Na'Zahir[Pałac Rimal Hara] Spokojnie, mam plan!

Orientalne miasto na wschodnim krańcu Wielkiej Pustyni Słońca, słynące z eksportu płytek ceramicznych, niebieskiego barwnika oraz egzotycznych roślin i zwierząt. Zamieszkiwane przez ludzi, pustynne elfy i leonidów, rzadko odwiedzane przez turystów, jednak wyjątkowo dla nich gościnne, chociaż jak każde posiada bardziej niebezpieczne dzielnice.
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

Do Kassima szybo dotarło, że z Maią będzie trudniej niż przypuszczał. Zawsze była lekko zbuntowana, ale teraz mentalnie szarpała się jak pies trzymany na uwięzi. On był strategiem, ona pragnęła działać tu i teraz. Tylko, że to nic by nie dało, jedynie pogorszyło sprawę. Starał się dodać jej otuchy, ale widział, że chyba nie ma to większego sensu. Myślał, że będzie potrzebowała przyjaciela, ale najwyraźniej chciała jedynie sojusznika. Nie miał jej tego za złe. Uznał po prostu, że skoro woli by byli partnerami, a nie przyjaciółmi, to tak będzie. Nie zamierzał nikomu utrudniać. Zwłaszcza jej. A maskę mógł przybrać dowolną. Co prawda wolałaby być sobą, ale skoro nie mógł, nie będzie się nadwyrężał i szarpał.

Wstał powoli z poduszek. Nie chciał, by uznała, że siedząc ją lekceważy. Na miejscu było ruszyć cztery litery i być na równi z nią. Nie podchodził jednak. Założył ręce na piersi i odezwał się.
- Ptaki - odparł cicho na jej ostatnie pytanie - one rozniosą wiadomości równolegle ze zwiadowcami. Jeśli któryś zginie wieści przyniesie człowiek, jeżeli człowiek zginie, wiadomość przyniesie ptak. Nie bój się, wiadomości są zaszyfrowane. Atrahyjskie glify są nie do rozczytania dla ludzi Saffara
- Co do reszty... - westchnął - wiem, że będzie ci ciężko tego słuchać, ale chyba nie mam wyboru. Widzę, że nie do końca rozumiesz. Nie chcę cię ranić, ale ja nie działam bez planu. Na tym polega moja rola. Moja umowa z Saffarem obejmuje ciebie jako moją kochankę do czasu waszego ślubu. Nie masz tutaj swojej komnaty. Nie wyjdziesz nigdzie bez straży, albo przynajmniej służącej, która pewnie trzyma w bucie sztylet i jest wyszkolona równie dobrze co wojownik. Masz tylko to miejsce, nawet do łaźni zaprowadzi cię straż. Saffar nie da ci uciec. Prędzej cię zabije. A nawet najbardziej twardy wojownik ulegnie pod naporem tuzina straży. Siedzenie tutaj i "nic nierobienie", to chyba w tej chwili najmniejszy problem.

- Ja mogę stąd wyjść, mam swoje komnaty i nikogo nie zdziwi, że po udanym seksie po prostu wyszedłem, skoro masz być moją, tymczasową, własnością. Ale nie chcę. Widzisz te drzwi - wskazał na wejście główne. - Nie mam do nich klucza. Przed nimi stoją strażnicy, ale w każdej chwili ktoś może tu wejść. Co jeśli Saffarowi odbije i tu wpadnie? Co jeśli stanie się coś gorszego? Dlatego nie zamierzam zostawiać cię samej, jeżeli nie będzie to konieczne.

- Jesteś dorosła Maia. Niedługo, mam nadzieję, będziesz władać państwem, więc proszę, zachowuj się jak dorosła. Rzucanie się z gołymi rękami na armię, bez żadnego planu to samobójstwo. Musisz mi zaufać i na mnie polegać. Innego wyjścia nie ma. Ja w ciebie uwierzyłem, dlatego tu jestem.
- Proszę, przebierz się w moją tunikę i chodźmy spać. Dla jasności, żadne z nas nie będzie spało na podłodze. Gdybym ja spał na podłodze i ktoś by to zobaczył wszystko poszłoby na marne. Gdybyś ty tam spała uznano by mnie za bardziej brutalnego niż na jakiego się kreuję. Nie musisz się mnie bać, nie zamierzam cię dotknąć - Kassim skończył swoją długą przemowę, ale choć mówił konkretnie, a czasem wręcz brutalnie jego ton był ciągle taki sam, a twarz pozostała kamienna. Trudno było z niej wyczytać w tej chwili jakiekolwiek emocje. Na moment odwrócił się i gestem dłoni przywołał do siebie ogniki z sufitu. Sprawił, że połączyły się w kulę z płomieniem w środku. Tak ukształtowane posłał niedaleko łóżka, tak by stworzyły jedynie łunę w tym miejscu komnaty.
- Wybacz kuglarskie sztuczki. Chciałam cię rozweselić. Nie udało się - zdradził emocje lekkim westchnieniem, po czym odwrócił się już zupełnie i podszedł do łoża. Położył się na samym brzegu, zostawiając dla Mai resztę miejsca. Gdyby chciał mógłby się położyć swobodniej. Na tym co zostało dla księżniczka zmieściłoby się pewnie ze sześć tak drobnych kobiet, ale chodziło o gest. Pokazanie, że nie jest dla niej zagrożeniem.
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Maia dość wolno zdawała sobie sprawę w jakiej sytuacji się znajduje. Z każdymi kolejnymi kłopotami, w jakie wpadała sądziła, że to jest już absolutne dno, na jakie może upaść, tylko po to, by po chwili uświadomić sobie jak bardzo się myliła. Teraz też sądziła, że wie, co ją czeka, że świadomie jedzie na spotkanie z Saffarem, a dalej coś wymyśli. Tylko, że nie miała co wymyślać, znów nie miała najmniejszej możliwości manewru, znów była więźniem, własnością. Stała teraz boso, czując gromadzące się w głowie wnioski i ledwo je znosząc.
        A Kassim zaczynał gadać o ptakach. Zamrugała, szybko nadrabiając jego tok rozumowania i kiwnęła głową. Rzeczywiście miał wszystko przemyślane. A sposób na przekazanie informacji zdawał się nie mieć słabych punktów.
        Później znów słuchała, tym razem dłużej, a sułtan też przestał przebierać w słowach i zrozumiała, że próbuje w ten sposób do niej dotrzeć. No cóż, dotarł, chociaż na początku nie bardzo było to po niej widać. Tyle tylko, że słuchała w milczeniu, a ramiona opadły jej jeszcze bardziej, gdy z każdą chwilą coś się w niej łamało. Rozpoznawała nawet momenty, w których odpyskowałaby, że nie da się pokonać byle służce albo zmieszałaby się trochę słysząc o rzucanych swobodnie „kochankach” i „seksie”. Nie była pruderyjna, ale wciąż nie przywykła do mówienia o niej w taki sposób.
        Posłusznie zerknęła w stronę drzwi i wróciła spojrzeniem do Kassima, gdy prosił by zachowywała się jak dorosła. Też kusi los… Ale wzięła głębszy oddech i milczała, trochę jak rugane dziecko, rzeczywiście. Posłusznie przełknęła nawet instrukcje w co ma się przebrać i gdzie ma się położyć, chociaż trochę było widać, że gryzie się w język. Przecież nie kazałaby mu spać na podłodze, bez przesady. Sama też od dawna marzyła o wyspaniu się na normalnym łóżku, a że to pomieściłoby mały harem to raczej nie było problemu.
        - Nie boję się ciebie, Kassim – powiedziała i nie była to butna zaczepka, a bardziej deklaracja zaufania. – Po prostu źle mi z tym, że nic nie mogę zrobić – dodała ciszej.
        Świat się kończył, że zmuszano ją do przyznawania się do własnych słabości. Westchnęła i odwróciła się w stronę fotela, chcąc się za nim przebrać. Po drodze sięgnęła za plecy i pociągnęła za sznurki od gorsetu, po czym zatrzymała się nagle, dłonią napotykając na dodatkowe zapięcia.
        - Mahra – zaklęła pod nosem, na omacku walcząc z obcą modą. W międzyczasie Kassim zrobił coś ze światłem i Maia obróciła się w jego stronę, a słysząc przeprosiny, otworzyła szerzej oczy.
        - To nie tak… - zaczęła i przygryzła wargę, słysząc westchnienie. Przestała szarpać się z szatą i podeszła do łóżka, umyślnie od strony elfa i przysiadając półdupkiem na materacu.
        - To nie ty powinieneś przepraszać tylko ja – powiedziała cicho. – Przepraszam za moje zachowanie. Mogę usprawiedliwić się tylko tym, że nie lubię być bezsilna i uzależniona od kogoś, a ostatnio to jedyne, co mi się przytrafia i nigdy nie jest to nic dobrego. Wiesz, że nie jestem dobra w to całe zaufanie, ale wierzę ci, gdy mówisz, że chcesz mi pomóc. Dziękuję za to, nie wiem czym sobie zasłużyłam na taką wiarę we mnie – dodała prawie szeptem i uśmiechnęła się słabo, odwracając zaraz wzrok.
        - W każdym razie, gdybyś mógł niedotykanie mnie zacząć za chwilę, bo teraz potrzebuję pomocy z tym ustrojstwem? – zapytała, odwracając się tyłem i zgarniając włosy przez ramię do przodu. Wstążki gorsetu były już poluzowane, ale trzymały go jeszcze niewielkie haftki, skryte pod zakładką z materiału.
        Maia podziękowała i przytrzymując na wszelki wypadek gorset, uciekła boso za fotel, tam pozbywając się reszty uciążliwego stroju. Nie była to najpewniejsza zasłona i księżniczka czuła się, jakby rozbierała się na środku pokoju, ale szybko udało jej się skryć w tunice sułtana. Materiał opadł jej aż nad kolano, a długie rękawy musiała wielokrotnie podwinąć, by sięgały chociaż łokcia. Tyle dobrego, że dekolt był niewielki, a nie taki, jak Kassim ostatnio prezentował, bo na za wiele by jej się taka osłona nie zdała. Dziwnie też było mieć na sobie ubranie pachnące kimś innym.
        Mimo swoich wcześniejszych przekonań, że wspólne łoże to nie problem, Maia przeszła do mebla na palcach, wspinając się na materac tak ostrożnie, jakby liczyła że jej nie będzie widać.
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

- Wiem - powiedział łagodnie, choć jego plan obejmował raczej trzymanie emocji dla siebie - nikt nie lubi być zależny od wszystkich dookoła. Rozumiem. Chcesz być panią własnego losu, a czujesz się jak marionetka. Ale zapewniam cię, nie jesteś nią. Niedługo będziesz trzymała w rękach nie tylko swój los, ale też los twojej ojczyzny. Teraz masz mnie po swojej stronie. Wiesz co się dzieje, wiesz jaki jest plan. Nie stoisz bezradnie nie wiedząc, czy za chwilę nie otrzymasz kolejnego ciosu. Bo nawet jeśli takowy miałaby przyjść, to stanę między nim, a tobą.

Założył już ręce za głowę, by ułożyć się wygodnie, na swojej, małej, części łóżka, ale wtedy stało się coś zaskakującego. Nie spodziewał się z jej strony takiej prośby. Niedawno chciała, żeby on odział swoją nagą pierś, a teraz chciała, żeby pomógł jej się rozebrać. No, bez przesady, ale jednak. Bardziej spodziewałby się, że porozrywa ten gorset, niż poprosi go o pomoc. Kassim był zaskoczony, ale usiadł na łóżku, by porozpinać haftki jej ubrania. Miał chłodne palce, żywił tylko nadzieję, że za bardzo jej nimi nie drażni. Maia miała ładne, gładkie plecy, choć nie miał zbyt wiele czasu, żeby się im przyjrzeć. Nie był z kamienia, więc skoro mógł sobie na nie przez chwilę popatrzeć, to czemu nie. Sprawnie porozpinał wszystkie zapięcia. Zdejmował już z kobiet dziwniejsze rzeczy. I z mężczyzn...

Nie przyglądał się jej, kiedy odchodziła. Nie był bezwstydny. Znów wsunął sobie ręce pod głowę. Wpatrywał się w tkaninę baldachimu nad łóżkiem. Starał się nie myśleć zbyt intensywnie o jutrze. Miał świetnie opracowany plan, więc powtarzanie go w głowie po raz tysięczny tylko zabrałoby mu sen. Co nie zmieniało faktu, że pewnie i tak będzie mu trudno zasnąć. Nagle jakby sobie coś przypomniał, ale w tym momencie zobaczył, że Maia przebrała się w jego ubranie. Usiadł, ale nie wgapiał się w jej próby wsunięcia się pod cieniutkie prześcieradło. Przewrócił oczami, ale było zbyt ciemno by ona mogła to zobaczyć. Tymczasem wyjął kolczyk, który nosił w nosie, na wysokości oczu i ostrą końcówkę najpierw wbił sobie w dłoń, a potem rozciął nią skórę przez środek. Zacisnął pięść i wstał z łóżka. Uznał, że bardziej wiarygodne będzie jeśli poplami miejsce na podłodze i dywan, z którego nie tak łatwo będzie się pozbyć krwi. Kiedy już to zrobił wytarł dłoń w kilka poduszek i rozrzucił je w odpowiednich miejscach. Do rana, po skaleczeniu na jego ciele nie będzie śladu. Włożył kolczyk z powrotem do nosa i wrócił do łóżka. Tym razem dając sobie trochę więcej miejsca, i wycierając resztki krwi z ręki w prześcieradło. Przez moment leżał milcząc, ale czuł się spięty. Obrócił się na bok, w stronę na której leżała księżniczka.
- Ale wiesz, że specjalnie leżę jedną nogą za tym łóżkiem, żebyś miała więcej miejsca dla siebie? Hm? Nie gryzę. Czy mam zrobić mur z poduszek? - zagadnął żartując.
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Maia wpatrywała się w sułtana z niedowierzaniem. Po prostu nie mogła pojąć, dlaczego tak wiele dla niej robi, a deklaruje jeszcze więcej. Niemożliwe, by po prostu traktował ją jak dziecko, które próbuje przed wszystkim ochronić, bo wówczas koronę Na’Zahiru wziąłby dla siebie, a nie zostawiał na jej głowie. A tego podstępu się po nim nie spodziewała, bo zwyczajnie nic by nie zyskał wkładając jej teraz do głowy te wszystkie kłamstwa. Wbrew całej swojej przesadnej ostrożności, wierzyła, że chce jej pomóc.
        Nie dziękowała jednak po raz kolejny, tylko odwróciła się lekko, prosząc o pomoc z gorsetem. Że go zaskoczyła, domyśliła się po krótkiej zwłoce, ale po chwili materac się ugiął, gdy mężczyzna podnosił się do siadu, a później poczuła chłodne palce na plecach. Wbrew temu co sądził była to najmniej krępująca dla niej czynność dzisiaj. Poza tym i tak nie miała pod ręką noża, którym mogłaby się wyciąć z upierdliwego stelażu.
        Wróciła przebrana w tunikę i wsunęła się ostrożnie pod cienkie prześcieradło. Ledwo jednak jej głowa dotknęła poduszki, księżniczka podniosła się na łokciu, spoglądając na poczynania sułtana. Myśl, że mężczyzna musi wyciągać na noc biżuterię rozprysła się w momencie, w którym Kassim wbił sobie ostrą końcówkę pierścionka w rękę i rozciął dłoń.
        Maia poderwała się do siadu, otwierając już usta, by zadać oczywiste pytanie, ale odpowiedź pojawiła się sama równie nagle, skutecznie zamykając jej buzię. Położyła się i odwróciła plecami, tylko po słuchu orientując się gdzie mniej więcej znajduje się elf. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w ciemność, zastanawiając się czy gdyby się nie popłakała to nie byłoby jej trochę łatwiej. Była tak spięta i zmęczona, że łzy może chociaż trochę rozluźniłyby to napięcie. Tyle tylko, że nie chciały lecieć.
        Przewróciła się na plecy, słysząc głos Kassima i spojrzała na niego spode łba, ale żartobliwie, chociaż pewnie ani jednego, ani drugiego nie było w ciemnościach widać.
        - No to tak nie leż, mówiłam ci, że się ciebie nie boję – prychnęła, przewracając się na bok, by też być przodem do sułtana. Sama nie leżała na krańcu łóżka, ale ono i tak było na tyle duże, by mogła odgrodzić się od mężczyzny wyciągniętą ręką. Widziała właściwie tylko kontur jego sylwetki i błyszczące oczy.
        Powstrzymała się od kolejnego pytania „co dalej”, „co jutro?”, czy „co mam robić?”. Powoli oswajała się z myślą, że tu nie dowodzi ani nawet nie wykonuje rozkazów, co chwilowo powinna po prostu nie przeszkadzać. A przez to, że zadanie było upokarzająco trywialne, tym bardziej nie powinna go spieprzyć.
        - Dobranoc, Kassim – szepnęła tylko i zamknęła oczy, układając się do snu.
        Była pewna, że nie zaśnie; nie po takich wrażeniach i z tyloma myślami kłębiącymi się w głowie. Odpłynęła jednak niemal w tym samym momencie. Głowa zapadła się bardziej w poduszce, usta rozchyliły, a trzymające pościel palce rozluźniły, gdy Maia zasnęła nagle i głęboko.
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

Nie mógł zasnąć i to bynajmniej nie przez obecność kobiety w łóżku. Dręczyły go niespokojne myśli. Wiedział, że najbliższe dni będą decydujące i prędzej, czy później dojdzie do bitwy. Zginą ludzie. Winni i niewinni. Wszystko po to, by oddać tron dziedziczce. Czy było warto? Kassim spojrzał na śpiącą Maię. Gdyby nie było, to w tej chwili spałby w swoich apartamentach w Al-Atrah, a nie tutaj. Wstał po cichu i przeszedł przez komnatę. Wyszedł na taras. Chłodne powietrze przyniosło mu trochę ulgi. Przed nim rozciągał się widok królewskiego miasta. Miasta, którym rządził ktoś, kto dawno powinien sczeznąć gdzieś pośrodku pustyni. Saffar miał zdecydowanie zbyt duże zapędy wojenne. Może nie zapuściłby się na Al-Atrah od razu, ale Lirin-Dahr, czy Rendenir były w jego zasięgu. Za jakiś czas mógłby ruszyć na pustynne królestwo, a razem z ich armią rzucić się na Rendenir. Prędzej czy później chciałby zagarnąć dla siebie Varinad, a na to Al-Atrah nie mogłoby pozwolić. Prostą, czy okrężną drogą, Wican wyciągnąłby łapy po sułtanat Kassima. Musiał to zatrzymać teraz, tutaj. Pod rządami Mai, Na'Zahir i reszta krajów południa nie będzie musiała obawiać się wojny. Kerendirczycy pewnie prędzej, czy później odłączyliby się do imperium. Xan-Lovar i tak był już dość bogaty. Jego terytorium ciągnęło się od Lilithii, po Ravad i Varinad. Ich szchniszach miał dość wewnętrznych problemów, by bawić się w wojny, a Al-Atrah utrzymywało pokój między wschodem, a zachodem. Ligaria, nawet sprzymierzona z Xerendirem i pomocą z Suni nie mogły się równać z armią Kassima. Z resztą zyskanie nowych terenów nie było im potrzebne. Zwłaszcza Xerendirowi, który miał dla siebie ogromne terytorium. A samej Ligarii prowadzenie wojny odbiłoby się czkawką, skoro dzięki Al-Atrah dostawali towary wprost z tropikalnych krain. Saffarowi Na'Zahir spadł jak z nieba. Teraz, zamiast jednej armii, miał dwie i to wyłącznie pod jego dowództwem.

Kassim złapał się za głowę i westchnął. Wyjście na taras wcale nie poprawiło mu nastroju, wręcz przeciwnie, zaczął rozmyślać intensywniej. Wrócił do pokoju i położył się po swojej stronie łóżka. "Zgasił" ogniki i zamknął oczy. Niewyspany będzie gorzej myślał, a tak być nie mogło...

Obudził się po kilku godzinach, słońce już wstało, ale nie spodziewał się, by ktokolwiek śmiał go budzić po nocy z księżniczką. Maia jeszcze spała. I dobrze. Niech wypocznie choć w małym stopniu. On zaś postanowił wstać. I tak nie dałby rady leżeć dłużej wpatrując się w martwy punkt. Cicho wysunął się z łóżka. Spodnie w których spał zsunęły mu się tak nisko, że cudem nie było widać mu pośladków. Chciał je podnieść i zawiązać, ale w tym momencie drzwi do JEGO PRYWATNEJ komnaty otworzyły się jak szeroko. Był wściekły, aż spięły mu się wszystkie mięśnie twarzy. Spojrzał na nieproszonych gości i bez żadnego skrępowania położył sobie ręce na biodrach, co, rzecz jasna, poskutkowało tym, że spodnie zupełnie się z niego zsunęły. Dwójka strażników, którzy śmieli zakłócić jego spokój zaniemówiła i zatrzymała się wpół kroku. Postawny posłaniec, ewidentnie wyższy rangą, starał się patrzeć jedynie na twarz sułtana.
- No, proszę, proszę, któż to do nas zawitał. Jeśli chcą sobie panowie wybrać sposób w jaki odejdą z tego świata, to proszę. Słucham, Najlepsza pora. Proponuję stryczek, stryczek - Kassim spojrzał na jednego, potem na drugiego strażnika - A dla ciebie - wzrok elfa spoczął na posłańcu - oferta specjalna. Wytrzebienie. Wynocha, bo każę was ściąć w tej chwili! - ryknął, bo wrzeszczeć to mogła kobieta ze złamanym paznokciem. Posłaniec nabrał powietrza i chciał coś powiedzieć, ale obliczę sułtana go przeraziło. Zaczął się cofać.
- Wezyr wzywa księżniczkę... - wydusił z siebie.
- Wezyr wzywa księżniczkę? - powtórzył po nim jasnowłosy, z wściekłością w oczach. Tu należałoby też nadmienić, że szacowny, wściekły, sułtan ciągle stał jak go Prasmok stworzył.
- A od kiedy to wezyr jest królem tego państwa?! Wynocha! I powiedzcie swojemu wezyrowi, że jego też każę powiesić! Juuuż! - drzwi za strażnikami i posłańcem zamknęły się z hukiem...
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Maia spała twardo i długo. Sen był jej tak samo potrzebny jak to minimum wygody, której odmawiano jej od tak dawno, a do której tak była przyzwyczajona. Zagłębiona teraz na miękkim materacu i pod czystym pachnącym prześcieradłem, regenerowała zmęczenie psychiczne i fizyczne. Co zaskakujące, chyba naprawdę czuła się bezpiecznie, skoro pozwoliła sobie aż tak odciąć się od teraźniejszości.
        Poruszania się elfa po pokoju nawet nie zarejestrowała, ugięcia materaca nawet nie musnęły granic jej świadomości. Nawet otwierające się drzwi do komnaty nie przerwały snu i do Mai zaczął docierać dopiero podniesiony głos Kassima. Nie zerwała się jednak w panice, ale ledwo odzyskiwała przytomność. Miała wrażenie, że słyszy go jakby był pod wodą, a to już było niepokojące i księżniczka zaczęła się przebudzać akurat gdy posłaniec się wycofywał. To jego sylwetka w polu widzenia stała się niepokojąca i Maia podniosła się na łokciu, mrużąc zaspane oczy. Otworzyła je szeroko dopiero słysząc ryk sułtana i to dopiero był bodziec do prawdziwej pobudki.
        Zerwała się zaniepokojona, obchodząc łóżko i czujniejszym już spojrzeniem taksując posłańca. Później spojrzała na Kassima i otworzyła szeroko oczy, a usta same jej się uchyliły. Huk zamykanych drzwi sprawił, że podskoczyła i momentalnie odwróciła spojrzenie, zanim sułtan stanie do niej przodem. Jednocześnie starała się skupić na czymś innym niż męskie pośladki.
        - Wezyr? – zapytała, bardziej dla zabicia ciszy, niż uzyskania informacji. Nie wiedziała na ile prawa ręka Saffara jest jedynie figurą i chłopcem na posyłki, a na ile to kolejna osoba, której należy się obawiać. Cóż, może dowie się, gdy się z nim spotka. Ciekawe dlaczego to on ją wzywa?
        Przysiadła na łóżku tyłem do Kassima, nasłuchując czy raczył się w końcu ubrać.
        - Możesz poprosić służbę z jakimiś ubraniami dla mnie? – zapytała przez ramię. – Nie mam zamiaru znowu wbijać się w to zagraniczne ustrojstwo, niech przyniosą mi jakieś lokalne stroje, skoro najwyraźniej moja garderoba poszła z dymem – prychnęła.
        Oczywiście, że miała zamiar się umyć, ubrać i spotkać z wezyrem, skoro ten tego chce. Nie zaszkodzi jej, o ile utrzyma nerwy na wodzy, a przynajmniej nie będzie siedziała w tej komnacie. Pamiętała, co mówił Kassim i miała zamiar się ustosunkować do jego rad, ale przecież raz na jakiś czas musi wyjść chociażby po to, by się oporządzić.
        - Ładnie ich pogoniłeś – dodała z półuśmiechem. Czasami żałowała, że nie urodziła się chłopcem i nie wyrosła na postawnego mężczyznę, zamiast kruchą dziewczynę. Gdyby ona tak kogokolwiek opieprzyła, byłoby że dramatyzuje i się rzuca. Mężczyzna po prostu bronił swojego stanowiska. Życie. Przywykła. Tyle dobrego, że mogła popatrzeć, jak straż wycofuje się w popłochu przed kimś kto jest chociaż po jej stronie.
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

To, że Kassim stał przed sługami nago, nie było niczym spontanicznym. Och, nie, nie. Zrobił to celowo, żeby ich speszyć, onieśmielić i pokazać swoją wyższość. Był w swojej komnacie, ze swoją kochanką, więc miał prawo robić co chciał i żaden sługus nie mógł mu tego prawa odebrać. Poza tym wyraźnie chciał dać do zrozumienia całemu pałacowi, że tej nocy chędożył. No i oczywiście oznajmić, że jedyną osobą, która może wydawać mu tutaj jakiekolwiek "rozkazy" jest król, a nie jakiś wezyr. Z resztą, podejrzewał, że cała ta akcja to jeden, wielki szwindel, albo wezyra, albo wezyra i Safaara. Wszystko po to by sprawdzić jak wygląda sytuacja Mai po nocy z sułtanem.

Kiedy mężczyźni wyszli, Kassim podciągnął spodnie i zawiązał je mocno w pasie. Był zły, ale kiedy odwrócił się w stronę Mai wiedział, że powinien powściągnąć emocje.
- Nie sądzę by chodziło tutaj o wezyra. To coś więcej, tak myślę. Może Saffar nie ufa mi tak bardzo jak mi się wydaje. Albo... Albo wezyr chce cię przesłuchać, wybadać, tylko nie wiem, czy dla samego siebie - elf zacisnął usta.
- Coś mi tu nie pasuje. I bardzo mi się to nie podoba. Wezyr to podstępny szczur, nie można wierzyć w ani jedno jego słowo. Muszę porozmawiać z Saffarem. Nie będę udawał, że nic się nie stało - spojrzał gdzieś przed siebie, jakby na moment stracił kontakt z rzeczywistością. Myślał. W końcu jednak ocknął się i spojrzał na Maię.

- Tak, tak... - odparł - ale nie możesz zostawiać sam na sam ze służkami Saffara, dostaniesz moją konkubinę, ona będzie się tobą zajmować. Shay jest tutaj jako służąca i moja kochanka, przynajmniej oficjalnie. W rzeczywistości, jest strażnikiem. Cokolwiek by się działo - obroni cię. Ufam jej, więc i ty jej zaufaj. Nie będzie opuszczała cię na krok. Kiedy wezmą cię do łaźni udawaj zbolałą i zmęczoną. Oprócz Shay z pewnością otoczą cię inne służące, ale trzymaj się blisko niej. Proś ją o co chcesz. Staraj się nie zwracać do innych służących. W razie pytań, odpowiadaj, że ja nakazuje ci rozmawiać jedynie z Shay. Ona będzie przekazywać twoje prośby służką Saffara. Będzie chciała z tobą konwersować, zapyta o to jak się czujesz, wiesz co masz odpowiadać i niech słyszą to inni służący. Ja w tym czasie porozmawiam z Saffarem. Shay wróci z tobą tutaj, udaj, że źle się czujesz i każ jej przy sobie zostać, dzięki temu będziecie mogły być razem - Kassim był konkretny, nie przewidział wtargnięcia w całą sprawę wezyra, ale umiał modyfikować plany na bieżąco.

- Zaczekaj - poprosił i ruszył do bocznych drzwi, zostawiając Maię samą na dłuższą chwilę. Kiedy drzwi otworzyły się ponownie do komnaty wkroczyła wysoka Mahinka, o czekoladowej skórze i długich kręconych włosach. Była piękna, jej skóra miała delikatny połysk, gęste włosy błyszczały w promieniach porannego słońca. Miała na sobie strój pochodzący z Al-Atrah. Uśmiechnęła się łagodnie do Mai. Była od niej dużo wyższa, choć szczupła, i o wąskiej talii, już na pierwszy rzut oka odbiegała od drobnej księżniczki. Długa, chabrowa spódnica, z półprzeźroczystego materiału powiewała delikatnie, odsłaniając skórzane sandałki. Złoty, niezbyt skąpy stanik, był zawiązany na szyi mahinki. Na prawej kostce i lewym nadgarstku nosiła kolorowe bransoletki. Skłoniła się lekko, kiedy weszła wgłąb komnaty. Kassim szedł za nią.
- To Shay - przedstawił ją sułtan.
- K'amina - mahinka przywitała się oficjalnie z księżniczką - postaram się cię chronić - dodała od razu - i zrobię co w mojej mocy, by włos nie spadł ci z głowy.
- Niestety Shay nie będzie mogła zwracać się do ciebie w ten sposób w przy innych służących - wyjaśnił Kassim.
- Ale wiedz, że oddaje ci szacunek - dodał.
- Zostawiam was teraz - oznajmił i znów zniknął za bocznymi drzwiami.
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Zerknęła ukradkiem za siebie i gdy zobaczyła, że Kassim założył chociaż spodnie, przysiadła na łóżku bokiem, słuchając z lekko zmarszczonymi brwiami. Trochę była niezadowolona, że elf znowu zastępuje ją w rozmowach z Saffarem, ale nie odzywała się, pamiętając ich wczorajszą rozmowę. Musiała mu zaufać i nie traktować tego osobiście. Rzecz trudna, ale do wyuczenia, chociaż nie należało się po niej spodziewać w związku z tym dobrego humoru.
        A jakby tego było mało, jej prośba o posłanie po służbę odbiła się rykoszetem i pieprznęła ją w brzuch. Miała mieć za opiekunkę konkubinę sułtana, no bogowie miejcie litość!
        Maia zacisnęła usta, ale to była jedyna widoczna reakcja. Wczoraj myślała logicznie i zgodziła się na to wszystko, więc teraz nie mogła pozwolić emocjom zawładnąć jej decyzjami. Ufała Kassimowi, a on prosił, by zaufała tej kobiecie. Niech będzie, czy ma właściwie jakikolwiek wybór? Słuchała instrukcji niechętnie, ale złość powoli ustępowała zażenowaniu. Jak on mógł prosić ją o coś takiego? Jak można udawać coś takiego? Nigdy w życiu nie była z mężczyzną, a teraz miała przed obcymi i wrogimi jej ludźmi udawać zgwałconą? Uważała to za haniebne wobec tych, którym naprawdę się to przydarzyło. Bez sensu, ale nic na to nie mogła poradzić.
        Odwróciła wzrok. Fizycznie powstrzymywała się od odezwania. Od powiedzenia Kassimowi, że nie może ją o to prosić. Że sobie nie poradzi. Że nie chce, by to tak wyglądało. Wolałaby walczyć, nie udawać ranną, by uniknąć zagrożenia. Czuła, że w tym wszystkim traci to, kim sądziła, że jest. A może po prostu wyrobi sobie kolejną skorupę, nim ta, którą ma, pęknie?
        Skinęła głową i odprowadziła sułtana wzrokiem. Gdy zniknął, rozluźniła się niespodziewanie, jakby coś spadło jej z barków. Ostatnie kilka tygodni nieustannie ktoś jej towarzyszył i chwila samotności była jak powiew wiatru. Nim Kassim wrócił z konkubiną, Maia znów wyglądała w miarę stabilnie.
        - Witaj, Shay – powitała ją uprzejmie, obrzucając szybkim spojrzeniem, gdy Mahinka spuściła wzrok przy ukłonie. Była wyjątkowo piękna. Ale już po chwili księżniczka przypomniała sobie, że to nie zwykła służąca, tylko nałożnica sułtana; oczywiście, że była piękna.
        Skinęła lekko głową, w podziękowaniu za obietnicę ochrony, po czym znów odprowadziła elfa wzrokiem. Westchnęła i powróciła spojrzeniem do Shay.
        - Przedstawienie czas zacząć – mruknęła pod nosem. – Prowadź proszę – zwróciła się do Mahinki, a ta znów skłoniła się delikatnie i ruszyła przodem, prowadząc Maię tym samym wyjściem.
        Elfa nie było już widać, a zamiast tego znalazły się w salonie równie dużym co sypialnia. Po pomieszczeniu kręciła się jedna ze służek, dygając na widok Mai, ale podnosząc za nią wzrok, gdy tylko księżniczka ją minęła.
        - Przygotujcie kąpiel – poinstruowała ją przez ramię Shay, wchodząc z brunetką do kolejnego pomieszczenia. Tym była już spora łaźnia, z pustą jeszcze balią, ale kobiety były same zaledwie tchnienie. Zaraz po nich weszła mijana wcześniej pokojówka oraz druga, która nie wiadomo skąd się wzięła.
        Zaczęło się napełnianie balii i krzątanie z akcesoriami do kąpieli. Maia wstrzymała się ze ściąganiem odzienia, aż wanna będzie pełna, natomiast Shaya sprawnie rozczesała jej włosy. Jedna z pokojówek wrzuciła do wody kamień ogrzewający, który rozpuścił się z sykiem, tworząc cienką warstewkę piany. Bhraanti zawahała się, gdy dotarło do niej, że nie tylko na pościeli powinno być widać krew. Podłapała spojrzenie Mahinki, a ta chyba zrozumiała w czym rzecz, bo dorzuciła do wody jedną z kolorowych kul do kąpieli, która momentalnie zabarwiła wodę na różany kolor.
        - Podajcie proszę olejki – zwróciła się do służek, a gdy te się odwróciły, Maia zrzuciła z siebie tunikę Kassima i weszła do wody. Kobiety zdały sobie sprawę ze swojego błędu po fakcie.
        - Jak się czujesz, k’amina? – zapytała jedna z nich, łapiąc gąbkę. Maia odwróciła wzrok, a Shaya odebrała od służki myjkę.
        - Sułtan zakazał jej się odzywać – szepnęła niby konspiracyjnym szeptem i ostentacyjnie wywróciła oczami. Maia dostrzegła to kątem oka i poniekąd ulżyło jej, że nie tylko ona ma szopki do odstawienia.
        - Ależ k’amina, proszę się nie martwić, wszystko zostanie między nami – dodała druga, podchodząc od tyłu, by umyć księżniczce włosy.
        Maia objęła się ramionami, twardo wbijając wzrok w pianę i skupiając się na pękających cichutko mydlanych bańkach. Była beznadziejną aktorką. Tyle dobrego, że presja jej nie pokonała i brunetka twardo milczała, a gdy nadszedł odpowiedni moment i kąpiel dobiegała końca, poskarżyła się szeptem Shay, że źle się czuje. W ciszy łazienki była i tak doskonale słyszalna, nawet gdyby służki nie nadstawiały uszu. Mahinka rozejrzała się po łaźni.
        - A gdzie strój księżniczki? – zapytała zaskoczona, a kobiety spojrzały po sobie. Ewidentnie nie chciały zostawiać ich samych, więc tylko jedna skłoniła się i wyszła, podczas gdy Shay pomogła Mai wyjść z balii, owijając ją zaraz cienkim ręcznikiem, by strzelająca okiem druga służka nie dojrzała nawet palca skóry.
        Tym razem Maia dostała wreszcie coś lokalnego. Wciąż nie były to jej szaty, bogowie wiedzą, ale w cienkiej ceglanej sukni poczuła się o wiele lepiej. Pasma tkaniny krzyżowały się na plecach i przechodziły przez ramiona, tworząc stanik i wracając do tyłu mijały się znów na nerkach dziewczyny. Dół sukni odznaczał się złotym paskiem w biodrach i składał się z podobnych pasm, sięgających kostek. Niezbyt skromna, ale też nie wyzywająca szata. Shay pomogła jej się ubrać, a później odprowadziła z powrotem do komnat, tym razem pozwalając sobie objąć księżniczkę ramieniem. Maia nie protestowała. Miała dość tej szopki i przyjmowała wszystko bez szemrania.
        Kassim był już z powrotem w komnacie. Bhraanti z trudem odczekała, aż Shay zamknie za nimi drzwi i od razu podeszła do elfa.
        - Czego się dowiedziałeś?
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

Kassim nie był zadowolony z rozmowy z Safaarem, ale na pierwszy rzut oka nie było po nim nic widać. Uśmiechnął się najpierw do Shay, potem do księżniczki. Dopiero, kiedy zostali sami trochę spochmurniał. Podszedł do Mai.
- Ładnie wyglądasz - rzekł w ramach powitania.
- Prawdę mówiąc, niewiele. Safaar nic nie wie o tym, żeby wezyr cię wzywał, ale wydawał się tym nie przejmować. Aktualnie jest zajęty nową kochanką, sprowadzoną z Lirin-Dahr. Był raczej mało rozmowny. Za to wieczór zapowiada się ciekawie. Zaprasza na ucztę, mnie, ciebie i oczywiście wezyra. Co niestety oznacza, że należy zrobić dobrą minę do złej gry - stwierdził.
- Podejrzewam, że wezyr coś knuje i to coś co zamierza zdemaskować wieczorem, ale nie martw się, czegokolwiek nie wymyślił damy sobie radę.
Odwrócił się na moment i rozejrzał po komnacie.
- Służba zmieniła pościel - stwierdził nagle. Jakoś wcześniej tego nie zauważył.
- Może to uspokoi Safaara. Mam nadzieję, że Shay dobrze cię traktowała? - zmienił temat.

- Tak, czy inaczej, gra trwa - pochylił się w stronę Mai, tak by coś do niej szepnąć.
- Musisz mi zaufać, chcę ci coś powiedzieć, ale potrzebne jest małe przedstawienie - wiedział, że to jej się nie spodoba, że nie jest najlepszą aktorką, ale niestety, jeśli chciała być królową, musiała nauczyć się, że życie czasem zmusza do grania konkretnej roli, czy się chce tego, czy nie.

Kassim odsunął się i wskazał głową w stronę tarasu, po czym gestem ręki, który miał przypominać objęcie poprowadził Maię do wyjścia. Przed nimi roztaczał się widok na miasto, a pod nimi na tereny przypałacowe, patrolowane przez niezliczoną ilość strażników. Maia stanęła niedaleko krawędzi tarasu, który odgrodzony był od otwartej przestrzeni murkiem z piaskowca. Kassim stanął za nią. Wiedział, że to będzie dla Mai niewygodne, ale chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
- To tylko tak na pokaz - powiedział cicho i choć wiedział, że Maia za moment stanie się spięta i sztywna jak kołek to i tak chwycił ją w pasie jedną rękę i nachylił się tak, by mówić wprost do jej ucha.
- Wysłałem wiadomość do zwiadowcy. On roześlę ją dalej na posterunki. Musimy się dowiedzieć, kiedy Safaar planuje ślub i ile mamy czasu. W razie czego trzeba będzie wymyślić coś, by go opóźnić. Przepraszam cię za to wszystko. Za całą tą farsę, ale bycie władcą często nie pozwala na to by po prostu być sobą.
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Maia podziękowała za komplement lekkim skinieniem głowy, chociaż wyglądała albo na nieco nim zaskoczoną, albo po prostu wytrąconą z tematu, na którym się skupiała. Sułtan jednak zaraz odpowiedział na jej pytanie i księżniczka wróciła myślami do palącego dla niej problemu.
        - Jakieś większe przyjęcie czy sami swoi? – zakpiła lekko. – Chyba nie pozwoli sobie na to, by inni widzieli mnie z tobą, a nie z nim? Tak, wiem, że jestem tylko rzeczą, ale wciąż, jeśli ma zamiar udawać, że robi ze mnie królową, to nie powinien pozwalać, bym pokazywała się z kim innym – myślała na głos. Nie opierała się tu nawet na zdrowym rozsądku, bo tego za wiele by Saffarowi nie przypisała, ale na zwykłej męskiej dumie oraz tym, że jednak nie był skończonym idiotą i wiedział, że przed ludem swoje musi odegrać tak samo, jak ona.
        Nie mogła jednak zaprzeczyć, że stwierdzenie Kassima, że coś ma się tego wieczoru stać, ją zaniepokoiło. Już sam Wiccan był niewygodną niewiadomą, a teraz dochodził do tego jakiś watażka z przerostem ambicji.
        Odruchowo przeanalizowała w głowie wszystko, co stało się odkąd w ogóle przekroczyła granice Na’Zahiru. Zatrzymała się tylko u Szakala, ale nawet on nie wiedział wszystkiego, a poza tym ta grupa była znana z tego, że prędzej zginą niż zdradzą tajemnice państwowe. Więc zabezpieczała ją nawet nie jego lojalność wobec niej, ale wobec kraju. Miała tylko nadzieję, że już niedługo będzie to jedno i to samo. Może Sadik? Deklarował, że jest po jej stronie, ale niczego nie mogła być pewną. Na szczęście przy nim nie mówiła nic na temat swoich planów.
        - Nie wiem o co może chodzić, do pewnego momentu sama nie wiedziałam, że jesteś po mojej stronie – powiedziała w końcu i rozejrzała się po pokoju, jakby sprawdzając na co Kassim patrzy. Słysząc o pościelach obrzuciła łóżko pustym wzrokiem i skinęła tylko głową. Jedna szopka do odegrania mniej.
        Przed podchodzącym do niej sułtanem się nie cofnęła i miała nadzieję, że zostanie jej to poczytane na plus. Wyszeptane na ucho słowa były tak trafne, jak gdyby elf czytał jej w myślach. Westchnęła cicho, ale skinęła głową. Rozumiała i wiedziała, że Kassim ma rację. Kusiło ją przez moment, by powiedzieć mu, że naprawdę się stara, ale nim zebrała się na odwagę, mężczyzna odsunął się i wskazał gestem taras. Spojrzała w tamtą stronę, a widząc lekkie ponaglenie podążyła posłusznie na zewnątrz.
        Podeszła do murku z piaskowca i oparła na nim dłonie, wychylając się lekko do przodu, trochę mimowolnie stęskniona świeżego powietrza i widoku swojego miasta. Czując obejmujące ją ramię zesztywniała zaskoczona; dokładnie tak, jak Kassim się spodziewał. Nie odsunęła się jednak, tylko spuściła trochę głowę, niechcący zmuszając elfa, by pochylił się jeszcze bardziej. Potaknęła milcząco słysząc szept i wzięła kolejny oddech, rozluźniając się trochę. Dotyk jej nie wadził, nie była po prostu do niego przyzwyczajona.
        Wieści od sułtana sprawiły natomiast, że szybciej zabiło jej serce. Ucieszyła się, że coś udało się osiągnąć. Jemu, co prawda, a nie jej, ale wciąż. Czuła, jakby została nagrodzona za odsłonięcie się i zaufanie. Małymi krokami do celu.
        - Nie przepraszaj – odezwała się, słysząc skruchę w głosie Kassima. Odwróciła lekko głowę, by też móc ściszyć głos. – Jestem ci wdzięczna. Wiem, że nie radzę sobie dobrze w tej sytuacji. Ale staram się – dodała ciszej i znów wzięła głębszy oddech, nim kontynuowała.
        - Jesteś dobrym władcą. Ja mam jeszcze wiele do nauczenia się – powiedziała, odwracając znów wzrok na miasto. Kilku strażników spoglądało bezczelnie w ich stronę, podczas gdy reszta chociaż udawała, że nie podgląda. W tej chwili jednak cieszyła się, że nie jest tutaj sama.
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

Kassim chciał się pokazać tylko strażnikom, tak by ci mogli donieść o jego poczynaniach Safaarowi. Rozluźnił uścisk, a później opuścił rękę, drugą udał, że pokazuje jej coś za horyzontem. Jemu ta szopka nie wadziła, w końcu nie raz to była jego codzienność.
- Z tego co wiem, tylko ty, ja, Safaar i jego przydupas - wezyr - odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie.
- Czegoś chcą, tylko nie wiem czego. Za to jestem pewien, że cokolwiek by to nie było dam sobie radę. Niestety dla ciebie to będzie kolejna, smutna lekcja bycia aktorką. Ale... zobaczysz, kiedyś ci się to przyda. Nazywają to dyplomacją, ale to tylko kwieciste słowo na dobre kłamstwa i sztukę udawania.
Odsunął się na chwilę od Mai i podszedł do murku, po czym przysiadł na nim i przyciągnął ją do siebie, tak, że teraz stała pomiędzy jego nogami i twarzą w twarz. Zdecydowanie zbyt blisko by czuć się komfortowo.
- Ale chyba wiem jak go zabić - powiedział cicho.
- Jeżeli uzna, że jesteś już potulna i grzeczna, to zapewne będzie wydawać mu się, że z twojej strony nic mu nie grozi. Z resztą jest pewien, że nie możesz zrobić mu krzywdy, skoro cały czas jesteś ze mną i pilnowana. Wystarczy strzałka nasączona jadem z kolców jarzczurzca kaktusowego. Jego jad paraliżuje, ofiara nie tylko nie może się ruszać, ale też mówić. Można schować ją w biżuterii. A biżuterię będziesz miała na sobie w dniu ślubu i tego samego dnia zostaniesz z nim sam na sam. Shay musi się tylko dowiedzieć jakie klejnoty dla ciebie szykują i umieścić w nich przynajmniej jeden, zabezpieczony kolec. Jeśli uda się umieścić ich więcej, problem z głowy, większa ilość jadu spowoduje, że przestanie oddychać i umrze, ale jeśli nie... Shay nadal będzie się tobą zajmować, a co za tym idzie przygotuje dla ciebie suknię, klejnoty i będzie miała wstęp do komnaty sypialnej, ukryje nóż pod którąś z donic. Będziesz mogła wtedy dokończyć z jego pomocą. Tylko, że będziesz tam sama, ja w tym czasie pozbędę się wezyra. Chciałbym żeby ubezpieczała cię Shay, ale jeszcze nie wiem jak to zrobić...
- Dzisiejsza uczta jest kluczowa. Ty musisz pokazać, że jesteś posłuszna i zrozumiałaś, że to nie jest już twój kraj, a ja postaram się dowiedzieć jak najwięcej o weselu. Jeśli ustalimy kiedy się odbędzie, będziemy wiedzieli ile mamy czasu na zaplanowanie wszystkiego.
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Maia odetchnęła ze skrywaną ulgą na wieść, że nie czeka ich żaden wielki bankiet. Z jednej strony na takim łatwiej byłoby jej się ukryć z własnymi wrażeniami, bo trochę zginęłaby w tłumie, jednak nie chciała mieszać w to więcej osób. Już i tak uwłaczało jej odebranie własnej straży pałacowej i chodzenie po korytarzach na palcach, jak gość (a właściwie więzień), nie księżniczka. Nie potrzebowała dodatkowego upokorzenia przy masie wysoko urodzonych. Łatwiej będzie jej trzymać nerwy na wodzy, a tego przede wszystkim od niej oczekiwano.
        Skinęła głową, opuszczając nieco brodę i wpatrując się w dłoń Kassima na swoim brzuchu. Aktorstwo, czy dyplomacja, zwał jak zwał – wiedziała, że ma poważne braki. Nigdy nie musiała przejmować się swoim wizerunkiem, bo nigdy nie miała nic do ukrycia. Zastępując ojca w obowiązkach była surowa i poważna, ale nikt nie wymagał od niej wdzięczenia się nad mapami. Przyjmując delegatów pilnowała manier, ale też stała w pozycji, w której nikt nie ośmielił się jej rozgniewać, a tym samym zmuszać do pilnowania języka. Doświadczenie miała oczywiście niewielkie, a konflikty nigdy nie sięgały poza polemikę i słowne przepychanki, bo po prostu nie trafił jej się żaden wariat. Teraz ma jednego, czającego się na jej tron i… i może po prostu role się odwróciły? Może teraz on nie musiał się specjalnie niczym przejmować, a to ona musiała w odpowiedni sposób do niego podejść, by nie wzbudzić złości i podejrzeń? Po tej stronie bywała tylko jako księżniczka, a wtedy znowu wszyscy łaknęli jej towarzystwa i nie musiała nikogo przekonywać, co do własnych intencji. Ale był to jakiś sposób…
        Podążyła spojrzeniem za odsuwającym się sułtanem, a później poprowadzona za dłoń zbliżyła się do niego ostrożnie i trochę sztywno, ale spokojnie spoglądając w bursztynowe tęczówki, które miała teraz na wysokości oczu. Nie oponowała umyślnie, po prostu ciągle przyzwyczajała się do tej wymuszonej bliskości, nawet jeśli to władca którego szanuje i którego pomocy potrzebuje. Poza tym wciąż ją trochę rozpraszał, ale nie miała najmniejszego zamiaru się do tego przyznać. Skupiła się jednak momentalnie, gdy usłyszała szeptane słowa. Odetchnęła głęboko przez nos z przejęcia i nagłej ulgi, ale poza tym słuchała uważnie, przytakując lekkimi skinieniami głowy.
        Czyli i tak wyjdzie za mąż. Trochę szkoda, ale nie będzie robiła z tego powodu problemów. Bardziej żal jej było związanego z tym przedstawienia i pokazania się ludności, niż samego sakramentu, w który i tak nie wierzyła. Nigdy nie planowała małżeństwa w ogóle, a jeśli już, to najprawdopodobniej wyłącznie ze względów politycznych, więc i to można w ten sposób potraktować. Co do późniejszego zabójstwa Saffara… pewnie powinna trochę bardziej się tym przejąć, ale w tej chwili uważała to za zwykłą karmę. Ten wyrok wisiał nad nim, odkąd postanowił najechać jej królestwo, a to, że będzie miała zrobić to sama, traktowała bardziej jako prezent od Kassima, nawet jeśli sułtan nie był tego świadom. Właściwie z jakiegoś powodu wolała, by miał o niej lepsze zdanie, niż brał za jakąś krwiożerczą i nieczułą, szaloną księżniczkę.
        - Poradzę sobie – zapewniła go szeptem, mając na myśli zarówno dzisiejszą ucztę, jak i uśmiercenie Saffara.
        To ostatnie było nieco na wyrost, bo doświadczenie miała praktycznie żadne, ale podświadomie uzupełniała to własną motywacją. Nie ma najmniejszego zamiaru pozwolić się dotknąć temu hashara, a mogąc zdać się na truciznę i ostrza, powinna sobie poradzić.
        - Będę potulna – dodała, trochę by sobie samej na głos o tym przypomnieć. Nie da się sprowokować, nie podniesie głosu, a najlepiej nawet i oczu, bo podobno nawet jak się nie odzywa to ciska gromami. Musiała po prostu pamiętać, o co toczy się gra, i że jej duma jest w tej chwili najmniej ważna. Jeśli chciała odzyskać swoje królestwo, będzie musiała znieść bez słowa cokolwiek ją spotka.
Awatar użytkownika
Kassim
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Władca , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Kassim »

Nie chciał wchodzić w jej strefę komfortu, ale musiał. Z resztą, to mogło jej wyjść na dobre. Nauczyć zachowania spokoju, nawet kiedy ktoś będzie na nią naciskał, stawiał pod ścianą, czy sprawiał faktyczny, fizyczny ból. Żeby stać się królową nie wystarczyło urodzić się księżniczką. A ona była młoda, niewiele jeszcze wiedziała o świecie arystokracji, w którym każdy ruch może być kłamstwem, a każdy szczegół ma znaczenie. Obserwacja nie raz była ważniejsza niż wypowiadane słowa. Władca musiał dostrzegać więcej niż inni. Tak już to działało. Można było się przystosować, oszaleć, albo wszczynać wojny i siać śmierć.
- Shay ma się rozeznać w układzie pomieszczeń. Wiem, że w komnacie Saffara jest balkon i prawdopodobnie to będzie najlepsza droga ucieczki. Shay wyprowadzi cię z miasta, nie będziesz tu bezpieczna. Wrócisz, kiedy moje wojska przejmą stolicę i przyczółki na granicach. Wiem - uprzedził jej opór - wiem, że chciałabyś tu być, ale nie masz przeszkolenia bojowego i pamiętaj: Masz zostać królową, to jest ważniejsze niż zostanie tu i narażanie się - wyjaśnił. Knucie, intrygi, plany, snucie wariantów, sprawdzanie możliwych wyników i szukanie przeszkód, jakie mogą stanąć im na drodze - to wszystko zajmowało Kassima od dłuższego czasu. Nawet on miał czasem ochotę odpocząć. Nie było po nim widać objawów zmęczenia, bo był przyzwyczajony do życia na wysokich obrotach, co jednak nie zmieniało faktu, że był tylko człowiekiem. No... Elfem.

- Dzisiejszy dzień możesz spędzić sama, albo ze mną. Jak wolisz. Straż i tak cię stąd nie wypuści - oznajmił.
- Jeśli wolisz pobyć sama. Odpocząć. Rozumiem. Jeśli nie, proponuję trochę poćwiczyć - dodał.
Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Maia »

        Pokiwała ze zrozumieniem głową, spoglądając gdzieś ponad jasnowłosą głową, a moment w którym przestała przytakiwać, gdy zawahała się, słysząc że ma opuścić miasto, szybko został przez Kassima wyłapany, a jej myśli błyskawicznie skorygowane. Wiedziała, że ma rację, więc nic nie powiedziała i tylko przytaknęła w milczeniu. Znów zastanowiła się, dlaczego tyle dla niej robi, ale nie zapytała o to na głos. Być może nie była jeszcze gotowa na odpowiedź.
        - Gdzie będę miała czekać? – zapytała zamiast tego, spoglądając znów sułtanowi w oczy. – Mam kogoś zaufanego kawałek od granicy, w razie czego – dodała, nie wątpiąc, że znajomy Szakal znów udzieli jej schronienia.
        Co do dalszego spędzenia dnia… nie chciała zostawać sama. Zazwyczaj tak by wolała, ale teraz wiedziała, że szybko przygniotą ją własne przemyślenia i nie minie wiele czasu nim straci całe opanowanie i spróbuje mimo wszystko opuścić komnatę. Kassim mimo wszystko najlepiej trzymał ją w ryzach, a jego spokój udzielał się księżniczce. Mimo to nie odpowiedziała od razu, nadal nieco zbyt dumna, by poprosić o jego towarzystwo. Na jej szczęście mężczyzna kontynuował i zmieszanie błyskawicznie przeszło w zaintrygowanie.
        - Poćwiczyć? – zdziwiła się lekko. – Masz na myśli amani? – dopytała niepewnie. Tylko to przyszło jej do głowy, jeśli chodziło o nią samą. Propozycja była dość niespodziewana i Maia wciąż nie wiedziała, co jej się sugeruje, więc wolała nie wyciągać pochopnych wniosków. Kassim chyba nie proponowałby jej innego treningu, skoro i tak chciał jej się pozbyć z miasta.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Na'Zahir”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość