Arturon[Okolice Arturonu] Cichy sen

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 145
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Re: [Okolice Arturonu] Cichy sen

Post autor: Dżariel » 2 tygodnie temu

        Żadna pobudka w prawie dwustuletnim życiu anioła nie była tak brutalna, jak ta teraz. Dżariel kilkukrotnie był ciężko ranny, wyczerpany magicznie, był również otruty, ale… Niech to, kac był gorszy od tego wszystkiego, co do tej pory przeżył. Wtedy mógł jasno określić co go boli i jak temu zaradzić. Teraz… Oczy piekły go jakby wsadził twarz w palenisko, w ustach miał suchość i niesmak, a pod czaszką ból przywodzący na myśl przesypujący się przy każdym ruchu stos szpilek i soli, która wnikała w rany… Wyłby z bólu, gdyby nie bał się, że to rozsadzi mu bębenki w uszach, a na dodatek suchość w gardle blokowała wszelki dźwięk. Zamiast tego cicho jęknął i złapał się za skronie. Skulił się na boku, skrzydłem osłaniając sobie głowę. Słońce raziło niczym żywy ogień, płynne żelazo.
        Jak, jakim cudem ludzie mogli to lubić?! Dżariel przez całe życie bardzo wzbraniał się od alkoholu - nie uważał, że był mu potrzebny do dobrej zabawy. Z czasem zaczął pić, ale nadal nie tak jak to potrafili śmiertelnicy - okazjonalnie kieliszek wina czy czegoś mocniejszego, bardziej dla rozluźnienia czy walorów smakowych niż żeby “kopało”. Wczorajszej nocy po raz pierwszy sobie pofolgował, lecz i to nie do końca z premedytacją, z własnej nieprzymuszonej woli. Po prostu głupio mu było odmawiać, nie znał swoich możliwości i nie wiedział jak reaguje na alkohol - to razem złożyło się na to, że sponiewierał się jak niegodny. A teraz płacił wysoką cenę za tę lekcję.
        Naprawdę, jak to można było lubić?! Wódka była paskudna, a skutki jej nadmiernego spożycia były jeszcze gorsze, następująca zaś pomiędzy tym chwila upojenia nie była tego warta… Dżariel obiecał sobie w duchu, że to ostatni raz w jego życiu, gdy dał się sprowokować do czegoś takiego. Ale teraz musiał przez jakiś czas z tym żyć i zmierzyć się ze skutkami swojego braku asertywności.
        Przekręcił się na bok. Otworzył w końcu oczy. Zaraz je zacisnął, ale później znowu otworzył, tym razem ostrożniej. Słońce go raziło.
        - Nuka? - zapytał chrapliwym głosem. Odkaszlnął. Bolało go gardło, w którym nadal czuł nieznośną suchość. Był jednak zaskoczony, że po raz kolejny po przebudzeniu widział twarz swojego przyjaciela tak blisko. Znowu spali w jednym łóżku - naprawdę z tego robiła się tradycja.
        Dżariel bardzo powoli opuścił nogi na ziemię i stękając podniósł się do pozycji siedzącej. Dostrzegł w tym momencie, że nie byli sami - przy stole nieopodal stała nastoletnia dziewczyna, która chyba od dłuższego czasu przyglądała się walczącemu z kacem aniołowi. W jednej ręce trzymała koszyk, a drugą dłoń chowała w jego wnętrzu. Patrząc na to, że na stole stały już różne naczynia, pewnie przyniosła im śniadanie… Lecz myśl o posiłku sprawiła, że żołądek anioła wywinął koziołka w gwałtownym proteście. Odkaszlnął, kuląc się nieszczęśliwie na brzegu łóżka. Dziewczyna - złote serce - odstawiła szybko koszyk i podeszła do niego, w rękach dzierżąc dzbanek.
        - To tylko woda - wyjaśniła szeptem, widząc wzrok Dżariela zafiksowany na naczyniu.
        - Dzięki ci dobra kobieto - westchnął anioł, przyjmując od niej napój. Łapczywie zaczął wlewać w siebie wodę, dwie wąskie strużki pociekły mu przy tym z kącików ust. Oderwał się wkrótce od dzbanka z westchnieniem ulgi. Niewielką resztę - dosłownie ze dwa, trzy łyki - wylał sobie na twarz. Od razu poczuł się trochę lepiej. Z naciskiem na trochę.
        - I jak?
        - Będę żył - oświadczył Dżariel, ocierając sobie wodę z powiek. Dziewczyna zachichotała. Ukradkiem zerkała nad jego ramieniem na śpiącego Nukę. Kolejna wielbicielka, to było widać w jej maślanym spojrzeniu. Całe szczęście miała tyle przyzwoitości, by jednak poświęcić też uwagę aniołowi, tym bardziej, że był przytomny.
        - Sok z ogórków przyniosłam, na pewno pomoże - wyjaśniła szeptem. - I klina jak panowie wolą, maślankę, co wam trzeba po prostu…
        - Muszę się wykąpać - przerwał jej Dżariel, zupełnie wytrącając ją z rytmu. Co było takiego dziwnego w jego prośbie? Tak naprawdę nic, poprosił o coś całkowicie normalnego, ale jej po prostu wyobraźnia intensywnie pracowała. Jak dobrze, że anioł o tym nie wiedział, a ona zdołała się szybko ocknąć.
        - Tam można - wyjaśniła, wskazując inne, wciśnięte w kąt izby drzwi. - Tam jest drewutnia, balia stoi. Wody przyniesiemy.
        Dżariel skinął ze zrozumieniem głową, a dziewczyna w mig pojęła, że powinna dać mu chwilę na dojście do siebie i wyszła. On zaś posiedział jeszcze chwilę w tej samej pozycji, starając się opanować to co działo się w jego głowie, po czym bardzo, bardzo ostrożnie wstał. Gdy już minęły mu mdłości po takim wyprostowaniu się, uznał, że najgorsze minęło. Zrobił kilka kroków do stołu, gdzie zostawiono im różne wiejskie specyfiki na przegnanie kaca. Anioł sięgnął po kankę ze zsiadłym mlekiem, bo to było jedyne na co patrzył i nie czuł mdłości. Napił się, po czym otarł usta rękawem i poszedł do wskazanej przez dziewczynę drewutni.
        Po wyjściu na zewnątrz w twarz anioła uderzyło przede wszystkim świeże powietrze - dopiero teraz poczuł ten zatęchły smród, w którym spali. Znowu poczuł się odrobinę lepiej.
        - Zostawcie - odezwał się do parki, która przyniosła wiadra z wodą i właśnie przymierzali się, by napełnić nimi balię. Szkoda było marnować wodę i czas, anioł zamierzał umyć się w wiadrze. A co, umiał, żył w końcu na wsi. I przez to nie przeszkadzało mu również, że ta drewutnia nie miała drzwi, a ściany sięgały jakieś cztery i pół, może pięć stóp nad ziemię. Co tam, aż tak wstydliwy nie był. Dlatego gdy tylko tamci go zostawili, bez oporów zaczął się rozbierać. Nie zdjął jednak wszystkiego do rosołu, ostał się w gaciach, po czym postawił sobie jedno wiadro na przygotowanych do palenia szczapach i zaczął się obmywać. Nie chciał się za mocno schylać, by nie zwymiotować, ale z każdym kolejnym chlustem zimnej wody czuł się coraz lepiej i na koniec był w stanie schylić głowę i wylać na siebie dwa wiadra. Aż się zapowietrzył, gdy poczuł to zimno spływające mu po karku. Wyprostował się, zabierając włosy z twarzy. Jego ciało pokryła gęsia skórka. Zadygotał, a ruch ten momentalnie przeszedł w charakterystyczne dla aniołów (i po prawdzie również ptaków) otrzepywanie skrzydeł. Poranna toaleta w zimnej wodzie naprawdę pomogła mu dojść chociaż trochę do siebie. Nie w smak było mu jednak zmarznąć, więc zebrał swoje ubrania i wrócił do izby, w której być może nadal spał Nuka.

Awatar użytkownika
Nuka
Błądzący po drugiej stronie

Rola

Posty: 53
Rejestracja: 8 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 2 tygodnie temu

        W jego przypadku pobudka nie okazała się tak brutalna - jak raczył wspomnieć kilka dni wcześniej, kac się go nie imał. Z jednej strony przeklinał część swojej dhampirycznej krwi, a z drugiej dziękował przodkom, że raczyli spoufalić się ongiś z wampirem, bo przynajmniej teraz nie odczuwał konsekwencji związanych z biesiadowaniem poprzedniego wieczoru. O dziwo, udało mu się przespać całą noc spokojnie, bez koszmarów - nie potrafił uwierzyć w swoje szczęście. To by zatem znaczyło, że jego przypadłość da się wyleczyć lub przynajmniej załagodzić. Jedyne, co mu przeszkadzało, to sposoby, jakimi należałoby to zrobić... Czary i alkohol. Z pierwszym wolał nie eksperymentować, zaś od drugiego mógłby się uzależnić i wtedy wstydziłby się za samego siebie. A z pewnością nie spodobałoby się to jego ukochanej. Ahné bowiem nie znosiła zapachu alkoholu, robiło się jej od niego niedobrze, więc zasypianie u jej boku byłoby po prostu niemożliwe. Wolał już więc męczyć się z koszmarami, niż nie móc spać w ramionach swojej wybranki.
        Do jego sennej podświadomości dotarło, że Dżariel zdołał zwlec się z łóżka w akompaniamencie jęków i stękania, lecz Esker był zbyt nieprzytomny, by więcej zarejestrować. Nawet nie raczył zareagować na swoje imię. Wzdrygnął się jedynie i nieświadomie począł szukać czegoś do okrycia się, a gdy niczego nie znalazł - westchnął ciężko i objął się ramionami, przechodząc w pozycję embrionalną. Wyglądał na bardzo niepocieszonego. Udało mu się jeszcze na chwilę zasnąć.
        Obudził się dopiero, gdy Dżari wrócił do izby. Stęknął coś pod nosem, przekręcając się na drugi bok, lecz zmuszony był osłonić oczy dłonią, by wdzierające się do środka słońce go nie oślepiało. Warknął poirytowany z lekka, bo chciałby jeszcze trochę pospać. Ale nie ma co mitrężyć, trzeba wstawać, by szybciej znaleźć się w Adrionie. Przeciągnął się więc, wykręcając we wszystkie strony obolałe mięśnie i stawy. Zastygł na moment w pozycji wyciągniętego sznurka, po czym zebrał się, by usiąść na krawędzi, co nie przyszło mu z łatwością. W tym czasie mógłby wstać, wyjść z chatki, obiec kilka razy wioskę, wrócić, umyć się i jeszcze coś przekąsić... A zamiast tego w tym czasie postawił stopy na podłodze. Istny wysiłek. Schylił się i potarł skronie, ziewając przeciągle. Przetarł oczy okraszone śpiochami, ziewnął raz jeszcze i zmusił się, by wstać. Kiedy jego wzrok napotkał przyjaciela, uśmiechnął się złośliwie.
        - Jak tam głowa? - zapytał kąśliwie. Z jednej strony współczuł aniołowi tego niegodziwego stanu, lecz z drugiej... Widok anioła na kacu nie zdarza się codziennie.
        Podszedł do stołu, na którym stał kosz pełen pyszności, których żołądek Nuki bardzo głośno się w tej chwili domagał. Sięgnął po sok z kiszonej kapusty i kawałek ładnego, żółtego, dziurawego sera. Lubił ser, i odkąd miał okazję go jeść, robił to z wielką chęcią i entuzjazmem. W dziczy nie mógł pozwolić sobie na tak pyszne specyfiki, a jako dzieciak żywił się głównie rybami, więc smak prawdziwego sera poznał dopiero, gdy trafił do kuchni na dworze królewskim. Bardzo ciężko go było wtedy odciągnąć od spiżarni, w której dojrzewały całe stosy przeróżnych rodzajów sera. Kucharz nieraz zdzielił go po łbie szmatką, gdy pchał paluchy do krojonych dobroci. Usiadł więc przy stole i zajął się pochłanianiem. Począł wydawać z siebie dźwięki zadowolenia.
        - Mmm, ale to jest dobre - powiedział z pełnymi ustami. - Siadaj, Dżari, zjedz coś, bo nietęgo wyglądasz. Albo masz - uniósł butelkę z sokiem z kapusty - to ci dobrze zrobi. Wierz mi.
        Zerknął w stronę okna, za którym widział przechodzących mieszkańców, goniących za swoimi sprawami. Uznał noc za udaną. Nieczęsto ma się zaszczyt wystąpienia w roli bohatera na tak zacnej hulance. Esker zwykle robił za pospolitego strażnika, a tej nocy cała gawiedź zebrała się, aby uczcić wielkie czyny dwóch wybawców. Uwielbiał ten wiejski, swojski klimat. I poniekąd mu go brakowało, choć, kiedy zaznał prawdziwego luksusu, ciężko byłoby mu wrócić do wcześniejszego stylu życia. Zapewne nie on jeden miałby z tym kłopot.
        - Dżari... - Przełknął. - Masz dość siły, by dzisiaj do Arturonu ruszyć?
        Zakładał, że aniołowi również spieszno było wydostać się z tej dziupli. Miał nadzieję, że jego przyjaciel wkrótce poczuje się o wiele lepiej.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 145
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 1 tydzień temu

        Dżariel nie przywitał się specjalnie wylewnie ze swoim przyjacielem. Coś tam mruknął pod nosem, uniósł rękę, po czym odchrząknął w kułak. Gdy Nuka gramolił się z łóżka, on odłożył część ubrań na jedno z krzeseł, a sam stękając wciągnął na siebie tunikę. Poruszył skrzydłami w krótkim, gwałtownym ruchu jakby je otrzepywał.
        - Fatalnie. Aż tak to widać? - mruknął słysząc dość zjadliwy komentarz pod maską troskliwego pytania. Jak wyglądał tak się czuł i tak naprawdę to najchętniej położyłby się z powrotem i jeszcze trochę pospał. Wiedział jednak, że to mu nie pomoże, że musi wziąć się w garść i doprowadzić do porządku… Jedyny problem polegał na tym, że nie do końca wiedział jak się za to zabrać, nie znał jeszcze swojego organizmu w takiej niecodziennej dla niego sytuacji.
        Dżariel z westchnieniem usiadł na jednym z krzeseł, zwieszając skrzydła po obu stronach i odchylając głowę do tyłu. Westchnął głośno, zasłaniając oczy dłonią. Spod palców zerkał na swojego przyjaciela, który z takim zaangażowaniem pałaszował przyniesione przez jedną z dziewczyn frykasy. Trochę zrobiło mu się mdło, gdy poczuł woń sera jedzonego przez przyjaciela.
        - O nie. Nie, nie - zaparł się, momentalnie prostując się na krześle i wyciągając przed siebie ręce w obronnym geście. - Nie każ mi tego jeść, błagam. Piłem przed wyjściem maślankę. Nie pomogło, ale jak teraz zapiję to tym sokiem to już na pewno wyrzygam żołądek - argumentował trochę rozpaczliwym tonem. Być może powinien zjeść coś stałego, ale wszystko go bolało na samą myśl. Jęknął i żeby jedzenie nie przyprawiało go nieustannie o gorsze samopoczucie, wstał i powlókł się do łóżka. Akurat stał nad nim i przymierzał się do tego, by zwalić się z powrotem w pościel i jednak jeszcze przyciąć komara, ale wtedy akurat Nuka się do niego odezwał i od tego odwiódł. Anioł stał chwilę bez ruchu, tępo gapiąc się w widok za oknem i analizując swoją sytuację. W końcu ciężko westchnął.
        - Na ten moment nie, wybacz - mruknął z rezygnacją, a jakby jeszcze chcąc podkreślić swoją niemoc, rąbnął się na łóżko z takim rozmachem, że aż stelaż pod nim jęknął. Dobrze, że się nie zarwał, bo teraz, po odzyskaniu skrzydeł, Dżariel ważył pewnie kilka kamieni więcej.
        - Postaram się jak najszybciej dojść do siebie - mruknął, nakrywając sobie głowę jednym ze skrzydeł. Mocniej objął się jedną ręką w pasie, jakby to miało mu pomóc utrzymać żołądek w ryzach. Zapachy tak go mdliły, że nawet myśli nie potrafił zebrać, a co za tym idzie, nie chciał rzucać żadnych zaklęć, by sobie przypadkiem nie wywinąć żołądka na drugą stronę zamiast go uspokoić. Tak, zamierzał wyleczyć kaca magią, nie zamierzając na chybił-trafił wybierać jednej z klasycznych metod walki z tą przypadłością.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość