Irrasil[Irrasil] Skradziona Moralność

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
Awatar użytkownika
Seviere
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Dotknięty
Profesje: Chłop , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Seviere »

        Seviere uśmiechnął się mogąc uścisnąć dłoń mężczyzny o imieniu Max. Szczególnie zaskoczył go fakt, że przyznał się do posiadania znajomego w lombardzie, o którym, nawet nie wiedział czy jeszcze działa. Czyżby ten znajomy był kimś w rodzaju informatora? Savi słyszał, że strażnicy lubili zawierać szemrane znajomości do większych celów. Ciekawe jak będzie w tym przypadku.
        Max zadał parę pytań, które wydawały się być dość oczywiste, ale Savi i tak poczuł lekki niepokój. Nie dlatego, że wydały mu się podejrzane, tylko dlatego, że się musi przyznać do bycia... innym.
        - Nie, nie jestem, pierwszy raz w mieście jestem. Całe życie spędziłem na wsi, a wszelkie imprezy mnie omijały. Jestem... znaczy byłem bibliotekarzem i większość czasu spędzałem przy księgach - Savi odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie mógł kłamać, nie potrafił tego robić. Jedynie czego nie dodał, to tego, że po prostu nigdy go nigdzie nie zapraszano. Był tyle razy pominięty przez rówieśników, że skupił się na byciu w kącie zajmując się sobą. Czuł się lepiej w kameralnym gronie, jak przy setkach innych.
        - Raz byłem w cyrku! - rzucił entuzjastycznie przypominając sobie o zdarzeniu sprzed laty. - Znaczy, kiedyś grupą przyjechali do nas na wieś, dwa dni drogi stąd. Więc pewnie później i tutaj zawitali. Lubisz cyrk, Max?
        Max nie odpowiedział, lub nie słyszał pytania, bo nim się Seviere spostrzegł to już byli na miejscu. Z Maxem czas leciał naprawdę szybko. Gdy tylko zauważył szyld z garncem złota, chłop uznał, że chciałby taki podobny do powieszenia. Ładny grawer. Choć już stary.
        Seviere wszedł wraz z Maxem do środka i rozejrzał się. Nie mógł uwierzyć swoim oczom! Cała kolekcja powieści o Izaaku i jego podróży astralnej. Wydanie składające się z pięciu książek, gdzie zestawione razem obok siebie tworzyły obraz Lady Minervy na astralnym łożu! Wszystko namalowane złoto-srebrną farbą a tuż obok jej drewniana figurka w podobnej pozycji. Tylko... Za bardzo roznegliżowana. Nie tak sobie ją wyobrażał, szczególnie nie spodziewał się u niej tak długich nóg. A wystawiona cena zestawu... Dorównywała jej wdziękom.
        - Savi?
        Chłop się obudził słysząc Maxa znowu bijąc się w głowę, że polazł gdzieś myślami.
        - Eee tak no, ten. Umm. Czy mógłby pan pomóc nam odnaleźć Załatwiacza? - zapytał mając nadzieję, że pod jego nieuwagę pytanie nie zostało już zadane wcześniej. - Chciałbym też zapytać czy zna pan elfkę o imieniu Maev. Zadaje się z innymi elfami i kręciła się rano przy wejściu do miasta. Dowiedziałem się, że pracuje tutaj.
        - Co masz na myśli, że zadaje się z innymi elfami? A z ludźmi to nie może? Jesteś rasistą czy jak? Może twój tłusty tyłek nie dostał jeszcze solidnego kopa?
Seviere się zmieszał widząc reakcję elfa i próbował naprawić sytuację, mówiąc, że nie to miał na myśli i że przeprasza, ale kiedy próbował coś powiedzieć to elf kontynuował nieznośne uwagi. Chłop chciał spojrzeć na Maxa by ten coś poradził, ale w kącie pomieszczenia coś błysnęło. Seviere zauważył lustro zawieszone w rogu a w jego odbiciu lekko uchylone drzwi. Seviere odwrócił się i zauważył, że wygląda zza nich niewysoka dziewczyna. Niechlujnie ścięta i blondwłosa elfka miała zmieszany wyraz twarzy. Seviere rozpoznał ją.
- To ona! - krzyknął wskazując palcem na prawo od elfa, trochę bardziej za nim. Gdy tylko podniósł głos, drzwi zatrzasnęły się się co sprawiło, że elf zaprzestał swoich komentarzy i chwycił za coś, co było za jego plecami. Seviere obawiając się broni uznał, że najlepszym wyjściem będzie chwyceniem czegokolwiek w dłoń i rzuceniem w elfa. Tym przedmiotem była podkładka na papier. Nawet nie wiedział jak udało mu się tak szybko zareagować i jakim cudem kant drewnianej podkładki trafiła elfa w oko. Niestety na tym się kończył plan chłopa. Nie wiedząc co dalej czynić zawołał:
- Max!?
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 40
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Drakon
Profesje: Ochroniarz , Wojownik , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max myślał sobie, że ma do czynienia z dużym dzieciakiem, ale przynajmniej szczerym w swoim sposobie bycia. Ten entuzjazm i to jak łatwo ukazywał emocje było całkiem zabawne, choć pewnie jemu to życia nie ułatwiało. Drakon nie był jednak po to, by uczyć go bycia twardym, asertywnym czy cokolwiek w stylu. Mieli sprawiedliwość do wymierzenia…
        O na Prasmoka, to było zaraźliwe.

        W kantorze Max przestał zwracać uwagę na Saviego, skupiony na rozmowie z zadziornym elfem, który za to zwrócił uwagę na to co tak zafascynowało chłopa. Przez jego twarz przemknął krótki grymas ni to rozbawienia, ni to pogardy, który rozmawiający z nim drakon zignorował – całe szczęście, bo by go przeciągnął przez te kraty, gdyby to jego dotyczyło.
        Oddanie głosu Seviere’owi było umiarkowanie dobrym pomysłem. On oczywiście miał najwięcej informacji do przekazania i wyciągnięcia, ale nie za bardzo umiał się tym atutem posługiwać i sporo stracił już przy pierwszym zdaniu. Później też nie szło mu lepiej, ale Max póki co się nie wtrącał, by już całkowicie chłopaka nie podkopać. Widać było jednak w jego postawie pewną nerwowość, a w tym jak łypał na fikającego elfa – irytację. W końcu puściły mu nerwy i w jednej chwili postanowił ogarnąć to towarzystwo. Bez ostrzeżenia walnął otwartą dłonią w ladę tak mocno, że aż podskoczyła stojąca na niej szklanka z herbatą od subiekta. Zresztą sam subiekt też podskoczył.
        - Odpowiadaj jak się pan grzecznie pyta! – huknął. – I schowaj w kieszeń to swoje wrażliwe elfie ego.
        Pojawienia się elfki Maximilaan nie zauważył. Zarejestrował co prawda, że drzwi do lombardu się otworzyły i ktoś wszedł, ale nie zwrócił uwagi ani na rasę, ani na płeć tej osoby. Dopiero okrzyk Seviera skierował jego uwagę na kobietę, było już jednak za późno na skuteczną reakcję. A zresztą… to co odwalił jego towarzysz wymykało się wszelkim schematom. I jeszcze Max miał sprzątać?! No… Nie miał wyjścia. Nauczony szybkiej reakcji ocenił sytuację nim Savi skończył mówić. Powiedzieć, że ten lombard był spalony to mało - elf na pewno im już nic nie powie, bo już wcześniej był źle nastawiony, a teraz mu się nie polepszy. Byle tylko oka nie stracił… Ale patrząc na to jak się wściekał to raczej nic mu nie było. Nie, jego trzeba było zostawić, nim pomyśli o tym by się odwinąć. Na razie dzieliła ich krata i trzeba było z tego skorzystać, wiejąc po prostu w odpowiednią stronę.
        - Na dwór! - zarządził szybko drakon, łapiąc Seviere’a za kapotę i wywlekając go na zewnątrz. Nie zatrzymał się za progiem tylko od razu pobiegł wzdłuż zabudowań w bok.
        - Widzisz ją?! - zapytał. Sam dostrzegł tylko ogóły jej wyglądu gdy łypnął na nią w kantorze, ale mimo to zdawało mu się, że na drugim końcu placu dostrzegł jak mignęła mu taka blond czupryna jak u tamtej elfki. Już chciał ruszyć w pościg… Ale wiedział, że z Savim to daleko nie pobiegnie. Bez urazy - bycie bibliotekarzem zobowiązuje.
        - Leć tam aż pod mur zewnętrzny! - zarządził, wskazując mu kierunek. - Zagonię ją na ciebie!
        I to powiedziawszy Max pchnął chłopaka w odpowiednim kierunku, a sam puścił się sprintem za elfką, która już mu znikała wśród tłumu. Miał nadzieję, że ten wymyślony naprędce plan się powiedzie. Liczył na Seviere’a - że dotrze na miejsce na czas i że nie zabłądzi. Droga była prosta jak drut, więc nie powinien… No i żeby nikt mu w dziób po drodze nie dał!
Awatar użytkownika
Seviere
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Dotknięty
Profesje: Chłop , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Seviere »

Gdy Savi znalezł się na dworze usłyszał od Maxa czy ją widzi.
- Tak! Tam jest! - wskazał palcem w kierunku uciekającej główki pośród kilku innych obywateli miasta. Wtedy został pchnięty przez Maxa. Savi nawet nie miał mu za złe za te popychania. Widać było, że wie co robi! Więc nie zamierzał wtrącać się w plany eksperta. Będzie robił to co mówi, a moze się czegoś nauczy. Jak na razie, Maximilaan był mu teraz najbliższą osobą z całego miasta. Nie chciał zawieść jego zaufania i chęci pomocy.

        Seviere pognał w wyznaczonym kierunku przez swojego nowego towarzysza. Nie mógł go zawieść jak i samego siebie. Czuł, że zbliża się ten moment jak odzyska skradzioną własność i pokaże, że sprawiedliwość zawsze zwycięża. Truchtał pod mur trochę wolniej jak się spodziewał. Burczący żołądek dał o sobie znać, znacząco osłabiając zdolności sportowe chłopa. Nie uważał się za biegacza, ale czuł jak obraz mu się rozmazuje i robi się ciężko na umyśle. Wydawało mu się, jakby ktoś machał przed nim czarną chorągiewką, przysłaniając co rusz pole widzenia. Gdy dotarł na miejsce, oparł się o mur ręką a drugą podtrzymywał się by nie upaść na ziemię. Czuł, że by zwymiotował, gdyby miał czym.
        Łapczywie szukając tchu rozglądał się na boki, gdzie jest elfka i sam Max, nie mógł pozwolić, żeby znów uciekła. Choć zaczynał się obawiać, że kiedy mu się kręciło w głowie mógł zatracić kierunek. Chociaż mur to mur? Prawda?
Savi przełknął ślinę i stanął w pozycji bramkarskiej. Na tym się znał jak nikt. On stał, a inni kopali w niego piłkę miast do bramki. Więcej hecy przy tym wszyscy mieli. Prócz Saviego... Ale nauczył się chwytać piłkę z czasem i miał nadzieję, że teraz też mu się uda.
        Jest! Są! - krzyknął w myślach widząc jak elfka zmierza w jego kierunku. Nie widziała go, byłą zbyt skupiona na patrzeniu przez ramię na Maxa, który był tuż za nią. Seviere znajdując siły by doskoczyć do elfki, chwycił ją uściskiem na misia.
        - Mam cię! Teraz nie uciekniesz - wydyszał krzyżując ręce na jej torsie, przyciskając do siebie, nie pozwalając na ucieczkę, jednak szybko się uwolniła. Jak?
Savi zamiast pojedynczej piłki, chwycił parę.
        - Puszczaj moje cycki spasiony zwyrolu! - krzyknęła.
Savi zamarł w bezruchu, czując jak po jego kręgosłupie przeszedł zimny chłód. Momentalnie zwolnił uścisk.
Gdy elfka tylko to poczuła, zręcznie wyślizgnęła się mu między nogami zwiewając dalej. Nie dość, że teraz elfka mu się wywinęła, to znaleźli się gapiowie, którzy wilczym wzrokiem zmierzyli chłopa. Savi jedynie co mógł... to nic. Skulił się z dłońmi w geście mówiącym: ''to nie ja, złapaliście mnie, lub już wychodzę, przepraszam za najście''.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość