Góry DassoGdzie dwa skowronki tam i kocur.

Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.
Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 49
Rejestracja: 1 rok temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Re: Gdzie dwa skowronki tam i kocur.

Post autor: Alantar » 3 miesiące temu

Trzeba było przyznać iż dwójka rozbójników potrafiła poradzić sobie z niebezpieczeństwem o wiele lepiej niż by można było się tego spodziewać, gdyby Alantar miał teraz chwilę spokoju, zapewne pogratulowałby im tego jak dobrze potrafili współpracować jak i samych umiejętności, w końcu większość osób które nie posługiwały się magią w momencie spotkania trolla uciekłaby ile sił w nogach. Niestety w tym momencie nie był w stanie zobaczyć ich współpracy, ba nie był w stanie poświęcić im nawet odrobiny uwagi... W tym momencie świat zewnętrzny nie miał dla niego najmniejszego znaczenia, nie miał czasu zastanawiać się nad tym co dzieje się wokół niego, inaczej wiedział, iż nie opanuje mocy, która buntowała się przeciwko niemu. Choć czy moc była tutaj dobrym określeniem? W końcu tak naprawdę jego talent nie pozwalał mu na władanie żadną tajemną mocą, a na sprawianiu by świat ugiął się do jego woli. Fundamentalnie była to ogromna różnica, choć zwykłemu śmiertelnikowi tego typu niuanse wymykały się ze sfery, którą był w stanie zrozumieć. Jednak dla tych którzy potrafili zrozumieć tak drobne niuanse, to co działo się z czarodziejem było tym bardziej przerażające, jako iż jego umysł nie walczył jedynie z niepojętą siłą, a wolą świata, która chciała przeciwstawić się mu. W końcu czym jest wola świata, rzeczywistości? Siłą, której każdy powinien się obawiać, czymś co trudno jest sobie wyobrazić, czymś co kierowało wszelkimi aspektami życia... Naginanie tej woli dla własnych potrzeb nie było proste, a im bardziej ktoś na nią wpływał, tym silniej ta próbowała się obronić. W końcu rozpalenie już suchego drewna nie sprzeciwiało się naturalnemu porządkowi rzeczy tak bardzo jak stworzenie lancy, która w ciągu uderzenia serca przebiła ciało potwora. Nie wspominając już nawet o fakcie gdy Alantar wydał rozkaz wszystkim żyjącym stworzeniom w okolicy. Jak bardzo trzeba było sprzeciwić się woli tego świata by sprawić, iż wszystkie istoty w promieniu kilkudziesięciu kroków zostały okradzione z własnej woli, swego jestestwa? Bez żelaznej woli i niezachwianego serca, świat na pewno nie pozwoliłby na coś takiego. I dlatego też gdy serce Alantara zachwiało się, gdy ten przypomniał sobie, że były wokół osoby, których nie chciał zranić, wola tego świata postanowiła ukarać go za jego zarozumiałość. Niestety czarodziej miał inne plany, coś takiego nie było w stanie powstrzymać go, mogło jedynie zatrzymać go na krótką chwilę. Szkoda tylko iż tak elfka i kotołak nie zdawali sobie sprawy z tego co tak naprawdę się działo i konsekwencji jakie miały przyjść, gdy świat obracał się przeciwko Alantarowi. Gdy elfka zadała pytanie, czarodziej nie był już tą samą osobą, a może był? Może właśnie taki powinien być? W tym krótkim momencie wrócił wspomnieniami do czasów, które były spowite w mroku... Dlatego też gdy Latro zbliżyła się do niego, ten nienaturalnie szybko stał, a jego ciało pokryło się cienką warstwą płomieni, które sprawiły iż powietrze wokół niego zaczęło się zaginać. Mimo tego tak Vittoria jak i Hares byli w stanie dostrzec jego spokojny i opanowany wyraz twarzy oraz zimne oczy, które zdawały się nie widzieć ich.
- Nic, w porównaniu do ciebie... - odpowiedział spokojnym głosem, który miał w sobie nutę pogardy, tak jakby odpowiadał nie towarzyszowi podróży, a komuś kto był równie ważny co przydrożny pies, a może nawet mniej... Jednocześnie wyciągnął rękę w jej stronę i nieśpiesznym ruchem skierował dłoń tak by ta wylądowała na jej gardle. Wyglądało to tak jakby nie przejmował się czy ta spróbuje uciec z jego szponów i choć nie użył magi by ją unieruchomić, elfka miała prostą myśl "nie opieraj się", która na pewno nie należała do niej, ale jednak z jakiegoś powodu wydawała się kuszącą opcją. To czy naprawdę dawał jej szansę było trudne do powiedzenia, jedno było pewne, nie zmuszał jej do niczego, jedyne co zrobił, to podsunięcie jej świadomości myśli, której powinna się posłuchać...

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 49
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Latro » 3 miesiące temu

Już w momencie, kiedy wstał, poczuła coś dziwnego. Co takiego właściwie? Nie miała pojęcia, jednak atmosfera wyraźnie stała się jakoś cięższa. Nie tylko w przenośni, ale i dosłownie. W jednej chwili elfka miała przed sobą niemalże nieprzytomnego mężczyznę, natomiast w drugiej stał niewzruszony niczym czarodziej, którego magia przybrała niszczycielską postać bijących ciepłem płomieni. Zdezorientowanie - to o wiele za słabe określenie dla stanu, w którym znaleźli się bandyci. Aczkolwiek w ostatnim momencie Latro domyśliła się, a może raczej, instynkt jej podpowiedział, że stojący przed nią Alantar nie jest już tą samą osobę, co parę minut temu. Stał się kimś zupełnie obcym.
Zupełnie... nieprzewidywalnym.
- Szefie! - Kotołak wrzasnął zaraz po tym, jak dłoń mężczyzny zacisnęła się na jej szyi. Zrobił gwałtowny krok do przodu, lecz wtem usłyszał ostrzeżenie. Nie pochodziło ono jednak od maga, a wydobyło się prosto z gardła bandytki.
- Nie podchodź! - syknęła, ledwie dodając swojemu głosowi tonu rozkazującego. - Stój tam, gdzie stoisz - mówiła coraz ciszej, coraz słabiej. Poczuła nieprzyjemne drętwienie, niemniej zdołała obrzucić czarodzieja spojrzeniem pełnym gniewu.
- Miałam cię za silną osobę. Nie mogę uwierzyć, że dałeś się zagnać w kozi róg tylko dlatego, że pozwoliłeś sobie trochę zaszaleć z magią. - Chwyciła obiema rękami za jego przedramię, oddychając nieco ciężej. W pewnym momencie zerknęła bardziej w bok i patrząc z pozoru w przestrzeń, zatrzymała wzrok na rosłej, smukłej topoli. "Nie przypuszczałam, że tak szybko będę musiała przyznać wam rację."
- Chyba nie zapomniałeś powodu, dla którego wspólnie podróżujemy? - Tym razem postanowiła podejść do sprawy nieco inaczej. - To ty wyszedłeś z tą inicjatywą.
Hares przyglądał się temu wszystkiemu z nieukrywanym bólem wymalowanym na twarzy. Chciał coś zrobić. Chciał móc coś zrobić. Niestety, sam był świadom tego, że jego ingerencja mogła jedynie pogorszyć sytuację. Ale czy Latro aby na pewno sobie poradzi? Czy jej słowa mogły się na cokolwiek zdać?
Zmiennokształtny jednym uchem wyłapał z boku jakiś szelest. Może i nie była to odpowiednia chwila, lecz instynktownie spojrzał w tamta stronę, mrużąc lekko ślepia.

Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 49
Rejestracja: 1 rok temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar » 2 miesiące temu

Jedno elfka przynajmniej wiedziała, przeciwstawianie się mu nie było dobrym pomysłem... Na dodatek powstrzymała kotołaka, który inaczej skończyłby w nieprzyjemnym stanie, gdyby tylko postanowił jej "pomóc". Niestety na tym jej dobre wybory się skończyły. Słowa, które dotarły do jego uszy nie były tymi, które chciał usłyszeć, ba sprawiły, że na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Zagnać w kozi róg? Zaszaleć z magią? - powiedział z rozbawieniem w głosie, by pod koniec zaśmiać się krótko. Mimo rozbawienia nie puścił jej gardła, choć widząc jej poczynania jego palce nieco się rozluźniły, gdyby chciała, zapewne była by w stanie uciec z jego uścisku, w końcu fizycznie nie był silniejszy, niż każdy normalny człowiek czy elfka, a i jeśli chodziło o szybkość ruchów, oboje byli mniej więcej sobie równi, toteż w tej konkretnej sytuacji Latro miała przewagę. Oczywiście nie znaczyło to, że tak naprawdę byłaby w stanie uciec, ot, Alantar dawał jej szansę, ułudę własnej woli. W końcu mogła mu się przeciwstawiać, albo mu ulec... To czy potrafiła wybrać odpowiednią opcję decydowało o tym jak długo będzie jeszcze żyć...
- Elfie dziecko, które nie wie nic o świecie, nie ma kwalifikacji, by rozmawiać ze mną o sile. - Wraz z tymi słowami, Vittoria mogła poczuć delikatny ból głowy, a przed jej oczami zaczęły pojawiać się stare bolesne wspomnienia. Czarodziej nawet nie przyglądał się im kiedy to używając siły zaczął pokazywać elfce jej najgorsze chwile. Choć może nie do końca nie przyglądał się im? Nawet jeśli wyraz jego twarzy nie zmienił się, dalej widniał na niej ten sam delikatny uśmiech. W ciągu krótkiej chwili Latro mogła po raz kolejny zobaczyć większość swoich pomyłek, te chwile kiedy czuła się bezsilna... Całość trwała tylko chwilę, kilka uderzeń serca, a mimo to wydawała się tak prawdziwa.
- Dalej chcesz mówić o sile? A może wydaje się tobie, że ten mały pokaz magii był czymś specjalnym? Że te kilka głupich stworzeń potrafi zasiać ziarno strachu? - Czarodziej zamruczał z zadowoleniem, spoglądając prosto na elfkę. Tym razem, wraz z ostatnim słowem w jej umyśle ukazał się kolejny obraz, tym razem nie było to jednak jej wspomnienie, a Alantara. Młody czarodziej kroczył wśród zgliszczy twierdzy, ludzkie krzyki agonii dochodziły do jego uszu z każdej strony. Mimo to niedobitki dalej napierały z każdej strony, kierując się prosto w jego stronę. Zwęglone ciała dało się znaleźć gdzie by nie spojrzał, w progach domów, na ulicach... Nie powstrzymywało to jednak tak ludzi jak i nieludzi by raz za razem próbować odebrać jego życie, jakby nic innego nie liczyło się w tym świecie. Elfka wcieliła się w rolę obserwatora, kogoś kto nie mógł kontrolować tego ciała, które siało spustoszenie tam gdzie jego wzrok sięgał. Ogniste inferno rozświetlało półmrok, a ognista powłoka wokół niego nie pozwalała by cokolwiek dostało się w jego pobliże, rozpuszczając groty strzał przed tym jak te zamieniały się w popiół. Mimo to czarodziej brnął przed siebie, w kałużach krwi, która momentalnie zastygała, a czasami zaczynała parować. Jak można było to opisać? Piekło? Być może... Mimo wszystko, poza dźwiękiem płomieni i krzyków, dało się usłyszeć coś jeszcze, ciężki oddech, gdy pierś czarodzieja podnosiła się o opadała jakby sprawiało mu to ogromny problem. Każdy krok sprawiał mu coraz większy problem, ale mimo to parł przed siebie, a kolejne ciała ścieliły jego drogę. W pewnym momencie, gdy ten postawił kolejny krok, jej umysł wrócił do jej ciała, a wspomnienie gwałtownie urwało się.
- Co nam zostało? - zamruczał z nutką zadowolenia w głosie. Nie czekając aż ta zdąży odpowiedzieć zmusił ją do obejrzenia kolejnej wizji. Tym razem znajdowała się w miejscu, do którego światło nie docierało, a ciało, w którym była miało ręce zawieszone w górze, kiedy nimi poruszył, do ich uszu doszedł cichy szczęk łańcuchów. W jej umyśle zaczęły pojawiać się myśli, które nie należały do niej, ten do kogo należał ten umysł liczył godziny, dni... W pewnym momencie jednak przestał. Mimo to wspomnienie trwało dalej. Dla niej mogła być to tylko chwila, ale dla właściciela tego ciała czas przestał się liczyć, była tylko ciemność... Wtedy też po raz kolejny wróciła zmysłami do siebie, by dalej widzieć ten sam uśmiech, który pojawił się na jego twarzy po jej słowach.
- Dzieci nie powinny mówić o rzeczach, o których nie mają pojęcia - rzucił z rozbawieniem w głosie, puszczając jej gardło. Co chciał tym osiągnąć? Trudno było powiedzieć, ot, była to dla niego zwykła zabawa, w końcu tak elfka jak i kotołak byli jedynie potulnymi owcami w jego oczach...

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 49
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Latro » 3 tygodnie temu

Reakcja Alantara nie spodobała się elfce równie mocno, jak jej odpowiedź czarodziejowi. Często się śmiał, to fakt. Wcześniej jednak nie doprowadzał do tego, by w jego głosie dało się usłyszeć równie wyrazistą pogardę. To było...
Zachichotała mimowolnie. To było tak podobne do niej.
- Dziecko? - westchnęła, wymuszając lekkie uniesienie się końcówek jej pobliźnionych ust. Była dzieckiem... Żyła na tym padole od ponad trzystu czternastu lat i nadal była dzieckiem. Z jednej strony rozbawiło ją to. Była elfim dzieckiem - około cztery razy starszym od w pełni dojrzałego człowieka, a jednak wciąż nie miała prawa nazywać się dorosłą. Wiedziała o tym. I to było najzabawniejsze. Traktowała Alaranię jak swój własny, bogaty w zjeżdżalnie i karuzele plac zabaw. Właśnie to jej dotychczas odpowiadało. Tego się przez cały czas trzymała, więc dlaczego... dlaczego dokładnie w tej chwili poczuła nagłą niepewność? W jaki sposób Alantar ją wywołał? Co takiego zrobił lub powiedział? Czy bycie zlekceważoną pomimo dwustu lat pracy nad swą wspaniałą, mogłoby się zdawać, permanentną, reputacją, w jakiś sposób ją dotknęło? Stojący przed nią mężczyzna był tylko wędrownym magiem... jak to możliwe, że zachowywał się wśród bandytów tak spokojnie? Z tego co wiedziała, miał wielką moc i to trzeba było mu przyznać. Ale w swoich szeregach Latro również miała dwóch potężnych znawców mistycznych arkanów, a oprócz nich jeszcze pięciu dryblasów o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Czy nie obawiał się, że bez najmniejszego wahania, w każdym momencie mogą poderżnąć mu gardło? To on powinien odczuwać strach. Więc dlaczego jest na odwrót? Dlaczego ten uśmiech musiała wymusić, dlaczego nie pojawił się, jak zwykle, samodzielnie i instynktownie? Czuła, jak po raz pierwszy w życiu straciła pod nogami tak wiele gruntu. A przecież tyle się w nim wydarzyło! Była nadal dzieckiem, ale elfim dzieckiem. Żyła w środowisku ludzi już tak długo, że powoli przyzwyczajała się do ich perspektywy. Powoli... przestawała być elfem. Ale tego kiedyś chciała, prawda? Tak... wtedy, kiedy ją wygnano. Przeklęła swych pobratymców i swoją ojczyznę, a potem udała się, by żyć na własną rękę z dala od nich i tego ograniczonego rozumowania. Była taka zadowolona... ale czy teraz też jest?
Szybko powróciła do chwili obecnej, starając się uniknąć odpowiedzi na to pytanie. Skupiła za to swoją uwagę ponownie na intruzie, który perfidnie wdepnął w jej piaskownicę i zajął miejsce na ulubionej huśtawce. Obie dłonie zacisnęła jeszcze mocniej na jego przedramieniu, a następnie podjęła próby wydostania się z jego uścisku. Nie będzie czekała, aż odbierze jej wszystkie zabawki. Pokaże mu, że wie, czego chce... i że prawda, nawet, jeśli czasami wydaje się być niewygodna, nie zmieni jej sposobu bycia ani hierarchii wartości.
Wspomnienia, które jej pokazał... to, co przed chwilą zobaczyła, już raz się wydarzyło. I nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. A gdyby dostała drugą szansę? Gdyby mogła na nowo stanąć przed wcześniejszymi wyborami? Zrobiłaby to samo.
- Przerazić nas może wszystko. - Odsunęła jego rękę i odetchnęła już nieco głębiej, dalej wpatrując się w oczy dużo ciemniejsze od swoich. - Wystarczy, że się tego nie spodziewamy... albo nie jesteśmy na to gotowi. Boimy się, w większym, bądź mniejszym stopniu. Ale czy to cokolwiek zmienia? Mimo wszystko zdołaliśmy się obronić wraz z Haresem. I dalibyśmy sobie radę bez twojej pomocy. Po prostu... zajęłoby nam to o wiele dłużej. Albo stracilibyśmy rękę lub dwie... - Normalnie zaśmiałaby się w tym momencie. Teraz jednak patrzyła ze spokojem, utraciwszy nieco humor. - Życie to bardzo ryzykowna gra. - Uśmiechnęła się po raz pierwszy od chwili, gdy przeszłość zapukała do jej głowy i wprosiła się na filiżankę herbaty. - Co nie oznacza, że nie warto grać w nią wcale, bo zwycięstwo ma zazwyczaj słodki smak. Słodszy niż najlepszy deser na jakimkolwiek alarańskim dworze. A powinieneś wiedzieć, że próbowałam ich wiele.
Niedługo po tym, jak skończyła mówić, poczuła coś dziwnego. Jej wzrok bowiem przestał należeć do niej, a ona sama po raz kolejny została omamiona przez jedno ze wspomnień, choć tym razem nie mogła go rozpoznać. W pierwszym momencie jej uwagę przyciągnęły płomienie, krzyki, chaos... Doznała już niegdyś podobnych rzeczy, które w dodatku były jej sprawką, ale to było inne miejsce. Tamto było innym wspomnieniem, jej wspomnieniem. Domyśliła się, że to, co teraz widzi, musiał widzieć Alantar lata temu. I choć z początku nie zrobiło na niej zbyt wielkiego wrażenia, dopiero obłęd, czysty obłęd na twarzach każdej napotkanej istoty wprawił ją w osłupienie.
Zaraz wszystko zniknęło niemal równie szybko, jak się pojawiło i po raz kolejny usłyszała głos mężczyzny. Znowu postanowił obdarzyć ją cząstką wiedzy o własnej przeszłości...
Musiała przyznać, że nie tego się spodziewała. Niewola, głód wolności, codzienne odliczanie, aż w końcu utrata jakiejkolwiek nadziei. Czysta rozpacz, pustka, ciemność. Czy tak właśnie wyglądała najgorsza możliwa agonia?
Hares zaniepokoił się mocniej, niż dotychczas. Milczała. Dlaczego milczała? Co on jej takiego zrobił? Wcześniej na ułamek sekundy kotołak rozproszył się czymś, jednak to, co się działo tuż obok, miało kolosalnie większe znaczenie. W pewnym momencie po prostu nie wytrzymał.
- Nie wiem co tu się dzieje, ale nie sądzicie, że powinniście odrobinę wyluzować? - odchrząknął cicho, po czym zagadnął do dwójki, podchodząc wolnym krokiem na odległość pięciu stóp. - Znaczy, mamy zadanie do wykonania, a jest już późno. Prześpijmy się. - Jak na prawdziwego kota przystało, zmiennokształtny postanowił zaproponować zregenerowanie energii poprzez sen. Miał tylko nadzieję, że to w jakiś sposób przywróci "starego" Alantara...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Góry Dasso”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość