Wielka Pustynia Słońca[Wschodni kraniec Wielkiej Pustyni Słońca] Coś niespodziewanego

Znajdująca się daleko na południu kontynentu, za Sawanną Nurwijską, pustynia, ciągnąca się od Gór Słonecznych za zachodzie, aż po Lwi Wąwóz na wschodzie. Granicząca na południu z tropikalnymi puszczami. Dzięki licznym oazą nie jest to jednak jedynie morze gorącego piasku. Przez pustynie przechodzi bowiem kilka szlaków handlowych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 171
Rejestracja: 8 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Łowca
Kontakt:

[Wschodni kraniec Wielkiej Pustyni Słońca] Coś niespodziewanego

Post autor: Alestar »

Alestar, Teus i Falkon przybywają z: [Przez Równiny] Nowy cel i nowy początek

        Gdy do umysłu dociera naraz zbyt dużo bodźców, czasami nie jest się w stanie wszystkiego zarejestrować, zapamiętać i skojarzyć. Tak właśnie, było teraz z umysłem Alestara, bo w głowie aktualnie miał dwa fakty, które teraz były najistotniejsze. Jednym było to, że niedawno on, jego towarzysze oraz konie znalazły się na pustyni. Drugim, że przed chwilą, kusznik zdążył kątem oka dostrzec jak Teus właśnie jest pochłaniany przez pustynny piasek.

        Dzięki Prasmokowi, Falkon był niedaleko i doprowadził kusznika do stanu używalności. Zdążyli nawet wykonać kilka kroków naprzód, zanim łowca potworów odezwał się do złodziejaszka:
        — Teusa wciągnęła pustynia, znaczy... pewnie zjechał gdzieś w dół wąwozu, czy czegokolwiek ukrytego wśród wydm. To było gdzieś tam — mężczyzna mniej więcej wskazał towarzyszowi ręką miejsce, gdzie znikł ich brodaty kompan. Zanim jednak doszedł do danego miejsca, Falkona również pochłonął pustynny piasek, by niedługo później i sam Zenemar zsunął się w dół.

        — Dłużej się nie dało?! — Teus celnie skwitował bolesny zjazd swoich towarzyszy na dół.
Przybyli przed chwilą mężczyźni otrząsnęli się z kurzu i rozejrzeli się wokół.

        Znajdowali się aktualnie w wąskim, ale długim korytarzu. Ściany były widocznie rzeźbione, a gdzieniegdzie można było odnaleźć ślady po dawno zapomnianym malunkach. Korytarzem mogli się poruszać wyłącznie w dwie strony, więc wybór drogi był mocno ograniczony. Największą ciekawostką, był ognik; przynajmniej tak zidentyfikował go wielkolud na podstawie posiadanej wiedzy; który „zapalał” się samoistnie w wyznaczonych do tego metalowych koszach służąc za oświetlenie. Gdy tylko jedna osoba szła w daną stronę, ognik pozostawał na swoim miejscu, wystarczyło jednak, by dwóch ludzi ruszyło w dany kierunek, a ognik przeskakiwał na kolejny kosz i rozświetlał kolejną część pomieszczenia.

        — Co my teraz robimy? Co niedawno nas spotkało? Dlaczego, już nawet znalezienie się na pustyni, po naszych ostatnich przygodach w ogóle mnie nie dziwi? — Alestar, skierował takie pytanie do swych towarzyszy, czekając na ich odpowiedź oraz licząc, że z jakiegoś powodu obranie jednego kierunku będzie bardziej sensowne niż tego drugiego. Na górze, gdzieś na pustyni szwendały się konie bez właścicieli, więc kusznik dodatkowo martwił się o brak ukochanego przyjaciela przy swoim boku.
Ostatnio edytowane przez Alestar 3 miesiące temu, edytowano łącznie 1 raz.
Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 139
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Wojownik
Kontakt:

Post autor: Teus »

        - Przyznam szczerze, że pamiętam niewiele. – Teus rozejrzał się po korytarzu wykonanym z piaskowca. – Przyznam też, że nie wiem gdzie jesteśmy. – Ściany pokryte były dziwnymi obrazkami reprezentującymi prawdopodobnie jakieś religijne obrządki. – Ani też co właściwie się stało. Wiem tylko, że jakaś niewiasta próbowała mnie zabić. To samo w sobie dziwne nie jest, aczkolwiek była to czarodziejka, a od takich zawsze trzymam się z daleka. To zbyt nieprzewidywalne kobiety – rzekł wyrzucony na pustynię brodaty łucznik z amnezją, trzymający w dłoniach dwa cudze buty.

        – Buty należą do niejakiego Thomasa – odpowiedział zmieszanym spojrzeniom towarzyszy. – A sam Thomas kompletnie spanikowany rzucił się przed siebie zaraz po wylądowaniu w tym miejscu. – Tousend wskazał kiwnięciem głowy ślady bosych stóp odbitych na piasku zalegającym w korytarzu. – Rozsądnie byłoby iść jego śladami, biedaczek jeszcze sobie coś zrobi, a wtedy nie dowiemy się czemu Jonas chciał nas sprzedać czarodziejkom… ooo chyba właśnie sobie coś przypomniałem! Ale wciąż niewystarczająco dużo. Naprzód!

        Ruszyli przed siebie wybierając jedną z dwóch stron korytarza. Teus zaniepokojony magicznymi światłami, które podążały ich śladem, zaczął bacznie przyglądać się metalowym koszom umieszczonym wzdłuż ściany, jednak krótki naukowy wykład Alestara przywrócił mu spokój, chociaż przestał słuchać go gdzieś w połowie.

        Spokój, jak się okazało, był krótkotrwały. Zburzył go trzy metrowy posąg szakala stojącego na dwóch nogach, trzymającego w skrzyżowanych na piersiach ramionach miecze o mocno zakrzywionych ostrzach, broń, jakiej Teus do tej pory nie widział. Umieszczone w oczodołach oszlifowane obsydiany, pełniące rolę oczu posągu, zdawały się świdrować intruzów spojrzeniem, które wywoływało ciarki na plecach.
        - Niech mi pan obieca, że pozostanie pan na tym kamiennym cokole. Albo nie, lepiej niech pan nic nie mówi, to tylko pogorszy sprawę.
Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 141
Rejestracja: 8 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Złodziej , Pirat
Kontakt:

Post autor: Falkon »

        — Wiedziałem, że coś tam nie gra, ale takiego obrotu spraw się nie spodziewałem — stwierdził Falkon po dłuższej chwili milczenia. — Musimy tam jakoś wrócić po nasze rzeczy i konie. Myślmy trzeźwo, zaraz się dowiemy, gdzie jesteśmy. Pół świata zwiedziłem, żadna pustynia mi niestraszna.
        Chłopak dobrze udawał pewność siebie, chociaż tak naprawdę czuł się bezradny i zaniepokojony. Nie znał wielu pustyń. Unikał ich. Nienawidził. Nie wiedział, gdzie trafili i nie miał nawet pojęcia, w której części kontynentu mogą się znajdować. Był wściekły na Jonasa, bo ten niezaprzeczalnie coś przed nimi ukrywał. Coś ważnego. Coś, przez co trafili tutaj.

        Obeszli ostrożnie posąg. Falkon obejrzał go z każdej strony, ale nie zauważył nic podejrzanego. Piaskowiec, z którego był zbudowany, podobnie jak ten tworzący ściany i strop, wyglądał na bardzo stary. Niektóre bloki pokryte były tajemniczymi malunkami i inskrypcjami, które Falkon czasem próbował rozpoznać, jednak z niczym mu się nie kojarzyły. Jego rozległa wiedza o alarańskich krainach, kulturach i językach najwidoczniej tu się właśnie kończyła. Napawało go to jeszcze większym niepokojem.

        Idąc dalej, napotkali jeszcze kilka podobnych posągów, mniej lub bardziej podniszczonych. Gdzieniegdzie, w ścianach wąskiego korytarza, znajdowały się kamienne płyty, prawdopodobnie będące jakimiś ciężkimi drzwiami. Sposób ich otwarcia pozostawał jednak zagadką.
        — Ćśś... słyszycie? — spytał nagle Falkon, uciszając gestem towarzyszy, którzy i tak milczeli od kilku minut.
        Gdzieś z oddali dobiegał cichy, lecz wyraźny odgłos szurania i dziwny klekot, przypominający dźwięk wysuszonych kości, odbijających się od kamiennych ścian. Zdawało się, że jedno z odległych bocznych pomieszczeń połączonych z korytarzem było otwarte.
        Ognik zatrzymał się, a razem z nim poddenerwowana trójka podróżników.
Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 171
Rejestracja: 8 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Łowca
Kontakt:

Post autor: Alestar »

        Z ciemności wyłonił się kościotrup, był on częściowo owinięty w jakieś szmaty. Nie różnił się niczym specjalnym od innych ożywieńców spotykanych przez Alestara w innych katakumbach. Jeden truposz był niegroźny, ale to nigdy nie był jeden truposz. Drugą kwestią było to, że miecz nadawał się średnio do walki z nimi. Najczęściej, dopiero zgruchotanie czaszki młotem przynosiło należyty spokój. Chodzący szkielet podniósł do góry rękę i co zaskakujące powiedział:

        — Sabehal her — tak przynajmniej brzmiało to w uszach przyzwyczajonych do alariańskiego języka.

Alestar w przypływie emocji i kompletnego braku logiki ciął mieczem od prawej do lewej tuż pod żebrami napastnika. Kolejnym zaskoczeniem było to, że kości rozsypały się, a szkielet wyglądał na przedzielonego na pół.

        — Czyli spokój — powiedział cicho łowca potworów.
Szybko się okazało, że były to słowa wypowiedziane w złą godzinę. Nad rozsypanymi kości utworzyła się piaskowa mgła, a ożywieniec, gdyby nigdy nic poskładał się w całość, wyciągnął rękę do towarzyszy i rzekł:

        — To było niegrzeczne. Witajcie w katakumbach grobowca Amenofisa. Czy dołączycie do nas? Czy uciekniecie jak poprzednik?

        Słowa takie jak szok, niedowierzanie nie oddawały całości tego, co się wypisywało na twarzy trójki ludzi. Teoretycznie najbardziej doświadczony kusznik też nie wiedział, co tu się dzieje.

Za pleców kompanów wyłonił się dotąd skryty ognik.

        — Unis, tu jesteś. Czemu sam podróżujesz? — z czaszki pozbawionej mięśni i skóry trudno było odczytać emocje, ale na twarzy kościotrupa malował się uśmiech na widok ognika. Ta mała niezwykła istota, również musiała znać ożywieńca, bo przymilała się do jego głowy i przelatywała między żebrami.

        — Kim ty jesteś? Czego chcesz? — odezwał się Alestar.

        — A tak, zapomniałem, jestem Imhotep, herold Amenofisa. Zapraszam na rozmowę. Dawno nie mieliśmy gości. Jedni uciekają, inni próbują nas okraść — takich gonimy. Reneb nie przychodzi na plotki… Chodźcie do ogniska. — Dziwny truposz stawał się jeszcze dziwniejszy.

        Taka istota jak on potrzebowała silnej magii do istnienia, a raczej rzuconej klątwy na konkretne miejsce. Zenemar jednak nie czuł niebezpieczeństwa, mimo że podobnych istot jak Imhotep zniszczył dużo, a nawet udało mu się kiedyś przełamać klątwę ciążącą nad jednym z grobowców w Opuszczonym Królestwie. Towarzysze niedoli musieli się naradzić, dogadać co zrobić dalej. W tym samym czasie tuż przy jednej z pustynnych oaz, konie należące do Alestara, Falkona i Teusa poiły się wodą, wyglądając swoich właścicieli. Zielone oczy i pionowe źrenice świecące w ciemności, które zbliżały się do zwierząt, na pewno nie należały do ludzi.
Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 139
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Wojownik
Kontakt:

Post autor: Teus »

        - Tak więc… z całym szacunkiem, ale… nie wygląda pan na zbyt żywego. Wszystko tu u was w porządku? Proszę mi wybaczyć, ale nie miałem jeszcze okazji rozmawiać z nieumarłym, nie mam jeszcze obycia. – Skonsternowany Teus wychylił się zza ramienia Alestara.
        - Wszystko… w porządku – rzekł po zastanowieniu kościsty herold, który, jak się zdawało, próbował dobrać odpowiednie słownictwo do komunikowania się z pospólstwem. – Wszyscy mieszkańcy tego wspaniałego grobowca są zawieszeni w stanie pomiędzy życiem, a śmiercią. Staliśmy się ofiarami obrzydliwej klątwy. Z czasem jednak udało nam się przyzwyczaić do tego stanu. Nie zdradzę jednak więcej, gdyż to może przedstawić wam już sam nasz pan i władca – Amenofis. On będzie w stanie opowiedzieć naszą historię po stokroć lepiej od jego uniżonego sługi. Jeśli oczywiście będzie miał na to ochotę.

        Nastała cisza, która ciągnęła się przez parę niezręcznych minut. Szkielet najwyraźniej doskonale orientował się w labiryncie korytarzy i bez wahania prowadził drużynę do tylko jemu znanego miejsca. Po drodze mijali kolejne, uzbrojone w zakrzywione ostrza posągi szakali, które świdrowały ich obsydianowymi oczami.
        - Nie musicie się nimi przejmować, ożywają wyłącznie w sytuacji większego zagrożenia. – Jakby nigdy nic rzucił kapłan. Tousend poczuł ciarki na plecach.
        - Aaa tak właściwie co się stało z tym mężczyzną przed nami? Wspomniałeś heroldzie, że ktoś rzucił się do ucieczki.
        - Owszem, nie zdążyłem przemówić mu do rozsądku. Głupiec od razu wbiegł do najbliższego korytarza. Bez odpowiedniej znajomości tego grobowca może paść z głodu, nim ujrzy chociaż jeden ślepy zaułek. Jeśli wam na nim zależy, warto wspomnieć o tym biedaku przed władcą tych włości. A co do naszego pana, oto jesteśmy! – Drużyna zatrzymała się przez wysokimi na osiem metrów i szerokimi na cztery metry potężnymi, złotymi wrotami, które pokryte były symbolami skarabeuszy oraz licznymi historiami przedstawiającymi najpewniej czasy rządów jakiegoś władcy.
        - Wrota niczego sobie, muszę przyznać – szepnął cicho Teus w stronę swych towarzysz. Nie był pewien, czy chce je przekraczać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wielka Pustynia Słońca”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość