ArturonPonowne spotkanie

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Ponowne spotkanie

Post autor: Gavin »

        Szara mgła otaczała przedmieścia Arturonu o świcie. Gęsta, zimna i bijąca nieprzyjemną jasnością po oczach. Na głównym trakcie prowadzącym do murów miasta ustawił się rząd zmierzających do centrum kupców, przybyszów i innych interesantów. Do tego samego miasta zmierzała również osobliwa parka. Raczej wysoki, dojrzały mężczyzna i bardzo szczupła kobieta o mysiej urodzie. Ten pierwszy wyglądał na lekko nieokrzesanego - miał lekko zakrzywiony nos, jak po złamaniu, nierówno przystrzyżoną brodę, włosy sterczące we wszystkich kierunkach. Dziewczyna natomiast wyglądała na bardziej zadbaną - miała długie włosy szarego koloru, nieskazitelną buźkę, dopasowany i nowy strój - nie tak jak u swojego towarzysza, cały połatany i widocznie długo używany. Wyglądała młodo, co kontrastowało z jego urodą i czyniło wrażenie, że mężczyzna jest jeszcze starszy.
        Oboje byli objuczeni skórzanymi torbami i sakwami, wypełnionymi roślinami, owocami i innymi zielarskimi ingrediencjami. Można było domyślać się, że wychodzą z pobliskiego lasu.
        - Liści szałwii alarańskiej nie zbieraj inną porą niż pierwszy świt po pełni księżyca - mruknął mężczyzna.
        Dziewczyna kiwnęła głową i zanotowała tę uwagę w swojej książeczce, którą trzymała pod pachą.
        Tymi ludźmi byli Gavin, czarodziej i alchemik, i córka sklepikarza, Katerina.

        Kiedy wkroczyli do miasta, Gavin odetchnął. Przypomniał sobie znowu zapach, który tak kojarzył mu się z nie tak dawną jeszcze przeszłością. Często wspomnienia nachodziły go, tak też było i w tym momencie. Rozmyślał o tym, jak pełnił tu jeszcze funkcję jednego z Gwardii Królewskiej u boku dzielnej i pięknej Escrim. Byli też inni gwardziści, których wtedy uważał nawet za swoich przyjaciół. Na przykład Peu... Czarodziej wolałby nie wspominać tych ludzi. Przez pamięć o nich czuł się tylko bardziej samotny. Tak, i rachunek zgadzał się wtedy dużo lepiej.
        Obecnie otrzymał pozycję sklepikarza i alchemika w Arturonie, dokąd wrócił po dwóch latach. Chciał dostać się z powrotem na swoją pozycję strażnika królewskiego, ale kiedy żądał rozmowy z Escrim, został oddalony. Powiedziano mu, że nie przebywa już w mieście. Zresztą nie wiedział, jak po tym czasie spojrzałaby na niego. Czy w ogóle uzna za wiarygodną historię o tym, co się wydarzyło...
        Teraz zajmując się zielarstwem i alchemią, poduczał do zawodu córkę swojego szefa, Katerinę. Nigdy nie pomyślał, że będzie miał czeladnika. Nie był zbytnio kontent z tego układu, ponieważ dziewczyna nie była zbyt górnolotna, a także momentami całkiem irytująca. Wiedziała, że ma uprzywilejowaną pozycję ze względu na swojego ojca, i przez to nie przejmowała się zbytnio naukami. Gdyby to tylko od niego zależało, Gavin dawno oddaliłby takiego ucznia. Niestety, dzięki temu układowi otrzymywał pokój w karczmie i polewkę za darmo. Pieniądze planował odłożyć i założyć własny zakład, już w innym mieście. Do tego, przez pozostawioną w nim historię, zaczął odczuwać wstręt.

        Szli w stronę straganów, aby dokupić kolejnych ważnych składników, a także kilka zebranych przez nich dobrze przehandlować. Gavin nie miał żyłki do handlu, ale wiedział, ile warte są rzeczy, które zamierzał sprzedać. W tej jedynej rzeczy Katerina miała dużo większy talent niż on - zwykle po podaniu przez czarodzieja wyceny to ona targowała się z kupującym.
        Kiedy przybyli na targ, mężczyzna zmarszczył brwi i rozejrzał się po rynku. Rzucił okiem na zamek, w którego murach niegdyś obmyślał plan ocalenia miasta. Czasami miał nadzieję, że zobaczy tam burzę blond loków. Oderwał się jednak od tych myśli i spróbował skupić się na handlu.
        - Te korzenie przynajmniej za 10 ruenów sztuka - powiedział do dziewczyny.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        Kończąc codzienny trening szermierki, Escrim przebierała się w mundur gwardzistki, uświadamiając sobie jak bardzo jest zła. Te dwie godziny, w czasie których mogła skrzyżować szpady z swoim nauczycielem, wyładować energię, dając upust wszystkim frustracjom, złościom i rozgoryczeniom, jednocześnie na chwilę zapominając o gnębiących ją rozczarowaniach, były dla kapitan wszystkim, co obecnie miała. Nawet jeśli zdawała sobie sprawę, że szlachetna sztuka szermierki powinna służyć czemuś zgoła innemu niż bezrefleksyjnej młócce i wypoceniu z siebie złości, La Tranchte właśnie w ten sposób zaczynała postrzegać kolejne sparingi.
        Tyle, że dzisiaj kompletnie jej nie szło. Przegrywała starcie za starciem. Nacierała bezmyślnie, raz za razem nadziewając się na kontry przeciwnika. Z chłodniejszą głową Escrim mogła uchodzić za jednego z lepszych szermierzy Arturonu, jednak, gdy emocje zaczynały brać górę, gwardzistka zachowywała się, jakby zapomniała o wszystkim, czego nauczyła się do tej pory.
        - Wszystko w porządku, pani kapitan? – spytał towarzyszący jej dziś Dorland, wcześniej obserwujący dokonania swojej zwierzchniczki na szermierczej planszy. – Nie chciałbym być tym, który zwraca uwagę, iż czasem warto zrobić dwa kroki w tył, by lepiej przyjrzeć się stawianym sobie wyzwaniom, ale dziś wyglądało to naprawdę słabo.
        - Zrobiłam dwa. A nawet cholerne dwadzieścia. I potem wpadłam w przepaść. Zawsze się cofam, nie mając odwagi wykonać tego, co słuszne. Zamiast trzymać go przy sobie, pozwoliłam mu odejść – zauważyła Escrim, wspominając sympatyczny uśmiech pewnego maga, którego brak przy jej boku stanowił dla La Trachte źródło wszystkich wahań nastrojów i emocjonalnych pułapek. Od smutku i nieokiełznanej tęsknoty, po złość wywołaną faktem, iż czarodziej zniknął bez słowa.
        - Na pewno mówimy o pojedynku? – spytał, wyraźnie zbity z tropu gwardzista.
        - Chodźmy na targ. Trzeba ratować Peu, zanim zjedzą go sprzedawcy ziemniaków – ucięła dyskusję pani kapitan.

        Escrim nawet nie zdawała sobie sprawy w jak poważnych tarapatach znajduje się obecnie jej adiutant. Peu Frisson był młodym gwardzistą i prawą ręką kapitan straży. Chłopak nieraz spoglądał już śmierci w oczy, mierząc się z najgorszymi bandziorami z miejscowego półświatka, jednak jeszcze nigdy nie był tak przerażony jak teraz, gdy nieoczekiwanie w czasie rutynowego patrolu natknął się na wyraźnie wzburzoną seniorkę rodu La Tranchte, która to od razu wzięła go w krzyżowy ogień pytań.
        - Co to znaczy, że nie możesz mnie do niej zaprowadzić? I, że nie wiesz, gdzie ona jest? – W czasie trwającej wymiany zdań arystokratka z każdym kolejnym słowem podnosiła ton i barwę swojego głosu, za to szermierz przemawiał jakby ochrypł, odchylając przy tym głowę do tyłu, by choć na chwilę uciec oczyma od wzroku wściekłej matrony.
        - Proszę pani…
        - Wiesz kim jestem, młodzieńcze!? – przerwała mu seniora La Tranchte. – Jestem szanowaną obywatelką tego miasta, nie przywykłą do tego, by ją ignorowano i traktowano jak służkę. Zwłaszcza, by mydlił mi oczy taki młokos, jak ty! Niedoczekanie! Przyszłam tu zobaczyć się z córką, a jeśli natychmiast nie dostanę, czego chcę, zrobię tu taki raban, że będzie mówiło się o nim latami!
        - Kiedy nie mogę… - Peu doskonale zdawał sobie sprawę, iż znajduje się miedzy młotem a kowadłem. Jeśli nie spełni życzenia kobiety, z pewnością od niej oberwie. Jeśli to zrobi, oberwie tak samo, a nawet bardziej, od młodszej wersji wariatki, którą ma przed sobą. Tyle, że tamta druga była jego przełożoną, więc może lepiej dać się sprać podstarzałej seniorce? Istniała przynajmniej nadzieje, że wiekowa hrabina będzie miała lżejszą rękę.
        Niespodziewanie arystokratka zmieniła strategię.
        - Moja córka wciąż bawi się tu w wojnę? – spytała kobieta podejrzenie spokojnym tonem.
        - Dba o bezpieczeństwo w mieście – sprostował Peu. – Czasem kogoś aresztuje, ale nie nazwałbym tego wojną…
        Seniorka rodu La Tranchte nie słuchała dalszych wyjaśnień. Skoro jej córka chętniej rozmawiała z więźniami niż z nią, to ona… da się zatrzymać. Pospiesznie, to znaczy wyjątkowo jak na siebie, bez targowania i wybrzydzania na jakość produktu, nabywając jeden z podłużnych bochenków chleba, wypatrzyła w tłumie potencjalną ofiarę w postaci jakiejś ubogiej zielarki i towarzyszącego jej włóczęgi, a następnie zaatakowała, tłukąc mysia dziewczynę pieczywem po głowie.
        - Co pani wyprawia!? - Peu natychmiast rzucił się parze na ratunek.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        Ta sytuacja wyglądała tak komicznie, że Gavin nie mógł pohamować wybuchu śmiechu. Drobna dziewczyna zgięta wpół i zasłaniająca twarz ramionami przed wściekłą kobietą okładającą ją kradzionym bochenkiem chleba. To całe zajście było tak absurdalne, że nie mógł w pierwszej chwili w żaden sposób zareagować. Pomyślał, że jest to jakaś kobieta mająca sprzeczkę z Kateriną lub jej ojcem. Czarodziej skoczył, aby rozdzielić obie kobiety. Starsza jeszcze szarpała się, bełkocząc coś wściekle. Gavin nie potrafił rozróżnić konkretnych słów.
        - Spokojnie... tylko... spokojnie... - powiedział, próbując unieruchomić jej ramiona, trzymając ją od tyłu. Stawiała jednak opór i próbowała nastąpić na nogę mężczyźnie. Nie chciał jej zrobić krzywdy, dlatego postanowił zaczekać, aż jej emocje trochę ochłoną, zamiast wykręcać ramiona i unieszkodliwiać. Nie widział sensu w korzystaniu z siłowych rozwiązań. W końcu starsza kobieta wyglądała na zupełnie nieszkodliwą, ale zadbaną. Miała blond, kręcone włosy i całkiem władczy wyraz twarzy, schludne ubrania i ogólną prezencję osoby z wyższych sfer. Tym bardziej nie rozumiał tej szalonej napaści.
        - Katerino, kto to? - zapytał, nadal rozbawiony, Gavin. Kaptur zsunął się z jego twarzy.
        - Nie wiem... - odpowiedziała, widocznie będąc w szoku. Podniosła z bruku bochenek chleba, który upuściła atakująca.
        - Proszę się uspokoić, może pani... zaatakowała... niewłaściwą osobę.
        Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, jak po kobietę zgłosił się królewski strażnik, pewnie widząc niedawną szarpaninę.
        - Ta pani nie zrobiła nikomu krzywdy, proszę się nie...
        Czarodziej, odsunąwszy się od już uspokojonej kobiety, przekazał ją w ręce gwardzisty. I wtedy zobaczył, kim on jest.
        - ... niepokoić... - dokończył.
        - Na łuski Prasmoka... - Gwardzista wyglądał na równie zaskoczonego.
        - Peu!?
        - Gavin!? Gdzie Ty byłeś, to... Myśleliśmy, że może jesteś martwy... Zniknąłeś... Będziesz się musiał grubo tłumaczyć! To dezercja! - W młodym strażniku walczył gniew, szok, niedowierzanie i radość, że po takim czasie zobaczył swojego towarzysza w jednym kawałku. Na tyle nie wiedział, jakich słów użyć, że w końcu zupełnie zaniemówił.
        - Słuchaj, ja... miałem powody! Chciałem wrócić, ale was tu już nie było! - zaczął pospiesznie wyjaśniać swoje stanowisko czarodziej. W końcu jednak, sam nie wiedząc od czego zacząć, zamilknął.
        - To jak w końcu, aresztujesz mnie czy nie!? - odezwała się starsza kobieta po chwili ciszy.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        Peu czuł, jak krople potu spływają mu po szyi. Mimo iż cała scena mogła wyglądać groteskowo, zwłaszcza, że arystokratka ponawiała próby zaatakowania niczemu winnej Myszki, za każdym razem, gdy tylko Gavin luzował swój uścisk, akurat gwardziście w żaden sposób nie było do śmiechu. Młody szermierz doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż przynoszenie kapitan złych wieści nigdy nie kończy się dobrze. Tymczasem Peu fatalnymi informacjami mógł obdzielić cały tydzień. Pierwsza z nich to ta, że seniora La Tranchte jest w mieście. Druga, poniekąd oczywista, dotyczy faktu, iż kobieta chce spotkać się z swoją córką, a kolejna jest taka, że obecnie dostojna dama znajduje się w areszcie, otoczona bandą żebraków, awanturników i pospolitych złodziejaszków. W tym miejscu niestety trzeba by dodać również, iż to właśnie sam Frisson doprowadził do tak niezręcznego zbiegu okoliczności.
        Teoretycznie informacja o Gavinie mogłaby stanowić równoważnik na szali dobrego humoru Escrim, jednak naciskany przez gwardzistkę, Peu w końcu musiałby przyznać, że z niewiadomych powodów wspomniany wyżej czarodziej wcale nie spieszy się, by odwiedzić kwatery straży. Oczywiście motywację maga można by w jakimś sensie uzasadnić obecnością przy jego boku urodziwej panny, bo choć sam Peu uważał wdzięki nieznanej sobie ofiary za wyjątkowo miłe dla oczu, to mimo całej swojej nieśmiałości, prędzej gotów był powiedzieć to Katerinie wprost, niż chociażby zasugerować podobną możliwość swojej przełożonej. Już samo wspomnienie Gavina i innej kobiety w jednym zdaniu było katastrofą. Dodanie, iż dziewczyna jest ładna, zapowiadało prawdziwy wulkan nieszczęść.
        Wobec wszystkich powyższych rozterek, Peu wykombinował sobie, by najzwyczajniej w świecie grać na czas. Wiedział, że kapitan miała się tu z nim spotkać, a co za ty idzie, jeżeli Escrim osobiście odkryje, co jest na rzeczy, to przynajmniej on nie będzie musiał wcielać się w rolę fatalnego posłańca.
        - Czy wnoszą państwo skargę? – z udawanym spokojem spytał gwardzista.
        - Oczywiście, że wnoszą! Nie widzisz tego, zakuty łbie!? – wtrąciła arystokratka. – Co z was za aparat państwowy, skoro nawet na zwykłe aresztowanie człowiek musi się tyle naczekać?
        - Pani La Tranchte, jeśli zostanie pani zatrzymana, to w pierwszej kolejności trafi pani do aresztu – wyjaśnił Peu. – Dopiero później, gdy będzie taka możliwość…
        - Coooo…!? Oszukałeś mnie, ty łajdaku! – Tym razem cały gniew i agresja kobiety skierowała się w stronę szermierza.


        Tymczasem Escrim, rozglądając się za swoim adiutantem, nieustannie musiała zmagać się z innymi błahymi problemami handlarzy i kupców znajdujących się na placu targowym. Na przykład z oskarżeniami o zajęcie cudzym straganem zbyt dużej powierzchni, awanturą o próbę zapłaty fałszywą monetą, zagubionym dzieciakiem, czy - co zdecydowanie było jej „wymarzonym tematem” - końskimi fekaliami zdobiącymi miejski rynek. W tej sytuacji kapitan niemalże z wytęsknieniem wyczekiwała aż ktoś wreszcie krzyknie „złodziej!”, czy chociażby „na pomoc!”, uwalniając ją od tych wszystkich problemów. Na szczęście Dorland starał się wyręczać swoja przełożoną w sprawach, gdzie wystarczyło surowe żołnierskie spojrzenie i wyraźnie zaakcentowana prośba o spokój. Escrim była zmęczona i poirytowana, co w połączeniu sprawiało, że miała ochotę komuś przyłożyć. Potrzebowała jedynie znaleźć jakiegoś stawiającego opór przestępcę.
        Na szczęście los nie kazał jej długo na to czekać. Nagle w tłumie podniosły się odgłosy przerażenia, ludzie stojący w pobliżu studni rozstąpili się jak na komendę, a oczom kapitan ukazał się dość niezwykły widok chudego mężczyzny grożącego szpadą wieśniaczce. Jak się okazało - z racji tego, iż dziewczyna zbyt energicznie przebiegła przez kałużę, ochlapując błotem nieskazitelne buty dżentelmena.
        Sam nieznajomy stanowił wyjątkowo oryginalny widok. Twarz przypominająca księżyc, której pociągłość dodatkowo podkreślała szpiczasta bródka i delikatny, jakby namalowany kredką wąsik. Do tego finezyjna fryzura sugerująca, iż wcale nie jest czymś naturalnym, śliskie oczy i cienki, podłużny nos, idealnie komponujący się z wyjątkowo smukłą sylwetką mężczyzny. Całość jasno dawała do zrozumienia, iż nieznajomy wkłada wiele wysiłku w swoją prezencję. Ta ostania nie kończyła się zresztą na twarzy. Chude nogi i talia, której pozazdrościć mogło mu wiele kobiet, jasno zdradzająca noszony pod kamizelka gorset, zadawały się być nieco mylące, zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę energię i impulsywność z jaką poruszał się ich właściciel. Ubiór nieznajomego również zasługiwał na uwagę. Poza wspomnianymi wcześniej butami, w jego skład wchodziły obcisłe rajtuzy, które akurat w okolicy pośladków przechodziły w bufiastą, fałdowaną kulę, a do tego jakby za mała pasiasta kamizelka i przyduży beret.
        - Nie puszczę płazem tej zniewagi. Stawaj do walki, chłystku! – odgrażał się pokrzywdzony, wymachując rapierem tuż przed twarzą łobuziary.
        - Jestem dziewczyną – usiłowała tłumaczyć się wieśniaczka, co, biorąc pod uwagę jej krótkie, sięgające szyi, ułożone w nieładzie włosy, chłopięce ubranie i niewiele zdradzającą wątłą sylwetkę, naprawdę wymagało zaakceptowania.
        - Byle kłamstwem nie wyprzesz się swych niecnych uczynków.
        - Że co?
        - Proszę schować broń i przestać się awanturować. Młoda nie zrobiła nic złego, a już z pewnością nie uczyniła tego celowo – wtrąciła się Escrim, próbując załagodzić sytuację.
        - Ten wątpliwej urody młodzieniec, z premedytacją nastąpił na znajdujący się tu zbiornik z błotnistą mazią, bezczeszcząc tym samym moje świeżo pastowane obuwie. – Dość ekspresyjnie, mężczyzna przedstawił swój problem.
        - Sam wyglądasz jak wątpliwa bulwa! – odgryzła się oskarżona.
        - Powiedziałam, schowaj tę szpadę albo sama wbiję ci ją w tyłek – zagroziła kapitan.
        - Zważaj na słowa, pyskata gwardzistko. Wiedz, że przeznaczona mi jest ręka urodziwej damy, która to jednocześnie jest dowódcą miejskiej straży w całym Arutronie. – Pasiasty jegomość nastroszył się niczym paw, w czasie gdy zaskoczona Escrim nie mogła się powstrzymać, z wrażenia opluwając swojego rozmówcę.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        - Pani... La Tranchte?
        Gavin zmarszczył brwi i, będąc w ciężkim szoku, próbował ogarnąć, co właściwie się tu dzieje. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to to, że kobieta jest matką Escrim i usłyszawszy historię o ich związku postanowiła zaatakować kobietę, z którą został zauważony, jakby był to jego nowy związek. To jednak oznaczałoby, że gwardzistka o nim pamięta, a nawet podzieliła się z matką swoją historią. Odrzucił tę myśl od razu i stwierdził, że to niedorzeczne. Raczej był to jedynie zbieg okoliczności, a rody szlachetne często są dość rozległe, więc to nawet nie musiała być bliska krewna byłej ukochanej. Jednak może też oznaczać, że Escrim ponownie znajduje się w Arturonie. Mężczyźnie szybciej zabiło serce.
        - Czy ktoś mógłby mi uprzejmie wyjaśnić, CO TU SIĘ WŁAŚCIWIE DZIEJE!? - wstrząsnęła Katerina. Nikt jednak za specjalnie się nią nie przejął, ponieważ sytuacja z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej napięta.
        - Tak, seniorita La Tranchte, kobieta z zacnego rodu Arturonu, ty nędzny włóczęgo! - warknęła w stronę Gavina, czym zupełnie zaprzeczyła jego teorii o tym, że go poznała. Może to i dobrze, pewien był, że w aktualnym stanie jego prezencja nie jest zbyt korzystna.
        Odmiennego zdania była Katerina, którą inteligentny wzrok i szorstka powierzchowność czarodzieja zauroczyła. Gdyby tylko miał na sobie porządniejszy strój, i lepszą brzytwę do golenia, wyglądałby wyjątkowo dobrze. Przeczuwała, że ojciec nie miałby nawet nic przeciwko ich małżeństwu, może tylko, jakby Gavin się trochę wzbogacił. Ale nawet jeśli nie, skrycie fantazjowała o romantycznej ucieczce i życiu w zupełnie innym miejscu, podróżach, dzieciach i psie.
        - Spokojnie, spokojnie, tylko spokojnie... - dukał Peu, chcąc tym chyba uspokoić wyłącznie swoje nerwy. - Pani la Tranchte, ten mężczyzna to przyjaciel pańskiej córki, niegdyś pomógł jej w kłopotach podczas jednej z misji...
        - A - Seniorita odpowiedziała sztywno. - Nic by jej się nie stało, gdyby tylko przestała bawić się w tego żołnierzyka. Ale niedługo i to się zmieni...
        Nagle wszyscy zwrócili się w kierunku odgłosów kłótni, która rozgrywała się nie opodal targowiska. Można było zauważyć gwardzistkę, która dyskutuje z... ciekawie ubranym mężczyzną.
        - Escrim! - Zawołali na raz Gavin, Peu i matka, i rzucili się w jej stronę. Katerina chwilę stała zdezorientowana, ale w końcu również pobiegła za nimi.
        - Och, kochanie, nareszcie cię spotykam! I widzę, że poznałaś już Vincenta! - powiedziała seniorita z uśmiechem satysfakcji na ustach.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        O ile wcześniej była po prostu podrażniona koniecznością zmagania się z monotonią codziennych obowiązków, tak teraz kapitan niemalże kipiała z złości. Tym razem matka przegięła. Okresowe tyrady Cornelii La Tranchte na temat tego, iż Escrim jest już dorosła, w związku z czym powinna przestać się wygłupiać i zacząć zachowywać jak na arystokratkę przysłało, dało się jakoś ignorować. Podobnie jak uwagi na temat tego, co dama robi, a co jej nie przystoi, oraz jak ważne w jej życiu jest znalezienie sobie odpowiedniego kandydata na męża. Gwardzistka jakoś dawała sobie radę z tymi moralizującym wykładami, zapominając ich treści, zanim seniorita zatrzasnęła za sobą drzwi, jednak aranżowanie związku za jej plecami, zdecydowanie przekraczało granicę niepisanej umowy jaką miała z matką. Takiego działania Escrim nie zamierzała pozostawić bez komentarza.
        - Ty! - krzyknęła oburzona na widok nadbiegającej Cornelii.
        - Ty?! - niczym echo powtórzył Vincent, choć uwaga chudzielca skierowana była w nieco innym kierunku, niż ta wymierzona wcześniej przez gwardzistkę.
        Escrim miała właśnie zamiar publicznie podzielić się swoimi przemyśleniami na temat matczynej intrygi, nic nie robiąc sobie z faktu, iż prawdopodobnie skończy się to skandalem, złamaniem wszelkich powszechnie znanych zasad etykiety, upokorzeniem dla dumnego i szanowanego rodu, a niewykluczone również, że dość efektowną szarpaniną za włosy, w wyniku której kilka blond loków, czy też farbowanych na blond, na dobre rozstanie się z głową właścicielki, gdy jej oczom ukazała się sylwetka podążającego za matką Gavina.
        I w tej jednej chwili wszystko, o czym myślała wcześniej nagle przestało mieć znaczenie. Cała uwaga gwardzistki momentalnie skupiła się na czarodzieju, świat, wokół którego stał się jedną wielką rozmazaną plamą. Liczył się tylko on. Mężczyzna, przez którego nie spała dobrze od kilku miesięcy. Ten, o którym nie mogła przestać myśleć, wzdychając z tęsknoty, choć przecież bała się magii i zwykle starała się trzymać z daleka od osobników posługujących się zaklęciami. Sam Gavin wyglądał, co prawda, nieco inaczej niż ten, jakiego w swojej pamięci zachowała Escrim, jednak w tym przypadku absolutnie nie mogło być żadnej pomyłki. Nawet jeśli osobnik, w którego się wpatrywała był nieco wychudzony i zaniedbany, jego twarz zdradzała zmęczenie i troski, a noszone ubranie z pewnością pamiętało lepsze czasy, to bez wątpienia wciąż był to ten sam mężczyzna, dla którego kapitan straciła głowę. Z ciekawskim spojrzeniem i oczach stworzonych, by się w nich utopić, delikatnymi zmarszczkami, w które gwardzistka mogła wpatrywać się godzinami i uśmiechem potrafiącym topić najbardziej poważny, oficjalny i surowy nastrój, w jakim zwykle przebywała kapitan straży.
        Był to też ten sam Gavin, który zostawił ją bez słowa, dlatego też, gdy tylko mag zbliżył się do Escrim na odległość wyciągniętej ręki, ta bez zastanowienia zamachnęła się szybko, otwartą dłonią wymierzając czarodziejowi siarczysty policzek. Odgłos donośnego plasku rozszedł się po całym placu targowym. Peu wzdrygnął się przerażony, seniorita Cornelia osunęła się na ziemię na miękkich nogach, Vincent natomiast pobladł zupełnie, w jednej chwil tracąc cały animusz do jakiejkolwiek konfrontacji. Tymczasem Escrim czekała na wyjaśnienia. Czekała, zmagając się z wilgocią zbierającą się w jej oczach. Ponieważ nie miała przy sobie eleganckiej, stosownej dla damy, koronkowej chusteczki, dla opanowania nadmiaru emocji musiał jej starczyć rękaw koszuli i skórzana rękawica.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        Kiedy zobaczył ją pośrodku placu, wszystkie wspomnienia, które dotąd usilnie próbował zablokować, powróciły. Blond włosy, które rozczesywał dłońmi, twarz, którą przytulał do swojej piersi, oczy pełne błysków radości. Znowu stała przed nim ta silna, piękna kobieta, która tak imponowała czarodziejowi. Pamiętał, jak cieszył się, widząc jej śmiech, świętował z nią każdy sukces, pocieszał po porażkach, ba, gotów był wszystko zrobić, aby pomóc jej osiągnąć zamierzony cel. To dla niej przecież wskoczył w te granatowe fatałaszki Gwardii i szedł się tłuc za jej sprawę. A wtedy sądził, że przecież to dopiero wstęp, dopiero początek ich bycia razem, dopiero poznawali się jeszcze...
        Wszystko poszło nie tak, jak miało, ale kiedy Gavin znów ją zobaczył, pomyślał, że to może być znowu szansa, że kiedy wytłumaczy się z tej nieobecności, może znowu powrócą do poprzedniego życia... W końcu szukał jej, chciał ponownie się z nią zobaczyć, jak tylko to całe niebezpieczeństwo minęło.
        Kiedy dobiegł do placu, na którym stała, zobaczył, że patrzy wprost na niego. Oczy jej błyszczały. Czarodziej powoli zbliżał się w jej stronę, mając nadzieję, że też tak długo na niego czekała, że jej uczucia nie wygasły. Chciał chwycić ją za dłonie i wszystko wyjaśnić, i uciec z tego miasta gdzieś daleko, znaleźć się z nią sam na sam tak, żeby liczyło się tylko to, ile mają sobie do powiedzenia po tak długiej rozłące...
        A potem dostał siarczystego policzka w twarz, aż lekko zatoczył się do tyłu. Podtrzymał go Peu. I cały czar prysł.
Jakby został na siłę sprowadzony z powrotem na ziemię. Znowu wszyscy stali na bruku pełnym błota i końskich odchodów, z mdlejącą szlachcianką, śmiesznie ufryzowanym lalusiem i zszokowaną całym zajściem córką gospodarza.
        - Escrim, to wszystko nie jest tak, jak myślisz, ja... porwanie... próbowałem cię odnaleźć... ty... zawsze pamiętałem, ale... więzienie...- mówił urywkami zdań, bez ładu i składu, próbował ogarnąć się w tym chaosie, jaki zapanował w jego głowie.
        Młoda la Tranchte była zła. Z jej oczu leciały pioruny. Pod tą presją nawet nie potrafił opanować emocji.
        Za to Katerina, stojąc jak słup soli i nic nie rozumiejąc ze zdarzeń właśnie minionych, postanowiła wreszcie się czemuś przysłużyć i coś ze sobą zrobić. Podeszła do seniority i roztarła w dłoniach dwie gałązki ziół, potem podstawiła je pod jej nos, aby pomóc jej się ocucić.
        Cordelia westchnęła głęboko, nadal łapiąc się za serce.
        Gavin, który już trochę ochłonął, polecił Katerinie:
        - Dodaj wyciągu z lukrecji i mieszankę na uspokojenie.
        Trzęsącą się ręką dziewczyna odkorkowała buteleczkę i, wymamrotawszy ciche "przepraszam", pokropiła dekolt szlachcianki. Płyn był ciemnozielony i intensywnie pachniał ziołami. Zadziałał natychmiastowo.
        - Niedoczekanie moje! Żeby w cywilizowany sposób nie można było się z tobą porozumieć! I jeszcze w takich słowach mówisz do matki! I do przyszłego męża!
        Katerina szybko odeszła od miotającej przekleństwami i ramionami Cordelii. Stanęła nieśmiało za czarodziejem, licząc tylko na to, żeby ten koszmar się skończył.
        O tym samym w tym momencie myślał też Gavin. Myśląc o tym, że w końcu jego ukochana jest szlachcianką, przeznaczone jest jej być z kimś innym, a on nie jest już nikim ważnym w jej życiu. Niedługo kobieta przestanie być kapitanem straży, zostanie matką przyszłych pokoleń urodzonych w wyższych sferach, a wspomnienia o Gwardii i ich wspólnych zadaniach będą tylko przygodami z dzieciństwa. Nie było sensu dłużej tylko patrzeć na to, jak szczęście ucieka mu przez palce. Odwrócił się na pięcie i zaczął odchodzić stamtąd.
        Metr dalej Peu złapał go za ramię.
        - Jak to wszystko się wydarzy... Jak Gwardia nie będzie miała już swojego kapitana - zaczął Gavin - to dasz mi znać o naborze do Gwardii Królewskiej? - zapytał Peu, siląc się na lekki uśmiech.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        Niespodziewana konfrontacja pomiędzy kapitan, jej matką, Gavinem i całą resztą przypadkowych uczestników tego spotkania, najpierw wywołała ogólną konsternację i osłupienie, za sprawą których przez kilka sekund na placu targowym zapanowała niemalże absolutna cisza, pozwalająca przez moment wsłuchać się w miarowy oddech swojego rozmówcy, a chwilę później wstrzymywane emocję wreszcie znalazły ujście, sprawiając, iż wszyscy zainteresowani zaczęli mówić jednoczenie, przekrzykując się wzajemnie.
        - Szukałam cię wszędzie. Byłam gotowa rozebrać Serenaę kamień po kamieniu, byleby tylko odnaleźć jakiś ślad twojej obecności… - próbowała wyjaśnić Escrim, wyrzucając z siebie nagromadzony żal, tęsknotę i poczucie straty. Było w tym też sporo pretensji, jako że o ile sam Gavin mógł zniknąć bez wieści praktycznie na całym kontynencie, to odszukanie strażniczki Arturonu nie wymagało wielkiego zaangażowania. La Tranchte rzadko wyruszała w podróż, na dłużej opuszczając rodzinne miasto, a jeśli już została do tego zmuszona, to zwykle odbywało się to w formie wizyty dyplomatycznej, o której doskonale poinformowani zostali jej następcy. Właśnie dlatego czarodziejowi ciężko było wytłumaczyć się z faktu, iż nie zawitał do kwatery dowódcy gwardii znacznie wcześniej. Teoretycznie w tym celu wystarczyła jedynie odrobina chęci, choć, jak właśnie przekonała się seniorita, czasem o taką audiencję wcale nie jest łatwo.
        Niestety, Escrim nie dane było dokończyć swojej wypowiedzi, a nawet jeśli chciałaby kontynuować, musiała liczyć się z tym, że nie była jedyną, która zabiegała o uwagę potencjalnego słuchacza.
        - Co to ma znaczyć?! Czyli to tak seniora rozumuje miłą, delikatną, uprzejmą i dobrze wychowaną damę?! Zrywam zaręczyny! – kategorycznie oznajmił Vincent, uświadamiając gwardzistce, że zanim wyjaśni sprawę z Gavinem, przebaczając mu i na powrót rzucając się w ramiona maga, a mimo wszystko innej alternatywy Escrim nie brała pod uwagę, najpierw będzie musiała załatwić sprawę z matką i tym pasiastym pudlem.
        - Że niby ty coś zrywasz, pajacu!? A przyszło wam do głowy, bando intrygantów, by w ogóle zapytać mnie o zdanie!? – wściekała się szermierz, oburącz chwytając „niedoszłego narzeczonego” za kołnierz efekciarskiej kamizelki i unosząc kilka centymetrów nad ziemię.
        - Pani kapitan, proszę się uspokoić – przebąkiwał Peu
        - Kobiecie nie przystają takie napady gniewu! – pozwolił sobie zauważyć Vincent.
        - Posłuchaj, lisia gębo, nie chcę cię tu więcej widzieć! Następnym razem, gdy się tu napatoczysz, tak cię stłukę, że cały ten róż na policzkach zmieni się w fiolet – zakończyła Escrim.
        Niestety, dla kapitan w chwili, gdy praktycznie udało jej się przemówić do rozsądku szlachetnemu Vincentowi, Gavin i jego towarzyszka postawili na nogi oburzoną seniorę La Tranchte, która to bez wahania ruszyła w stronę szamotającej się pary, z nadzieją załagodzenia sytuacji, choć przy swoim „wrodzonym takcie” jej działania były niczym dolanie oliwy do ognia.
        - Jak ty się zachowujesz, córko!? Jesteś dorosła! Żądam, byś zaczęła postępować jak na damę przystało! – ryknęła kobieta.
        - Nie będziesz mi dyktować, co mam robić, a czego nie! – oburzyła się kapitan.
        - Jestem twoją matką! Właśnie, że będę! A ty nie masz prawa podnosić na mnie głosu! – Tupnęła wyraźnie zniesmaczona Cornelia.
        - Chcesz się przekonać, jakie mam prawa? – Escrim tylko na to czekała. Słowna napaść na członka gwardii była w tym przypadku wystarczającym pretekstem, by kilka chwil później saniora La Tranchte, pudrowany Vincent, Gavin, zielarka, a nawet niczego winna dziewczyna od błotnej kałuży wylądowali we wspólnej celi, oczekując na przesłuchanie. Kapitan była zdeterminowana, by dać im się wykrzyczeć, a dopiero później zabrać się za indywidualne przesłuchiwania. Zwłaszcza matulę gotowa byłą przetrzymać dłużej. Raz, że chciała utemperować krnąbrną arystokratkę, a dwa - do rozmowy z Gavinem spieszyło jej się bardziej.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        Siedzenie w zimnej celi, na szczęście jednej z tych wygodniejszych i przyjaźniejszych cel, nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń. O ile mag siedział spokojnie na niewygodnym krześle, przemyśliwając, co i w jaki sposób powinien powiedzieć Escrim, tak każdy z zaaresztowanych był bardzo zdenerwowany i nie potrafił opanować swoich emocji.
Katerina chodziła w kółko, zamartwiając się, co powie jej ojciec, jeśli się dowie o aresztowaniu. Czarodziej uspokoił ją, mówiąc, że na pewno nie dojdzie do niego ta informacja, a jeżeli coś usłyszy, odpowiedzą, że chodziło o zeznania w sprawie kradzieży chleba i napaści z bochenkiem w ręku. Gavina nadal bawiła ta sytuacja. Poza tym, oprócz zdenerwowania tą całą sytuacją, miał bardzo dobry nastrój. Zobaczenie twarzy kogoś tak dawno widzianego, kapitan, wywołało w nim euforię, ciepło w okolicy serca i taki wewnętrzny spokój, którego od dawna nie zaznał. Dlatego czekał z lekkim zniecierpliwieniem aż będą mogli sam na sam wyjaśnić sobie wszystko.
        Za to Vincent i Cordelia byli bardzo irytującą parą. Ten pierwszy co rusz rozpoczynał dyskusję o tym, jak bardzo zawiódł się na słowach kobiety, że nie tego się spodziewał po "pięknej i dobrze wychowanej szlachciance", że potrzebuje narzeczonej, która będzie w stanie go docenić i nie będzie w taki sposób podważać jego autorytetu, że to kpiny. Seniora z kolei była tak samo zdenerwowana zachowaniem córki, tłumacząc mu, że prawdopodobnie jest to tylko jej "służbowy" wizerunek i kiedy tylko przestanie "zabawiać się" w gwardzistkę nie będzie tak krnąbrna i pyskata. Że w końcu to świat służby wojskowej, więc przy innych szermierzach wypada odzywać się z werwą. Przecież inaczej nie zapanowałaby nad zamieszkami...
        W dodatku matka kapitan przekonana była, że udało jej się osiągnąć zamierzony cel. W końcu porozmawia z córką o tym, co ma jej do zakomunikowania i nie przewidywała innej opcji, jak tylko przekonanie jej do swoich planów. Dlatego, choć w jej mniemaniu upokorzona przez córkę, też była zadowolona z zaistniałej sytuacji. Oczywiście, była też przekonana, że córka zaprosi ją na przesłuchanie jako pierwszą, a później wypuści od razu, żeby mogła usiąść w wygodnych zamkowych kwaterach, z dala od tych wszystkich... obdartusów, jak w myślach nazywała Gavina.
        Vincent, odkąd zamienił słowo z Kateriną i przekonał się, że jej ojciec ma majątek w mieście, stał się za to nieco... milszy, o ile można tak powiedzieć o człowieku, który po prostu przestał się patrzeć na dziewczynę z nieco mniejszą pogardą.
        Do celi podszedł Peu, z pękiem kluczy w trzęsącej się dłoni.
        - No, tak! Nareszcie - wykrzyknęła kobieta, podchodząc do drzwi.
        - Prze... przepraszam, pani La Tranchte - wyjąkał gwardzista - ale panna Escrim życzy sobie najpierw zobaczyć Gavina...
        Zezłoszczona Cordelia chwyciła go przez pręty krat za mundur i zaczęła wrzeszczeć.
        - Czy ty nie wiesz, kim jestem!? Co to za cyrk! Własnej matki nie chce wysłuchać? Tak!?
        - Jaa..e... Nic nie poradzę... tylko... spełniam polecenia...
        - Proszę się nie martwić - oznajmił spokojnym głosem czarodziej - i opanować. Prawdopodobniej najbardziej rozzłościłem kapitan Gwardii i najpierw musi dać upust złości i innym negatywnym emocjom, zanim postanowi zobaczyć się z Panią.
        La Tranchte uznała to za bardzo dobre wyjaśnienie. Puściła gwardzistę i próbowała udawać, że nigdy nie miała tego napadu gniewu.
        - Nie do wiary! - fuknął Vincent. - Pani jest taka sama jak pańska córka!
        Gavin uśmiechnął się lekko, słysząc tę uwagę, kiedy opuszczał loch z Peu.
        - Dzięki za ratunek - mruknął młody szermierz.
        - Nie ma sprawy, chociaż uważam, że to, co powiedziałem nie odbiega zbytnio od prawdy. - Czarodziej uśmiechnął się blado. - Jak bardzo zła jest?
        - Długo cię szukała i długo za tobą tęskniła... Więc wnioskuję, że bardzo... Wiesz, stary, to tak, jakbyś nagle zmartwychwstał. Dorland dotąd uważa, że zatonąłeś tam na morzu. Co się w ogóle wydarzyło?
        - Prawdopodobnie czeka mnie długa rozmowa z kapitan, więc wszystko jej opowiem.

        Peu otworzył przed Gavinem drzwi gabinetu. Czarodziej wszedł do środka, chcąc wyspowiadać się ze wszystkiego od razu, ale zaniemówił. Zaczekał, aż Escrim rozpocznie rozmowę jako pierwsza.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        Jako kapitan gwardii Escrim nie miała wpływu na wydawanie wyroków i decydowanie o tym, czy aresztowany rzeczywiście trafi do lochów, mogła jednak do czasu wyjaśnienia podejrzeń tymczasowo zatrzymać podejrzanego w celi znajdującej się w garnizonie, z punktu widzenia osadzonego na pewno dużo wygodniejszej niż ta czekająca w baszcie. La Tranchte miała pewność, że jej matce nie stanie się tu nic złego, choć oczywiście doskonale zdawała też sobie sprawę jak pobyt za kratami zostanie odebrany przez senioritę – matulę. Uznała, że Cordelia sama jest sobie winna. Miały układ, by wzajemnie nie wchodzić sobie w drogę. Swoją służbą Escrim kontynuowała długie rodzinne tradycję, jednocześnie pilnując się, by poprzez nadmierne ekscesy w tawernach, bójki, rozwiązłość, zdrady, czy inne przejawy niekompetencji nie splamić wiekowego nazwiska lub, co gorsza, popaść w niełaskę władców, a w zamian za to seniorka miała nie wtrącać się w jej życie. Tym bardziej, iż mając już ugruntowaną pozycję i własne źródło utrzymania, gwardzistka stała się niezależna od rodowej fortuny, a groźby w postaci wydziedziczenia nie robiły na kapitan większego wrażenia.
        Escrim była zadowolona z tak funkcjonującego porozumienia, ale najwyraźniej Cordelia uznała, iż nadszedł czas na zmiany. Oczywiście, jak to ona, decyzję podjęła w pojedynkę, ani myśląc konsultować jej z drugą stroną. Na swoje nieszczęście arystokratka nie wzięła pod uwagę, iż jak chodzi o zawziętość, córka dokładnie wdała się w matkę. Poza złotymi lokami, była to chyba jedyna cecha, o której Escrim mogła mówić, że odziedziczyła ją po Cordelii. Gwardzistka od razu zaczęła snuć plan, jak nie tyle pozbyć się samego Vincenta, bo w tym przypadku bez trudu można było założyć, iż jego miejsce szybko zajmą następni, co zniechęcić seniorę La Tranchte do inscenizowania jakichkolwiek małżeństw. Problem w tym, że za każdym razem, gdy sięgała wyobraźnią do przetrzymywanych w celi dwójki intrygantów, jej myśli od razu kierowały się na tego trzeciego, aresztowanego wspólnie z nimi mężczyznę, którego los był dla Escrim dużo ważniejszy niż wszelkie śluby, spiski, rody i cała społeczność Arturonu razem wzięta.
        Gavin jawił się jako najbardziej palący problem. Kapitan nie była w stanie określić tego, co ich łączy. Nawet jeśli oboje mieli się ku sobie, na ich drodze zawsze stawała jakoś niegodziwość, walka z którą okazywała się ważniejsza niż sprawy osobiste. Escrim podejrzewała, iż być może to właśnie było przyczyną nagłego zniknięcia czarodzieja. Rozumiała, że mężczyźni w większości maja dość tradycyjne pojęcie związku, bardzo zresztą bliskie temu, co myślała jej matka. Ona z kolei nie zamierzała oddzielać osobistego szczęścia od realizacji siebie. Chciała mieć obie te rzeczy, co z kolei dla Gavina mogło być trudne.
        W całej tej układance pozostawała jeszcze jedna, dużo bardziej prozaiczna sprawa. Mag był uciekinierem. Escrim wciągnęła go do gwardii i to ona musiała teraz wytłumaczyć jego nieobecność. A dokładniej rzecz ujmując - nagły powrót po długiej nieobecności. Wcześniej w ogóle o tym nie myślała, a w aktach Gavina chwilowo widniał wpis „zaginiony/martwy”. Obecnie zaś, w zależności od tego co zdecyduje, powinna go zwolnić, przywrócić do służby a tym samym wypłacić zaległy żołd lub posłać na stryczek za dezercję.
        Kapitan z impetem zamknęła drzwi za wchodzącym do jej kwatery gościem i zatrzasnęła je bezpośrednio przed nosem Peu, usiłującego wejść do środka bezpośrednio za czarodziejem. Spojrzała na Gavina. O ile jeszcze kilka chwil wcześniej była na niego wściekła, to obecnie, jak za dotknięciem magicznej różdżki, gotowa była wybaczyć mu wszystko, tylko dlatego, iż ten okazał się być żywy, odsuwając od wyobraźni kapitan najczarniejsze scenariusze.
        - Przepraszam, ja… Tak wyszło... Bardzo cię boli? - spytała gwardzistka, przykładając dłoń do policzka Gavina. - Tak się cieszę, że nic ci nie jest. - Ignorując zasady przyzwoitości, maniery, obyczaje oraz oficjalny protokół przesłuchań, Escrim rzuciła się w ramiona maga, obejmując go w pasie z siłą, jakby właśnie mocowała się z niedźwiedziem.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        Gavin był zaskoczony tym nagłym przytuleniem, ale nie oponował. Wręcz przeciwnie. Delikatnie pogłaskał Escrim po głowie. Poczuł, jak bije mu serce. Była to jedna z najlepszych chwil od bardzo dawna.
        Kiedy jednak kapitan przytuliła go w pasie mocniej, lekko syknął z bólu. Odsunął się i uniósł nieco koszulę, pod którą miał szwy.
        - Widzisz, to jeden z powodów mojej nieobecności. - Uśmiechnął się przepraszająco.
        Westchnął, nie będąc pewien, od czego ma zacząć. Zebrał się w sobie i zaczął od początku.
        - W tamtym mieście portowym podczas misji natknąłem się na trop przemytników. Przez zupełny przypadek. Nie byłem pewien, co to za ślady i pogłoski, postanowiłem je sprawdzić, bo myślałem, że pasują do sprawy. Okazało się, że to byli nielegalni handlarze. Kiedy ja próbowałem ich rozszyfrować, oni dawno już rozszyfrowali mnie. I kiedy przechodziłem przez wybrzeże, no, cóż... udało im się mnie porwać.
        Próbował uśmiechnąć się słabo. Było mu w zasadzie trochę wstyd, że został złapany. Nie chciał tłumaczyć się, że byli w sporej przewadze liczebnej albo, że mieli przy sobie artefakty tłumiące jego magiczne zdolności. To, że chodził przez Serenaę sam bez odpowiedniej czujności było już nierozsądne.
        - Od tego momentu zostałem zakładnikiem. Cóż, nie obchodzili się ze mną łagodnie... Chcieli, żebym wyjawił im, kto jeszcze o nich wie. Czy cała Gwardia Królewska ma ich trop. Miałem w końcu zostać stracony, ale z dala od miasta. Nie byłem pewien, dokąd mnie wywieźli, ani jak daleko jechaliśmy, ile czasu minęło... Po prostu w końcu cudem wywinąłem się, wraz z kilkoma innymi złapanymi przez tę szajkę. Skorzystaliśmy z najbliższej okazji, kiedy wóz zatrzymał się w obozowisku na przedmieściu. Nie pilnowali nas tej nocy aż tak pilnie. Wypili nieco. Odczepiliśmy kilka łańcuchów od naszego wozu, jechaliśmy karawaną, i przy najbliższym zboczu nasz wóz odczepił się i rozbił o przydrożne drzewa. Wtedy szybko zbiegliśmy i wrzuciliśmy go do pobliskiej rzeki, pozorując utonięcie. Byliśmy wtedy gdzieś w pobliżu Nowej Aerii. Bez grosza przy duszy, z poważnymi obrażeniami, ale jakoś nam się udało.
        Lekko wzruszył ramionami, znowu siląc się na uśmiech. Nie lubił wspominać sobie tej mało przyjemnej przygody, ale cieszył się, że wreszcie może opowiedzieć o niej Escrim. W zasadzie, w tamtych chwilach, im dłużej o niej myślał, tym lepszą motywację miał, żeby powrócić stamtąd żywym. W ogóle, powrócić.
        - Odtąd wiedziałem, że chcę jak najszybciej znaleźć się z powrotem tutaj. W Serenai was nie zastałem. W Arturonie powiedziano mi, że cię tu nie ma. Nie wiedziałem, jak się z tobą skontaktować. Nie wiedziałem, co dalej powinienem robić. Po prostu...
        Westchnął, kładąc jej ręce na ramieniu. Popatrzył jej prosto w oczy i z lekko drżącym głosem powiedział:
        - Po prostu, kiedy zniknęłaś, zabrakło mi celu. Żeby żyć. Kiedy zacząłem pracę dla straży... Kiedy ty byłaś kapitan, angażowałem się w to wszystko dla ciebie. Żebyś była bezpieczna. Żeby moi przyjaciele nie ginęli w słusznej sprawie. Ja... wiem, że to wszystko miało wyglądać inaczej. To potoczyło się nie tak, jak planowałem, jest mi przykro, że to się tak nagle urwało, chciałbym jakoś zmienić czas albo móc to naprawić.
        Pogładził ją lekko po policzku.
        - Cieszę się, że widzę cię żywą. Jeśli nadal potrzebujecie mnie w swoich szeregach, od jutra jestem znów gotów na ponowną służbę. Sądzę jednak, że twoi następni zaaresztowani są również bardzo zniecierpliwieni na spotkanie z tobą. Zwłaszcza ten niewątpliwie szarmancki dżentelmen.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        La Tranchte poczuła delikatne ukłucie rozczarowania, spowodowane reakcją Gavina, który to postanowił wyswobodzić się z jej uścisku, ostrożnie odsuwając gwardzistkę od siebie. Nawet jeśli gest maga mógł uchodzić za czuły, opiekuńczy i w gruncie rzeczy mający pozwolić im nawiązać lepszy kontakt, to nie zmieniało to faktu, iż kapitan zamierzała pozostać w objęciach czarodzieja do końca świata, za wszystkie siły dążąc do tego, by zwiększyć bezpośredni dystans pomiędzy nią a jej ukochanym - instynktownie traktowała za wrogie. Escrim była zdeterminowana, by tym razem nie pozwolić Gavinowi odejść. Przysięgła sobie, że drugi raz go nie zgubi, bez względu na to jak liczną obstawę będzie musiała przydzielić temu, który teoretycznie sam powinien być strażnikiem, a nie osobą pilnowaną. Gwardzistka chciała podzielić się powyższą uwagą z swoim „przesłuchiwanym”, gdy niespodziewanie ten zaskoczył ją jeszcze bardziej, usiłując ściągnąć z siebie odzienie.
        - Co ty wyprawiasz? – spytała wyraźnie zbita z tropu. Nawet jeśli sama kapitan miała w tym względzie jakieś plany, jej zdaniem sprawy działy się zbyt szybko. Dopiero po chwili do La Tranchte dotarło, że Gavin próbuje jej coś pokazać. Coś, co wyglądało jak blizny. Zasklepione, choć wciąż wyglądające na świeże. Ona również miała na swoim ciele sporo pamiątek po stoczonych walkach, w tym jedną szczególną, tę, którą leczył sam czarodziej. Problem w tym, że szermierz nie przypominała sobie, by kiedykolwiek widziała Gavina bez koszuli, więc trudno było jej uznać prezentowany widok jako dowód na cokolwiek, nie licząc definitywnego zaprzeczenia własnych wyobrażeń gwardzistki na temat muskulatury magów, zgodnie z którą ci uchodzili za osobników kruchych, wychudzonych, z zapadniętą klatką piersiową i żebrami, które można policzyć z pięćdziesięciu kroków.
        W tym przypadku Gavin wyglądał naprawdę przyzwoicie, a biorąc pod uwagę fakt, iż Escrim idealizowała jago sylwetkę, w opinii kapitan prezentował się naprawdę zjawiskowo. Niestety, tego samego nie dało się powiedzieć o tłumaczeniach jakimi mężczyzna starał się wyjaśnić swoją długą nieobecność. La Tranchte, rzecz jasna, mu wierzyła. Uwierzyłaby czarodziejowi nawet wówczas, gdyby oświadczył, że pożarł go smok, uwolnienie się z wnętrza bestii zajęło mu długie miesiące, a droga z legowiska poczwary do Arturonu dwa razy tyle. Nawet nie brała pod uwagę możliwości, w której padłaby ofiarą oszustwa, jednak z drugiej strony doskonale zdawała sobie sprawę, że żaden śledczy nie podzieli jej poglądów.
        Wszystko przez to, iż sama opowieść Gavina przedstawiona była tak, że przede wszystkim była bardzo wygodna dla niego samego. Historia, według której gwardzista zostaje uprowadzony, po jakimś czasie udaje się mu uwolnić, a na zakończenie, jak gdyby nigdy nic, zgłasza się do dalszej czynnej służby, mogłaby robić za modelową dla każdego, planującego dezercję. Nie wspominając o tym, że żołnierz, który ucieka zamiast walczyć z organizacją porywającą obywateli, nie brzmi zbyt honorowo.
        - Będziesz zmuszony złożyć obszerny raport i pewnie nie skończy się na kilku przesłuchaniach – zauważyła. – Idealnie byłoby, gdybyś miał jakichś świadków potwierdzających twoje słowa. No, i oczywiście nie możemy bez reakcji pozostawić informacji o tym, że ktoś w Arturonie usiłuje handlować niewolnikami. Poza tym gwardziści, a już szczególnie rekruci, nie powinni chodzić po mieście samotnie. Przydzielę ci kogoś do pomocy. Chyba że sam chcesz kogoś takiego wybrać. Tylko błagam, niech to nie będzie Cilia Blunt. Jeśli zaś chodzi o moja matkę, to… nie mam pojęcia, co ją opętało. Ani skąd wzięła tego pasiastego pajaca. Pozbędę się obojga.
        Kapitan starała się brzmieć przekonująco, jednak prawda była taka, że na chwilę obecną nie miała żadnego pomysłu na utemperowanie zapędów seniory La Tranchte. W przypadku Vincenta nie miała skrupułów, aby po prostu przerzucić go przez zamkowe mury, ciskając jego wielgachny beret prosto w kałużę końskiego łajna, tej samej, w której wcześniej powinien wylądować sam arystokrata, ale z matką musiała postępować dużo ostrożniej. Choć oczywiście kusiło ją, by i w tym przypadku również uraczyć mieszkańców Arturonu niecodziennym widokiem w postaci paraboli zakreślonej na niebie przez latającą szlachciankę.
        Z drugiej strony Cordelii zależało przede wszystkim na zachowaniu reputacji rodowego nazwiska, a Escrim miała w garści wszelkie argumenty, by powszechnie panującą opinię zmienić w każdą z możliwych stron, więc chyba nie było aż tak źle.
        - Ale skoro już o niej mówimy... Peu wspomniał coś o napaści, użyciu broni i wniesionym oskarżeniu? - spytała gwardzistka, z zainteresowaniem obserwując minę maga. Jakiekolwiek, z naciskiem na „jakiekolwiek”, kontakty pomiędzy Gavinem i jej matką wydawały jej się absolutnie niemożliwe.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        - Tak, myślę, że znalazłbym świadków, w końcu udało mi się stamtąd uciec z kilkoma również schwytanymi, spróbuję się z nimi skontaktować - odparł uspokajającym głosem czarodziej. Widząc, że Escrim nie próbuje ponownie go uderzyć ani z jej oczu nie strzelają błyskawice, a nawet zaryzykowałby stwierdzenie, że kapitan cieszy się, widząc go ponownie, podszedł znowu bliżej i spojrzał jej prosto w oczy. Pogładził po policzku.
        - Możesz mi spokojnie opowiedzieć, na czym właściwie polega ta fucha, bo za każdym razem mieliśmy do spełnienia konkretne misje. Będę chodził po rynku, pilnując porządku na targu?
        Na twarzy zatańczył mu uśmieszek, kiedy wspomniała o Vincencie. W zasadzie cieszył się z tego, że właśnie taki stosunek Escrim przejawia wobec swojego "niedoszłego męża". A jeszcze bardziej cieszył się z tego, jak zareagowała na jego powrót.
        Chciał odnieść się do tego, ale nie zdążył zanim Escrim zapytała o napaści lady Cordelii. Roześmiał się.
        - Nie wiem, czy kradzież bochenku chleba i zaatakowanie nim bezbronnej dziewczyny jest "napaścią z użyciem broni". Muszę przyznać, że twoja matka ma niezłą wyobraźnię.
        - Ale niestety, chyba mnie nie polubiła - kontynuował mag. - Wydaje mi się, że uważa mnie za włóczęgę bez grosza przy duszy, który zupełnie przypadkiem pojawił się tam na placu. Nie jestem pewien, czy zniosłaby taki widok - powiedział z myślą o nich samych, kiedy w tym momencie stał przy niej bardzo blisko, lekko gładząc jej włosy.
        - Cieszę się, że tu jesteś i nic ci nie jest. Bałem się, że z tobą mogli zrobić to samo. Jedyne, o czym myślałem, kiedy poddawali mnie torturom, była nadzieja, że ty nie wpadłaś w żadną pułapkę. Że podczas pełnienia jakiejś misji nic ci się nie stanie. Kiedy już stamtąd uciekłem, kiedy nadarzyła się ta okazja, tylko tego chciałem, żeby pojawić się tutaj znowu. Nigdy ci tego nie opowiadałem, ale po Akademii Magów w zasadzie nie miałem celu w życiu. Mogłem zarabiać z powodzeniem, służąc w świcie jakiegoś możnowładcy. Wolałem jednak włóczyć się po świecie, bo nie widziałem sensu w robieniu ze swoich mocy takiego użytku. Na czyjeś intrygi, widzimisię i inne arystokratyczne zachcianki. I co prawda raz powodziło mi się lepiej, raz gorzej, ale wszędzie czułem się obco. Zupełnie przypadkiem znalazłem się wtedy w waszej drużynie i naprawdę nie chciałem niczego zmieniać. Jeśli w takim razie znowu się mogę tu znaleźć, to proszę o następną szansę.
        Ujął jej dłonie w swoje.
        - Zwłaszcza między nami, Escrim. Proszę cię o tę następną szansę.
        Podsunął się jeszcze bliżej.
*
        W tej samej chwili jednak, w celi pełnej kolejnych osób czekających na "przesłuchanie" kotłowało się. Matka Escrim była zdeterminowana, aby jak najszybciej móc wydostać się z tego niewygodnego miejsca i przemówić córce do rozsądku. Tak samo Vincent nie był zachwycony tym, że marnuje swój czas na siedzenie w tym okropnym miejscu. Tylko Katerina swoje negatywne odczucia zostawiła dla siebie, nie odzywając się w ogóle. Patrzyła jedynie, jak dwoje szlachciców się kłóci. "Jeśli tak ma wyglądać życie w wyższych sferach, to dziękuję, nie ma nawet sensu marzyć o byciu hrabiną" - pomyślała.
        Peu również miał już dość jazgotu, jaki wywołują, zwłaszcza, że często odzywali się do niego i to jego obwiniali o to, że muszą tu siedzieć. Słyszał tylko wypowiadane co chwila pod swoim adresem obelgi i namowy Cordelii, aby jak najszybciej zaprowadził ją do gabinetu swojej córki. W końcu jednak, widząc, że nie ma to żadnych skutków, umilkła. Postanowiła uciec się do podstępu.
        Po dłuższej chwili ciszy odezwała się do gwardzisty.
        - Czy byłbyś w stanie, młodzieńcze, zaprowadzić mnie do przyzwoitej toalety?
        Peu z niepewnością zerknął na seniorę la Tranchte, która w tym momencie zdawała się być wyjątkowo uprzejmą starszą panią.
        - Emm... - Spojrzał na toaletę w rogu celi i zrozumiał, że kobieta ta na pewno nie będzie w stanie właśnie z tej skorzystać. Pomyślał o konsekwencjach, gdyby wydało się, że zaprowadził zaaresztowaną osobę to jakichś prywatnych toalet. Bał się jednak matki Escrim równie bardzo jak samej kapitan, więc po chwili namysłu przystał na jej prośbę.
        - Tylko bardzo proszę podążać ściśle za mną, pani la Tranchte - powiedział lekko zdenerwowanym głosem, wypuszczając ją zza krat.
        Póki co, całkiem dobrze szło. To znaczy, spokojnie i bezproblemowo szło w stronę toalet. Jednak w pewnym momencie seniora zaczęła rozglądać się uważnie po korytarzach.
        - Młodzieńcze, to właśnie są wasze kwatery, tak? Gdzie znajduje się gabinet kapitan?
        - Zaraz za rogiem, a toalety są jeszcze trochę do przodu, o tu.. - wskazał drogę palcem.
        Tego jednak Cordelia prawdopodobnie już nawet nie zauważyła, bo pognała w bok, w stronę gabinetu kapitan.
        - Nie... nie! Nie, pani La Tranchte! - Gwardzista, widząc to, szybko pobiegł za kobietą, ale ona zdążyła już stanąć przed komnatą, z rozmachem otwierając drzwi.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        - Mówiąc w największym możliwym skrócie, bycie gwardzistą oznacza tyle, iż w czasie służby absolutnie nie wolno ci umizgiwać się do przełożonej. Nie chwyta się swojej kapitan za dłonie i nie gładzi się jej po włosach. Na pewno chcesz odzyskać stanowisko już teraz? A może wolałbyś to zrobić, hmm… na przykład za kwadrans? - wyjaśniła Escrim, nie kryjąc przy tym swojego rozbawienia, jak również nie robiąc niczego, by zwiększyć dystans między sobą a Gavinem. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo brakowało jej tych dwuznacznych rozmów z czarodziejem i wzajemnie rzucanych sobie sugestii, co do planów których żadne z nich nie miało odwagi zrealizować. Choć może nie chodziło tu o odwagę, tylko o czas? - Oczywiście po pracy, zasady nieco się zmieniają.
        La Tranchte miała wrażenie, że cały świat spiskował przeciwko niej i Gavinowi, knując intrygi tylko po to, by oboje nie mogli być razem. Nawet, gdyby porwała maga, siłą wyrąbałaby sobie drogę do portu, zaciągnęła go na statek i samotnie uprowadziła na pełne morze, bez wątpienia wokół ich łajby momentalnie rozpętałby się sztorm, na horyzoncie zamigotały pirackie żagle, a z podwodnych czeluści wylazł kraken. Los na pewno jej nie sprzyjał, ale Escrim była uparta, by rzucić mu wyzwanie i osiągnąć swój cel.
        - Poza tym nie jest aż tak źle. Pamiętasz pewnie, że moim głównym obowiązkiem jest ochrona księżniczki, a to oznacza, iż sprawy typu patrolowanie targu zdarzają się mam raczej rzadko - kontynuowała Escrim, jednocześnie zatapiając swoje spojrzenie o oczach czarodzieja. - Nie wiem jak do tego doszło, ale po wydarzeniach, w których sam zresztą miałeś okazję uczestniczyć, ona traktuje mnie jak przyjaciółkę, zdradzając się ze swoich sekretów, obaw i lęków. Brrr… Przecież ja się do tego nie nadaję. Mówiąc więc krótko - tak, mam misję! Sekretną, zaufaną i delikatną. Wygląda na to, że wszystko, co teraz dzieje się wokół mnie, kręci się wokół ślubów. Wynikają z tego dwie rzeczy. Po pierwsze, bycie wysoko urodzoną dziewczyną wcale nie jest takie łatwe, a po drugie, szansa na to, by swojemu przyszłemu mężowi zawczasu przywalić w pysk, powinna być traktowana za luksus.
        Zdaniem kapitan ten ostatni argument był jednym z wielu, za sprawa których gwardzistki mogły nazywać się szczęściarami. Wliczając w to Gavina i Vincenta, Escrim uderzyła już tylu mężczyzn, że nawet samej Cordelii trudno byłoby znaleźć kawalera, który jeszcze nie spotkał się z jej pięścią. Jednak chwilowo szermierz nie zamierzała obciążać głowy maga informacjami o kolejnym spisku. Zwłaszcza, że szpiegowanie w imieniu młodych księżniczek to nie jest coś, czym straż królewska powinna zajmować się na co dzień. La Tranchte postanowiła zaczekać aż Gavin sam wyrazi zainteresowanie i chęć podjęcia współpracy.
        Póki co Gavin nie był jeszcze pełnoprawnym gwardzistą, co po pierwsze, oznaczało, że nie miał prawa zostać wtajemniczonym w szczegóły misji, a po drugie, sprawiało, iż kapitan mogła go pocałować bez narażenia się na złamanie regulaminu. Escrim to właśnie zamierzała zrobić, gdy niespodziewanie do jej gabinetu, wściekła niczym osa, wparowała seniora la Tranchte. Cordelia nie potrzebowała wiele czasu, by zorientować się, co jest grane.
        - Co ty wyprawiasz!? To tak traktujesz rady matki? Nakazuję ci natychmiast przestać, zacząć się mnie słuchać i zachowywać, jak przystało na damę z arystokratycznego rodu! - wrzeszczała oburzona kobieta.
        Escrim nie miała pojęcia, jakim cudem jej matka wydostała się z celi. Czyżby z gwardią było aż tak źle, że nie potrafili upilnować starszej kobiety? Rzecz jasna ona nie zamierzała słuchać ani jednego słowa wypowiedzianego przez swoją nadęta rodzicielkę. Nie zrobi tego dopóki tamta nie przeprosi jej za incydent z Vincentem.
        - A ja ci nakazuję zachowywać się jak więzień! - Jeśli Gavin posiadał magiczną umiejętność odczytywania aury otaczającej swojego rozmówcę, to w tym momencie musiał dostrzegać prawdziwy huragan ciskający grzmotami po całym pomieszczeniu. Zdecydowanie nie był to dobry moment, by próbować interweniować, wtrącając się między dwie rozwścieczone kobiety. Problem w tym, iż wchodzący za Cordelią Peu o tym nie wiedział, a gdy tylko się odezwał, podwojona złość złotowłosych dam skierowała się właśnie na niego.
        - Nie wtrącaj się! - warknęły obie.

Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin »

        - Sądzę, że piętnaście minut to może być nieco za mało czasu... - mruknął, ripostując jej żart. Słuchał jej z błyskiem w oczach. W myślach cieszył się już na kolejne wyzwanie, kolejną misję jakiej mają sprostać, nawet jeśli była to tak z pozoru błaha rzecz jak pilnowanie księżniczki. Zaśmiał się na uwagę o biciu niedoszłych narzeczonych. Następnie jakby wyczuł, że Escrim znowu nieco zmniejszyła dystans między nimi, i ujął jej twarz w dłoniach, lekko przechylając głowę do pocałunku.
        I w tym momencie, właśnie w kwaterze, znikąd pojawiła się matka La Tranchte.
        Powstał wielki jazgot i Gavin nie był już w stanie zrozumieć, co właściwie się dzieje. Dwie kobiety o bardzo wojowniczym nastawieniu przerzucały się wyzwiskami i argumentami. Jeden wielki chaos.
        Czarodziej spojrzał przerażony na Peu, który zdawał się być jeszcze bardziej zdenerwowany całą sytuacją.
        - To moja wina - jęknął. - Przepraszam!
        - Spokojnie. - Gavin poklepał go po ramieniu.
        - Nie wiem, czy ja bym podołał takiemu wyzwaniu jak uspokojenie matki Escrim w areszcie - szepnął mag do gwardzisty. - Wystarczy spojrzeć, obie mają podobny temperament.
        Czarodziej zastanawiał się, czy powinien jakkolwiek interweniować w tej sytuacji. Czy lepiej jest poczekać, aż same wyjaśnią sobie wszystko, czy nie lepiej byłoby je rozdzielić. W zasadzie magia byłaby zręcznym narzędziem, ale nie sądził, że atakowanie matki swojej kapitan, a tym bardziej narażenie przełożonej na jakiekolwiek magiczne obrażenia byłoby rozsądne.
        - Sądzisz, że powinniśmy nad tym jakoś zapanować? - Peu spojrzał przestraszony na Gavina.
        - Nie... Myślę, że trzeba dać im czas. Może po prostu wycofajmy się stąd - zaproponował. Obaj powoli wychodzili z pomieszczenia.

        Natomiast w areszcie pozostali sama Katerina i Vincent, co w zasadzie dobrze przełożyło się na ich ogólne samopoczucie. Rozpoczęli całkiem przyjemną rozmowę, w której szlachcic przekonał się, że kobieta jest dobrze usytuowana i, mimo iż jest mieszczanką, ma bardzo dobre maniery. Poza tym, wyjątkowo ugodowy charakter i całkiem-całkiem wygląd. Natomiast dziewczyna, jako młoda osoba, łatwo wpadała w zachwyt i tak samo było w przypadku widocznie bogatego członka wysokiego rodu. Imponowało jej, że rozmawia z nią ktoś z błękitną krwią i nawet jest nią zainteresowany. Przestało jej przeszkadzać to całe "zatrzymanie", czuła, że za niedługo z "chlebowego ataku" będzie się tylko śmiać.

Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 147
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim »

        Escrim była gotowa rozpętać prawdziwą burzę, nawet jeśli w czasie starcia z matką miałaby wyrwać lub stracić kilka włosów. Nie znosiła sytuacji, gdy ktoś wywierał na niej presję, tylko dlatego, iż ten sam ktoś uznał, że ma do tego prawo. Poza tym, gdy uważała, że racja jest po jej stronie, bez wahania mogłaby napyskować zarówno matce, przełożonemu, jak i samemu królowi, jednak z drugiej strony, w obecności Gavina nie chciała wyjść na zbyt porywczą, upartą, nieokrzesaną i skłonną do przemocy. O ile rzecz jasna już nie było za późno, gwardzistka uznała, że być może pokazanie, iż zależy jej na rodzinie i potrafi uszanować zdanie innych, przedstawiłoby ją w lepszym świetle. Mogła po prostu na spokojnie wysłuchać pretensji Cordelli, stanowczo powiedzieć jej „nie”, potem raz jeszcze przeczekać falę oburzenia i ponownie udawać, że słyszy i rozumie narzekania seniory La Tranchte. Mogłaby wtedy odprawić ją do domu z niczym, cały czas ignorując przy tym wrzaski, groźby, obelgi, tupanie nogami, utyskiwanie, jaką to jest krnąbrną córką i z kim to się zadaje oraz oczywiste próby szantażu, a potem jakby nigdy nic wrócić do swoich obowiązków. Zakładając, że matka nie pojawiła się w Arturonie z prawdziwą bombą, która mogłaby jakoś wpłynąć na decyzję Escrim, cała wyprawa Cordelii i podjęte przez nią wysiłki raczej skazane były na niepowodzenie.
        Kapitan zamilkła. Rozsiadła się wygodnie na blacie swojego biurka i, zakładając nogę na nogę, pozwoliła matce się wygadać, przez chwilę słuchając opowieści, jaką to Vincent jest dobra partią, przytyków na temat swojego wieku, morałów o tym, czym jest odpowiedzialność, czegoś o dzieciach, o tym, jak to było, gdy Cordelia była młoda i o całej masie innych matczynych mądrości. Umysł Escrim szybko jednak zaczął ignorować powyższy przekaz, skupiając się jedynie na tym, by nie przegapić momentu, w którym matka skończy przemowę. No, i oczywiście na tym, dokąd poszedł czarodziej.
        - Jeśli to już wszystko, to informuję, że się z tobą nie zgadzam, ale i tak dziękuję za pamięć i odwiedziny - spokojnym tonem oświadczyła gwardzistka.
        - Co!? Czy ty mnie w ogóle słuchałaś? - oburzyła się Cordelia.
        - W większości.
        - Przypominam, że w dalszym ciągu cieszę się specjalnymi względami u komandora i jeśli tylko zechcę, mogę zaszkodzić całej tej twojej zabawie w wojsko i wydumanej karierze - zagroziła starsza z kobiet.
        - Obawiam się, że to niestety nie jest prawdą. W obu przypadkach - bez cienia litości odpowiedziała Escrim.
        - Nic nie rozumiesz! Rodzina Vincenta jest bogata. Jeśli oni nam nie pomogą, to stracimy wszystko. - Niespodziewanie seniora la Tranchte postanowiła zmienić strategię, z agresywnej retoryki przechodząc do biadolenia i użalania się nad własnym losem. Jak na prawdziwą arystokratkę przystało, Cordelia potrafiła omdlewać na zawołanie, jednocześnie doskonale kontrolując tempo własnego upadku, tak, aby nawet sceptyczna córka zdążyła podsunąć jej krzesło.
        - Pięć minut temu mówiłaś o moim wydziedziczeniu i pozbawieniu mnie fortuny - podejrzliwie zauważyła kapitan.
        - Kłamałam. Tak naprawdę popadliśmy z ojcem w długi. Nazwij to jak chcesz. Nazbyt wystawnym życiem, nieudanymi inwestycjami, słabością do hazardu. W każdym razie grozi nam sprzedaż posiadłości - wyjaśniła seniora, teatralnie roniąc przy tym kilka łez.
        - I zamierzacie ratować się moim małżeństwem? - ironicznie prychnęła gwardzistka.
        - Nie pozwolisz chyba, by rodzice wylądowali na bruku jak jakieś zwykłe pospólstwo?
        Tak błyskawiczne roztrwonienie majątku wyglądało albo na przejaw wyjątkowej głupoty, albo na jakieś wybitne oszustwo, a ponieważ Escrim nie podejrzewała rodziców o to pierwsze, tylko dlatego nie wyrzuciła matki od razu, w odwecie za poczynioną przed chwilą sugestię. Gorzej, że wyrażone przez kapitan zainteresowanie sprawą, prawdopodobniej zostanie przez Cordelię odebrane jako szansa na dopięcie swego i przemówienie córce do rozsądku.
        - Opowiedz mi, jak to się stało? - spytała szermierz.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość