Opuszczone KrólestwoChodź, goni nas... coś

Na równinie rozciągającej się od Mglistych Bagien aż po Pustynie Nanher znajduje się Opuszczone Królestwo, które kiedyś przeżyło Wielką Wojnę. Niestety niewiele zostało z ogromnych zamków i posiadłości tam położonych. Wojna pochłonęła większość ośrodków ludzkich. Dziś znajduje się tam tylko kilka ludzkich siedzib, odciętych od innych miast.
Awatar użytkownika
Cain
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 122
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Mędrzec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Cain »

Burza nadciągała.
Była coraz bliżej ruin wioski, w których się ukryli. Do ich uszu docierały jej odgłosy, nie tylko wiatr, lecz także grzmoty. Na horyzoncie rysowały się też błyskawice, niczym blizny znaczyły niebo pokryte granatowymi i szarymi chmurami. Blizny, które pojawiały się na mgnienie oka, żeby później zniknąć i pojawić się w innym miejscu… ale oni tego nie widzieli. Ich schronienie, zbudowane zresztą szybko i prowizorycznie, nie miało okien. Jedynym, co wpuszczało do środka deszczowe powietrze, było wejście, którym się tu dostali. Dzięki niemu mogli też obserwować jak z jednej chwili na drugą, deszcz zaczyna padać coraz mocniej, aż w końcu zamienia się w pełnoprawną ulewę. Niebo rozświetlały błyskawice, których światło często udawało im się dostrzec, a oni siedzieli ramię w ramię w swoim schronieniu i czekali na to, aż pogoda zmieni się na lepszą.
         – Jesteś pewna? - zapytał, dla własnej pewności. A gdy Lotta potwierdziła, że w istocie nie przeszkadza jej to, że będą siedzieć tak blisko siebie, on znów usiadł. I znów otarł swoim ramieniem o jej ramię.
         – Mam nadzieję, że nie boisz się burzy? - zadał jej kolejne pytanie, a gdy je zakończył, piorun musiał uderzyć gdzieś w okolicy. Dźwięk ten po prostu był zbyt głośny, żeby dotrzeć do nich z daleka. W okolicy było pełno drzew różnej wielkości, więc może w jedno z nich – w jedno z tych najwyższych i najstarszych – uderzyła błyskawica z nieba. Poza tym, Lotta nie wyglądała mu też na kogoś, kto obawiałby się tego typu zmian pogodowych. Z drugiej strony, mógł się przecież mylić i wyszłoby nagle, że każdy grzmot czy błyskawica sprawiałyby, że podskakiwałaby w miejscu… Tylko, że z tego, co zauważył, wcześniej nic takiego się nie działo, a przecież słyszeli odgłosy burzy, zanim ta dotarła do miejsca, w którym znajdowała się teraz, czyli dokładnie nad nich i ruiny, w których się ukrywali. Deszcz i wiatr właściwie cały czas uderzały w ich kamienną kryjówkę, jakby chciały sprawdzić – tak samo, jak ona wcześniej – czy na pewno jest ona wystarczająca, aby ukryć ich przed żywiołem szalejącym na zewnątrz. Powinno wytrzymać jedną burzę, a co dalej? Cain nie był pewien, bo jego celem było zadbanie o to, żeby schronili się w nim ten jeden raz. Może wytrzyma dłużej i kiedyś ktoś będzie w podobnych tarapatach, wtedy taka osoba będzie mogła użyć tego schronienia, żeby również się w nim ukryć. Bo czarodziej nie miał zamiaru niszczyć go od razu po tym, jak będą mogli wyjść na zewnątrz.
         – Nie mam pojęcia, o czym moglibyśmy rozmawiać, żeby zabić czas – przyznał się jej po jakimś czasie. Mówił nawet nieco głośnej przez to wszystko, co działo się na zewnątrz. Nie przeszkadzało mu też siedzenie w ciszy, jednak mogło być tak, że Lotta będzie miała na ten temat inne zdanie i będzie chciała słyszeć też ich głosy, a nie tylko deszcz, wiatr i regularnie pojawiające się gromy dźwiękowe.

Wyczuł magiczne wahania, których raczej nie powinno tu być. Z drugiej strony wiedział, co może oznaczać ich bliskość. Ich schronienie nie było tak trwałe, jak na początku mu się wydawało, tylko, że była to jego wina. Niedopatrzenie sprawiło, że jakimś cudem magia zaczęła „wyciekać” z jednego ze wzmocnień. Na początku wydawało mu się – może nawet liczył na to – że znajdzie to po swojej stronie i nie będzie musiał doprowadzać do niezręcznej sytuacji z udziałem swojej towarzyszki. Tylko, że szybko dostrzegł, że tak nie było i „przeciek” znajdował się po stronie, po której ona siedziała.
         – Muszę dodatkowo zabezpieczyć łączenia po twojej stronie – powiedział, zanim wstał. Raz jeszcze otarł się ramieniem o jej ramię. Po chwili zrobił coś więcej, bo nachylił się nad nią. Starał się nie patrzeć w dół, bo doskonale wiedział, co mogło znajdować się bezpośrednio pod jego oczami… i nie byłaby to twarz dziewczyny. Dlatego uparcie kierował swój wzrok prosto na ścianę, którą chciał wzmocnić. Oparł się o nią jedną ręką, musiał mieć z nią bezpośredni kontakt, a drugą opuścił wzdłuż ciała. Jego oczy znów zaświeciły się, a magia przelała się z jego ciała do ściany, a później wyżej, aż do miejsca, w którym dach łączył się z tą konkretną ścianą. Stał tak jeszcze przez chwilę, jakby upewniał się, że było to jedyne zagrożenie, które mogło – ale nie musiało – doprowadzić do tego, że cała konstrukcja stałaby się niestabilna.
         – Tak… Chyba gotowe – odparł i odruchowo spojrzał na Lottę. Czyli w dół, bo przecież tam siedziała dziewczyna. Naprawdę był to odruch, ale szybko zrozumiał, co zrobił i, gdzie mógł spojrzeć – dlatego od razu podniósł wzrok. Powiedział coś cicho do siebie, co mogło brzmieć jak „głupek”, ale wypowiedział to cicho, nawet bardzo cicho. Bez słowa wrócił na swoje miejsce.
         – Przepraszam – odezwał się cicho. To chyba też zrobił odruchowo. Bo za co ją tak naprawdę przepraszał? Może nawet nie zwróciła uwagi na to, co zrobił, a co trwało tylko tyle, co mrugnięcie oka. Szybko uświadomił sobie, gdzie mógłby zabłądzić wtedy jego wzrok i zadbał o to, żeby mu się to nie udało.
        
🗲🗲🗲🗲🗲🗲
        
W tym samym czasie grupa ścigających ich najemników zatrzymała się w lesie w niedużej odległości od dawno opuszczonej wioski. Wiedzieli, że zbliża się burza i też chcieli się przed nią schronić. Też mieli zamiar użyć magii, tylko, że w całkiem inny sposób niż zrobił to Cain.
         – Kto zna się tu jeszcze na magii? - zapytał ich Dowódca. Trzech najemników podniosło ręce, a tamten pokiwał tylko głową.
         – Pomożecie naszemu magowi przy zaklęciu, które rzuci, żeby ochronić nas przed deszczem i burzą – poinformował ich. Nie spodziewał się odmowy, a jeśli takowa by się pojawiła, to na pewno miałby sposób, żeby albo namówić kogoś takiego do tego, żeby zmienił zdanie, albo udowodnienie mu, że nie jest już członkiem ich grupy. Może nawet skończyłoby się na tym, że w ogóle przestałby być aktywnym członkiem tego świata.
Zaklęcie, które chciał rzucić Mag, jako podstawę wykorzystywało magiczną zbroję maga, tylko, że zmieniało jej kształt na kopułę i rozszerzało ją tak, żeby dało się pod nią ukryć. Jedynym problemem było to, że im więcej osób się pod nią ukrywało, tym większa musiała być i przez to wymagała nie tylko ciągłego podtrzymywania, lecz również dużej ilości energii magicznej. I tak musieli ją rzucić, jeśli chcieli pozostać poza działaniem wiatru i deszczu. Zrobili to, a gdy tylko zaczęło padać, krople spadające z góry odbijały się od niemalże przezroczystej kopuły, pod którą ukrywali się mężczyźni.
Awatar użytkownika
Lotta
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Lotta »

        Czy była pewna, że nie zaszkodzi jej siedzenie z nim ramię w ramię w wilgoci i ciasnocie nie wiadomo jak długo? W ciemności i tam, gdzie nikt by ich nie usłyszał? Pośród głuszy i rozbudzającej instynkty szalonej ulewy - niezwykłej pierwotnej sile dobijającej się do ich małego schronienia brutalnie i w rytm ogłuszających grzmotów?… Oczywiście! Mogła co najwyżej dostać palpitacji i przegrzać się z zachwytu, że oto jej mądry czarodziej choć mógł usiąść dalej, usiadł blisko i nie zmienił zdania mimo, że gniotła go swoim kościstym jestestwem po ramieniu. Cieszyła się, że zatrzymała go przy sobie, choć oczywiście żałowała też, że nie mogli znaleźć się w podobnej sytuacji, gdy już trochę przytyje i nabierze odpowiedniejszych do flirtowania kształtów. Nic jednak z tego - musiała starać się z tym, co miała teraz, czyli nadszarpniętą sukienką i fryzurą już potarganą przez wiatr, bo wszystko inne było w stanie jedynie gorszym. Co za tragedia!
        W dodatku miała jeszcze jedną straszną ułomność - nie bała się burzy. Nie miała pojęcia jaki atut traci!

        - Nie, dlaczego miałabym się bać? - odpowiedziała naiwnie, przywołując w myślach wszystkie burzowe wspomnienia. Na dźwięk rozrąbującej drzewo błyskawicy uśmiechnęła się zachwycona. Co za siła! Co za huk!
        - Lubię burzę - przyznała po chwili, podniesiona na duchu i wpatrzyła się w szarą ścianę zacinającej ulewy. - A ty? Nie boisz się? - Oprzytomniała nagle. Może pytał ją, ponieważ sam czuł się niekomfortowo w takich okolicznościach? Och nie! Jeśli się denerwował, to teraz ona ze swoją radością wyda mu się nieczuła! Co za frędzla, jak mogła o tym nie pomyśleć! O jego uczuciach! Skupiona tylko na tym, by mu się podobać! Brzydka, brzydka Locia! Modliszka bez wstydu!
Kokota!
        - T-to nic złego bać się burzy! - Spróbowała wyratować sytuację wiercąc się w panice. - Każdy się czegoś boi! Ja na przykład zbyt grubych książek. I braku wody! I jak cię odpytują nauczyciele, bo nigdy nic nie wiem i są wtedy tacy wysocy, mroczni i srodzy. Chociaż to było dawno… ale myślę, że nadal tego nie lubię. Więc spokojnie, możesz się bać czego chcesz! - zapewniła i z pewnym trudem wynikającym z ciasnoty poklepała go po głowie. Ona tu będzie i nie pozwoli żadnej burzy zrobić mu krzywdy. Obroni go przed każdą kroplą! Nic dziwnego, że tak bardzo chciał wybudować to schronienie - pewnie nie liczył na to, że Locia może go osłonić. Mogła! Ale w jego oczach musiała być okropną wiedźmą i tańczyłaby w deszczu śmiejąc się demonicznie kiedy on drżałby w objęciach nawałnicy. Nie, z nią przeszedłby suchą nogą i ręką i głową przez to wszystko! A przed piorunami… na pewno on umiałby ich obronić.
        Ale pod daszkiem było mu lepiej.

        Uśmiechnęła się ciepło, chcąc go pokrzepić, ale nie wiedziała, co jeszcze mogłaby powiedzieć.
        On też stwierdził, że nie…

        - Czas jest groźnym przeciwnikiem, nie wiem czy możemy go zabić - odparła cicho, posłusznie namyślając się jednak nad jakimś sposobem aby to zrobić. Cainerath chyba nie lubił czasu. A może był to jego rywal? Ponoć to tyczyło się częściej kobiet i ich urody, ale Cain był bardzo ładny i może wytykano mu już, że jest za stary na twarz młodzieńca i powinien się przerobić na klasycznego podstarzałego czarodzieja z brodą? Och nie! NIE!
        Czas musiał zostać zatrzymany!

        Czarodziejka nie wiedziała co prawda jak to osiągnąć, ale dla pięknej buźki Caina i jego szerokich ramion musiała spróbować coś wymyś…leć. Nie, wróć, w takim układzie czas był niestety nie do pokonania.
Zostawało tylko westchnąć i pogodzić się z tym.

        To nie był jednak koniec problemów - schronienie Caina chyba nie dawało mu wystarczającej pewności i komfortu, bo nagle stwierdził, że musi coś zabezpieczyć. Jakieś ,,łączenia”. Miała to po swojej stronie? Rozejrzała się zdezorientowana, a on - wstał. Nie pomógł jej, bo teraz tym bardziej nie wiedziała gdzie patrzeć! Zastygła w napiętym oczekiwaniu gdy nachylił się i delikatnie, z czułością dotknął…. ściany. Z zapartym tchem patrzyła od dołu na jego przystojną twarz i dziurki od nosa. Wyczekiwała dalej. Spojrzy na nią? Chociaż na chwilkę? Była ostatnio taka niedobra, ale może już jej wybaczył? Poprawiła lekko sukienkę na ramionach, ale czarodziej skupiony na ścianie ignorował ją bez wysiłku. Błysnął oczami, poświatą może nawet mógłby oświetlić jej dekolt, ale zasłonił go ręką pieszczącą kamienie. Locia czekała, mając nadzieję, że czarodziej uśmiechnie się chociaż do niej i przy okazji zobaczy czym została obdarzona przez naturę, bo to zdawało jej się, że miała, ale Cain w ogóle się nie uśmiechał. Skończywszy z zajęciem, rzucił szybkie spojrzenie na niesatysfakcjonujący biust czarodziejki, po czym zganił siebie, że spojrzał na coś tak obwisłego i nieciekawego, psując sobie humor. Nie chciał być niegrzeczny, więc ją przeprosił, że patrzył tam gdzie nic nie było i usiadł na swoim miejscu.
        Locia słyszała w uszach bicie własnego, zdruzgotanego serca - była… taka brzydka! Koścista, bez piersi, chodząca pokraka, na którą nie można pokusić się nawet w takich okolicznościach!
        Załamana podciągnęła nogi pod samą brodę i schowała twarz w kolanach. Czoło też na pewno miała brzydkie. I głowę. I nosek. Och, jak bardzo nie chciała żeby czarodziej ją taką widział! Ale czy to była jego wina, że się tu znaleźli? Nie. Jego winą było to, że nie miała dostatecznej urody? Wcale. Więc nie mogła go tym zadręczać. Tym bardziej kiedy się bał i jedyne o czym myślał to wirująca wokół nich ulewa i… i ściany!

        - Nic się nie stało - mruknęła stłumionym głosem pełnym rozpaczy, po czym żeby jakoś zrekompensować mu bycie paskudą, sama dotknęła kamieni i od zewnątrz umocniła kryjówkę lodem, nad którym póki co miała pełną kontrolę. Postanowiła, że obroni czarodzieja przed burzą, to go weźmie i obroni. Nawet jeżeli nie mogła spodziewać się niczego w zamian!
        Nawet jednego, zachwyconego spojrzenia.
Awatar użytkownika
Cain
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 122
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Mędrzec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Cain »

         – Ja? Nie, nie boję się burzy. Lubię ją oglądać, gdy mam taką możliwość – odparł szczerze. Naturalne zjawiska pogodowe mogły wywoływać strach, nic złego nie było w tym, żeby ich się bać, choć chyba najczęściej dzieje się tak w przypadku burzy właśnie. Dla niego od zawsze było to częścią świata, tak samo jak deszcz – który zresztą teraz również padał – albo śnieg. Nie było to dla niego coś niewiadomego, co byłoby dziełem jakiejś wyższej istoty, która przez różne zmiany w pogodzie prezentowałaby przed nimi zmiany w swoim humorze albo emocje, które wtedy odczuwa, bo po prostu wiedział, co musi się stać, żeby zaczął padać deszcz albo, żeby doszło do tego, że zacznie się burza.
         – Tak, każdy się czegoś boi. Tylko, że jedni ukrywają to głęboko w sobie, żeby sprawiać wrażenie kogoś, kto nie boi się niczego… ale oni też odczuwają przed czymś strach, Nie ma osoby, która by się czegoś nie bała – gdy to mówił, przez chwilę patrzył się prosto przed siebie, jakby widział tam coś, co dostrzegają jedynie jego oczy. Może nawet mówił z własnego doświadczenia, co mogło być zresztą prawdą – ale on wiedział, czego się obawiał i, co prawda, może i starał się ukrywać to przed innymi, ale nie robił tego przed sobą. Z drugiej strony nie było też tak, że nikt o tym nie wiedział. Tutaj znów pojawiała się kwestia zaufania, bo, jeśli czuł, że może komuś zaufać tak bardzo, że może się tym z taką osobą podzielić, to mógłby to zrobić, jeśli byłaby ku temu okazja i wynikłoby to z rozmowy.
         – Wiesz, że tak się tylko mówi, prawda? - zapytał ją, a przez jego twarz przebiegł uśmiech. Niestety, zrobił to tak szybko, jak błyskawica przecinająca właśnie pełne chmur niebo.
         - „Zabić czas” to tylko powiedzenie. Chodzi o to, żeby zająć się czymś w czasie, w którym przeważnie na coś się czeka – dodał jeszcze. Wydawało mu się, że Lotta powinna o tym wiedzieć, dlatego trochę dziwnie czuł się, gdy jej to tłumaczył. Nie chciał, żeby pomyślała, że uważa ją za głupią, bo wydaje mu się, że nie wie czegoś, co tak naprawdę wie.

Zdziwiło go to, co tak nagle zrobiła Lotta, dodatkowo poczuł się tak, jakby to w pewnej części właśnie jego winą była ta jej zmiana nastroju. A przynajmniej tak mu się wydawało, że to jej nastrój w ciągu chwili zmienił się na gorsze. Wyglądała dla niego teraz tak, jakby chciała zamknąć się w sobie i przebywać wyłącznie w towarzystwie swoich myśli. Tylko, że odezwała się po chwili, choć głos jej stłumiony był nieco przez to, że chowała teraz twarz. Poza tym, zobaczył też – a po chwili również poczuł – że dziewczyna także postanowiła wzmocnić ich kryjówkę. Mimo ubrań, mógł odczuć na skórze to, że w środku nagle zrobiło się trochę chłodniej. Nie przeszkadzało mu to tak właściwie, choć zimny wiatr wpadał czasem do ich kryjówki, aby odbić się od ścian i od razu wylecieć. Poza tym, szybko przypomniał sobie o tym, że Lotta znajduje się tuż obok i – nawet, jeśli zmieniła pozycję, w jakiej siedziała – nadal dotykali się ramionami, a to sprawiło, że znów poczuł trochę ciepła, które rozchodziło się po jego ciele. Skąd konkretnie pochodziło i dlaczego miało związek właśnie z nią? Tego nie był pewien. Albo, inaczej, podejrzewał, dlaczego tak się działo, ale może nie chciał dopuścić do siebie faktu, że to był ten konkretny powód.
         – Nie chciałem zepsuć ci humoru – odezwał się do niej. Uświadomił sobie, że to właśnie przez niego to się stało i teraz spoglądał przed siebie, patrzył na spadające krople i światło błyskawic, a nie w jej stronę. Zaczął źle się z tym czuć, dlatego nie mógł przekonać się do tego, żeby zerkać w stronę towarzyszki – dlatego też udało mu się dostrzec, że deszcz powoli przestaje padać, a burza zaczyna odchodzić dalej, o czym świadczyły coraz większe przerwy między grzmotami i błyskawicami.
         – Ale nawet komuś takiemu, jak ja – komuś, kto żyje już dość długo – zdarza się dziwnie zachowywać w towarzystwie kobiety, której urodę potrafię docenić… A chyba nie powinno tak być, prawda? Setki lat życia powinny mnie do tego przyzwyczaić, a wydaje mi się, że nie stało się nic takiego – powiedział to cicho, nadal obserwował zresztą padający deszcz. Może zamyślił się i to, co powiedział na głos, to były jego myśli. Coś, co powinno zostać w jego głowie, a nie wydostać się na światło dzienne. Zaraz… czy on rzeczywiście pozwolił tym słowom opuścić jego usta? Naprawdę to zrobił? Przymknął na chwilę oczy w geście rezygnacji.
         – Ja… to znaczy… Eh, chyba nie znajdę dobrego argumenty, którym mógłbym się wytłumaczyć – przyznał nieco zakłopotany. A co, gdyby wyładowaniami magii energii rozbić znajdującą się pod jego siedzeniem glebę, żeby mógł zapaść się pod ziemię? Akurat teraz nie wydawało mu się to złym planem, choć normalnie uznałby coś takiego za głupstwo. Wstał nagle, znów otarł się swoim ramieniem o jej ramię.
         – O, chyba przestaje padać. Burza też zaczęła już odchodzić. Niedługo będziemy mogli ruszać dalej – powiedział to głośno, ale i tak w jego głosie nadal obecne było zakłopotanie. Próbował zmienić temat, zmienić atmosferę, ale raczej na próżno. Chyba mu się to nie uda. Wątpił, żeby takie – chyba można powiedzieć, że – wyznanie przeszło obojętnie obok uszu Lotty. Na pewno je słyszała i na pewno jakoś na nie zareaguje. Wystawił jeszcze głowę na zewnątrz i, gdy spojrzał w górę, zobaczył, że szare i granatowe chmury uciekają razem z wiatrem, a ich miejsce zajmują białe, z którym leniwie zaczęło wyłaniać się też słońce. Przez to deszczowa woda spadła na jego twarz i włosy, te drugie zaczęły zresztą nieco błyszczeć i to właśnie przez to, że słońce zaczęło odbijać się w spoczywających na nich kroplach wody.
        
🗲🗲🗲🗲🗲
        
         – Burza przechodzi, deszcz przestaje padać. Możecie przestać podtrzymywać barierę – odezwał się dość głośno dowódca najemników. Chciał, żeby usłyszeli go wszyscy, którzy pomagali Magowi z tworzeniem ich magicznego schronienia. I dotarła do nich ta informacja, bo bariera zaczęła lekko migotać, a później zniknęła całkowicie. Drzewa, wśród których teraz stali, wystarczyły, aby dość dobrze ochronić ich przed wolniej padającym deszczem.
         – Na pewno jeszcze tam są? - zapytał jeden z wojowników.
         – Widzieliśmy przecież, jak mag budował ich schronienie. Jeszcze tam stoi, więc oni pewnie też są w środku – odpowiedział mu drugi. Wskazał też palcem w stronę ruin, na których tle wyróżniał się niewielki schron, w którego wnętrzu faktycznie przebywali teraz Cain i Lotta.
         – Poczekamy, aż wyjdą i wznowią marsz, a później pewnie ruszymy za nimi. Musimy czekać na okazję, jak mówił Szef – zapewnił go jeszcze. Tamten pokiwał tylko głową i dokończył posiłek. Bo tak, wykorzystali ten czas, żeby coś zjeść, a przynajmniej można to powiedzieć o tych, którzy zrobili się głodni.
Awatar użytkownika
Lotta
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Lotta »

        Każdy się czegoś boi…
        Locia szczerze mówiąc nieczęsto myślała o swoich lękach. Tak jak już powiedziała czasami przeszywał ją dreszcz, gdy myślała o pewnych rzeczach… ale gdyby ktoś brał pod uwagę tylko faktyczne przerażenie mogłoby się okazać, że biedna Lotta nie zna czegoś takiego. Mogłaby reagować gwałtownie, gdy pod jej nogę wyskoczyłaby żaba czy inna mysz, drżeć w ciemnych tunelach, czy nie wchodzić do biblioteki, ale prawdziwa groza była jej chyba… chyba obca. Może Loci brakowało bystrości by wyobrażać sobie pewne konsekwencje lub był to jej sposób na przetrwanie każdego zagrożenia - obserwować co się dzieje i reagować bez większego zastanowienia i stresu. W końcu została kiedyś porwana przez piratów i trzymana pod pokładem, przeżyła straszne sztormy, dalekie podróże, zamiecie śnieżne, walki z niedźwiedziami, samotność i grupy bandytów. Nic z tego nie zostawiło jednak śladów na jej psychice. Nawet świadomość, że jej własny ojciec co chwila jest przez kogoś ścigany nie zakłócała jej spokoju. Nie, jej spokój zakłócał jedynie Cain i jego absolutny brak zainteresowania jej powierzchownością. Nigdy chyba nic nie zdruzgotało jej tak bardzo!
        Czy była z piratami, czy z bandytami, czy z przyjaciółmi… zawsze sądziła, że jest ładna. I ta pewność, zadowolenie z samej siebie malowało uśmiech na jej twarzy, nawet gdy dookoła błyskały ostrza lub zwyczajnie zbyt dużo się działo. Pogody ducha nie mąciły wątpliwości czy nieśmiałość. Zawsze była otwarta na innych i na to co może się wydarzyć. I jakoś wychodziła z tego obronną ręką. Teraz zaś przekonywała się, że chyba nie jest taka wspaniała jak myślała. Poczuła się słaba i mniejsza niż kiedykolwiek.

        Chociaż nie, zanim tak się poczuła wysłuchała jeszcze wyjaśnienia powiedzonka z czasem i znów uznała, że czarodziej jest bardzo mądry i jeszcze raz zachwyciła się jak cierpliwie jej wszystko tłumaczy!

        Ale potem dostała prawdziwego doła.
        Nie miała o to oczywiście pretensji do czarodzieja - gdyby była chociaż odrobinę bardziej doskonała zamaskowałaby swój smutek by mu nie przeszkadzać i by go nie martwić, bo to przecież jej wina, że była mniej krągła nawet od starej ściany. Ale nie potrafiła dobrze ukrywać uczuć, nawet gdy należało i tak zaczęła perfidnie wymuszać na Cainie empatyczne odruchy, za co zbeształaby się gdyby tylko wpadła na to jaka jest teraz przebiegła. Skupiła się jednak na rozpaczy i cichnącym szumie ulewy, która trzymała Caina blisko niej. Znaczy, niby powiedział, że nie boi się burzy, ale jakoś jej to umknęło i nadal cicho sądziła, że może jednak burza nie jest jego ulubioną pogodą. Byłoby to o tyle dobre, że wtedy następnym razem mogłaby pokazać jaka jest przydatna jeśli o deszcze chodzi i może tym chociaż przypodobać się czarodziejowi. Tylko musiała trzymać go z dala od ścian. Były w tej chwili zbyt mocną konkurencją.

        Tak gnębiła się w duchu, kiedy obiekt jej… prawie wszystkiego, odezwał się swoim przystojnym i jakże łagodnym głosem w geście pocieszenia.
        Prawie zawyła.
        Oczywiście, że nie chciał jej psuć humoru! Był zbyt dobry! Nigdy nie zniżyłby się do czegoś takiego! Och, okropne, że mogła sprawić żeby tak pomyślał! Modliszka!
        Nie, chwila, modliszka już była.

        …

        PATYCZAK!

        Wcisnęła czoło jeszcze mocniej w kolana i doprawdy dziwne, że nie odkształciła tym sobie głowy. Zaraz też zresztą poderwała ją i wbiła błękitne oczęta w patrzącego przed siebie czarodzieja.
        Co mówił?

        Dwa czerwone placki na jej czole i roztargana grzywka ładnie podkreślały wagę chwili, choć wcale nie pomagały w rozumieniu słów. Ale w końcu pojęła. Zwierzał się. W chwili jej zwątpienia postanowił pokazać jak bardzo jej ufa. Nie była dość atrakcyjna aby się mu podobać, ale chyba nadal mogła zostać jego powierniczką. Dlatego przyznał się do tego co uważał za wstydliwe… i co być może każdy odbierał podobnie.
        Nazwał ścianę kobietą.
        I dodał, że przy tej konkretnej nie może się już opanować…
        Oczywiście! Setki lat życia nie mogły przygotować go na tę wspaniałą pionową powierzchnię płaską! Kusząco omszoną, doświadczoną przez dekady stania i tak bardzo stabilną, choć jednocześnie ujmująco kruchą!

        Wysiliła się na uśmiech pełen zrozumienia, żeby nie zaczął żałować, że zdradził jej swój sekret i swoje odczucia. Nie uważała zresztą, że uwielbienie dla przedmiotu martwego jest czymś niestosownym - bolało ją jedynie, że zależało jej na opinii kogoś, kto miał już zajęte serce. Nieważne czy była to inna kobieta, powołanie czy upodobania. Nie mogła się z nimi równać.
        Ale… ale mogła być chociaż obok. Jeszcze przez jakiś czas. Póki razem idą… i potem też pewnie zostaną znajomymi na zawsze, prawda? Więc zawsze będzie mogła stać obok, jako przyjaciółka, którą Cain będzie uznawać, nawet jeżeli dopiero następną w kolejce do jego uwagi…
        Każdy ma swoje miejsce - jej widocznie jest tam.

        - Nie musisz się z niczego tłumaczyć - zapewniła, z ukrywaną boleścią i szczerym przekonaniem. ,,Ja nigdy cię nie odtrącę. Nieważne, co będziesz lubił”. Spojrzała na niego z łzawą lojalnością i milczała, kiedy deszcz ucichł i wydarzenia znowu zaczęły się dziać. Trzeba było wstać, podnieść torbę, wyczołgać się ostrożnie z kryjówki i nie patrzeć zbyt długo na lśniące od wilgoci, srebrzyste włosy czarodzieja. Odwrócić się od nich. Odetchnąć wilgotnym, trawiastym powietrzem. Poczuć pod stopami chłodne, zlepione źdźbła, zobaczyć, że pod niebem są znowu we dwoje - może bliżsi sobie niż wcześniej, choć pewne marzenia stały się właśnie odległe. I iść dalej, z uśmiechem, który miał krzepić kompana.
        Locia, choć nieobecna myślami, podała mu rękę - by było mu łatwiej rozstać się ze ścianą. Lód na jej zewnętrznej powierzchni topniał powoli i płaty zmarzniętej wody zaczęły odpadać, plaskając w mętne kałuże.
        Niech na to nie patrzy.

        - Idziemy? - zaproponowała z ciepłą sennością, gotowa pociągnąć go dalej na północ.
Awatar użytkownika
Cain
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 122
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Mędrzec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Cain »

Starał się mówić wyraźnie i nie używać też słów, których Lotta mogłaby nie zrozumieć. Tylko, że to i tak wydawało się na nic, bo nie został przez nią zrozumiany. Nie dotarło do niej to, co chciał przekazać jej tymi słowami. Tym wyznaniem. Nie wiedział, jakie myśli znalazły się w jej głowie po tym, jak usłyszała jego słowa. Wiedział natomiast, że nie przyniosło to efektu, jakiego się spodziewał. Zareagowałaby na to zupełnie inaczej, gdyby cała ta sytuacja poszła po jego myśli. Gdyby wyczytała z jego słów, to co chciał jej nimi przekazać. Może coś źle powiedział, a może za bardzo krążył wokół tematu i właśnie przez to Lotta nie domyśliła się, że mówił o niej? Im dłużej przebywał w jej towarzystwie, tym bardziej odkrywał, że mu się podoba. Tylko, że nawet jeśli takie wyznanie nie przyniosło efektu, to może faktycznie przeznaczone im jest zostanie przyjaciółmi. Może nawet najlepszymi, ale jednak nadal przyjaciółmi. I nikim więcej. Chyba będzie musiał pogodzić się z tą myślą i tym, że właśnie taka ma pozostać ich relacja.
Powiedziała mu też, że nie musi się z niczego tłumaczyć. Nie wiedział, jak odpowiedzieć, więc mruknął tylko „Mhm” i poczekał na to, aż dziewczyna wstanie. Powinien skupić się na czymś innym – dobrze, że deszcz przestał padać, a burza udała się w inne zakątki kontynentu. Przynajmniej przez chwilę mógł obserwować słońce powoli wyłaniające się zza chmur i świat budzący się po deszczu. Tuż obok ich schronienia coś przemknęło między budynkami, prawdopodobnie sarna, choć Cain nie był pewien. Pamiętał też o tym ostrzeżeniu, które znaleźli ostatnio. Ciągle był świadom tego, że jakaś wrogo nastawiona grupa podąża za nimi i chce się ich pozbyć. Wcześniej, zanim jeszcze stało się to jasne, chyba raz czy dwa razy miał wrażenie, że ktoś ich obserwuje – może to właśnie byli ci osobnicy. Zamyślił się na chwilę, znowu, a gdy wrócił do rzeczywistości, Lotta stała już w przejściu i była gotowa, aby iść dalej.
         – Idziemy – potwierdził i przyjął jej dłoń. Później nawet pozwolił jej pociągnąć się do przodu, choć gdy był w progu prowizorycznego schronienia, złapał za próg i odebrał konstrukcji swoją energię magiczną. Ta stała jeszcze przez krótką chwilę, zaledwie tyle, ile zajmowało pojedyncze uderzenie serca, a później ściany przewróciły się na boki. Teraz mogli iść dalej.

Niebo całkowicie rozpogodziło się, gdy mijali ostatni budynek w ruinach. W ten sposób zostawili też za sobą miejsce, które kiedyś tętniło życiem. Teraz jedynie przebywały tu zwierzęta, ale i to nie zawsze, a jedynymi innymi stworzeniami – bardziej ludzkimi – byli tylko ci, którym zdarzyło się przechodzić właśnie tędy. Można powiedzieć, że główna droga wiodła właśnie tędy i nawet były na niej widoczne ślady kół wozów, jednak wgłębienia nie były też duże, co oznaczało, że nieczęsto przejeżdżały tą drogą.
Dopiero teraz zauważył też coś jeszcze, co umknęło mu wcześniej, na co w ogóle nie zwrócił uwagi przez ten czas. Co? Cały czas trzymał dłoń Lotty. Do tego czasu mu to nie przeszkadzało, zwyczajnie nie był tego świadom i wyglądało na to, że ona również nie zwróciła na to uwagi. Cóż, gdy już to widział i wiedział, że to robi, zaczął czuć się nieco niezręcznie. Wydawało mu się to niekoniecznie pasować do ich relacji. Niby przyjaciele mogli robić takie rzeczy z racji na, chociażby, relację, jaka jest między nimi, ale takie trzymanie się za ręce kojarzyło mu się z czymś innym. I dlatego zdecydował się puścić jej dłoń, a swoje schować w kieszeniach płaszcza.
         – Przepraszam, wcześniej nie zwróciłem na to uwagi – odparł spokojnie, choć w jego głosie rzeczywiście dało wyczuć się przepraszający ton. Nie znalazł innych słów, które by pasowały, więc zdecydował się wypowiedzieć te, które wydawały mu się najbardziej odpowiednie. Raczej wiadome było, że chodziło właśnie o trzymanie się za ręce, bo nie tylko jego słowa na to wskazywały, lecz także to, co zrobił ze swoimi dłońmi. Odwrócił też na chwilę wzrok, w stronę pobliskiego drzewa, z którego rozległ się ptasi śpiew. Widać było, że czuje się nieco niezręcznie. Tylko… czy Lotta zauważy to i odczyta te emocje? Czy może znów pomyśli o czymś zupełnie innym? Szczerze, to wolałby, żeby tego nie zauważyła. Wolał nie wiedzieć, co sobie o nim pomyśli.
         – Rozmawialiśmy wcześniej o tym, jak chcemy pozbyć się tych, którzy nas śledzą? Nie odwracaj się, nie mogą dowiedzieć się, że wiemy o ich obecności – powiedział do niej. W razie czego, też uprzedził ją, czego nie powinna robić, choć wydawało mu się, że dziewczyna powinna to wiedzieć.
         – Na początku myślałem, żeby doprowadzić ich do twojego ojca i zajęlibyśmy się nimi w trójkę… Albo nawet w czwórkę, jeśli ten, kto podrzucił nam informacje o nich, zdecyduje się pomóc w walce. Tylko, że teraz nie jestem pewien, czy to taki dobry pomysł. Nie chcę narażać dodatkowych osób na niebezpieczeństwo – zaczął mówić. Widać było, że chciał powiedzieć coś jeszcze, ale, przynajmniej teraz, nie jest pewien, czy na pewno chce, aby te słowa padły. Przymknął nawet na chwilę oczy, aby krótko po tym, nadal z zasłaniającymi je powiekami, pokiwać głową do samego siebie.
         – Nadal wolałbym też, żebyś nie brała udziału w tej walce, tym bardziej, że masz z tym niewiele wspólnego. Tylko, że wiem też, że nie uda mi się przekonać cię, żebyś, zamiast walczyć w mojej walce, oddaliła się na bezpieczną odległość i ukryła gdzieś, gdzie najemnicy by cię nie znaleźli… I dlatego musisz wiedzieć, że nie będę próbował przekonać cię do tego, żebyś to zrobiła – dodał w końcu. Tak, to właśnie były te słowa, nad którymi zastanawiał się chwilę wcześniej; które nie był pewien, czy chce zatrzymać dla siebie, czy może po prostu wypowiedzieć je i zobaczyć, jak zareaguje na nie osoba, której dotyczą. I nie chodziło o to, że nie uważał jej za silną – wiedział, że taka jest i, że byłaby dobrym wsparciem w walce – ale nie chciał też mieszać do tego kogoś, kto, jak wspomniał, nie jest z tym powiązany tak bardzo, jak on, czy nawet też ojciec Lotty. Tylko, że na to było już za późno. Czarodziejka wiedziała, że zagraża im grupa wojowników i wiedziała też, z jakiego powodu za nimi podążają.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Opuszczone Królestwo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość