Oaza Sher-ArumGdzie zielarki trzy...

Nazwa "oaza" jest tutaj zwyczajowa, ponieważ Sher-Arum to miasto zbudowane wokół wielkiego jeziora, utworzonego przez rzekę Nefari. Początkowo był to zespół mniejszych miasteczek, które w końcu zlały się w całość. Zjednoczone pod władzą jednego króla utworzyły miasto-państwo. Stało się to niedługo po tym jak opadł "dym" po rozerwaniu czasu. Teraz jest to wielki ośrodek, z ogromnym pałacem królewskim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Roseline
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 6 miesiące temu
Rasa: Dotknięty
Profesje: Służący , Najemnik
Kontakt:

Gdzie zielarki trzy...

Post autor: Roseline »

Rose zwlekła się z łóżka. Znowu poniedziałek i praca w karczmie w Leonii... Spędzała w ten sposób całe tygodnie. Z reguły była osobą, która nie cierpiała rutyny.
"Hmm... A może by coś zmienić?" - pomyślała.
Praca w karczmie jest dobra. Można mieć jedzenie za grosz, zapewnione lokum na górnym piętrze karczmy... A z drugiej strony podchmieleni wojownicy, dziwne personalia... Z reguły uwielbiała kontakt z nimi ze względu na niezliczoną ilość informacji, jaką mogła od nich wyłudzić.
Pewnego dnia dowiedziała się od miejscowego skryby, że w niewidocznej dla oczu oazie znajduje się wioska. Wioska zupełnie nikomu nieznana.
- Dlaczego? - dopytywała się Rose.
- Cóż... Nikt nie zna jej nazwy. Była pewna znachorka zwana Visenną. Podróżni zwykli nazywać wioskę na cześć jej imienia - Wisena. Działo się tak dlatego, że owa zielarka była wielką czarownicą! Na dodatek tak wielką, że żaden inny czarownik nie mógł jej dorównać. Krążą pogłoski, że zaraziła się i zmarła na czarną ospę na wskutek wizyty u miejscowego felczera, ale ja myślę, że to tylko bujdy - zaczął opowiadać, popijając wykwintnym trunkiem.
- Felczera? Wisena? Nie rozumiem... Czy to daleko stąd? Dlaczego nikt nie pamięta prawdziwej nazwy tej miejscowości? - zaczęła wypytywać z zainteresowaniem.
- Jest to pewna tajemnica, dlaczego tak się dzieje... A za to duża nagroda... Ale nic nie jest za darmo... - Odstawił kufel na stół i popatrzył z przekąsem na Rose.
- O nie! Tylko nie to. Dostaniesz darmowy trunek z najwyższej półki...
Rose zdecydowanie zaczęła wymuszać w jakikolwiek sposób informacje od skryby, zwłaszcza że w grę wchodziła spora nagroda.
- No, już dobrze, dobrze... - kontynuował skryba. - Spora nagroda to jedno, ale niektórzy uważają, że to misja prawie niewykonalna... Przynajmniej nie dla nowicjuszy...
- Dlaczego? - spytała z zaciekawieniem.
- Otóż... Każdy, kto tam idzie, zapomina o swoim życiu... Wszystkie wspomnienia, jakie kiedykolwiek miał... Rodzina, fechtunek, praca... Nikt nie zna nazwy tej miejscowości, bo każdy ją zapomina... Visenna jako jedna z niewielu znała sposób na uodpornienie się na tę tajemniczą chorobę, ale tak naprawdę istnieje jeszcze jeden sposób... Raczej taki dla podróżnych bym powiedział... Napar z jaskółczego ziela... Działa krótkotrwale i nie można go używać cały czas w wiosce, bo powoduje opłakane skutki. Czas jest, powiedziałbym, ograniczony - skwitował.
- No dobrze... Jak się tam dostać?
- Wioska znajduje się trzy staje na południowy zachód od Oazy Sher-Arum, na Pustyni Nanher. Powodzenia.

Rose skończyła rozmowę z podchmielonym skrybą. Skończyła pracę na dziś w karczmie i poszła do swojego pokoju. Otworzyła swój zielnik.
"Jaskółcze ziele... Hmm, jest sposób... Ale jaskółcze ziele uzależnia do takiego stopnia, że człowiek zaczyna mieć halucynacje i omamy..."
- Muszę znaleźć kogoś, kto pomógłby mi znaleźć sposób na rozwiązanie tej zagadki...
Rose zaczęła pakować swój plecak, a następnie poszła do Abila i wyjaśniła mu, że na jakiś czas musi opuścić karczmę.

Rose wynajęła konia u miejscowego stajennego i podążyła konno do Oazy Sher-Arum oddalonej trzy staje drogi od Wiseny. Droga była długa... Musiała znaleźć kogoś, kto pomoże jej znaleźć rozwiązanie tej zagadki.
Awatar użytkownika
Hamartia
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Alchemik , Badacz , Rzemieślnik
Kontakt:

Post autor: Hamartia »

        Wiatr porwał złocące się w słońcu ziarenka, które podczas swej wędrówki muskały niejednokrotnie bladą twarz kobiety o starej duszy. Odziana wyłącznie w bawełniany turban koloru złamanej bieli oraz łachmany wykonane z tego samego materiału stała przed niewielkim, piaskowcowym schronieniem, oglądając się na bezkresne połacie skwierczącej od upału, pustynnej strefy.
        Mimo że nie doświadczała ni ciepła, ni zimna, wiedziała, że warunki, jakie tu panują, nie pozwoliłyby słabym na przeżycie bez odpowiedniego nawodnienia czy osłony przeciwko promieniom słońca mogącym doprowadzić do poparzeń bądź nawet udaru. Musiała również pamiętać, by nieustannie kontrolować oddech, gdyż tym razem - w tym życiu - nie czuła nic. Powietrze przenikało po kryjomu do jej płuc i gdyby nie była świadoma tego, że do funkcjonowania potrzebuje tlenu, rychło poszłaby do piachu (dosłownie i w przenośni), ponieważ obecnie nie była w stanie oddychać instynktownie.
        "Jakie to upierdliwe..."
        Postawiła kolejny krok do przodu, ale tym razem jej stopa zachwiała się, wywinęła na bok i w efekcie ciało alchemiczki zwaliło się prosto na usypane z piasku podłoże. Spróbowała wesprzeć się na rękach, aby przejść do pozycji klęczącej, jednak sypki grunt utrudniał jej to - dłonie zsuwały się śladem drobnych ziarenek. Mogłaby kląć na nie, lecz wiedziała, że to nic nie da. Czuła się niczym bezwolna marionetka, której sznurki urwały się i została zmuszona zejść ze sceny. Ale tylko chwilowo.
        Po kilku próbach zdołała stanąć na nogi. Powłócząc, obrała za cel losowy kierunek, gdyż nie znała tutejszych okolic, a trudno jej było dostrzec jakikolwiek potencjał w rozciągających się dookoła, niezakrzewionych pustkowiach.

        Kilka(naście) upadków i serii fikołków później dostrzegła majaczącą w oddali cywilizację. Ta z każdym krokiem sprawiała wrażenie coraz bardziej rozbudowanej - przed kobietą odsłaniały się liczne szczegóły, mimo że zmierzchało już od dobrych piętnastu minut.
        Choć odległość między nią a oazą ulegała redukcji, mało prawdopodobne, by ktoś szybko dostrzegł zbliżającą się, niezbyt wyróżniającą na tle krajobrazu sylwetkę. I w tamtym momencie, chociaż była już tak blisko, upadła znowu. Nie potrafiła jednak wznieść się po raz kolejny, natychmiast utraciwszy przytomność. Z głodu? pragnienia? przegrzania, a następnie drastycznego oziębienia?
        Ledwie wróciła do życia, a już znalazła się na skraju śmierci.
Awatar użytkownika
Roseline
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 6 miesiące temu
Rasa: Dotknięty
Profesje: Służący , Najemnik
Kontakt:

Post autor: Roseline »

Droga była długa i żmudna... Rose jechała na wierzchowcu, cały czas myśląc o klątwie, która dotknęła wioskę Wisena.
"Cóż poradzić? Sami się nie odczarują", westchnęła w myślach. Dotknęła swoich włosów, które w blasku słońca przybrały odcień jasnego ametystu. Przypomniały jej o zapomnianym dzieciństwie... O wróżce, a także o rodzicach, których nie znała i o swoich narodzinach. W jaki sposób przyszła na świat... Nie znała żadnej odpowiedzi i wróciła myślami do sprawy w wiosce.
"Rose, Rose" - słyszy, ale to na pozór nie jest wołanie kogoś, kogo znała. Ktoś jej nieznany wołał ją na ratunek. Ktoś, kto ją znał... Przynajmniej z imienia.
Zsiadła z wierzchowca. Cel podróży był daleko, jednakże tu i ówdzie rozsuwały się niewielkie stepy prowadzące do równin znajdujących się w pobliżu Pustyni Nanher.
Rose nie znała się na kartografii, nie potrafiła właściwie czytać mapy, którą dał jej jeden znajomy pijak w karczmie. Jedyną alternatywą było dla niej pytanie o drogę napotkanych wędrowców.

Dotknięta weszła do niewielkiego lasu. Trudno to było nazwać lasem sensu stricto. Kilka drzew opierało się na pokrytym mchem i grzybami runie leśnym. Ptactwo przypominało bardziej zgraję sępów czającą się na swoją ofiarę.

"Hmm... Tamci wędrowcy mówili mi, że powinnam skierować się na północ. Tylko że teraz nie mogę zlokalizować kierunku, gdzie mam podążyć, żeby dostać się do Wiseny..."

Zbliżała się siódma wieczorem. Słońce powoli zachodziło, tworząc na nieboskłonie szafirowe i ametystowe arcydzieła. Rose rozważała czasem sposób, w jaki Słońce przemierza drogę po niebie, a w nocy spoglądała na księżyc, który jawił się jako przyjaciel dusz strapionych, wiecznych pielgrzymów, którzy dniem i nocą wędrowali.

Dziewczyna wzięła wierzchowca i sprawnie przypięła go do miejscowego drzewa. Następnie położyła się na runie leśnym i zasnęła w objęciach Morfeusza.

(Sen)
Tej nocy miała sen. Białowłosa kobieta szukająca ratunku dobijała się do drzwi.
Nie, to nie były drzwi. To była pułapka.
Uciekała przed kimś. Nie, to nie była ucieczka. Rose widziała ją, jak szła po piaskach pustyni, jakby coś jej groziło.
Jednakże im bardziej przyglądała się jej, tym lepiej słyszała przynaglający głos.
Nie, to nie pułapka. Jednak kobieta była w śmiertelnym niebezpieczeństwie...

- Cooo... - krzyknęła Rose. Wierzchowiec cicho załkał, zaczął się wierzgać...
- Muszę iść... Białe włosy, Wisena...

Roseline odpięła wierzchowca przymocowanego do drzewa, wsiadła na niego i kierowała się drogowskazem w kierunku Pustyni Nanher. Gdy równinne obszary zdawały się kończyć. Złote piaski pustyni tworzyły fatamorganę tak, że Rose nie mogła odróżnić oazy od góry piasku.
- To będzie trudniejsze, niż się zdaje... - powiedziała sama do siebie.

Wbrew oczekiwaniom Rose nigdzie nie było widać żadnych drogowskazów. Mapa na nic się zdała - nie potrafiła jej odczytać, a co dopiero posługiwać się kompasem.

Spojrzała na Słońce, wodząc palcem po niebie. Znad horyzontu ujrzała kobietę o białych włosach.

- To ta kobieta ze snu! - krzyknęła zdziwiona. - Czy ona może znać drogę do Wiseny?
Podeszła bliżej niej, by ją o to spytać.
Zanim jednak do niej doszła, białowłosa postać upadła na ziemię.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Oaza Sher-Arum”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość