Góry DassoDwie sowy

Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.
Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Re: Dwie sowy

Post autor: Nyllef » 1 rok temu

        Czując, że uratowany przez nią chłopiec nie wierzy w jej słowa, Nyllef zdecydowała, iż jako starsza musi dać dzieciakowi przykład. Chwyciła za dzbanek, energicznie pociągnęła z niego kilka łyków alkoholu, po czym niemal natychmiast, z równym rozmachem, wypluła przed siebie to czego nie zdążyła przełknąć. Właśnie uświadomiła sobie, że ludzie potrafią wytwarzać i przechowywać ogień w płynnej postaci. Tylko po co? Być może ów roztwór stosowali jako podpałkę, w każdym razie z całą pewnością nikt nie był tak głupi, aby próbować go wypić. Czując, że jej gardło płonie, czarodziejka napchała sobie do ust tyle śniegu, że aż rozdęło jej policzki. Zdążyła pomyśleć, iż przynajmniej Aki nie złapał jej na głupiej pomyłce i kolejnej spektakularnej demonstracji niewiedzy, gdy sowi wojownik stanął w wejściu lisiej norki. Dziewczyna aż podskoczyła z przerażenia, przy czym bardziej obawiała się faktu, iż zostanie zdemaskowana, niż samego wyglądu towarzysza, który swoją drogą prezentował się tak, jakby przed chwilą wyszedł z uścisku niedźwiedzia. Tufa nigdzie nie było widać.
        Nyllef poczuła jeszcze większą konsternację, gdy niespodziewanie Aki sam poczęstował się wodą ognistą, nie robiąc sobie nic z jej właściwości. Przy wszystkich tych dziwach, pytanie o jej umiejętności krawieckie i oczekiwanie, że czarodziejka dysponuje zdolnościami, które pozwolą jej na powrót złożyć wojownika w jedną całość, wydawało się być najbanalniejsze na świecie. Chociaż z drugiej strony postronny obserwator, kierowanie do niewidomej dziewczyny prośby o zszycie śmiertelnej rany, najpewniej uznałby za dość desperackie i masochistyczne.
        - Sama zrobiłam swoje buty. – Odpowiedziała Nyllef nie chcąc w pierwszym zdaniu zabijać nadziei Akiego. – Pokaż mi to. Spróbuję coś poradzić.
        Podejrzenia, iż czarodziejka może mieć przy sobie igłę i nici, nie dało się wytłumaczyć inaczej, niż szokiem pourazowym. Zapewne niewielu zabierało z sobą takie rzeczy na podróż, a już na pewno nie robili tego pustelnicy zaszywający się w górach. Wojownik w ogóle miał szczęście, że kapłanka wiedziała o jakie rzeczy chodzi co oszczędziło im obu zadawanie kolejnych krępujących pytań.
        Gdy Aki usiadł, czarodziejka zdecydowała się obejrzeć ranę. W igloo panowały ciemności, co akurat samej Nyllef ułatwiało zadanie. Dziewczynie jeszcze bardziej pomagał fakt, iż sama polowała, zabijała, skórowała i przyrządzała zwierzęta, dzięki czemu znała się trochę na anatomii ,a przy tym nie mdlała na widok krwi. Samo cięcie wyglądało paskudnie, nie było jednak aż tak groźne. Najważniejsze, że narządy wewnętrzne nie zostały naruszone, a więc jedyne co groziło Akiemu to wykrwawienie się i infekcja. Tej ostatniej szybko zaradzili. Widząc poczynania młodzieńca, czarodziejka zrozumiała po co ludziom ta woda ognista.
        - Mam coś lepszego. – Nyllef przez chwilę pogmerała w swoich włosach, po czym wyciągnęła stamtąd szpilkę długą na dwa palce. – Wykorzystamy ją jak agrafkę, a potem solidnie się całość zaciśnie. Może na jakiś czas będziesz musiał zrezygnować z tarczy i rzucania toporami, ale poza tym wyjdziesz z tego jedynie z blizną. Gotowy?

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 1 rok temu

Dezynfekcja rany, choć konieczna i przeprowadzona prawidłowo w surowych warunkach, nie przyniosła wojownikowi znaczącej ulgi, a jedynie zadała mu promieniujący ból, tłamszony w środku przez zgrzytające zęby. Przez najbliższe kilka minut Aki dostąpił zaszczytu wyobrażenia sobie co może czuć świnia zaprowadzona przed oblicze rzeźnika, najczęściej tępego chłopa, który ostrym i ząbkowanym ostrzem tnie płaty mięsa na oko. Nie jest to nic przyjemnego, ani tym bardziej bezbolesnego, co wyspiarz doskonale odczuł w starej stodole podczas walki z Kufem. Zderzenie ze ścianą, a potem z pięścią mężczyzny nieźle go poharatało, już na ten moment młodzieniec wiedział, że przynajmniej jedno żebro ma złamane, bark wybity oraz głęboką ranę ciętą, która za nic w świecie nie chciała przestać krwawić. Dopiero zaciśnięcie materiału oraz wypełnienie żołądka winem poskutkowało, przynosząc mu uczucie ulgi.
- Świetnie - zawołał jedynie w stronę Nyllef, podsuwając jej rękę, by mogła go opatrzyć. Jednocześnie Aki wzdychał z ulgą na widok chłopca, który w tym wszystkim się przebudził i nie miał objawów typowych dla wyziębień organizmu i silnych odmrożeń. Siedział teraz pod ścianą igloo, próbując odsunąć się jak najdalej od Lri, która na złość ciągle się do niego tuliła z zamiarem podzielenia się ciepłem.
- Jak jemu jest zbyt gorąco, to ja skorzystam - mruknął w stronę sowy, wolną ręką zarzucając na zdrowy bark tarczę i wskazując pierzastej jej szczytowy łuk. Lri, której czarodziejka wmówiła, że to nosidełko oraz, że później będzie mogła na nim posiedzieć, ochoczo zamachała skrzydłami i usiadła na przedmiocie, zakrywając brzuchem kark wytatuowanego.
- Znacznie cieplej - uśmiechnął się wojownik, czując sowie pióra grzejące potylicę i szyję, lecz zaraz syknął z bólu, czując jak Nyllef przymierza się do spięcia płatów jego skóry żelazną igłą.
- Zaczekaj - mruknął szybko w odpowiedzi, łapiąc za bukłak i upijając kolejne dwa łyki, za trzecim wypluł zawartość na igłę i ręce dziewczyny. - Wybacz, ale nie mam ochoty dostać zakażenia.
Następnie Aki cierpliwie przesiedział zabieg, krzywiąc się z bólu jak po zjedzeniu cytryny, ale z całą pewnością zachowując się jak przyzwoity pacjent. Kiedy czarodziejka skończyła, pomógł jej nawet obwiązać swoje ramię i w miłym geście pocałował ją w rękę.
- Dziękuję - wyszeptał uśmiechając się, a już w następnej chwili przyciskając do opatrunku grudy śniegu, by zmrozić krew i pomóc jej zakrzepnąć.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 1 rok temu

        Według Nyllef choroby były czymś co przytrafiało się innym. Sama nigdy nie cierpiała na jakiekolwiek dolegliwości, nie tyle z racji nadzwyczajnych możliwości swojego organizmu, jak faktu iż do tej pory nie miała kontaktu z ludźmi, od których mogłaby się zarazić, a dodatkowo sprzyjał jej fakt, iż w surowym zimnym klimacie niewiele bakterii potrafiło przetrwać. Jednak im niżej schodziła, ty bardziej narażała się na nieznane sobie infekcje. Czasem widywała rany na ciele zwierząt, które zamiast się goić, zaczynały się sączyć i zabarwiać ciemną plamą, w konsekwencji doprowadzając do śmierci pechowej ofiary, co czarodziejka interpretowała jako zgubne działanie ciepła.
        Tymczasem okazało się, że nie wszystko co wywołuje nagłe uderzenie gorąca, musi być złe. A mówiąc więcej, niektóre z takich sytuacji okazywały się nawet przyjemne. Na przykład sposób w jaki wojownik dotykał ustami jej dłoń. Nyllef nie podejrzewała Akiego o jakiekolwiek umiejętności magiczne, jednak nigdy dotąd nie spotkała się z sytuacją, w której tak szybko zdolna była poczuć ciepło rozlewające się po jej ciele. Nawet wtulenie się w gęste pióra Lri, czy rozpalenie niewielkiego ogniska, nie dawało podobnego efektu. Rzecz jasna w równym stopniu mogło to być wynikiem działania zaklęcia, co opanowania umiejętności znanej ludziom od wieków. Takiej, której czarodziejka nie była w stanie odkryć, ponieważ sama nie miała z kim ćwiczyć. Kapłanka postanowiła szybko nadrobić zaległości, samej całując się na przemian to w jedną to drugą rękę, z zaskoczeniem rejestrując fakt, iż Aki zrobił to lepiej.
        - Dlaczego wyglądasz jakbyś obściskiwał się z niedźwiedziem? – spytała dziewczyna, chcąc odwrócić uwagę od prowadzonych przez siebie prób. Przez cały ten czas nie widziała w Kufie osoby, której w jakiś szczególny sposób powinni się strzec. Ostatecznie zirytowana ciągłym niepowodzeniem, postanowiła zasięgnąć rady bardziej wyszkolonego osobnika. – I na czym polega ta sztuczka z dłonią?
        Lri wierciła się niespokojnie, ponieważ siedząc na swoim nosidełku nie była w stanie się wyprostować, nieustannie uderzając głową o strop igloo. Istotą zachowania ciepła w takiej budowli były jego niewielkie rozmiary, dzięki którym mogło się ono nagrzać tylko i wyłącznie przy pomocy energii jaką wytwarzał organizm człowieka, a przy kozie, trzech osobnikach i dużym ptaszysku, sytuacja wewnątrz przez wielu mogła zostać uznana za niekomfortową. Czarodziejce ów problem w ogóle nie przeszkadzał. Bliskość Akiego była dla niej nowym doświadczeniem, które chłonęła z niezwykłym zainteresowaniem, z kolei uratowany przez nich chłopiec wyraźnie zdradzał oznaki zniecierpliwienia i podenerwowania, wynikającego z dziwnego wyglądu i zachowania obcych oraz z prostej obawy o swój los.
        - Nie chcę wracać do wioski – odezwał się wreszcie maluch. – Nie lubią mnie tam, ignorują i cięgle pouczają, jakby byli kimś ważnym. Ja chcę być myśliwym jak ojciec. Dlaczego mnie tu przetrzymujecie? Tamci dwoje obiecali, że jeśli przejdę próbę będę mógł udać się z nimi na polowanie.

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 1 rok temu

Gdy było już po wszystkim, berserk z Koviru rozsiadł się wygodniej pod ścianą, otulił ramiona kurtką i wlepił wzrok w niewielki otwór wejściowy, zastanawiając się jak dużo mają jeszcze czasu zanim Kuf wygramoli się ze stodoły i poinformuje kogoś o całym zajściu. Było więcej niż pewnie, że taka tępa góra mięsa nie działała sama, była jedynie pionkiem, którego w każdej chwili można się było pozbyć po osiągnięciu celu. Ktoś bardziej obyty w tej społeczności wykorzystywał mały móżdżek mięśniaka i jego zdolność do siania destrukcji. Pytanie tylko, kto i dlaczego chciał się pozbyć chłopaka, o którym Aki wiedział jedynie tyle, że nie pochodził stąd, a zostawiono go tu pod opiekę serdecznych mieszkańców, którzy także i ich przyjęli niezwykle ciepło. Myśląc, wojownik coraz mniej uwagi poświęcał ręce, toteż ból w ramieniu z minuty na minutę stawał się znośniejszy, aż w końcu wyspiarz przestał na niego zwracać uwagę. Nasiąknięty opatrunek z rękawa kurtki doskonale sprawdzał się w swojej roli, a agrafka Nyllef nie przesuwała się i nie próbowała wypaść, przez co skóra miała łatwiejsze podejście do regeneracji. Jasne było, że pełna sprawność w ramieniu wróci chłopakowi dopiero za jakiś miesiąc, ale do tego czasu cieszył się on z tego, że mu jej nie odrąbano.
- To? - zapytał, zerkając na odniesione obrażenia, po czym uśmiechnął się blado i pociągnął z butelki głęboki łyk wina. - Ten facet, którego spotkaliśmy. Z jakiegoś powodu nie chciał, żebyśmy uratowali chłopca, za wszelką cenę chciał pozbyć się także i nas. Nie wiem dlaczego, ale zająłem się tym, przynajmniej taką mam nadzieję.
- Widzisz, nie wszyscy ludzie są dobrzy. Niektórzy robią złe rzeczy aby przeżyć lub dlatego, że to lubią. I nie próbuj tego zrozumieć. Taki jest świat. Ja i moja rodzina też świętymi nie jesteśmy, mamy trochę na sumieniu, ale to teraz nie ważne. Skupmy się na chłopcu.
Jego słowa odnośnie próby, po której miał zostać zabrany na polowanie śmierdziały berserkowi podstępem na staję. Jak żył nigdy nie spotkał się z sytuacją, aby inicjacje przeprowadzane były w aż tak surowych warunkach, w dodatku bez nadzoru. Nawet ślepy by zauważył, że malca próbowano się pozbyć i nikt inny, jak właśnie Aki znalazł się tu właśnie, by mu to uświadomić.
- Posłuchaj mnie - zaczął, zmieniając pozycję i krzywiąc się przez ból w ramieniu. - Ten cały Kuf kazał ci wskoczyć do przerębla i utonąć w imię jakiejś tam próby? Nie pomyślałeś, że to może się źle skończyć? Jest noc, do tego burza śnieżna i nie widać nic poza czubkiem własnego nosa. Gdyby nie ja i moja przyjaciółka byłbyś już martwy. W całej wiosce cię szukają i boją się, że mogło ci się coś stać. Nie moja w tym głowa, czy cię tutaj lubią, ale obiecałem, że cię znajdę i dostarczę do chaty sołtysa w jednym kawałku. A sam o mały włos nie zostałem przy tym poćwiartowany.
Gdy Aki i chłopak wszystko sobie wyjaśnili, wojownik zaczął szykować się do opuszczenia igloo i powrotu do sadyby, gdzie czekali zapewne wszyscy mieszkańcy. Swoją tarczę wraz z gnieżdżącą się na niej Lri, przewiesił pewniej przez zdrowy bark, a resztki z butelki z winem opróżnił na pół z chłopcem, uśmiechając się z ukosa do Nyllef, która z niesmakiem pokręciła głową, gdy jej zaproponowano łyk rozgrzewającego trunku. Następnie, wspierając się na czarodziejce, wszyscy opuścili schronienie i udali się ku chacie. Burza zdążyła przez ten czas zelżeć i jedynie mroźny wiatr chłostał karki wędrowców.
- To z dłonią to nie sztuczka - wyjaśnił towarzyszce, puszczając chłopaka przodem. - To po prostu miły gest. Tak ludzie okazują sobie sympatię, przepraszają się, godzą po kłótni lub dziękują. Tak jak ja wtedy, gdy zszyłaś mi rękę. To żadna magia, choć niektórzy twierdzą, że najlepszy sposób, by poprawić humor komuś smutnemu.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 1 rok temu

        Przynajmniej w jednej rzeczy Aki i mistrz Uro pozostawali zgodni. Obaj twierdzili, że ludzie są źli, a kapłanka powinna przyjąć ten fakt do wiadomości, nawet nie próbując analizować tematu. Jednocześnie żaden z nich ani przez moment nie zastanowił się, że Nyllef nie ma pojęcia czym jest zło. Przebywając tylko i wyłącznie w towarzystwie Lri, kapłanka nie miała okazji doświadczyć jakiejkolwiek niegodziwości, dlatego też ewentualne zachowywanie przez nią norm moralnych, było dziełem intuicji, a nie wpojonych nauk. Dziewczyna nie widziała nic złego w zachowaniu Kufa. Jej zadaniem było to zgodne z naturą, gdy jeden dorosły samiec zagraża potomstwu innego dominującego osobnika. A to, że czasem przegrywa i dostaje lanie też wydawało się być codziennością.
        Podobnie zresztą uważał uratowany przez wojownika chłopak, również trzymający stronę Kufa, chociaż na rozumowanie dzieciaka wpływał nie tyle brak właściwej edukacji, co przekonanie, iż jako syn arystokraty ma się pełne prawo, by pomiatać ludźmi niższego stanu. A już na pewno nie ma się obowiązku takich słuchać. Początkowo strach i niepewność o własny los trzymały powyższe zapędy w ryzach, jednak z każdą mijającą chwilą, potomek szlachcica nabierał pewności siebie, a co za tym idzie rosła też jego buta.
        - Nigdzie z wami nie pójdę! Nie zmusicie mnie! Chcę zostać myśliwym, tak jak ojciec! Tamci dwaj mi obiecali, a skoro przez was ich tu nie ma, to wy musicie zabrać mnie na łowy. – Domagał się rozpieszczony chłopiec. – W przeciwnym razie doniosę ojcu, że byliście dla mnie podli, a wówczas się z wami policzy.
        - Na co poluje twój ojciec? – Zainteresowała się Nyllef.
        - Na wszystko. Niedźwiedzie, wilki, pantery, a nawet rysie. – Dumnie zakomunikował dzieciak.
        - Na dzwonki?
        - Na dzwonki też.
        - W takim razie zginie. – Z przekonaniem stwierdziła dziewczyna. – Ludzie nie potrafią ich łapać. Tylko ja. No i Aki. Akiemu prawie się udało. Natomiast wszyscy inni zostaną przez dzwonka wciągnięci w pułapkę. Wydaje ci się, że jesteś myśliwym, a tymczasem nim się spostrzeżesz, stajesz się ofiarą. Ryś nieustannie nęci cię swoją bliskością, cały czas stosując przeciw tobie własny fortel. Tropisz i węszysz, gdy nagle okazuje się, że siły natury dokonują tego czego nie potrafią zęby i pazury. Różnie się to kończy, ale efekt zawsze jest ten sam. Spadniesz w przepaść, utkniesz w zaspie, pokona cię wiatr lub śnieg albo przygniecie lawina kamieni. One wykorzystują iluzję i są bezwzględne dla każdego, kto nie ma o tym pojęcia.
        - Bzdura! Kłamiesz! Mój ojciec jest wielkim łowcą i udowodni to wszystkim – oburzył się chłopiec. – A ty jesteś głupią czarownicą!
        Obrażony młodzieniec pobiegł przed siebie. Przynajmniej teraz zmierzał w stronę wioski.
        - Lri – podsumowała jego działania sowa.
        - Sztuczka czy nie, podoba mi się to – oświadczyła Nyllef zwracając się do wojownika. W świecie ludzi fascynowało ją wiele rzeczy, jednak nic nie mogło równać się z tym co Aki nazwał „czułymi gestami”. – Są jakieś inne metody na wyrażenie tego wszystkiego o czym wspominałeś? Mogłabym spróbować? Na przykład na tobie?

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 1 rok temu

Z minuty na minutę w igloo robiło się coraz cieplej. Najlepszym na to dowodem była twarz chłopca, któremu mróz wyjątkowo dał się we znaki, gdy ten leżał do połowy zanurzony w przeręblu, zmieniając go w siną kukłę. Teraz kolory zaczynały wracać, a wypite wino silnie rozgrzewać, że mogłoby się wydawać, iż pod grubą kurtką można się nie ogrzać, a ugotować. Naturalnie na Akiego działało to nieco inaczej. Jego ciało znacznie lepiej radziło sobie z alkoholem w mniejszych ilościach, a od obecnie wypitej dawki nawet palce mu nie mrowiły. Był zatem najbardziej trzeźwym na umyśle, nie licząc oczywiście Nyllef, ale ona miała swój świat i poglądy. Należało ją stopniowo wprowadzać w te właściwe realia, jednocześnie tłumacząc każdą dla niej nowość. Tak jak to było z garnkami.
- Jak chcesz - mruknął Aki, wskazując chłopakowi wyjście z igloo. - Ale na zewnątrz czekać będzie na ciebie wysoki typ z toporem, gotowy odrąbać ci ręce.
W tej sytuacji groźba może i nie była najlepszym wyjściem, ale berserkowi powoli obrzydło niańczenie obcego dziecka, nie mającego żadnego szacunku do ludzi, którzy pomogli mu wywinąć się śmierci. Nie w jego interesie było bezpieczeństwo chłopaka, powinni się nim zająć starsi tej wioski, którzy podlegali jego ojcu, wielkiemu łowczemu.
- Swoją drogą skoro twój ojciec to taki wielki myśliwy, to pewnie sporo zarabia na skórach. Czemu nie zostawił cię w domu, tylko zabrał tutaj? Z resztą nie ważne. Ludzie, którzy poprosili nas o pomoc chcą, żebyś wrócił do nich cały i tego zamierzam dopilnować.
Po całym tym przedstawieniu, które odegrał chłopak, Aki spodziewał się raczej focha lub obrażalskiej miny, a nie jego ucieczki. Czy naprawdę nic do niego nie docierało? Igloo i ciepło dobre, a mróz na zewnątrz i wizja śmierci zła. W pierwszej chwili wojownik chciał skoczyć za nim i sprowadzić go z powrotem, lecz ból w ręce rzucił nim na bok i zostawił obolałego pod ścianą. Wtedy też dostrzegł obok siebie Nyllef i Lri, z czego ta druga próbowała ponownie wejść na nosidełko, a pierwsza zalewała kolejną lawiną pytań. I to dość krępujących.
- Inne metody? - zastanowił się młody berserk. - No wiesz... można kogoś pocieszyć, przytulić, pocałować. Nie tylko w rękę.
Zaraz też przyszedł mu do głowy głupi i wariacki pomysł, który wpędził go w zakłopotanie, co było widoczne przez zaczerwienione policzki. Niby to nie było nic wielkiego, byli sami w igloo i w jakimś stopniu lubili się, ale to wciąż pozostawał temat, którego nie powinno się podejmować dyskusją. To powinno przyjść naturalnie.
- Taki pocałunek można komuś też złożyć na czole... na ustach - ciągnął dalej wojownik, czując jak przez zdenerwowanie plącze mu się język. Żeby tylko Nyllef nie odebrała tego jako nowej choroby, bo wtedy podświadomie pogrąży go do końca.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 1 rok temu

        Nyllef nie potrzebowała dodatkowej zachęty. Co prawda nie otrzymała od Agiego bezpośredniej zgody na potraktowanie go jako element doświadczalny, ale brak wyraźnych protestów ze strony wojownika, dla dziewczyny był równoznaczny z przyzwoleniem na to o co prosiła. Poza tym w chwili, w której dzieciak wybiegł z igloo, liczba osób, na których czarodziejka mogła sprawdzić działanie pocałunku, znacznie się ograniczyła. Co prawda pozostawała jeszcze Lri, ale nawet jeśli pominąć kwestię dzioba, Nyllef doskonale zdawała sobie sprawę, że jej pierzasta przyjaciółka nie będzie zachwycona taką perspektywą.
        Lri była towarzyska na swój specyficzny sposób. Ograniczająca się do samej obecności. Mało rozmowna. Pochłonięta swoimi sprawami i nie specjalnie udzielająca się w dyskusji, chyba że temat dotyczył jedzenia, polowania, czy ostatnimi czasy zajmowania miejsca na nosidełku Akiego. Z tego powodu chcąc ćwiczyć się w sztuce konwenansu, jako swoich rozmówców Nyllef musiała wykorzystywać rzeźby ze śniegu, kamienie lub lodowe sople. Wczuwając się w różnorakie role (ponieważ przyszło jej wypowiadać na głos również kwestie swoich towarzyszy), czarodziejka podświadomie ćwiczyła umiejętności aktorskie, a jednocześnie coraz bardziej spychała się na granice obłędu. Ostatni z takich śniegowych ludków zażądał, aby Dziewczyna została jego samicą. Niestety, gdy przyszło do czynów i śnieżyna miał zawalczyć o swoje, bardzo szybko został rozniesiony w drobny puch.
        Aki natomiast tak bardzo zachwycał czarodziejkę, dlatego, że był zupełnie inny od wszystkich jej dotychczasowych „partnerów”. Czuła się jakby wreszcie znalazła bratnią duszę, przy której nie musiała udawać, mogła zachowywać się swobodnie i której nie miała ochoty rozwalić po kilku wymienionych zdaniach. Poza tym wojownik był też dla niej prawdziwą kopalnią wiedzy i doświadczeń.
        Czarodziejka przysunęła się do chłopaka, tak że swoimi kolanami dotykała uda Akiego. Nie chcąc zniszczyć nastroju danego momentu, delikatnie objęła dłońmi twarz młodzieńca, w taki sposób, aby końcówkami swoich kciuków móc wodzić po jego skórze. Słaby wzrok Nyllef starała się zastąpić innymi zmysłami. Głównie poprzez dotyk. Subtelny, powolny i ostrożny, przypominający próbę drażnienia się z kilkudniowym zarostem Akiego przy pomocy pióra Lri. Dziewczyna czuła się jakby trzymała w dłoniach płatek śniegu, który mogłaby zniszczyć jednym mocniejszym naciskiem. A przecież nie chciała zrobić mu krzywdy. Fascynowało ją wszystko. Każdy włos, rysa, zmarszczka, krzywizna nosa, gęste brwi czy spierzchnięte od mrozu usta. Nyllef nawet nie zorientowała się kiedy zbliżyła swoje wargi bezpośrednio do ust chłopaka. Wydawało jej się, że powoli zaczyna rozumieć o co chodzi w tej bliskości. Dopiero teraz była w stanie poczuć zapach Agiego, jego ciepło, drżenie mięśni i krople potu na skórze.
        I nagle zdała sobie sprawę, że wszystko to mogą być objawy gorączki.
        - Jesteś rozpalony? – Zauważyła Nyllef. – Na bryłę lodu. To może być zakażenie. Nie powinno się pojawić, a już na pewno nie tak szybko, ale … ale nie potrafię tego inaczej wyjaśnić. Czekaj pomogę ci. Znaczy się ludzie z wioski ci pomogą, a ja i Lri cię do nich dostarczymy.
        Działając podświadomie i w dużej części intuicyjnie, czarodziejka zabrała się do ratowania towarzysza. Nie miała nauczyciela magii. Jej moce były dzikie. Dziewczyna nie miała pojęcia jak działają. Po prostu wyobrażała sobie czego potrzebuje, a to coś materializowało się w lodowej formie. Igloo wokół nich zwyczajnie zaczęło przeobrażać się w sanie, gdy tymczasem Nyllef starała się przykładać do czoła Akiego jak najwięcej lodu, ignorując przy tym protesty i tłumaczenia chłopaka.
        - Wskakuj. Jedziemy. – Przykazała, wpychając wojownika na sanie. Chwilę później spróbowała umieścić na nich również nosidełko na sowy. Niespodziewanie okazało się, że uniesienie małej tarczy przypomina próbę przesunięcia lodowca. Los jakby wyczuwając jej pośpiech, postanowił zadrwić sobie z wysiłków dziewczyny. – Czemu to takie ciężkie?

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 1 rok temu

Aki chciał zaprotestować działaniom Nyllef, mających na celu zrobienie z niego doświadczalnej kukły, ale niestety determinacja czarodziejki i jej reakcje okazały się w tym znacznie szybsze niż jego. Ledwo młody berserk spostrzegł to, jak usadowiła się towarzyszka, jej dłonie chwyciły go za twarz, a usta odnalazły jego wargi, łącząc je w czułym pocałunku. Chłopak odruchowo przymknął oczy i w tej samej chwili poczuł to, o czym sam przed chwilą wspominał: rozgrzewającą falę ciepła, rozchodzącą się od stóp, po czubek głowy, działającą lepiej niż nie jedna rozgrzewająca maść. Trwało to trzy, może cztery sekundy, po których młodzi oderwali się od siebie i zamarli w impasie. Akiemu wręcz odjęło mowę. Mógł jedynie patrzeć w oczy dziewczyny z miną smarkacza, który pierwszy raz widzi na oczy śnieg. Język miał jak sopel i choć siedział, czuł jak miękną mu nogi, a w brzuchu ktoś wierci korkociągiem do wina.
Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, czarodziejka znów go uprzedziła, tyle że tym razem atakiem paniki z powodu jego objawów na to, co się między nimi wydarzyło. Próbując przerwać to szaleństwo, Aki niemal zapomniał o tym, że ich iglo właśnie stopniało oraz o chorej ręce i z całych sił próbował obronić się przed wepchnięciem na lodowe sanie. Zabrakło mu jednak sił i dopiero gdy poczuł jak upada na siedzisko, odzyskał mowę.
- Nyllef, zaczekaj. To nie zakażenie, ani żadna choroba - próbował wytłumaczyć przyjaciółce, która zdążyła wepchnąć na sanki również kozę dla zachowania jego cieplnego komfortu podczas transportu.
- Nic mi nie jest - spróbował raz jeszcze, ale bez skutku. - Tak już po prostu bywa, kiedy chłopak nie spodziewa się, że ładna dziewczyna go pocałuje.
Podczas tłumaczenia tego zjawiska Aki czuł się jeszcze głupiej, niż podczas wyjaśniania czarodziejce znaczenia miłych gestów. Targały nim różne emocje, był zagubiony, zawstydzony, ale jednocześnie cieszył się z tego co zaszło. Przy Nyllef, wyspiarz nie musiał udawać silniejszego niż był w rzeczywistości, sam sporo nie wiedział o świecie, a dzieląc się z nią tym, co wiedział czuł się bardzo dobrze. Sam nie do końca wiedział, jak to wytłumaczyć.
Kiedy Aki zauważył, jak jego towarzyszka próbuje podnieść tarczę, rodzinną pamiątkę wykonaną z dębu podlewanego krwią i od niedawna sowie nosidełko, westchnął z irytacją i zeskoczył z sań. Przypomniał mu się widok pewnego smoka oraz ludzi z plaży w Turmalii, którym o mały włos żyłka nie pękła, gdy próbowali udowodnić swoją siłę. Przedmiot był kapryśny, nosić go mogli tylko pierworodni synowie w rodzie, każdy inny mógł jedynie pooglądać go z bliska. Podchodząc do czarodziejki, której upór nie pozwolił się poddać, wyspiarz złapał ją za rękę i zmusił, by na niego spojrzała.
- Uspokój się. Nic mi nie jest - powiedział, nachylając się i, nie wierząc własnym oczom, całując ją w ten sam sposób, co ona jego. Może to sprawi, że Nyllef poczuje to samo rozgrzewające ciepło i zrozumie, że to nie choroba.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 1 rok temu

        Nyllef nie miała pojęcia jak powinna zareagować. Dała się całkowicie zaskoczyć. Nazbyt pochłonięta próbą ratowania Akiego, zupełnie nie zdawała sobie sprawy ze znaczenia jego słów i gestów. Przynajmniej do chwili, gdy ciepłe wargi chłopaka dotknęły jej lekko otwartych ust. Zdezorientowana stanęła nieruchomo niczym sopel, wybałuszając przy tym oczy. Zupełnie nieoczekiwanie czarodziejka poczuła falę przyjemności, rozlewającą się po całym jej ciele. To było coś niesamowitego. Czas się zatrzymał, świat wokół niej przestał istnieć, ograniczając się do Akiego i jego dotyku. Kapłanka czuła uderzenia gorąca, tak jakby miała w sobie energię wszystkich górskich wulkanów. Jednocześnie nie mogła pozbyć się uczucia przerażenia. Bała się zrobić cokolwiek, aby nie zniszczyć tej chwili. Jej umysł pracował na maksymalnych obrotach, próbując wyjaśnić znaczenie tego co się dzieje. Przecież nie umawiali się na kolejną próbę? Nie umawiali się na nic. Akie nie ostrzegał jej, że można samodzielnie zmieniać zasady, całując kiedy tylko się chce. Dla kapłanki była to cenna lekcja. Póki co dłonie i stopy dziewczyny zaczęły delikatnie dygotać, domagając się od jej głowy poleceń co maja robić, nie otrzymując w zamian żadnych sensownych instrukcji. Nyllef była bliska paniki. Na szczęście z odsieczą pospieszył jej naturalny instynkt, podpowiadający jak zareagować na pieszczoty wojownika. Najostrożniej jak tylko mogła, dziewczyna odpowiedziała na pocałunek, delikatnie przegryzając usta Akiego. Nie wiedziała co robić, więc postanowiła naśladować swojego partnera.
        Ponieważ wojownik obejmował ją w pasie, czarodziejka uznała, że powinna zrobić to samo, pechowo kładąc swoją dłoń w miejscu świeżo opatrzonej rany. Aki musiał poczuć odrobinę bólu, delikatnie się przy tym wzdrygając, a przerażona Nyllef, natychmiast przesunęła rękę, opacznie prosto na krocze chłopaka. Dla osoby, która nigdy nie widziała nagiego mężczyzny było to nowe zupełnie nieznane doświadczenie. Kapłanka była ciekawska, zdeterminowana by poznawać świat takim jakim on jest, a do tego przekonana, że skoro do tej pory Aki pozwalał jej na wszystko, to przecież nie istniał powód, dla którego teraz miałoby być inaczej.
        Na szczęście Lri wykazała się dużo bystrzejszym umysłem i zdolnością oceny sytuacji. W jednej chwili pierzasta skoczyła na kark wojownika, z zamiarem ratowania swojej przyjaciółki. Dla sowy było oczywiste, że dziewczyna jest atakowana, a ona musi pomóc w jej obronie. Wbijając się pazurami w ciało wojownika, dziobała na ślepo, do chwili gdy Aki nie zdołał odeprzeć ataku, częściowo obezwładniając ptasiego napastnika. Nyllef przyglądała się tej walce z uśmiechem na twarzy. Nie rozumiała jej sensu, za to czuła się szczęśliwa. Co prawda miała też uczucie delikatnego zawodu z faktu, iż nie udało jej się dotrwać do końca pocałunku. Wszystko jednak było przed nią. Raz nie wyszło, to na pewno spróbuje po raz kolejny. To tak jak z polowaniem na dzwonki. Najważniejszym było się nie poddawać.
        - Więc jesteś zdrowy, tak? Ale rana na twoim boku wcale nie wygląda lepiej, wiec i tak siadasz na sanie i trzymasz Lri na kolanach. – Postanowiła Nyllef. – Ja cię pociągnę, tylko nosidełko będziemy musieli zostawić, ponieważ jest dla mnie za ciężkie.
        - Lrrri. – Natychmiast zaprotestowała sowa, w jednej chwili z wroga Akiego stając się jego zagorzałym sojusznikiem, gotowym za wszelka cenę starającym się bronić decyzji o zabraniu nosidełka w dalszą podróż.

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 1 rok temu

Dla wojownika cała ta sytuacja była tak samo dziwna i jednocześnie ekscytująca, co dla czarodziejki, z tą jednak różnicą, iż Aki wiedział mniej więcej, co robi, a Nyllef reagowała instynktownie. Jej sztywna postawa i niemoc w wykonaniu jakiegokolwiek ruchu tylko utwierdziły go w przekonaniu, że dziewczyna pierwszy raz ma styczność z jakimkolwiek innym mężczyzną, poza swoim tajemniczym mistrzem, Uro. Musiało jej być niezwykle ciężko dorastać, z dala od cywilizacji i ludzi podobnych do niej samej. Berserk nie bał się nawet stwierdzić, że ona i Lri żyły zamknięte w klatce, choć z całą pewnością sowa zaznała więcej swobód niż jej właścicielka. Dowodem na to był fakt, że nie bała się ludzi, musiała więc czasami podlatywać do ich osad, a nawet być dokarmianą w niezwykle mroźne sezony. Krótko mówiąc, Nyllef żyła pod kluczem i stałą obserwacją, a wyimaginowana misja pilnowania milionów ton lodu miała ją tylko zatrzymać w górach na stałe. Ciekawe jak zareaguje ten cały Uro, kiedy Aki w końcu go odwiedzi.
- Tak. Jestem zdrowy - zapewnił ją, wracając do rzeczywistości, nie wiedząc, który to już raz to robi i powoli wypuścił dziewczynę z objęć. Po tym, jak pechowo złapała go za świeżą ranę, Aki miał chęć głośno krzyknąć, ale w porę zacisnął zęby, kiedy Nyllef, w sposób z całą pewnością pomyłkowy, złapała go za krocze. Rozumiał, że była ciekawska i trochę dzika w tej domenie, ale to działo się o wiele za szybko.
Po starciu z Lri, która uznała, że Aki atakuje jej przyjaciółkę, wojownik wziął czarodziejkę za ręce i delikatnie od siebie odsunął, przywołując na twarz miły uśmiech.
- Następnym razem, kiedy nie będziesz wiedziała, co z nimi zrobić, możesz objąć mnie za szyję. O tak - wyjaśnił, demonstrując czynność jej własnymi dłońmi i zaraz nieźle poczerwieniał. Czy Aki właśnie oświadczył, że przydarzy im się następny raz? I co ważniejsze, tym razem to on przyciągnął ją bliżej siebie. Do mózgu chłopaka informacja ta dotarła z lekkim opóźnieniem, zapewne przez ten ścinający krew w żyłach mróz, ale jednocześnie uświadomiło mu to, że chciałby aby tak się stało. Kilka dni w górach, polowanie na dzwonki, walka z wilkami i odpowiadanie na każde pytanie czarodziejki zbliżyło ich do siebie.
- Mój stan jest stabilny - oświadczył, chcąc jej pokazać, że nie musi się tak o niego martwić. Zaraz też skarcił się w myślach za trudne słowo, którego ona mogła nie zrozumieć i dodał: - W każdym razie nic złego mi nie grozi. Oczyściłem ranę i teraz muszę zaczekać aż się zagoi.
Niestety Nyllef w tej kwestii okazała się nieprzekonywalna i kiedy Aki próbował jej uświadomić swoją pełną sprawność, ona wepchnęła go na sanki i podała do rąk trzepoczącą skrzydłami sowę.
- Nie ma potrzeby zostawiać nosidełka - odpowiedział, uspokajając Lri i wyciągając rękę po swoją tarczę. Bez żadnego problemu wojownik podniósł ją i oparł sobie o nogę, udostępniając jej górną krawędź ronda szczęśliwemu ptaku. - Widzisz? Dla mnie jest niczym piórko. Ale kiedy indziej ci wytłumaczę jak to działa.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 1 rok temu

        Nyllef nie potrafiła zrozumieć dlaczego raz jest dobra pora na to żeby się obściskiwać, całować i obejmować za szyję, a innym razem nie? Uro zawsze powtarzał, że jeśli masz coś ważnego do zrobienia, a nie wiesz kiedy dane ci będzie zrobić to ponownie, najlepiej natychmiast wykonaj tą czynność dwa razy. Jednak ta złota myśl dotyczyła przede wszystkim jedzenia lub spania, jako że o okazywaniu sobie wzajemnych uczuć w tym zespole nie było mowy. Szczytem troski o drugą osobę, był tu fakt, że rzucając w towarzysza kamieniem, nie celowałeś w jego głowę. Zresztą z jakiegoś nieznanego dziewczynie powodu, powtórzenie tego co przed chwila zrobiła z Akim, przy jednoczesnym zastąpieniu wojownika swoim starym mistrzem, wcale nie brzmiało już tak niezwykle, jak obecna sytuacja.
        - Zapamiętam. Następnym razem na pewno tak zrobię – oświadczyła dziewczyna z szerokim uśmiechem.
        Póki co kapłanka czuła pewien niedosyt, chociaż nie potrafiła dokładnie zdefiniować swoich potrzeb. Zastanawiała się przy tym skąd na twarzy Akiego bierze się tyle kolorów? Czyżby był to jakiś sposób maskowania swojej skóry, wykorzystywany na przykład w czasie polowań? Wiele zwierząt postępowało w ten sposób. Ale jeśli miałoby chodzić tylko o polowania czy ukrycie się przed przeciwnikiem, to wówczas przeszkodą byłyby tu, noszone przez chłopaka ubrania. Być może Aki zostawiał je wyruszając na łowy? Wszystko to było takie zachwycające i ciekawe. Nyllef czuła wewnętrzne rozdarcie. Ekscytowała się na samą myśl ile to jeszcze podobnych odkryć może dokonać z pomocą Akiego, a z drugiej strony miała świadomość, że wyruszając wraz z wojownikiem, musiałaby sprzeniewierzyć się dotychczasowym obowiązkom. Co prawda od tysięcy lat lodowiec stał dokładnie w tym samym miejscu, w którym stoi teraz, ale dziewczyna nie miała pewności czy góra lodu, a dokładniej mówiąc to co rzekomo kryje się pod nią, nie wyczekuje jedynie momentu, w którym ona odwróci wzrok. Uro nigdy nie precyzował grożącego światu niebezpieczeństwa. Uważał, że ta wiedza jest Nyllef niepotrzebna. Tymczasem sam lodowiec z całą pewnością był po jej stronie. To z niego czerpała swoje moce, a dodatkowo zawsze uprzedzał ją, gdy zamierzała zejść lawina, więc prawdopodobnie da jej znać, gdyby miało stać się coś ważniejszego. A wówczas ona zdąży wrócić. Pozostawało zatem porozmawiać z Uro i wytłumaczyć mu swoja decyzję.
        Sprawa poczucia obowiązku uświadomiła kapłance coś jeszcze.
        - Dzieciak znów nam uciekł. Musimy się pospieszyć, jeśli chcemy dostarczyć go do wioski – oświadczyła czarodziejka. Niestety łatwiej było to powiedzieć niż zrobić. A wszystkiemu znów winne było nosidełko. Nyllef ślizgała się w miejscu, mimo intensywnego wysiłku przesuwając sanie ledwie o kilka palców. – Nie rozumiem. Dlaczego raz jest ciężkie, a raz nie? Czy to znaczy, że mnie nie lubi?

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 1 rok temu

Przekonanie Nyllef, co do stanu swojego zdrowia było dla Akiego już połową sukcesu, by uchronić się przed iście matczyną opieką, którą próbowała otoczyć go czarodziejka. Ręka co prawda wciąż go piekła od alkoholu i szorstkiego, sztywniejącego na mrozie materiału, lecz i tak nie był to stan wymagający pastwienia się nad nim, jak nad małym dzieckiem. W jego małym, acz dumnym kraju podobne obrażenia i zrodzone po nich blizny były dowodem niezwykłego męstwa i siłą bojowego ducha. Berserkowie różnych klanów z dumą okazywali swoje szramy, w pięknych opowieściach podkreślając motyw i potęgę przeciwnika, od którego je zdobyli. Gdyby jeszcze dziś Aki powrócił na rodzinną wyspę, wszyscy złożyliby mu hołd, jako wielkiemu wojownikowi, a on sam musiałby opowiedzieć jak to zmierzył się ze starszym i silniejszym zbójem. I wygrał. Z jakiegoś jednak powodu młody wyspiarz nie odczuwał należytej dumy. Czuł się raczej jak ktoś przeciętny, ktoś kto miał więcej szczęścia niż rozumu, które przy kolejnym starciu niewiele mu już pomoże. Dlatego lepiej by było zabrać stąd Nyllef i zniknąć, zanim wydarzy się coś straszniejszego. W końcu sprawy tutejszych wieśniaków i ich konflikt z szlachcicem, ich nie dotyczył. Z drugiej strony jednak, zostawienie chłopaka na pastwę Kufa i jemu podobnych także nie było w porządku.
- Znajdziemy go - oznajmił stanowczo Aki, schodząc z sań i kierując się po świeżych śladach. - Chodźmy zanim zmienimy się w lodowe sople - dodał, zabrawszy tarczę, jednocześnie uspokajając Lri, iż nie ma potrzeby by ta miała porzucić swoje ulubione miejsce na rondzie.
Następnie cała trójka ponownie udała się na poszukiwania, które nie trwały już tak długo. Chłopak, jak się okazało, słabo radził sobie z przeprawą przez śnieg, w trzech czy czterech miejscach zaliczył niezły upadek, na co wskazywały rozkopane na około dołki. Tym lepiej dla poszukiwaczy - szybciej dane im będzie wrócić do ciepłej sadyby.
- Tarcza nie może cię nie lubić. - Po chwili przerwy głos Akiego rozdarł ciszę, która zapadła tajemniczo pomiędzy nim, a czarodziejką. - To wyjątkowy przedmiot, podarowany mi przez ojca, który posiada pewne magiczne właściwości. Między innymi takie, jak już zauważyłaś, że nie pozwala się podnieść obcym. I na co dzień nie służy on do noszenia sowy. - Wojownik wyszeptał ostatnie zdanie, zerkając porozumiewawczo na Lri, która zatrzepotała skrzydłami i zbiła się w mniejszą kulkę, przylegając do jego karku.
- Tarczą nazywamy przedmiot, który daje nam ochronę przed pociskami różnego typu - wyjaśnił berserk, odwołując się do prostej, książkowej definicji, w nadziei, że Nyllef zrozumie i oszczędzi to kolejnej fali zbędnych pytań. Przynajmniej na jakiś czas, bo gdy tylko znajdą się w spokojniejszym i cieplejszym miejscu, wojownik chętnie podzieli się z nią swoją wiedzą.
Po niedługim czasie Aki w końcu dostrzegł sylwetkę "uciekiniera", gdy ten, cały się trzęsąc z zimna, próbował wznowić marsz. Niestety na jego nieszczęście wychłodzenie zdołało odebrać mu większość sił, więc co krok zamiast iść, chłopak wpadał na ścianę najbliższego domu i zatrzymywał się przy niej, by odetchnąć.
- Tu jesteś! - zawołał Aki słabym głosem, samemu powoli odczuwając skutki mrozu. - Natychmiast wracamy! Chcesz czy nie, ci ludzie są za ciebie odpowiedzialni, a ja zgodziłem się im pomóc. I mam zamiar dotrzymać słowa.
- Nigdzie z wami nie idę - odpowiedział dzieciak, zgrzytając zębami.
- Nie musisz! Zawlokę cię tam.
Łapiąc chłopaka za kołnierz, Aki znalazł w sobie jeszcze dostatecznie dużo siły, by nim potrząsnąć i zarzucić sobie na zdrowy bark, nawet jeśli skończyło się to końcem wygód dla pewnego ptasiego pasażera.
- Wracajmy - rzucił jeszcze w stronę Nyllef. - Jestem głodny, ranny i przeziębiony. Mam dość.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 11 miesiące temu

        Po powrocie do wioski Aki i Nyllef zostali przywitani niczym bohaterowie. Miejscowi wiwatowali na ich widok, wybiegając na powitanie szczęśliwcom, którym udało się odnaleźć zaginionego chłopaka. Uściskom, pochwałom i poklepywaniu po plecach nie było końca. Każdy chciał być jak najbliżej wojownika i towarzyszącej mu kapłanki. Ludzie przekrzykiwali się jeden przez drugiego, chcąc dowiedzieć się w jaki sposób nieznajomym udało się odnieść sukces. Snuto całą masę domysłów, a głęboka rana na ciele Akiego, zły stan chłopaka i magiczne sanie, jedynie pobudzały wyobraźnię prostego ludu. Opowieści rosły same z siebie, tak że wkrótce po wsi dominowała historia, w której wytatuowany wojownik ratuje chłopca, wyrywając nieszczęśnika z pazurów olbrzymiego niedźwiedzia. Jako wyzwoliciel wioski, poza uwielbieniem tłumu, Aki mógł liczyć również na cały szereg bardziej namacalnych przywilejów. Mieszkańcy co prawda nie należeli do ludzi zamożnych, jednak za wszelka cenę starali się okazać swoją wdzięczność, obdarowując chłopaka czym tylko mieli. Nim się Aki obejrzał, w jego rękach znalazły się skóry, ubrania, broń, zapasy żywności, najróżniejsze ozdoby, talizmany, a nawet kilka córek z gotową propozycja małżeństwa.
        W wiosce od razu zabrano się za przygotowanie wielkiej uczty, a parę młodzieży zaproszono również na spotkanie rady starszych, która oficjalnie chciała podzielić się z nimi posiadanymi wiadomościami i pogratulować osiągnięcia. Oczywiście znaleźli się też tacy, którzy nie podzielali ogólnej euforii, dalece odbiegając od powszechnie panującego nastroju. Przede wszystkim zaliczał się do nich uratowany chłopiec niepocieszony faktem powrotu wśród pospólstwa. Nyllef również okazała się niezadowolona, ponieważ w panującym wokół chaosie szybko rozdzielono ją od Akiego przez co teraz czuła się zagubiona i niepewna. Poza tym był tu też Kuf i jego kompan, trzymający się z boku i knujący plany jak uratować sytuację. Mężczyźni obawiali się tego co może się stać gdy młodzieniec spróbuje ich wydać, słusznie zresztą obarczając winą za uprowadzenie dzieciaka.
        W tym samym czasie czarodziejka zmagała się z zupełnie innym problemem.
        - Gdzie mam iść? – spytała się stojącej przed nią roześmianej dziewczyny, zawczasu słysząc propozycję składającą się ze słowa, którego nigdy wcześniej nie słyszała.
        - Przygotowałam dla ciebie kąpiel, abyś wyglądała dostojniej na czekających was uroczystościach. Powinnaś też umyć włosy – odpowiedziała tamta.
        - Co to jest kąpiel?
        - Chodź będzie fajnie.
        Na miejscu okazało się ze obawy Nyllef wcale nie były bezpodstawne. Dziewczyna uczesana w dwa grube warkocze, zaprowadziła ją do pomieszczenia niemal w całości wypełnionego gęstą, gorącą parą. Na środku tej chaty stało palenisko zbudowane z rozgrzanych kamieni, nad którymi z kolei umieszczono pokaźną balię wypełnioną wodą. Owe skały kojarzyły się kapłance z wulkanem. Nyllef nie potrafiła jednak zrozumieć dlaczego ktoś miałby sprowadzać wulkan do swojego domu? Na logikę każdy rozsądny człowiek unikał bezpośredniej bliskości rozgrzanego krateru, tymczasem ci tutaj z niewiadomych przyczyn postanowili zrobić dokładnie na odwrót.
        - Strasznie tu gorąco – zauważyła.
        - Rozbierz się to będzie ci wygodniej – zaproponowała wieśniaczka. Rada wyglądała na sensową, wiec czarodziejka postanowiła się do niej zastosować, chociaż powątpiewała czy taki zabieg może uchronić ją przed bijącym stąd żarem.
        - I co teraz? – spytała Nyllef.
        - Hi, hi, no wchodzisz do środka – odpowiedziała rozbawiona dziewczyna, wskazując na miskę. – Czekaj, nie pij tej wody. Jest z mydłem.
        Kapłankę nagle olśniło. Uświadomiła sobie wcześniejsze słowa Akiego, sugerującego że nie wszyscy ludzie są mili i dobrzy. Zdaniem wojownika nie każdemu należało ufać, a ta tutaj najwyraźniej zamierzała ugotować ją żywcem. Rozgniewana Nyllef natychmiast chwyciła po swoją włócznię, wygrażając nią towarzyszce.
        - Niedoczekanie! – krzyknęła. – Myślisz, że dam się nabrać na tak naiwną sztuczkę? Sama cię upichcę w tym kotle, wiedźmo!
        - Ale co ty robisz, ja tylko… proszę przestań. To tylko kąpiel. Starszyzna mi nie daruje jeśli skorzystam z przyjemności, które zarezerwowali dla ciebie.
        - Właź do środka, ale już – rozkazała Nyllef. – Więc twoja starszyzna też jest w to zamieszana! Gadaj, co chcieliście zrobić Akiemu?
        - Lriii… - pogroziła sowa, siedzącą na regale stanowiącym jedyny mebel w łaźni. Chcąc wyglądać na większa i groźniejszą niż w rzeczywistości, Pierzasta zatrzepotała skrzydłami, przyłączając się do przesłuchania.

Awatar użytkownika
Aki
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aki » 10 miesiące temu

Aki początkowo próbował wytłumaczyć mieszkańcom wioski, że żaden z niego wielki bohater i że po prostu dopisało mu szczęście, ale ci nie chcieli go słuchać. Po tym, jak zjawił się w progu z chłopakiem i ręką opatrzoną prowizorycznym bandażem, powstały niuanse, jakoby wyrwał go z paszczy wściekłego niedźwiedzia, co może byłoby prawdą, gdyby niedźwiedź potrafił używać siekiery. Niestety w porywie radości mało kto zwracał uwagę na takie detale i zanim berserk się obejrzał, został wyniesiony na rękach i pchnięty w centrum zainteresowania. Każdy pragnął uścisnąć mu dłoń, niektórzy składali pełne szacunku ukłony, a co odważniejsze, młode niewiasty, całowały go po policzkach z ofertą rychłego małżeństwa. Nikt nie zaprzątał sobie głowy odmowami ze strony chłopaka, tłumacząc je sobie jego niebywałą skromnością, przez co góra prezentów u jego stóp stale się powiększała. Nie chcąc urazić wieśniaków, Aki, spośród wielu możliwości, postanowił zatrzymać sobie nowe i bardzo wygodne ubranie z owczej wełny, toporek z krótką rękojeścią oraz skromny, bo tylko z jednym kryształem, pierścień z białego złota.
To ostatnie wojownik zamierzał sprezentować swojej towarzyszce, która była nieocenioną pomocą podczas misji, ale i nie tylko. Aki bardzo polubił bliskość czarodziejki i choć ta błądziła po nieznanym sobie świecie, nie rozumiejąc z niego nic a nic, to jemu to nijak nie przeszkadzało. I choć była szansa, że Nyllef potraktuje prezent jako coś wrogiego, to z samej sympatii można było zaryzykować.
- Naprawdę, nie musicie - próbował tłumaczyć ludziom Aki, siadając wraz ze starszymi przy ogromnym stole. Jednocześnie rozglądał się za czarodziejką, która tajemniczo zniknęła w tłumie. Nyllef może i nic nie wiedziała o relacjach międzyludzkich, ale była samodzielna, żywot w górach tylko to potwierdzał, a w obcym środowisku człowiek różnie reaguje. Nie wszystkie mechanizmy obronne dziewczyny, wojownik miał okazję poznać, więc sam nie wiedział czy martwić się o nią, czy o otoczenie.
Gdzieś w tym kłębowisku oczu, Aki dostrzegł pełne wrogości spojrzenie Kufa i jego towarzysza, grzejących miejsce pod ścianą. Akurat ta dwójka miała wszelkie powody do niezadowolenia: Kuf został pokonany przez obcego młokosa, a intryga jego towarzysza niemal nie wyszła na światło dzienne. Na szczęście sam uciekinier i odnaleziony chłopak niewiele miał do powiedzenia, przez cały wieczór siedział obrażony, zapewne rozmyślając nad kolejną ucieczką, ale starsze matrony nie spuszczały z niego oka. Młody wyspiarz wiedział, że sprawa ta jeszcze nie jest przesądzona, ale póki co wolał nie wszczynać konfliktu. Przynajmniej dopóki nie odzyska pełni sił w rozciętym ramieniu.
- Przepraszam na moment. - Udając potrzebę, Aki przeszedł przez izbę, starając się wypatrzeć swoją przyjaciółkę, ale po za uśmiechającymi się do niego dziewczynami, nie dostrzegał żadnej znajomej twarzy, czy dzioba.
Dopiero po chwili usłyszał kobiecy krzyk połączony z czymś co przypominało plusk wody. Dobiegał on z całą pewnością z piętra i nie zapowiadał się zbyt optymistycznie, dlatego wojownik czym prędzej pobiegł na górę. W trakcie dopadły go wątpliwości, czy powinien tak zostawiać czarodziejkę i jej sowę same, kiedy wokół tyle nowych rzeczy. Jego obawy potwierdziły się, gdy tylko zlokalizował miejsce przebywania Nyllef i bez uprzedniego pukania, wszedł do środka.
W pierwszej chwili Akiemu odebrało mowę. Stanął jak wryty, z jedną ręką na stylisku topora i drugą zaciśniętą w pięść. Na sążeń przed nim stała, odwrócona tyłem, kompletnie naga czarodziejka. Wszystkie futra, które nosiła leżały zbite na podłodze, nawet przez myśl chłopakowi nie przeszło, by zastanawiać się nad faktem, jak prezentuje się Nyllef pod tą całą warstwą odzieży. Był w nie małym szoku i miłym zaskoczeniu, lecz przecież przybiegł jej pomóc... nie wiedział tylko w czym.
- Chyba domyślam się, co tutaj zaszło - westchnął, dostrzegając na drugim planie wystraszoną służkę, która siedziała po pas w balii gorącej wody i w dodatku w pełnym ubraniu. Odpowiednio nad nią, z krawędzi szafy, swoje uwagi wtrącała Lri, trzepocząc skrzydłami i skrzecząc, przynajmniej dopóki berserk nie postawił pod ścianą swojej tarczy i nie wskazał jej pierzastej.
- Nyllef odłóż włócznię - polecił spokojnie, podchodząc do niej i podnosząc z ziemi jej płaszcz, zarzucił go jej na ramiona. Wiedział, że jemu czarodziejka pozwoli się do siebie zbliżyć, bez względu na okoliczności. Ufała mu jak nikt inny, choć znali się dopiero kilka dni. - I posłuchaj. Nikt nie chce cię ugotować. Ta dziewczyna przygotowała ci kąpiel. Takie coś, że wskakujesz do roztopionego śniegu, by zmyć krew i inne brudy z ciała. Tylko ten śnieg jest gorący. Roztopiony i bardzo ciepły, rozumiesz?
Kiedy czarodziejka skupiona była na jego słowach, Aki pomógł zdezorientowanej wyjść z balii i odesłał ją do bawiących się na dole, nakazując, by nikt im nie przeszkadzał. Następnie, biorąc Nyllef delikatnie za rękę, wojownik usiadł z nią na podłodze i jeszcze raz wskazał na parującą wodę.
- To gorący, roztopiony śnieg - powtórzył. - Nie ma się czego bać.
- Mam tu zostać z tobą? Usiąść w kącie i poczekać? - zapytał wprost, widząc, że jego słowa nie do końca zadowalają dziewczynę. Uśmiechnął się także do czarodziejki przyjaźnie i wskazał na miejsce obok Lri, gdzie wraz z nią będzie czuwać. - Nie będę podglądać - zapewnił dodatkowo, choć wcale nie miał takiego zamiaru. Intencje Akiego były dobre, wbrew temu, jak inni mogliby zrozumieć całą tę sytuację, ale innego wyjścia obecnie nie widział.

Awatar użytkownika
Nyllef
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nyllef » 1 tydzień temu

- Wiem czym jest woda – zauważyła Nyllef, nieco poirytowana faktem, że Aki próbuje tłumaczyć jej najprostsze rzeczy. Może i byłą dzikuską, która większość swojego życia spędziła w odosobnieniu na szczytach lodowców, nie mając pojęcia jak funkcjonują ludzie w pozostałej części świata, ale przecież by przetrwać musiała coś pić. Czasem gryzła lód i czekała aż ten roztopi się w jej ustach. Ona i Uro wody mieli mało, dlatego też nauczyli się ją cenić i nie marnować na tak błahe sprawy jak mycie. W powyższej kwestii dziewczyna wolała porządnie wytarzać się w śniegu, natomiast jej mistrz w ogóle zrezygnował z jakiejkolwiek higieny, uznając ją za zbytni dostatek.
Wzburzenie czarodziejki wynikało nie tylko z faktu, iż znała wodę, ale również z racji tego, że wiedziała czym jest kocioł i do czego służy. Nyllef miała za sobą kilka doświadczeń związanych z gotowaniem. Co prawda zwykłym ludziom przeżyć na jej kuchni byłoby równie ciężko co na surowym mięsie, ale nie zmieniało to faktu, iż kapłanka potrafiła połączyć w wyobraźni zastosowanie kotła i wody w jednej czynności.
- Mówię, że nie powinna być gorąca. – Tym razem to dziewczyna postanowiła wcielić się w rolę nauczycielki. - Nawet zwierzęta nie wchodzą do gorącej wody. Nie piją takiej, uznając ją za niezdrową. Tym bardziej jeśli, tak jak ta tutaj, cuchnie siarką. Próbowałeś jej? Bo ja tak i nie da się tego przełknąć. A słyszałeś jak tamta wrzeszczała, gdy miała wejść do środka? Na pewno coś tu jest nie tak. Poza tym jest jeszcze piana. Piana zawsze zwiastuje chorobę. Ale jeśli mimo to uważasz, że wszystko jest bezpieczne, to proszę bardzo, wejdź pierwszy.
W tym momencie Nyllef była zdeterminowana by nie ustąpić. Zbyt dużo miała argumentów na własne teorie, aby łatwo dać się przekonać samą rozmową. Jeśli wojownik chciał jej coś udowodnić, to będzie musiał zrobić to empirycznie. Dziewczyna wskazała włócznią balię z wrzątkiem. Ona sama nie znała pojęcia wstydu, taktu, zakłopotania czy dobrych manier, tak wiec w jej przypadku ewentualne podglądanie tego co robi Aki było rzeczą jak najbardziej naturalną. Zwłaszcza, że chciała się upewnić, iż mężczyzna nie będzie stosował jakiś sztuczek. Oczywiście przy własnych ograniczeniach związanych z wyjątkowo słabym wzrokiem, kapłanka mogła liczyć jedynie na perspektywę tego co widzi Lri, z kolei sama sowa nie zawsze pozostawała skupiona na miejscu, które Nyllef akurat chciałaby oglądać. W ciągu dnia kapłanka pozostawała ślepa do tego stopnia, że gdyby nie obecność Lri, Aki z łatwością byłby w stanie oszukać ją, udając iż rzeczywiście nurkuje w kotle.
Szczęściem dla wojownika po jakimś czasie od kolejnej kłopotliwej propozycji ze strony czarodziejki, do sali weszła starsza kobieta o siwych włosach z informacją od naczelnika wioski, oczekującego na spotkanie. Wieśniaczka z dezaprobatą przyglądała się zastanej scenie.
- Powinnaś się ubrać młoda damo – zasugerowała kobieta cmokając przy tym ustami, tak jakby nieustannie coś przeżuwała – a ty…, ty młodzieńcze powinieneś się wstydzić.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Góry Dasso”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość