Mauria[Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Re: [Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Post autor: Aldaren » 2 tygodnie temu

        W prawdzie powinien mieć więcej zaufania do Mitry i nie bać się praktycznie wszystkiego co z nim związane, ale łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Kwestie bliskości i intymności podchodziły o ile nie pod temat tabu w tym domu i względem tego mężczyzny, to na pewno były to nie łatwe tematy dla blondyna. W sumie dla Aldarena też, bo nie był przyzwyczajony do rozmawiania o tego typu rzeczach. A tu, teraz miał opowiedzieć ukochanemu swój wstydliwy sen, co prawda chodziło o tę część, w której zmienił się w koszmar, ale to nie zmieniało faktu, że bał się tego co powie lub pomyśli o nim błogosławiony, gdy tylko się dowie o czym wampir śni nocami. Aż się zaczął zastanawiać, czy sen jest mu w ogóle do czegoś potrzebny. Był nieumarłym, nie musiał odpoczywać, zwłaszcza, że energię potrzebną do życia i dzięki której miał siły by choćby czarować pochodziła z krwi żywych istot. Podczas podróży do Trytonii i z powrotem praktycznie nie sypiał i nic mu specjalnie nie było. W prawdzie noc się niemiłosiernie dłużył i różne dziwne myśli go nachodziły, ale czy nie było to czasem lepsze od tego zażenowanie jakie teraz choćby odczuwał?
        Na szczęście Mitra okazał się być bardziej wyrozumiały i skupiony wyłącznie na konkretach, w przeciwieństwie do tego co z góry zakładał krwiopijca, i zamiast bury okazał nieumarłemu wsparcie. Przez moment zdawał się mocno nad czym myśleć, co objawiło się dość niepokojącym wyrazem jego twarzy, chyba nie było to nic miłego. Aldarena kolejny raz kusiło, czy nie wykraść ukochanemu z głowy tych myśli i ich jakoś nie zablokować, czy rzucić w niepamięć, ale nadal nie był przekonany co do tego typu naruszenia prywatności i intymności blondyna, nawet jeśli miałoby to być wyłącznie dla jego dobra. Po prostu mocno wierzył... chciał mocno wierzyć w to, że gdyby było to coś ważnego, co dotyczyło by również i wampira, Mitra sam by się z nim tym podzielił, a skoro nawet nic nie napomknął, znaczy, że to nie było czymś istotnym. Co prawda już kilka razy znalazł się w tej sytuacji, za każdym myślał to samo, okazywało się po tym, że jednak jego ukochanego coś poważnie dręczyło i dowiadywał się o tym dopiero po fakcie, albo pod wpływem własnego nacisku. I nigdy nie było to czymś nieważnym. A mimo to Aldaren nadal chciał wierzyć, że Mitra sam mu się wygada w razie czego. Pragnął mu zaufać, bo blondyn zasługiwał być obdarzony zaufaniem.
        Po dłuższej chwili w końcu się odezwał, lecz nie zdążył dokończyć swej myśli, bo Aldaren skutecznie go uciszył swoim czułym gestem. Ale Mitra zdawał się tego pragnąć. W końcu sam się nastawił, nie wyrażał żadnego sprzeciwu i był zrelaksowany, a nie spięty, a jak wtedy, gdy Aldaren go przytulił. Nie specjalnie rozumiał co chciał powiedzieć jego ukochany, co zaprzątało jego myśli po całej wypowiedzi wampira, ale miał wrażenie, że dobrze się stało, iż mu przerwał. Może i nie było to grzeczne ze strony nieumarłego, ale obecnie nie miało to dla niego znaczenia, liczyła się tylko bliskość ukochanego.
        - Wybacz... - mruknął nieco skruszony. W sumie rzeczywiście przeginał. Nie ta cholerna zupa była obecnie najważniejsza, a do tego była tym bardziej denerwująca, że robiła za dobrą wymówkę i sposób na ucieczkę od niewygodnych tematów. Może i był dorosły, może i miał te pięćset lat na karku, ale najwidoczniej nadal zachowywał się jak dziecko. Poczuł się głupio uświadamiając to sobie.
        - Dobrze nie będę się kłócił, nie o czosnek - zgodził się z blondynem, w tej kwestii odpuszczając, bo naprawdę nie było sensu na tym polu toczyć batalii. Zaraz słysząc tłumaczenia błogosławionego zaśmiał, się, zwłaszcza po usłyszeniu do czego i kiedy zostanie użyty czosnek. Szybko jednak opanował rozbawienie i spojrzał na lubego z miłością w lazurowych oczach. To co właśnie Mitra powiedział było niezmiernie piękne i ogrzało zimne serce nieumarłego. Miło było słyszeć, że niebianin wolałby się do wampira przytulić w ramach ogrzania się niż zjeść coś rzeczywiście rozgrzewającego.
        Obserwował uważnie to, jak Mitra sięga do swojej twarzy i zaraz postąpił niby w ślad za nim, przykładając do jego policzka swoją własną rękę, po prostu nie mógł się oprzeć temu niecodziennemu widokowi jakim były rumieńce na twarzy bladolicego niebianina.
        - Wydawało mi się, że magią ognia miałem tylko osuszyć swoje ubranie - odparł na jego zaczepkę, gładząc go po policzku i zaraz odjął od jego skóry swoją ochładzającą się powoli dłoń (mimo tego ile krwi Nihimy wypił, wrócił do kamienicy całkowicie przemoczony, nie wspominając o tym, że dość poważnie mu się zmarzło, nie powinno wiec dziwić, że szybciej niż na przykład wczoraj zaczął wytracać ciepło, które rozlało się po jego ciele wraz z wypitą krwią). Nie tracił jednak ciepłego, pełnego czułości uśmiechu z twarzy.
        - Wiesz... wspominałeś, że jesteś zmęczony, że zaklinanie manekinów szło jak po grudzie... Nie chcę ryzykować tym, że się skaleczysz albo poparzysz. To pierwsze chyba gorsze, biorąc pod uwagę obecność krwiopijcy pod jednym dachem - zaznaczył mało subtelnie, ale mimo to obdarzył ukochanego troskliwym spojrzeniem. - Kocham cię, a przez to twoja krew jest dla mnie niczym ambrozja, największy na Łusce narkotyk... Nie chcę po prostu byś stał się moim pożywieniem. Nawet teraz, gdybyś się choćby skaleczył ciężko byłoby mi się powstrzymać i o ile nic bym ci nie zrobił, mógłbym być niemiły, a nie chce cię do siebie w żaden sposób zrazić - powiedział może nieco chaotycznie, ale i tak bardziej poukładane to było w słowach, niż w jego głowie. - Nie mniej z twojego towarzystwa z chęcią skorzystam i obiecuję uczynić cię swym młodszym szefem kuchni, gdy tylko będziesz w lepszej formie. Co ty na to mój najdroższy Mitro? - zapytał rześko, zerkając na niego łobuzersko. Nie wyglądał przez to jakby chciało mu się myśleć o gotowaniu zupy. Był po prostu skupiony na swoim rozkosznym może nieco chuderlawym, ale dla niego najwspanialszym na całym świecie, blondynie.
        - Cóż... - mruknął i się zastanowił. Widać po nim było, że mimo podjętego tematu był dużo spokojniejszy, choć pod względem humoru bardziej spoważniał. - Biorąc pod uwagę miesięczną przerwę, gdy byłem w drodze do Trytonii, to od mojego powrotu tutaj, gdy znów zacząłem sypiać. Ale jeśli chodzi o ogół to stały się częstsze i bardziej nasiliły przed kilkoma miesiącami. O ile mogę to tak powiedzieć, bo naprawdę skupiać się na tym by pójść spać, zacząłem dopiero, gdy ugościłeś mnie pod swym dachem - wyjaśnił i podrapał się po głowie zakłopotany, bo mogło się to nie wydawać zbyt pocieszające dla Mitry. - Jestem jednak nieumarłym, nie potrzebuję snu by zregenerować siły, więc w sumie problem rozwiązany - spróbował załatwić to polubownie w ten sposób.
        - Zamknij proszę oczy, mój najdroższy jeśli mi ufasz - poprosił łagodnie, zbliżając się o krok do niego. Dał ukochanemu chwilę, by po chwili delikatnie ująć jego policzek i złożyć delikatny, nawet nie natarczywy i uwodzicielski pocałunek na jego ustach. - Wszystko będzie dobrze jeśli tylko ty będziesz obok szczęśliwy i bezpieczny, nic poza tym się dla mnie nie liczy - mruknął stojąc chwilę przed nim, opierając swoje chłodne czoło o jego rozgrzane, niemalże jak w gorączce.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 164
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 tydzień temu

        Aldaren zdaje się, że chociaż odpowiadał na pytania Mitry i to w sposób całkiem wyczerpujący, to jednak nie chciał o tym rozmawiać, bo za każdym razem, gdy kończył daną kwestię, szybko znajdował temat zastępczy. Albo tak jak teraz – dosłownie zamykał mu usta. Pocałunkiem, to było akurat bardzo miłe, ale jednak… Nekromanta nie wiedział czy wolno mu pytać, czy powinien drążyć. Chciał, bo miał nadzieję pomóc ukochanemu sobie z tym poradzić, ale nie chciał go przy tym ranić. Nie wiedział, która krzywda będzie dotkliwsza… Poniekąd też przez to tak chętnie zgodził się na pocałunek: nie musiał podejmować decyzji. To, że strasznie pragnął tej czułości, było oczywiście nadrzędne. Poczuł dużą ulgę… Choć nadal w jego sercu tkwiła całkiem spora drzazga wstydu, strachu i dyskomfortu po tym co niedawno miało miejsce. Aldaren był gotów tak łatwo z niego zrezygnować, zasłaniając się jego dobrem i nawet nie pytając go o zdanie…


        Mitra od razu zwrócił uwagę na ten dobór słów. Spojrzał na Aldarena wzrokiem, który nie pozostawiał co do tego złudzeń, ale słowem się nie odezwał. Zostawił sobie cwaniak furtkę, by móc dyskutować na innych polach. Na przykład w kwestii tego czy błogosławiony może mu pomóc przy gotowaniu. Całe szczęście wcześniej zdołał odwrócić jego uwagę czym innym.
        - Ty nie potrzebujesz magii ognia by doprowadzić mnie do tego stanu - odparł niemal natychmiast Mitra, gdy Aldaren użył tego żartu. Jakby pod wpływem jego dotyku natychmiast spojrzał wampirowi w oczy. Ciepło, jakie w nich dojrzał, było silniejsze od magii ognia i niebianin poczuł irracjonalny dreszcz. Zrobiło mu się wstyd. Jego własne ciało tak go zdradzało na każdym kroku…
        No i stało się, wampir skorzystał ze swojej furtki. Mitra wyglądał na trochę zawiedzionego tym, że nie będzie mógł gotować z Aldarenem. Lubił to, wydawało mu się, że przez taką wspólną pracę zbliżali się do siebie. Skrzypek miał jednak logiczne argumenty, z którymi trudno było się kłócić. Fakt, błogosławiony był zmęczony i rozkojarzony, mógłby się łatwo zaciąć albo coś wylać niechcący. Więcej by było z tego powodu kłopotów niż przyjemności… Dlatego Mitra był skłonny odpuścić. Jednak widać było, że przez moment wcale nie to zaprzątało jego myśli. Na wieść o tym jakie działanie mogłaby mieć na Ala jego krew aż podniósł na niego zaskoczone, iskrzące jak w gorączce spojrzenie. Nie wiedział co myśleć ani o tym wyznaniu, ani o dreszczu, który go przeszedł. Tyle razy Aldaren miał do czynienia z jego krwią nim jeszcze byli parą, tyle razy widział go rannego… No i przede wszystkim gdy sam był ranny, on się pociął, by go napoić. Aż dziw, że skrzypek nie poczęstował się wtedy bardziej szczodrze - w końcu Mitra prawie go błagał, by pił. I tak naprawdę teraz też nie miałby nic przeciwko, bo… Nieraz jego wyobraźnia płatała mu figle w tej kwestii. I nieraz robiło mu się dziwnie przyjemnie, gdy o tym myślał. Przecież wtedy, gdy Aldaren porównał go do kurczaka strasznie się nakręcił, a tamtej nocy, gdy spijał krew z jego nadgarstka aż ledwo się powstrzymał. O na Prasmoka, Mitra poczuł się jak jakiś zboczeniec…
        Jedna myśl stanowiła jednak otrzeźwienie. To, że jego ukochany już kiedyś wbił kły w jego szyję. I że to wcale nie było przyjemne. Błogosławiony czuł wtedy ból, upokorzenie, strach i gniew, ale na pewno nie przyjemność. Fakt, maltretował później własną ranę, nie pozwalając jej się zasklepić, ale to przez jego masochistyczne skłonności - dzięki temu łatwiej było mu się skupić.
        - Och, dobrze, niech ci będzie - mruknął. Ledwo się ocknął ze swoich myśli, by usłyszeć pytanie Aldarena i na nie zareagować. - Tym razem niech będzie po twojemu - dodał, by ten sobie nie myślał, że od tej pory zawsze będzie mu szło tak łatwo. Po prostu jego argumenty były sensowne… I przypadkiem (zapewne) użył argumentu, który Mitrę zupełnie rozbroił. I długo nie pozwolił o sobie zapomnieć.

        Mitra lekko uniósł brwi w zaciekawieniu, gdy Aldaren poprosił go o zamknięcie oczu. Poczuł, że to kolejny wybieg, aby nie rozmawiać o jego bezsenności, ale tym razem w końcu uznał, że jego ukochany naprawdę nie chce o tym mówić i lepiej odpuścić, nieważne jak bardzo chciałoby się kontynuować, oczywiście z dobrymi intencjami. Błogosławiony zaraz dostosował się do jego słów i opuścił powieki. Najwyraźniej jednak spodziewał się co nastąpi, bo odrobinę wyszedł ukochanemu naprzeciw, nadstawił usta do pocałunku gdy tylko poczuł jego dłoń na policzku. Subtelność jego gestów była miła, lecz… W głowie nekromanty nadal szumiało, nadal czuł niepokój. I być może gdyby Aldaren na tym poprzestał, Mitra nadal byłby tak paskudnie spięty i niedotykalski. Kolejne słowa skrzypka i jego czułe objęcia sprawiły, że błogosławiony nagle jakby przejrzał na oczy. Dosłownie i w przenośni, bo zaraz też rozchylił do tej pory zamknięte powieki.
        - Podoba mi się, gdy to robisz... - wyznał szeptem, lekko trącając jego nos swoim nosem. Niby co było miłego w tej powtarzającej się co jakiś czas prośbie o zamknięcie oczu, ale jednak… Dla Mitry była to oznaka czułości, która dawała mu przyjemne uczucie tego, że jego zdanie się liczy, że ma jakieś panowanie nad ich bliskością i jeśli nie będzie czuł się komfortowo, zawsze może się nie zgodzić. Aldaren naprawdę o niego dbał, liczył się z nim i chciał dla niego dobrze. Kochali się. Nie powinien tak zapędzać się przy nim w paranoję, bo kto jak kto, ale on go nigdy nie skrzywdzi.
        Przy tej interpretacji uparcie ignorował fakt, że kiedyś Aldaren i tak nie pozostawił mu wyboru, bo naruszył jego strefę osobistą nie czekając aż zamknie oczy… Ale to była zupełnie inna sytuacja, a jej zakończenie okazało się być bardzo szczęśliwe dla obu, mimo wcześniejszego stresu, gniewu i kłótni. Tymczasem teraz to wystarczyło, by Mitra trochę się rozluźnił i przestał tak histerycznie pilnować, aby nie pokazać żadnego fragmentu nagiej skóry. Przypomniało mu, że jest z kimś naprawdę dla niego ważnym i komu już zaufał tak bardzo jak nikomu innemu wcześniej.
        - Kocham cię, Ren - szepnął. Ujął twarz skrzypka obiema dłońmi i jeszcze raz go pocałował, z wyraźnie większym zaangażowaniem niż do tej pory, choć nie można było nazwać tego namiętnością. Skończył z westchnieniem i jeszcze czule pogłaskał skrzypka po policzku nim wysmyknął się z jego ramion. Nie musiał zachęcać Aldarena do zajęcia się gotowaniem - porozumieli się samymi spojrzeniami, że koniec pieszczot i pora wziąć się do pracy. Mitra posłał ukochanemu ostatnie czułe spojrzenie i poszedł do stołu, aby tam usiąść i mu nie przeszkadzać. Nie usiedział jednak długo, nawet nie zaczął żadnej rozmowy, gdy przyszło mu coś do głowy. Nie chciał przez cały ten czas siedzieć za plecami Aldarena i nie móc na niego patrzeć. Wstał więc z zajmowanego krzesła i podszedł do krzątającego się ukochanego. Zapytał, czy czegoś mu nie podać i jeśli faktycznie dostał coś do zrobienia, to się tym zajął. Później zaś odgarnął kilka rzeczy z blatu niedaleko jego stanowiska i lekko podskoczył, by tam usiąść. Spojrzał na Aldarena zadowolony, że wpadł na ten pomysł.
        - Teraz mogę widzieć twoją twarz - wyznał. Jego spojrzenie jednak zamiast skupić się na obliczu ukochanego, szybko przesunęło się z góry na dół i z powrotem.
        - Jak twoja rana? - upewnił się. - Ekhm… Nie naruszyłem jej, gdy tak tobą szarpałem? Przepraszam, byłem w amoku i nie pomyślałem o tym…

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 tydzień temu

        - Jesteś pewien? - zapytał z udawanym zaskoczeniem w głosie. Jedynie w głosie. Twarz wykrzywiał mu iście chochliczy uśmieszek. - Bo wiesz, ja nic nie robię. Co najwyżej gotuję - rzucił niewinnie. Zaraz się jednak zastanowił, a po tym skrzywił jakby się zastanawiał nad faktycznym użyciem magii ognia na nim by osiągnąć zamierzony efekt i widać po nim było, że raczej wnioski do jakich doszedł mu się nie spodobały. W tym momencie oczywiście jedynie żartował, bo nie zamierzał traktować ukochanego swoją magią. Nigdy i niezależnie od sytuacji. Po prostu nigdy.
        Chociaż... Przypieczony Mitra z chrupiącą skórką mógłby smakować całkiem wyśmienicie... To tylko żart!
        Spojrzał niby przypadkiem gdzieś w bok, lekko się rumieniąc przez swoją durną myśl, a po tym to spojrzenie Mitry... I jeszcze - zaraz! Czy właśnie zadrżał lekko? Ale... I jak tu się mu oprzeć? Uśmiechnął się do niego czule i pogładził delikatnie po włosach, nim odmówił asysty nekromanty przy wspólnym kucharzeniu. Nie miał pojęcia, że w zależności od swojej decyzji podjętej w tym temacie Mitra miał obmyślony jakiś misterny, daleko idący plan. Wampir po prostu kierował się troską o ukochanego i czysta logiką. No dobra... chodziło tylko o troskę.
        Podczas swojego wykładu na temat krwi niebianina i tego jaki ta konkretna mogła mieć wpływ na skrzypka, starał się w ogóle nie myśleć o... tym incydencie, gdy pierwszy raz napił się krwi błogosławionego. Wolał mieć w pamięci dużo przyjemniejsze wydarzenia, jak choćby to, jak jego partner się uśmiechnął kilka dni temu. Jakieś niechciane fragmenty mimo najszczerszych starań wtoczyły swoją truciznę do jego głowy, ale nie było to coś z czym nie byłby w stanie sobie poradzić, albo co sprawiło by jakiekolwiek kłopoty. Po prostu cień kilku nieprzyjemnych kadrów z tamtej chwili i to wszystko.
        Odpowiedź Mitry jednak wystarczyła by ostatecznie przepędzić i te niewyraźne, niechciane widma. Co prawda wywołując zaskoczenie i niedowierzanie na nieumarłym licu pójściem mu na rękę, ale jednak przegonił. W sumie do tego zestawu wypadałoby dodać również lekkie niezdecydowanie, bo przez odpowiedź niebianina, nie miał najmniejszego pojęcia czy podejrzewać jakiś podstęp z jego strony, czy lecieć po jakieś wyborne wino i świętować, czy może jednak uciec do pokoju, zaszyć się w kącie i rozpłakać, bo ktoś zabrał mu marudnego i niedostępnego Mitrę, podmieniając na to coś zgadzające się z nim. Choć... czy obecna ugoda nekromanty i jego ogólny humor, nie były czasem spowodowane tym jak był zmęczony, albo jak parszywy był ten dzień? To w sumie miałoby sens. W takim wypadku powinien więc się cieszyć z takiego stanu i korzystać póki mógł, kto wie kiedy następnym razem błogosławiony się z nim zgodzi. Mogło to przecież nastąpić dopiero za sto lat, spowodowane zamarznięciem Czeluści Piekielnych. A może już zamarzły?
        Nie ważne co było powodem zgody Mitry na odmowę wspólnego gotowania z Aldarenem, ale wampir miał na to idealnego asa. W sumie prośba o zamknięcie oczu i to co następowało po tym była raczej uniwersalnym asem na wszystko, ale skoro nie było to nadużywane, a teraz jakby nie patrzeć bardzo się wampirowi przyda, bo zakończy problematyczny problem, to czy nie można go uznać za idealny?
        Aldaren uniósł delikatnie kąciki ust w uśmiechu, gdy dostrzegł, jak zniecierpliwiony jest jego partner i wychodzi na przeciw z otrzymaniem oczekiwanego pocałunku. Aż go korciło by zrobić nekromantę w konia albo się z nim nieco podroczyć, ale zaraz doszedł do wniosku, że nie byłby to najlepszy pomysł po ich drobnej awanturze chwilę temu. Nie było sensu przeginać i nadużywać cierpliwości ukochanego.
        - Naprawdę? - zapytał zaczepnie, niemalże mrucząc przy tym jak kot. - W takim razie mógłbym to robić choćby i przez całą wieczność - dodał i zaraz śmielej objął partnera, delikatnie go przytulając do siebie. Już niemal naturalnie przychodziło mu zostawianie w swoich objęciach możliwości drogi ucieczki dla blondyna, gdyby coś było nie tak. O ile jeszcze kilka dni temu musiał się pilnować i o tym pamiętać, o tyle teraz samo się to robiło, nie musiał się na tym skupiać aż tak bardzo i nawet nie myślał o tym by przytulić go mocniej. Chyba rzeczywiście musieli się po prostu siebie nawzajem nauczyć, a raczej nadal muszą, bo przecież parą byli jeszcze nawet nie tydzień.
        Słysząc wyznanie miłości niebianina, uśmiechnął się i już nabrał powietrza by z prawdziwym oddaniem w oczach odwzajemnić mu się również tymi pięknymi słowami, lecz teraz to Mitra skutecznie zamknął mu usta, pocałunkiem, od którego niemalże miękły nieumarłemu nogi. I jak tu nie kochać tego mężczyzny? Przyłożył dłoń do jednej z jego, ujmujących twarz wampira, spojrzał mu z czułością w oczy, jakby samym spojrzeniem chciał mu przekazać jak wielką miłością darzył go krwiopijca i puścił ukochanego, widząc jego niemą prośbę o powrotu do gotowania. Może normalnie nie mógłby się pogodzić z tym przerwaniem czułości, ale po pierwsze jego partnerem był Mitra, któremu należała się wyrozumiałość w przerywaniu przyjemnych chwil, po drugie Aldaren już swój limit na przeginanie i doprowadzanie niebianina do szału już dzisiaj wyczerpał. Poza tym obiecał przecież, że da partnerowi możliwość samodzielnego decydowania co, gdzie, kiedy i jak długo. Nie było w sumie pośpiechu, bo i tak robili postępy, i to na warunkach Mitry... No, przeważnie na warunkach Mitry.
        - Też cię kocham Mitra, nie dałeś mi dokończyć! - rzucił z wyrzutem, ale widać było, że nie miał tak naprawdę tego niebianinowi za złe. Śmiał się a to był najlepszy dowód, że się jedynie obecnie droczył z nim. Zerknął przez ramię na zajmującego grzecznie miejsce przy stole partnera, po tym jak wampir nie był w stanie znaleźć mu żadnego zadania przy sobie, i zaraz przystąpił do kucharzenia.
        Długo sobie nie pogotował, bo zaraz doszedł go dźwięk odsuwanego krzesła, kierujące się w jego stronę kroki i już po chwili widział kątem oka siedzącego na blacie obok blondyna. Odłożył na swoje stanowisko pracy ledwo wyciągniętą deskę do krojenia i spojrzał na ukochanego z zaskoczeniem, niedowierzaniem i rozbawieniem. Słysząc jednak jego tłumaczenia nie mógł powstrzymać swojej wesołości.
        - Jesteś niemożliwy - przyznał przez śmiech skrzypek. Przeciągnął się i zaraz odetchnął biorąc do ręki nóż z zamiarem pokrojenia wspomnianej dymki. Niestety katem oka wciąż widział bok, pośladek i udo lubego... Jak on do cholery miał się teraz skupić na gotowaniu w takich warunkach?!
        Kilka razy przymierzał się do pokrojenia cebuli, lecz nie będąc pewnym czy nie przejedzie sobie po palcach, odłożył na ten moment nóż i w pełni skupił uwagę na ukochanym. A przynajmniej na czas odpowiedzi na jego pytanie.
        - Wiesz... w sumie to o niej zapomniałem - wyznał z roztrzepaniem i nieco zakłopotany podrapał się zaraz po karku, obawiając się bury za swoje zapominalstwo. Odsunął się krok może dwa od swojej części blatu i uśmiechnął do blondyna, stając na przeciw niego. - Nie masz za co przepraszać, bo to ja cię wkurzyłem, więc wina leży po mojej stronie. Nie poczułem żadnego dyskomfortu, rana w żaden sposób nie dała o sobie znać, nie zaprotestowała - zapewnił i zaraz dla potwierdzenia, zaraz chwycił brzegi swojej koszuli, by ją podciągnąć do góry niemal do połowy torsu, by spojrzeć na ranę. Po tej nie było praktycznie śladu, prócz jasnej, ledwo widocznej blizny i zarośniętych szwów. O ile sama rana nie była powodem do paniki i wyrzutów sumienia Mitry, o tyle już te szwy... No cóż, nie było pocieszającym, że się zrosły w jego ciele. Może i nic by mu przez nie nie było jakby tak sprawę zostawić, w końcu zakażenie czy jakieś inne komplikacje mu nie groziły z faktu bycia wampirem, ale jednak wypadałoby mimo wszystko się ich odpowiednio pozbyć. Nie wyglądały przecież zbyt apetycznie.
        - Widzisz... nie ma rany - mruknął z zakłopotanym rozbawieniem szybko opuszczając koszulę. Nie spodziewał się takiego widoku i bał się, że Mitra zaraz zacznie szaleć i wydziwiać, by już teraz, zaraz, natychmiast wyjąć mu te szwy choćby i z użyciem tasaka. Aż zadrżał na tą makabryczną, choć irracjonalną wizję przyszłości.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 164
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 1 tydzień temu

        - To wystarczy! - odparł niemal natychmiast Mitra. I miał na myśli to “nicnierobienie”, a nie gotowanie. Sama jego obecność wystarczyła czasami, aby wprawić błogosławionego w nastrój, którego ten nigdy wcześniej nie doświadczył i obudzić pragnienia, których nigdy wcześniej nie miał. To czasami nekromantę przerażało, bo nie wiedział jak interpretować sygnały wysyłane przez własne ciało i czy to co czuje jest w ogóle stosowne, ale nie potrafił myśleć racjonalnie w chwilach takich jak ta. Tyle dobrego, że później nie żałował aż tak bardzo tego co zrobił - albo sam stwierdzał, że było warto, albo Aldaren go w tym utwierdzał.

        - Yhm… - mruknął Mitra dla potwierdzenia. - Ale nie rób tego za często, bo zrobi się nudne, zostaw to na specjalne okazje. Lubię, gdy mnie tym zaskakujesz - wyjaśnił, również przymilając się do Aldarena jak kot. Zabawne jak w tak krótkim czasie od krzyków i łez doszli do takiej atmosfery. Aż szkoda, że to wszystko poszło na zmarnowanie przez to jak specyficzną osobą był Mitra - choć sam inicjował pewne czułości, próg jego wytrzymałości był jeszcze zbyt nisko, by mógł dać się temu ponieść. Miał szczęście, że jego ukochany to rozumiał i miał tyle cierpliwości, by się do niego dostosować. Pytanie na jak długo tej cierpliwości starczy - ta wątpliwość często nękała Mitrę. Żałował, że nie potrafi się przełamać, by to wszystko szło szybciej… Ale to było silniejsze od niego, nieważne jak się starał.
        Mitra poczuł jak jego ukochany prawie rozpuścił się z ukontentowania w trakcie pocałunku - sprawiło mu to dużą satysfakcję. Dlatego jego oburzenie przyjął z zadowoleniem, bez cienia skruchy.
        - Wiem to, Ren - zapewnił, dając mu przy tym całusa w policzek, aby go ugłaskać. ”I jestem ci za to bardzo wdzięczny”, dodał w myślach, bo wiedział, jak trudna była to miłość, nawet gdyby wampir próbował go przekonać, że wcale tak nie jest. Wyrazem tych trudności była choćby kłótnia sprzed chwili. Aż cud, że minęła tak szybko, bo przez moment błogosławionego ogarnęły najczarniejsze myśli. Teraz było już jednak w porządku, tak jak powinno być od początku.

        Zrobił wrażenie na Aldarenie tym jak się do niego zbliżył - widział to doskonale. I był przez to troszkę z siebie dumny. Patrzył na ukochanego z nieukrywanym cwaniactwem w oczach i lekko uniesionym kącikiem ust w grymasie, który jednak nie do końca był uśmiechem. Nie odpowiedział na tą wypowiedzianą ze śmiechem naganę, ograniczył się do obserwowania. Dość szybko zwrócił uwagę na to, że Aldaren coś nie umie się skupić i co chwilę na niego zerka… Czyżby rozpraszała go jego obecność? Przecież nie robił nic, by go zaczepiać. Nie wiedział jednak, że wystarczył sam jego widok tak blisko, prawie pod ręką. Zaczął tylko zastanawiać się, czy nie byłoby lepiej jakby znalazł sobie pretekst by się trochę odsunąć, ale wtedy właśnie przypomniał sobie o ranie wampira i tym jak mogło na nią wpłynąć takie gwałtowne traktowanie podczas ich kłótni. Zapytał o to.
        Mitra zrobił odrobinę nabzdyczoną minę - taka rana to nie jest coś, o czym się tak łatwo zapomina! Był przekonany, że Aldaren bagatelizował swój stan, by go nie denerwować, a on oczekiwał szczerej odpowiedzi, by jakoś naprawić ewentualne szkody, które mógł mu wyrządzić. Błogosławiony dał jednak ukochanemu chwilę, by przemyślał swoją odpowiedź i się poprawił. Patrzył, jak skrzypek się odsuwa. Gdy stanął naprzeciw niego, nekromanta w bardzo złym, ale też ledwo zauważalnym, odruchu zacisnął kolana. Nagle sytuacja zrobiła się dla niego jakaś średnio komfortowa… Przez to nie wyglądał na ani trochę zadowolonego z odpowiedzi - patrzył na Aldarena trochę z byka. Wszystko jednak się zmieniło, gdy skrzypek zdecydował się udowodnić, że nic mu się nie stało. Mitra aż głębiej nabrał tchu. Czy musiał mówić jak bardzo to na niego działało? Jak niepokojącą mieszankę fascynacji i niepokoju czuł? Żałował, że usiadł na tym blacie - czuł się przez to ograniczony i to na własne życzenie. Ale czy chciał uciekać? Czy raczej… Przysunąć się. Niech to, Aldaren był tak pięknie zbudowany… Mitra przez moment zwrócił uwagę tylko na to - że jego ukochany stoi przed nim z gołym brzuchem i prawie gołym torsem. Dopiero po chwili jego wzrok zogniskował się na ranie, a wraz ze wzrokiem również myśli. Błogosławiony pochylił się lekko i mrużąc oczy przyjrzał się świeżej bliźnie. Wyglądała naprawdę dobrze, była cienka, miękka i gładka. Nekromanta natychmiast pomyślał, że to zasługa tych kilku butelek krwi, które Aldaren wypił w nocy - to na pewno przyspieszyło regenerację. Może wręcz za bardzo, bo teraz zdjęcie szwów będzie naprawdę nieprzyjemne i bolesne… Ale na pewno jakoś to przeżyją. Mitra postara się być bardzo delikatny.
        Aresterra dopiero po chwili zorientował się, że podczas oglądania rany swojego ukochanego pochylił się lekko i położył dłoń na jego brzuchu. Przez to gdy Aldaren już chciał opuścić koszulę, ta oparła się na nadgarstku Mitry. Błogosławiony podniósł w tym momencie wzrok na wampira, jakby ten przeszkodził mu w czymś bardzo dla niego ważnym. Ręki nie zabrał. Patrzył mu przez chwilę w oczy. Pod palcami czuł dreszcz, jaki przeszył ciało skrzypka i to go bardzo pobudziło - nie wiedział, że tego drżenia wcale nie wywołały przyjemne myśli. Później w jego oczach pojawił się dziwny błysk. Obrócił rękę, by złapać za zebraną na nadgarstku koszulę wampira i przyciągnąć go do siebie. Jeszcze przez chwilę się zawahał, jakby sam był zaskoczony tym co robi, ale nie wycofał się. Pocałował Aldarena, nadal trzymając go przy sobie za ubranie. Bezwiednie rozstawił kolana, by nie wbijać ich ukochanemu w brzuch, nie dał jednak do końca ponieść się pożądaniu, bo zamiast dołączyć do pieszczot drugą rękę, kurczowo trzymał się nią brzegu blatu. Lecz mimo to…

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 1 dzień temu

        Zachowanie Mitry wyraźnie się zmieniło i tylko ślepy by tego nie zauważył, jeśli tylko nie byłby obiektem zainteresowania niebianina w tej chwili. Aldaren nie wiedział co tak bardzo rozochociło jego ukochanego. Czy odpowiedzialny był za to ich intymny, misterny rytuał związany z zamknięciem oczu i z przyjemnym następstwem wykonania tej czynności, czy może Mitra potajemnie zdobył dostęp do przeklętego jaśminu, gdy wampir na moment stracił go z oczu? Nie miał pojęcia. Z resztą z drugiej strony czy miało to znaczenie? Jego błogosławiony wydawał się w tej chwili taki zrelaksowany i szczęśliwy, jakby ich niedawnej kłótni w ogóle nie było.
        - Oj, wierz mi. Nie dopuszczę by to zaklęcie straciło swoją magię - obiecał i zaraz się podstępnie wyszczerzył, eksponując, a jakże, swoje wampirze kły w uśmiechu, przez który jego słowa miały bliżej do "niewinnej" groźby niż przysięgi. Beztroskie szczęście w jego oczach, dodawało natomiast do tej mieszanki swoje własne dwa rueny, przez co przekaz nabierał jeszcze innego znaczenia - zwyczajnie się droczył, choć obiecał szczerze. Oj, co on by zrobił by ta chwila trwała wiecznie.

        Po jakiejś chwili, gdy wszystko się z pozoru ustabilizowało i wyglądało, jakby Mitra przyzwolił Aldarenowi na samodzielne przygotowanie, znów było coś nie tak. Niebianin dziwnie się wiercił, nie był w stanie usiedzieć na krześle przy stole, za plecami wampira nawet pięciu minut, gdy wstał i zmienił swoją lokalizację, z której miał dużo lepszy punkt obserwacyjny. Nieumarłego skrzypka, obecnie kucharza, oczywiście. Czy to Aldarenowi przeszkadzało? Nie. A przynajmniej nie w negatywnym sensie. Nie miał przecież do lubego pretensji, że się przemieścił. Ciężko mu jedynie było się skupić na gotowaniu, gdy miłość jego nie-życia była tak blisko, niemal emanująca wewnętrznym blaskiem.
        Rozluźnił się jednak nieco, gdy padło czysto profesjonalne pytanie ze strony medyka, jego zainteresowanie stanem świeżej, jakby nie patrzeć (w końcu leciał dopiero drugi dzień od ugodzenia), rany krwiopijcy. Ten odpowiedział zgodnie z prawdą, że nawet o niej zapomniał, co niespecjalnie spodobało się złocistowłosemu, lecz zaraz spieszył z dowodem na załagodzenie sprawy. Może i czuł się dobrze, ale nie takiego widoku się spodziewał. Najgorsze jednak przy tym było zmartwienie i niezbyt pozytywna ocena niebianina na ten temat, które najpewniej zaraz nastąpią.
        Ku zaskoczeniu krwiopijcy, okazało się, że nieco popłynął ze swoimi czarnymi myślami odnośnie jego anioła, czym błogosławiony go poważnie zaskoczył. Może i spodziewałby się takiej niewzruszonej postawy ze strony profesjonalnego medyka, może i spodziewałby się tego po Mitrze, wobec jakiegoś innego pacjenta, ale nie w stosunku do siebie. Przecież to był Mitra! I dla przypomnienia, nie byle kto był jego pacjentem, bo był nim wampir, któremu pozwolił spać pod własnym dachem, którego był w stanie wpuścić do swojego serca. Ta cisza ze strony nekromanty wywołała kompletny chaos w głowie nieumarłego. Uspokoił się jednak chwilę po tym jak delikatne palce niebianina dotknęły jego skóry i przesunęły po świeżej bliźnie.
        Zaraz też krew zebrała się pod skórą na bladych i zimnych policzkach grajka, oblewając jego twarz rumieńcem, gdy ten poczuł zakłopotanie z zaistniałej sytuacji. Odwrócił nieco spojrzenie i opuścił koszulę, by po chwili się uśmiechnąć przyjaźnie tym charakterystycznym grymasem pod tytułem "wszystko w porządku". Jakże wielkie było jego zaskoczenie, gdy Mitra zamiast zabrać rękę, nadal ją trzymał przy chłodnej skórze nieumarłego pod materiałem jego koszulki. I jeszcze to nabzdyczone spojrzenie blondyna, jakby co najmniej oderwał go od ważnego dla partnera rysowania czy studiowania jakiejś niezwykle ciekawej książki, na rzecz nie wartej nawet uwagi pierdoły. Aldaren zaniepokoił się i zadrżał od wizji jaka nawiedziła jego umysł. Niepokojąca wizja, że Mitra mógłby zaraz przystąpić do pozbywania się zarośniętych w ranie szwów w klimacie jak z jakiejś mrożącej krew w żyłach powieści grozy.
        To co jednak po tym nastąpiło, całkiem zbiło wampira z nóg... Takiego obrotu spraw nigdy by się nie spodziewał, nie po Mirze. Przecież to Mitra! Błogosławiony go pociągnął, a skrzypek zbliżył się do niego na miękkich nogach, tak zszokowany, że mógłby w tej chwili zostać uznanym za jakiegoś zwykłego ożywieńca, bezmyślnie przemierzającego miasto i sprzątającego ulice.
        Od pocałunku się dodatkowo jeszcze rozpłynął, wydając w usta ukochanego pojedynce, acz pełne przyjemności i zadowolenia mrukniecie. A jeszcze milej, choć bardziej nieoczekiwanie się stało, gdy kolana niebianina przestały się wbijać w brzuch wampira, a ten żeby nie upaść na nogach jak z waty, oparł się niemal że biodrami o blat, na którym ten pierwszy siedział. Jedną dłoń przyłożył do policzka partnera, delikatnie gładząc go po nim kciukiem, a drugą musiał się podeprzeć blatu, bo swojemu "sparaliżowanemu" ciału od pasa w dół średnio obecnie ufał. Na szczęście zachował na tyle przytomności umysłu, że nie oparł dłoni na udzie ukochanego, a rzeczywiście dotknął nią zimnej i twardej powierzchni kuchennego mebla, tuż obok wspomnianego uda. Ale jednak!
        - Kocham cię, mój najdroższy an... Mitro - mruknął w porę gryząc się w język. To słowo niepokojąco kusiło, by go używać wobec tego mężczyzny, ale skrzypek doskonale wiedział jak by się skończyło wypowiedzenie go... A on nie chciał kolejnej kłótni. Nie dziś, nie teraz, gdy ledwo udało im się wyjść z chyba w najpoważniejszej sprzeczce w całym ich (niedługim) związku.
        Przez moment, podczas tej cudownej chwili, zastanawiał się czy na parę uderzeń serca nie przerwać, aby sięgnąć do kieszeni swojego płaszcza, po skromny prezent dla blondyna, skryty w aksamitnym pudełeczku, lecz zrezygnował. Po pierwsze nie miał najmniejszej ochoty teraz odchodzić od niebianina, nawet na krok, po drugie... Taki prezent wymagał jednak nieco bardziej odpowiedniej chwili, w końcu nie chciał spłoszyć, zrazić do siebie nekromanty, wyjść na nachalnego czy zdesperowanego w jakimś sensie. Spojrzał czule i łagodnie w niebieskie oczy lubego, przy czym uśmiechnął się delikatnie z czystą miłością i prawdziwym szczęściem.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 164
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 21 godziny temu

        Mitra przypuszczał, że jego zachowanie spotka się… może nie z brakiem zrozumienia, raczej z niedowierzaniem ze strony Aldarena. Sam był trochę zaskoczony swoim zachowaniem, bo w życiu by nie przypuszczał, że kiedyś z kimś się tak zapomni. Oczywiście dla normalnej osoby takie pocałunki nie stanowiły żadnej ekstrawagancji, ale przecież on do niedawna nawet nie podałby nikomu dłoni na powitanie. Teraz zaś całował się ze swoim ukochanym w kuchni, samemu to inicjując. I to nie przez to, że uznał, że powinien, a przez to, że naprawdę czuł się pobudzony. Bez żadnego cholernego jaśminu, przez samo patrzenie na Aldarena i słuchanie tego co mówi. Nie zamierzał więc się wycofywać. Był na nieznanym dla siebie gruncie i trochę korciło go sprawdzić, gdzie to go zawiedzie. Obawiał się, owszem - w końcu nerwy mogły mu puścić w każdej chwili. Ale na razie było przyjemnie. Bardzo przyjemnie.
        Podejście skrzypka wiele ułatwiało. Chyba przez szok, jaki wywołało w nim zachowanie błogosławionego, poddał się mu - nie walczył, nie próbował go prześcignąć. Jęknął w sposób, który wywołał u Mitry delikatne ukłucie satysfakcji i sprawił, że jeszcze bardziej się zaangażował. Całował się coraz lepiej i sprawiało mu to coraz większą przyjemność, nad którą nie musiał się już zastanawiać. Sam westchnął, gdy już zabrakło mu tchu, ale jeszcze chwilę trwał w pieszczotach, bo szkoda było mu przerywać. Nie, gdy Aldaren był z jednej strony tak blisko, a z drugiej nadal pozostawiając mu pewien margines swobody, by sam mógł panować nad tym jak się do siebie zbliżą.
        W końcu jednak musieli przerwać. Mitra milczał, rozkoszując się jeszcze tym jak wargi przyjemnie go mrowiły po tym pocałunku i nawet nie otworzył oczu. Leniwie poprawił uchwyt na koszuli swojego ukochanego, jakby sygnalizował w ten sposób, że jeszcze ma ochotę… Ale gdy z ust wampira padła ta jedna nieostrożna sylaba, zareagował błyskawicznie. Jednocześnie otworzył powieki i podniósł rękę, którą przytrzymywał ukochanego, by palcem zasłonić jego wargi w nakazie milczenia. Spojrzał mu w oczy nadal rozpalonym wzrokiem.
        - Nie psuj tej chwili, Ren - poprosił go. Nie był zły, nie próbował zabić wampira wzrokiem, po prostu ostrzegał go na zaś. Wiedział, co jego ukochany chciał powiedzieć: “najdroższy aniele” albo ewentualnie “najdroższy aniołku”, choć na to drugie pewnie by się nie odważył nawet przypadkiem.
        Mimo rzuconego ostrzeżenia, błogosławiony zastanowił się jednak nad tą kwestią. Odruchowo mu zakazał, ale… Wcale nie czuł aż takiej złości. Niestety nie mógł się wyprzeć tego, że był półkrwi aniołem i na pewno sporo po tej rasie odziedziczył - przede wszystkim wygląd - to czułe określenie nasuwało się więc samo na myśl. Mitra nabawił się do niego urazu, bo nigdy nie było używane względem niego w pozytywnym kontekście, jednak… Aldaren nie miał nic złego na myśli. To był po prostu komplement… Może więc należało zacisnąć zęby i pozwolić mu raz - na próbę - tak się do siebie zwrócić? Może akurat będzie to miłe, bo padnie z odpowiednich ust.
        - Ja też cię kocham - odpowiedział w końcu Mitra. Oburącz ujął ukochanego za twarz i dał mu jeszcze jednego całusa, po czym pogłaskał go po policzku i w końcu go puścił. Udem otarł się o jego biodro. Nie zrobił tego umyślnie, ale też nie uciekł gdy się zetknęli, więc był to dobry znak.
        - Wieczorem postaram się wyjąć ci te szwy tak, aby jak najmniej bolało - obiecał. - Aż żałuję, że nie pozbyłem się ich wszystkich wczoraj, ale nie spodziewałem się, że tak szybko zarosną… Oboje nie mogliśmy tego wiedzieć - dodał, bo już w wyobraźni słyszał protesty Aldarena i usprawiedliwienia. - Ale spokojnie, będę delikatny - podkreślił jeszcze raz i choć nie zrobił tego specjalnie, brzmiało, jakby wcale nie mówił o wyciąganiu szwów tylko… O czymś znacznie przyjemniejszym. Doprawdy, co w niego wstąpiło? Czyżby to kłótnie i następujące po nich godzenie się tak na niego działały? Aż sam siebie przestał poznawać.
        - Już cię nie będę rozpraszał… - zapewnił Mitra, lecz zamarł, gdy usłyszał głośne pukanie do drzwi. Zerknął w tamtą stronę czujnie, nasłuchując jak manekin otwiera drzwi i ktoś coś mówi na progu. Po chwili kukła przyszła do kuchni i zapukała w swój tors, a nekromanta westchnął wywracając oczami.
        - Idę - warknął, bo wcale nie miał ochoty się z kimkolwiek widzieć. Kogo w ogóle licho niosło? W taki dzień, o tej porze? Na szklarza jeszcze za wcześnie. Aresterra jednak nie miał jak wypytać za pośrednictwem swego nieumarłego sługi kto przyszedł, więc sam poszedł to sprawdzić. Nim opuścił kuchnię, zaciągnął na głowę kaptur i założył maskę - zdawało się, że miał ich kilka pochowanych w różnych zakamarkach domu, by w razie czego zawsze móc się za nimi schować nim wyjdzie do ludzi.
        - O co chodzi? - zapytał jakże uprzejmie, gdy już szedł korytarzem w stronę wejścia do domu. Na progu stało dwóch mężczyzn w przeciwdeszczowych płaszczach.
        - Przesyłka dla pana domu…
        - To ja jestem panem tego domu - oświadczył Mitra, zaplatając ręce na piersi, jakby szykował się do konfrontacji. Tragarze w istocie wyglądali na trochę zaskoczonych i popatrywali po sobie, jakby próbowali bez słów ustalić jakiś wspólny front, lecz nekromanta nie dał im tyle czasu.
        - Co to jest? - zapytał. - Z antykwariatu?
        - Od kowala - odparł jeden z nich.
        - Wnieście i postawcie w holu.
        Tragarze wyglądali trochę niepewnie, ale widać było, że zależało im na tym, aby skrzyni jak najszybciej się pozbyć i wracać do domu, by nie wyściubiać z niego więcej nosa. Wnieśli więc pakunek do środka tylko na tyle, by dało się zamknąć za nimi drzwi i już mieli wychodzić, gdy jednak otrzepywali ręce po robocie, manekin-odźwierny wyciągnął do nich dłoń, na której leżało kilka monet.
        - Napiwek za fatygę w taką pogodę - wyjaśnił Mitra nie ruszając się ze swojego miejsca, bo od razu dostrzegł konsternację na twarzach mężczyzn. Tamci od razu odzyskali humor, mruknęli jakieś podziękowania, a następnie zgarnęli monety i pożegnali się. Kukła zamknęła za nimi drzwi, Mitra jednak już chwilę wcześniej wrócił z powrotem do kuchni.
        - Przynieśli zbroję - odezwał się do Aldarena, nadal tym surowym tonem, którym odzywał się do tragarzy. W porę jednak zorientował się w swojej pomyłce, odchrząknął i mówił już inaczej. - Chcesz ją obejrzeć? - zagadnął. Dopiero teraz zdjął z głowy kaptur i przesunął maskę na włosy. W jego oczach widoczny był błysk ekscytacji: jeśli skrzypek nie będzie zainteresowany rozpakowaniem paczki, on pewnie zrobi to sam, bo nie będzie mógł się powstrzymać.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość