Góry DruidówListy pisane piórem i atramentem.

Góry w których zdarzyć się możne wszystko. Tunele wydrążone, przez tajemnicze istoty setki lat temu pozostały tutaj do dziś. Góry można pokonać przechodząc nad nimi lub pokonując ich pełne niebezpieczeństw korytarze. Na ich szczycie swoje mieszkania mają starzy druidzi, pustelnicy. W górach można znaleźć wiele ziół, niespotykanych nigdzie indziej.
Awatar użytkownika
Kavika
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 93
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Re: Listy pisane piórem i atramentem.

Post autor: Kavika » 2 tygodnie temu

        Kavika mocniej zacisnęła usta, gdy Yastre odpowiedział na jej słowa. Wiedziała, że sobie poradzi, tak jak zapowiedział. Tak jak zresztą zawsze. To niestety mocniej wbiło nóż w serce uczonej, bo wydawało się, że radził sobie znacznie lepiej niż ona to przewidywała. Ale to nie tak, że życzyła mu źle! Liczyła, że ich kolejne spotkanie ułoży się zupełnie inaczej i z tego powodu było jej też wstyd, gdy w końcu usiadła na krześle. Wbiła pełen niezadowolenia wzrok w blat stołu, a potem jeszcze piórkiem niemalże zrobiła dziurę w liście uczestników.
        Przyszedł jednak czas rozpocząć konkurencję, która... Mogłaby zwalić Kavikę z nóg gdyby już wcześniej nie siedziała. Wryło ją w siedzisko, tępo patrzyła jak pantera ogrywa wszystkich swoją zwinnością. Nie bała się. Nie mogła tylko uwierzyć jak bezmyślny potrafi być Yastre! Gdy kocur zeskoczył na ziemię, wówczas dotarło do uczonej jak duża część widowni jest wręcz przerażona obecnością dzikiego zwierzęcia. Elfki stały niewzruszone, właściwie Hannie klaskała z zadowoleniem w dłonie, ale prócz ich i bandy jaka przybyła z panterołakiem, można było śmiało orzec, że tłum był oszołomiony, skonsternowany, ale i do szpiku kości wystraszony. Niektórych jeszcze trawiła ciekawość i fascynacja, gdy kocur przez pierwsze minuty na nikogo się nie rzucił, ale nadal brakowało śmiałka, który by zbliżył się do zwierzęcia. Germund z pewnością rzuciłby się na panterę by pokazać swoją siłę, ale nadal znajdował się na drzewie. Odpowiedzialność spadła na wodzireja. Romuald z lejącym się na twarzy potem zbliżył się do bestii i chyba w myślach powtarzał, że jeszcze przed chwilą rozmawiał z panterą w cztery oczy oraz żartował więc nic mu nie groziło... prawda?
        Kavika także chciała podjąć się jakiegoś działania, jeszcze zanim Romuald zdecydował się wyjść przed szereg, ale żaden z mężczyzn nie wyobrażał sobie czegoś podobnego. Gdyby akurat Kavice coś się stało to z pewnością festiwal skończyłby się w przeciągu jednej sekundy. I chociaż ona sprzeciwiała się tym absurdalnym argumentom to tak pilnowano jej by siedziała razem z sędziami, że nie mogła ruszyć się choćby o włos. Wówczas sytuację zdecydował się załagodzić sam Romuald.
        Organizatorka z prychnięciem odsunęła się od tego zadania i skrzyżowała ręce na wysokości piersi, ale już niedługo przyszło się jej śmiać, gdy Yastre zadzierał łeb i jeszcze mruknął by nastraszyć biedaka. I może jeszcze udałoby się odratować sytuację, gdyby nie fakt, że zaraz po tych kocich zabawach zmiennokształtny przybrał swoją BARDZO NATURALNĄ formę.
        Hannie była zaskoczona, ale już po chwili uśmiechnęła się prowokacyjnie do swojego partnera na festynie, gdy część pań za jej plecami piszczała wzburzona, a ojcowie zakrywali córkom oczy. Jedynie mieszkańcy wioski mieli ogółem wszystko w czterech literach i zaczęli się śmiać, choć ci mający jeszcze nieletnie niewiasty swoim grubiańskimi żarcikami onieśmielali je.
        Kavice przypadło spojrzeć na ciało swego dawnego kochanka od innej strony... Jego plecy, nawet w luźnej postawie, nadal pozostały rozbudowane i silne. Szerokie, aczkolwiek proporcjonalne barki współgrały z zawężającą się talią. Nie pamiętała by miał tak zgrabne pośladki. Po tej myśli zalała się rumieńcem i wsparła czoło na rozłożonej dłoni zaklinając po wsze czasy tego nierozgarniętego kocura. Oczami swojej wyobraźni już widziała lejące się na nią skargi. Już po prostu pozwoliła sytuacji rozwinąć się samej, bo mógłby czasem pomyśleć!

        I oczywiście Kavika spędziła sporo czasu w namiocie na wysłuchiwaniu spanikowanego i rozsierdzonego sołtysa. Starała się zrozumieć te wszystkie moralne pretensje, ale świat byłby o wiele zdrowszy, gdyby ludzie tak nie moralizowali ciała, bo czy taka nie byłaby prawda? Ludzie ukrywali się z tym co ludzkie, a potem dziwili się, że młode panienki zachodzą w ciążę. Zarówno ciekawość jak i niewiedza prowadziły do takich zdarzeń. Zdarzeń, których tak czy siak nie dało się uniknąć. Na całe szczęście do namiotu wpadło kilku innych pracowników, dzięki czemu uczona zdołała wyjść niezauważona.
        - O matko, ale zamieszanie – westchnęła. - Co za głupek!
        - Gdzie on jest?!
        Uzdrowicielka obejrzała się za siebie słysząc znajomy głos.
        - Andrew, uspokój się – powiedział Braun trzymając mężczyznę za ramię.
        - Nie uspokoję się! Złapię tego łachudrę i mu powyrywam futro!
        - Jakie futro? - zdziwił się Braun.
        - Bo ten dziki kot rzucił się z drzewa!
        - Kot?
        - A potem machał fujarą przed tłumem, przed moją córką!
        Gęste brwi Brauna zmarszczyły się na tyle mocno, że niemalże całkowicie przysłoniły jego wąskie oczy.
        - Co ty pieprzysz, Andrew?
        - Puszczaj mnie, Braun, bo nie ręczę za siebie! Zmiennokształtny tu jest!
        - Że co? Oni nie istnieją...
        - Jeden dowód lata tu po festynie! Rzucił się z drzewa, a potem goły uśmiechał się do panienek! A gdyby tak rzucił się na Kavikę?!
        - Co? Kavika? Gdzie ona...
        - Dajcie sobie z nim spokój – do rozmowy wtrąciła się uczona.
        - Kwiatuszku, nic ci nie jest? - Braun od razu pogłaskał Kavkę po dłoni w czułym geście.
        - Nie, nic mi nie jest i nic nikomu się nie stało. Po prostu gość się zapomniał i tyle – stwierdziła uzdrowicielka.
        - I tyle? - zakpił Andrew. - I TYLE?! Masz już swoje lata, ale moja córka jest nieletnia i nie pozwolę by ktoś machał przed nią swoim przyrodzeniem! Niech trzyma swój ogon w spodniach!
        - Andrew!!! - krzyknęła Kavka wraz z Braunem.
        - Choćbym go miał zdzielić patelnią! - krzyknął rozjuszony do czerwoności Andrew.

Awatar użytkownika
Yastre
Szukający Snów
Posty: 192
Rejestracja: 4 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
[img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Yastre » 1 tydzień temu

        Yastre nie był typem, który byłby w stanie złościć się czy boczyć przez dłuższy czas - życie było zbyt piękne, a wokół działo się zbyt wiele, by marnować je na takie negatywne emocje. Teraz zresztą miał wokół siebie rzeszę osób, które pomagały mu przezwyciężyć ten stan. Oczywiście najlepiej w tym zadaniu sprawdzała się Hannie, która przytulała panterołaka i głaskała zapewniając, że był najlepszy nawet jeśli sędziowie się na nim nie poznali. Tego samego zdania byli jego kumple, ale oni darowali sobie fizyczne czułości - on nie był w ich typie, no niestety.
        Festyn nie zamierzał zresztą czekać aż bohater nowego skandalu odzyska humor i zechce łaskawie dołączyć. Zawody trwały, kolejne konkurencje były w trakcie. Teraz akurat jedna z tych, w których nikt z bandy zbirów nie brał udziału - piłowanie pnia w parach. Było to jednak na tyle spektakularne, że zgromadziło wokół sceny zmagań tłumy, a przy straganach zrobiło się w końcu trochę lżej. Ktoś więc przytomnie poszedł i przyniósł kotu jakąś przekąskę, a to skutecznie odgoniło jego smutki.
        - Ej, a poszedłby który sprawdzić czy jestem na liście do kolejnych zawodów? - upewnił się panterołak.
        - A sam nie możesz?
        - Nie, bo czytać nie umiem! - odparł Yastre bez cienia zażenowania. No co, nie każdy był idealny, a on nie miał problemów by przyznać się do swoich braków. O ile nie było przy nim dziewczyny, na której chciał zrobić wrażenie, ale Hannie akurat się nie liczyła, bo ona o jego analfabetyzmie wiedziała. I… być może i tak w głębi serca zmiennokształtnemu nie zależało na jej zdaniu, bo to kto inny liczył się bardziej. O wiele, wiele bardziej.

        Yastre na liście był, a to okazało się być wystarczająco dobrym powodem, by pójść się napić. Tak na przyszłość, na dobrą wróżbę, by tym razem nikt nie wpadł na pomysł, by go zdyskwalifikować i by zmiennokształtny dostał nagrodę, na którą zasłużył.
        Bandyci pili bardzo kulturalnie piwo, bo jednak pić się chciało, a wódeczką - nawet taką najlepszą - pragnienia się nie zaspokoi. Przy stołach nie było jednak dość miejsca, by wszyscy mogli usiąść, więc zgarnęli swoje kufle i obsiedli trawnik nieopodal. Nawet jeśli komuś się to nie podobało, nikt nie śmiał ich pogonić, bawili się więc w najlepsze, śmiejąc się i żartując. Nagle jednak Yastre wyprostował się i poruszył uszami - coś słyszał! Coś, co bardzo zwróciło jego uwagę.
        - Jaki wyleniały pchlarz, co?! Jaki pchlarz?! - oburzył się głośno, oddając swój kufel Hannie i wstając z trawy.
        Nieopodal przechodził jakiś typek w średnim wieku, który bardzo przeżywał to, że jego córka była deprawowana przez - no właśnie - wyleniałego pchlarza świecącego gołym tyłkiem przed porządnymi obywatelami (było jeszcze coś o genitaliach, ale to dla panterołaka za trudne słowo, więc w ogóle go nie zapamiętał). Takiej obrazy nie można było puścić płazem… A i oburzony jegomość wyglądał na takiego, który nie rzucał słów na wiatr i nie zamierzał odpuścić. Spojrzeli po sobie jak najgorsi wrogowie.
        - Jak twoja córka taka delikatniusia to trzymaj ją dalej w domu, może jakiś rycerzyk na białym koniu sobie w końcu o niej przypomni - prychnął panterołak.
        - Nie obrażał mojej córki, zboczeńcu!
        - A co, swojemu koniowi też byś gacie założył, panie porządny?!
        - Zwierzaka da się wychować w przeciwieństwie do takich głupich chłopów jak ty!
        - Patrz, swój swojego zawsze pozna!
        Jak na komendę obaj wyrwali ku sobie, by zacząć się bić i jak na komendę obaj zostali powstrzymani - obrońca moralności przez swojego rozmówcę sprzed chwili, a Yastre przez jak zawsze przytomnego Górala. Kota trzeba było jednak aż z ziemi podnieść, bo wywijał łapami i nogami, że mógłby się wywinąć przypadkiem.
        - Puść mnie do niego! - zawołał zmiennokształtny.
        - Wei, psiakrew, nie rób nam kłopotów!
        - Nie zrobię, tak mu gębę otłukę, że będzie nieprzytomny do końca festynu!
        Góralowi nie do końca o to chodziło, ale trudno było rozmawiać ze złym jak osa panterołakiem. On zawsze kierował się inną logiką niż inni, a teraz okazywał to bardziej dobitnie niż zwykle.
        - Ej, może puśćmy ich i zostawmy by się pozabijali? Że niby my nic nie widzieliśmy - zaproponował jeden z bandytów stojących z boku. - Wiecie jaka będzie atrakcja? Nawet goły zadek Weia tego nie przebije.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Góry Druidów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość