Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max nie był sierotą, która nie byłaby w stanie odrzucić starań kobiety - nawet tak intensywnych jak te teraz. To była jednak kwestia nastroju - gdy był na służbie i musiał działać zdecydowanie to tak właśnie było. Teraz jednak... To była tylko zabawa. A on właśnie przebierał się z damskiej kiecki, która pojawiła się na nim w ramach kary za źle wykonane zadanie. Jak miał zachować powagę i odrzucić stanowczo względy tej starej panny? Znał takie przypadki jak ona - nieudane życie uczuciowe, desperackie korzystanie z pomocy wróżek i szeptuch, a wieczorami modlenie się do księcia z jednej z czytanych książek. Ta tutaj na pewno po kryjomu, z wypiekami na twarzy pochłaniała romanse rycerskie, pasowało to do niej jak ulał. No, może jeszcze awanturnicze... Max nie był do końca pewien co w nim ją skusiło, dlatego nie potrafił określić dokładnej kategorii jest romansideł. Zresztą miał inne zajęcie, bo bibliotekarka była - cóż - bardzo zdecydowana w swoich działaniach. Drakon tylko dzięki temu, że był dużo większy i silniejszy nie przewrócił się, gdy ona dosłownie się na niego rzuciła. I dzięki temu miał szczęście, bo też miała problem sięgnąć jego ust bez jego współpracy, a on wcale do współpracy się nie wyrywał i odchylał głowę do tyłu.
        - Ależ spokojnie... - zaczął nie kryjąc rozbawienia.
        - No nie bądź taki nieśmia… Och, rozumiem, to twoje rycerskie maniery, ale nie musisz się krępować, jesteśmy sami! - zapewniła go gorliwie. Max nie omieszał zerknąć w tym momencie w stronę kryjącej się za regałami Avellany, ale bibliotekarka nie łapała takich subtelności. Przypuściła kolejny atak, tym razem przypierając drakona do ściany. Ten już zaczynał tracić cierpliwość i miał zacząć działać zdecydowanie… Lecz nie miał ku temu okazji. Avellana - która nomen omen nabijała się z niego w najlepsze zza regału - kopnęła Prasmokowi ducha winnego szczura, który z piskiem poleciał… Prosto na włosy bibliotekarki. Ta momentalnie poczuła, że ma jakiegoś pasażera na gapę na głowie i sięgnęła ku niemu…
        - Radzę…
        - AAAAAA!
        Stara panna go nie posłuchała, bo gdy tylko dotarło do niej co siedzi na jej głowie, uciekła z wrzaskiem, nie zważając na to, że zabiera biednego szczura ze sobą, bo ten uczepił się jej włosów jakby od tego jego życie zależało - poniekąd tak było, bo gdyby spadł, mogłoby się to dla niego źle skończyć.
        Tymczasem Max odetchnął sobie z ulgą.
        - To chyba nie był powód, dla których omijałem biblioteki, ale od tej pory na pewno będzie - skomentował, podchodząc do Avellany i odbierając od niej swoje ciuchy. W pośpiechu zaczął je na siebie wciągać.
                - Szybko, zbieramy się i idziemy stąd, zanim tym razem jakiś absztyfikant przyjdzie do ciebie - ni to pogroził, ni to obiecał. - Ale bierzemy ze sobą te księgi, mamy jeszcze czas.
        Zgodnie z zapowiedzią, Max szybko ubrał to, co należało do niego, po czym szybko wymknął się z Avellaną z zaplecza. Słyszał gdzieś w dalszej części biblioteki głos swojej wielbicielki, ale nie zamierzał iść sprawdzić jak ta się czuje, bo jeszcze by to sobie mylnie zinterpretowała. Ciekawe czy jak na następny dzień minie go na ulicy to go rozpozna - tym razem ubranego.
        - Dobra, tu możemy jeszcze chwilę nad tym usiąść - stwierdził, gdy w przedsionku znalazł ławkę w miejscu, gdzie można było jesienią zostawić swoje wierzchnie okrycia, aby nie wnosić wilgoci i błota między księgi.
        - Ze złotem nie zadziałało - przypomniał, choć to nie było chyba konieczne. - Sądzisz, że mamy jeszcze szansę na otwarcie tego? Jeszcze nie widziałem światełka, więc moim zdaniem to nie była nasza ostatnia szansa. Tylko co tu jeszcze można wymyślić, może ty tym razem masz pomysł?
        Widać było, że drakon siedząc nad księgą zerkał to w stronę wejścia między regały, to wyjścia na zewnątrz, jakby spodziewał się jakiś kłopotów z jednej bądź drugiej strony.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 57
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

O ile wcześniej Avellana skrycie chichotała to teraz, po akcji ze szczurem dosłownie wybuchła śmiechem. Mimo to przerażona bibliotekarka zapewne nawet nie zwróciła na to uwagi, w końcu miała ważniejsze sprawy na głowie. Biedny szczur, dotychczas wiódł takie spokojne życie, a tu nagle taka sytuacja. Piekielna zdała sobie sprawę, że w pewnym względzie kobieta i gryzoń byli do siebie nawet podobni. Tyle dobrego, że udało się rozwiązać oba problemy i to za jednym zamachem. Anielicę z tego śmiechu rozbolał brzuch, więc siłą rzeczy musiała się jakoś opanować. Choć Max wcale jej tego nie ułatwiał.

- Och, nie sądzę, żebym miała aż takie branie – stwierdziła żartobliwie. Gdy już oboje wyglądali tak, jak powinni, zgodnie poszli po księgi - przecież nie mogli tego ot tak zostawić. Kto wie, może odejście z zabawy też było obłożone jakąś karą. Avellana jednak nie chciała tego sprawdzać. Akcja z bibliotekarką była zabawna, ale gdyby znowu się przypałętała, zapewne zirytowałoby już Upadłą. Dlatego idąc, miała nadzieję, że nie narobią na tyle hałasu, by ta szybko ich znalazła. Przynajmniej nic nie wskazywało, by zauroczona kobieta miała tu szybko przyjść, więc mogli w pełni skupić się na zagadce. Przyznała rację pradawnemu co do drugiej szansy na jej rozwiązanie i usiadła na ławce.

- Hmm, może przyjrzyjmy się kształtom kluczy – zaproponowała i położyła je wszystkie obok siebie. – Jedyne co je różni to barwa, mają takie same wcięcia… Mają takie same wcięcia…! – nieomal krzyknęła. – To znaczy, że każdy może otworzyć tę księgę, czy też raczej – nie może.

Brunetka westchnęła. Jakikolwiek klucz by nie włożyli, mogło to wywołać kolejną niespodziankę albo przebierankę. Na dodatek widziała zniecierpliwienie mężczyzny, jak założyła. Nie wiedząc co zrobić, ułożyła jeden klucz na drugim. Następnie wzięła na kolana zamkniętą księgę i spróbowała odczytać lekko już wytarty tytuł.

- Zjednoczone Królestwo – przeczytała na głos i zamilkła na dłuższą chwilę kierując wzrok do góry w akcie zamyślenia. – A może… - zaczęła niepewnie. – A gdyby tak wszystkie naraz? – spytała. Możliwe, że powiedziała to trochę za cicho, bo nie otrzymała odpowiedzi od drakona, zwłaszcza, że był on bardziej zajęty obserwowaniem otoczenia. Avellana przewróciła oczami. - Spokojnie, ta bibliotekarka przecież cię nie zje – powiedziała nieco głośniej, szturchając Maximilaana w ramię, by ten zwrócił na nią uwagę.

Ostatecznie zdecydowała się włożyć do zamka wszystkie naraz i tym razem zrobiła to szybko, bez wahania. Zadziałało, charakterystyczny brzdęk tylko to potwierdził. Dumna z siebie Upadła otworzyła księgę, w której były… Nie, nawet nie było żadnych stron, to po prostu kufer wypełniony około dziesięcioma żetonami stylizowany na starą księgę.

- Całkiem pokaźna sumka – mruknęła zadowolona.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Choć Max został wyśmiany przez Avellanę, nie był na nią zły - sytuacja była tak absurdalna, że gdyby dziewczyna zachowała powagę, byłoby z nią coś nie tak, byłaby albo ekstremalnym sztywniakiem, albo jakąś psychopatką. Drakon zresztą sam był rozbawiony i przekonany, że gdyby podobną historię opowiedział mu któryś z jego kumpli ze straży, nie uwierzyłby. Istniał wszak pewien tolerowany poziom absurdu w męskich przechwałkach… Ale to nie tym razem, bo to działo się naprawdę. Co jeszcze wydarzy się tego wieczoru?
        - Miałabyś nawet większe niż ja, ale bibliotekarze to miękkie pały, więc może faktycznie żaden by się nie ośmielił podejść - skomentował bezczelnie, gdy już zbierali się do wyjścia. A gdy już byli w przedsionku i zasiedli nad księgą i kluczami, oddał pełnię inicjatywy dziewczynie. On się już wykazał i wyszło… No może nie źle, ale też nie dobrze. Niech więc teraz wykaże się ona, bo w tym duecie była z pewnością mądrzejsza. Zaraz zresztą zaczęła kombinować z zupełnie innej strony niż on na początku - skupiła się na kształcie kluczy. Wstyd, że on nie spostrzegł, że jeden był zdecydowanie za wąski do zamka, ale hej, nie płacili mu za myślenie tylko za czujność i obijanie mordy tym, których mu wskazali. I tak kilkadziesiąt lat - nic dziwnego, że trochę się rozleniwił umysłowo. Tak, tak to sobie będzie tłumaczył.
        Maximilaan niby się zamyślił, niby rozglądał się na boki, ale cały czas słyszał też co Avellana mruczała pod nosem. Jej troszkę uszczypliwy komentarz na temat bibliotekarki przyjął najpierw na krótko unosząc brwi, a później zerkając na nią kątem oka z dziwnie diabolicznym uśmiechem. Nie odezwał się słowem, zamiast tego w końcu skupił się na niej i rozwiązywanej przez nią zagadce z księgą. Zresztą… już tak naprawdę rozwiązanej.
        - Jesteś genialna! - oświadczył z uznaniem (lecz nadal półszeptem) drakon, gdy razem wygarniali żetony z księgi. I tym razem Max zdecydował się wcisnąć je do swojej sakiewki, choć już praktycznie nie miał na nie miejsca. Już w głowie zaświtała mu myśl, że będzie musiał coś wymyślić na ich przechowywanie, ale nie miał czasu się nad tym zastanowić - w drzwiach prowadzących na zewnątrz właśnie zamigotał ognik-przewodnik.
        - Biegniemy! - zarządził szybko drakon. Sakiewkę upchnął w kieszeni, po czym złapał Avellanę za rękę i nie interesując się zupełnie tym co stanie się z księgą i kluczami, wyciągnął ją na zewnątrz. Biegł za migoczącym punktem szybko spostrzegając, że ten odciąga ich od zatłoczonych ulic w cichą zabudowę mieszkalnych kamienic. Okolica robiła się coraz skromniejsza i mniej zadbana, Maxa nie dziwiło więc, że tu i ówdzie widział ślady jakiś robót. Światełko jednak przed jedną z takich remontowanych kamienic gwałtownie wystrzeliło w górę.
        - Co jest? - mruknął drakon, zatrzymując się. Budynek był cały zabezpieczony rusztowaniami i siatkami, które kiedyś były chyba workami po mące, bo na każdej znajdował się jakiś symbol danego młyna albo inicjały młynarzy. Mieli się do niego włamać?
        - O szlag, patrz - dodał po chwili Maximilaan, bo gdy podniósł wzrok, spostrzegł, że ich przewodnik miga nad kamienicą niczym bardzo duża gwiazda. - To coś chce, byśmy za nim poszli…
        Strażnik bez namysłu podszedł do drzwi wejściowych do budynku, te jednak okazały się być zamknięte na głucho. Co więcej była do nich przybita kartka ozdobiona wzorkiem przypominającym zbierane przez nich żetony.
        - “Każde idzie swoją drogą” - odczytał drakon. - Co za głupi tekst.
        Mimo kąśliwego komentarza Max nie zamierzał stać i czekać. Podszedł do rusztowania i zaczął się na nie wspinać, lecz gdy tylko wspiął się na wysokość jakiś sześciu stóp, deska na której stał dosłownie pod nim pękła i gdyby nie jego refleks, zleciałby nim zdołałby złapać się rurek.
        - Kurna! - syknął. - Trzeba znaleźć drogę nim zaczniemy się wspinać, bo jak tak deska się zarwie pod samym dachem to się zabijemy.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 57
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Rozwiązanie zagadki sprawiło, że upadła odetchnęła - mogli ruszyć dalej. Podobał jej się ten dreszczyk przygody, komplementy od Maxa również niemniej.

- Wiem, ale dziękuję – odparła z nieco zawadiacką miną.

Światełko mające ich zaprowadzić do następnej lokacji pojawiło się ledwo po tym, jak drakon schował wszystkie monety. Gdy tylko chwycił piekielną za rękę, ta odwróciła się jeszcze raz za siebie. Wwidziała jak księga, będąca schowkiem, dosłownie rozpływa się w powietrzu. Przez krótki moment dało się jeszcze widzieć jedynie jej półprzeźroczysty kształt. Co się stało z całą resztą, już nie wiedziała, bo wybiegli z biblioteki.
Po ostatnich miejscach liczyła, że i tym razem będą one w miarę bezpieczne, jednak okolica, do której dobiegli, nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Zwłaszcza budynek przed nimi. Stary, zaniedbany, niby były tu te rusztowania, ale i one nosiły już wyraźny ślad upływu czasu. Najwyraźniej komuś zabrakło funduszy na remont albo nastąpiły jakieś nieprzewidziane konsekwencje życiowe. Avellana spojrzała ku górze - całkiem wysoko ten ich przewodnik poleciał.

- Nie wygląda to najciekawiej – stwierdziła. Budynek nie sprawiał wrażenia zbyt bezpiecznego już z zewnątrz, kto wie, co się działo w środku.

Kobieta również spostrzegła kartkę ze wskazówką, ale chwilę po pradawnym. Podpowiedź wcale jej nie usatysfakcjonowała, choć wyglądała na w miarę prostą, to można było ją zrozumieć na bardzo różne sposoby.

- Mamy się rozdzielić? Może powinniśmy poszukać własnych sposobów na wejście do środka…? – spytała niepewnie, spoglądając na wybite okna, które jednak znajdowały się trochę wysoko.

Nim poczyniła jakiekolwiek kroki, Maximilaan zaczął wspinaczkę po rusztowaniach. Nie wyglądało to najlepiej, wszystko się trzęsło i zgodnie z przewidywaniami upadłej, nim jeszcze zdążyła je wypowiedzieć, drakon ponownie wylądował na ziemi. Na szczęście nie wszedł zbyt wysoko i nic złego się nie stało. Brunetka odetchnęła.

- Myślę, że dobrym pomysłem będzie, jeśli obejdziemy budynek dookoła, może z tyłu są jakieś otwarte drzwi albo niższe okno… - mówiąc to, od razu ruszyła, zaczynając przyglądać się każdej z czterech ścian od dołu do góry.

Gdy prawie obeszła kamienicę, spostrzegła między ziemią o ścianą, średniej wielkości dziurę, która prawdopodobnie kiedyś była piwnicznym oknem, a obecnie jedynym, choć niezbyt komfortowym wejściem do środka. Oczywiście upadła natychmiast zawiadomiła o tym Maxa.

- Spróbuję się tam wcisnąć, mam wrażenie, że schody w środku będą w lepszym stanie niż rusztowanie.

Piekielna pełna zdeterminowana usiadła na ziemi, zwieszając nogi przez otwór, ostrożnie, aby nie podwinąć za bardzo sukienki. Następnie delikatnie się odwróciła, aby móc wrócić w razie zbyt dużej odległości od gruntu. Na szczęście nie było zbyt wysoko. Dotykała palcami podłogi, więc puściła resztki czegoś w rodzaju parapetu. W środku było ciemno i wilgotno, wokół panował zapach stęchlizny. Na dodatek niewiele widziała - szła w połowie po omacku. Odrobina światła wpadała przez otwór, którym weszła, pozwoliło jej to na zlokalizowanie schodów. Ucieszona podeszła ponownie do „wejścia” i zawołała drakona.

- Są schody na górę – obwieściła ucieszona, po czym zmartwił ją pewien fakt. – Dasz radę tędy wejść? – spytała, bo jednak mężczyzna był większej postury niż ona, a otwór aż tak ogromny nie był.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        - No nie wygląda - przytaknął Max, gdy Avellana zanegowała stan bezpieczeństwa budynku. Jego ten widok nie dziwił i jakoś niespecjalnie ruszał. W podobnej walącej się kamienicy mieszkał wiele lat jako dzieciak, a gdy był już dorosły, zdarzało mu się ukrywać w jeszcze gorszych miejscach, więc… Stan tego budynku dostrzegł, ale się nim nie przejął. Przynajmniej nie w swoim kontekście, bo gdyby to jego głowa zaliczyła bliskie spotkanie z odpadającym kawałkiem sufitu, jedynie by zabolało, bał się jednak, że jego towarzyszce mogłaby się stać realna krzywda, na co nigdy nie chciałby pozwolić. Trzeba było więc znaleźć taki sposób dostania się na górę, aby nie ryzykować za bardzo. Wyglądało jednak na to, że pierwsze rozwiązanie jakie przyszło do głowy Maxowi - ze wspinaniem się po rusztowaniu - do najbezpieczniejszych jednak nie należał. Drakon poszedł więc z upadłą poszukać innego wejścia.
        - Może jeśli któreś okno nie będzie zabezpieczone, damy radę wejść - zaproponował. - To wysoko, ale bym cię podsadził… A ja bym jakoś wlazł - dokończył lekko. Mocno wierzył w swoją sprawność i wiedział, że jeśli da radę uczepić się parapetu, bez problemu i co więcej również bez pomocy da radę się podciągnąć.
        Avellana znalazła jednak inne przejście, przez piwniczne okno. Maximilaan kucnął obok tego otworu, w jego opinii niewiele większego niż wejście dla kota. Był sceptyczny, lecz jego towarzyszka podjęła ryzyko i wcisnęła się do piwnicy.
        - I jak tam? - upewnił się, klękając i zaglądając do środka. - Mów mi co widzisz i wołaj gdyby coś było nie tak - zastrzegł, gdy dziewczyna zaczęła zwiedzać wnętrze tej ruiny.

        Kamienica wyglądała na opuszczoną przed laty - wewnątrz na ziemi leżała gruba warstwa kurzu, w kątach walały się śmieci. Pojedyncze meble sprawiały wrażenie uszkodzonych, pewnie dlatego ci, którzy się stąd wyprowadzili, nie zabrali ich ze sobą. Farba ze ścian odchodziła płatami, przypominając chorobliwe liszaje. O dziwo jednak wewnątrz było całkiem ciepło i co najważniejsze sucho, wyglądało również, że nie buszowały tu żadne szkodniki - szczury, ptaki, lisy. Przez byle jak zabite okna do środka przesączało się pomarańczowe światło ulicznych latarni.

        - Ledwo łeb dałbym radę przełożyć przez tę dziurę - przyznał kwaśno Max, gdy Avellana zapytała, czy dałby radę do niej dołączyć. Chwilę milczał, nim ponownie się odezwał. - Może to właśnie o to chodzi? Idziemy równolegle, ty środkiem, a ja na zewnątrz? Po której stronie są schody? Podawaj mi kierunki tak, jakbyś stała twarzą do mnie - uściślił, bo skoro się nie widzieli, nie mogli nawet stwierdzić, o które “lewo” czy “prawo” chodziło.
        Schody w kamienicy znajdowały się po drugiej stronie w stosunku do tej, w którą skierował się Max przy swojej pierwszej próbie wspinaczki. Problem polegał jednak na tym, że tutaj rusztowania miały bardzo wysokie podpory na dole i nawet podskokiem Max nie byłby w stanie sięgnąć pierwszego poziomu desek - spróbował, nie wyszło. Gdy jednak tak skakał bez sensu, dostrzegł coś, co go zaintrygowało w kontekście zagadki.
        - Avell! - zawołał dziewczynę. - W ścianie jest dziura, widzę przez nią jakąś belkę. Byłabyś w stanie ją wysunąć? Gdyby ci się udało, mógłbym się wspiąć wyżej. Cholera, może to na tym będzie polegało? Byśmy sobie wzajemnie czyścili drogę? Spróbujmy z tą belką, jedyną osobą która w tym momencie zaryzykuje obtłuczenie tyłka będę ja.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 57
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avell przemyślała propozycje Maximilaana - brzmiała całkiem dobrze, tylko rzeczywistość nie do końca z nią współgrała. Praktycznie wszystkie okna były szczelnie zabezpieczone. Na szczęście znaleźli jedno otwarte, niewielkie piwniczne okienko.

- Trochę tu ciemnawo – odpowiedziała drakonowi. Wprawdzie promienie lekko oświetlały wnętrze budynku, głównie jednak jego wyższe piętra. – Podłoga jest trochę nierówna i chyba… AGH! – krzyknęła i przez chwilę była cicho. – Chyba… chyba trafiłam w jakiś dołek. – Skrzywiła się niezadowolona i zaczęła wyciągać nogę, co wymagało chwili kombinacji.

Teraz stawiała kroki nieco uważniej. Wcześniej nie pomyślała, ale mogła przecież wpaść znacznie gorzej i skręcić kostkę. Na szczęście dotarła do schodów już bez żadnych wypadków. Westchnęła cicho - nie miała pomysłu, jak inaczej Max mógłby wejść do środka. Niespodziewanie wyszedł z ciekawą propozycją. To mogło zadziałać.

- Trochę do tyłu i na lewo – powiedziała, gdy stanęła z twarzą zwróconą ku okienku, gdzie stał drakon i weszła na parter.

Niewiele to jednak pomogło w tym momencie i Avellana już zaczęła rozmyślać nad jakąś liną, może gdzieś w starych meblach coś by było, ona weszłaby na górę i zrzuciła ją Maxowi. Nieoczekiwanie pojawiła się inna możliwość. Upadła podeszła bliżej ściany, zza której dochodził głos pradawnego. Wysilając wzrok, odszukała szczelinę z belką w środku.

- Postaram się! – zawołała i poszła spróbować popchać ową belkę.

Niestety dla niej również była trochę za wysoko i podskoki także nic nie dawały. Piekielna rozejrzała się po porozstawianych meblach - gdyby udało jej się przesunąć stojącą obok komodę, mogłaby na niej stanąć.

- Chwileczkę, mam mały problem, ale… ugh. – Zaczęła pchać mebel, szło powoli, ale przynajmniej dała radę to ruszyć.

Dźwięk szurania drewna o kamienną podłogę poniósł się echem po całym budynku. Brunetce udało się dotrzeć pod ścianę bez przeszkód. Odetchnęła i weszła na komodę. Na tej wysokość bez trudu popchała belkę.

- Gotowe! – zawołała. – Idę zobaczyć jak stan schodów na wyższe piętro.

Jak powiedziała, tak też zrobiła. Ostrożnie stawiała kroki, ponieważ te schody stawiały bardziej na wymyślność niż trwałość jak w przypadku tych w piwnicy. Każdy stopień niepokojąco trzeszczał, a w połowie się złamał i piekielna spadła. Trochę się potłukła, ale poza tym nic sobie nie zrobiła.

- Schody się załamały, ale może spróbuję wejść jeszcze raz, a jak tobie idzie? – spytała, podchodząc na moment do zabitego dechami okna, aby było ją słychać.

Jak tylko upewniła się, że wszystko w porządku u Maxa, wróciła do walki z niestabilnymi schodami. Mocno chwyciła poręcz i to ją uratowało przed kolejnym upadkiem. Weszła na pierwsze piętro. Było tu praktycznie pusto, jedynie w kącie stała jakaś spora szafa na ubrania. Gorzej z wejściem wyżej, była wprawdzie dziura w suficie, ale z jakiegoś powodu zabrakło schodów. Sądząc po szczątkowym stopniu na górze, kiedyś jednak tu musiały być. Bardziej optymistyczną niespodzianką było zaś okno, niezabezpieczone w żaden sposób na dodatek z wybitą szybą. Wyjrzała przez nie i odszukała wzrokiem drakona.

- Max? Nie za bardzo mam jak wejść wyżej, nie ma schodów! – zawołała.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        - Avell?!
        Słowo honoru, gdyby ten krzyk jego towarzyszki byłby tylko początkiem większych kłopotów, Max był gotów wyważyć z bara drzwi frontowe albo rozwalić tamto okienko i dostać się do środka, by ją ratować. Całe szczęście nie było takiej potrzeby - dziewczyna się tylko potknęła. Drakon odetchnął z ulgą.
        - Ale mnie wystraszyłaś - mruknął, choć przez grubą ścianę mogła go nie usłyszeć. Może nawet lepiej, by nie usłyszała. Max wstał i szybko przeszedł dalej.

        - Avell, ostrożnie, jak się nie da to znajdę inną drogę - upomniał spokojnie swoją towarzyszkę, gdy ta zaczęła czymś szurać, próbując pomóc mu z jego belką. Mógł sobie tylko wyobrażać, że przesuwała jakiś mebel albo skrzynię, ten dźwięk był akurat dość charakterystyczny. Szczerze to wolałby w tym momencie zamienić się z nią miejscami… Wiedział jednak, że zmieni zdanie na kolejnych piętrach, skąd upadek mógłby być już bardzo, bardzo bolesny, by nie powiedzieć, że wręcz śmiertelny. Chyba jednak te schody w środku budynku były bezpieczniejsze.
        - Jest, dzięki! - zawołał do dziewczyny, gdy ta już mu umożliwiła dostanie się na kolejne kondygnacje rusztowania. Wspinał się po nich sprawnie i bez większych przeszkód, choć cały czas szedł takim tempem, aby słyszeć po drugiej stronie swoją towarzyszkę. Rozglądał się też cały czas, by w razie czego dojrzeć jakiś sposób na to, by jej pomóc. Na razie jednak tylko się wspinał.
        Problem pojawił się już po chwili. Nie ma schodów. Max zatrzymał się w połowie podciągania i opuścił na ten poziom, który właśnie miał opuścić, by móc swobodnie rozmawiać ze swoją towarzyszką.
        - Jak to nie ma schodów? Tak w ogóle? - dopytywał. - Ale jakiekolwiek przejście na górę jest?
        Po krótkich konsultacjach z Avellaną wiedział już o dziurze w suficie i o stojącej w środku szafie. Gdyby był teraz z nią, podsadziłby ją albo przesunął tę szafę by po niej wejść, ale wiedział, że ma na to średnie szanse. Nie mógł też wejść do niej przez okno, ponieważ rusztowanie kończyło się za daleko od niego, by nawet po wzięciu rozbiegu mógł złapać za parapet. Niepotrzebne ryzykowanie.
        - Zaczekaj - uznał w końcu. - Sprawdzę, czy nie da rady jakoś z góry ci pomóc. Poczekaj.
        I to powiedziawszy podjął wspinaczkę. Na tym poziomie musiał obejść kamienicę dookoła, aby znaleźć się bliżej pomieszczenia, w którym utknęła Avellana. Niestety, nadal nie miał możliwości, by wejść do środka, bo tutaj dostępu do pokoi broniły prawie że pancerne okiennice z jedynie malutkimi dziurami w kształcie serduszek. Jak w sławojce. Niezrażony drakon zerknął jednak przez nie do środka i zauważył, że dosłownie o samo okno jest oparta drabina. Mógł ją wykorzystać… Tylko potrzebował czegoś, by sięgnąć tym do środka, bo rękę miał za dużą… Padło w końcu na jedną z wąskich desek, które miał pod stopami. Upewnił się, że takowa bez problemu przejdzie przez malutki otwór.
        - Avell, odsuń się od tej dziury, zrzucę ci coś - zakomunikowało głośno, po czym szturchnął deseczką drabinę. Ta zakołysała się i z łoskotem rąbnęła o podłogę, a później zachybotała się na krawędzi dziury prowadzącej niżej i tam poleciała. Huk było słychać pewnie aż na rynku.
        - W porządku?! - zawołał Max. - Poradzisz sobie z nią?
        Max za to miał kolejny problem, na który natrafił dosłownie po rozwiązaniu kłopotów Avell - sam nie miał jak wejść wyżej. Dostrzegł jednak dźwig, do którego przymocowana była pryzma desek. Gdyby tak to opuścić…
        - Avell, czy w środku jest jakaś dźwignia? - upewnił się. Jak nie to chyba będzie musiał leźć wyżej wczepiając się zębami w ścianę. Albo sie wkurzy i rozwali te okiennice.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 57
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellana szurając meblem zagłuszyła to, co tam mamrotał Max, ale skoro nie próbował tego wykrzykiwać raz jeszcze, to uznała, że nie ma powodu do zmartwień. Nie przerwała więc tej czynności, dzięki czemu dała radę pomóc drakonowi.

- Nie ma sprawy – odpowiedziała zadowolona z siebie.

Pozostało jej również ruszyć do góry, tylko po schodach, co wcale nie było takie proste jak w założeniu. Mimo to brunetka dotarła na pierwsze piętro i tym razem to ona potrzebowała pomocy Pradawnego.

- No nie ma! Jest tylko… dziura w suficie – odrzekła i przystąpiła do dokładniejszego opisu jej obecnej sytuacji.

Zgodnie z prośbą mężczyzny zaczekała i jedynie spoglądała na prawie puste pomieszczenie, nasty już raz licząc na to, że przypadkiem znajdzie jakąś wskazówkę albo coś, co mogłoby zastąpić schody. Kusiło ją, aby spróbować użyć szafy w ostateczności, bo wyglądała na dość ciężką.
Ucieszyło, ją, że Maximilaan na coś wpadł. Odsunęła się od otworu i natychmiast powiadomiła o tym swojego towarzysza na zewnątrz. Mimo to, gdy drabina spadła na pierwsze piętro, upadła aż podskoczyła nieprzygotowana na tak wielki hałas. Poczuła, jak jej puls znacznie przyśpieszył, szybko jednak odetchnęła, bo nic złego się nie działo.

- Tak, dam radę! – zawołała pewna siebie.

Zaraz jakby na potwierdzenie swych słów podeszła po drabinę i ustawiła ją ostrożnie, tak by nie spadła. Udało jej się, teraz weszła na drugie piętro bez najmniejszych problemów. Omiotła wzrokiem nowe pomieszczenie i wyglądało znacznie gorzej niż poprzednie. Wprawdzie tym razem były schody, ale sufit wyglądał bardzo niepewnie. Zwłaszcza, że jedna belka zamiast w suficie, w połowie leżała tutaj. Przez dziurę widać było, że to jeszcze nie strych, ale sądząc po coraz gorszym stanie otoczenia już blisko. Praktycznie nic tu nie było poza kawałkami drewna, mnóstwem kurzu i porzuconą w kącie książką przykrytą gęstą pajęczyną. Natomiast przy jednym oknie faktycznie była jakaś dźwignia.

- Jest! – odpowiedziała. – Ruszyć to? – spytała, podchodząc do mechanizmu.

Nie wyglądało to zbyt bezpiecznie, całe podrdzewiałe i pokryte grubą warstwą pajęczyn. Upadła zgarnęła je z krzywą miną, strasznie lepiły się do palców, co było irytujące. Na dodatek po chwili ich twórca i właściciel postanowił sprawdzić, kto niszczy jego dzieło. Wielki, włochaty pająk, nawet uroczy, problem był jednak w tym, że te duże zwykle uchodziły za jadowite.

- Poczekaj chwilę! – zawołała i podeszła po porzuconą książkę. Bez wahania trzasnęła nią stawonoga, który, choć oszołomiony zdołał gdzieś zwiać. – Ugh – westchnęła Avellana. Nie ubiła go, ale przynajmniej w bezpieczny sposób przegoniła, więc ostatecznie wygrała tę rundę.

Zajęła się więc dźwigiem, który zaskrzypiał okropnie i ledwo co się ruszał. Upadła miała wrażenie, że mocniejszy ruszenie dźwigni sprawi, że ta pęknie. Na szczęście poszło dobrze, a deski powoli zjechały do wysokości drakona. Piekielna podeszła do w połowie zabezpieczonego okna i w miarę możliwości wyjrzała przez nie, sprawdzając, czy jeszcze walczyć z dźwigiem. Uśmiechnęła się do Maxa, widząc, że nawet dobrze wycyrklowała. Nie była świadoma, że nie jest sama, wraz z nią wyglądał za okno siedzący na jej ramieniu ptasznik.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max po zrzuceniu Avellanie drabiny sam usłyszał jakiego łomotu narobił i nawet się od tego skrzywił. Jeśli w okolicy był ktoś, kto do tej pory nie wiedział o ich obecności w tej kamienicy… to teraz już na pewno wiedział. Drakon aż zerknął przez ramię, czy ktoś nie stoi na chodniku i go nie obserwuje, ale o dziwo było pusto - zarówno na ulicy, jak i w oknach okolicznych kamienic. Może wcale nie było tak głośno? A może po prostu wszyscy byli teraz na rynku na festynie.
        Ważne, że się udało. Max zerkał przez dziurę, przez którą dał radę szturchnąć tamtą drabinę, czy Avellana dostała się na górę. I tak nie miał jak do niej podejść i pomóc, więc mógł się tylko gapić.
        - Hej, widzę cię - zawołał, odsuwając się trochę od otworu, by jego towarzyszka mogła jakby co namierzyć go przez światło wpadające do środka kamienicy. Później obserwował jej poszukiwania dźwigni, ale niestety, jego pole widzenia było mocno ograniczone. Gdy Avellana oświadczyła, że coś znalazła, on mógł zlokalizować ją tylko na słuch.
        - Spróbuj, raz kozie owsa - zachęcił, bo w sumie nie mieli nic do stracenia. Dziewczyna jednak zwlekała… Albo nie umiała poradzić sobie z tą dźwignią? Nic się w każdym razie nie działo, a na koniec Avell poprosiła go o czas.
        - Coś jest nie tak? - upewnił się. Ostatnie jego słowo zostało zagłuszone przez głośny trzask, jakby Avellana uderzyła jakąś deską albo książką o stół… Ale nie towarzyszył temu żaden krzyk ani inne dramatyczne okoliczności, więc drakon wyszedł z założenia, że to mogło być coś, co miałoby jej pomóc przesunąć dźwignię. Może rąbnęła, by poruszyć zastane tryby? W każdym razie podziałało.
        - Jest, idzie! - zawołał, gdy nad sobą usłyszał chrzęst starego dźwigu. Niech to, oby go udźwignęło. Swoje ważył, w końcu nie był żadnym śmiesznym urzędasem tylko strażnikiem pałacowym, potrafił przywalić i bez broni tak, aby się delikwent nogami nakrył… Ale jak sam niedawno powiedział: raz kozie owsa.
        - Dość! - zawołał. - I odsuń się, gdyby mnie nie utrzymało!
        Po czym bez dalszych zbędnych tłumaczeń - skoczył. Deski i lina jęknęły głośno, gdy nagle zostały obciążone takim dorodnym chłopem jak Max. Ale wytrzymały - chwała niech będzie Prasmokowi. A gdy odzyskał równowagę na chybotliwych bądź co bądź deskach, dojrzał Avellanę, którą miał teraz na wyciągnięcie ręki.
        - Hej, dawno się nie widzieliśmy - zagaił z uśmiechem. Mina mu jednak nieco zrzedła, gdy dostrzegł, że jego towarzyszka ma… pasażera na gapę. Raczej to nie był jej pupilek, a że większość dziewczyn reaguje na pająki wrzaskiem i histerią, wolał jej tego nawet nie mówić. Nie mógł też zostawić tego by się samo rozwiązało, bo jeszcze ta franca dziabnie Avellanę albo ją przestraszy i wtedy dopiero będzie bal. Max szybko zanalizował sytuację i podjął decyzję.
        - Avell, stój jak stoisz, masz paprocha na włosach - zagaił do niej. Trzymając się jedną ręką liny, drugą wyciągnął w stronę swojej towarzyszki. Gest był niby płynny, łagodny, lecz gdy od pająka dzieliła go ledwie stopa odległości, drakon gwałtownie mrugnął, jedno z jego oczu nagle zrobiło się złoto-czarne z pionową źrenicą, a dłoń wystrzeliła szybciej niż atakująca kobra. Max złapał pająka za korpus i nie zastanawiając się wiele, cisnął go za siebie - ponoć te duże potrafiły latać.
        - Wybacz - zwrócił się z uśmiechem do Avellany, gdy było już po wszystkim, a jego oko po jednym mrugnięciu wróciło do normalnego wyglądu. Mógł próbować bez swoich rasowych wspomagaczy, ale wtedy ryzykował, że pająk mu zwieje albo kogoś dziabnie, a tak - miał czystą i pewną sytuację, bo potrafił przewidzieć jego ruchy. Uznając, że nie są potrzebne żadne dodatkowe tłumaczenia, zerknął w górę na belkę, z której zwisała lina dźwigu.
        - Avell, jak wygląda sytuacja u ciebie? - upewnił się. - Ja mógłby spróbować wspiąć się po tej linie na sam dach, o ile nie potrzebujesz mojej pomocy w środku.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość