Arturon[Okolice Arturonu] Cichy sen

Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy
Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Re: [Okolice Arturonu] Cichy sen

Post autor: Dżariel » 2 tygodnie temu

        Dżariel wyglądał na usatysfakcjonowanego odpowiedzią Nuki – kiwnął głową na znak, że akceptuje taki stan rzeczy i co więcej, nawet cieszy się z tego, że rycerzowi nic nie jest.
        - Też jestem cały – przyznał ze spokojem, rozkładając lekko ręce jakby chciał zaprezentować, że faktycznie jest w jednym kawałku. – Tylko skalp mnie boli, jeden z nich szarpnął mnie za włosy. Zawsze po takim incydencie obiecuję sobie, że zetnę włosy, ale jakoś później nie dochodzi do realizacji tego planu. Zawsze znalazł się ktoś, kto wybiłby mi to z głowy… A Delia pewnie skłonna byłaby się na mnie obrazić i udawać, że mnie nie zna, gdybym wrócił do niej ostrzyżony – zażartował, swoją anegdotkę rozpoczynając gdy już powoli zmierzali w stronę ogniska. Jednak z racji tego, że usłyszał niby retoryczne pytanie Nuki na temat celowości działania Potępionych, postanowił rozwiać jego wątpliwości.
        - Moim zdaniem nasz znajomy diabeł im mnie wskazał – oświadczył. – Nie wiem jak mnie znalazł, czy to kwestia jakiegoś rytuału, artefaktu czy może śledzenia mojej aury. Jest jednak dość silna, pewnie łatwo ją dojrzeć na takim pustkowiu... – mruknął, jakby teraz sam zaczął mieć wątpliwości. – Jego osobiście nie ma jednak w okolicy, to wiem na pewno. Wyczułbym go. Mógłbym jednak postawić pieniądze na to, że to on maczał w tym paluchy. Jednak otwarcie przejścia do Piekieł, by sprowadzić tu sobie sojuszników, musiało go kosztować wiele energii. Na tę noc zużył pewnie wszystkie swoje zasoby, będzie musiał się zregenerować. Nam też taki odpoczynek się przyda – dodał akurat w chwili, gdy już dotarli do ogniska. Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Nuka wyraził uznanie dla jego niszczycielskich zdolności.
        - Gdyby nie twoja pomoc to by mi się nie udało – zauważył zupełnie szczerze. Nie widział tego jaki był przebieg jego walki, ale był przekonany, że on również poradził sobie niezgorzej. W końcu miał całkiem pokaźne doświadczenie i już wcześniej, na polu, pokazał, że potrafi działać szybko, sprawnie i efektywnie. I efektownie też.
        - Na pewno chcesz już objąć wartę? – upewnił się. – Nie spałeś za długo… Ani chyba za spokojnie. Ale jeśli ty masz teraz pełnić wartę, pozwól, że trochę cię wzmocnię. Teraz masz jeszcze krew wzburzoną po walce, ale wkrótce się uspokoi i ogarnie cię zmęczenie. A ja jeśli rzucę zaklęcie teraz, to zdążę się zregenerować w trakcie snu – dodał, by pozbawić Eskera ewentualnego argumentu, że sam nie może się przemęczać. Nie blefował, nie miał na celu fałszywego uspokojenia jego sumienia, po prostu znał swoje możliwości. Jeśli jednak Nuka odmówił pomocy, nie namawiał go, obdarzył go jedynie trochę smutnym spojrzeniem. W przeciwnym razie rycerz mógł poczuć coś na kształt orzeźwiającego podmuchu na skórze: jakby po całym dniu przebywania na nasłonecznionym polu wszedł do izby, w której panował półmrok i przyjemny chłód.
        - Teraz jedyne co nas może zaskoczyć to deszcz – oświadczył z przekonaniem Dżariel, układając się już do snu. – Ale nie spodziewałbym się ataku… Wypatruj jednak koni. Puściłem je, bo jeden z tych Potępieńców próbował je atakować. Mogą kręcić się w pobliżu i być może same wrócą. A jak nie to poszuka się ich rano… Dobranoc – zakończył. Sprawiał prze moment wrażenie jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale się rozmyślił. W istocie tak było: uznał, że temat koszmarów rycerza poruszy rano. Albo przy następnym postoju. Nie zamierzał odpuścić, bo teraz gdy o tym myślał, wszystko układało się w zbyt spójną całość: złe sny tej nocy, jego poranne kiepskie samopoczucie, lekko „wymięty” wyraz twarzy… To nie była kwestia tych dwóch nocy, a coś znacznie poważniejszego. Teraz jednak oboje byli w stanie, który nie sprzyjał poruszaniu takich poważnych tematów.
        Dżariel zasnął bardzo szybko. Leżał na boku – to stary nawyk z czasów, gdy jeszcze miał skrzydła i naprawdę sporadycznie je chował. Twarzą zwrócony był w stronę ogniska. Jego miecze leżały obok, ale w zasięgu ręki, bo chociaż zapewnił, że tej nocy już nic się nie wydarzy, lepiej dmuchać na zimne. Jego głównym orężem była co prawda magia, ale na przykładzie potyczki z piekielnymi można było zauważyć, że broń biała czasami bywała praktyczniejszym bądź też bezpieczniejszym wyjściem.

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 2 tygodnie temu

        Zaklął brzydko. Ten diabelski pomiot zaczynał mu już konkretnie działać na nerwy. Żeby wysłać w ślad za nimi potępieńców? Miał tupet, niech go szlag, a jeszcze ukrywał się przed nimi na tyle umiejętnie, by nie pozostawiać po sobie żadnych śladów. Był dobre kilka kroków przed nimi, a oni nie mieli ani jednej wskazówki, by choć podejrzewać, gdzie mógł się ten tchórz schować. Fuknął pod nosem niczym wściekły kocur.
        Posłał uśmiech towarzyszowi w odpowiedzi na komplement przydatności w tym starciu. W tym momencie wypowiadanie jakichkolwiek słów nie przychodziło mu łatwo, z niewiadomych przyczyn. Nie czuł potrzeby odzywania się, lecz gestami jasno dawał do zrozumienia, że słuchał anioła, nie śmiąc go ignorować. Zdarzało mu się czasami czuć marazm tak ni z gruszki, ni z pietruszki, zwłaszcza po niemałym wysiłku lub przykrych wydarzeniach. Był pewien, że do rana mu przejdzie, teraz zaś uważnie wysłuchiwał propozycji Dżariela. Westchnął krótko. Jakie miał wyjście? Nie miał zamiaru zasnąć, wystawiając ich tym samym na pożarcie potencjalnym wrogom. Nie lubił, gdy magia za bardzo pchała się z butami w jego życie, ale nie oponował zbyt długo. Skinął głową, wyrażając aprobatę dla tego pomysłu, a następnie poczuł orzeźwiający podmuch chłodnego wiaterku. Ożywił się niemal natychmiast, a wszelkie oznaki zmęczenia poszły w zapomnienie. Pokraśniał wyraźnie, obdarowując towarzysza uspokajającym spojrzeniem.
        - Dadzą sobie radę, to silne chłopaki. Może Agat nie jest zbyt bystry, ale ma obok Srokę, przeżyją - rzekł optymistycznie. - Dobranoc.
        Dołożył do ogniska ostatnie dwie deseczki. Dźgnął je patykiem, chcąc odpowiednio ułożyć, by żar miał wystarczająco powietrza, i zerknął kątem oka na towarzysza, który najwyraźniej zdołał już na dobre zasnąć. Nuka wstał i cichutko do niego podszedł, by odsunąć znajdujące się niebezpiecznie blisko te dwa ostre miecze. Nie wiedział, jak Dżariel zachowywał się w czasie snu, ale gdyby zaczął się wiercić mógłby niechybnie zahaczyć o ostrza, a tego Esker wolał uniknąć. Kiedy się wyprostował, omiótł spojrzeniem okolicę, a następnie skierował się ku zgliszczom, by wydobyć z nich jeszcze kilka szczap do podtrzymania ognia. Skrupulatnie omijał szerokim łukiem wystające ze spróchniałego drewna gwoździe. Raz na takim usiadł i nie chciał, by sytuacja się powtórzyła. A gwóźdź, zamiast w rzyć, mógł się wbić w oko - z pewnością nie byłoby mu do śmiechu.
        Gdy tak błądził samotnie wokół ruin karczmy, na myśl przyszły mu wspomnienia z tułaczki po Pustkowiach. Jak wiele się od tamtej pory zmieniło... Wtenczas był smarkiem bez domu, rodziny, uciekinierem starającym się przetrwać w niewdzięcznych warunkach, często zresztą nieudolnie. Uśmiechnął się, przypominając sobie chwilę, w której pomylił trujący bluszcz ze zwykłym. Aż wzdrygnął się na samą myśl, jak paskudnie wtedy swędziało. Ze trzy dni usiąść nie mógł bez wiercenia się bezustannie. Pokręcił głową, zdając sobie sprawę ze swojej głupoty, i schylił się, by pochwycić kawałek drewna. Wyprostował się i popatrzył w widniejące między osmalonymi deskami dachu gwiaździste niebo. A co miał teraz? Wszystko, czego do szczęścia potrzebował. A głównym składnikiem tego szczęścia była jego najdroższa Ahné. Zapatrzył się w granat nad sobą, przywołując w pamięci jej portret. Oczy jak szmaragdy, prosty nosek, alabastrowa, jedwabista cera, pełne usta i opadające na ramiona kaskadą śnieżnobiałe włosy. I ta zadziorność wymalowana na jej twarzy. Doskonała. I pomyśleć, że to już niemal dziesięć lat. Będąc młodszym nie przypuszczał, że w przyszłości oświadczy się elfce, i to tak urodziwej. W ogóle nie brał pod uwagę zakładania rodziny, lecz co czternastoletni gówniarz mógł o tym wiedzieć? Nic.
        Powrócił do rzeczywistości, zebrał resztę szczap i poszedł z powrotem do ogniska, potknąwszy się przy okazji o spalony próg oberży. Rzucił naręcze drewna obok paleniska i zerknął na Dżariela. Anioł ani drgnął, a Esker mu zazdrościł tak mocnego snu. Rozejrzał się, po czym podszedł niespiesznie w stronę ciała ohydnego stwora, które teraz przybrało barwę pleśni. Nuka skrzywił się z obrzydzeniem, przykucnąwszy obok zwłok. Zmarszczył nos, gdy do jego nozdrzy wdarł się odrzucający odór zgnilizny wymieszany ze spalenizną.
        - Ugh, co za smród. - Wykrzywił się jeszcze bardziej i zasłonił rękawem nos, drugą ręką zaś począł przeszukiwać potępieńca, mimo że miał na sobie jedynie przepaskę na biodrach.
        Niczego ciekawego nie znalazł oprócz wypalonego na przedramieniu znaku, jakiegoś esa-floresa. Zastanowił się nad tym. Znak ten nic mu nie mówił, lecz on nie znał się na Piekielnych tak dobrze jak Dżariel. Wrócił do juków, wyjął z nich kawałek pergaminu i węgielek, a następnie odtworzył z pamięci znak z ciała potępieńca, porównując go później z oryginałem. Jako że udało mu się identycznie go odwzorować postanowił spalić to gnijące truchło. Dopilnował, by ogień się nie rozprzestrzenił, a następnie zajął się pozostałymi zwłokami, uprzednio sprawdzając, czy nie noszą na sobie podobnych oznaczeń. Przerysował je wszystkie - niemal niczym się od siebie nie różniły; jedynie zawijasy miały w innych miejscach. Tak, to z pewnością zainteresuje Dżariela.
        Nie budził towarzysza - doszedł do wniosku, że przynajmniej jeden z nich powinien być względnie wyspany. Na horyzoncie, nad koronami drzew, zaczęła pojawiać się jasnozielona łuna zwiastująca nadchodzący dzień. Esker ziewnął przeciągle, mimo że czar anioła wciąż działał. Prawdopodobnie jego organizm uznał, że przyzwyczajeń musiało stać się zadość. Nagły szelest poderwał go na nogi, spiął niczym strunę lutni. Nadstawił uszu, powoli i po cichu podchodząc do śpiącego towarzysza.
        - Dżariel - szepnął, kładąc dłoń na jego ramieniu - zbudź się. Coś tu jest. - Potrząsnął anioła, aby się obudził. Szelest nasilił się, zbliżył niebezpiecznie w niedalekich krzakach. Nuka nałożył bełt na kuszę, wycelował.
        A z krzaków wyskoczył zając. Ekser opuścił broń, a na jego twarzy wymalowało się zażenowanie.
        - Dobra, nieważne - rzucił już głośniej całkowicie zrezygnowanym głosem.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 1 tydzień temu

        Nuka był bardzo podminowany - to Dżariel widział jak na dłoni. Nie wdawał się jednak w dyskusje z nim - wzruszył bezradnie ramionami, spojrzał na niego przepraszająco i tyle. Na razie sam miał podobne myśli... I żadnego pomysłu jak sobie poradzić z przeciwnikiem. Bardzo żałował, że go tym razem nie dopadli, bo mogliby wykorzystać moment, gdy był najsłabszy... A tymczasem to on ich zaskoczył i osłabił. Nie byli ranni, tyle dobrego, ale zmęczeni walką na pewno. A gdyby tak oboje posnęli... Mogliby się nigdy nie obudzić. Pan nad nimi czuwał, ale teraz ciąg dalszy polowania był w ich rękach - musieli dopaść przeklętego diabła bez czekania na znak z nieba. Ale to... rano. Na ten moment nie tylko Nuce, ale też Dżarielowi nie chciało się gadać. Dlatego nie dyskutował na temat możliwości ich wierzchowców - uśmiechnął się, bo podzielał zdanie Eskera na ich temat, a później ułożył się do snu.
        Sen anioła był spokojny i bez marzeń. Nie, by nigdy nie śnił, bo to zdarzało mu się często - były to widzenia bez fajerwerków, w dużej mierze przypominające rzeczywistość. Na nowo przeżywał w nich to, co wydarzyło się kiedyś, czasami tylko zmieniając szczegóły, innym razem brał udział w wydarzeniach, które jeszcze nie miały miejsca albo możliwość na ich zaistnienie przeminęła. Tak, przez wiele lat śnił niezliczone alternatywne scenariusze spotkania w podziemiach Ostatniego Bastionu. Rzadko kiedy kończyły się one szczęśliwie. Jednak od krótkiego pobytu na dworze w Arrantalis te konkretne sny się nie powtórzyły. Za to na nowo pojawiał się w nich Dżariel Avra - cały i zdrowy, jak zawsze trochę flegmatyczny, niezmiennie czuły i opiekuńczy. Rzadko coś mówił - krzątał się po swoim domu i co chwilę zerkał, jakby słuchał jakiejś historii, która sprawiała mu przyjemność. Tak patrzył, gdy Dżari opowiadał mu swoje przygody po powrocie z misji...
        Tej nocy niestety przyjaciel nie zjawił się w snach Lakiego. Nie przez złośliwość czy przez urazę - zapewne po to, aby dać mu wypocząć. Wiele się tego dnia wydarzyło.

        Gdy zaczął budzić się nowy dzień, Dżariel również powoli zaczął się budzić. Co prawda nie od razu otworzył oczy, ale jego sen stał się płytszy, czujniejszy, więcej bodźców docierało do niego z zewnątrz. Dlatego gdy Nuka położył mu dłoń na ramieniu, on nie zareagował ani gwałtownym zerwaniem się, ani nieprzytomnym spojrzeniem posłanym z połowy drogi między snem a jawą. Otworzył oczy, których wyraz był całkowicie przytomny i szybko skupił uwagę na Nuce. Jego postawa była wzorowa jak na sytuację, w której się potencjalnie znaleźli. Nie zerwał się, nie robił afery, nie dopytywał. Na wieść, że znowu ktoś kręci się wokół obozowiska podniósł się szybko do pozycji siedzącej i omiótł okolicę zarówno wzrokiem, jak zmysłem magicznym. Przez krótki moment zaniepokoiło go, że nie poczuł niczego szczególnego - nawet aury jakiegoś niemagicznego humanoida... Mimo to Laki sięgnął po swoje miecze. Znalazł je dalej niż zostawił je w nocy, ale uznał szybko, że po prostu musiał się wiercić i dlatego się odsunął. Nie przypuszczał, że to Nuka z troski mu je zabrał... Nim jednak Dżariel zdążył dobyć broni, sytuacja się wyjaśniła. Anioł parsknął, kręcąc z rozbawieniem głową i zaraz się rozluźnił. Podniósł wzrok na Nukę, który z taką rezygnacją obwieścił światu swoją pomyłkę. Wstał i po przyjacielsku poklepał go po ramieniu.
        - Ale gratuluję czujności, dosłyszeć królika to jednak jest sztuka - skomentował. Nie dziwił się wcale Eskerowi, że tak zareagował. W końcu po nocnej walce człowiek na pewno zachowuje stokroć bardziej wzmożoną czujność. A nad ranem umysł płata najgorsze figle, cienie zmieniając we wrogie sylwetki...
        - Dzięki za pobudkę - dodał z niekłamaną wdzięcznością. Przerwał, by się przeciągnąć i zaraz kontynuował. - I tak powinienem wkrótce wstać. Nie ma co wylegiwać się do południa, polowanie czeka. Pomyślałem, że dzisiaj trzeba po prostu szukać do skutku, wrócić na tamto pole i zataczać kręgi aż piekielnika nie znajdziemy.
        Dżariel wyciągnął ze swoich sakw - uwaga! - grzebień i zaczął się czesać. Był to ten kawałeczek luksusu, ta jedna fanaberia, na którą pozwalał sobie przez cały okres swojej podróży: dbał o to, aby jego włosy nie zmieniły się w jeden wielki kołtun. Mógł spać na gołej ziemi, jeść zimne posiłki, ale ta dbałość nie pozwałała mu się całkowicie zapuścić. No i też dzięki temu robił takie dobre wrażenie na tych, którzy spotykali go na drodze. Nawet Nuka poddał się temu urokowi.
        - Konie nie wróciły? - upewnił się dla formalności. Westchnął. - Trzeba je znaleźć… Bez nich, na własnych nogach, za wiele nie zdziałamy. Ruszamy? - upewnił się, chowając grzebień do plecaka.

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 1 tydzień temu

        Umysł płatał mu niemałe figle. A zając po chwili odwrócił się i zniknął z powrotem w krzakach, nie przejąwszy się wrogim nastawieniem Eskera. On zaś prawdopodobnie zaczynał cierpieć na manię prześladowczą, lecz czy można mu się było dziwić? Ten Piekielny nieźle namieszał im w głowach. I jemu, i Dżarielowi, bo anioł również był już gotowy na wszystko, kiedy został obudzony.
        Uśmiechnął się nieśmiało, pokręcił głową nad swoją podejrzliwością.
        - Dzięki - odparł w odpowiedzi na komplement towarzysza. Już chciał przepraszać za to, że wybudził go bezpodstawnie, nawet otworzył usta, by wydać z siebie dźwięk, ale Dżariel go uprzedził. Esker przełknął swoje słowa, skinął głową, zgadzając się z towarzyszem. Miał rację - zwlekając, nie zajdą daleko, a tym bardziej nie złapią czarta.
        Wzdrygnął się, gdy dreszcz przeszedł mu wzdłuż pleców. Do jego organizmu powoli dochodziło, że nie przespał ustawowych ośmiu godzin, i teraz miało się to na nim zemścić. A przynajmniej w ciągu najbliższych dni. Ziewnął potężnie, nawet nie siląc się na zasłonięcie ust; wiedział, że człowiekowi jego rangi, i tak dalej, nie godziło się tak haniebnie lekceważyć podstawowych zasad savoir-vivre'u. Ale, do jasnej cholery, siedzieli w środku lasu, pośród spopielonych ciał potępieńców. Kto zwróciłby uwagę na ten mały uszczerbek w etykiecie rycerza? Wszak rycerz przede wszystkim ma przestrzegać etosu, a nie przejmować się tak prozaicznymi błahostkami, jak ukrycie ziewnięcia. No, na Prasmoka... Zdecydowanie potrzebował snu.
        Uniósł brew, widząc jak Dżariel rozczesuje swoje złote włosy. Nuka naprawdę szanował go i podziwiał za niezwykły upór, nie tylko względem pościgu za Piekielnym. Niech go, aż jemu samemu zrobiło się głupio i machinalnie przeczesał dłonią posklejane włosy. Zaprzestał tej czynności niemal natychmiast - nie widział sensu w walce z kołtunami, choć anioł z pewnością posiadał inne zdanie w tej kwestii. Postanowił, że umyje się zaraz po powrocie do Arturonu, w końcu raz na jakiś czas wypadało to zrobić. Sięgnął do torby, wyjął bukłak z resztą wody, upił spory łyk, kończąc tym samym swój zapas. Skrzywił się, doszedłszy do wniosku, że trzeba będzie zatrzymać się albo w oberży, albo przy strumieniu. Lecz obecność jednego i drugiego nie była tak oczywista, jak niektórzy sobie wyobrażali, bo i jedno, i drugie miało w tej okolicy swoje liczebne ograniczenia. Nuka westchnął więc ciężko, schował puste naczynie i wyciągnął owinięty w papier kawałek sera. Pozbył się od razu całości.
        - Niedawno słyszałem jakieś parskanie - powiedział z pełnymi ustami. - Gdzieś tam. - Wskazał palcem, jak dziecko, na lewo od ruin karczmy. - Ale równie dobrze mogło mi się wydawać, jak z tym zającem.
        Przełknął przeżuwany wieczność ser i gwizdnął przeciągle przez zęby. Echo poniosło się, odbijając od drzew, lecz nie przyniosło to żadnych efektów. Zagwizdał ponownie - znów nic. Czyli, że będą musieli szukać chłopaków na piechotę. Chyba że Dżariel wpadnie na pomysł, jak zachęcić Srokę do powrotu, a jeśli Sroka przyjdzie to razem z nim Agat. Jedynym problemem były siodła z jukami, z którymi nie chcieli raczej biegać po krzakach w poszukiwaniu wierzchowców.
        - Hmm - mruknął pod nosem, przypominając sobie o czymś. - Poczekaj - zwrócił się do Dżariela, wyjął z torby kawałek pergaminu, na którym zapisał tajemnicze znaki. - Konie nie uciekną, a to jest chyba ważne. - Podszedł do towarzysza, pokazał mu rysunki. - W nocy zająłem się naszymi nieproszonymi gośćmi, a na ich przedramionach zobaczyłem takie... nie wiem nawet, czym to jest. To jakieś runy? Mnie one nic nie mówią, może tobie powiedzą trochę więcej.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 1 tydzień temu

        Dżariel nie odezwał się słowem, lecz swoją postawą jasno pokazał Nuce, że czeka i jest bardzo zainteresowany o co mu chodzi. Stał w miejscu i tylko wodził za rycerzem oczami, nawet skinieniem głowy nie komentując słów o koniach. W sumie to się z nimi zgadzał – miał dobre przeczucie co do tego, że wierzchowce nie odbiegły za daleko. Agat bywał histeryczny, ale Sroka stanowił prawdziwą ostoję rozsądku.
        - Pokaż – poprosił, gdy Nuka wyciągnął z torby swoje rysunki i opowiedział z grubsza o swoich przypuszczeniach. Wyciągnął do niego rękę, by przyjąć kartki i dokładniej się im przyjrzeć. Rozłożył je przed sobą jak wachlarz, a następnie złożył w stosik i oglądał każdy piktogram oddzielnie.
        - Śmierdzi piekielnym pismem na staję – oświadczył. – Ale to nie jest zwykły tekst… Wygląda na zaklęcie, taką pieczęć używaną w rytuałach… - Laki zawiesił na moment głos, jakby w tym momencie spłynęło na niego olśnienie. Podniósł wzrok na Nukę. – To ma sens. Nasz diabeł jest rytualistą, mógł za pomocą takich znaków wydawać tym potępieńcom rozkazy. Albo jakoś za ich pośrednictwem mieć wgląd w sytuację… Nie, raczej rozkazy. Wydaje mi się, że gdyby wiedział co zaszło, spuściłby nam na głowy kolejną niespodziankę, a nie dał spokój do rana. Gratuluję spostrzegawczości – dodał anioł z wyraźnym zadowoleniem. Oddał Eskerowi jego rysunki, ale jeśli ten nie chciał ich za specjalnie z powrotem, to zabrał je ze sobą. Na pewno nie wyrzucił – mogły się jeszcze później przydać. Oczywiście nie do odprawiania własnych rytuałów, ale może będą stanowić źródło wiedzy.
        - O, spójrz – odezwał się nagle Dżariel, patrząc gdzieś między drzewa. Gdy Nuka spojrzał w tym samym kierunku, mógł dostrzec ich dwie zguby – Agata i Srokę – kręcących się między drzewami nieopodal. Wierzchowce nie podeszły bliżej i wyglądały na zaniepokojone, ale na pierwszy (i dość daleki) rzut oka nic im nie dolegało.
        Laki zawołał Srokę, ale równocześnie wyszedł mu naprzeciw. Ogier zbliżył się odrobinę, lecz nie spotkał się ze swoim jeźdźcem w połowie drogi, ale raczej bliżej swojego punktu wyjściowego – wyraźnie się ociągał. Gdy był już blisko anioła, zaczął mu się żalić, że obozowisko śmierdziało śmiercią, złem, ogniem i siarką i było tak okropne, że za żadne skarby świata by tam nie wszedł. A poza tym noc była straszna…
        - Rozumiem, biedaku – zapewnił go Dżariel, czule głaszcząc wierzchowca i go przytulając. – Ale już jest bezpiecznie, nie masz się czego bać. Nie dam im cię skrzywdzić.
        Sroka, mimo swojego łagodnego i ugodowego charakteru, nadal był trochę wycofany, ale anioł podzielił się z nim jabłkiem – słodki poczęstunek poprawił ogierowi nastrój.
        - Nuka, trzymaj. – Dżariel rzucił drugie i jednocześnie ostatnie swoje jabłko rycerzowi. – Podzielcie się z Agatem – zachęcił. Przez żołądek do serca, jak mówi stare przysłowie.
        Anioł wrócił do obozowiska tylko po to, aby zabrać swoje rzeczy i przynieść je do Sroki, by móc go osiodłać - skoro koń miał taką traumę i bał się wychodzić na otwartą przestrzeń, anioł nie zamierzał go do tego zmuszać. Gdy jednak tak szedł z siodłem na ramieniu i jukami w garści, dotarło do niego, że być może oba wierzchowce przez większość nocy kręciły się w pobliżu i po prostu bały się podejść, nawet gdy Esker na nie zagwizdał. To brzmiało całkiem sensownie.

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 1 tydzień temu

        Przyglądał się runom z nieukrywanym zainteresowaniem, gdy Dżariel kartkował kolejne jego rysunki. Takich zawijasów to prędzej w języku elfów by się spodziewał, a nie w piekielnym, który powinien być brzydki, charczący i odstraszający już samym alfabetem. I kiedy dotarło do jego uszu, że te dziwne znaki to było zaklęcie, pobladł nieznacznie, choć mimika jego twarzy została niezmieniona. Jęknął w duchu; kolejna magia, kolejne czary, bólu głowy można było dostać. A Nuce było do tego niewątpliwie blisko, aż przytknął palce do skroni i począł je rozmasowywać. Przyjął bez słów pochwałę od towarzysza, a następnie odebrał od niego rysunki, wypuszczając głośno powietrze przez usta. Był bardzo niepocieszony nowymi informacjami, bo już myślał, że gorzej być nie mogło. Jak bardzo się mylił! Jak bardzo jego obraz tej z pozoru prostej potyczki był wyidealizowany! To wcale nie było proste, i to wcale nie było przyjemne!
        Stęknął cicho, ale poniewczasie wziął się w garść - nie można wciąż się mazgaić, trzeba stanąć naprzeciw swoim lękom. Powiedzmy... Odetchnął głębiej, schował pergamin do torby, założył kuszę na plecy. I powiódł wzrokiem za Dżarielem - w oddali, między drzewami dostrzegł drepczące w tę i we w tę konie. Poszedł więc w ślad towarzysza, chwyciwszy za siodło i juki, i tak obleczony sprzętem powlókł się za aniołem. Sroka był o wiele odważniejszy od Agata, gdyż ten drugi za grosz nie chciał sam z siebie podejść, histerycznie kwicząc i tuptając dalej między tymi samymi drzewami. Nuka przewrócił oczami, rzucił siodło na ziemię - czego, notabene, nie powinien robić jako rycerz, bo to ujmuje honorowi - i spokojnym krokiem zbliżył się do kasztanka.
        - Tśś, cicho bądź, histeryku - powiedział spokojnie, ostrożnie stawiając kroki. - Nic cię nie zje, nie ma tu wilków...
        Zdołał podejść do konia na tyle blisko, by jednym szybkim ruchem chwycić za wodze, które jakimś cudem wciąż trzymały się na jego szyi. A szyję miał mokrą od potu.
        - Nieźle żeś się nabiegał, kolego - mruknął, głaszcząc go między oczami. Obejrzał go dokładniej na wszelki wypadek, by mieć pewność, że kasztanek niczego sobie nie zrobił. Po wstępnych oględzinach Nuka mógł z czystym sumieniem stwierdzić brak jakichkolwiek uszczerbków na zdrowiu wierzchowca. Uśmiechnął się więc, odetchnąwszy w duszy z ulgą. Zarzucił delikatnie siodło z jukami na grzbiet Agata, podpiął wszystko, co miał podpiąć, a następnie obrócił się w momencie, w którym w jego kierunku leciało jabłko. Jako że miał niezgorszy refleks, owoc zdołał pochwycić jedną ręką i to zaraz przy twarzy, tak że w ostatniej chwili. Bezceremonialnie wgryzł się w jabłko, a odwróciwszy się ku koniowi, napotkał jego błagające spojrzenie. Szlag by trafił to konisko, ale niech mu będzie. Esker ugryzł więc tylko ten jeden kawalątek, a resztę oddał Agatowi, pomagając mu, by przypadkiem tej reszty nigdzie nie zgubił, jak to konie miały w zwyczaju.
        Otarł o brudne spodnie obślinioną dłoń, drugą delikatnie poklepując kasztanka po szyi. Musieli ruszać w drogę, skoro mieli zamiar zdybać diabła zanim do końca zdoła się zregenerować. Tylko gdzie zacząć szukać? Nuka zgodził się w duchu z Dżarielem - nie mieli innego wyjścia, jak jeździć po okolicy i szukać na ślepo. Nie podobało mu się to, bardzo, lecz nie zamierzał narzekać werbalnie, bo nie miałoby to żadnego sensu. Wskoczył więc bez zbędnego gadania w siodło i dał znak towarzyszowi, że jest gotowy do drogi.

        Zdołało złapać ich już południe, a oni wciąż jechali, nie posiadając żadnego tropu. Nuka nie tracił nadziei, choć skłaniał się ku realistycznym poglądom, które głosiły, że jeszcze długo będą tak sobie krążyć po okolicy, co nie napawało go dobrym nastrojem. Mimo swojego sympatycznego, optymistycznego usposobienia Esker milczał, pogrążony w ponurych myślach. Dobijał go jeszcze uciążliwy, pulsujący ból głowy - przecinali właśnie nieosłoniętą drzewami łąkę, co wystawiało rycerza bezpośrednio na słońce wiszące wysoko na niebie. Zaklął szpetnie, gdy targnął nim ostry impuls; zacisnął powieki, zgiął się wpół, przylgnął do grzywy kasztanka. Gdyby tylko miał odrobinę cienia...
        - Niby rodziny się nie wybiera - stęknął, prostując się - ale, jak pragnę zdrowia, członkowie mojego drzewa genealogicznego powinni skrupulatniej dobierać sobie partnerów.
        Powiedział ten, który zakochał się w elfce, zganiał się w myślach i już się nie odezwał. Stłumił w sobie złość i niechęć do tego świata. W takich chwilach jego miły charakter ginął pod meandrami nienawiści do dziedzictwa własnej krwi. Dlatego właśnie unikał pełnego słońca i robił, co mógł, by nie wjeżdżać na odkryte tereny. Ale teraz było to siłą wyższą, musieli dotrzeć na drugą stronę lasu, bo szanse na znalezienie nie opodal kryjówki diabła mogły nieznacznie wzrosnąć.
        Z ulgą przywitał zacienioną połać liściastego lasu, pełnego dębów, klonów i buków. Odetchnął pełną piersią, doceniając całym sercem dach utworzony z liści. Ból głowy zelżał na sile, od razu odzyskał lepszy humor. Rozejrzał się - las mienił się ciepłymi kolorami, od czerwieni, przez żółć, po brąz, a runo pokryte było zbutwiałymi już liśćmi, między którymi wyrastały prawdziwki i podgrzybki.
        - Jesień - powiedział z nutą melancholii, uchylając się pod rozłożystą gałęzią dębu. - Myślisz, że zdążymy schwytać diabła przed zimą? - zapytał Dżariela z lekkim rozbawieniem. Osobiście miał ogromną nadzieję, że jeszcze przed zapadnięciem nocy uda im się go załatwić. Jeśli przedtem go znajdą...
        Agat stanął, jakby zapuścił nagle korzenie, spiął się, skierował uszy do przodu. Esker pochylił się, sięgnął dłonią do łopatki kasztanka, by go uspokoić, lecz wtem i do niego dotarły odgłosy. Z początku zniekształcone, odbijające się echem po lesie. Posłał aniołowi znaczące spojrzenie. Odgłosy przypominały krzyki.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 1 tydzień temu

        - Mio caro… - zagaił Dżariel po dłuższej chwili jazdy w milczeniu, a gdy już zdobył uwagę zamyślonego Nuki, uśmiechnął się do niego całym garniturem zębów. - Byłem ciekaw, co zapamiętałeś z wczorajszej lekcji. Może chciałbyś poznać jeszcze kilka nowych słów? Tak żeby ten czas nie był taki do końca zmarnowany…
        Laki już poprzedniego wieczoru dostrzegł, że Nuka uczył się języków z dużym zaangażowaniem i przyjemnością, dlatego zaproponował mu kolejną lekcję. Sam czerpał dużą satysfakcję z mówienia o swojej ojczystej mowie, którą uważał za taką piękną.
        - Co się stało? - zapytał zatroskany, gdy Esker nagle zgiął się w siodle. - Wszystko w porządku? Może potrzebujesz przerwy?
        Okazało się jednak, że to tylko kwestia zbyt długiego przebywania na słońcu. Dżariel sam z siebie nie mógł za wiele z tym zrobić - zażartował tylko coś o parasolce - ale los im sprzyjał, gdyż wkrótce trafili znowu w zalesiony fragment okolicy. W przyjemnym półcieniu nawet aniołowi lepiej się podróżowało, choć cały czas gniotła go troska o towarzysza i pewien zawód, że jeszcze nie trafili na żaden nowy trop. Oby nie stracili go na dobre…
        Dżariel zareagował na pytanie Nuki bardzo gwałtownie - podniósł na niego wzrok, głęboko nabierając tchu. Uspokoił się chwilę później, uśmiechnął nieco tajemniczo i znowu zaczął patrzeć gdzieś przed siebie rozmarzonym wzrokiem.
        - Zabawne, że o to pytasz - przyznał. - Tak się z nią pożegnałem… Śpiewałem Delii, że wrócę nim spadnie śnieg…
        To powiedziawszy anioł nie zastanawiał się nawet chwili. Głęboko nabrał tchu i powtórzył te kilka ostatnich linijek złożonej przed ukochaną obietnicy.

Będę wiatrem, co pieści twą skórę,
Będę deszczem, który skryje twe łzy,
Będę księżycem, który rozświetli twe najczarniejsze noce…

Wrócę nim spadnie śnieg,
Los mnie wzywa
Wygram dla ciebie tę wojnę…


        Anioł zakończył pieśń długą, wysoką nutą i pozwolił, by sama wybrzmiała wśród pól. Później uśmiechnął się - trochę czule, a trochę wstydliwie - i dopiero wtedy podniósł wzrok na Nukę.
        - W Arrantalis nie pada śnieg, ale chciałbym wrócić nim minie rok… Mam niewiele czasu - przyznał szczerze. - Ale też w głębi serca liczę na to, że złapiemy tego diabła prędzej niż później. Mam dobre przeczucie - dodał, lecz nie zdołał rozwinąć tej myśli. W tej samej chwili co Nuka i wierzchowce, on również usłyszał ten dziwny dźwięk dobiegający z oddali. Stanął w strzemionach, jakby to miało mu w czymkolwiek pomóc - na przykład coś zobaczyć. Niczego nie dostrzegł… Lecz wiedział już na pewno, co słyszy.
        - Tam! - zawołał do Nuki, wskazując odpowiedni kierunek. Wcale nie na wprost, lecz w bok, w poprzek pól. Nie zastanawiał się wiele nad tym co robi - ścisnął Srokę piętami, mocno pogonił go do galopu, a wierzchowiec nie myślał nawet by stawiać opór, tylko od razu pognał przez wysokie zboże w stronę wskazaną przez jeźdźca. Dżariel w trakcie jazdy nie odwracał się w stronę Nuki - wiedział, że on jedzie razem z nim. Trochę przez to, że go po prostu słyszał, ale głównie przez to, że chyba zdążył go już poznać na tyle, aby mieć pewność, że by nie stchórzył i tak jak on bez namysłu mógł rzucić się innym na ratunek.
        Dziki galop nie trwał długo - wkrótce obaj wypadli na kolejną, tym razem węższą drogę, która wyglądała ścieżka stanowiąca jedynie dojazd do jakiejś położonej na uboczu wioski. Od razu usłyszeli kobiecy krzyk - tym razem znacznie bliżej. To młoda dziewczyna ledwie trzy, cztery sążnie od nich tak zląkła się ich nagłym pojawieniem się na drodze, że wrzasnęła, a chcąc wyhamować przed - jak jej się zdawało - nowym zagrożeniem, przewróciła się i teraz cofała na czworakach. Dżariel widząc to natychmiast zeskoczył ze Sroki i zwrócił się do niej, wyciągając ręce w uspokajającym geście. Dostrzegł przy okazji, że panna nie była sama, ale po prostu biegła na przedzie - za nią było jeszcze jakieś pół tuzina osób, a za nimi…
        - Nuka! - zawołał Dżariel ostrzegawczo. Nie musiał mówić nic więcej: grupę mieszkańców wioski gonili potępieńcy, podobni do tych, którzy zaatakowali ich w nocy. Anioł nie zastanawiał się długo nad żadną strategią - rozwiązanie było jedno. Bez zbędnych ustaleń Laki wbiegł więc między uciekinierów, zmierzając jednak pod prąd, a gdy tylko zyskał lepszy obraz sytuacji, skupił się na kilku piekielnych na raz. Wkrótce dało się słyszeć ich bolesne krzyki, gdy zawładnęły nimi płomienie. Ogień był gwałtowny, a ich śmierć szybka - minęła ledwie chwila nim wszyscy padli bez życia na ubitą drogę, przemienieni w dymiące zwęglone truchła. To tyle: resztę wykończyć Esker. Laki obrócił się w jego stronę i wtedy dotarła do niego jeszcze jedna kwestia.
        - Nuka! - zawołał po raz kolejny, znowu głęboko pewny, że rycerz zrozumie jego intencje. Trzeba było zatrzymać uciekinierów i zapytać ich co zaszło, żeby chociaż w jednym zdaniu wyjaśnili przed czym uciekają i czego się spodziewać. Choć i bez tego Dżariel był pewny, że wie co ich czeka…

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 1 tydzień temu

        Galopem ruszył za Dżarielem, przygotowując kuszę do wystrzału. Konia kierował łydkami, starając się za wszelką cenę nie spaść - puściwszy wodze, zdjął broń z pleców, dobył bełtu i nałożył go na cięciwę, drugi chwytając zębami, by mógł szybciej przeładować w razie konieczności. Wiatr świszczał mu w uszach, ale nie zwolnił tempa. Anioł gnał na złamanie karku, a Nuka nie mógł od niego odstawać, bo nie wiadomo, czy pomocy nie będzie potrzebował.
        Wtem nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego - targnęła nim niepohamowana wściekłość i żądza mordu. Kiedy usłyszał krzyk ranionych ludzi, kiedy dotarły do niego odgłosy walki i smród siarki wymieszany z krwią, wpadł w szał. Szał dziki i opętańczy, który bez mała przyrównać można było do diabelskiego, piekielnego. Kasztanka zatrzymał na skraju pola, z którego wyskoczyli co sił w końskich nogach. Zeskoczył na ziemię, puścił konia w las.

I ujrzałem plagę dzikich bestii,
Co jak tajfun zalały ziemię.
I usłyszałem warkot piekielny,
Co z ciała wyrywał serce.


        Dawny hymn wolnych miast brzmiał w jego głowie, gdy ujrzał płonącą wieś i istny pogrom na jej mieszkańcach. Nie widział dotąd takiej rzezi. Łzy mimowolnie napłynęły mu do oczu, wytarł je rękawem kurty. Usłyszał głos anioła, zareagował natychmiast.
        W głowę potępieńca, który gonił małego chłopca, wbił się bełt, drugi trafił w kolejnego potwora, przebijając się na wylot, przez sam środek jego czaszki. Następny pocisk znalazł się na cięciwie, a w chwilę później w ciele zgniłoczerwonego, pokracznego potworzyska chcącego dostać się do jednego z płonących domów. Nuka doskoczył tego, co był najbliżej, uchylił się przed wielkim łapskiem, rozorał bestii bok szarpanym grotem trzymanego w dłoni bełtu. Gdy bestia padła, wyprostował się, splunął, i pobiegł szybko do jednej z chat, by uwolnić zatrzaśniętych w niej ludzi. Nie ceregielił się - drzwi wyważył jednym porządnym kopnięciem, ze środka wydostała się chmura duszącego dymu. Dwie kobiety wyszły, kaszląc, a za jego radą uciekły do lasu. Trzymały się za ręce.
        Spojrzenie Nuki padło na kwiczących z bólu potępieńców, których trawiły ciemnoczerwone płomienie. Uniósł kącik ust, a następnie uskoczył przed potężnym ciosem, po czym machinalnie zamachnął się kuszą, łamiąc tym samym kark jednego z potworów. Kopnął nieruchome ciało, przeklinając brzydko. Rozejrzał się powierzchownie, nerwowo, szukając mieszkańców, którym trzeba było pomóc. Jednym susem znalazł się przy płaczącej dziewczynce w poszarpanej sukieneczce. Dziewczynka pisnęła cienko, przerażona osłoniła głowę rękami, skuliła się, przykucnęła.
        - Cśś, spokojnie, nie zrobię ci krzywdy - powiedział, biorąc małą na ręce. - Trzeba cię stąd zabrać, trzymaj się mocno.
        Chude rączki oplotły jego szyję, a on rzucił się biegiem w stronę lasu, w stronę grupki ludzi, których dostrzegł na początku wraz z Dżarielem. Dziewuszka ukryła twarz w jego ramieniu, popłakując cichutko. Przytulił ją mocniej do siebie, przyspieszył kroku.
        - Hej, wy tam! - krzyknął, zobaczywszy starszą parę.
        - Inga! - wykrzyknęła kobieta, zrazu doń podbiegając. Miała osmalone włosy, brudną twarz. Przechwyciła dziecko z ramion Nuki, zaszlochała głośno, tuląc dziewczynkę do piersi.
        - Co tu się stało? - zapytał Esker, wodząc wzrokiem od kobiety do mężczyzny. - Skąd wzięły się te potwory?
        - Panie! - Mężczyzna złapał się za głowę. - Znikąd, o to chodzi! Znikąd się zjawiły! Wpierw żeśmy obaczyli ziemię czorną jako smoła tam, na polu, potem trzask-prask, jak coś nie huknie, panie! Ja żem nic nie widział, nie słyszał, coby tak miało być. Czy to jest ten koniec, co to kapłani go spodziewają?
        - Nie - odparł stanowczo, groźnie. - To nie ten koniec. To żaden koniec. Schowajcie się, dobrzy ludzie.
        Jak powiedział, tak zrobili. A on wrócił do wioski, do Dżariela, za którym skradał się, idąc zygzakiem, obrzydliwy potępieniec. Nuka szybko go znokautował, rzuciwszy aniołowi jedynie, by się nie ruszał, bo bełt świsnął Niebianinowi nad uchem. Esker nie mrugnął przy tym okiem, ręka mu nie zadrżała. Bił od niego chłód, niczym od wykwalifikowanego mordercy. Z jego oczu zniknęła sympatia, zniknęło współczucie. Tlił się w nich jedynie gniew.
        - Mieszkańcy widzieli czerń na polu - powiedział, ładując kuszę. - Stamtąd nadeszły te pokraki. - Nuka kopnął z impetem leżące obok truchło. Splunął raz jeszcze. I spojrzał aniołowi w oczy. - Trzeba się tym zająć, Dżariel. Trzeba to skończyć. Ci ludzie nie mogą stracić więcej bliskich.
        Nie potrafił wyobrazić sobie, co by było, gdyby jego ukochana Ahné... Nie, nie mógł o tym myśleć. Nie potrafił. Nie przyjmował do siebie takich myśli. Musieli działać. I to szybko.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 6 dni temu

        Diabeł przestał się kryć i rozdrabniać, zagrał za wszystko, wszystkie swoje siły skupiając na tym, aby jak najwięcej dusz wysłać w zaświaty i jak największe szkody wyrządzić. Dżariel szybko doszedł do wniosku, że przeciwnik uznał ich za martwych – w przeciwnym razie wysłałby sporą część swojego oddziału, by dokończyli dzieła poległej czwórki. Co za tupet… Teraz za to zapłaci – wkurzył niewłaściwe osoby.
        Anioł rozpędził się i potężnym kopniakiem zrzucił z szamoczącej się w rozpaczliwej obronie dziewczyny rosłego potępieńca. Sylwetka piekielnika zaraz zajęła się ogniem, a Laki stał między nim a uratowaną dziewczynką – kątem oka dostrzegł, że była młodsza niż z początku mu się wydawało – pilnując, by nie zrobił jej większej krzywdy. Widział, że była pobita, że krwawiła… Ale nie mógł jej teraz bardziej pomóc. Była bezpieczna, mogła uciekać. On musiał teraz zająć się resztą napastników, a na rannych przyjdzie jeszcze czas.
        Nie zawsze jednak Dżariel skupiał się na eliminacji przeciwników – wszak życie mieszkańców wioski było najważniejsze. Szalejąca pożoga stanowiła realne zagrożenie, a kto okiełzna ogień szybciej niż władający nim mag? Gdy więc do jego uszu dobiegły krzyki osób, którym płomienie odcięły drogę ucieczki, nie zastanawiał się ani chwili – zdusił je zaklęciem.
        - Biegnijcie! – krzyknął do zaskoczonych ludzi, gdyż ci stali oniemieli, widząc co uczynił. Rozkaz wykonali całe szczęście błyskawicznie, a Dżariel tuż za ich plecami puścił wodze zaklęcia. Ogień rozszalał się na nowo, a Laki już popędził dalej.
        Gdy ponownie zszedł się z Nuką zdawało się, że tyle już się wydarzyło i tyle już za nimi, a tak naprawdę minęła ledwie chwila. Jeszcze długa walka przed nimi. Dżariel szedł naprzeciw swego towarzysza, stawiając długie kroki, z determinacją w oczach i zaciśniętymi pięściami. Na jego złotych włosach osiadła sadza i pył, czoło rosiły drobne krople potu, nie wyglądał jednak na zmęczonego. Tak samo jak Esker, którego widok w tym momencie w niejednym wzbudziłby lęk. Kto wie, może i anioł nabrałby wątpliwości, gdyby nie napędzała go żądza zemsty, słuszny gniew i chęć walki. Teraz widział w rycerzu przede wszystkim swojego sprzymierzeńca. Jeśli miał w tej walce na kogoś liczyć, to tylko na niego. Dlatego tak ślepo mu zaufał, gdy ten kazał mu się nie ruszać, choć zdawało się, że bełt jego kuszy wymierzony był prosto między anielskie oczy. Dżariel wiedział, że nie zginie z jego ręki, nie dopuszczał do siebie myśli, że mógł mieć do czynienia z iluzją czy opętanym przez diabła Nuką. Zdawało mu się, że poznał go na tyle, aby dojrzeć szczery gniew w jego oczach – tego nie dało się udawać. Wzdrygnął się jednak, gdy usłyszał świst bełtu i mdlące mlaśnięcie przebijanych nim tkanek.
        - Dzięki – mruknął, obracając się przez ramię, by zobaczyć padającego bez życia potępieńca. Później znowu utkwił poważne spojrzenie w Nuce, gdy słuchał rewelacji, które ten przynosił. Z determinacją skinął mu głową.
        - Już nikt nie zginie – zapewnił go. Przy akompaniamencie syku stali wyciągnął swoje miecze. Lekko je podrzucił, by poprawić ich chwyt przed walką.
        Dżariel obrócił się w stronę wioski - musieli przez nią przejść, by dotrzeć do pól, na których wszystko się zaczęło. Spojrzał na Nukę, który stał tuż obok i po chwili skinął mu głową - był gotowy, mogli ruszać. Musieli przerąbać sobie drogę na drugą stronę, bo najwyraźniej diabeł przywołał sobie kolejnych kolegów…

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 5 dni temu

        Uniósł wyżej kuszę, popatrzył na ostrza anioła. Skoro je wyjął, oznaczało to koniec zabawy. Zaraz miała dokonać się zemsta za całą krzywdę, którą przez ostatni rok wyrządził Alarani ten diabelski pomiot. Nuka skinął głową, spoglądając towarzyszowi w oczy. Nikt nie zginie.
        Odetchnął głębiej, rozejrzał się, ścisnął mocniej broń. Okolica zaszła szczypiącym oczy dymem, który zmusił Eskera do zasłonięcia twarzy rękawem kurty, zaś trawiący domy ogień cały czas się rozprzestrzeniał. Zwierzęta już dawno pouciekały, ludzie się pochowali. Czekała ich nie lada walka - Nuka wiedział, że diabeł tym bardziej się wkurzył, kiedy jego ofiary rozpierzchły się przy pomocy jego i Dżariela. Zaklął z cicha, zdając sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo się wystawili. Obaj. Odkaszlnął donośnie, po czym ruszył za towarzyszem w kierunku pola, na którym mieli spotkać się twarzą twarz z Piekielnym. Nie dane im było jednak daleko zajść - diabeł dobrze się przygotował i posłał ku nim następną chmarę obrzydliwych cudaków bez twarzy. Musieli wyrąbać sobie drogę do niego. Nie było innego wyjścia. Nuka zamachnął się potężnie kuszą, powalając pierwszego z brzegu, i z impetem wbił obcas w jego czaszkę, tak dla pewności. Odskoczył zaraz potem przed kolejnym cielskiem, które niezdarnie zamachało wielkim łapskiem, charknęło i przewróciło się o swoją drugą, przydługą rękę, co Esker wykorzystał, wbijając w łeb potworzyska przygotowany wcześniej bełt. Splunął, warknął pod nosem i zatoczył się, gdy popchnął go inny potępieniec. Upadł na kolana, podparłszy się zawczasu bronią, obrócił się i w ostatniej chwili wystrzelił pocisk, który trafił prosto w czoło piekielnika znajdującego się jedynie o stopę od niego. Nuka znieruchomiał na ułamek sekundy, ze wzrokiem wbitym w leżące na ziemi truchło. Oddychał szybko i ciężko, ale zaraz przeniósł spojrzenie na siekącego mieczami Dżariela i od razu odzyskał czysty umysł. Poderwał się na równe nogi, nałożył bełt i spojrzał przed siebie. Serce mu zamarło, oddech zatrzymał się w płucach. Ujrzał bowiem ogromną, ropiejącą ze wszech miar bestię o zatrważająco obrzydliwej skórze, z której płatami wszystko schodziło - była o wiele większa od zwykłych potępieńców. I o wiele bardziej przerażająca. On nie myślał. Uniósł broń i wrzasnął:
        - Dżari, padnij!
        Gdy tylko anioł zareagował, bełt świsnął nad jego głową i zniknął w otwartej, zębatej paszczy tego wielkiego potwora. Stwór zatrzymał się - długie ręce, w których trzymał potężny korbacz zawisły nad jego głową. Z jego gardła wydobył się ryk, a później już tylko charczenie, gdy padał twarzą w czarną ziemię. Nuka stał oniemiały z kuszą w jednej ręce, patrząc się wielkimi oczami na leżące przed Dżarielem zwłoki.
        - Co to, do cholery, było? - zapytał głucho. Dzwoniło mu w uszach, głowa go rozbolała. Lecz odpowiedzi nie dostał, nie zdążył jej otrzymać, bo w następnej chwili znów musiał się bronić przed ostrymi pazurami potępieńców.
        Zwalał z nóg kolejne bestie, oddalając się od anioła mimowolnie. Tym sposobem dotarli za wioskę. Eskerowi powoli zaczynało brakować sił, ramiona paliły żywym ogniem i tracił refleks. Został draśnięty długą łapą, nie zdążywszy zrobił uniku. Zaklął szpetnie, spinając się jak sprężyna, gdy usłyszał rozdzierany na plecach materiał. Poczuł cieknącą po nich krew. Z dzikim rykiem zamachnął się z półobrotu i trzasnął kuszą prosto w łeb obrzydliwie cuchnącego stwora, który padł bez życia pod jego nogami.
        - Psiakrew - mruknął, sięgając dłonią do pleców. Na brudnych palcach została szkarłatna krew. - Szlag by to trafił...
        Skrzywił się z bólu, nakładając kolejny bełt na cięciwę. W głowie mu się zakręciło. Otarł pot z czoła, zostawiając na nim czerwone ślady. Nie przejął się tym. Rzucił się na pomoc Dżarielowi, widząc jak otoczyli go potępieńcy. Nie mógł dać za wygraną, nie teraz, gdy byli już tak blisko!
        Zarył nogami w gruncie, ledwie wyhamowując przed wielką ścianą ognia, która gwałtownie, nagle, niespodziewanie wyrosła spod ziemi, odgradzając Nukę od anioła.
        - Nie! - wrzasnął wściekle. To nie była iluzja. To był prawdziwy ogień, od którego bił tak intensywny żar, że Esker miał wrażenie, jakby zaraz miał stopić jego skórę na twarzy. Osłonił się przedramieniem, cofając kilka kroków. Kuszy nie wypuścił, ścisnął ją wręcz mocniej.
        Usłyszał za sobą śmiech. Śmiech wwiercający się w kości, przeszywający wszystkie wnętrzności na wskroś i wykręcający je pod nienaturalnymi kątami. Zachciało mu się wymiotować. Śmiech był wysoki, piskliwy, jakby nerwowy. Odważył się odwrócić. I ujrzał przed sobą prawie dwumetrowego, bez jednego oka, z ułamanym jednym rogiem diabła. Spomiędzy jego zębów wystawał wężowy język, czart miał bielmo w drugim oku... Nuka cofnął się o krok, poczuł ciepło na otwartej ranie na plecach. Piekielny zaśmiał się raz jeszcze, Eskerem wstrząsnął dreszcz, uniósł broń, wycelował. I strzelił. Bełt odbił się od diabła, niczym od niewidzialnej bańki. Dlatego poprzedniej nocy nie mógł go zranić...
        - Nic mi nie zrobisz, śmiertelniku - zaskrzeczał wysoko czart. Coś błysnęło w jego szponach. - Za to ja poderżnę ci gardło twoim własnym kozikiem!
        - To jest sztylet, ty bęcwale - odpysknął gniewnie Esker w przypływie adrenaliny, która zaćmiła strach. W odpowiedzi dostał jadowite syczenie, a jego język poruszył się przy tym w bardzo niepokojący sposób.
        Przełknął ślinę, nie spuszczając z diabła oczu. Nuka zdał sobie sprawę, że niewątpliwie znalazł się w czarnej dupie.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 5 dni temu

        Dżariel wcale nie był dobry jeśli chodzi o walkę bronią białą - przez ostatnie lata sporo już zapomniał. Faktem jednak było, że sięgał po miecze wtedy, gdy robiło się naprawdę gorąco, gdy żarty się skończyły. Dzięki temu mógł nie tylko czarować, ale również siec, wpaść w sam środek kłębowiska wrogów i siać wśród nich śmierć i zniszczenie… Któż by przypuszczał, że anioł światła może być tak zajadły w zabijaniu. Wystarczyło jednak uświadomić sobie, że pod ciosami jego mieczy padali piekielni, by zrozumieć gdzie leżało źródło jego agresji i jednocześnie dzikiej skuteczności.
        Zawołanie Nuki dotarło do niego jak przez mgłę. Dostosował się odruchowo - jego umysł sam rozpoznał głos sprzymierzeńca, zinterpretował ton i rozkaz wykonał, w idealnym momencie, by Esker miał czystą linię strzału. Dżariel zaś pozostając przez chwilę w kuckach, analizował to co usłyszał i czy mu się na pewno nie przesłyszało. Dżari… Nuka powiedział do niego “Dżari”. Nawet nie wiedział jak wielką radość mu tym sprawił, jak wielkie szczęście poczuł, gdy to usłyszał. Esker od samego początku miał w sobie coś, co przyciągało do niego Lakiego i sprawiało, że ich znajomość kwitła wręcz błyskawicznie. A to… Było jak zwieńczenie całego tego procesu. Szkoda, że w takich okolicznościach. Szkoda, że Dżariel nie mógł się chociaż chwilę napawać tym ciepłem, które rozgrzało jego serce. Tylko najbliżsi mówili do niego tym zdrobnieniem…
        - Dzięki! - zdołał krzyknąć do Eskera nim ponownie musiał bronić się przed falą potępieńców. Rycerz jednak chyba nie wiedział za co tak naprawdę anioł mu dziękował. Nie chodziło wcale o pozbycie się tamtego stwora…

        Dżariel oczyścił pole wokół siebie - potępieńców było sporo, lecz ilość nie przekładała się na jakość, kładł ich więc sobie pod nogi niczym kosiarz łany koszonego zboża. Dzięki temu wkrótce zrobiło się wokół niego na tyle luźno, by mógł poświęcić chwilę na odnalezienie w tym chaosie Nuki. Dojrzał go… Lecz ledwie przez mgnienie oka.
        - Nie! - krzyknął razem z nim, choć wzajemnie się nie słyszeli. Głosy zagłuszył ryk płomieni. Laki w pierwszym odruchu próbował zdusić tę ścianę przed sobą, ale zaklęcie było zbyt potężne. Zaraz poczuł całą misterną sieć, istny labirynt, który ten piekielnik stworzył w swoim rytuale… To była pułapka. Chciał ich rozdzielić - widział, że przeciw ich połączonym siłom nie miał szans i chciał wykończyć ich pojedynczo…
        Nagle w niewielkiej wyrwie wśród płomieni Dżariel dostrzegł co działo się po drugiej stronie. Dostrzegł diabła i stojącego naprzeciw niego Nukę. To… Poczuł jak jego serce ściska nagle obręcz z lodowatego żelaza. To nie pierwszy raz był w takiej sytuacji. Nie pierwszy raz patrzył przez utworzoną przez magię ścianę na walkę, na którą nie był w stanie w żaden sposób wpłynąć. Wtedy, prawie dwadzieścia lat temu w Ostatnim Bastionie, historia zakończyła się tragicznie. Ta zaś… Nie. Nie mogła. On na to nie pozwoli. Nie dopuści do tego, by po raz kolejny ktoś zginął na jego oczach z ręki piekielnego. Nie pozwoli, by znowu mu kogoś odebrano…

        Nuka mógł poczuć jak nagle płomienie stworzone przez diabła buchnęły wyżej, nabrały intensywności, wzburzyły się. Piekielnik stojący naprzeciw niego wyszczerzył się w złowieszczym uśmiechu, ponownie zachichotał w obłąkańczy sposób. Zaatakował - jak na swoje potężne rozmiary był szybki. Piekielnie szybki. Ale nie był tak doświadczonym wojownikiem jak Esker, jego ataki były chaotyczne, a uwaga zbyt rozproszona… Przez to zmianę w otoczeniu dostrzegł chwilę później niż rycerz…
        Pierwszym sygnałem zmiany był nagły podmuch powietrza, rozpychający otaczające ich płomienie. Drugim głuchy łomot, jakby coś bardzo ciężkie upadło na ziemię. A raczej wylądowało.
        Ledwie półtora sążnia od nich stał Dżariel… Choć pewnie niejeden miałby problem go rozpoznać. Na jego twarzy malował się prawdziwy boży gniew - potężny, nieustępliwy, chłodny. Z oczu bił srebrny blask, przyćmiewając naturalną barwę tęczówek. Z jego postawy emanowała gotowość do walki, która przerażała… Lecz żaden z tych elementów nie był tak niesamowity jak to, co znajdowało się za nim. Para potężnych, opierzonych na biało skrzydeł, które właśnie składał po ostrym pikowaniu. Na jego ramionach widać było strzępy pleców koszuli, która została dosłownie rozerwana w chwili, gdy anioł odzyskał swoją prawdziwą formę. Teraz, gdy się na niego patrzyło, kolana same uginały się do modlitwy o miłosierdzie.
        - To sprawa między tobą, a mną, pomiocie piekieł - oświadczył twardo, po czym poprawił chwyt na rękojeściach swoich mieczy i ruszył na przeciwnika.

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 5 dni temu

        Zdołał uskoczyć przed szybkim ciosem, który diabeł wymierzył wprost w jego twarz końcem sztyletu. Jego sztyletu! To był jego sztylet! I nie zamierzał pozwolić, by prezent od jego ukochanej tkwił w łapskach brudnego, cuchnącego oszukańca z Piekieł! Teraz mógł się zdać jedynie na starcie bezpośrednie, bez tego lza w takim momencie, z takim przeciwnikiem. Bez większego namysłu rzucił się na diabła z wrzaskiem, by dodać sobie animuszu. Myślał tylko, jak wielkim jest debilem, że zaraz nadzieje się na własny sztylet. Lecz nim Piekielny zdążył jakkolwiek zareagować, Esker przygniótł go całym swoim ciałem, wraz z nim lądując na ziemi. Przetoczyli się, jeden przez drugiego, wyrywając sobie nawzajem srebrne ostrze, mocując się i siłując.
        Nuka, mimo tego, że zdzielił diabła czołem w nos, był na przegranej pozycji. Resztkami sił opierał się naciskowi z góry, wstrzymując oddech, napinając brzuch i ramiona, byle uchronić się od zbliżającego się niebezpiecznie do jego krtani sztychu sztyletu. Przeklinał w myślach, złorzeczył bezgłośnie diabłu, żeby do diabła poszedł, do Otchłani, skąd się wyczołgał, żeby tam sczeznął w męczarniach i żeby jeszcze długo, długo po tym jego dusza, jeśli jakąś miał, cierpiała katusze. Fukał, dyszał, klął i zaciskał zęby, nie pozwalając zbliżyć się ostrzu do szyi. Popatrzył Piekielnemu w to, co zostało mu w oczodołach, splunął mu w twarz, oślepiając tym samym. Kopnął go w splot słoneczny, wykręcając się pod nienaturalnym kątem, po czym odturlał się jak najdalej. Odkaszlnął, chwytając się za gardło. Ten czart zaczął go w pewnej chwili podduszać! Zerwał się od razu na nogi, zatoczywszy się, prawie dotykając otaczającego ich ognia. Zaklął, odskakując od gorejącej ściany, poszukał wzrokiem kuszy. Potoczył się kulejąc w stronę leżącej nie opodal broni, otarł twarz wierzchem dłoni, zamrugał, pozbywając się rozmytych kształtów sprzed oczu. Dopadł do kuszy, ale w tym samym momencie przewrócił się i poczuł chwyt na lewej kostce. Szarpnął się, wierzgnął, spróbował kopnąć trzymającego go diabła, ale Piekielny nawet uścisku nie poluźnił.
        - Aargh! - ryknął Esker, rzucając w niego ze sporego zamachu kuszą. Broń trafiła diabła w głowę, ten jęknął rozpaczliwie, przeciągle, wysoko, wręcz histerycznie. Złapał się za głowę, a spomiędzy jego palców wypływała czarna posoka.
        Nuka od razu się podniósł, dysząc ciężko, czując rwący ból w nodze i w plecach, nie wiedział jeszcze, że ramię mu też diabeł rozorał, gdy przetaczali się po sobie nawzajem. Nie czuł tego, adrenalina buzowała w jego żyłach jak mikstura w kotle wiedźmy na dużym ogniu. Zacisnął pięści, wyszczerzył zęby i ruszył na Piekielnego z zamiarem zabicia go gołymi rękami.
        I wtedy potężny podmuch wiatru odepchnął go z niewyobrażalną siłą, niemal przewracając. Zdołał utrzymać równowagę, zdołał osłonić się przez wzbitym w powietrze tumanem kurzu. Zakaszlał, zaciągnąwszy się piaskiem, zmrużył oczy, do których naleciał pył. I dopiero, gdy uniósł wzrok... Cofnął się, zatoczył, nie potrafiąc oderwać wybałuszonego spojrzenia, w którym tkwiło niedowierzanie, od... Od Dżariela. Usta rozwarły mu się mimowolnie, wyrazu twarzy nie zmienił.
        Dżariel dostał skrzydeł...
        Dżariel odzyskał skrzydła!
        Zaniemówił, po prostu zaniemówił, nie był w stanie wykrzesać z siebie choć jednego, żałosnego jęku. Wpatrywał się w anioła jak urzeczony, całkowicie zapominając o tym, co się właśnie dookoła niego działo.
        Lecz to nie był ten Dżariel, który przy ognisku opowiadał, jak bardzo kochał Delię. Nie był ten sam Dżariel, który pocieszył Nukę, gdy ten wspominał swoją rodzinę. Ten Dżariel był inny. Bił od niego chłód. Groza. I chęć zniszczenia. Okraszony piekielnym ogniem, z mordem w jasnych, błyszczących oczach... To był inny Dżariel. Lecz Nuka wiedział, że druga twarz anioła przeznaczona została tylko dla jednego rodzaju istot. Przeznaczona została dla Zła.
        Usłyszawszy słowa Niebianina, Esker natychmiast zszedł mu z drogi. Nie miał zamiaru się wtrącać. Nie odważyłby się. To do Dżariela należał ostatni cios. Cios, który miał dać kres Złu.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 5 dni temu

        Dżariel mimo swej wojowniczek postawy i całego gniewu, który z niego emanował, nie był całkowicie zaślepiony walką. Kątem oka, jednym szybkim spojrzeniem, odnalazł Nukę i upewnił się czy wszystko z nim w porządku. Stał na nogach, o własnych siłach. Był ranny, ale raczej nie śmiertelnie. Laki poczuł w tym momencie mieszaninę ulgi i złości. Ulgi, bo zdążył, bo Nuka nadal żył i nic mu już nie zagrażało, a złości ponieważ diabeł i tak próbował go zabić. Z chłodnym wyrachowaniem rozdzielił ich i próbował Dżarielowi odebrać kogoś, na kim tak mu zależało. Piekielni najwyraźniej wiedzieli podświadomie gdzie uderzyć, by jak najbardziej bolało. Fizycznie i psychicznie. Gorzej, gdy trafiali na przeciwnika równego sobie. Albo silniejszego.
        Esker odsunął się, dając miejsce aniołowi i diabłu, by załatwili to między sobą. Laki nie musiał nawet już spoglądać w jego stronę. Poznał go na tyle, by wierzyć w jego rozsądek i instynkt samozachowawczy. Na scenie wydarzeń pozostał on i piekielny, którego ścigał przez pół kontynentu. Nie zamierzał bawić się w rozmowy z nim, we wzajemne anonsowanie się - wiedzieli kim byli, wiedzieli co sprawiło, że tu się znaleźli. I obaj byli doskonale świadomi tego, że za chwilę tylko jeden będzie stał na nogach. A może żaden z nich. W każdym razie nie było już mowy o negocjacjach i pokoju.

        Dżariel rzucił się do walki frontalnie, jakby bez planu, zaślepiony gniewem. Nie krzyczał, nie musiał - robił wrażenie samą swoją sylwetką. Ciął naprzemiennie oboma mieczami, a diabeł z obłąkańczym i trochę panicznym chichotem uniknął obu ciosów. Dżari gwałtownie wyhamował, mocno zapierając się na jednej nodze i kontrując skrzydłami. Złożył jedno, by szybciej uskoczyć przed kontrą piekielnego. Odskoczyli od siebie jak na komendę. Dżariel dostrzegł jednak, że jego przeciwnik sięga za pasek po różdżkę, zaraz więc do niego dopadł, by mu do uniemożliwić. Uderzył oboma mieczami, z jednej i drugiej strony, na koniec wykonując mocny sztych. Sięgnął diabła, lecz jakimś cudem ostrze ześlizgnęło się po jego ciele… Musiał mieć zbroję. Niczego nie poczuł, a widząc zaskoczone oblicze anioła zaśmiał się triumfalnie i wyrwał mu miecz z ręki, łapiąc go za ostrze. Dżariel szybko się cofnął. Zdawało się, że stracił sporo wcześniejszego animuszu, lecz wcale tak nie było. On po prostu zmienił taktykę. Zamierzał pokonać piekielnego jego własną bronią.
        Kilka jęzorów ognia jednocześnie wystrzeliło z magicznej ściany ograniczającej ich pole walki. Wszystkie trafili w przeciwnika anioła. Powietrze rozdarł bolesny wrzask, a chwilę później dało się wyczuć w powietrzu charakterystyczny mdlący smród palonego mięsa i garbowanej skóry. Dżariel nie spalił go jednak żywcem - chciał zakończyć starcie mieczem. Dlatego znowu rzucił się do ataku. Diabeł zdążył jednak w międzyczasie wyrwać różdżkę zza paska i na odlew rzucić nią zaklęcie. To jednak nie sięgnęło Lakiego - on widząc co się święci gwałtownie machnął skrzydłami i podskoczył. Wzniósł się w powietrze na wysokość niewiele wyższą od normalnego skoku, ale to wystarczyło, by uniknąć macek magii zła. Dało mu też bardzo dogodną pozycję, by z całej siły kopnąć diabła w szczękę. Trafił. Coś chrupnęło, a piekielny z krzykiem poleciał w bok, wpadając między płomienie. Zaraz się z nich wyturlał, lecz jego ubrania zdążyły się zająć na dobre. Diabeł w miarę przytomnie próbował zdusić je turlając się po ziemi, ale przez to zapomniał o swoim przeciwniku. I to był jego koniec.
        Dżariel nie przedłużał tej walki. Kopnął płonącego diabła w ramię, by ten obrócił się na plecy, a później stanął mu jedną nogą na klatce piersiowej, by nie uciekał. Diabeł złapał go za łydkę, pazurami rozorał skórę, ale Laki tego nie czuł. Wzniósł miecz do ciosu i zaraz go opuścił. Sztych zagłębił się w pokryte bielmem oko piekielnego. Dźwięk, który wydał z siebie konający czart podobny był do syku, płaczu i wrzasków potępionych. Szybko ucichł, a wraz z nim zgasły otaczające ich płomienie.

        Dżariel chwilę jeszcze stał z ręką na rękojeści miecza, ciężko oddychając. Śmierć diabła docierała do niego powoli, ale skutecznie. To koniec walki. Koniec pościgu. Piekielnik skonał, a jego misja się dokonała. Nikt nie zginął.
        Nagle anioł jakby się ocknął. Rozejrzał się wokół, a gdy jego wzrok padł na Nukę, odetchnął, z wyraźną ulgą. Zaraz puścił miecz i pobiegł do rycerza. Nie prosząc o zgodę, nie zastanawiając się nad tym ani przez chwilę, rzucił się rycerzowi na szyję i mocno go przytulił.
        - Nuka! - wezwał go drżącym z emocji głosem. Szczęście, strach, adrenalina, troska - to wszystko było w tym jednym słowie. Mocniej objął rycerza, jakby chciał się w ten sposób upewnić, że on nadal tu jest, cały i zdrowy.
        - Sono così felice! - powiedział, nieświadomie zapominając o tym, by mówić we wspólnym. - Sei sano e salvo, sano… Mio Nuka, mio fratello...
        Głos anioła coraz bardziej przechodził w szept, a z jego oczu ciurkiem zaczęły płynąć łzy, były to jednak łzy szczęścia.

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 5 dni temu

        Ledwie powstrzymał się od rzucenia się na pomoc aniołowi, mimo że widział jak dobrze szło mu z diabłem. Z pewnością lepiej niż jemu samemu. Syknął z bólu, zorientowawszy się rychło w czas, że i na ramieniu miał sporą ranę. Trudno, teraz jego zdrowie liczyło się najmniej, bywał w gorszych sytuacjach. Teraz liczyło się bezpieczeństwo Dżariela. Osłaniał anioła, w razie gdyby sprawy wymknęły się spod jego kontroli, a z diabłem to nigdy nie wiadomo. Nuka wiedział, że Piekielny nie sponiewiera anioła tak, jak raczył sponiewierać Nukę, lecz mimo tego miał wielkie obawy. Już raz przez niego zginęła ukochana mu osoba... Dwie. Nie mógł... Nie zniósłby kolejnej porażki, kolejnego zabranego, wyrwanego mu z rąk bliskiego. To nie tak, że z Dżarielem dopiero co się poznali. Nie. Znali się od lat. Esker wiedział, że było to niemal niemożliwe, lecz czuł. Czuł, jakby jednak to przeświadczenie było prawdziwe, jakby po prostu nie poznali się całkowicie przez te dekady. Teraz miało się to zmienić.
        Drgnął, ujrzawszy rozoraną na łydce anioła skórę. Zacisnął pięści pełen wściekłości i żądzy zemsty, lecz nie ośmielił się ingerować. To były ostatnie tchnienia diabła. Wiedział, że anioł to przeżyje. Wierzył w niego. Zasłużył sobie, by w niego wierzono, jak nikt inny na tym świecie. Gonił go przez rok, przez niemalże cały kontynent, uparcie depcząc mu po piętach, nie dając spokoju, odpoczynku, chwili wytchnienia. A teraz będzie mógł wrócić do ukochanej, której obiecał, że pozbędzie się Zła raz na zawsze.
        Wstrzymał oddech, nie odrywając wzroku od konającego Piekielnego i od anioła stojącego nad nim, będącego katem. Uśmiechnął się. Mimowolnie uśmiech zagościł na jego ustach - delikatny, wręcz nieśmiały. Ciepły. Bo wiedział, że Dżariel odnalazł spokój. I cieszył się wraz z nim.
        I już w chwilę później trwał w objęciach najdroższego przyjaciela. Odwzajemnił uścisk, położył zakrwawioną dłoń na jego karku, brudząc złote włosy. Zacisnął powieki, spod których poczęły wypływać łzy, czuł jak szloch wstrząsał aniołem raz za razem. Nuka wzmocnił uścisk, uśmiechnął się przez łzy spływające po usmolonych policzkach. Nie zamierzał go puszczać - nie teraz, gdy tak bardzo tego potrzebował. Obaj potrzebowali.
        Stali pośrodku spalonego pola. Oni dwaj, znający się od zawsze przyjaciele, których drogi skrzyżowało przeznaczenie.
        - Dżari... - odezwał się cicho po dłuższej chwili. Jako że zrozumiał tylko jedną rzecz, którą anioł wypowiedział, postanowił ją powtórzyć. - Mio fratello.

Awatar użytkownika
Dżariel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 138
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Dżariel » 5 dni temu

        Dżariel nie wiedział co robił Nuka - był skupiony na walce i swoim przeciwniku. Wiedział jednak, że ma jego wsparcie, że na pewno jest w pobliżu i czuwa i jakby jemu powinęła się noga, on na pewno zainterweniuje. Anioł po prostu to czuł. Dlatego było mu lżej, choć nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie by sobie pobłażał, ale wsparcie zawsze jest ogromnie budujące. Dlatego udało mu się zwyciężyć bez żadnych strat - ta rana na łydce była powierzchowna, nie liczyła się. Może kogo innego by ona zdekoncentrowała i pozwoliła diabłu się wymknąć, ale nie kogoś, kto był tak zdeterminowany. A Dżariel dawno nie walczył z takim przekonaniem - bo teraz dzierżył miecze nie tylko za niewinny, ale przede wszystkim za bliskich swemu sercu. Za ukochaną i za najdroższego przyjaciela.

        ”Dżari”... Słowo, które działało na serce anioła jak balsam. Uśmiechnął się nikle, gdy tylko je usłyszał, cały czas wtulając się w swojego przyjaciela. Odsunął się jednak odrobinę, by móc spojrzeć na jego twarz, gdy ten wypowiedział kolejne dwa słowa. Mio fratello. Dżariel nie miał wątpliwości, że Nuka wiedział co mówi, że nie użył tego słowa przypadkiem, a był świadomy jego znaczenia. I przez to poczuł się naprawdę, naprawdę szczęśliwy. Patrzył przez moment na swojego drogiego przyjaciela, uśmiechał się do niego ciepło , a jego oczy iskrzyły się od szczęścia. Po dłuższej chwili dotarło do niego, że dał się ponieść emocjom i zapomniał używać wspólnego, ale niech to, przecież Nuka go zrozumiał. Tak dobrze się rozumieli, jakby znali się całe dziesięciolecia…
        Nagle, gdy anioł odsunął się od Nuki, ugięły się pod nim nogi. Upadł na jedno kolano, a skrzydła odruchowo rozłożył na boki, by nie połamać sobie lotek. Parsknął.
        - Nic mi nie jest! - zapewnił od razu, wyciągając ręce do Eskera w uspokajającym geście. Zaśmiał się z lekkim zażenowaniem. - Nic mi nie jest, to tylko zmęczenie. I te emocje. Nuka, udało się - oświadczył po chwili z radością. - Pokonaliśmy go. Już nikomu nie zrobi krzywdy, ludzie są bezpieczni. Dziękuję ci - dodał ciepłym szeptem. - Za wszystko, przyjacielu.

        Gdzieś z tyłu pierwsi mieszkańcy wioski zaczęli pojawiać się na jej skraju. Patrzyli z niepokojem na ten dziwny widok na polu. Szeptali między sobą, skonsternowani. Naprawdę jeden z tych mężczyzn miał skrzydła? Naprawdę okazał się aniołem. I naprawdę ciało, które leżało na sczerniałej ziemi z mieczem wbitym w czaszkę należało do prawdziwego diabła? Nie wierzyli własnym oczom. Wiedzieli jednak, że niebezpieczeństwo minęło. Zginął czart, a wraz z nim przerwane zostały jego zaklęcia. Ostatni potępieńcy grasujący po okolicy wrócili do Piekła, ogień przygasł, pola przestały marnieć. Część osób - bardzo przytomnie - rzuciła się do gaszenia płonących chat. Niektórzy szukali swoich bliskich, z którymi rozdzielili się w tym rejwachu. Tylko nieliczni zaczęli powoli zbliżać się do swoich wybawców.

Awatar użytkownika
Nuka
Szukający drogi

Rola

Posty: 46
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Nuka » 1 dzień temu

        Smarknął potężnie w wyciągniętą na prędko z kieszeni jakąś szmatkę, zostawiając na niej całe mnóstwo różnych rzeczy - lepiej w chustkę, niż osmarkać ramię anielskiego przyjaciela. Wciąż zadziwiał go fakt, jak dobrze można kogoś znać, nie znając go niemal w ogóle. Tak najwyraźniej zapisane było gdzieś odgórnie, że akcja potoczy się w tę stronę, a nie w inną. Nie żałował, zdecydowanie nie żałował, nie zamierzał również jakkolwiek sprzeczać, gdyż akcja potoczyła się naprawdę w bardzo dobrym kierunku. Pociągnął nosem i jeszcze bardziej rozmazał brud po twarzy, chcąc otrzeć resztki łez z policzków. Przepełniało go niewymowne, nie do opisania szczęście - czuł, że gdyby mógł, wzniósłby się ponad polami i pofrunął ku Niebiosom.
        Został jednak na ziemi, przypatrując się równie ucieszonemu Dżariemu. Ni w ząb nie znał się na magii, ani jej nie wyczuwał, lecz wiedział, po prostu wiedział, że aura anioła zdołała się niesamowicie rozpromienić. Nie trzeba było być arcymagiem, by to dostrzec. Dżari naprawdę promieniał radością i ulgą, wszelkie troski opuściły jego organizm i zniknęły na dobre wraz z diabłem w Otchłani. Lecz razem z diabłem uszła również adrenalina - kiedy anioł przyklęknął, Nuka od razu schylił się, by mu pomóc, ale gest Dżariego zatrzymał go na moment. Mimowolnie uśmiechnął się ciepło, nie potrafiąc wyobrazić sobie, jak wielką ulgę czuł w tej chwili jego przyjaciel.
        - Udało się - zgodził się Esker spokojnym tonem, skinąwszy delikatnie głową. Więcej nie powiedział, wzruszenie ścisnęło mu krtań, uniemożliwiając wypowiedzenie kolejnych słów.
        Zamiast tego pomógł stanąć Dżarielowi na nogi, zarzuciwszy sobie jego rękę na swoje barki i podtrzymał go w pasie. Musiał przyzwyczaić się do jego skrzydeł i do tego, że należy obchodzić się z nimi delikatnie. Syknął cicho z bólu, zapomniawszy o ranach. Mimo tego odetchnął głęboko, posłał przyjacielowi uśmiech i już chciał ruszać przed siebie, czego nie uczynił. Przed sobą bowiem dostrzegł zbliżających się mieszkańców uratowanej wioski. Odchrząknął znacząco, zerknął kątem oka na Dżariego. Musieli przez to przejść, nie było wyjścia. No, niby było, lecz Nuka nie lubił być nieuprzejmy wobec innych. Chyba że wyraźnie sobie na to zasłużyli.
        Podeszło do nich kilka osób, z niedowierzaniem przypatrując się aniołowi, a Nuka wtenczas przypomniał sobie o jednej rzeczy. Nie zwracając najmniejszej uwagi na przybyłych, odwrócił się wraz z przyjacielem plecami do nich i powoli potoczyli się ku zwłokom diabła. Pomysł zabrania swojej broni z pola bitwy okazał się nawet nie najgorszy. Podniósł leżącą nie opodal kuszę, uważając na Dżariela, po czym podeszli do czerniejącego truchła Piekielnego, z którego wystawał miecz anioła. Drugi brzeszczot leżał obok. Nuka rozejrzał się za swoim sztyletem, nie dostrzegł go jednak nigdzie w pobliżu.
        - Zaraza - mruknął pod nosem. Wciąż podtrzymywał Dżariela, bojąc się, że gdy go puści anioł znów upadnie. Musieli odpocząć, nie było co do tego wątpliwości, lecz nie mogli odejść, nie znalazłszy tego ostrza. Wtedy Esker wolałby ponownie stanąć do pojedynku z diabłem, niż wrócić do Ahné bez sztyletu. Aż się wzdrygnął na samą myśl.
        I wtedy jego wzrok padł na zaciśniętą dłoń martwego Piekielnego, w której znajdowała się jego zguba. Warknął groźnie, zarzucił kuszę na ramię, schylił się i bezceremonialnie wyszarpnął sztylet z łapy umarlaka i wytarł ostrze o swoje spodnie. Podrzucił broń w ręce, uniósł kącik ust z zadowoleniem, spojrzał na przyjaciela.
        - Teraz wszystko będzie dobrze, nie ma innej możliwości - rzekł ciepło. - Doskonale wiem, jak to jest nie widzieć ukochanej tyle czasu. Dlatego szybko załatwimy w Arturonie, co mamy załatwić, i bez chwili zwłoki ruszymy na południe. Nie zasłużyłeś, by tyle na tę chwilę czekać.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arturon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Berenguer i 1 gość