ArturonPonowne spotkanie

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Gavin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Ponowne spotkanie

Post autor: Gavin » 2 tygodnie temu

        Szara mgła otaczała przedmieścia Arturonu o świcie. Gęsta, zimna i bijąca nieprzyjemną jasnością po oczach. Na głównym trakcie prowadzącym do murów miasta ustawił się rząd zmierzających do centrum kupców, przybyszów i innych interesantów. Do tego samego miasta zmierzała również osobliwa parka. Raczej wysoki, dojrzały mężczyzna i bardzo szczupła kobieta o mysiej urodzie. Ten pierwszy wyglądał na lekko nieokrzesanego - miał lekko zakrzywiony nos, jak po złamaniu, nierówno przystrzyżoną brodę, włosy sterczące we wszystkich kierunkach. Dziewczyna natomiast wyglądała na bardziej zadbaną - miała długie włosy szarego koloru, nieskazitelną buźkę, dopasowany i nowy strój - nie tak jak u swojego towarzysza, cały połatany i widocznie długo używany. Wyglądała młodo, co kontrastowało z jego urodą i czyniło wrażenie, że mężczyzna jest jeszcze starszy.
        Oboje byli objuczeni skórzanymi torbami i sakwami, wypełnionymi roślinami, owocami i innymi zielarskimi ingrediencjami. Można było domyślać się, że wychodzą z pobliskiego lasu.
        - Liści szałwii alarańskiej nie zbieraj inną porą niż pierwszy świt po pełni księżyca - mruknął mężczyzna.
        Dziewczyna kiwnęła głową i zanotowała tę uwagę w swojej książeczce, którą trzymała pod pachą.
        Tymi ludźmi byli Gavin, czarodziej i alchemik, i córka sklepikarza, Katerina.

        Kiedy wkroczyli do miasta, Gavin odetchnął. Przypomniał sobie znowu zapach, który tak kojarzył mu się z nie tak dawną jeszcze przeszłością. Często wspomnienia nachodziły go, tak też było i w tym momencie. Rozmyślał o tym, jak pełnił tu jeszcze funkcję jednego z Gwardii Królewskiej u boku dzielnej i pięknej Escrim. Byli też inni gwardziści, których wtedy uważał nawet za swoich przyjaciół. Na przykład Peu... Czarodziej wolałby nie wspominać tych ludzi. Przez pamięć o nich czuł się tylko bardziej samotny. Tak, i rachunek zgadzał się wtedy dużo lepiej.
        Obecnie otrzymał pozycję sklepikarza i alchemika w Arturonie, dokąd wrócił po dwóch latach. Chciał dostać się z powrotem na swoją pozycję strażnika królewskiego, ale kiedy żądał rozmowy z Escrim, został oddalony. Powiedziano mu, że nie przebywa już w mieście. Zresztą nie wiedział, jak po tym czasie spojrzałaby na niego. Czy w ogóle uzna za wiarygodną historię o tym, co się wydarzyło...
        Teraz zajmując się zielarstwem i alchemią, poduczał do zawodu córkę swojego szefa, Katerinę. Nigdy nie pomyślał, że będzie miał czeladnika. Nie był zbytnio kontent z tego układu, ponieważ dziewczyna nie była zbyt górnolotna, a także momentami całkiem irytująca. Wiedziała, że ma uprzywilejowaną pozycję ze względu na swojego ojca, i przez to nie przejmowała się zbytnio naukami. Gdyby to tylko od niego zależało, Gavin dawno oddaliłby takiego ucznia. Niestety, dzięki temu układowi otrzymywał pokój w karczmie i polewkę za darmo. Pieniądze planował odłożyć i założyć własny zakład, już w innym mieście. Do tego, przez pozostawioną w nim historię, zaczął odczuwać wstręt.

        Szli w stronę straganów, aby dokupić kolejnych ważnych składników, a także kilka zebranych przez nich dobrze przehandlować. Gavin nie miał żyłki do handlu, ale wiedział, ile warte są rzeczy, które zamierzał sprzedać. W tej jedynej rzeczy Katerina miała dużo większy talent niż on - zwykle po podaniu przez czarodzieja wyceny to ona targowała się z kupującym.
        Kiedy przybyli na targ, mężczyzna zmarszczył brwi i rozejrzał się po rynku. Rzucił okiem na zamek, w którego murach niegdyś obmyślał plan ocalenia miasta. Czasami miał nadzieję, że zobaczy tam burzę blond loków. Oderwał się jednak od tych myśli i spróbował skupić się na handlu.
        - Te korzenie przynajmniej za 10 ruenów sztuka - powiedział do dziewczyny.

Awatar użytkownika
Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 136
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim » 2 tygodnie temu

        Kończąc codzienny trening szermierki, Escrim przebierała się w mundur gwardzistki, uświadamiając sobie jak bardzo jest zła. Te dwie godziny, w czasie których mogła skrzyżować szpady z swoim nauczycielem, wyładować energię, dając upust wszystkim frustracjom, złościom i rozgoryczeniom, jednocześnie na chwilę zapominając o gnębiących ją rozczarowaniach, były dla kapitan wszystkim, co obecnie miała. Nawet jeśli zdawała sobie sprawę, że szlachetna sztuka szermierki powinna służyć czemuś zgoła innemu niż bezrefleksyjnej młócce i wypoceniu z siebie złości, La Tranchte właśnie w ten sposób zaczynała postrzegać kolejne sparingi.
        Tyle, że dzisiaj kompletnie jej nie szło. Przegrywała starcie za starciem. Nacierała bezmyślnie, raz za razem nadziewając się na kontry przeciwnika. Z chłodniejszą głową Escrim mogła uchodzić za jednego z lepszych szermierzy Arturonu, jednak, gdy emocje zaczynały brać górę, gwardzistka zachowywała się, jakby zapomniała o wszystkim, czego nauczyła się do tej pory.
        - Wszystko w porządku, pani kapitan? – spytał towarzyszący jej dziś Dorland, wcześniej obserwujący dokonania swojej zwierzchniczki na szermierczej planszy. – Nie chciałbym być tym, który zwraca uwagę, iż czasem warto zrobić dwa kroki w tył, by lepiej przyjrzeć się stawianym sobie wyzwaniom, ale dziś wyglądało to naprawdę słabo.
        - Zrobiłam dwa. A nawet cholerne dwadzieścia. I potem wpadłam w przepaść. Zawsze się cofam, nie mając odwagi wykonać tego, co słuszne. Zamiast trzymać go przy sobie, pozwoliłam mu odejść – zauważyła Escrim, wspominając sympatyczny uśmiech pewnego maga, którego brak przy jej boku stanowił dla La Trachte źródło wszystkich wahań nastrojów i emocjonalnych pułapek. Od smutku i nieokiełznanej tęsknoty, po złość wywołaną faktem, iż czarodziej zniknął bez słowa.
        - Na pewno mówimy o pojedynku? – spytał, wyraźnie zbity z tropu gwardzista.
        - Chodźmy na targ. Trzeba ratować Peu, zanim zjedzą go sprzedawcy ziemniaków – ucięła dyskusję pani kapitan.

        Escrim nawet nie zdawała sobie sprawy w jak poważnych tarapatach znajduje się obecnie jej adiutant. Peu Frisson był młodym gwardzistą i prawą ręką kapitan straży. Chłopak nieraz spoglądał już śmierci w oczy, mierząc się z najgorszymi bandziorami z miejscowego półświatka, jednak jeszcze nigdy nie był tak przerażony jak teraz, gdy nieoczekiwanie w czasie rutynowego patrolu natknął się na wyraźnie wzburzoną seniorkę rodu La Tranchte, która to od razu wzięła go w krzyżowy ogień pytań.
        - Co to znaczy, że nie możesz mnie do niej zaprowadzić? I, że nie wiesz, gdzie ona jest? – W czasie trwającej wymiany zdań arystokratka z każdym kolejnym słowem podnosiła ton i barwę swojego głosu, za to szermierz przemawiał jakby ochrypł, odchylając przy tym głowę do tyłu, by choć na chwilę uciec oczyma od wzroku wściekłej matrony.
        - Proszę pani…
        - Wiesz kim jestem, młodzieńcze!? – przerwała mu seniora La Tranchte. – Jestem szanowaną obywatelką tego miasta, nie przywykłą do tego, by ją ignorowano i traktowano jak służkę. Zwłaszcza, by mydlił mi oczy taki młokos, jak ty! Niedoczekanie! Przyszłam tu zobaczyć się z córką, a jeśli natychmiast nie dostanę, czego chcę, zrobię tu taki raban, że będzie mówiło się o nim latami!
        - Kiedy nie mogę… - Peu doskonale zdawał sobie sprawę, iż znajduje się miedzy młotem a kowadłem. Jeśli nie spełni życzenia kobiety, z pewnością od niej oberwie. Jeśli to zrobi, oberwie tak samo, a nawet bardziej, od młodszej wersji wariatki, którą ma przed sobą. Tyle, że tamta druga była jego przełożoną, więc może lepiej dać się sprać podstarzałej seniorce? Istniała przynajmniej nadzieje, że wiekowa hrabina będzie miała lżejszą rękę.
        Niespodziewanie arystokratka zmieniła strategię.
        - Moja córka wciąż bawi się tu w wojnę? – spytała kobieta podejrzenie spokojnym tonem.
        - Dba o bezpieczeństwo w mieście – sprostował Peu. – Czasem kogoś aresztuje, ale nie nazwałbym tego wojną…
        Seniorka rodu La Tranchte nie słuchała dalszych wyjaśnień. Skoro jej córka chętniej rozmawiała z więźniami niż z nią, to ona… da się zatrzymać. Pospiesznie, to znaczy wyjątkowo jak na siebie, bez targowania i wybrzydzania na jakość produktu, nabywając jeden z podłużnych bochenków chleba, wypatrzyła w tłumie potencjalną ofiarę w postaci jakiejś ubogiej zielarki i towarzyszącego jej włóczęgi, a następnie zaatakowała, tłukąc mysia dziewczynę pieczywem po głowie.
        - Co pani wyprawia!? - Peu natychmiast rzucił się parze na ratunek.

Awatar użytkownika
Gavin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin » 2 tygodnie temu

        Ta sytuacja wyglądała tak komicznie, że Gavin nie mógł pohamować wybuchu śmiechu. Drobna dziewczyna zgięta wpół i zasłaniająca twarz ramionami przed wściekłą kobietą okładającą ją kradzionym bochenkiem chleba. To całe zajście było tak absurdalne, że nie mógł w pierwszej chwili w żaden sposób zareagować. Pomyślał, że jest to jakaś kobieta mająca sprzeczkę z Kateriną lub jej ojcem. Czarodziej skoczył, aby rozdzielić obie kobiety. Starsza jeszcze szarpała się, bełkocząc coś wściekle. Gavin nie potrafił rozróżnić konkretnych słów.
        - Spokojnie... tylko... spokojnie... - powiedział, próbując unieruchomić jej ramiona, trzymając ją od tyłu. Stawiała jednak opór i próbowała nastąpić na nogę mężczyźnie. Nie chciał jej zrobić krzywdy, dlatego postanowił zaczekać, aż jej emocje trochę ochłoną, zamiast wykręcać ramiona i unieszkodliwiać. Nie widział sensu w korzystaniu z siłowych rozwiązań. W końcu starsza kobieta wyglądała na zupełnie nieszkodliwą, ale zadbaną. Miała blond, kręcone włosy i całkiem władczy wyraz twarzy, schludne ubrania i ogólną prezencję osoby z wyższych sfer. Tym bardziej nie rozumiał tej szalonej napaści.
        - Katerino, kto to? - zapytał, nadal rozbawiony, Gavin. Kaptur zsunął się z jego twarzy.
        - Nie wiem... - odpowiedziała, widocznie będąc w szoku. Podniosła z bruku bochenek chleba, który upuściła atakująca.
        - Proszę się uspokoić, może pani... zaatakowała... niewłaściwą osobę.
        Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, jak po kobietę zgłosił się królewski strażnik, pewnie widząc niedawną szarpaninę.
        - Ta pani nie zrobiła nikomu krzywdy, proszę się nie...
        Czarodziej, odsunąwszy się od już uspokojonej kobiety, przekazał ją w ręce gwardzisty. I wtedy zobaczył, kim on jest.
        - ... niepokoić... - dokończył.
        - Na łuski Prasmoka... - Gwardzista wyglądał na równie zaskoczonego.
        - Peu!?
        - Gavin!? Gdzie Ty byłeś, to... Myśleliśmy, że może jesteś martwy... Zniknąłeś... Będziesz się musiał grubo tłumaczyć! To dezercja! - W młodym strażniku walczył gniew, szok, niedowierzanie i radość, że po takim czasie zobaczył swojego towarzysza w jednym kawałku. Na tyle nie wiedział, jakich słów użyć, że w końcu zupełnie zaniemówił.
        - Słuchaj, ja... miałem powody! Chciałem wrócić, ale was tu już nie było! - zaczął pospiesznie wyjaśniać swoje stanowisko czarodziej. W końcu jednak, sam nie wiedząc od czego zacząć, zamilknął.
        - To jak w końcu, aresztujesz mnie czy nie!? - odezwała się starsza kobieta po chwili ciszy.

Awatar użytkownika
Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 136
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim » 1 tydzień temu

        Peu czuł, jak krople potu spływają mu po szyi. Mimo iż cała scena mogła wyglądać groteskowo, zwłaszcza, że arystokratka ponawiała próby zaatakowania niczemu winnej Myszki, za każdym razem, gdy tylko Gavin luzował swój uścisk, akurat gwardziście w żaden sposób nie było do śmiechu. Młody szermierz doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż przynoszenie kapitan złych wieści nigdy nie kończy się dobrze. Tymczasem Peu fatalnymi informacjami mógł obdzielić cały tydzień. Pierwsza z nich to ta, że seniora La Tranchte jest w mieście. Druga, poniekąd oczywista, dotyczy faktu, iż kobieta chce spotkać się z swoją córką, a kolejna jest taka, że obecnie dostojna dama znajduje się w areszcie, otoczona bandą żebraków, awanturników i pospolitych złodziejaszków. W tym miejscu niestety trzeba by dodać również, iż to właśnie sam Frisson doprowadził do tak niezręcznego zbiegu okoliczności.
        Teoretycznie informacja o Gavinie mogłaby stanowić równoważnik na szali dobrego humoru Escrim, jednak naciskany przez gwardzistkę, Peu w końcu musiałby przyznać, że z niewiadomych powodów wspomniany wyżej czarodziej wcale nie spieszy się, by odwiedzić kwatery straży. Oczywiście motywację maga można by w jakimś sensie uzasadnić obecnością przy jego boku urodziwej panny, bo choć sam Peu uważał wdzięki nieznanej sobie ofiary za wyjątkowo miłe dla oczu, to mimo całej swojej nieśmiałości, prędzej gotów był powiedzieć to Katerinie wprost, niż chociażby zasugerować podobną możliwość swojej przełożonej. Już samo wspomnienie Gavina i innej kobiety w jednym zdaniu było katastrofą. Dodanie, iż dziewczyna jest ładna, zapowiadało prawdziwy wulkan nieszczęść.
        Wobec wszystkich powyższych rozterek, Peu wykombinował sobie, by najzwyczajniej w świecie grać na czas. Wiedział, że kapitan miała się tu z nim spotkać, a co za ty idzie, jeżeli Escrim osobiście odkryje, co jest na rzeczy, to przynajmniej on nie będzie musiał wcielać się w rolę fatalnego posłańca.
        - Czy wnoszą państwo skargę? – z udawanym spokojem spytał gwardzista.
        - Oczywiście, że wnoszą! Nie widzisz tego, zakuty łbie!? – wtrąciła arystokratka. – Co z was za aparat państwowy, skoro nawet na zwykłe aresztowanie człowiek musi się tyle naczekać?
        - Pani La Tranchte, jeśli zostanie pani zatrzymana, to w pierwszej kolejności trafi pani do aresztu – wyjaśnił Peu. – Dopiero później, gdy będzie taka możliwość…
        - Coooo…!? Oszukałeś mnie, ty łajdaku! – Tym razem cały gniew i agresja kobiety skierowała się w stronę szermierza.


        Tymczasem Escrim, rozglądając się za swoim adiutantem, nieustannie musiała zmagać się z innymi błahymi problemami handlarzy i kupców znajdujących się na placu targowym. Na przykład z oskarżeniami o zajęcie cudzym straganem zbyt dużej powierzchni, awanturą o próbę zapłaty fałszywą monetą, zagubionym dzieciakiem, czy - co zdecydowanie było jej „wymarzonym tematem” - końskimi fekaliami zdobiącymi miejski rynek. W tej sytuacji kapitan niemalże z wytęsknieniem wyczekiwała aż ktoś wreszcie krzyknie „złodziej!”, czy chociażby „na pomoc!”, uwalniając ją od tych wszystkich problemów. Na szczęście Dorland starał się wyręczać swoja przełożoną w sprawach, gdzie wystarczyło surowe żołnierskie spojrzenie i wyraźnie zaakcentowana prośba o spokój. Escrim była zmęczona i poirytowana, co w połączeniu sprawiało, że miała ochotę komuś przyłożyć. Potrzebowała jedynie znaleźć jakiegoś stawiającego opór przestępcę.
        Na szczęście los nie kazał jej długo na to czekać. Nagle w tłumie podniosły się odgłosy przerażenia, ludzie stojący w pobliżu studni rozstąpili się jak na komendę, a oczom kapitan ukazał się dość niezwykły widok chudego mężczyzny grożącego szpadą wieśniaczce. Jak się okazało - z racji tego, iż dziewczyna zbyt energicznie przebiegła przez kałużę, ochlapując błotem nieskazitelne buty dżentelmena.
        Sam nieznajomy stanowił wyjątkowo oryginalny widok. Twarz przypominająca księżyc, której pociągłość dodatkowo podkreślała szpiczasta bródka i delikatny, jakby namalowany kredką wąsik. Do tego finezyjna fryzura sugerująca, iż wcale nie jest czymś naturalnym, śliskie oczy i cienki, podłużny nos, idealnie komponujący się z wyjątkowo smukłą sylwetką mężczyzny. Całość jasno dawała do zrozumienia, iż nieznajomy wkłada wiele wysiłku w swoją prezencję. Ta ostania nie kończyła się zresztą na twarzy. Chude nogi i talia, której pozazdrościć mogło mu wiele kobiet, jasno zdradzająca noszony pod kamizelka gorset, zadawały się być nieco mylące, zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę energię i impulsywność z jaką poruszał się ich właściciel. Ubiór nieznajomego również zasługiwał na uwagę. Poza wspomnianymi wcześniej butami, w jego skład wchodziły obcisłe rajtuzy, które akurat w okolicy pośladków przechodziły w bufiastą, fałdowaną kulę, a do tego jakby za mała pasiasta kamizelka i przyduży beret.
        - Nie puszczę płazem tej zniewagi. Stawaj do walki, chłystku! – odgrażał się pokrzywdzony, wymachując rapierem tuż przed twarzą łobuziary.
        - Jestem dziewczyną – usiłowała tłumaczyć się wieśniaczka, co, biorąc pod uwagę jej krótkie, sięgające szyi, ułożone w nieładzie włosy, chłopięce ubranie i niewiele zdradzającą wątłą sylwetkę, naprawdę wymagało zaakceptowania.
        - Byle kłamstwem nie wyprzesz się swych niecnych uczynków.
        - Że co?
        - Proszę schować broń i przestać się awanturować. Młoda nie zrobiła nic złego, a już z pewnością nie uczyniła tego celowo – wtrąciła się Escrim, próbując załagodzić sytuację.
        - Ten wątpliwej urody młodzieniec, z premedytacją nastąpił na znajdujący się tu zbiornik z błotnistą mazią, bezczeszcząc tym samym moje świeżo pastowane obuwie. – Dość ekspresyjnie, mężczyzna przedstawił swój problem.
        - Sam wyglądasz jak wątpliwa bulwa! – odgryzła się oskarżona.
        - Powiedziałam, schowaj tę szpadę albo sama wbiję ci ją w tyłek – zagroziła kapitan.
        - Zważaj na słowa, pyskata gwardzistko. Wiedz, że przeznaczona mi jest ręka urodziwej damy, która to jednocześnie jest dowódcą miejskiej straży w całym Arutronie. – Pasiasty jegomość nastroszył się niczym paw, w czasie gdy zaskoczona Escrim nie mogła się powstrzymać, z wrażenia opluwając swojego rozmówcę.

Awatar użytkownika
Gavin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin » 1 tydzień temu

        - Pani... La Tranchte?
        Gavin zmarszczył brwi i, będąc w ciężkim szoku, próbował ogarnąć, co właściwie się tu dzieje. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to to, że kobieta jest matką Escrim i usłyszawszy historię o ich związku postanowiła zaatakować kobietę, z którą został zauważony, jakby był to jego nowy związek. To jednak oznaczałoby, że gwardzistka o nim pamięta, a nawet podzieliła się z matką swoją historią. Odrzucił tę myśl od razu i stwierdził, że to niedorzeczne. Raczej był to jedynie zbieg okoliczności, a rody szlachetne często są dość rozległe, więc to nawet nie musiała być bliska krewna byłej ukochanej. Jednak może też oznaczać, że Escrim ponownie znajduje się w Arturonie. Mężczyźnie szybciej zabiło serce.
        - Czy ktoś mógłby mi uprzejmie wyjaśnić, CO TU SIĘ WŁAŚCIWIE DZIEJE!? - wstrząsnęła Katerina. Nikt jednak za specjalnie się nią nie przejął, ponieważ sytuacja z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej napięta.
        - Tak, seniorita La Tranchte, kobieta z zacnego rodu Arturonu, ty nędzny włóczęgo! - warknęła w stronę Gavina, czym zupełnie zaprzeczyła jego teorii o tym, że go poznała. Może to i dobrze, pewien był, że w aktualnym stanie jego prezencja nie jest zbyt korzystna.
        Odmiennego zdania była Katerina, którą inteligentny wzrok i szorstka powierzchowność czarodzieja zauroczyła. Gdyby tylko miał na sobie porządniejszy strój, i lepszą brzytwę do golenia, wyglądałby wyjątkowo dobrze. Przeczuwała, że ojciec nie miałby nawet nic przeciwko ich małżeństwu, może tylko, jakby Gavin się trochę wzbogacił. Ale nawet jeśli nie, skrycie fantazjowała o romantycznej ucieczce i życiu w zupełnie innym miejscu, podróżach, dzieciach i psie.
        - Spokojnie, spokojnie, tylko spokojnie... - dukał Peu, chcąc tym chyba uspokoić wyłącznie swoje nerwy. - Pani la Tranchte, ten mężczyzna to przyjaciel pańskiej córki, niegdyś pomógł jej w kłopotach podczas jednej z misji...
        - A - Seniorita odpowiedziała sztywno. - Nic by jej się nie stało, gdyby tylko przestała bawić się w tego żołnierzyka. Ale niedługo i to się zmieni...
        Nagle wszyscy zwrócili się w kierunku odgłosów kłótni, która rozgrywała się nie opodal targowiska. Można było zauważyć gwardzistkę, która dyskutuje z... ciekawie ubranym mężczyzną.
        - Escrim! - Zawołali na raz Gavin, Peu i matka, i rzucili się w jej stronę. Katerina chwilę stała zdezorientowana, ale w końcu również pobiegła za nimi.
        - Och, kochanie, nareszcie cię spotykam! I widzę, że poznałaś już Vincenta! - powiedziała seniorita z uśmiechem satysfakcji na ustach.

Awatar użytkownika
Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 136
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim » 1 tydzień temu

        O ile wcześniej była po prostu podrażniona koniecznością zmagania się z monotonią codziennych obowiązków, tak teraz kapitan niemalże kipiała z złości. Tym razem matka przegięła. Okresowe tyrady Cornelii La Tranchte na temat tego, iż Escrim jest już dorosła, w związku z czym powinna przestać się wygłupiać i zacząć zachowywać jak na arystokratkę przysłało, dało się jakoś ignorować. Podobnie jak uwagi na temat tego, co dama robi, a co jej nie przystoi, oraz jak ważne w jej życiu jest znalezienie sobie odpowiedniego kandydata na męża. Gwardzistka jakoś dawała sobie radę z tymi moralizującym wykładami, zapominając ich treści, zanim seniorita zatrzasnęła za sobą drzwi, jednak aranżowanie związku za jej plecami, zdecydowanie przekraczało granicę niepisanej umowy jaką miała z matką. Takiego działania Escrim nie zamierzała pozostawić bez komentarza.
        - Ty! - krzyknęła oburzona na widok nadbiegającej Cornelii.
        - Ty?! - niczym echo powtórzył Vincent, choć uwaga chudzielca skierowana była w nieco innym kierunku, niż ta wymierzona wcześniej przez gwardzistkę.
        Escrim miała właśnie zamiar publicznie podzielić się swoimi przemyśleniami na temat matczynej intrygi, nic nie robiąc sobie z faktu, iż prawdopodobnie skończy się to skandalem, złamaniem wszelkich powszechnie znanych zasad etykiety, upokorzeniem dla dumnego i szanowanego rodu, a niewykluczone również, że dość efektowną szarpaniną za włosy, w wyniku której kilka blond loków, czy też farbowanych na blond, na dobre rozstanie się z głową właścicielki, gdy jej oczom ukazała się sylwetka podążającego za matką Gavina.
        I w tej jednej chwili wszystko, o czym myślała wcześniej nagle przestało mieć znaczenie. Cała uwaga gwardzistki momentalnie skupiła się na czarodzieju, świat, wokół którego stał się jedną wielką rozmazaną plamą. Liczył się tylko on. Mężczyzna, przez którego nie spała dobrze od kilku miesięcy. Ten, o którym nie mogła przestać myśleć, wzdychając z tęsknoty, choć przecież bała się magii i zwykle starała się trzymać z daleka od osobników posługujących się zaklęciami. Sam Gavin wyglądał, co prawda, nieco inaczej niż ten, jakiego w swojej pamięci zachowała Escrim, jednak w tym przypadku absolutnie nie mogło być żadnej pomyłki. Nawet jeśli osobnik, w którego się wpatrywała był nieco wychudzony i zaniedbany, jego twarz zdradzała zmęczenie i troski, a noszone ubranie z pewnością pamiętało lepsze czasy, to bez wątpienia wciąż był to ten sam mężczyzna, dla którego kapitan straciła głowę. Z ciekawskim spojrzeniem i oczach stworzonych, by się w nich utopić, delikatnymi zmarszczkami, w które gwardzistka mogła wpatrywać się godzinami i uśmiechem potrafiącym topić najbardziej poważny, oficjalny i surowy nastrój, w jakim zwykle przebywała kapitan straży.
        Był to też ten sam Gavin, który zostawił ją bez słowa, dlatego też, gdy tylko mag zbliżył się do Escrim na odległość wyciągniętej ręki, ta bez zastanowienia zamachnęła się szybko, otwartą dłonią wymierzając czarodziejowi siarczysty policzek. Odgłos donośnego plasku rozszedł się po całym placu targowym. Peu wzdrygnął się przerażony, seniorita Cornelia osunęła się na ziemię na miękkich nogach, Vincent natomiast pobladł zupełnie, w jednej chwil tracąc cały animusz do jakiejkolwiek konfrontacji. Tymczasem Escrim czekała na wyjaśnienia. Czekała, zmagając się z wilgocią zbierającą się w jej oczach. Ponieważ nie miała przy sobie eleganckiej, stosownej dla damy, koronkowej chusteczki, dla opanowania nadmiaru emocji musiał jej starczyć rękaw koszuli i skórzana rękawica.

Awatar użytkownika
Gavin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin » 1 tydzień temu

        Kiedy zobaczył ją pośrodku placu, wszystkie wspomnienia, które dotąd usilnie próbował zablokować, powróciły. Blond włosy, które rozczesywał dłońmi, twarz, którą przytulał do swojej piersi, oczy pełne błysków radości. Znowu stała przed nim ta silna, piękna kobieta, która tak imponowała czarodziejowi. Pamiętał, jak cieszył się, widząc jej śmiech, świętował z nią każdy sukces, pocieszał po porażkach, ba, gotów był wszystko zrobić, aby pomóc jej osiągnąć zamierzony cel. To dla niej przecież wskoczył w te granatowe fatałaszki Gwardii i szedł się tłuc za jej sprawę. A wtedy sądził, że przecież to dopiero wstęp, dopiero początek ich bycia razem, dopiero poznawali się jeszcze...
        Wszystko poszło nie tak, jak miało, ale kiedy Gavin znów ją zobaczył, pomyślał, że to może być znowu szansa, że kiedy wytłumaczy się z tej nieobecności, może znowu powrócą do poprzedniego życia... W końcu szukał jej, chciał ponownie się z nią zobaczyć, jak tylko to całe niebezpieczeństwo minęło.
        Kiedy dobiegł do placu, na którym stała, zobaczył, że patrzy wprost na niego. Oczy jej błyszczały. Czarodziej powoli zbliżał się w jej stronę, mając nadzieję, że też tak długo na niego czekała, że jej uczucia nie wygasły. Chciał chwycić ją za dłonie i wszystko wyjaśnić, i uciec z tego miasta gdzieś daleko, znaleźć się z nią sam na sam tak, żeby liczyło się tylko to, ile mają sobie do powiedzenia po tak długiej rozłące...
        A potem dostał siarczystego policzka w twarz, aż lekko zatoczył się do tyłu. Podtrzymał go Peu. I cały czar prysł.
Jakby został na siłę sprowadzony z powrotem na ziemię. Znowu wszyscy stali na bruku pełnym błota i końskich odchodów, z mdlejącą szlachcianką, śmiesznie ufryzowanym lalusiem i zszokowaną całym zajściem córką gospodarza.
        - Escrim, to wszystko nie jest tak, jak myślisz, ja... porwanie... próbowałem cię odnaleźć... ty... zawsze pamiętałem, ale... więzienie...- mówił urywkami zdań, bez ładu i składu, próbował ogarnąć się w tym chaosie, jaki zapanował w jego głowie.
        Młoda la Tranchte była zła. Z jej oczu leciały pioruny. Pod tą presją nawet nie potrafił opanować emocji.
        Za to Katerina, stojąc jak słup soli i nic nie rozumiejąc ze zdarzeń właśnie minionych, postanowiła wreszcie się czemuś przysłużyć i coś ze sobą zrobić. Podeszła do seniority i roztarła w dłoniach dwie gałązki ziół, potem podstawiła je pod jej nos, aby pomóc jej się ocucić.
        Cordelia westchnęła głęboko, nadal łapiąc się za serce.
        Gavin, który już trochę ochłonął, polecił Katerinie:
        - Dodaj wyciągu z lukrecji i mieszankę na uspokojenie.
        Trzęsącą się ręką dziewczyna odkorkowała buteleczkę i, wymamrotawszy ciche "przepraszam", pokropiła dekolt szlachcianki. Płyn był ciemnozielony i intensywnie pachniał ziołami. Zadziałał natychmiastowo.
        - Niedoczekanie moje! Żeby w cywilizowany sposób nie można było się z tobą porozumieć! I jeszcze w takich słowach mówisz do matki! I do przyszłego męża!
        Katerina szybko odeszła od miotającej przekleństwami i ramionami Cordelii. Stanęła nieśmiało za czarodziejem, licząc tylko na to, żeby ten koszmar się skończył.
        O tym samym w tym momencie myślał też Gavin. Myśląc o tym, że w końcu jego ukochana jest szlachcianką, przeznaczone jest jej być z kimś innym, a on nie jest już nikim ważnym w jej życiu. Niedługo kobieta przestanie być kapitanem straży, zostanie matką przyszłych pokoleń urodzonych w wyższych sferach, a wspomnienia o Gwardii i ich wspólnych zadaniach będą tylko przygodami z dzieciństwa. Nie było sensu dłużej tylko patrzeć na to, jak szczęście ucieka mu przez palce. Odwrócił się na pięcie i zaczął odchodzić stamtąd.
        Metr dalej Peu złapał go za ramię.
        - Jak to wszystko się wydarzy... Jak Gwardia nie będzie miała już swojego kapitana - zaczął Gavin - to dasz mi znać o naborze do Gwardii Królewskiej? - zapytał Peu, siląc się na lekki uśmiech.

Awatar użytkownika
Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 136
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim » 1 tydzień temu

        Niespodziewana konfrontacja pomiędzy kapitan, jej matką, Gavinem i całą resztą przypadkowych uczestników tego spotkania, najpierw wywołała ogólną konsternację i osłupienie, za sprawą których przez kilka sekund na placu targowym zapanowała niemalże absolutna cisza, pozwalająca przez moment wsłuchać się w miarowy oddech swojego rozmówcy, a chwilę później wstrzymywane emocję wreszcie znalazły ujście, sprawiając, iż wszyscy zainteresowani zaczęli mówić jednoczenie, przekrzykując się wzajemnie.
        - Szukałam cię wszędzie. Byłam gotowa rozebrać Serenaę kamień po kamieniu, byleby tylko odnaleźć jakiś ślad twojej obecności… - próbowała wyjaśnić Escrim, wyrzucając z siebie nagromadzony żal, tęsknotę i poczucie straty. Było w tym też sporo pretensji, jako że o ile sam Gavin mógł zniknąć bez wieści praktycznie na całym kontynencie, to odszukanie strażniczki Arturonu nie wymagało wielkiego zaangażowania. La Tranchte rzadko wyruszała w podróż, na dłużej opuszczając rodzinne miasto, a jeśli już została do tego zmuszona, to zwykle odbywało się to w formie wizyty dyplomatycznej, o której doskonale poinformowani zostali jej następcy. Właśnie dlatego czarodziejowi ciężko było wytłumaczyć się z faktu, iż nie zawitał do kwatery dowódcy gwardii znacznie wcześniej. Teoretycznie w tym celu wystarczyła jedynie odrobina chęci, choć, jak właśnie przekonała się seniorita, czasem o taką audiencję wcale nie jest łatwo.
        Niestety, Escrim nie dane było dokończyć swojej wypowiedzi, a nawet jeśli chciałaby kontynuować, musiała liczyć się z tym, że nie była jedyną, która zabiegała o uwagę potencjalnego słuchacza.
        - Co to ma znaczyć?! Czyli to tak seniora rozumuje miłą, delikatną, uprzejmą i dobrze wychowaną damę?! Zrywam zaręczyny! – kategorycznie oznajmił Vincent, uświadamiając gwardzistce, że zanim wyjaśni sprawę z Gavinem, przebaczając mu i na powrót rzucając się w ramiona maga, a mimo wszystko innej alternatywy Escrim nie brała pod uwagę, najpierw będzie musiała załatwić sprawę z matką i tym pasiastym pudlem.
        - Że niby ty coś zrywasz, pajacu!? A przyszło wam do głowy, bando intrygantów, by w ogóle zapytać mnie o zdanie!? – wściekała się szermierz, oburącz chwytając „niedoszłego narzeczonego” za kołnierz efekciarskiej kamizelki i unosząc kilka centymetrów nad ziemię.
        - Pani kapitan, proszę się uspokoić – przebąkiwał Peu
        - Kobiecie nie przystają takie napady gniewu! – pozwolił sobie zauważyć Vincent.
        - Posłuchaj, lisia gębo, nie chcę cię tu więcej widzieć! Następnym razem, gdy się tu napatoczysz, tak cię stłukę, że cały ten róż na policzkach zmieni się w fiolet – zakończyła Escrim.
        Niestety, dla kapitan w chwili, gdy praktycznie udało jej się przemówić do rozsądku szlachetnemu Vincentowi, Gavin i jego towarzyszka postawili na nogi oburzoną seniorę La Tranchte, która to bez wahania ruszyła w stronę szamotającej się pary, z nadzieją załagodzenia sytuacji, choć przy swoim „wrodzonym takcie” jej działania były niczym dolanie oliwy do ognia.
        - Jak ty się zachowujesz, córko!? Jesteś dorosła! Żądam, byś zaczęła postępować jak na damę przystało! – ryknęła kobieta.
        - Nie będziesz mi dyktować, co mam robić, a czego nie! – oburzyła się kapitan.
        - Jestem twoją matką! Właśnie, że będę! A ty nie masz prawa podnosić na mnie głosu! – Tupnęła wyraźnie zniesmaczona Cornelia.
        - Chcesz się przekonać, jakie mam prawa? – Escrim tylko na to czekała. Słowna napaść na członka gwardii była w tym przypadku wystarczającym pretekstem, by kilka chwil później saniora La Tranchte, pudrowany Vincent, Gavin, zielarka, a nawet niczego winna dziewczyna od błotnej kałuży wylądowali we wspólnej celi, oczekując na przesłuchanie. Kapitan była zdeterminowana, by dać im się wykrzyczeć, a dopiero później zabrać się za indywidualne przesłuchiwania. Zwłaszcza matulę gotowa byłą przetrzymać dłużej. Raz, że chciała utemperować krnąbrną arystokratkę, a dwa - do rozmowy z Gavinem spieszyło jej się bardziej.

Awatar użytkownika
Gavin
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Gavin » 4 dni temu

        Siedzenie w zimnej celi, na szczęście jednej z tych wygodniejszych i przyjaźniejszych cel, nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń. O ile mag siedział spokojnie na niewygodnym krześle, przemyśliwając, co i w jaki sposób powinien powiedzieć Escrim, tak każdy z zaaresztowanych był bardzo zdenerwowany i nie potrafił opanować swoich emocji.
Katerina chodziła w kółko, zamartwiając się, co powie jej ojciec, jeśli się dowie o aresztowaniu. Czarodziej uspokoił ją, mówiąc, że na pewno nie dojdzie do niego ta informacja, a jeżeli coś usłyszy, odpowiedzą, że chodziło o zeznania w sprawie kradzieży chleba i napaści z bochenkiem w ręku. Gavina nadal bawiła ta sytuacja. Poza tym, oprócz zdenerwowania tą całą sytuacją, miał bardzo dobry nastrój. Zobaczenie twarzy kogoś tak dawno widzianego, kapitan, wywołało w nim euforię, ciepło w okolicy serca i taki wewnętrzny spokój, którego od dawna nie zaznał. Dlatego czekał z lekkim zniecierpliwieniem aż będą mogli sam na sam wyjaśnić sobie wszystko.
        Za to Vincent i Cordelia byli bardzo irytującą parą. Ten pierwszy co rusz rozpoczynał dyskusję o tym, jak bardzo zawiódł się na słowach kobiety, że nie tego się spodziewał po "pięknej i dobrze wychowanej szlachciance", że potrzebuje narzeczonej, która będzie w stanie go docenić i nie będzie w taki sposób podważać jego autorytetu, że to kpiny. Seniora z kolei była tak samo zdenerwowana zachowaniem córki, tłumacząc mu, że prawdopodobnie jest to tylko jej "służbowy" wizerunek i kiedy tylko przestanie "zabawiać się" w gwardzistkę nie będzie tak krnąbrna i pyskata. Że w końcu to świat służby wojskowej, więc przy innych szermierzach wypada odzywać się z werwą. Przecież inaczej nie zapanowałaby nad zamieszkami...
        W dodatku matka kapitan przekonana była, że udało jej się osiągnąć zamierzony cel. W końcu porozmawia z córką o tym, co ma jej do zakomunikowania i nie przewidywała innej opcji, jak tylko przekonanie jej do swoich planów. Dlatego, choć w jej mniemaniu upokorzona przez córkę, też była zadowolona z zaistniałej sytuacji. Oczywiście, była też przekonana, że córka zaprosi ją na przesłuchanie jako pierwszą, a później wypuści od razu, żeby mogła usiąść w wygodnych zamkowych kwaterach, z dala od tych wszystkich... obdartusów, jak w myślach nazywała Gavina.
        Vincent, odkąd zamienił słowo z Kateriną i przekonał się, że jej ojciec ma majątek w mieście, stał się za to nieco... milszy, o ile można tak powiedzieć o człowieku, który po prostu przestał się patrzeć na dziewczynę z nieco mniejszą pogardą.
        Do celi podszedł Peu, z pękiem kluczy w trzęsącej się dłoni.
        - No, tak! Nareszcie - wykrzyknęła kobieta, podchodząc do drzwi.
        - Prze... przepraszam, pani La Tranchte - wyjąkał gwardzista - ale panna Escrim życzy sobie najpierw zobaczyć Gavina...
        Zezłoszczona Cordelia chwyciła go przez pręty krat za mundur i zaczęła wrzeszczeć.
        - Czy ty nie wiesz, kim jestem!? Co to za cyrk! Własnej matki nie chce wysłuchać? Tak!?
        - Jaa..e... Nic nie poradzę... tylko... spełniam polecenia...
        - Proszę się nie martwić - oznajmił spokojnym głosem czarodziej - i opanować. Prawdopodobniej najbardziej rozzłościłem kapitan Gwardii i najpierw musi dać upust złości i innym negatywnym emocjom, zanim postanowi zobaczyć się z Panią.
        La Tranchte uznała to za bardzo dobre wyjaśnienie. Puściła gwardzistę i próbowała udawać, że nigdy nie miała tego napadu gniewu.
        - Nie do wiary! - fuknął Vincent. - Pani jest taka sama jak pańska córka!
        Gavin uśmiechnął się lekko, słysząc tę uwagę, kiedy opuszczał loch z Peu.
        - Dzięki za ratunek - mruknął młody szermierz.
        - Nie ma sprawy, chociaż uważam, że to, co powiedziałem nie odbiega zbytnio od prawdy. - Czarodziej uśmiechnął się blado. - Jak bardzo zła jest?
        - Długo cię szukała i długo za tobą tęskniła... Więc wnioskuję, że bardzo... Wiesz, stary, to tak, jakbyś nagle zmartwychwstał. Dorland dotąd uważa, że zatonąłeś tam na morzu. Co się w ogóle wydarzyło?
        - Prawdopodobnie czeka mnie długa rozmowa z kapitan, więc wszystko jej opowiem.

        Peu otworzył przed Gavinem drzwi gabinetu. Czarodziej wszedł do środka, chcąc wyspowiadać się ze wszystkiego od razu, ale zaniemówił. Zaczekał, aż Escrim rozpocznie rozmowę jako pierwsza.

Awatar użytkownika
Escrim
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 136
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Escrim » 19 godziny temu

Jako kapitan gwardii Escrim nie miała wpływu na wydawanie wyroków i decydowanie o tym czy aresztowany rzeczywiście trafi do lochów, mogła jednak do czasu wyjaśnienia podejrzeń tymczasowo zatrzymać podejrzanego w celi znajdującej się w garnizonie, z punktu widzenia osadzonego na pewno dużo wygodniejszej niż ta czekająca w baszcie. La Tranchte miała pewność że jej matce nie stanie się tu nic złego, choć oczywiście doskonale zdawała też sobie sprawę jak pobyt za kratami zostanie odebrany przez senioritę – matulę. Uznała że Cordelia sama jest sobie winna. Miały układ by wzajemnie nie wchodzić sobie w drogę. Swoją służbą Escrim kontynuowała długie rodzinne tradycję, jednocześnie pilnując się by poprzez nadmierne ekscesy w tawernach, bójki, rozwiązłość, zdrady czy inne przejawy niekompetencji, nie splamić wiekowego nazwiska lub co gorsza popaść w niełaskę władców, a w zamian za to seniorka miała nie wtrącać się w jej życie. Tym bardziej iż mając już ugruntowaną pozycję i własne źródło utrzymania, gwardzistka stała się niezależna od rodowej fortuny, a groźby w postaci wydziedziczenia nie robiły na kapitan większego wrażenia.
Escrim była zadowolona z tak funkcjonującego porozumienia, ale najwyraźniej Cordelia uznała iż nadszedł czas na zmiany. Oczywiście jak to ona decyzję podjęła w pojedynkę, ani myśląc konsultować jej z drugą stroną. Na swoje nieszczęście arystokratka nie wzięła pod uwagę iż jak chodzi o zawziętość, córka dokładnie wdała się w matkę. Poza złotymi lokami, była to chyba jedyna cecha o której Escrim mogła mówić że odziedziczyła ją po Cordelii. Gwardzistka od razu zaczęła snuć plan jak nie tyle pozbyć się samego Vincenta, bo w tym przypadku bez trudu można było założyć iż jego miejsce szybko zajmą następni, co zniechęcić seniore La Tranchte do inscenizowania jakichkolwiek małżeństw. Problem w tym że za każdym razem gdy sięgała wyobraźnią do przetrzymywanych w celi dwójki intrygantów, jej myśli od razu kierowały się na tego trzeciego, aresztowanego wspólnie z nimi mężczyznę, którego los był dla Escrim dużo ważniejszy niż wszelkie śluby, spiski, rody i cała społeczność Arturonu razem wzięta.
Gavin jawił się jako najbardziej palący problem. Kapitan nie była w stanie określić tego co ich łączy. Nawet jeśli oboje mieli się ku sobie, na ich drodze zawsze stawała jakoś niegodziwość, walka z którą okazywała się ważniejsza niż sprawy osobiste. Escrim podejrzewała iż być może to właśnie było przyczyną nagłego zniknięcia czarodzieja. Rozumiała że mężczyźni w większości maja dość tradycyjne pojęcie związku, bardzo zresztą bliskie temu co myślała jej matka. Ona z kolei nie zamierzała oddzielać osobistego szczęścia od realizacji siebie. Chciała mieć obie te rzeczy, co z kolei dla Gavina mogło być trudne.
W całej tej układance pozostawała jeszcze jedna, dużo bardziej prozaiczna sprawa. Mag był uciekinierem. Escrim wciągnęła go do gwardii i to ona musiała teraz wytłumaczyć jego nieobecność. A dokładniej rzecz ujmując nagły powrót po długiej nieobecności. Wcześniej w ogóle o tym nie myślała, a w aktach Gavina chwilowo widniał wpis „zaginiony/ martwy”. Obecnie zaś w zależności od tego co zdecyduje, powinna go zwolnić, przywrócić do służby a tym samym wypłacić zaległy żołd lub posłać na stryczek za dezercje.
Kapitan z impetem zamknęła drzwi za wchodzącym do jej kwatery gościem, zatrzaskując je bezpośrednio przed nosem Peu usiłującego wejść do środka bezpośrednio za czarodziejem. Spojrzała na Gavina. O ile jeszcze kilka chwil wcześniej była na niego wściekłą, to obecnie jak za dotknięciem magicznej różdżki, gotowa była wybaczyć mu wszystko, tylko dla tego iż ten okazał się być żywy, odsuwając od wyobraźni kapitan najczarniejsze scenariusze.
- Przepraszam, ja… tak wyszło... bardzo cię boli? - Spytała gwardzistka, przykładając dłoń do policzka Gavina. - Tak się ciesze że nic ci nie jest. - Ignorując zasady przyzwoitości, maniery, obyczaje oraz oficjalny protokół przesłuchań, Escrim rzuciła się w ramiona maga, obejmując go w pasie z siłą jakby właśnie mocowała się z niedźwiedziem.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość