Wielka Pustynia Słońca[Gdzieś na pustyni] Piękny i Bestia

Znajdująca się daleko na południu kontynentu, za Sawanną Nurwijską, pustynia, ciągnąca się od Gór Słonecznych za zachodzie, aż po Lwi Wąwóz na wschodzie. Granicząca na południu z tropikalnymi puszczami. Dzięki licznym oazą nie jest to jednak jedynie morze gorącego piasku. Przez pustynie przechodzi bowiem kilka szlaków handlowych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Alexander
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

[Gdzieś na pustyni] Piękny i Bestia

Post autor: Alexander »

Alexander lubił swoje życie. Z żoną wymieniał korespondencję, wiedział, jaki jest stan ich majątku, wiedział co u ich dzieci, ale nie musiał się nimi zajmować. Wszystko dobrze się układało. O tym, że żona miała kochanka też wiedział. Ale taki był ich układ. On miał swoje życie, ona swoje. A ich dzieci nadal się uczyły, więc Alex swobodnie mógł podróżować i bawić się. Bliźniaki nie wiedziały, że nie jest ich biologicznym ojcem. Nikt nie wiedział, oprócz Xandra i jego żony rzecz jasna. Hrabia kila miesięcy temu odwiedził swoją posiadłość, a później udał się do przyjaciela z wizytą. Khaikala była pięknym, egzotycznym miastem, pełnym uroku. Niestety między nim, a przyjacielem nie ułożyło się. Spędzili ze sobą trochę czasu, lecz nie zaiskrzyło, więc postanowili po prostu spędzić ze sobą czas na zabawie, ale nie jako kochankowie. Było miło, jednak w końcu i przyjacielska zabawa stała się nużąca. Dlatego Alex postanowił ruszyć do Oazy Kerendir. Miał tabun służby i ochronę, ale samotna podróż przez pustynię, nawet wzdłuż Nefari, była niebezpieczna. Dlatego dołączył do kilku innych możnych, którzy ruszali w tamtym kierunku.

Xander nie czuł zagrożenia - w końcu tak wiele osób było wokół niego. Miał wszelkie wygody, nadal spał w miękkiej pościeli, miał dostęp do wody, luksusów, dobrego jadła i trunków. Tylko te wielbłądy. Nawet najlepsze siodło nie zapewniało pełnego komfortu. Niestety pustynia nie dawała wielkich możliwości podróżowania. A wielbłądy były najbardziej efektywne. Niektórzy jechali konno, ale Alexa przekonano, że jednak jazda na tym śmierdzącym, plującym czymś będzie wygodniejsza. No cóż. Na karocę nie mógł sobie tu pozwolić.

Upał niespecjalnie mu przeszkadzał. Tkaniny wspomagane magicznie dawały idealny chłód. Tego dnia nosił na sobie jedwabne, lawendowe, luźne spodnie, z wąskim, wiązanym mankietem przy kostce. Jego delikatne stopy wypielęgnowano kremem i nasunięto na nie sandały z białej, miękkiej skóry. Na tors zarzucił beżowo-złotą koszulę, a na nią luźną, lawendową narzutę, z jedwabiu. Idealnie dopasowaną do spodni. Rękawy miały takie same mankiety jak spodnie. Na tkaninie namalowano srebrne, egzotyczne kwiaty. Zdobiły głównie dół nogawek i zwieńczenia rękawów, a także szeroki, zdobny pas, którym spięta była narzuta. Na głowie Alexa znajdował się złoty turban, z lekkiej tkaniny, ozdobiony fioletowymi koralikami. Nie był szczególnym entuzjastą tego typu nakryć głowy, ale pustynia miała swoje wymagania. Na szyi nosił długi, złoty łańcuszek, ze zdobnym w ametyst wisiorkiem. Na dłoniach kila złotych, drobnych pierścionków. Cały Alexander, nawet na środku pustyni lubił się stroić. Co prawda nie mógł wpaść tutaj na nikogo znajomego, ale przecież podróżował wraz z innymi arystokratami i nie zamierzał ubierać się jak pospolity sługa.
Awatar użytkownika
Rüzgarshams
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Rozbójnik , Władca
Kontakt:

Post autor: Rüzgarshams »

        Aż przykro mówić o takich rzeczach na głos, ale niestety zdarza się, że karawana jest stracona już w chwili, gdy wyjeżdża z miasta - zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, by przekazać komu trzeba wieść o tym, że w drogę ruszyła grupa stanowiąca dobry cel. Słabo chroniona, bogata, z jakiegoś powodu wyjątkowa. Zbieranina arystokratów? Wprost idealnie. Wydawało im się, że są bezpieczni, że nic im się nie stanie, bo w kupie siła, bo mają swoich ochroniarzy… Lecz byli tak naprawdę jak owce w towarzystwie baranów.
        Rüzgarshams ze swoimi ludźmi czekał na upatrzone ofiary w miejscu idealnym na pułapkę - z jednej strony traktu biegła rzeka, z drugiej nie za wysoka, ale niemożliwa do sforsowania na wierzchowcu ściana z piaskowca. Panowała cisza, którą przerywało tylko brzęczenie much. Czekali - ich cel musiał tędy przejechać. To będzie prosta robota… Niektórzy gderali, że niepotrzebnie aż tylu ich pojechało, że część mogła zostać w obozie. I herszt w głębi ducha się z nimi zgadzał - rozgromiłby ochronę tej grupy z o połowę mniejszymi siłami. Wtedy jednak sam odniósłby większe straty. Poza tym nie lubił, gdy mu się podwładni rozleniwiali, niech więc trochę przypieką sobie tyłki na pustyni, razem z nim.

        Razem z niewielką grupą swoich podwładnych Rüzgarshams zajmował miejsce na wydmie wznoszącej się nad klifem przy rzece - reszta jego bandy chowała się w innych miejscach. Z daleka widzieli posuwając się powoli korowód wielbłądów i wierzchowców oraz krążących wokół nich jak muchy ochroniarzy. Okolica uchodziła za spokojną, od dawna nie doszło tu do żadnego napadu, więc pewnie przez to nikt nie pomyślał, by oddalić się jeszcze kawałek od swoich podopiecznych, by sprawdzić co czai się za zakrętem, za wzniesienem. Bandyci tymczasem mieli ich jak na widelcu - obserwowali sami będąc niewidocznymi i tylko czekali, aż ofiara wejdzie w potrzask. Niektórzy się już niecierpliwili, jak wilki, które zwęszyły krew. Herszt jednak siedział na piasku niewzruszony, obserwując - to on miał wydać rozkaz ataku, ale dopiero, gdy cała grupa znajdzie się wystarczająco blisko. Choć siedział na wzniesieniu, wyglądał ledwie jak kupka piasku - cała jego szata miała beżowo-szary kolor, twarz i włosy obwinął szczelnie chustą, a okolice oczu przyczernił. To w połączeniu z pozostawaniem w całkowitym bezruchu czyniło go niewidzialnym.
        - Szefie? - zagadnął któryś z jego ludzi.
        - Jeszcze chwila - odparł Rüzgarshams spokojnym tonem. Faktycznie, nie czekali już długo. W końcu elf podniósł rękę. Trzymał ją tak przez chwilę w powietrzu, w tym czasie wszyscy przygotowali się do ataku. A gdy opuścił dłoń, ruszyli. Sygnał został przekazany wszystkim grupom i nagle na karawanę zewsząd zaczęli pędzić zamaskowani bandyci, pieszo bądź na koniach, krzycząc i rycząc złowieszczo, z obnażoną bronią w rękach. Rüzgar i jeszcze kilku jemu podobnych zostali na miejscach - to byli łucznicy. Herszt wskoczył na grzbiet swojego konia - małego i zwinnego jak on sam. Dobył strzał - kilku na raz, bo nie był jednym z tych eleganckich łuczników z równin. Sprawnie ułożył je między palcami, po czym wzniósł łuk i zaczął je kolejno wypuszczać. Celował w zwierzęta. Nie chciał zabijać ludzi - to przyniosłoby więcej szkody niż pożytku, bo z krwią na rękach z reguły ściąga się na siebie znacznie większe zainteresowanie wojska i straży. Rabunek bez ofiar w ludziach to czysta robota, o której chwilę się gada, ale później bardzo szybko zapomina o całej sprawie.
        W przesmyku między kamienną ścianą a rzeką nastąpiło ogromne zamieszanie. Bandyci starli się z ochroniarzami, między tym biegały spanikowane zwierzęta, służba, możni. Wszystko miało jednak trwać zaledwie chwilę - walka była równie bezsensowna co próba ucieczki, bo wszystko działo się na terytorium napastników i na ich zasadach. Ta karawana miała tego dnia wielkiego pecha.
Awatar użytkownika
Alexander
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Alexander »

Chaos. To właśnie się wydarzyło. Jeden wielki chaos. Huk. Trzask. Świst wystrzeliwanych strzał. Krzyki. Rżenie koni. Przerażające piski, wrzaski i inne odgłosy zabijanych zwierząt. Alex spadł z wielbłąda zanim w ogóle przeszła mu przez myśl ucieczka. Jego wierzchowiec odchylił się na lewo, było to tak niespodziewane, że Alexander po prostu runął na ziemię. Szczęście w nieszczęściu, że wielbłąd zdążył odbiec od niego na tyle daleko, że kiedy padł nie był już zagrożeniem dla nemorianina. Ale Flavo... Widział, że wymyka się z torby, że wyskakuje i biegnie w jego stronę. Biedny, mały Flavo. Nagle strzała świsnęła tuż obok głowy lisa, ale ten uchylił się i na swoich małych łapkach dobiegł do swojego pana. Alex chwycił go w ramiona i schował w nich jak najcenniejszy skarb.

Konie uciekały, ludzie piszczeli i wrzeszczeli. Nie wiedział kto ich napada, wiedział tylko, że lepiej się nie wychylać. Doczołgał się do skalnej ściany i przyległ do piasku. W swoimi fantazyjnym, fioletowym ubraniu był widoczny jak na dłoni, ale co innego mógł zrobić? Jak miał się ukryć? Nagle zobaczył, że spłoszony koń naciera prosto na nich. Próbował uciekać, ale koń szalał. Mężczyzna znów padł na ziemię. Zwierzę biegło prosto na nich. Nemorianin zamknął oczy i schował pod sobą małego liska. Potem usłyszał huk i przeszywający ból, jakby coś ciężkiego spadło mu na głowę. Poczuł jak coś ciepłego spływa mu po uchu i szyi. Dotknął dłonią mokrej skóry i spojrzał na rękę. Była cała we krwi. Flavo wymknął się spod swojego właściciela. Xandrowi zrobiło się słabo, przed oczami zobaczył ciemność. To było ostatnie co zapamiętał.
Awatar użytkownika
Rüzgarshams
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Rozbójnik , Władca
Kontakt:

Post autor: Rüzgarshams »

        To co dla karawany było chaosem i terrorem, dla bandytów było normalką i wręcz doskonałą zabawą. Specjalnie potęgowali zamieszanie - to łamało ducha tych nielicznych ochroniarzy, którzy jeszcze próbowali stawiać opór. W tym szaleństwie była metoda, a jeśli gdzieś sytuacja wymykała się spod kontroli, względny porządek zaprowadzał krótki gwizd albo gardłowy krzyk jednego ze strzelców na niedalekiej wydmie, który widział wszystko jak na szachownicy i z taką też łatwością panował nad sytuacją - to był tak łatwy napad…
        Wbrew pozorom wszystko trwało ledwie chwilę - złamanie szyku, spacyfikowanie ochroniarzy. Kilka zabitych zwierząt, kilku rannych. Możni zbici w gromadkę, ochroniarze rozbrojeni i upokorzeni, wszyscy drżący o własny los. Rüzgarshams zjechał ze swojego stanowiska, kierując konia samym nogami, w rękach nadal trzymając łuk i strzały, choć jego postawa zdawała się być nonszalancko swobodna. Przecież on już wygrał. Wydawał rozkazy - jego ludzie zbierali łupy, jedni zabierali je z wierzchowców, inni łupili przerażonych bogaczy. Ten i ów próbowali dyskutować, ktoś płakał, ale łzy nigdy nie robiły na nich wrażenia.
        Rüzgarshams zaś podjechał do leżącego na uboczu mężczyzny. Widział, gdy ten padał, trafiony końskim kopytem w głowę. Zwrócił teraz uwagę, że nikt się nim nie interesował. Nawet nie spoglądano w jego stronę, żadna dama nie klęczała przy powalonym partnerze, żaden ochroniarz nie łypał w tym kierunku z wyrzutami sumienia w oczach… Ten człowiek podróżował sam. To nie miałoby dla niego większego znaczenia, gdyby ten barwny rajski ptak nie był ranny. I to dość poważnie. Rüzgar zeskoczył ze swojego konia i przykucnął przy nim. Usłyszał warczenie - spod szaty rannego spoglądały na niego małe oczka jakiegoś zwierzaka, który bronił swojego pana. Elfa to jednak niezbyt obeszło. Ujął mężczyznę pod brodę i delikatnie obrócił jego głowę. Rana była paskudna - gdyby nie turban to cios rozłupałby mu czaszkę, to na pewno. Gdy go tu zostawią, umrze, a on nie chciał kłopotów, jakie niosą ze sobą ofiary.
        - Koshi - zawołał jednego ze swoich ludzi, wstając.
        - Wodzu? - odparł mu tamten, rosły Mahińczyk o głębokim głosie, odziany tak jak ich przywódca w szaty barwy piasku.
        - Zabieramy go ze sobą - oświadczył Rüzgarshams. - Opatrzcie go, by dożył do obozu.
        Rozkaz został wykonany bez dyskusji, nawet jeśli Koshi coś sobie pomyślał na ten temat. Wiedział jednak, że jego szef ma głowę na karku i za takim postępowaniem kryje się jakiś plan, więc lepiej go wykonać, a na pytania przyjdzie czas później. Podniósł więc rannego z piasku i zaniósł go w stronę wierzchowców bandytów, oganiając się od fenka, który próbował go atakować przy tej sposobności, choć nie miał najmniejszych szans w tym starciu - był jak szczeniak w konfrontacji z niedźwiedziem.

        Gdy jakiś czas później Alexander się ocknął, był już w zupełnie innym miejscu. Leżał w wydrążonej w skale jaskini, w której panował półmrok. Pod plecami miał siennik położony bezpośrednio na klepisku. W niewielkim pomieszczeniu poza tym dało się dojrzeć tylko pękatą amforę pod przeciwległą ścianą i kreślony padającym z zewnątrz światłem zarys drzwi. Obok znajdowało się okno, zabite deskami albo tylko zasłonięte okiennicami. I to tyle. Żadnych mebli, żadnych ozdób. Leże, woda i dwa otwory w ścianie. Cela jak się patrzy. Tyle dobrego, że kamień groty dawał lekkie wytchnienie od panującego na zewnątrz skwaru i w sumie nic tu nie śmierdziało. Ot, typowy zapach pustyni: rozgrzanego kamienia i gorącego piasku, może z delikatnym aromatem słomy, którą wypchany był siennik.
        Poza tym Alexander mógł spostrzec, że ktoś się nim fachowo zajął. I to pod wieloma względami. Po pierwsze opatrzono mu głowę - miał na niej założony opatrunek i na pewno dostał leki, bo rana ledwo go ćmiła. Poza tym jednak został równie fachowo ograbiony. Ze wszystkiego co posiadał pozostała mu jedynie koszula i spodnie. Odebrano mu biżuterię, zdjęto buty, wierzchnią szatę. Zamiast pięknego wisiora na szyi miał obrożę wysadzaną kamieniami, spiętą niewielką kłódką. Nie mógł jej obejrzeć, ale gdyby przyszło mu do głowy rzucać jakieś zaklęcia, poczułby, że kamieniami, które czuł pod palcami, były kajdanniki - ktokolwiek go pojmał, wolał go unieszkodliwić na tej płaszczyźnie.
        No bo chyba nikt nie miał wątpliwości, że Alexander był więźniem, nawet jeśli nie spętano mu kończyn?
Awatar użytkownika
Alexander
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Alexander »

Trudno mu było otworzyć oczy. Były zmęczone. Powieki miał ciężkie. Czuł się trochę jak pod wpływem jakichś środków odurzających. Udało mu się jednak uchylić powieki. Półmrok spowijał miejsce, w którym się znajdował. Jego pierwsza myśl powędrowała do wspomnień. Co się właściwie stało? Pamiętał krzyk i rżenie spłoszonych koni. Napad. A potem ogromny ból w czaszce.

Dotknął swojej głowy. Spodziewał się, że poczuje krew, ale zamiast tego napotkał na opatrunek. Och jak dobrze! Ktoś się nim zaopiekował! Co prawda śmierć mu nie groziła, ale powrót do Otchłani w niematerialnej postaci już tak. A bardzo by tego nie chciał. Zamrugał kilka razy i nagle dotarło do niego, że nigdzie nie widzi Flavo. Wtedy zrozumiał, że nie znajduje się w wytwornej komnacie, a w jakimś lochu. Usiadł gwałtownie, aż zakręciło mu się w głowie. Co to się wyrabiało, że Nemorianina ktoś aż tak urządził.

- Flavo? Flavo?! - zawołał, ale liska nie było w pomieszczeniu. Na wszystkich alarańskich bogów, co się wydarzyło?! Rozejrzał się wokoło, potem spojrzał w dół i zorientował się, że nie ma na sobie wcześniejszego stroju. Nawet buty wyparowały, nie mówiąc już o biżuterii. Szybko dotknął swojej szyi i poczuł pod palcami kłódkę. Kłódka? I obroża? Zrobiło mu się gorąco ze stresu, a oddech przyspieszył. Obiema dłońmi dotknął swoich skroni, czuł, że zaraz dostanie migreny, a żadna jego zdolność tego nie powstrzyma.
- Oddychaj, spokojnie. Spokojnie, oddychaj - powtarzał na głos.
- Skup się. Wdech i wydech. - Przymknął oczy usilnie starając się uspokoić. Kiedy oddech się wyrównał, Alex wstał i ruszył do drzwi. Naparł na nie, ale te nawet nie drgnęły. Opanował jeden atak paniki, ale teraz zbliżał się drugi. Był tu zamknięty? Nie, nie, nie. Nie mógł być zamknięty. Lochy, nie loch, nikt nie miał prawa go zamykać.
- Hej! - krzyknął i uderzył pięścią w drzwi.
- Wypuście mnie!
Awatar użytkownika
Rüzgarshams
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Rozbójnik , Władca
Kontakt:

Post autor: Rüzgarshams »

        Przed celą siedział pojedynczy strażnik, wystawiony raczej po to, by zareagować gdyby więzień zaczął robić zamieszanie, niż po to, by uniemożliwić mu ucieczkę. Gremium uznało, że ten akurat jegomość raczej nie spróbuje wiać, jeśli pozbawi się go magii. Pilnujący go zbir mógł więc zajmować się struganiem jakiejś figurki z drewna, nasłuchując tylko jednym uchem. W końcu zdawało mu się, że usłyszał nawoływanie z wnętrza celi. Opuścił ręce i wyprostował się, obracając głowę w stronę drzwi. Nie mylił się, głos dochodził ze środka celi. Wstał więc, strzepując wióry ze spodni i odkładając figurkę. Akurat usłyszał łomotanie w drzwi. To samo zresztą doszło uszu przechodzącej akurat kobiety, do której strażnik uśmiechnął się kwaśno jakby był winny tego hałasu.
        - Zawołaj Rüzgarshamsa – rozkazał jej, a ona nie dyskutowała, bo wszyscy już wiedzieli o tym, że herszt przywiózł jeńca z wyprawy. To rzadki przypadek, więc zaraz wywołał zainteresowanie wśród mieszkańców obozu i wieści szybko się rozeszły. Kobieta więc szybko poszła do namiotu wodza, a strażnik zajął się ich awanturującym się więźniem.

        Drzwi otworzyły się bez żadnego ostrzeżenia, ale tylko na tyle, by dało się przez nie wsadzić głowę do środka. Do celi zajrzał mężczyzna na oko czterdziestoletni, z dorodną czarną brodą, splątanymi włosami i spojrzeniem, które mogło zmrozić w miejscu albo nawet zabić.
        - Zamknij się – burknął we wspólnej mowie, z bardzo twardym akcentem miejscowych wieśniaków. Po czym tak po prostu znowu zamknął drzwi. Nemorianin mógł dobijać się ile dusza zapragnie, nikt już do niego nie zajrzał przez dobrą chwilę. Wcale nie trwało to długo, ale wiadomo, że czas płynie różnie w zależności od tego po której stronie krat się znajdujesz.
        W końcu jednak drzwi znowu się otworzyły, tym razem na oścież. Brodaty strażnik wparował do celi z bronią w ręce.
        - Pod ścianę – warknął, a jeśli Alex dyskutował, nie wykonał polecenia bądź po prostu wykonał je za wolno, brodacz po prostu pchnął go na drugi koniec niewielkiego pomieszczenia. Za jego plecami do środka weszło jeszcze dwóch mężczyzn w luźnych szarych szatach, z szablami przy boku. Stanęli po bokach wejścia i dopiero gdy wszyscy znajdowali się na swoich miejscach, do środka wkroczyła ostatnia osoba, najwyraźniej najważniejsza w tej całej scenie, choć przy tym dość niepozorna. Nie za wysoki pustynny elf wyglądał, jakby złapano go w garderobie i wybiegł stamtąd nie dokończywszy się ubierać. Co rzucało się w oczy to lśniąca w słońcu biała koszula z nisko wszytymi rękawami, rozpięta, odsłaniająca nagi tors i brzuch poznaczony geometrycznymi tatuażami. Czarne spodnie o luźnych nogawkach miał co prawda porządnie zapięte, ale za to stopy bose. Złote włosy zaś jakby jeszcze troszkę wilgotne po myciu, niedbale zaczesane z jednej strony głowy na drugą. Co jednak powinno zwrócić szczególną uwagę więźnia to jedyna biżuteria, którą elf miał na sobie. Wyglądająca znajomo… Bo i był to naszyjnik, który należał do Nemorianina – ten sam wisior z ametystem, który miał on na sobie w chwili porwania. Elf patrzył na niego z bezczelnym wyzwaniem w oczach – widział, że demon dostrzegł wisior i był ciekawy jak zareaguje na tę jawną, trochę dziecinną prowokację.
        - Jestem… Rüzgarshams – odezwał się z zadowoleniem, jakby lubił wypowiadać własne imię. Głos miał niski, a intonację śpiewną, lecz nie jak elf z Szepczącego Lasu, bardziej jak… uwodziciel. Po przedstawieniu się pozwolił, by jego imię odpowiednio wybrzmiało i by więzień mógł poczuć w jakiejś sytuacji się znalazł. W swojej bezczelnej pewności siebie założył, że zostanie rozpoznany.
        - A ciebie jak zwą, ptaszynko? – zagaił po chwili, podchodząc. Był wsparty pod boki, a kroki stawiał powoli, swobodnie, bo przecież to on w tej sytuacji rozdawał karty. Nieustannie patrzył Nemorianinowi w oczy, szukał jego spojrzenia, bo chciał widzieć jego emocje i jednocześnie pokazać mu kto tu rządzi.
        - Jak twoja głowa? - dopytywał niczym troskliwy gospodarz.
Awatar użytkownika
Alexander
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Alexander »

Alexander był zły, zestresowany, bolała go głowa i było mu duszono. Póki co nie bał się. Wzmagało się w nim jednak poczucie klaustrofobii. Nie lubił zamkniętych pomieszczeń - świadomość, że nie może wyjść była nieprzyjemna. W dodatku nie pojmował co się wydarzyło. Miał milion pytań i ani jednej odpowiedzi. Zza drzwi nikt mu nie odpowiadał, a kiedy już się to stało to Nemorianin nie był specjalnie zadowolony. W pierwszym momencie był w szoku. Któż śmiał mówić do niego "Zamknij się"? Do niego? Do nemoriańskiego hrabiego? To zaskoczenie sprawiło, że przez dłuższą chwilę stał jak wmurowany. Nie bardzo wiedział co dalej robić. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, przeszedł od jednej ściany do drugiej. Było tu zaskakująco mało miejsca. Xander nie był przyzwyczajony do tak skromnej przestrzeni. Podszedł do okna, które było zabite. Nie miał szans nic z nim zrobić. Magii nawet nie próbował, szybko bowiem pojął, że obroża na jego szyi mu to uniemożliwia. Czuł to.

Przyszło mu do głowy, że jedyne co może zrobić, to dalej walić w drzwi i domagać się wypuszczenia. I pewnie by tak zrobił, gdyby nie fakt, że do jego, pożal się Prasmoku, "pokoju" wtargnęli jacyś ludzie. W dodatku uzbrojeni. Alex nie był głupi, poza tym czuł wyjątkową więź ze swoim ciałem i nie chciał się go pozbywać. Zresztą coś podpowiadało mu, że śmierć mogłaby nie być wcale taka zła. Gorzej jeżeli zechcą go torturować. Ta myśl napawała go przerażeniem. Nie widział siebie w roli pobitego i zmaltretowanego. Dlatego cofnął się pod ścianę tak jak mu nakazano.

Strażnicy wydawali mu się szarzy i lekko obrzydliwi. Ich szaty były marne i brzydkie, twarze opalone, o szorstkiej skórze. Trafił w ręce bandytów-obdartusów. Stracił nadzieję, że dowie się czegokolwiek od tego pospólstwa. Może nawet nie mówili w jego języku. I nagle okazało się, że żaden z brzydali nie jest przywódcą opryszków. Do pomieszczenia wszedł bowiem mężczyzna, któremu daleko było do obwiesia. Był zadbany, miał gładką twarz, świeże ubranie i wyjątkowo piękne włosy. Xander musiał też przyznać, że był bardzo atrakcyjny. Pewnie w innej sytuacji skupiłby się wyłącznie na tym, ale teraz miał w głowie inne sprawy.

Szybko dostrzegł, że szyję nieznajomego zdobi JEGO biżuteria. JEGO. A więc był złodziejem. Po prostu. Ładnym, ale ciągle złodziejem. Alex lubił błyskotki, owszem, ale bardziej cenił sobie coś zupełnie innego. Kiedy nieznajomy odezwał się, hrabia zarejestrował jego przyjemny dla ucha głos, ale nie mógł się teraz na tym skupić.
- Alexander. Gdzie mój lis? - rzucił swoim imieniem i od razu przeszedł do sedna. W tej chwili najbardziej martwił się o fenka. Czy przeżył? Czy był gdzieś tutaj? Czy coś mu zrobili? Zapytany o ranę na głowie zmarszczył brwi. Nie spodziewał się takiego pytania.
- W... W porządku - odparł.
- Gdzie jest mój lis? - zapytał ponownie, dużo łagodniej.
- Był ze mną mały, pustynny lisek. Gdzie jest? Co się z nim stało? - dopytywał.
Awatar użytkownika
Rüzgarshams
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Rozbójnik , Władca
Kontakt:

Post autor: Rüzgarshams »

        Nikt nie wtrącał się między herszta i jego jeńca - cała trójka bandytów patrzyła, ale nie odezwała się słowem, nie wyglądali też na spiętych. Trochę lekceważyli Nemorianina, a trochę też polegali na swoim szefie - w końcu on wiedział co robi, potrafił ocenić ludzi. Jeden jego gest by wystarczył, by posiekali nieznajomego na karmę bez słów, ale bez tego żaden by się nie ruszył. Byli za to ciekawi jak przebiegnie ta rozmowa - na pewno będą powtarzać o tym co usłyszeli swoim kamratom.

        Rüzgarshams za to doskonale się bawił - jak kot lubił bawić się swoją zdobyczą, sprawdzać jak reaguje, drażnić. Stąd ten naszyjnik - całkowicie nie w jego stylu, on takich błyskotek nie nosił, ale jakże mógłby nie podrażnić tego paniczyka? Udało mu się to, od razu zauważył jak tamten się zirytował. A szkoda, złość piękności szkodzi.
        Gdy już zaczęli rozmowę, elfa niezmiernie rozbawiło to jak ten cały Alexander mu odpyskował. Krótka odpowiedź, jak rzucony na odczepnego ochłap, a potem konkretne pytanie. Rüzgarshams jednak zwlekał z odpowiedzią, patrząc na niego z bezczelnym uśmiechem rozbawienia. Zapytał o samopoczucie, sprawdzając czy da radę odzyskać władzę nad tą rozmową. O dziwo… Po części. Jeniec mu odpowiadał, ale był nieustępliwy w swoich dociekaniach. Herszt lekko wywrócił oczami nim postąpił pół kroku do przodu i w końcu zdecydował się odpowiedzieć.
        - Było jakieś zwierzątko przy tobie - przyznał. - Jest… bezpieczne. Zabraliśmy je, bo by pewnie biegło za nami aż do obozu. Zawzięta mała bestyjka - skomentował, ale patrzył przy tym na Alexandra tak, jakby nie mówił o fenku a o nim. Znowu pozwolił, by to zdanie zawisło między nimi nim ponownie zaczął mówić.
        - Jeśli będziesz grzeczny może pozwolę ci go odzyskać - oświadczył z łaską, ale po tym uśmiechnął się cwaniacko, tak, że nie sposób było nie dopatrywać się w tym podstępu.
        - Chcę poznać twoje nazwisko - odezwał się tonem już znacznie bardziej stanowczym. Już się nie bawił. Nie był zły, ale w końcu pora przejść do interesów.
        - Ktoś kto ubiera się tak jak ty na pewno ma jakieś nazwisko… - zauważył, wyciągając rękę i w palcach gładząc brzeg koszuli Alexandra. Kiedy podszedł aż tak blisko? - I pewnie masz też rodzinę, dla której wiele znaczysz?
Awatar użytkownika
Alexander
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Alexander »

Uff... Tyle dobrze, że Flavo był bezpieczny. Taką przynajmniej miał nadzieję, bo czy mógł zaufać komuś, kto go okradł? Miał mieszane uczucia co do słów mężczyzny. Do niego samego również. Nie rozumiał po co ta cała gra, jakby bawił się z nim, bo po prostu to lubił. Wyrachowany opryszek. Rüzgarshams może nie zdawał sobie sprawy, w którym momencie tak bardzo zbliżył się do Alexa, ale za to Alex doskonale widział, kiedy zaczął przesuwać się w jego stronę. To go zaniepokoiło i zupełnie wytrąciło z równowagi. Dlaczego tak się przybliżał? O co mu chodziło. Nemorianin czuł, że jego twarz pokrywa się rumieńcem. To było niezręczne. Bardzo niezręczne. Jeszcze gorzej zrobiło się, kiedy śniadoskóry dotknął jego ubrania. No to już było przekroczenie granicy. Ośmielał się go dotykać, jakim prawem! Nie żeby było to szczególnie nieprzyjemne, ale za to jakie niegrzeczne! Nie można się było zbliżać do niego w taki ordynarny sposób. Dla Alexa takie zachowanie był nie do przyjęcia. Tyle, że nie miał nawet jak się cofnąć, bo za sobą miał tylko ścianę. Nie miało znaczenia, że Nemorianin był wyższy od swojego rozmówcy, i tak czuł się niekomfortowo. Trudno mu było się skupić w takiej sytuacji. Czuł się jak uwodzony przez kogoś, kto w sekundę mógł wydać rozkaz, by go rozpłatano. Tak więc mieszane uczucia w takiej sytuacji były jak najbardziej na miejscu. Zupełnie wybity z pantałyku początkowo jakby nie usłyszał pytania, dopiero kilka sekund później dotarły do niego słowa blondyna.

- Hrabia Alexander Gaius August da'la Rubichad - przedstawił się pełnym tytułem, imionami i nazwiskiem. Chciał wycedzić to przez zęby, miał zamiar być chociaż trochę groźny. Taak... Na zamiarze się skończyło. Może nie zabrzmiał jak zastraszona, mała dziewczynka, ale do jakiejkolwiek groźby było daleko. Miał po prostu ładny, melodyjny głos, ale tyle w nim było "zła", co w słowiku śpiewającym na gałęzi.
- Nie bardzo rozumiem... - wydusił z siebie na pytanie o rodzinę.
- Mam żonę iii dzieci, ale co one mają do... - Znowu zmarszczył brwi. Oczywiście, że nie był głupi, ale nigdy nie był w takiej sytuacji, więc nie bardzo umiał posklejać wszystko w całość. Co do tego miała jego rodzina? Przecież ich tu nie było.
- Czy wiele dla nich znaczę? Tak, chyba tak, poniekąd. - Widać było, że Alex naprawdę nie wie o co chodzi. Był zdezorientowany, ranny, okradziono go i uwięziono, uzbrojeni strażnicy wepchnęli go w głąb celi, a na dodatek napastował go jakiś mężczyzna. I pytał o rodzinę.
- Ooo, niedobrze - chwycił się jedną ręką za głowę i aż zmrużył oczy. Nie udawał. Regeneracja regeneracją, ale najwyraźniej cios w głowę był zdecydowanie bardziej dotkliwy niż myślał.
Awatar użytkownika
Rüzgarshams
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Rozbójnik , Władca
Kontakt:

Post autor: Rüzgarshams »

        Rüzgarshams patrzył na Alexandra tak intensywnie, że dostrzegał wszystkie zmiany na jego obliczu. I podobało mu się, że wywoływał w tym arystokratycznym mężczyźnie zakłopotanie we wszystkich jego odcieniach. Przecież między innymi to chciał osiągnąć, prawda? Poznać jego reakcje, wywołać jakieś emocje - tak by sprawdzić z kim przyjdzie mu się użerać w najbliższych dniach, tygodniach. Czy będzie musiał na niego uważać, czy będzie mógł mu odpuścić. Na razie… nie wiedział. Ale doskonale się bawił, gdy widział to oburzenie na twarzy Alexandra.
        Wymusił na nim podanie imienia, nie spodziewając się, że kolejne pytanie - to o rodzinę - będzie wymagało tłumaczenia. Zwalił to na cios w głowę, bo przecież nie można być aż tak niedomyślnym. Był jednak zadowolony wieścią, że jego ofiara ma żonę i dzieci - to zawsze ułatwia negocjacje. Samotni mężczyźni nie byli tak chętnie wykupywani jak ojcowie rodziny. Trzeba było mu to tylko uświadomić.
        - Ależ naprawdę nie rozumiesz? - zapytał jakby brak domyślności Nemorianina naprawdę go bawił. - Alexandrze… - zaczął, ale przerwał, gdy jeniec zaczął się krzywić i łapać za głowę. Momentalnie spoważniał - z jego twarzy zniknął ten cwaniacki uśmieszek, a postawa nie była już taka nonszalancka. Wyciągnął ręce, by asekurować Alexandra i czujnie mu się przyglądał.
        - Zawołajcie Maihiri - zwrócił się do ludzi przy drzwiach, ledwie obracając w ich stronę głowę. - A ty usiądź.
        Nie czekał aż jeniec wykona polecenie sam. Złapał go za rękę i ramię i posadził go na sienniku. W międzyczasie spomiędzy wszystkich zebranych w niewielkiej celi to wąsacz, którzy wcześniej ofuknął Nemorianina za głośne zachowanie, wyszedł, by poszukać osoby, którą życzył sobie tu mieć herszt.
        - Połóż się - rozkazał Rüzgarshams, gdy Alex już siedział. - Nic ci nie zrobię, połóż się - ponaglił go. I naprawdę nie zamierzał go dalej terroryzować swoim zachowaniem: gdy Nemorianin się położył, elf tylko kucał obok niego i mu się przyglądał. Zwrócił uwagę, że hrabia nagle zbladł tak, że aż zsiniały mu usta. Niemniej… Nie mógł się z nim pieścić, to nie tak działała niewola…
        - Póki jesteś dla mnie coś wart, nic ci się nie stanie, będę o ciebie dbał - wyjaśnił tonem, jakby podawał zasady jakiejś gry. - Wezwałem do ciebie naszą medyczkę, zajmie się twoją głową. Zamierzam wysłać do twojej rodziny żądanie okupu. Jeśli zapłacą, będzie to dla ciebie tylko jedna z wielu przygód do opowiadania dzieciakom jak podrosną. Jeśli nie, cóż, sprzedam cię na targu niewolników, by cokolwiek z ciebie mieć. Zrozumieliśmy się? - zapytał na koniec, mrużąc oczy jak drapieżny kot.
Awatar użytkownika
Alexander
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Alexander »

Alex był paniczykiem, przyzwyczajonym do wygód i tabunów służby. Nigdy nie spał pod gołym niebem. Jeśli już nocował gdzieś z dala od cywilizacji, to w wielkim namiocie, wyposażonym we wszelkie wygody. Znał teorię przetrwania, ale w praktyce nigdy nie musiał jej stosować. Był wygodnicki i leniwy. Nie potrafił gotować ani sprzątać, wszystko co się dało robili za niego inni. On bawił się, jeździł konno, spotykał z przyjaciółmi i kochankami. Czytał książki, grał na fortepianie, pisał listy i podróżował. Normalnego życia nie znał w najmniejszym stopniu, bo nie musiał. Wolał się stroić i perfumować. Nie oznaczało to jednak, że był bez serca. Szanował ludzi, którzy dbali o niego i się nim zajmowali. Po prostu nie znał innego życia niż to w luksusie.

Sytuacja go przytłoczyła. Za dużo się działo. Począwszy od roztrzaskanej głowy, skończywszy na osaczającym go mężczyźnie. Spadł na niego grad wydarzeń, którego pewnie nie zniósłby żaden "porządny" arystokrata. Dopiero teraz dotarło do niego, że ma do czynienia z porwaniem. Wcześniej jakoś niespecjalnie potrafił połączyć ze sobą elementy. Mimo dudnienia w głowie doskonale rozumiał co się do niego mówi. Niestety co do bandyty nadal miał mieszane uczucia. Łatwiej by było po prostu uznać go za złego i już. Tyle, że ten tu nie zachowywał się jak "zbójnik" z opowiastek. Alex był dla niego towarem, cennym, ale jednak nadal towarem. Trudno było to jednak połączyć z tym co robił. Nemorianinowi wydawało się, że i tak powinien go traktować jak worek (wartościowych) ziemniaków. Gadkę o tym, że jest jeńcem i chcą za niego okup mógł przekazać każdy i to w zdecydowanie bardziej brutalny sposób.

Nie oponował przed położeniem się. Dłuższe stanie prawdopodobnie skończyłoby się wymiotami. A nawet w lochu arystokracie nie przystało coś takiego.
- To nie jest takie proste - wydusił z siebie ciemnowłosy.
- Nie da się tak po prostu wysłać listu do Otchłani. Potrzebny jest portal, a ja takiego nie stworzę. Cokolwiek napiszę, trzeba to przekazać komuś, kto podróżuje między tym światem, a moim. Nie da się tego załatwić w kilka dni - mówił jednocześnie rozmasowując sobie skroń i przymykając oczy.
- Nie wiem gdzie jestem, więc nie wiem do kogo mam najbliżej. Nawet jeśli zapłacę ci moim majątkiem z Alaranii, to i tak jest na drugim końcu świata. To zajmie... tygodnie.
Awatar użytkownika
Rüzgarshams
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Rozbójnik , Władca
Kontakt:

Post autor: Rüzgarshams »

        Rüzgarshams nie spodziewał się co zaraz usłyszy. Gdy padły słowa “to nie jest takie proste” przypuszczał, że to będzie typowe kręcenie bogacza, który chce się wywinąć. Padło jednak słowo “Otchłań” i to zupełnie zmieniło postać rzeczy. Elf spojrzał na Alexandra czujnie, jakby próbował przejrzeć blef. Później w jego spojrzeniu pojawiło się zrozumienie.
        - Ach… Nemorianin - ocenił. - Stąd masz takie oczy.
        Nie powiedział co prawda jakie, ale w tej uwadze było coś, co sugerowało komplement. Zaraz jednak odpuścił wszelkie inne komentarze. Widać było, że ta informacja była dla niego niezłą zagwozdką. W zamyśleniu nerwowo oblizał wargi.
        - Demonolog może by załatwił sprawę… - mruknął bardziej do siebie niż do Alexandra. Do niego zwrócił się po chwili, obracając na niego spojrzenie. - Coś wymyślimy. Też twoja w tym głowa, by coś wymyślić - zaznaczył, bo wcześniej przecież wyraził się jasno: jeśli nie uzyska okupu, sprzeda swojego jeńca do niewoli i nic go nie będzie obchodził jego dalszy los.
        Rozmowę przerwało wejście nowej osoby do celi. Była to Mahinka w barwnej szacie - spodniach podobnych do tych, które miał na sobie Alex i w mocno zabudowanym staniku. Kształty miała bardzo zmysłowe - szerokie biodra, mocne nogi, duży biust, nawet jej usta były bardzo pełne, a potargane włosy bujne. Nie była typem arystokratki, a raczej wiejskiej piękności - takiej, co to jedni pochwalą za wygląd, a inni za robotność, wszyscy zaś ocenią, że jest doskonała do rodzenia dzieci, choć w jej oczach była wyższość, która sugerowała, że nikomu nic do jej łona i nie da się zagonić w typowe kobiece obowiązki.
        - Wołałeś mnie, Rüzgar - odezwała się do elfa, stawiając na ziemi wielką torbę, którą ze sobą przytargała. Blondyn nie odpowiedział, jedynie wstając kiwnął głową w stronę Alexandra. Ona odpowiedziała również bez słów, tylko potakując głową. Przeniosła swoją torbę bliżej i usiadła obok jeńca, krzyżując przy tym nogi. Czuć od niej było zapach kadzidlanego dymu.
        - Co się stało? - zapytała, pytanie kierując do Nemorianina. Głos miała niski, ale akcent ładny, jakby pochodzi z wyższych sfer.
        - Zostawcie nas, nie lubię widowni - rozkazała wszystkim w celi i o dziwo została wysłuchana. Pierwsi na zewnątrz wyszli wojownicy w szarych szatach, a Rüzgar za nimi, niechętnie. W progu jeszcze rzucił, że wróci później i dopiero wtedy zostawił lekarkę samą z pacjentem. Kobieta bez słowa komentarza ani wyjaśnień zaczęła odwijać bandaże na głowie Alexandra.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wielka Pustynia Słońca”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość