Pustynia Nanher[Na skraju pustyni] Słowa Krwawej Matki

Ta kiedyś niesamowicie żyzna ziemia została spustoszona przez magię jakiej świat nie widział od tysięcy lat. Pięciu Przodków Czarodziejów próbujących zawładnąć czasem sprawiło iż Ziemie Nanheru pokryły tony piasku wyniszczając wszystko wokół, a ich samych pogrzebały w swoich otchłaniach.
Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Kapłan , Wojownik , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Seviron »

Pokiwał głową, gdy mijający go Nataniel powiedział mu o tym, jaką funkcję spełnia w tym miejscu piasek. Sam możliwe, że nie doszedłby do tego i zwyczajnie nie wiedziałby o tym. Z drugiej strony, w zasięgu wzroku nie widział niczego, co nie byłoby piaskiem, więc ciężko byłoby mu też dotknąć czegoś innego niż piasek. Spojrzał też w stronę, którą później wskazał mu towarzysz i rzeczywiście widział tam ludzki cień.
         – Widzę to samo, co ty! - powiedział głośno. Piasek poruszający się pod ich stopami w czasie, gdy biegli, zagłuszał nieco swoimi odgłosami ich głosy. Seviron nawet przez krótką chwilę przyglądał się, jak cień nagle dostaje ciała, które przy każdym biciu serca zmienia swój stan. Raz nie było go tam w ogóle, następnie był młody, a później jego miejsce zajęła tylko sterta kości z poszarpanymi materiałem owiniętym wokół nich. To było dziwne, ale jednocześnie dość dobrze obrazowało też to, jak nieprzestrzeganie zasad tego miejsca może wpłynąć na kogoś, kto zdecydował się tędy podróżować. Musieli też wspinać się na wydmę i dopiero za nią ujrzeli dwie postacie. Może były to osoby, których szukali, a może akurat inna para podróżników, która z takiej odległości mogła być właściwie kimkolwiek. To i tak był jedyny trop, a oni i tak szli w tamtą stronę, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby utrzymać szybkie tempo i dogonić ich.
Tak naprawdę, to od razu chciał ruszyć, ale Nataniel zatrzymał go, chciał zamienić z nim słowo. Może rzeczywiście później nie będą mieli czasu, żeby to zrobić, a jeśli chciał przekazać mu jakąś ważną informację, to Seviron gotów był na to, aby zatrzymać się i go wysłuchać.
         – Nie planuję walczyć, jeśli nie będzie to konieczne. Mam nadzieję, że słowami i propozycją handlu wymiennego uda mi się dostać od Skryby to, w czego posiadaniu powinien być – odpowiedział mu. Co prawda, nie był negocjatorem, a bardziej wojownikiem i strażnikiem, może jeszcze też poszukiwaczem, ale wierzył w to, że zwój, który miał przy sobie zainteresuje Szalonego Skrybę na tyle, że będzie chciał wymienić go na inny, na którym zapisane były słowa samej Krwawej Matki. Słowa te powinny też sprawić, że Nataniel domyśli się całego planu, który wymyślił sobie Seviron. Postał tak jeszcze krótką chwilę i, gdy czarodziej nie miał już nic więcej do powiedzenia, ponownie ruszył w stronę dwóch postaci na horyzoncie.

Poruszali się szybko, szybciej niż maszerujące postacie, które zwyczajnie nie wiedziały, że ktoś za nimi podąża. Dlatego, gdy zaczęli biec, para mężczyzn przestała oddalać się od nich, a zamiast tego byli coraz bliżej i bliżej. W końcu dogonili ich, chociaż zatrzymali się przed barierą, którą stworzył jeden z tamtych. Teraz lepsze było ostrożne podejście. Nie chcieli przecież sprawiać wrażenia wrogo nastawionych – przynajmniej Seviron nie chciał, bo akurat ta konkretna misja nie zależała na tym, a na negocjacjach. Znaczy… mógłby to zmienić, to prawda, i zwyczajnie zagrozić Skrybie albo nawet zabić go od razu, tylko że on nie chciał tego zrobić. Nie, gdy już postanowił sobie, jak chciałby, żeby przebiegło to zadanie.
Gdy weszli do środka, kapłan zwrócił uwagę na drugiego mężczyznę, nie na tego, na którego patrzył Nataniel. Ten był dość niski i ubrany w raczej zwyczajne szaty, które nosi się na pustyni. Był łysy, ale miał za to dość długą brodę w kolorze ciemnego brązu i z kilkoma pasmami siwizny. Mógłby być zwyczajną osobą, gdyby nie jego oczu. Miały one kolor bezchmurnego nieba, jednak ciągle zmieniały pozycję, jakby mężczyzna ten chciał jednocześnie obserwować wszystko to, co go otacza. Tyle tylko, że był to rozbiegany wzrok szaleńca.
         – Szukałem cię – powiedział do niego. To sprawiło, że brodacz przez chwilę utkwił swoje spojrzenie na nim, ale po tym czasie wrócił do tego, co działo się wcześniej. Co robił wcześniej ze swoimi oczami.
         – Co? Dlaczego? Kim je… - odezwał się głosem, który nie wyróżniał się właściwie niczym. Może jedynie był trochę skrzeczący i wydawał się suchy, to drugie może było wynikiem tego, że osobnik ten dość długo przebywał już na pustyni. Jej suche powietrze i brak dbania o regularne nawadnianie ciała. Nie dokończył też trzeciego pytania, bo szeroko otworzył oczy, gdy znów spojrzał na Sevirona, choć konkretniej, to przyglądał się temu, w co był on ubrany. Kapłan wiedział już, że rozpoznał on pelerynę i wiedział, do jakiej grupy należy.
         – Przyszedłeś mnie zabić? Bo wasza Pani odezwała się do mnie, a nie do jednego z was? - zapytał. Co ciekawe, nie był przestraszony, a bardziej powiedział to tak, jakby szydził sobie z niego i z Zakonu. Jakby uważał się za kogoś lepszego od nich.
         – Czyli to prawda? Hmm… Nie mam zamiaru cię zabijać, Szalony Skrybo. Chcę się wymienić. Mojemu Zakonowi zależy jedynie na tym, żeby odzyskać zapis słów Krwawej Matki. Nie zależy nam na tym, żeby zakończyć twój żywot – po tych słowach, choć spojrzenie Skryby nadal pozostawało szalone, to dało się tam też dostrzec oznaki ciekawości. Co więcej, zrobił nawet krok w stronę Sevirona, wyraźnie zachęcony tym, co kapłan powiedział.
         – Wymiana? Handel wymienny? Co w zamian za zwój? - zapytał go. W głosie Szalonego Skryby również była ciekawość i nawet nie próbował on tego ukrywać. A Seviron dopiero teraz zerknął w stronę Nataniela i mężczyzny, którym tamten był zainteresowany.
         – Inny zwój. Myślę, że zainteresuje cię bardziej niż ten, który chciałbym, żebyś mi oddał… Zwój Tysiąca Umarłych Dusz – odpowiedział. Znów rzucił szybkim spojrzeniem w stronę czarodzieja, tym razem chciał zobaczyć, czy nazwa ta wywołała u niego jakąś reakcję. Gdy tylko Krwawy Kapłan sięgnął do torby, wyciągnął z niej zapieczętowany zwój. Wydawał się bardzo lekki, jakby unosił się tuż nad jego dłonią, dodatkowo emitował też blady, fioletowy blask, który dochodził jakby z jego zwiniętego wnętrza. Szalony Skryba zbliżył się jeszcze bardziej, sięgnął nawet w stronę zwoju, a jego oczy zdawały się błyszczeć. Seviron błyskawicznie przyciągnął dłoń do siebie, gdy tylko jego rozmówca zaczął wyciągać swoją w stronę przedmiotu handlu i jednego z dwóch, których dotyczyła ich cała rozmowa.
         – Dostaniesz go po tym, jak w moich rękach znajdzie się Zwój ze Słowami Krwawej Matki – powiedział do niego stanowczo, ale jednocześnie też z prawdą w swych słowach. Włócznia na jego plecach, której dodatkowo grot błyszczał dość groźnie w promieniach słońca, mogła sprawiać odmienne wrażenie, niż prezentował to słowami i postawą, ale do tej pory nawet po nią nie sięgnął, więc przecież mówił prawdę. A Skryba zdawał się w to wierzyć. Był trochę zawiedziony tym, że nie mógł dotknąć zwoju, ale pokiwał też energicznie głową, gdy Seviron powiedział mu o warunkach.
         – Nie mam go przy sobie. Został w kryjówce. Chcesz się tam ze mną udać, kapłanie? - odezwał się po chwili. Chociaż przed tym zaczął klepać się po kieszeniach i właściwie całym ciele, jakby chciał mieć pewność, że naprawdę zostawił go w miejscu, które nazwał kryjówką.
         – Możemy się tam udać – zgodził się Seviron. Widział w oczach tego szaleńca, jak bardzo pragnął on wejść w posiadanie Zwoju Tysiąca Umarłych Dusz i jednocześnie, mimo że szalony, to nie sprawiał wrażenie osoby, która gotowa jest zabić, żeby zdobyć coś, co chciała mieć.
         – Nasza misja. Ta misja. Musimy ją przełożyć – Skryba powiedział to, gdy odwracał się w bok. Słowa te skierowane były do drugie mężczyzny, tego, z którym podróżował i tego, którego szukał Nataniel. Seviron też odwrócił się, żeby zobaczyć, jak wygląda sytuacja.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pustynia Nanher”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość