Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Re: [Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Post autor: Maximilaan » 1 miesiąc temu

        Max nie był sierotą, która nie byłaby w stanie odrzucić starań kobiety - nawet tak intensywnych jak te teraz. To była jednak kwestia nastroju - gdy był na służbie i musiał działać zdecydowanie to tak właśnie było. Teraz jednak... To była tylko zabawa. A on właśnie przebierał się z damskiej kiecki, która pojawiła się na nim w ramach kary za źle wykonane zadanie. Jak miał zachować powagę i odrzucić stanowczo względy tej starej panny? Znał takie przypadki jak ona - nieudane życie uczuciowe, desperackie korzystanie z pomocy wróżek i szeptuch, a wieczorami modlenie się do księcia z jednej z czytanych książek. Ta tutaj na pewno po kryjomu, z wypiekami na twarzy pochłaniała romanse rycerskie, pasowało to do niej jak ulał. No, może jeszcze awanturnicze... Max nie był do końca pewien co w nim ją skusiło, dlatego nie potrafił określić dokładnej kategorii jest romansideł. Zresztą miał inne zajęcie, bo bibliotekarka była - cóż - bardzo zdecydowana w swoich działaniach. Drakon tylko dzięki temu, że był dużo większy i silniejszy nie przewrócił się, gdy ona dosłownie się na niego rzuciła. I dzięki temu miał szczęście, bo też miała problem sięgnąć jego ust bez jego współpracy, a on wcale do współpracy się nie wyrywał i odchylał głowę do tyłu.
        - Ależ spokojnie... - zaczął nie kryjąc rozbawienia.
        - No nie bądź taki nieśmia… Och, rozumiem, to twoje rycerskie maniery, ale nie musisz się krępować, jesteśmy sami! - zapewniła go gorliwie. Max nie omieszał zerknąć w tym momencie w stronę kryjącej się za regałami Avellany, ale bibliotekarka nie łapała takich subtelności. Przypuściła kolejny atak, tym razem przypierając drakona do ściany. Ten już zaczynał tracić cierpliwość i miał zacząć działać zdecydowanie… Lecz nie miał ku temu okazji. Avellana - która nomen omen nabijała się z niego w najlepsze zza regału - kopnęła Prasmokowi ducha winnego szczura, który z piskiem poleciał… Prosto na włosy bibliotekarki. Ta momentalnie poczuła, że ma jakiegoś pasażera na gapę na głowie i sięgnęła ku niemu…
        - Radzę…
        - AAAAAA!
        Stara panna go nie posłuchała, bo gdy tylko dotarło do niej co siedzi na jej głowie, uciekła z wrzaskiem, nie zważając na to, że zabiera biednego szczura ze sobą, bo ten uczepił się jej włosów jakby od tego jego życie zależało - poniekąd tak było, bo gdyby spadł, mogłoby się to dla niego źle skończyć.
        Tymczasem Max odetchnął sobie z ulgą.
        - To chyba nie był powód, dla których omijałem biblioteki, ale od tej pory na pewno będzie - skomentował, podchodząc do Avellany i odbierając od niej swoje ciuchy. W pośpiechu zaczął je na siebie wciągać.
                - Szybko, zbieramy się i idziemy stąd, zanim tym razem jakiś absztyfikant przyjdzie do ciebie - ni to pogroził, ni to obiecał. - Ale bierzemy ze sobą te księgi, mamy jeszcze czas.
        Zgodnie z zapowiedzią, Max szybko ubrał to, co należało do niego, po czym szybko wymknął się z Avellaną z zaplecza. Słyszał gdzieś w dalszej części biblioteki głos swojej wielbicielki, ale nie zamierzał iść sprawdzić jak ta się czuje, bo jeszcze by to sobie mylnie zinterpretowała. Ciekawe czy jak na następny dzień minie go na ulicy to go rozpozna - tym razem ubranego.
        - Dobra, tu możemy jeszcze chwilę nad tym usiąść - stwierdził, gdy w przedsionku znalazł ławkę w miejscu, gdzie można było jesienią zostawić swoje wierzchnie okrycia, aby nie wnosić wilgoci i błota między księgi.
        - Ze złotem nie zadziałało - przypomniał, choć to nie było chyba konieczne. - Sądzisz, że mamy jeszcze szansę na otwarcie tego? Jeszcze nie widziałem światełka, więc moim zdaniem to nie była nasza ostatnia szansa. Tylko co tu jeszcze można wymyślić, może ty tym razem masz pomysł?
        Widać było, że drakon siedząc nad księgą zerkał to w stronę wejścia między regały, to wyjścia na zewnątrz, jakby spodziewał się jakiś kłopotów z jednej bądź drugiej strony.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 2 tygodnie temu

O ile wcześniej Avellana skrycie chichotała to teraz, po akcji ze szczurem dosłownie wybuchła śmiechem. Mimo to przerażona bibliotekarka zapewne nawet nie zwróciła na to uwagi, w końcu miała ważniejsze sprawy na głowie. Biedny szczur, dotychczas wiódł takie spokojne życie, a tu nagle taka sytuacja. Piekielna zdała sobie sprawę, że w pewnym względzie kobieta i gryzoń byli do siebie nawet podobni. Tyle dobrego, że udało się rozwiązać oba problemy i to za jednym zamachem. Anielicę z tego śmiechu rozbolał brzuch, więc siłą rzeczy musiała się jakoś opanować. Choć Max wcale jej tego nie ułatwiał.

- Och, nie sądzę, żebym miała aż takie branie – stwierdziła żartobliwie. Gdy już oboje wyglądali tak, jak powinni, zgodnie poszli po księgi - przecież nie mogli tego ot tak zostawić. Kto wie, może odejście z zabawy też było obłożone jakąś karą. Avellana jednak nie chciała tego sprawdzać. Akcja z bibliotekarką była zabawna, ale gdyby znowu się przypałętała, zapewne zirytowałoby już Upadłą. Dlatego idąc, miała nadzieję, że nie narobią na tyle hałasu, by ta szybko ich znalazła. Przynajmniej nic nie wskazywało, by zauroczona kobieta miała tu szybko przyjść, więc mogli w pełni skupić się na zagadce. Przyznała rację pradawnemu co do drugiej szansy na jej rozwiązanie i usiadła na ławce.

- Hmm, może przyjrzyjmy się kształtom kluczy – zaproponowała i położyła je wszystkie obok siebie. – Jedyne co je różni to barwa, mają takie same wcięcia… Mają takie same wcięcia…! – nieomal krzyknęła. – To znaczy, że każdy może otworzyć tę księgę, czy też raczej – nie może.

Brunetka westchnęła. Jakikolwiek klucz by nie włożyli, mogło to wywołać kolejną niespodziankę albo przebierankę. Na dodatek widziała zniecierpliwienie mężczyzny, jak założyła. Nie wiedząc co zrobić, ułożyła jeden klucz na drugim. Następnie wzięła na kolana zamkniętą księgę i spróbowała odczytać lekko już wytarty tytuł.

- Zjednoczone Królestwo – przeczytała na głos i zamilkła na dłuższą chwilę kierując wzrok do góry w akcie zamyślenia. – A może… - zaczęła niepewnie. – A gdyby tak wszystkie naraz? – spytała. Możliwe, że powiedziała to trochę za cicho, bo nie otrzymała odpowiedzi od drakona, zwłaszcza, że był on bardziej zajęty obserwowaniem otoczenia. Avellana przewróciła oczami. - Spokojnie, ta bibliotekarka przecież cię nie zje – powiedziała nieco głośniej, szturchając Maximilaana w ramię, by ten zwrócił na nią uwagę.

Ostatecznie zdecydowała się włożyć do zamka wszystkie naraz i tym razem zrobiła to szybko, bez wahania. Zadziałało, charakterystyczny brzdęk tylko to potwierdził. Dumna z siebie Upadła otworzyła księgę, w której były… Nie, nawet nie było żadnych stron, to po prostu kufer wypełniony około dziesięcioma żetonami stylizowany na starą księgę.

- Całkiem pokaźna sumka – mruknęła zadowolona.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 1 tydzień temu

        Choć Max został wyśmiany przez Avellanę, nie był na nią zły - sytuacja była tak absurdalna, że gdyby dziewczyna zachowała powagę, byłoby z nią coś nie tak, byłaby albo ekstremalnym sztywniakiem, albo jakąś psychopatką. Drakon zresztą sam był rozbawiony i przekonany, że gdyby podobną historię opowiedział mu któryś z jego kumpli ze straży, nie uwierzyłby. Istniał wszak pewien tolerowany poziom absurdu w męskich przechwałkach… Ale to nie tym razem, bo to działo się naprawdę. Co jeszcze wydarzy się tego wieczoru?
        - Miałabyś nawet większe niż ja, ale bibliotekarze to miękkie pały, więc może faktycznie żaden by się nie ośmielił podejść - skomentował bezczelnie, gdy już zbierali się do wyjścia. A gdy już byli w przedsionku i zasiedli nad księgą i kluczami, oddał pełnię inicjatywy dziewczynie. On się już wykazał i wyszło… No może nie źle, ale też nie dobrze. Niech więc teraz wykaże się ona, bo w tym duecie była z pewnością mądrzejsza. Zaraz zresztą zaczęła kombinować z zupełnie innej strony niż on na początku - skupiła się na kształcie kluczy. Wstyd, że on nie spostrzegł, że jeden był zdecydowanie za wąski do zamka, ale hej, nie płacili mu za myślenie tylko za czujność i obijanie mordy tym, których mu wskazali. I tak kilkadziesiąt lat - nic dziwnego, że trochę się rozleniwił umysłowo. Tak, tak to sobie będzie tłumaczył.
        Maximilaan niby się zamyślił, niby rozglądał się na boki, ale cały czas słyszał też co Avellana mruczała pod nosem. Jej troszkę uszczypliwy komentarz na temat bibliotekarki przyjął najpierw na krótko unosząc brwi, a później zerkając na nią kątem oka z dziwnie diabolicznym uśmiechem. Nie odezwał się słowem, zamiast tego w końcu skupił się na niej i rozwiązywanej przez nią zagadce z księgą. Zresztą… już tak naprawdę rozwiązanej.
        - Jesteś genialna! - oświadczył z uznaniem (lecz nadal półszeptem) drakon, gdy razem wygarniali żetony z księgi. I tym razem Max zdecydował się wcisnąć je do swojej sakiewki, choć już praktycznie nie miał na nie miejsca. Już w głowie zaświtała mu myśl, że będzie musiał coś wymyślić na ich przechowywanie, ale nie miał czasu się nad tym zastanowić - w drzwiach prowadzących na zewnątrz właśnie zamigotał ognik-przewodnik.
        - Biegniemy! - zarządził szybko drakon. Sakiewkę upchnął w kieszeni, po czym złapał Avellanę za rękę i nie interesując się zupełnie tym co stanie się z księgą i kluczami, wyciągnął ją na zewnątrz. Biegł za migoczącym punktem szybko spostrzegając, że ten odciąga ich od zatłoczonych ulic w cichą zabudowę mieszkalnych kamienic. Okolica robiła się coraz skromniejsza i mniej zadbana, Maxa nie dziwiło więc, że tu i ówdzie widział ślady jakiś robót. Światełko jednak przed jedną z takich remontowanych kamienic gwałtownie wystrzeliło w górę.
        - Co jest? - mruknął drakon, zatrzymując się. Budynek był cały zabezpieczony rusztowaniami i siatkami, które kiedyś były chyba workami po mące, bo na każdej znajdował się jakiś symbol danego młyna albo inicjały młynarzy. Mieli się do niego włamać?
        - O szlag, patrz - dodał po chwili Maximilaan, bo gdy podniósł wzrok, spostrzegł, że ich przewodnik miga nad kamienicą niczym bardzo duża gwiazda. - To coś chce, byśmy za nim poszli…
        Strażnik bez namysłu podszedł do drzwi wejściowych do budynku, te jednak okazały się być zamknięte na głucho. Co więcej była do nich przybita kartka ozdobiona wzorkiem przypominającym zbierane przez nich żetony.
        - “Każde idzie swoją drogą” - odczytał drakon. - Co za głupi tekst.
        Mimo kąśliwego komentarza Max nie zamierzał stać i czekać. Podszedł do rusztowania i zaczął się na nie wspinać, lecz gdy tylko wspiął się na wysokość jakiś sześciu stóp, deska na której stał dosłownie pod nim pękła i gdyby nie jego refleks, zleciałby nim zdołałby złapać się rurek.
        - Kurna! - syknął. - Trzeba znaleźć drogę nim zaczniemy się wspinać, bo jak tak deska się zarwie pod samym dachem to się zabijemy.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 1 dzień temu

Rozwiązanie zagadki sprawiło, że upadła odetchnęła, mogli ruszyć dalej. Podobał jej się ten dreszczyk przygody, komplementy od Maxa również niemniej.

- Wiem, ale dziękuję – odparła z nieco zawadiacką miną.

Światełko mające ich zaprowadzić do następnej lokacji pojawiło się ledwo po tym, jak drakon schował wszystkie monety. Gdy tylko chwycił piekielną za rękę, ta odwróciła się jeszcze raz za siebie, widziała jak księga, będąca schowkiem dosłownie rozpływa się w powietrzu. Przez krótki moment dało się jeszcze widzieć jedynie jej półprzeźroczysty kształt. Co się stało z całą resztą, już nie wiedziała, bo wybiegli z biblioteki.
Po ostatnich miejscach liczyła, że i tym razem będą one w miarę bezpiecznie jednak okolica, do której dobiegli, nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Zwłaszcza budynek przed nimi. Stary, zaniedbany, niby były tu te rusztowania, ale i one nosiły już wyraźny ślad upływu czasu. Najwyraźniej komuś zabrakło funduszy na remont albo nastąpiły jakieś nieprzewidziane konsekwencje życiowe. Avellana spojrzała ku górze, całkiem wysoko ten ich przewodnik poleciał.

- Nie wygląda to najciekawiej – stwierdziła upadła, budynek nie sprawiał wrażenia zbyt bezpiecznego już z zewnątrz, kto wie, co się działo w środku.

Kobieta również spostrzegła kartkę ze wskazówką, ale chwilę po pradawnym. Podpowiedź wcale jej nie usatysfakcjonowała, choć wyglądała na w miarę prostą, to można było ją zrozumieć na bardzo różne sposoby.

- Mamy się rozdzielić? Może powinniśmy poszukać własnych sposobów na wejście do środka…? – spytała niepewnie, spoglądając na wybite okna, które jednak znajdowały się trochę wysoko.

Nim poczyniła jakiekolwiek kroki, Maximilaan zaczął wspinaczkę po rusztowaniach. Nie wyglądało to najlepiej, wszystko się trzęsło i zgodnie z przewidywaniami upadłej, nim jeszcze zdążyła je wypowiedzieć, drakon ponownie wylądował na ziemi. Na szczęście nie wszedł zbyt wysoko i nic złego się nie stało. Brunetka odetchnęła.

- Myślę, że dobrym pomysłem będzie, jeśli obejdziemy budynek dookoła, może z tyłu są jakieś otwarte drzwi albo niższe okno… - mówiąc to, od razu ruszyła, zaczynając przyglądać się każdej z czterech ścian od dołu do góry.

Gdy prawie obeszła kamienice spostrzegła między ziemią o ścianą, średniej wielkości dziurę, która prawdopodobnie kiedyś była piwnicznym oknem, a obecnie jednym, choć niezbyt komfortowym wejściem do środka. Oczywiście upadła natychmiast zawiadomiła o tym Maxa.

- Spróbuję się tam wcisnąć, mam wrażenie, że schody w środku będą w lepszym stanie niż rusztowanie.

Piekielna pełna zdeterminowania usiadła na ziemi, zwieszając nogi przez ów otwór, ostrożnie, aby nie podwinąć za bardzo sukienki. Następnie delikatnie się odwróciła, aby w razie czego móc wrócić w razie zbyt dużej odległości od gruntu. Na szczęście nie było zbyt wysoko. Dotykała palcami podłogi, więc puściła resztki czegoś w rodzaju parapetu. W środku było ciemno i wilgotno, wokół panował zapach stęchlizny. Na dodatek niewiele widziała, szła w połowie po omacku. Odrobina światła wpadała przez otwór, którym weszła, pozwoliło jej to na zlokalizowanie schodów. Ucieszona podeszła ponownie do „wejścia” i zawołała drakona.

- Są schody na górę – obwieściła ucieszona, po czym zmartwił ją pewien fakt – Dasz radę tędy wejść? – spytała, bo jednak mężczyzna był większej postury niż ona, a ów otwór, aż tak ogromny nie był.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość