Hrabstwo Ascant-Flove[Niewielka wioska i jej okolica] Moje i Twoje nadzieje

Rozległe ziemie powstałe ze względnie niedawnego połączenia dwóch osobnych hrabstw - Ascant i Flove. Mimo, że położone w niedalekim sąsiedztwie Pustyni Nanher same są żyzne i całkiem gościnne, choć ostatnia głowa rządzącego rodu zaniedbała swoje obowiązki, przez co wiele dróg i mostów nadal wymaga naprawy.
Awatar użytkownika
Nimroth
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Re: [Niewielka wioska i jej okolica] Moje i Twoje nadzieje

Post autor: Nimroth » 3 tygodnie temu

No tak, mógł przecież domyślić się, że wzmiankę o niemożliwości uczesania włosów Sally zrozumie tak, jakby próbował zachęcić ją do tego, żeby zajęła się jego włosami własnoręcznie. I właśnie tak to zrozumiała, otwarcie mówiąc mu, że jeżeli będzie chciał, to może poprosić ją o to, żeby pomogła mu z czesaniem. Z drugiej strony wydawało mu się, że z jego włosami nie jest tak tragicznie, żeby trzeba było je czesać – nie miał przecież pod głową poduszki, która w trakcie snu mogłaby zniszczyć jego fryzurę, zmieniając ją na „poranny chaos”.
Zaczął czuć się… po prostu dziwnie, gdy Sally siedziała tak i po prostu przyglądała mu się, chyba, zbliżając się coraz bliżej miejsca, w którym on sam siedział. Znowu zaczął czuć się jak jakiś eksponat w muzeum – chociaż w jego przypadku nic nie chroniło go przed niepożądanym dotykiem obserwującej go osoby. No, może jedynie siła woli i samodyscyplina osoby, która go obserwuje. Dobrze, że jego słowa wyrwały ją z tego stanu i, chyba, nawet cofnęła się lekko, zanim jeszcze zdecydowała się odezwać.

Czy był głodny? Właściwie, nie był do końca tego pewien. Można powiedzieć, że przecież obudził się niedawno, a przez to mógłby jeszcze nie odczuwać głodu, co poczułby dopiero wtedy, gdy jego ciało rozbudziłoby się w pełni. Już chciał nawet powiedzieć jej, że nie musi od razu przystępować do dzieła i pytać kogoś o śniadanie, bo nie był jeszcze głodny i może zwyczajnie poczekać na to, aż ktoś będzie przyrządzał poranny posiłek dla całej grupy i ich więźnia, jednak… nie zdążył.
Powieka drgnęła mu lekko, gdy Sally krótko krzyknęła, wzywając imię przywódczyni tej grupy. Ta krótka reakcja mogłaby dać dziewczynie do zrozumienia to, że jego słuch jeszcze nie do końca przeszedł z „nocnego czuwania” na zwyczajny, wyostrzony słuch i w konsekwencji był czulszy jeszcze bardziej niż za dnia. Tylko, że lisołaczka nie mogła tego zobaczyć, bo przecież w tym czasie nie przyglądała się białowłosemu. Częściowo też spodziewał się, że takie coś może być powodem niekoniecznie potrzebnych reakcji reszty tej grupy zmiennokształtnych, z których część może nawet nadal spała. I stało się też to, czego po części się spodziewał – najpierw podbiegła do nich Dean (zresztą zawołana Sally), która była równocześnie zaspana i bojowo nastawiona, gotowa od razu rzucić się w wir walki z kimś, kto stanowi zagrożenie dla kogoś z jej drużyny. Po niej pojawili się inni, którzy wyglądali na podobnie zaspanych. Spodziewał się, że przez to wszystko może wywiązać się między nimi jakaś sprzeczka, dotycząca tego, że lisołaczka krzyczy tak, jakby ktoś rzeczywiście jej zagrażał, a tymczasem chciała tylko zadać „głupie” pytanie osobie, która według niej najpewniej znała na nie odpowiedź.
Lisołak siedział cicho, chcąc zobaczyć i usłyszeć, czy poprawnie przewidział przebieg tej sytuacji, jednak na początku zaczęli mówić w tym języku, którego on nie rozumiał (może robili to specjalnie), jednak Sally później odezwała się we wspólnym, a ten język już znał i to nawet bardzo dobrze. Trochę dziwnie było nie usłyszeć podniesionego i narzekającego głosu przynajmniej jednej z osób, które się tu zjawiły, ale przecież nie mogło być też tak, że zawsze musiał mieć rację. Byłby naprawdę głupi, jeżeli uważałby się za osobę nieomylną. Ostatecznie jedynie Dean pozostała w pobliżu, a gdy spojrzała na niego tuż po tym, jak zadała swoje pytanie, on tylko wzruszył ramionami, sugerując jej, że z całą sytuacją ma naprawdę niewiele wspólnego. Jego udziałem w tym było jedynie to, że w ogóle poruszył temat porannego posiłku, który to Sally postanowiła zinterpretować na swój sposób.
         – Mhm… I wolałbym je jeść własnymi dłońmi, jeżeli byłoby to możliwe – odezwał się po dłuższym milczeniu. Wcześniej znowu przez jakiś czas był jedynie obserwatorem, w którego zresztą wcielał się też w czasie wczorajszej kolacji, a przynajmniej do momentu, w którym ktoś się do niego nie odezwał. Nie był przecież kaleką, żeby ktoś musiał go karmić, a chyba nawet więźnia można na chwilę rozkuć, żeby spożył posiłek w spokoju – oczywiście nadal znajdowałby się pod czyimś czujnym okiem, żeby przecież nie próbował niczego głupiego.
         – Jeżeli nie będzie to możliwe, to, cóż… przeżyję to karmienie – dopowiedział. Mimo że mówił to głosem pozbawionym emocji, to chyba można by było sobie wyobrazić, że w normalnym głosie pewnie dałoby się tam wyczuć nutę niezgody i tego, że nadal nie będzie mu się to podobać. Może właśnie to czuł gdzieś wewnątrz siebie, jednak na pewno nie było to słyszalne w jego pozbawionym emocji głosie.
Może jednak się nie mylił? Znaczy, nie usłyszał tego, czego się spodziewał, ale zauważył, że Dean raczej nie była zadowolona całą sytuacją i tym, że Sally zbudziła nie tylko ją, ale też każdego, kto jeszcze spał. Mimo wszystko, całość przebiegła raczej spokojnie – może krzyczenie na nią tylko pogorszyłoby to wszystko… Tego nie wiedział, bo nie mógł zobaczyć na własne oczy, jakby zakończył się taki wybuch złości, który skierowany by był w stronę Sally.

Lisołak przez chwilę przyglądał się kotce, która postanowiła położyć się w ich pobliżu. Mogło wydawać się to trochę dziwne, ale powiedział sam do siebie, że gdyby nie te więzy na nadgarstkach, to prawdopodobnie pogłaskałby ją – jeżeli pozwoliłaby mu to zrobić i nie postanowiłaby go dziabnąć albo podrapać – przeczesując palcami jej, prawdopodobnie miękkie i miłe w dotyku, futro. Tylko, że nie mógł tego zrobić, więc stosunkowo łatwo przyszło mu wytłumienie tego uczucia. Zresztą, wydawało mu się też, że Kotka nieszczególnie za nim przepada, więc może dzięki tym więzom oszczędził sobie nieprzyjemności z jej strony. Nieprzyjemności, które mogłyby go oszpecić, jeżeli coś poszłoby naprawdę nie tak – nie chciałby, żeby na jego twarzy pojawiła się jakaś blizna. Nie mógłby wtedy w pełni korzystać z tego, jak jego wygląd działa na większość kobiet, które spotyka w swoim życiu.
Westchnął cicho, co mogło oznaczać jakąś walkę, którą toczył wewnątrz siebie. Ni zastanawiał się nad tym, czy na pewno chce zacząć z nią rozmawiać. Miałby już nawet do niej pewne pytanie, które wpadło do jego głowy już wcześniej, a konkretniej wtedy, gdy słuchał jej dialogu z Natanem. W końcu podjął decyzję, nadal nie był pewien, czy tego pożałuje, czy może niekoniecznie.
         – To, Sally… Nie pochodzisz może z jakiejś rodziny szlacheckiej? Gdy słuchałem twojej rozmowy z Natanem, odniosłem wrażenie, że może tak być – odezwał się w końcu. Oczywiście, pod słowem „pochodzisz” kryło się to, że jako bardzo młody lisołak została sprzedana takiej rodzinie przez osobę, która ją stworzyła albo oddana takiej rodzinie, gdzie później mogła się wychowywać i przez to przyjąć część zachowań, które były przykładowe dla osób wysoko urodzonych i po których można było poznać taką osobę.

Awatar użytkownika
Dean
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Dean » 1 tydzień temu

        Spojrzała na lisa unosząc brew. To nie był najlepszy moment aby upominał się o swoje prawa - nie kiedy młoda Sally zerwała ją krzykiem z posłania z błahego powodu. Teraz, kiedy okazało się, że żadnego zagrożenia nie było (głodujący facet się nie liczył) najchętniej z powrotem ległaby w szałasiku i zamknęła oczy. Tak. Zamknęłaby oczy, mimo że najładniejszy biały lisołak pod słońcem siedział tuż przed nią, związany, wyspany i w czerni. Och, zamknęłaby je z ochotą. Zakryłaby też sobie uszy, aby nie słyszeć ani jego ani trajkotania Sally. Czy w ich głosach były emocje czy nie, teraz każdy wydawał jej się podobnie irytujący i nie na miejscu. Chyba, że któreś z nich umiało mruczeć. Ale nic na to nie wskazywało.
        - Tym razem, wybacz, nie będziesz jadł własnymi rękami. Niech wystarczy ci własna buźka - odparła nie do końca uważnie. Wolała nie skupiać się na rozmowie, by bardziej się nie denerwować. Wchodzenie w polemikę po przerwanym (a zasłużonym i potrzebnym!) śnie mogło źle się skończyć dla związanej strony. A kto był związany? Czy nie przypadkiem ten, którego chciała do siebie przekonać?
        - Przeżyjesz, o ile Sally wydłubie wszystkie ości - podsumowała i skinęła, zadowolona, że Ni nie będzie robił afery z powodu pewnych niedogodności. Tego by brakowało, by lamentował z powodu karmienia przez zauroczoną nim dziewczynę. Nawet on nie mógł być aż tak pokręcony, nawet jeżeli jego twórcy dawno zlasowali mu mózg. No ale litości! Nawet ona przeżyłaby karmienie przez przystojnego wojownika, chociaż normalnie raczej się z nimi tłukła. Jedzenie to jedzenie. Nie było co wybrzydzać. Szkoda tylko, że Sally za taką obrzydliwą poranną pobudkę dostanie niemalże nagrodę. No, ale co zrobić - nie będzie teraz zawracać innym głowy by ją bardziej ukarać. Karmienie nie-więźnia leżało w obowiązku pełniącego wartę. Mogła też teoretycznie pozwolić mu jeść samemu, ale nie chciała zwracać mu wolności kiedy stróżowały przy nim mniej niż dwie osoby. Zwłaszcza jeżeli jedną z nich była Sally. Może i miała refleks niczego sobie, ale wystarczyła chwila by Lis zrobił jej krzywdę. A czemu miałby tego nie robić? Póki co był dla nich zagadką, a jego działań nie dało się do końca przewidzieć. Wolała przy nim siedzieć sama kiedy miał wolne ręce.
        Oddaliła się, z pewnym żalem zostawiając lisołakom Kicię i mruknęła coś na odchodnym. Do niej czy do nich… tego nie mogli być pewni. Zresztą Sally nie zwracała już na to uwagi, rozanielona wizją karmienia Ładnego Ni. Uch! Pana Ładnego Ni. Jeszcze nie mówili sobie po imieniu!
        Ale kolejny raz napad romantycznych wizji przerwał jej sam zainteresowany (a raczej ten, którym była zainteresowana) i z własnej woli zadał jej pytanie. Pytanie! W dodatku tym swoim zaczepiście-aksamitno-zdysnatsowanym-seksi-głosem. Ooochh, dostawała dreszczy!
        Co nie zmieniało tego jak uważnie słuchała. A wręcz zapisywała w myślach każde jego słowo, w dzienniczku z różową okładką, kaligrafując z całym pożądaniem i każdą kropkę zastępując serduszkiem. Tak słuchała! Kto inny potrafił to robić w ten sposób? No kto? Ale przestała w końcu chwalić samą siebie, bo też doszła do wniosku, że… chyba jednak byli sobie z Ładnym Ni po imieniu. Iiiiiiii! Cała promieniała, ale w tej ekstazie zdarzyło jej się zarumienić na wspomnienie rozmowy z Natanem. Musiał jej przypominać, że słyszał!?

        - Ha ha, cieszę się że pytasz! - Opanowała się jednak i uśmiechnęła promiennie. - To mi w zasadzie pochlebia! Ale nie, nie byłam nigdy szlachcianką ani arystokratką w klasycznym tego słowa znaczeniu. Wychowywali mnie magowie, którzy mnie stworzyli. A oni byli mądrzy i doprawdy znali się na etykiecie! I nauce… naprawdę na wielu rzeczach. Mieli bogatych i wpływowych znajomych. Tak, bardzo wielu gości o wysokim statusie w innych krainach ich odwiedzało. Pokazywali im mnie, więc musiałam nie razić tych "ludzi" swoim zachowaniem. Być może… być może nie oczekiwano po mnie tego co po dzieciach arystokratycznych rodzin, ale niewątpliwie ze wszystkich znanych im lisołaków byłam najszlachetniesza! - Wyprostowała się w siadzie, wyraźnie dumna.
        - Poznałam wiele obyczajów i byłam dobrze traktowana… aż dziwne pomyśleć, że siostrzyczka Dean i Jea wychowywały się w tym samym miejscu. Jeszcze chwila a zostałabym z magami do końca… - Pokręciła głową. - Fuj! Teraz jestem na nich bardzo zła, ale nadal cieszę się z tego jak mnie wychowali. Znam dobrze wspólny i nie obca jest mi podstawa etykiety, różne kultury… to się przydaje! Chociaż przeważnie szlajamy się po jakiś gąszczach i stacjonujemy w lesie. Jak widzisz. - Wskazała teren dookoła z dobitną miną znudzonej księżniczki. Ale więcej nie narzekała.
        - Dlatego tym milej spotkać kogoś kto pochodzi z cywilizowanego środowiska! No i swobodnie mogę rozmawiać z tobą we wspólnym, nie wszyscy tu posługują się nim sprawnie. A ja bardzo lubię ten język! - A może zwyczajnie lubiła umieć coś, co nie każdy inny w grupie potrafił. - A ty? Ty zajmujesz jakąś wysoką pozycję? Byłeś uczony etykiety? Bo wydaje mi się, że musieli się do ciebie przyłożyć. Jesteś w końcu albinosem, prawda? Musiało im zależeć, żebyś był wyjątkowy! No i… jesteś - dodała, nieśmiało spuszczając wzrok na swoje buciki. Uśmiechała się przy tym leciutko i w zasadzie jawnie pokazywała, że siedzenie tutaj, z nim, jest jej bardzo miłe. Nadal jednak nadstawiała uszka, na wypadek gdyby zamierzał wykonać jakiś ruch.

Awatar użytkownika
Nimroth
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nimroth » 1 tydzień temu

Próbował, ale niestety – na pewno ku uciesze Sally – nie udało mu się przekonać Dean do tego, żeby pozwoliła mu jeść własnymi dłońmi. Trudno, nie zamierzał dalej drążyć tematu, bo przeczucie podpowiadało mu, że nawet jak ponowi pytanie, to i tak rezultat będzie identyczny. Ten sam wewnętrzny głos podszeptywał mu też, że rudowłosa zmiennokształtna jest typem osoby, który, gdy już coś sobie postanowi, to nieprędko zmieni zdanie na dany temat. Zostało mu tylko zaakceptowanie tego faktu i pogodzenie się z tym, że przez całe śniadanie będzie czuł się jak jakiś kaleka, który nawet nie może samodzielnie zjeść, mimo że gdzieś w środku będzie miał też świadomość tego, że przecież wszystkie jego kończyny są sprawne, a on jest więźniem, a nie kaleką. P
óźniej Dean opuściła ich, chociaż jej kot został w pobliżu. W końcu sam Ni postanowił rozpocząć rozmowę z Sally, próbując zdobyć o niej jakieś informacje, chociaż sama lisołaczka na pewno widziała to w całkowicie innym świetle i może nawet nie była świadoma tego, jakie zamiary ma tak naprawdę jej rozmówca. Oczywiście, dziewczyna zaczęła odpowiadać na jego pytania, a on słuchał jej odpowiedzi, rozbijając zdania, które wypowiedziała. Dzielił je na te, które powinien zapamiętać, bo znajdują się tam jakieś informacje, których później będzie mógł użyć i na te, które niekoniecznie je zawierają. Chyba jedną z ważniejszych informacji było to, że Dean i Jean zostały stworzone przez tych samych magów co Sally. To oznaczało, że ci zmiennokształtni nie są przypadkową zbieraniną, a znają się – przynajmniej niektórzy z nich się znają, co mogło oznaczać, że od swoich „ojców” uciekły w grupie, a nie osobno. Dlaczego pomyślał, że uciekły? Cóż, według niego nie wyglądały na kogoś, kto może został wypuszczony przez magów, żeby wypełnić dla nich jakąś misję. Zadania takie przeważnie przecież nie były na tyle długie, żeby zmiennokształtni musieli rozbijać obozowisko, przynajmniej tak mu się wydawało, bo w końcu ich stworzyciele raczej nie chcieliby też wypuścić ich na wolność. Wiedział, że coś takiego mogłoby się dziać, jednak jednocześnie wydawało mu się, że takie przypadki są naprawdę rzadkie, zwłaszcza, jeżeli lisołak powstał dokładnie taki, jaki miał być i jak wyobrażał go sobie mag, który odpowiadał za jego stworzenie. Zresztą, to, co powiedziała Sally o tym, że „przeważnie szlajają się po jakichś gąszczach i stacjonują w lesie” jeszcze bardziej utwierdziło go w tym, że są oni uciekinierami i próbują żyć na wolności, najpewniej z dala od magów, którzy ich stworzyli.
         – Ja? Nie, raczej nie. Nie wydaje mi się, żebym był kimś ważnym. Wiem, że jestem dość ważnym dziełem mojego stwórcy, bo wszystko we mnie wyszło mu takie, jakie chciał, żeby było. Ale wiem też, że nie będzie miał też problemu ze stworzeniem drugiego takiego, jak ja w razie… gdybym zaginął albo zginął – odezwał się. Ta króciutka chwila zawahania raczej nie wynikała z tego, że może bał się swojej śmierci albo tego, że kiedyś może zostać zastąpiony, a raczej z tego, że może… szukał odpowiednich słów, żeby to powiedzieć. Nawet jeśli tak, to chyba ostatecznie i tak zdecydował się na bycie bezpośrednim.
         – Nie znam się na etykiecie. Zostałem stworzony do celów, przy realizacji których niekoniecznie potrzebna mi wiedza na ten temat – odpowiedział. To, że mógł czasem sprawiać wrażenie osoby, która ją zna, mogło wynikać po prostu z tego, że czasami jakoś po prostu wie, jak powinien się zachować, co powinien zrobić, a czego niekoniecznie, a także co powinien mówić, a co zatrzymać dla siebie. Zresztą, to i tak drugie zdanie powinno być tym, które mogłoby budzić podejrzenia – w końcu Ni w pełni świadomie powiedział o sobie, jak o jakimś narzędziu i najwidoczniej nawet nie przeszkadzało mu to, że tak o sobie mówi.
         – I przyłożyli się… Mojemu ojcu zależało na tym, żebym wyglądał w pełni tak, jak sobie mnie wyobrażał i żebym miał takie cechy, jakie chciał, żebym miał – powiedział na koniec. Ciągle zdarzało mu się uważać na słowa i chyba będzie tak do końca, bo przecież nie chciał ujawniać komuś z tej grupy tych informacji, o których nie chciał, żeby wiedzieli. Zauważał też te sygnały Sally i jej zachowanie – co zresztą dziewczyna mogła zobaczyć, że widzi – ale, tak naprawdę, nie był nią zainteresowany w sposób, w który na pewno ona była zainteresowana nim. Tak naprawdę, jeżeli nie myliła go pamięć, to… cóż, nigdy nie był zainteresowany kobietą w ten sposób. Zawsze przedkładał inne rzeczy – głównie swoje zadania i służbę Ojcu – nad takie sprawy, a także nad ogólne sprawy związkowe i romansowe, przez co nawet nie zastanawiał się nad tym, jakie kobiety byłyby w jego guście i podobałyby mu się, a także, czy znalazłby taką, która by go zaakceptowała… I teraz też nie miał zamiaru nad tym siedzieć i myśleć, miał inne i ważniejsze sprawy na głowie.

W międzyczasie obozowisko zaczynało budzić się ze snu. Ktoś przyniósł śniadanie, ktoś inny zajął się przygotowaniem go, a jeszcze ktoś inny w tym czasie rozpalił ognisko i przygotował je, żeby można było nad nim piec ryby, o których wcześniej wspomniała im Dean. Nie było trzeba długo czekać, żeby w powietrzu zaczął unosić się zapach pieczonej ryby, a także mieszanki ziół, którymi ta mogła zostać posypana, aby bardziej polepszyć doznania smakowe. Zapach ten mógł też obudzić niektórych obozowiczów, bo Ni zdążył zauważyć, że na terenie polany zaczęło być, jakby tłoczniej, a także pojawiły się nowe, ale równocześnie znajome sylwetki.
Sam białowłosy lisołak nie odzywał się, chociaż obserwował zarówno swoją strażniczkę, jak i osoby, którym zdarzało się przechodzić gdzieś w pobliżu miejsca, w którym siedział. Czując, może, pewność siebie, a także to, że Sally odpowiedziałaby na niektóre pytania, na której raczej nie uzyskałby odpowiedzi od innych, chciał otwarcie zapytać ją o to, gdzie trzymają jego rzeczy… Ale po chwili pomyślał, że to mogłoby być tak ważne – to, żeby nie mówić mu, gdzie może znaleźć swoją broń – że nawet ona nie powiedziałaby mu tego.

Awatar użytkownika
Dean
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Dean » 2 dni temu

        Gdy jej odpowiadał, zwracała ku niemu wypełnione ciekawością oczy, błyszczące tak, jak błyszczą tylko oczy zauroczonej dziewczyny. Szerokimi źrenicami patrzyła to tu to tam - na jego włosy, usta, nos… a kiedy spotykały się ich spojrzenia, płoniła się lekko i uśmiechała, łącząc w sobie postawę nieśmiałej panienki i pewnej siebie łobuziary. I strażnika, bo choć chciałaby, by Ni skrępowany był z innego powodu, to jednak wciąż był więźniem… poniekąd. No i nadal widział ich jako wrogów, mógł więc nadal zaatakować. Zwłaszcza ją, bo przecież wyglądała tak krucho i niewinnie… och, gdyby nie był związany może byłby gotów to wykorzystać! Złapać ją za nadgarstki, szarpnąć i wywrócić na ziemię. Przygnieść ciężarem własnego ciała… pochylić się… poruszyć… a potem…
        Zwiałby.
        Na pewno by zwiał.
        Nie można do tego dopuścić!

        Szczęściem w tym jednym punkcie zgadzały się z siostrzyczką - żadna z nich nie zamierzała dać lisowi uciec. A jeżeli już Dean się uparła to znaczyło, że on tu najpewniej zostanie. Choćby miał nosić kamienne bransolety przez następne lata i stale być pod czyimś czujnym (już zgłaszała się na ochotnika) nadzorem. Wiiii!
        Toż to prawie jak bycie parą!

        Rozochocona i z wypiekami, potrafiła się jednak skupić na jego odpowiedziach. Chciałaby też przy okazji móc rozkoszować się zmianami w tonie jego głosu i przyporządkować je do poruszanych tematów, ale… no, tego to odrobinkę jej poskąpił. Ale może nawet podobał jej się jego bezduszny, przedmiotowy ton, przyjemny dla ucha choć wyprany z jakichkolwiek oznak czułości. O-oczywiście zmieniłoby się to gdyby już byli w związku, przecież nie latałaby za socjopatą bez serca i litości!, ale… ale na razie pozwalała sobie na upajanie się wyzywającym dystansem jaki ich dzielił i tajemnicami, którymi Ładny Ni zasłaniał się przed gorącym dotykiem jej dociekliwości.
        - Och! Ależ na pewno by miał problem! - wykrzyknęła, kiedy wspomniał o tym jak stwórca łatwo mógłby go ewentualnie zastąpić. - Oczywiście wierzę, że jest bardzo utalentowany, ale nawet jeżeli jest się niezwykle mądrym i niezwykle silnym magiem to stworzenie lisołaka to naprawdę coś! Dlatego podziwiam, że wyszedłeś mu tak jak sobie tego życzył, bo to nie łatwe, ale na pewno nie umiałby stworzyć kolejnego takiego. No… bez wielu nieudanych prób po drodze. Wiem o czym mówię. - Pokiwała głową niczym mentorka takich magów, a nie stworzona przez nich lisiczka. - Zresztą wiele cech i tak wychodzi przypadkowo. To, że masz akurat te jakie twój Pan chciał to jedno, ale że niektórych na pewno nie zaplanował to zupełnie co innego. Jesteśmy tworzeni przeważnie do zadań, z tego co słyszę ty i ja byliśmy, więc kiedy możemy je wykonywać detale nie mają znaczenia. Następny mógłby mu wyjść lepszy lub gorszy od ciebie. Znaczy - zająknęła się. - Dla mnie oczywiście nie byliby tacy ciekawi (zapewne), ale jeżeli jesteś skrytobójcą (a wiele na to wskazuje) to tak, zastąpić ciebie do zadania nie byłoby trudno. Tylko wtedy już nie był byś to ty. - Wzruszyła ramionami na tę oczywistość, po czym zmieniła pozycję na w jej mniemaniu nieco bardziej zalotną i znowu zamieniła się w słuch. A z takimi wielkimi uszyskami nie mogło to być problemem nawet dla takiej gaduły.
        - Hmm, więc udawanie wychodzi ci nieźle. Byłam pewna, że się znasz! - skomentowała radośnie gdy skończył, choć nieco zawiodła się, że nie patrzył przy tej okazji na jej nogi. Po co niby tak się wyginała, jeżeli nie zwracał uwagi na jej zgrabne… wszystko! Musiała więc skupić się na ataku słownym i rozmową przykuć do siebie jego uwagę.
        - Mówisz, że aż tyle cech zaplanował? Nie. - Pokręciła głową w zdecydowanym proteście. - Na pewno nie wszystkie. Być może chciał byś był ład… choć to trudno zaplanować. Ale chciał byś był albinosem! - Wycelowała w niego palcem zwycięsko, choć zdaje się wcale nie wygrywała. - Ale lista oczekiwań na pewno nie była tak długa! Rozumiesz: wzrost, głos, stopień posłuszeństwa… - nagle zreflektowała się. - Rysy twarzy! Wyglądasz niezwykle i może tak chciał, ale na pewno nie sądził, że no… będziesz dokładnie taki. To niemożliwe jeżeli… bierze się w końcu dzieci. Można patrzeć jak wyglądają ich rodzice, ale jeżeli wyglądu nie ukształtuje się taką magią życia chociażby, to będzie domyślny, z tylko kilkoma pewnymi cechami. Umysł jeszcze bardziej. Wiesz, czasem mam wrażenie, że magowie głównie na tym powinni się skupić. Chociaż posłuszeństwo można wymusić później albo go nauczyć, a talent magiczny albo rodzaj lisa z jakiego się powstało są już nie do zmienienia, to jednak posłuszeństwo i oddanie są w naszym przypadku chyba decydujące, nie sądzisz? Ale co będę mówić, na pewno wiesz! - Machnęła ręką i uśmiechnęła się, przybierając dla odmiany pozę, w której nic jej nie drętwiało. Przy tym wszystkim Ni mógł zobaczyć, że jest nie tylko żywo nim zainteresowana, ale i ani razu nie patrzyła na niego z troską lub współczuciem, nawet gdy mówił o sobie jak o narzędziu. W zasadzie podchwytywała ten ton i wszystko wskazywało na to, że czuła się z nim swobodnie. A może nie zwracała uwagi. W końcu on tu był. I siedział tak blisko!

        Ale najlepsze dopiero czekało. Kiedy Howl przyniosła im rybki (Jea nie dała rady, bo wszamała większość nim dotarła do celu), Sally zrozumiała jak uprzywilejowano ją decyzją o porannej, a nie nocnej warcie. Śniadanie! Tak Ładny Chłopiec będzie jej z rąk jadł!
        No, może z widelca.
        Zaaferowana zaczęła wiercić się przy półmisku i talerzyku, oglądając zdobycze, zastawę i dostępny arsenał sztućców (cały jeden widelczyk, tak!). Zaraz też fuknęła cichutko, bo nie miała przy sobie serwetki. Czyli ściereczki. Czyli w zasadzie szmatki. Tej ładnej, w piknikową kratkę! Och, przecież nie może tak bez niej… ale znowu, była uziemiona. Rozejrzała się czy może w pobliżu nie ma nikogo niejedzącego, ale wszyscy byli albo zajęci śniadaniem właśnie, albo ich nie było.
        A jak ona ma karmić gościa o takiej klasie bez piknikowej ścierki!?
        Jęknęła cichutko rozumiejąc, że przegrała tę rundę z własnym roztrzepaniem i zaczęła z pewnym żalem oddzielać kawałki mięsa od szkielecików. Szło w miarę łatwo, choć roboty musiało być trochę, bo i rybki niewielkie. Ale mimo tego każdy następny kawałek oglądała z równą nieufnością, pod światło sprawdzała czy nie ma ości, a jeszcze i porcje robiła niewielkie. Dopiero wtedy odważała się podawać je Ni i ostrożnie, przechylona w jego stronę wkładała mu widelec do ust. W sumie można by się bać, bo mimo nadmiaru uwagi jaką poświęcała zajęciu wyglądała także na mocno rozkojarzoną - jak przy gorączce; a ta chyba jej dokuczała, choć nie była natury chorobowej.
        - Smaczne? - dopytywała. - Powinny być! Są świeżuteńkie! W żadnej tawernie nie znajdziesz tak dobrych! To akurat zaleta biwaków. Tylko pogryź dobrze! Och, wybacz że tak, wiem, że umiesz jeść, ale w razie czego… och, nie chcę by było na mnie! Oczywiście to ostatecznie wszystko wina siostrzyczki Dean, bo ona cię związała, ale widzisz, to ze mną nikt się już nie umówi jeżeli dowiedzą się, że udławiłam Pięknego Chłopca na pierwszej randce. Znaczy śniadaniu! Śniadaniu! Ale to by było okropne! - Zakrzątnęła się i na chwilę przestała go karmić, by samej skubnąć odrobinkę białawego mięska. Była przy tym mocno skupiona na własnych myślach, bo nie zauważyła chyba, że używa tego samego widelca, który wcześniej dotykał ust lisołaka. Och, gdyby tylko wiedziała!

ODPOWIEDZ

Wróć do „Hrabstwo Ascant-Flove”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość