Góry DassoGdzie dwa skowronki tam i kocur.

Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Trzeba było przyznać iż dwójka rozbójników potrafiła poradzić sobie z niebezpieczeństwem o wiele lepiej niż by można było się tego spodziewać, gdyby Alantar miał teraz chwilę spokoju, zapewne pogratulowałby im tego jak dobrze potrafili współpracować jak i samych umiejętności, w końcu większość osób które nie posługiwały się magią w momencie spotkania trolla uciekłaby ile sił w nogach. Niestety w tym momencie nie był w stanie zobaczyć ich współpracy, ba nie był w stanie poświęcić im nawet odrobiny uwagi... W tym momencie świat zewnętrzny nie miał dla niego najmniejszego znaczenia, nie miał czasu zastanawiać się nad tym co dzieje się wokół niego, inaczej wiedział, iż nie opanuje mocy, która buntowała się przeciwko niemu. Choć czy moc była tutaj dobrym określeniem? W końcu tak naprawdę jego talent nie pozwalał mu na władanie żadną tajemną mocą, a na sprawianiu by świat ugiął się do jego woli. Fundamentalnie była to ogromna różnica, choć zwykłemu śmiertelnikowi tego typu niuanse wymykały się ze sfery, którą był w stanie zrozumieć. Jednak dla tych którzy potrafili zrozumieć tak drobne niuanse, to co działo się z czarodziejem było tym bardziej przerażające, jako iż jego umysł nie walczył jedynie z niepojętą siłą, a wolą świata, która chciała przeciwstawić się mu. W końcu czym jest wola świata, rzeczywistości? Siłą, której każdy powinien się obawiać, czymś co trudno jest sobie wyobrazić, czymś co kierowało wszelkimi aspektami życia... Naginanie tej woli dla własnych potrzeb nie było proste, a im bardziej ktoś na nią wpływał, tym silniej ta próbowała się obronić. W końcu rozpalenie już suchego drewna nie sprzeciwiało się naturalnemu porządkowi rzeczy tak bardzo jak stworzenie lancy, która w ciągu uderzenia serca przebiła ciało potwora. Nie wspominając już nawet o fakcie gdy Alantar wydał rozkaz wszystkim żyjącym stworzeniom w okolicy. Jak bardzo trzeba było sprzeciwić się woli tego świata by sprawić, iż wszystkie istoty w promieniu kilkudziesięciu kroków zostały okradzione z własnej woli, swego jestestwa? Bez żelaznej woli i niezachwianego serca, świat na pewno nie pozwoliłby na coś takiego. I dlatego też gdy serce Alantara zachwiało się, gdy ten przypomniał sobie, że były wokół osoby, których nie chciał zranić, wola tego świata postanowiła ukarać go za jego zarozumiałość. Niestety czarodziej miał inne plany, coś takiego nie było w stanie powstrzymać go, mogło jedynie zatrzymać go na krótką chwilę. Szkoda tylko iż tak elfka i kotołak nie zdawali sobie sprawy z tego co tak naprawdę się działo i konsekwencji jakie miały przyjść, gdy świat obracał się przeciwko Alantarowi. Gdy elfka zadała pytanie, czarodziej nie był już tą samą osobą, a może był? Może właśnie taki powinien być? W tym krótkim momencie wrócił wspomnieniami do czasów, które były spowite w mroku... Dlatego też gdy Latro zbliżyła się do niego, ten nienaturalnie szybko stał, a jego ciało pokryło się cienką warstwą płomieni, które sprawiły iż powietrze wokół niego zaczęło się zaginać. Mimo tego tak Vittoria jak i Hares byli w stanie dostrzec jego spokojny i opanowany wyraz twarzy oraz zimne oczy, które zdawały się nie widzieć ich.
- Nic, w porównaniu do ciebie... - odpowiedział spokojnym głosem, który miał w sobie nutę pogardy, tak jakby odpowiadał nie towarzyszowi podróży, a komuś kto był równie ważny co przydrożny pies, a może nawet mniej... Jednocześnie wyciągnął rękę w jej stronę i nieśpiesznym ruchem skierował dłoń tak by ta wylądowała na jej gardle. Wyglądało to tak jakby nie przejmował się czy ta spróbuje uciec z jego szponów i choć nie użył magi by ją unieruchomić, elfka miała prostą myśl "nie opieraj się", która na pewno nie należała do niej, ale jednak z jakiegoś powodu wydawała się kuszącą opcją. To czy naprawdę dawał jej szansę było trudne do powiedzenia, jedno było pewne, nie zmuszał jej do niczego, jedyne co zrobił, to podsunięcie jej świadomości myśli, której powinna się posłuchać...
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Już w momencie, kiedy wstał, poczuła coś dziwnego. Co takiego właściwie? Nie miała pojęcia, jednak atmosfera wyraźnie stała się jakoś cięższa. Nie tylko w przenośni, ale i dosłownie. W jednej chwili elfka miała przed sobą niemalże nieprzytomnego mężczyznę, natomiast w drugiej stał niewzruszony niczym czarodziej, którego magia przybrała niszczycielską postać bijących ciepłem płomieni. Zdezorientowanie - to o wiele za słabe określenie dla stanu, w którym znaleźli się bandyci. Aczkolwiek w ostatnim momencie Latro domyśliła się, a może raczej, instynkt jej podpowiedział, że stojący przed nią Alantar nie jest już tą samą osobę, co parę minut temu. Stał się kimś zupełnie obcym.
Zupełnie... nieprzewidywalnym.
- Szefie! - Kotołak wrzasnął zaraz po tym, jak dłoń mężczyzny zacisnęła się na jej szyi. Zrobił gwałtowny krok do przodu, lecz wtem usłyszał ostrzeżenie. Nie pochodziło ono jednak od maga, a wydobyło się prosto z gardła bandytki.
- Nie podchodź! - syknęła, ledwie dodając swojemu głosowi tonu rozkazującego. - Stój tam, gdzie stoisz - mówiła coraz ciszej, coraz słabiej. Poczuła nieprzyjemne drętwienie, niemniej zdołała obrzucić czarodzieja spojrzeniem pełnym gniewu.
- Miałam cię za silną osobę. Nie mogę uwierzyć, że dałeś się zagnać w kozi róg tylko dlatego, że pozwoliłeś sobie trochę zaszaleć z magią. - Chwyciła obiema rękami za jego przedramię, oddychając nieco ciężej. W pewnym momencie zerknęła bardziej w bok i patrząc z pozoru w przestrzeń, zatrzymała wzrok na rosłej, smukłej topoli. "Nie przypuszczałam, że tak szybko będę musiała przyznać wam rację."
- Chyba nie zapomniałeś powodu, dla którego wspólnie podróżujemy? - Tym razem postanowiła podejść do sprawy nieco inaczej. - To ty wyszedłeś z tą inicjatywą.
Hares przyglądał się temu wszystkiemu z nieukrywanym bólem wymalowanym na twarzy. Chciał coś zrobić. Chciał móc coś zrobić. Niestety, sam był świadom tego, że jego ingerencja mogła jedynie pogorszyć sytuację. Ale czy Latro aby na pewno sobie poradzi? Czy jej słowa mogły się na cokolwiek zdać?
Zmiennokształtny jednym uchem wyłapał z boku jakiś szelest. Może i nie była to odpowiednia chwila, lecz instynktownie spojrzał w tamta stronę, mrużąc lekko ślepia.
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Jedno elfka przynajmniej wiedziała, przeciwstawianie się mu nie było dobrym pomysłem... Na dodatek powstrzymała kotołaka, który inaczej skończyłby w nieprzyjemnym stanie, gdyby tylko postanowił jej "pomóc". Niestety na tym jej dobre wybory się skończyły. Słowa, które dotarły do jego uszy nie były tymi, które chciał usłyszeć, ba sprawiły, że na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Zagnać w kozi róg? Zaszaleć z magią? - powiedział z rozbawieniem w głosie, by pod koniec zaśmiać się krótko. Mimo rozbawienia nie puścił jej gardła, choć widząc jej poczynania jego palce nieco się rozluźniły, gdyby chciała, zapewne była by w stanie uciec z jego uścisku, w końcu fizycznie nie był silniejszy, niż każdy normalny człowiek czy elfka, a i jeśli chodziło o szybkość ruchów, oboje byli mniej więcej sobie równi, toteż w tej konkretnej sytuacji Latro miała przewagę. Oczywiście nie znaczyło to, że tak naprawdę byłaby w stanie uciec, ot, Alantar dawał jej szansę, ułudę własnej woli. W końcu mogła mu się przeciwstawiać, albo mu ulec... To czy potrafiła wybrać odpowiednią opcję decydowało o tym jak długo będzie jeszcze żyć...
- Elfie dziecko, które nie wie nic o świecie, nie ma kwalifikacji, by rozmawiać ze mną o sile. - Wraz z tymi słowami, Vittoria mogła poczuć delikatny ból głowy, a przed jej oczami zaczęły pojawiać się stare bolesne wspomnienia. Czarodziej nawet nie przyglądał się im kiedy to używając siły zaczął pokazywać elfce jej najgorsze chwile. Choć może nie do końca nie przyglądał się im? Nawet jeśli wyraz jego twarzy nie zmienił się, dalej widniał na niej ten sam delikatny uśmiech. W ciągu krótkiej chwili Latro mogła po raz kolejny zobaczyć większość swoich pomyłek, te chwile kiedy czuła się bezsilna... Całość trwała tylko chwilę, kilka uderzeń serca, a mimo to wydawała się tak prawdziwa.
- Dalej chcesz mówić o sile? A może wydaje się tobie, że ten mały pokaz magii był czymś specjalnym? Że te kilka głupich stworzeń potrafi zasiać ziarno strachu? - Czarodziej zamruczał z zadowoleniem, spoglądając prosto na elfkę. Tym razem, wraz z ostatnim słowem w jej umyśle ukazał się kolejny obraz, tym razem nie było to jednak jej wspomnienie, a Alantara. Młody czarodziej kroczył wśród zgliszczy twierdzy, ludzkie krzyki agonii dochodziły do jego uszu z każdej strony. Mimo to niedobitki dalej napierały z każdej strony, kierując się prosto w jego stronę. Zwęglone ciała dało się znaleźć gdzie by nie spojrzał, w progach domów, na ulicach... Nie powstrzymywało to jednak tak ludzi jak i nieludzi by raz za razem próbować odebrać jego życie, jakby nic innego nie liczyło się w tym świecie. Elfka wcieliła się w rolę obserwatora, kogoś kto nie mógł kontrolować tego ciała, które siało spustoszenie tam gdzie jego wzrok sięgał. Ogniste inferno rozświetlało półmrok, a ognista powłoka wokół niego nie pozwalała by cokolwiek dostało się w jego pobliże, rozpuszczając groty strzał przed tym jak te zamieniały się w popiół. Mimo to czarodziej brnął przed siebie, w kałużach krwi, która momentalnie zastygała, a czasami zaczynała parować. Jak można było to opisać? Piekło? Być może... Mimo wszystko, poza dźwiękiem płomieni i krzyków, dało się usłyszeć coś jeszcze, ciężki oddech, gdy pierś czarodzieja podnosiła się o opadała jakby sprawiało mu to ogromny problem. Każdy krok sprawiał mu coraz większy problem, ale mimo to parł przed siebie, a kolejne ciała ścieliły jego drogę. W pewnym momencie, gdy ten postawił kolejny krok, jej umysł wrócił do jej ciała, a wspomnienie gwałtownie urwało się.
- Co nam zostało? - zamruczał z nutką zadowolenia w głosie. Nie czekając aż ta zdąży odpowiedzieć zmusił ją do obejrzenia kolejnej wizji. Tym razem znajdowała się w miejscu, do którego światło nie docierało, a ciało, w którym była miało ręce zawieszone w górze, kiedy nimi poruszył, do ich uszu doszedł cichy szczęk łańcuchów. W jej umyśle zaczęły pojawiać się myśli, które nie należały do niej, ten do kogo należał ten umysł liczył godziny, dni... W pewnym momencie jednak przestał. Mimo to wspomnienie trwało dalej. Dla niej mogła być to tylko chwila, ale dla właściciela tego ciała czas przestał się liczyć, była tylko ciemność... Wtedy też po raz kolejny wróciła zmysłami do siebie, by dalej widzieć ten sam uśmiech, który pojawił się na jego twarzy po jej słowach.
- Dzieci nie powinny mówić o rzeczach, o których nie mają pojęcia - rzucił z rozbawieniem w głosie, puszczając jej gardło. Co chciał tym osiągnąć? Trudno było powiedzieć, ot, była to dla niego zwykła zabawa, w końcu tak elfka jak i kotołak byli jedynie potulnymi owcami w jego oczach...
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Reakcja Alantara nie spodobała się elfce równie mocno, jak jej odpowiedź czarodziejowi. Często się śmiał, to fakt. Wcześniej jednak nie doprowadzał do tego, by w jego głosie dało się usłyszeć równie wyrazistą pogardę. To było...
Zachichotała mimowolnie. To było tak podobne do niej.
- Dziecko? - westchnęła, wymuszając lekkie uniesienie się końcówek jej pobliźnionych ust. Była dzieckiem... Żyła na tym padole od ponad trzystu czternastu lat i nadal była dzieckiem. Z jednej strony rozbawiło ją to. Była elfim dzieckiem - około cztery razy starszym od w pełni dojrzałego człowieka, a jednak wciąż nie miała prawa nazywać się dorosłą. Wiedziała o tym. I to było najzabawniejsze. Traktowała Alaranię jak swój własny, bogaty w zjeżdżalnie i karuzele plac zabaw. Właśnie to jej dotychczas odpowiadało. Tego się przez cały czas trzymała, więc dlaczego... dlaczego dokładnie w tej chwili poczuła nagłą niepewność? W jaki sposób Alantar ją wywołał? Co takiego zrobił lub powiedział? Czy bycie zlekceważoną pomimo dwustu lat pracy nad swą wspaniałą, mogłoby się zdawać, permanentną, reputacją, w jakiś sposób ją dotknęło? Stojący przed nią mężczyzna był tylko wędrownym magiem... jak to możliwe, że zachowywał się wśród bandytów tak spokojnie? Z tego co wiedziała, miał wielką moc i to trzeba było mu przyznać. Ale w swoich szeregach Latro również miała dwóch potężnych znawców mistycznych arkanów, a oprócz nich jeszcze pięciu dryblasów o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Czy nie obawiał się, że bez najmniejszego wahania, w każdym momencie mogą poderżnąć mu gardło? To on powinien odczuwać strach. Więc dlaczego jest na odwrót? Dlaczego ten uśmiech musiała wymusić, dlaczego nie pojawił się, jak zwykle, samodzielnie i instynktownie? Czuła, jak po raz pierwszy w życiu straciła pod nogami tak wiele gruntu. A przecież tyle się w nim wydarzyło! Była nadal dzieckiem, ale elfim dzieckiem. Żyła w środowisku ludzi już tak długo, że powoli przyzwyczajała się do ich perspektywy. Powoli... przestawała być elfem. Ale tego kiedyś chciała, prawda? Tak... wtedy, kiedy ją wygnano. Przeklęła swych pobratymców i swoją ojczyznę, a potem udała się, by żyć na własną rękę z dala od nich i tego ograniczonego rozumowania. Była taka zadowolona... ale czy teraz też jest?
Szybko powróciła do chwili obecnej, starając się uniknąć odpowiedzi na to pytanie. Skupiła za to swoją uwagę ponownie na intruzie, który perfidnie wdepnął w jej piaskownicę i zajął miejsce na ulubionej huśtawce. Obie dłonie zacisnęła jeszcze mocniej na jego przedramieniu, a następnie podjęła próby wydostania się z jego uścisku. Nie będzie czekała, aż odbierze jej wszystkie zabawki. Pokaże mu, że wie, czego chce... i że prawda, nawet, jeśli czasami wydaje się być niewygodna, nie zmieni jej sposobu bycia ani hierarchii wartości.
Wspomnienia, które jej pokazał... to, co przed chwilą zobaczyła, już raz się wydarzyło. I nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. A gdyby dostała drugą szansę? Gdyby mogła na nowo stanąć przed wcześniejszymi wyborami? Zrobiłaby to samo.
- Przerazić nas może wszystko. - Odsunęła jego rękę i odetchnęła już nieco głębiej, dalej wpatrując się w oczy dużo ciemniejsze od swoich. - Wystarczy, że się tego nie spodziewamy... albo nie jesteśmy na to gotowi. Boimy się, w większym, bądź mniejszym stopniu. Ale czy to cokolwiek zmienia? Mimo wszystko zdołaliśmy się obronić wraz z Haresem. I dalibyśmy sobie radę bez twojej pomocy. Po prostu... zajęłoby nam to o wiele dłużej. Albo stracilibyśmy rękę lub dwie... - Normalnie zaśmiałaby się w tym momencie. Teraz jednak patrzyła ze spokojem, utraciwszy nieco humor. - Życie to bardzo ryzykowna gra. - Uśmiechnęła się po raz pierwszy od chwili, gdy przeszłość zapukała do jej głowy i wprosiła się na filiżankę herbaty. - Co nie oznacza, że nie warto grać w nią wcale, bo zwycięstwo ma zazwyczaj słodki smak. Słodszy niż najlepszy deser na jakimkolwiek alarańskim dworze. A powinieneś wiedzieć, że próbowałam ich wiele.
Niedługo po tym, jak skończyła mówić, poczuła coś dziwnego. Jej wzrok bowiem przestał należeć do niej, a ona sama po raz kolejny została omamiona przez jedno ze wspomnień, choć tym razem nie mogła go rozpoznać. W pierwszym momencie jej uwagę przyciągnęły płomienie, krzyki, chaos... Doznała już niegdyś podobnych rzeczy, które w dodatku były jej sprawką, ale to było inne miejsce. Tamto było innym wspomnieniem, jej wspomnieniem. Domyśliła się, że to, co teraz widzi, musiał widzieć Alantar lata temu. I choć z początku nie zrobiło na niej zbyt wielkiego wrażenia, dopiero obłęd, czysty obłęd na twarzach każdej napotkanej istoty wprawił ją w osłupienie.
Zaraz wszystko zniknęło niemal równie szybko, jak się pojawiło i po raz kolejny usłyszała głos mężczyzny. Znowu postanowił obdarzyć ją cząstką wiedzy o własnej przeszłości...
Musiała przyznać, że nie tego się spodziewała. Niewola, głód wolności, codzienne odliczanie, aż w końcu utrata jakiejkolwiek nadziei. Czysta rozpacz, pustka, ciemność. Czy tak właśnie wyglądała najgorsza możliwa agonia?
Hares zaniepokoił się mocniej, niż dotychczas. Milczała. Dlaczego milczała? Co on jej takiego zrobił? Wcześniej na ułamek sekundy kotołak rozproszył się czymś, jednak to, co się działo tuż obok, miało kolosalnie większe znaczenie. W pewnym momencie po prostu nie wytrzymał.
- Nie wiem co tu się dzieje, ale nie sądzicie, że powinniście odrobinę wyluzować? - odchrząknął cicho, po czym zagadnął do dwójki, podchodząc wolnym krokiem na odległość pięciu stóp. - Znaczy, mamy zadanie do wykonania, a jest już późno. Prześpijmy się. - Jak na prawdziwego kota przystało, zmiennokształtny postanowił zaproponować zregenerowanie energii poprzez sen. Miał tylko nadzieję, że to w jakiś sposób przywróci "starego" Alantara...
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Że też elfka miała czelność dalej odpowiadać mu w tej sytuacji... Gdyby nie fakt, że tak ona jak i kotołak byli tu istotami, które tak naprawdę nie były w stanie mu zagrozić, najprawdopodobniej zabił by ją w momencie, gdy ta zaczęła odpowiadać jakby nigdy nic na jego słowa. Oczywiście nie oznaczało to, że zamierzał jej odpowiedzieć, przynajmniej nie teraz, gdy nie widziała wszystkiego co zamierzał jej pokazać. Dopiero gdy ta zamilkła, nie wiedząc co zrobić, ten zaśmiał się cicho. Życie jest grą? Elfka miała ciekawe podejście do niego, niestety powiedziała to nieco za wcześnie... Cisza jaka nastała niestety nie trwała zbyt długo, najwyraźniej kotołak dalej nie zdawał sobie sprawy z tego co dzieje się wokół niego i zamiast strachu, ukazał jedynie bezmyślność. Czarodziej spokojnie spojrzał na niego, po czym pstryknął palcami lewej ręki.
- Sen jest tylko ucieczką, ale skoro tego sobie życzysz... - Alantar parsknął cicho z nutką pogardy, a Hares w tym momencie mógł poczuć jak jego myśli od razu stały się coraz bardziej ociężałe, powieki same się zamknęły i zanim zdążył pomyśleć o tym by położyć się, jego ciało stało się niemiłosiernie ciężkie, opadając nagle na ziemię. Oczywiście wprawne oko mogło zobaczyć, iż nic poważnego mu się nie stało, nie licząc ewentualnego siniaka po upadku, jego pierś unosiła się i opadała w spokojnym tempie, a on sam najwyraźniej wpadł w głęboki sen.
- Smak zwycięstwa jest niczym najlepszy deser? Chcesz powtórzyć te słowa po raz kolejny, czy może w końcu zrozumiesz, że jesteś jedynie dzieckiem, które nie wie jak wygląda świat? - Jego głos był spokojny i łagodny niczym dotyk ukochanej osoby, krył w sobie urok, który trudno było zrozumieć.
- A może chcesz przeżyć to samo, byś w końcu mogła zrozumieć, że twoje życie jest jedynie beztroską zabawą? Jesteś w końcu elfką, te lata nie zostawią nawet jednej zmarszczki na twojej twarzy... Więc jak będzie? - Dalej używał tego samego głosu, niczym niebiańska istota, sprawiając, iż trudno było mu odmówić, jakby wcale nie mówił o czymś co było piekłem na ziemi, a jedynie słodkim snem, snem, który chciało się mieć. Magia, która niosła się w raz z jego głosem tworzyła właśnie ten efekt. Mało kto był w stanie oprzeć się nawet tak prostemu urokowi z jego strony, co nie znaczy, że nie dawał jej szansy. W końcu nie próbował zdominować jej umysłu, a jedynie używał najprostszej formy jego mocy wraz z słowami. Ale czy elfka, która w tym momencie na pewno nie myślała kompletnie trzeźwo była w stanie oprzeć się nawet tak prostej formie?
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Elfka zerknęła na pogrążone we śnie ciało swojego towarzysza, po chwili przenosząc uwagę z powrotem na Alantara. Mówiła Haresowi, żeby się nie wtrącał. Miał szczęście, że czarodziej postanowił go jedynie uśpić, z czego Latro zdała sobie sprawę zaraz po jego słowach, następnie potwierdzając to również unoszeniem się klatki piersiowej kotołaka. Niestety, choć w jej oczach pojawił się cień ulgi, to nadal nie czuła się w obecnej sytuacji bezpiecznie. Nie to, żeby kiedykolwiek mogła sobie pozwolić na opuszczenie gardy, jednak... wydawało jej się, że teraz zbliżyła się do granicy życia i śmierci bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie była ranna, a jej ciało oraz psychika praktycznie nie ucierpiały. Mimo to wiedziała, że wystarczy ułamek sekundy, aby cała jej świadomość rozpadła się na drobne kawałeczki za sprawą jednego pstryknięcia palcami.
Tylko czy to znaczyło, że powinna się tak po prostu poddać? Była typem buntownika i nie zamierzała tańczyć w sposób, jaki przedstawił jej mężczyzna naprzeciwko. Bicie jej serca gwałtownie przyśpieszyło, tak samo, jak oddech i myśli, nad którymi powoli traciła kontrolę. Co on ma zamiar zrobić? Zabić ją? Torturować? Prychnęła nerwowo, po czym przybrała na twarz szeroki uśmiech. Kolejna z masek, którą chciała użyć do zakrycia swojego strachu i narastającego niepokoju, chociaż jej następne słowa okazały się czymś więcej, aniżeli tylko pustą formą sprzeciwu. One, w przeciwieństwie do fałszywej ekspresji, wypowiedziane zostały prosto z jej serca. Silnym tonem i z typową dla niej pewnością siebie. Zupełnie tak, jak gdyby sama jej natura nie pozwalała na zgodzenie się z inną istotą wbrew jej woli; chcąca pokazać, że absolutnie nikt nie jest w stanie ją złamać, a już na pewno nie ktoś, kto para się tą samą zdolnością, co ona. Nie manipulator, bo przecież Vittoria... Latro jest bandytą. Jest znana z tego, co robi i jest w tym najlepsza. Nie potrzebuje magii, by mieć kontrolę nad własnym życiem... albo nad cudzym.
- Jestem dzieckiem i dorosłym. Moje życie wypełnione jest zabawą i walką. Widzę świat takim, jaki jest... ale moja perspektywa różni się od twojej. Setki razy stykałam się z życiem i ze śmiercią. Czy to, że uważasz mnie za beztroską czyni mnie gorszą od ciebie? - Spokojnie dotknęła drżącą ręką klatki piersiowej mężczyzny, po czym utkwiła wzrok w jego błyszczących oczach. Uspokoiła się. Wróciła do siebie z nową siłą czując, że być może uda jej się odzyskać kontrolę i przeciągnąć szalę zwycięstwa na swoją stronę. A jeśli jednak zginie... to zginie. Kto wie, może po śmierci stanie się potępioną? Tylko który z grzechów ciążyłby jej wówczas na barkach? Było ich przecież tak wiele...
Ta myśl bardzo ją rozbawiła.
- Czy aby na pewno to ze mną jest coś nie tak? - Polubiła jego głos, choć skrywał w sobie mrok. Pełen obłudy, a jednak kojący dla uszu, udawał śpiew niebian, zaszyty skowytem upadłych aniołów. - A może twe serce już dawno przestało bić. Tylko kto cię skrzywdził? Kto doprowadził cię do takiego stanu? - Jej ton stał się szczery jak nigdy dotąd, ciekawski i beztroski.
Latro nie poddała się, ale dotarło do niej, że znalazła się w sytuacji, w której po raz pierwszy nie wiedziała, jak się zachować. Postawiła więc wszystko na jedną kartę - na siebie. Prawdziwą siebie.
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Nie dość, że była w stanie odpowiedzieć mu normalnym tonem, jego delikatny urok nie miał na nią większego wpływu... Czarodziej w głębi serca zdziwił się widząc scenę, która rozgrywała się przed nim, ale na zewnątrz nie było widać tego, ba, tego typu myśli szybko zniknęły wraz z wewnętrznym prychnięciem. Nie poddała się, ponieważ dał jej szansę na oparcie się, gdyby zachciał, nie miałaby szans na walkę, a jedyne co by jej pozostało to słuchać jego słów niczym rozkazów. Ale może właśnie przez te myśli, które pojawiły się gdzieś w głębi jego umysłu, wysłuchał jej do końca, a na jego twarzy dalej widniał delikatny uśmiech, który na pierwszy rzut oka wydawał się naprawdę przyjemny dla oka, by po chwili sprawić, iż całe ciało przechodziły zimne ciarki. Z początku nie odpowiadał jej, wyczuwając, iż nie skończyła jeszcze mówić. Tak jak przewidział, w następnej chwili odezwała się po raz kolejny, tym razem innym tonem, zadziwiając Alantara. Większość osób nie tylko byłaby przerażona, ich myśli najprawdopodobniej kierowałyby się ku próbach przeżycia, nie zaś zadawaniu tego typu pytań... Nawet jeśli z początku był w stanie przewidzieć mniej więcej jej odpowiedzi, tak jej ostatnie słowa sprawiły, że jego wzrok w końcu delikatnie złagodniał, a uśmiech stał się nieco mniej przerażający.
- To właśnie ta beztroska sprawiła, że twoje życie jest jakie jest, że straciłaś dom, rodzinę... I sprawi, że w pewnym momencie stracisz wszystko... - Zamruczał cicho używając tego samego tonu co wcześniej, dalej niosącego za sobą trudny do odparcia urok. Zaraz potem spojrzał głęboko w jej oczy, i jeszcze delikatniejszym tonem dodał:
- Kto? Ktoś kto miał być moim całym światem. - Wraz z tymi słowy na jego twarzy rozkwitł szeroki uśmiech, który jednak szybko zniknął z jej pola widzenia, gdy czarodziej odwrócił się spokojnie tyłem do niej, by zaraz usiąść na tym samym miejscu, na którym siedział zanim zostali zaatakowani, choć tym razem zamiast wpatrywać się w ogień, jego wzrok zawisł na niebie, spoglądając w niezliczone gwiazdy, które rozświetlały nieboskłon.
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Przemilczała jego pierwszą wypowiedź, choć mogła coś wtrącić. Mogła zaprzeczyć pomimo tego, iż wiedziała, że czarodziej miał rację. Puściła z dymem wszystkie mosty, które przekroczyła z żalem, ale czy da się spopielić te, które ma się przed sobą? Złudna Idylla działała jedynie wstecz. O wiele ciężej było patrzeć z beztroską na to, co się dzieje, lub co się stanie w przyszłości.
A więc jednak nie myliła się, co zresztą wcale jej nie zdziwiło. Podobnie jak to, że osobę, o którą pytała, wiele łączyło z Alantarem. Banitka odetchnęła cicho. Znała już takie przypadki... Nie, wróć - myślała, że zna TAKIE przypadki. W tej chwili założyła po prostu, że mężczyzna miał problemy miłosne, choć nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielkie znaczenie może mieć ich rozmiar. Nie zastanawiała się również nad tym, czy ma to związek ze wspomnieniami, które jej pokazał.
Podobnie jak on, spojrzała w niebo. Gwiazdy układały się dzisiaj w konstelacji kochanka. Jedynej, którą potrafiła rozpoznać, a to dlatego, że urodziła się właśnie pod nią. Zabawne. Choć nie był to złodziej ani barbarzyńca, o których słyszała, to nadal świetnie do niej pasował. O ile myślało się o nim jako fałszywym. Vittoria w swoim życiu rozkochała w sobie wielu mężczyzn, choć sama nigdy nie pałała do żadnego podobnym uczuciem.
Uśmiechnęła się w duchu ironicznie.
- Nie będę udawać, że rozumiem, co czujesz - odezwała się po chwili głosem cichszym, niż dotychczas. - Ale wygląda na to, że utknąłeś. Pytanie brzmi, co zamierzasz z tym zrobić. Ruszysz naprzód? - Uniosła jedną brew wyżej, dalej jednak wpatrując się w usiane gwiazdami sklepienie. - A może będziesz nieustannie wracał wspomnieniami do osoby, która niegdyś coś dla ciebie znaczyła? Chyba, że godzenie się z losem i własnymi emocjami jest wyłącznym przywilejem beztroskich, elfich dzieci. - Ostatnie zdanie wypowiedziała z wyraźnym rozbawieniem, choć nie zawierało w sobie kpiny. Wzrok jej natomiast prędko przeskoczył na kotołaka, którego chrapanie stawało się z każdą chwilą głośniejsze.
Podeszła do niego spokojnie i przykucnęła obok. Za moment, kiedy pogłaskała go między uszami, zmiennokształtny mruknął pod nosem coś niezrozumiałego, po czym jego ciało zaczęło się kurczyć, aż w końcu przybrało postać rudego kocura. Latro chwyciła go stanowczo za kark, po czym wstając, uniosła do góry.
- Mówił mi kiedyś, że niektórzy zmiennokształtni mają swego rodzaju czuły punkt - powiedziała do Alantara, choć tak naprawdę nie wiedziała czy to go w ogóle obchodzi. Zwykle robiła to w ostateczności albo gdy Hares leżał gdzieś zalany w cztery dupy. Tym razem jednak nie miała mu tego za złe. Jakby nie było, chciał dobrze. A to, że mu trochę nie wyszło, to już inna sprawa...
Tak czy owak, Vittoria, odwróciwszy się bokiem do czarodzieja, rzuciła mu wyczekujące spojrzenie. Nie chciała sprawiać wrażenia kogoś, kto czeka na pozwolenie, by móc cokolwiek zrobić, jednak zanim odejdzie, zamierzała dać mężczyźnie szansę na to, by mógł dodać coś na pożegnanie do ich długiej konwersacji. O ile, rzecz jasna, miał na to ochotę.
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Jedno na pewno dobrze powiedziała... Nie wiedziała co czarodziej czuje, dlaczego jest jaki jest, ani kim była dla niego kobieta o której przed chwilą jej wspomniał. Zaśmiał się cicho na jej słowa, nie odwracając wzroku od gwiazd. I o ile wcześniej jego śmiech był przepełniony ironią i sarkazmem, tak teraz jedyne co dało się usłyszeć to delikatne rozbawienie, tak jakby jej słowa naprawdę jedynie go rozbawiły.
- Nie, pogodzenie się z losem to nie jedynie przywilej elfich dzieci. Jeśli ktoś tego nie zrobi, jedyne co go czeka to czeluście coraz to głębszej otchłani, która powoli będzie go pochłaniać, aż nie zostanie z tej osoby nic, poza skorupą, która krąży po świecie bez celu. To i tak jest ta lepsza wersja, w końcu większość po prostu odbiera sobie w pewnym momencie życie, by nie cierpieć więcej. - Mimo wszystko, jego ton dalej się nie zmienił, spokojny, łagodny, kojący wszelkie rany, niosący za sobą dziwny urok.
- Skoro twój towarzysz smacznie śpi, czemu nie zostaniesz i nie wysłuchasz opowieści? - Dalej nie odwrócił się nawet by na nią spojrzeć, a jego ton był identyczny, ale elfka mogła poczuć jak powietrze wokół niej stało się nagle przyjemnie ciepłe, wręcz idealne, niczym w środku lata, gdy godzinami można było wieczorem spoglądać na niebo... Delikatne podmuchy powietrza idealnie mieszały się z ciepłem, tworząc trudną do opisania harmonię. Nie czekając na jej odpowiedź, tak jakby nie miała znaczenia, Alantar tym samym głosem co wcześniej zaczął swą opowieść.
- Dawno temu, nim przyszłaś jeszcze na świat, w pewnych częściach świata krążyła opowieść o magu, który niósł za sobą śmierć i pożogę, będącym ucieleśnieniem zła, nie znającym słów takich jak łaska, emocje, rozsądek... Podobno nawet przeciwstawił się wszechmocnemu Panu, a przynajmniej jego aniołom, które po wielu modlitwach zstąpiły na ten padół by zgładzić jego zło. Niestety i one nie były w stanie przeciwstawić się jego płomieniom i klątwom. Ale jak każdy tyran, i ten mag miał jakiś początek, prawda? Czy ukrywał się większość życia, szlifując swe umiejętności, by w końcu wyjść na światło dzienne kiedy mało kto był w stanie mu się przeciwstawić? Czy może stracił wszystko i oszalał, zamieniając się w wysłannika śmierci? Otóż niektórzy jeszcze pamiętali go jako młodzieńca, który zgłębiał arkana magii całe swe życie, pomagając potrzebującym, gdy ich napotkał i mimo nieco za dużego ego, nigdy nie połączyli, by go z kimś kto bez mrugnięcia okiem był w stanie spopielić wszystko w zasięgu swojego wzroku. Niektórzy nie zdawali sobie sprawy z tego, że już gdy go poznali miał wystarczająco mocy by to zrobić, ale jeśli ktoś naprawdę uparł się by znaleźć informacje na ten temat, okazałoby się, że jedyne co się zmieniło to jego charakter. Ot wcześniej mimo pewnej dozy arogancji, nie pokazywał światu jak potężny jest, w końcu jak większość moich braci i sióstr, uważał, że to co zwykli ludzie nazywali magią, jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, więc jaki był sens oświecania kogoś kto nie mógł zrozumieć całości? Ah, wybacz, odbiegam od tematu. - Czarodziej zaśmiał się cicho, dalej nie odwracając wzroku od gwiazd. Nie sprawdził nawet czy elfka słuchała go, czy też nie. - Jak to więc się stało, iż po tym jak słuch o nim zaginął, następnym razem, gdy się pojawił, wyzbył się jakichkolwiek emocji? Dlaczego zabił tak wiele osób? Otóż powodem jego przemiany była pewna rudowłosa kobieta, o anielskiej urodzie. Przynajmniej tyle można było usłyszeć, jako iż nikt nie był w stanie dowiedzieć się nic więcej o niej, tak jakby była jedynie duchem... A przynajmniej tak mawiały plotki, które można było usłyszeć, czy były prawdziwe, tylko sam bohater mojej opowieści jest w stanie powiedzieć. Jedno jest pewne, ten sam demon, który siał pożogę pewnego dnia w końcu zniknął, a wraz z nim ulotna kobieta o urodzie anielicy. I o ile nikt nigdy nie usłyszał żadnych wieści na jej temat, tak czarodziej w końcu powrócił do tego świata, odzyskawszy resztki siebie. Tylko czy świat mógł wybaczyć mu jego zbrodnie? Nawet gdyby wszystkie żyjące stworzenia usłyszały jego historię czy wymazałoby to jego grzechy? Czy ci, którzy stracili swoich bliskich wybaczyliby mu? Może dlatego rzadko kiedy opowiada swoje dzieje innym, ale akurat trafiłaś na kogoś kto miał tyle szczęścia, a może nieszczęścia by usłyszeć jego historię, a może lepiej byłoby powiedzieć, zobaczyć ją... - Westchnął cicho, po czym uśmiechnął się sam do siebie. - Owa rudowłosa kobieta naprawdę istniała i tak jak mówiły plotki była przyczyną jego przemiany. Czego jednak plotki nie mówiły to fakt, że ten zakochał się w niej praktycznie od pierwszego spojrzenia. Tylko czy była to prawdziwa miłość? Z początku tak myślał, ba nawet w późniejszych latach trudno było mu powiedzieć czy był to jedynie jej urok, czy może naprawdę się w niej zakochał. Jednak nie jest to tak ważne, tak czy inaczej, jedyne czego ona chciała od niego, była jego moc. Niewiele istot na tym świecie potrafi władać magią jedynie za pomocą swego umysłu, a jeszcze mniej ma wystarczającą władzę, by wpływać na niego w jakkolwiek znaczący sposób. Jednak ten czarodziej akurat urodził się nie tylko z niewyobrażalnie silnym darem, w trakcie nieco ponad dwustu lat od narodzin, opanował jedną z najbardziej destrukcyjnych dziedzin praktycznie do perfekcji, wykraczającej poza możliwości większości śmiertelników. I właśnie to zainteresowało ową piękność. Niestety, by władać taką mocą, potrzeba żelaznej woli, która nie ugina się przed niczym, więc zanim mogła go całkowicie posiąść, musiała pogrążyć go w otchłani. I tak po wielu latach życia w ciemności, gdy po raz kolejny ujrzał światło dnia, jego umysł zakuty był w okowy, których nie był w stanie zrzucić, pozostając jedynie marionetką. Przez następne dekady jedyne uczucie jakie mu pozostało, to owa "miłość". I gdyby nie ona, być może nigdy by ich się nie pozbył. Tak jak ta wrzuciła go w czeluście otchłani, najgorszy możliwy koszmar, tak i ona właśnie pozwoliła mu uwolnić się z okowów jakie go spowijały. Ale czy krzyki rozpaczy jakie musiał usłyszeć od tej jednej osoby, którą nienawidził i kochał na raz, nie były w stanie wpłynąć na niego? W końcu gdy ta błagała go o litość, jego emocje, wcześniej oddzielone łańcuchami od jego umysłu, powróciły z pełną mocą... Więc, czy pogodził się z własnym losem? Czy może rana, która została na jego duszy jest czymś czego nie jest w stanie uleczyć, mimo swej mocy? - Wraz z ostatnimi słowy, przymknął spokojnie oczy, a płomień przy ognisku zachwiał się nagle, by ukazać figurę kobiety o kręconych włosach, której twarz była równie piękna co rzeźby najpiękniejszych anielic. Bezszelestnie ognista figura nachyliła się w stronę Alantara, a ten nie otwierając oczu, wyciągnął dłoń w jej stronę.
- Jak myślisz? Dalej mnie wiążesz? - Tym razem wydawało się jakby czarodziej nie zwracał się do elfki, a obrazu przed nim. Wraz z tymi słowami otworzył powoli oczy, a jego dłoń powoli rozwiała scenę przed nim. I tak oto z cichym westchnięciem czarodziej znowu spokojnie zwrócił się w stronę nieba, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Po jego słowach mogła wywnioskować, że wiedział, z czym to się je. Ugrzęznąć w limbie dawnych wydarzeń było łatwo. O wiele trudniejsze wyzwanie stanowiło wykaraskanie się z tego; wyjście bez szwanku i kontynuowanie swojej wędrówki po Łusce. Skoro zdawał sobie z tego sprawę, a do słabych najwyraźniej nie należał, to dlaczego nadal w tym tkwił?
Co on takiego przeżył?
Latro już myślała, że nie zechce przedstawić jej swojej sytuacji. Postanowiła więc nie drążyć dalej tematu, nie po tym, co ją dzisiaj spotkało. Kolejny uścisk na karku mógłby doprowadzić do jej śmierci, a elfka nie zamierzała zginąć w taki sposób. O nie, ona nie zamierzała ginąć jeszcze przez wiele lat, wbrew myślom, które przemykały jej przez głowę w chwili zagrożenia.
Nie spodziewała się, że ją zatrzyma, ale i nie protestowała. Spojrzała na niego z ciekawością, a jej usta wypowiedziały bezgłośne pytanie, choć tak naprawdę wiedziała, do czego mężczyzna zmierzał.
"Twojej opowieści?"
Ruszyła z wolna w kierunku pobliskiej ławeczki, po czym usiadła, nie odrywając od niego wzroku. Trzymanego przez cały czas kota położyła na ziemi. Wyglądało na to, że nic nie zdoła wyrwać tego śpiocha ze snu, nawet on sam... W co szczerze wątpiła. Nie znała się na magii ani zaklęciach, jednak coś jej mówiło, że Alantar nie rzuciłby na Haresa trwałego czaru. A jeśli się jednak myliła i czarodziej nie miałby zamiaru go wycofać... to Vittoria znajdzie kogoś, kto zechce to zrobić. Być może nawet nie będzie musiała go szukać. Być może kogoś takiego już zna.
Słuchała opowieści czarnowłosego bardzo uważnie, choć jej postawa na to nie wskazywała. Jedynie utkwione w mężczyznę, błękitne oczy przejawiały cechy zafascynowania. Otwarte szeroko, zdawały się popędzać go przy każdej dłuższej pauzie... Zwykle Vittoria tak nie robiła. Przeważnie ukrywała swoje zainteresowanie i cierpliwie smakowała się w każdym słowie bajarzy, bądź aktorów, których występ miała okazje widzieć. Jednak historia maga miała w sobie coś niezwykłego. Dziewczyna czuła, że gdyby ten nagle zechciał ją przerwać, nie mogłaby powstrzymać własnej ciekawości na wodzy. Zaczęłyby się dopytywania... A ona nienawidziła, kiedy ktoś wodzi ją za nos.
Mimo to, na samym końcu nie odczuwała niedosytu. Wszystko, co powiedział, spajało się w jedną całość i nie pozostawiało żadnych niedokończonych wątków. Żadnych oprócz...
- Nadal ją kochasz? - spytała zaraz po tym, jak pradawny posłał płomieniom odwieczne zagadnienie. Ona... naprawdę go nie rozumiała. Nie rozumiała jego wahania. Został skrzywdzony przez kogoś, komu teraz poświęca tak wiele swojej uwagi. Wciąż o niej myślał, a przecież tylko go oszukała. Vittoria wątpiła w to, że rudowłosa darzyła go prawdziwym uczuciem.
Czy Alantar był aż tak naiwny?
- Pewien człowiek powiedział mi kiedyś: - zaczęła szeptem - "Jeśli z jakichś powodów pragniesz zakończyć jedną miłość, na jej miejsce musisz znaleźć inną". - Nie wiedziała, czy to prawda, jednak pasowało do obecnej sytuacji. Czarodziej mógł sam przekonać się o prawdziwości tych słów. Nie dodała jednak, że ów człowiek był wdowcem i choćby nie wiem jak bardzo tego pragnął, to nie był w stanie zapomnieć o zmarłej małżonce.
Ale czy to nie zepsułoby całego efektu?
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Jakie proste pytanie prawda? Choć czy na pewno powinna je zadawać w tym momencie? Alantar uśmiechnął się lekko, spoglądając ze spokojem na elfkę. Nie żałował swej opowieści, ale mimo wszystko zawiódł się nieco na niej. Dlaczego ta nie mogła zagrać razem z nim? Każdy z odrobiną inteligencji był w stanie powiedzieć, iż ten opowiadał o sobie, ale czy musiała tak brutalnie niszczyć jego grę? Czarodziej westchnął cicho i pokręcił lekko głową.
- Pewien mędrzec powiedział kiedyś, iż między skrajnymi emocjami istnieje jedynie cienka bariera, szczególnie, gdy te są mocne. Nienawiść od miłości dzieli jedynie jeden krok, szczególnie, gdy ktoś zatracił się w niej. Czy dalej ją kocham, czy może nienawidzę? A może wbrew słowom mędrca, ktoś jest w stanie odczuwać do jednej osoby obie te emocje? I czy w ogóle ma to dalej znaczenie? Czy szukam czegoś by to zastąpić? - Pod koniec posłał jej delikatny uśmiech, po czym po raz kolejny odwrócił się, spoglądając w niebo. Po kilku chwilach milczenia, usiadł na jednej z ławeczek, wzdychając cicho.
- Czy zmieniłoby to moją sytuację tu i teraz? Zmieniłoby mnie? Nikt nie jest w stanie cofnąć czasu, jedyne co mógłbym zrobić to zapomnieć kompletnie o tym co się stało, wymazać to z moich wspomnień. Ale czy to nie sprawiłoby, że nie byłbym już sobą, tylko kimś zupełnie innym? Czy wróciłbym do tego jak było i czy chcę wrócić do tego jak było. To czy ją dalej kocham czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia w moim życiu. Nie cofnę moich błędów, tak jak ty nie cofniesz swoich mam rację? A może chciałabyś wrócić do swej przeszłości? Naprawić wszystko? Nie jest to wcale tak trudne jak by mogło się zdawać, jeśli tego sobie życzysz, po tym jak znajdę to czego szukam, czy to z waszą pomocą, czy bez, mogę sprawić, że wszyscy w twoim domu zapomną co takiego się wydarzyło, że ty zapomnisz o tym, wrócisz do beztroskiego życia młodej elfki. Ale czy naprawdę byś tego chciała? Czy w głębi serca naprawdę żałujesz swoich decyzji? Czy nienawidzisz kogoś? A może dawno już pogodziłaś się z tym i jedyne co pozostaje tobie to żyć dalej, rozkoszować się życiem, które jak to mówisz może być tak ciekawe? Nikt tak naprawdę nie chce wrócić do bycia sobą z dawnych lat, to uczucie, że kiedyś było lepiej i chęć powrotu jest jedynie ułudą, która czasami nas dotyka. W końcu Vittorio, jesteś przecież dumna z faktu, iż twój rysopis znajduje się na murach tak wielu miast, a twoje imię można usłyszeć w większości okolicznych grodów. Nawet jeśli władcy tych ziem nie słyszeli o tobie, ich podwładni owszem. Czy była byś w stanie wymazać to wszystko? Nie, może inaczej, czy chciałabyś by twoje życie od tak zniknęło z tej ziemi? Skoro sama nie jesteś w stanie porzucić wszystkiego, by wrócić do dawnych lat, dlaczego ktokolwiek inny miałby zrobić coś takiego? Nie jestem kimś kto naprawdę potrzebuje pomocy innych, kimś kto nie ma władzy nad swoim życiem. - Szczerze czarodziej sam nie wiedział dlaczego zasypał ją tymi pytaniami, co go wzięło, by poprowadzić tak niezrozumiały monolog, ale cóż, przynajmniej elfka była w stanie wyczuć choćby z jego głosu, iż ten się uspokoił.
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Elfka nie przerwała Alantarowi ani razu, gdy temu zebrało się na przeprowadzenie kolejnego ze swych wywodów. Uśmiechała się od samego początku, lecz gest ten nie przypominał żadnego z jej wcześniejszych. Brakowało w nim bowiem charakterystycznego rozbawienia, fascynacji czy nawet kpiny. Był tak nijaki, że zupełny naiwniak zdołałby wyczuć pismo nosem i skierowałby wobec niego swe podejrzenia. A mimo to Latro zdecydowała się na markowanie odczuwanej w tej chwili nudy. Tak. Była znudzona, podirytowana... Nie czuła jednak rozczarowania, gdyż na to się uprzednio przygotowała; w chwili, gdy tylko zdołała lepiej poznać czarodzieja i dopasować go do jednego ze znanych przez siebie typów osobowości.
"Staruszek lubi sobie pogadać..."
... nie mniej powinno się uważać, aby z czymś nie przesadzić. Latro lubiła odgrywać role, wczuwać się w nie, ale też improwizować - zabawiać publiczność, wodzić ją za nos, manipulować nią. Lubiła bajerować i kłamać, lubiła też debatować na interesujące ją tematy, bawić się gestami i poezją, zręcznie operować słownictwem... jednak co za dużo, to nie zdrowo. A przynajmniej nie tego oczekiwała od luźnej, towarzyskiej oraz szczerej (na tyle, na ile to możliwe) pogawędki. Czarnowłosy z początku ją zaintrygował, jednak zbyt długo owijał w bawełnę. Może tego potrzebował? Może podświadomie chciał się komuś wyspowiadać i odstąpić mu ze swych barków ciężar własnej przeszłości...
Ale to nie miało z bandytką nic wspólnego. Vittoria zadawała pytania, żeby wiedzieć - nie po to, by czuć. Kierowała się wyłącznie własną ciekawością, a i wtedy nie wtykała nosa, gdzie popadnie. Miała dobre wyczucie, które, w zależności od sytuacji, potrafiła umyślnie naciągnąć, o ile nie pociągnęłoby to za sobą zbędnych konsekwencji.
Nagle wybuchnęła gromkim śmiechem. Jednostajne, kojące odgłosy wydawane przez leśną faunę ucichły. Przez pewną chwilę w okolicy dało się usłyszeć wyłącznie jej niekontrolowany chichot.
- Nie wierzę, że tak to zrozumiałeś. - Gdy już jej trochę przeszło, odezwała się do mężczyzny z wciąż rozbawionym, a miejscami łamiącym się głosem.
Myślała, że skłamał. Wówczas, kilka dni temu powiedział, że nie będzie czytał jej w myślach. I najwyraźniej tego nie robił. Czy naprawdę aż tak ją lekceważył?
- Nie żałuję niczego. Prędzej sczeznę, niż zatęsknię za dniami, kiedy to nieświadomość dawała mi prawdziwe poczucie bezpieczeństwa. Niczego nie straciłam. Wręcz przeciwnie; nauczyłam się, jak żyć i co zrobić, żeby powiew wiatru nie przypominał jedynie wspomnienia ze snu. Teraz, gdy wisi nade mną gilotyna, a podejmowanie ryzyka stało się dla mnie codziennością, mogę śmiało stwierdzić, że bez tego wszystkiego już dawno moje życie straciłoby sens. - Złoto... ono było dla niej jedynie wymówką, podobnie jak drobne przyjemności. To sposób życia sprawiał, że ciągnęło ją do wojaczki, natomiast granie arystokracji na nosie ściągało na nią wzrok wielu; stawiało na pierwszym planie.
A przecież to właśnie na nim działo się zwykle najwięcej...
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Czarodziej uśmiechnął się delikatnie, słysząc odpowiedź Elfki. Tego właśnie się spodziewał, w końcu jedynymi osobami, które chciały wrócić do swej przeszłości, zapomnieć o tym, co się stało, były te, które straciły wszystko, włącznie z wolą do życia, i jedynie dryfowały na powierzchni tego świata bez jakiegokolwiek celu. Ile tak naprawdę było takich osób? Wbrew pozorom nie tak wiele, jak mogłoby się wydawać. Niektórym mogło wydawać się, że chcieliby wrócić do swej przeszłości, ale gdy ktoś przedstawiał im taką możliwość, odmówiliby choćby z racji, iż i tak nikt nie mógł tak naprawdę cofnąć czasu, a jedynie rzucić na nich iluzję, coś, co nie było prawdziwe. Swego czasu Alantar nawet sprawdził, czy taka iluzja mogła się utrzymać i co by się stało, gdyby naprawił błędy kogoś innego. Oczywiście nie był to świadomy eksperyment, przynajmniej z początku, ot poznał osobę, która błagała go, by to zrobił, a on wykazał na tyle dobrej woli, by spełnić jej życzenie. Niestety jedyne, co z tego wyszło, to kolejne rany, które jeszcze bardziej pogrążyły ową istotkę. Nikt nie był w stanie zapanować nad wszystkimi aspektami życia, nawet jeśli czarodziej był w stanie zrobić wiele, pewne szczegóły pozostawały poza jego władzą. Westchnął cicho, gdy przypomniał sobie tamte czasy, po czym zamknął oczy, skupiając się na czymś kompletnie innym. Ziemia wokół całej trójki zatrzęsła się delikatnie, po czym wokół ogniska wzniosły się cztery słupy tworzące prostokąt z ogniskiem prawie że w środku. Następnie cicho i spokojnie ziemia zaczęła formować ściany, które połączyły wcześniej wzniesiony szkielet. Wraz z zakończeniem wznoszenia się ich, elfka mogła zobaczyć, jak w jednej z nich powstaje dziura idealnie przypominająca drzwi, a obok nich dwie kolejne, łudząco podobne do okien. Przez "drzwi" dało się zauważyć, iż ognisko tak naprawdę znalazło się tuż przy tylnej ścianie, by chwilę później zamienić się w pełnoprawny kominek. W tym samym czasie wprawne oko mogło dostrzec iż światło gwiazd jak i księżyca powoli znikało z wnętrza owej struktury, co mogło znaczyć tylko jedno; w tym samym czasie najwyraźniej mag formował również dach. Niedługo później w "oknach" pojawiło się prawdziwe szkło, tak samo jak wejście posiadało drewniane drzwi. Niedługo później całość zmieniła nieco kolor jak i fakturę, zamieniając się w prosty, kamienny domek.
- Po lewej znajdziesz izbę z dwoma łóżkami, możesz zabrać tam swojego kompana - Alantar powiedział spokojnym, choć nieco zmęczonym tonem. Czy było to zmęczenie całą tą sytuacją, czy może spowodowane użyciem magii, tego elfka nie wiedziała, ale mogła się domyślać... Nie czekając na odpowiedź, wszedł do nowo powstałej konstrukcji, kierując się do niewielkiego pokoju na prawo. Jak się okazało, wchodząc do środka, napotkać można było niewielki stół wraz z trzema prostymi krzesłami oraz dwie izby, jedną po prawej, drugą po lewej, choć zdecydowanie ta po lewej była większa. W środku było całkiem przyjemnie, temperatura była wręcz idealna, a w pokojach można było znaleźć całkiem wygodne łóżko jak i stoliczek. Ile zwykłemu człowiekowi zajęłoby wybudowanie czegoś takiego? Zapewne wiele lat, nawet z pomocą wprawnych rzemieślników zapewne trudno byłoby ukończyć to w ciągu roku, kiedy Alantarowi zajęło to jedynie dłuższą chwilę, tyle ile normalny człowiek mógł spędzić na szybkim wypaleniu tytoniu z fajki. Z cichym westchnięciem czarodziej popatrzył na swoje dzieło od zewnątrz, po czym ciężko opadł na łóżko, które było nawet całkiem wygodne, choć zdecydowanie nie do standardu tego, co można było spotkać na szlacheckich dworach.
Awatar użytkownika
Latro
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Latro »

Cisza.
Cisza oznacza zgodę, prawda? Tak się mówi, choć Latro ma na ten temat inne zdanie. Owszem, sprawdza się to w większości przypadków, lecz czasem jest to po prostu kolejny sposób na zakończenie rozmowy. Niczego nie rozstrzyga i nie powinno się go stosować w kontakcie z osobami o mniejszym ilorazie inteligencji, jednak w sytuacji takiej, jak ta, może stanowić swego rodzaju zabezpieczenie przed narastającym konfliktem - "Ja wiem swoje, a ty swoje. Żadne nie ugnie się pod wolą drugiego, więc nie ma sensu tego ciągnąć".
I tą wersję zapewne by przyjęła, gdyby nie uśmiech - lekki, ale odruchowy. Jeśli uważnie obserwujesz, zauważysz wszystko; mowa ciała mówi bardzo wiele o czyimś nastawieniu, dlatego warto się jej nauczyć. Choć trzeba uważać na wprawnych łgarzy, bo po łusce stąpają też tacy, którzy mistrzowsko potrafią żonglować prawdą i fałszem, a wtedy wystarczy chwila nieuwagi, by wpaść w ich zasadzkę, tracąc przy tym zdolność do odróżniania jednego od drugiego.
- Magia struktury... czyż nie? - szepnęła bezgłośnie, przez ramię obserwując wznoszącą się budowlę, powstającą... w dość szybkim tempie. "Mniej więcej tyle samo czasu zajmuje Julianowi przeczesanie włosów", pomyślała. Mężczyzna za każdym razem wykonuje tę prozaiczną czynność niezwykle długo, jednak to właśnie z tego powodu porównanie wydało się elfce trafne.
Wydała z siebie ciche westchnienie, spoglądając na jedynie lekko zmęczonego czarodzieja. Jego czyny były niesamowite, on sam zresztą zasługiwał na uznanie, jednak dla Vittorii czarnowłosy to po prostu kolejny uczony, który postanowił poświęcić swe życie czemuś, co go fascynowało. A to, że natura obdarzyła go wysokimi predyspozycjami do magii? Podświadomie mogła wziąć to pod uwagę, jednak w swych podejrzeniach zwykle nie chciała kierować się czymś takim jak rasa. Mimo to widok czarodzieja, który nie rzuca czarami na lewo i prawo, zapewne nieźle by ją zaskoczył...
Chciałaby kogoś takiego poznać.
Wstała, zgasiła ognisko, po czym weszła do środka. Przez zabliźnione usta przemknął cień uśmiechu. Bez pośpiechu udała się do wskazanego pokoju, położyła rudzielca na jednym łóżku, a następnie sama zajęła drugie. Przed snem zważyła w dłoni mieszek częściowo zapełniony monetami. Zabawne... Złoto, któremu przypisywała tak wielką wartość, na nic jej się nie zdało w obecnej sytuacji. Nie zapełniło jej żołądka, nie zapewniło miękkiego posłania... i nadal znajdowało się w jej posiadaniu. Nawet gdyby chciała je teraz wydać, nie miała ku temu sposobności.

- Szefie! Obudź się, szefie!
To był dobry sen, przyjemny, ale jakże ulotny - nie został w jej pamięci zbyt długo po przebudzeniu. Głos kotołaka skutecznie odwrócił uwagę Latro, która, nie lekceważąc zachowania swojego wspólnika, prędko wróciła do pełni przytomności. Otworzyła oczy i zerwała się do pozycji siedzącej. Zrobiła to gwałtownie, zupełnie odruchowo. Żadne z dwójki przestępców najwyraźniej się tego nie spodziewało, dlatego też nie byli w stanie uchronić się przed nagłym zderzeniem. Zderzeniem głowami. A konkretniej, czołem o szczękę.
Niemal jednocześnie wydali z siebie mało przypadkowy, ale za to dobitnie ujawniający ich stan emocjonalny zlepek słów. Wówczas Vittoria przyłożyła dłoń do głowy, natomiast Hares zmarszczył brwi, z wymalowanym na twarzy bólem gładząc okolicę ust. Przejechał językiem po zębach aby upewnić się, że żadnego nie brakuje, po czym w końcu posłał przywódczyni lekko zakłopotane spojrzenie.
- Przez twoją głowę nawet strzała się nie przebije.
- Szlag by cię, Hares. Po czymś takim zostanie ślad...
Dość szybko wrogość ich obu przemieniła się w rozbawienie, aż w końcu izbę wypełnił donośny śmiech.
- Nie mów o tym nikomu, szefie.
- Jeśli piśniesz choćby słowo, możesz liczyć na mniejsze zyski. - Uśmiechnęła się zadziornie. Zdjęła nogi z łóżka, aby zaraz przymknąć oczy i przeciągnąć się leniwie. - Ale kocie, o co chodziło z tymi krzykami? Wystraszyłeś mnie.
- Ach, właśnie! - Uśmiech blondwłosego zrzedł, a jego wzrok począł nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu. - Co my tu robimy? I co to za miejsce? Zostaliśmy porwani? - Zatrzymał wzrok na Vittorii, strzygąc uszami. Jej beztroskie oblicze trochę go uspokoiło, aczkolwiek wolał nabrać większej pewności i wiedzieć więcej o swoim obecnym położeniu, dlatego też cierpliwie wysłuchał jej odpowiedzi. A fakt, że ta zaczęła się od szydliwego parsknięcia, o niczym dobrym nie świadczył... Nie dla niego.
- Gdybyś nie spał, to byś znał odpowiedzi na te pytania! Sporo cię ominęło przez ten czas.
- Ale szefie, ja nawet...! Ja... - "Jak to "nie spał"? Kiedy ja zasnąłem?"
- Nie wydurniaj się. Oczekuję od ciebie czujności i sprytu! Lenistwo jest najgorszym z kocich przymiotów. - Wiedziała, że Hares bije się z myślami. Zdawała sobie sprawę z tego, że w tej sytuacji niewiele zawinił. Prawdą było jednak, że kotołak miał w zwyczaju opuszczać przy niej gardę. Był inteligentny i potrafił się wykazać, jednak nic nie rozleniwiało go bardziej od jej towarzystwa. Musiała wykorzystywać każdy pretekst ku temu, by go choć trochę zmotywować. - Jesteśmy w domu wybudowanym przez czarodzieja. A raczej... wyczarowanym przez niego. - Zamyśliła się przez chwilę, lecz wtem zmarszczyła brwi i spojrzała kolejno na drzwi, a potem na towarzysza. - Nie sprawdziłeś, czy drzwi są otwarte?
- Pobiegłem prosto do ciebie... - Z bólem wysłuchał głośnego westchnienia ze strony szefa, jednak tym razem nie dał jej dojść do słowa. - Idę się przewietrzyć.
- Idź.
Przytwierdził do pasa świeżo zakupioną szpadę, po czym ruszył w stronę drzwi. Niedługo potem Latro zrobiła podobnie - wzięła ze sobą żrący Brzask, przeczesała dłonią gęste włosy, a następnie przedostała się do izby, która mogłaby nosić miano zarówno salonu, jak również jadalni.
To był początek kolejnego pięknego dnia.
Awatar użytkownika
Alantar
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Kontakt:

Post autor: Alantar »

Westchnął cicho, widząc, jak elfka weszła do ich dzisiejszego schronienia, po czym odczekał jeszcze chwilę i sam udał się do wolnego pokoju, by po krótkiej chwili położyć się ciężko na łóżku, zamykając spokojnie oczy. Co też go wzięło, by zabierać kogokolwiek na tę wyprawę? W sercach innych był albo demonem, albo świętym i tej pierwszej maski wolał nie pokazywać nikomu. Niektórzy mawiają, iż przeszłość jest jedynie przeszłością i powinno się na nią zbyt często nie patrzeć, w końcu to nie ona jest ważna, a teraźniejszość. Szkoda tylko, że owszem, to stwierdzenie ma sens, ale tak samo, gdy ktoś mówi "przeszłość wykreowała mnie takim jakim jestem teraz" również jest poprawne, toteż bez patrzenia w nią nie jest się w stanie zrozumieć drugiej osoby, a przez to nie można uniknąć powrotu wspomnieniami do lepszych czy też gorszych dni, a niestety w przypadku Alantara tych gorszych było o wiele więcej. Ciekaw był, ile z tego, co jej pokazał, tak naprawdę dotarło do elfki i czy w ogóle była w stanie zrozumieć, co chciał jej pokazać w tamtej chwili. Wspominając to, co stało się tak niedawno, na jego twarzy pojawił się delikatny, drwiący uśmiech, skierowany do nikogo innego, jak samego siebie. Po co pokazywał jej swoje przeżycia? Czarodziej nie szukał w końcu pocieszenia, nie od kogoś takiego jak Vittoria, więc dlaczego? By go zrozumiała? Potrząsnął lekko głową, wzdychając pod nosem i, nie tracąc przyjętego wcześniej grymasu z twarzy, przestał myśleć nad dzisiejszymi wydarzeniami, by chwilę później zapaść w spokojny sen.
Następnego poranka obudził się wraz ze świtem. Otwierając niespiesznie oczy rozejrzał się po izbie, po czym, przewracając się na plecy, spojrzał nieobecnym wzrokiem w stronę sufitu, jednocześnie nasłuchując odgłosów otoczenia. Z początku poranek wydawał się cichy, toteż Alantar uznał, że dwójka jego towarzyszy musi dalej spać, ale nie tak długo potem usłyszał gromki śmiech. Najwidoczniej poprzedni wieczór nie ciążył im specjalnie na sercu. Czyżby często spotykali się z czymś takim? W końcu nie należeli do najmilszej części społeczeństwa, toteż maga nie dziwił fakt, że tak bliskie spotkanie ze śmiercią nie wzruszyło ich specjalnie. Na jego twarzy pojawił się delikatny, przyjemny dla oka i miły uśmiech, po czym w akompaniamencie śmiechu czarodziej wstał z łóżka, przeczesał niespiesznie swoje włosy i wyszedł na zewnątrz, by kucnąć przy pozostałościach ich wcześniejszego ogniska, tak by mieć również oko na wejście do domku. Nie tak długo później dostrzegł sylwetkę kotołaka, by po chwili również dostrzec cień Latro, wchodzącej do izby. O ile nie był w stanie usłyszeć ich kroków, szczególnie na taką odległość, o tyle wzrok miał całkiem zacny...
- Mam nadzieję, że sen był przyjemny. Wybacz moje zachowanie wczorajszego wieczora. Jak się domyślasz, mag, który podróżuje z dwójką bandytów, nie jest też przykładem świętego - Al odezwał się do kotołaka miłym dla ucha głosem, w którym dało się wyczuć nutkę żalu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Góry Dasso”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość