę) i niewiele brakowało, a odmówiłaby Dżarielowi udzielenia pomocy swojemu synowi, bo nie byli godni takiego zaszczytu. Gdy jednak anioł z uśmiechem uparł się, że obietnica to obietnica, kobiecina nie miała nic do gadania. Nie pomagały argumenty, że dzieciak był głupi, a rana jest niewielka – to wręcz jakby tym bardziej zagrzało Lakiego do działania, gdyż zatarł ręce i oświadczył, że skoro niewielka, to szybko się z nią upora i będą mogli ruszać w dalszą drogę.
        Sam ranny zaś się nie sprzeciwiał, choć patrzył na działania uzdrowicielskiej magii wielkimi oczami, jakby zaraz jego własna noga miała oderwać się od ciała i pognać w sobie tylko znanym kierunku. Gdy było po wszystkim, pomacał ranną do niedawna kończę, wrażając palec w miejsce, gdzie bełt przeszył ciało, ale nie znalazł śladu po tamtym urazie. Nadal zszokowany wydukał podziękowania, a Dżariel tylko poklepał go dobrotliwie po ramieniu i wrócił do Nuki. Wyruszyli, nim gospodarzom w ogóle przyszło do głowy, aby próbować im się odwdzięczyć. Teraz droga wiodła ich prosto do „Stopy Wieloryba”, gdzie mieli przenocować, by następnego dnia dotrzeć w końcu do Arturonu.
        Dżariel zapatrzył się w zachodzące słońce nad widniejącym w oddali morzem. Chłodny wiatr dmuchnął mu w twarz z siłą, która zmusiła go do zmrużenia oczu. ”Ależ by niósł”, pomyślał z satysfakcją, choć bez żadnego podtekstu. Zaraz jednak dotarło do niego, że przecież teraz nie musi już tylko marzyć, rozkoszując się nędzną namiastką tego pędu powietrza, który czuł lata temu. Decyzję podjął w jednej chwili.
        - Bubu, popilnuj Sroki – zwrócił się zaraz do przyjaciela, podając mu lejce i przekładając nogę nad końskim grzbietem by z niego zsiąść. – Spokojnie, nic się nie dzieje – uspokoił jeszcze rycerza, poniewczasie orientując się, że jego zachowanie mogło wydawać się niepokojące. Choć z drugiej strony nie można było podejrzewać go o złe zamiary, gdy widziało się tę ekscytację na jego twarzy. Szkoda, że nie powiedział o co mu chodzi. Zaraz jednak Nuka mógł się przekonać, co chodziło po głowie anioła. Ten gdy tylko zsiadł z konia, pobiegł w stronę klifu, który mijali w odległości kilkunastu staj. Rozpędził się najlepiej jak mógł, po czym skoczył ze skał prosto w dół, na główkę, jak jakiś samobójca. Był to widok, od którego niejednemu śmiertelnikowi mogłoby zrobić się słabo, lecz ledwo dwa uderzenia serca można było się już uspokoić – sylwetka anioła z rozpostartymi skrzydłami wychynęła zza krawędzi klifu, gdy ten wznosił się ku górze. W powietrzu niósł się łopot lotek na wietrze i radosny śmiech Dżariela. Nie ograniczał się jedynie do spokojnego lotu w tę i z powrotem – wykonywał prawdziwe cyrkowe akrobacje w powietrzu. Korkociągi, beczki, pikowania – cokolwiek tylko przyszło mu do głowy, cokolwiek był w stanie zrobić. A umiał naprawdę wiele. Latanie sprawiało mu ogromną przyjemność, a jego skrzydła były tak potężne w stosunku do reszty sylwetki, że dawały mu niebywałą siłę – nic tylko korzystać. I faktycznie, on umiał z tego zrobić użytek. Wyglądał pięknie, przepięknie. Z daleka nie było widać jego sfatygowanego odzienia, a jedynie ciemną sylwetkę i białe skrzydła podkreślone na brzegach przez promienie zachodzącego słońca. Jego włosy co jakiś czas błysnęły w tym świetle niczym nitki najczystszego złota. No i ten śmiech. Nie by śmiał się cały czas, ale był to wyraz prawdziwej, nieskrępowanej wolności.
        Dżariel nie folgował sobie zbyt długo. Domyślał się, że Nuka nie miałby nic przeciwko temu – był pewny, że byłoby tak jak wtedy, gdy z Avrą chodzili za miasto, by jeden mógł sobie polatać, a drugi po prostu rozkoszować się świeżym powietrzem. On by poczekał ile byłoby konieczne. Laki nie chciał jednak przesadzać – nie gdy mieli dotrzeć do celu przed zmrokiem. Jeszcze będzie miał wiele okazji by sobie polatać. W końcu więc pozwolił, by wiatr zniósł go nad klif i szybując przygotował się do lądowanie. Podbiegł kilka kroków wytracając pęd – nie chciał hamować skrzydłami, aby nie spłoszyć koni. Gdy dotarł w końcu z powrotem do Nuki, jego włosy były rozchwiane, twarz roześmiana, a oczy skrzyły się najszczerszą radością.
        - Siedemnaście lat – wyrzucił z siebie lekko dysząc. - Tego się nie zapomina, Bubu… O na wszelkie łaski Pana, jak mi tego brakowało… Ruszamy – dodał na koniec, już trochę się uspokajając. Do samej karczmy jednak na jego twarzy utrzymywał się nieśmiały uśmiech radości. Tak, naprawdę bardzo mu tego brakowało.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Nie spierał się, gdy anioł nadmienił o ich przystanku w gospodarstwie, i choć nie miał wyrzutów sumienia przez wpakowanie bełta w nogę młodemu rolnikowi, zgodził się z przyjacielem, że obietnicy należy dotrzymać i tę nogę wyleczyć. To w końcu przez Eskera Gniewko nie był w stanie pomagać ojcu w polu. Westchnął ciężko nad wspomnieniem głupoty chłopaka, roztarł ze zmęczeniem kark i pogładził Agata po szyi dla zajęcia myśli. Polubił kasztanowatego jegomościa, mimo wielu przebytych z nim sprzeczek. Parsknął pod nosem z rozbawienia, w duchu mając nadzieję, że nie przyjdzie im się szybko rozstać. Taką samą nadzieję żywił względem Dżariego. Zerknął nań kątem oka, gdy zrównali się w stępie. Z każdym kolejnym wypowiedzianym przez anioła słowem kąciki ust Nuki unosiły się coraz wyżej, ale głowy nie podniósł, mimo że podbródkiem niemal dotykał piersi. Spojrzał na przyjaciela dopiero po dłuższej ciszy, a oczy zabłysły mu soczystą zielenią.
        - Szczerze wierzę, że od teraz już ci tak zostanie - rzekł z głębokim przekonaniem w głosie.
        Jako że nie przepadał za magią, uznał, że najlepiej będzie, jeśli pozwoli działać Dżarielowi bez swojej bezużytecznej obecności - został zatem wraz z końmi przed chatą gospodarzy. Gdyby dać mu słomiany kapelusz, uznano by go za jednego z członków rodziny, jak nie jej głowę - oparty o ścianę, skrzyżowawszy ramiona i spuściwszy wzrok, żuł spokojnie źdźbło trawy, czekając cierpliwie aż Dżari zakończy swoje czary-mary i będą mogli jechać dalej. Wdał się nawet w dyskusję z faktyczną głową rodziny na tematy natury rolniczej, a rozmowa ta wyszła od samego Nuki, gdy począł zastanawiać się na głos, jakim cudem dwoje ludzi obrabia taki kawał ziemi. No, to dowiedział się co nieco o rolniczych sztuczkach wspomagających pracę na roli. Tak się zagadali, że nie zauważył, gdy Dżariel wyszedł z chaty, skończywszy łatać przedziurawioną nogę Gniewka. Szybko więc wypluł przeżute do granic możliwości źdźbło, podziękował gospodarzowi za rozmowę, a następnie obaj wskoczyli na koń i z czystym sumieniem odjechali w siną dal, ku zachodzącemu słońcu.
        Odetchnął pełną piersią, ciesząc się, że zjechali z głównego traktu i obrali drogę prowadzącą wzdłuż nabrzeża. Słońce oślepiająco odbijało się od spokojnej tafli Morza Cienia, nad którą szybowały mewy i rybitwy. Orzeźwiająca bryza kołysała drzewami na klifie, rozwiewała też włosy obu bohaterów. Nuka kilkakrotnie odrzucać musiał z twarzy uporczywe kosmyki, aż w końcu zirytował się na tyle, że pierwszym lepszym rzemieniem związał ich część z tyłu głowy, by mógł widzieć jak człowiek. Osłonił oczy przed wiatrem, ściągnął wodze, gdy zachłysnął się mocniejszym podmuchem.
        - Ależ wieje - mruknął bardziej do siebie, choć na tyle głośno, że Dżariel mógł to usłyszeć.
        Uniósł brew, przechwytując niepewnie od przyjaciela wodze i z równą niepewnością przyglądając się temu, co zamierza... Jego oczy momentalnie rozszerzyły się do wielkości talerzy, gdy zdał sobie sprawę, co anioł wyczynia.
        - Dżari! - krzyknął, kiedy przyjaciel minął go w dzikim pędzie, trzepocząc białymi piórami.
        Stanął w strzemionach, znów chciał krzyknąć, lecz słowa utknęły mu w gardle z przerażenia, gdy jego przyjaciel rzucił się z klifu w przepaść. Serce mu stanęło na ułamek sekundy; wpatrywał się w miejsce, w którym zniknął Dżariel, zaciskając do bólu dłonie na wodzach, czując, jak paznokcie wbijają mu się w skórę. Jego umysł został zupełnie zaćmiony przez strach o przyjaciela, nie pozwalając żadnym logicznym myślom dojść do głosu.
        Agat nagle podskoczył, gdy anioł niespodziewanie wyłonił się zza klifu. Nuka nie próbował go uspokajać, bo zdał sobie sprawę z faktu, jakim pieprzonym cymbałem był, myśląc, że aniołowi może cokolwiek stać się w powietrzu. Przez chwilę gapił się przed siebie, mając mało inteligentny wyraz twarzy, po czym westchnął nad byciem kompletnym idiotą, a następnie uśmiechnął się, rozluźniając ucisk na wodzach. Nie przejął się spływającą mu po nadgarstkach krwią - widok szalejącego po niebie przyjaciela w całości mu to zrekompensował. Nie sądził dotąd, że anioły były w stanie wykonywać tak wspaniałe akrobacje w powietrzu. Skąd mógł wiedzieć, skoro nigdy takowego nie spotkał? Teraz miał przed sobą anioła w pełnej krasie, w pełni sił i w pełni radości. Oparł więc ręce na przednim łęku, pochylił się i wpatrzył w tańczącego na tle zachodzącego słońca przyjaciela. Dech mu w piersi zaparł ten obrazek, tak piękny w swojej prostocie.
        Odsunął się z końmi, gdy Dżariel lądował - Sroka ani drgnął, za to Agat znów podskoczył ze strachu. Nuka natychmiast podkłusował do anioła, mając wymalowany na ustach delikatny uśmiech. Zeskoczył z siodła, otarł zakrwawione dłonie o spodnie, po czym spokojnie podszedł do przyjaciela i położył mu rękę na ramieniu. A następnie uderzył go w nie z pięści bez uprzedzenia.
        - To za przyprawienie mnie o zawał - wyprzedził jego pytanie, brzmiąc jak oburzona kochanka. Ale co miał zrobić, kiedy jego najlepszy przyjaciel bez żadnego słowa wyjaśnienia rzucił się w przepaść? - Żeby nie było, cieszę się wraz z tobą, wierz mi, ale przez ten ułamek sekundy... Dobra, pomińmy fakt, że jestem ostatnim bęcwałem. - Odchrząknął, odwrócił się na pięcie i skierował się ku koniom. - Nie zniosę utraty kolejnego członka rodziny - dodał ciszej, wstydząc się swojego zachowania wobec Dżariela.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Powrót na ziemię był wręcz wymarzony - kto nie byłby szczęśliwy na miejscu Dżariela, gdyby po tak udanym, pierwszym od kilkunastu lat, locie wylądował i od razu zobaczył swojego najlepszego przyjaciela, takiego uśmiechniętego? I ten ciepły gest i…
        - Ała! - syknął anioł, gdy dostał cios w ramię, odruchowo podnosząc dłoń do miejsca, w które oberwał. Uderzenie nie było mocne, ale bolało samo to, że został tak przez Nukę potraktowany. O co mu chodziło? Laki patrzył na rycerza wzrokiem lekko niezadowolonym i proszącym o wyjaśnienia. Nie wiedział, naprawdę nie wiedział czym sobie zasłużył. Jak szczeniak, który oberwał po zeżarciu panu kapci. Tekst o zawale rozwiał niewiele z wątpliwości Dżariela, ale już chwilę później dotarło do niego co wydarzyło się w głowie Nuki. Biedak, musiał być naprawdę przerażony. Niech to, a on go zupełnie nie uprzedził, tylko tak jak stał, tak skoczył… To naprawdę mogło podnieść ciśnienie każdego, kto nie miał na co dzień do czynienia z magią, a Esker przecież był dokładnie takim przypadkiem. Na korzyść anioła świadczył fakt, że przecież jego skrzydła były doskonale widoczne i można było się domyślić, że nie runie na skały, ale nie ma miejsca na racjonalne argumenty w miejscu, gdzie do głosu dochodzą emocje. I to TAKIE emocje - bardzo silne i traumatyczne. Dżarielowi zrobiło się tak żal przyjaciela, że aż widać było jak jego skrzydła oklapły. Lecz i to nie na długo, gdyż anioł zaraz zebrał się w sobie. Trzema długimi krokami znalazł się przy Nuce, po czym złapał go za ramię, obrócił w swoją stronę i przytulił w wyrazie braterskiego wsparcia.
        - Nie stracisz już nikogo, obiecuję - zapewnił go z mieszaniną czułości i powagi. - Przepraszam, że tak cię wystraszyłem, zupełnie tego nie przemyślałem, jak jakiś dzieciak… Obiecuję, że teraz będę się zachowywał jak na dojrzałego mężczyznę przystało - oświadczył, ale tonem tak przesadnie poważnym, że nie trudno było poznać, że to tylko taki pozór. Zaraz wypuścił Nukę z objęć i spojrzał na niego z uśmiechem.
        - I nie jesteś bęcwałem, po prostu się o mnie troszczysz - sprostował słowa przyjaciela, po czym poklepał go po ramieniu tak jak on wcześniej jego, tylko bez bicia na koniec. Już bez zbędnego roztkliwiania się wsiadł na Srokę, który przez cały ten czas skubał sobie ziółka przy drodze, a gdy przyszło mu wrócić do roboty, spokojnie przeżuł ostatni kęs i ruszył, gdy skończył. Jego tam te anielsko-ludzkie sprawy średnio ekscytowały.
        W “Stopie Wieloryba” panowie zjawili się wczesnym zmierzchem, gdy jeszcze nie było ciemno, że oko wykol, ale już znad horyzontu zniknęła pomarańczowa łuna zachodzącego słońca. W otoczeniu jak i w samej karczmie niewiele się zmieniło - jedynie twarze, bo cała reszta, w tym atmosfera, tłumy, muzyka i zapach były identyczne. Nawet kelnerka w progu przywitała ich ta sama, posyłając od razu Nuce promienny uśmiech.
        - Och, pan Esker! - ucieszyła się, po czym przeniosła wzrok na wchodzącego za rycerzem towarzysza i mina jej nieco zrzedła. - O, i…
        Zacisnęła wargi w wyrazie konsternacji, a Dżariel posłał jej tylko miły uśmiech. Już dawno przestał przepraszać i tłumaczyć się z tego jak wyglądał. Wbrew pozorom ludzie szybko odnajdywali się w nowej sytuacji i obierali jakąś strategię na resztę dnia: traktowali go normalnie, wypytywali albo wręcz przeciwnie - unikali. Kelnerka wybrała coś pomiędzy pierwszą i trzecią opcją i skupiła się na Nuce, Dżarielowi posyłając jedynie ukradkowe spojrzenia, by upewnić się, że ona nadal tu jest.
        - Tam jest wolny stolik - wyjaśnił, prowadząc mężczyzn głębiej. - Coś podać od razu? Może piwo?
        - I kolację - dodał anioł. - Głodny jestem jak wilk, nie pogardzę szczerym kawałkiem ryby.
        Kelnerka kiwnęła głową - wspomnienie głodu od razu sprawiło, że Laki wydał jej się bardziej swojski.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Może i był sentymentalny, może zbyt wrażliwie podchodził do kwestii większych uczuć, lecz nie mógł tego wszystkiego zaprzepaścić z powodu głupoty - swojej lub osób trzecich. Po raz pierwszy od dawna czuł, że słowo „rodzina” ponownie zaczynało nabierać sensu, kształtów i wydźwięku emocjonalnego, już nie brzmiało ono dla niego jak zapożyczenie z innego języka, którego nie sposób było zrozumieć. Od najmłodszych lat wpajano mu, że bliscy są najważniejsi, że nie ma większej świętości ponad to. A jednak - jemu tę świętość odebrano, brutalnie, okrutnie, później doprawiono odrzuceniem i zniechęceniem. Dopiero teraz zaczął powolutku odbudowywać to, co utracił przed laty, nie można się więc dziwić, że tak zawzięcie strzegł tego, co kochał, niczym zazdrosny o swój skarbiec smok. Dlatego, gdy Dżariel go przytulił, odwzajemnił uścisk. Uspokoił się. Na jego ustach zagościł uśmiech, gdy usłyszał ton anioła. Odsunął się, poklepał przyjaciela po ramieniu i zgodnie wraz z nim pomyślał, że wystarczy na dziś tych wzruszeń. Zebrali się więc do kupy i odjechali, podziwiając ostatnie promienie słońca nad Morzem Cienia.
        W drodze do karczmy humor Nuki zdecydowanie się polepszył. Niemalże zapomniał o tym, co wydarzyło się na klifach, choć z pewnością nigdy nie wymaże z pamięci widoku szczęśliwego Dżariela, szybującego nad morzem. Nie, czegoś takiego się nie zapomina. Kto by przypuszczał, że takiego szaraczka będzie łączyła wielka przyjaźń z aniołem? No, on na pewno nie.
        Dojechawszy na miejsce, zeskoczył na ziemię i oddał Agata w ręce chłopca stajennego, po czym podciągnął poszarpane portki i ruszył ku drzwiom tawerny, które zaraz otworzyły się na oścież, a stanęła w nich Manuki we własnej osobie. Przywitał ją uprzejmym skinieniem głowy i już chciał się odezwać, lecz ona była szybsza, proponując coś do picia. Znów chciał coś dodać, lecz to Dżari odparł pierwszy, a Nuce nie pozostało nic innego, jak jedynie się zgodzić i pójść za nimi do jedynego wolnego stolika w całym przybytku. Kątem oka dostrzegł niepewne spojrzenia, jakie rzucała aniołowi dziewczyna, wyraźnie krępując się w jego obecności, tak przecież przyciągającej uwagę nie tylko jej, ale i reszty bywalców. Ktoś, kto przejmował się swoim wyglądem, czułby się niezwykle... brudny przy czystym i zadbanym niebianinie, ale nie Esker - on miał inne sprawy na głowie, a w dodatku cieszył się, że chociaż jeden z nich godnie się reprezentował.
        Kiedy już dotarli do stolika, Nuka oparł kuszę o ławę, jak zwykł to robić od niepamiętnych czasów, po czym wyciągnął nogi i oparł głowę o zagłówek. Od monarchów i doradców na dworze króla już zapewne zebrałby cięgi, siedząc w tak haniebnej pozycji, ale tu, w „Stopie Wieloryba” nikogo nie obchodziło, jak kto się relaksował, o ile nie wszczynał burd w czasie występów bardów. Westchnął sobie głęboko, zaciągając się zapachem dymu wymieszanym z drewnem i smażoną rybą. Mmm, ale sobie obaj pojedzą. Po chwili wyprostował się, by nachylić się nad stołem do Dżariego.
        - I jak samopoczucie? - zagaił z uśmiechem, opierając łokcie na blacie.
        Nie minęło dużo czasu, kiedy z wielką tacą w rękach zjawiła się Manuki, cała w skowronkach. Nie miała łatwej drogi do przebycia przez te kotłujące się tłumy przyjezdnych, ale lata pracy w takim przybytku nauczyły ją, jak należy radzić sobie w takich sytuacjach. Jeden z gości w tle rozmasowywał sobie obolałą stopę. Promieniejąc z radości, postawiła przed nimi pięknie pachnącą strawę i dwa kufle z piwem, po czym oparła tacę o biodro i uważnie przypatrzyła się Nuce. Ten, z lekka skonsternowany, rzucił pytające spojrzenie Dżarielowi, lecz anioł najwyraźniej tego nie zauważył, pochłonięty jedzeniem flądry.
        - Panie Esker, z pana to tajemniczy jegomość jest - powiedziała enigmatycznie, przerzucając włosy na jedno ramię.
        - To znaczy? - zapytał, sięgając po kufel. Pić mu się chciało.
        - Przez niespełna dwa lata u nas pana nie było, a nagle zjawia się pan niespodziewanie, i to dwa razy w jednym tygodniu.
        Przełknął alkohol, otarł usta z piany i uśmiechnął się nieco złośliwie. Odchrząknął, odstawiając naczynie.
        - To w sumie nie jest żadną tajemnicą - rzekł po chwili - że wtrącono mnie na półtora roku do więzienia.
        Manuki zamrugała gwałtownie, jakby doznała szoku, jej twarz nie wyrażała niemal niczego, choć dostrzec można było niemałe zdziwienie. Zdołała wydukać jedynie króciutkie i ciche „och...” - najwyraźniej głos jej ugrzązł w gardle przez tak niespodziewaną informację. Nuka zaraz chwycił jej dłoń.
        - Nie ma się czego obawiać, to było nieporozumienie - powiedział łagodnie i posłał jej uspokajający uśmiech. Wyraźnie usłyszał, z jaką ulgą przyjęła to wyjaśnienie.
        - Ale... - zawahała się. - Ale jakim cudem ktoś taki, jak pan, miałby wylądować w lochu? Toż to przeczy prawom natury.
        Zaśmiał się pod nosem.
        - Prawom natury może i tak, za to prawa ludzkiego to nie obeszło.
        - No, to co się właściwie stało?
        Dziewczyna była tak przejęta, że aż usiadła obok Dżariela, wpatrując się w siedzącego naprzeciw Nukę jak w obrazek. Esker chyba nie miał innego wyboru, jak opowiedzieć o wszystkim, co zaszło wtedy na królewskim dworze. Westchnął ciężko.
        - Cóż, oskarżono mnie o kradzież królewskiej biżuterii, wartej tysiące złotych gryfów - bransolety, diademy, tiary, pierścienie... Przed kradzieżą wyjechałem z Arturonu na kilka tygodni, zaraz po ceremonii pasowania na rycerza i po oświadczeniu się mojej ukochanej. Obowiązki wzywały, co mogłem zrobić. Kiedy wróciłem, wszystko zdawało się działać w jak największym porządku. No, i kilka dni później ktoś zajrzał do sekretnego pokoju ukrytego w komnacie pary królewskiej, w którym właśnie ukryte były te wszystkie świecidełka. - Prychnął szyderczo pod nosem. - Głupi byłem... Przecież, że znaleźli u mnie tę pieprzoną biżuterię, za przeproszeniem. - Nie lubił przeklinać przy kobietach. - Nad ranem gwardziści zapukali do moich drzwi. Nie dość, że oskarżono mnie o samą kradzież, to w dodatku posądzono mnie o szpiegostwo i brak lojalności wobec króla.
        - Ale... - odezwała się Manuki. - To sąd się nie odbył?
        - Odbył się, a jakże. Po tym, jak wrzucono mnie do lochu, kilka dni później. Król osobiście do mnie przyszedł przed procesem, by powiedzieć, że wierzy w moją wersję wydarzeń i do głowy by mu nie przyszło, że mógłbym coś takiego uczynić. Mówił, że powierzyłby mi swoje życie, tak bardzo wierzył w moją lojalność. Niestety, okazało się, że on sam nic zrobić nie może, żeby mnie uniewinniono - że to zależy od rady, sranie w banie, że on tam będzie tylko jako świadek, a nie będzie zasiadał w ławie oskarżonych. Coś mi zgrzytało, ale było za wcześnie, by powiedzieć, co dokładnie. No, nic, na procesie powiedziałem swoją wersję, nie przyznając się do winy, bo tylko idiota by tak uczynił. Zaprowadzono mnie z powrotem do mojej celi i miałem czekać na werdykt. Oj, nagniłem się tam.
        - Długo pan tam siedział? - zapytała dziewczyna ze współczuciem.
        - Całę miesiące, nie wiem, ile, bo straciłem rachubę. Proces niby przypadkowo się przedłużał przez niby różniące się od siebie zeznania, ach, szkoda gadać. - Machnął ręką. - Oczywiście, żeby mnie dobić, odebrano mi tytuł, nadane ziemie, majątek, a także zerwano oświadczyny i bezwzględnie zakazano odwiedzin. Siedziałem więc sobie samiusieńki jak palec w tej zatęchłej celi, za towarzysza mając jednego szczura, który myszkował sobie u mnie na podłodze, gdzieś pod pryczą. No, i czasem wrednego strażnika, który poczuł się w tamtej sytuacji panem. Ile razy dostałem od niego po pysku, to nie zliczę. Ale przednio się przy tym bawił, niech go szlag. Aż mnie ręce świerzbiły, by mu oddać, ale za to, to już z pewnością by mnie uziemili na stałe. Wyszedłem całkowitym przypadkiem - jeden z sędziów w karczmie natknął się na prawdziwego złodzieja biżuterii i podsłuchał, że to on podłożył ją mnie. Nie mogli mu jednak wiele zrobić, gość trząsł przestępczym półświatkiem w Arturonie, a na dworze większość możnych liczyła się z jego zdaniem. Wypuścili mnie, nie wyjaśniając wiele. Oddano mi wszelkie należności, które wcześniej mi odebrano, a nieco później z utęsknieniem ujrzałem swoją wybrankę. Nigdy dotąd nie widziałem jej tak wściekłej i szczęśliwej zarazem. To dzięki niej dowiedziałem się, dlaczego w ogóle trafiłem do więzienia.
        - Oooo - wymsknęło się Manuki, jakby czytała romans awanturniczy i właśnie w fabule miał miejsce zwrot akcji.
        - Narzeczona przekazała mi serdeczne pozdrowienia od jej niedoszłego męża, niejakiego Fredrika, który w zazdrości o moją relację z nią postanowił mnie wyeliminować w bardzo subtelny sposób. Najpierw ponoć miałem sobie chwilę posiedzieć w więzieniu, by później dać się zatłuc na śmierć przez kolegę z celi, którego miał zamiar mi podrzucić.
        Manuki zakryła usta rękami, nabierając powietrza, tak się dziewczyna przejęła. Nuka zabrał się w końcu za rybę, bo od tego gadania głodny się zrobił. Po chwili spojrzał na kelnerkę i powiedział z pełną gębą:
        - Przez takiego właśnie gnojka nie mogłem was odwiedzić. No, cóż, było, minęło, nie ma co rozdrapywać starych ran.
        - Ja nie rozumiem tej zawiści u ludzi - fuknęła nagle dziewczyna, podnosząc się z ławy. - Nie dadzą żyć człowiekowi spokojnie i szczęśliwie, tylko zawsze jakieś kłody podrzucają! Co za... Ugh!
        Z impetem tupnęła nogą, odwróciła się i zniknęła w tłumie, pozostawiając bohaterów samych sobie.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel w życiu nie próbowałby umniejszać Nuce tylko ze względu na wygląd i byłby zaskoczony, gdyby ktokolwiek tak postąpił - na przykład uznał rycerza za szaraczka, a jego za kogoś lepiej urodzonego. Technicznie rzecz biorąc sprawa miała się zupełnie na odwrót, bo to Esker nosił tytuł, a anioł był zwykłym przybłędą, a jedyne co go wyróżniało, to białe skrzydła, złote włosy i lśniące oczy. Jego niebiańskie pochodzenie nie powinno dawać mu żadnych przywilejów. Oczywiście z reguły tak było i Dżariel mógł cieszyć się większym posłuchem czy jakimikolwiek innymi względami tylko przez to, że nie ukrywał swojego pochodzenia, ale naprawdę nie robił tego specjalnie. I tak uważał, że najważniejsze było wnętrze. Delia na przykład poznała się na nim, gdy był ubogim wiejskim znachorem - dostrzegła to, że miał piękne serce, a o tym, że on również jest aniołem światła, dowiedziała się już po tym, jak wyznali sobie uczucia. Szkoda, że tak niewiele osób myślało podobnie…

        Już w karczmie Dżariel przeprosił towarzystwo ze stolika obok i przystawił sobie do ich stołu zabrane od nich krzesło ze stosunkowo niskim oparciem - doskonale wiedział jakie będzie wygodne, by nie pognieść sobie lotek, a mimo wszystko móc się w miarę swobodnie oprzeć. Spojrzał z zadowolonym uśmiechem na swojego przyjaciela, który tak swobodnie wyłożył się na swoim siedzisku. Znowu wyglądali jakby byli z dwóch innych bajek, bo gdy Nuka tak sobie folgował, Dżariel siedział niemal jak na wykładzie. Nie była to jednak tak w całości wina tego, że był sztywniakiem, tylko po prostu skrzydła go przeważały i wymuszały taką pozycję. Wbrew pozorom było mu jednak wygodnie.
        - Doskonale - zapewnił, gdy został zapytany o samopoczucie. - Głodny jak wilk, ale szczęśliwy.
        O dolegliwościach z rana Dżariel zdążył już na dobre zapomnieć (choć nie o nauce, którą wyniósł), a we włosach nadal czuł morską bryzę, która niosła go nad klifem. Czy w takich okolicznościach można było mieć kiepski nastrój? A gdy jeszcze dodać do tego to, że właśnie siedział w karczmie z najlepszym przyjacielem - dla niektórych z pewnością tak wyglądał raj.
        - O, dziękuję! - zapewnił z entuzjazmem Manuki, która pewnie specjalnie postarała się, aby ich stolik znalazł się w na jej liście. Widok przyniesionej przez kelnerkę strawy sprawił, że Dżariel niemal całkowicie zapomniał o dobrych manierach i zaraz wziął się do pałaszowania posiłku. Ryba - świeżo upieczona, chrupiąca, pachnąca - była wprost wyborna i gdyby tylko nie byłoby to tak ryzykowne, to anioł pochłonąłby ją w całości, razem z ośćmi. Tak się jednak skupił na swojej kolacji, że to, że Manuki nadal stoi przy ich stoliku, zauważył dopiero, gdy kelnerka odezwała się do Nuki - wtedy momentalnie poświęcił część uwagi rozmowie. Przepłukał usta piwem. I miał szczęście, że zdążył przełknąć nim Esker poczęstował ich swoją rewelacją, bo inaczej niechybnie by się zakrztusił.
        - Czekaj… serio? - zapytał. Nie chciało mu się wierzyć, że jego przyjaciel miał w swoim życiu więzienny epizod. Wiedział, że nie był kryształowy, wiedział, że jako dzieciak prowadzał się z bandytami, ale to można było zwalić na wiele czynników, a tymczasem ta rewelacja była świeża, sprzed kilku miesięcy… To się aniołowi w głowie nie mieściło. Całe szczęście Manuki również była pod wielkim wrażeniem i o wiele łatwiej przyszło jej dopytywanie rycerza o szczegóły tego… incydentu, nazwijmy to.
        - Ja się z nią zgadzam - wtrącił się Dżariel, wskazując na Manuki, która tak się buntowała, że kryminalna przeszłość Nuki stoi w sprzeczności z prawami rządzącymi tym światem. Za to zapewnienie, że Esker siedział za niewinność, przyjął bez mrugnięcia okiem, a nawet tak, jakby to było oczywiste. Gdy miał strzelać, od razu powiedziałby, że to było nieporozumienie albo jakiś bardzo nieszczęśliwy wypadek, bo przecież, że Nuka nie był złym człowiekiem.
        Dżariel machinalnie odsunął dla Manuki jedno z krzeseł, by ta mogła zasiąść i posłuchać historii Eskera. Sam również bardzo pilnie słuchał - w milczeniu, bez przerywania i zadawania pytań, bo spodziewał się, że i tak usłyszy wszystko jak na świętej spowiedzi. Jego przyjaciel nie był osobą, która wstydziłaby się własnej przeszłości. On opowiadał, a anioł słuchał i nawet nie dopytywał - to robiła za niego do głębi poruszona kelnerka. Dżariel zaś tylko kiwał głową albo robił pełną niedowierzania minę. Machinalnie co jakiś czas podnosił do ust kufel z piwem. Prychnął z wyraźną dezaprobatą przy ostatnim zdaniu, w którym padło imię tego, kto wrobił Nukę w kradzież i co więcej, dlaczego to zrobił. Laki nie miał nawet odrobiny szacunku dla tego typu kanalii.
        W końcu historia Eskera dobiegła kresu, a Manuki chcąc nie chcąc ich opuściła, rozkosznie fukając i tupiąc nóżką z oburzenia. Dżariel też był oburzony… Ale on to inaczej okazywał. A w sumie praktycznie tego po sobie nie pokazał. Widać było jednak ten jego czujny wzrok wlepiony w Nukę. Dał mu łyknąć parę kęsów ryby i popić piwem, nim się odezwał.
        - I ty to tak po prostu zostawiłeś? - upewnił się, jakby wcale w to nie wierzył. Zmrużył lekko oczy. - No, opowiadaj epilog nieprzeznaczony dla wrażliwych dziewczęcych uszu - zachęcił rycerza, no bo przecież nie urodził się wczoraj, a Nukę też już trochę znał.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        — Czekaj — odparł, dopił piwo i pochylił się nad blatem, ściszając konspiracyjnie głos. Zrazu przeszedł do wyjaśnień. — Widzisz, półtora roku siedzenia w niewiedzy, kto stoi za moim pobytem w więzieniu, sprawiło, że mój gniew nabrał niewyobrażalnych rozmiarów. Zmarnowałem taki kawał życia, by słuchać bełkotania pomyleńców z celi obok i zapewnień, że gdy wyjdą na wolność, obrócą w perzynę cały dwór królewski. Miałem bardzo podobne myśli, choć moje krążyły wciąż wokół tej osoby, która mnie w tę kabałę wpakowała i której dotyczyły wszelkie plany mojej ewentualnej, przyszłej zemsty. Miałem sporo czasu na rozmyślanie o okropieństwach, jakie sprawię temu komuś, gdy władze raczą mnie wypuścić z lochu, lecz trudno mi było cokolwiek dokładnie zaplanować, kiedy nie wiedziałem nic a'propos tego gnoja.
        Przerwał na chwilę, obrzucając podejrzliwym spojrzeniem mężczyznę, który zatoczył się w kierunku ich stolika, klnąc pod nosem. Nuka nie lubił podsłuchiwaczy na tyle, że byłby w stanie dać takiemu w mordę, by skierować jego ciekawość w innym kierunku. A upewniwszy się, że jego opowieści nikt, poza Dżarielem, nie słuchał, kontynuował:
        — Domyślałem się, że Ahné swoim urokiem osobistym i znajomościami wyciągnie od osób zamieszanych w proces, kto podłożył biżuterię mnie. Nie sądziłem jednakowoż, że winowajca osobiście odmelduje się mojej narzeczonej, w dodatku bezczelnie i z premedytacją podwalając się do niej i zapewniając, że nic już nie stoi na przeszkodzie do ich uczucia. Z Ahné nie widziałem się jeszcze długo po wyjściu z więzienia, bo trzeba było dopełnić wszelkie formalności. Dopiero po jakichś dwóch miesiącach pozwolono nam się zobaczyć. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy, jak w tamtej chwili. Doskonale wiem, jak się czujesz, przyjacielu, po rocznej rozłące ze swoją Delią. I wierzę, że nie oderwiecie się od siebie przez najbliższe dni, jak ja z Ahné. — Puścił aniołowi oczko, uniósł kącik ust i wbił widelec w rybę. — Wracając, o wszystkim dowiedziałem się niemalże od razu, a cały gniew, który kłębił się we mnie od półtora roku, w końcu mógł znaleźć ujście. W końcu stanął mi przed oczami obraz tego, co zrobię człowiekowi, który pozbawił mnie możliwości ożenienia się z kobietą moich snów. Ahné mnie nie powstrzymywała, a nawet rzuciła „rób, co masz zrobić”, nie trzeba mi było więcej do szczęścia. Odnalazłem Fredrika z pomocą przyjaciół mojej narzeczonej, lecz mimo targającej mną wściekłości, nie rzuciłem się na niego z gołymi rękami. Chociaż mógłbym. Nie, nie mogłem pozwolić sobie, by na dobre mnie zamknęli lub, co gorsza, narazić Ahné na jakiekolwiek nieprzyjemności. Musiałem więc uważać. Po pierwsze, będąc w służbie króla nie mogłem zostać z nim skojarzony, więc wszystko załatwiałem po cichu, przez zaufane ręce... specjalistów. Podowiadywałem się tego i owego o rzeczonym Fredriku, a dzięki tym specjalistom byłem w stanie doprowadzić jego interesy do ruiny. Wszystko wyszło na jaw, wszystkie jego machlojki, gierki, lewe układy, podrabianie dokumentów... Nie sądziłem, że mi się to uda, ale jego morale spadło niemal do zera, gdy o wszystkim się dowiedział. I gdy dowiedział się, że za jego porażką stoję ja. A kiedy spotkałem się z nim i jego zbirami do wynajęcia − tych drugich przekupiłem, a Fredrika posłałem do rynsztoka z połamanymi nogami i żuchwą, by nie miał szans na wydostanie się stamtąd, gdzie jego należyte miejsce.
        Zasępił się, dłubiąc widelcem w rybie, ze wzrokiem utkwionym gdzieś ponad ramieniem Dżariela. Milczał długą chwilę, zbierał myśli. Po chwili odezwał się cicho i smutno:
        — Nie jestem z siebie dumny. Nienawidzę tej części mnie, która nie widzi przeciwwskazań do takiego sposobu rozwiązywania problemów. Szczerze nienawidzę. — Popatrzył przyjacielowi w oczy, jego własne zabłysły tajemniczo. — Nie jestem z siebie dumny — powtórzył. — Ale nie żałuję tego, co uczyniłem. Zrobiłem tylko to, na co nie było stać innych.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel uniósł dłoń w uspokajającym geście - pewnie, poczeka, nieważne na co i dlaczego miał czekać. Domyślał się, że to być może jakaś bardzo drażliwa kwestia i Nuka musiał zebrać myśli i dobrać odpowiednie słowa, aby przeszło mu to przez gardło. Albo po prostu wolał, by w otoczeniu zrobiło się trochę ciszej, ludzie się trochę rozeszli, stracili nimi zainteresowanie. Na pewno pomogłoby, gdyby Dżariel zwinął swoje majestatyczne skrzydła, ale on nie zwykł ich ukrywać poza tym mało chwalebnym epizodem, który niedawno zakończył.
        Gdy w końcu Esker zebrał się w sobie, nasycił pierwszy głód i zaczął opowiadać, anioł również przełknął ostatni łyk piwa i nachylił się ku niemu - od razu udzielił mu się ten konspiracyjny klimat. Rozumiał też Nukę, który tak żałował czasu, który spędził w więzieniu. Nie dziwił się wcale, że był rozżalony i planował zemstę. On sam, choć był aniołem jak od sztancy bitym, snułby pewnie plany tego co zrobi osobie, która skazała go na ten los. Na dodatek gdyby to stało się teraz, gdy był zakochany, a kraty celi rozdzieliłyby go z jego ukochaną… Chyba nie ręczyłby za siebie. Albo by mu serce pękło z żalu, albo udusiłby gołymi rękami tego, który odebrał mu szczęście. Nic z tego, co kłębiło mu się w głowie, nie powiedział jednak na głos. Słuchał w milczeniu opowieści swojego przyjaciela i tego co on wtedy przeżywał. Na jego twarzy malowało się skupienie, powaga i odrobina troski, współczucia. To musiał być naprawdę okropny okres w jego życiu… Nic dziwnego, że Lakiemu udzielił się nastrój tej historii i on również nieprzychylnie łypnął na jegomościa, który zatoczył się na ich stolik, choć on akurat nie podejrzewał go o chęć podsłuchiwania.
        Dżariel prychnął na wieść, że człowiek, który wrobił Nukę w kradzież, tak bez pardonu zgłosi się do jego ukochanej i wyłoży wszystkie karty na stół. Podziwiał też Ahné, że ta zachowała zimną krew i zrobiła z tych informacji odpowiedni użytek, a nie działała pochopnie. Ciekawiło go jednak czy gdyby ona powiedziała o tym odpowiednim służbom, to czy sprawa nie zakończyłaby się szybciej… Ale na pewno nie znał wszystkich okoliczności.
        Laki uśmiechnął się - cóż, wróżba jego przyjaciela była może trochę sprośna, ale… Też niezbyt daleka od prawdy, bo naprawdę gdy anioł myślał o swojej ukochanej, za każdym razem obiecywał sobie, że tym razem nacieszy się jej bliskością. I co więcej już nigdy nie opuści jej na tak długo. Mijał już niemalże rok… Nuka co prawda ze swoją Ahné nie widział się znacznie dłużej, ale tak - rozumieli się i Dżariel mógł mu szczerze współczuć tego, że po odzyskaniu wolności jeszcze tyle musiał czekać. To musiała być prawdziwa tortura - tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
        Gdy opowieść dotarła w końcu do kulminacyjnego momentu - gdy rycerz zaczął obmyślać i realizować swoją zemstę - anioł jeszcze odrobinę się nachylił. Samym krótkim skinieniem głowy pochwalił wstrzemięźliwość Nuki w jego zemście. Ponoć ta smakuje lepiej na zimno i choć Dżariel się na tym nie znał, docenił, że jego przyjaciel wolał to sobie zaplanować. No i wyszło naprawdę nieźle. To brzmiało okrutnie, no bo w końcu Esker odebrał Fredrikowi dorobek życia, ale ile wart był taki dorobek, skoro został okupiony krwią i cierpieniem? Anioł nie wyglądał na oburzonego… Aż nie padły te dwa ostatnie zdania dotyczące już bezpośredniej konfrontacji. Wtedy mina Dżariela stężała, odchylił się na krześle. Cóż… Tej przemocy już nie pochwalał, wykraczała ona daleko poza jego granice tolerancji. Nie pojmował jak można komuś umyślnie połamać obie nogi. Jedną, przypadkiem, bo w pojedynku wyprowadziło się za mocny cios to wiadomo, ale obie…
        Nuka odezwał się po raz kolejny, przyznając, że wcale go nie cieszyło to co uczynił - wtedy anioł podniósł na niego spojrzenie. Z początku patrzył dość surowo, ale z czasem jego wzrok złagodniał, nabrał wręcz takiego smutnego wyrazu. Dotarło do niego jak wyglądała ta sytuacja, ile Nuka wycierpiał i inni wycierpieli przez tego Fredrika. W końcu westchnął i nachylił się do przyjaciela, poklepał go pokrzepiająco po ramieniu.
        - Również nie pochwalam tego co zrobiłeś - zauważył łagodnie. - Ale wierzę, że wtedy to było jedyne sensowne rozwiązanie… Niech to po prostu zostanie w przeszłości - podsumował, po czym jeszcze raz klepnął Nukę w ramię, uśmiechnął się do niego i napił się ostatecznie piwa. Odetchnął.
        - Wiesz… - zagaił. - Na ile cię znam, a wydaje mi się, że znam cię całkiem dobrze, jesteś bardzo szczery. Nie tylko w życiu, ale i w uczuciach. I rozumiem jak wściekły mogłeś wtedy być. - Westchnął. - Dobrze, że go przynajmniej nie zabiłeś.
        Żart czy na poważnie? Trudno powiedzieć, ale na pewno urazy nie było, aniołek nie czuł się zgorszony. Sięgnął po swój kufel, stuknął nim o kufel rycerza, po czym osuszył go przy jednym przechyleniu.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Widział rozczarowanie w oczach przyjaciela, widział targające nim mieszane uczucia, na jego anielskiej twarzy wymalowała się ostrość, czemu Esker wcale się nie dziwił. Spuścił wzrok na swoją rybę, rozdłubaną już do szczętu. Nie zwykł rumienić się z zawstydzenia, lecz teraz twarz miał czerwoną jak pomidor. Czuł się bardzo nieswojo pod srogim spojrzeniem Dżariela, nie miał odwagi, by ponownie na niego popatrzeć. Myśli krążyły mu po głowie, obijając się boleśnie o jej wnętrze. Dopadło go sumienie. Sumienie to przybrało postać anioła. Nie mógł jednak pozwolić sobie na kłamstwo wobec przyjaciela, nie byłby zdolny do powiedzenia Dżariemu nieprawdy, choć kłamać umiał i to nawet dobrze. Co rusz wzmacniał i rozluźniał chwyt na widelcu, prawie nie oddychał. Zapatrzył się w rybę, jakby wystające z niej ości i rozdziabane mięso stały się nagle obiektem jego westchnień.
        Uniósł wzrok dopiero, gdy usłyszał szurnięcie krzesła i poczuł silną dłoń na swoim ramieniu. Odetchnął głęboko, z wyraźną ulgą, choć nigdy nie zapomni spojrzenia jakim obdarował go wcześniej anioł. Przełknął ślinę. Strasznie zaschło mu w gardle. Wysłuchał przyjaciela, wykrzywił się trochę niemrawo, skinął głową. Dżariel miał rację — niech to wszystko nie odbija się na teraźniejszości. Było, minęło. Miał szczerą nadzieję, że już nigdy więcej nie będzie musiał posuwać się do tak drastycznych czynów... Wlepił spojrzenie w dal, zamyślił się. W sumie dobrze, że o tym opowiedział. Poczuł, jakby ogromny ciężar spadł mu w końcu z barków. Odetchnął raz jeszcze, głęboko, spokojnie. I przeniósł wzrok na przyjaciela, usłyszawszy jego słowa. Uśmiechnął się słabo.
        — Dobrze mnie znasz — wychrypiał. Odchrząknął. Musiał się napić. — Wiedziałem, że zabicie Fredrika byłoby przekroczeniem pewnej granicy. A ja nie byłbym w stanie go zabić, po prostu.
        Zamówił sobie piwo u przechodzącej obok kelnerki, niestety, nie była to Manuki. Jego ulubienica krzątała się gdzieś z tyłu karczmy, słyszał jedynie jak krzyczała na kogoś, by nóg jej nie podstawiał. Kufel dostał chwilę później, wypił łapczywie prawie połowę, po czym westchnął z ulgą i otarł usta rękawem poszarpanej koszuli. Popatrzył na Dżariela.
        — Dziękuję — powiedział łagodnie, odstawiając kufel. — Za nieocenianie mnie. Wiem, że nie tego się spodziewałeś... Ale każdy ma coś za kołnierzem. Lecz nie każdy by tak sobie spokojnie siedział po usłyszeniu takiej opowieści... Co, wiedz, niezmiernie doceniam.
        Odchylił się na ławie, jakoś stracił apetyt, lecz gdy kelnerka podeszła i zapytała, czy zabrać talerz, gestem zaprzeczył i powiedział, że jeszcze doje. Miał taką nadzieję, bo nie lubił marnować jedzenia, a kiedy tylko dziewczyna odeszła, odsunął talerz i oparł łokcie na blacie, bardzo nieelegancko. Zmarszczył brwi w zamyśleniu, kilka pytań chodziło mu po głowie od jakiegoś czasu, nie wiedział tylko które ma zadać. Napił się ponownie.
        — Dżari... — zaczął, nadal nie wiedząc jakie pytanie wybrać. Po chwili kontynuował. — Kiedy zabiłeś Tallasa... Nie chcę rozdrapywać tej rany, wybacz. Chciałem jedynie wiedzieć, czy gdybyś... — zawahał się. — Czy myślałeś kiedyś o tym, że gdybyś tylko dostrzegł jakieś sygnały wcześniej, gdybyś dostrzegł, że coś jest nie tak... Myślisz, że byłaby szansa, by to wszystko potoczyło się innym torem? Wiem, że to tylko gdybanie, ale męczy mnie fakt, że ja niczego nie zauważyłem, kiedy Fredrik planował się mnie pozbyć. Nie można porównywać tych dwóch przypadków, wiem — powiedział szybko, by nie urazić przyjaciela. — Chcę znać po prostu twoje zdanie.
        Noc była jeszcze młoda, goście trzeźwi, a Esker wybrał sobie tak niedogodny temat do rozmowy... Brawo, pomyślał. Ale nie dało się już tego cofnąć. Mógł rzec jedynie „wybacz”, co zaraz uczynił, bo zdał sobie sprawę ze swojego nietaktu.

Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 170
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Ciepły uśmiech - tyle miał Dżariel dla swojego przyjaciela, gdy już pierwszy szok po jego wyznaniu minął. Bo on nie zaczął go nienawidzić, nie przestał go szanować, nic się w ich relacji nie zmieniło. Każdy popełnia błędy - większe bądź mniejsze - ale najważniejsze było to, jacy byliśmy na co dzień. A Nuka był dobrą osobą, ba, wręcz najlepszą, na jaką Dżariel trafił podczas swojego pobytu na tym planie. Miał złą przeszłość, ale to nie sprawiło, że jego kręgosłup moralny się ugiął, bo nawet, gdy okrutnie zemścił się na swoim dawnym oprawcy, nie posunął się do ostateczności. Brutalnie wymierzył sprawiedliwość… I to wszystko.
        - Drobiazg, nie masz mi absolutnie za co dziękować… Ale twoje zaufanie napawa mnie wielkim szczęściem i dumą - wyznał. Nie pytał, nie drążył, ale podświadomie wiedział, że niewielu znało tę część historii.
        Na moment zapadło między nimi milczenie - skupili się na swoich talerzach i kuflach. Aniołowi jednak ta cisza nie ciążyła, bo ona służyła temu, by uporządkować myśli i się z nimi pogodzić. Cisza naprawdę nie zawsze była zła.
        Wezwany Dżariel podniósł na Nukę spojrzenie zdradzające gotowość do słuchania. Widać było jednak, jak błękit jego tęczówek przygasł, gdy usłyszał tak wprost rzucone “zabiłeś Tallasa”. Przeprosiny nie były jednak wbrew pozorom konieczne - on nie miał Eskerowi niczego za złe, po prostu… To cały czas bolało, nawet jakby zostało powiedziane najsubtelniej jak się dało. Dlatego też Dżariel nie zaczął się zapierać, zmieniać na siłę tematu - słuchał co też dręczyło jego przyjaciela. Spojrzenie miał smutne i jednocześnie uważne, lecz tylko tak długo, jak Nuka mówił. Później Dżariel uciekł wzrokiem gdzieś w dół, a myślami chyba gdzieś bardzo daleko. Parsknął cicho, krzywiąc usta w smutnym uśmiechu. W końcu anioł boleśnie westchnął.
        - Latami zadawałem sobie to pytanie - przyznał. - Nadal je sobie zadaję… Teraz jednak już rzadziej, bo… Wiem, że nic nie zmienię. Lecz w pierwszym roku po ich śmierci nie myślałem o niczym innym. Całymi dniami rozpamiętywałem chwile, które spędziliśmy razem, szukałem choćby najsubtelniejszego sygnału, że coś jest nie tak. Wyrzucałem sobie… Zawsze byłem jednak trochę bliżej z Dżarielem niż z Tallasem i w ostatecznej potyczce on mi to wyrzucił. Że czuł się przy nas gorszy… On nigdy nie był magiem, nie miał do tego talentu i bardzo nam zazdrościł naszych umiejętności. O tej zazdrości wiedziałem już wcześniej, ale nie myślałem, że ona tak zatruwa jego serce.
        Dżariel westchnął głęboko - oparł czoło na dłoniach, palce wplatając w swoje złociste włosy, które po przedramionach zsunęły się na blat stołu. Jeden kosmyk wpadł mu do talerza - szybko odrzucił go na bok niedbałym ruchem, po czym ponownie podniósł wzrok na Nukę. Cały czas opierał skroń na jednej dłoni.
        - Zrobiłbym wszystko, by odwrócić bieg czasu - zapewnił. - Gdyby Pan dał mi jedno życzenie, to byłoby ono: wrócić do momentu, gdy mogłem wszystko naprawić. Nie wiem jednak czy dałbym radę… Chyba nawet sam Pan tego nie wie. Może nasze przeznaczenie jest zapisane tak żelaznymi zgłoskami, że nie jesteśmy w stanie na nie wpłynąć. Odwlec, delikatnie zmodyfikować, ale nie zmienić. Może gdybym dostrzegł wszystko wcześniej, odlekłbym naszą konfrontację do momentu, gdy bym się już ożenił. To mogłoby być jeszcze gorsze, bo… Tallas wiedział jak uderzyć, by bolało, dobrze znał się na uczuciach, najlepiej z naszej trójki. Być może wtedy zamieszana byłaby w to wszystko jeszcze Delia… Choć o nią chyba niepotrzebnie bym się martwił, ona jest silna, na pewno dałaby mu radę - zauważył, uśmiechając się z czułością i rozbawieniem zarezerwowanymi dla najbliższych sobie osób. - Ale wiesz… Wiele razy zastanawiałem się również co by było, gdyby Dżariel mnie zasłonił. Gdybym to ja tam zginął… Może oni by żyli - powiedział z mocą, podnosząc na Nukę lekko zaszklone spojrzenie. Gdy mrugnął, na jego rzęsach zebrały się łzy, które przy następnym ruchu mogłyby potoczyć się po policzkach. Laki szybko starł je nasadą dłoni, na której wspierał skroń.
        - Wybacz - mruknął. - Strasznie chaotyczna była ta moja odpowiedź, nie wiem czy cokolwiek z niej miało sens. Nie wiem czy miałbym szansę coś zmienić, ale na pewno bym tego tak nie zostawił - podsumował z wielką wiarą. Zerknął na talerze swój i Nuki, rozejrzał się po sali. Jego wzrok trafił na kelnerkę, a ona jakimś magicznym sposobem również na niego spojrzała.
        - Wódkę - powiedział, wznosząc nad głowę dłoń z czterema wyprostowanymi palcami. Dziewczyna w mig go zrozumiała i poszła zrealizować zamówienie. Dżariel znowu skupił się na Nuce.
        - Zawsze żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy - zauważył trochę filozoficznie, po czym nagle uśmiechnął się ciepło i wesoło do Nuki. - Ale komu ja to mówię, ty umiesz brać sprawy w swoje ręce. Wystarczy spojrzeć gdzie teraz jesteś - zauważył z radością. Być może coś jeszcze by dodał, ale jakimś cudem kelnerka z jego zamówieniem już zjawiła się przy ich stoliku i postawiła na nim w równym rządku cztery zroszone kieliszki. Anioła trochę w sumie ścisnęło w żołądku na ich widok, ale pomyślał, że przyda im się coś takiego - paradoksalnie - na otrzeźwienie.
        - No, Bubu - zagaił, stawiając jeden kieliszek przed przyjacielem i sobie również biorąc jeden. - Żeby to co jest przeszłością mogło nią pozostać i nie zatruwało tego, jacy teraz jesteśmy.
        Dżariel stuknął się z Eskerem i wypił wódkę z wprawą, której nabrał ledwie poprzedniego wieczoru.

Awatar użytkownika
Nuka
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Wyznanie przyjaciela wprawiło go w nieme osłupienie. Esker wpatrywał się w anioła niemal bez mrugania, czuł, jak splecione i przytknięte do ust dłonie zaczynają mu drżeć z przejęcia. Nie miał nad tym kontroli, choć niezmiernie starał się zachować jej pozory, by nie denerwować przyjaciela jeszcze bardziej. Odetchnął głęboko, zaciągając się zapachem dymu, alkoholu i smażonej ryby, wciąż słuchając słów anioła. Doskonale wiedział jakie rozterki nim targały, ile wyrzutów sumienia zagnieździło się w jego głowie. Niby tacy różni, a jacy podobni... Nuka nadal nie mógł wyjść z podziwu, że los skrzyżował ich drogi w tak quasi-przypadkowym momencie, jego umysł nie był w stanie ogarnąć cudu jaki się za tym zjawiskiem krył. I, szczerze mówiąc, nie chciał wiedzieć. Wolał pozostawić to w sferze słodkiej tajemnicy, bo nie żałował tak trafnego zbiegu okoliczności.
        Dziadek powiedział mu kiedyś, że skaza tragicznych wydarzeń nigdy nie zniknie ani z kart historii, ani z ludzkich serc. Miał niepodważalną rację, bo Esker widział ból wspomnień jaki wymalował się na twarzy Dżariego. Jemu samemu źle robiło się na samą myśl o przeszłości, a co miał powiedzieć anioł... Nuka nie wierzył w przeznaczenie czy w to, że los każdego został już spisany w jakiejś wielkiej księdze i nie można tego zmienić. Według niego jedyne, czego nie można zmienić, to bieg czasu. Co się stało, to się nie odstanie, i choćby nie wiadomo jak się starano, choćby stawano na głowie, nic nie pomoże w zmianie tego, co już się wydarzyło. Niektórzy próbowali wyczyścić sobie pamięć, lecz on traktował takie wyjście jako półśrodek, bo „zmienić” nie znaczy „zapomnieć”. Nie sądził, by Dżariel był zdolny do zapomnienia o tym, co go ukształtowało. Dlaczego? Bo wiedział, że on sam nie mógłby tego zapomnieć. Naprawdę wiele ich łączyło.
        Uniósł słabo kącik ust, słysząc przeprosiny przyjaciela. Gestem dłoni go uspokoił.
        — Nie masz za co przepraszać, zrozumiałem wszystko jak należy — rzekł łagodnie, odrywając w końcu blade z zaciskania dłonie od ust. Zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, Dżariel go wyprzedził, zamawiając wódkę.
        Nuka popatrzył na niego z nieukrywanym zdziwieniem. Ledwie wczoraj upił się do nieprzytomności, kilka godzin temu umierał na kaca, a teraz zamawia jakikolwiek alkohol? Skupił się jednak na słowach przyjaciela i przytaknął skwapliwie skinieniem głowy. Dżariel miał rację — żałowanie nie doprowadziło jeszcze nikogo bardzo daleko. Uśmiechnął się pod nosem.
        — Gdzie ja jestem? — zaśmiał się. — To ty masz ożenić się z królową Arrantalis. Chociaż faktem jest, że nie bez trudu obaj wydostaliśmy się z cieni przeszłości. — Milczał przez dłuższą chwilę, po czym spojrzał przyjacielowi w oczy. — Do których już więcej nie wrócimy — dodał z pewnością w głosie.
        Esker zrozumiał działania anioła dopiero, gdy kelnerka przyniosła cztery kieliszki. Bardzo dobrze zrozumiał. Stuknął się więc z przyjacielem i jednym haustem wychylił gorzki trunek. Nie skrzywił się.
        — Nigdy nie miałem prawdziwego przyjaciela — wyznał, sięgając po drugi kieliszek i go wniósł ponad głowę. — Wypijmy, Dżari. Wypijmy za naszą przyjaźń.

Zablokowany

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości