Renidia[Renidia] Zacząć życie od nowa

Renidia znajduje się na Nizinie Arkadyjskiej. Stolica jest zamieszkana przez najróżniejsze rasy. Miasto jest równowagą pomiędzy Rododendronią zamieszkaną głównie przez ludzi, a Rapsodią, której mieszkańcy to głównie czarodzieje, elfy, czy naturianie. W Rendiii schronienie znają także zwierzołaki, a nawet wampiry. Dzielnice nie są podzielone na elfie, czy ludzie. Rasy mieszkają obok siebie w zgodzie. Renidia jest chyba jedynym państwem w tej części świata, gdzie nie panują podziały rasowe.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 62
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Najemnik , Ochroniarz , Rzemieślnik
Kontakt:

[Renidia] Zacząć życie od nowa

Post autor: Talen »

To co czuł po wyrzuceniu z pałacu w Na'Zahirze sprawiło, że przez wiele dni żył w postaci pantery. Polował i jadł jak dzikie zwierze. Chciał zabijać, rozrywać na strzępy inne zwierzęta, ale jego racjonalny rozum nie pozwalał mu na to. Niszczył więc drzewa ścierając pazury, warczał i ryczał, aż w końcu cała złość zeszła z niego i zaczął zastanawiać się co dalej. Gdy powrócił do ludzkiej postaci na horyzoncie widział Teravis. Był już w środkowej Alaranii. Nie miał za wiele pieniędzy, był zmęczony psychicznie. Jedyną rzeczą, która trzymała go przy życiu była myśl o matce.

Dotarł do miasta i zaczął szukać pracy. Pracy, która zaprowadziłaby go na północ. Zatrudnienie się jako ochrona karawany było więcej niż proste. Tak dotarł do Meot. A z każdą przebytą stają zmieniał się. Snuł plany na przyszłość. Wyobrażał sobie spotkanie z ukochaną matką. Wiedział, że odnalezienie jej może potrwać. Wiedział też, że może już nie żyć, ale postanowił skupić się na pozytywach. Iść do przodu już nie jako zgorzkniały i wredny najemnik, ale jako ktoś więcej. Zaczął doceniać miłe towarzystwo i podróż samą w sobie. Z Meot ruszy do Kryształowego Królestwa. Wśród elfów odnalazł spokój. Zmienił się nie do poznania. Dalej czekał go Adrion, a potem przeprawa przez góry. Ta okazała się najtrudniejsza. Śnieg, okrutny mróz i rana na nodze sprawiły, że ledwo dotarł do Nowej Aerii. Niestety nie odnalazł tam matki, dowiedział się jednak gdzie jest. Od razu chciał ruszyć do Renidii, niestety przeprawa przez góry wywołała u niego zapalenie płuc. Dochodził do siebie przez pięć długich tygodni. Opiekowały się nim kapłanki, niektóre pamiętały go jeszcze z czasów dzieciństwa, choć minęło tak wiele lat.

Gdy wydobrzał ruszy do Renidii. Zabrał się z rodziną kotołaków. Mąż był bednarzem, żona krawcową. Mieli bliźnięta. Sashę i Nadię. Dziewczynki miały jakieś 8 lat. Początkowo dziwnie czuł się w obecności dzieci, ale dość szybko się do nich przyzwyczaił. A w końcu polubił ich obecność, był jak dobry, rozrywkowy wujek, który bawił się z nimi, przemieniał się w panterę i pozwalał targać za uszy. W końcu dotarli do miasta, a Talen czuł, że się boi.

Według wszelkich informacji jego matka mieszkała w średniozamożnej, ale malowniczej dzielnicy miasta. Było tu dużo drzew, ładne domy z pomalowanych na jasno cegieł, często obrośnięte roślinnością. Ciemnozielone okiennice ładnie wpasowywały się w klimat. Drzwi jej domu wykonane były z jasnego drewna. Zapukał, ale nie otworzyła mu kobieta, którą znał przed laty, a mężczyzna. Miał bujne rude włosy i brodę. Za jego plecami stała dwójka dzieci. Nastoletnia dziewczynka i około sześcioletni chłopiec. Panterołaka zamurowało, chyba pierwszy raz w życiu zapomniał języka w głębie.
- Talen! - rudowłosy mężczyzna rzucił się na chłopaka z uściskami.

Później okazało się, że Elena wyszła za mąż, a ów mieszkaniec domu był je towarzyszem życia. A dzieci stojące w głębi domu to jego rodzeństwo. Dzieci Eleny i Roberta. Rob wiedział o Talenie wszystko, Elena opowiedziała mu o swoim synu, więc od razu go rozpoznał. Panterołak został ugoszczony w ich domu, dopiero godzinę później po raz pierwszy od lat zobaczył swoją matkę. Nie zmieniła się. Odrobinę postarzała, owszem, miała kilka zmarszczek, ale nadal była piękna. Talen rzucił się w jej ramiona jak dziecko, płacząc i przepraszając za wszystko co zrobił. Za to, że go nie było, za to co czynił, kiedy odszedł, za to, że nie pisał, nie odwiedzał. Ale dla Eleny tych wszystkich lat jakby nie było. Najważniejsze, że jej syn wrócił do domu.

Talen zamieszkał z matką, jej mężem i rodzeństwem. Oczywiście nie mówił do Roberta tato, ale bardzo się polubili. A dzieciaki były nim zafascynowane. Natalie miała trzynaście lat, a Bernard, sześć. Talen dostał do dyspozycji strych, który wcześniej służyła za skład starych rzeczy. Wyczyścił pomieszczenia, odremontował i urządził. Zatrudnił się jako stolarz w dzielnicy rzemieślniczej. Pilnował dzieciaków, kiedy Robert i jego mama byli w świątyni. Uczył je. Zabierał na wycieczki do lasu. Opiekował się jak najlepiej potrafił. Polował, przynosząc do domu świeże mięso. Część sprzedawał, nauczył się wyprawiać skóry i futra. Pomagał w świątyni. Pracował więc na kilka etatów, ale był szczęśliwy. Najszczęśliwszy w życiu. Miał dach nad głową, kochającą go rodzinę, pracę o której zawsze marzył. Matkę blisko siebie, której na reszcie mógł pomóc finansowo. Wszystko układało się naprawdę dobrze.

To był bardzo ciepły dzień początku lata. Świat wreszcie się zazielenił, w korony drzew wróciły ptaki. Choć w rzemieślniczej dzielnicy nie było tego aż tak widać. Tutaj było głośno, a drzew nie rosło zbyt wiele. Mimo to, w powietrzu czuć było, że zbliżają się piękne dni. Panterołak był już po pracy. Celowo umówił się ze swoim mistrzem (w cechu mistrzami nazywano tych, którzy ukończyli wszelkie możliwe poziomy nauki rzemieślniczej i prowadzili własne warsztaty), że przyjdzie do pracy jeszcze przed świtem, zrobi to, co będzie miał do zrobienia i wyjdzie wcześniej. Chciał zrobić Nat i Berniemu niespodziankę i zabrać ich za miasto, nad staw.

Kiedy wyszedł ze stolarni miał na sobie tylko tunikę bez rękawów, ciemne spodnie i skórzane buty. Cały był w trocinach. Chociaż zawsze starał się doprowadzić do ładu przed wyjściem, to bez przebrania się i wyczesania włosów i tak z daleka było widać gdzie pracuje. Z resztą i bez tego wszyscy zdążyli go tu poznać. Cieszył się, że mieszka w Renidi, nie w Nowej Aerii. Tutaj naprawdę mógł zacząć swoje życie od zera.
Uznał, że choć wygląda, jak wygląda, przed powrotem do domu wstąpi do karczmy na zimne piwo i coś do jedzenia.
Awatar użytkownika
Kimiko
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Złodziej , Rozbójnik , Łowca
Kontakt:

Post autor: Kimiko »

        Po wydarzeniach w Rododendronii Kimiko miała na pewien czas dosyć ludzi. Nieludzi też, na dobrą sprawę. Bardzo ją rozczarowało to, jak potoczyło się spotkanie z tamtym panterołakiem. Może nie była aż tak zaskoczona natknięciem się na inną panterę, bo nieustanne towarzystwo Setha skutecznie przypominało jej, że nie jest sama, ale wciąż była to w jej oczach niesamowita okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej. Sama nie wiedziała o czym dokładnie, swoją rasę znała doskonale z własnego doświadczenia i w sumie nie potrzebowała czyjejś perspektywy, ale… Po prostu ciągnęło ją do własnego gatunku i tyle. A z tamtym panterołakiem pogadała raptem chwilę, nim zniknął jej gdzieś w mieście, a duma nie pozwoliła jej śledzić go po raz drugi. Wszystko ma swoje granice. Poza tym zaraz napatoczył się Seth z kłopotami na ogonie i tak czy siak musieli zwijać się z miasta.
        Lekko nabzdyczona panterołaczka przebywała w swojej zwierzęcej formie dłuższy czas, oddalając się coraz bardziej od miasta i w końcu skutecznie gubiąc gdzieś Setha. Wiedziała, że prędzej czy później znowu się spotkają, więc nie zależało jej, by wiedzieć gdzie mężczyzna się znajduje, a też irytował ją na tyle skutecznie, że nie zatęskni za nim przez dłuższy czas.
        Samotność jednak nie robiła jej tak dobrze, jak kiedyś. Cóż, wprawdzie zawsze ciągnęło ją do ludzi, ale przez to, że kiedyś była wobec nich ostrożniejsza to nie tak łatwo poddawała się impulsom. A teraz, po zaledwie miesiącu spędzonym samotnie w lasach, odgłosy podróżnych z traktu tak ją kusiły, że panterołaczka mimowolnie zmniejszała dystans, znajdując się w końcu w okolicy pobliskiego miasta. Gdy pewnego ranka zobaczyła mury miejskie, wlazła na drzewo i spędziła jeszcze cały dzień na wpatrywaniu się w przepływające przez bramę fale mieszkańców i podróżnych. Ktoś mógłby jej wytknąć tchórzostwo i opóźnianie nieuniknionego, ale ona tłumaczyła sobie to obserwacją. W końcu wypadałoby wiedzieć, jak miasto nastawia się na inne rasy (w tym zmiennokształtnych). Co z tego, że nigdy nie sięgała po takie środki ostrożności.
        Gdy zapadła noc, a bramy zamknięto, pantera zeszła z drzewa i spędziła ostatnie godziny w tej postaci hasając po lesie i siejąc spustoszenie wśród zwierzyny. Nie polowała, po prostu ganiała dla własnej rozrywki, a to że wszystko, co nie miało kłów, panikowało na jej widok, to przecież nie jej wina. A gdy nadszedł ranek, a bramy otwarto, granice miasta przekroczyła zwykła czarnowłosa dziewczyna. Wyjątkowo nawet nie wyglądała jak obdarta złodziejka, więc zamiast podejrzliwymi spojrzeniami, strażnicy obdarowali ją uśmiechami, nie dostrzegając ogona bujającego się pod płaszczem, ani kłów, skrytych za rozciągniętymi w uroczym uśmiechu ustami.
        Kimiko obnażyła kiełki z zadowoleniem dopiero w głębi głównej ulicy, ściągając płaszcz i upychając go do wiszącej na ramieniu torby. Przed strażnikami nie chciała świecić ogonem, dla zasady, ale w mieście nie zamierzała się kryć; już dawno przedłożyła swoją wygodę nad ryzyko rozpoznania. Czarne spodnie całkiem nieźle maskowały wystającą sponad stanu, ale przykrytą paskiem nasadę ogona, który później jednak bujał się beztrosko za panterołaczką. Dzień był upalny i nawet cienka koszulka z krótkim rękawkiem skończyła zwinięta w supeł na wysokości bioder. Włosy zostały rozpuszczone na plecach, niespecjalnie skrywając wystające z nich czarne uszka, z których jedno błyszczało na dodatek biżuterią. Nie kryła się, ale mało kto zdałby sobie sprawę, jak uważnie zielone ślepia taksują otoczenie. Póki co było jednak spokojnie, a ogon przyciągał nie więcej uwagi niż pasmo odsłoniętej skóry na brzuchu. I dobrze, czyli mają tu przynajmniej kotołaki. Jakoś przeżyje.
        Na ulicach był całkiem spory ruch, jak na tą porę dnia, ale to i lepiej. Uprzejmie przeprosiła mężczyznę, na którego wpadła, szybko czarując go uśmiechem i znikając w tłumie, nim ten zorientuje się, że ma nieco zbyt lekkie kieszenie. Ale później spoglądała z kwaśną miną na małą sakiewkę w swojej dłoni, a ostatecznie rzuciła ją lekkim ruchem do płóciennej czapki, leżącej przed jakimś bezdomnym dzieciakiem pod murami kamienicy. Brzęk monet ocucił chłopca w momencie, ale nim dotarło do niego, że to nie sen i sakwa monet naprawdę spadła mu z nieba, dziewczyna znowu zniknęła między ludźmi.
        Kimiko po prostu przypomniała sobie, że wcale nie jest biedna. Autentycznie o tym zapomniała i teraz dochodziła do wniosku, że chyba pożegna się z kradzieżami na jakiś czas. Takimi codziennymi oczywiście. Bo gdyby trafiło się znów coś pięknego…
        Tym razem naprawdę na kogoś wpadła, popchnięta przez hasające po ulicy bezdomne dzieciaki, którym ktoś dzisiaj zafundował ciepły obiad. Z rozbawieniem pociągnęła za nimi spojrzeniem, a mężczyznę na którego wpadła przeprosiła krótko, nie przyglądając mu się szczególnie. Uderzył ją głównie zapach trocin, a później skupiła się na tym, czy teraz aby to jej nie okradziono. Torba była jednak na miejscu, wciąż zamknięta, więc panterołaczka zamiotła za sobą ogonem i skręciła w najbliższą uliczkę, podświadomie kierując się zapachem świeżego pieczywa, płynącego z pobliskiej piekarni.
Awatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 62
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Najemnik , Ochroniarz , Rzemieślnik
Kontakt:

Post autor: Talen »

Cieszył się na myśl o zabraniu dzieciaków za miasto. Kiedyś dzieci były mu tak bardzo obce. Nie lubił ich, ale prawda była taka, że odcisnęło na nim piętno własne dzieciństwo. Bity, kopany, obrażany przez rówieśników, w dorosłym życiu wolał trzymać się z dala od bachorów. Potem, kiedy poznał swoją ukochaną zupełnie zmienił zdanie, chciał mieć własne. Wierzył, że uda mu się je wychować na dobrych ludzi. Ale kiedy stracił największą miłość, życie wywróciło się do góry nogami. Bycie najemnikiem ułatwiało brak spotkań z dzieciakami. Dopiero w drodze do Renidii zrozumiał, że nie wszystkie "szczeniaki" (a raczej kociaki), są takie złe. Dlatego opieka nad rodzeństwem sprawiała mu radość. Pilnował ich, był odpowiedzialny, ale sam też dobrze się bawił, zupełnie jakby rekompensując sobie wieloletni brak jakiejkolwiek rodziny tuż obok.

Zmierzając do gospody rozmyślał o tym co powinien zabrać na wyprawę, zastanawiał się też jak zareagują dzieci. Ów zamyślenie sprawiło, że wpadł na jakąś kobietę, albo to ona wpadła na niego. Sam nie wiedział. Zdążył chwycić ją tylko za ramię by oboje się nie przewrócili. Od razu rzucił szybkim, ale szczerym "przepraszam". Chciał powiedzieć coś więcej, ale kobieta jak gdyby nigdy nic ruszyła dalej. Talen odwrócił się gwałtownie kierowany instynktem. Od razu dostrzegł, że nie tylko dziewczyna znika w tłumie, ale razem z nią także czarny ogon, który bujał się za jej plecami. Ruszył za nią. To mogła być zwykła kotołaczka, ale wszystkie jego zmysły wręcz wibrowały podpowiadając mu co powinien robić. Przez wszystkie lata życia spotkał na swojej drodze tylko jednego panterołaka. Czyżby ta kobieta miała być drugim?

Skręcił w tą samą ulicę co ona.
- Hej! - krzyknął - Zaczekaj proszę! - głos miał taki jak wcześniej, niski i chrapliwy, ale jego ton się zmienił. Kiedyś jedno słowo wypowiedziane z jego ust wystarczyło, żeby zrozumieć, że nie ma się do czynienia z kimś szczególnie miłym. Teraz było wręcz odwrotnie. Gdy dziewczyna odwróciła się Talen podbiegł do niej lekkim truchtem. Talizmany, które nosił na szyi wyślizgnęły mu się spod tuniki.
- Czy, czy ty... Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale czy jesteś panterołaczką? - spytał wprost. Jego ogon był niespokojny, ale nawet nie starał się nad nim zapanować. Była to oznaka zaciekawienia, nie chęci ataku. Zaś czarne, okrągłe panterze uszy było widać nawet spod bujnej czupryny, bo poruszały się w różne strony, jak gdyby i one chciały dać znać, że z niecierpliwością czekają na to co odpowie dziewczyna. Jej zapach był taki jak Talena, ale ludzie nosili różne dziwaczne amulety, które zmieniały nawet aurę, więc wszystko było możliwe. Mógł się przecież mylić.
Awatar użytkownika
Kimiko
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Złodziej , Rozbójnik , Łowca
Kontakt:

Post autor: Kimiko »

        Kimiko nie przejęła się bardzo tym, że na kogoś wpadła. Zdarza się to w zatłoczonych miejscach, a skoro na dodatek nawet nie służyło to (tym razem) kradzieży, to już w ogóle nie było o czym mówić. Odruchowe przeprosiny ledwie zarejestrowała, a na przyjemnym dla ucha głosie skupiła się dopiero, gdy usłyszała go po raz drugi.
        Za tego rodzaju wołaniem odwróciło się na ulicy kilka osób, w tym panterołaczka. Tylko ona jednak zerkała przez ramię z podejrzliwością w oczach, jako że nie istniało zbyt wiele powodów, dla których ktoś goniłby złodzieja. Rozpoznała jednak mężczyznę po głosie, więc nie miała nic na sumieniu, a później jej uwagę skradł bujający się za brunetem długi czarny ogon. Zatrzymała się, odwracając się w stronę podbiegającego mężczyzny i spoglądając na niego z lekkim niedowierzaniem. Odruchowo powiodła wzrokiem za sypiącymi się z niego trocinami, gdy się zatrzymał, co w jej głowie wyjaśniało zapach, który poczuła, a który najwyraźniej skrywał ten o wiele dla niej istotniejszy. Szybko otaksowała wzrokiem sylwetkę i twarz zmiennokształtnego, zatrzymując spojrzenie na złotych ślepiach z wąską źrenicą. Czy tylko ona miała zielone oczy, czy to po prostu była jakaś męska cecha u panterołaków?
        A to było tylko pierwsze pytanie, które zrodziło się w jej głowie, rozpoczynając lawinę wątpliwości i ciekawości jednocześnie, przez co gdy brunet łapał oddech, ona wyglądała jakby zastanawiała się nad ucieczką, co pewnie i tak zauważyłby tylko inny drapieżnik. Została jednak, co nikogo nie powinno zdziwić, już po chwili przekładając ciężar ciała na obie nogi i najwyraźniej szykując się do rozmowy. Na bezpośrednie pytanie ze strony mężczyzny uniosła zaskoczona brwi, uśmiechając się niepewnie.
        - Już wiem, jak wyglądam, gdy ja niespodziewanie spotkam panterę – mruknęła bardziej do siebie niż do rozmówcy i zdecydowanie ciszej niż on, ale spokojnie mógł ją usłyszeć. Poprawiła torbę na ramieniu, krótko zezując w rozczochrane włosy bruneta, ale ze swojej perspektywy mogła jedynie domyślać się sterczących tam panterzych uszu. Więc chociaż widziała tylko ogon i oczy, nie była tak naiwna by łudzić się, że gonił ją kotołak. To był trzeci panterołak w dość krótkim czasie i dziewczyna powoli zaczynała dostrzegać pewien wzór, przynajmniej jeśli chodziło o mężczyzn. Po chwili westchnęła przez nos i wyciągnęła do niego rękę.
        - Kimiko – przedstawiła się. – Odpowiedź na swoje pytanie chyba znasz – dodała. Bezpośrednie przytaknięcie na swoją rasę jakoś nie przechodziło przez gardło.
        To było jej najbardziej cywilizowane spotkanie z panterołakiem i o dziwo to właśnie trzymało ją ciągle w niepewności. Ten typ wyglądał najmniej groźnie (mówił „proszę”!), ale i tak pilnowała go wzrokiem, mając go w kącie oka nawet, gdy rozglądała się za piekarnią, która ciągle drażniła jej nos, na zmianę z tymi przeklętymi trocinami. Niepokoił ją fakt, że mimo tej kompletnie nierealistycznej sytuacji wcale nie wyczuwa nigdzie zagrożenia. To zwyczajnie nie miało sensu.
        - Miasto jest takie bezpieczne, czy ty taki beztroski? – zapytała, ruszając w stronę upatrzonego kramu kawałek dalej. Młoda dziewczyna, aż czerwona na policzkach od gorąca własnego stanowiska, spojrzała na nią pytająco, a Kimiko wskazała palcem przez szybkę kilka wypieków.
Awatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 62
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Najemnik , Ochroniarz , Rzemieślnik
Kontakt:

Post autor: Talen »

- Talen Aureon - uśmiechnął się i uścisnął rękę kobiety. Czuł się trochę jak przed pełnią, kiedy wzbierało w nim rozentuzjazmowanie. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale spotkanie drugiej pantery, w dodatku kobiety wywołało u niego falę radości. W mieście było wielu ogoniastych, ale kotołaków. Tymczasem miał przed sobą panterołaczę. Kogoś takiego jak on. Miał do niej wiele pytań, ale rzucanie w nią deszczem co, jak, gdzie, dlaczego na "dzień dobry", nie wchodziło w grę. Poza tym autentycznie chciał ją poznać. Taka okazja mogła więcej się nie trafić.
- Renidia jest dość spokojna, pełno tu zwierzołaków i naturian, więc nie mam się czego bać. Z resztą - uśmiechnął się zadziornie - bardziej widzą we mnie stolarza i rzeźbiarza niż panterę.

Przy okazji spojrzał po sobie i dostrzegł, że ilość trocin jaką miał na sobie przekraczała zwykłą normę.
- No... właśnie - stwierdził ni to do Kimiko, ni to do siebie. Odsunął się na bezpieczną odległość i zaczął otrzepywać się z drewnianych otrębów. Siarczyście potrząsnął głową i rękami poczochrał włosy, z których sypały się trociny. Jego fryzura była o tyle dobra, że niezależnie jakby tą czupryną pomachał i tak wracała do stanu, w którym miał po prostu burzę, ułożonych loków. Z włosów pozbył się właściwie wszystkich trocin, z ubrania znacznej większości.
- Wybacz - odezwał się podchodząc znów bliżej - taki zawód.

Oczywiście zwrócił uwagę na to, że Kimiko właśnie wybierała dla siebie wypieki.
- A może to? - wskazał palcem na coś w rodzaju drożdżówki - w środku jest słodki ser, na nim dżem jagodowy, a to są świeże listki mięty. Musisz spróbować! - oznajmił i nim się spostrzegła panterołak trzymał w dłoniach dwa słodkie ciastka. (Za które oczywiście zapłacił). Jedno z nich podał Kimiko.
- Spróbuj, spróbuj - "ponaglił" z uśmiechem.
Awatar użytkownika
Kimiko
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Złodziej , Rozbójnik , Łowca
Kontakt:

Post autor: Kimiko »

        Uścisnęła dłoń panterołaka, wciąż odpowiadając lekkim uśmiechem na jego podekscytowanie. Wysłuchała wyjaśnień o mieście bez komentarza, ale nadal ją dziwiło, że jakiś panterołak mógłby na stałe tu mieszkać. A takie odniosła wrażenie, skoro mężczyzna ma normalną pracę. Stolarz i rzeźbiarz… Ciekawe.
        Zerknęła na niego kątem oka, uśmiechając się pod nosem, gdy Talen otrzepywał się z trocin. Dopiero, gdy pochylił głowę, miała okazję dojrzeć znajomo wyglądające uszka. A więc naprawdę, kolejny panterołak. Na przeprosiny wzruszyła tylko lekko ramionami., jakby nie wiedziała, o czym w ogóle mowa. Nie wyglądała przecież na kogoś kto obraziłby się nawet, gdyby i na nią posypało się trochę wiórów. Poza tym głową była już w piekarni.
        Odebrała zawinięte w pergamin bułki i precla, jednocześnie spoglądając na to, co nagle pokazywał jej Talen. Skrzywiła się minimalnie, słysząc o licznych słodkich dodatkach, ale brunet chyba tego nie zauważył, bo zaraz zarządził degustację i kupił im obojgu po ciastku. Skołowana panterołaczka odebrała wyciągniętą w swoją stronę drożdżówkę, przyglądając jej się z powątpiewaniem na zmianę wypiekowi i Talenowi.
        - Dzięki – powiedziała niepewnie.
        Mężczyzna był tak rozentuzjazmowany, że gotów był jej pewnie wsadzić bułkę do ust, gdyby sama nie spróbowała, więc na pokaz skubnęła kawałek ciastka (ten jeszcze bez żadnych dodatków) i uśmiechnęła się ze skutecznie udaną aprobatą dla wypieku.
        Mogłaby w sumie powiedzieć, że nie przepada za słodkim, ale bułka nie była taka zła i mogła ją przecież ogryźć dookoła, unikając intensywnego środka. Poza tym… panterołak był taki miły, że nie chciała mu robić przykrości. Nie miałaby pewnie wielkich wyrzutów sumienia, ale skoro widziała, jak się facet stara, to przecież nie będzie robiła scen tylko po to, by postawić na swoim. Zresztą, ciastko nie było złe, a ona głodna na tyle, że później i tak zagryzie preclem, więc nie ma co robić szumu.
        - Mieszkasz tu na stałe? – zagaiła między kęsami, drugą ręką upychając swoje zakupy do torby.
Awatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 62
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Najemnik , Ochroniarz , Rzemieślnik
Kontakt:

Post autor: Talen »

Talen i w postaci człowieka miał wielką paszczę, więc zjadł swoją drożdżówkę na jakieś cztery kęsy. Nie miał pojęcia, że Kimiko słodyczy nie lubi, on za to uwielbiał. A jego mama piekła najlepsze ciasta na świecie. Z truskawkami, z agrestem, z wiśniami, z konfiturą malinową i z cudownie słodkim twarożkiem. Odkąd mieszkał w Renidii jego jadłospis zmienił się nie do poznania. Nie żarł już surowego mięsa w lesie, a siadał przy stole z rodziną i spożywał posiłki jak człowiek. Pieczywko, masło, sery, jajka na wszelkie możliwe sposoby, kluski, makarony, sosy, zupy, pieczone mięsa - Talen po powrocie do cywilizacji okazał się "smakoszem". Tak naprawdę po prostu dużo jadł i jadł ze smakiem. Kiedyś jedzenie było mu potrzebne by żyć, dawało energię. Nie miało specjalnego aromatu, struktury. Mięso było mięsem i tyle. Teraz jadł najróżniejsze potrawy i sprawiało mu to przyjemność. Oczywiście, że polował i upolowaną zwierzynę przynosił do miasta. Jego matka robiła z mięsa potrawy, resztę sprzedawał rzeźnikowi i na targu. By po prostu bardziej "łakiem" niż panterą. A podczas pełni, kiedy dostawał kręćka, bawił się do późnej nocy ze swoim rodzeństwem, ewentualnie z dzieciakami kotołaków z sąsiedztwa.

Wpałaszował całe ciacho i dopiero teraz zauważył, że Kimiko męczy się z nim znacznie bardziej niż się spodziewał.
- Nie musisz jeść, jeśli ci nie smakuje - uśmiechnął się. Nie miałby jej za złe gdyby odłożyła drożdżówkę na bok.
- Tak, tak, mieszkam tu z rodziną, do jakiegoś czasu. Większość życia błąkałem się po świecie, ale w końcu postanowiłem wrócić do cywilizacji. Lata temu adoptowała mnie emisariuszka - Elena. Wychowała, a ja i tak uciekłem w świat. Jednak przyszedł taki moment, że nie miałem ani celu, ani rodziny. Więc odszukałem ją i jakkolwiek dziecinnie to nie zabrzmi mieszkam teraz z mamą, jej mężem i małym rodzeństwem. Ale mam dla siebie całkiem duży strych - zażartował.
- A rodzeństwo ma kogo ciągnąć za ogon. Staram się nimi zajmować kiedy tylko mam okazję, odciążyć mamę, w końcu przez tyle lat przysparzałem jej zmartwień. Teraz mam okazję się odwdzięczyć. Z resztą Natalie i Barnard nie są dziećmi zbyt trudnymi w obyciu.
- A ty? Co robisz w Renidii? Odwiedzasz kogoś? Czy szlajasz się po świecie, jak ja kiedyś? - uniósł zadziornie tylko jeden kącik ust.
Awatar użytkownika
Kimiko
Kroczący w Snach
Posty: 218
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Panterołak
Profesje: Złodziej , Rozbójnik , Łowca
Kontakt:

Post autor: Kimiko »

        Ogryzła drożdżówkę dookoła, pochłaniając bezpieczną bułkę i omijając na razie nadzienie. Niespecjalnie się z tym kryła, więc szybko przyciągnęła uwagę Talena, uśmiechając się przepraszająco.
        - Nie przepadam za słodkim – wyjaśniła, wzruszając ramionami, a widząc że mężczyzny nie uraziła, szybko wrzuciła niedojedzone ciastko do papierowej torby, wcześniej wyciągając z niej wielkiego precla. Z zadowoleniem wbiła zęby w znajome pieczywo, przysłuchując się odpowiedzi panterołaka. Dość obszernej, warto zauważyć.
        Nie przerywała mu, gdy opowiadał, nieco zaskoczona wylewnością tego mimo wszystko kompletnie obcego mężczyzny. Mogła jedynie zakładać, że nie bez znaczenia jest jej rasa, ale i tak krótka historia życia nie była czymś, czego się spodziewała nawet po dłuższej znajomości. Ona nigdy o sobie nie mówiła i jakoś do tej pory przechodziło to niezauważone.
        Opierała się o przyjemnie nagrzaną ścianę kamienicy, przyglądając się panterołakowi i nie mogąc powstrzymać się od myśli, że zupełnie nie pasuje do życia, które prowadzi. Może była nieco skrzywiona przez własne doświadczenia, ale prędzej przypisałaby mu rabowanie konwojów na szlakach, niż niańczenie przyrodniego rodzeństwa. A gdyby to ją jakiś dzieciak pociągnął za ogon to przetrzepałaby mu skórę. Dorosłemu właściwie również.
        Gdy rozmowa przechyliła się na jej stronę, dziewczyna zdążyła pochłonąć już precla i połowę innej bułki, którą wyciągnęła w międzyczasie. Wzruszyła ramionami, przełykając ostatni kęs, a później nie mogąc powstrzymać się od odwzajemnienia uśmiechu.
        - Chyba się szlajam – odparła rozbawiona. – Ostatni miesiąc i trochę spędziłam na czterech łapach i brakowało mi miasta. To było najbliżej. Coś wartego polecenia w okolicy? – zapytała z przyjaznym uśmiechem, przyglądając się brunetowi intensywnie, jakby nad czymś jeszcze myślała. O czym, to wydało się z kolejnym pytaniem dziewczyny.
        - Jestem pierwszym panterołakiem, jakiego spotkałeś?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Renidia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość