OpowiadaniaBiblioteka

Opowiadania waszego autorstwa o dowolnej tematyce.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Loman
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 2 miesiące temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Alchemik , Uzdrowiciel
Kontakt:

Biblioteka

Post autor: Loman »

Hirudo nie sądził, że istnieje takie miejsce, jak to, a co dopiero, że kiedykolwiek je odwiedzi. Biblioteka, bo tak się nazywała monumentalna, mroczna budowla, miała ściany tak grube, że bodaj nawet smok nie byłby w stanie ich przebić. Strop, choć wydawał się być o kilka chwil przed zawaleniem był tak stabilny, że roki walczyły między sobą o miejsce na gniazdo na dachu. Jedyną drogą do wnętrza były drzwi, skierowane na wprost na północ na drogę, którą byli w stanie przebyć jedynie najbardziej zdeterminowani, o czym świadczyły plamy krwi na brudnych i przemoczonych ubraniach alchemików. Dębowe drzwi były otwarte – a ich zamknięcie byłoby bardzo niepokojącym znakiem. Dopiero jednak, gdyby zostały zawalone grubą warstwą głazów, podwieszonych, jak się zdawało chłopakowi, za pomocą magii pod sufitem, zwiastowałoby pasmo prawdziwych tragedii.
Za drzwiami stało, jak powiedział mu wcześniej Loman, sześćdziesięciu trzech strażników. Wszyscy byli uzbrojeni w sprawiające przytłaczające wrażenie flambergi, jednak nie splamiliby ich krwią ewentualnych najeźdźców. Zdaniem Lomana każdy z nich od małego praktykował magię i, choć niekoniecznie musieli być potężni, byli świetnie wyszkoleni i skoordynowani.
Pierwsze pomieszczenie było jedynie przedsionkiem do ogromnej, oświetlonej przyćmionym światłem sali. Przez przejście do sali Hirudo widział światło, które zdawało się być odległe, niczym gwiazdy.
Jeden ze strażników podszedł do alchemika i uścisnął mu dłoń. Hirudo został początkowo całkowicie zignorowany, dopiero po chwili mężczyzna położył mu rękę na ramieniu i uśmiechnął się serdecznie. Dopiero teraz chłopak miał okazję przyjrzeć się tubylcowi w świetle świec, a to, co zobaczył, znacznie odbiegało od tego, jak wyobrażał sobie ludzi niemal całkowicie odciętych od zewnętrznego świata. Ubrany w przeszywanicę wojownik szczerzył do chłopaka równe, zadbane zęby. Fryzura mężczyzny w postaci długich, blond loków nie odbiegała znacznie od tego, co młody alchemik widywał na ulicy.
-To na pewno nie twój syn, Lomanie? – zapytał podejrzliwie strażnik. – Wygląda i zachowuje się, jak ty, gdyśmy się pierwszy raz spotkali.
-Miałem osiem lat, gdy się urodził.
-Albo będziesz miał trzydzieści, gdy się urodzi – dodał strażnik poważnym tonem, lecz alchemik machnął ręką.
-Przesunęły się? – zapytał.
-Może o milę. Nie więcej – odparł strażnik. – Ale chyba jest tam bezpiecznie. Da się wyjść, a przed twoim przyjazdem puściliśmy tam szczura na smyczy. Wrócił cały i do tej pory żyje – mężczyzna westchnął, przyglądając się Hirudo. – Na pewno chcesz wziąć tam chłopaka? – zapytał. – Może zaczekać na ciebie tu, z nami.
-Nie chcę – uciął Loman – ale się uparł. Ma siedemnaście wiosen, może sam decydować o sobie – zwrócił wzrok z serdecznym uśmiechem ku uczniowi – na ile tylko mu pozwolę. Zna ryzyko, choć jeszcze nie wie, dokąd naprawdę się wybieramy.
-Zna ryzyko, powiadasz? – zapytał mężczyzna sceptycznie. – A zna zasady?
-Nie oddalam się od Lomana na więcej, niż sto stóp bądź poza zasięg wzroku w pomieszczeniu, chyba że każe mi biec do Drzwi, wówczas nie oglądam się nawet za siebie. Nie zabieram ze sobą nic, poza tym, co Loman sam poda mi do ręki. Po powrocie do Biblioteki spędzimy dwa nudne tygodnie…
-Nudne tygodnie? – roześmiał się strażnik. – Na to nie licz! Dobrze, idźcie – zaprosił ich.
Loman skinął głową i ruszył dziarskim krokiem ku przejściu. Hirudo nie miał pojęcia, co zaraz zobaczy, starał się więc być gotowym na wszystko.
Nie był.
To, co chłopak brał wcześniej za odległe ogniska, było chyba w istocie gwiazdami. Za nieco zmatowiałymi szybami znajdowało się tysiące takich widoków. Niektóre, jak ten na wprost wejścia, przedstawiały rozgwieżdżone niebo. Jedna z szyb skrywała olbrzymią, żarzącą się czerwono, zawieszoną w czarnej próżni kulę. Inna przedstawiała pejzaż – skalistą pustynię poniżej nocnego sklepienia, na którym gwiazdy wirowały z niesamowitą szybkością. Zza kolejnej, choć sprawiającej wrażenie przyćmionej, biło oślepiająco jasne światło. Jedynie kilka wyglądało cokolwiek znajomo – tam, gdzieś w tle Hirudo widział egzotyczne budynki czy rośliny. Pomiędzy oknami stały pojedyncze, żelazne prostopadłościany, trzeszczące iskrami, pachnące rdzą i ozonem – te zapewne miały zabezpieczać najdelikatniejsze szyby.
A może chronić przed tym, co było po drugiej stronie?
Dopiero po chwili Hirudo zauważył, że każde z chaotycznie rozmieszczonych okien opatrzone było namalowanym na odlanej z betonu posadzce symbolem, składającym się z liczby i piktogramu.
Widoki nocnego nieba czy wiszących słońc oznaczone były symbolem gwiazdy z odchodzącymi długimi promieniami. Przy niektórych z pejzaży widniał znak przedstawiający szczura. Przy innych widniał wyposażony w imponujące kły smok. Przy kolejnych – złożony z kresek człowiek, uzbrojony w dzidę. Tylko jedno okno, to, przy którym zatrzymał się Loman, oznaczone było odciskiem buta z wyjątkowo skomplikowanym bieżnikiem.
-Gdzie jesteśmy? – zadał w końcu pytanie mistrz chłopaka.
-W monumentalnym budynku – odparł uczeń pamiętając, że Loman zawsze oczekuje od niego przedstawienia toku myślenia – z dala od cywilizacji, świetnie chronionym. Znajduje się tu coś cennego albo niebezpiecznego. Albo jedno i drugie. Miejsce to zwie się Biblioteką, ale ta sala zajmuje pewnie ze trzy ćwierci budynku, a nie widzę tu nawet jednej książki. Jest tu za to mnóstwo ruchomych obrazów, przedstawiających przedziwne rzeczy, jak okna na odległe części świata.
-Bardziej, jak drzwi – sprostował Loman, a Hirudo przytaknął, choć zawirowało mu w głowie na myśl o przejściu, które otwarte jest wysoko na niebie, pod samym Słońcem.
-Każde z drzwi jest opatrzone numerem, pewnie kolejnym numerem drzwi, a także symbolem. Gwiazda oznacza pewnie przejście na nieboskłon, smok – jako, że nie widziałem innych bestii – zagrożenie bycia pożartym, a człowiek z dzidą – agresywne plemię.
-Nie używałbym słowa „plemię”. Ci ludzie, a raczej istoty, bywają o wiele bardziej zaawansowane, niż my. Ich dzidy ranią świetlnymi strzałami, a budynki mierzą wyżej, niż góry.
Hirudo przytaknął z nadzieją, że nigdy nie dojdzie do wojny z taką cywilizacją.
-Nie rozgryzłem zagrożenia, jakie niesie szczur, w końcu zagryzienie przez dziesięć tysięcy much, setkę szczurów czy jednego potwora jest tak samo niebezpieczne.
-Szczur to choroba. Wiele drzwi prowadzi do światów, w których wypuszczone szczury zdychały. W innych miały się dobrze, ale po powrocie wymiotowały, krwawiły do przewodu pokarmowego, łysiały, wrzodziały i padały. Nie wiemy też, czy za pozornie bezpiecznymi drzwiami nie znajdziemy zarazy, która rozwija się czterdzieści lat – wyjaśnił alchemik.
-Ostatni jest odcisk buta – zaczął Hirudo, lecz Loman mu przerwał.
-Nie widziałeś jeszcze spirali. Spirala to zagrożenie… magiczne, jak nam się wydaje. Przez takie drzwi nie da się przejść żywym. Pod zachodnią ścianą znajdują się drzwi, za którymi światło zwalnia tak, że widać, jak się porusza. Gdzieś pod dwimerytowymi barierami są takie, w których każda wrzucona drobina piasku wybucha, jak mała kula ognia. Za innymi wszystko zapada się w siebie tak bardzo, że przestaje być widoczne.
-A odcisk buta to bezpieczne miejsce, które można odwiedzić – dokończył Hirudo.
-Odcisk buta to miejsce, które można odwiedzić – potwierdził Loman – ale z pewnością nie jest ono bezpieczne. Widzisz, drzwi czasem przemieszczają się wewnątrz Biblioteki. Możliwe, że te zamieniły się z innymi, za którymi czai się coś, co zabija, być może w męczarniach. Może to dobre drzwi, ale jest za nimi coś, czego nie widzieliśmy wcześniej. Nawet, jeśli jest tam bezpiecznie, drzwi po tamtej stronie mogą się przesunąć w każdej chwili, będziemy ich szukać latami lub nigdy ich nie odnajdziemy. W końcu, być może zarazimy się czymś, co wylęga się latami i dopiero nasze ciała skłonią Bibliotekarzy do namalowania szczura przed drzwiami. Na pewno chcesz iść ze mną? – Loman popatrzył na chłopaka wyczekująco.
Hirudo czuł się przytłoczony wszystkim, co przed chwilą usłyszał. Był wykończony podróżą, a czekała go już kolejna. Był jednak także podekscytowany. Wszystko, co zobaczył było tak nietypowe, tak inne. Tak pociągające.
-Tak – wydusił z siebie w końcu, po czym uświadomił sobie, ile by stracił, gdyby odpowiedział cokolwiek innego.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Opowiadania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość