Chatki Druidów[Chatka na uboczu] Cioteczka

Wysoko w górach, w niewielkich zagłębieniach pokrytych zielona trawa i roślinność, znajdują się chatki druidów. Ci przyjaźni, i mniej przyjaźni starcy, zbierają zioła i tworzą z nich najróżniejsze mikstury zagłębiając się w tajniki sporządzania tajemniczych wywarów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Mniszek
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 82
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

[Chatka na uboczu] Cioteczka

Post autor: Mniszek » 2 tygodnie temu

        Domek Flory wcale nie pachniał starymi ludźmi i wędzonką, choć pod wieloma innymi względami wyglądał jak stereotypowy domek starej druidki. Była to mała chatynka z lekko zapadniętym dachem porośniętym mchem, wielobarwnymi różyczkami rojników i pojedynczymi pękami rozchodników. Jego fasada była prawie niewidoczna zza konstrukcji z drabin i zawieszonych na nich doniczek z wszelakimi ziołami i kwiatkami, które wabiły pszczoły i motyle. Zresztą nie tylko one: przed domem na niewielkim spłachetku przestrzeni, który wydarto drzewom i krzewom gęsto rosnącym wokół, znajdował się mały, ale bardzo bogaty ogródek. Rosły w nim zarówno warzywa, jak i zioła, kwiaty, owoce, a nawet kilka roślin ozdobnych… Choć pewnie i te ostatnie dało się jakoś praktycznie wykorzystać, w końcu druidzi mieli sporą inwencję w tego typu sprawach.
        Wnętrze chatki pachniało zaś ziołami i pastą do podłóg. Było to miejsce naprawdę urocze. Czyste, wypastowane deski, mały okrągły stoliczek, łóżko nakryte szydełkowaną kapą, wykrochmalone firanki, sporo książek, a wszystko ładnie ustawione i wysprzątane. Kuchnia znajdowała się za przepierzeniem, była mała ale równie czysta co reszta domku. Dwoje drzwi schowanych za regałami z książkami i zastawą stołową choć nie były zamknięte na kłódki, sprawiały wrażenie takich, których się nie otwiera i koniec. Miejsce prezentowało się więc bardzo przyjemnie i sprawiało wrażenie wygodnej przystani po krótkiej wędrówce.

        Wędrówka zaś zaczęła się od tego, że Funtka przyjęła w końcu tę niewielką pomoc, jaką Flora była w stanie im zaoferować. Mniszek był tą perspektywą naprawdę uradowany - uważał, że dobrze się spisał przyprowadzając druidkę do zamienionej rasami parki. I cóż… sam miał ochotę pójść do domu druidki, bo był bardzo ciekawy jak mieszka i czy ta jej poza kochanej cioteczki była prawdziwa czy była - no właśnie - tylko pozą. Wolałby się nie rozczarować… I w sumie Funtka i Amari pewnie również. On nie należał jednak do osób, które martwiły się na zapas. Tym bardziej, że teraz miał bardziej realny i aktualny problem.
        Maorcoille przecież nie chadza na ziółka do druidów. Tak naprawdę w przypadku wielu innych osób na tym etapie uznałby, że jego rola się skończyła - dał jej wędkę, niech sama łowi swoje ryby. Nie powinien z nią łazić po całych górach… Ale w sumie dlaczego nie? Przecież nigdzie go nie wzywano, nie czuł niczego, co kazałoby mu odejść. Miał za to bardzo dużo powodów, aby pójść dalej z przemienioną w motylego smoka malarką. Był ciekaw jak to się skończy. Był ciekaw Flory i jej domostwa. No i… zależało mu na Funtce. Nie tak, jak z pewnością przedstawiliby to bardowie, o nie - on po prostu ją lubił i chciał dla niej dobrze. Dlatego tak długo jak las nie zacznie go wołać, wolał iść z nią. Teraz tylko… Jak to zrobić, by druidka nie nabrała podejrzeń? By się nie bała? Bo teraz bała się na pewno albo chociaż była zaniepokojona.
        Na razie przyzwalająco skinął głową. Gdy Flora poprawiła swoją torbę przy na ramieniu i zachęciła “nieboraki”, by poszły za nią, on jeszcze chwilę siedział i patrzył. A później - gdy już można było nabrać podejrzeń, że chce zostać w miejscu - wstał i poszedł za nimi. Zniknął jednak po chwili. Nie tak magicznie, bo nie znał takich sztuczek - po prostu zboczył z utartej ścieżki. Flora, która oglądała się co jakiś czas za siebie, sprawiała wrażenie jakby nie wiedziała czy się z tego powodu cieszyć czy raczej niepokoić. Jeśli w jej głowie pojawił się jakiś komentarz, zachowała go dla siebie.

        - Jesteśmy na miejscu, kochanie - oznajmiła, gdy stanęła przed chatką jak z ilustracji w książce dla dzieci. Nie zaczęła nagle grzebać w torbie za kluczem do otwarcia drzwi, po prostu sięgnęła za klamkę, nacisnęła ją i weszła do środka. A mimo tego, że gest był tak bajecznie normalny i nie miało się dostępu do świata aur, można było postawić pieniądze na to, że jednak ta chatka była obłożona zaklęciami, które chroniły ją przed intruzami.
        - O… Ojej… - stropiła się nagle Flora, obracając się w progu. Przyjrzała się Funtce i Amari z góry na dół, po czym odchrząknęła. - Och… Bo ja nie wiem czy wy się zmieścicie w drzwiach…
        - Dadzą radę, cioteczko.
        Mniszek. Skąd on się tu wziął? Z lasu, po prostu. Szedł cały czas gdzieś równo z nimi, a teraz wyszedł spomiędzy drzew. Był po prostu na tyle dyskretny, że Flora go nie zauważyła i pewnie była przekonana, że pojawił się znikąd.
        - Dacie radę, prawda? - Elfik zwrócił się do Amari i Funtki. Poprawił sobie włosy, które opadały mu na czoło po przedzieraniu się między krzakami.
        - Tylko głowa bokiem i da radę. Pomóc? - zaproponował uśmiechając się szeroko. W duchu modlił się, by malarka z pomocy skorzystała, bo to dałoby mu szansę wejść do domu Flory. Pomyślał jednak, że powinien zostać przez nią oficjalnie zaproszony: demony nie powinny naruszać miru domowe bez pozwolenia, bo z tego rodziły się kłopoty.

Awatar użytkownika
Funtka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 103
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Funtka » 1 tydzień temu

        Nadal niespokojna, choć już nie tak pesymistyczna podążała za tęgą druidką - Chaosa wpakowała na grzbiet, by jego lamentami odwracać uwagę od własnej dezorientacji. Chciała, naprawdę chciała porozmawiać z Mleczykiem na tak zwanej stronie i dopytać go jak wygląda aura pani Flory; trochę podobnie jak robili z dźwiękami nad sadzawką. Myślała, że to mogłoby zadziałać, a już na pewno lepsze było niż absolutny brak wiedzy na temat. Jedyne czego mogła być teraz pewna to to, że ich nowa gospodyni (jak dobrze pójdzie) nie pachnie niczym niebezpiecznym - głównie ziołami i lasem, chociaż swojemu powonieniu malarka też nie ufała. Za mało doświadczona była by dobrze posługiwać się tym zmysłem - trochę jak dziecko nienauczone jeszcze odróżniać smaki czy kolory… bardzo ciekawy aspekt przemiany - czy Amari czuł to podobnie? Teraz już nie pamiętała czy narzekał na stępienie węchu (widocznie narzekał za mało w swojej skali), ale za to kto wie - może uda mu się nauczyć posługiwać z lekka zmysłem magicznym? Nie by nauka czytania aur nie zajmowała dłużej niż zapewne miało trwać to zaklęcie, a po powrocie do swoich postaci i tak straci tę umiejętność… ale może się da? Dla poszerzenia horyzontów?
        Tymczasem ona spróbuje lepiej zrozumieć własne możliwości - choć przede wszystkim intrygowało ją czemu nie umie rozmawiać ze zwierzętami. Na dobrą sprawę Amari jednym był, więc… a ciekawiła ją ta zdolność, bo w końcu dla elfów była naturalna. Nie dla takiej 1/4 elfa jak ona co prawda, ale jej matka umiała to robić. I zawsze Funcię zastanawiało jak to działa. Chyba musiała być to więź bardziej umysłowa, podświadoma niż fizyczna, bo nie chodziło tu o wymianę dźwięków czy gestów, a przekazywanie informacji przełamujących barierę nie tylko języka, ale i samych pojęć. Z drugiej strony niektórzy zmiennokształtni porozumiewali się ze zwierzętami tak jak zwierzęta same ze sobą umiały - może tylko z większym rozmysłem. I co więcej nie dotyczyło to wszystkich gatunków - czasami tylko tych do nich najbardziej podobnych jak koty czy niedźwiedzie lub drapieżniki ogółem.
        Wcześniej aż tak jej to nie dotyczyło, ale teraz żałowała własnej ignorancji - sam Księżniczek gwizdał do leśnych ptaków, prawda? Porozumiewał się z nimi umysłem, czy zwyczajnie nauczył się co oznacza ich śpiew? Tylko… ile pojęć mogło przyswoić zwierzę?
        Mimo odczuwania przyjemnej satysfakcji z myślenia, zaczęło jej się powoli już w głowie kołować. Później zapyta. Nie teraz. Teraz należało dojść na miejsce i…

        … i dawno takiej cudnej chatki Yuumiś nie widziała. Nie miała w zwyczaju reagować nazbyt emocjonalnie, ale teraz zatrzymała się w estetycznym zachwycie. Nie… zła osoba nie mogłaby mieszkać wśród tylu roślin, wśród kwiatów! Naturalny roślinny chaos tak współgrał z porządkiem i zaplanowaniem, że na sercu się cieplej robiło, a artystyczny umysł Funci dostał pożywki jakiej od dawna pragnął. Mniejsza ze stepem i nadmorskim miastem, mniejsza z pięknymi kamienicami z Efne - TO, ta jedna chatka była najprzepiękniejszym kawałkiem architektury i oswojonej przyrody jaki dziewczyna kiedykolwiek widziała. Tak przynajmniej podpowiadało jej chwilowe uniesienie.

        Nie tylko ona zresztą była urzeczona - choć Chaos miał nieco inne wymagania, czego wyraz zaraz ochoczo dał:
        - Ojej… a te zielone to tu celowo? Wyglądają jakby się włamywały. Ogrodników tu pani nie ma, prawda? - zapytał nieco zatroskany, choć z wyraźną ulgą, że nie trafili do wędzarni obok przytułkowatej szopy. - U mnie pamiętam, były kwiatki bardzo zadbane i och - nigdy nie wchodziły, gdzie nie trzeba! I mniej ich było, mniej. Mniej zielonego, więcej kolorów! Miały takie piękne kwiaty! Pachniały urzekająco, były jak księżniczki w moim własnym ogrodzie… te tutaj to trochę plebs, prawda? Ale na pewno bardzo przydatny. Bo takie hodowane brzydkie to zioła? To muszą być zioła. Tak. Nikt by przecież nie trzymał nieładnego, jakby nie było potrzebne! A pani tu nie ma chyba takich ludzi co sprzedają? Sama pani zbiera - chyba już stwierdził, rozglądając się dookoła. Może gdzieś tam minęli i inną chatkę, ale na miasto mu to nie wyglądało. Nawet na wieś! A z tego co wiedział, kupuje się głównie na targach, a to chyba była wieś. Albo miasto.

        Gdy rozgadywał się i weselał, Funcia skupiła się na problemie przywołanym przez Florę. Obejrzała malutką futrynę… chyba zaczynała rozumieć co czuł Chaos, gdy wpychała go na klatkę chodową u Kinalalego. A u jej dziadka!?
        Zrobiła niepewną minę wsuwając ostrożniutko łeb do środka, a gdy Mleczyk pojawił się znikąd, przyrżnęła rogami w nadproże. Aż skrzypnęło.
        - Nie rób tak! - krzyknęła w panice, odsuwając się od drzwi i chwilę dysząc nim odwróciła się do druidki:
        - P…przepraszam… trochę… trochę nie lubię ciasnych przestrzeni - przyznała, wyjaśniając poniekąd skąd jej gwałtowna reakcja. - Poza tym, emm… nawet jak się zmieszczę, obawiam się, że tylko zaraz o coś pozaczepiam… nie przyzwyczaiłam się jeszcze do skrzydeł. - Tak, trochę próbowała znaleźć jakąś wymówkę, ale i nie kłamała - sam Chaos świetnie panował nad własnym ciałem, a i on strącił coś od czasu do czasu znajdując się w izbie.
        - Amari, ty wejdź. - Funcia sprytnie przeniosła uwagę na niego. Zsunął się z jej grzbietu ochoczo (za bardzo się kręciła) i w ruchu wyciągnął rękę do Księżniczka - chciał się o niego oprzeć, a może i po prostu odrobinę pomiziać. Na zbyt długo elfi ślicznotek zniknął mu z oczu.
        - Jeśli pozwolicie zostanę tutaj… jeszcze przez chwilę. - Malarce tymczasem było coraz głupiej, że tak odmawia pomocy i zaproszenia. Ale nie mogła się przemóc, by wejść do tej klitki! W ludzkiej postaci - chętnie. Więcej niż chętnie nawet! Ale teraz skala się nie zgadzała. Może później… jeszcze się przekona.
        - Mleczyku, pomożesz mu? I tak będę was słyszeć i widzieć… obawiam się, że jak wyciągnę szyję to i tak będę już w salonie - stwierdziła nieco ponuro, nie dlatego, że jej się to nie podobało, ale bo dla jej uszu brzmiało to dość groteskowo.
        - Pani Floro, nie będzie pani zła? Postaram się nie zadeptać ziół, ale mniej szkód narobię na razie zajmując przejście. - Uśmiechnęła się niepewnie i spojrzeniem zachęciła Chaosa, by wraz ze swoim Mleczykiem wsunął się do wnętrza. Jeszcze nie oglądał chatki ludzkim okiem - może mu się spodoba?

Awatar użytkownika
Mniszek
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 82
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mniszek » 1 tydzień temu

        Potok słów i myśli Chaosa był… cóż, chaotyczny. I trudno było za nim nadąży - widać to było choćby po minie pani Flory, która najpierw starała się wszystko przyswoić, a później już tylko słuchała. Nie wiedziała czy ma do czynienia z komplementem czy obelgą, doszła jedynie do wniosku, że ta istota kochała słuchać swojego głosu i musiała wywodzić się z miejsca, gdzie jadło się na złotych talerzach.
        - Masz rację - odpowiedziała jakże dyplomatycznie, bo w sumie w większości kwestii się zgadzała. Poza jednym. - Zioła nie są jednak plebsem, to niepozorni bohaterowie - oświadczyła z taką czułością, jakby to byli jej wychowankowie, z których była bardzo dumna.

        Mniszkowi chatka Flory podobała się bardzo, choć z reguły budowle ludzi nie wprawiały go w zachwyt. Za dużo w nich było tej chęci podporządkowania sobie wszystkie, wygładzenia, wyprostowania i zrobienia po swojemu, wbrew naturze, ze zbytkiem i masą niepotrzebnych rzeczy. Ten domek był jednak inny - współgrał z otoczeniem, nie wydzierał mu więcej niż potrzebował, przenikał się z okolicą. Tak, to było piękne. Flora musiała być nie tylko dobrą osobą, ale też dobrą druidką, skoro żyła w takiej harmonii z okolicą. Jej grządki, choć panował w nich ład, nie były jak od linijki - pozwalały w miarę zorientować się w zbiorach, które rosły w takim tempie, jakie im pasowało i na taką wysokość, jak chciały. Nikt ich bez powodu nie przycinał, nie ograniczał, a wręcz przeciwnie, druidka z wielką wprawą dobierała gatunki tak, by koło siebie rosło to, co wzajemnie się wspiera. Miał ochotę ją uściskać! Lecz zamiast tego nieświadomie ją straszył…

        - Przepraszam! - Mniszek podskoczył jakby sam się wystraszył i zasłonił sobie usta dłońmi. Spodziewał się w sumie, że Funtka w tej postaci będzie miała czulszy słuch, ale najwyraźniej się przeliczył. No i nie było też świadomy tego jak cicho sam potrafił chodzić.
        Nie uważał, by chęć malarki do pozostania na zewnątrz była czymś złym, o co Flora mogłaby być obrażona, a gdy na nią spojrzał, dostrzegł, że chyba miał rację - w jego ocenie wyglądała raczej na zatroskaną i pewnie myślała jak mimo tych niedogodności pełnić wzorowo rolę gospodyni. Kochana kobieta!
        - Oj kochana, nie musisz przepraszać! - zapewniła, milknąc jednak gdy Amari zaczął gramolić się z grzbietu swojej towarzyszki. Mniszek zaś dostrzegł w mowie jego ciała co planował i wyciągnął ręce do smoka…
        - Ojej! - jęknął śmiesznie, mocno zapierając się na nogach i mimo wszystko niebezpiecznie kołysząc. - Ale ty ciężki! - oświadczył, nie zdając sobie sprawy z tego, że mógł tym Amari urazić. No ale nic dziwnego, hermafrodyta był wyższy, miał imponujące biodra i biust, a Mniszek przypominał jedną z tyczek, którymi Flora podpierała swój groszek. Całe szczęście dał radę go utrzymać. Tylko… Cóż, jak by to powiedzieć. Aktualne ciało Chaosa było takie, że co skromniejsze osoby nie wiedziały, gdy podziać na nim wzrok, a co dopiero ręce - pełne było krzywizn i krągłości (czasami bardzo zaskakujących, ale cicho). I choć Mniszek taki do końca skromny nie był, nie był też aż tak otwarty, by swobodnie miziać się z hermafrodytą. Dlatego póki co przytrzymywał go w pasie jakby był bardzo nieforemnym workiem ziemniaków.
        - Och, nie gadaj głupstw, kochana! - żachnęła się momentalnie Flora, gdy Funtka zapytała czy przypadkiem jej nie uraziła. - To ja byłam nierozsądna, że nie przewidziałam tego… Na pewno sobie poradzimy, kochanieńka - zapewniła, w pokrzepiającym geście klepiąc przemienioną malarkę po głowie.
        - A… was - zwróciła się do Mniszka i Amari z wyraźnym wahaniem, bo jak miała się zwracać do hermafrodyty i bożka, który wyglądał tak ludzko? - Zapraszam do środka - dodała, robiąc im miejsce w progu.
        - Ej, załóż mi rękę na ramię, o tak - elfik złapał Chaosa za nadgarstek i pomógł mu się ustawić, by szli koło siebie i się wspierali. No ale nie do końca wyszło, bo już po pierwszym kroku hermafrodyta zatoczył się i złapał mocno Mniszka za szyję, żeby się nie przewrócić. Elfik stęknął, ale dzielnie go trzymał, nie zważając na to, że podciągnał mu bluzkę stanowczo za wysoko, by było to przyzwoite. Całe szczęście wszystko dało się poprawić, gdy ponownie pionizowali Amari.
        - Dobra, to na plecy - uznał Mniszek, po czym stanął przed Chaosem. Nie zamierzał brać go na barana bo by sobie kręgosłup złamał próbując, ale zamierzał go tak holować. Poinstruował hermafrodytę, że ma się na nim oprzeć i mocno złapać za ramiona, byle nie za szyję! No i jakby ruszał nogami i choć próbował stawiać kroki, byłoby wyśmienicie.
        Jakoś im to wyszło. JAKOŚ. Mniszek co chwilę potykał się o za długie kończyny Chaosa, Chaos komentował i marudził i tylko dziewczyny miały dość takty, by milczeć gdy panowie się poniżali. W końcu jednak cierpieniom nadszedł kres i elfik z westchnieniem posadził Amari na krześle.
        - Miałeś puścić! - zawołał, gdy okazało się, że hermafrodyta trzymając go dalej zwyczajnie posadził go na swoich kolanach. Zaskoczony tym okrzykiem Chaos szybko go puścił, a elfik czmychnął.
        - Idę do Funtki - oświadczył tak po prostu i wyszedł. Nie uciekał przed Amari, bez przesady. Po prostu wolał jej towarzystwo. I wolał mieć nad głową niebo, nie sufit. Dni gdy przebywał pod dachem w jego życiu było tak niewiele, że nie miał kiedy się do tego przyzwyczaić i choć nie miał jakiś potężnych rozmiarów, czuł się w takich chwilach strasznie przytłoczony.
        - Przepraszam - odezwała się nagle bardzo nieśmiało Flora. - Czy ty jesteś Maorcoille?
        Mniszek spojrzał na nią z uśmiechem, który mówił “zgadłaś”. Ona jednak nadal miała wątpliwości. To jej zwyczajnie nie pasowało, bo przez większość czasu strażnik był jak zwykły chłopak, nawet nie za silny. Zaczęła mieć wątpliwości czy nie została oszukana… Ale jego słowom zamierzała uwierzyć bez dyskusji. To rodziło jednak kolejne pytanie: co było w tej przemienionej dwójce takiego, że leśny bożek traktował ich jak przyjaciół? A tej tymczasowej smoczycy okazywał wręcz względy, bo wyszedł do niej na dwór i usiadł obok niej w progu zamiast skorzystać z gościny…
        - Dlaczego mówią na ciebie Mleczyk? - dopytała nagle. Mało ambitne pytanie. Mogła poruszyć tyle kwestii, a wybrała właśnie to, co też jej do głowy strzeliło?
        - O? Nie wiem - przyznał Mniszek, po czym spojrzał na Funtkę. - Dlaczego Mleczyk?
        Flora tymczasem znowu zaprezentowała jak doskonałą gospodynią była. Gdy już skapitulowała, bo to wszystko przerastało jej pojmowanie, odłożyła swoją torbę na bok, a z jednej z kredensów wyciągnęła talerzyki, z którymi udała się do kuchni. Wróciła nim ktokolwiek zdążył zapytać co robi i czy jej nie pomóc (choć pewnie tylko Funci by coś takiego wpadło do głowy) - przed sobą niosła tacę z talerzykami i pokrojonym ciastem.
        - Kasztanowe - oświadczyła, stawiając wszystko na stole, po czym zakrzątnęła się szybko i nagle każdy dostał po swojej porcji. Talerzyk Chaosa został postawiony przed nim na blacie, a Mniszka i Funtki stanęły na progu. Malarka mogła zauważył, że dostała wyraźnie większy kawałek ciasta o kolorze ciemnego piasku.
        - O, dziękuję! - ucieszył się Mniszek, gdy i on został poczęstowany. Wziął talerzyk w obie ręce i przez moment tylko uśmiechał się głupio, patrząc na poczęstunek. - Będę twoim dłużnikiem, cioteczko - oświadczył, po czym w końcu wbił zęby w wilgotne, ciężkie ciasto z mąki kasztanowej. Delicje! Jak on dawno nie jadł takiego dobrego, świeżego ciasta… Dlaczego ludzie częściej nie zostawiali go na ołtarzykach?
        - Drobiazg - odparła Flora, choć widać było, że zrobiło jej się bardzo miło. - Jedzcie, pewnie jesteście głodni. Napijecie się soku z dzikich malin? - zaproponowała. Wyraźnie czuła się lepiej, gdy mogła skupić się na przyjmowaniu gościu bez zastanawiania się nad tym jak dziwni oni byli.
        - A mogę jeszcze kawałek? - dopytał Mniszek, oblizując palce.

Awatar użytkownika
Funtka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 103
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Funtka » 6 dni temu

        Trochę się poprzestraszali, chaotycznie tańcując w progu i urządzając inne manewry, zakończone porażką smoczycy oraz początkiem zabawy dla Mniszka i Amariego. Że też Flora miała nerwy to znosić! Teraz już Funcia nie wiedziała czy silniejsza jest w niej nieufność do obcej kobiety, czy wdzięczność za jej postawę.
        - Ja też… nie pomyślałam o tym zawczasu - przyznała jeszcze przed seansem, a czując na głowie silną rękę gosposi, zamilkła pod wpływem czułego ciepła. Taki prosty, a tak miły gest… i do kogo skierowany! Do rogatego dziwadła! (Wybacz Amari). Znów poczuła się małą panienką i jako taka patrzyła na występ Chaosa i elfika z mieszaniną współczucia, rozbawienia i wyrzutów sumienia - że poniekąd sama wpakowała w to biednego chłopaka. Z drugiej strony zaś jakże się cieszyła, że gdy Amari był w ludzkim ciele, ona posiadała smocze! Jego uwalanie się na niej znosiłaby pewnie nie lepiej niż blondynek, jeśli nie gorzej. Chociaż… przyzwyczajana przez Miminettę do krągłości, przez Kinalalego do znaków zapytania odnośnie płci i przez samego Chaosa do jego dziwnych ruchów może byłaby jednak lepszą kandydatką do takich wyczynów?
        …Nie, jednak nie - nadal nie lubiła jak coś się na niej opierało, a pewnie była też od Mleczyka słabsza i tak jak on z Chaosem skończyć mógł co najwyżej w lekkim upokorzeniu, tak ona już dawno leżałaby pod nim na ziemi. I kto wie czy Chaos w ogóle chciałby z niej zejść!

        Całą siłą woli powstrzymywała się od uwag; jak nie czysto komicznych, to tak zwanych ,,dobrych rad“, a później fizycznej pomocy dwóm dzielnym niedojdom (bo nie dojdą). Lecz kiedy jednak udało im się przejść przez próg został jej na szczęście do ukrycia jedynie chichot i narastająca, choć krępująca przyjemność patrzenia jak sobie nie radzą i jak bardzo wygląda to jak wizualizacja sprośnego romansu pisanego pod ławką przez jedną z jej koleżanek.
        Doprawdy, że też nastoletni umysł wpadł na coś takiego.

        Nawet jej nie zdziwiło, że Mleczyk w takim układzie szybko postanowił do niej wrócić i chętnie zrobiła mu miejsce, starając się przez chwilę po prostu na niego nie patrzeć. Nie by z naturalną łatwością myślała o nim jak o chłopcu z tamtej opowiastki, ale wolała nie ryzykować utrwalenia podobnych skojarzeń.
        I tutaj Flora nagle jej pomogła, gwałtownie ściągając na ziemię - wypowiadając imię, którego nigdy wcześniej nie słyszała.
        ,,Maorcoille?”
        Nie pochodziła stąd, nie znała więc podań czy legend. Nawet wszelkie plotki były dla niej obce. Potraktowała to więc jako zwykłe imię, ale… nawet jako takie nijak do Mleczyka nie pasowało. Dobrze, elfy potrafiły się nazywać bardzo dziwnie lub prosto, z lubością używały nazw roślin czy zwierząt, czasami w różnych językach… ale Mao… jak to było dalej? Łypnęła na milutkiego blondynka oceniając jak bardzo nie pasowało do niego miano tak długie, mroczne i ciężkie…. A potem przypomniała sobie jego aurę. To dlatego!
        Ach, dlaczego ,,Mleczyk”?
        - Bo się nam nie przedstawiłeś - odparła odruchowo, szybko chowając swoje podejrzenia i przysłaniając je delikatnym uśmiechem. - Ale to Amari pierwszy nazwał cię Mleczykiem. Też nie wiem dlaczego. Może przez włosy?
        - A JAKŻE! - Wezwany Amari uniósł się na krześle, ale zaraz opadł, nie ryzykując już chodu. - Jego czuprynka w słońcu na polanie wygląda jak takie jasne, jasne kwiatki! Piękne, lekkie… jadalne! - Wyszczerzył się w zadowoleniu i pławił dalej w zachwycie; Funcia natomiast przezornie skupiła na gospodyni.
        Mimo braku podstawowej o niej wiedzy nie mogła z nią teraz nie sympatyzować… to jak mieszkała, jak traktowała swe zioła, jak ich przyjęła, a teraz jak krzątała się widząc w tym nie tylko potrzebę dla gości, ale i wyraźną ulgę dla własnych nerwów. Malarka aż za dobrze to znała. I faktycznie - miałaby odruch pomocy albo przynajmniej obdarzenia pani Flory widocznym uznaniem, gdyby nie ukłucie żalu, że faktycznie nie może usiąść teraz przy stoliku i spojrzeć na nią ludzkimi oczami. Ciekawe co myślałaby o niej druidka, gdyby właśnie taką ją poznała. Chociaż wydawało się, że dla niej to niewielka różnica. Może nie umiała oceniać książek po okładkach?

        Oczarowana, z chęcią i lekkim zdumieniem przyjęła ciasteczko. Na talerzyku! No niby trudno podać inaczej, ale ona Chaosowi po prostu większość rzucała lub kładła na ziemi. Jak zwierzęciu. I ten… patrząc na to jak zamiast używać rąk pochyla się nad swoją porcją próbując uchwycić ją w zęby, to w sumie dobrze robiła.
        - Bez sensu! - krzyczał machając rękami, jakby tylko do tego mu one służyły (przyduszania elfika nie licząc). - Dlaczego macie takie krótkie paszcze!? Nic z tym zrobić, nic ugryźć, nic powąchać… och, przyjdzie mi paść z głodu! Okruszki mi wlazły do nosa! - Walnął pięściami w stolik aż zabrzęczało, i zwiesił bezsilnie głowę.
         - Nic dziwnego, że jesteście tacy mali i chudzi… jednopłciowe dziwadła. Ale jakim cudem moglibyście mieć dwie płcie, kiedy nawet ciastka jeść nie potraficie?

        Nie zagłębiając się w jego logikę, Funcia usiłowała poradzić sobie z własną porcją. Nie była pewna czy dobrze będzie dzielić ją w brudnych od piachu łapach (i co wtedy z ciastka w ogóle zostanie), czy próbować złapać je w zęby i połknąć na raz. Znała zabawę z wyławianiem jabłek z wiaderka z wodą, ale nigdy nie była w tym przesadnie dobra… Trąciła ciastko pazurem, upewniając się jaką ma konsystencję i pochyliła, wdychając rozkoszny zapach. A co jej tam!

        Ale jak będzie pić sok to już nie miała pomysłu.

Awatar użytkownika
Mniszek
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 82
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mniszek » 1 dzień temu

        - No faktycznie - przyznał, jakby to wcale nie było nic niezwykłego. Nie przedstawił się, bo z reguły nie musiał, wszyscy go rozpoznawali, a zresztą nie lubił mówić innym jak się nazywa. No bo czy był bardziej Mniszkiem czy bardziej Maorcoille? No i co by było z jego wizerunkiem tajemniczego leśnego bożka, gdyby tam każdemu mówił kim jest? Technicznie rzecz biorąc nawet Florze nie odpowiedział wprost: uśmiech to tylko uśmiech, można go interpretować na wiele różnych sposobów.
        Gromki okrzyk Amari sprawił, że Mniszek podskoczył w miejscu i zaraz na niego spojrzał. Wyszczerzył się z radością i poprawił ten nieład, który miał na głowie, choć tak naprawdę niewiele z tego wyszło - nadal każdy kosmyk sterczał jak chciał. Miło mu się jednak zrobiło, gdy dowiedział się, że hermafrodyta nadał mu imię dokładnie tak samo, jak setki lat temu jego rodzice - sugerując się jego włosami. Mleczyk, Mniszek - prawie to samo.
        - O, to miłe! - ucieszył się.

        - Oj, słoneczko, bo to nie tak, bo sobie nos o stół rozkwasisz…
        Flora poczuła zew matki-opiekunki i gdy zobaczyła jak strasznie nieporadny był Chaos, postanowiła mu pomóc.
        - Chodź, pozbędziemy się tego z twojego nosa… - poinstruowała. Jak typowa ciotka ujęła hermafrodytę pod brodę, nie wiadomo skąd wyciągnęła chustkę i wytarła mu twarz. Całe szczęście jej nie śliniła, bo i tak ciotki miały w zwyczaju, ale nie, jej chusteczka była sucha, miękka i pachnąca lawendą.
        - A teraz patrz, słoneczko, ciastko bierzesz do łapki i gryziesz kawałek. O tak, patrz, jak robi… Maorcoille… - dokończyła cicho i niepewnie, bo jakoś trudno przechodziło jej przez gardło mówienie o tym, jak to bożek wsuwa z zapałem upieczone przez nią ciastko. Skupiła się na Amari, pomagając mu odpowiednio złapać przysmak (“Nie tak mocno, bo zgnieciesz, delikatnie…”). Nie mogło być tak, że ktoś w jej domu będzie siedział głodny!
        Tymczasem Mniszek patrzył jak radzi sobie Funtka. Widział, że miała jakieś problemy, ale nie wyrywał się by jej pomóc czy nawet ją wyręczyć: widział, że dobrze kombinowała i postanowił dać jej jeszcze chwilę, bo był pewny, że sobie poradzi. Od początku uważał ją za osobę zaradną. Poza tym… nie mówił tego na głos, ale lepiej by nauczyła się radzić sobie sama, bo kto wie jak długo przyjdzie im pozostać w tej postaci. No i być może on nie będzie mógł z nimi zostać przez cały ten czas…

        Flora była wyraźnie spokojniejsza i zadowolona, gdy mogła skupić się na swoich gościach. Uśmiechnęła się dobrotliwie, gdy Mniszek poprosił ją o kolejne ciasteczko. Nawet nie myślała już o tym, że ma do czynienia z bożkiem, który według tego co o nim opowiadano był równie kapryśny co same góry. Teraz, przez krótki moment, był dla niej po prostu chłopcem, którego mogła nakarmić. Dlatego przytaknęła jego prośbie i zabrała od niego talerzyk. Poszła na chwilę do kuchni - gdy się tam krzątała, Mniszek szybko zorientował się, że to dobry moment, by móc gadać na tematy, które nie były przeznaczone dla jej uszu.
        - I co sądzisz? - zapytał w takim razie Funtki, uśmiechając się tajemniczo. On był zadowolony i uważał, że się spisał, ale kto wie, może ona miała inne zdanie.

        Flora wróciła chwilę później, niosąc talerzyk z kolejną porcją ciasta dla Mniszka i dzbanek oraz kubeczki na sok. Z racji tego, że wcześniej była świadkiem tego jak nieporadna podczas posiłku była przemieniona parka, tym razem odpowiednio się przygotowała, a jej przygotowanie polegało na tym, że przyniosła ze sobą pęk słomek.
        - Proszę - zwróciła się do Funtki, stawiając przed nią kubeczek z pustą w środku trzcinką, przez którą na pewno będzie jej się łatwiej piło. Nie instruowała jej, bo wyszła z założenia, że skoro była wcześniej człowiekiem, na pewno wiedziała co z tym zrobić. Mniszkowi również nie udzielała instrukcji, zresztą, on doskonale radził sobie sam, bo gdy druidka stawiała sok przed przemienioną malarką, on już sięgnął po talerzyk i kubek dla siebie. Zamiast podziękować jej werbalnie, uśmiechnął się szeroko i to jej wystarczyło.
        Teraz czekało ją najtrudniejsze - poinstruować Chaosa jak pije się przez słomkę.
        - Patrz, słoneczko, pokażę ci - zaczęła, stawiając przed nim kubek. Wzięła jedną z czystych trzcinek. - Wkładasz ją do soku, drugą stronę bierzesz do buzi i ssiesz - poinstruowała, na sucho pokazując jak to powinno wyglądać. Miała nadzieję, że hermafrodyta to ogarnie i że się nie oburzy za traktowanie go jak nienormalnego. Chciała dobrze.
        - Pani Floro, jak nazywa się twój bat? - zapytał nagle Mniszek.
        - Taj… Znaczy Tarjuan - sprecyzowała druidka. - Ale wołamy na niego Taj.
        - I co się z nim stało, że go tutaj nie ma?
        - A bo ja wiem? Poszedł gdzieś, jak to on. Nigdy nie mówił co zamierza i kiedy wróci. Chodzący chaos. Nie chce źle, ale nigdy nie myśli o konsekwencjach swoich czynów ani o tym, że ktoś może na niego w domu czekać i się martwić…
        Flora westchnęła przejmująco. Choć nazywała swojego brata baranem, widać było również, że bardzo go kocha i bardzo się o niego martwi.
        - A twoja magia nie mogłaby im pomóc? - zapytała nagle bardzo druidka, bardzo jak na nią śmiało, bo widać było, że cały czas czuła olbrzymi respekt w stosunku do niepozornego elfika.
        - Ja tylko strzegę tego lasu - odparł Mniszek. Nie była to odpowiedź na jej pytanie, ale ona i tak zrozumiała ją tak, że leśny bożek nie będzie ingerował w sprawy, które nie dotyczą jego domeny. Może miał jakieś względy dla tej przemienionej dziewczyny, ale nie na tyle, by sięgać dla niej po swoje zaklęcia. Jakie to typowe dla bóstw.
        - Czy w jego pokoju jest okno? - Elfik wrócił do tematu Tarjuana.
        - Jest - przytaknęła mu Flora.
        - To można będzie zrobić tak, że Funtka będzie zaglądała do środka przez okno podczas szukania wskazówek - zasugerował Mniszek, kontrolnie zerkając na malarkę, by upewnić się, że ta się zgadza na takie rozwiązanie.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Chatki Druidów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość