Mauria[Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Re: [Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Post autor: Aldaren » 2 miesiące temu

        W prawdzie powinien mieć więcej zaufania do Mitry i nie bać się praktycznie wszystkiego co z nim związane, ale łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Kwestie bliskości i intymności podchodziły o ile nie pod temat tabu w tym domu i względem tego mężczyzny, to na pewno były to nie łatwe tematy dla blondyna. W sumie dla Aldarena też, bo nie był przyzwyczajony do rozmawiania o tego typu rzeczach. A tu, teraz miał opowiedzieć ukochanemu swój wstydliwy sen, co prawda chodziło o tę część, w której zmienił się w koszmar, ale to nie zmieniało faktu, że bał się tego co powie lub pomyśli o nim błogosławiony, gdy tylko się dowie o czym wampir śni nocami. Aż się zaczął zastanawiać, czy sen jest mu w ogóle do czegoś potrzebny. Był nieumarłym, nie musiał odpoczywać, zwłaszcza, że energię potrzebną do życia i dzięki której miał siły by choćby czarować pochodziła z krwi żywych istot. Podczas podróży do Trytonii i z powrotem praktycznie nie sypiał i nic mu specjalnie nie było. W prawdzie noc się niemiłosiernie dłużył i różne dziwne myśli go nachodziły, ale czy nie było to czasem lepsze od tego zażenowanie jakie teraz choćby odczuwał?
        Na szczęście Mitra okazał się być bardziej wyrozumiały i skupiony wyłącznie na konkretach, w przeciwieństwie do tego co z góry zakładał krwiopijca, i zamiast bury okazał nieumarłemu wsparcie. Przez moment zdawał się mocno nad czym myśleć, co objawiło się dość niepokojącym wyrazem jego twarzy, chyba nie było to nic miłego. Aldarena kolejny raz kusiło, czy nie wykraść ukochanemu z głowy tych myśli i ich jakoś nie zablokować, czy rzucić w niepamięć, ale nadal nie był przekonany co do tego typu naruszenia prywatności i intymności blondyna, nawet jeśli miałoby to być wyłącznie dla jego dobra. Po prostu mocno wierzył... chciał mocno wierzyć w to, że gdyby było to coś ważnego, co dotyczyło by również i wampira, Mitra sam by się z nim tym podzielił, a skoro nawet nic nie napomknął, znaczy, że to nie było czymś istotnym. Co prawda już kilka razy znalazł się w tej sytuacji, za każdym myślał to samo, okazywało się po tym, że jednak jego ukochanego coś poważnie dręczyło i dowiadywał się o tym dopiero po fakcie, albo pod wpływem własnego nacisku. I nigdy nie było to czymś nieważnym. A mimo to Aldaren nadal chciał wierzyć, że Mitra sam mu się wygada w razie czego. Pragnął mu zaufać, bo blondyn zasługiwał być obdarzony zaufaniem.
        Po dłuższej chwili w końcu się odezwał, lecz nie zdążył dokończyć swej myśli, bo Aldaren skutecznie go uciszył swoim czułym gestem. Ale Mitra zdawał się tego pragnąć. W końcu sam się nastawił, nie wyrażał żadnego sprzeciwu i był zrelaksowany, a nie spięty, a jak wtedy, gdy Aldaren go przytulił. Nie specjalnie rozumiał co chciał powiedzieć jego ukochany, co zaprzątało jego myśli po całej wypowiedzi wampira, ale miał wrażenie, że dobrze się stało, iż mu przerwał. Może i nie było to grzeczne ze strony nieumarłego, ale obecnie nie miało to dla niego znaczenia, liczyła się tylko bliskość ukochanego.
        - Wybacz... - mruknął nieco skruszony. W sumie rzeczywiście przeginał. Nie ta cholerna zupa była obecnie najważniejsza, a do tego była tym bardziej denerwująca, że robiła za dobrą wymówkę i sposób na ucieczkę od niewygodnych tematów. Może i był dorosły, może i miał te pięćset lat na karku, ale najwidoczniej nadal zachowywał się jak dziecko. Poczuł się głupio uświadamiając to sobie.
        - Dobrze nie będę się kłócił, nie o czosnek - zgodził się z blondynem, w tej kwestii odpuszczając, bo naprawdę nie było sensu na tym polu toczyć batalii. Zaraz słysząc tłumaczenia błogosławionego zaśmiał, się, zwłaszcza po usłyszeniu do czego i kiedy zostanie użyty czosnek. Szybko jednak opanował rozbawienie i spojrzał na lubego z miłością w lazurowych oczach. To co właśnie Mitra powiedział było niezmiernie piękne i ogrzało zimne serce nieumarłego. Miło było słyszeć, że niebianin wolałby się do wampira przytulić w ramach ogrzania się niż zjeść coś rzeczywiście rozgrzewającego.
        Obserwował uważnie to, jak Mitra sięga do swojej twarzy i zaraz postąpił niby w ślad za nim, przykładając do jego policzka swoją własną rękę, po prostu nie mógł się oprzeć temu niecodziennemu widokowi jakim były rumieńce na twarzy bladolicego niebianina.
        - Wydawało mi się, że magią ognia miałem tylko osuszyć swoje ubranie - odparł na jego zaczepkę, gładząc go po policzku i zaraz odjął od jego skóry swoją ochładzającą się powoli dłoń (mimo tego ile krwi Nihimy wypił, wrócił do kamienicy całkowicie przemoczony, nie wspominając o tym, że dość poważnie mu się zmarzło, nie powinno wiec dziwić, że szybciej niż na przykład wczoraj zaczął wytracać ciepło, które rozlało się po jego ciele wraz z wypitą krwią). Nie tracił jednak ciepłego, pełnego czułości uśmiechu z twarzy.
        - Wiesz... wspominałeś, że jesteś zmęczony, że zaklinanie manekinów szło jak po grudzie... Nie chcę ryzykować tym, że się skaleczysz albo poparzysz. To pierwsze chyba gorsze, biorąc pod uwagę obecność krwiopijcy pod jednym dachem - zaznaczył mało subtelnie, ale mimo to obdarzył ukochanego troskliwym spojrzeniem. - Kocham cię, a przez to twoja krew jest dla mnie niczym ambrozja, największy na Łusce narkotyk... Nie chcę po prostu byś stał się moim pożywieniem. Nawet teraz, gdybyś się choćby skaleczył ciężko byłoby mi się powstrzymać i o ile nic bym ci nie zrobił, mógłbym być niemiły, a nie chce cię do siebie w żaden sposób zrazić - powiedział może nieco chaotycznie, ale i tak bardziej poukładane to było w słowach, niż w jego głowie. - Nie mniej z twojego towarzystwa z chęcią skorzystam i obiecuję uczynić cię swym młodszym szefem kuchni, gdy tylko będziesz w lepszej formie. Co ty na to mój najdroższy Mitro? - zapytał rześko, zerkając na niego łobuzersko. Nie wyglądał przez to jakby chciało mu się myśleć o gotowaniu zupy. Był po prostu skupiony na swoim rozkosznym może nieco chuderlawym, ale dla niego najwspanialszym na całym świecie, blondynie.
        - Cóż... - mruknął i się zastanowił. Widać po nim było, że mimo podjętego tematu był dużo spokojniejszy, choć pod względem humoru bardziej spoważniał. - Biorąc pod uwagę miesięczną przerwę, gdy byłem w drodze do Trytonii, to od mojego powrotu tutaj, gdy znów zacząłem sypiać. Ale jeśli chodzi o ogół to stały się częstsze i bardziej nasiliły przed kilkoma miesiącami. O ile mogę to tak powiedzieć, bo naprawdę skupiać się na tym by pójść spać, zacząłem dopiero, gdy ugościłeś mnie pod swym dachem - wyjaśnił i podrapał się po głowie zakłopotany, bo mogło się to nie wydawać zbyt pocieszające dla Mitry. - Jestem jednak nieumarłym, nie potrzebuję snu by zregenerować siły, więc w sumie problem rozwiązany - spróbował załatwić to polubownie w ten sposób.
        - Zamknij proszę oczy, mój najdroższy jeśli mi ufasz - poprosił łagodnie, zbliżając się o krok do niego. Dał ukochanemu chwilę, by po chwili delikatnie ująć jego policzek i złożyć delikatny, nawet nie natarczywy i uwodzicielski pocałunek na jego ustach. - Wszystko będzie dobrze jeśli tylko ty będziesz obok szczęśliwy i bezpieczny, nic poza tym się dla mnie nie liczy - mruknął stojąc chwilę przed nim, opierając swoje chłodne czoło o jego rozgrzane, niemalże jak w gorączce.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 2 miesiące temu

        Aldaren zdaje się, że chociaż odpowiadał na pytania Mitry i to w sposób całkiem wyczerpujący, to jednak nie chciał o tym rozmawiać, bo za każdym razem, gdy kończył daną kwestię, szybko znajdował temat zastępczy. Albo tak jak teraz – dosłownie zamykał mu usta. Pocałunkiem, to było akurat bardzo miłe, ale jednak… Nekromanta nie wiedział czy wolno mu pytać, czy powinien drążyć. Chciał, bo miał nadzieję pomóc ukochanemu sobie z tym poradzić, ale nie chciał go przy tym ranić. Nie wiedział, która krzywda będzie dotkliwsza… Poniekąd też przez to tak chętnie zgodził się na pocałunek: nie musiał podejmować decyzji. To, że strasznie pragnął tej czułości, było oczywiście nadrzędne. Poczuł dużą ulgę… Choć nadal w jego sercu tkwiła całkiem spora drzazga wstydu, strachu i dyskomfortu po tym co niedawno miało miejsce. Aldaren był gotów tak łatwo z niego zrezygnować, zasłaniając się jego dobrem i nawet nie pytając go o zdanie…


        Mitra od razu zwrócił uwagę na ten dobór słów. Spojrzał na Aldarena wzrokiem, który nie pozostawiał co do tego złudzeń, ale słowem się nie odezwał. Zostawił sobie cwaniak furtkę, by móc dyskutować na innych polach. Na przykład w kwestii tego czy błogosławiony może mu pomóc przy gotowaniu. Całe szczęście wcześniej zdołał odwrócić jego uwagę czym innym.
        - Ty nie potrzebujesz magii ognia by doprowadzić mnie do tego stanu - odparł niemal natychmiast Mitra, gdy Aldaren użył tego żartu. Jakby pod wpływem jego dotyku natychmiast spojrzał wampirowi w oczy. Ciepło, jakie w nich dojrzał, było silniejsze od magii ognia i niebianin poczuł irracjonalny dreszcz. Zrobiło mu się wstyd. Jego własne ciało tak go zdradzało na każdym kroku…
        No i stało się, wampir skorzystał ze swojej furtki. Mitra wyglądał na trochę zawiedzionego tym, że nie będzie mógł gotować z Aldarenem. Lubił to, wydawało mu się, że przez taką wspólną pracę zbliżali się do siebie. Skrzypek miał jednak logiczne argumenty, z którymi trudno było się kłócić. Fakt, błogosławiony był zmęczony i rozkojarzony, mógłby się łatwo zaciąć albo coś wylać niechcący. Więcej by było z tego powodu kłopotów niż przyjemności… Dlatego Mitra był skłonny odpuścić. Jednak widać było, że przez moment wcale nie to zaprzątało jego myśli. Na wieść o tym jakie działanie mogłaby mieć na Ala jego krew aż podniósł na niego zaskoczone, iskrzące jak w gorączce spojrzenie. Nie wiedział co myśleć ani o tym wyznaniu, ani o dreszczu, który go przeszedł. Tyle razy Aldaren miał do czynienia z jego krwią nim jeszcze byli parą, tyle razy widział go rannego… No i przede wszystkim gdy sam był ranny, on się pociął, by go napoić. Aż dziw, że skrzypek nie poczęstował się wtedy bardziej szczodrze - w końcu Mitra prawie go błagał, by pił. I tak naprawdę teraz też nie miałby nic przeciwko, bo… Nieraz jego wyobraźnia płatała mu figle w tej kwestii. I nieraz robiło mu się dziwnie przyjemnie, gdy o tym myślał. Przecież wtedy, gdy Aldaren porównał go do kurczaka strasznie się nakręcił, a tamtej nocy, gdy spijał krew z jego nadgarstka aż ledwo się powstrzymał. O na Prasmoka, Mitra poczuł się jak jakiś zboczeniec…
        Jedna myśl stanowiła jednak otrzeźwienie. To, że jego ukochany już kiedyś wbił kły w jego szyję. I że to wcale nie było przyjemne. Błogosławiony czuł wtedy ból, upokorzenie, strach i gniew, ale na pewno nie przyjemność. Fakt, maltretował później własną ranę, nie pozwalając jej się zasklepić, ale to przez jego masochistyczne skłonności - dzięki temu łatwiej było mu się skupić.
        - Och, dobrze, niech ci będzie - mruknął. Ledwo się ocknął ze swoich myśli, by usłyszeć pytanie Aldarena i na nie zareagować. - Tym razem niech będzie po twojemu - dodał, by ten sobie nie myślał, że od tej pory zawsze będzie mu szło tak łatwo. Po prostu jego argumenty były sensowne… I przypadkiem (zapewne) użył argumentu, który Mitrę zupełnie rozbroił. I długo nie pozwolił o sobie zapomnieć.

        Mitra lekko uniósł brwi w zaciekawieniu, gdy Aldaren poprosił go o zamknięcie oczu. Poczuł, że to kolejny wybieg, aby nie rozmawiać o jego bezsenności, ale tym razem w końcu uznał, że jego ukochany naprawdę nie chce o tym mówić i lepiej odpuścić, nieważne jak bardzo chciałoby się kontynuować, oczywiście z dobrymi intencjami. Błogosławiony zaraz dostosował się do jego słów i opuścił powieki. Najwyraźniej jednak spodziewał się co nastąpi, bo odrobinę wyszedł ukochanemu naprzeciw, nadstawił usta do pocałunku gdy tylko poczuł jego dłoń na policzku. Subtelność jego gestów była miła, lecz… W głowie nekromanty nadal szumiało, nadal czuł niepokój. I być może gdyby Aldaren na tym poprzestał, Mitra nadal byłby tak paskudnie spięty i niedotykalski. Kolejne słowa skrzypka i jego czułe objęcia sprawiły, że błogosławiony nagle jakby przejrzał na oczy. Dosłownie i w przenośni, bo zaraz też rozchylił do tej pory zamknięte powieki.
        - Podoba mi się, gdy to robisz... - wyznał szeptem, lekko trącając jego nos swoim nosem. Niby co było miłego w tej powtarzającej się co jakiś czas prośbie o zamknięcie oczu, ale jednak… Dla Mitry była to oznaka czułości, która dawała mu przyjemne uczucie tego, że jego zdanie się liczy, że ma jakieś panowanie nad ich bliskością i jeśli nie będzie czuł się komfortowo, zawsze może się nie zgodzić. Aldaren naprawdę o niego dbał, liczył się z nim i chciał dla niego dobrze. Kochali się. Nie powinien tak zapędzać się przy nim w paranoję, bo kto jak kto, ale on go nigdy nie skrzywdzi.
        Przy tej interpretacji uparcie ignorował fakt, że kiedyś Aldaren i tak nie pozostawił mu wyboru, bo naruszył jego strefę osobistą nie czekając aż zamknie oczy… Ale to była zupełnie inna sytuacja, a jej zakończenie okazało się być bardzo szczęśliwe dla obu, mimo wcześniejszego stresu, gniewu i kłótni. Tymczasem teraz to wystarczyło, by Mitra trochę się rozluźnił i przestał tak histerycznie pilnować, aby nie pokazać żadnego fragmentu nagiej skóry. Przypomniało mu, że jest z kimś naprawdę dla niego ważnym i komu już zaufał tak bardzo jak nikomu innemu wcześniej.
        - Kocham cię, Ren - szepnął. Ujął twarz skrzypka obiema dłońmi i jeszcze raz go pocałował, z wyraźnie większym zaangażowaniem niż do tej pory, choć nie można było nazwać tego namiętnością. Skończył z westchnieniem i jeszcze czule pogłaskał skrzypka po policzku nim wysmyknął się z jego ramion. Nie musiał zachęcać Aldarena do zajęcia się gotowaniem - porozumieli się samymi spojrzeniami, że koniec pieszczot i pora wziąć się do pracy. Mitra posłał ukochanemu ostatnie czułe spojrzenie i poszedł do stołu, aby tam usiąść i mu nie przeszkadzać. Nie usiedział jednak długo, nawet nie zaczął żadnej rozmowy, gdy przyszło mu coś do głowy. Nie chciał przez cały ten czas siedzieć za plecami Aldarena i nie móc na niego patrzeć. Wstał więc z zajmowanego krzesła i podszedł do krzątającego się ukochanego. Zapytał, czy czegoś mu nie podać i jeśli faktycznie dostał coś do zrobienia, to się tym zajął. Później zaś odgarnął kilka rzeczy z blatu niedaleko jego stanowiska i lekko podskoczył, by tam usiąść. Spojrzał na Aldarena zadowolony, że wpadł na ten pomysł.
        - Teraz mogę widzieć twoją twarz - wyznał. Jego spojrzenie jednak zamiast skupić się na obliczu ukochanego, szybko przesunęło się z góry na dół i z powrotem.
        - Jak twoja rana? - upewnił się. - Ekhm… Nie naruszyłem jej, gdy tak tobą szarpałem? Przepraszam, byłem w amoku i nie pomyślałem o tym…

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 miesiąc temu

        - Jesteś pewien? - zapytał z udawanym zaskoczeniem w głosie. Jedynie w głosie. Twarz wykrzywiał mu iście chochliczy uśmieszek. - Bo wiesz, ja nic nie robię. Co najwyżej gotuję - rzucił niewinnie. Zaraz się jednak zastanowił, a po tym skrzywił jakby się zastanawiał nad faktycznym użyciem magii ognia na nim by osiągnąć zamierzony efekt i widać po nim było, że raczej wnioski do jakich doszedł mu się nie spodobały. W tym momencie oczywiście jedynie żartował, bo nie zamierzał traktować ukochanego swoją magią. Nigdy i niezależnie od sytuacji. Po prostu nigdy.
        Chociaż... Przypieczony Mitra z chrupiącą skórką mógłby smakować całkiem wyśmienicie... To tylko żart!
        Spojrzał niby przypadkiem gdzieś w bok, lekko się rumieniąc przez swoją durną myśl, a po tym to spojrzenie Mitry... I jeszcze - zaraz! Czy właśnie zadrżał lekko? Ale... I jak tu się mu oprzeć? Uśmiechnął się do niego czule i pogładził delikatnie po włosach, nim odmówił asysty nekromanty przy wspólnym kucharzeniu. Nie miał pojęcia, że w zależności od swojej decyzji podjętej w tym temacie Mitra miał obmyślony jakiś misterny, daleko idący plan. Wampir po prostu kierował się troską o ukochanego i czysta logiką. No dobra... chodziło tylko o troskę.
        Podczas swojego wykładu na temat krwi niebianina i tego jaki ta konkretna mogła mieć wpływ na skrzypka, starał się w ogóle nie myśleć o... tym incydencie, gdy pierwszy raz napił się krwi błogosławionego. Wolał mieć w pamięci dużo przyjemniejsze wydarzenia, jak choćby to, jak jego partner się uśmiechnął kilka dni temu. Jakieś niechciane fragmenty mimo najszczerszych starań wtoczyły swoją truciznę do jego głowy, ale nie było to coś z czym nie byłby w stanie sobie poradzić, albo co sprawiło by jakiekolwiek kłopoty. Po prostu cień kilku nieprzyjemnych kadrów z tamtej chwili i to wszystko.
        Odpowiedź Mitry jednak wystarczyła by ostatecznie przepędzić i te niewyraźne, niechciane widma. Co prawda wywołując zaskoczenie i niedowierzanie na nieumarłym licu pójściem mu na rękę, ale jednak przegonił. W sumie do tego zestawu wypadałoby dodać również lekkie niezdecydowanie, bo przez odpowiedź niebianina, nie miał najmniejszego pojęcia czy podejrzewać jakiś podstęp z jego strony, czy lecieć po jakieś wyborne wino i świętować, czy może jednak uciec do pokoju, zaszyć się w kącie i rozpłakać, bo ktoś zabrał mu marudnego i niedostępnego Mitrę, podmieniając na to coś zgadzające się z nim. Choć... czy obecna ugoda nekromanty i jego ogólny humor, nie były czasem spowodowane tym jak był zmęczony, albo jak parszywy był ten dzień? To w sumie miałoby sens. W takim wypadku powinien więc się cieszyć z takiego stanu i korzystać póki mógł, kto wie kiedy następnym razem błogosławiony się z nim zgodzi. Mogło to przecież nastąpić dopiero za sto lat, spowodowane zamarznięciem Czeluści Piekielnych. A może już zamarzły?
        Nie ważne co było powodem zgody Mitry na odmowę wspólnego gotowania z Aldarenem, ale wampir miał na to idealnego asa. W sumie prośba o zamknięcie oczu i to co następowało po tym była raczej uniwersalnym asem na wszystko, ale skoro nie było to nadużywane, a teraz jakby nie patrzeć bardzo się wampirowi przyda, bo zakończy problematyczny problem, to czy nie można go uznać za idealny?
        Aldaren uniósł delikatnie kąciki ust w uśmiechu, gdy dostrzegł, jak zniecierpliwiony jest jego partner i wychodzi na przeciw z otrzymaniem oczekiwanego pocałunku. Aż go korciło by zrobić nekromantę w konia albo się z nim nieco podroczyć, ale zaraz doszedł do wniosku, że nie byłby to najlepszy pomysł po ich drobnej awanturze chwilę temu. Nie było sensu przeginać i nadużywać cierpliwości ukochanego.
        - Naprawdę? - zapytał zaczepnie, niemalże mrucząc przy tym jak kot. - W takim razie mógłbym to robić choćby i przez całą wieczność - dodał i zaraz śmielej objął partnera, delikatnie go przytulając do siebie. Już niemal naturalnie przychodziło mu zostawianie w swoich objęciach możliwości drogi ucieczki dla blondyna, gdyby coś było nie tak. O ile jeszcze kilka dni temu musiał się pilnować i o tym pamiętać, o tyle teraz samo się to robiło, nie musiał się na tym skupiać aż tak bardzo i nawet nie myślał o tym by przytulić go mocniej. Chyba rzeczywiście musieli się po prostu siebie nawzajem nauczyć, a raczej nadal muszą, bo przecież parą byli jeszcze nawet nie tydzień.
        Słysząc wyznanie miłości niebianina, uśmiechnął się i już nabrał powietrza by z prawdziwym oddaniem w oczach odwzajemnić mu się również tymi pięknymi słowami, lecz teraz to Mitra skutecznie zamknął mu usta, pocałunkiem, od którego niemalże miękły nieumarłemu nogi. I jak tu nie kochać tego mężczyzny? Przyłożył dłoń do jednej z jego, ujmujących twarz wampira, spojrzał mu z czułością w oczy, jakby samym spojrzeniem chciał mu przekazać jak wielką miłością darzył go krwiopijca i puścił ukochanego, widząc jego niemą prośbę o powrotu do gotowania. Może normalnie nie mógłby się pogodzić z tym przerwaniem czułości, ale po pierwsze jego partnerem był Mitra, któremu należała się wyrozumiałość w przerywaniu przyjemnych chwil, po drugie Aldaren już swój limit na przeginanie i doprowadzanie niebianina do szału już dzisiaj wyczerpał. Poza tym obiecał przecież, że da partnerowi możliwość samodzielnego decydowania co, gdzie, kiedy i jak długo. Nie było w sumie pośpiechu, bo i tak robili postępy, i to na warunkach Mitry... No, przeważnie na warunkach Mitry.
        - Też cię kocham Mitra, nie dałeś mi dokończyć! - rzucił z wyrzutem, ale widać było, że nie miał tak naprawdę tego niebianinowi za złe. Śmiał się a to był najlepszy dowód, że się jedynie obecnie droczył z nim. Zerknął przez ramię na zajmującego grzecznie miejsce przy stole partnera, po tym jak wampir nie był w stanie znaleźć mu żadnego zadania przy sobie, i zaraz przystąpił do kucharzenia.
        Długo sobie nie pogotował, bo zaraz doszedł go dźwięk odsuwanego krzesła, kierujące się w jego stronę kroki i już po chwili widział kątem oka siedzącego na blacie obok blondyna. Odłożył na swoje stanowisko pracy ledwo wyciągniętą deskę do krojenia i spojrzał na ukochanego z zaskoczeniem, niedowierzaniem i rozbawieniem. Słysząc jednak jego tłumaczenia nie mógł powstrzymać swojej wesołości.
        - Jesteś niemożliwy - przyznał przez śmiech skrzypek. Przeciągnął się i zaraz odetchnął biorąc do ręki nóż z zamiarem pokrojenia wspomnianej dymki. Niestety katem oka wciąż widział bok, pośladek i udo lubego... Jak on do cholery miał się teraz skupić na gotowaniu w takich warunkach?!
        Kilka razy przymierzał się do pokrojenia cebuli, lecz nie będąc pewnym czy nie przejedzie sobie po palcach, odłożył na ten moment nóż i w pełni skupił uwagę na ukochanym. A przynajmniej na czas odpowiedzi na jego pytanie.
        - Wiesz... w sumie to o niej zapomniałem - wyznał z roztrzepaniem i nieco zakłopotany podrapał się zaraz po karku, obawiając się bury za swoje zapominalstwo. Odsunął się krok może dwa od swojej części blatu i uśmiechnął do blondyna, stając na przeciw niego. - Nie masz za co przepraszać, bo to ja cię wkurzyłem, więc wina leży po mojej stronie. Nie poczułem żadnego dyskomfortu, rana w żaden sposób nie dała o sobie znać, nie zaprotestowała - zapewnił i zaraz dla potwierdzenia, zaraz chwycił brzegi swojej koszuli, by ją podciągnąć do góry niemal do połowy torsu, by spojrzeć na ranę. Po tej nie było praktycznie śladu, prócz jasnej, ledwo widocznej blizny i zarośniętych szwów. O ile sama rana nie była powodem do paniki i wyrzutów sumienia Mitry, o tyle już te szwy... No cóż, nie było pocieszającym, że się zrosły w jego ciele. Może i nic by mu przez nie nie było jakby tak sprawę zostawić, w końcu zakażenie czy jakieś inne komplikacje mu nie groziły z faktu bycia wampirem, ale jednak wypadałoby mimo wszystko się ich odpowiednio pozbyć. Nie wyglądały przecież zbyt apetycznie.
        - Widzisz... nie ma rany - mruknął z zakłopotanym rozbawieniem szybko opuszczając koszulę. Nie spodziewał się takiego widoku i bał się, że Mitra zaraz zacznie szaleć i wydziwiać, by już teraz, zaraz, natychmiast wyjąć mu te szwy choćby i z użyciem tasaka. Aż zadrżał na tą makabryczną, choć irracjonalną wizję przyszłości.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 miesiąc temu

        - To wystarczy! - odparł niemal natychmiast Mitra. I miał na myśli to “nicnierobienie”, a nie gotowanie. Sama jego obecność wystarczyła czasami, aby wprawić błogosławionego w nastrój, którego ten nigdy wcześniej nie doświadczył i obudzić pragnienia, których nigdy wcześniej nie miał. To czasami nekromantę przerażało, bo nie wiedział jak interpretować sygnały wysyłane przez własne ciało i czy to co czuje jest w ogóle stosowne, ale nie potrafił myśleć racjonalnie w chwilach takich jak ta. Tyle dobrego, że później nie żałował aż tak bardzo tego co zrobił - albo sam stwierdzał, że było warto, albo Aldaren go w tym utwierdzał.

        - Yhm… - mruknął Mitra dla potwierdzenia. - Ale nie rób tego za często, bo zrobi się nudne, zostaw to na specjalne okazje. Lubię, gdy mnie tym zaskakujesz - wyjaśnił, również przymilając się do Aldarena jak kot. Zabawne jak w tak krótkim czasie od krzyków i łez doszli do takiej atmosfery. Aż szkoda, że to wszystko poszło na zmarnowanie przez to jak specyficzną osobą był Mitra - choć sam inicjował pewne czułości, próg jego wytrzymałości był jeszcze zbyt nisko, by mógł dać się temu ponieść. Miał szczęście, że jego ukochany to rozumiał i miał tyle cierpliwości, by się do niego dostosować. Pytanie na jak długo tej cierpliwości starczy - ta wątpliwość często nękała Mitrę. Żałował, że nie potrafi się przełamać, by to wszystko szło szybciej… Ale to było silniejsze od niego, nieważne jak się starał.
        Mitra poczuł jak jego ukochany prawie rozpuścił się z ukontentowania w trakcie pocałunku - sprawiło mu to dużą satysfakcję. Dlatego jego oburzenie przyjął z zadowoleniem, bez cienia skruchy.
        - Wiem to, Ren - zapewnił, dając mu przy tym całusa w policzek, aby go ugłaskać. ”I jestem ci za to bardzo wdzięczny”, dodał w myślach, bo wiedział, jak trudna była to miłość, nawet gdyby wampir próbował go przekonać, że wcale tak nie jest. Wyrazem tych trudności była choćby kłótnia sprzed chwili. Aż cud, że minęła tak szybko, bo przez moment błogosławionego ogarnęły najczarniejsze myśli. Teraz było już jednak w porządku, tak jak powinno być od początku.

        Zrobił wrażenie na Aldarenie tym jak się do niego zbliżył - widział to doskonale. I był przez to troszkę z siebie dumny. Patrzył na ukochanego z nieukrywanym cwaniactwem w oczach i lekko uniesionym kącikiem ust w grymasie, który jednak nie do końca był uśmiechem. Nie odpowiedział na tą wypowiedzianą ze śmiechem naganę, ograniczył się do obserwowania. Dość szybko zwrócił uwagę na to, że Aldaren coś nie umie się skupić i co chwilę na niego zerka… Czyżby rozpraszała go jego obecność? Przecież nie robił nic, by go zaczepiać. Nie wiedział jednak, że wystarczył sam jego widok tak blisko, prawie pod ręką. Zaczął tylko zastanawiać się, czy nie byłoby lepiej jakby znalazł sobie pretekst by się trochę odsunąć, ale wtedy właśnie przypomniał sobie o ranie wampira i tym jak mogło na nią wpłynąć takie gwałtowne traktowanie podczas ich kłótni. Zapytał o to.
        Mitra zrobił odrobinę nabzdyczoną minę - taka rana to nie jest coś, o czym się tak łatwo zapomina! Był przekonany, że Aldaren bagatelizował swój stan, by go nie denerwować, a on oczekiwał szczerej odpowiedzi, by jakoś naprawić ewentualne szkody, które mógł mu wyrządzić. Błogosławiony dał jednak ukochanemu chwilę, by przemyślał swoją odpowiedź i się poprawił. Patrzył, jak skrzypek się odsuwa. Gdy stanął naprzeciw niego, nekromanta w bardzo złym, ale też ledwo zauważalnym, odruchu zacisnął kolana. Nagle sytuacja zrobiła się dla niego jakaś średnio komfortowa… Przez to nie wyglądał na ani trochę zadowolonego z odpowiedzi - patrzył na Aldarena trochę z byka. Wszystko jednak się zmieniło, gdy skrzypek zdecydował się udowodnić, że nic mu się nie stało. Mitra aż głębiej nabrał tchu. Czy musiał mówić jak bardzo to na niego działało? Jak niepokojącą mieszankę fascynacji i niepokoju czuł? Żałował, że usiadł na tym blacie - czuł się przez to ograniczony i to na własne życzenie. Ale czy chciał uciekać? Czy raczej… Przysunąć się. Niech to, Aldaren był tak pięknie zbudowany… Mitra przez moment zwrócił uwagę tylko na to - że jego ukochany stoi przed nim z gołym brzuchem i prawie gołym torsem. Dopiero po chwili jego wzrok zogniskował się na ranie, a wraz ze wzrokiem również myśli. Błogosławiony pochylił się lekko i mrużąc oczy przyjrzał się świeżej bliźnie. Wyglądała naprawdę dobrze, była cienka, miękka i gładka. Nekromanta natychmiast pomyślał, że to zasługa tych kilku butelek krwi, które Aldaren wypił w nocy - to na pewno przyspieszyło regenerację. Może wręcz za bardzo, bo teraz zdjęcie szwów będzie naprawdę nieprzyjemne i bolesne… Ale na pewno jakoś to przeżyją. Mitra postara się być bardzo delikatny.
        Aresterra dopiero po chwili zorientował się, że podczas oglądania rany swojego ukochanego pochylił się lekko i położył dłoń na jego brzuchu. Przez to gdy Aldaren już chciał opuścić koszulę, ta oparła się na nadgarstku Mitry. Błogosławiony podniósł w tym momencie wzrok na wampira, jakby ten przeszkodził mu w czymś bardzo dla niego ważnym. Ręki nie zabrał. Patrzył mu przez chwilę w oczy. Pod palcami czuł dreszcz, jaki przeszył ciało skrzypka i to go bardzo pobudziło - nie wiedział, że tego drżenia wcale nie wywołały przyjemne myśli. Później w jego oczach pojawił się dziwny błysk. Obrócił rękę, by złapać za zebraną na nadgarstku koszulę wampira i przyciągnąć go do siebie. Jeszcze przez chwilę się zawahał, jakby sam był zaskoczony tym co robi, ale nie wycofał się. Pocałował Aldarena, nadal trzymając go przy sobie za ubranie. Bezwiednie rozstawił kolana, by nie wbijać ich ukochanemu w brzuch, nie dał jednak do końca ponieść się pożądaniu, bo zamiast dołączyć do pieszczot drugą rękę, kurczowo trzymał się nią brzegu blatu. Lecz mimo to…

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 miesiąc temu

        Zachowanie Mitry wyraźnie się zmieniło i tylko ślepy by tego nie zauważył, jeśli tylko nie byłby obiektem zainteresowania niebianina w tej chwili. Aldaren nie wiedział co tak bardzo rozochociło jego ukochanego. Czy odpowiedzialny był za to ich intymny, misterny rytuał związany z zamknięciem oczu i z przyjemnym następstwem wykonania tej czynności, czy może Mitra potajemnie zdobył dostęp do przeklętego jaśminu, gdy wampir na moment stracił go z oczu? Nie miał pojęcia. Z resztą z drugiej strony czy miało to znaczenie? Jego błogosławiony wydawał się w tej chwili taki zrelaksowany i szczęśliwy, jakby ich niedawnej kłótni w ogóle nie było.
        - Oj, wierz mi. Nie dopuszczę by to zaklęcie straciło swoją magię - obiecał i zaraz się podstępnie wyszczerzył, eksponując, a jakże, swoje wampirze kły w uśmiechu, przez który jego słowa miały bliżej do "niewinnej" groźby niż przysięgi. Beztroskie szczęście w jego oczach, dodawało natomiast do tej mieszanki swoje własne dwa rueny, przez co przekaz nabierał jeszcze innego znaczenia - zwyczajnie się droczył, choć obiecał szczerze. Oj, co on by zrobił by ta chwila trwała wiecznie.

        Po jakiejś chwili, gdy wszystko się z pozoru ustabilizowało i wyglądało, jakby Mitra przyzwolił Aldarenowi na samodzielne przygotowanie, znów było coś nie tak. Niebianin dziwnie się wiercił, nie był w stanie usiedzieć na krześle przy stole, za plecami wampira nawet pięciu minut, gdy wstał i zmienił swoją lokalizację, z której miał dużo lepszy punkt obserwacyjny. Nieumarłego skrzypka, obecnie kucharza, oczywiście. Czy to Aldarenowi przeszkadzało? Nie. A przynajmniej nie w negatywnym sensie. Nie miał przecież do lubego pretensji, że się przemieścił. Ciężko mu jedynie było się skupić na gotowaniu, gdy miłość jego nie-życia była tak blisko, niemal emanująca wewnętrznym blaskiem.
        Rozluźnił się jednak nieco, gdy padło czysto profesjonalne pytanie ze strony medyka, jego zainteresowanie stanem świeżej, jakby nie patrzeć (w końcu leciał dopiero drugi dzień od ugodzenia), rany krwiopijcy. Ten odpowiedział zgodnie z prawdą, że nawet o niej zapomniał, co niespecjalnie spodobało się złocistowłosemu, lecz zaraz spieszył z dowodem na załagodzenie sprawy. Może i czuł się dobrze, ale nie takiego widoku się spodziewał. Najgorsze jednak przy tym było zmartwienie i niezbyt pozytywna ocena niebianina na ten temat, które najpewniej zaraz nastąpią.
        Ku zaskoczeniu krwiopijcy, okazało się, że nieco popłynął ze swoimi czarnymi myślami odnośnie jego anioła, czym błogosławiony go poważnie zaskoczył. Może i spodziewałby się takiej niewzruszonej postawy ze strony profesjonalnego medyka, może i spodziewałby się tego po Mitrze, wobec jakiegoś innego pacjenta, ale nie w stosunku do siebie. Przecież to był Mitra! I dla przypomnienia, nie byle kto był jego pacjentem, bo był nim wampir, któremu pozwolił spać pod własnym dachem, którego był w stanie wpuścić do swojego serca. Ta cisza ze strony nekromanty wywołała kompletny chaos w głowie nieumarłego. Uspokoił się jednak chwilę po tym jak delikatne palce niebianina dotknęły jego skóry i przesunęły po świeżej bliźnie.
        Zaraz też krew zebrała się pod skórą na bladych i zimnych policzkach grajka, oblewając jego twarz rumieńcem, gdy ten poczuł zakłopotanie z zaistniałej sytuacji. Odwrócił nieco spojrzenie i opuścił koszulę, by po chwili się uśmiechnąć przyjaźnie tym charakterystycznym grymasem pod tytułem "wszystko w porządku". Jakże wielkie było jego zaskoczenie, gdy Mitra zamiast zabrać rękę, nadal ją trzymał przy chłodnej skórze nieumarłego pod materiałem jego koszulki. I jeszcze to nabzdyczone spojrzenie blondyna, jakby co najmniej oderwał go od ważnego dla partnera rysowania czy studiowania jakiejś niezwykle ciekawej książki, na rzecz nie wartej nawet uwagi pierdoły. Aldaren zaniepokoił się i zadrżał od wizji jaka nawiedziła jego umysł. Niepokojąca wizja, że Mitra mógłby zaraz przystąpić do pozbywania się zarośniętych w ranie szwów w klimacie jak z jakiejś mrożącej krew w żyłach powieści grozy.
        To co jednak po tym nastąpiło, całkiem zbiło wampira z nóg... Takiego obrotu spraw nigdy by się nie spodziewał, nie po Mirze. Przecież to Mitra! Błogosławiony go pociągnął, a skrzypek zbliżył się do niego na miękkich nogach, tak zszokowany, że mógłby w tej chwili zostać uznanym za jakiegoś zwykłego ożywieńca, bezmyślnie przemierzającego miasto i sprzątającego ulice.
        Od pocałunku się dodatkowo jeszcze rozpłynął, wydając w usta ukochanego pojedynce, acz pełne przyjemności i zadowolenia mrukniecie. A jeszcze milej, choć bardziej nieoczekiwanie się stało, gdy kolana niebianina przestały się wbijać w brzuch wampira, a ten żeby nie upaść na nogach jak z waty, oparł się niemal że biodrami o blat, na którym ten pierwszy siedział. Jedną dłoń przyłożył do policzka partnera, delikatnie gładząc go po nim kciukiem, a drugą musiał się podeprzeć blatu, bo swojemu "sparaliżowanemu" ciału od pasa w dół średnio obecnie ufał. Na szczęście zachował na tyle przytomności umysłu, że nie oparł dłoni na udzie ukochanego, a rzeczywiście dotknął nią zimnej i twardej powierzchni kuchennego mebla, tuż obok wspomnianego uda. Ale jednak!
        - Kocham cię, mój najdroższy an... Mitro - mruknął w porę gryząc się w język. To słowo niepokojąco kusiło, by go używać wobec tego mężczyzny, ale skrzypek doskonale wiedział jak by się skończyło wypowiedzenie go... A on nie chciał kolejnej kłótni. Nie dziś, nie teraz, gdy ledwo udało im się wyjść z chyba w najpoważniejszej sprzeczce w całym ich (niedługim) związku.
        Przez moment, podczas tej cudownej chwili, zastanawiał się czy na parę uderzeń serca nie przerwać, aby sięgnąć do kieszeni swojego płaszcza, po skromny prezent dla blondyna, skryty w aksamitnym pudełeczku, lecz zrezygnował. Po pierwsze nie miał najmniejszej ochoty teraz odchodzić od niebianina, nawet na krok, po drugie... Taki prezent wymagał jednak nieco bardziej odpowiedniej chwili, w końcu nie chciał spłoszyć, zrazić do siebie nekromanty, wyjść na nachalnego czy zdesperowanego w jakimś sensie. Spojrzał czule i łagodnie w niebieskie oczy lubego, przy czym uśmiechnął się delikatnie z czystą miłością i prawdziwym szczęściem.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 miesiąc temu

        Mitra przypuszczał, że jego zachowanie spotka się… może nie z brakiem zrozumienia, raczej z niedowierzaniem ze strony Aldarena. Sam był trochę zaskoczony swoim zachowaniem, bo w życiu by nie przypuszczał, że kiedyś z kimś się tak zapomni. Oczywiście dla normalnej osoby takie pocałunki nie stanowiły żadnej ekstrawagancji, ale przecież on do niedawna nawet nie podałby nikomu dłoni na powitanie. Teraz zaś całował się ze swoim ukochanym w kuchni, samemu to inicjując. I to nie przez to, że uznał, że powinien, a przez to, że naprawdę czuł się pobudzony. Bez żadnego cholernego jaśminu, przez samo patrzenie na Aldarena i słuchanie tego co mówi. Nie zamierzał więc się wycofywać. Był na nieznanym dla siebie gruncie i trochę korciło go sprawdzić, gdzie to go zawiedzie. Obawiał się, owszem - w końcu nerwy mogły mu puścić w każdej chwili. Ale na razie było przyjemnie. Bardzo przyjemnie.
        Podejście skrzypka wiele ułatwiało. Chyba przez szok, jaki wywołało w nim zachowanie błogosławionego, poddał się mu - nie walczył, nie próbował go prześcignąć. Jęknął w sposób, który wywołał u Mitry delikatne ukłucie satysfakcji i sprawił, że jeszcze bardziej się zaangażował. Całował się coraz lepiej i sprawiało mu to coraz większą przyjemność, nad którą nie musiał się już zastanawiać. Sam westchnął, gdy już zabrakło mu tchu, ale jeszcze chwilę trwał w pieszczotach, bo szkoda było mu przerywać. Nie, gdy Aldaren był z jednej strony tak blisko, a z drugiej nadal pozostawiając mu pewien margines swobody, by sam mógł panować nad tym jak się do siebie zbliżą.
        W końcu jednak musieli przerwać. Mitra milczał, rozkoszując się jeszcze tym jak wargi przyjemnie go mrowiły po tym pocałunku i nawet nie otworzył oczu. Leniwie poprawił uchwyt na koszuli swojego ukochanego, jakby sygnalizował w ten sposób, że jeszcze ma ochotę… Ale gdy z ust wampira padła ta jedna nieostrożna sylaba, zareagował błyskawicznie. Jednocześnie otworzył powieki i podniósł rękę, którą przytrzymywał ukochanego, by palcem zasłonić jego wargi w nakazie milczenia. Spojrzał mu w oczy nadal rozpalonym wzrokiem.
        - Nie psuj tej chwili, Ren - poprosił go. Nie był zły, nie próbował zabić wampira wzrokiem, po prostu ostrzegał go na zaś. Wiedział, co jego ukochany chciał powiedzieć: “najdroższy aniele” albo ewentualnie “najdroższy aniołku”, choć na to drugie pewnie by się nie odważył nawet przypadkiem.
        Mimo rzuconego ostrzeżenia, błogosławiony zastanowił się jednak nad tą kwestią. Odruchowo mu zakazał, ale… Wcale nie czuł aż takiej złości. Niestety nie mógł się wyprzeć tego, że był półkrwi aniołem i na pewno sporo po tej rasie odziedziczył - przede wszystkim wygląd - to czułe określenie nasuwało się więc samo na myśl. Mitra nabawił się do niego urazu, bo nigdy nie było używane względem niego w pozytywnym kontekście, jednak… Aldaren nie miał nic złego na myśli. To był po prostu komplement… Może więc należało zacisnąć zęby i pozwolić mu raz - na próbę - tak się do siebie zwrócić? Może akurat będzie to miłe, bo padnie z odpowiednich ust.
        - Ja też cię kocham - odpowiedział w końcu Mitra. Oburącz ujął ukochanego za twarz i dał mu jeszcze jednego całusa, po czym pogłaskał go po policzku i w końcu go puścił. Udem otarł się o jego biodro. Nie zrobił tego umyślnie, ale też nie uciekł gdy się zetknęli, więc był to dobry znak.
        - Wieczorem postaram się wyjąć ci te szwy tak, aby jak najmniej bolało - obiecał. - Aż żałuję, że nie pozbyłem się ich wszystkich wczoraj, ale nie spodziewałem się, że tak szybko zarosną… Oboje nie mogliśmy tego wiedzieć - dodał, bo już w wyobraźni słyszał protesty Aldarena i usprawiedliwienia. - Ale spokojnie, będę delikatny - podkreślił jeszcze raz i choć nie zrobił tego specjalnie, brzmiało, jakby wcale nie mówił o wyciąganiu szwów tylko… O czymś znacznie przyjemniejszym. Doprawdy, co w niego wstąpiło? Czyżby to kłótnie i następujące po nich godzenie się tak na niego działały? Aż sam siebie przestał poznawać.
        - Już cię nie będę rozpraszał… - zapewnił Mitra, lecz zamarł, gdy usłyszał głośne pukanie do drzwi. Zerknął w tamtą stronę czujnie, nasłuchując jak manekin otwiera drzwi i ktoś coś mówi na progu. Po chwili kukła przyszła do kuchni i zapukała w swój tors, a nekromanta westchnął wywracając oczami.
        - Idę - warknął, bo wcale nie miał ochoty się z kimkolwiek widzieć. Kogo w ogóle licho niosło? W taki dzień, o tej porze? Na szklarza jeszcze za wcześnie. Aresterra jednak nie miał jak wypytać za pośrednictwem swego nieumarłego sługi kto przyszedł, więc sam poszedł to sprawdzić. Nim opuścił kuchnię, zaciągnął na głowę kaptur i założył maskę - zdawało się, że miał ich kilka pochowanych w różnych zakamarkach domu, by w razie czego zawsze móc się za nimi schować nim wyjdzie do ludzi.
        - O co chodzi? - zapytał jakże uprzejmie, gdy już szedł korytarzem w stronę wejścia do domu. Na progu stało dwóch mężczyzn w przeciwdeszczowych płaszczach.
        - Przesyłka dla pana domu…
        - To ja jestem panem tego domu - oświadczył Mitra, zaplatając ręce na piersi, jakby szykował się do konfrontacji. Tragarze w istocie wyglądali na trochę zaskoczonych i popatrywali po sobie, jakby próbowali bez słów ustalić jakiś wspólny front, lecz nekromanta nie dał im tyle czasu.
        - Co to jest? - zapytał. - Z antykwariatu?
        - Od kowala - odparł jeden z nich.
        - Wnieście i postawcie w holu.
        Tragarze wyglądali trochę niepewnie, ale widać było, że zależało im na tym, aby skrzyni jak najszybciej się pozbyć i wracać do domu, by nie wyściubiać z niego więcej nosa. Wnieśli więc pakunek do środka tylko na tyle, by dało się zamknąć za nimi drzwi i już mieli wychodzić, gdy jednak otrzepywali ręce po robocie, manekin-odźwierny wyciągnął do nich dłoń, na której leżało kilka monet.
        - Napiwek za fatygę w taką pogodę - wyjaśnił Mitra nie ruszając się ze swojego miejsca, bo od razu dostrzegł konsternację na twarzach mężczyzn. Tamci od razu odzyskali humor, mruknęli jakieś podziękowania, a następnie zgarnęli monety i pożegnali się. Kukła zamknęła za nimi drzwi, Mitra jednak już chwilę wcześniej wrócił z powrotem do kuchni.
        - Przynieśli zbroję - odezwał się do Aldarena, nadal tym surowym tonem, którym odzywał się do tragarzy. W porę jednak zorientował się w swojej pomyłce, odchrząknął i mówił już inaczej. - Chcesz ją obejrzeć? - zagadnął. Dopiero teraz zdjął z głowy kaptur i przesunął maskę na włosy. W jego oczach widoczny był błysk ekscytacji: jeśli skrzypek nie będzie zainteresowany rozpakowaniem paczki, on pewnie zrobi to sam, bo nie będzie mógł się powstrzymać.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 miesiąc temu

Aldaren był w siódmym niebie, gdy już minął pierwszy szok i zamiast doszukiwać się podstępu, czy jakiegoś niegodziwego uroku rzuconego na ukochanego, po prostu się rozluźnił i oddał jego czułościom. Właśnie to przez to, jak go zamroczyło, wymsknęło mu się coś czego nigdy powiedzieć nie powinien, nie pod adresem swojego ukochanego, wiedząc o jego przeszłości i niechęci do pewnego, zakazanego rzeczownika. Miał do siebie o to żal, że przez niego cały nastrój szlag trafił, ale z drugiej strony może i dobrze się po części stało, bo już go całe ciało paliło, a co dopiero, gdyby Mitra postanowił może pójść o krok dalej. W oczach wampira zamigotał niepokój, gdy przez głowę przetoczyła się wizja ich wspólnych igraszek z koszmaru zeszłej nocy. Przecież zawsze to się tak kończyło...
        Co prawda to skrzypek za każdym razem budził się obolały z rozoranymi do mięsa plecami i torsem od zadrapań, z niemalże przegryzionym bokiem szyi, w materacu tak przesiąkniętym krwią, że nawet do następnego wieczoru pozostawał mokry. W ostatnim czasie, gdy Faust nie zamykał go w lochu i to swojemu spadkobiercy oddawał inicjatywę w łóżku, to Aldaren niczym krwiożercza bestia niemal obdzierał go ze skóry, by tylko dobrać się do odurzającej krwi swojego mistrza. Problem się pojawił, gdy stary wampir, jeszcze dodatkowo zachęcał młodszego do takich działań. Przez to stosunek dla skrzypka od setek lat wiązał się nierozłącznie z bólem, przyjemnością i krwią ukochanej osoby. Niby Faust zapewniał, że u wampirów naturalnym jest kąsanie partnera i spijanie jego krwi w trakcie igraszek, ale co jeśli takim partnerem był śmiertelnik? Wiadomym jest przecież, że istota o dużo bardziej ulotnym życiu mogłaby przecież czegoś takiego nie przeżyć, a mimo to istnieje dość spore grono osób, nie tylko w Maurii, które zapłaciłyby nie małą sumę, by tylko spędzić jedną noc z wampirem i poczuć na własnej skórze ich Krwawy Pocałunek.
        Dobrze więc wyszło z tym "aniołem", a dzięki temu, że Aldaren zaraz się poprawił, jego zaniepokojona mina mogła przez Mitrę zostać uznana, jako spowodowana właśnie tą gafą. Skrzypek spuścił nieznacznie wzrok, bo bura, nawet tak łagodna ze strony ukochanego była nieunikniona, ale widać było, że się rozluźnił i lekko przymknął oczy wyraźnie uspokojony tym czułym przytknięciem mu palca do ust w nakazie milczenia.
        Gdy został wypuszczony z objęć i wracając do rzeczywiści z rozmarzenia po tym ostatnim pocałunku, nieco się cofnął dla przywrócenia niebianinowi jego strefy osobistej. Zaraz też nieznacznie obok niego stanął z powrotem przy blacie, jakby chciał zacząć w końcu kucharzenie, ale jakby stracił motywacje. Jego myśli w ogóle nie były już skupione na zupie. Odwrócił się plecami do blatu jakby i sam chciałby na nim siąść, ale tylko się o niego oparł i stał tak przy swoim blondynie.
        Na jego plany zdjęcia wampirowi szwów, Aldaren, a jakże, chciał zapewnić, że nie nie pali i niech się Mitra niczym nie przejmuje z tymi obietnicami, że będzie jak najmniej bolało. Niestety błogosławiony chyba czytał mu w myślach, bo zaraz go uprzedził i zamknął mu usta, choć w sumie nie specjalnie, gdyż spowodowało, że uśmiechnął się z rozbawiony. Nie zmieniało to jednak faktu, że nieumarły i tak miał wyrzuty sumienia, w końcu wiedział, że krew wspomaga wampirzą regenerację, a tej się opił z rana nie mało, tyle że... zapomniał o ranie. Może lepiej było się do tego nie przyznawać...
        - Wiesz, ty wcale nie... - zaczął, lecz zaraz ugryzł się w język. Co by Mitra sobie o nim pomyślał, gdyby rzeczywiście krwiopijca poprosił, że wcale nie musi być delikatny. Raczej wątpliwe by pomogło to wyleczyć, albo chociaż nieco zmniejszyć fobie nekromanty. Może nawet zakazałby Aldarenowi się do siebie zbliżać, gdyby wiedział jakim degeneratem jest skrzypek. - ...nie musisz się teraz tym przejmować - dokończył z urzekającym uśmiechem małego cherubinka. - Ale z przyjemnością skorzystam z twojej pomocy.
        Aldarenowi nawet przez głowę nie przeszło, że jego ukochany mógł mieć na myśli nie tylko te szwy. Uśmiechnął się jednak ciepło. Chciał odpowiedzieć, że rozpraszać może go do woli, lecz wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Wampir spoważniał i odszedł o krok od blatu, był w stanie gotowości by w razie czego zareagować, jeśli to byli jacyś nieproszeni goście, choć zaraz odetchnął nieco zażenowany swoim zachowaniem. Przecież Mitra mówił, że szklarz miał przyjść. No i chyba dziś była dostawa zbroi. Nic czym należałoby się przejmować. Uśmiechnął się więc czule do nekromanty i gdy ten wyszedł z kuchni, skrzypek zajął się w końcu przygotowywaniem obiadu na dziś. Nie znaczyło to jednak, że nie przysłuchiwał się temu kto przyszedł. Uśmiechnął się pod nosem gdy usłyszał, że to tragarze od kowala i dużo spokojniejszy postawił garnek z wodą na ogniu. Wrzucił do środka umyty kawałek tuszki z gęsi i zajął się warzywami.
        - Myślałem, że nie zapytasz - odpowiedział uradowany na propozycję obejrzenia zbroi. Wytarł ręce w w jakąś ścierkę, którą przewiesił sobie przez ramię - jeszcze nie raz się przyda - i dołączył do ukochanego, nie omieszkał podarować mu przelotnego całusa w głowę, bo... cóż... z tak ściągniętą na czubek głowy maską wyglądał niezwykle urzekająco. A może to ta jego siła i pewność siebie, które odzyskiwał jak nikt nie był w stanie go rozpoznać, tak działały na wampira. No chyba że to jeszcze skutki tego na jakie czułości wzięło niebianina przed chwilą.
        Poszedł do holu i bez trudu przeniósł paczkę do salonu, by Mitra miał więcej światła i przestrzeni do rozpakowania nowego nabytku, pomimo protestów ukochanego. To był przecież drobiazg w porównaniu do tego wszystkiego co dla niego zrobił błogosławiony. A poza tym w salonie dużo sympatyczniej się rozmawiało, a konwersacji Aldaren był pewien. Zwłaszcza, że sam ją zapoczątkował, po uprzednim przyniesieniu partnerowi potrzebnych narzędzi do otworzenia paczki, przy czym również mu pomagał.
        - Myślisz, że szklarz podejmie się naprawy w tak paskudną pogodę? - zagaił, bo choć spam jeszcze niedawno był gotów spędzić na zewnątrz cały dzień, by tylko nie zrobić krzywdy lubemu, ale prawdą było, że teraz gdy wszystko było dobrze, nawet nie miał zamiaru wystawiać za próg palca. Zimno, mokro i stanowczo zbyt wietrznie. Stanowczo wolał się jednak grzać przy kominku i nawet duch Fausta wraz z grupą uzbrojonych po zęby łowców wampirów nie byli by w stanie wygonić go z domu na ten deszcz. Niestety jeśli Mitra będzie mu kazał - skrzypek zamierzał się kłócić zawzięcie niczym lew. Już nawet sam sobie postanowił, że dzisiaj odpuści sobie odwiedziny Lilianny.
        - Mógłbym jutro zajść do znajomego zaklinacza, by nałożył jakieś zaklęcia ochronne na dom, aby już więc żaden trzyogonowy, królikouchy szczur nie był w stanie się tu włamać - zaproponował, niezbyt przychylnie wypowiadając się o uroczym przecież zwierzaku jaki ich odwiedził ostatniej nocy. Do tego mówił to takim tonem, jakby naprawdę chciał stwora co najmniej przerobić na szalik, wyglądało to tak, jakby nie specjalnie przepadał za zwierzętami. I było w tym sporo racji. W końcu jedynym zwierzakiem z jakim głównie miał kontakt był Zabor, a wystarczy przecież minuta z tym piekielnym ogarem, by znienawidzić wszystko co ma ogon i jest puchate, nie było więc się czemu dziwić. Aldaren wolał dużo bardziej ludzi od zwierzaków i to nawet nieporównywalnie bardziej.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 miesiąc temu

        Jak można pozostać obojętnym na taki uśmiech? Mitra na pewno nie mógł, pewnie nawet by się nie starał - po prostu mu uległ.
        - Dobrze, nie będę - zapewnił. I nie były to czcze słowa, bo nekromanta zaraz o szwach ukochanego przestał myśleć. Już mu nie zagrażały, a gotowanie nie mogło naruszyć blizny, nie było więc powodów do niepokoju. Wrócą do tego tematu wieczorem. Tym bardziej, że teraz im przerwano.

        Po powrocie i zaproszeniu do oglądania zbroi Mitra prawie odpowiedział Aldarenowi, ale w porę zorientował się, że to była tylko taka figura retoryczna. Delikatne nieprzyjemne ukłucie szybko zniknęło i co więcej, nekromanta nawet uznał, że podobało mu się zachowanie jego ukochanego - tak jakby na moment się zapomniał i traktował go… normalnie. To nie zawsze działało, ale tym razem akurat dobrze podziałało na Mitrę. Chętnie nadstawił się na pocałunek, gdy tylko zorientował się, że go dostanie. Nie zdawał sobie sprawy, że mógł się teraz podobać ukochanemu bardziej niż zwykle i to również przypisał po prostu normalnym, zdrowym interakcjom. Idąc za skrzypkiem z nostalgią pomyślał, że miło by było, gdyby tak dało się częściej…
        - Ren, co ty… - odezwał się zaskoczony Aresterra, gdy zorientował się, że jego ukochany przymierza się do podniesienia tej skrzyni samemu.
        - Ren, zwariowałeś? Przecież tę skrzynię niosło dwóch tragarzy, kręgosłup sobie złamiesz - protestował Mitra, ale skrzypek go nie słuchał. Zresztą gdy tylko błogosławiony dostrzegł z jaką łatwością wampir podniósł tę skrzynię, jego narzekania i protesty ustały. Sapnął i pokręcił głową, jakby miał do czynienia z nieznośnym, ale naprawdę kochanym dzieciakiem.
        - Zapominam jak silna jest twoja rasa - usprawiedliwił się idąc za Aldarenem.
        W salonie było trochę chłodno - mimo okiennic i zasłon trochę wiało od wybitego okna. Jednak pod kominkiem, przed którym Mitra zaproponował, żeby położyć skrzynię, było całkiem przyjemnie. Zwłaszcza, gdy siedziało się na ziemi i było się odgrodzonym kanapami od źródła chłodu.
        Aldaren mógł usiąść obok niego - nie musiał za daleko iść po narzędzia do otwarcia skrzyni, gdyż Mitra w międzyczasie kazał manekinom przynieść skrzynkę narzędziową i nim wampir ustawił skrzynię ze zbroją, kukła była już na progu salonu.
        - Nie wiem… - Błogosławiony odpowiedział na zadane przez skrzypka pytanie krzywiąc się lekko. - Niby obiecał, ale w taką pogodę to ja nawet nie wiem czy się da wprawić szybę w okno… Zobaczymy, jeszcze ma sporo czasu - uznał i lekkim wzruszeniem ramion zamknął ten temat. Jeśli szklarz nie przyjdzie, wieczorem pośle po innego - w tym mieście musiał być ktoś, kto mu tę szybę wstawi mimo deszczu.
        Mitra wyjął ze skrzynki z narzędziami młotek i jego drugą rozwidloną stroną zaczął wyjmować gwoździe z wieka skrzynki, zbierając je wszystkie póki co do ręki, by później nie stanąć ani nie usiąść przypadkiem na żadnym z nich. Gdy Aldaren wypowiedział swoją propozycję, błogosławiony przerwał na moment, po czym wrócił do wyrywania gwoździ. Milczał, jakby była to oferta, którą musi bardzo, bardzo dokładnie przemyśleć. Zerkał co chwilę ukradkiem na ukochanego, jakby on stanowił istotną zmienną w tym równaniu, aż w końcu chyba podjął decyzję. Nim ją jednak zakomunikował, odłożył młotek, gwoździe złożył na gzymsie nad kominkiem i przysiadł się do skrzypka.
        - To chyba nie będzie potrzebne - oświadczył. - Na tę chwilę? Przecież gdy szpital będzie gotowy, przeprowadzę się tam z tobą. Tak, powiedziałem dokładnie to co mam na myśli - zastrzegł, bo wydawało mu się, że dostrzegł zaskoczenie w oczach ukochanego. - Wiem, że na początku ci odmówiłem i zapierałem się, że będę przychodził z domu, ale to było wtedy. Teraz wolę być z tobą - wyjaśnił, przysuwając się do Aldarena jak psiak proszący o czułości w nagrodę za dobre zachowanie.
        Nie podjął tej decyzji teraz, w tej chwili - teraz chyba po prostu ubrał swoje postanowienie w słowa. Od dwóch dni, gdy spali w jednym łóżku, Mitra bardzo nie chciał, by ten stan rzeczy się zmienił, o ile nie będą ku temu NAPRAWDĘ ważne powody. I był już gotów w imię tego zrezygnować z tej posiadłości, sprzedać ją i wraz z resztą swoich gratów przenieść się do szpitala. Pozostawała kwestia nekromancji, ale to dało się rozwiązać na miliony sposób: nie byłby pierwszym nekromantą w tym kraju, który musiałby uprawiać swój fach poza domem. Jakoś to sobie zorganizuje - priorytety w jego życiu zdecydowanie uległy zmianie.
        - Jednak jeśli uznasz, że takie zabezpieczenie przed gryzoniami nam się przyda, nie będę się upierał. Tylko czy Turilli nie wymyśli wtedy posyłać do ciebie wiadomości za pośrednictwem psów swojego ojca… - zasugerował Mitra, mając oczywiście na myśli strażników miejskich. - Ach, właśnie, zacząłem przeglądać ten jego szkic umowy jak ciebie nie było. Za wiele tego nie przeczytałem, ale no, odrobił swoje lekcje, póki co nie dopatrzyłem się jakiś podejrzanych, niespójnych zapisów.
        I to powiedziawszy Mitra znowu sięgnął po młotek, by wyjąć z wieka ostatnie kilka gwoździ, które dzieliły go od zamówionej przez Aldarena zbroi.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 miesiąc temu

        Chwila musiała minąć nim Aldaren uświadomił sobie, że niebianin przystał na jego zgodę, o zostawienie kwestii rany na ten moment w spokoju. Widać było, że zaskoczyła go ta zgoda i się jej raczej nie spodziewał. Zaraz jednak odetchnął i uśmiechnął się promiennie. Ucałował ukochanego w głowę i jakby go w ten sposób nagradzał i skupił się na gotowaniu. Akurat, gdy Mitrę odwiedzili tragarze od kowala.

        Słysząc protesty ukochanego, nieco się wygłupiał przy podnoszeniu skrzyni ze zbroją, udając jak bardzo ona jest dla niego ciężka i nawet nie odpuścił sobie odegrania sytuacji, że coś mu w plecach strzeliło i nie może się wyprostować. Nie długo jednak się droczył, by nie przesadzać i nie rozgniewać blondyna, a jedynie nieco go rozluźnić, po czym bez większych trudów, nawet mimo drażniących ranę szwów na boku, podniósł i przeniósł pakunek. Mógł w sumie zrobić to jedną ręką, trochę się po popisywać przed Mitrą, jaki to on jest silny i niezniszczalny, ale odpuścił sobie, bo po co miałby się w ten sposób zainteresować sobą nekromantę. Przecież ten i tak już był w nim zadurzony po uszy.
        - Nie martw się też mam z tym problemy - przyznał lekko zawstydzony, bo przecież cały czas, niemal na siłę starał się zachowywać, udawać zwykłego człowieka, ale nie zawsze mu to wychodziło. Szczególnie gdy dopadał go głód, albo gdy chciał dodać czosnku do zupy. Pomija się już fakt, że jeszcze jakiś czas temu nie byłby w stanie przełknąć żadnego zwykłego posiłku, nawet skropionego krwią, a teraz proszę, potrafił jeść coś co nie zostało nią przyprawione. W prawdzie nadal niespecjalnie czuł smak, a wartości odżywczych taki posiłek dla niego w ogóle nie miał, ale przynajmniej żołądek nie wywracał mu się na drugą stronę.
        Postawił skrzynię między kominkiem i kanapami, chyba w najcieplejszym obecnie miejscu w salonie i usiadł na podłodze na przeciwko ognia, opierając się plecami o miękko obity mebel, na którym zeszłego dnia razem leżeli. W sumie pół siedział pół leżał, z jedną noga wyciągniętą, drugą lekko zgiętą w kolanie. Przeciągnął się i zarzucając ręce na krawędź siedziska, odchylił głowę do tyłu, kładąc ją na nim i wpatrując się w sufit, na którym cienie i światło padające z kominka odgrywały swoją sztukę, nieustającą walkę, podczas gdy niebianin pozbawiał skrzynię gwoździ, by dobrać się do zawartości. Aldaren byłby gotów samemu się tym zająć, gdyby Mitra poprosił albo kłóciłby się, by wyręczyć blondyna, ale odpuścił sobie, gdy ten sięgnął po młotek, zaraz po tym jak wampir ledwo postawił skrzynię z powrotem na podłodze. Ten jeden raz da mu się nieco zabawić samemu, niech Mitra się nacieszy póki może.
        - Zawsze można prowizorycznie zastawić to okno regałem. Trochę ograniczy to wdzieranie się zimna do domu - zaproponował nieco przygaszonym tonem, mając sobie za złe, że nie udało mu się złapać tego lisiego szczura, gdy miał okazję. Kolejny raz z winy skrzypka błogosławiony musi naprawiać swój dom. W sumie... wyglądało na to, że dopiero zaczął coś w tej sprawie robić, bo pęknięcie po uderzeniu Aldarena nadal było tak jak je zostawił. Teraz nawet przechylił lekko głowę w bok by zerknąć w to miejsce i choć było zakryte jakimś starym gobelinem pożartym tu i ówdzie przez mole, wiedział, że ślad po uderzeniu nadal tam był. Inaczej przecież Mitra nie musiałby nic wieszać na tej ścianie.
        Nie podejmował jednak tego tematu na siłę, słysząc, że jego partner nie specjalnie ma ochotę o tym rozmawiać. Aldarenowi wcale nie trzeba było wiele by to uszanować i zostawić tak jak było. Rzucił jedynie prowizorycznym rozwiązaniem, nie nalegał by poszukać jakiegoś szklarza na teraz albo, że pośle po znajomego maga, który by się tym zajął od ręki i w mgnieniu oka, choć nieporównywalnie drożej od zwykłego szklarza.
        Przymknął na moment oczy, dając się otulić przyjemnemu ciepłu wydobywającemu się z kominka i po prostu się tym rozkoszując, zwłaszcza, że przez zimną skórę nie często mógł sobie pozwolić na tak miłe uczucie. Zaraz jednak nie tylko otworzył je z powrotem, ale również się wyprostował i spojrzał zaskoczony na blondyna walczącego jeszcze chwilę zawzięcie z gwoździami i wiekiem skrzyni. Myślał, że mu się przesłyszało, ale szybko rozwiał te wątpliwości jak tylko Mitra zapewnił, że naprawdę wspomniał o swojej przeprowadzce do zamku wraz z wampirem, jak tylko szpital będzie skończony.
        - Nawet nie wiesz jak miło mi to słyszeć - mruknął, obejmując siedzącego obok blondyna i przytulając go zaraz do siebie. Wtulił przy tym policzek w jego miękkie, złote loki i z błogim uśmiechem zamknął oczy. Mógłby tak spędzić całą wieczność. - Sam bym długo nie wytrzymał bez ciebie przy boku. Jesteś dla mnie jak powietrze, potrzebuję cię, by żyć - wyszeptał, nim w ogóle pomyślał o tym co mówi. I że w ogóle mówi to głośno, a nie jedynie pozostawia w sferze własnych myśli. Inaczej pewnie nigdy by czegoś takiego nie powiedział, przecież wampiry mogły się obejść bez powietrza, były przecież martwe, już prędzej bez krwi by długo nie pociągnęły, ale nie mógł porównać swojego ukochanego do czerwonej posoki.
        - Wybacz... to było głupie - powiedział zaraz zakłopotany i puścił Mitrę, myśląc, że blondyn będzie chciał się po tym odsunąć od nieumarłego. Przecież... z tego co powiedział wychodziło, że wcale nie potrzebował nekromanty, biorąc pod uwagę to jakie były wampiry. A wcale nie to skrzypek miał na myśli, gdy rzucił swoim bezsensownym wyznaniem. Nawet ślepy byłby w stanie zobaczyć jak głupio się właśnie zrobiło Aldarenowi.
        Na szczęście błogosławiony swoim subtelnym żartem zdołał poprawić krwiopijcy humor, choć... nie na długo. Słysząc wzmiankę o strażnikach miejskich, zaniepokoił się nieco i choć w przypadku wampirów ciężko o taką reakcję ciała - pobladł.
        - Tak... wiesz... - zaczął, mając niestety w pamięci to jak potraktował przed kilkoma godzinami Nihimę, w jakim stanie ją zostawił, jak skończył jej zmiennokształtny znajomy. Niewątpliwie nie był to najlepszy moment na słuchanie o Turillich i ich mundurowych ogarach. Zwłaszcza, że z tego co podświadomie wyczuł... schwytali Xargana. Kwestią czasu było gdy przyjdą i po niego, by wampira przesłuchać. Oj, niedobrze. To na pewno nie przysporzy skrzypkowi sympatii wśród mieszkańców i przyszłych pacjentów. Szlag też może trafić jego przyszłe interesy i nawiązywanie współpracy, już nawet pomijając tę obecnie rozpatrywaną z Alexandrem.
        Uciekł wzrokiem gdzieś w bok i podarł dłonią swój kark. Gdy Mitra zajął się znów skrzynią i już tylko otworzenie wieka dzieliło go od zobaczenia zbroi. W tym czasie Aldaren bił się z myślami czy uprzedzić ukochanego o prawdopodobnych kłopotach, które już mogły po niego zmierzać, czy na razie nie wciągać go w to i oszczędzić mu przesłuchania na mauryjskim posterunku. Co prawda nieumarłym i to jeszcze wysoko "urodzonym" wiele uchodziło na sucho, zwłaszcza gdy nic złego się praktycznie nie stało, ale nie można było ignorować żadnego przejawu łamania prawa, inaczej bardzo szybko zapanowałby chaos i totalne bezprawie, ulice znów spłynęłyby krwią jak pięćset lat temu. Dlatego nakładano chociaż wysokie grzywny albo dyscyplinarnie kogoś wychłostano, czy zamknęło na kilka dni w miejskim lochu.
        Aldarenowi najbardziej oberwało się za dezercję, bo wstąpienie do mauryjskiej armii wydało mu się najlepszym sposobem na ucieczkę od Fausta, choć nigdy nie chciał brać udziału w żadnych walkach politycznych, czy zostać zwykłym miejskim psem. Co prawda to jego mistrz załatwił by kara nie była zbyt surowa, ale nie dość, że musiał przyjąć na siebie konsekwencje własnych decyzji ze strony Turillego i jego podwładnych, to jeszcze Faust w domu nieźle mu skórę przetrzepał, przez co na dość długo Aldarenowi przeszła ochota na jakiekolwiek próby ucieczki.
        A co do wykroczeń skrzypka... Mitra nie miał z tym nic wspólnego i najlepiej jakby tak zostało.
        Milczał więc, nic nawet nie odpowiedział, na to, że jego ukochany przejrzał umowę wampirzego nekromanty. Po prostu skupił się na skrzyni i jej zawartości, choć wyłącznie to co było w środku zasługiwało w pełni na uwagę. Była tam w kilku częściach w miarę prosta i raczej skromna ciemna zbroja. Połączenie metalu ze skałą wulkaniczną. Lekka w porównaniu do zwykłych żelaznych, ale równie wytrzymała, jak nie bardziej. Pod sztywnym pancerzem było dość grube, ale miękkie płótno, które utrzymywałoby wszystko w kupie nawet po rozcięciu, a które było widoczne na łączeniach, choćby hełmu z napierśnikiem i tegoż z naramiennikami. Co prawda hełm, naramienniki, napierśnik, rękawice, buty i reszta większych elementów były od siebie oddzielone, by łatwiej było zbroje przenieść, ale ich połączenie było wyłącznie kwestią przykręcenia kilku śrub, gdyby zbroja miała posłużyć za dekorację, a nie rzeczywiście czyjś pancerz. Kowal jednak został od razu uprzedzony o przeznaczeniu jego zbroi, dlatego w przeciwieństwie do normalnej, tą pokrywały w całości niezrozumiałe dla Aldarena symbole i runy, które miały niby ułatwić zaklęcie jej, tak by bez pomocy dodatkowej magii robiła wszystko o czym tylko pomyśli jej właściciel. Te znaki. Miały podobno zniknąć, gdy zbroja zostanie już zaklęta.
        Skrzypek powyjmował ze skrzyni wszystkie elementy i pomógł Mitrze ją złożyć. Nie pomogło mu to jednak się w pełni rozluźnić.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 miesiąc temu

        Przez chwilę nekromanta dał się nabrać.
        - Ren! - zawołał wystraszony, gdy wampir odegrał scenę z bolącymi plecami wystarczająco dobrze, by go oszukać. Gdyby nie ten cwaniacki uśmieszek Mitra pewnie dłużej by się martwił, ale w końcu przejrzał, że był robiony w balona i odsunął się, trochę naburmuszony. Naprawdę tylko trochę, bo jednak nie mógł się wiecznie gniewać o takie rzeczy, a zresztą czuł niekłamany podziw dla siły swojego ukochanego. Okazało się, że nie był odosobniony w swoim zaskoczeniu. Wbrew pozorom nie uważał postawy Aldarena za dziwną - rozumiał, że on nadal wolał myśleć o sobie jako o śmiertelniku. To była chyba jakaś psychologiczna postawa obronna, tak samo jak to, że skrzypek kładł się spać czy jadł, choć nic mu to nie dawało - nawet zwykłej przyjemności. Być może był to też podobny mechanizm jak noszenie przez Mitrę maski… Ale na to porównanie błogosławiony nigdy by się nie zdobył - uważał to za bardzo nie w porządku wobec Aldarena, może wręcz za obrazę. Czym innym była walka z drapieżną naturą narzuconą przez przemianę, a czym innym pogrążenie się w szambie własnych lęków, na własne życzenie.

        Być może skrzypek zwrócił uwagę, że tak jak na początku Mitra zaczął wyrywać gwoździe z dużą werwą, później znacznie zwolnił. Powód był prosty - nie zawsze patrzył na to co robi. Tylko… gapił się na Aldarena. Zastanawiał się czy ma do czynienia z działaniem z premedytacją, na pokaz, czy też to kuszenie wyszło mu zupełnie przypadkiem. Gdy odchylił głowę by położyć ją na kanapie, Mitra z przyjemnością obserwował oświetloną żółtym blaskiem kominka skórę na jego szyi. Delikatne cienie podkreślały męskie ścięgna i grdykę, ale mimo wszystko wydawała się ona tak uwodzicielsko długa. Mitrze wydawało się, że chyba przez moment odrobinę rozumiał dlaczego wampiry miewały problemy, by oprzeć się co bardziej kuszącym ofiarom.
        Gdy jednak jego ukochany na niego patrzył, Aresterra bardzo się starał by go nie przyłapać na tych spojrzeniach, które mu posyłał.
        - Jeśli do wieczora szklarz nie przyjdzie to tak zrobimy - odpowiedział ugodowo na propozycję przesunięcia regału. Niech Aldaren nie myśli, że będzie mógł to zrobić sam: Mitra zamierzał wykorzystać do tego kukły, bo w końcu po to powstały, a skrzypek nie musiał się męczyć tylko przez to, że wydawało mu się, że powinien. Nie musiał, nekromanta nie obwiniał go o żadne zniszczenia: szybę wybił tamten puchaty królik, a do powstania dziury w ścianie przyczynił się sam Mitra, denerwując Aldarena. Zresztą gdyby mu to przeszkadzało, to już dawno zawołałby kogoś do jej załatania - to tylko chwila roboty. Zostawił ją chyba z jakiegoś dziwnego sentymentu.

        Gdy poruszyli temat ochrony domu przed magicznymi szkodnikami, Mitra właśnie takiej reakcji Aldarena oczekiwał - chciał go tym uszczęśliwić i troszkę samolubnie chciał też zostać za to nagrodzony. Dlatego tak się przysunął, a gdy skrzypek wyciągnął ramiona, by go przytulić, chętnie na to przystał, samemu również otaczając go rękami. Delikatnie poruszył głową, czując jego policzek na swoich włosach, ale sprawiał wrażenie, jakby wcale nie chciał się odsunąć, a raczej jak kot, naznaczyć partnera swoim zapachem. Tak mu było dobrze. A te piękne słowa, które wypowiedział później Aldaren… Serce Mitry zabiło mocniej, a po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Nie zastanawiał się nad tym, że to wyznanie nie miało sensu w przypadku wampira, choć jakiś czas temu sam przyłapał go na podobnej nieścisłości (wtedy chyba chodziło słońce). Teraz po prostu było mu dobrze. Jakby po niedawnej kłótni potrzebował znacznie więcej czułości niż zwykle by uzupełnić wyrwę w sercu i łapczywie przyjmował wszystko, co od ukochanego dostawał. Przez to przytulił się odrobinę mocniej.
        Przeprosiny za to go zaskoczyły. I dało się odczuć, że wcale nie podobała mu się ta subtelna zmiana nastroju - nie tak chętnie pozwolił na to, by ich czułości zostały przerwane i wypuścił wampira z ramion z wyraźnym ociąganiem. Spojrzał na niego z czułością i nutką wyrzutu jednocześnie.
        - Nie wiem za co mnie przepraszasz, to było piękne - oświadczył, delikatnie głaszcząc wampira po policzku. Nim zabrał dłoń, palcami powiódł po jego żuchwie, a później szyi, cofając rękę dopiero gdy natrafił na kołnierzyk. Oddał Aldarenowi jego przestrzeń osobistą, bo myślał, że on tego będzie chciał - trochę oceniał przez pryzmat siebie. Skupił się więc na moment na otwieraniu skrzyni, nie zwracając uwagi na to jak jego ukochany pogrążył się w mało przyjemnych myślach. Zaraz zresztą jego myśli skupiły się całkowicie na zawartości skrzyni - jakby był obchodzącym urodziny dzieckiem, całkowicie zaangażowanym w otwieranie prezentów. I nieważne, że nigdy w życiu nie obchodził urodzin, choć wybrał sobie pewien dzień w roku, który uznawał za ten symboliczny moment, gdy się starzał. Z kim miał świętować? Sarazil nawet nigdy nie zapytał go o wiek, nie wspominając o urodzinach. Wystarczyła mu gładka powierzchowność i młodzieńczy blask widoczny w aurze - nie potrzebował liczb, gdy młodość miał po prostu przed oczami.
        Metal zbroi był zimny i lekko wilgotny, ale nie przez to, że zmoczył go deszcz, a przez różnicę temperatur między jego powierzchnią a otoczeniem - lekka rosa, która zaraz wyschnie. Mitra z początku nie zważał na to jak bardzo marzły mu dłonie. Z zaangażowaniem i z dużą pomocą Aldarena wyciągał kolejne części i układał je na podłodze tak, by tworzyły całość. Nie skręcał zawiasów, to jeszcze nie był na to czas - najpierw chciał się nacieszyć prezentem. Był naprawdę pod wrażeniem tego jak wysokiej jakości był to pancerz i jak dobrze go przygotowano pod kątem ożywiania. Nawet przez moment Mitra po prostu stał i gapił się na trzymaną w rękach rękawicę, na którą naniesiono symbole - prawie jakby nie wierzył w to co widzi. Później jednak odłożył tę część zbroi na miejsce i zabrał się za resztę. Na samym dnie z jakiegoś powodu leżał hełm - ten Mitra wyjął, ale nie złożył u szczytu napierśnika jak powinien, tylko założył go Żabonowi na łeb - żarłoczny demon zainteresował się w końcu wydarzeniami w domu i przyszedł zobaczyć co wyprawiają jego panowie. Nowego nakrycia głowy nie przyjął jednak z entuzjazmem, bo zaraz zaczął się wiercić i z pogardą zrzucił je z siebie, prychając.
        Mitra miał zachowanie swojego chowańca gdzieś - właśnie zwrócił się do swojego ukochanego, głaszcząc go po twarzy.
        - Dziękuję - zaczął. - Jest niesamowita. Nigdy w życiu nie zrobię z niej wazonu, zaklnę ją i postaram się, by to była moja najlepsza robota w życiu - zapewnił, nawiązując do żartu z poprzedniego dnia. - A z tymi symbolami pójdzie mi bez wysiłku, mógłbym za to zabrać się choćby za chwilę.
        Oczy Mitry błyszczały z zainteresowania - była to reakcja inna niż w przypadku tamtego pudełka z suszonymi kwiatami, teraz kierowała nim bardziej pasja związana z nekromancją, a wtedy chodziło o czyste uczucia. Ale i tak się cieszył.
        Tymczasem Żabon znalazł sobie nowe ulubione miejsce w całym domu, co zamanifestował głośnym skrzeczeniem, które dobiegało z dna pudła, w którym znajdowała się zbroja. Tak - najlepsza miejscówka w całej Maurii, pudełko wyłożone odrobiną słomy. Trudno się rozmawiało, gdy demon dokazywał tuż za plecami, przez co Mitra z irytacją uderzył łokciem w ścianę skrzyni. Pomogło na chwilę.
        - Wyglądasz na smutnego - zauważył Mitra, bo choć nie był jeszcze najlepszy w relacjach międzyludzkich, zorientował się, że jego ukochany był jakoś dziwnie milczący. - Chodzi o to co działo się w kuchni? - upewnił się.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 tygodnie temu

        Mimo tego jak się opił krwią dzisiejszego dnia, był dziwnie zmęczony, przez co usadził się w takiej, a nie innej pozycji pod kanapą, gdy Mitra był zajęty otwieraniem swojego prezentu. Wampirowi nawet przez myśl nie przeszło, że mógłby nieświadomie w ten sposób rozkojarzyć swojego lubego, a może i nawet go kusić w jakimś stopniu. Był po prostu padnięty. Po chwili zdiagnozował u siebie bardziej zmęczenie psychiczne niż fizyczne, a to wcale go nie pocieszało. Odetchnął cicho i przymknął oczy, jakby chciał usnąć. Nie stracił jednak czujności, by nie martwić ukochanego, choćby najmniejszą oznaką braku zainteresowania, czy pogrążenia się w myślach, dlatego od razu zareagował, gdy został zagadany, sam nawet zainicjował rozmowę. Cały czas starał się nie dawać żadnych oznak tego, że coś mu może leżeć na wątrobie.
        - Mam nadzieję, że nie przyjdzie - mruknął pod nosem, jakby mówił do siebie. Na jego ustach widniał rozbawiony uśmiech, a w oczach lśniła czułość w najczystszej postaci kierowana wyłącznie do Mitry. Zaraz jednak dotarło do niego co powiedział i że mogłoby się to wcale nie spodobać blondynowi. - Znaczy, żeby w taką pogodę cokolwiek robić... gdziekolwiek iść... chodzi o to że... no człowiek prędzej się przeziębi w taką pogodę niż cokolwiek zrobi... to jest...eeeem... - zaczął bełkotać z zakłopotaniem jakieś tłumaczenia, ale nie specjalnie mu to wychodziło. Widać było, że argument miał dobry, ale z ubraniem tego w odpowiednie słowa było już o wiele gorzej.

        Aldaren nie wiedział w ogóle, że zareagował tak jak Mitra sobie zaplanował, na podjętą już decyzję o przeprowadzce blondyna do wampirzego zamku-przyszłego szpitala. Choć w sumie co było w tym złego, że dało się skrzypka tak łatwo przejrzeć, a nawet nieświadomy tego tańczył tak, jak mu Mitra zagrał. Nikomu się przecież krzywda nie działa, a blondyn był może dzięki temu bardziej zrelaksowany i spokojny. Poza tym nawet gdyby Aldaren wiedział jak łatwo dało się nim manipulować, zwłaszcza jeśli robił to Mitra, wcale by mu to nie przeszkadzało, w końcu... całe swoje życie i nieżycie musiał podporządkowywać się Faustowi i spełniać jego nawet najbardziej odstające od normy i po prostu chore zachcianki.
        Przytulenie się do niego niebianina, było również nagrodą i dla wampira, przecież za odrobinę czułości z Panem Niedotykalskim, oddałby nawet swoje nie-życie, czy sprzedał duszę diabłom... o ile było to możliwe w przypadku wampirów. W sumie obecnie nie miało to znaczenia, liczyło się tylko ciepło ciała bijące od błogosławionego i jego cudowny zapach, który teraz otaczał krwiopijcę niczym przyjemny, gruby koc w zimowy wieczór. Obecnie priorytetem dla skrzypka była wyłącznie bliskość z ukochanym. W tej chwili nawet zmęczenie, które wcześniej tak okrutnie zawładnęło nieumarłym, odeszło gdzieś na drugi plan do cienia, podobnie jak wszelkie troski i zmartwienia, choćby wyrzuty sumienia za to co zrobił bliskiej swojemu sercu przyjaciółce.
        Przytulił się delikatnie bardziej policzkiem do złocistej czupryny partnera, gdy ten zaczął się nieco wiercić, ocierając się włosami o zimną skórę nieumarłego. Ta błoga chwila, którą dla Aldarena mogłaby trwać całą wieczność, skończyła się stanowczo za szybko i to przez własną głupotę skrzypka... jakby nie mógł choć w tym momencie siedzieć cicho! I nie chodziło tu wcale o to, że powiedział coś co nie spodobało się niebianinowi. Nie. Ten wydawał się być jeszcze bardziej oczarowany wypowiedzią wampira niż ich obecną bliskością i pewnie mógłby się zaraz roztopić w nieumarłych ramionach od tego wszystkiego, lecz Aldaren... nie czuł się specjalnie najlepiej z tym co właśnie powiedział choć intencje miał dobre.
        Czasami za dużo myślał, co stanowiło chyba jeszcze gorsze przekleństwo niż to, że był chodzącym trupem, w którego naturze leżało krzywdzenie innych by samemu przeżyć. Wychodziło na to, że przez swoją wampirzą naturę Aldaren po prostu musiał być egoistą. Inaczej przecież zauważyłby, że Mitra prawdopodobnie potrzebował obecnie więcej uwagi i czułości po ich kłótni, i skrzypek zamiast przejmować się własnymi problemami po prostu powinien zaspokoić wszelkie potrzeby blondyna, oczywiście w jego tempie.
        Czuł, że Mitra niechętnie chce go puścić i przerwać tę miłą chwilę i nie umiał znaleźć odpowiedniego wytłumaczenia na takie zachowanie nekromanty, który zazwyczaj był pierwszy do zakończenia czułości, lecz skrzypek po prostu nie czuł się obecnie najlepiej i miał wyrzuty sumienia, które nie pozwalały mu już w pełni się rozkoszować ich wspólną bliskością.
        Odetchnął głęboko i przymknął oczy, gdy został pogładzony po policzku, lekko zadrżał gdy palce błogosławionego przemknęły po jego szyi, jakby to było bardzo wrażliwe miejsce. Aldaren nie miał pojęcia czy w przypadku innych wampirów było tak samo, zwłaszcza, że inne preferują pożywianie się z nadgarstka swojej ofiary, czy w bardziej intymnych sytuacjach nawet z uda.
        On jednak był tyle razy pokąsany, że w sumie jeśli chodziłoby o stare rany, czy blizny, po których nie było obecnie nawet śladu, to całe ciało powinien mieć bardzo wrażliwe na najmniejsze muśnięcie, a nie tylko to. Powód był inny, jego mistrz był raczej tradycjonalistą i zawsze gdy dochodziło między nimi do bliskości, niemalże w pełni skupiał się na szyi i gardle młodszego wampira, niejednokrotnie zostawiając je niemal na wpół rozszarpane, gdy kończyli swoje igraszki. To właśnie dlatego, dotyk tej części ciała wywołał u skrzypka dreszcze, po prostu jego ciało jednoznacznie odebrało muśnięcie nekromanty w tej okolicy, przez co Aldaren nie był w stanie zapobiec takiej reakcji.
        Spojrzał na ukochanego czujnie, może nawet nieco zbolałym wzrokiem. Nawet jeśli Mitra naprawdę miał ochotę doprowadzić tę chwilę tylko do jednego, Aldaren nie specjalnie był w humorze. A przez to zrobiło mu się nawet nieco gorzej. Miał wyrzuty sumienia, że przerwał Mitrze te czułości, ale jednocześnie był też wdzięczny nekromancie, że go puścił i nie trzymał na siłę. Nie czułby się najlepiej gdyby było inaczej, a przez to mógłby sprawić niebianinowi jeszcze większa przykrość niż tylko to, że przerwał ich chwilę bliskości.
        Kiedy Mitra zapewnił, że skrzypek nie ma go za co przepraszać, a jego słowa, nie zostały wcale odebrane jako obraza, Aldaren lekko się uśmiechnął i ucałował lubego w głowę nim ten odszedł. Przez cały czas starał się ukryć to, że coś go dręczyło, nie chciał martwić błogosławionego. Paradoksem było to, że wampir się tylko jeszcze bardziej z tymi staraniami męczył, bo jakby nie patrzeć, mniej lub bardziej oszukiwał partnera.

        Pomagając rozpakować Mitrze zawartość skrzyni, mimo woli parsknął z rozbawieniem, gdy zobaczył jak blondyn nakłada hełm kręcącemu się w pobliżu Żabonowi. Demon choć z początku był ciekawy tym co się wyprawiało w salonie, a do czego śmiano go nie zaprosić, nie był zbyt zadowolony z tego, że została na niego nałożona jakaś metalowa puszka. Zimna, mokra, ciężka i w ogóle nie wpasowująca się w jego gusta. O ile można było mówić o gustach w przypadku takiej pokraki. Szybko pozbył się z siebie tego "garnka" okazując mu pełną wrogość i jeszcze obrażając się na Mitrę za to, że mu spłatał takiego psikusa. Dość zabawnie się oglądało tę parkę, bo nieraz wyglądało to tak jakby demon i niebianin po prostu się prześcigali we wzajemnym dokuczaniu sobie.
        - Nie ma pośpiechu - uśmiechnął się serdecznie do niebianina, gdy ten mu podziękował za ten skromny podarek. - Wątpię by w obecnym stanie miała zamiar gdzieś uciekać. A co do wazonu - oferta nadal aktualna - dodał dość jałowo, mimo ciepłego uśmiechu i czułości w oczach. Nie był w obecnej chwili ani zbyt rozmowny, ani zbyt dowcipny. Martwił się tym co powie Xargan na przesłuchaniu. Miał tylko nadzieję, że nie będzie sprawiał problemów strażnikom, ani nie ściągnie kłopotów na głowę wampira, czy co gorsza, nekromanty. Nawet już zawczasu dostał taki rozkaz od Aldarena, zwłaszcza by nie było żadnych kłopotów.
        Donośny skrzek i zaraz głośne uderzenie w bok skrzyni, skutecznie sprowadziło skrzypka z powrotem na ziemię, nawet nie wiedział, że oddając się telepatycznej rozmowie z demonem, spochmurnieje i tym sposobem łatwo zdradzi się przed ukochanym, że nie wszystko jest tak dobrze, jak wampir starał się udawać. Dlatego najpierw był zaskoczony słowami blondyna, a po tym spuścił głowę z poczuciem winy.
        - Tak, nie, znaczy... po części - zaczął się plątać. Był zagubiony. Z jednej strony chciał powiedzieć o wszystkim Mitrze, bo obiecał, bo nie chciał by nekromanta był zawiedziony tym, że mimo wszystko wampir nadal mu kompletnie nic nie mówi, choć już nie raz zapewnił, że powie o każdym nawet najdrobniejszym problemie dręczącym go. Nie chciał jednak kolejnej kłótni, nie chciał by Mitra się na niego złościł, a wiedział, że tak będzie, jeśli tylko powie, że od kilku dni chodził co rano do Nihimy "na śniadanie", że to przez to jego rana tak szybko się zagoiła. Znajdował się właśnie między młotem, a kowadłem. Zawiedzie nekromantę jeśli zdradzi mu prawdę, zawiedzie go również jeśli będzie milczał. Ale... w sumie zasłużył na to. Mógł wcześniej pomyśleć o konsekwencjach swoich działań, bo prawdopodobnie wtedy zrobiłby inaczej. Teraz niestety czasu nie cofnie i będzie musiał się z nimi zmierzyć bez względu na to, czy postanowi milczeć, czy się wyspowiadać. Miał zupełny mętlik w głowie.
        - "Osoba, którą kochasz, zasługuje na to by otworzyć przed nią swoje serce i wyjawić całą prawdę, nawet tą najbardziej przykrą i bolesną" - rozbrzmiało w jego głowie echo, a on nie był w stanie go w ogóle zidentyfikować, czy była to jakaś mądrość z książki, które czytał, czy jakieś wspomnienie. Wątpił by było stać Xargana na tak głęboką odpowiedź pełną empatii. - "Człowiek staje się silniejszy, tylko wtedy, gdy jest w gotów naprawić swoje błędy."
        "Ale ja nie jestem człowiekiem" - pomyślał gorzko i westchnął ciężko, zmuszając się do podniesienia zbolałego wzroku na ukochanego. Nie mógł przecież przed nim uciekać, bo przez to ich związek nigdy nie ruszy się z miejsca, a może nawet pójdzie w przeciwną stronę i w końcu zamiast mówić "my", zostanie wyłącznie "ja" i "on". Aldaren nie chciał by do tego doszło, bo naprawdę Mitra był dla niego jedynym sensem istnienia i bez niego... wampir nie widział powodów, które zmuszałyby go do dalszej egzystencji.
        - Ja... zrobiłem krzywdę starej przyjaciółce - wydusił z siebie, lecz nie był w stanie dłużej patrzeć na ukochanego. To po prostu było dużo trudniejsze w tej sytuacji, niż wygadanie mu się. Bał się po prostu zobaczyć zawód na jego twarzy, może nawet strach, odrazę i nienawiść. Rozumiał je, ale... nie chciał ich widzieć, nie pod swoim adresem.
        - Wypiłem niemal całą krew jej i... uciekłem, gdy straciła przytomność. A tamten tygrysołak... o mało nie kazałem Xarganowi go zabić... - wyjaśnił i zamilkł wpatrując się martwo w podłogę jeszcze bardziej przygnębiony, niż na początku.
        - Nie chciałem jej tego zrobić... - zaskomlał. Niby powiedział, ale wcale mu z tego powodu nie ulżyło.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 3 tygodnie temu

        Mitra był zaskoczony tą uwagą Aldarena - dlaczego nie chciał widzieć szklarza? W pierwszej chwili zastanawiał się czy przypadkiem nie chodzi o to, że wampir ma jakiś swój plan na poradzenie sobie z tą wybitą szybą. Później jednak - gdy spojrzał na ukochanego i zobaczył ten jego uśmiech - doszedł do nowych wniosków. Być może zaskakujący dla Aldarena. Pomyślał mianowicie, że być może chodzi mu o to, aby mogli spędzić całe popołudnie sam na sam, bez przeszkadzającego im rzemieślnika… Okazało się jednak, że to kwestia dobrego serca skrzypka - po prostu nie życzył szklarzowi przeziębienia. No tak, Mitra był jednak egoistą, bo jego to niezbyt obchodziło - uważał, że jeśli zdeklarował się, że robotę wykona, to ma ją wykonać i już. Albo chociaż dać znać, że nie da rady ze względów technicznych, do których możliwość złapania przeziębienia się nie zalicza. A perspektywa spokojnego popołudnia z Aldarenem przed kominkiem bardzo Mitrę kusiła…
        - Rozumiem - zapewnił błogosławiony, nie dając po sobie poznać przeżytego niewielkiego zawodu. - Twoja troska o innych jest naprawdę piękna - dodał. Nie kpił, choć może źle dobrał słowa. Jak jednak miał ująć to, że na tle wszystkich innych wampirów jego ukochany wyróżniał się sercem i wrażliwością? To brzmiałoby tak pompatycznie i co więcej, ujmowałoby też mu nieco męskości. Niech więc pozostanie tak.

        Mitra zwrócił uwagę na to, jak Aldaren odbierał to jego głaskanie. Zauważył, że było mu miło, gdy dotykał jego policzka, lecz… Ten dreszcz, gdy przesunął palcami po szyi, go zaintrygował. Ciekaw był jego przyczyny. Wydawało mu się, że skrzypkowi było przyjemnie, bo w przeciwnym razie skuliłby ramiona - a w każdym razie błogosławiony na pewno by tak zareagował. Tymczasem jego ukochany jakby wręcz się nadstawił. Mitrze przeszło przez myśl jak by to było pocałować go w szyję… Ciekawe jakie to miało znaczenie dla wampira? Czy taki pocałunek był bardziej symboliczny niż dla zwykłego śmiertelnika? Albo też szyja jednych czy drugich była wrażliwsza? Jak łatwo byłoby się dowiedzieć - wystarczyłoby zapytać albo spróbować. Lecz Mitra nie był taki i niestety, musiał pozostawić swoją ciekawość niezaspokojoną. Do czasu. Być może jeszcze wrócą do tego tematu - jak nie teraz to za jakiś czas. On na pewno nie zapomni.

        Radość Mitry z otrzymanego prezentu przygasła, bo choć jego ukochany próbował sobie z nim żartować, dało się usłyszeć w jego głosie coś na kształt przymusu - jakby wcale się nie cieszył. A jaki sens ma ekscytacja, gdy nie uczestniczy w niej ta ukochana osoba? Błogosławiony nie podjął przez to ani kwestii uciekającej nieożywionej zbroi, ani tego wazonu, który można by z niej zrobić. Obserwował swojego ukochanego, który w chwili, gdy nad czymś się zamyślił - Aresterra nie przypuszczał, że skrzypek akurat rozmawiał telepatycznie z Xarganem - bardzo spochmurniał. Nie wiedział czy pytać. Tak naprawdę chyba nie powinien, bo obaj mieli swoje tajemnice, lecz z drugiej strony może będzie mu lepiej, jeśli się wygada… Zawsze może odpowiedzieć “to nic takiego”, Mitra by to uszanował. Dlatego zdecydował się w końcu poruszyć ten temat. Nie spodziewał się, że Aldaren będzie przez to taki rozdarty i nie będzie umiał sklecić żadnej odpowiedzi. Dał mu czas, by usłyszeć w końcu “tak” lub “nie”. Opłaciło się - skrzypek zaczął mówić. A nekromanta słuchał go cierpliwie.

        Aldarenowi - skoro nie patrzył na Mitrę - mogło się wydawać, że zamarł on, może z powodu zgrozy, a może niechęci do skrzypka, który okazał się taką bestią. Tak jednak nie było. Mógł się o tym przekonać po chwili, gdy błogosławiony bez słowa wyjaśnień przysunął się i objął go bardzo czułym, delikatnym gestem. Przygarnął jego głowę do ramienia i po prostu tak z nim przez moment siedział, powoli głaszcząc go po włosach. Serce niebianina dudniło, był wyraźnie poruszony, ale nie było to bicie przyspieszone tak mocno, by podejrzewać go o silny strach czy gniew. Bił się z myślami. Aldaren niewiele mu powiedział, ale jednocześnie powiedział wystarczająco: miał kłopoty. To co sobie Mitra w tym momencie myślał o jego problemach z łaknieniem nie miało najmniejszego znaczenia - tym zajmą się później, teraz trzeba było zrobić coś, aby nikt nie skrzywdził skrzypka. Aresterra był ostatnią osobą, która życzyłaby mu oddania w ręce sprawiedliwości, bo wiedział jak brutalna była tutejsza straż. Gdyby trafił się kto nadgorliwy, zaczął dodawać do siebie zarzuty, to mógłby nawet próbować posłać Aldarena pod topór - Mitra nawet nie chciał o tym myśleć… Lecz już za samą napaść i picie krwi bez zgody ofiary groziło bardzo długie więzienie i solidne odszkodowanie dla poszkodowanej. Biedny Al, błogosławiony nigdy nie chciałby go musieć odwiedzać w areszcie…
        - Rozumiem… - odezwał się w końcu cicho. - Rozumiem, Ren…
        Ukochany mówił mu już wcześniej, że ma problemy z łaknieniem. Mitra nie spodziewał się, że mogą być one aż tak silne, że nie mógł przestać pić, gdy przyssał się do czyjejś szyi. To stanowiło duży problem, ale do rozwiązania w drugiej kolejności. Najpierw trzeba było poradzić sobie z tym napadem.
        - Wiem, że nie chciałeś jej skrzywdzić, wierzę ci - zapewnił, odsuwając w końcu Aldarena od siebie, ostrożnie, jakby bał się, że ma w rękach ledwo sklejoną porcelanową figurkę i nie ma pewności czy klej dobrze trzyma.
        - Ren - odezwał się łagodnie, próbując uchwycić jego spojrzenie, ale bez podnoszenia jego głowy. Jeśli skrzypek nie chciał, nie umiał na niego spojrzeć, to trudno. Ale gdyby podniósł wzrok, dostrzegłby, że w oczach Mitry nie było gniewu, zniesmaczenia ani strachu. Był niepokój, troska i również iskra zapewnienia, że będzie dobrze.
        - Nie jesteś potworem - oświadczył. - Jesteś ofiarą swojego uzależnienia. Pomogę ci z tym walczyć, masz moje słowo, najdroższy. Ale najpierw pomogę ci z tą konkretną sytuacją… Choć nie znam jej szczegółów, więc być może będziesz musiał mnie poprawić. Możemy udać się do twojej przyjaciółki, pomogę jej dojść do siebie i odzyskać siły po tym incydencie. Będziesz mógł z nią porozmawiać, wytłumaczyć się. Jeśli jest twoją przyjaciółką, jestem pewny, że zrozumie. Ja będę cały czas przy tobie, będę służył ci pomocą. A ten tygrysołak… Kto to był? Przypadkowy przechodzień czy też ktoś kogo znasz? Co kazałeś, by Xargan mu zrobił? Spokojnie, po kolei. Wszystko da się naprawić - dodał na koniec, tonem tak pewnym, jakby sam w to wierzył. Nie zamierzał dopuścić do tego, by jego ukochany cierpiał i gdyby taka była konieczność i byłoby to jednocześnie możliwe, wziąłby tę winę na siebie. Byle nic nie stało się Aldarenowi. Nie umiał na niego patrzeć bez bólu serca, gdy widział go w tym stanie. Kochał jego uśmiech i śmiech i chciał, by one nigdy nie znikały. Niestety ostatnimi czasy więcej miał trosk i kłopotów, niż tych radosnych chwil.
        A zazdrość? Póki co była bardzo subtelna - Mitrze było żal, że Aldaren “stołował się” na czyjejś szyi. Na szyi kobiety, przyjaciółki. Kto wie jak długo… Jeszcze nie wiedział o jakiej kobiecie była mowa - gdy zobaczy Nihimę… Wtedy może być już trudno.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 tydzień temu

        W salonie znów zrobiło się cholernie zimno, a przynajmniej Aldarenowi, mimo że obaj siedzieli niemalże przy samym kominku i nawet jeśli dość prowizorycznie to jednak byli całkiem dobrze osłonięci przed zimnym, deszczowym wiatrem włamującym się do domu Mitry przez wybite okno. Nie ono było jednak tego powodem, a temat na który zeszła ich rozmowa i dość poważne kłopoty, w które wampir się wplątał przez... w sumie sam nie wiedział jak do tego wszystkiego doszło.
        Owszem, był wtedy zły i zrozpaczony, ale powodem i obiektem wszystkich jego negatywnych emocji był on sam, nie biedna, Prasmokowi ducha winna Nihima. Ona co najwyżej stała się przez przypadek katalizatorem tego wszystkiego, ale jakim kosztem. I wcale nie chodziło tu o kłopoty z prawem jakie miał na swojej głowie skrzypek.
        Jak miał o tym wszystkim powiedzieć ukochanemu, dla którego chciał jak najlepiej, którego nie chciał w to mieszać, by oszczędzić mu przesłuchania przez ludzi Turilliego. Cały czas chciał robić wszystko by nie sprawiać Mitrze problemów i nie być kulą u nogi, a wychodziło w sumie jak zwykle.
        Nawet pierwszy raz od śmierci Fausta naprawdę szczerze pragnął by jego Mistrz nadal żył, może i sam Aldaren nie byłby wtedy szczęśliwy, na pewno nigdy nie był by w związku z Mitrą (Faust by na to nie pozwolił), ale przynajmniej starszy wampir zdołałby go wyciągnąć z tego bagna, w którym grajek zaczął coraz bardziej się topić. Wszak zawsze istniało prawdopodobieństwo, że mógłby się kiedyś z Mitrą spotkać i może udałoby się im osiągnąć taką samą relację, jaką mieli obecnie.
        Szczerze? W tej chwili wampir byłby gotów zrobić dosłownie wszystko, zaprzedać duszę jakiemuś diabłu, wbić sobie kołek z czystego srebra w serce, nawet wybić w pień całą wioskę i spalić żywcem wszystkie dzieci w sierocińcu. Zrobiłby absolutnie wszystko byleby tylko nie opuszczać ukochanego, który obecnie czekał na choćby najmniejszą odpowiedź, już nawet nie na wyjaśnienia, co trapiło nieumarłego. Choć raz Mitrze należało się słowo wyjaśnienia przed następstwami czynów skrzypka, a nie po.
        Poza tym obiecał, że już zawsze będzie niebianinowi o wszystkim mówił.

        Aldaren powiedział w dość chaotycznie i krótko co się stało, miotał się przy tym w słowach jak jakiś bełkoczący od rzeczy szaleniec, przez co mógł nie zostać odpowiednio przez ukochanego zrozumiany albo w drugą stronę - jeszcze bardziej przez niego potępiony. Był jednak pod wpływem silnych emocji, nie tylko stresu, więc dość ciężko przychodziło mu logiczne i poprawne gramatycznie sformułowanie swojej odpowiedzi.
        Bał się przy tym cały czas spojrzeć na blondyna, choć spodziewał się co zobaczy na jego twarzy, sam pewnie zobaczył by taki sam wyraz w swoim odbiciu gdyby był na miejscu niebianina (potencjalnej kolejnej ofiary) i to do niego przyszedł obłąkany, niekontrolujący własnych żądz, krwiożerczy wampir. Przedłużające się milczenie ze strony błogosławionego i bezruch również ani trochę nie pomagały się nieumarłemu uspokoić, nawet popadł przez to w jeszcze większe wątpliwości czy dobrze zrobił oraz obawy. Bo przecież zrozumiałby gdyby Mitra kazał mu się teraz wynosić ze swojego domu i już więcej się do niego nie zbliżać albo sięgnął by po jakąś broń i choćby chwilowo by krwiopijcę unieszkodliwił gdyby nie było pod ręką akurat nic srebrnego by go zabić. A w tej sytuacji? Po prostu nic. I to było najgorsze, bo już naprawdę wolał, żeby nekromanta z nienawiścią pogonił go gdzie pieprz rośnie.
        Mitra jednak kolejny raz postanowił udowodnić Aldarenowi, jak poważnie ten się na jego temat mylił i jak tak naprawdę mało wiedział o swoim partnerze. I choć przytulenie przez niego nieco uspokoiło skołatane nerwy lazurowookiego, choć te ramiona były dla niego jak spokojna, samotna wyspa pośrodku oceanu pustoszonego przez sztormy, był to gest zupełnie dla wampira niezrozumiały. No bo... jak można było z takim spokojem przytulać do siebie niedoszłego mordercę z jeszcze świeżą krwią na rękach, a zwłaszcza kłach.
        Chyba pierwszy raz w odkąd jest z Mitrą, nie chciał jego czułości, pragnął wyrwać się z jego objęć, odepchnąć go od siebie jak najdalej i uciec w najmroczniejszy kąt jak najdalej od swojego lubego, byleby tylko nie zrobić mu nieumyślnie krzywdy. Czuł się jakby cale ciało go paliło od tych ramion i choć mocno chciał się wyswobodzić, choć mógłby to bez trudu zrobić dzięki swojej sile, z jakiegoś powodu nie był tak naprawdę w stanie.
        Całkiem się poddał nekromancie jak jakaś szmaciana kukiełka w rękach lalkarza. Pozostał w jego ramionach, a nawet się nieco wtulił, przymykając oczy. Nie pomogło mu się to co prawda uspokoić, czego dowodem było to, że nadal był spięty do granic możliwości, ale przynajmniej się nie miotał i potulnie siedział w jednym miejscu. Aldaren był obecnie całkiem pochłonięty biciem serca swojego lubego, zahipnotyzowany jego rytmem, który starał się rozgryźć, bo nie było to ani spokojne dudnienie najważniejszego organu pompującego stale krew, ani też nie było na tyle przyspieszone by jednoznacznie sygnalizować strach czy gniew. Poza tym gdyby Mitra był pod wpływem którejś z tych emocji, na pewno nie przygarnąłby do siebie krwiopijcy.
        To... Skrzypek nic z tego nie rozumiał. Owszem, nie było wątpliwości, że Mitra go kochał i miał dobre serca - wiedział o tym od dawna - ale przecież to co zrobił Aldaren... To się mogło w każdej chwili powtórzyć... i Mitra... Aż się zebrało wampirowi na mdłości, gdy tylko o tym pomyślał. Może dla samego bezpieczeństwa nekromanty powinien mu od tak podarować tamtą bransoletkę, bez żadnej okazji i bardziej podniosłej chwili. Ot zwykły talizman ochronny.
        Kiedy został odsunięty, przyjął to z pokorą, nie próbował się sprzeciwiać. Mimo to siedział jednak na kolanach ze spuszczoną głową i mizerną postawą jak zbity pies. Miał mocno zaciśnięte na udach pięści i był lekko przygarbiony, ani na moment nie podniósł na ukochanego zbolałego, pełnego nienawiści do samego siebie spojrzenia, które nabrało barwy krwi w tym momencie. Gdyby tylko mógł dopaść siebie w swoje ręce urządziłby sobie istne piekło na ziemi, przy którym to co robił mu przez całe życie (i nie-życie) Faust, podchodziłoby jedynie pod egzotyczną i wyrafinowaną pieszczotę.
        Łagodny ton głosu niebianina skutecznie zdołał zawrócić wampira z tej niebezpiecznej ścieżki zanurzonej w rzece krwi i choć Aldaren wstydził się podnieść na niego oczy, domyślając się jakiej są barwy, na jego przyzwanie odpowiedział niemal machinalnie, posyłając mu umęczone spojrzenie, niemalże błagające o wybaczenie, choć on sam nie miał czelności w ogóle o to prosić.
        I tu pojawiło się kolejne zaskoczenie, bo krwiopijca w ogóle nie spodziewał się zobaczyć u swojego ukochanego ani troski i chęci pomocy, ani zrozumienia oraz tego ciepła. Aż jeszcze większe wyrzuty sumienia ściskały serce nieumarłego. Nie utrzymywał przez to zbyt długo kontaktu wzrokowego, bo zaraz znów spuścił głowę, ale zamiast przepraszać, czy zapewniać, że sam się tym zajmie i błogosławiony dla własnego dobra już nigdy go nie zobaczy, zmuszając się do uspokojenia się, w skupieniu słuchał tego jaki plan miał Mitra w tej sprawie, by chociaż delikatnie poprawić sytuację, w której obecnie znalazł się wampir.
        Chęć pomocy ze swoim uzależnieniem całkowicie zignorował, a co za tym idzie szybko w ogóle o niej zapomniał. Wiedział jak to załatwić, nawet za cenę utraty pozycji, znalezienia się w hierarchii na równi z dhampirami i przymierania głodem przez resztę wieczności, ale przynajmniej już więcej nie będzie się musiał bać, że kogoś nieumyślnie skrzywdzi. To co się stało z Nihimą jeszcze mógłby przeżyć, ale gdyby to był Mitra... Nawet nie chciał o tym myśleć.
        - Ten... tygrysołak... - zaczął niepewnie, ochrypłym, strasznie słabym głosem jakby miał zaraz umrzeć. - Jest chyba jej nowym pracownikiem - odpowiedział, starając się jakoś przypomnieć jego paskowany pysk i przyrównać do wszystkich znanych sobie mieszkańców Maurii.
        W tym kraju nie było zbyt wielu zmiennokształtnych, może pomijając wilkołaki i jaszczuroludzi (w tym smokołaki) z Mglistych Bagien, więc ze skojarzeniem sobie jednego paskowanego kocura nie powinno być problemów, a jednak. Oprócz tego, że od powrotu widywał go kątem oka w "Trupiej Główce" za każdym razem jak przychodził do Nihimy, nie wiedział o nim absolutnie nic.
        Może prócz tego, że tygrys starał się być oddany jak pies swojej chlebodawczyni albo stanął w jej obronie, bo coś do niej czuł. Sensowna również była zwyczajna tygrysia duma oraz młodzieńczy zapał, ale czy wtedy narażałby swoje życie w równym stopniu? Dla zwykłego mordobicia i odrobiny adrenaliny? Przecież był pół zwierzęciem, a te doskonale wyczuwały czy miały szanse w starciu z kimś, czy może lepiej danej osoby unikać. Dlatego tym przypadkiem musiało kierować coś silniejszego niż paskowana duma.
        Aldaren chwilę milczał nim w końcu odpowiedział, a przed tym nawet dotknął stłuczonego przed kilkoma godzinami policzka z ponurym wyrazem twarzy, nie miał jednak już aż tak spuszczonej głowy, przez co dało się widzieć jego oczy pod opadającymi na nie włosami.
        - Chciał chyba stanąć w obronie Nihimy... - mruknął nie wspominając o tym, że został przez niego dość mocno uderzony, czego już nawet widać nie było, dzięki wypitej krwi chwilę przed tym atakiem zmiennokształtnego. - Wtedy pojawił się Xargan i wykręcił mu rękę, podejrzewam, że mógł przy tym połamać mu kość promieniową. Kazałem mu zostawić kocura w spokoju i pozwolić mu uciec - wyjaśnił podnosząc spojrzenie na blondyna, jakby go w ten sposób prosił, by uwierzył wampirowi.
        - Nie jestem pewien czy chciałaby mnie po tym jeszcze kiedykolwiek zobaczyć - zaznaczył ponuro i nie chodziło nawet, że chciał się wymigać od konfrontacji z nią, bo pomysł Mitry był dobry. Tylko że... - Na dworze nadal leje. Może i nie jest do niej daleko, ledwo piętnaście minut drogi, niemal w samym centrum, ale... Nie powinieneś chyba wychodzić w taką pogodę - dodał z troską, choć nadal był przybity tym wszystkim.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 tydzień temu

        Mitra czuł, że napięcie nadal nie opuszczało Aldarena, ale nie zamierzał go tym razem puścić - już wcześniej zorientował się, że objęcia działały na niego kojąco, więc nawet jeśli teraz tego nie chciał, z czasem powinno mu się zrobić lepiej. Może gdyby zdecydowanie się wyrywał to błogosławiony by ustąpił, ale nie w chwili, gdy skrzypek wręcz się wtulił - może trochę niechętnie, ale zawsze to coś. Mitra w głębi ducha uznał to za dobry znak i to tym bardziej zmotywowało go, by ukochanemu pomóc.
        Wzrok Aldarena sprawił jednak, że ścisnęło mu się serce i na moment się zawahał. Nie jednak nad tym czy powinien mu pomóc, lecz czy ponownie go nie przytulić. Biedny, w jego oczach było tyle męki, żalu, prośby o wybaczenie, że nawet nie było ważne to, że były czerwone, a nie lazurowoniebieskie. Mitra chciał go przytulić, pocieszyć. Zależało mu, po prostu bardzo mu na nim zależało i nie mógł patrzeć na to cierpienie. Nawet jeśli wampir po chwili znowu uciekł wzrokiem - to jego nieszczęście było widoczne w całej jego sylwetce i postawie. Pewnie niewiele go dzieliło od tego, by poddał się karze za popełnione czyny - i to wcale nie tej wymierzonej przez straż miejską, a samemu, która byłaby pewnie znacznie gorsza.
        Gdy w końcu Mitra przedstawił swój plan, a wampir zaczął odpowiadać na jego wątpliwości i pytania, mówił tak cicho, że nekromanta musiał się do niego odrobinę nachylić. Słuchał z uwagą, dając mu czas na zebranie myśli i przypomnienie sobie wszystkiego. Zaskakujące w sumie skąd w tym mężczyźnie tyle ciepła, troski i cierpliwości, bo do tej pory pokazywał raczej, że cechuje go impulsywność, agresja i łatwość we wpadaniu w złość.
        Pomyślał, że to był całkiem fortunny zbieg okoliczności, że ten tygrysołak był pracownikiem przyjaciółki Aldarena. Gdyby to był przechodzień, być może musieliby go szukać po całym mieście albo w ogóle sobie odpuścić, a tak… Jakoś poradzą sobie z wpłynięciem na niego.
        Mitrze nie umknęło to jak jego ukochany dotknął swojego policzka. Przyjrzał mu się uważnie, jakby spodziewał się, że dostrzeże jakiś wcześniej przeoczony ślad… Ale przecież w kuchni dość się nadotykali i napatrzyli na siebie, nic nie było widać. Najwyraźniej musiało się skończyć tylko na bólu.

        Aldaren miał pecha. Jego partner nie lubił dyskusji i był bardzo, bardzo uparty. Dzięki temu był dobrym nekromantą i temu zawdzięczał każdy swój dotychczasowy sukces… I tym razem również zamierzał dopisać do listy kolejne zwycięstwo, gdy jego ukochany pogodzi się z przyjaciółką. Albo chociaż ją przeprosi, bo niestety, błogosławiony bardzo by chciał, by to dało się naprawić, ale nie mógł decydować za innych. Być może była to kobieta z tych bardziej obrażalskich, które nie dają się udobruchać tak łatwo. Najważniejsze było jednak, by Aldaren nie miał przez nią kłopotów. I Mitra zamierzał dokonać tego za wszelką cenę. Dlatego teraz dyskutował, lecz nadal starając się przełamać łagodnie - nie zależało mu na tym, by gnębić i tak już pogrążonego w rozpaczy ukochanego.
        Nim Aresterra zaczął mówić, ponownie spróbował złapać spojrzenie wampira, ale i tym razem bez przymusu. Nie bał się tych czerwonych oczu, chciał jednak wiedzieć co on myśli i co czuje. I jednocześnie nadać swoim własnym słowom więcej mocy.
        - Gdy to ja chciałem cię zamordować i kazałem ci się wynosić, zawsze i tak przychodziłeś i przepraszałeś - zauważył dość stanowczo, ale nie z wyrzutem. Starał się nie wystraszyć ukochanego, który i bez tego był rozdygotany. - I patrz, za każdym razem ci wybaczyłem. I uważam, że postąpiłeś słusznie. Nie tylko przez to, że dzięki temu jesteśmy teraz razem, ale przez to, że wiedziałem co tobą targało i mogłem zrozumieć, że nie chciałeś mnie skrzywdzić. I mogłem ci wybaczyć. Więc spróbuj z nią porozmawiać, proszę. Nie zasłaniaj się moim zdrowiem, bo to marna wymówka, błogosławieni nie chorują. Skończysz mi gotować zupę kiedy wrócimy i nie będę pamiętał o deszczu. Ale do niej musimy iść. Proszę, Ren. Chcę ci pomóc to naprawić, to jest teraz dla mnie najważniejsze.
        Kończąc mówić Mitra ujął swojego ukochanego za dłoń i delikatnie ją ścisnął, w niemy sposób podkreślając swoje wsparcie. Uparta złotowłosa bestia nie zamierzała odpuścić. Nie, jeśli dzięki jej uporowi da się to wszystko naprawić, a co do tego był naprawdę pewien. Jeśli tamta przyjaźń była prawdziwa, wszystko dało się naprawić.
        - Ren - odezwał się Mitra po chwili, którą dał ukochanemu na przemyślenie swojej propozycji, choć i tak odwrotu nie było. - Zróbmy to, proszę. Idziemy do twojej przyjaciółki, razem, teraz. Daj mi tylko chwilę bym się ubrał. Będzie dobrze, damy radę, najdroższy.
        I na przypieczętowanie swoich słów nekromanta objął ukochanego delikatnie za twarz i pocałował go w czoło. Czule pogłaskał go jeszcze po włosach, po czym jeszcze raz powtórzył cicho “damy radę” i wstał. Jak zapowiedział, poszedł do siebie by przygotować się do wyjścia. Nie chodziło mu jednak tylko o ubranie się w swoje zwaliste szaty, ale też o zabranie kilku potrzebnych rzeczy. Jedną z nich była sakiewka - całkiem pękata i pokaźna. Cóż, Mitra wolał być przygotowany na to, że tygrysołak nie będzie chciał współpracować inaczej, niż poprzez otrzymanie odpowiedniego odszkodowania. Dlatego też nekromanta wydał jeszcze rozkaz jednemu z manekinów, by przyniósł mu coś z piwnicy. Konkretnie chodziło o torbę, którą z reguły zabierał ze sobą na różnego rodzaju wyprawy. Teraz być może przyda mu się do połatania pewnego tygrysołaka. Tak, to w nim upatrywał źródło większego problemu. Ta przyjaciółka Aldarena - o ile faktycznie była jego przyjaciółką - powinna dać się przekonać rozmową, przeprosinami. A tamten typek mógł żądać zadośćuczynienia za to, że nie wyda wampira straży.
        Gotowy Mitra zszedł na parter, przy schodach przejmując od manekina swoją torbę i przewieszając ją na ukos przez ramię. Poczekał na Aldarena i nim założył maskę i kaptur, złapał go jeszcze za dłoń.
        - Ren, zaufaj mi. Naprawimy to - zapewnił. Przytulił jeszcze ukochanego, jeśli uznał, że ten tego potrzebuje, po czym założył maskę, kaptur i razem z nim wyszedł na zewnątrz. Przeklęty deszcz dalej padał, ale nie był w stanie powstrzymać w tej chwili błogosławionego.
        - Prowadź - poprosił ukochanego.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 227
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 5 dni temu

        Gdyby obecna chwila miała dużo luźniejszą atmosferę niż obecnie, Aldaren nawet by się cieszył, że tak chętnie Mitra chce wyjść do ludzi. I to z własnej inicjatywy. W sumie wątpił by kiedykolwiek spodziewał się czegoś takiego po swoim stroniącym od obcych, partnerem. A teraz proszę. Co prawda sytuacja była dość ekstremalna, ale czy naprawdę niebianin chciał pójść z wampirem, by ten skonfrontował się ze swoją niedoszłą ofiarą, by ją przeprosić? Ciężko było mu w to uwierzyć.
        Podobnie z resztą jak w to, że przeprosiny pomogą wszystko naprawić, że Nihima dalej pozostanie jego bliską przyjaciółką i cała sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Że stary Turilli się o niczym nie dowie, a do jego syna nie dojdą plotki i nadal będzie chętny na podjęcie współpracy ze skrzypkiem. Już chyba szybciej wyruszyłby na z góry skazaną na niepowodzenie, samobójczą wyprawę w poszukiwaniu trójrogiego jednorożca. Po prostu nie wykonalne. Ale jak miał niby wyperswadować Mitrze, że to nie ma najmniejszego sensu, zwłaszcza, że blondyn był w tej chwili uparty bardziej niż osioł i nie zamierzał łatwo odpuścić swojego planu. Kto wie, może i nawet siłą zaciągnąłby wampira do karczmarki, gdyby ten stale się przed tym wzbraniał. Co prawda już niejednokrotnie Mitra dał dowód na to, że jest dość zawzięty, jeśli się na coś uprze, ale nigdy skrzypkowi nie przyszłoby do głowy, że aż tak. Przecież zwykle to niebianin przystawał na opinię nieumarłego, nie na odwrót. Cóż... wychodzi na to, że kiedyś musi być ten pierwszy raz. A ten miał właśnie nastąpić.

        Gdy Mitra wytoczył cięższe działa, Aldaren zasępił się nieco bardziej. Nie żeby mu się przykro zrobiło po tych słowach, po prostu przypomniał sobie wszystkie te nieprzyjemne chwile, w których doprowadził do tego, że Mitra go znienawidził.
        Ugryzienie, tamten nieprzyjemny moment, gdy pierwszy raz zdenerwował się na nekromantę, a po którym została nadal niezałatana dziura w ścianie, pogwałcenie jego przestrzeni osobistej i zmuszenie do pocałunku... Trochę tego było i tak jak Mitra powiedział, Aldaren zawsze zamiast go usłuchać i się wynieść, niemal z uporem maniaka starał się naprawić ich relację i go przeprosić. Nie mogło mu wtedy zależeć na Mitrze w takim samym stopniu jak zależało by mu teraz, przecież nie byli wtedy jeszcze parą, a mimo to z jakiegoś powodu nie chciał w złości kończyć ich znajomości. Dlaczego więc nie spróbować by tego samego teraz? Z Nihimą? Może Mitra miał rację i rzeczywiście to by wiele pomogło.
        Spojrzał na ukochanego, który cały czas tak bardzo starał się jakoś mu pomóc i go wesprzeć. Lekko się uśmiechnął go niego, tak mizernie i nadal powątpiewając by to się rzeczywiście udało. W końcu znaczącą różnicą między nekromantą i karczmarką było to, że ona była wampirem czystej krwi, przewyższała swoim wiekiem i wpływami Aldarena i Mitrę razem wziętych i to, że była starą przyjaciółką Fausta oraz skrzypka, nie miało żadnego znaczenia. Dość mocno ceniła sobie swoją neutralność polityczną i nic nie było w stanie tego zmienić. Zwłaszcza coś tak przyziemnego i typowego dla śmiertelników jak przyjaźń.
        Najlepszym tego dowodem była jej bierność, gdy ogłoszono Aldarena zdrajcą i mordercą, po tym jak przyczynił się do zabicia starego Mossa. O Birona nie mieli tyle żalu, bo młody Moss wywołał prawdziwy chaos w mieście i to nie tylko wśród wampirów, które były głównymi ofiarami jego klątwy, działającej jak jakieś paskudne choróbsko. Nie stawała również po żadnej ze stron, gdy Aldaren miał kłopoty z Faustem. Owszem dawała skrzypkowi schronienie w swoim przybytku, ale to jak długo mógł w nim w spokoju pozostać grajek zależało wyłącznie od kaprysu jego Mistrza, któremu po prostu musiała udzielić interesujących go informacji. Dla młodszego Van der Leeuwa i tak wiele robiła, zawsze była gotowa go wysłuchać, gdy nie miał się komu wygadać i zawsze zachowywała te informacje dla siebie, bo żadnego znaczącego dla siebie zysku by nie miała z wyjawienia ich komuś innemu. No i jeszcze była kwestia "specjalnego drinka spod lady", które Aldaren zazwyczaj spijał na zapleczu, co obecnie omal nie skończyło się tragedią. I to jeszcze na koszt firmy.

        Skrzypek cały czas kręcił nosem na pomysł wspólnego pójścia do Nihimy i sam się sobie dziwił, że dał się jednak na to namówić. Nie wiedział czy to za sprawą obietnicy, że będzie mógł po wszystkim już tak całkowicie dokończyć zupę dla ukochanego, czy to jego upór, a może grajek sam podświadomie potrzebował mieć kogoś bliskiego obok podczas tej rozmowy, trudno było jednoznacznie stwierdzić. Pewnie wszystkiego po trochu.
        - Ehh... w porządku - westchnął ciężko, już całkiem poddając tą walkę i wywieszając białą flagę.
        Niezbyt był zadowolony z takiego obrotu spraw, nadal miał wątpliwości co do tego wszystkiego, ale kochał Mitrę i skoro nekromanta mówił, że to pomoże i wszystko będzie w porządku, powinien mu zaufać. Najwyższa z resztą pora by mu zaufać, a nie ciągle stawać okoniem i się z nim spierać, stawiając cały czas wyłącznie na swoim. Niech tylko Mitra się nie przyzwyczaja. To, że ten jeden raz Aldaren się z nim zgodził, nie znaczy, że będzie tak już zawsze. Wampir nadal był od niego starszy i po prostu wiedział więcej. Zwłaszcza na swój temat i wampirzej natury, z którą nawet przedstawiciele tej rasy nie specjalnie chcieli igrać.
        Zasępiony przyjął pocałunek, po którym się wyraźnie nieco rozluźnił i odprowadził ukochanego wzrokiem, póki ten nie zniknął mu z oczu w drodze na piętro. Wtedy Aldaren niemalże jęknął z żałością i znów odchylił się mocno na siedzisko sofy, kładąc płasko na nim swoją głowę i wyciągnięte na całej długości ramiona. Już był potwornie zmęczony, a przecież dzień ledwo co się zaczął. Oczywiście, nie było mowy o wykończeniu fizycznym, to psychicznie miał już dosyć. Nie miał do Mitry żadnych wyrzutów, że ten go przymusił do wyjścia i skonfrontowania się z Nihimą, by ją przeprosić za to całe zajście, a grajek nawet nie specjalnie starał się oponować przeciwko temu pomysłowi. Nie chciał wychodzić z domu, nie chciał do niej iść i nie umiał znaleźć na to jakiegoś racjonalnego powodu. Konsekwencji się nie bał, bo z chęcią by je przyjął byleby tylko oszczędzić dalszych kłopotów Mitrze. Przez wyrzuty sumienia nie mógłby spojrzeć na przyjaciółkę? Tyle razy już ją pokąsał, niekiedy nawet tak jak dziś, innym razem choć był dużo delikatniejszy, również się zapomniał i omal nie wyżłopał jej całej, a mimo to ich znajomość nadal trwała. Pomijając już fakt, że Tiva oddająca mu swego czasu również swoją krew, także nie miała z grajkiem lekko i też nic nie przerwało ich przyjaźni. No może prócz jej choroby podczas ostatniej epidemii, atakującej wampiry i tego, że zginęła od kłów Aldarena.
        Westchnął ciężko, nie wiedząc o co może chodzić i wpatrzył się ponurym spojrzeniem w sufit, pomarańczowy od blasku płomienia trzaskającego obojętnie w kominku. Chciał zaufać Mitrze, musiał mu zaufać. "Będzie dobrze" - wmawiał sobie co chwila, niczym mantrę, siedząc tak z przymkniętymi oczami i oddychając spokojnie, coraz wolniej i wolniej. Starał się przekonać siebie do tego, że to dobry pomysł i prawdopodobnie jedyna słuszna decyzja.
        Zbudził się z tego stanu, gdy usłyszał kroki na schodach, a po tym jak zatrzymały się w progu salonu. Wampir naprawdę nie chciał się ruszać z miejsca, a najlepiej zaszyłby się pod ziemię i z chęcią spędził by tak i tysiąc lat czy nawet dłużej, aż świat o nim w końcu nie zapomni. Wtedy mógłby na moment wychynąć, by sprawdzić czy warto wracać znów do "żywych", czy jeszcze sobie odpuścić. Zobowiązał się już jednak do tego, że pójdzie i jedynie przez to, by nie denerwować Mitry, odpuścił sobie powrót do punktu wyjścia. Choć przez moment się zastanawiał czy nie udawać, że skrzypka tu wcale nie ma.
        Wstał w końcu z ociąganiem, otrzepał swoje spodnie z prawdopodobnych drobinek kurzu, które mogły się już zdążyć osadzić na podłodze i skierował się do kuchni po swój płaszcz. Dzięki użytemu wcześniej zaklęciu był już suchy, ale i tak wielkiej różnicy by to nie zrobiło, skoro zaraz znów będzie przemoczony do suchej nitki. Poza tym przeziębienie i zapalenie płuc i wampirowi nie groziło, więc tym bardziej nie było się czym przejmować. Wrócił po tym do Mitry w przedpokoju również gotowy do wyjścia, nie wiedział, że przed tym Mitra jeszcze dodatkowo, tak profilaktycznie, postanowi dodać mu otuchy i okazać swoją czułość. Aldaren przyjął ją z dużo mniejszym oporem niż wcześniej. Nawet westchnął z ustami schowanymi w jego włosach. Chwilę tak stał, obejmując nekromantę, aż w końcu przemógł się by wyjść.
        Poczekał na ukochanego aż ten zamknie za sobą drzwi, po czym przemienił się w kruka, by uniknąć nieplanowanego bycia zatrzymanym przez przedstawicieli prawa, bądź jakiś nadgorliwych mieszkańców chcących na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość. Miał tylko nadzieję, że Mitra nie będzie miał mu za złe tego, że nie będzie szedł bezpośrednio przy nim, a leciał w pewnej odległości nad nim.
        Zakrakał wymownie, machając wielkimi skrzydłami w powietrzu i unosząc się na wysokości twarzy nekromanty, po czym wzniósł się nieznacznie w powietrze na wysokość drugiego piętra kamienicy i poszybował spokojnie, bez pośpiechu w stronę "Trupiej Główki". Co chwila kontrolował czy niebianin nadal za nim podąża, czy się gdzieś nie zgubił, czy nie ma żadnych problemów z nadążeniem, czy trzymaniem czarnego ptaka w zasięgu wzroku.
        Droga rzeczywiście nie była długa, bo już nawet po dziesięciu minutach, mieli karczmę w zasięgu wzroku. Aldaren podleciał niemal pod same drzwi, gdzie zrównał się wysokością z Mitrą, upewnił się raz jeszcze, że w okolicy raczej nikogo nie ma, a zwłaszcza strażników i przeobraził się z powrotem w swoją pierwotną formę. Chwilę się wahał przed wejściem do wesoło gwarnej gospody, ale w końcu się przemógł i wszedł pierwszy, czekając w przyjemnie ciepłym wnętrzu na blondyna.
        Gdy za ich dwójką drzwi się zamknęły, rozejrzał się po przybytku, w którym życie toczyło się swoim zwyczajnym rytmem, grupka wampirzych przyjaciół gawędziła z rozbawieniem przy następnych kolejkach tutejszych krwawych drinków, gdzieś tam w rogu mieszanina nieumarłych grała w kości i karty, przy kilku stolikach inni siedzieli raczej samotnie pogrążeni w swoich rozważaniach. Było to miejsce wypełnione ciepłem, radością i co mogło by dziwić dość rodzinną atmosferą. Oczywiście metaforycznie, bo jedna z tutejszych wampirzych kelnerek właśnie kokietowała jakiegoś młodego ucznia nekromanty, którego zaraz zaprowadziła do pokoi na piętrze. Między stolikami kręciło się jeszcze kilka innych, wyzywająco ubranych, ale nie były to kreacje zbyt wyuzdane. Zwłaszcza, że po odzieniach tu przesiadujących klientów można było jednoznacznie stwierdzić, że to raczej karczma wyższej renomy, gdzie mordobicia są równie rzadkie, co lewe przekręty z podawanym tu alkoholem by zaoszczędzić nieco pieniędzy, bądź by pracownicy samemu mogli się nacieszyć smakami wytrawniejszych trunków, na których skosztowanie ich raczej nie byłoby stać.
        Aldaren szczerze mówiąc spodziewał się raczej ciężkiej atmosfery i ogólnie pojętej wrogości, o ile nie zastałby "Trupiej Główki" obecnie zamkniętej. Nawet wampirzyca zastępująca obecnie Nihimę przy barze, była jak zwykle pogodna i przyjaźnie nastawiona do skrzypka. Jak zwykle wiążąc zwykłe pytanie typu "w czym pomóc" z flirtem, jednakże Aldaren nie miał obecnie humoru by sobie z nią niewinnie żartować i się droczyć. W prost zapytał o swoją przyjaciółkę i bez problemów otrzymał od razu informacje, gdzie się znajdowała.
        - A cóż to za tajemniczego jegomościa lord do nas przyprowadził? - zapytała kokieteryjnie, patrząc uwodzicielsko na Mitrę.
        - Współpracownik. Będzie mi pomagał w szpitalu - powiedział krótko, by ją tylko zbyć. Spojrzał porozumiewawczo na nekromantę i skierował się w stronę schodów na górę, by udać się do pokoju właścicielki karczmy.
        Poczekał na Mitrę nim zaczął wspinaczkę, a w jej trakcie minął zmiennokształtnego, który wcześniej na niego napadł. Zatrzymał się w połowie schodów i obejrzał za nim. Chłopak nie przejawiał żadnego zainteresowania, żadnej reakcji nie było z jego strony gdy się minął z wampirem, jakby ten dla niego w ogóle nie istniał, choć rękę miał nadal kontuzjowaną i jedynie prowizorycznie usztywnioną. Tygrysołak był zwyczajnie pochłonięty własnymi myślami.
        Skrzypek darował sobie sprawdzenie umysłu paskowanego, by nie kusić losu i kontynuował wędrówkę. Raz się obejrzał, czy Mitra idzie za nim. Przeszedł przez korytarz i stanął przed drzwiami do jednego z pokoi, pozornie nie różniły się niczym od pozostałych mijanych po drodze, ale mimo to, Aldaren nie miał problemów z wybraniem tych prowadzących wprost do pokoju jego przyjaciółki. Odetchnął głęboko i zapukał. Żadnego słownego nakazu wejścia czy odejścia się nie doczekał, ale klamka sama się poruszyła i lekko rozchyliła przed dwójką mężczyzn drzwi, z jasnym przekazem.
        Spojrzał na nekromantę i wszedł pierwszy, a kiedy i blondyn przekroczył próg, drzwi same się za nimi zamknęły. Przed dość bogato zdobioną toaletką z wielkim lustrem siedziała na oko trzydziestoletnia, niezwykle piękna kobieta o alabastrowej skórze, szlachetnie perłowych włosach, sięgających jej aż pośladków i czerwonych, drapieżnych oczach, których przenikliwe spojrzenie wbiła w przybyłych. Odbijający się w lustrze lewy górny skrawek je ubrania przy szyi nadal był obficie pobrudzony krwią i prawdopodobnie koszula wraz z gorsetem nadawały się już tylko do wyrzucenia. Włosy jednak miała wilgotne co sugerowało, że chwilę temu je umyła, a właśnie rozczesywała. Nie do końca było to widać, ale na odbiciu w lustrze, lewy bok jej szyi nadal był nieco zaczerwieniony i napuchnięty, co bardziej spostrzegawczy mogliby się nawet dopatrzyć niewielkiej ranki od kłów.
        - Nihimo ja chciałem... - zaczął, lecz zaraz zamilkł i spuścił ze skruchą głowę, gdy zamaszyście się odwróciła na swoim stołku w ich stronę. A po chwili również wstała. Nie okazywała wrogości, nie było po niej widać, by była wściekła, ale wzrok miała srogi, surowy, przywodzący na myśl zawiedzioną matkę, która właśnie miała zbesztać swoje niesforne pacholę.
        - Wiem co chciałeś i daruj sobie - rzuciła od razu ostro, nie siląc się by mówić tak, aby nie było widać jej wampirzych kłów, delikatnie, acz wyraźnie dłuższych, niż te Aldarena. - Oboje wiemy, że twoje przeprosiny nic nie znaczą. To tylko słowa, grzeczna formułka, którą śmiertelnicy co chwila mydlą sobie oczy. Ile to razy przepraszałeś, a po jakimś czasie historia się powtarzała i koło się zamykało? - zapytała wprost, jakby w ogóle nie było z nimi obcego dla niej towarzysza młodszego wampira.
        - Jesteś gorszy od Fausta. On przynajmniej był w stanie wzruszyć ramionami gdy coś przeskrobał, a wiedział, że i tak to powtórzy, bo był taki a nie inny. Ty natomiast za każdym razem rzucasz przeprosinami na lewo i prawo z tym swoim urzekającym uśmiechem, mając świadomość tego jak potrafi wpłynąć na innych. To zwykłe manipulatorstwo, nie szczere przeprosiny. I to właśnie przez to jesteś bardziej zuchwały od swojego mistrza - wyrzuciła mu wprost, a skrzypek nie był w stanie zrobić nic innego niż tylko przyjmować kolejne ciosy.
        Nihima dopiero teraz się rozzłościła, widząc jego poddańczą postawę i prychnęła niemiło, wytracając dzięki temu cały swój gniew, zastępując go zwykłą, wypraną z emocji formalnością.
        - Nie zależy mi na tym by robić ci jakiekolwiek problemy, zwłaszcza, że planujesz jakoś dopomóc tutejszym mieszkańcom i otworzyć przytułek - o szpitalu się nawet nie zająknęła, jakby ten w ogóle nie miał powstać - choć to wyłącznie kolejny przejaw twojej arogancji i tego, jak bardzo rozpieścił cię Faust, ale ukarze cię za to już sam los w odpowiednim czasie. Co do sprawy, w której przychodzisz - nikt się nigdy nie dowie o tym, że chciałeś mnie zabić. Informację o ataku na mnie zgłoszoną strażom zbyłam wyjaśnieniem, że był to jeden z moich służących i już otrzymał odpowiednią karę. Podpisałam należyte oświadczenie, więc jeśli przyjdzie ci do głowy wyspowiadać się ze swoich grzechów, najpewniej pozbawią cię głowy i dla pewności spalą ciało, a mnie posądzą za kłamstwo i każą wypić czyste, roztopione srebro, które zastygnie w moim przewodzie pokarmowym, o ile od razu mnie nie zabije. Panthrem się nie przejmuj, już odpowiednio zajęłam się jego pamięcią i nie ma mowy, by sobie kiedykolwiek przypomniał o tym co widział, nawet gdybyś odniósł się swoją równie głupią co ty dumą i postanowił mu te wspomnienia przywrócić - zaznaczyła, po czym z powrotem siadła przy swojej toaletce i odwróciła się do nich plecami, by powrócić do przerwanego rozczesywania włosów.
        - Skończyłam. Możecie już odejść, nie waż się jednak więcej zbliżać do mojej karczmy. Może i podważy to moją neutralność, ale sam mnie do tego zmusiłeś. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, wynoście się stąd - nakazała, nieznoszącym sprzeciwu głosem, do tego takim, który nie brał w ogóle pod uwagę jakiejkolwiek próby dyskusji. Drzwi otworzyły się zamaszyście za mężczyznami, na całą szerokość.
        Nie trzeba było raczej tłumaczyć, że Nihima nie chciała Aldarena widzieć ze skutkiem natychmiastowym. Do Mitry nic nie miała i szczerze nie bardzo ją obchodził, ale skoro przyszedł ze skrzypkiem, to i z nim powinien wyjść, bo zamaskowany obcy, akurat jak dla niej miał najmniej do powiedzenia w tej sprawie. To była sprawa wyłącznie między nią i Aldarenem.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 173
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 dni temu

        Mitra widział, że jego ukochany niezbyt chętnie przystał na jego propozycję, ale wierzył, że to naprawdę najlepsze rozwiązanie dla niego, nawet jeśli teraz trochę bolało. Dlatego tak starał się go pocieszać pocałunkami i dotykiem - widział, że to pomagało i być może dzięki takim drobnym zachętom nekromancie udało się wywlec Aldarena z domu.
        Już na zewnątrz błogosławiony lekko się wzdrygnął, gdy jego ukochany nagle przemienił się w kruka. Zaraz jednak - by nie powiedzieć, że w lot - pojął jego intencje.
        - Dobry pomysł - pochwalił. - Prowadź - dodał, gestem zachęcając wielkiego czarnego ptaka, by leciał przodem. Na tle ciemnego nieba trudno go było czasami dojrzeć, lecz Mitra dawał jakoś radę.

        Mitra lekko przyspieszył i wszedł do budynku zaraz za Aldarenem. Za progiem przystanął, jakby stracił pewność siebie. Cholera, ile tu było ludzi. Mitra nie przypuszczał, że trafi do karczmy i co więcej, karczmy tak popularnej, że goście wpadali do niej nawet w taką pogodę. To nie było naturalne środowisko nekromanty, zdecydowanie. Nie wyglądał jednak jakby chciał uciec. Nie czuł się tu komfortowo i rozglądał się czujnie, ale nie było gorzej niż na rynku w dzień targowy.
        Źle zrobiło się dopiero, gdy doszło do kontaktu z kelnerkami. Mitra rozumiał prawa rynku i nie oburzał się na to, że były to dziewczyny młode i ubrane w tak przyciągający wzrok sposób, ale niech to, krew się w nim gotowała, gdy widział jak ta barmanka trzepotała rzęsami i pochylała się do Aldarena, gdy z nim rozmawiała. Czyżby to jego nieprzychylne spojrzenie sprawiło, że go zauważyła i zapytała z kim ma do czynienia? Oczywiście nie jego tylko wampira - logiczne, że wolała nie dzielić uwagi między lorda i jakiegoś przybłędę niewiadomej rangi. Zwykłego pomocnika.
        Gdy skrzypek spojrzał na niego porozumiewawczo, dostrzegł chłodne spojrzenie spozierające z otworów maski - tak naprawdę nie różniące się niczym od tego jak Mitra z reguły patrzył, gdy nosił maskę. Na moment jednak w oczach nekromanty pojawiło się ciepło zarezerwowane tylko dla ukochanego - był tu dla niego, nie zamierzał uciec. A wcześniejszego spojrzenia barmanki nawet nie zarejestrował - tylko te lazurowe oczy się dla niego liczyły. I to, by pomóc ich właścicielowi. Mitra kiwnął więc lekko głową i poszedł za ukochanym do wskazanego pokoju.
        Na schodach nekromanta zwrócił uwagę na mijającego ich tygrysołaka. Była duża szansa, że to był ten z opowieści, bo nawet miał złamaną rękę, ale… Niech to, jakoś by chyba zareagował na Aldarena, gdy tak się mijali w ciasnej przestrzeni? A on minął go jak pierwszą lepszą osobę. To było dziwne… Aresterra chętnie by o to zapytał, lecz nie było okazji. Po chwili stanęli przed drzwiami, które pewnie prowadziły do pokoju wampirzycy. Korzystając z okazji, że byli w korytarzu sami, Mitra uścisnął krótko dłoń swojego ukochanego, by go pokrzepić, po czym się cofnął - akurat wejście stanęło przed nimi otworem.
        Po przekroczeniu progu Mitra nie potrafił oderwać wzroku od przyjaciółki Aldarena. Dzięki masce mógł się na nią gapić bez bycia posądzonym o brak kultury – w przeciwnym razie byłoby ciężko. Była piękna. Choć nekromanta był z reguły daleki od oceniania cudzej urody i niewiele robiło na nim wrażenie, jakby nie zauważał oczywistych atutów, obok niej nie umiał przejść obojętnie. Nie by mu się podobała – nawet gdyby wykazała zainteresowanie nim, on by go nie odwzajemnił, ale niech to: ta skóra, włosy, sylwetka. Można było ją opisać wszystkimi przymiotnikami zarezerwowanymi dla pięknych, ale też silnych bohaterek książek. Nawet teraz, gdy jej suknia była przybrudzona, a gniew odbierał jej obliczu pewną część kobiecego wdzięku. Jej prezencja była kolejną igiełką, która kuła go w serce.
        Głos Aldarena wybudził Mitrę z jego obserwacji. Już wcześniej nie chciał zaczynać pierwszy, bo nie przyszedł tu jako rodzic tłumaczący swoją pociechę przed sąsiadem, któremu ta zbiła okno, a jako wsparcie dla ukochanego. Nie spodziewał się jednak, że słowa skrzypka zostaną tak szybko zduszone przez jego przyjaciółkę. Nekromanta zaraz ponownie wbił w nią czujne spojrzenie. Jej słowa były raniące – dla niego, a co dopiero dla Aldarena. Był przekonany, że jego ukochany nie zasłużył sobie na takie zjadliwe uwagi. Gdyby to od niego zależało, już dawno przerwałby tej zdzirze i dobitnie wyraził co o tym wszystkim myśli. Byłaby awantura jak nic, a on jako byle jaki nekromanta w obliczu wpływowej wampirzycy byłby na z góry przegranej pozycji, ale co tam – przynajmniej kłóciłby się z nią święcie przekonany o swoich racjach. Wiedział jednak, że to by nie pomogło jego ukochanemu, byłoby jak dolanie oliwy do ognia, który w końcu strawiłby łączący tych dwoje most. Nie by w tej chwili nie był on już prawie doszczętnie spalony, ale była jeszcze szansa – w mniemaniu niebianina – by go odbudować. Ingerencja w jego stylu nie zostawiłaby już takiej możliwości.
        A jednak ledwo dał radę. Jak ona mogła porównywać Aldarena do Fausta? To były dwie zupełnie różne osoby, jak dwie strony tego samego medalu. Faust był wyrachowanym skurwielem, który pogrywał jak chciał, Aldaren zaś miał dobre serce, ale był po prostu zagubiony. Musiał się odnaleźć, poradzić sobie z własnymi demonami, które w przeciwieństwie do tych dręczących nekromantę niszczyły również to, co było wokół skrzypka, a nie tylko jego samego. Żeby można było z nimi walczyć potrzebne było wsparcie, a nie odtrącenie. Mitra po ledwie kilku dniach znajomości zauważył, że jego ukochany to nie jest osoba, która radzi sobie sama. Nie by był niesamodzielny, ale wsparcie i obecność bliskich mu osób dawały mu siłę. Nie można było go tak odtrącać. I nie można go było porównywać z Faustem.
        Choć Mitra stał spokojnie, dłonie schowane w przydługich rękawach zaciskał tak mocno, że aż bielały mu knykcie i całe ramiona drżały. Trochę się rozluźnił, gdy kątem oka dojrzał postawę swojego ukochanego. Biedak, stał taki skulony i pokonany. Mitra tak bardzo chciałby go wesprzeć - chociaż złapać go za rękę, zapewnić, że wcale nie jest tak jak ona mówi. Przyszedł tu, by jakoś mu pomóc, ale póki co nic w tym kierunku nie zrobił… Ale co miał zrobić? Mógł przerwać tej babie i wdać się z nią w dyskusję, ale to by nie pomogło. Niech to, gdyby chociaż Aldaren na niego spojrzał, może dotarłoby do niego, że Mitra nie popiera jej zdania, że on jest inny i on go nie odtrąci tylko pomoże.
        Dyskutowałby jednak z miłą chęcią - był bardzo ciekaw na jakiej podstawie ta kobieta deptała marzenia jego ukochanego. Arogancka wampirzyca, pewnie nawet nie interesowało ją to co działo się ze śmiertelnymi mieszkańcami tego miasta. Dobierała sobie pracowników z tych lepszych kręgów, to było widać tam na dole. To nie był lokal, do którego chadzali zwykli ludzie. Być może również Mitra nie mógłby tu wejść, gdyby nie stanowił cienia wampirzego lorda. Dlatego właścicielka takiego miejsca nie mogła oceniać tego, co robił Aldaren - nie znała realiów. Mitra bardzo chciałby jej to uświadomić, ale znowu jedynie zacisnął zęby, by nie zaszkodzić ukochanemu.
        Poza tym odeszła mu ochota do kłótni - wystarczyło jej zapewnienie, że skrzypka nie spotkają żadne konsekwencje jego zachowania. Straż spławiona, tygrysołak z wyczyszczoną pamięcią - lepiej być nie mogło. Po Mitrze widać było, że naprawdę poczuł ulgę - odrobinę zeszło z niego napięcie. Choć kto by tam na niego patrzył i interesował się jego emocjami w tym momencie. Najważniejszy był Aldaren, bo to jego dotyczyło.
        Choć wampirzyca „skończyła audiencję” i być może obaj mieli przeprosić, pożegnać się i wyjść, Mitra nie zamierzał się do tego dostosować. Korzystając z tego, że ona była odwrócona do nich plecami, zerknął na ukochanego, jakby chciał go przeprosić za to co zrobi, delikatnie uścisnął jego ramię by dodać mu sił, po czym postąpił krok do przodu.
        - Moja pani – odezwał się do wampirzycy, by zwrócić na siebie jej uwagę. Wątpił, by zaszczyciła go spojrzeniem, bo w końcu była dobrze sytuowaną damą, a on jakąś dziwną przybłędą, ale gdyby chociaż odruchowo na niego zerknęła, ukłonił się. W sumie to liczył, że jednak poświęci mu uwagę, a nie, że będzie gadał nadaremno, bo swoje i tak zamierzał powiedzieć.
        - Dziękuję za okazaną łaskę. W imieniu lorda, ale przede wszystkim w swoim - zaczął, podkreślając w ten sposób swoją wdzięczność, aby Ren mógł jakby co dodać coś od siebie i żeby nie wyszło, że gadał za niego jakiś pośrednik. - Chciałbym wyrazić swoją wdzięczność, moja pani. Gdyby twój pracownik potrzebował pomocy medyka, służę swoimi umiejętnościami na całej linii, jestem specjalistą od urazów. I gdybyś ty, pani, potrzebowała wzmocnienia, również jestem do twych usług.
        Chyba wszyscy wiedzieli co Mitra miał na myśli, składając propozycję wampirzycy. Wiadomo, że na nich żadna medycyna śmiertelnych nie działała, ale był pewien “eliksir”, który był dla nich remedium na wszystko - krew. Tak, błogosławiony był jej wdzięczny na tyle, żeby nadstawić dla niej nadgarstki, lecz to nie tylko o to mu chodziło. Liczył, że taką ofiarą trochę ją ugłaska przed tym, co jej wkrótce zasugeruje.
        - Ośmielę się jednak prosić, byś przemyślała, moja pani, jeszcze raz swoją decyzję i dała lordowi szansę. Ostatnią szansę. Tym razem to ja obiecuję, że to się więcej nie powtórzy, zamierzam tego dopilnować osobiście. Wasza przyjaźń zasługuje na tę ostatnią szansę.
        Mitra czuł się trochę jak szmata, gdy to wszystko mówił, a słowa wydawały się tak cholernie gorzkie, choć brzmiały, jakby mówił je z głębi serca. Kłamał, w dość wyrachowany sposób grał. Tak naprawdę nie chciał, by Aldaren podtrzymywał znajomość z tą kobietą. Był zazdrosny. Cholernie zazdrosny. I nawet nie wiedział jakim cudem mówił w tak opanowany sposób, choć tak bardzo chciało mu się płakać. Gdy odpuścił mu stres związany z tym, że jego ukochany miałby trafić do aresztu, w mgnieniu oka dopadła go zazdrość. Miał przed sobą jego przyjaciółkę – piękną, wpływową wampirzycę, o której do tej pory nie wiedział. I nie byłoby w tym niczego złego, wszak Aldaren nie był zobowiązany dostarczyć mu listy wszystkich swoich znajomych z urodą ocenioną w skali od 1 do 10, gdy tylko zostali parą. Jednak to, że chodził do niej i o tym nie wspominał, na dodatek odwiedzał ją po to, by się pożywić… Nikt nie powinien winić Mitry za to, że sobie to wyobrażał, choć były to wizje bardzo bolesne. Usta jego ukochanego na jej szyi, ramiona wokół talii… Mitra naprawdę poczuł się zdradzony. Za bardzo jednak kochał skrzypka, by teraz zrobić mu scenę i się go wyprzeć. Nie mógł odebrać mu poprzedniego życia, a do niego należeli również starzy przyjaciele. Na pewno lubił chodzić do tej karczmy - atmosfera tego miejsca była żywa i z pewnością przyjemna, Aldaren mógłby tu chodzić od czasu do czasu odpocząć, spotkać się z przyjaciółmi. Potrzebował tego - i tego miejsca i tej wampirzycy. Mitra był gotów mu to dać, bo choć cierpiał, szczęście skrzypka było dla niego z pewnością ważniejsze.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość