Szlak ZiółCzy to ON?

Szlak którym podążają druidzi do swoich mieszkań położonych wysoko w górach. Pustelnicy zbierają tu najrzadsze zioła. Ten właśnie szlak jest miejscem gdzie znaleźć można rośliny których poszukują druidzi z innych cześć świata, jednak żaden z nich nie ma odwagi wypuszczać się z wyprawą w te niebezpieczne góry.
Awatar użytkownika
Funtka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 146
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Uczeń , Artysta
Kontakt:

Post autor: Funtka »

        Mleczyk był niesamowity - on i jego cierpliwość. Jego postawa. Może to kwestia długowieczności i świadomości jak bardzo czas będzie dla ciebie łaskawy, bo Funcia nie umiała tego do końca pojąć. A może bardziej chodziło o charakter i doświadczenie - tutaj też dziewczyna nie miała co się z elfikiem porównywać. Ona już dawno straciłaby cierpliwość gdyby musiała pomagać komuś takiemu jak ona i Chaos. Tak przynajmniej zakładała.
        Wolałaby jednak to niż potrzebować stałego wsparcia - czemu nieważne gdzie poszła i w jakiej postaci nie była, musiała polegać na innych? Nic nie umiała zrobić od początku do końca samodzielnie, bo zawsze obok znalazł się ktoś kto umiał to lepiej i rozsądek kazał jej z tego korzystać. Nawet teraz, gdy nie była słabą, ludzką dziewczyną czuła się nieporadnie, a wręcz z lekka upośledzona przez brak zmysłu magicznego. I znów - nie umiała przejść przez las nie prosząc o pomoc. Chciała zrekompensować to choć odrobinę Mleczykowi, który tak naturalnie oświadczył, że ich nie zostawi. Tak, kierował się w tym własną logiką i zasadami, może rolą, którą tutaj pełnił - ale i tak jego zapewnienia rozgrzewały Funcię jak kubeczek słodkiej czekolady. Uspokoiła się i wyciszyła z nieśmiałą wdzięcznością patrząc na elfika, którego z początku traktowała jak wariata czy innego psychopatę. Teraz czuła do niego głęboki szacunek i nutę zwyczajnej sympatii, chociaż podszytej smutnym przekonaniem, że i tak nigdy do końca się nie zrozumieją. Nie będą mieli nawet ku temu okazji.
        Jednak miło było mieć go jeszcze przy sobie.

        - Dziękuję. W imieniu Chaosa także. - Tylko tak, ze szczerą wdzięcznością, skwitować mogła jego słowa. - Chciałabym umieć się za to odwdzięczyć, ale obawiam się, że nie mam nic co byłoby ci potrzebne - dodała z nie do końca sprawnie udawaną lekkością. Ciążyło jej to, że nie miała jak mu zapłacić. To był jej sposób myślenia; coś za coś. Zawsze się czegoś chciało - a przynajmniej większość osób chciała otrzymać coś za swój wysiłek. Może jednak wystarczy to, że Mleczyk spełni swoje zadanie, a oni odejdą z lasu, by nie musiał się już nimi zajmować? Tak, to mogła zrobić - nie utrudniać. I w razie przeciągania się sprawy z druidem wymyślić plan zapasowy, który nie angażował Księżniczka. Chociaż ten już w zasadzie miała - jej obecny zakładał w końcu opuszczenie gór najpewniej w smoczej postaci. Ona też nie potrzebowała jakiegoś pana Taja, by wrócić do dawnych kształtów. Wystarczy, że dotrze do Kryształowego Królestwa - tylko droga będzie wyzwaniem, ale… nie będzie nią nadużywała elfikowych zdolności i dobrego serca.

        - Więc czekamy aż Taj się obudzi i idziemy dalej - podsumowała weselej, zerkając czy może Chaos niechcący nie obudzi beztrosko pochrapującego druida. - Może pani Flora będzie miała jeszcze trochę ciasta? - dodała, raczej dla rozpogodzenia Mleczyka, bo sama nadal czuła się nieswojo myśląc o tym, że kogoś objada. A strażnik lasu na to zasługiwał, a przynajmniej tego był pewien i on i pani Flora. Gdy więc dostanie ciasto wszyscy będą zadowoleni.

        Była gotowa ruszyć, gdy tylko Taj postanowi wstać.
Awatar użytkownika
Mniszek
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 112
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Strażnik , Mag
Kontakt:

Post autor: Mniszek »

        Mniszek uśmiechnął się do Funtki pogodnie, jakby same te podziękowania były dla niego największą nagrodą, po czym skinął jej głową w sposób bardzo dystyngowany i dojrzały. I ten dysonans - młodzieńcza radość w połączeniu z powagą piastowanego stanowiska - bardzo do niego pasowały. Kto inny wyglądałby jakby udawał, jakby jedna z tych postaw była tylko pozą, grą, ale nie w jego przypadku. Czy miało to jednak związek z tym, że w jego głębi żył gwałtowny, brutalny potwór, bezwzględny wojownik broniący swych ziem bez względu na cenę? Nie, raczej nie. Chyba nie…
        - Ach, dajże spokój - żachnął się, gdy Funtka wspomniała o odwdzięczeniu się. - Cóż to by była za pomoc, gdybym żądał czegoś w zamian? Zrobiłem to co w mojej ocenie było słuszne, a twoja wdzięczność jest dla mnie wystarczającą nagrodą. Gdy się rozstaniemy, za dzień czy za tydzień, nieważne, wspomnij mnie czasami z czułością. Ta pamięć mi wystarczy.
        Bo czyż mógł liczyć na coś więcej? Na to czego najbardziej pragnął i potrzebował i tak nie mógł liczyć. Nie potrzebował zapłaty w postaci jedzenia, złota, tych wszystkich lalek, które znajdował na ołtarzach i z pieczołowitością przechowywał w swej kryjówce. Najbardziej pragnąłby mieć kogoś sobie bliskiego. Nie liczył na miłość, sama przyjaźń by mu wystarczyła, sama wręcz znajomość… Ale nie taka, która pryśnie po paru dniach. Wiele by dał, aby mieć kogoś, z kim widywałby się częściej. Można by powiedzieć - cóż w tym trudnego? Ano właśnie - to było trudne. Nie mógł być jednocześnie boskim strażnikiem i przyjacielem zwykłego śmiertelnika. Nie mógł pozwolić obedrzeć się ze swojego mistycyzmu, bo… Wtedy straciłby na swej mocy. Musiałby komuś bezwzględnie zaufać, by mieć pewność, że ta znajomość zachowałaby poziom dyskrecji, który nie unicestwiłby tego wszystkiego, co przez tyle lat budował… A takiej osoby nigdy nie spotkał wśród miejscowych. Przejezdni - tak, niektórzy mieli dość otwarty umysł, by mógł z nimi wejść w taką relację, ale no właśnie, oni byli tylko przejezdni. Pojawiali się i znikali. Nigdy nie wracali. Nie liczył więc, że z Funtką będzie inaczej, nie miał przy tym do nikogo żalu o taki stan rzeczy. Po prostu tak jest. Po prostu się z tym pogodził.
        Wszelkie jego przemyślenia przemknęły przez jego oblicze jak niewyraźny cień i zniknęły pod maską łagodnego zamyślenia. Wstał i spojrzał na Funtkę z niewypowiedzianym pytaniem “wracamy?”. Zgodził się z jej planem łagodnym skinieniem głowy, a wspomnienie ciasta od Flory przyjął z błyskiem w oku i wesołym uśmiechem. Tak, nawet bożka dało się przekupić tymi pysznościami.

        Gdy zgodnie z zapowiedzią jakieś pół godziny później Tarjuan przebudził się ze swojej drzemki, zastał wszystkich w tych miejscach, w których ich zostawił. Mniszek leżał nieco na uboczu, oglądając pod światło pęczek igieł, który podniósł ze ściółki. Podział ten kłujący pędzelek jakby był to kryształ wymagający wyceny - najlepiej od razu takiej ostatecznej. Tak mógł patrzeć chyba tylko ktoś, kto czuł wyjątkową więź z naturą i Taj nawet nie miał śmiałości, by przerywać mu swoim głośnym zachowaniem. Tak, nawet jemu czasami zdarzało się powstrzymać przed głupim zachowaniem. Spojrzał więc na Funtkę.
        - Idziem? - zapytał cicho, w typowy dla wiejskiej gwary sposób połykając ostatnią samogłoskę. Gwałtownym ruchem głowy kiwnął w stronę Mniszka jakby pytał czy biorą go ze sobą, choć przecież wiadomo było, że bez elfika ta grupa ma niewielkie szanse na sprawny powrót do domku Flory.
        - Idziemy - odpowiedział mu Mniszek, sprawiając, że łysy druid aż podskoczył w miejscu, jakby ten się do niego podkradł i całkowicie go zaskoczył. Leśny strażnik na to nie zważał. Odłożył swoje igły tam skąd je wziął i wstał, niedbale otrzepując się z tego, co przykleiło się do jego skóry i wplątało we włosy podczas odpoczynku. Taj w międzyczasie szybko się opamiętał - szybko wstał i zaczął zbierać wszystkie graty, które leżały na ziemi. Jeśli ktoś go nie powstrzymał, zamierzał nieść wszystko na własnym grzbiecie - dla niego to było tak oczywiste, że nawet nie myślał dzielić się dobytkiem, z którego korzystaliby w końcu wszyscy, bo w dużej mierze był to prowiant. Zarzucił sobie worki na barki, podskoczył, by wszystko dobrze mu się ułożyło na plecach i ruszył. Przed siebie, tak jak stał. Mniszek odchrząknął znacząco.
        - Nie tędy - oświadczył twardo. - Tak dojdziesz do doliny z białym strumieniem. Ja wskazuję kierunek.
        I to powiedziawszy skorygował kurs Taja, obierając kurs nieco pod górę, choć w podobnym kierunku. Druid zaraz zrównał się z grupą i gdy szli, długo i intensywnie gapił się na Funtkę i Chaosa. Nad czymś intensywnie myślał.
        - Ej, a mógłbym się na tobie przejechać? - wymyślił w końcu.
        - Miałbyś trochę przyzwoitości! - uniósł się od razu Mniszek, lecz Tarjuan nie zwracał na niego uwagi, bo pytanie zadał Funtce, nie jemu, i to od niej oczekiwał odpowiedzi.
Awatar użytkownika
Funtka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 146
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Uczeń , Artysta
Kontakt:

Post autor: Funtka »

        Pamięć… Do tej pory słowa Mleczyka mogła traktować jako nieco górnolotne mówienie kogoś kto przywykł do roli magicznego pustelnika albo zwykłą skromność wynikającą już z przyzwyczajenia. Może dar od elfika dla krótkowiecznej istoty. W końcu jako osoba praktyczna i jednak nieufna nie mogła ot tak zrozumieć ,,nie musisz się odwdzięczać”. Jednak wzmianka o pamięci tłumaczyła wszystko. Uderzyła w malarkę mocno i pozwoliła jej zrozumieć Mleczyka lepiej niż kiedykolwiek by przypuszczała.
        Czyli jednak coś chciał.
        Był osobą o takim samym umyśle i sercu jak ona, choć tak wiele ich dzieliło.
        Choć nic nie tłumaczył, skinęła głęboko swoją smoczą głową przyjmując jego prośbę i niemal z namaszczeniem odpowiadając.
        - Będę pamiętać.
        Nie dodawała nic więcej, pogrążona nagle w zbyt przytłaczających myślach, by sprawnie dobierać słowa. Lali… czy on pamiętał o niej? Czy może w pogoni za obcym, który tak poruszył jego nadwrażliwą duszę zostawił ją gdzieś w odmętach przeszłości? Czy ufała mu jeszcze? Czy bała się, że jeden list naprawdę przekreślił to co budowali przez lata? Nadal była na niego zła? Pogodziła się z tym? Napisała do niego… że powinna była go wspierać. Tak, choćby o niej zapomniał. Nie będzie na niego zła. Będzie za nim płakać i wściekać się na los, że postawił przed nim kogoś ciekawszego. A kiedy wypłacze swoje, otrzepie się, bo tak ludzie muszą reagować i pójdzie dalej, może sama, może z czyjąś pomocą. Miała wszak rodzinę, miała znajomych. Chaosa. Dużo osób, które o nią dbały. Ale wiedziała jak to jest. Gdy boisz się, że ktoś cię zapomni. Tak bardzo chciała mieć swoje miejsce w myślach Lalego, że nie ważyłaby się złamać obietnicy danej teraz Mniszkowi. Nie zrobi mu tego czego sama tak bardzo się bała. Nawet jeżeli jest jedną z tysięcy podróżnych, których spotkał w życiu. Nawet jeżeli z innymi przeżył więcej i bardziej się do nich przywiązał. Było coś w jego prośbie, co mówiło jej jak szczerze mu zależy. Nie musiała być tą jedyną - ale chciała być jedną z tych, którzy nigdy Mleczyka nie zapomną.
        Skoro to naprawdę to czego pragnął.

        Miała jeszcze czas, by uporządkować myśli i skupić się na powrót na chwili obecnej. Widok Tarjuana i ludzkiego Chaosa był zresztą bardzo otrzeźwiający i wręcz siłą zagarnął uwagę dziewczyny. Pogratulowała Amari tego, że sobie poradził i zajęła się otrzepywaniem torby, z którą coraz lepiej mimo wielkich łap udawało jej się obchodzić. Skoro elfik ułożył się w pobliżu to i sama postanowiła spokojnie poczekać aż druid się obudzi, ale przy okazji musiała się czymś zajmować. Jej ciało domagało się ruchu. Próby uwiązania włosów Chaosa okazały się być na ten moment idealne - ile nie próbowała nie udało jej się aż Tarjuan się nie odezwał, za to sukcesem mogła nazwać fakt, że nie urwała towarzyszowi głowy.

        Podniosła się z ulgą na znak Mleczyka, nie mogąc doczekać się tak marszu jak i posiłku, który mimo wszystko spodziewała się u pani Flory otrzymać. Wzięła torbę i Chaos na grzbiet i ruszyła za blondynkiem żwawo, coraz bardziej doceniając umięśnione łapy i wytrzymałe poduszki. Tak łatwo było jej iść przez trudny teren! Znaczy… tam gdzie nie zaczepiała o krzaki i mniejsze drzewka.
        W pewnym momencie zatrzymała się gwałtownie.
        Co Taj powiedział?

        Chaos wybity z jeździeckiego rytmu wydawał się równie wzburzony jak Mleczyk, choć może zajęty sobą dobrze nie zrozumiał - za to malarka niemal poddała się hiperwentylacji. W końcu nie czuła się jakoś bardzo swobodnie przy obcym mężczyźnie, a i (chwała Panu!) nigdy czegoś takiego od żadnego do tej pory nie usłyszała. Było to tak absurdalne i straszne zarazem, że serce jej podskoczyło.
        - Że słucham!? - Tuż po Mleczyku odparł za nią Chaos, wierceniem się kupując jej parę sekund na okiełznanie dziewczęcego zmieszania. Kiedy się odezwała głos miała stabilny i niemal tak chłodny i rzeczowy jak sobie życzyła.
        - Jak już panu mówiłam jestem człowiekiem, więc skoro nie jeździłby pan na mnie w mojej ludzkiej postaci nie powinien pan jeździć i teraz. Chaos to inna sprawa - wyjaśniła z góry. - On jest smokiem, więc u nas to po prostu zamiana ról. Idziemy dalej - rzuciła, by móc się od Taja odwrócić i zrobić w końcu spanikowaną minę zszokowanej panny, której ledwo udało się uniknąć mariażu ze starym sprzedawcą wodorostów. Jak dobrze, że Amari i Mleczyk byli tuż obok!
Awatar użytkownika
Mniszek
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 112
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Strażnik , Mag
Kontakt:

Post autor: Mniszek »

        Gdy Funtka obiecała, że będzie pamiętać, Mniszek jedynie skinął głową na znak, że usłyszał i że rozumie. Nie uważał by trzeba było mówić cokolwiek. Niemniej długo hołubił w pamięci ten moment, obracał te słowa w głowie tak jak pęczek igieł w palcach. Znaczyły dla niego więcej niż przemieniona malarka skłonna byłaby przypuszczać - naprawdę wziął je sobie do serca i liczył, że gdyby za kilkadziesiąt lat zdarzyło się, że by ją znowu spotkał w lesie albo natrafił na jej dzieci czy wnuki, zostałby rozpoznany - nie powitałoby go zaskoczone spojrzenie tylko przyjazny uśmiech “miło znów cię widzieć, nie postarzałeś się nawet o jeden dzień”. Jakże by się cieszył, jak bardzo tego pragnął!
        Myślał o tym, gdy wrócili do obozowiska. Myślał też, gdy wyruszyli. Nie miał za wiele innych rzeczy do roboty, bo albo musieli czekać na Taja, albo prowadził ich przez góry, które tak dobrze znał, że w sumie nie miał potrzeby, by się na tym skupiać - głowę miał więc wolną. Do czasu. Oczywiście wszystko zepsuł druid swoją nieprzyzwoitą propozycją. Co jednak było w tym najbardziej rozbrajające: on sam nie widział w tym nic złego i nie przejął się ani oburzeniem Mniszka, ani Chaosa, ani z początku samej Funtki. W sumie nawet nie było wiadome jak interpretował jej przyspieszony oddech - może jako zduszony śmiech? Może jako ekscytację? Jemu wszystko mogło przyjść do głowy. Elfik zaś martwił się w tym momencie czy malarka będzie w stanie wydobyć z siebie głos czy prędzej zemdleje. Na szczęście odezwała się, a wtedy leśny strażnik uważnie zaczął przyglądać się Tarjuanowi. On zaś słuchał cały czas z tą samą miną wyrażającą zainteresowanie, ale bez zrozumienia - tak dzieciaki gapiły się na kolorowe pranie wirujące w balii. Później chyba przez moment przetwarzał to co usłyszał.
        - Nie no, w ludzkiej postaci byłabyś za mała to bym nie pytał - oświadczył. - Ale dobra, w sumie to masz rację.
        I całe szczęście, że tak uznał, bo przez moment sprawiał wrażenie, jakby był gotów się kłócić. A gdy już skapitulował, obrócił się i zaczął iść przed siebie… Znowu w innym kierunku niż powinien, mocno zbaczając z wyznaczonej przez Mniszka trasy.
        - Tarjuan, tędy - odezwał się niespodziewanie twardo złotowłosy elfik, wyciągniętą ręką wskazująć odpowiednią drogę. Łysy druid spojrzał na niego, powiódł wzrokiem wzdłuż jego ramienia i dalej, a gdy już trafił na horyzont, wydał z siebie triumfalne “aha!” i ruszył, tym razem w dobrą stronę. Mniszek zaś spojrzał na Funtkę przepraszająco, jakby to nie był dorosły mężczyzna tylko jego niewychowany pies.
        - Gdybym umiał, serio magią zamknąłbym mu usta - zapewnił cicho, po czym sam obrócił się w stronę, gdzie zmierzali i podbiegł kawałeczek, by iść przodem. Co jakiś czas zerkał za siebie by upewnić się, że wszystko w porządku. Zaczął gwizdać imitując przy tym kanarka i wprawiając w konsternację okoliczne ptaki, co zwróciło uwagę nawet Taja.
        - Dlaczego to robisz? - zapytał.
        - Bo nie chcę by ptaki mnie rozumiały.
        - Dlaczego? - drążył druid.
        - Bo tylko śpiewam, nie zamierzam z żadnym z tych ptaków rozmawiać.
        - A nie chcesz by cię rozumiały?
        - Nie, bo to ma być tylko przyjemność, a nie rozmowa… Rozumiesz mowę zwierząt? - zapytał nagle Mniszek, spoglądając na Taja czujnie.
        - No.
        Gdy jednak role się odwróciły i to druid miał odpowiadać, natychmiast stracił zainteresowanie rozmową i oddalił się trochę od ścieżki, by swoją różdżką stukać o pnie mijanych drzew. Strażnikowi aż skóra ścierpła na myśl, że to może doprowadzić od jakiegoś wybuchu magii, lecz niczego takiego nie czuł swoim szóstym zmysłem, więc po chwili obserwacji wrócił do prowadzenia grupy.
        - Ej!
        - Co? - Tak bezpardonowo zaczepiony elfik odpowiedział równie bezpardonowo.
        - Daleko jeszcze?
        - Zdefiniuj “daleko” - odpowiedział chytrze Mniszek.
        - Bo bym poszedł się wysikać jak daleko.
        Tego elfik się nie spodziewał - cywilizowani ludzie z reguły mieli pewne opory, by mówić o swoich potrzebach fizjologicznych przy obcych. Cóż - nie Taj. Jego się nie imały żadne zasady. Pokonany w tej materii leśny bożek nie miał innego wyjścia jak tylko przyzwolić druidowi pójść na stronę, zastrzegł jednak, że pozostała trójka będzie powoli szła dalej. Gdy łysy mag się oddalił, Mniszek pozwolił sobie na westchnienie.
        - Matko Naturo, czemu wystawiasz mnie na taką próbę - poskarżył się patrząc w niebo.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Szlak Ziół”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość