Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Skowronek
Senna Zjawa
Posty: 256
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Złodziej , Skrytobójca , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Odpowiedź Samiela w miarę usatysfakcjonowała Skowronka - wolałaby co prawda usłyszeć konkretną nazwę tamtego lokalu, bo dobrze znała miasto i może akurat by kojarzyła, ale wyglądało na to, że zabójca zapamiętał lokalizację a nie nazwę. Niemniej trochę już wiedziała gdzie szukać, no i obiecał, że ją tam zabierze, więc niech to pozostanie niespodzianką. Pytanie na jak długo, ale w sumie nie było sensu się o to martwić - ani ona ani on nie starzeli się tak szybko, bo nawet kilka lat robiło im różnicę. Jedyny problem mogłoby stanowić to, że za jakiś czas lokal mógłby się zamknąć z naprawdę różnych powodów - prozaicznej nierentowności albo nawet tego, że właściciel byłby związany z półświatkiem, bo bądźmy szczerzy, wielu właścicieli dobrze prosperujących lokali mieli takie powiązania albo chociaż raz zetknęli się z kimś, kto chciałby im zapewnić płatną ochronę. Tak niestety funkcjonował świat.

        Podobały jej się reakcje Samiela po tańcu. Wyglądał na generalnie zadowolonego, a poza tym odpowiadała na jej pytania i propozycje w sposób, który bardzo ją satysfakcjonował. Nawet to, że “da się załatwić” coś wolniejszego bardzo przypadło jej do gustu - miała pewne podejrzenia co w tym temacie zrobi, ale uznała, że poczeka na rozwój wydarzeń i nie będzie dopytywać. Ukontentowana jego postawą (i tym uśmiechem!), dała się poprowadzić do tańca bez żadnego marudzenia ani dogadywania. Doceniła jego dobór figur - pasowały do tempa, które narzucał zespół, Samiel nie starał się popisywać ani nie szedł na łatwiznę, wychodziło mu to bardzo naturalnie. Pewnie niejedna dziewczyna, która by ich obserwowała od początku, poczułaby lekką zazdrość widząc jak dobrego partnera ma Skowronek - nieźle tańczy, świetnie prowadzi no i przede wszystkim nie depcze po stopach ani nie potrąca pozostałych par. Ach, żeby tak każdy to potrafił…
        W tym tańcu byli bliżej siebie. To naturalna zależność: im wolniejsza muzyka, tym mniejsza odległość między osobami w parze. Skowronek dobrze się z tym czuła - czego by nie mówić, Samiel wzbudził jej zaufanie i poczucie komfortu. Niby nieraz była znacznie bliżej ze swoimi celami, ale byli to z reguły naiwni mężczyźni, których to ona trzymała na krótkiej smyczy, śmiejąc się w duchu jak to najbardziej prymitywne instynkty uśpiły ich czujność. Ale jej aktualny partner nie był takim prostaczkiem - to był drapieżnik, on nie dałby się tak wmanewrować, wręcz przeciwnie, mógłby spróbować sobie z nią pogrywać. Nie robił tego - tak jej się zdawało, bo oczywiście możliwe, że był po prostu w tym świetny i tego nie zauważyła. Ale nie zamierzała być przesadnie nieufna - nie miała powodu. Zresztą miło było tak po prostu tańczyć z bliskim znajomym, może nawet na chwilę zapomnieć, że za parę dni z jego pomocą podpali ten świat.
        Podstępu czającego się w ostatniej figurze nie wyczuła, aż nie było za późno. Nie stawiała jednak oporu, nie kombinowała - miękko wpadła w jego ramiona, oparła się na jego rękach, z wdziękiem odchylając lekko głowę. Gdy muzyka skończyła grać, spojrzała mu w oczy, które z tej odległości zdawały się być jeszcze bardziej złote, jeszcze bardziej bystre i zwyczajnie piękne. Nie mogła oderwać od nich wzroku, a przez jej kark przebiegł dreszcz, którego doświadczyła nie tak dawno, również w jego towarzystwie. Dreszcz, którego pochodzenie doskonale znała, ale nie chciała go do siebie dopuszczać - nie przed robotą, nie przed tak ważnym skokiem. Nie mogła pozwolić, by jakieś głupoty zniweczyły wszystkie jej starania. Przecież to takie nieprofesjonalne, by dopuszczać do głosu uczucia.
        - Z tak bliska masz jeszcze ładniejsze oczy niż zwykle - odezwała się do niego, zupełnie nieświadomie mówiąc niższym, cichszym głosem. Na jego uśmiech odpowiedziała uśmiechem, trochę zaczepnym, a trochę jakby bez przekonania, jakby nie wierzyła w to co się dzieje. Zaraz jednak wyprostowała się i stanęła na własnych nogach, by nie przedłużać tej niezręcznej sytuacji - w końcu muzyka nie poczeka, aż oni skończą patrzeć sobie głęboko w oczy.
        - Jasne, poczekam - odpowiedziała Samielowi, znowu uśmiechając się do niego czarująco. Przeszła trochę na skraj parkietu i obserwowała swojego towarzysza, gdy ten podszedł do szykującego się na następny utwór zespołu. Domyśliła się co planował, a w jej domysłach utwierdził ją błysk srebrnych monet przekazywanych między nim a wokalistą. No tak, to takie proste, a takie skuteczne…
        - Można cię prosić?
        Skowronek spojrzała na mężczyznę, który właśnie do niej podszedł, otaksowała go spojrzeniem od stóp do głów. Nie był w sumie zły: schludnie ubrany, nieźle uczesany, choć już trochę zziajany: pewnie był tu od otwarcia. Uśmiechał się całkiem pewnie i sprawiał wrażenie takiego, który bardzo liczy na jej zgodę. Biedak…
        - Niestety, specjalnie zamówił dla mnie tę piosenkę - wyjaśniła, uciekając w ramiona Samiela, który w tym samym momencie się do niej zwrócił. Zaraz wsunęła dłoń w jego dłoń, objęła go za ramię, a tamtemu posłała przepraszający uśmiech. Zniósł to z godnością, wzruszając lekko ramionami nad tym, że tym razem się spóźnił i odszedł, rzucając tylko “może następnym razem”. Elfka już nie zwracała na niego uwagi - ważniejszy był oczywiście jej partner, z którym zaczynała taniec.
        - Nieźle to wymyśliłeś - skomentowała z uznaniem. - To pokaż teraz tym wszystkim mieszczuchom jak tańczy lord.

        I faktycznie, po tańcu elfka musiała przyznać, że Samiel tańczył jak lord. Nienaganna postawa, bez potykania się, z równym krokiem dostosowanym do partnerki. Gracja, męski wdzięk i pewność siebie. Zazdrośćcie wszyscy, którzy patrzycie! Skowronek była wniebowzięta i nie ukrywała tego - uśmiechała się do swojego partnera niemal cały czas, zadowolona, by nie powiedzieć, że wręcz rozanielona, a gdy walc dobiegł końca, na jej twarzy odmalował się wyraźny żal.
        - Szkoda - westchnęła. - A było tak miło…
        - A teraz mam szansę?
        Tamten jegomość znowu znalazł się przy Skowronku. Wtedy wszak nie odmówiła mu zbyt zdecydowanie, więc uznał, że spróbuje jeszcze raz szans, i to szybko, zanim ktoś go uprzedzi. Elfka spojrzał na niego - uśmiechał się do niej z nadzieją i szczerością, nie widziała w nim żadnych złych ani wydumanych intencji. Po prostu jeden taniec.
        - Twoja determinacja zostanie nagrodzona - uznała, podając mu dłoń. Samielowi posłała przepraszające spojrzenie i z pewnym ociąganiem wyciągnęła rękę z jego objęć, w których jeszcze trwała. Cóż, tak to działało, że nie mogli przetańczyć ze sobą całej nocy, trzeba było się podzielić. Ciekawe czy on też znajdzie sobie teraz jakąś nową partnerkę, czy będzie na nią czekał? Jeśli to pierwsze to oby był świadomy, że będzie bardzo, bardzo pilnie obserwowany. Co innego wszak tańczyć z dobrze znaną partnerką, a co innego z taką, której zupełnie nie znał. Elfka nawet liczyła na to, że trafi mu się jakiś trudny przypadek - nie przez złośliwość, ale żeby miał na czym poćwiczyć.
Awatar użytkownika
Samiel
Zsyłający Sny
Posty: 316
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Skrytobójca , Wędrowiec , Najemnik
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Nie spodziewał się usłyszeć komplementu z jej ust, a jeśli już, to może takiego związanego z tańcem, a nie z oczami. Mimo wszystko docenił go, co mogła rozpoznać po tym, że jego usta kolejny raz wykrzywiły się lekko w czymś, co wyglądało na uśmiech. Choć przez to nie był pewien, co sądzi o ich tańcu, o sposobie, w jaki go prowadził i zestawieniu figur i kroków, których decydował się używać. Z drugiej strony, nie było źle, prawda? Przecież, gdyby tak było, to na pewno powiedziałaby mu o tym i zaczęłaby sugerować mu jakieś zmiany postawy czy w ogóle całego tańca… Prawda? Tak mu się przynajmniej zdawało.
         – Twoje też są piękne – odpowiedział, dodatkowo spojrzał też prosto w jej oczy, gdy je komplementował. I nie kłamał, choć niby mogło brzmieć to jak „komplement za komplement”, to czymś takim nie było. Przynajmniej nie w jego głowie. Po prostu teraz mieli możliwość ujrzenia swoich oczu z bardzo bliska, więc był to dobry moment do tego, żeby pochwalić tę konkretną część ciała. A on naprawdę uważał, że oczy Skowronka są bardzo ładne. Zresztą, podkreślił to też w rysunku, który dla niej wykonał, chociaż może nie było to dosłowne, ale to, że użył barwników specjalnie po to, żeby wyszczególnić ich kolor, nie było przecież pozbawione znaczenia.
Później muzyka ucichła, a on poszedł załatwić coś wolniejszego, do czego będą mogli zatańczyć walca. W czasie rozmowy z wokalistą muzyków nie zauważył, że, gdy jego nie było w pobliżu Skowronka, ktoś postanowił wykorzystać to jako szansę do tego, żeby z nią zatańczyć. Dostrzegł to, kiedy wracał do swojej partnerki, która zresztą szybko znalazła się przy nim, ku - prawdopodobnie - niezadowoleniu tancerza, który był chętny z nią zatańczyć.

W czasie walca pilnował się bardziej niż wcześniej, głównie dlatego, że ta muzyka i sam taniec były mu mniej znane niż to, co i do czego tańczyli wcześniej. Udawało mu się zachować postawę, a także odpowiednie kroki i figury taneczne. Bez problemu zadbał też o to, żeby nie wpadali na inne pary, a bardziej płynnie przechodzili obok nich, w ogóle nie przerywając swojego tańca. Czuł też na sobie spojrzenia innych, ale nie próbował ich odczytywać – ich i uczuć w nich zawartych, bo na pewno jakieś tam były – teraz ważniejsza była osoba, z którą poruszał się po parkiecie. Tym razem miał też całkowitą pewność, że dobrze się poruszał. O tym świadczyło chociażby to, że Skowronek cały czas się do niego uśmiechała. Przez to, jakoś w połowie tańca, przestał też zwracać tak dużą uwagę na kroki, a – jak wcześniej robił – dał się ponieść muzyce i bardziej skupił się na partnerce w tańcu. Dzięki temu dostrzegł też nagłą zmianę mimiki jej twarzy, gdy tylko zespół skończył grać muzykę. Cóż, jemu też nie było to w smak, ale uzgodnił z grajkami, że za te kilka srebrnych monet do wolnego tańca zagrają – na jego polecenie – tylko raz. Może nie był to ostatni tego wieczora i nocy, gdy tak grali, ale to teraz zależało już wyłącznie od nich. A jeśli miałby strzelać, to najpewniej coś takiego zagrają później, gdy tańczące pary będą już zmęczone, a wolniejszy taniec sprawi, że będą mogli chwilę odpocząć, jeśli nadal będą chcieli poruszać się po parkiecie. Taki taniec może sprawić też, że ci, którym dobrze się ze sobą tańczyło, mogli też zbliżyć się do siebie, co z kolei mogłoby doprowadzić do tego, że, gdy już opuszczą tancbudę, to zrobią to w swoim towarzystwie.
Samiel wzruszył lekko ramionami, gdy jegomość z wcześniej znów do nich – znaczy głównie do Skowronka, bo to przecież z nią chciał tańczyć – podszedł i ponownie zapytał o możliwość tańca. Bardzo dobrze i przyjemnie mu się z nią tańczyło, ale nie miał zamiaru zabraniać jej tańca z innymi mężczyznami, którzy byli do tego chętni. Już od samego początku oboje przecież wiedzieli, że nie uda im się przetańczyć całej nocy tylko w swoim towarzystwie. Nie, jeśli zacięcie nie broniliby się przed potencjalnymi partnerami i partnerkami do tańca… a oni chyba nie chcieli tego robić. Odszedł na bok, gdy nowy – ale na pewno tymczasowy – partner Skowronka pociągnął ją za sobą. Nadal czuł na sobie jakieś spojrzenia, może dlatego nie udało mu się nawet dobrze ulokować pod ścianą, gdy ktoś do niego podszedł…

Blondynka, naturalnie niższa od niego, wyglądała na dość młodą. Nie była nastolatką, to na pewno, ale nie miała więcej niż trzydzieści lat. Usłyszał stukanie butów na niewielkim obcasie, zanim jeszcze zatrzymała się przed nim.
         – Chciałabym z tobą zatańczyć – oświadczyła mu w czasie, gdy Samiel się jej przyglądał. Długie, jasne włosy po prawej stronie odsłaniały jej ludzkie, zaokrąglone ucho, w którym znajdowało się kilka kolczyków – drugie ukryte było pod włosami. Patrzyła na niego spod długich rzęs, spojrzeniem zielonych oczu, a jej słowa padały z różowych, pełnych ust. Suknia, którą miała na sobie, podkreślała jej figurę, ale od pasa w dół rozciągała się i kończyła w połowie łydek. Różnymi odcieniami ciemnej zieleni kontrastowała ona z jej jasnymi włosami i bladą cerą. Nie była najpiękniejszą kobietą pod tym dachem, jednak na pewno była ładna. Samiel uśmiechnął się tylko do niej, ujął jej dłoń w swoją i zaprowadził na parkiet. Wyglądało na to, że ten utwór również będzie miał z kim zatańczyć.
Muzyka znów była dość szybka, tempem podobna do tej, do której tańczyli przed walcem, chociaż w tym utworze muzycy częściej wykonywali krótkie przerwy i wygrywali jedną nutę, którą grali coraz szybciej i szybciej. W takich momentach, tej powtarzalności, Samiel okręcał partnerkę wokół jej osi, tempo dostosowując do tego, jak grał zespół – przez to obroty te były coraz szybsze. A przynajmniej taki miał plan, bo zaledwie po jednym razie, akurat gdy fragment piosenki był wolniejszy i mogli się do siebie zbliżyć, jego partnerka miała już dla niego jedną uwagę.
         – Nie rób tak więcej, zakręciło mi się w głowie – powiedziała do niego, oparła się też wtedy na jego ramionach i znalazła się dość blisko niego, jakby faktycznie szukała oparcia, żeby odzyskać równowagę. Pytanie tylko, czy rzeczywiście tak było, czy może była to tylko wymówka, żeby się do niego zbliżyć?
         – Mogłaś mnie powstrzymać – odpowiedział jej, gdy płynnie przeszli do następnej figury. W odpowiedzi otrzymał lekki cios małą pięścią w ramię, a dziewczyna zaśmiała się cicho.
         – Nie wiedziałam, że uda ci się utrzymać ich tempo do końca – odparła jeszcze, gdy kroki w tańcu i muzyka znów pozwoliły im się do siebie nieco zbliżyć.
Ogólnie Samiel nie wydziwiał, a jedyną nową rzeczą, jaką zrobił, były te obroty z prędkością wzrastającą przy każdym z nich, więc jeśli Skowronek go obserwowała, mogła zobaczyć podobne figury do tych, które stosował, gdy wcześniej tańczył z nią. Jemu zresztą też zdarzało się od czasu do czasu zerkać w jej stronę, głównie po to, żeby zobaczyć, jak radzi sobie jej partner. Co najlepsze, raz został nawet na tym przyłapany, co sprawiło, że jego jasnowłosa partnerka stanęła na palcach i ujęła jego brodę, ponownie kierując jego spojrzenie prosto na nią.
         – Dziękuję za taniec, miło było – powiedział do niej i nawet ukłonił się lekko, gdy na sali znów zapanowała cisza. W zamian nie otrzymał słów, bo dziewczyna znów stanęła na palcach, ale po to, żeby pocałować go w policzek. Później odwróciła się w stronę zejścia z parkietu, śmiejąc się cicho. Skierowała się w stronę jednego ze stolików, przy którym siedziały trzy inne, będące w podobnym do niej wieku, kobiety. Od razu zaczęły ze sobą rozmawiać, nawet nie poczekały na to, aż ich koleżanka usiądzie. Samiel natomiast odszedł na bok, a jego złote oczy szukały Skowronka.
Awatar użytkownika
Skowronek
Senna Zjawa
Posty: 256
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Złodziej , Skrytobójca , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Tancerz, któremu tym razem udało się poprosić Skowronka, wyglądał na bardzo zadowolonego z tego małego zwycięstwa – gdy tak szedł z nią za rękę był dumny jak paw. Ona zaś wyglądała na po prostu zadowoloną. Nie zamierzała udawać, że jeden taniec bez Samiela złamie jej serce, bo to byłoby zwyczajnie infantylne. Nowy partner zaś sprawiał wrażenie kulturalnego, w miarę zgrabnego i – co chyba najważniejsze – czystego. Elfka nie zniosłaby myśli, że miałaby po takim tańcu śmierdzieć tytoniem i potem swojego nieszczęsnego partnera. Jeśli będzie deptał jej po palcach to trudno, postara się tego unikać – na to miała przynajmniej jakikolwiek wpływ.
        I pod względem nie było jednak źle. Młodzieniec nie był może wybitnym tancerzem, ale radził sobie dobrze i pewnie gdyby nie wysoko postawiona prywatna poprzeczka Skowronka, uznałaby jego prowadzenie za udane. No i ważne było też to, że bez przerwy się uśmiechał, na dodatek całkiem naturalnie.
        - Jak masz na imię? – zapytał ją w pewnym momencie.
        - Brie! – odpowiedziała natychmiast elfka, korzystając ze swojego ulubionego imienia, gdy udawała prostą dziewczynę.
        - Ja jestem Robert – zrewanżował się jej partner. Na chwilę zamilkli, by poradzić sobie z sytuacją na parkiecie. Elfka kątem oka zerknęła na Samiela, który wywijał z jakąś blondyną. Co jakiś czas starała się go kontrolować – nie przez zazdrość, bo nie miała ku temu podstaw, ale przez ciekawość tego jak sobie radził i czy przypadkiem nie trafił na jakąś łamagę, z którą nie byłby w stanie nic zrobić. Tak nie było – oboje radzili sobie dobrze, ale… Nie tak dobrze jak wtedy, gdy on tańczył ze Skowronkiem. To nie była raczej wina zabójcy – dostosowywał się do swojej partnerki, której ani jeszcze nie wyczuł wystarczająco dobrze, ani nie mógł się spodziewać po niej sprawności takiej jak w przypadku byłej Przyjaciółki. Zresztą ona sama też się teraz nie popisywała. Gdyby się uprzeć, mogłaby się usprawiedliwić, że dostosowuje się pod to jak jest prowadzona przez partnera, ale przecież mogłaby wywrzeć na niego jakiś wpływ – po prostu nie chciało jej się popisywać. Dobrze było jak było a ona mogła przy okazji trochę odpocząć przy Robercie.
        - Nie widziałem cię tu nigdy wcześniej – zagaił blondyn, gdy znowu byli bliżej siebie.
        - Bo jestem tu pierwszy raz – odparła, trochę przy tym kłamiąc, a trochę mówiąc prawdę. Na parterze była ostatni raz kilkanaście lat temu, wtedy on pewnie był jeszcze beztroskim dzieckiem w piaskownicy. A te razy gdy przesiadywała na strychu nie powinny się liczyć, prawda?
        - A ten tam to twój chłopak?
        Co za bezpośrednie pytanie! Elfka nawet nie musiała zerkać w stronę Samiela by wiedzieć, że to o niego chodziło Robertowi. Uśmiechnęła się do niego w przepraszający sposób, który wielu wystarczyłby za odpowiedź.
        - Owszem – odparła słodko. Trudno, zabójca będzie musiał jej wybaczyć, że sobie go przywłaszczyła by mieć względny spokój od adoratorów takich jak ten tu. Zresztą… Może wcale nie będzie miał jej tego za złe? Nawet zerknęła na niego, gdy przyszło jej to do głowy, ale zaraz zganiła się w myślach - przecież jej nie odpowie, nie czyta w myślach.
        Robert zaś nie wyglądał na specjalnie załamanego tą wieścią, choć widać też było, że ciutkę się zdystansował, a w kierunku złotookiego zabójcy zerkał jakby sprawdzał czy ten nie posyła mu gromów wzrokiem za dotykanie jego kobiety.

        Utwór w końcu się zakończył. Skowronek wysunęła się z ramion Roberta i uśmiechnęła się do niego radośnie.
        - Miło było poznać - oświadczyła. Jego odpowiedź “mnie również było miło” usłyszała już tylko jednym uchem, bo zaraz obróciła się przez ramię i poszła w stronę Samiela, by nie dopuścić do tego, aby spędzili osobno dwa tańce z rzędu. On akurat kłaniał się przed swoją partnerką, która zaraz popędziła do swoich koleżanek. Elfka nie podarowała sobie lekko ironicznego uśmiechu.
        - Czujesz jak uszy cię pieką od obgadywania czy jeszcze nie? - zażartowała, wsuwając mu rękę pod ramię i nawet nie pytając czy zatańczą razem, bo było to dla niej oczywiste. Chwilę później kapela zaczęła grać, znowu coś dziarskiego, ale nieprzesadnie, by nie wykończyć tancerzy. Skowronek złapała zabójcę za dłoń i wyciągnęła go na środek parkietu.
        - Jak ci się z nią tańczyło? - zapytała. - Szczerze i ze szczegółami! - zastrzegła.
        Była nieugięta - chciała od niego usłyszeć dokładną opinię i wcale nie chodziło jej o to, że w tamtej dziewczynie widziała konkurentkę. Była ciekawa jak Samiel się dostosowuje i ocenia umiejętności innych. Sama zamierzała wyrazić swoją opinię nawet jeśli nie zostanie zapytana.
        - To teraz powiem ci co ja myślę - oświadczyła między kolejnymi obrotami. - Moim zdaniem “zdałeś”. Poszło ci naprawdę ładnie! Choć partnerka nie była najłatwiejszy. Nie jakaś łamaga, ale też nie tancerka, taka średnia. Na balu na pewno nikt nie śmiałby po takim tańcu stwierdzić, że się na tym nie znasz. Bardzo mnie to cieszy i troszkę duma mnie rozpiera, że będę miała takiego partnera na balu - oświadczyła z uśmiechem, który był jak dodatkowy komplement pod adresem zabójcy.
        Za to gdy znowu razem podbijali parkiet, Skowronek śmiało oceniłabym, że są tu najlepszą parą. Może to obiektywna ocena, a może subiektywna, bo dobrze się bawiła. Niemniej był to kolejny wymagający kawałek, a oni nie byli na treningu wytrzymałościowym.
        - Co ty na to, by darować sobie kolejny utwór, usiąść i napić się czegoś? - zaproponowała, gdy już instynktownie wiedziała, że piosenka zaraz dobiegnie końca.
Awatar użytkownika
Samiel
Zsyłający Sny
Posty: 316
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Skrytobójca , Wędrowiec , Najemnik
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Nawet nie zapytał jej o imię, bo właściwie nie było mu ono potrzebne. Może i zobaczy ją jeszcze gdzieś przy stoliku lub na parkiecie, ale wydawało mu się, że ten taniec był ich pierwszym i ostatnim. Zresztą, jego myśli z powrotem zajęła Skowronek, gdy tylko znalazła się w jego pobliżu krótko po tym, jak muzycy przestali grać i zaczęli przygotowywać się do kolejnego utworu.
         – Nie… I raczej nie będą. Niespecjalnie się tym przyjmuję, ale wydaje mi się, że nie miała powodów do późniejszych narzekań – powiedział to i odruchowo spojrzał w stronę stolika, do którego uciekła jego tymczasowa partnerka. Grupka kobiet siedziała tam nadal, wyglądało na to, że tym razem darują sobie zarówno taniec, jak i szukanie kogoś, z kim mogłyby zatańczyć… Ale to nie był jego problem, miał inne – ważniejsze i ciekawsze – rzeczy, którymi musiał się teraz zająć. Teraz, na przykład, po prostu chodziło o taniec ze Skowronkiem, w który zdecydowała się wciągnąć go kolejny raz. Chociaż tym razem nie obyło się bez rozmowy, bo elfka chciała wiedzieć, jak tańczyło mu si,ę z kimś innym, niż z nią. A on spieszył z odpowiedzią, płynnie dopasowując figury tak, żeby nie tylko tańczyli w rytm muzyki, ale też tak, żeby dobrze im się rozmawiało.
         – Dość dobrze. Przez pierwszą część tańca próbowałem ją wyczuć, ale nawet jak już mi się to udało, to nie mogłem pozwolić sobie na wszystko, co zrobiłbym w tańcu z tobą. Zakręciło jej się w głowie po kilku szybkich obrotach pod rząd, co w twoim przypadku nie miałoby miejsca. I chyba wykorzystała to, żeby przez chwilę znaleźć się bliżej mnie. Ogólnie nie tańczyła źle, ale jej braki w niektórych cechach fizycznych ograniczały mnie nieco – odpowiedział jej. Chyba tyle powinno wystarczyć, prawda? Spojrzał jeszcze na nią i, choć jego spojrzenie tego nie wyrażało, to mogła odnieść wrażenie, że pyta ją w ten sposób, czy ma jeszcze jakieś pytania co do tego i też zachęca, żeby je wypowiedziała, jeśli je ma.
         – Miałem świetną nauczycielkę – powiedział szczerze od razu po tym, jak usłyszał jej opinię. Było to jedno, krótkie zdanie, ale według niego wystarczyło. Przez swoje wcześniejsze doświadczenia z tańcem i fizyczne cechy ciała, owszem, nowych rzeczy z tym związanych uczył się o wiele szybciej niż ktoś, kto wcześniej nigdy nie miał z tym do czynienia, jednak to przecież nie było jedynym, co sprawiło, że poruszał się w tańcu tak, jak robił to dzisiaj. Dużą pomocą była tu też sama Skowronek, która ostatnim razem pełniła rolę jego nauczycielki.
         – A jak tobie tańczyło się z twoim partnerem? - zrewanżował się, zwyczajnie ciekaw jej zdania na temat tamtego mężczyzny. Akurat nie spoglądał w jej stronę tak często, jak ona w jego, ale i tak udało mu się kilkukrotnie zerknąć. I z tego, co zauważył, im także nie tańczyło się źle.
Później już się nie odzywał, nieco bardziej skupił się na tańcu, chociaż raczej nie wydziwiał i tańczył podobnie, jak wcześniej. Również udało mu się wyczuć, że utwór dobiegał końcu, ale nie odpowiedział na jej pytanie, jeszcze nie. Zrobił to chwilę później, gdy zakończył ostatni obrót przyciągnięciem jej w swoją stronę. Chyba mu się to spodobało, ten krótki moment, gdy mógł przyjrzeć się z bliska jej emocjom i oczom.
         – Myślę, że to dobry pomysł – powiedział to od razu, gdy tylko muzyka ucichła. Tym razem nie zapomniał o tym, w jakiej pozycji się znajdują i, nie zwlekając z tym, wypuścił ją ze swoich objęć.
         – Coś z alkoholem czy niekoniecznie? Chyba, że masz już coś konkretnego na myśli – odezwał się, gdy nadal stali jeszcze na parkiecie. A skoro mieli zrobić sobie małą przerwę, to zaczął prowadzić Skowronka w stronę zejścia z niego.
         – Zajmę się zamówieniem – dodał, gdy mu odpowiedziała. Już wcześniej zauważył tu dwa bary, więc w zależności od tego, jak mu odpowiedziała, udał się do jednego z nich. Sam nie był też do końca pewien, na co ma ochotę, więc jej odpowiedź na pewno w jakimś stopniu pomogła mu się zdecydować.

Jego wizyta przy barze przebiegła dość szybko. Przywitał się z barmanem, złożył zamówienie, powiedział mu, do jakiego stolika je przynieść, zapłacił i pożegnał się, a przy okazji usłyszał też, że napitki powinni dostać szybko, bo z racji tego, jak wiele osób się tu dziś bawi, musieli zwiększyć ilość pracującej obsługi. W innej sytuacji, może porozmawiałby z nim chwilę, jednak przy stoliku czekał na niego ktoś, kogo towarzystwo było dla niego ważniejsze niż rozmowa – nawet krótka – ze stojącym za barem mężczyzną. Dlatego też od razu ruszył w stronę stolika, który wcześniej sobie zajęli. Schodkami wszedł na podwyższenie, na którym ten się znajdował i zajął krzesło stojące naprzeciw tego, na którym siedziała już Skowronek.
         – Za chwilę dostaniemy nasze zamówienie – zakomunikował jej, gdy tylko usiadł.
         – Może to będzie głupie pytanie, ale… Jak się bawisz do tej pory? - zapytał po chwili. Nie, żeby nie zwracał uwagi na jej wszystkie śmiechy i uśmiechy, bo dostrzegał i słyszał je wszystkie, ale i tak zadał to pytanie. Może szukał kolejnego potwierdzenia wniosków, jakie wyciągnął ze swoich obserwacji. Może po prostu chciał mieć jeszcze większą pewność, że dobrze mu to wszystko idzie.
         – I, jakbyś chciała jeszcze raz zatańczyć do wolniejszej muzyki, to wystarczy dać znać – dodał jeszcze. Załatwianie tego przebiegałoby podobnie, jak zrobił to za pierwszym razem. Wokalista razem z zespołem chętnie przyjęli wcześniejszy napiwek, więc tym razem podejrzewał, że może być podobnie. Poza tym na takim układzie przecież nikt nie cierpiał – im do kieszeni wpadały dodatkowe rueny, a on mógł zatańczyć ze swoją partnerką do takiej muzyki, do jakiej ona chciała to zrobić. Poza tym, innym parom dodatkowe zbliżenie chyba też nie przeszkadzało, prawda?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości