Opuszczone KrólestwoOdyseja Alarańska

Na równinie rozciągającej się od Mglistych Bagien aż po Pustynie Nanher znajduje się Opuszczone Królestwo, które kiedyś przeżyło Wielką Wojnę. Niestety niewiele zostało z ogromnych zamków i posiadłości tam położonych. Wojna pochłonęła większość ośrodków ludzkich. Dziś znajduje się tam tylko kilka ludzkich siedzib, odciętych od innych miast.
Awatar użytkownika
Luna
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 66
Rejestracja: 4 lat temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie , Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Odyseja Alarańska

Post autor: Luna » 3 miesiące temu

Luna nieco rozpromieniła się, słysząc słowa małej. To były niezwykle ważne informacje, dające im szanse na wejście do klasztoru. Po chwili natomiast dziewczynka postanowiła złapać chochliczkę i czarodziejka już miała ostrzec naturianke, gdy ona nagle zniknęła!
Pradawna z rozbawieniem obserwowała, jak skrzydlata daje nauczkę młodej. Jak na istotę tak drobną naprawdę świetnie sobie radziła. Nawet wykazała się niebywałą spostrzegawczością, co doprowadziło do wyjawienia niewygodnej prawdy przez gospodarza. Najgorsze, jednak że poprosił o pomoc w pozbyciu się odwiedzających ich typów spod ciemnej gwiazdy, Luna zamarła. Jeszcze tego im brakowało, miała ochotę stąd uciec. Mogłaby raz na zawsze rozwiązać ich problem, ale jakim kosztem. Nie mogła znowu dopuścić klątwy do głosu. Była całkiem pogrążona w czarnych myślach, ale potem spojrzała na resztę dziewczyn, może któraś będzie mieć dobry pomysł, gdzie będzie wilk syty i owca cała.
Velatha pierwsza wyszła z bardzo trafną, według niebieskowłosej, propozycją. Wyglądało też na to, że Frankowi również przypadło to do gustu, pozostała jedynie kwestia zapłaty.
Luna z niecierpliwością oczekiwała na odpowiedź rodziny. Były już tak blisko celu. Jednakże zapadła nieprzyjemna cisza. Dziewczynka patrzyła to na ojca, to na matkę zaciekawiona, a jej rodzice zerkali po sobie i nie wiedzieli co odpowiedzieć. Elfka kusiła jeszcze lepszymi funkcjami ochronnymi amuletu, a oni coraz bardziej się wahali.
Wtem odezwała się Cat, która przez dłuższy czas zwyczajnie milczała. Pradawna potwierdziła jej słowa skinieniem głowy. Najwyraźniej wszystko to poskutkowało. Czarodziejka szybko wstała od stołu i ruszyła za gospodarzem, była tuż za wilkołaczką. Ruszyli po schodach do jakiejś piwniczki, przejście było dość wąskie, ale nie na tyle by czarodziejka szorowała skrzydłami po ścianie, były w końcu objęte czarem niewidzialności, a nie dematerializacji. Było ciemno i chłodno, podobnie jak nocą w Mrocznych Dolinach, były jej domem, ale nie była pewna czy to skojarzenie jest pozytywne, czy negatywne.
Na dole było tyle różnych rzeczy, przez chwilę pradawna była nimi żywo zainteresowana, ale po chwili zdała sobie sprawę, że nie ma tu nic szczególnego, większość to bezwartościowe graty. Jedynie to miejsce wskazane przez Franka się wyróżniało. Portal.
Luna sama w to nie wierzyła. Była tak blisko, a jednak, zamiast cieszyć się perspektywą normalnego życia, gdzie już nie będzie musiała nikogo krzywdzić, wciąż uciekała myślami do innych spraw, pobocznych, przyziemnych, nieważnych. Po raz kolejny przeleciała wzrokiem po tych wszystkich gratach. Tym razem jej uwagę przykuły stare książki, ostrożnie wzięła jedną i zdmuchnęła tumany kurzu. Otworzyła ją, a kartki były porozdzierane, tekst pisany ręcznie nieczytelny lub wyblakły, zrezygnowana odłożyła zdobycz.

- Cat… Myślisz, że się uda? Nawet jeśli tam wejdziemy, nie będzie gwarancji, że uda nam się znaleźć lub dostać do odpowiedzi, których szukamy… - zwróciła się do przemienionej szeptem, naszło ją teraz tak wiele wątpliwości, nie chciała jednak wypowiadać ich na głos.

Po chwili natomiast, przywdziewając uśmiech, podeszła do Velathy i z naturalnym zaciekawieniem zaczęła dopytywać odnośnie do magicznych szczegółów tworzenia tego amuletu.

- Może mogłabym jakoś pomóc? – zapytała ochoczo pradawna, nie znała się zbytnio na tym, ale może akurat w czymś okaże się przydatna.

W tym momencie Ellen zdjęła z szyi srebrny medalik i podeszła do elfki, ostatni raz się zawahała, ale ostatecznie jej go dała.

- Możesz zaczarować ten, to medalik po mojej babci… - Chciała jeszcze coś dodać, wyraźnie bała się przekazać jej rodzinną pamiątkę choćby na chwilę, ale stwierdziła najwyraźniej, że polecenie, by spiczastoucha uważała na naszyjnik, byłoby w złym guście.

Awatar użytkownika
Vestra
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Hashira, Yva, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Vestra » 1 miesiąc temu

        Vestra zaintrygowana podążyła za resztą grupki do piwnicy, przelatując nad głowami towarzyszek. Jej delikatne, ważkowate skrzydła brzęczały cichutko w akompaniamencie kroków, stawianych na kamiennych stopniach. Przejście prowadzące w dół miało zapach wilgoci i zimna, typowy dla starych, kamiennych budowli. Naturianka zastanowiła się, czy chatka nie powstała przypadkiem na ruinach jakiejś wieży obronnej - byłoby to sensowne, zważając na fakt, że otaczające ich mury wyglądały na bardzo stare.
        Śmignęła nad głowami Cat i Luny, przyglądając się uważnie odsłoniętym przez Franka rycinom. Przekręciła głowę, próbując stwierdzić, czy cokolwiek jej przypominają - i owszem! Było w nich coś z dżdżownic i nieco z leśnych patyków. Tracąc zainteresowanie niezrozumiałymi wzorami, podleciała do elfki, która trzymała w dłoniach srebrny medalik babci Brodie.
- Jak myślisz, ile ci zajmie stworzenie tego amuletu? - zapytała, zastanawiając się, czy dałaby radę skontaktować się w tym czasie z Yardanem. Była zadowolona, że rozwiązanie problemu rodziny przyszło tak łatwo - przez ułamek sekundy oczami wyobraźni zobaczyła konieczność stawienia czoła bandytom. Nie sądziła, by którakolwiek z nich miała na to siłę.
        Dopiero teraz, przyglądając się uważnie twarzom towarzyszek, zobaczyła, że wszystkie są bardzo zmęczone. Sama, pompowana adrenaliną, przysypiając co jakiś czas w torbie Cat i używając Tenebrisa jako podusi, nie odczuwała tak bardzo zmęczenia. Wiedziała jednak, że sen to rozsądna decyzja, jeśli mają się zmierzyć z wejściem do Klasztoru. Była też ciekawa, ile jej towarzyszki wiedzą na temat samego miejsca.
- Myślę, że warto byłoby się przespać, zanim wyruszymy do Klasztoru. Wszystkie jesteśmy umęczone, a portal nam nie ucieknie.
Po chwili namysłu postanowiła także zasięgnąć języka. Ostatecznie przebyły razem już szmat drogi i chyba (ale tylko chyba) mogła im zaufać.
- O samym Klasztorze krąży wiele dziwnych opowieści. Że nie każdy może do niego wejść, a jeśli już się to uda, można uzyskać odpowiedzi tylko na jedno pytanie. Że łatwo się w nim zgubić i są ludzie, którzy nigdy z niego nie wyszli. Wiecie na ile jest to prawdą?
Pomyślała o swojej rodzinie i zimnej mgle, która ich porwała. Potem jej myśli powędrowały w stronę Yardana, samotnego Kanotisa poszukującego innych przedstawicieli swojego gatunku. Chciałaby pomóc przyjacielowi, jednak całe życie próbowała dowiedzieć się, co stało się z jej bliskimi. Mimo wszystko miała nadzieję, że nie będzie musiała wybierać.
        Rozmowa o Klasztorze Mrocznych Sekretów w piwnicy, która miała setki lat, tuż obok magicznego portalu sprawiła, że po karku chochlika przebiegł dreszcz niesamowitości. Pakowała się już w najdziwniejsze sytuacje. Miała kontakt z rozmaitymi magicznymi stworzeniami - smokami, bazyliszkami, namurami czy kirpimi. Wydostawała się z niemałych, wielokrotnie magicznych kłopotów. Jednak teraz, otoczona ciepłym, rozmigotanym blaskiem pochodni, w towarzystwie niebieskowłosej czarodziejki z rogiem, kobiety z niedźwiedziem na głowie i elfki mówiącej głosem kukły, poczuła niesamowitość tej sytuacji. I uśmiechnęła się od ucha do ucha.

Awatar użytkownika
Velatha
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Iyeru
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Velatha » 1 miesiąc temu

Velatha nie zdążyła nawet bliżej przyjrzeć się portalowi, gdy znów ktoś zwrócił jej uwagę. Odwróciła spojrzenie od rycin i zatrzymała je na Lunie. Stworek przysiadł na jej ramieniu, spuszczając z niego krótkie nóżki.
- Dziękuję, ale nie trzeba - odpowiedziała ustami kukiełki. - Zawsze zaklinam sama i nie potrafiłabym się skupić w twojej obecności, wybacz.
Kiedy zaś zwróciła się do niej gospodyni, uśmiechnęła się łagodnie i delikatnie odebrała medalik, kładąc go na swojej otwartej dłoni.
- Obiecuję, że nic mu się nie stanie - zapewnił Stworek, nim elfka nie schowała błyskotki do jednej z sakiewek przytroczonych do paska.
Ucieszyła się, że Elen postanowiła dać jej coś osobistego. To pomagało odpowiednio ukierunkować zaklęcie, bo przedmiot zdążył nasiąknąć emocjami wiążącymi rodzinę.
Na pytanie Vestry nie odpowiedziała od razu. Musiała się chwilę zastanowić nad odpowiedzią.
- Dzięki temu, że mam do dyspozycji osobisty przedmiot, będę mogła nieco uprościć inkantację, lecz wciąż zajmie mi ona trochę czasu, nie licząc przygotowania - odparła w końcu z pomocą swojego konstruktu. - Będę musiała opuścić was na ten czas, by nic nie zakłócało mojej magii. I, jeśli istnieje taka możliwość, wolałabym wpierw wypocząć, by nigdzie nie popełnić błędu. Zaklinanie wymaga pełnego skupienia - wyjaśniła, zwracając się też do gospodarzy.

Awatar użytkownika
Cat
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Cat » 2 tygodnie temu

        Była tak blisko. Bliżej, niż kiedykolwiek. Pozostało tak niewiele miejsc, których nie odwiedziła w poszukiwaniu cudownego remedium na swoją przypadłość. A teraz była o krok, dosłownie o krok od dostępu do największej biblioteki tej Łuski. Nie pamiętała, by kiedykolwiek była tak podekscytowana. Kąciki ust wilczycy unosiły się lekko, chociaż spojrzenie pozostało ostre i czujne. Z wielkimi nadziejami wiąże się przecież ogromne ryzyko. Jeśli tutaj poniesie klęskę to nie będzie dla niej ratunku, wiedziała to. Nie wierzyła bowiem, by gdziekolwiek na świecie znajdowało się miejsce zdolne ukryć się przed „okiem” Klasztoru Mrocznych Sekretów. Nagle zagadnięta przez Lunę, wyrwała się z zamyślenia, spoglądając na czarodziejkę. Pierwszy raz uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.
        - Uda się – powiedziała spokojnie. – Musi się udać – dodała, odwracając wzrok w stronę portalu. Jeśli się nie uda, to i tak będzie dobre miejsce, by dokonać żywota, pomyślała. Do tej pory żyła ze swoją klątwą, ze spokojem i pokorą znosząc ciążący na niej los. W pewnym sensie zasłużyła na takie pokaranie i dzielnie nosiła to brzemię, powoli i niespiesznie poszukując odpowiedzi. Teraz jednak, gdy znalazła się o krok od możliwego rozwiązania, wiedziała, że nie będzie w stanie wrócić do tego, co było. Nie teraz. Nadzieja była piękna, ale potrafiła doprowadzić człowieka do granicy, po przekroczeniu której już nic nie będzie takie samo. Tak było dla niej. Kulminacyjny punkt jej poszukiwań. Wóz albo przewóz. Nie uznałaby żadnego kompromisu.
        Kątem oka obserwowała swoje towarzystwo, śledząc przekazanie medalionu, a później wędrując spojrzeniem w stronę Velathy, gdy chochliczka się do niej zwróciła. Po jej kolejnych słowach lekki grymas przebiegł przez twarz wilczycy, zabierając ze sobą zbłąkany tam wcześniej uśmiech i pozostawiając jedynie znaną towarzyszkom beznamiętną maskę.
        Przespać się! Są u granicy swojej podróży, wystarczy jeden krok do przodu, a one chcą cofać się, by nabrać sił. Niby rozsądne, ale dla niej nie do zaakceptowania. Nie odzywała się jednak jeszcze, obserwując kobiety, a zwłaszcza porozumiewającą się za pomocą stworka elfkę. Odpoczynek, zaklinanie… nie, ona nie ma na to czasu. Cofnęła się nieznacznie, podczas gdy grupa mimowolnie kierowała się do wyjścia z piwnicy. Elen, słysząc że jej goście potrzebują odpoczynku, natychmiast poprowadziła ich na górę, martwiąc się na głos, czy będzie gdzie je położyć. Później zaczęła mówić o kolacji, a wtedy i Frank zainteresował się tematem, chcąc ruszyć za kobietami.
        - Zostań – warknęła cicho Cat, a mężczyznę niemal wryło w ziemię. Przymknęła uspokajająco ślepia, widząc strach w jego oczach, a później w milczeniu odprowadzała towarzyszki i gospodynię wzrokiem. Dopiero gdy zniknęły na piętrze, odwróciła się w stronę mężczyzny.
        - Nie mam czasu na pierdoły – powiedziała sucho. - Elfka wam pomoże i później wy pomożecie im przeprawić się przez portal. Teraz jednak otwórz go dla mnie.
        Frank przez moment wyglądał na lekko wystraszonego, ale w miarę słów blondynki uspokajał się. Uśmiechnęła się drwiąco, widząc, że wręcz zalała go ulga, gdy usłyszał, że kobieta chce się wynieść już w tej chwili. Jedna z głowy, co?
        - Potrzebujesz czegoś? – pogoniła go lekko i gospodarz w końcu otrząsnął się z zamyślenia, kręcąc szybko głową.
        - Nie… My z żoną nie umiemy posługiwać się magią. Micah zbudował portal w taki sposób, byśmy mogli skorzystać z niego w razie potrzeby. Ci rozbójnicy…
        - Tak, wiem – przerwała mu zniecierpliwiona wilczyca i ostatni raz rzuciła okiem na wyjście do piwnicy. Zamknięte. – Dobra, otwieraj – kiwnęła głową na Brodiego i cofnęła się o krok, obserwując go na wszelki wypadek. W razie czego potrafiłaby załatwić go zarówno magią, jak i wręcz, ale wystarczyły jej ślepia, błyszczące dziko w ciemnościach, by mężczyzna uwijał się jak w ukropie. Wziął księgę, którą wcześniej przeglądała Luna i przewracał strony, w stresie próbując odnaleźć właściwą. W końcu zatrzymał się i uklęknął przy runach, domalowując do nich kredą kilka innych znaków. Cat zerkała mu przez ramię widząc, że symbole przerysowuje z księgi. Gdy postawił ostatnią kreskę, runy błysnęły białym światłem.
        - Wejdź do środka – polecił niepewnie Frank, gestem zapraszając ją do kręgu. Sam cofnął się kawałek, a później znów przyklęknął z kredą. Zawahał się.
        - Co? – warknęła nad jego uchem, aż drgnął, ale zaraz pokręcił szybko głową.
        - Nic, nic… po prostu… przekaż naszemu synowi…. – zająknął się, szukając słów. Twarz wilczycy nie złagodniała nawet o cal, ale jej głos stał się delikatniejszy, gdy odpowiedziała.
        - Przekażę – powiedziała wyrozumiale, a Frank skinął jej głową. Nie miała nigdy dzieci, ale zrozumiała, co mężczyzna chciał przekazać.
        - Dziękuję. I powodzenia w twoich poszukiwaniach.
        - Również dziękuję. I nie martw się, wszystko będzie w porządku – powiedziała, dotykając ramienia mężczyzny. W banalny slogan wplotła wstęgę magii, kojąc nerwy gospodarza i roztaczając w nim spokój. Po chwili zabrała dłoń. Brodie spojrzał na nią czystszym spojrzeniem, po czym wykreślił ostatnią runę. Wilczyca sapnęła, czując gwałtowne uderzenie magii, po czym zniknęła.

Dalsze losy Cat

ODPOWIEDZ

Wróć do „Opuszczone Królestwo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość