Pustynia Nanher[Na skraju pustyni] Słowa Krwawej Matki

Ta kiedyś niesamowicie żyzna ziemia została spustoszona przez magię jakiej świat nie widział od tysięcy lat. Pięciu Przodków Czarodziejów próbujących zawładnąć czasem sprawiło iż Ziemie Nanheru pokryły tony piasku wyniszczając wszystko wokół, a ich samych pogrzebały w swoich otchłaniach.
Awatar użytkownika
Hashira
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 71
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Vestra, Yva, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia, Nahír
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [Na skraju pustyni] Słowa Krwawej Matki

Post autor: Hashira » 2 miesiące temu

        Widok oazy w dole dodał Kapłance sił. Zachód jasno sugerował, że wędrowali bez przerwy cały dzień, zaliczając po drodze upadki i obtarcia. Pulsujące stopy prosiły o łóżko, a lekkie i przewiewne szaty mimo wszystko przylgnęły do spoconego ciała. Widmo namiotu, a może nawet balii wody wydawało się pokusą nie do odparcia.
        Przez chwilę dziewczyna podziwiała wydmy, zabarwione na czerwono i pomarańczowo. Kopczyki piasku rzucały czarne cienie, oświetlane przez opadające coraz niżej słońce. Do zapadnięcia zmroku została jeszcze jakaś godzina, a więc spokojnie mogli zejść na dół i znaleźć odpowiedni nocleg.
- Myślę, że tak. Wiesz, jeśli to faktycznie nasza oaza, to mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Trzeba będzie zaplanować dalszą drogę.
        Kiedy zbliżyli się do oazy, zarejestrowała, że nie jest to rozbudowany karawanseraj, a jedynie skupisko namiotów i straganów obsługujących wędrowców. Taka forma całkowicie jej odpowiadała - nie miała nic przeciwko koczowniczemu trybowi życia, a namioty miały więcej sensu na pustyni niż jakiekolwiek budowle. “Chyba że chodzi o antyczne ruiny pradawnego kultu” przemknęło jej przez myśl ”Te nie dają się pokonać upartemu zębowi czasu.

        Obrzuciła obojętnym spojrzeniem strażników, odzianych w żółto-pomarańczowe szaty. Nie wyróżniała się czerwonym płaszczem, który nadal leżał równo złożony w jej torbie, w przeciwieństwie do Sevirona. Pomyślała o tym, że wieczorem z powrotem powinna go założyć. Być może był niepraktyczny podczas podróży przez pustynię, jednak tutaj na powrót stawał się symbolem.
        Mimo to w oczach jednego ze strażników dostrzegła podziw. Może zauważył tikę na jej czole, a może pokojarzył, że oboje są członkami Krwawego Zakonu? W końcu niedaleko stąd znajdowała się kapliczka Matki. Wypadała z grubsza po drodze i Hashira miała zamiar zboczyć jutro z kursu, by sprawdzić jej stan i pokłonić się Pani.
        Strażnicy okazali się zaskakująco pomocni i uprzejmi. Kiwnęła głową z wdzięcznością, a udzielający im informacji mężczyzna nawet obdarzył ją nieco zmęczonym uśmiechem.

        Podczas rozmowy z zarządczynią Kapłanka nie odzywała się, obserwując swojego towarzysza. Kobieta była piękna typem urody charakterystycznym dla nomadów - ogorzała, o ciemnych, prostych włosach i lekko skośnych oczach. Seviron jednak zdawał się nie reagować na jej powab, tak jakby w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Przyjrzał jej się uważnie, rejestrując szczegóły wyglądu - dziewczyna była przekonana, że gdyby za godzinę go o to zapytała, byłby w stanie dokładnie opisać jej strój. Mimo wszystko nie zachowywał się jak typowy mężczyzna, który w obliczu takiej kobiety z pewnością szybko straciłby głowę.
        Zadowolona z trzeźwego osądu swojego towarzysza, podążyła za nim do wskazanego namiotu. Wnętrze faktycznie było miłe dla oka - spodziewała się, że będą musieli spać na kocach, tymczasem łóżka wyglądały bardzo zachęcająco.
- Faktycznie ładnie. Myślę, że po wrażeniach dzisiejszego dnia zasnęłabym nawet na skale, ale dobrze będzie rozprostować kości w tak miłych warunkach. Chciałabym jutro zajść do kapliczki. Jeśli się nie mylę, powinna być niemal po drodze - powiedziała, siadając na łóżku i rozkładając mapę. Wskazała palcem oazę w której się znajdowali i kapliczkę, oznaczoną małym, czarnym krzyżykiem. Znajdowała się w jednej trzeciej drogi do drugiej oazy, o której wiedzieli już tylko z opowieści - pozbawiona wody i życia nie była już zaznaczona na mapie.
- Ze słów wieszczki wynikało, że powinniśmy kierować się dalej na północ, żeby dotrzeć do wyschniętej oazy. W jej pobliżu mieszka skryba.
Rozsupłała palcami warkocz, pozwalając żeby kręcone włosy otoczyły jej głowę nieco przyklapniętą aureolą. Poruszyła w nich dłońmi, wysypując ziarenka piasku.
- O ile dobrze liczę, do kapliczki powinniśmy dotrzeć jutro wieczorem. Możemy tam przenocować, a ja odprawię rytuał, korzystając z braku ciekawskich oczu.
        Podniosła się i przeciągnęła, na powrót zakładając na ramię torbę.
- Idę się odświeżyć. Jeśli złapię jeszcze jakiegoś kupca to przyniosę też parę owoców.
Uniosła płachtę namiotu i wyszła na zewnątrz. Słońce już zaszło, zostawiając po sobie szaro-fioletowe niebo. W górze błysnęła pierwsza gwiazda, odważnie przebijając zmierzch swoim jasnym blaskiem. Przygarbiony staruszek w płóciennej czapeczce chodził od pochodni do pochodni, zapalając ogień.
        Kapłanka skierowała swoje kroki do wodopoju i przykucnęła nad brzegiem. Z ulgą obmyła dłonie i twarz, pozwalając strumieniom wody spływać po szyi i włosach. Czuła na sobie spojrzenia okolicznych mężczyzn, jednak zignorowała je, z zadowoleniem chłonąc kojący dotyk wody. Szybko opłukała stopy i podniosła się, rozglądając za wciąż otwartymi straganami.
        Ostatni sprzedawca, który nie zwinął jeszcze swojego dobytku, miał wyłożone przed sobą duże, żółte owoce, przypominające melony. Nie znała tej odmiany, o nakrapianej zielono skórce, jednak ich słodki zapach był wystarczająco przekonywujący. Kupiła dwa i dziękując z uśmiechem, objęła je ramionami. Okazały się zaskakująco ciężkie.
        Gdy skierowała się w stronę namiotu, ponownie poczuła na plecach natarczywe spojrzenie. Odwróciła się i odszukała wzrokiem osobę, która ją obserwowała. Przy ognisku po drugiej stronie wodopoju siedziała grupa mężczyzn. Z całą pewnością nie byli to kupcy - odziani w szare i niebieskie szaty, do pasów mieli przytroczone sztylety i miecze. Nie była w stanie dostrzec rysów ich twarzy, ale zauważyła, że policzek jednego z nich przecinała długa blizna. Wszyscy byli dobrze zbudowani i wyraźnie nawykli do wielodniowych wędrówek. Najemnicy? Lokalni bandyci?
        Wróciła do namiotu i podała Sevironowi owoc.
- Przy wodopoju widziałam bandę uzbrojonych mężczyzn. Mogą być kłopoty. Myślę, że powinniśmy spać na zmiany - oznajmiła, siadając na łóżku i z ulgą ściągając zakurzone buty.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 26
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Nimroth
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Seviron » 2 miesiące temu

Przez oblicze kapłana przemknął uśmiech, jednak jego towarzyszka nie mogła tego zobaczyć, gdyż właśnie wtedy był zwrócony do niej plecami.
         – Też jestem zmęczony po dzisiejszych przeżyciach, jednak jestem pewien, że ciało lepiej wypocznie w wygodnym łóżku niż na twardej skale… lub nawet mniej twardym piasku – odezwał się, wciąż nie spoglądając na Hashirę, a przyglądając się namiotowi, aby później podejść do łóżka i sprawdzić, jak bardzo jest miękkie. Po prostu nacisnął na nie otwartą dłonią i sprawdził, jak głęboko się zapadła. Nie było ono twarde, jednak bardzo miękkie też nie było… można by było stwierdzić, iż było „średnie”, czyli właśnie takie, jakie można by było znaleźć w karczmach przeciętnej jakości.
Najpierw podszedł do kapłanki, gdy usiadła na łóżku i rozłożyła mapę, a później – wcześniej przez krótką chwilę wahając się – usiadł obok niej, aby móc lepiej przyjrzeć się trasie z tego miejsca do kapliczki, a także do drugiej oazy. Dopiero w okolicy tej drugiej – która zresztą była już wyschnięta i nie nadawała się na potencjalny postój dla karawan – będą musieli odszukać wejście do miejsca, w którym ma ukrywać się ten Szalony Skryba.
         – Możemy tak zrobić. Kapliczkę nawet powinniśmy odwiedzić i sprawdzić, w jakim stanie się ona znajduje – odezwał się po chwili, a na następne słowa Hashiry kiwnął tylko głową, dając jej znać, że przyjął to do wiadomości. Później odprowadził ją wzrokiem do wyjścia z namiotu… i wewnątrz został sam.

Nie przeszkadzało mu to, mimo że teraz podróżował w towarzystwie i mało czasu spędzał samotnie. Przyzwyczaił się już do tego, że chyba trochę lepiej pracuje mu się w pojedynkę, a na to przekładał się także samotny marsz, samotny odpoczynek, a także samotne posiłki… jednak on wiedział, że nie przeszkadza mu taki stan rzeczy. Co więcej, Najwyżsi Kapłani także wydawali się dostrzegać, iż rzeczywiście najlepiej działa wtedy, gdy musi troszczyć się wyłącznie o swoje życie i dlatego nie próbowali „wciskać” mu kogoś, z kim mógłby współpracować na każdej z misji. Oczywiście, wyjątkiem były te trudniejsze, w których w pojedynkę mógłby sobie nie poradzić, a wtedy po prostu akceptował wsparcie w postaci dodatkowej osoby albo grupy kapłanów.
Włócznia stała przy łóżku, oparta o szafkę nocną, aby mógł łatwo i szybko po nią sięgnąć. Paski podtrzymujące ją na plecach Sevirona leżały złożone na tejże szafce. Ściągnął czerwoną pelerynę i płaszcz z kapturem, które odwiesił w odpowiednim miejscu, a później pozbył się torby podróżnej, którą położył przy wieszaku. Następnie kolczuga, która spoczęła w kufrze pod łóżkiem – tam też wylądowały naramienniki, karwasze i rękawiczki. Ostatecznie został w koszuli, spodniach i butach, pozbywając się także materiału ochraniającego jego głowę i część twarzy… Odsłonił też lekko szpiczaste uszy, będące oznaką tego, że w jego żyłach – oprócz ludzkiej – płynie także krew elfów. Chyba już do końca życia będzie starał się je publicznie zasłaniać, ale teraz znajdował się w namiocie, w którym niedługo dołączy do niego Hashira. Na pewno nie było to miejsce publiczne, gdzie wystawiony byłby na spojrzenia przypadkowych osób.
Usiadł na łóżku, szybko pogrążając się w swoich myślach. Jednak tak samo szybko wrócił do rzeczywistości, gdy tylko usłyszał głos towarzyszącej mu kapłanki.
         – Zbudzę się, jeśli ktoś spróbuje wejść do naszego namiotu. Poza tym, możemy zostawić zapalone świece, które mogłyby oznaczać, że nie śpimy… jeżeli nie przeszkadza ci spanie przy ich świetle – odparł. Jego zdaniem powinni wypocząć, skoro mają ku temu okazję, a nie pełnić zmienną wartę i przez to, zamiast pełnego snu, zapewnić ciału dwie lub trzy krótkie drzemki.
         – Z drugiej strony, może są to tylko najemnicy, którzy ochraniają karawanę – dodał. Tak też mogło być, a wtedy Hashira po prostu wyciągnęłaby pochopne wnioski o tym, że tamta grupa może im zagrażać i w nocy wkraść się tutaj, żeby ich okraść. Zresztą, Seviron doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo czujny jest jego sen i dlatego też wiedział, że zbudzi się, jeśli jego „elfie” uszy wychwycą jakiś podejrzany dźwięk.
         – Ale… Jeśli nadal chciałabyś, żeby jedno z nas ciągle pilnowało namiotu i rzeczy, to niech będzie. I jako pierwszy będę pełnił wartę – odezwał się znowu. Dopiero teraz spojrzał na Hashirę, a w jego oczach dało się wyczytać pytania o to, co chciałaby zrobić i na co się zdecydować. Można było wywnioskować, że on bardziej byłby za tym, żeby przez noc polegać na jego czujnym śnie i tak samo czułym słuchu.

Awatar użytkownika
Hashira
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 71
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Vestra, Yva, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia, Nahír
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Hashira » 1 miesiąc temu

        Hashira przeczuwała kłopoty, jednak spojrzała poważnie na Sevirona i kiwnęła głową, zgadzając się na propozycję, żeby zostawić zapalone świece. Postanowiła mu zaufać i zdać się na jego zmysły. W końcu na tym polegała cała ich religia, czyż nie? Na ufaniu Matce i Wyższym Kapłanom, że słusznie wypełniają jej wolę. Podejrzewała jednak, że sama będzie miała tej nocy lekki sen.
        Wbrew obawom, zasnęła gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki. Początkowo nawiedzały ją dziwne majaki, pełne podziemnych korytarzy i demonów zapomnianych przez czas. W końcu jednak zapadła w czarną studnię spokoju, regenerując siły i dając umysłowi upragniony odpoczynek. Przestała kręcić się niespokojnie na posłaniu i objęła ramionami poduszkę, czując się bezpiecznie. Przynajmniej przez jakiś czas.

        Ze snu wyrwał ją jakiś szelest. Nie potrafiła powtórzyć go w myślach, nie wiedziała nawet co to był za dźwięk. Rozejrzała się nieprzytomnie po namiocie, jednak panował w nim całkowity bezruch. Widziała Sevirona, leżącego na drugim posłaniu, skąpanego w delikatnym blasku świecy. Delikatnie przesunęła rękę i dotknęła dłonią szabli, którą zapobiegawczo położyła obok siennika. Pod poduszką miała również ukryty rytualny sztylet. Używanie go w celach bitewnych było może niezbyt mile widziane, ale samoobrona przekreślała wszystkie ograniczenia.
        Dziewczyna starała się oddychać jak najciszej i najwolniej, próbując wyłowić inne dźwięki spoza namiotu. Nie nawykła do tak wszechogarniającej ciszy.
        Znowu. Szelest ziarenek piasku powtórzył się za południową ścianą namiotu. Cichutki, ledwie słyszalny. Mógł to być owad lądujący na ziemi albo wędrujący po niej zaskroniec. Ale mogło też być coś innego.
        Ścisnęła w dłoni rękojeść sztyletu, gotowa wyskoczyć do natychmiastowego ataku. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna wejść w stan astralny i sprawdzić co dzieje się poza namiotem. Gdyby wiedziała, że Seviron nie śpi, zrobiłaby to bez wahania. Jednak osiągnięcie tego stanu zawsze zajmowało jej chwilę i dosyć mocno nadwyrężało siły. Nie mogła ryzykować, jeśli za chwilę będzie musiała walczyć o życie.
        Wytężyła słuch jeszcze bardziej, jednak hałas już się nie powtórzył. Seviron nadal się nie poruszał - a jeśli faktycznie miał tak czułe uszy i lekki sen, to nie było powodów do niepokoju. Kapłanka westchnęła cichutko i nadal trzymając w dłoni sztylet, zapadła w ponowny sen.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 26
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Nimroth
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Seviron » 1 miesiąc temu

Skończyło się na tym, że Hashira zgodziła się na jego propozycję – zostawili świece zapalone, a sami poszli spać, zdając się na czujny sen kapłana. Seviron położył się w łóżku, jednak zanim jeszcze zasnął, upewnił się, że włócznia znajduje się w zasięgu jego ręki. Właśnie tak było, więc ułożył się tylko wygodniej i spróbował zasnąć.
Zbudził go podejrzany szelest, który był pierwszym niepasującym tu dźwiękiem. Kolejny był… mniej zapowiadający niebezpieczeństwo, gdyż brzmiał tak, jakby ktoś przechodził po piasku obok ich namiotu. Wydawało mu się, że była to po prostu osoba idąca do namiotu, który wynajmowała, jednak i tak nie ruszał się na łóżku, nasłuchiwał i ciągle patrzył na obszar, który miał przed oczami, a także na włócznię, po którą mógłby sięgnąć w każdej chwili. Nie spodziewał się, że ktoś nagle wpadnie do środka i zacznie buszować w ich rzeczach, próbując coś ukraść albo podejdzie do łóżka jego lub Hashiry, wyciągnie sztylet i spróbuje ich zabić, ale wolał być przygotowany nawet na coś takiego. Nic takiego się nie stało, a Seviron leżał jeszcze przez chwilę w bezruchu i poszedł spać ponownie, gdy upewnił się, że nie pojawiają się podejrzane dźwięki.

Reszta nocy przebiegła raczej spokojnie, a Seviron obudził się dopiero, gdy oaza zaczynała budzić się do życia, a odgłos stóp w obuwiu stąpających po piasku nie był czymś podejrzanym. Usiadł na łóżku i przeciągnął się, a później ziewnął. Spojrzał w stronę Hashiry, która nadal spała, jednak postanowił, że nie będzie jej budził… Chociaż podejrzewał, że dziewczyna otworzy oczy, gdy on sam zacznie krzątać się po namiocie. Najpierw ubrał się, a później zaczął zakładać resztę ekwipunku, przy okazji uszczuplając lekko zapasy ich jedzenia poprzez posilenie się paskami mięsa w soli i sucharami, co popijał wodą.
         – Jeśli chciałabyś przez chwilę mieć namiot wyłącznie dla siebie, to mogę pójść uzupełnić zapas wody i jedzenia – zaproponował. Dla niego nie było to żadnym problemem, bo podejrzewał też, że kupiec, u którego mógłby zakupić potrzebne rzeczy, już także stał przy swoim stoisku, już od rana próbując zarobić na sprzedaży oferowanych przez siebie dóbr. W końcu, w takim miejscu każdy klient był dla niego ważny pod względem takim, że mógłby coś od niego kupić i zapewnić mu pieniądze na więcej towaru, a także na przeżycie. Oaza na pustyni nie była wioską czy miastem, w których nawet liczba podróżników jest większa ze względu na wielkość i dostępność różnych towarów, a także na tereny, na których się znajdowały – pustynia nie była tak gościnna, jak równiny, które stanowiły większość terenów, na które z kolei składała się Środkowa Alarania.
         – Jeśli nie, to mogę na ciebie chwilę poczekać i razem udamy się do kupca. Później moglibyśmy od razu wyruszyć – dopowiedział po chwili. Tak naprawdę nie mieli wielu rzeczy do kupienia, bo nadal mieli dość sporo jedzenia, a przez podziemną podróż nie zużyli tyle wody, ile wypiliby, gdyby poruszali się po powierzchni Pustyni Nanher.
         – Będę przed namiotem – dodał na koniec, gdy już cały jego ekwipunek znajdował się tam, gdzie powinien. Później wyszedł przed namiot i rozejrzał się wokół. Część namiotów nadal sprawiała wrażenie zajętych przez kogoś, a pozostałe albo były puste przez to, że nikt już ich nie zajmował albo dlatego, że nikt ich nie wynajął i czekały tylko na to, aż ktoś będzie mógł w nich odpocząć. Seviron dostrzegł też, że na wschodzie znajduje się wielka wydma, która teraz zasłania wschodzące słońce i sprawia, że w oazie nadal panuje przyjemny chłód. Zauważył też kilka osób, które kręciły się już po terenie oazy i dopiero zabierały się za swoje obowiązki… do tej grupy osób, którą zauważył, należała też kobieta, która wczoraj pokazała im namiot, w którym nocowali. Teraz przechadzała się ona między materiałowymi „budynkami” i zaglądała do środka tych, które były „otwarte”, jakby upewniając się, że nic nie zostało skradzione. Nie zauważyła go, więc przez chwilę przyglądał się jej pracy, a później przeniósł wzrok na „piaskową górę”, która dodatkowo była podkreślana przez promienie wschodzącego słońca.

Awatar użytkownika
Hashira
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 71
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Vestra, Yva, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia, Nahír
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Hashira » 3 tygodnie temu

        Hashira obudziła się, mając uczucie, że tej nocy bardziej się zmęczyła niż wypoczęła. Z ulgą zarejestrowała jednak, że na dworze jest już jasno, a blask wstającego dnia rozjaśnia ściany namiotu.
        Propozycja Sevirona mile ją zaskoczyła, nie spodziewała się, że będzie tak taktowny. Z wdzięcznością przystała na ofertę skorzystania z pustego namiotu i odprowadziła go wzrokiem, pozwalając sobie na jeszcze chwilę bezczynności. Polubiła tego chłopaka, najprawdopodobniej pół elfa, jeśli dobrze dostrzegła w nocy jego uszy. Zauważyła że zasłonił je gdy tylko wyszedł z namiotu. Zastanowiło ją, czy jest to rzecz, na której punkcie jest wrażliwy, czy stoi za tym jakaś inna przyczyna. Nie zamierzała o to wypytywać, chyba że sam będzie chciał jej opowiedzieć, ale ziarenko ciekawości zostało zasiane.
        Wstała, ubrała się i odświeżyła, na tyle na ile było to możliwe w pustynnym namiocie. Teraz, w świetle dnia, wszystkie odgłosy dookoła wydawały się całkowicie normalne. Być może niepotrzebnie się denerwowała, a wyobraźnia napędzana niepokojem podsunęła jej coś, czego w istocie w ogóle nie było.
        Przyczepiając jedną ręką szablę do pasa, odgryzła zamyślona kawałek suszonego mięsa, jednak nie miała specjalnie apetytu. Choć wiedziała, że czeka ich kolejny dzień wędrówki, nie potrafiła się zmusić i postanowiła, że zje podczas następnego postoju.
        Do kapliczki mieli stosunkowo niedaleko i jeśli wyruszą teraz, dotrą tam za parę godzin. Zebrała wszystkie rzeczy i jeszcze raz rozejrzała się uważnie, sprawdzając czy niczego nie zostawili. Nadal nie założyła na plecy peleryny, uważając że jest niepraktyczna w tak ciężkich warunkach. Ucałowała ją jednak poważnie i schowała w torbie, razem z rytualnym sztyletem.
        Wyszła na zewnątrz, z początku nie szukając towarzysza, a podchodząc do jednego z rozstawiających swój kram kupców. Kupiła od niego dwa niewielkie nasionka, które schowała do woreczka i przyczepiła do torby. Według słów sprzedawcy, w ciągu godziny po podlaniu, powinny wykiełkować. Kosztowały niemało, ale dawało jej to możliwość poświęcenia rośliny podczas Rytuału Snów, który zbliżał się wielkimi krokami. Odetchnęła z ulgą, dziękując w myślach Matce za to, że nie będzie musiała polować na pustynne jaszczurki, ptaki ani piaskowe potwory. Po raz pierwszy znalazła się w czasie Rytuału na tak pozbawionym życia terenie i była wdzięczna, że nie musi się posuwać do ostateczności.
        Wzięła łyka wody i gotowa do drogi, odszukała wzrokiem swojego towarzysza.

Awatar użytkownika
Seviron
Szukający drogi
Posty: 26
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Nimroth
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Seviron » 3 tygodnie temu

Nadal kręcił się w pobliżu namiotu, w którym nocowali, a raczej stał niedaleko, przyglądając się otoczeniu, czyli także ludziom wykonującym swoje obowiązki – strażnicy zmieniający się na warcie, podróżnicy szykujący się do kontynuowania swojej wędrówki, handlarze z karawanami doglądający zwierząt i towaru, czasem zagadani przez podróżnych, którzy chcieli zabrać się z jedną z karawan, oczywiście za odpowiednią opłatą… byli jeszcze handlarze mieszkający przy oazie, szykujący się właśnie do kolejnego dnia pracy, no i kobieta będąca właścicielką namiotów do wynajęcia, która nadal kręciła się gdzieś wśród nich. W międzyczasie, Seviron zdążył zmniejszyć zapas swojej części żywności o kolejne dwa albo trzy kawałki suszonego mięsa – tym razem z przyprawami, a nie wyłącznie w soli – które stanowiły coś w rodzaju kontynuacji wcześniejszego śniadania, bo kapłan stwierdził w myślach, że jest jeszcze trochę głodny.
Usłyszał i zauważył Hashirę wychodzącą z namiotu, jednak ona chyba go nie widziała albo nawet nie próbowała odszukać. Nie przeszkadzało mu to, bo przecież nie musieli meldować sobie o wszystkich, co chcą zrobić i nie musieli też wszędzie chodzić razem z towarzyszącą im osobą. Po prostu postanowił nie ruszać się z miejsca i zwyczajnie poczekać na to, aż dziewczyna załatwi to, co będzie chciała i dołączy do niego. Wcześniej w końcu powiedział jej, że będzie w pobliżu namiotu, w którym nocowali, więc nie chciał, żeby niepotrzebnie traciła czas na szukanie go na całym terenie oazy.

W końcu zauważył ją, więc postanowił wyjść jej naprzeciw. Wczorajszego wieczora rozmawiali o tym, że przed dalszą wędrówką udadzą się u kupca, żeby uzupełnić zapas wody i, może, jedzenia. Chociaż Sevironowi wydawało się, że ich racje żywnościowe zużywały się w, raczej, normalnym tempie jak na dwie osoby podróżujące ze sobą i starające się jeść w miarę regularnie. O wiele więcej zużywali wody, co nie było czymś niezwykłym, bo przecież byli na pustyni. Dlatego też – w obawie, że w trakcie poszukiwań jaskini lub w drodze powrotnej do oazy, może skończyć im się zapas wody – powinni teraz uzupełnić jej braki.
         – Po drodze wstąpimy do kupca sprzedającego jedzenie i wodę. Uzupełnimy u niego nasz zapas tego drugiego i może dokupimy kilka kawałków mięsa – zaproponował, niemalże od razu odwracając się w stronę, w którą powinni się teraz udać, gdzie jednocześnie na pewno znajdą też jakieś wyjście z terenu oazy. Nie szedł zbyt szybko, jednak to on prowadził i jako pierwszy dostrzegł stragan, którego poszukiwali. Krótko przywitał się z kupcem.
         – Chcieliśmy uzupełnić wodą do naszych bukłaków i kupić kilka sztuk suszonego mięsa z przyprawami i solą – odparł, od razu przechodząc do tego, w jakim celu odwiedzili kupca. Przekazał mu też ich naczynia na wodę, aby mógł on je uzupełnić. Podejrzewał, że za samą wodę zapłacą trochę mniej, niż wtedy, gdy mieliby kupować nie tylko wodę, ale także pojemniki, w których mogliby ją przenosić.
Kupiec wrócił po chwili, niosąc ich bukłaki, już wypełnione wodą, która pozwoli przetrwać im na Pustyni. Po minięciu kolejnej chwili, przed kapłanami leżało też zamówione mięso, zawinięte w pergamin.
         – Razem będzie… Dwadzieścia pięć ruenów. Może być też jeden srebrny orzeł – odparł kupiec, wcześniej dostrzegając pytające spojrzenie Sevirona, który właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał na niezadane na głos pytanie. Najpierw wyciągnął z sakiewki srebrną monetę, którą wręczył mężczyźnie, a później zaczął pakować zakupione zapasy – jeden bukłak z wodą zostawił sobie, a drugi przekazał towarzyszce. Następnie pożegnał się z karczmarzem i ruszył w stronę wyjścia z oazy, prowadząc za sobą Hashirę.

         – Czyli… Plan jest taki, że najpierw odwiedzamy kapliczkę, a później szukamy tej wyschniętej oazy? - zapytał, głównie dla pewności. Znowu poczuł piaski „dzikiej” pustyni pod stopami. Różniły się one trochę od tych, które leżały na powierzchni pustyni przy samej oazie i jej okolicy. Te nie były tak… udeptane przez ludzi i zwierzęce nogi, a także przez koła wozów karawany, dlatego właśnie w nich stopa zapadała się trochę bardziej, a przez to wędrówka po nich stawała się też nieco trudniejsza. Przypomniał sobie też, że zbliża się dzień, w którym Hashira będzie musiała odprawić Rytuał Snów. To z kolei przypomniało mu także, że coraz bliżej jest też dzień, w którym on będzie musiał zrobić to samo. Prawie zawsze robił to w samotności, więc już teraz wiedział, że będzie czuł się trochę skrępowany tym, że ktoś będzie go obserwował.
         – Masz mapę Środkowej Alaranii z zaznaczonymi na niej kapliczkami Matki, prawda? - zadał dziewczynie kolejne pytanie. Co prawda, mapa ta była jedną z rzeczy składających się na coś, co każdy kapłan powinien mieć zawsze przy sobie, jednak zdarzało się przecież, że mogła ona zginąć lub zniszczyć się – w końcu był to zwyczajny pergamin – a osoba, której się to przydarzyło, mogła zapomnieć poprosić o nową. Seviron wiedział, że w jego torbie podróżnej znajduje się mapa, o którą zapytał, więc gdyby jego towarzyszka takiej nie posiadała… cóż, nie widziałby problemu w tym, żeby z niej skorzystali.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Pustynia Nanher”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość