Góry Dasso[Między wioskami] Na skraju lasu i poczytalności

Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Maurycy
Zbłąkana Dusza
Posty: 5
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Kupiec , Przemytnik
Kontakt:

[Między wioskami] Na skraju lasu i poczytalności

Post autor: Maurycy »

        Prawa natury miały to do siebie, że rządziły się swoimi zasadami, lecz kiedy pojąć je zapragnął pewien czarodziej w czerwonym spiczastym kapeluszu, one przestały istnieć. Ich egzystencję można było jedynie zauważyć w szczątkowych pozostałościach dawnych cywilizacji, które Maurycy mijał po drodze na trakcie. Stare budulce kruszyły się i pod wpływem siły zwanej przez legendy grawitacją odpadały od murów, by ruchem jednostajnie przyspieszonym spadać, po czym uderzyć w ziemię i zniknąć w wysokiej trawie, nie wydając przy tym żadnego dźwięku, które pochłaniała próżnia chłodnej nocy. Jedynym słyszalnym w tej chwili odgłosem było skrzypienie wozu wymieszane z pochrumkiwaniem zaprzęgniętego weń gackoucha. Woźnica zaś spał w najlepsze na koźle, z kapeluszem nasuniętym na oczy. Czubek nakrycia podskakiwał arytmicznie, gdy na drodze nadarzyła się większa lub mniejsza dziura, ale właścicielowi to najwyraźniej nie przeszkadzało. Podskakiwał po prostu razem z czubkiem.
        Co do fizyki i tego, jak powinna działać, a jak nie działała względem czarodzieja, to sprawa okazała się nadzwyczaj dziwna, bo Maurycy... został przeklęty. I to całkowitym przypadkiem, przez wioskowego chłopka. Ten bowiem próbował przyswoić sobie wiedzę ze źródła, którego nie potrafił przeczytać, gdyż źródło spisane zostało w języku dawnym, starożytnym, zatem bełkot wygadywany pod nosem przez chłopka spowodował, że siła próbująca znaleźć dla siebie pożywkę trafiła na uprzywilejowanego magicznie przejezdnego. Przyczepiła się więc do Maurycego, odwracając wszelki naturalny porządek rzeczy. Takim sposobem pić musiał do góry nogami, bo przy nim płyny wzlatywały ku niebu, wszystko spadało na boki i czego się nie dotknął, to wychodziło mu to z zupełnie odwrotnym efektem do zamierzonego. Klątwa uprzykrzała mu życie dobry miesiąc, na szczęście znalezienie kogoś, kto był wystarczająco uzdolniony, aby ją zdjąć, nie okazało się tak karkołomne, jak się spodziewał. Gorzej z pozbyciem się piętna, bo wraz ze starą czarownicą zdejmowali je równy tydzień, i to przy użyciu najdziwniejszych składników potrzebnych do wykonania nadzwyczaj prostego rytuału.
        Od kilku godzin rozkoszował się porządkiem i odpoczywał po tych wszystkich tygodniach męczenia się i układania sobie życia na nowo. Wóz po raz kolejny podskoczył, a Maurycy niebezpiecznie przechylił się na bok, aż mu kapelusz zawisł za krawędzią. Zachrapał donośnie, podrapał się po nosie. Wóz stanął po chwili, a czarodziejem mocno szarpnęło, i właśnie to wybudziło go z głębokiego snu. Zamruczał cicho, otworzył sklejone oczy. Zamrugał kilkakrotnie, usłyszał radosne chrumkanie. Ziewnął potężnie, przeciągnął się, aż długie, szerokie rękawy żółtej szaty opadły mu do pach.
        — Co tam jesz, Świnko? — zapytał niewyraźnie, wyprostował nogi.
        Rozejrzał się. Rozmyta poświata w oddali sugerowała, że niedaleko może znajdować się osiedle ludzkie, co z kolei doprowadziło do konkluzji, że będzie mógł przespać się w pościeli, a nie na twardym koźle. Ziewnął raz jeszcze.
        — No dobrze, Świnko. Jedźmy tam. Zasłużyłaś na odpoczynek. Może dowiem się przy okazji, gdzie jesteśmy...
        Z trudem odciągnął gackoucha od kępy trawy, ale niedługo potem wspólnie ruszyli na skraj Szepczącego Lasu, ku jednej z wiosek. Puścił na chwilę lejce, by zanurzyć w kapeluszu rękę po sam łokieć i wyjąć z niego butelkę soku malinowego. Tyle wystarczyło, żeby Świnka skręciła w inną stronę, siłą więc odwiódł ją od pomysłu zboczenia z wyznaczonej trasy. Ani ona, ani on nie widzieli dobrze po zmroku, nie mogli więc sobie nawzajem ufać w kwestii przewodnictwa. Maurycemu pomagało jedynie coraz wyraźniejsze źródło światła.
Awatar użytkownika
Malkara
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 2 miesiące temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Bard , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Malkara »

Sytuacja w miejscowej karczmie była lekko napięta, ze względu na kilku podróżników, którzy przybyli wraz z nieziemskiej piękności ragarianka, ubrana w lekki i trochę skąpy ubiór. Kilku mężczyznach właśnie w tym momencie rzucało się do gardeł miejscowych, którzy nazbyt spoglądali na ciało kobietę. Ta tylko spoglądała na całą sytuację z uśmiechem, napawając się tym widokiem. Kiedy mężczyźni byli bliscy walki na pięści, atmosfera w całej karczmie zagęszczała się, powodując niepokój i strach wśród obserwatorów. Malkara się tym zupełnie nie przejmowała, ją obchodziło tylko jedno. Oglądać jak inni będą walczyć o jej względy, co potrafiło spowodować nawet podniecenie. Pokusa spojrzała się na jednego z miejscowych, zauważając przy jego pasie pałkę. Z lekkim uśmieszkiem poruszyła palcem, powodując przepływ mocy przez jej dłoń. Jej oczu delikatnie zatliły się z lekką purpurową poświatą, posyłając sugestię, aby rozpocząć bójkę.

W jednym momencie mężczyzna chwycił za swoją pałkę i natychmiastowo zaatakował jednego z podróżników, ogłuszając go jednym ciosem. Po tym kolejny chwycił jego ramię i wykręcił, powodując rozbrojenie tego miejscowego, a był to tylko początek. Malkara jedynie zachichotała cichutko, rozkoszując się przedstawieniem. Przedstawieniem, które było przez nią i tylko dla niej. Jej mała fala chaosu niosąca strach i cierpienie. Ta oblizała swoje usta i oddała się rozkoszy obserwowania bójki.

Kiedy ta się skończyła impasem, spowodowanym przez krasnoludzką karczmarkę, która wybuchła po zniszczeniu jednego ze stołów i uspokoiła obie strony, przy okazji zmuszając ich do sprzątania, a przynajmniej tych, którzy jeszcze stali na nogach. Pokusa znudzona zakończeniem wyszła przed karczmę i usiadła się na pobliskiej ławce podpierając podbródek na lewej ręce spoglądając w ciemność

-Jakże było to rozczarowujące zaskoczenie, nikt nie został poważnie ranny, cóż za marne zakończenie. – pomyślała z głośnym westchnięciem – No nic, przynajmniej mam darmowy opierunek

Malkara ponownie uśmiechnęła się do siebie, nucąc wesołą melodie.
Awatar użytkownika
Maurycy
Zbłąkana Dusza
Posty: 5
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Kupiec , Przemytnik
Kontakt:

Post autor: Maurycy »

        Wioska na skraju Szepczącego Lasu okazała się śpiąca, wręcz melancholijna na pierwszy rzut oka. Powtykane gdzieniegdzie pochodnie leniwie rzucały słabe światło na ubłoconą ścieżkę pełną nierównych kamieni. Co jakiś czas pojawiał się gdzieś cień nietoperzy. Cykady odgrywały głośny koncert, w oddali zarechotała żaba. Maurycy odetchnął pełną piersią wiejskim powietrzem, w którym woń leśnej wilgoci mieszała się z nutami obornika i zsiadłego mleka. Wóz turkotał bez rytmu, poruszając się ruchem jednostajnym. Czarodziej rozglądał się za jakimś przybytkiem, w którym mógłby spędzić noc. Wszechświat najwyraźniej postanowił zrehabilitować się po ostatnim incydencie. Ukazał więc Maurycemu cel, przez który wyleciał wrzeszczący z bólu mężczyzna.
        — No, jesteśmy na miejscu — ucieszył się mag, ściągając lejce.
        Świnka zachrumkała wesoło, gdy zaczął zdejmować z niej oprzyrządowanie. Spiczasty kapelusz zginał się raz w jedną, raz w drugą stronę niczym zupełnie osobny byt z pełną świadomością swoich poczynań. Maurycy zaprowadził zwierzę pod wiatę, dolał wody do korytka, po czym skierował się ku drzwiom wejściowym. Z wnętrza oberży sączyła się żółta poświata i pośmierdywało czymś, czego nie potrafił jednoznacznie zidentyfikować. Zmarszczył haczykowaty nos. Zapach potu wdzierał się nachalnie w nozdrza, drażniąc wrażliwą śluzówkę czarodzieja. Wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia.
        Zdążył uchylić się przed nadlatującą butelką. Poprawił kapelusz, wyprostował pogiętą szatę i podszedł do szynku, starając się iść jak najbliżej ściany, aby móc obserwować rozwój wydarzeń. Zatrzymał się, żeby nie oberwać człowiekiem, który odbił się od desek i wylądował na ławie. Ruszył dalej. Zanim dotarł do szynku, kilku klientów straciło już połowę uzębienia. Z ciężkim westchnieniem usiadł na wysokim stołku, czując na sobie ciekawskie spojrzenia tutejszych. Czerwony, strzelisty kapelusz w połączeniu z jaskrawożółtą szatą stanowiły specyficzny widok.
        Po niedługiej chwili pojawiła się pulchna karczmarka ze szmatką w jednej dłoni i z glinianym kubkiem w drugiej. Przeżuwała coś. Bardzo głośno.
        — Coś podać? — zapytała, memłając.
        Maurycy odchrząknął.
        — Poproszę bigos, dobra kobieto.
        Uniosła brew niepewnie, ale nie pytała. Czarodziej odwrócił się przodem do izby. Mordobicie zakończyła właścicielka przybytku, ciągając za uszy obu głównych sprawców niczym babcia uspokajająca niesforne wnuczęta. Zabębnił palcami w brudny blat. Z ciekawością rozglądał się dookoła, a gdy przyszło mu zapłacić za strawę, wyjął swoją magiczną monetę i położył ją przed kobietą. Ta chwyciła złoto w dwa palce i uważnie się mu przyjrzała. Ugryzła, sprawdziła strukturę.
        — To na pewno prawdziwe pieniądze? — upewniła się, łypiąc podejrzliwie na dziwaka.
        Naburmuszył się.
        — Droga pani, proszę mi tu nie insynuować próby oszustwa. To najczystsze złoto, zaręczam.
        — Mhm.
        Najwyraźniej aparycja pacjenta szpitala psychiatrycznego nie pomagała w zjednywaniu sobie ludzi.
Awatar użytkownika
Malkara
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 2 miesiące temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Bard , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Malkara »

Znużona siedzeniem w ciemności Malkara wstała i przeciągnęła się z lekkim uśmieszkiem. Nic nie powodowało u niej tak dobrego humoru jak szczypta chaosu wywołana samą jej prezencją. Nigdy nie myślała, że śmierć może jej przynieść o wiele więcej mocy i przyjemności. Możliwe, że faktycznie powinna podziękować temu kupcowi, który zesłał ją na tamten świat. Ta po chwili przemyśleń tylko zachichotała i odegnała tą myśl z tą samą łatwością, z którą zachęca innych aby zabijali się o jej względy.

-Oj stałaś się niezwykle brutalna dziewczyno - powiedziała cicho do siebie, po czym nastąpiła pauza. Czyżby miała się zreflektować nad swoimi poczynaniami, stać się lepszą wersją siebie? Nie, pokusa jedynei uśmiechnęła się do siebie. - i bardzo mi się to podoba.

Od samego początku była niezwykle bezlitosna w swoich działaniach, jednak teraz to się zmieniło i to bardzo. Kobieta, która wcześniej była tylko niezwykle egoistyczną naciągaczką, obecnie stała się bardzo brutalna w swoich działaniach. Nagle do niej dotarł niespodziewany odgłos. Było to chrumkanie świni, a także poruszający się powoli wóz. Prawdopodobnie ktoś jechał w tym kierunku, jednak nie słyszała ona typowych dla koni odgłosów, jedynie świnię. "Czyżby ktoś używał świni zamiast konia? Intersujące" - pomyślała Malkara i natychmiastowo schowała się we wnętrzu gospody, aby początkowo ukryć się przed nadchodzącym nieznajomym.

Walka pomiędzy miejscowymi nadal trwała, jednak można było zauważyć i wyczuć, że ci są zmęczeni, co tylko sprawiło, że bardka poczuła się bardziej u władzy nad tymi prostymi umysłami. Zasiadła się przy jednym ze stolików, który natychmiastowo stał się bezpieczną strefą. Długo nie czekała, aby zobaczyć nowoprzybyłego, który pojawił się u progu gospody. To co głównie przyciągnęło jej wzrok był szpiczasty kapelusz, wyjątkowo obrzydliwie niezadbana broda, a także krzykliwe odzienie. Ktokolwiek był na pewno zauważył nieznajomego, jednakowoż główna uwaga biesiadników spoczywała na samotnie siedzącej elfce.

Po niezbyt długim czasie Malkara wstała od stolika i zaczęła podchodzić do nieznajomego, widocznie zaintrygowana jego obecnością w tym miejscu. Z każdym krokiem bezpieczna strefa powoli przesuwała się co raz to bliżej nieznajomego i szynku. Z każdym krokiem elfka delikatnie kołysała biodrami, co przyciągało uwagę gawiedzi, a także wyraźnie uspokoiło ich, a przynajmniej zahamowało ich zapędy do kontynuowania karczemnej burdy. Teraz ich uwaga skupiała się na dwóch osobach, elfce i nieznajomym, jednakże większość gości spoglądała na niego wyjątkowo nieprzychylnym wzrokiem.

Elfka bez chwili wahania oparła się o blat jej prawym łokciem i oparła swoją głowę o dłoń, lepiej prezentując nieznajomemu swoje atuty kobiecości, będąc ciekawa jego reakcji.

-Witaj nieznajomy - powiedziała swoim melodyjnym głosem, stosując uwodzicielski ton - co sprowadza tak ekscentrycznego mężczyznę w te tereny?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Góry Dasso”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości