Pustynia Nanher[Na skraju pustyni] Słowa Krwawej Matki

Ta kiedyś niesamowicie żyzna ziemia została spustoszona przez magię jakiej świat nie widział od tysięcy lat. Pięciu Przodków Czarodziejów próbujących zawładnąć czasem sprawiło iż Ziemie Nanheru pokryły tony piasku wyniszczając wszystko wokół, a ich samych pogrzebały w swoich otchłaniach.
Awatar użytkownika
Hashira
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Re: [Na skraju pustyni] Słowa Krwawej Matki

Post autor: Hashira » 8 miesiące temu

        Widok oazy w dole dodał Kapłance sił. Zachód jasno sugerował, że wędrowali bez przerwy cały dzień, zaliczając po drodze upadki i obtarcia. Pulsujące stopy prosiły o łóżko, a lekkie i przewiewne szaty mimo wszystko przylgnęły do spoconego ciała. Widmo namiotu, a może nawet balii wody wydawało się pokusą nie do odparcia.
        Przez chwilę dziewczyna podziwiała wydmy, zabarwione na czerwono i pomarańczowo. Kopczyki piasku rzucały czarne cienie, oświetlane przez opadające coraz niżej słońce. Do zapadnięcia zmroku została jeszcze jakaś godzina, a więc spokojnie mogli zejść na dół i znaleźć odpowiedni nocleg.
- Myślę, że tak. Wiesz, jeśli to faktycznie nasza oaza, to mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Trzeba będzie zaplanować dalszą drogę.
        Kiedy zbliżyli się do oazy, zarejestrowała, że nie jest to rozbudowany karawanseraj, a jedynie skupisko namiotów i straganów obsługujących wędrowców. Taka forma całkowicie jej odpowiadała - nie miała nic przeciwko koczowniczemu trybowi życia, a namioty miały więcej sensu na pustyni niż jakiekolwiek budowle. “Chyba że chodzi o antyczne ruiny pradawnego kultu” przemknęło jej przez myśl ”Te nie dają się pokonać upartemu zębowi czasu.

        Obrzuciła obojętnym spojrzeniem strażników, odzianych w żółto-pomarańczowe szaty. Nie wyróżniała się czerwonym płaszczem, który nadal leżał równo złożony w jej torbie, w przeciwieństwie do Sevirona. Pomyślała o tym, że wieczorem z powrotem powinna go założyć. Być może był niepraktyczny podczas podróży przez pustynię, jednak tutaj na powrót stawał się symbolem.
        Mimo to w oczach jednego ze strażników dostrzegła podziw. Może zauważył tikę na jej czole, a może pokojarzył, że oboje są członkami Krwawego Zakonu? W końcu niedaleko stąd znajdowała się kapliczka Matki. Wypadała z grubsza po drodze i Hashira miała zamiar zboczyć jutro z kursu, by sprawdzić jej stan i pokłonić się Pani.
        Strażnicy okazali się zaskakująco pomocni i uprzejmi. Kiwnęła głową z wdzięcznością, a udzielający im informacji mężczyzna nawet obdarzył ją nieco zmęczonym uśmiechem.

        Podczas rozmowy z zarządczynią Kapłanka nie odzywała się, obserwując swojego towarzysza. Kobieta była piękna typem urody charakterystycznym dla nomadów - ogorzała, o ciemnych, prostych włosach i lekko skośnych oczach. Seviron jednak zdawał się nie reagować na jej powab, tak jakby w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Przyjrzał jej się uważnie, rejestrując szczegóły wyglądu - dziewczyna była przekonana, że gdyby za godzinę go o to zapytała, byłby w stanie dokładnie opisać jej strój. Mimo wszystko nie zachowywał się jak typowy mężczyzna, który w obliczu takiej kobiety z pewnością szybko straciłby głowę.
        Zadowolona z trzeźwego osądu swojego towarzysza, podążyła za nim do wskazanego namiotu. Wnętrze faktycznie było miłe dla oka - spodziewała się, że będą musieli spać na kocach, tymczasem łóżka wyglądały bardzo zachęcająco.
- Faktycznie ładnie. Myślę, że po wrażeniach dzisiejszego dnia zasnęłabym nawet na skale, ale dobrze będzie rozprostować kości w tak miłych warunkach. Chciałabym jutro zajść do kapliczki. Jeśli się nie mylę, powinna być niemal po drodze - powiedziała, siadając na łóżku i rozkładając mapę. Wskazała palcem oazę w której się znajdowali i kapliczkę, oznaczoną małym, czarnym krzyżykiem. Znajdowała się w jednej trzeciej drogi do drugiej oazy, o której wiedzieli już tylko z opowieści - pozbawiona wody i życia nie była już zaznaczona na mapie.
- Ze słów wieszczki wynikało, że powinniśmy kierować się dalej na północ, żeby dotrzeć do wyschniętej oazy. W jej pobliżu mieszka skryba.
Rozsupłała palcami warkocz, pozwalając żeby kręcone włosy otoczyły jej głowę nieco przyklapniętą aureolą. Poruszyła w nich dłońmi, wysypując ziarenka piasku.
- O ile dobrze liczę, do kapliczki powinniśmy dotrzeć jutro wieczorem. Możemy tam przenocować, a ja odprawię rytuał, korzystając z braku ciekawskich oczu.
        Podniosła się i przeciągnęła, na powrót zakładając na ramię torbę.
- Idę się odświeżyć. Jeśli złapię jeszcze jakiegoś kupca to przyniosę też parę owoców.
Uniosła płachtę namiotu i wyszła na zewnątrz. Słońce już zaszło, zostawiając po sobie szaro-fioletowe niebo. W górze błysnęła pierwsza gwiazda, odważnie przebijając zmierzch swoim jasnym blaskiem. Przygarbiony staruszek w płóciennej czapeczce chodził od pochodni do pochodni, zapalając ogień.
        Kapłanka skierowała swoje kroki do wodopoju i przykucnęła nad brzegiem. Z ulgą obmyła dłonie i twarz, pozwalając strumieniom wody spływać po szyi i włosach. Czuła na sobie spojrzenia okolicznych mężczyzn, jednak zignorowała je, z zadowoleniem chłonąc kojący dotyk wody. Szybko opłukała stopy i podniosła się, rozglądając za wciąż otwartymi straganami.
        Ostatni sprzedawca, który nie zwinął jeszcze swojego dobytku, miał wyłożone przed sobą duże, żółte owoce, przypominające melony. Nie znała tej odmiany, o nakrapianej zielono skórce, jednak ich słodki zapach był wystarczająco przekonywujący. Kupiła dwa i dziękując z uśmiechem, objęła je ramionami. Okazały się zaskakująco ciężkie.
        Gdy skierowała się w stronę namiotu, ponownie poczuła na plecach natarczywe spojrzenie. Odwróciła się i odszukała wzrokiem osobę, która ją obserwowała. Przy ognisku po drugiej stronie wodopoju siedziała grupa mężczyzn. Z całą pewnością nie byli to kupcy - odziani w szare i niebieskie szaty, do pasów mieli przytroczone sztylety i miecze. Nie była w stanie dostrzec rysów ich twarzy, ale zauważyła, że policzek jednego z nich przecinała długa blizna. Wszyscy byli dobrze zbudowani i wyraźnie nawykli do wielodniowych wędrówek. Najemnicy? Lokalni bandyci?
        Wróciła do namiotu i podała Sevironowi owoc.
- Przy wodopoju widziałam bandę uzbrojonych mężczyzn. Mogą być kłopoty. Myślę, że powinniśmy spać na zmiany - oznajmiła, siadając na łóżku i z ulgą ściągając zakurzone buty.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Seviron » 8 miesiące temu

Przez oblicze kapłana przemknął uśmiech, jednak jego towarzyszka nie mogła tego zobaczyć, gdyż właśnie wtedy był zwrócony do niej plecami.
         – Też jestem zmęczony po dzisiejszych przeżyciach, jednak jestem pewien, że ciało lepiej wypocznie w wygodnym łóżku niż na twardej skale… lub nawet mniej twardym piasku – odezwał się, wciąż nie spoglądając na Hashirę, a przyglądając się namiotowi, aby później podejść do łóżka i sprawdzić, jak bardzo jest miękkie. Po prostu nacisnął na nie otwartą dłonią i sprawdził, jak głęboko się zapadła. Nie było ono twarde, jednak bardzo miękkie też nie było… można by było stwierdzić, iż było „średnie”, czyli właśnie takie, jakie można by było znaleźć w karczmach przeciętnej jakości.
Najpierw podszedł do kapłanki, gdy usiadła na łóżku i rozłożyła mapę, a później – wcześniej przez krótką chwilę wahając się – usiadł obok niej, aby móc lepiej przyjrzeć się trasie z tego miejsca do kapliczki, a także do drugiej oazy. Dopiero w okolicy tej drugiej – która zresztą była już wyschnięta i nie nadawała się na potencjalny postój dla karawan – będą musieli odszukać wejście do miejsca, w którym ma ukrywać się ten Szalony Skryba.
         – Możemy tak zrobić. Kapliczkę nawet powinniśmy odwiedzić i sprawdzić, w jakim stanie się ona znajduje – odezwał się po chwili, a na następne słowa Hashiry kiwnął tylko głową, dając jej znać, że przyjął to do wiadomości. Później odprowadził ją wzrokiem do wyjścia z namiotu… i wewnątrz został sam.

Nie przeszkadzało mu to, mimo że teraz podróżował w towarzystwie i mało czasu spędzał samotnie. Przyzwyczaił się już do tego, że chyba trochę lepiej pracuje mu się w pojedynkę, a na to przekładał się także samotny marsz, samotny odpoczynek, a także samotne posiłki… jednak on wiedział, że nie przeszkadza mu taki stan rzeczy. Co więcej, Najwyżsi Kapłani także wydawali się dostrzegać, iż rzeczywiście najlepiej działa wtedy, gdy musi troszczyć się wyłącznie o swoje życie i dlatego nie próbowali „wciskać” mu kogoś, z kim mógłby współpracować na każdej z misji. Oczywiście, wyjątkiem były te trudniejsze, w których w pojedynkę mógłby sobie nie poradzić, a wtedy po prostu akceptował wsparcie w postaci dodatkowej osoby albo grupy kapłanów.
Włócznia stała przy łóżku, oparta o szafkę nocną, aby mógł łatwo i szybko po nią sięgnąć. Paski podtrzymujące ją na plecach Sevirona leżały złożone na tejże szafce. Ściągnął czerwoną pelerynę i płaszcz z kapturem, które odwiesił w odpowiednim miejscu, a później pozbył się torby podróżnej, którą położył przy wieszaku. Następnie kolczuga, która spoczęła w kufrze pod łóżkiem – tam też wylądowały naramienniki, karwasze i rękawiczki. Ostatecznie został w koszuli, spodniach i butach, pozbywając się także materiału ochraniającego jego głowę i część twarzy… Odsłonił też lekko szpiczaste uszy, będące oznaką tego, że w jego żyłach – oprócz ludzkiej – płynie także krew elfów. Chyba już do końca życia będzie starał się je publicznie zasłaniać, ale teraz znajdował się w namiocie, w którym niedługo dołączy do niego Hashira. Na pewno nie było to miejsce publiczne, gdzie wystawiony byłby na spojrzenia przypadkowych osób.
Usiadł na łóżku, szybko pogrążając się w swoich myślach. Jednak tak samo szybko wrócił do rzeczywistości, gdy tylko usłyszał głos towarzyszącej mu kapłanki.
         – Zbudzę się, jeśli ktoś spróbuje wejść do naszego namiotu. Poza tym, możemy zostawić zapalone świece, które mogłyby oznaczać, że nie śpimy… jeżeli nie przeszkadza ci spanie przy ich świetle – odparł. Jego zdaniem powinni wypocząć, skoro mają ku temu okazję, a nie pełnić zmienną wartę i przez to, zamiast pełnego snu, zapewnić ciału dwie lub trzy krótkie drzemki.
         – Z drugiej strony, może są to tylko najemnicy, którzy ochraniają karawanę – dodał. Tak też mogło być, a wtedy Hashira po prostu wyciągnęłaby pochopne wnioski o tym, że tamta grupa może im zagrażać i w nocy wkraść się tutaj, żeby ich okraść. Zresztą, Seviron doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo czujny jest jego sen i dlatego też wiedział, że zbudzi się, jeśli jego „elfie” uszy wychwycą jakiś podejrzany dźwięk.
         – Ale… Jeśli nadal chciałabyś, żeby jedno z nas ciągle pilnowało namiotu i rzeczy, to niech będzie. I jako pierwszy będę pełnił wartę – odezwał się znowu. Dopiero teraz spojrzał na Hashirę, a w jego oczach dało się wyczytać pytania o to, co chciałaby zrobić i na co się zdecydować. Można było wywnioskować, że on bardziej byłby za tym, żeby przez noc polegać na jego czujnym śnie i tak samo czułym słuchu.

Awatar użytkownika
Hashira
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Hashira » 7 miesiące temu

        Hashira przeczuwała kłopoty, jednak spojrzała poważnie na Sevirona i kiwnęła głową, zgadzając się na propozycję, żeby zostawić zapalone świece. Postanowiła mu zaufać i zdać się na jego zmysły. W końcu na tym polegała cała ich religia, czyż nie? Na ufaniu Matce i Wyższym Kapłanom, że słusznie wypełniają jej wolę. Podejrzewała jednak, że sama będzie miała tej nocy lekki sen.
        Wbrew obawom, zasnęła gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki. Początkowo nawiedzały ją dziwne majaki, pełne podziemnych korytarzy i demonów zapomnianych przez czas. W końcu jednak zapadła w czarną studnię spokoju, regenerując siły i dając umysłowi upragniony odpoczynek. Przestała kręcić się niespokojnie na posłaniu i objęła ramionami poduszkę, czując się bezpiecznie. Przynajmniej przez jakiś czas.

        Ze snu wyrwał ją jakiś szelest. Nie potrafiła powtórzyć go w myślach, nie wiedziała nawet co to był za dźwięk. Rozejrzała się nieprzytomnie po namiocie, jednak panował w nim całkowity bezruch. Widziała Sevirona, leżącego na drugim posłaniu, skąpanego w delikatnym blasku świecy. Delikatnie przesunęła rękę i dotknęła dłonią szabli, którą zapobiegawczo położyła obok siennika. Pod poduszką miała również ukryty rytualny sztylet. Używanie go w celach bitewnych było może niezbyt mile widziane, ale samoobrona przekreślała wszystkie ograniczenia.
        Dziewczyna starała się oddychać jak najciszej i najwolniej, próbując wyłowić inne dźwięki spoza namiotu. Nie nawykła do tak wszechogarniającej ciszy.
        Znowu. Szelest ziarenek piasku powtórzył się za południową ścianą namiotu. Cichutki, ledwie słyszalny. Mógł to być owad lądujący na ziemi albo wędrujący po niej zaskroniec. Ale mogło też być coś innego.
        Ścisnęła w dłoni rękojeść sztyletu, gotowa wyskoczyć do natychmiastowego ataku. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna wejść w stan astralny i sprawdzić co dzieje się poza namiotem. Gdyby wiedziała, że Seviron nie śpi, zrobiłaby to bez wahania. Jednak osiągnięcie tego stanu zawsze zajmowało jej chwilę i dosyć mocno nadwyrężało siły. Nie mogła ryzykować, jeśli za chwilę będzie musiała walczyć o życie.
        Wytężyła słuch jeszcze bardziej, jednak hałas już się nie powtórzył. Seviron nadal się nie poruszał - a jeśli faktycznie miał tak czułe uszy i lekki sen, to nie było powodów do niepokoju. Kapłanka westchnęła cichutko i nadal trzymając w dłoni sztylet, zapadła w ponowny sen.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Seviron » 7 miesiące temu

Skończyło się na tym, że Hashira zgodziła się na jego propozycję – zostawili świece zapalone, a sami poszli spać, zdając się na czujny sen kapłana. Seviron położył się w łóżku, jednak zanim jeszcze zasnął, upewnił się, że włócznia znajduje się w zasięgu jego ręki. Właśnie tak było, więc ułożył się tylko wygodniej i spróbował zasnąć.
Zbudził go podejrzany szelest, który był pierwszym niepasującym tu dźwiękiem. Kolejny był… mniej zapowiadający niebezpieczeństwo, gdyż brzmiał tak, jakby ktoś przechodził po piasku obok ich namiotu. Wydawało mu się, że była to po prostu osoba idąca do namiotu, który wynajmowała, jednak i tak nie ruszał się na łóżku, nasłuchiwał i ciągle patrzył na obszar, który miał przed oczami, a także na włócznię, po którą mógłby sięgnąć w każdej chwili. Nie spodziewał się, że ktoś nagle wpadnie do środka i zacznie buszować w ich rzeczach, próbując coś ukraść albo podejdzie do łóżka jego lub Hashiry, wyciągnie sztylet i spróbuje ich zabić, ale wolał być przygotowany nawet na coś takiego. Nic takiego się nie stało, a Seviron leżał jeszcze przez chwilę w bezruchu i poszedł spać ponownie, gdy upewnił się, że nie pojawiają się podejrzane dźwięki.

Reszta nocy przebiegła raczej spokojnie, a Seviron obudził się dopiero, gdy oaza zaczynała budzić się do życia, a odgłos stóp w obuwiu stąpających po piasku nie był czymś podejrzanym. Usiadł na łóżku i przeciągnął się, a później ziewnął. Spojrzał w stronę Hashiry, która nadal spała, jednak postanowił, że nie będzie jej budził… Chociaż podejrzewał, że dziewczyna otworzy oczy, gdy on sam zacznie krzątać się po namiocie. Najpierw ubrał się, a później zaczął zakładać resztę ekwipunku, przy okazji uszczuplając lekko zapasy ich jedzenia poprzez posilenie się paskami mięsa w soli i sucharami, co popijał wodą.
         – Jeśli chciałabyś przez chwilę mieć namiot wyłącznie dla siebie, to mogę pójść uzupełnić zapas wody i jedzenia – zaproponował. Dla niego nie było to żadnym problemem, bo podejrzewał też, że kupiec, u którego mógłby zakupić potrzebne rzeczy, już także stał przy swoim stoisku, już od rana próbując zarobić na sprzedaży oferowanych przez siebie dóbr. W końcu, w takim miejscu każdy klient był dla niego ważny pod względem takim, że mógłby coś od niego kupić i zapewnić mu pieniądze na więcej towaru, a także na przeżycie. Oaza na pustyni nie była wioską czy miastem, w których nawet liczba podróżników jest większa ze względu na wielkość i dostępność różnych towarów, a także na tereny, na których się znajdowały – pustynia nie była tak gościnna, jak równiny, które stanowiły większość terenów, na które z kolei składała się Środkowa Alarania.
         – Jeśli nie, to mogę na ciebie chwilę poczekać i razem udamy się do kupca. Później moglibyśmy od razu wyruszyć – dopowiedział po chwili. Tak naprawdę nie mieli wielu rzeczy do kupienia, bo nadal mieli dość sporo jedzenia, a przez podziemną podróż nie zużyli tyle wody, ile wypiliby, gdyby poruszali się po powierzchni Pustyni Nanher.
         – Będę przed namiotem – dodał na koniec, gdy już cały jego ekwipunek znajdował się tam, gdzie powinien. Później wyszedł przed namiot i rozejrzał się wokół. Część namiotów nadal sprawiała wrażenie zajętych przez kogoś, a pozostałe albo były puste przez to, że nikt już ich nie zajmował albo dlatego, że nikt ich nie wynajął i czekały tylko na to, aż ktoś będzie mógł w nich odpocząć. Seviron dostrzegł też, że na wschodzie znajduje się wielka wydma, która teraz zasłania wschodzące słońce i sprawia, że w oazie nadal panuje przyjemny chłód. Zauważył też kilka osób, które kręciły się już po terenie oazy i dopiero zabierały się za swoje obowiązki… do tej grupy osób, którą zauważył, należała też kobieta, która wczoraj pokazała im namiot, w którym nocowali. Teraz przechadzała się ona między materiałowymi „budynkami” i zaglądała do środka tych, które były „otwarte”, jakby upewniając się, że nic nie zostało skradzione. Nie zauważyła go, więc przez chwilę przyglądał się jej pracy, a później przeniósł wzrok na „piaskową górę”, która dodatkowo była podkreślana przez promienie wschodzącego słońca.

Awatar użytkownika
Hashira
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Hashira » 6 miesiące temu

        Hashira obudziła się, mając uczucie, że tej nocy bardziej się zmęczyła niż wypoczęła. Z ulgą zarejestrowała jednak, że na dworze jest już jasno, a blask wstającego dnia rozjaśnia ściany namiotu.
        Propozycja Sevirona mile ją zaskoczyła, nie spodziewała się, że będzie tak taktowny. Z wdzięcznością przystała na ofertę skorzystania z pustego namiotu i odprowadziła go wzrokiem, pozwalając sobie na jeszcze chwilę bezczynności. Polubiła tego chłopaka, najprawdopodobniej pół elfa, jeśli dobrze dostrzegła w nocy jego uszy. Zauważyła że zasłonił je gdy tylko wyszedł z namiotu. Zastanowiło ją, czy jest to rzecz, na której punkcie jest wrażliwy, czy stoi za tym jakaś inna przyczyna. Nie zamierzała o to wypytywać, chyba że sam będzie chciał jej opowiedzieć, ale ziarenko ciekawości zostało zasiane.
        Wstała, ubrała się i odświeżyła, na tyle na ile było to możliwe w pustynnym namiocie. Teraz, w świetle dnia, wszystkie odgłosy dookoła wydawały się całkowicie normalne. Być może niepotrzebnie się denerwowała, a wyobraźnia napędzana niepokojem podsunęła jej coś, czego w istocie w ogóle nie było.
        Przyczepiając jedną ręką szablę do pasa, odgryzła zamyślona kawałek suszonego mięsa, jednak nie miała specjalnie apetytu. Choć wiedziała, że czeka ich kolejny dzień wędrówki, nie potrafiła się zmusić i postanowiła, że zje podczas następnego postoju.
        Do kapliczki mieli stosunkowo niedaleko i jeśli wyruszą teraz, dotrą tam za parę godzin. Zebrała wszystkie rzeczy i jeszcze raz rozejrzała się uważnie, sprawdzając czy niczego nie zostawili. Nadal nie założyła na plecy peleryny, uważając że jest niepraktyczna w tak ciężkich warunkach. Ucałowała ją jednak poważnie i schowała w torbie, razem z rytualnym sztyletem.
        Wyszła na zewnątrz, z początku nie szukając towarzysza, a podchodząc do jednego z rozstawiających swój kram kupców. Kupiła od niego dwa niewielkie nasionka, które schowała do woreczka i przyczepiła do torby. Według słów sprzedawcy, w ciągu godziny po podlaniu, powinny wykiełkować. Kosztowały niemało, ale dawało jej to możliwość poświęcenia rośliny podczas Rytuału Snów, który zbliżał się wielkimi krokami. Odetchnęła z ulgą, dziękując w myślach Matce za to, że nie będzie musiała polować na pustynne jaszczurki, ptaki ani piaskowe potwory. Po raz pierwszy znalazła się w czasie Rytuału na tak pozbawionym życia terenie i była wdzięczna, że nie musi się posuwać do ostateczności.
        Wzięła łyka wody i gotowa do drogi, odszukała wzrokiem swojego towarzysza.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Seviron » 6 miesiące temu

Nadal kręcił się w pobliżu namiotu, w którym nocowali, a raczej stał niedaleko, przyglądając się otoczeniu, czyli także ludziom wykonującym swoje obowiązki – strażnicy zmieniający się na warcie, podróżnicy szykujący się do kontynuowania swojej wędrówki, handlarze z karawanami doglądający zwierząt i towaru, czasem zagadani przez podróżnych, którzy chcieli zabrać się z jedną z karawan, oczywiście za odpowiednią opłatą… byli jeszcze handlarze mieszkający przy oazie, szykujący się właśnie do kolejnego dnia pracy, no i kobieta będąca właścicielką namiotów do wynajęcia, która nadal kręciła się gdzieś wśród nich. W międzyczasie, Seviron zdążył zmniejszyć zapas swojej części żywności o kolejne dwa albo trzy kawałki suszonego mięsa – tym razem z przyprawami, a nie wyłącznie w soli – które stanowiły coś w rodzaju kontynuacji wcześniejszego śniadania, bo kapłan stwierdził w myślach, że jest jeszcze trochę głodny.
Usłyszał i zauważył Hashirę wychodzącą z namiotu, jednak ona chyba go nie widziała albo nawet nie próbowała odszukać. Nie przeszkadzało mu to, bo przecież nie musieli meldować sobie o wszystkich, co chcą zrobić i nie musieli też wszędzie chodzić razem z towarzyszącą im osobą. Po prostu postanowił nie ruszać się z miejsca i zwyczajnie poczekać na to, aż dziewczyna załatwi to, co będzie chciała i dołączy do niego. Wcześniej w końcu powiedział jej, że będzie w pobliżu namiotu, w którym nocowali, więc nie chciał, żeby niepotrzebnie traciła czas na szukanie go na całym terenie oazy.

W końcu zauważył ją, więc postanowił wyjść jej naprzeciw. Wczorajszego wieczora rozmawiali o tym, że przed dalszą wędrówką udadzą się u kupca, żeby uzupełnić zapas wody i, może, jedzenia. Chociaż Sevironowi wydawało się, że ich racje żywnościowe zużywały się w, raczej, normalnym tempie jak na dwie osoby podróżujące ze sobą i starające się jeść w miarę regularnie. O wiele więcej zużywali wody, co nie było czymś niezwykłym, bo przecież byli na pustyni. Dlatego też – w obawie, że w trakcie poszukiwań jaskini lub w drodze powrotnej do oazy, może skończyć im się zapas wody – powinni teraz uzupełnić jej braki.
         – Po drodze wstąpimy do kupca sprzedającego jedzenie i wodę. Uzupełnimy u niego nasz zapas tego drugiego i może dokupimy kilka kawałków mięsa – zaproponował, niemalże od razu odwracając się w stronę, w którą powinni się teraz udać, gdzie jednocześnie na pewno znajdą też jakieś wyjście z terenu oazy. Nie szedł zbyt szybko, jednak to on prowadził i jako pierwszy dostrzegł stragan, którego poszukiwali. Krótko przywitał się z kupcem.
         – Chcieliśmy uzupełnić wodą do naszych bukłaków i kupić kilka sztuk suszonego mięsa z przyprawami i solą – odparł, od razu przechodząc do tego, w jakim celu odwiedzili kupca. Przekazał mu też ich naczynia na wodę, aby mógł on je uzupełnić. Podejrzewał, że za samą wodę zapłacą trochę mniej, niż wtedy, gdy mieliby kupować nie tylko wodę, ale także pojemniki, w których mogliby ją przenosić.
Kupiec wrócił po chwili, niosąc ich bukłaki, już wypełnione wodą, która pozwoli przetrwać im na Pustyni. Po minięciu kolejnej chwili, przed kapłanami leżało też zamówione mięso, zawinięte w pergamin.
         – Razem będzie… Dwadzieścia pięć ruenów. Może być też jeden srebrny orzeł – odparł kupiec, wcześniej dostrzegając pytające spojrzenie Sevirona, który właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał na niezadane na głos pytanie. Najpierw wyciągnął z sakiewki srebrną monetę, którą wręczył mężczyźnie, a później zaczął pakować zakupione zapasy – jeden bukłak z wodą zostawił sobie, a drugi przekazał towarzyszce. Następnie pożegnał się z karczmarzem i ruszył w stronę wyjścia z oazy, prowadząc za sobą Hashirę.

         – Czyli… Plan jest taki, że najpierw odwiedzamy kapliczkę, a później szukamy tej wyschniętej oazy? - zapytał, głównie dla pewności. Znowu poczuł piaski „dzikiej” pustyni pod stopami. Różniły się one trochę od tych, które leżały na powierzchni pustyni przy samej oazie i jej okolicy. Te nie były tak… udeptane przez ludzi i zwierzęce nogi, a także przez koła wozów karawany, dlatego właśnie w nich stopa zapadała się trochę bardziej, a przez to wędrówka po nich stawała się też nieco trudniejsza. Przypomniał sobie też, że zbliża się dzień, w którym Hashira będzie musiała odprawić Rytuał Snów. To z kolei przypomniało mu także, że coraz bliżej jest też dzień, w którym on będzie musiał zrobić to samo. Prawie zawsze robił to w samotności, więc już teraz wiedział, że będzie czuł się trochę skrępowany tym, że ktoś będzie go obserwował.
         – Masz mapę Środkowej Alaranii z zaznaczonymi na niej kapliczkami Matki, prawda? - zadał dziewczynie kolejne pytanie. Co prawda, mapa ta była jedną z rzeczy składających się na coś, co każdy kapłan powinien mieć zawsze przy sobie, jednak zdarzało się przecież, że mogła ona zginąć lub zniszczyć się – w końcu był to zwyczajny pergamin – a osoba, której się to przydarzyło, mogła zapomnieć poprosić o nową. Seviron wiedział, że w jego torbie podróżnej znajduje się mapa, o którą zapytał, więc gdyby jego towarzyszka takiej nie posiadała… cóż, nie widziałby problemu w tym, żeby z niej skorzystali.

Awatar użytkownika
Hashira
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Hashira » 4 miesiące temu

        Ponownie wyruszyli w drogę. Krok za krokiem, ziarnko za ziarnkiem przemierzali pustynię, pozornie martwą, jednak w niesamowity sposób żywą. Nawet piasek uciekający spod stóp zdawał się poruszać, jakby był czującą istotą.
- Myślę, że tak będzie najlepiej. Zajście do kapliczki to tylko parę dodatkowych godzin w naszej podróży. Podejrzewam, że nie jest zbyt często odwiedzana przez Kapłanów, więc ogarnięcie zniszczeń poczynionych przez burze piaskowe byłoby wskazane. Mam mapę. Według niej droga jest stosunkowo prosta - musimy przejść przez skalisty obszar, który mamy przed sobą. Zaznaczono tu coś na kształt krateru, więc powinniśmy uważać. Za nim znajduje się już kapliczka z posągiem Matki.
Kapłanka schowała mapę i wspięła się szybkim krokiem na najwyższą wydmę, jaką udało jej się wypatrzeć. Osłoniła oczy od słońca i rozejrzała się, taksując uważnym spojrzeniem okolicę.
        Przed nimi rozciągał się krajobraz zupełnie odmienny od dotychczasowej miękkości pustynnych piasków. Ostre jak brzytwa skały o fantasmagorycznych kształtach wyłaniały się z kamiennej równiny lśniącej niczym czarne szkło. Pośrodku tego morza tajemniczych głazów znajdował się potężny krater, sięgający w dół na kształt nieruchomego, czarnego wiru. Ze swojej pozycji Hashira nie mogła dostrzec jego dna, jednak cienie, które od czasu do czasu przemykały po absorbujących światło ścianach wydawały się zbyt gwałtowne na zwyczajne refleksy.
- Ciekawe co utworzyło tak olbrzymi lej? - zastanowiła się głośno gdy Seviron stanął u jej boku.
- Uderzenie jakiegoś meteorytu? A może magiczna eksplozja? Tak czy inaczej sądzę, że powinniśmy poruszać się skrajem głazowiska - w kraterze jest zbyt dużo cieni, żeby móc uznać go za całkowicie opuszczony. Nie wiem jaka forma życia mogłaby przetrwać pośrodku pustyni i nie wiem czy chciałabym się dowiedzieć.
Z tymi słowami przekroczyła granicę pomiędzy piaskiem i skałą, stawiając stopy na twardym podłożu. Przez chwilę miała problem z uchwyceniem równowagi - przebywanie przez tak długi czas na piasku przypominało tygodnie spędzone na morzu - umysł potrzebował dłuższej chwili by przypomnieć sobie jak należy chodzić po nieruchomej powierzchni.
        Dziewczyna zwróciła uwagę na bezruch powietrza - o ile dotychczas nie czuć było żadnego wiatru, o tyle między kamieniami powietrze możnaby dosłownie kroić nożem. Przez to upał jeszcze mocniej dawał się we znaki. Przetarła czoło wierzchem dłoni i zaintrygowana podeszła do jednego ze skalnych tworów. Był poskręcany niczym snop wody, który wystrzelił z ziemi i zastygł pod postacią czarnej kolumny. Jego krawędzie były ostre, a gładkie powierzchnie odbijały słońce i ich pochylone, zniekształcone twarze.
- Fascynujące - szepnęła, podziwiając kształty następnych skał. Większość z nich była wyższa od niej, skutecznie ograniczając widoczność. Dzięki pozycji słońca mogli jednak z łatwością określić w którą stronę zmierzają. Tak przynajmniej zakładała Hashira, dopóki po raz kolejny nie minęli niemalże identycznej kamiennej struktury.
- Nie wydaje ci się, że już widzieliśmy tę skałę? - zapytała Kapłanka, podchodząc do kolumny i przyglądając się podejrzliwie wyszlifowanej powierzchni. Było w niej coś znajomego, choć pozornie nie różniła się zbytnio od pozostałych. Zniekształcona twarz dziewczyny odbiła się w czarnych, lśniących płaszczyznach dokładnie w taki sam sposób jak przedtem.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Seviron » 4 miesiące temu

Zaskoczyła go i jednocześnie zaciekawiła ta dość nagła zmiana krajobrazu. To jest, nadal znajdowali się na pustyni i było to widoczne, a także odczuwalne, jednak piasek ustąpił nagle miejsca twardemu, jakby kamiennemu, podłożu i dziwnym… tworom z tak samo dziwnej i dodatkowo czarnej skały, które wykręcały się w różne strony i przez to przypomniały trochę obumarłe pnie jakichś drzewek. Tyle tylko, że Seviron wiedział, iż raczej nie było to możliwe, a przez to lokacja ta wydawała mu się jeszcze dziwniejsza, ale także ciekawa. Znaczy, chyba najbardziej ciekawiło go to, w jaki sposób powstała. W dodatku całość powoli opadała w okręgach i skupiała się w najniższym miejscu, tworząc dość sporych rozmiarów lej „porośnięty” tymi czarnymi i błyszczącymi kształtami.
         – Wydaje mi się, że kiedyś musiało tu dojść do jakiegoś zdarzenia, w którym brała udział magia na tyle silna, że zmieniła tę część pustyni w miejsce, które teraz widzimy na własne oczy – odezwał się do towarzyszki. Nie musiał mieć racji, jednak takie wytłumaczenie podsuwało mu przeczucie, a także sam kapłan czuł, że jest ono najbardziej prawdopodobne.
         – Możesz mieć rację – dopowiedział, przy okazji przyglądając się cieniom wewnątrz leja. Dopiero po chwili zauważył, że czasem zdają się one padać trochę inaczej, niż powinny, albo nawet poruszać się – to drugie można było wytłumaczyć wysoką temperaturą powietrza i tym, że czasem „faluje” ono właśnie przez coś takiego… jednak wydawało mu się, że tutaj wyjaśnienie ruszających się cieni nie będzie tak łatwe.

Ruszył za kapłanką, nie mając problemów z chwilowym utrzymaniem równowagi na gruncie twardszym niż pustynny piasek. On również podszedł do czarnego kształtu, który z bliska wyglądał bardziej na jakąś ciecz, która wystrzeliła spod powierzchni i chwilę później znalazła się pod wpływem czegoś, co sprawiło, że zastygła i, może, zmieniła swój kolor. Ruszyli dalej, a Seviron czasem rozglądał się na boki, zatrzymując na chwilę wzrok na jednej z czarnych, błyszczących kolumn, jeśli ta akurat miała jakiś ciekawy kształt. Z zamyślenia wyrwały go słowa Hashiry, których nie należało bagatelizować, bo jeśli mówiła prawdę, to właśnie weszli w jakąś – prawdopodobnie magiczną – pułapkę, która mogła tu powstać także wtedy, gdy powstawało to miejsce.
On też zaczął przyglądać się skale, o której mówiła kapłanka. Tylko, że on nie widział w niej nic znajomego, może po prostu dlatego, że nie przyglądał się wszystkim kryształowym kolumnom, a tylko tym, które go zaciekawiły. Chociaż… jeśli podejrzenia Hashiry są słuszne, to najpewniej za jakiś czas natknął się na dwa, dość specyficzne twory, które Seviron na pewno rozpozna, jeżeli będą to te same, które mijali wcześniej.
         – Nie jestem pewien, czy zgodzić się z tobą, czy nie… Może chodźmy dalej, bo niedługo powinniśmy trafić w miejsce, w którym mijaliśmy ciekawie wyglądające kolumny i, jeżeli masz rację, to miniemy je ponownie – powiedział do kapłanki. Tym razem to on ruszył do przodu, prowadząc ich dwuosobową grupę i licząc też na to, że dziewczyna zgodzi się na jego pomysł, no i pójdzie za nim.
Przeszli kawałek, zanim półelf zatrzymał się nagle i szerzej otworzył oczy, czego jego towarzyszka nie mogła widzieć, bo przecież stał do niej plecami. Wcześniej nie do końca wierzył w jej słowa, jednak teraz dowód na ich prawdziwość miał przed swoimi oczyma.
         – Spójrz – wypowiedział do niej tylko to słowa i dłonią wskazał na czarną i błyszczącą kolumnę, o której wcześniej wspomniał. Właściwie, było ich dwie – co było widać przy samym podłożu, gdzie „wykiełkowały” z dwóch miejsc, które znajdowały się blisko siebie. Sprawiło to, że na wysokości niespełna dwóch dłoni łączyły się w jedną, grubszą kolumnę, wcześniej, niemalże od samej powierzchni, powoli zbliżając się do siebie. Dodatkowo – tam, gdzie kończyła się kolumna – oba kryształowe „strumienie” rozdzielały się ponownie.
         – Identyczną konstrukcję mijaliśmy wcześniej, więc teraz mam pewność, że możesz mieć rację co do tego, iż wcześniej także mijaliśmy skałę, którą wskazałaś – odezwał się w końcu. To oznaczało, że wpadli w jakąś magiczną pułapkę, jednak wydawało mu się, że tego nie musi wypowiadać na głos, bo Hashira też się tego domyśliła.

         – Teraz powinniśmy… - przerwał nagle i odwrócił się, przez krótką chwilę spoglądając dziewczynie w oczy, a później nad jej ramieniem, kierując wzrok gdzieś za nią. Zmarszczył brwi, mrużąc tym samym oczy, aby po chwili już tego nie robić, przeniósł też wzrok na dziewczynę.
         – Przed chwilą poczułem na sobie wzrok… czegoś. Wewnętrzny głos podpowiedział mi, że to na pewno nie był twój wzrok – wytłumaczył się, a już po krótkiej chwili mogli usłyszeć coś, co tylko mogłoby potwierdzać jego wcześniejsze słowa. Jedna z kryształowych konstrukcji, które znajdowały się w ich pobliżu, nagle pękła i rozpadła się na drobne, czarne kawałeczki, czemu towarzyszył stłuczonej szyby w oknie, jednak… był on bardziej metaliczny. W każdym razie, Seviron od razu odwrócił się w tamtą stronę, jednak jedyne, co zauważył, to ciemne drobiny leżące na lekko kontrastującej z nimi, kamiennej powierzchni.
         – Nie wydaje mi się, żeby to zniszczyło się samo z siebie albo przez jakiś czynnik naturalny – podzielił się swoimi uwagami z towarzyszką.
         – Chodźmy i najlepiej miejmy oczy dookoła głowy – dodał. Przypomniał sobie też jej wcześniejsze słowa o tym, że w kraterze znajduje się dużo cieni i coś może żyć na jego terenie.

Awatar użytkownika
Hashira
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Hashira » 3 miesiące temu

        Las szklanych kolumn robił się coraz bardziej mroczny. Hashira również poczuła niewypowiedzianą obecność czegoś za swoimi plecami, choć znacznie później niż półelf. Odwróciła się, jednak nie dostrzegła niczego, poza hipnotyzującym bezruchem kolumn.
        Dźwięk pękającego kryształu przypominał grzmot w przesyconej niepokojem ciszy. Kapłanka ostrożnie podeszła do dziesiątków ostrych odłamków, połyskujących przy każdym jej ruchu. Kucnęła, podnosząc jeden z nich, ten o najbardziej zaoblonych brzegach.
- Strzaskane w drobny mak. A jednak nie słyszeliśmy żadnego uderzenia… Myślisz, że coś rozbiło tę kolumnę z powietrza? A może jakieś podziemne drgania ją rozkruszyły?
Wiedziona niewytłumaczalnym odruchem schowała kawałek skały do torby i wyjęła z niej pelerynę. Kiedy zarzuciła ją na plecy, momentalnie zrobiło jej się gorąco. ”Podziwiam Sevirona, że jest w stanie wytrzymać w niej na pustyni.” pomyślała mimochodem.
- Wydaje mi się, że cokolwiek tu jest, doskonale zdaje sobie sprawę z naszej obecności. Dzięki temu, gdybyśmy się rozdzielili, łatwiej się odnajdziemy.
Spojrzała ponownie na bliźniacze kolumny, które nie pozostawiały żadnych wątpliwości - krążyli w kółko. Ich czerwone sylwetki odbijały się karykaturalnie w przydymionych krzywiznach.
- Myślisz, że przy którymś z głazów mimowolnie skręciliśmy? Wydawało mi się, że słońce mieliśmy cały czas po tej samej stronie, ale może w tym upale się pomyliliśmy?…
Usiłowała sobie przypomnieć co mówił jej podróżnik Rammi na temat nawigowania w tego typu miejscach. Jak zwykle bardzo naokoło opowiadał jakiś mit z wyspy Arrantalis, o dzieciach które zabłądziwszy w lesie sypały za sobą okruszki...
- Gdybyśmy mieli jakiś barwnik, możnaby oznaczyć kolumny które mijamy i w ten sposób określić, gdzie jeszcze możemy skręcić - zaproponowała. Zdawała sobie sprawę z tego, że może to być żmudna praca, jednak w obecnej sytuacji wydawała się całkiem sensowna. Zwłaszcza, że cały czas czuła złowrogą obecność, znajdującą się nieopodal nich.
- Gdyby te głazy nie były tak absurdalnie gładkie, możnaby się na nie wspiąć. Z tego miejsca nie widać nawet gdzie jest krater… - zauważyła, wyciągając szyję.
        Nagle ziemia pod ich stopami zadrżała, a powietrze wypełniło głuche dudnienie, rezonujące wielokrotnie między kryształami. Przypominało powolne kroki, choć z powodu echa dziewczyna nie była w stanie określić, z której dobiega strony.
- Cokolwiek zamierzamy zrobić, chyba powinniśmy robić to szybko - mruknęła, rozglądając się niespokojnie dookoła. Przez chwilę wydawało jej się, że w jednej z płaszczyzn odbiła się olbrzymia sylwetka. Po sekundzie jednak cień przemknął po innym krysztale, znajdującym się dokładnie naprzeciwko, a kapłanka straciła pewność, gdzie może znajdować się jego właściciel. Za ich plecami rozbrzmiała kolejna symfonia tłuczonego szkła. Atmosfera panicznego osaczenia zaczęła zaciskać się wokół nich jak sidła.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Seviron » 2 miesiące temu

On też zastanawiał się, co mogło strzaskać kolumnę. Mimo, że wydawały się one być czymś kruchym, to Sevironowi wydawało się, że były to tylko pozory – inaczej na pewno zostałyby zniszczone już dawno przez czynniki naturalne, które występowały na obszarze pustynnym. Dobrym przykładem mogłaby być burza piaskowa, która na pewno dałaby radę zniszczyć to wszystko przy pomocy masy ziaren piasku rozpędzonych przez wiatr tak mocno, że można byłoby je uznać za maleńkie ostrza. Z drugiej strony, sam mógłby też dość łatwo sprawdzić wytrzymałość tych dziwnych konstrukcji – wystarczyłoby zatrzymać się na chwilę i spróbować zniszczyć jedną ze „szklanych” kolumn.
         – Myślę, że zniszczyło ją coś żywego – odezwał się, przyglądając się małym kawałkom kolumny. Sądził, że gdyby za jej zniszczenie odpowiadały jakieś drgania powierzchni, to oni także by je poczuli, jednak taką uwagę postanowił zachować dla siebie. W przeciwieństwie do Hashiry, on nie zdecydował się na zabranie pamiątki z tego miejsca.
         – I temu czemuś łatwiej byłoby nas dopaść… Według mnie lepiej będzie, jeśli będziemy trzymać się razem – odparł, licząc na to, że dziewczyna jednak zgodzi się na to, co on powiedział i nie będzie próbowała namówić go na rozdzielenie się i szukanie wyjścia w pojedynkę.
         – Nie wydaje mi się, żebyśmy skręcili. To wszystko zaczyna być jakieś dziwne – odezwał się znów, tym razem dzieląc się swoimi przemyśleniami na temat tej sytuacji.
         – Możemy za sobą ciągnąć coś, co będzie zostawiało ślad. Mogę ułożyć swoją broń tak, żeby koniec jej drzewca ocierał się o ziemię – zaproponował. Co prawda, powierzchnia, po której się poruszali, nie była sypkim piaskiem, jednak nie była też twarda jak kamień, więc może to się udać, jeśli zdecydują się na właśnie taki plan.

Chciał jej zaprezentować nawet, o co mu chodziło i dobył już włóczni, próbując ułożyć ją przy swoim ciele w sposób, który pozwoliłby na to, aby jej drugi koniec – ten bez ostrza – przesuwał się po ziemi, gdy nagle pustynna powierzchnia zadrżała z niewiadomego powodu. W dodatku, do ich uszu dobiegł też odgłos dudnienia, który chyba nie zwiastował nic dobrego. Dźwięk ten powtarzał się w równych odstępach czasu i zdawał się zbliżać do miejsca, w którym teraz stali, jednak ciężko było określić konkretny kierunek, z którego on dochodzi.
         – Może zacznijmy iść przed siebie, z braku innego planu działania – odparł i od razu ruszył się z miejsca, szybko maszerując. Nie zrezygnował też z wcześniejszej propozycji, dlatego też teraz koniec włóczni ciągle dotykał ziemi, sunąc po niej i zostawiając za sobą lekkie, ledwo widoczne wyżłobienie.
Sam Seviron ciągle rozglądał się wokół, raz dostrzegając dziwny cień przy jednej z kolumn, jakby jakiegoś dużego stwora. Później już go nie zobaczył, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że nie było to tylko trochę inny kształt kolumny, który z daleka mógł przypominać mu cień sylwetki jakiegoś potwora, a rzeczywiście coś, co może żyć na tym terenie i właśnie obrało ich sobie za swoje ofiary. Dźwięk tłuczonego szkła – tutaj związany z tym, że kolejna kolumna uległa zniszczeniu – w ogóle nie sprawiał, że kapłan myślał inaczej, bo było wręcz przeciwnie. Im częściej słyszał lub widział nawet najmniejsze oznaki tego, że oprócz niego i Hashiry znajduje się tu coś jeszcze, tym bardziej uważał, że właśnie tak jest.
Im szybciej i dalej szli, tym oznaki obecności czegoś wobec nich wrogiego robiły się coraz rzadsze, aż w końcu nie widzieli żadnych cieni w kącie oka, ani nie słyszeli też dudnienia, które mogłoby przypominać kroki. Seviron zwolnił trochę, gdy miał pewność, że w okolicy znowu są tylko oni, jednak nie zrezygnował z oznaczania drogi, co jakiś czas poprawiając chwyt włóczni – albo, żeby nie wyśliznęła się z jego dłoni, albo po to, żeby nieść broń bardziej komfortowo. Nie chciał, żeby jego ręka zmęczyła się tym zbyt szybko, dlatego dość często regulował chwyt.

Szli dalej i nic nie wskazywało na to, że gdzieś skręcili czy coś podobnego, gdy nagle… Dotarli do miejsca, w którym zaczynał się niezbyt głęboki, zaokrąglony ślad, który ciągnął się dalej, w przód i kończył się, cóż, w miejscu, w którym stali.
         – Szliśmy ciągle do przodu, a znaleźliśmy się w miejscu, z którego wyruszyliśmy – podsumował Seviron. Stwierdził też, że nie ma zbytnio sensu w tym, żeby kontynuował zostawianie śladu, więc jego włócznia po chwili znalazła się z powrotem w specjalnej uprzęży umiejscowionej na jego plecach.
         – To miejsce chyba faktycznie musiało kiedyś być miejscem uwolnienia potężnej magii, która zmieniła je wtedy na zawsze – powiedział trochę ciszej, co mogłoby podpowiedzieć Hashirze, że właściwie to bardziej mówi on do siebie, a nie do niej.
         – Hmm… Myślisz, że w innym świecie znaleźlibyśmy jakąś wskazówkę co do tego, jak się stąd wydostać? - zapytał. Nie był pewien, czy Hashira domyśliła się już, co też może mieć na myśli, więc postanowił, że wyjaśni jej to.
         – Wiem, że może być to niebezpieczne, zważywszy na to, że prawdopodobnie nie jesteśmy tu sami, ale… Pomyślałem o tym, żeby jedno z nas wykorzystało magię ducha i sprawdziło, czy miejsce to różni się w świecie astralnym i, czy może będą tam jakieś wskazówki, jak stąd wyjść. Drugie cały czas czuwałoby przy „podróżniku” - powiedział jej o swoim pomyśle. Spojrzał też na nią pytającym wzrokiem, czekając na to, aż powie mu, co o tym myśli i, czy byłaby w stanie odbyć taką podróż. Wydawało mu się, że właśnie on będzie lepiej nadawał się do tego, żeby ochraniać, a ona lepiej sprawdziłaby się przy odbywaniu podróży astralnej i szukania w świecie astralnym tego, czego w rzeczywistym mogą nie widzieć.

Awatar użytkownika
Hashira
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Hashira » 1 miesiąc temu

        Hashira pokiwała głową, zgadzając się na propozycję towarzysza. Skoro tradycyjne metody oznaczania drogi zawiodły, a rzeczywistość w wyraźny sposób płatała im figle, być może to właśnie było metodą. Świat ducha, choć pokrętny i dziwny, często pokazywał obiekty i istoty w bardziej prawdziwy sposób niż zwodnicza, fizyczna powłoka. ”Jest w tym szaleństwie jakaś metoda”, pomyślała sentencjonalnie, przypominając sobie książkę o dziewczynce, która utknęła w krzywym świecie po drugiej stronie lustra. Byli trochę jak ona - uwięzieni za gładkimi taflami kryształów, musieli odrzucić racjonalne rozwiązania i sięgnąć tam, gdzie kończyła się logika. Do świata duchów.
        Astralum, jak mówiono potocznie na świat dusz, rządziło się własnymi prawami. Emocje znacznie bardziej wpływały tu na otoczenie. Malutkie stworzenia mogły być potężnymi potworami, a wielkie potwory zaledwie niegroźnymi królikami. Nigdy nie wiedziało się, czy idąc w górę nie dojdzie się w bok, a jeśli chciało się coś zdobyć, nie należało tego szukać. Znając podstawowe zasady “niebycia” po drugiej stronie lustra, można było wyciągnąć z niego całkiem przydatne informacje.
- Spróbuję wejść do Astralum i się rozejrzeć. Może uda mi się ustalić co się tu stało i jak stąd wyjść. Potrzebuję przez chwilę pomedytować - zazwyczaj osiągnięcie skupienia zajmuje mi kilka minut. Co prawda warunki nie są sprzyjające relaksacji, ale wierzę, że mnie obronisz. Gdyby było naprawdę źle, po prostu walnij mnie mocno w twarz. Nie wybudzi mnie to od razu, ale powinno zdekoncentrować na tyle, żeby moja astralna forma odebrała pewne sygnały i zaczęła ciążyć z powrotem do ciała.
Spojrzała z powagą w szmaragdowe oczy Sevirona i usiadła po turecku na ziemi. Przez chwilę korciło ją by oprzeć się o jeden z kryształów, jednak nie była pewna, co zastanie po opuszczeniu ciała. Wolała nie ryzykować. Ułożyła dłonie na podołku, zamknęła oczy i zaczęła głęboko oddychać. Jej słuch powoli zaczął się wyostrzać, wyławiając coraz to nowe elementy otoczenia. W oddali usłyszała zgrzyt czegoś ostrego przesuwającego się po szkle. Gdzieś nad nimi zawył wiatr, ptak unoszący się na powietrznych prądach szeleścił dużymi skrzydłami. Kapłan odetchnął nieco głębiej, zapewne wzmagając czujność i koncentrując się na analizie bodźców. Materiał jego okrycia szemrał cicho, ocierając się o skórę…

        Po chwili nie było już nic. Otoczyła ją cisza, z której, narastając coraz głośniej wyłonił się wysoki, wibrujący dźwięk. Podejrzewała, że to rezonowanie kryształów, jednak nie miała pewności. Otworzyła oczy i zamarła.
        Zamiast lśniących, szklanych kolumn, z ziemi - czerwonej, suchej i spękanej - wyłaniały się potężne słupy energii. Przypominały sploty tysięcy czarnych błyskawic i uderzały w niebo, wywołując w górze odległe grzmoty. “Burza na odwrót”, pomyślała Hashira, unosząc się lekko w swoim astralnym ciele. Widziała, że kolumny piorunów łączą się ze sobą grubymi niczym liny okrętowe wiązkami, które ciągnęły się pod ziemią. Nie powinna móc ich dostrzec pod czerwonym piachem, jednak od czasu do czasu powodowały dziwny błysk, echo grzmotu, przypominające negatyw. Prześwitywały wtedy od spodu, uświadamiając dziewczynie, że wszystkie kryształy są ze sobą połączone.
        Wzbiła się lekko w górę i obrzuciła uważnym spojrzeniem okolicę. Przesunęła wzrokiem po astralnej formie Sevirona, taktownie nie wpatrując się w niego, choć musiała przyznać, że spodobało jej się to co zobaczyła. Skupiła się jednak na zadaniu, wiedząc, że sytuacja w realnym świecie może być dużo mniej spokojna niż tutaj.
        Wiedziała już, że wszystkie kolumny są połączone i teraz była zadowolona, że nie weszła do Astralum oparta o jedną z nich. Nawet tutaj czuła piekące w ustach elektryzowanie, które rozsiewały wokół siebie. Nie wiadomo co zrobiłyby z jej duchem, gdyby obudziła się pozostawiona na ich łaskę.
        Prześledziła wzrokiem rumowisko - z góry wyglądało jak olbrzymia pajęczyna sięgających samego nieba piorunów, schodząca się koncentrycznie w stronę krateru. Na ścieżkach pomiędzy kolumnami widziała drgania powietrza - to pewnie były zawirowania czasowe, których doświadczali. Znajdowały się niemal na każdym skrzyżowaniu, więc nie mieli praktycznie żadnych szans, żeby wyjść z labiryntu tradycyjnymi metodami. Jedyna droga pozbawiona zawirowań prowadziła do samego serca tego szaleństwa.
”Rozumiem! Żeby wyjść z labiryntu, musimy do niego Wejść!” pomyślała podekscytowana kapłanka, opuszczając się gwałtownie w dół. Kiedy już niemal stopami dotykała ziemi, kątem oka wyłowiła olbrzymi kształt, załamujący się w dziesiątkach elektrycznych kolumn w całym labiryncie. Zatrzymała się przerażona, próbując zrozumieć to co widzi.
        Potworne stworzenie, nie przypominające niczego, co dziewczyna kiedykolwiek widziała, zdawało się istnieć we wszystkich miejscach jednocześnie. Być może podczas tak potężnej magicznej eksplozji, że odcisnęła piętno zarówno w świecie realnym jak i duchowym, znajdowało się w samym epicentrum i zostało rozerwane na tysiące osobnych kawałeczków? A może powstało zrodzone z energii, która uwolniła się podczas tego wybuchu i istnienie w wielu płaszczyznach jednocześnie było dla niego naturalnym stanem rzeczy? Jak by nie patrzeć, czarne jak noc, skłębione macki, ostre jak brzytwa zęby i potężne kończyny znajdowały się jednocześnie w wielu odnogach labiryntu, i wszystkie - bez wyjątku - zbliżały się w stronę Sevirona.
        Hashira, opanowując przerażenie, zerwała się w stronę swojej cielesnej formy. Zamknęła oczy i skoncentrowała się na powrocie do ciała, jednak bezskutecznie. Przeklęła w myślach, zastanawiając się, co jest powodem jej blokady. Owszem, wejście do Astralum w tak naładowanym magią miejscu było niebezpieczne, ale nawet przez chwilę nie pomyślała o tym, że może tu utknąć. Dlaczego nie mogła wrócić?! Tak bardzo chciała ostrzec Sevirona i wytłumaczyć mu, że wie dokąd powinni się udać! Zaczęła bezradnie rozglądać się, próbując zlokalizować powód swojej blokady. W końcu, z trudem koncentrując wzrok na swoim fizycznym ciele, dostrzegła małą, pulsującą czernią błyskawicę, schowaną bezpiecznie w głębi jej torby. To było to! To była blokada! Wściekła na siebie za swoją głupotę skoncentrowała się na tym, żeby skupić uwagę Sevirona na torbie. Wystarczy, że ją kopnie, odsunie od ciała, wysypie jej zawartość… Nie wierzyła, że to się uda - ostatecznie nie bez powodu duchy nie mogły tak łatwo przemawiać do śmiertelnych ze swojego świata - ale nie pozostało jej nic innego jak próbować.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Seviron » 4 tygodnie temu

Hashira zgodziła się na to, żeby zajrzeć w świat astralny i tam poszukać rozwiązania. On miał być strażnikiem jej ciała, gdy ona będzie podróżowała po innym planie. I, chociaż poza tym niewidzialnym zagrożeniem, nie było tu niczego, co mogłoby być niebezpieczne, to i tak Seviron musiał jej pilnować, czekając też na to, aż z powrotem kapłanka wróci do tego świata i powie mu, co też widziała w świecie astralnym.
Stanął obok siedzącej Hashiry, po jej prawej stronie. Włócznię trzymał w pogotowiu, w razie gdyby to „coś” postanowiło zaatakować ich, a on musiałby bronić zarówno siebie, jak i ją – postawił broń grotem w górę, a drugi jej koniec oparł o płaską powierzchnię ziemi, leciutko wbijając go w nią. Czuł się trochę jak wartownik, strażnik czegoś konkretnego, czego musiał pilnować i czuwać nad bezpieczeństwem tego, czego strzegł i… może teraz rzeczywiście tak było, w końcu kapłanka na ten niedługi czas powierzyła mu bezpieczeństwo swojego ciała i najpewniej ufała, że będzie jej strzegł. Co jakiś czas przemieszczał się też, żeby móc obserwować inny obszar i trochę bardziej skupić się na jednym skrawku terenu, zamiast ciągle się rozglądać. Skupił się też na nasłuchiwaniu, bo możliwe, że dźwięk niszczonych kolumn może zdradzić mu zbliżające się niebezpieczeństwo, a także podpowiedzieć, z której strony ono nadchodzi.
Chociaż nie, zdał sobie sprawę, że różnił się nieco od zwykłego wartownika i nie chodziło tutaj o to, że był kapłanem i walczył o wiele lepiej, niż zwyczajny strażnik miejski. On wiedział, że niebezpieczeństwa czai się gdzieś w okolicy i możliwe, że czeka tylko na odpowiedni moment, żeby nadejść i zaatakować, a wartownik nie miał takiej pewności – ktoś taki mógł mieć tylko na uwadze to, że w czasie jego warty może zdarzyć się coś, co będzie wymagało jego interwencji i, może, użycia broni, którą ma ze sobą. Seviron natomiast był tego niemalże pewien i zostało mu jedynie czekać na ten moment konfrontacji.

Dźwięk podobny do tłuczonego szkła od razu zwrócił na siebie jego uwagę. Od razu spojrzał w stronę, z której wydawało mu się, że nadszedł, ale… niczego tam nie zauważył. Nie było tam jednej z kolumn, z której teraz zostały jedynie małe fragmenty, a także nie widać tam było też sprawcy tego zniszczenia, który zresztą swoją obecność ujawnił przed nim już nie pierwszy raz. Czuł jego obecność, coś podpowiadało mu, że stworzenie to znajduje się gdzieś w pobliżu, ale wiedział też przecież, że jeśli tak jest, to musi się ono w jakiś sposób ukrywać przed jego wzrokiem.
Czuł też jeszcze coś innego, co chyba było jeszcze dziwniejsze, a przynajmniej pod pewnymi względami. Nie wiedział dlaczego, ale coś sprawiało, że chciał co chwilę spoglądać na torbę Hashiry, jakby znajdowało się tam coś, czym powinien się zainteresować. Przez siłę woli opierał się temu, uważając i wmawiając sobie, że obserwacja okolicy jest ważniejsza od sprawdzenia torby kapłanki, jednak uczucie to powracało co chwilę. Nie wiedział, dlaczego tak się dzieje i o co tu chodzi, ale zaczął trochę zastanawiać się nad tym i wnioski właściwie przyszły same. Jego towarzyszka znajdowała się w na innym planie, jednak był on przecież połączony też z tym, w którym znajduje się on i jej ciało, więc… może to ona próbowała zwrócić jego uwagę na coś, co znajduje się w torbie i objawia się to właśnie w ten sposób. Na początku wytłumaczenie to wydawało mu się trochę dziwne i może nawet naciągane, jednak po niedługim czasie zaczął uważać je za coś możliwego. Tylko… czego miał tam szukać? Pewnie czegoś dziwnego, może czegoś, co przeszkadza jej w podróży astralnej albo w samym przebywaniu w tamtym świecie. Coś, raczej, magicznego i jednocześnie przedmiot, który raczej nie znajdował się na jej podstawowym wyposażeniu, więc najpewniej coś, co musiała zabrać w trakcie ich podróży. Postanowił, że w końcu posłucha tego „głosu” i zrobi coś z torbą kapłanki. Zdjął przedmiot z jej ramienia i ułożył kilka kroków dalej. Owszem, mógł zawsze zacząć w niej grzebać i poszukać przedmiotu, który mógłby pasować do jego domysłów, ale zwyczajnie nie chciał tego robić, w pewnym sensie szanując prywatność osoby, z którą podróżuje.

Kolejny dźwięk obwieszczający zniszczenie kolumny przeszedł przez okolicę, niszcząc tym samym ciszę, która panowała tu od jakiegoś czasu. Sevironowi wydawało się, że był on nieco głośniejszy niż ten, który usłyszał ostatnio, więc naturalnie stwierdził, że zniszczeniu musiała ulec kolumna, która znajdowała się bliżej miejsca, w którym znajdowali się teraz on i Hashira. To oznaczałoby, że stworzenie je niszczące także zbliża się i jest już coraz bliżej, a szansa na spotkanie z nim wzrosła. Jednak… nadal nigdzie go nie widział. Kapłan wytężał wzrok i próbował dostrzec coś, co mogłoby tu nie pasować, ale wszystko na nic. W ogóle mu się to nie podobało, bo przez to nie mógł wiedzieć, skąd padnie atak, jeżeli stwór zdecyduje się go zaatakować. Na chwilę nawet przelał w swe oczy trochę magii, aby móc dostrzegać aury i nawet przez krótką chwilę wydawało mu się, że dostrzega aurę wielkiego stworzenia, jednak znikła ona bardzo szybko – zupełnie, jakby wyczuło ono, że zostało dostrzeżone i ukryło w jakiś sposób swoją aurę. Z drugiej strony, zawsze mogło mu się tylko wydawać i tak naprawdę niczego tam nie było albo zobaczył tylko magiczną aurę tego miejsca. Nie mógł zrobić nic więcej, nie mógł działać. Zostało mu tylko oczekiwanie na to, aż Hashira wróci do tego świata i powie mu, co zobaczyła w świecie astralnym.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Pustynia Nanher”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość