Mauria[Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Re: [Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Post autor: Aldaren » 5 miesiące temu

        Zabawna uwaga Mitry na temat tego dlaczego biały futrzak miałby zostać uznany za uroczego zdawała się nie zrobić wrażenia na zdenerwowanym wampirze, lecz pocałunek w policzek... Aldaren od razu się rozluźnił i złagodniał. Wypuścił powietrze co zabrzmiało jak rozbawione parsknięcie i w sumie rzeczywiście niebianinowi udało się go nieco rozweselić. A doskonałym tego dowodem były dobrze widoczne chochliki w lazurowych oczach nieumarłego.
        Już dość rozbrajającym było użycie przez ponurego nekromantę słowa "fajny" o co nigdy by go nawet nie posądził, a tu proszę, wystarczyło, że wtargnął im do łóżka byle pchlarz, zapewne jeszcze chory na wściekliznę, by skrzypek zmienił swoje zdanie w temacie tego, czego nigdy nie usłyszy od swojego ukochanego.
        - Żabon też ma fajne uszy, a o nim nigdy nawet nie pomyślałeś, że jest uroczy jak na demona. Ktoś tu będzie ostro zazdrosny, poczekaj niech no mu o tym powiem - odparł wesoło, delikatnie drocząc się z blondynem. Grzechem przecież byłoby nie skorzystać z takiej okazji.
        Niestety dobry humor został zaraz ponownie stonowany, ale przynajmniej krwiopijca nie był już taki zły, kiedy znaleziona została koperta od Turilliego, a zwierzak powiązany z jej nagłym pojawieniem się u Mitry w pokoju. Nie wezbrał w nim na szczęście na powrót gniew, co najwyżej był lekko podirytowany zaistniałą sytuacją, by po chwili miało się to zmienić w delikatny niepokój, czy czasem nie zostali zdemaskowani. I tym jednak razem niebianin zdołał go uspokoić zapewniając, że ich związek nadal jest ich tajemnicą, której biały zwierzak nikomu raczej nie zdradzi, bo i po co by miał.
        - Pewnie masz rację. Niewielu w tej okolicy jest elfów, a naturian z jakiegoś dziwnego powodu jeszcze mniej. Nie rozumiem tego, przecież mamy całe łany dziewiczych leśnych ostępów - podsunął ironicznie i zaraz się czule uśmiechnął do ukochanego.

        Zadowolenie wampira jeszcze bardziej wzrosło, gdy błogosławiony oświadczył, że również chce się ułożyć do snu. Obserwował z rozmarzeniem to, jak ukochany się kładzie, a po chwili sam także położył się na posłaniu obok niego. Przykrył się raczej niedbale (leżąc na zdrowym boku, twarzą do Mitry miał odkryte plecy), ale po pierwsze mu przeziębienie nie groziło, do chłodu był w sumie przyzwyczajony, przede wszystkim jednak nie chciał zabierać lubemu przykrycia, zwłaszcza, że błogosławionemu powinno być ciepło podczas snu, szczególnie, że wampir raczej to ciepło zabiera niż się nim dzieli z drugą osobą. Oczywiście jeśli nie wypije krwi, bo po sycącym posiłku ciało krwiopijcy potrafiło wydzielać ciepło. Niestety od ostatniego posiłku Aldarena minęło już dobre pół dnia, więc obecnie do najcieplejszych przytulanek nie należał. I nawet napicie się własnej krwi tego nie zmieni. Cóż... Mitra będzie musiał się: raz do tego przyzwyczaić, a dwa poczekać do jutra, gdy skrzypek wróci ze "śniadania" u Nihimy.
        Mitrze jednak chłód ciała partnera za specjalnie nie przeszkadzał, bo po tym jak się wreszcie umościł wygodnie, porwał zamaszyście rękę zaskoczonego jego wyczynami wampira. Aldaren zaśmiał się krótko i pogładził ukochanego po policzku kciukiem dłoni spoczywającej pod głową blondyna.
        - Nie bronię, a nawet będzie mi niezmiernie miło - odparł całując na dobranoc błogosławionego w czoło. - Śpij dobrze mój słodki Mitro - wypowiedział czule, uśmiechając się do niego łagodnie.
        Odetchnął głęboko z czystą błogością wymalowaną na twarzy i zamknął oczy rozkoszując się tak bliską obecnością lubego, która sprawnie ukołysała nieumarłego do snu. Nie podejrzewał, że tak szybko zaśnie i gdyby był teraz przytomny, najpewniej byłby na siebie za to zły, że on spał jak dziecko, a Mitra z każdą chwilą miał coraz większe problemy z zaśnięciem, aż w końcu podupadła jego pewność siebie i zepsuł się humor po odkryciu ukąszenia na ręce nieumarłego. Może i niewiele mógłby pomóc z tym blondynowi (bez użycia magii oczywiście), ale przynajmniej byłby jakimś wsparciem, solidaryzowałby się, może odpuściliby sobie sen i zajęli się czymś innym aż zmęczenie ich nie dopadnie, jednakże w obecnie Aldaren był raczej jednym z najgorszych wsparć jakie można by sobie wymarzyć. Dobre chociaż było to, że nie chrapał, a przynajmniej na razie. Za to jak miło mu było. Mimo twardego snu czuł podświadomie dotyk ukochanego, dzięki czemu odpoczywało mu się jeszcze przyjemniej. Nawet zamruczał cicho i z rozmarzeniem wyszeptał imię ukochanego nekromanty.

         Jakiś czas później, gdy nie z własnej woli chrapał w najlepsze w swoim pokoju, nie miał nawet najmniejszego pojęcia jak bardzo jego "wyprowadzka" z sypialni blondyna, wpłynie na błogosławionego na następny dzień. Nie mógł też wiedzieć, że przez swoją ucieczkę, zamiast oprzytomnieć, przezwyciężyć własne drapieżne instynkty i choćby przytulić się do Mitry by koszmar odszedł w niepamięć, ten znów będzie miał poważne problemy z ponownym uśnięciem. Może i krótsze w porównaniu do poprzednich, ale za to chyba jeszcze bardziej męczące psychicznie.

        Obudził się przez smagający go co chwila chłodny, wilgotny wiatr, wpadający do pokoju przez otwarte na oścież okno. Przez to, do środka wdarło się również kilka kropel deszczu lejącego jak z cebra i głucho tłukącym w szyby i dachówki kamienicy. Wampir zmarszczył się, mlasnął z niezadowoleniem i lekko skulił przekręcając się na bok jakby chciał się wtulić w coś, a raczej kogoś ciepłego, takiej pomocy jednak nie znalazł. Rozleniwiony, jeszcze śpiąc, choć już dużo lżej, raczej drzemiąc, leżał tak jeszcze przez chwilę nie mogąc się poratować kołdrą, którą miał pod sobą, zadrżał i zaraz zaczął się przebudzać. Wielkie było jego zdziwienie, gdy zamiast blond czupryny ujrzał przed oczami stanowczo za blisko ścianę. Łóżko też jakoś tak zaczęło się zdawać dużo węższe niż cały czas mu się wydawało, gdy usypiał zeszłej nocy po ataku lisiej pokraki. Nie był to najlepszy poranek w życiu i nie-życiu nieumarłego. Najbardziej było mu smutno z tego powodu, że nie obudził się przy partnerze. Jak i kiedy przypałętał się do swojego pokoju? Nie pamiętał. Wiedział jednak, że jak zaraz nie zamknie tego cholernego okna, zabije je na dobre dechami i sprawi, by jego własne ciało zajęło się ogniem, by choć przez chwilę zrobiło mu się ciepło. W porządku był zimny jak trup i to wcale nie w przenośni, ale bez przesadyzmu! Osobiście wolał siebie uważać za ciepłolubną gadzinę.
Siadł na skraju łóżka i spojrzał nieprzytomnie na walające się po podłodze butelki po krwi. Jedna z nich się delikatnie poturlała i stuknęła o drugą, gdy spuścił nogi na podłogę i nieumyślnie, trącił jedno ze szkieł swoją stopą. Poczekał chwilę by całkiem oprzytomnieć, odetchnął głęboko, przeciągnął się, zaraz przypominając sobie by uważać na ranę i w końcu udało mu się wstać. Zamykając okno niemalże nim trzasnął z niemym przekazem by sczezło w najmroczniejszych czeluściach piekielnych. Niewiele myśląc znów stanął przy łóżku, jakby ponownie chciał się położyć spać i z niezadowoleniem raz jeszcze spojrzał na walające się po podłodze butelki. Musiał je zutylizować odpowiednio, ale na ten moment jedynie je pozbierał i poustawiał w jednym miejscu, by już to tak strasznie się nie prezentowało, a zwłaszcza by nie walały mu się pod nogami. Zerknął na zamarzającą w locie ulewę nękającą Maurię, sądząc po wyglądzie chmur raczej do wieczora będzie to tak lało i zapewne Mitra nie pozwoli mu choćby palca wystawić za drzwi (chociaż było tak zimno, że szczerze mówiąc nie specjalnie chciało się wampirowi w ogóle gdziekolwiek wychodzić), ale musiał spróbować, przecież nie miał tu już ani kropelki krwi. Mitra był jego lubym, nie śniadaniem!
        Myśląc, że blondyn jeszcze śpi, zszedł piętro niżej i zapukał cicho do sypialni nekromanty, po chwili otwierając drzwi i zerkając do środka, gdyby się okazało, że ten śpi i nic nie słyszał. Niestety prócz skopanej pościeli i oczywiście samego łóżka nie udało mu się znaleźć nekromanty, ale za to przy okazji zgarnął z podłogi, upchnięte między łóżko i stolik nocny swoje ubrania z wczoraj i wrócił się do swojego pokoju by rzucić je niedbale na fotel. Później się nimi zajmie. Teraz chciał jedynie znaleźć ukochanego, przywitać się z nim i zrobić mu śniadanie na poprawę tego koszmarnego dnia.
        Zszedł boso na sam parter, w luźnych spodniach mogących uznać je za piżamę i z nadal rozpiętą koszulą, zajrzał do salonu, a po chwili wszedł do kuchni. W pierwszej chwili liściku nawet nie spostrzegł, dopiero po chwili gdy się dłużej zakręcił myśląc i szukając inspiracji co mógłby niebianinowi przygotować do jedzenia bez konieczności wybierania się na zakupy, znalazł notkę. Obawiając się najgorszego, że Mitrę ktoś porwał dla okupu, albo ten stwierdził, że jednak nie da rady być w związku z nieumarłym, choć bardzo się starał i przeprasza, ale musi odejść, wziął ją i szybko przeczytał z zamarłym w gardle sercem. Na szczęście treści było mało i szybko jego obawy odeszły w zapomnienie. Nawet się nieco rozpogodził (w przeciwieństwie do mroźno deszczowego piekła trwającego na zewnątrz), że jego nekromancie nic nie jest i... samemu nie bardzo wiedząc co robić znów się zakręcił po kuchni i w salonie. W pierwszym odruchu chciał pójść na dół się z nim przywitać i go przytulić na dzień dobry, ale zaraz przyszło mu do głowy, że Mitra pewnie poszedł pracować na głodniaka, a jak powszechnie wiadomo o pustym żołądku nic się nigdy nie udaje. Cofnął się więc do kuchni, gdzie niestety dopadły go wyrzuty sumienia, że przecież nieświadomie wyemigrował z jego sypialni zapewne bez słowa i najpewniej jest blondynowi teraz z tego powodu bardzo przykro, należałoby więc pójść do niego i wyjaśnić sprawę przy okazji zapytać co nekromanta y zjadł na śniadanie, a wampir w ramach przeprosin mu to przygotuje. Już miał naciskać klamkę od drzwi prowadzących do piwnicy gdy ogarnął go niepokój. "A co jeśli będzie zły za to, że mu przeszkodziłem?" - pomyślał ze smutkiem i puścił klamkę. Przez chwilę wpatrywał się w przejście prowadzące do pracowni nekromanty zbolałym wzrokiem, jak pies, który musi zostać sam w domu choć bardzo tego nie lubi. Jęknął lekko sfrustrowany tym jak beznadziejna była to sytuacja. Wrócił do salonu, po tym do kuchni, nawet zakręcił się na piętrze szukając sobie miejsca, ale zaraz znów znalazł się pod drzwiami do piwnicy, jakby zaraz Mitra miał z niej wyjść. Bardzo źle się czuł zawieszony między dwoma wyborami: wejść, nie wejść. Zupełnie jak jeden znany osioł, który postawiony między dwoma snopami siana umarł z głodu nie umiejąc wybrać żadnego z nich. Czy wampira również czekałby taki sam los, gdyby Mitrze się coś tam na dole stało i już nigdy miałby nie wyjść z piwnicy, a skrzypek nie chcąc przeszkadzać mu w pracy nawet by nie wiedział o tym, że jego ukochany już nie żyje?
        Ta myśl była na tyle straszna, że Aldaren otworzył lekko drzwi i już prawie przestąpił przez próg, ale zaraz się cofnął słysząc, że jednak coś się na dole tłucze i najpewniej praca wre. Odwrócił się tyłem do drzwi i sfrustrowany z niezadowoleniem przeczesał palcami potargane włosy. Przybity własną niemocą usiadł pod ścianą, podciągając pod brodę kolana i po prostu postanowił poczekać, przy okazji nasłuchując czy nic złego nie dzieje się jego ukochanemu. Z tego wszystkiego zapomniał, że nadal jest w "piżamie", ale nawet o tym obecnie nie myślał. Miał w końcu ważniejsze sprawy na głowie niż pamięć o tym by się ubrać.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 5 miesiące temu

        - Błagam litości, nie mów mu, bo zamieni moje życie w piekło - dramatyzował Mitra na wieść, że Aldaren ma donieść na niego do Żabona. - A w sumie… - zreflektował się po chwili. - Za solidny kawałek mięcha wybaczy mi wszystko.
        Mitra poniekąd miał rację: uszata pokraka na pewno nie chowałaby długo urazy, gdyby została przekupiona odpowiednim smakołykiem. Jego priorytety w życiu były bardzo jasno określone i jedzenie znajdowało się na pierwszym miejscu jego potrzeb życiowych.

        Rano, gdy Aldaren wstał, jego sypialnia była najbardziej wygwizdanym miejscem w całym domu. Wcześniej i w salonie było dość nieprzyjemnie, lecz Mitra pogonił do pracy jednego wolnego manekina - kazał mu założyć okiennice na stłuczone okno, uszczelnić je by nie padało do środka, a następnie napalić porządnie w kominku. Wilgoć nie służyła księgom, a poza tym sam gospodarz nie lubił marznąć, zresztą jego ukochany też nie.

        Jak już Mitra wspomniał wcześniej Aldarenowi, zaklinanie manekinów było pracochłonne i wyczerpujące. On zaś tego dnia słabo się czuł, szło mu więc jak po grudzie. Początek jednak nie zapowiadał późniejszych komplikacji. Prawie że machinalnie odnalazł swoje notatki i rozłożył je przy głowie manekina, a jedną księgę rozłożył na jego torsie. Wziął jeden z rytualnych noży, bo będzie mu potrzebny. Gdy on był zajęty i nawet nie patrzył za siebie, podszedł do niego jego pomocniczy manekin i wystawił ręce, by przytrzymywać Mitrze księgę zaklęć, a później obracać mu kartki. Będzie pomagał zresztą z wieloma innymi rzeczami, ale póki co jego rola była niewielka.
        W końcu Mitra wszystko sobie poukładał, nim jednak zaczął, stał chwilę wspierając się na stole i patrząc na manekina, który na razie był całkowicie bez życia - teraz miał okazję by go jeszcze raz obejrzeć i ocenić. Przygotowano go bardzo dobrze do zaklinania, był z dobrej jakości drewna i raczej nie strzeli od magicznych naprężeń. Nie miał żadnych cech, które by go wyróżniał - prostokątny, toporny tułów, owalna głowa, lekko spłaszczona z tej strony, z której powinna być twarz. Mitra lubił takie bezosobowe kukły - po prostu się ich nie bał i nie czuł się nieswojo, bo wiedział, że one nie patrzą. Że żadna go nie dotknie to wiedział - musiałby im wszak to rozkazać. Czasami zdarzało się, że się na nich wspierał, gdy był wykończony, ale dla niego było to podobne do wspierania się na jeżdżącym fotelu albo na lasce. Przecież to tylko magicznie poruszany kawałek drewna, nie człowiek, nie żywa osoba. To sprawiało mu ulgę.
        - Dobra, do roboty - mruknął w końcu do samego siebie, wyłamując palce jak pianista przed koncertem. Wolnym ruchem złożył dłonie na torsie kukły - w miejscu, gdzie powinno być serce, tak jakby chciał je osłonić przed wyimaginowanym deszczem albo wykonać mu masaż, aby samo zaczęło bić. Powoli wypuścił powietrze przez zduszone usta, po czym bez słów zaczął rzucać zaklęcie. On nie korzystał z inkantacji, nie potrzebował więc recytowania wierszyków ani gestów - tylko kierował energią tak, by osiągnąć pożądany efekt. Po dłuższym czasie takiego stania w bezruchu z rękami na tułowiu kukły, Mitra podniósł jedną dłoń i przeniósł ją na jej głowę. Gest był wolny, jakby to coś kierowało nekromantą, a nie on sam wykonywał te gesty. Podobne wrażenie można było odnieść, gdy widziało się jego nieobecne, matowe spojrzenie oczu z szerokimi źrenicami.
        Po kolejnej zdecydowanie zbyt długiej chwili bezruchu Mitra odetchnął i rozluźnił się, jakby odzyskał przy tym świadomość. Był blady i spocony, ale tak naprawdę ta najgorsza część była za nim - wtłoczył w manekina część swojej magicki, aby mógł nim później łatwiej sterować. Nogi miał miękkie i rozdygotane od tego wszystkiego, ale oparł się kolanami o kamienny stół i dał radę się utrzymać. Ujął nieżywą, lecz wypełnioną energią kukłę za dłoń, jakby chciał obejrzeć jej wierzch. Obracał nią powoli, rozdzielał jej palce, zginał - wykonywał wszystkie możliwe ruchy, trochę jakby chciał ja tego wszystkiego nauczyć. Czuł, jak stłoczona w miejscu serca energia powoli wpływa do kończyny i ją wypełnia. Gdy to było gotowe, przeszedł do nogi. Tym razem potrzebował pomocy drugiego manekina, by ułatwić sobie wykonanie pełnego zakresu ruchów ciężką kończyną. Jak dobrze, że kukły miały tylko bardzo schematyczne stopy, odchodził cały ten cyrk z rozruszaniem palców.
        Później druga noga…
        Druga ręka…
        Mitra odetchnął po raz kolejny. Ciemniało mu już w oczach taki był zmęczony, ale już niewiele, jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko rozkazy.
        Błogosławiony zebrał się w sobie i sięgnął po rytualny nóż. W międzyczasie towarzyszący mu manekin obrócił tego bez życia na brzuch. Mitra powiódł po plecach drewnianej kukły, jakby szukał na niej kręgów, ale przecież powierzchnia była gładka, wyszlifowana. Niemniej poczuł coś, bo gdy namierzył odpowiednie miejsce cofnął dłoń i bez chwili wahania wbił w manekina ostrze po samą rękojeść. Manekin nagle jakby dostał drgawek i cały zaczął klekotać na kamiennym stole. Trwało to jednak krótko - później znieruchomiał na chwilę, a następnie zaczął poruszać poszczególnymi kończynami - wolno, jedna po drugiej, jakby ktoś pociągał za przymocowane do nich sznurki. Nie wykonywał jednak żadnych ruchów, które byłyby nienaturalne - jakby ograniczała go zwykła ludzka ruchomość stawów.
        Nadszedł ostatni moment zaklinania. Gdy Mitra wyrwał sztylet z pleców kukły - a otwór po ostrzu zasklepił się jakby nigdy go tam nie było - manekin-pomocnik po raz kolejny obrócił swojego przyszłego towarzysza, tym razem twarzą do góry. Nekromanta nachylił się po raz ostatni nad swoim sługą. Ciemniało mu w oczach i zaczynał mieć majaki. Wydawało mu się, że ta cholerna kukła ma oczy. Piękne, niebieskie, jak… A on musiał… Jak miałby wbić nóż w jego serce? Dlaczego widział je akurat teraz? ”Opanuj się!”, przekonywał samego siebie. Oczy zniknęły, ale nadal manekin wydawał mu się być niepokojąco żywy - jakby coś ruszało się w jego środku. W piwnicy zrobiło się ciemno i duszno jak w saunie. Trudno się czarowało. Ale jeszcze tylko chwilę, jeszcze tylko kawałeczek. Mitra westchnął i sięgnął po sztylet rytualny. Dość niechlujnie wbił go w tors manekina. Trafił w serce, a ostrze weszło gładko, jakby to było prawdziwe, miękkie ciało. Mitra czuł duży dyskomfort, dlatego cofnął je gdy tylko energia wewnątrz kukły się ustabilizowała i równo rozłożyła. Odrzucił nóż na ziemię. To już naprawdę najgorsze za nim… Prawie kładąc się na kukle z braku sił, złapał ją za głowę i przekazał formuły, których powinien się słuchać. Nie potrafił tego wytłumaczyć, ale to nie były proste rozkazy w stylu “zetrzyj kurze”, “przynieś”, “posprzątaj”. Dziwny był język magii, niemożliwy do przełożenia na język mówiony. Całe szczęście szło gładko. Mitra jednak spędził tym razem więcej czasu nad tymi rozkazami, bo dodał kilka pozycji. Miał zastosowanie dla tego nowego sługi - miał pracować na wyższych piętrach i dostroić się do Aldarena. Nekromanta nadal miał wyrzuty sumienia, że pozwolił, aby jego ukochany tak po prostu wszedł do domu, do swojej sypialni, a tam legł na łóżko by być może się wykrwawić, a nikt tego nie zauważył, nie zareagował, nie zaalarmował go. Ta kukła miała temu zapobiec: Aresterra przekazał jej obraz swojego ukochanego, ruchy, które powinny ją zaalarmować, zmiany w aurze.
        Aura… Mitra obiecał Aldarenowi, że nauczy go czytania aur.
        I w końcu koniec. Nekromanta odetchnął ostatni raz i cofnął się od stołu sekcyjnego jakby odepchnęła go jakaś niewidzialna siła. Ciężko dyszał, ale całe szczęście to był koniec. Oparł się plecami o zimną ścianę piwnicy i patrzył, jak jego nowy sługa z klekotem podnosi się do pozycji siedzącej i później schodzi na ziemię, asekurowany przez drugiego manekina. Mitra sprawdził jeszcze jak mu wyszło, wydając kilka prostych rozkazów. Kukła się przeszła, podniosła i opuściła kilka rzeczy, kucnęła, schyliła się.
        - Witam wśród żywych - mruknął nekromanta bez specjalnego entuzjazmu, po czym odbił się od ściany i wolnym krokiem udał się w stronę wyjścia z piwnicy. Manekiny posprzątają, a później rozejdą się na swoje miejsca. Mitra nie zamierzał już tego dnia pracować, nie miał na to siły.

        Błogosławiony wyszedł z piwnicy wspierając się o ścianę. Z zaskoczeniem zarejestrował, że drzwi były niedomknięte - był pewny, że je zamykał, bo to kwestia bezpieczeństwa. Może jednak się zagapił… A jednak nie.
        - Och, Ren…
        Mitra wyglądał na zaskoczonego i ledwie przytomnego. Stał nad wampirem blady jak ściana i spocony jak świnia. Jego koszula była cała lepka, a włosy kleiły się do twarzy, po której spływały kropelki potu. Nawet jego dłonie świeciły potem.
        Błogosławiony przyjrzał się swojemu ukochanemu. Nie umknęło jego uwadze to, że wampir był bosy, ubrany w to, w czym się położył, a na jego twarzy malowało się nieszczęście. Choć Mitra nadal mu nie wybaczył, nie potrafił też podnieść na niego teraz głosu. Był zmęczony i było mu go mimo wszystko żal.
        - Czemu tu tak siedzisz? - zapytał. Uklęknął ciężko przed swoim ukochanym i oparł dłonie na jego kolanach. - Długo czekasz? Jesteś strasznie zimny… - zauważył, dotykając policzka Aldarena. On sam był rozgrzany prawie jakby trawiła go gorączka.
        - Wstań - poprosił go, samemu z wysiłkiem się podnosząc. - Ubierz się. Ja się wykąpię i przebiorę, bo pewnie śmierdzę gorzej niż Żabon, a później do ciebie przyjdę - oświadczył. Choć starał się brzmieć swobodnie, wręcz z czułością, udało mu się to tylko częściowo i być może skrzypek wyczuł, że coś go dręczy. Gdy zobaczył swojego ukochanego jak takiego biedaka na progu, serce mu zmiękło, ale nadal trochę się na niego gniewał. Na dodatek był zmęczony i obolały, więc generalnie nastrój mimo wszystko wychodził na minus. Starał się jednak, by było w porządku: w końcu już w nocy obiecał sobie, że zaciśnie zęby i przestanie, nieważne jak trudne to będzie. Nie chciał, by Aldaren od niego odszedł, bo przedsmak tego poczuł tej nocy...

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 5 miesiące temu

        - Ah racja - zgodził się z rozbawieniem z Mitrą odnośnie tego jak łatwo można było zyskać wybaczenie żabiego demona.
        Temat był ciekawy do dyskusji i można byłoby go podjąć na dłużej, gdyby tylko nie dotyczył bezpośrednio Aldarena. Wampir nie zamierzał się do tego otwarcie przyznawać, ale prawda była taka, że też miał raczej niezbyt wygórowane priorytety i bardzo łatwo było zaspokoić jego wszystkie życiowe potrzeby. Wystarczyło by obok był Mitra. Za bycie przez niego przytulonym (a pocałowanym to już w ogóle), wybaczyłby mu chyba wszystko! Nigdy się otwarcie do tego nie przyzna, bo jeszcze do Żabona zostanie porównany, a przecież skrzypek w przeciwieństwie do małej pokraki dbał o swoją higienę osobistą!

        Aldaren nigdy jakoś za specjalnie nie przejmował się tym czy mu zimno czy mu ciepło. Nie odkąd został przemieniony w wampira, choć oczywiście odczuwał zmiany temperatur. Nie powinno nikogo dziwić, że wiecznie zimny nieumarły lubił gdy było mu ciepło, a jeszcze bardziej gdy było to ciepło pochodzące z jego własnego ciała, wszak będąc krwiopijcą wiązało się to wyłącznie ze świeżym posiłkiem.
        Dziś jednak było mu wyjątkowo zimno i raczej wątpliwe by główną przyczyną było otwarte okno i żywioły szalejące na zewnątrz. Po pierwsze coś bardzo nieprzyjemnego wisiało w powietrzu i powodowało duży chłód w sercu skrzypka. Była też kwestia tego, że jakimś cudem znalazł się u siebie w pokoju i nie przy boku Mitry. Do tego też wolałby się przynajmniej na razie nie przyznawać, ale nekromanta strasznie go rozpieścił tym, że pozwolił wampirowi spędzić noc przy sobie, w swoim własnym łóżku, nawet jeśli było to wyłącznie "jednorazowe" przyzwolenie spowodowane tym, że Aldaren był ranny i mające na celu obserwację go. Istniała przecież dzięki temu możliwość by od razu zareagować odpowiednio, gdyby tylko z nieumarłym zaczęło dziać się coś niedobrego. Byłoby to niemożliwe gdyby oboje odpoczywali w innych pokojach, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył Aldaren.
        Był niemal boleśnie pewien, że dziś może jeszcze spędzi noc z Mitrą, po tym jak niebianin całkiem pozbędzie się jego szwów, ale jutro... nie będzie już powodów by razem usypiać i budzić się przy boku ukochanego. Smutno było o tym myśleć, ale jeszcze gorsza był przy tym fakt, że zamiast jak najlepiej wykorzystać szansę i nacieszyć się wspólnym spaniem, wampir nie wiadomo czemu powrócił do użyczonego mu w ramach gościny pokoju. Tego czasu nikt mu nie cofnie i mógł mieć jedynie nadzieję, że nie był to ostatni raz, że dziś rzeczywiście będzie mógł spędzić ostatnią noc przy boku partnera. W przeciwnym wypadku jutro rano znów obudzi się zmarznięty i zimny jak trup.

        Chcąc ogrzać nieco swoje przewiane serce zszedł na dół tak jak wstał z łóżka i od razu zabrał się za poszukiwania ukochanego, by się z nim przywitać i rozpogodzić swój dzień. Niestety mimo najszczerszych chęci zadanie okazało się trudniejsze niż z początku się wydawało.
        Jak miało padać, tak padało nadal i nic nie zapowiadało przejaśnienia. W sumie nawet zdawało się taky ulewa przybrała na sile, a to jedynie pogorszyło nastrój Aldarena. Miała przyjść przecież dzisiaj zbroja dla Mitry, mieli zająć się zbitym oknem, propozycją Turilliego i Aldaren miał odwiedzić Lilianne, nie mówiąc już o pójściu do Nihimy na śniadanie. Co jednak najgorsze, w taką pogodę nici z zakupów, a więc jedzenie dziś dla Mitry trzeba będzie zrobić z tego co zostało po wczorajszych kucharzeniu. Będzie musiał dać ukochanemu do jedzenia resztki... jak jakiejś świni w oborze.
        To była najbardziej przygnębiająca myśl ze wszystkich jakie kłębiły się w głowie krwiopijcy, a po tym bylo jeszcze gorzej, gdy nie mógł się z nim przywitać bo błogosławiony pracował, a nie chciał mu przeszkadzać. Przez to wszystko tak łatwo i dość szybko wampir się załamał, zrezygnowany siadając przy drzwiach pod ścianą. Objął ramionami kolana podciągnięte pod brodę, na których ją oparł i po prostu czekał. Cóż innego miał zrobić?
        Niestety takie bezczynne siedzenie rzadko niesie ze sobą coś dobrego, gdyż sprzyja różnego rodzaju refleksjom. W pierwszej jednak kolejności zawsze przychodzą do głowy te niezbyt lekkie i przyjemne myśli, czy się tego chciało czy też nie. Aldaren na ten przykład zaczął się zastanawiać dlaczego nie obudził się dziś przy Mitrze i nie mógł znaleźć na to żadnego logicznego wyjaśnienia. Próba przypomnienia sobie samego przeniesienia się (już pomijając powód) do drugiego pokoju również zakończyła się fiaskiem.
        Nie było jednak tak, że Aldaren cały czas siedział ze schowaną w ramionach twarzą z podciągniętymi do piersi kolanami. O nie. Gdy usłyszał dziwne klekotanie, chaotyczny i przyprawiający o gęsią skórkę odgłos uderzającego o kamień drewna, poderwał się na równe nogi i był gotów zbiec na dół, gdy nagle się wszystko uspokoiło i jedyne co słyszał to tylko naturalny podczas pracy odgłos krzątaniny. Zmizerniały powrócił na swoje miejsce i ponownie usiadł skulony. Niby w pokoju było ciepło, nawet przyjemnie dzięki trzaskającemu wesoło w kominku płomieniowi, ale mimo to wampir nadal odczuwał dziwnego rodzaju chłód. Zastanawiał się czy w nocy się nic nie stało, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że wpływ na jego samopoczucie miała atmosfera uciekająca z piwnicy i wypełniająca całe pomieszczenie gdzie siedział Aldaren. Swoje robił również paskudny humor Mitry i jego zmęczenie, które wampir, będąc jakby nie patrzeć po części również magiem umysłu, wyłapywał nieświadomie z otoczenia.
        Przy trzasku stali o posadzkę również, drgnął, spinając od razu całe ciało, ale zareagował już w mniejszym stopniu słysząc zaraz głos ukochanego wypełniający jego pracownię. Skrzypek westchnął ciężko, cicho nawet mruknął jakby zaskomlał i po prostu chwycił się tych kilku słów jak tonący brzytwy, rozkoszując się nimi, choć nie były skierowane do niego. Zaczął po prostu myśleć o swoim ukochanym co nieznacznie poprawiło mu humor i nawet się lekko do siebie uśmiechnął. Upajał się wspomnieniem jego uśmiechu, jego ciepłem i przyjemnym dla ucha głosem. Powrócił do chwili wczorajszego wieczoru, gdy Mitra rozpinał jego koszulę, jak gładził go później po torsie...
        Aldaren zadrżał nagle. Przez głowę przewinął mu się jakiś błysk, coś jakby niewyraźny krzyk Mitry i zbolałe, oskarżycielskie spojrzenie. Nie dobrze się wampirowi od tego zrobiło i poczuł jak serce podeszło mu do gardła. Objął swoje nogi jeszcze bardziej, nie słysząc słysząc przy tym, że jego luby wraca już do góry i dopiero jego głos bezpośrednio skierowany w stronę nieumarłego, zdołał go przywrócić do rzeczywistości.
        - Mitra - powiedział spokojnie, mimo tego jak jeszcze chwilę temu chciał się ukochanemu rzucić na szyję, gdy tylko ten do niego przyjdzie. Nie mniej pojawił się na twarzy skrzypka promienny uśmiech, a on sam przetarł sobie oczy i przeciągnął, jakby mu się usnęło.
        - Chciałem się przywitać - odparł z uwielbieniem w głosie. Zawiesił spojrzenie na blondynie i zaraz się zmartwił. Nawet przez myśl mu w tej chwili nie przeszło by zaznaczyć, że nieumarli z reguły są zimni, był zbyt skupiony na tym jak zmaltretowany był jego partner. - Nie przejmuj się tym... - rzucił chcąc coś jeszcze dodać, ale Mitra mu przerwał, wydając swoje instrukcje.
        Aldaren owszem wstał i nawet sam stwierdził, że przydałoby mu się ubrać, bo przecież tak paradować w samej piżamie raczej nie wypada, lecz prośba Mitry ani trochę go nie zwiodła.
        - Powinieneś odpocząć, nie wyglądasz najlepiej i ledwo trzymasz się na nogach. Może dopadło cię jakieś choróbsko. Chodź pomogę ci dojść do twojego pokoju i położyć się na łóżku. Po tym się ubiorę i wrócę, obiecuję. I zrobię ci gorącej zupy - obiecał zaraz z troską ostrożnie łapiąc Mitrę za rękę i drugą obejmując go w pasie, asekurując jakby miał zaraz upaść. Zapomniał niestety w tym wszystkim, że to nadal był Mitra, który jest dużo spokojniejszy, gdy się go uprzedza o byciu dotkniętym, a nie bierze tak z zaskoczenia.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 5 miesiące temu

        Jak można mieć zły humor, jak można się gniewać, gdy wita cię taki promienny, stęskniony uśmiech? I na wieść, że wampir czekał, bo chciał się przywitać - to takie słodkie…
        - Dzień dobry, Ren - odpowiedział w takim razie błogosławiony. Faktycznie, serce Mitry trochę zmiękło, bo gdy wspinał się po schodach z piwnicy był zły na cały świat i nadal obrażony, ale teraz trochę jakby mu przeszło. Nawet przestał się przejmować tym, że drzwi prowadzące na dół były otwarte - być może sam je tak zostawił, być może to Aldaren je uchylił, ale najważniejsze, że jeśli to sprawka jego ukochanego, to że nie zszedł na dół. To mogłoby zdekoncentrować Mitrę, a na pewnych etapach rytuału skutki takiego braku uwagi mogłyby być opłakane. Tak w końcu zginął Sarazil…
        Jednak nie było tak, że Mitra do końca wybaczył skrzypkowi jego nocne zniknięcie, rozpogodził się i był w doskonałym humorze. Był to jeden z powodów tego, że ich tak rozdzielił w swoich planach. Liczył, że gdy doprowadzi się do porządku, będzie dla Aldarena tak miły, jak on na to zasługiwał, a nie będzie nim pomiatał i sprawiał mu przykrość.

        - Błogosławieni są odporni na choroby, nie mogło mnie nic złapać, to tylko zmęczenie - burknął. Za rękę dał się złapać bez problemu, trochę tak jakby był obrażony, ale naprawdę liczył na ten dotyk, nim jednak wampir zdołał objąć go w pasie, wysmyknął mu się. Tego było dla niego już za wiele.
        - Nie, Ren, nie przytulaj mnie - mruknął trochę zrozpaczonym głosem, a w jego oczach widać było wręcz błaganie, by naprawdę tego nie robił. Źle zinterpretował gest wampira, bo ten miał chyba tylko na celu asekurowanie go, ale to i tak za blisko i za szybko i w ogóle bez ostrzeżenia, a on miał kiepski humor.
        - Jestem brudny i śmierdzę - usprawiedliwił się. - Poza tym wszystko mnie boli… Ale… Może masz rację, lepiej bym się położył… I za ciepłą zupę też się nie obrażę, strasznie tu zimno… - dodał naprawdę takim tonem, jakby był obrażony na cały świat i właśnie Aldarenowi dawał szansę się udobruchać.
        - Dasz sobie radę sam czy ci pomóc? - upewnił się. Nie to, że nie wierzył w skrzypka, raczej chyba sprawdzał, czy ten będzie chciał mieć go w kuchni, czy chce jego towarzystwa. Dopiero po chwili dotarło do niego, że przecież nie ma siły za bardzo nawet by stać, więc pewnie poucinałby sobie palce pracując w kuchni. No ale może później, najpierw odpocznie, a później razem ugotują… To była myśl. Mitra nawet pomyślał, by to zaproponować, ale rozmowę przerwał stukot na schodach prowadzących do piwnicy i późniejsze pojawienie się dwóch manekinów. Mitra pozwolił odejść temu staremu, ale wstrzymał nowego, świeżo zaklętego.
        - Patrz - zwrócił się do Aldarena. - To twój wczorajszy prezent. Udało mi się zrobić tylko jednego, za drugiego wezmę się dopiero jutro… czy kiedyś tam - dodał już z rezygnacją. Był tak zmęczony, że wydawało mu się, że przez tydzień nie odzyska po tym sił. Manekin tymczasem - jakby go to w ogóle nie obchodziło - skłonił się sztywno przed wampirem i poszedł na piętro, gdzie miało być jego miejsce. Mitra również zrobił krok w stronę schodów, ale jakby dopiero wtedy poczuł, jak bardzo jest zmęczony, a droga do sypialni wydawała mu się niewiarygodnie długa. Westchnął i spojrzał z pewnym skrępowaniem na Aldarena.
        - Mógłbyś mnie jednak asekurować? - upewnił się. - Tylko uważaj na siebie, nie chcę cię obciążyć jakby co… - dodał, bo nie wiedział, że jego ukochany wypił cztery butelki krwi i jego rana pewnie zdążyła się już w pełni zregenerować. Spodziewał się, że postęp był niewielki i być może nawet nie będzie mógł zdjąć tego wieczoru wszystkich szwów, tak dla swojego świętego spokoju, by na pewno jego najważniejszy pacjent w życiu wyszedł z tego z jak najmniejszą blizną i w jak najlepszym zdrowiu.

        Mitra przez całą drogę do swojej sypialni - która nie była dla niego długa, ale wolna - nie odezwał się słowem. W sypialni zaś najchętniej zwaliłby się na łóżko jak szmaciana lalka, ale trzymał te resztki godności przed Aldarenem. Usiadł i wciągnął nogi na posłanie, a później się położył. Odetchnął, patrząc na wampira. Przelotnie pożałował, że nie kazał żadnemu z manekinów by pościelił albo najlepiej zmienił pościel, bo na pewno przyjemniej by mu się odpoczywało w świeżej. Z drugiej strony brudny położył się na brudnym posłaniu - wytrzyma, a później każe wszystko wymienić.
        - Dziękuję - odezwał się, czule muskając dłoń swojego ukochanego. - Ren… - zatrzymał go jeszcze chwilę przy sobie. - Chciałbym z tobą gotować. Poczekasz aż odzyskam siły? - poprosił go. Nie nalegał, jeśli skrzypkowi przyjdzie do głowy, by jednak postawić na swoim i zaopiekować się nim… Trudno. Choć… Nie, nie trudno. To by było nawet miłe, choć jednak nie tak, jak te chwile spędzone razem w kuchni. Tym bardziej, że Mitra mógł chwilę jeszcze wytrzymać do posiłku: w końcu rano zjadł całkiem obfite jak na niego, choć zimne, śniadanie.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 5 miesiące temu

        Kamień z serca spadł Aldarenowi, gdy zobaczył jak Mitra się nieco rozpogodził na jego powitanie. Nie wszystko jednak było w porządku tak jakby się zdawało i doskonale to widział. W sumie jak miałby nie zauważyć tego z jakim trudem porusza się jego ukochany, wstaje, kuca, jak niemalże słania się na nogach.
        Dla skrzypka nie miało znaczenia to, kto jakiej był rasy, dla niego wszyscy byli ludźmi. Co prawda różniącymi się wyglądem, wrodzonymi umiejętnościami i z jakimiś cechami charakterystycznymi dla danej grupy, ale w sumie ze zwykłymi ludźmi było tak samo. Bez znaczenia kto jakiej był rasy, zawsze była możliwość tego, że mimo naturalnej można na coś zachorować, w końcu źródła choroby, czy to te biologiczne czy magiczne stale ewoluowały, na północy Łuski istniały choroby, o których nikt na południu nawet by nie śnił koszmarów, a setki innych wepchnięte są między baśnie i stare legendy, przez to jak sporadycznie ktoś stawał się nosicielem, acz nadal zdarzały się przypadki zachorowań.
        - Niby racja, ale przecież wampiry też są odporne, a mimo to ostatnia epidemia... - podjął, choć rzeczywiście zrezygnował z teorii, że Mitra miałby być na coś chory. Niemniej był wyraźnie osłabiony i przez to Aldaren tak ochoczo postanowił służyć mu pomocą i asekurować go w drodze do pokoju nekromanty.
        Przestał trajkotać, zaskoczony reakcją Mitry i sam również się cofnął, choć nie miał pojęcia dlaczego. Spojrzał na niego zdziwiony, jakby właśnie został spoliczkowany i to bez wyraźnej przyczyny. Problem jednak w tym, że gdyby dostał z liścia, może i chwilę by pobolało, ale było by to do zniesienia, obecnie jednak czuł ból tysiąckroć gorszy od tego, który towarzyszył mu gdy Zabor najpierw przebił jego ciało na wylot, a po tym przekręcił i pociągnął ostrze by z łatwością przeciąć bok jak kartkę papieru.
        - Wszystko cię boli...rozumiem - powiedział bez entuzjazmu (w sumie nie było się czemu dziwić, bo nie był kimś, kto cieszyłby się z cierpienia innych, choć obecnie powód takiego tonu był inny). Poczuł jeszcze gorszy chłód, niż gdy się obudził przy otwartym oknie. Czyli jednak to nie był sen... Był zrozpaczony tym, że mógł skrzywdzić Mitrę, że był taki sam jak Faust. Jego świat się zawalił.
        - Poradzę sobie, nie masz powodów się o mnie martwić. Powinieneś porządnie wypocząć - odparł z tym swoim uśmiechem zapewniającym, że wszystko jest w porządku, choćby za ścianą się waliło i paliło. Wiele wysiłku go to kosztowało, zwłaszcza, że już myślał o tym jak zadość uczynić niebianinowi to wszystko złe co wampir mu zrobił, a po tym jak zapobiec kolejnym takim sytuacjom.
        Na manekiny spojrzał wilkiem, skinął uprzejmie głową temu co mu się skłonił.
        - Nikt cię nie goni, nie ma przecież pośpiechu - odpowiedział na wyjaśnienia błogosławionego odnośnie manekinów. Szczerze, to nie specjalnie obchodziły one wampira, któremu nigdy nie udało się nic ożywić za pomocą magii i nie wiedział przez to jak wiele wysiłku kosztowało takie zaklęcie. Był przejęty tym, że stracił nad sobą kontrolę i pobił Mitrę, a po tym o wszystkim zapomniał. Był na siebie wściekły.
        - Oczywiście - mruknął z delikatną nutą wdzięczności w głosie, by zatuszować jedynie mękę, którą w rzeczywistości odczuł na myśl, że miałby pomóc niebianinowi dostać się na górę... I co? I może po tym zepchnąć ze schodów, a po tym zapomnieć i ubzdurać sobie, że blondyn sam się potknął? Niedoczekanie! - Nic mi nie będzie - zapewnił i... przepuścił nekromantę pierwszego na schodach, by samemu powlec się za nim. Jakby nie patrzeć asekurował go. Jeśli Mitra się potknie, nie spadnie na dół, a zatrzyma się na wampirze (choć wolałby tego uniknąć, niosło to bowiem ze sobą pewne ryzyko, że znów skrzywdzi partnera). Jeśli jednak mieli by obaj spaść całkiem ze schodów, błogosławionemu nie powinno się nic stać, Aldaren powinien wystarczająco zamortyzować jego upadek swoim ciałem.

        On również się słowem nie odezwał. Na każdy niepewny krok Mitry od razu łapał się poręczy i napinał mięśnie, by nie zlecieli ze schodów. Kiedy znaleźli się już u góry, odprowadził niebianina do jego pokoju, asekurował (unikając kontaktu fizycznego) go nawet przy łóżku, aż ten się bezpiecznie nie ułożył. Uśmiechnął się lekko, gdy został pogłaskany, tocząc z sobą zacięty, krwawy bój by nie zabrać ręki, choć miał wrażenie, jakby dotyk skrzywdzonego przez wampira ukochanego, obdzierał go ze skóry. Chwilę po tym gotów był już się oddalić, byle jak najszybciej, by nie stwarzać niepotrzebnego zagrożenia, lecz nie mógł się nie zatrzymać, gdy został wezwany przez ukochanego. Zacisnął zęby z żalu, gdy był do niego odwrócony plecami i subtelnie odetchnął głęboko biorąc się jeszcze na tę chwilę w garść, by nekromanta nie musiał się martwić, że coś się dzieje. Powinien teraz przede wszystkim pomyśleć o sobie i odpocząć.
        Odwrócił się i zbliżył nieznacznie ze szczerą troską w oczach.
        - Jeśli rzeczywiście siły ci na to pozwolą... - odparł rezolutnie, bo ani mu nie odmówił, ani też przecież nie obiecywał. Była to chyba najlepsza odpowiedź, jakiej mógł udzielić. - Niczym się nie martw i odpoczywaj. Zrobię w takim razie małe zakupy - dodał zaraz i nie dał nawet blondynowi szansy na to w jakikolwiek odpowiedzieć, gdy drzwi się za nim zamknęły.
        Słychać jednak było pospieszne kroki po schodach prowadzących na wyższe piętro, tam chwilę krzątaniny, gdy Aldaren niemalże w biegu się ubierał, a po tym już tylko w miarę jak najcichsze zbiegnięcie ze schodów i słaby odgłos zamykanych drzwi wejściowych, zagłuszany szalejącą na zewnątrz ulewą.

        Aldaren odszedł szybko kila sążni od kamienicy Mitry i zatrzymał się, unosząc zbolałe spojrzenie ku ponuremu niebu obmywającemu obficie jego twarz grubymi kroplami deszczu. W kilka minut był kompletnie mokry, a mimo to gwałtowne porywy targały jego płaszczem jak zwykłą szmatą suszącą się na sznurku na pranie. Po chwili odetchnął głęboko i choć nie miało to najmniejszego już sensu, założył kaptur na głowę, ruszając na miasto.
        Ulice wydawały się kompletnie opustoszałe, ale wcale nie był sam. Przez cały czas towarzyszyły mu mary przeszłości oraz coraz to bardziej wyrazisty we wspomnienia koszmar z zeszłej nocy. Chciał wyć za to co zrobił (choć tylko sobie ubzdurał, że pobił Mitrę). Myślał o tym by się gdzieś na Mglistych Bagnach powiesić na srebrnym łańcuchu, najlepiej takim o zaostrzonych ogniwach, które po jakimś czasie by mu po prostu odcięły głowę, ale nie mógł zostawić Mitry bez jedzenia, zwłaszcza, że obiecał mu zrobić zupę rozgrzewającą.
"Strasznie tu zimno..." - rozbrzmiało mu w głowie echo słów ukochanego. Aldaren nie miał wątpliwości, że Mitrze chodziło przede wszystkim o wampira, w końcu wcześniej otwarcie powiedział, że krwiopijca był zimny, choć siedział w nagrzanym pomieszczeniu. Ta myśl, że nekromancie przeszkadzał chłód skóry skrzypka, gdy ten się nie pożywiał, również cholernie bolała, zwłaszcza, że wcześniej jakoś Mitra się na to nie skarżył, ale... Może podświadomie...
        Westchnął ciężko zły na samego siebie i pokonał jeszcze dwie uliczki, by w końcu wpaść do "Trupiej Główki", niewielu było klientów, praktycznie jak zawsze sami stali bywalcy nieco majętniejsi od zwykłego pospólstwa. Dla biedniejszej szlachty był to bardzo prestiżowy lokal, dla arystokracji dobre neutralne terytorium, na którym można by zawierać raczej błahe interesy, ale grunt, że w żadnym stopniu "Trupia Główka" nie podchodziła pod mordownię. Zdarzały się tu awantury, ale wampirzyca, jakby inni goście karczmy szybko radzili sobie z tego typu problemami, wyrzucając ze zwyczajnie za drzwi, najczęściej z absolutnym zakazem wstępu do tego przybytku, a co za tym idzie, takie osoby nie będą miały możliwości dobicia kilku poważnych dla siebie interesów. "Trupia Główka" można powiedzieć była taką poświęconą ziemią w Maurii, na której należało zapomnieć o wszelkich niesnaskach i różnicach w statusie społecznym czy rasie, jedyna krew jaka mogła się tu przelewać pochodziła z beczek, albo na specjalne zamówienie z podwładnych właścicielki lokalu, którzy w większości byli jej przemienionymi, albo zaciągniętymi na Kontrakt ludźmi. Jak na "zwykłą" knajpę surowe zasady tu obowiązywały, ale przynajmniej dzięki nim nie było w Maurii drugiej tak dobrej karczmy na wszelkiego rodzaju średniej klasy spotkania.
        Nihima akurat schodziła z wyższych pięter swojego lokalu, gdy Aldaren przekroczył cały zmoknięty, z pustym jak u zwykłego trupa spojrzeniem. Od razu wymieniła spojrzenia, ze swoją nieoficjalną partnerką, obsługującą właśnie jakiegoś licha i zastępującą właścicielkę za barem, po czym zaraz zniknęła na zapleczu, gdzie dołączył do niej skrzypek. Zmartwiona wampirzyca dopytywała przyjaciela co się stało, że jest aż tak przybity, ale jej słowa w ogóle do niego nie docierały. Nie odezwał się nawet, gdy przyszpilił ją swoim ciałem do ściany, odchylił niezbyt łagodnie jej głowę na bok i brutalnie jak na siebie zatopił jej zęby w szyi. Jęknęła głośno i zacisnęła dłonie na jego koszuli, lekko się do Aldarena przytulając, by jakość znieść ból wywołany agresywnym ugryzieniem jej i łapczywym spijaniem jej krwi.
        - Aldarenie... wystarczy... - wysapała z trudem, czując jak ma coraz mniej sił, a nogi zaczynają jej mięknąć. Nie posłuchał, zwłaszcza, że krew przyjemnie szumiała mu w głowie, pozwalając na moment zapomnieć o wszystkim innym, co nie miało gorzko-metalicznego posmaku, gęstego, acz obficie spływającego mu do gardła.
        - ...ren...ie... - wyszeptała słabnąc i niemalże tracąc przytomność.
        Skrzypkowi przez moment zdawało się jakby słyszał nie głos Nihimy, a Mitry (przez to jaki fragment jego imienia został bardziej słyszalnie wypowiedziany) i z przerażeniem się w końcu oderwał od wampirzycy, która padła na ziemię bezwładnie, ale żyła. Wyglądała jakby zemdlała. Spojrzał na nieprzytomną przyjaciółkę ze skruchą, otarł usta z jej krwi i wyszedł pospiesznie, lecz zatrzymany zaraz został przez jednego z jej pracowników, który stał się świadkiem całej sytuacji, choć nieumarli o tym nie wiedzieli. Zmiennokształtny (tygrys wnioskując po bladych pręgach na ludzko-zwierzęcej twarzy, porywczy młokos mieszkający tu od niedawna), chcąc bronić honoru swojej chlebodawczyni przyłożył skrzypkowi prawym sierpowym, rozcinając mu przy tym dolną wargę, jednakże był to jego najgorszy w życiu błąd. Aldaren spojrzał na niego z gniewem, jarzącym się niebezpiecznie w krwawoczerwonych oczach. Tygrysołak nie zdążył się cofnąć, czy chociaż wydukać z siebie przeprosin, gdy zaraz obok nieumarłego, z jego cienia wyszedł równie wysoki co wampir, niemalże białowłosy demon, który bez najmniejszego rozkazu swojego pana, z przerażającym uśmiechem na twarzy, chwycił mocno napastnika za rękę, którą uderzył wampira, i mu ją wykręcił zmuszając zwierzo-człeka do padnięcia na kolana, w kałużę, przed skrzypkiem, który właśnie oblizywał swoje usta z przyjemnie ciepłej (dzięki Nihimie) krwi. Młodzian zaraz spuścił z tonu, obawiając się o swój kolejny oddech, lecz zaraz, gdy Aldaren kazał go puścić, uciekł gdzieś między uliczki, przytrzymując zwisającą bezwładnie, najpewniej złamaną, rękę. O dziwo gdy był wściekły o wiele łatwiej było mu kontrolować Xargana, lecz nie miał teraz ani czasu, ani ochoty o tym myśleć.
        - Zrobisz coś dla mnie - mruknął chłodno nie patrząc wcale na demona, który z niezadowoleniem obserwował jak zmiennokształtny mu ucieka, acz zabawnie się patrzyło, jak mimo zwierzęcej zwinności potykał się o własne nogi na zakrętach, jakby go całe Piekło z Władcą Ciemności na czele goniły.
        - Nie będę robił za ciebie zakupów! Mam swoją godność! - uniósł się demon z oburzeniem, zaraz jednak struchlał i spuścił z tonu.
        - Zamknij się i rób co ci każę - warknął Aldaren przez zaciśnięte zęby, po czym ruszyli przed siebie, na miasto.

        - Naprawdę zamierzasz odejść i go zostawić samego? - zapytał Xargan, jakby się upewniał czy wszystko dobrze zrozumiał.
        - Tak będzie dla niego najbezpieczniej - odpowiedział bez nawet najmniejszej iskierki życia w głosie. - Najpierw jednak zrobię mu zupy na kilka dni - dodał wzruszając ramionami.
        Kiedy Xargan robił za niego zakupy, Aldaren został przez kogoś zaczepiony i zmuszony do odwiedzenia jednego z zaułków przy skromnej rzeźni, w której demon miał kupić sześć funtów polędwicy wołowej. Gdy wyszedł, skrzypek już na niego czekał z ponurym wyrazem twarzy i poważnie zamyślony, z jedną dłonią w kieszeni. Badał palcami bransoletę, którą chciał podarować Mitrze, ale w obecnej sytuacji... Nie miał pojęcia co z nią zrobić. Stąd jego wdzięczność do jednego z braci, którzy mieli ją zrobić, a który mu ją przyniósł i to zrobioną przed umówionym czasem, była raczej wymuszona.

        Po półtorej godzinie, może dwóch od wyjścia, Aldaren kompletnie mokry, ale przynajmniej już nie "zimny" wrócił do domu Mitry, uprzednio pukając, by jeden z manekinów go wpuścił, a po tym, nawet się nie rozbierając, a ociekając z wody, jakby cały czas na niego lało. Postawił zakupy na blacie w kuchni i zaczął wszystko rozpakowywać, raczej machinalnie niż świadomie, jednakże, gdy miał właśnie wyjąć czosnek, mimo wszystko zachował wszelkie środki ostrożności. Żołądek mu się co prawda wywracał na delikatny zapach świeżego pęku, ale i tak dość dobrze to znosił, może dlatego, że pamiętał smak czosnku z lat młodości, gdy pijał go z mlekiem i miodem, jak tylko łapała go grypa. Z pozoru wydawał się być już dużo spokojniejszy, bardziej zamyślony niż przygnębiony, lecz oczy nadal miał czerwone, tak jak w pierwszych dniach, gdy poznał Mitrę i Xargan mącił mu w głowie.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 5 miesiące temu

        Nie wiadomo kto był bardziej zaskoczony - Aldaren czy Mitra, gdy ten drugi się cofnął. Dla nekromanty to był odruch, nawet o tym nie pomyślał, nie poświęcił temu ani chwili. Po prostu gdy źle się czuł, wracały jego stare przyzwyczajenia, jego zakorzeniona głęboko niechęć do dotyku, potęgowana tym, że czuł jak jego znienawidzone ciało stało się jeszcze bardziej ohydne niż do tej pory. Nie spodziewał się, by skrzypkowi było przyjemnie obejmować go w tym stanie. A ból to już tylko wisienka na torcie. Może jednak głupio zrobił - może w opiekuńczych ramionach ukochanego rozluźniłby się i poczuł ulgę… Niemniej Aldaren powinien zrozumieć jego niechęć, przecież już nieraz udowodnił, że ma w sobie znacznie więcej empatii niż błogosławiony. Skąd więc to zaskoczenie? A może nie zaskoczenie a żal? W końcu w jego głosie też było słychać te matowe nuty. Mitra naiwnie pomyślał, że skrzypek mu współczuje. I że po prostu obaj nie mają tego dnia nastroju na droczenie się, dlatego tak niemrawo idzie rozmowa. Nigdy w życiu nie wpadłby na to jakie demony zalęgły się w głowie jego ukochanego i jakie chore przypuszczenia w nim kiełkowały. Wszystko interpretował po prostu jako troskę o siebie, może trochę przesadną, ale szczerą, jak to zawsze w przypadku Aldarena. Nie przejrzał jego gry, tej maski, którą założył na twarz, by go nie martwić. Powlókł się na górę, zerkając raz czy dwa razy przez ramię na skrzypka, który szedł za nim.
        Dopiero w sypialni zrobiło się nieswojo. Mitra gdy się położył, liczył na to, że Aldaren położy się z nim. Albo chociaż przysiądzie na łóżku obok niego. W każdym razie na pewno nie spodziewał się, że skrzypek tak od razu będzie chciał odejść. Z początku nekromanta nie był tym jednak zaniepokojony - nadal spodziewał się, że ukochany tylko ubierze się w coś grubszego, stosowniejszego na nieprzyjemny chłód wdzierający się do domu, a później do niego wróci. Chciał z nim chwilę odpocząć, bo przecież nie mieli na ten dzień żadnych pilnych planów, a na dodatek pogoda trzymała ich w domu, bo nikt normalny nie wyszedłby na ten deszcz. Wampir miał jednak zupełnie inne zdanie na ten temat i na dodatek zupełnie inne plany, które najwyraźniej nie podlegały dyskusji.
        - Ren, ale tam pada… - próbował zaprotestować Mitra i zaproponować, by Aldaren zrobił tylko listę, to wyśle się manekina, ale skrzypek wyszedł nim zdołał skończyć zdanie. Nekromanta chwilę patrzył w szoku na zamknięte drzwi. Co się stało? Skrzypek jakby od niego uciekł. Mitra solidnie się zaniepokoił i choć siedział długo bez ruchu, w końcu zsunął nogi z posłania i podszedł do drzwi sypialni, by wyjść i sprawę wytłumaczyć, bo bardzo go zmartwiło zachowanie ukochanego. Gdy jednak położył dłoń na klamce usłyszał wzmożony szum deszczu i trzaśnięcie drzwi wejściowych - Aldarena już w domu nie było. Mitra westchnął - jak mógł się tak głupio spóźnić, o taką odrobinę. Niechętnie odpuścił i nawet nie wyszedł z sypialni, tylko wrócił do łóżka. Położył się na boku, tak jak w nocy w taki sposób, jakby chciał patrzeć na osobę leżącą na drugiej połowie. Był zmęczony, ale gdy zamykał oczy czuł, że sen długo nie nadejdzie. Chwilę próbował, lecz natłok różnych myśli i palący ból całego ciała nie pozwalały mu zasnąć. Mitra nigdy nie był chory i nie doświadczył wcześniej gorączki, ale czuł, że to musiało być podobne do tego, co czuł teraz. Może faktycznie zachorował, tak jak mówił Aldaren?
        - Bez sensu - mruknął do samego siebie, obracając się na plecy. Wilgotny kosmyk włosów przykleił mu się do czoła, strzepnął go więc z irytacją. Zaraz jednak pomyślał, że skoro i tak nie może leżeć i odpoczywać w towarzystwie ukochanego, cieszyć się jego towarzystwem, załatwi to po staremu - jak zawsze wtedy, gdy miał dużo pracy i nikogo, kto mógłby skupić na sobie jego uwagę.
        Wstał. Poszedł do łazienki i przygotował sobie gorącą kąpiel. By trochę sobie ulżyć wyjął z szafki kolejną saszetkę z proszkami przeciwbólowymi i łyknął jej zawartość, krzywiąc się, bo środek był gorzki. Teraz musiało minąć trochę czasu nim poczuje się lepiej, ale na pewno stanie się to szybciej, niż jego kąpiel wystygnie. A ta była już gotowa, więc Mitra szybko się rozebrał i z westchnieniem zanurzył się razem z głową, nad powierzchnię wystawiając tylko twarz. Woda wlała mu się do uszu i sprawiła, że słyszał dziwne dźwięki, które zawsze kojarzyły mu się z zawodzeniem potępionych. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło, ale teraz poczuł dreszcze, zanurzył się więc w całości, po sam czubek głowy, a później wynurzył. Chwilę siedział w wodzie po prostu delektując się jej ciepłem, które rozluźniało obolałe mięśnie. Siedział i myślał…
        Biedny Aldaren, wyszedł na ten deszcz… Uciekł na deszcz. Co go pchnęło do tego, aby wyjść? Powiedział, że zakupy, ale przecież to taki głupi powód, by się tak katować. Zresztą na zupę pewnie wszystko by się w domu znalazło, nawet taką rozgrzewającą, o której wspominał. Ostatnio w tym domu było zaskakująco dużo jedzenia - dzięki skrzypkowi. Zresztą nie tylko to się zmieniło. Mitra zaczął jeść zadziwiająco regularnie, trochę zaczął zwracać uwagę na czystość, wrócił do rysowania. Tak jakby dzięki Aldarenowi zaczął stawać się lepszą osobą… A mimo to co chwilę coś się psuło. Tak jak dziś. Nekromanta zaczął się zastanawiać co mogło pójść nie tak, w czym tkwił problem. Gorzko pomyślał, że tyle w kwestii rozmawiania i mówienia o tym co kogo boli: on powiedział, że go dosłownie boli, a Aldaren odebrał to tak dziwnie… Może to miało związek z tym jak uciekł w nocy? Ale jeśli tak, to kolejne pytanie brzmiało, dlaczego w nocy poszedł do siebie. I tu Mitra napotykał ścianę, bo nie wiedział co mogło go do tego skłonić. Na dodatek przypomniał sobie ślad po ugryzieniu na jego nadgarstku. Chciał go o jedno i drugie zapytać, ale nie zdążył, bo chyba musiałby za nim krzyczeć, tak szybko wyszedł. Obiecał sobie jednak, że nie odpuści i jeszcze tego dnia z nim porozmawia.
        Mitra siedział tak długo w wodzie, że niewiele brakowało by się rozpuścił albo by wyrosły mu skrzela. Jednak w końcu wyszedł z wanny - kąpiel zdążyła już wystygnąć, a środki przeciwbólowe zaczęły działać, więc akurat. Błogosławiony szybko wytarł się szorstkim ręcznikiem, by przywrócić sobie krążenie i choć czuł, że ból trzymał go jednak o wiele głębiej - jakby w samych kościach - było mu lepiej. By jednak postawić się na nogi musiał jeszcze coś ze sobą zrobić, bo zmęczenie mu nie minęło. Całe szczęście wiedział doskonale jak temu zaradzić. Ubrał się więc i zszedł do piwnicy, do pracowni alchemicznej, w której trzymał większość eliksirów. Wśród licznych fiolek znalazł te z eliksirem wzmacniającym i łyknął dwie dawki - akurat tyle, by po jakimś kwadransie czuć się tak, jakby przespał spokojnym, głębokim snem całą nieobecność Aldarena. Swoją drogą, już dość długo go nie było… Ale może miał problem znaleźć coś otwartego o tej porze w taką pogodę. Mitra wolał nie iść go szukać, bo jeszcze by się minęli i by się nie znaleźli do wieczora. Wrócił więc do swojej sypialni, wcześniej zatrzymując się przy manekinie przy drzwiach, by troszkę zmodyfikować działające w nim zaklęcie. Będzie musiał to samo zrobić z pozostałymi starymi manekinami, ale to kiedy indziej, teraz nie chciał szastać “nielegalnie” odzyskanymi siłami. Teraz poszedł poleżeć.

        Mitra jednak nie odpoczywał. Gdy wszedł do sypialni, jego uwagę zwróciła przesyłka od Turillego. Pomyślał, że chociaż była zapieczętowana, Aldaren nie będzie miał mu za złe, jeśli złamie pieczęć i przyjrzy się temu Kontraktowi i opiniom prawników. Zabrał więc kopertę do łóżka i po dobraniu się do jej zawartości, w skupieniu zaczął czytać, zaczynając od najważniejszej części: propozycji umowy. Nie chciał po tym pisać, dlatego szło mu wolno, bo musiał dużo definicji zapamiętywać, a prawniczy bełkot nie był jego ulubionym językiem, ale jakoś brnął do przodu. Nawet nie zauważył jak szybko minął mu czas, aż usłyszał pukanie do drzwi wejściowych, po którym do jego sypialni zajrzał nowo zaklęty manekin. Uderzył się w pierś jak reszta kukieł, gdy informowała swojego pana, że ktoś przyszedł, ale jego gest był troszkę inny - dwa uderzenia, przerwa, dwa uderzenia. Jak bijące serce. Znak, że Aldaren wrócił do domu.
        - Idę - oświadczył Mitra, choć przecież manekinowi tłumaczyć się nie musiał. Odłożył na bok czytane dokumenty i poszedł do kuchni, gdzie słyszał, że krząta się jego ukochany. Z zaskoczeniem przyjął to, że wampir nawet nie zdjął płaszcza, tylko od razu stanął przy blacie i zaczął rozpakowywać kupione produkty. Wokół jego nóg momentalnie utworzyła się kałuża ze ściekającej deszczówki.
        - Ren, ale przemokłeś - westchnął z troską Mitra, podchodząc do skrzypka. Z czułością odgarnął mu mokre włosy z twarzy i zaraz spostrzegł, że ten ma czerwone oczy.
        - Co się stało? - zapytał głucho, jakoś tak odruchowo przy tym opuszczając wzrok na jego dłonie. Dostrzegł leżący wśród produktów czosnek, który wampir chwilę wcześniej wyciągnął i aż go zakuło w piersi na ten widok. Nie zastanawiając się nawet nad tym co robi i nie tłumacząc się złapał za główkę i poszedł z nią na drugi koniec kuchni. Schował szkodliwą dla swojego ukochanego przyprawę w najniższej, zupełnie zagraconej szufladzie i po zamknięciu jej stopą, poszedł umyć ręce, aby na pewno nie przenieść na sobie tego charakterystycznego zapachu. Nie wyrzucił tej trucizny tylko dlatego, że wydawało mu się, że Aldarenowi mogłoby być przykro, że tak bez pytania pozbył się czegoś, co on kupił.
        - Nie będę jadł czegoś, co może tobie zaszkodzić - oświadczył z przekonaniem, już wycierając dłonie. - Ren, przebierz te mokre ubrania, byś nie zmarzł. Szklarz przyjdzie dopiero za kilka godzin, do tego czasu musimy jakoś wytrzymać w tych przeciągach - poprosił ukochanego, ponownie do niego podchodząc. - Ja w międzyczasie przygotuję nam miejsce do pracy. Już się lepiej czuję - dodał, choć nie musiał tego tłumaczyć, bo faktycznie ruszał się znacznie lepiej.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 5 miesiące temu

        Serce się Aldarenowi krajało, przez to jak opuścił pokój Mitry, jak zostawił go samego bez najmniejszych wyjaśnień, a jedynie z jałową wymówką (choć zgadzającą się z rzeczywistością). Samo opuszczenie osłabionego partnera wymagało ogromnego wysiłku, ale było to przecież najlepsze wyjście. Przecież gdyby jeszcze raz (według tego co sobie ubzdurał, bo nigdy odkąd był z Mitrą, nie podniósł na niego ręki) zrobił niebianinowi krzywdę, katowałby się jeszcze bardziej niż teraz. Fakt, nekromanta był zaskoczony zachowaniem nieumarłego, nie tak powinna się zachowywać skrzywdzona osoba w obecności swojego oprawcy, ale jak inaczej miałby wytłumaczyć to, że Mitra nie chciał by go krwiopijca asekurował w drodze do jego sypialni? Że niby brudny i śmierdzący? Aldaren był zimny i cuchnął krwią, a mimo to łaknął bliskości ukochanego. Poza tym błogosławiony sam powiedział, że go wszystko boli, a przecież nic się takiego ostatnio nie wydarzyło, by miał powody do tego by coś go bolało. Fakt, mogła przez pogodę głowa, zatoki, albo jakaś stara kontuzja, ale te schorzenia obejmowały jedynie pojedyncze części ciała, nie je całe.
        Przemierzając ulice miasta nie czuł się najlepiej i to wcale nie o pogodę chodziło. Był wściekły na siebie i sfrustrowany, a przez to zbyt impulsywny oraz agresywny jak na siebie. Czego dowód na własnej skórze poczuła Nihima i jej pracownik. Niestety deszcz i chłód nie zdołały ukoić jego nerwów, a zwłaszcza bólu, ale tym akurat się mało przejmował. Praktycznie w ogóle. W końcu przeskrobał, więc sobie zasłużył na to jak do rzyci się obecnie czuł.

        Po powrocie do domu wcale nie było lepiej, choć wyłączył myślenie i odciął się od rzeczywistości, przez co jeszcze bliżej było mu od ożywieńca. Całkiem zablokował świadomość tego piekielnego bólu w sercu oraz chłodu siekącego aż do kości, nie wspominając o nieprzyjemnym uczuciu co chwila spływającej z niego wody i lepiących się do ciała ubrań. To właśnie było powodem tego, że nawet nie zdjął płaszcza, już nie wspominając o przebraniu się w coś suchego, nim przystąpi do gotowania. Nie. Dla niego priorytetem było przygotowanie ukochanemu rozgrzewającej zupy, choć wiedział, że nawet w minimalnym stopniu nie podchodziło to pod wynagrodzenie wyrządzonych niebianinowi krzywd, nie była to także próba uzyskania wybaczenia. Czy on chciał by mu wybaczono? Nie zasłużył na to. Poza tym jaki miałoby to sens, skoro w jego krwiopijczej naturze leży krzywdzenie innych, najbardziej tych w najbliższym otoczeniu, nawet jeśli jest to wbrew jego osobistej naturze.

        Nie odwrócił się, gdy Mitra do niego przyszedł. Można by nawet powiedzieć, że starał się raczej zachować odstęp między nimi, choć robił to raczej subtelnie, nie przerywając wypakowywania zakupów. Miał matowe spojrzenie, wyjałowione z wszelkiego życia jakby rzeczywiście był trupem. Prawie się poddał i dał pochłonąć wewnętrznemu mrokowi, niszczącemu go na razie psychicznie, ale kwestią czasu było, gdy zacznie się powoli wykańczać również fizycznie.
        - Przepraszam, wytrę podłogę za chwilę - odparł niemal machinalnie. Jedyną oznaką tego, że nie był rzeczywiście kolejnym nieżywym i bezmyślnym sługą nekromanty, było to, że pod jego dotykiem Aldaren lekko zadrżał i się spiął, zaraz uciekając wzrokiem na wypakowywane zakupy i starając się po prostu cierpliwie wytrzymać okazaną z troską czułość partnera.
        - Nic szczególnego - odpowiedział, w ogóle się nad tym nie zastanawiając. W sumie pytanie było podchwytliwe, bo mogło dotyczyć ogół, jak i tylko tego co się wydarzyło po tym jak wampir wyszedł. Pobicia blondyna chyba nie powinien wymieniać, bo o tym Mitra przecież doskonale wiedział, w końcu to on był tym blondynem. Jeśli natomiast o sytuację z Nihimą i tamtym tygrysołakiem chodziło, to czy miało to w ogóle jakieś znaczenie by się z tego spowiadać? Tylko by się jeszcze bardziej pogrążył i utwierdził nekromantę w przekonaniu, że krwiopijca jest wyłącznie okrutną bestią niezdolną do współegzystowania z istotami śmiertelnymi. Jego domeną w końcu była śmierć i to z nią powinien przystawać, nie z żyjącymi.
        - Co ty...? - ożywił się z ogromnym zaskoczeniem na twarzy, gdy Mitra nagle, jak opętany postanowił się pozbyć czosnku, zabierając go szybko, jak najdalej od skrzypka jakby to miał być jakiś bardzo jadowity i śmiertelnie niebezpieczny dla wampirów zwierz. Może zarażony czymś kanałowy szczur? Zmarszczył się lekko, niepocieszony takim zachowaniem partnera, zwłaszcza, że Aldaren chciał dla niego dobrze, a nie znał innej przyprawy, która nie dość, że nadała by wyrazistego smaku i ostrości daniom, to jeszcze miała dużo witamin wspomagających odporność.
        - Nie zaszkodzi mi jeśli nie będę tego jadł. Nie muszę jeść... nie jestem głodny - odparł z równym przekonaniem, patrząc niebianinowi hardo w oczy, jakby to miało być jakieś wyzwanie. Zaraz też poszedł niedawnym śladem Mitry, by wyjąć czosnek. Od razu się zachwiał i targnął nim odruch wymiotny, ale zdołał to przetrwać i położył przyprawiającą go o mdłości roślinę przy reszcie zakupów. Zamierzał nim natrzeć mięso nim je pokroi w kostkę i kilka ząbków wrzucić do zupy. Co prawda zupa gulaszowa już sama z siebie jest pikantna i rzeczywiście rozgrzewająca żołądek (wnioskując po składnikach w przepisie), ale czosnek właśnie będzie tym dodatkowym elementem już nie tyle dodającym zupie charakteru, ale przede wszystkim wspierającym odporność.
        - Martwi są z reguły zimni, nic mi nie będzie - skontrował chłodno. Chciał przystąpić do pracy, ale został zatrzymany przez Mitrę, choć ten jedynie do niego podszedł. Aldaren się cofnął. Spojrzał na niego z ogromną męką w niebezpiecznie czerwonych oczach, przez irytację lekko się zmarszczył, co nadało jego rysom jedynie jeszcze groźniejszego wyglądu. - Proszę, odejdź do swojego pokoju... przyniosę ci zupy jak będzie gotowa... - mruknął pod nosem, spuszczając zaraz głowę ze zbolałym skruszonym spojrzeniem. - Nie chcę znów cię uderzyć - dodał cicho. Zacisnął z żalem zęby, tak mocno, że jeden z kłów nakłuł mu wargę i zaczęła się skromnie sączyć z ranki krew, którą wampir zaraz zlizał, odetchnął głęboko i odwrócił się plecami do blondyna, faktycznie samemu zająć się gotowaniem.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 5 miesiące temu

        Mitra na początku nie zwrócił specjalnie uwagi na to, że Aldaren trzymał go na dystans - naiwnie myślał, że to tylko tak przypadkiem wychodzi, bo skrzypek się krząta przy zakupach. Chciał być jednak bliżej niego, nawet jeśli miał się przy tym zamoczyć. Jego niepokój wzbudziła dopiero ta wyprana z emocji uwaga, że posprząta powstałą kałużę za chwilę. To był kolejny powód - pomijając jego zachowanie, czerwone oczy i smutny wyraz twarzy - by zapytać go czy coś się nie stało. Odpowiedź nie była zadowalająca - jak wtedy, gdy na pytanie “co się stało?” słyszy się “nic”, a przecież widać, że daną osobę coś dręczy. Mitra walczył z sobą przez moment czy pytać dalej, czy uszanować to, że jego partner nie chce o tym gadać… Wtedy jego uwagę zwrócił czosnek. Kiedyś by się nim nie przejął, ale wiedział jak źle wampiry go znoszą, a że mieszkał z jednym z nich, nie chciał by doszło do nieszczęścia. Aldaren jednak niespecjalnie docenił jego gest, bo dyskutował.
        - Ale przy gotowaniu będziesz musiał go dotykać i wąchać - przypomniał Mitra. Nie spuścił wzroku, nie zamierzał się poddać, bo wcale nie podobała mu się myśl, że jego ukochany ma się katować tylko po to, by on mógł zjeść czosnek w zupie. To brzmiało absurdalnie bez względu na kontekst.
        - A poza tym jak ja będę miał się po tym z tobą całować? - dodał śmiało. Naprawdę takie wątpliwości zaprzątały jego myśli i gdyby przez taką pierdołę nie mógł okazać partnerowi czułości, byłby w nieopisany wręcz sposób nieszczęśliwy. Był przy tym przekonany, że przez zaskoczenie wygra tę dyskusję z Aldarenem. A że najlepiej, gdy za słowami idą czyny, Mitra podszedł do rozłożonych na blacie zakupów, znowu zabrał czosnek i tym razem zaniósł go na blat jak najdalej od Aldarena. Powtórzył też cały rytuał z myciem rąk.
        - Jak koniecznie musisz używać czegoś takiego, to biała część dymki świetnie się sprawdza jako zamiennik - oświadczył nieustępliwie. Wiedział co mówi, bo przygotowując kurczaka parę dni temu zastosował właśnie taki substytut, a danie smakowało i nikt nie narzekał - nawet on, choć znał smak oryginału, w którym używało się nieprzyzwoitych wręcz ilości czosnku i na jednego kurczaka szła niejednokrotnie cała główka… Ale z dymką też było niezłe, niech więc Al nie wydziwia.

        Zachowanie skrzypka coraz bardziej irytowało Mitrę - uciekał od niego, to było widać jak na dłoni. Zachowywał się, jakby on mu coś zrobił, ale co, czym sobie zasłużył na to, by nie móc przy nim być i by tak na niego szczekać? Wyglądał naprawdę tak, jakby przy przedłużającej się wymianie zdań miał odepchnąć Mitrę i wyjść albo się na niego rzucić… Ale nekromanta nie zamierzał dać się zastraszyć - nie podobała mu się ta atmosfera między nimi i chciał poznać przyczynę tego co się działo.
        - Nie odejdę, chcę zostać z tobą - odparł więc. Gdy jednak usłyszał kolejne wyznanie wampira, zamarł. Był zupełnie zaskoczony i zdezorientowany - widać to było w jego szeroko otwartych oczach. To znaczy: Aldaren mógłby to zobaczyć, gdyby się nie obrócił. Ale to w sumie dobrze, że nie patrzył, bo nie widział irytacji, jaka wezbrała po chwili w błogosławionym.
        - Co ty opowiadasz? - parsknął w końcu, nadal nie potrafiąc uwierzyć w słowa wampira. - Uderzyć, ty? Ren, spójrz na mnie - zażądał w końcu. A że spodziewał się, że skrzypek go nie posłucha, podszedł do niego i złapawszy za ramię sam obrócił go w swoją stronę. Znowu pod wpływem emocji znajdował w sobie siły, których na co dzień nie miał i nawet jeśli jego ukochany próbował stawiać opór, jemu udało się to chociaż odrobinę. Przytrzymał go za ramiona starając się przy tym, aby móc patrzeć mu w oczy.
        - Co ty opowiadasz? - zapytał po raz kolejny rozedrganym głosem. - Jakie “uderzyć”, co ty pleciesz? Przecież ty nigdy nie podniosłeś na mnie ręki! Nie chcę żadnej twojej cholernej zupy, jeśli mi nie powiesz o co chodzi i skąd ci przyszło do głowy, że mogłeś mi zrobić coś takiego… Wiedz, że nie zrobiłeś mi krzywdy i naprawdę nie pojmuję… Ren, pomyśl, czy gdybyś mnie uderzył, rozmawialibyśmy teraz, czy już dawno kazałbym ci się wynosić? - dodał jeszcze. Gdy mówił, cały czas trzymał skrzypka za ramiona, a pod wpływem silnych emocji naparł wręcz na niego, tak że musiał oprzeć się na blacie. Zorientował się jednak, że ze stresu przestaje panować nad odruchami i trochę poluzował chwyt. Spojrzał na Aldarena smutnym wzrokiem.
        - Jak mam ci udowodnić, że to nie była prawda? - zapytał. - Że nawet jeśli zdaje ci się, że mnie uderzyłeś, nic takiego się nie stało? Uwierz mi...

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 5 miesiące temu

        Aldaren doskonale wiedział, że Mitra łatwo mu nie odpuści tego czosnku, choć nadal nie rozumiał jego troski, skoro wcześniej... Zabronił wampirowi, by ten go dotykał. Niby błahy powód, ale nie dla skrzypka, który od razu dorobił sobie do tego idealnie pasującą teorię, niezbyt zgodną z rzeczywistością i przyjemną w skutkach. Nie dla Aldarena. I nazbyt irytującą dla Mitry.
        - Byłem człowiekiem, nic złego mi się nie stanie od obrania kilku ząbków czosnku - skłamał, wzruszając ramionami i zaraz kładąc ponownie główkę ząbków niezgody na blacie. Nie poczuł się przy tym najlepiej, ale zdołał zapanować nad swoimi odruchami i zaczął przygotowywać się do pichcenia. Przerwał jednak, słysząc zaraz chwytający za serce, ale i jednocześnie poważnie mącący krwiopijcy w głowie argument. Spojrzał zaskoczony na nekromantę i to był jego błąd, bo przeklęta przyprawa, bardzo szkodliwa dla wampirów, znów zmieniła swoje miejsce położenia. Z niezadowoleniem zmarszczył nos i spojrzał wilkiem na myjącego dłonie blondyna, odpowiadającego za przemieszczenie się czosnku, grając przy tym nie fair. Przez moment się zastanawiał, czy to jak Mitra się przejął o to czy będą się mogli po tym czosnku całować czy nie, było rzeczywiście szczere, czy jedynie był to okrutny podstęp. Mitra naprawdę mógłby z taką łatwością użyć jokera ze swojego rękawa przeciwko Aldarenowi i po prostu uderzyć bez wahania w jeden z jego najsłabszych punktów? Chciałby mieć nadzieję, że nekromanta nigdy by czegoś takiego nie zrobił, ale w sumie... Skoro wampir go tak okrutnie potraktował zeszłej nocy, że niemalże skatowany blondyn musiał go błagać o litość...
        Na jego uwagę o dymce w ogóle nie zareagował, nic nie odpowiedział. Wysłuchał go, owszem, ale nie powiedział w tej kwestii nic. Nie kłócił się dalej, nie wykiwał ukochanego i nie zabrał podstępem znów czosnku. Po prostu z niezadowoleniem odwrócił się i organizując swoje miejsce pracy.

        Wampirowi cisnęła się na usta odpowiedź, by został w takim razie, skoro ma taki kaprys, ale żeby przynajmniej nie wchodził mu w drogę, jednakże nie zdołał tego powiedzieć. Za bardzo szanował i kochał Mitrę by go tak potraktować. Zwłaszcza, że spotkało go w życiu tyle złego, a najgorsze stało przy kuchennym blacie w jego domu.
        Skrzywił się z niezadowoleniem, gdy dotarło do niego, że za głośno powiedział o tym pobiciu, ale w sumie szok niebianina poddawał w wątpliwość, czy w ogóle do jakiegokolwiek użycia siły wobec niego doszło. Słysząc polecenie błogosławionego, by na niego spojrzeć, jakby jeszcze bardziej spuścił głowę i się spiął, czując zbyt wielki żal by to uczynić. Przyjął całkowicie bierną postawę, jakby sam był jednym z manekinów bez życia i nawet gdyby niebianin pod wpływem emocji nie znalazł w sobie niezwykłej dla niego siły, z łatwością byłby w stanie odwrócić nieumarłego w swoją stronę.
        Na pierwsze pytanie w ogóle nie zareagował, choć w sumie wyglądał jakby przez wstyd i obrzydzenie do samego siebie jakie obecnie czuł, skurczył się w sobie. Unikał spojrzenia ukochanego i zamiast skupić się na jego słowach, zastanawiał się co zrobić, żeby jak najlepiej wybrnąć z tej sytuacji bez jakichkolwiek przykrości po stronie Mitry.
        Kiedy jednak został przez blondyna dociśnięty niemalże boleśnie do blatu, sapnął cicho i zacisnął zęby, zdezorientowany patrząc na partnera, jakby dopiero teraz się obudził i kompletnie nie wiedział co się stało, jednocześnie będąc tą niewiedzą zirytowanym.
        - Miałeś... - odezwał się słabym głosem, prawie jakby był na skraju załamania. - Miałeś pełno paskudnych siniaków na torsie i plecach... - westchnął i zgarnął do tyłu drżącą ręką włosy spadające mu na oczy. Dopiero teraz spojrzał na ukochanego z rozpaczą, co przez czerwone, drapieżne, typowo wampirze oczy raczej słabo było dostrzec. Sam mówiłeś wcześniej żebym cię nie dotykał. Mówiłeś, że wszystko cię boli, a w nocy, w zamku błagałeś bym już więcej cię nie bił! - wyznał w końcu spuszczając z żałością głowę i drżąc na całym ciele. - Byłeś w TAMTYM lochu... Skuty łańcuchami... A ja... Wybacz mi. Obiecuję, że już więcej mnie nie zobaczysz... - zdołał wyburczeć pod nosem z ciężkim sercem.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 5 miesiące temu

        W walce o ten nieszczęsny czosnek Mitra wykazał się zawziętością i sprytem, o który pewnie niewielu by go podejrzewało. Tak, użył nieczystego argumentu z pocałunkami, ale w dobrej wierze. Nie wiedział co takiego zatruwa myśli jego ukochanego i nie spodziewał się jakie rewelacje wkrótce usłyszy. I że wtedy przez moment będzie miał ochotę rzucić w wampira tym czosnkiem albo lepiej: wcisnąć mu go do gardła.

        Mitra niepokoił się coraz bardziej, a to rodziło w nim dużą frustrację. Bał się co mogło chodzić Aldarenowi po głowie. Czy wiedział coś, czego nekromanta nie był świadomy? Coś się stało w międzyczasie? Nie byli ze sobą cały czas, wampir spędził sam pół nocy, poranek, wyszedł sam na miasto. Ktoś nakładł mu jakiś głupot do głowy? Może Xargan? To by do niego pasowało, mógłby chcieć zabawić się kosztem skrzypka. Jeśli to prawda… Tym razem demonowi nie odpuści, zabije go, nawet jeśli będzie musiał przypłacić to własnym życiem. Aldaren wyglądał jak po intensywnej serii tortur, a Mitra nie wiedział co jest tego przyczyną i jak mu pomóc. Co się stało, że nie chciał mu nawet w oczy patrzeć?
        A jednak lawina wyznań i wyjaśnień skrzypka bardziej zdezorientowały Mitrę niż cokolwiek wyjaśniły. Był w szoku na wieść, że miał siniaki - przecież to niemożliwe, widział swoje ciało i nie było na nim śladu przemocy. Poza tym… Kiedy Aldaren widział go nagiego? Zajrzał mu pod ubranie gdy spał? Błogosławionemu w głowie się to nie mieściło, ale nie znajdował innego rozwiązania tej kwestii. Nie miał zresztą czasu tego roztrząsać, bo skrzypek już spieszył z kolejnymi rewelacjami: o zamku, lochach, torturach…

        Wszystko jednak co zostało powiedziane do tej pory było nieważne. Nie w chwili, gdy Mitra dostał w twarz takim wyznaniem. Naprawdę wyglądał jakby został uderzony - zbladł, a w jego szeroko otwartych oczach widoczna była mieszanka zaskoczenia i przerażenia, w której z czasem coraz więcej pojawiało się rozpaczy. Poluźnił chwyt obu dłoni, lecz tylko na chwilę - dwa uderzenia serca później wszystko uległo zmianie. Mitra mrugnął, a w jego oczach pojawiła się furia zagonionej w kąt zwierzyny, która zamierza gryźć w ostatnim rozpaczliwym odruchu obronnym. Błogosławiony złapał Aldarena mocno za przód koszuli i szarpnął nim.
        - Co ty mówisz?! - ryknął na niego. - Chcesz ode mnie odejść?! Bo co?! Bo coś ci się przywidziało? Tak łatwo chcesz ze mnie zrezygnować?! Tyle… Tyle znaczyły… - Mitra aż się zapowietrzył z tego wszystkiego. Był przerażony. Myśl, że Aldaren miałby od niego odejść zupełnie odebrała mu rozum. Pchnął go mocno na szafki i odsunął się. Do głowy przyszedł mu tylko jeden sposób na to, aby zatrzymać wampira przy sobie. Aby udowodnić, że nie zrobił mu żadnej krzywdy. I choć nigdy wcześniej by się do tego nie posunął, teraz był przekonany, że nie ma innego wyboru. Aldaren postawił go pod ścianą…
        Mitra bez żadnego wstępu i ostrzeżenia złapał za brzeg swojej bluzy i zdjął ją przez przez głowę. Gdy ponownie widać było jego twarz, wykrzywiał ją grymas złości i rozpaczy. Cisnął ubranie na ziemię z nienawiścią, jakby to ono było czemukolwiek winne. Choć próbował spojrzeć wampirowi w oczy, nie umiał. Czuł, jak pod powiekami powoli zbierają mu się łzy.
        - ZADOWOLONY?! - krzyknął, rozkładając ręce, by skrzypek widział jego ciało, na którym nie było nawet najmniejszej skazy. - Mam jakieś siniaki?! Ślady po łańcuchach?! Nie byliśmy w żadnym cholernym zamku! Pół nocy spędziłeś w moim łóżku, ale ledwo zmrużyłem oczy, ty przeniosłeś się do siebie! Na górę, nie do żadnego zamku! Nie tknąłeś mnie nawet palcem… Więc o co ci do cholery chodzi?! Dlaczego chcesz mnie zostawić? - zapytał, podnosząc nabiegłe łzami oczy na Aldarena. Miał jeszcze wiele pytań i żali do wylania, ale nie miał już siły, by je wszystkie wyrazić. Poczuł jak ogarnia go chłód i zdał sobie boleśnie sprawę z tego, że stoi półnagi. Odruchowo objął się ramionami, skulił i obrócił głowę. Zdał sobie sprawę, że to wcale nie pomaga, bo w ten sposób nadstawił bark i ukazał swoje skrzydło, co było jeszcze gorsze od nagiego torsu. Przykucnął więc, by podnieść bluzę, po którą sięgnął drżącą ręką. Nie ubrał jej, jedynie przycisnął do piersi i cofnął się o krok.
        Wcale nie chciał, by to musiało nastąpić w takich okolicznościach. Tak bardzo liczył na to, że będzie zupełnie inaczej…

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        Niby Aldaren się domyślał jak Mitra musiał się poczuć na wieść o tym, że wampir chciał go opuścić przez domniemane pobicie i torturowanie ku własnej przyjemności, ale już na tyle poznał nekromantę, że wiedział, iż coś takiego jak syndrom polegający na zauroczeniu się w swoim oprawcy, nigdy u blondyna się nie pojawi. Już prędzej właśnie by albo wampira znienawidził i pogonił albo zabiłby z miejsca. W sumie obie te możliwości były równie dobre co rozwiązanie zaproponowane przez nieumarłego - w końcu każda z nich gwarantowała, że Aldaren już nigdy więcej się ani nie zbliży, ani ponownie nie skrzywdzi ukochanego.
        Trochę za późno, ale nareszcie tryby w głowie skrzypka zaczęły pracować. Dlaczego mimo bycia dręczonym przez wampira zeszłej nocy, Mitra nadal trzymał się blisko niego i nawet okazywał swoją troskę, choćby z tym czosnkiem, albo tym, że nie było na krwiopijcy ani jednej suchej nitki. Może rzeczywiście nie podniósł ręki na ukochanego ostatniej nocy? Czyżby to był tylko zły sen? Szkoda, że ta pomyłka będzie raczej nieprzyjemna w skutkach dla nich obu.
        Mitra zdawał się wpaść w jakiś mrożący krew w żyłach na samą myśl, amok i coś Aldarenowi podpowiadało, że jego szał nie brał się z tych rewelacji o byciu pobitym sprzed chwili. Dowód tego nawet zaraz otrzymał w postaci pytań odnoszących się do konkretnej kwestii, która zmieniła jego kochanego niebianina w rozszalałego diabła. Nie było się z resztą czemu dziwić i choćby z tego powodu wampir nie próbował się bronić, ani jakoś złagodzić furii partnera, po prostu z pokorą przyjął na siebie cały jego gniew. Wychodził z założenia, że gdy nekromanta wyładuje się na nim, a nie będzie dusił to wszystko w sobie, szybciej mu emocje opadną i nie będą niosły ze sobą przykrych następstw. Poza tym czy pomyłka czy nie, skrzypek zasłużył sobie. Kiedy więc został szarpnięty za mokre ubranie i Mitra zaczął krzyczeń mu w twarz, patrzył ze spuszczoną głową gdzieś w bok. Nie było co przepraszać, bo zwykłe przepraszam by tu nie wystarczyło. A gdyby myślał, że jest inaczej musiałby być jeszcze większym idiotą i dupkiem niż obecnie się prezentował.
        Wściekłość Mitry rozdzierała nieumarłemu grajkowi serce na strzępy, bo miał świadomość tego, jak bardzo musiała blondyna zaboleć wieść o tym, że skrzypek chciał do niego odejść. Czy bolało go to bardziej niż gdyby rzeczywiście został poddany fizycznym torturom, o których śnił Aldaren? Lazurowooki nie chciał się tego dowiadywać. Zerknął smutno na błogosławionego i otworzył usta, nabierając powietrza, by zapewnić, że tak przecież by go już więcej nie skrzywdził, ale w tym momencie został pchnięty na szafki, do której blatu jednej z nich był niemalże boleśnie dociskany jeszcze chwilę temu. Uderzenie w meble może i nie było poważne ani mocne, ale było wystarczające by od krzyża przeszedł go prąd, a rana na boku zapulsowała nieprzyjemnie. Nie otworzyła się. Była na tyle zregenerowana przez tych kilka litrów krwi, które wypił w ciągu ostatnich dwunastu godzin i zerwanie się szwów i ponowne krwawienie z niej raczej Aldarenowi nie groziło, ale nadal była świeża i kto wie, czy obecnie nie było to najbardziej wrażliwe miejsce na ciele wampira. Wrażliwe pod tym względem, że delikatne przesunięcie palcami, a nie daj Prasmoku potarcie krawędzią rękawa mogło spowodować dość nieprzyjemne uczucie.
        - Mitro, wys...mnie... - Starał się do niego jakoś przemówić i choć na chwilę uspokoić, by móc się wysłowić, lecz nie było to wcale takie proste, widząc tą rozpacz w jego oczach. Niemalże wyglądał jak szaleniec, który w każdej chwili może się targnąć na swoje życie. To przerażało Aldarena. Wyciągnął w jego stronę rękę by położyć mu ją delikatnie na ramieniu i przytulić, ale zaraz ją cofnął i zamarł w miejscu, jakby właśnie został potraktowany zmieniającym w kamień wzrokiem Bazyliszka. Patrzył z niedowierzaniem jak nekromanta w gniewie zdejmuje z siebie górną część garderoby i ciska ją na zimie.
        Może i w innych okolicznościach rozpłynąłby się od widoku wyeksponowanego przez niego torsu, tej jasnej, delikatnej skóry, ale obecnie jego oczy nie widziały w otoczeniu nic poza udręczonym wyrazem twarzy niebianina. Skrzypkowi od tego widoku zrobiło się jeszcze gorzej niż gdyby naprawdę pobił i okrutnie zgwałcił ukochanego.
        Używając magii osuszył swoje ubranie, szczególnie się skupiając na płaszczu, uważając przy tym by nic przez przypadek nie podpalić (zwłaszcza nie siebie) i zaraz delikatnie ocieplone i suche okrycie z siebie zdjął by podejść wolno i ostrożnie do blondyna, niemal jak do dzikiego zwierzęcia, którego zaufanie próbowało się zdobyć by móc mu pomóc, i zaraz okrył nim Mitrę. Zapewne głupie w obecnej sytuacji, ale wahał się przez moment czy go przytulić, czy zwrócić przestrzeń osobistą.
        Zaraz zdecydował się na trzecią opcję, coś pomiędzy tymi dwoma - ujął na moment twarz ukochanego, by otrzeć jego łzy, po czym przyłożył swoje czoło do jego delikatnie kładąc dłonie na jego ramionach. Gdyby chciał uciec - ma możliwość. Gdyby chciał się przytulić - te ramiona zawsze tylko na niego czekają.
        - Wiesz... tak się zastanawiam czy kiedyś nie uda mi się doprowadzić do konfliktu przez swoją głupotę - powiedział cicho, nawet lekko się uśmiechnął jakby chciał rozluźnić tym atmosferę. Zaraz westchnął i w sumie nie myśląc już o tym czy przytulić niebianina i jakie niosłoby to ze sobą konsekwencje, po prostu go objął i delikatnie przygarnął do swojej piersi. - Ten... sen... był tak realny - mruknął ze skruchą w głosie. Spuścił przy tym głowę, naprawdę bolało go, że przez swoje przewrażliwienie i niezbyt dobre w rzeczywistości zdrowie psychiczne znów doprowadził Mitrę do łez.
        - Chciałbym wierzyć i zapewnić, że nigdy nie podniósłbym na ciebie ręki, ale... tyle setek lat Faust... Nie mogę mieć pewności, że nigdy nie będę taki jak on. W końcu już po części nim jestem - głowa rodu, wampir, mierny demonolog, a zwłaszcza osoba, która jedynie rani najbliższych swojemu sercu...
        Puścił błogosławionego i cofnął się dwa kroki, a po tym odwrócił plecami, by dać mu choć te minimum prywatności by mógł założyć z powrotem bluzę i poczuć się nieco bardziej komfortowo.
        - Obiecasz mi, że gdybym był dla ciebie niedobry, w jakiś sposób bym cię ograniczał, albo... uderzyłbym cię od razu byś mnie pogonił jak najdalej? - zapytał drżącym głosem, choć starał się zachować pewny ton i powagę sytuacji.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Mitra czuł się jakby ktoś mocno uderzył go w głowę. I to parę razy. Bał się tego, że Aldaren unikał jego wzroku, bo nie wiedział co on sobie może myśleć. Mógł być przecież zły o to, że błogosławiony robi mu scenę jak jakaś rozhisteryzowana panna. Albo jemu również było ciężko i nie chciał tego przedłużać. Albo... Ale cholera, dlaczego w ogóle to robił?! Dlaczego nie miał tyle odwagi, by patrzeć mu teraz w oczy, by się wytłumaczyć, dyskutować? Mitra był zrozpaczony, bo nie rozumiał tego co się dzieje. Tego, że wczoraj jeszcze z taką czułością się do siebie odnosili, a teraz Aldaren chciał trzasnąć drzwiami i zniknąć z jego życia... Choć przez te ostatnie dni tak naprawdę stał się sensem tego życia.
        W kolejnej nagłej fali emocji Mitra wytykał sobie, że był naiwny. Że przecież życie nauczyło go już, że nie warto ufać innym i jedyne co może go spotkać z ich rąk to krzywda, a mimo to tak bardzo zaangażował się w ten związek. Że przez moment uwierzył, że ma szansę być szczęśliwym, że może w końcu pożegna demony przeszłości i będzie w stanie zwalczyć wszystkie fobie, które się w nim nawarstwiły i wzmocniły. Dostał w twarz za to, że opuścił gardę i tak się odsłonił przed mężczyzną, którego przecież ledwo znał... Oddał mu wszystko co tylko mógł jak jakaś głupia nastolatka. To była po prostu nauczka. Może lepiej teraz niż wtedy, gdy Mitra już by się przełamał i mu się oddał w ten mniej metaforyczny sposób... Przynajmniej po tym wszystkim zachowa chociaż to. Wcześniej stanowił niewiele więcej, więc jeśli Aldaren trzaśnie drzwiami i odejdzie z jego życia, nauczka nie będzie aż tak dotkliwa. Jakoś się wyliże. Krew zmyje czarne myśli. Będzie jej wiele, ale to zawsze pomagało...
        Po wybuchu złości, strachu i bezsilności Mitra stracił wszystkie siły jak nakryta kloszem świeczka. Wystraszył się, gdy zobaczył jak Aldaren się do niego zbliża - wyraźnie się wzdrygnął. Dostrzegł jednak w jego oczach żal, troskę i zapewnienie, że będzie dobrze, że nie musi się niczego bać. Bardzo, desperacko wręcz chciał w to wierzyć i choć tak naprawdę drżał ze strachu, nie odsunął się, nie uciekł. Stał i czekał, jedynie patrząc. Gdy mrugał, spod jego powiek uciekały drobne łzy, ale nie wyrwał mu się nawet najcichszy szloch. Stęknął, gdy Aldaren założył mu na ramiona swój płaszcz. Bał się tego gestu. Wampir był tak strasznie blisko niego, a on stał przed nim półnagi... Psychicznie zupełnie nie był na to gotowy. Ale nie uciekł. Powoli wypuścił z płuc powietrze, kuląc się pod ciężarem wygrzanego przez zaklęcie okrycia. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Aldaren jednak ułatwił mu sprawę i zdjął z jego barków ciężar prowadzenia jakiejkolwiek rozmowy, podejmowania decyzji. Dotknął jego twarzy, objął ją swoimi chłodnymi dłońmi. Mitra pozwolił mu na to, choć teraz to on uciekał wzrokiem i tylko raz na mgnienie oka zerknął na swojego ukochanego, który chciał go zostawić. Bolała go czułość Aldarena - takie głaskanie wcale nie ułatwiało rozstania. Naprawdę Mitra wolałby, aby wampir po prostu minął go bokiem i odszedł. To jak ze zrywaniem opatrunku - lepiej zrobić to szybko, jednym pociągnięciem, a nie pieścić się z tym.
        A jednak Mitra nie uciekał. Choć oczy miał zamknięte, gdy Aldaren dotykał jego twarzy, nie wyrywał się i dzielnie trzymał głowę tak, aby skrzypek mógł mu otrzeć łzy. I później również się nie cofnął, jedynie gwałtowniej odetchnął, gdy wampir złapał go za ramiona.
        - Proszę, zostań - szepnął przez ściśnięte gardło. Otworzył oczy po odpowiedzi ukochanego: po tych słowach, że każda popełniona przez niego głupota prowadzi do konfliktu. Patrzył na niego jakby nie rozumiał. Nie spuszczając z niego wzroku lekko się zaparł, gdy on spróbował go przytulić - wcale nie chciał być teraz dotykany, nie tak bardzo. Co innego muśnięcie policzka, a co innego objęcia... Ale w końcu uległ. Cały czas jednak kurczowo trzymał ręce przy sobie, zaciskając palce na narzuconych na siebie ubraniach.
        Sen… Aldarenowi się to wszystko przyśniło. Całe to pobicie zaszło w jego snach, a on nie był w stanie odróżnić ich od jawy. Mitra nie wiedział co o tym myśleć. Niby mu ulżyło, że to się rozwiązało, ale pozostało jeszcze wiele pytań. Mitra jednak milczał. Ukradkiem zerkał na swojego ukochanego, gdy ten mówił. Jego oczy trochę przeschły, ale tylko trochę: nadal niewiele potrzebowały, by znowu zapełnić się łzami. A teraz, poza strachem i smutkiem, ogarnął go jeszcze żal i troska o ukochanego. Gorączkowo zaprzeczyłby jego słowom, ale miał ściśnięte gardło.
        Gdy Aldaren go puścił, Mitra nie spuszczał z niego czujnego spojrzenia i nawet gdy skrzypek się obrócił, on jeszcze chwilę czekał nim się poruszył. Spuścił wzrok i zsunął z ramion płaszcz ukochanego. Bardzo szybko wciągnął na siebie własną bluzę i porządnie naciągnął jej rękawy, by nie było spod nich widać nadgarstków. Zerknął na plecy ukochanego, słuchając co ten do niego mówił. Jeszcze raz naciągnął na sobie ubranie w nerwicowym tiku. Po usłyszeniu pytania długo nic nie mówił, choć znał odpowiedź. Zbliżył się tylko do Aldarena i tak chwilę stał, a później bardzo powoli i ostrożnie, jakby bał się reakcji wampira i chciał w każdej chwili móc uciec, objął go od tyłu. Czoło oparł o jego kark i gdy się odezwał, mówił do jego pleców. Może nie brzmiał wyraźnie, ale po prostu musiał ukryć twarz, bo ta go wręcz paliła.
        - Nie jesteś jak Faust - oświadczył. Cicho, ale z determinacją. - To nie są argumenty… To tak jakby samo bycie mężczyzną mogło stanowić wystarczający dowód na podobieństwo… Nie jesteś nim - powtórzył stanowczo. - I nigdy nie będziesz. Faust setki lat próbował cię zniszczyć i przekuć twój charakter według swojego widzimisię, ale nie udało mu się. Bo nadal potrafisz być czuły, troskliwy, zabawny… Ta sama rasa i wysoka pozycja nic nie znaczą.
        Mitra westchnął, jego palce delikatnie zacisnęły się na koszuli Aldarena.
        - Rozmawialiśmy o tym, by mówić, gdy coś będzie nie tak. Byś pytał, gdy się dziwnie zachowuję. I tyle wyszło z twoich obietnic. To wszystko przez to, że nie chciałem się przytulać? Ja naprawdę… Ja naprawdę byłem po prostu obolały. Bo miałem ciężką noc, której nie przespałem, bo się o ciebie martwiłem i było mi strasznie żal, że uciekłeś. Ledwo zmrużyłem oko. Bo rytuał był męczący. Wystarczyło, byś zapytał… Ale najbardziej zabolało mnie to, że chciałeś ode mnie odejść i w ogóle o tym ze mną nie rozmawiałeś tylko mimochodem wspomniałeś. Ren, ja cię naprawdę kocham nad życie. I naprawdę gdybyś miał odejść… Ja tak nie chcę. Proszę, nie zostawiaj mnie… Dałeś mi nadzieję na szczęście i ja chcę go przy tobie zaznać. Obiecuję ci, że cię wykopię jeśli kiedykolwiek będziesz próbował mnie skrzywdzić, ale ty obiecaj, że teraz ode mnie nie odejdziesz, bo naprawdę nic mi nie zrobiłeś. Ja cię kocham, Ren. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Proszę, nie odchodź...

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        Niezbyt przyjemnie mu się zrobiło, gdy przytulił do siebie ukochanego, w nadziei, że gest ten przyniesie im obu choć minimalne ukojenie, a zamiast tego Mitra po prostu się spiął. Zastygł jak zamieniony w kamień, jak sparaliżowany wzrokiem Bazyliszka. Aldaren przez moment poczuł się jakby przymuszał go do tego i nie tylko, do całego bycia razem, do wszystkich tych czułości jakie Mitra mu okazywał. Nie było to wcale pocieszające. Nawet zrobiło mu się od tego jeszcze gorzej na sercu i wątrobie.
        Przez to jedno przytulenie niebianina, przypomniał mu się Faust, którym w obecnej chwili miał być skrzypek. Jego dawny mentor i opiekun również w ogóle nie zwracał uwagi na to, czy chciał jego towarzystwa i czułości (rzadko się to zdarzało, a nawet jeśli to i tak za sprawą łagodniejszego przymusu, choćby szantażu), po prostu starszy wampir robił z młodszym to co chciał i kiedy chciał. Aldaren wiele razy się zastanawiał czy aby nie był jedynie ulubioną zabawką Fausta. Wydarzenia sprzed miesiąca kategorycznie temu co prawda zaprzeczały, ale na rzecz zdegradowania muzyka wyłącznie do roli pionka. Może i był ważniejszą figurą od piona, może skoczkiem albo wieżą, ale nie zmieniało to faktu, że i tak można go było bez zastanowienia poświęcić byle by tylko wygrać daną partię. Czy lazurowooki podobnie traktował Mitrę? Niby sprawa tego pobicia zdawała się być rozwiązana, ale czy rzeczywiście nie byłby w stanie tego zrobić? Potępiał Fausta i nie żałował jego śmierci, zrobił by w życiu wszystko byleby nie być tylko taki sam jak jego mistrz, ale czy już czasami nie powielał po prostu jego gestów i zachowań. Nie był w stanie samemu się uporać z własnymi wątpliwościami, które w końcu opuściły usta wampira, nawet jeśli nie do końca chciał je wystawiać na światło dzienne.
        Odetchnął głęboko i cofnął się od Mitry, odwrócił do niego plecami i chcąc zająć czymś myśli, jakoś stłumić to nieprzyjemne uczucie, które utknęło mu w gardle, zaczął się z lekko drżącymi dłońmi przygotowywać do pichcenia. Miał nadzieję, że wszystko co tu się wydarzyło i zostało wypowiedziane, umrze zduszone okrutnym milczeniem, które zawisło po wypowiedzi nieumarłego niczym katowski topór. Aldaren był już z tym pogodzony, wiedział jak wyglądała prawda i wcale nie potrzebował potwierdzenia partnera. Dla niego nawet to po części było i lepiej. Przynajmniej ten sączący mu w serce i umysł truciznę temat, nie zostanie rozwinięty. Można więc uznać jego słowa za ostrzeżenie. Powoli zaczął się uspokajać.
        Ukojenie jednak szybko odeszło, gdy krwiopijca poczuł czyjś ciężar i ciepło bezpośrednio przy swoich plecach. Znów pętla ścisnęła mu gardło i choć niemiłosiernie bolało, odetchnął głęboko. Mógł się domyślić, że to właśnie powie niebianin, ale czy rzeczywiście mógł mieć rację? Przecież w ogóle nie znał Fausta, a i sam skrzypek był dla niego pewnie jedną wielką niewiadomą. Miło było słuchać tej determinacji w głosie nekromanty, gdy zaprzeczał podobieństwu Aldarena do jego mistrza, ale młody lord, choć bardzo chciał, nie był w stanie w to uwierzyć nawet ociupinkę. Zwłaszcza, że dzisiaj dał dowód tego jaki był w głębi duszy... Okrutna, krwiożercza bestia...
        Przestał zajmować się układaniem składników obiadu i narzędzi jakie będą mu w gotowaniu potrzebne, gdy tylko Mitra zaczął mówić o tym, że Aldaren nigdy nie będzie taki jak Faust. Zastygł i spuścił głowę z żalem i ogromnym smutkiem. Mimo tych wszystkich miłych słów, dlaczego Mitra przypomina mu teraz zaszczute zwierze. W tym jednym momencie był skory wydrapać sobie oczy, byleby tylko mieć pewność, że więcej już nie zobaczy partnera w takim stanie. Westchnął, samemu nie wiedząc czy chciał się kłócić o to, że Mitra się mylił, czy skapitulować i przyznać mu rację. Faust jednak odszedł na boczne tory, gdy Mitra ponownie się odezwał, a kto wie, czy od tego poczucie winy wampira jeszcze bardziej się nie pogłębiło.
        Na końcu języka miał ripostę, że najwidoczniej jest nieświadomie równie dobrym kłamcą jak i żądnym krwi potworem, ale darował ją sobie. Mitra starał się jakoś załagodzić spór najlepiej jak potrafił, nie zasłużył sobie by być tak atakowanym. Ale co poradzić skoro to prawda? Znowu spuścić głowę i jałowo przeprosić, by za jakiś czas zrobić to samo? Z powodu czego? Własnej dumy? Wmawiania sobie, że nie chciał go martwić? Że chciał dla niego dobrze? Dlaczego te tłumaczenia wydawały się jedynie mydleniem oczu?
        - "Bo nie chcesz okazać słabości" - podpowiedziało niewyraźne echo w jego głowie. Xargan czy własna świadomość skrzypka, nie miało to znaczenia. Cokolwiek było autorem tych słów, miało rację.
        "Bo przez całe życie nauczyłem się udawać silniejszego niż jestem w rzeczywistości, byleby tylko nie dać słabościom wypłynąć na powierzchnię" - westchnął ciężko. Czyli jednak głupia duma...
        - Nigdzie się nie wybieram - odezwał się w końcu. Co prawda nie stać go było na przyjęcie beztroskiego i wesołego tonu, czy chociaż tego zapewniającego, że wszystko będzie dobrze, ale po prostu wymagana była obecnie powaga. Zależało Aldarenowi by jego słowa mimo złamanej obietnicy zabrzmiały jednak wiarygodnie i by Mitra już się na nim nie zawiódł. Choć... z tym ostatnim będzie ciężko, gdy w te okolice ptaki przyniosą wieść co młody lord zrobił dzisiejszego dnia. Może nawet Mitra zacznie mieć inne spojrzenie na wampira, ale tego co krwiopijca zrobił już raczej nikt nie cofnie, a on będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami własnych działań.
        - Wiem, że moje obietnice poprawy, czy przeprosiny za złamanie tej, są obecnie niewiele warte, ale naprawdę, skoro to wszystko... to... pobicie, było tylko sennym koszmarem a nie rzeczywistością, nie zamierzam cię opuszczać. Jeśli nadal mogę gościć pod twoim dachem - zapytał niepewnie, odwrócił lekko głowę, by spojrzeć przez ramię na wtulającą się w jego plecy, blond czuprynę. - Kwestię mojego odejścia zostawiam już wyłącznie w twoich rękach, bez twojego jasnego polecenia, nie chcę od ciebie odchodzić. Jesteś całym i jedynym sensem mojej egzystencji - powiedział łagodnie i pokrzepiająco, nie uśmiechnął się, jednak zachowując poważną minę. Za dobry znak można było uznać to, jak oczy Aldarena z czerwonych, zaczęły odzyskiwać swój dawny kolor, nawet jeśli on sam nadal zdawał się być czymś strapiony. Nie odwrócił się do niebianina i nie przytulił go, bo domyślał się, że mógłby go obecnie tym jedynie rozsierdzić, albo spłoszyć. Całkowicie więc pozwolił by to Mitra był jedynym przytulającym w tej chwili, a w całokształcie wyłącznym inicjatorem tego typu gestów. Tak... już raz to sobie i jemu obiecał, ale tym razem zamierzał się tego bezwzględnie trzymać.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Ledwo kilka dni związku, a już pierwsze aż tak wyraźne zgrzyty. Wyglądało na to, że z tej kłótni tak łatwo nie wyjdą, nie przebaczą sobie podczas tej samej rozmowy… Za wiele się wydarzyło, a każde z nich za wiele dusiło w sobie. Historie jednego i drugiego nie pozwalały o sobie zapomnieć. Choć z drugiej strony skrzypek sprawiał wrażenie, jakby temat uznał za zakończony. Mitra poczuł irytację, gdy Aldaren wrócił do przygotowywania tej cholernej zupy. I co? Jego zdaniem to wszystko, można wrócić do codzienności w chwili, gdy atmosfera między nimi była tak gęsta, że Żabon mógłby w niej nauczyć się latać na uszach? Zrobiło mu się aż niedobrze od tego - czuł się jakby totalnie zawalił. Tylko, że nie zamierzał tego tak zostawić - chciał wszystko naprawić. Jak mu szło: nie wiedział, bo dobrowolnie, choć metaforycznie, pozbawił się wzroku, gdy wtulił twarz w plecy ukochanego. Mówił jednak z serca, nieważne za jaki banał poczytywał to Aldaren. Naprawdę uważał go za dobrą osobę i nawet jeśli zdarzył się między nimi jakiś zgrzyt… Każdej parze się to zdarza. Nikt nie jest idealny, a szczególnie oni dwaj - muszą się dotrzeć. Dlatego choć Mitra jasno wytknął mu złamanie obietnicy, nie mówił tonem, jakby miał mu to za złe - to tylko przypomnienie. Jak jednak zostało odczyta… Chyba nie tak, jak on tego chciał.

        Mitra nie powstrzymał westchnienia ulgi, gdy Aldaren powiedział "Nigdzie się nie wybieram". Przytulił się do niego jeszcze mocniej, jakby chciał go zapewnić, że się cieszy. Co prawda jego uwadze nie umknął ten ton skrzypka, który brzmiał jakby składał zeznania pod przysięgą, a nie rozmawiał z kimś, kogo kocha... Ale najważniejsze, że nie odejdzie. Mitra będzie miał czas, by dociec przyczyny jego humoru i mu go poprawić. Czuł, że działo się coś niedobrego, nawet jeśli Aldaren zapewniał go w tej chwili, że jest dobrze. Bo gdyby było w porządku, wampir na pewno miałby inny ton. Albo chociaż jakoś zareagowałby na to, że był obejmowany - może dotknąłby jego dłoni, może by się odwrócił i odwzajemnił objęcia, cokolwiek. A tymczasem on stał i tylko mówił. Mitrę ogarniała nieznośna frustracja, ale słuchał go uważnie, nawet w pewnym momencie podnosząc na niego wzrok, choć nadal widział tylko tył jego głowy i ucho... Dał mu skończyć, po czym westchnął. Chwilę układał sobie to wszystko w głowie, a gdy już ochłonął i uporządkował myśli, odsunął się od niego. Jednak nie całkowicie, bo tylko tyle, by mieć pole manewru - wtedy złapał Aldarena za ramię i obrócił go w swoją stronę.
        - Spójrz na mnie - poprosił go, ale nie nalegał, jeśli skrzypek by się wzbraniał. Gdyby jednak faktycznie podniósł na niego wzrok, dostrzegłby, że Mitra ma wypieki na twarzy, a jego oczy po niedawnych łzach mają jeszcze wyraźniejszy, błękitny kolor. Smutek minął, ale nadal w nim wrzało. Teraz jego wzrok był zły, pochmurny, może zmęczony, ale paradoksalnie również czuły. Z tą samą czułością trzymał go za ramiona. Dłonie mu drżały, lecz ich nie zaciskał, bo nie chciał go wystraszyć ani zrobić mu krzywdy. Musiał nad sobą panować.
        - Dobrze, że zgadzamy się w kwestii sensu egzystencji - zaczął, starając się mówić swobodnie. - Bo ty jesteś moim sensem życia. Proszę, chciałbym, byś nadal uważał ten dom jak swój. Gdy mnie skrzywdzisz, wyrzucę cię, przeklnę dziesięć pokoleń w przód i w tył i wymienię zamki, ale w przeciwnym razie naprawdę chcę, byś tu ze mną mieszkał. Co do obietnicy... Zdarzyło się. Byłeś przestraszony. Może... Może to moja wina, bo poruszyłem wczoraj temat tamtego lochu - wyznał, bo przyszło mu to do głowy, gdy tylko połączył wątki.
        - Nie gniewam się na ciebie - zaznaczył wyraźnie. - Przykro mi, że tak wyszło, ale sam nie jestem bez winy. Przepraszam, że do tego doprowadziłem. Przepraszam, że cię odtrąciłem, choć powód był tak błahy.
        To nie do końca była prawda. Dla Mitry błahy nie był - kwestie jego cielesności cały czas były dla niego trudne i bardzo drażliwe, ale gdy widział ile to powoduje problemów, wolał zacisnąć zęby i jakoś to przeżyć. Dla Aldarena - by więcej nie nachodziły go takie myśli. I by nie miał takiego smutnego, zbolałego spojrzenia. Jego szczęście było dla Mitry ważniejsze niż jego własne. On i tak był stracony, skoro nie umiał tego zwalczyć nawet w obecności kogoś, kogo kochał.
        Na dowód tego, że jest w porządku, Mitra ujął ukochanego za twarz i dał mu całusa w usta. Liczył, że to będzie dla niego wystarczający dowód na to, że się nie gniewa.
        - Powiesz mi teraz, co się stało? – zapytał, lecz choć wyraźnie zaakcentował, że to pytanie, po tonie jego głosu łatwo było domyślić się, że odpowiedź "nie" nie wchodzi w grę. Było to również widać w jego oczach - patrzył na Aldarena z naciskiem.
        - Co to był za sen? - zadał pytanie pomocnicze. - I... dlaczego uciekłeś z mojej sypialni? To przez moje zachowanie wieczorem? - upewnił się.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        Przytulenie przez Mitrę było naprawdę miłe i Aldaren wierzył, że wszystko już dobrze, że może nie tyle nekromanta zapomniał o tej potwornej pomyłce wampira, ale przynajmniej nie zamierzał teraz tego drążyć. Tak się przynajmniej z początku skrzypkowi wydawało. Póki co rozkoszował się tym, że błogosławiony wtulał się w jego plecy i przez moment go korciło, by się odwrócić i odwzajemnić objęcia, lecz zaraz przypomniał sobie jak spięty był jego ukochany przed chwilą, gdy to krwiopijca go obejmował. Wolał jednak nie przeginać i nie wystawiać cierpliwości, a zwłaszcza wyrozumiałości niebianina na próbę.
        To właśnie dlatego zajął się przygotowaniem obiadu i przy okazji wygadał się Mitrze, jakby dla sprostowania sprawy, by zapobiec wszelkim możliwym wątpliwościom.
        Kiedy jednak Mitra go puścił, Aldaren był nieco zawiedziony, że to wszystko. Bał się, że teraz nekromanta wróci do swoich spraw i on zostanie w kuchni sam. Może i był już suchy dzięki magii ognia, ale na tę myśl na nowo zrobiło mu się zimno. Z jednej strony nie chciał by jego ukochany rzeczywiście się rozchorował z nadwyrężania swoich sił, a widać było, że był zmęczony, może nawet osłabiony. Z drugiej jednak pragnął go mieć przy sobie jak najdłużej, jakby jutra miało już nie być, zwłaszcza, że tak mało brakowało, by rzeczywiście ich wspólne jutro nigdy już nie nastało. Ledwo zerknął przez ramię by sprawdzić dlaczego Mitra się cofnął, gdy poczuł jego dłoń na swoim ramieniu i zaraz został obrócony w stronę blondyna. Wciąż zażenowany swoim zachowaniem i całą awanturą, której był powodem, od razu uciekł gdzieś wzrokiem, ale nie mógł nie usłuchać prośby ukochanego. Zwłaszcza, że ten tyle przez niego wycierpiał. Podniósł na niebianina spojrzenie, z którego znikały ostatnie szkarłatne smugi.
        Szczerze? Bał się spojrzeć nekromancie w oczy, bo nie chciał w nich zobaczyć zawodu albo wyrzutów, że wampir znów wszystko zepsuł, "bo mu się wydawało..." Na pewno nie spodziewał się tak chwytającego za serce widoku. Te zaróżowione policzki w kontraście z jego jasną, delikatną cerą i z niemalże mieniącymi się intensywnie własnym blaskiem oczami. Dużo w nich widział emocji, które prawdopodobnie obecnie kotłowały się w niebianinie, ale na pewno nie było wśród nich zawodu. Kamień spadł Aldarenowi z serca. Wyraźnie było widać, że mimo złości jaką dostrzegł, rozluźnił się.
        Nie śmiał przerwać ukochanemu, nawet gdy ten zaznaczył jak postąpi, gdy wampir mu na poważnie podpadnie. Nie zgodził się też z oświadczeniem, że zrobi jak Mitra sobie życzy i będzie uważał jego dom za swój własny (w którym co prawda, nie mógł pozwolić sobie na pełną swobodę, ale akurat o tym blondyn wiedzieć nie musiał), a zwłaszcza nie zareagował słowem, gdy jego partner zaczął siebie obwiniać o to całe nieporozumienie. Nie żeby swoim milczeniem zgadzał się ze wszystkim lub co gorsza miał ukochanego w poważaniu, po prostu chciał go wysłuchać do końca i tak też zrobił, gdy tylko Mitra przestał go przepraszać. Znaczy chwila jeszcze minęła nim się odezwał, bo nekromanta postanowił go pocałować prawdopodobnie na zgodę. Niby był to miły gest i Aldaren doceniał chęci partnera, jednak wolałby, aby błogosławiony już nigdy nie musiał składać na jego ustach takich pocałunków na zgodę.
        Nim Mitra zabrał dłoń od jego policzka, wampir ujął ją swoją delikatnie i przytrzymał, wtulając i lekko pocierając o nią swoim policzkiem, niczym domagający się pieszczot i uwagi kot.
        - Naprawdę nic nie zrobiłeś - zapewnił szczerze, a nie z grzeczności, rozkoszując się dotykiem ukochanego i przez to jeszcze bardziej się uspokajając. - Rozmowa o LOCHACH nie miała żadnego wpływu, bo... - zawahał się nie będąc pewny, czy powinien wspominać o swoich problemach ze snem od kilku dni. Nie miał jednak pewności, że dzisiejsza awantura się nie powtórzy jeśli nadal postanowi milczeć w sprawie tego co go dręczy. Poza tym mieli sobie mówić o wszystkim, zwłaszcza o tym co siedziało im na wątrobie i spędzało sen z powiek. Mięśnie na jego twarzy nieco stężały, a on wydawał się mniej rozluźniony niż jeszcze uderzenie serca temu. Odetchnął głęboko przymykając oczy i nadal wtulając policzek w dłoń ukochanego. - Od kilku dni nie sypiam najlepiej - wyznał i otworzył oczy, patrząc ukochanemu w oczy, nieco umęczonym spojrzeniem, jakby przyznanie się do tego nie było wcale takie łatwe jakby mogło się wydawać, choć było to raczej zwykłą błahostką. Uśmiechnął się jednak zaraz tym swoim klasycznym uśmiechem zapewniającym, że wszystko jest dobrze i nie ma się czym martwić. Przede wszystkim chyba był to uśmiech mający na celu subtelne zejście z niewygodnego tematu.
        Nie specjalnie mu się to chyba udało sądząc po zadanym przez Mitrę pytaniu oczekującym wyjaśnień, a nie wymówek, czy ucieczki. Chwilę Aldaren myślał i nie miał pojęcia od czego zacząć, co powiedzieć i rzeczywiście coś mówić. W sumie to nic się nie stało. Albo może... w sumie biorąc pod uwagę sytuację z Nihimą i chwilę po tym z tym zmiennokształtnym... Miał krew na kołnierzu płaszcza albo koszuli od tego jak oberwał w twarz, bądź gdy pożywiał się krwią wampirzycy? Już chciał się w tej sprawie wypowiedzieć, gdy jednak Mitra rozwiał jego wątpliwości odnośnie tego o co mu chodziło i zadał swoje pomocnicze pytania. Może i ukierunkowały Aldarena na właściwe tory, ale to pierwsze pytanie niezbyt zachęcało wampira do odpowiedzi. Czemu? Bo to Mitra! Jak miał mu powiedzieć, że śnił o tym jak z nim... a po tym...
        - Byliśmy w twoim pokoju... tak jak wczoraj zdejmowałeś mi koszulę... - zaczął i choć bardzo się starał, nie mógł ze skrępowania utrzymać zbyt długo kontaktu wzrokowego, przez co zawstydzony zaraz spuścił wzrok, mówił jednak dalej. - To był naprawdę miły sen... całowałem cię po szyi... I nagle znaleźliśmy się w zamku, w lochach. Byłeś praktycznie nagi, cały posiniaczony i z rozszarpanym gardłem, gasłeś na moich oczach, a ja nie rozumiałem co się dzieje. Byłem przerażony, bo miałem twoją krew na rękach, miałem tą świadomość, że to w jakim stanie byłeś było wyłącznie moją winą i... nie chciałem byś umarł... chciałem cię przemienić żebyś tylko nie umierał, ale wtedy wszystko się skończyło, zrobiło mi się strasznie zimno, niewygodnie i obudziłem się w swoim pokoju przy otwartym oknie... - zeznał i nabrał powietrza jakby coś jeszcze chciał powiedzieć, lecz tylko je wypuścił. Wahał się przez moment, zerknął dwa uderzenia serca na Mitrę i znów spuścił wzrok tym razem nie z zawstydzeniem, a ze skruchą i smutkiem. Podrapał się przy tym też po karku z zakłopotaniem. - Przy łóżku miałem puste chyba wszystkie butelki z krwią jakie tu były. Wiesz wtedy co ta skrzynka z winem i alkoholem pod twoimi drzwiami była. Nie pamiętam jednak żebym wypił tyle naraz, a nawet jeśli to nie powinienem być z rana głodny - dodał zaraz skrępowany. Nie lubił za specjalnie mówić o swojej wampirzej naturze i cechach. Może i pogodził się z tym czym był, ale nadal przemawiała przez niego bardziej ludzka część, stąd choćby ta niechęć, do wspominania o piciu krwi, kończące się zazwyczaj grymasem pełnym niesmaku i obrzydzenia do samego siebie.
        Chwilę się zawiesił i zasępił, ale zaraz uśmiechnął pokrzepiająco, delikatnie pogładził blondyna po policzku i pocałował go w czoło.
        - Uprzedzając pytanie, nie jestem już głodny, w przeciwieństwie do ciebie - powiedział łagodnie, z lepszym humorem niż do tej pory. - Mogę pójść po dymkę jeśli naprawdę nie chcesz czosnku, choć nadal uważam, że na wsparcie odporności nie ma lepszych od niego. No może jeszcze cytrusy, ale już powoli zaczyna być ich sprowadzanych coraz mniej w nasze strony i dopiero za kilka miesięcy znów handlarze zaczną się po nie wybierać choćby nad Jadeitowe Wybrzeże - wyjaśnił, może trochę (bardzo) zmieniając temat, ale miał dobre intencje. W końcu wypadałoby zrobić coś wzmacniającego dla Mitry do jedzenia, najlepiej coś kalorycznego, co pomogłoby mu odzyskać nieco sił. Zupa gulaszowa wydawała się być chyba najbardziej uniwersalną, bo i przez swoją ostrość dobrze rozgrzewała, przez dobór odpowiednich składników mogła wspomagać odporność, a dzięki mięsu i warzywom była wystarczająco regeneracyjna. A przynajmniej tak myślał wampir, bo od niemal pięciu wieków nie potrzebował zwykłego, ludzkiego posiłku.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Trzeba było być ślepcem, by nie dostrzec tego, jak Aldaren zareagował, gdy spojrzał na Mitrę. Nekromanta nie pojmował tej ulgi - on by się chyba nie cieszył, gdyby widział go takiego złego, jak on był teraz. Nie czytał jednak w myślach i nie wiedział, że wampir spodziewał się czegoś w swoim mniemaniu znacznie gorszego. Zawód… Mitra nie był zawiedziony, ani trochę. Ich związek był trudny i on był tego świadomy, dlatego miał do Aldarena żal głównie o to, że chciał go zostawić, a nie o to, że z nim nie porozmawiał, tak jak się wcześniej zobowiązał. To oczywiście poniekąd się ze sobą wiązało, ale nie na tyle, by Mitra uznał, że jego ukochany złamał obietnicę - po prostu zareagował… histerycznie.

        To jak skrzypek przytulił się do jego dłoni błogosławiony uznał za oznakę zgody - wcześniej jego uwadze nie umknęło to, że wampir bardzo skrzętnie starał się go nie dotykać. Teraz, skoro tak reagował na pieszczoty… Najgorsze było za nimi. Mitra musiał przyznać w duchu, że spodziewał się znacznie dłuższej i cięższej przeprawy, ale cieszył się, że tak wyszło. Nawet jeśli po chwili Aldaren zaczął go strofować za jego domysły. Choć czy można było takie upomnienie uznać za burę, skoro skrzypek nadal się przy tym łasił i miał taki spokojny głos? Po prostu zwrócił nekromancie uwagę. Z marnym skutkiem, gdyż ten był przekonany, że mimo wszystko mógł się przyczynić do jego koszmarów. Problemy ze snem problemami ze snem, ale temat koszmaru mógł być kwestią tamtej rozmowy. No ale błogosławiony nie zamierzał się w tej kwestii kłócić. To był detal, a prawdziwy problem być może dopiero się ujawnił. Mitra nie wiedział, że jego ukochany ma problemy ze snem. W sumie skąd miałby to wiedzieć, skoro do niedawna spali osobno, a od kiedy dzielili ze sobą łóżko sytuacja była na tyle wyjątkowa, że mógł to z łatwością przeoczyć. Teraz jednak było wiadomo jaki jest problem - można było spróbować mu zaradzić.

        Mitra miał z początku problem zrozumieć historię Aldarena. Chyba przez to, że brakowało pewnej podstawowej informacji na początku - że to był już początek tego snu o lochach. Dlatego patrzył na niego zdezorientowanym wzrokiem gdy słuchał o koszuli, a później o pocałunkach… Zaraz uciekł wzrokiem gdzieś w bok, wyraźnie zaciskając wargi - zrobił to w tym samym momencie, gdy wampir nie wytrzymał i również obrócił spojrzenie. Mitra wyobrażał sobie całą tę otoczkę. Półnagiego skrzypka i takie pocałunki, przez które obaj nie umieli patrzeć sobie w oczy. Jego wizje były co prawda stokroć bardziej niewinne niż to, co działo się w snach jego ukochanego - było w nich więcej ubrań i mniej tych odważnych gestów i westchnień - ale to akurat nie było istotne, nie na tym etapie rozmowy. Ważniejsza była kolejna część snu - czy też raczej koszmaru, jakim ten się stał. Gdy Aldaren przeszedł do części związanej z lochem, Mitra znowu na niego spojrzał. Patrzył bardzo uważnie, z rzadka mrugając i nie kusząc się na żaden komentarz. Nawet jego spojrzenie nie wyrażało niczego ponad wsparcie “jestem przy tobie, mów dalej, słucham cię”. Zimny dreszcz przeszedł jego ciało, gdy usłyszał w jakim stanie pojawił się we śnie skrzypka. Jakoś mu to dziwnie pasowało. Oczywiście nie to, że wampir by go tak skatował, ale… to w jakim był stanie. Wielokrotnie niewiele brakowało, by tak skończył. Wielokrotnie widział też innych w takim stanie. Tylko właśnie: nie zdziwiłby się, gdyby tak skończył, ale na pewno nie z rąk Aldarena. Nie umiał sobie wyobrazić tego, by on go chociaż uderzył w twarz, nie wspominając o takim skatowaniu go do granicy śmierci. I to gardło… Choć we śnie jego ukochany był głęboko przekonany o swojej winie, Mitra mógłby się kłócić, że to na pewno kto inny. Sny są jednak okrutne i robią z ludźmi i ich psychiką co chcą.
        Gdy Aldaren teoretycznie skończył i spojrzał na nekromantę kontrolnie, on jedynie pokiwał dobrotliwie głową. Był wdzięczny za jego słowa, ale jednocześnie usłyszał to zawieszenie na końcu. Chciał usłyszeć ciąg dalszy. Nie nalegał na to w sposób werbalny - zamiast tego złapał skrzypka za dłoń i mocno ją uścisnął, nawet nie spuszczając na jego rękę wzroku. “Jestem przy tobie”, zapewnił go tym gestem.
        Wyznanie o krwi okazało się być jednak trudne. Co prawda Mitra nie brzydził się tym tematem - był on dla niego tym samym, co rozmowa o jedzeniu z każdym innym śmiertelnikiem. Nie brzydziło go, że wampiry piły krew innych humanoidów - po prostu byli drapieżnikami i mieli swój jadłospis. Może to kwestia wychowania wśród przemocy i śmierci sprawiło, że łykał to tak łatwo. Aldaren jednak najwyraźniej albo to przeoczył, albo trudno było mu przełamać własny opór.
        Ta konkretna sytuacja jednak łatwa nie była - przez to, że obojgu brakowało pewnych części układanki. Mitra wyraźnie potrzebował chwili, by pozbierać wszystkie wątki nim się odezwał, ale całe szczęście nie trzymał Aldarena zbyt długo w niepewności.
        - Czyli… - zaczął, ale przerwał, gdy skrzypek w końcu obdarzył go czułością, której po tej kłótni tak bardzo potrzebował. Zamknął oczy, lekko pochylił się w stronę ukochanego, wyraźnie prosząc o ten pocałunek, który miał otrzymać. Jeszcze chwilę trzymał powieki zamknięte, ale rozchylił je, gdy tylko Aldaren ponownie się odezwał. Ton jego głosu - taki ciepły i lekki - sprawił błogosławionemu dużą ulgę. Napawał się nim, na razie nie komentując tej całej litanii składników wymienianych przez skrzypka, choć normalnie pewnie by się irytował.
        - Ale się uparłeś na tę zupę - westchnął w końcu, ale bez złości, bo rozumiał, że to była troska. "Dobra, jak chce, mogę chwilę mówić o zupie."
        - Ustaliliśmy już, że nie chcę czosnku - zauważył łagodnie, by nie robić wokół tego kłótni. - Mojej odporności nie da się podnieść, niczego nie złapię, możesz być spokojny. To tylko kwestia smaku. Dymka wystarczy, a zostało jej trochę w spiżarni po naszym ostatnim wspólnym gotowaniu, na pewno będzie jej dość do zrobienia zupy. Gdy będę kiedyś na ciebie zły i będę chciał cię ukarać brakiem bliskości, to wtedy chętnie skuszę się na czosnek, ale teraz… Absolutnie nie. Nawet nie próbuj dyskutować - dodał. - Wiem, że robisz to ze względu na moje dobro, ale znacznie lepiej będzie mi, gdy będę mógł się do ciebie przytulić, niż gdy jakiś czosnek będzie mi grzał żołądek - wyjaśnił. Dał Aldarenowi chwilę, by mógł przyswoić sobie te warunki. Odetchnął, poprawiając sobie włosy. Coś go tknęło i wierzchem dłoni dotknął swojego policzka - był ciepły, a to znaczyło, że miał rumieńce… Zerknął natychmiast na swojego ukochanego.
        - Chyba mamy dowód na to, że to ty mnie najbardziej rozgrzewasz - zauważył troszkę zaczepnie. - Pomóc ci z czymś? Mogę warzywa poobierać - zaproponował. Normalnie podwinąłby rękawy do pracy, ale teraz… jakoś się krępował. Po tym co wcześniej odwalił z tym rozbieraniem się do pasa. Może dało się to rozwiązać inaczej…
        - Od dawna męczą cię te problemy ze snem? - upewnił się Mitra, gdy już zabrali się za gotowanie. Albo chociaż Aldaren się zabrał, bo jeśli wyraził zdecydowany sprzeciw, błogosławiony nie zamierzał mu się przeciwstawić. Niech ten jeden raz będzie po jego myśli.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość