Iruvia[Iruvia i otaczający ją las] Niedokończone Sprawy

Wielkie, elfie miasto położone w samym środku Lasów Eriantur. Piękne i obszerne budowle z kamienia wkomponowane są idealnie w leśny klimat. Pałac królewski wybudowany z drewna, białego kamienia i kryształu góruje nad drzewami, a z okien wież rozciąga się przepiękny widok na gęstą puszczę.
Awatar użytkownika
Constantin
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Zabójca , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Constantin »

Wolał nie robić sobie i Shyilii kłopotów w mieście, do którego dopiero przybyli. Uznał, że może lepiej i bezpieczniej będzie pozbyć się natręta w… mniej krwawy sposób, chociaż nawet już wtedy wiedział, że może okazać się, iż nie będzie to ich ostatnie spotkanie. Liczył na to, że może się myli i nie będą mieli problemów przez to, że nie pozwolił elfce na to, żeby rozwiązała sprawę po swojemu. Tyle dobrze, że przynajmniej niemalże od razu zrozumiała, w jaką grę postanowił grać i, jaką rolę ma w niej ona sama, a dzięki temu od razu przyjęła rolę jego partnerki życiowej. Całość wyszła im naprawdę dobrze jak na coś, co Constantin wymyślił na poczekaniu i, gdy zobaczył słodkości na jednym ze straganów. Wyglądało to tak, jakby rzeczywiście byli parą, a czarodziej próbował teraz dać drugiemu mężczyźnie jasno do zrozumienia, że jego „partnerkę” nie interesują nowe znajomości i poza tym jest też zajęta przez kogoś możliwe, że ciekawszego od niego. Ostatecznie skończyło się na tym, że udało mu się zdenerwować mieszkańca miasta i sprawić, że ten nawet zaczął się lekko jąkać, aż w końcu dał za wygraną i oddalił się, oczywiście w przeciwną stronę niż ta, w którą poszli Shyilia i Constantin. Mag przez chwilę nasłuchiwał jeszcze, jakby może spodziewał się, że tamten poczuje nagły przypływ odwagi i głupoty, a przez to zdecyduje się na zadanie mu ciosu w plecy. Na szczęście – głównie dla tamtego szlachetki – nic takiego się nie zdarzyło. Odezwał się dopiero, gdy upewnił się, że nikt nie zaatakuje ich z tyłu, ale i tak zrobił to w sposób, którym zakończył ich przedstawienie.
         – Właśnie dlatego chciałem zareagować w taki sposób – odpowiedział jej, gdy już wyjaśnili sobie kwestie trzymania dłoni w miejscu, w którym może niekoniecznie powinna się ona znajdować. Tyle dobrze, że jej nie przeszkadzało to tak, jak wydawało mu się na początku, ale i tak wolał przeprosić, a także zabrać swoją dłoń.
         – Co prawda, sam z chęcią spaliłbym go na popiół tak lekki, że nawet niewielki wiatr porwałby go ze sobą i rozwiał po całym mieście, ale nie zrobiłem tego. Będziemy w tym mieście przebywać przez… jakiś czas, więc dobrze by było, żeby ograniczyć trochę zabijanie, a sytuacje podobne do tej wcześniejszej, może lepiej będzie rozwiązywać w inny sposób, a nie wyłącznie przy pomocy przemocy – dopowiedział jeszcze. Może i nie brzmiał tak, jak powinien, ale jednak musieli zachować nieco ostrożności, a on chciał o to zadbać, nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiał trochę pilnować swojej towarzyszki i wtrącać się, gdy będzie chciała rozwiązać coś szybko, krwawo i brutalnie. Z drugiej strony, lepiej byłoby, gdyby ona to zrozumiała i zgodziła się na takie podejście. Tak, wtedy zdecydowanie byłoby łatwiej.
        „W końcu zaczynasz rozumieć, że czasem lepiej sięgnąć po słowa, zamiast po pięści, magię lub sierp?”– usłyszał w głowie kobiecy głos, który należał do jego matki. Wypuścił powietrze przez nos lekko rozdrażniony, chociaż dopiero po fakcie zorientował się, że to zrobił.
        „To kusargiama, a nie sierp” – odpowiedział jej, nawet nie zamierzał tłumaczyć swojego zachowania i tego, dlaczego teraz wolał zachowywać się mniej agresywnie i… trudniej, niż normalnie, przy okazji zwracając też uwagę na to, co nie tylko robi sam, lecz także na to, co robiła osoba mu towarzysząca. Nie chciał tego tłumaczyć, bo – siedząc ciągle w jego głowie – ona i pozostała dwójka powinni domyślić się, dlaczego tak postępuje. A jeśli nawet nie, to… przecież tłumaczył to samej Shyilii, więc wystarczyłoby, gdyby usłyszeli to jego uszami.
         – To, że do ciebie zagadał nie oznacza, że cię rozpoznał, może po prostu zobaczył ładną buźkę u nieznajomej i… zaczął być nachalny, bo inaczej tego nazwać nie można – odpowiedział jej, chociaż rozważał też możliwość, że może tamten mężczyzna nie spocznie i będzie próbował znaleźć jakieś informacje o niej, może rzeczywiście pomyślał, że gdzieś już ją widział, co zresztą również sprawi, że zacznie szukać i węszyć. Wtedy rzeczywiście mógłby przynieść ze sobą kłopoty, jeśli natknęliby się na niego ponownie.

         – Nigdy nie mówiłem, że poprzestanę tylko na słodkiej przekąsce – odparł, spoglądając w stronę elfki i nawet uśmiechnął się do niej. Niech wie, że gdy już znajdą się gdzieś, gdzie będą mogli spokojnie zjeść i wypić, on zajmie się płaceniem za rachunek zarówno swój, jak i jej. Zresztą, za pobyt w karczmie też mógł zapłacić, aktualnie w ogóle nie narzekał na pustą sakiewkę, czy taką, której bliżej do pustej, niż przynajmniej w połowie wypełnionej ruenami o różnych nominałach. Dobrze też, że zdecydowała się skosztować słodkich bułek, które przyniósł wcześniej, przynajmniej nie będzie musiał zjadać ich wszystkich w pojedynkę. Z drugiej strony, jeśli były tak dobre, jak zastrzegała to sprzedawczyni, to może im więcej miałby ich dla siebie, tym lepiej? Nigdy nie narzekał na nagłe przybieranie na wadze dzięki szybkiej przemianie materii, dodatkowo utrzymywał też swoje ciało w dobrej formie, a mięśnie – co prawda niekoniecznie mocno rozbudowane – i tak rysowały się pod skórą. Sam też postanowił w końcu wziąć jedną z bułek i spróbować jej, a później zjeść pozostałą część.
         – Udały się one mężowi staruszki, która je sprzedawała. Ja je tylko kupiłem – uśmiechnął się, łapiąc ją za słowo. Droczyła się z nim o wiele częściej, ale nie oznaczało to przecież, że on nie może podroczyć się trochę z nią, prawda? Prawda, jak najbardziej prawda. Swoją drogą, te słodkie bułki rzeczywiście były tak dobre, jak mówiła tamta kobieta. Nie wykluczał, że gdy będzie w pobliżu jej straganu, to skusi się, żeby zakupić tam inne słodkie produkty.
         – O, to mamy już prawdopodobne miejsce, w którym będziemy spać – odezwał się, a te słowa raczej dość jasno wskazały, że jak najbardziej nie ma nic przeciwko temu, żeby spać na słomianym sienniku. Gdy się podróżuje, często śpi się w gorszych warunkach i na twardszych materiałach, czasem nawet zwyczajnie na gołej ziemi, chociaż w niektórych regionach Alaranii trawa potrafi być zaskakująco miękka i wygodna. Doświadczył tego na własnych plecach.
         – Byle było tam czysto. Nie chcę spać na słomie, w której czają się jakieś robale – dodał jeszcze. I nie chodziło tu o strach przed tego typu żyjątkami, a po prostu o czystość i porządek. Liczył na to, że Shyilia również weźmie to pod uwagę, chociaż wydawało mu się, że w karczmie, o której wspomniała, raczej nie będą musieli obawiać się robactwa.

Jakiś czas później rzeczywiście znaleźli się w zachodniej części miasta, w czasie tej niedługiej wędrówki zdarzało im się rozmawiać, a także iść w całkowitej ciszy. Constantin wiedział, że może ufać Shyili, jednak o sprawach bardziej… prywatnych, na przykład tych związanych z rodziną siedzącą mu w głowie, wolał rozmawiać w zamkniętym pomieszczeniu, może nawet przy stoliku w karczmie, gdy wie, że nikt ich nie podsłuchuje albo nawet w pokoju jednej osoby lub drugiej, ewentualnie w takim, który wyposażony byłby w dwa łóżka i mogliby dzielić go wspólnie, chociaż nie był pewien, czy elfka chciałaby, żeby tak się stało. Jemu właściwie było to bez różnicy, wyłączając z tego dwuosobowe łoże – w przypadku, gdyby mieli do wyboru wyłącznie pokój z takim, to niby mógłby zgodzić się na spanie w nim, może nawet na jednym łóżku z Shyilią, jednak byłoby to dość niezręczne. Owszem, jego matka na pewno cieszyłaby się z takiego obrotu spraw, jednak on najpewniej zaproponowałby, że prześpi się na podłodze albo coś, a duże łóżko oddałby wtedy jej.
W każdym razie, w końcu chyba udało im się dotrzeć do wspomnianej wcześniej karczmy. Był to budynek z jednym piętrem, najpewniej tam znajdowały się pokoje do wynajęcia, gdy na parterze można było coś zjeść, wypić i spotkać innych ludzi, którzy akurat zdecydowali się zajrzeć do karczmy. Widać było okna i drzwi wejściowe, nad którymi wisiał drewniany szyld z naszkicowanym na nim na szybko łbem jelenia z pokaźnym porożem i napisem, który głosił, że budynek tej jest „Karczmą pod Jelenim Rogiem”. Ze środka nie dobiegały odgłosy muzyki, śmiechów, rozmów i ogólnie zabawy, ale to raczej dlatego, że była na to zdecydowanie za wcześnie.
         – To tutaj? - zapytał, a skinieniem głowy wskazał na pobliską karczmę.
Awatar użytkownika
Shyilia
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Skrytobójca
Kontakt:

Post autor: Shyilia »

         Przebywała z Constantinem niecałą dobę, mimo to Shyilia była już pewna, że w jego towarzystwie nie będzie się nudzić, podobnie jak on w jej. Załatwianie spraw w sposób niestandardowy - będący także przy tym bardziej skomplikowanym - choć nieco uciążliwe, było znacznie bardziej interesujące od machania sierpem na prawo i lewo. Czy dawało większą satysfakcję, to już odrębna kwestia; tego Shyilia jeszcze nie potrafiła ocenić. Własnoręczne upuszczanie krwi idiotom, którzy na to zasługiwali, zapewniało pożywkę dla żądzy mordu i na pewno było ekscytujące; z drugiej strony jednak, współpraca z czarodziejem stwarzała możliwości zaznania innych, choć równie ciekawych wrażeń.
         Słysząc wywód Naxama, elfka zaśmiała się pod nosem.
         - Teraz już sama nie wiem, co podobałoby mi się bardziej: poderżnięcie mu gardła własną kusarigamą czy patrzenie jak robisz z niego żywą pochodnię… Ale spokojnie, nie zamierzam rzucać się na każdego, kto spojrzy na mnie w nieodpowiedni sposób - zapewniła towarzysza, może nieco twardszym tonem, niż planowała. Słowa mężczyzny zabrzmiały w jej przekonaniu jak protekcjonalna krytyka, w związku z czym wojownicza natura zabójczyni podświadomie uznała za słuszne, by się bronić. - Może i bywam agresywna, ale nie jestem głupia, Naxam. Inaczej tamten typ dawno wąchałby bruk od spodu.
         Możliwe, że trochę przesadzała. Wprawdzie zdarzało jej się brutalnie potraktować tę czy inną osobę, która czymś jej się naraziła, owszem, lecz zazwyczaj poprzestawała na mniej lub bardziej dotkliwym okaleczeniu delikwenta - i, wbrew pozorom, starała się nie zabijać, jeśli nie było to konieczne; wliczone w warunki zlecenia lub podyktowane osobistym pragnieniem zemsty. Ewentualnie w samoobronie, choć takie sytuacje zdarzały się nad wyraz rzadko. Shyilia była na tyle wyszkoloną wojowniczką, że doskonale wiedziała, jak unieszkodliwić wroga, nie odbierając mu przy tym życia.
         Pokręciła głową w reakcji na rozważania czarodzieja na temat powodów nachalności przepędzonego jegomościa.
         - Nie, Naxam, ja doskonale znam ten wyraz twarzy - westchnęła przez zaciśniętą szczękę, zgrzytając zębami. - “Wiem, że gdzieś już cię widziałem.” To za każdym razem działa tak samo. Za jakiś czas natknie się na list gończy i dyskrecję trafi szlag. Cóż, przynajmniej ogólny poziom przestępczości w Iruvii spadnie na jakiś czas - zaśmiała się gorzko. - Lokalne, pożal-się-prasmoku, łotrzyki nie mają na tyle odwagi, by robić rozboje, gdy straż w mieście jest podwojona, a w dodatku grasuje w nim groźniejszy drapieżnik.
         Spodobało jej się stwierdzenie Constantina na temat fundowania jej jedzenia tudzież napitku, co znalazło odzwierciedlenie w uniesionej zadziornie brwi.
         - Za to cię lubię - wyszczerzyła zęby. “Nie tylko za to, rzecz jasna”, dodała w myślach, lecz nie zdecydowała się wypowiedzieć tego głośno. Artykułowanie myśli i uczuć sprawiało elfce spore problemy. Wolała zdecydowane gesty, dlatego, zamiast ubierać sympatię w słowa, poklepała kompana po ramieniu, przeżuwając równocześnie ofiarowaną bułeczkę.
         - No proszę, ktoś tu łapie mnie za słówka - mruknęła, niby poirytowana, ale nie przestawała się uśmiechać. - Inny osobnik za taką zniewagę dostałby po mordzie, ale ty, z jakiegoś powodu, podobasz mi się przez to znacznie bardziej.
         No właśnie. Dobór słownictwa zdecydowanie nie był mocną stroną zabójczyni. Teraz również natychmiast kobieta pożałowała, że nie ugryzła się w język ciut szybciej. Normalnie by się tym nie przejmowała; mówiła różne rzeczy różnym osobom - wliczając w to mężczyzn, a jakże - ale… różnica była taka, że ich opinia na jej temat kompletnie Shyilii nie obchodziła. Constantin natomiast… Był jej przyjacielem. Archaiczne słowo, zakurzone w pamięci elfki, mimo to nadal prawdziwe. Przyjaźń z kolei stwarzała pewne zobowiązania i pewne… konwenanse. W tej kwestii kobieta raz po raz zapuszczała się na nieznane wody, niespokojna o to, co czaiło się za granicą tego, do czego przywykła. I raz po raz odkrywała, że braki w empatii i obyciu potrafiły dać się we znaki, gdy interakcje z bliską osobą stawały się nieco bardziej skomplikowane. I gdy Shyilii zaczynało na nich zależeć.
         - To skromna karczma, ale robactwa tam nie uświadczysz - zapewniła. - Karczmarz to prosty chłop o niewyparzonej gębie, ale o część noclegową dba jego żona, elfka. Nie przepadam za nią - skrzywiła się lekko. - Jest strasznie wyniosła jak na pokojówkę i zawsze daje mi do zrozumienia, że ma mnie za gorszy sort ze względu na mój fach… Chociaż muszę jej przyznać, że zadbać o czystość w tej ruderze to ona potrafi.

         Gdy szli przez miasto, Shyilia starała się wybierać jak najmniej uczęszczane uliczki w cichych dzielnicach - a przynajmniej cichych za dnia. Włóczenie się po nich nocami w samotności, dla kogoś, kto nie umiał się zbyt dobrze bronić lub szybko uciekać, mogło okazać się niebezpieczne. Brak tłumów był jednak dla przestępczyni korzystną okolicznością, dlatego im dłużej udawało jej się unikać przypadkowych gapiów, tym lepiej. Później, gdy już na poważnie zacznie polowanie na Riyenesa, będzie szukać informacji u mieszczan, dokonując skrupulatnej selekcji. W taki sposób działała zazwyczaj: w kwestii kontaktów znacznie bardziej niż ilość, elfka ceniła jakość - i idącą za nią dyskrecję.
         Kiedy znaleźli się bliżej centrum miasta, kobieta zatrzymała się w zaułku i przyciągnęła Constantina do siebie.
         - Możesz coś dla mnie zrobić? - spytała, zmierzając do wyjaśnienia, o jaką przysługę jej chodziło. - Na placu centralnym, przy takiej starej, kamiennej studni, stoi duża tablica z ogłoszeniami. Byłabym wdzięczna, gdybyś pofatygował tam zadek i zorientował się, czy za moją głowę nadal jest jakaś nagroda. A jeśli jest, to jak wysoka. Jeśli chcesz, możesz też przy okazji rozejrzeć się za jakimś ciekawym zleceniem, tak dla zabicia czasu.

         Karczma, która według zapewnień Shyilii miała posłużyć im za bazę wypadową, znajdowała się w dość odosobnionej części zachodniej Iruvii. Być może dlatego większość klienteli stanowili tu okoliczne wyrzutki społeczne i nieszczęśliwi alkoholicy, uciekający przed problemami życia codziennego. Nie było to towarzystwo z wysokiej półki, ale to bynajmniej Shyilii nie przeszkadzało; wręcz przeciwnie. Nie zjawiała się tam w poszukiwaniach partnera na noc ani, tym bardziej, w celu przeprowadzania inteligentnych dyskusji. Kiedy zakładała na głowę kaptur i nie obnosiła się ze swoją atrakcyjnością, mało kto zwracał na nią jakąkolwiek uwagę, a to było ważnym argumentem, przemawiającym za obraniem tegoż przybytku za tymczasowe lokum. To przynajmniej zapamiętała ze swojej ostatniej wizyty w mieście.
         Dotarli tam szybciej, niż elfka się spodziewała. Nikt więcej nie nagabywał ich po drodze, a i Constantinowi nie przeszkadzało najwyraźniej nieco szybsze tempo marszu, choć przez to mieli zdecydowanie mniej sposobności do rozmów. Zamienili ze sobą może kilka zdań, zanim dotarli “Pod Jeleni Róg”. Shyilia przyjrzała się budynkowi. Z zewnątrz nie zmienił się wcale, odkąd miała okazję tu gościć.
         Skinęła głową i bez zbędnego gadania przekroczyła próg karczmy. W środku było pusto, nie licząc osobników, którzy spali na drewnianych ławach, upiwszy się poprzedniego wieczoru do nieprzytomności. Była w tym jakaś… swojskość. Słychać było szmery prowadzonych jeszcze półgłosem rozmów między co bardziej przytomnymi gośćmi, a w powietrzu unosił się zapach mięsa i warzyw. Na pierwszy rzut oka karczma jak każda inna; mimo to, skrytobójczyni swego czasu lubiła tu przesiadywać. Podeszła do lady, za którą niespiesznie krzątał się nieco tęższy mężczyzna w średnim wieku. Polerował szkło i sztućce, pogwizdując coś pod nosem, dopóki elfka nie zbliżyła się do niego. Wówczas podniósł wzrok znad szklanki, którą przecierał szmatką, a wyraz jego twarzy świadczył o tym, że bardzo szybko rozpoznał osobę, z którą miał do czynienia.
         - Shyilia z klanu Iarrieth - odezwał się, nieco zgrzytliwym głosem. - Piękna jak dawniej. I pewnie równie niebezpieczna.
         - Einar Torgun. Uprzejmy jak zawsze. - Elfka skinęła głową. Nie uśmiechała się, lecz w jej postawie brak było wrogości czy choćby niechęci. - Zakładam, że Daya nadal nie wie, że mówisz w ten sposób do każdej kobiety przekraczającej progi tej rudery?
         - Bo i po co ma wiedzieć? - Karczmarz wyszczerzył zęby, kiwając trzymaną weń wykałaczką. - Interes się kręci i niespieszno mi to zmieniać - dodał znacząco i pogroził Shyilii ścierką. - A wiem, że kłopoty rozmaite lubią się ciebie trzymać, kochanieńka.
         - Kochanieńka zawsze je również rozwiązuje, o ile jeszcze pamiętasz. - Na twarz Shyilii wypełzł przebiegły uśmiech. Oparła się o ladę dłońmi, pochylając nieznacznie do przodu.
         Gospodarz zbladł lekko, ale jego mina nie zrzedła ani na chwilę.
         - Oczywiście, że pamiętam. Nigdy ci tego nie zapomnę, psiajucha. Evie ma się dobrze, nawiasem mówiąc. - Odrzucił szmatkę w bok i skrzyżował ręce na piersi. - Rozumiem, że przyszła pora na spłatę długu. Czego ci potrzeba?
         Skrytobójczyni podobało się to, jak szybko Einar przeszedł do konkretów. Właśnie dlatego lubiła mężczyznę; nigdy nie owijał w bawełnę.
         - Potrzebuję noclegu dla dwóch osób na czas nieokreślony. Z zapewnieniem pełnej dyskrecji. - Ruchem głowy wskazała Constantina.
         Karczmarz łypnął na czarodzieja, jakby dopiero teraz go zauważył. Zmierzył go wzrokiem od stóp do głów - na tyle, na ile pozwalał mu ograniczający widoczność kontuar - i zacmokał.
         - Jedno duże łóżko? - mrugnął porozumiewawczo do skrytobójczyni.
         - Dwa. Osobne - oświadczyła kobieta stanowczo. Zmrużyła oczy w groźnym wyrazie twarzy, sugerując mu zaniechanie tego typu insynuacji w przyszłości. - Constatnin jest moim wspólnikiem.
         Na chwilę zapadła cisza - przynajmniej między tą dwójką - podczas której Einar wyraźnie intensywnie nad czymś myślał. W końcu westchnął i pokiwał głową.
         - Wiesz, że prosisz o wiele, Shyilio. Ukrywając cię tu, sporo ryzykuję.
         - Wiem o tym. Ale jesteś jedyną osobą, którą mogłabym o to prosić.
         Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie.
         - Nie mogę ci odmówić, nawet jeśli bym chciał. - Wyciągnął spod lady klucz i wręczył go elfce. - Postaraj się trzymać z dala od problemów. Zwłaszcza takich, które mogłyby mi też uprzykrzyć życie. Dobra?
         - Jasne. Dziękuję, Einar.
         Shyilia schowała klucz do najmniejszej z sakiewek noszonych przy pasku i uśmiechnęła się do Constantina, dumna ze swojego osiągnięcia. Kwestię regulacji ceny postanowiła zostawić na inną rozmowę.
         - Jeszcze jedno - zawołała przez ramię do karczmarza. - Przynieś nam po porcji tego, co tam pichcisz na zapleczu. Pachnie to smakowicie, a jestem już porządnie głodna.
Awatar użytkownika
Constantin
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Zabójca , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Constantin »

Zagrożenie ze strony tamtego mężczyzny mieli już za sobą, jednak on również zaczął podejrzewać, że osobnik ten może im później sprawić jakieś problemy. Nie był pewien, czy było to jego przeczucie, czy może to, że Shyilia tak o tym myślała i myśli te wyrażała na głos, co mogło z kolei wpłynąć na jego osąd.
        „Na pewno się nim zajmiesz. Ochronisz swoją damę w opresji” – znów odezwała się jego matka. Trochę dziwne zaczęło być to, że ostatnie kilka rozmów inicjowała właśnie ona, a nie pozostała dwójka. Co więcej, tamci często też nie odzywali się i nie dołączali do dialogu, a to było jeszcze dziwniejsze. Bella naprawdę rzadko kiedy odpuszczała sobie jakieś życzenia śmierci skierowane w jego stronę. Z drugiej strony, chyba trochę rozumiał, dlaczego jego ojciec się nie odzywa, w końcu nie robił tego, gdy twierdził, że nie ma niczego do dodana lub wtrącenia od siebie.
        „Daleko jej do kogoś takiego. Shyilia wie, jak o siebie zadbać” – odpowiedział Constantin. Akurat tego był pewien, tylko, że ona akurat nie zawsze może zauważać inne rozwiązania niż przemoc… Co często również dotykało jego, chociaż od jakiegoś czasu zaczął widzieć, że argument siły nie jest tym, co powinno stosować się w każdej lub w większości sytuacji. Tylko, że tutaj chodziło też o uargumentowanie takiego zachowania, zwłaszcza u osoby, która przeważnie robi zupełnie coś innego. Akurat teraz, gdy byli w tym mieście naprawdę krótko, nie powinni zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, a to było dla niego wystarczające, żeby zastanowić się nad tym, jak poradzić sobie z tamtym nachalnym mężczyzną.
         – Nawet, jeśli dojdzie do czegoś takiego, i tak nie oznacza to od razu, że strażnicy cię złapią. Nie będą wiedzieli, gdzie szukać, więc będą biegać po całym mieście i ostatecznie mogą nawet nie znaleźć osoby, której szukają – odparł, ale to akurat dotyczyło tylko zwykłej straży, która przeważnie patroluje miasto, strzeże bram i innych ważnych wejść, a także urzęduje w więzieniu. Większy problem pojawiłby się, gdyby zaangażowani zostaliby do tego jacyś śledczy lub bardziej elitarni strażnicy, którzy byliby bardziej doświadczeni w tropieniu i łapaniu kryminalistów. Wtedy w jakimś stopniu urosłaby szansa na to, że w końcu natknęliby się na nich i musieliby z nimi walczyć. Z takiej sytuacji były akurat tylko dwa wyjścia – ucieczka albo walka.
         – Za to, że mam większą sakiewkę od twojej? - zapytał, a na jego twarzy na chwilę pojawił się uśmieszek. Ona mogła droczyć się z nim, więc rozumiał, że on bez żadnych pozwoleń mógł też to robić w jej kierunku. Z drugiej strony, widać było też, że powiedział to żartem, a nie po to, żeby może uderzyć w to, że ma więcej pieniędzy od niej. Nie chciał, żeby tak to zrozumiała, bo zupełnie nie o to mu teraz chodziło. Domyślał się też, że gdyby odpowiednio to powiedzieć i dobrać inne słowa, na pewno mogłoby to w jakiś sposób zabrzmieć dwuznacznie, ale – raz, że niekoniecznie chciał, żeby tak zabrzmiało i dwa, nie był też pewien, czy wiedziałby, jakich słów użyć tu jako zamienników.
         – Skąd pewność, że pozwoliłbym ci na to, żebyś mnie uderzyła? Nie chciałbym z tobą walczyć, ale broniłbym się, gdybyś chciała mnie uderzyć – powiedział to do niej może tonem zbyt poważnym, niż chciał na początku. Na pewno nie brzmiało to jak wyzwanie, a bardziej jak zwykłe stwierdzenie odnoszące się do tego, jak zareagowałby, gdyby rzeczywiście chciała „dać mu po mordzie”. I mówił też prawdę, gdy przyznał, że nie chciałby z nią walczyć. Nie chodziło tu o to, że może bał się przegranej, a bardziej o to, że znali się, ufał jej i ją lubił. Takich osób, co do których był pewien, że może je tak traktować, bo one również myślą o nim podobnie, było w jego życiu niewiele.
         – Świetnie, czyli będzie to dobre miejsce na odpoczynek – podsumował swoje zdanie na temat miejsca, do którego prowadziła go elfka. O karczmarza się nie obawiał, jednak miał dziwne podejrzenia, że jego żona może okazać się wścibska i ciekawska, zwłaszcza, jeśli chodziło o kogoś takiego, jak on. O osobę, której nie znała i, którą najpewniej będzie widziała pierwszy raz w życiu.  

Za blisko, zdecydowanie za blisko. Znaczy, wiedział, że Shyilia raczej nie myślała o takich rzeczach, gdy nagle przyciągnęła go do siebie, ale i tak była to dość niezręczna sytuacja. Tyle dobrze, że dosłownie nie przyparła go do ściany jakiegoś budynku…
        „Pocałuj ją!” – usłyszał w głowie głos… matki. Kto inny namawiałby go do właśnie takich rzeczy? Zresztą, było to głośne i przez chwilę miał wrażenie, że zaraz nagle zacznie boleć go głowa. Był to krzyk, pełen ekscytacji, ale nadal krzyk. Constantin nie zareagował na to słowami, które wypowiedziałby w swojej głowie, a jedynie nagłym i głośnym wypuszczeniem powietrza przez nos, co jak najbardziej mogło być oznaką irytacji. Dobrze, że zrobił to chwilę przed tym, jak Shyilia zaczęła mówić, bo inaczej jeszcze mogłaby zrozumieć to tak, że zareagował w ten sposób na to, o co go poprosiła.
         – Nie ma sprawy, sprawdzę tablicę ogłoszeń – odpowiedział jej, a później odwrócił się i ruszył w stronę placu centralnego. Tablicę odnalazł szybko, mimo tego, że po okolicy kręciło się dużo mieszkańców miasta.
Podszedł do niej i przyjrzał się pergaminom, które do niej przypięto. Sekcja z listami gończymi była oddzielona od tej, na której można było przypinać ogłoszenia i zlecenia. Przyjrzał się zakazanym mordom, które widniały na pergaminach, na których oprócz wizerunków znajdowało się też to, za co są poszukiwani, a także nagroda, którą władający miastem są w stanie wypłacić za schwytanie i przyprowadzenie poszukiwanych, aby można było osądzić ich wedle prawa. Tylko, że nie dotyczyło to wszystkich, bo nad niektórymi portretami widniał napis „Poszukiwany: Żywy lub martwy”. Nigdzie jednak nie widział portretu Shyilii, a przecież dostrzegłby go od razu. Dla pewności przejrzał jeszcze raz listy gończe i doszedł do tego samego wniosku – nie ma tu żadnego, który dotyczyłby jego towarzyszki.
Zrobił krok w bok i przed jego oczami znalazły się ogłoszenia mieszkańców. Wiele z nich dotyczyło ofert kupna lub sprzedaży, a także były związane z usługami, które świadczyli rzemieślnicy – ci ogłaszali je, dbając o to, żeby przyciągnąć do siebie więcej klientów niż konkurencja – jednak zleceń, które mogłyby go zainteresować, nie było tu wiele… Chociaż, nie, jedno przyciągnęło jego uwagę. „Potworzyska w piwnicach” – przeczytał w myślach mag ognia. Chodziło o to, że w rozległej piwnicy tutejszej winiarni zaległo się „coś”, co zabiło już dwóch pracowników i sprawiło, że nikt nie chce teraz schodzić w tamto miejsce. Przez to winiarnia codziennie notuje straty, bo nie tylko spadła sprzedaż wina, lecz również pojawiły się kłopoty z produkcją. Ogłoszenie wyglądało na świeże, pergamin nie doznał jeszcze uszkodzeń, które mogłaby wyrządzić zmieniająca się pogoda. Nie myśląc długo, Constantin sięgnął po ogłoszenie i zerwał je, a później schował do kieszeni.
         – Nie widziałem twojej ładnej buźki na żadnym z listów gończych, które tam były, ale za to znalazłem jedno ogłoszenie, które mogłyby sprawić, że nasze sakiewki zrobią się cięższe – powiedział do elfki, gdy do niej wrócił.
         – Zostawił je właściciel okolicznej winiarni i pisze w nim, że piwnica jego winiarni została zajęta przez jakieś stwory albo jednego stwora. Cierpi na tym jego interes i chciałby, żeby ktoś się pozbył problemu. Oferuje sowitą nagrodę, zarówno w monetach, jak i w trunku – streścił jej to, co sam przeczytał, a później pokazał też samo ogłoszenie, jeżeli sama chciałaby mu się przyjrzeć. Później mogli iść już dalej, do karczmy, do której prowadziła ich Shyilia.

Odosobnienie karczmy zdecydowanie powinno być im na rękę. Zapewniało to większą dyskrecję i większą pewność tego, że któryś z klientów nie postanowi wydać straży miejsce, w którym ukrywa się ktoś, kim może nadal mogliby się zainteresować, mimo że otwarcie – czyli poprzez list gończy właśnie – jej nie szukają. Mag uważnie przyjrzał się karczmie z zewnątrz, ale nie był to wzrok oceniający pod względem wyglądu, a raczej pod względem ewentualnych dróg ucieczki, jeżeli będą musieli takową się ratować. Gdy weszli do środka, nadal się przyglądał, jednak tym razem wnętrzu i osobom, które były w nim zgromadzone. Poszedł za Shyilią, gdy ta podeszła do lady, za którą stał karczmarz. Stanął blisko, ale za jej plecami. Nie miał zamiaru odzywać się i wtrącać do tej rozmowy, nawet nie dawał otwartego znaku swej obecności. Nie ukrywał się, bo nie chodziło mu o to, żeby mężczyzna ten go nie zauważył – był za to ciekaw, kiedy przeniesie wzrok na niego i zobaczy, że oprócz niej, do budynku wszedł ktoś jeszcze, kto prawdopodobnie jej towarzyszy. Przysłuchiwał się za to ich rozmowie, bo dzięki temu mógł zdobyć kilka informacji. Ciekawe, czy gdyby nie wspomniała o nim w swej prośbie, karczmarz obdarzyłby go swoim spojrzeniem? Nie był tego pewien i raczej się tego nie dowie, bo nie dość, że powiedziała o noclegu dla dwóch osób, to jeszcze wskazała go skinieniem głowy. Sam Constantin też skinął głową, jednak w stronę mężczyzny za ladą i w geście oszczędnego przywitania się z nim. Przez jego oblicze przebiegł uśmieszek, gdy Einar wspomniał o dwuosobowym łóżku, jednak Shyilia na pewno nie mogła tego zobaczyć – na szczęście! - bo w końcu była do niego odwrócona plecami.
         – Zapłacę za swoją część, zarówno jeśli chodzi o miejsce do spania, jak i o posiłki, o to nie musisz się martwić – odezwał się do karczmarza krótko po tym, jak Shyilia dostała od niego klucz. Miał zamiar dotrzymać słowa, o czym świadczyło chociażby to, że wypowiedział te słowa z pewnością siebie i powagą. Przynajmniej nie musiał się przedstawiać, bo to też elfka zrobiła za niego.
Przez następne chwile podróżował po karczmie, ciągle idąc za towarzyszką. Kierowali się do pokoju, do którego klucze dostała. Zakładał, że wiedział, gdzie iść i jakiego pokoju szukać, przy kluczach na pewno znajduje się jakieś oznaczenie, które pomoże w znalezieniu odpowiednich drzwi. W końcu kobieta zatrzymała się, więc on zrobił to samo. Einar nie wyglądał na takiego, ale dobrze byłby, gdyby faktycznie skierował ich do pokoju z dwoma łóżkami.
Awatar użytkownika
Shyilia
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Skrytobójca
Kontakt:

Post autor: Shyilia »

         Pozbywszy się z otoczenia irytującego czynnika, Shyilia mogła odetchnąć. Wcześniej naprawdę była zaniepokojona; nie tyle zagrożeniem ze strony mężczyzny - bo, umówmy się, tego typu osobnik niewiele mógł zdziałać w starciu z zabójczynią o dość długim stażu - ile konsekwencjami, jakie mogłoby wywołać zrobienie mu krzywdy. Na szczęście elfka dłużej nie musiała się tym martwić, choć z tyłu głowy zostawiła sobie ostrzeżenie. Nie powinna zapominać o tym, że dyskrecja w jej przypadku była kwestią kluczową. Zarówno jeśli chodzi o przetrwanie, jak i tropienie ofiary. Riyenes nie może odkryć jej obecności, zanim ona nie odkryje jego, inaczej zwinie interes i zniknie na kolejne dwadzieścia lat.
         W reakcji na zaczepkę na temat sakiewki, dłoń, którą elfka poklepywała towarzysza, zacisnęła się w pięść i wylądowała na jego ramieniu. Nie było to mocne uderzenie, które sprawiłoby mu ból, ale na tyle energiczne, by Naxam dobrze je poczuł. Shyilia starała się przybrać na twarz groźny wygląd, lecz uniesione kąciki ust nie chciały się jej słuchać. Nie była zdenerwowana ani w żadnym stopniu urażona komentarzem czarodzieja. Zlecenia na zabójstwa bywały dobrze płatne, o ile się wiedziało, gdzie takowych szukać - a Shyilia wiedziała i gdyby tylko chciała, mogłaby zgromadzić podobną, może nawet większą ilość ruenów niż Constantin. Nie czuła jednak takiej konieczności. Życie nigdy jej nie rozpieszczało, nie była więc przyzwyczajona do wygód i ich nie potrzebowała. Dopóki miała co zjeść i na siebie włożyć - to jej w zupełności wystarczało. Nocowała zazwyczaj na dziko, w lasach, w opuszczonych ruderach lub koczowała w ukryciu na strychach niczego nieświadomych gospodarzy. Rzadko zdarzało się, by wynajęła sobie pokój z prawdziwego zdarzenia; częściej korzystała z uprzejmości tego czy innego tymczasowego partnera tudzież partnerki. Skromne życie, póki co, było jej własnym wyborem, nie czuła się więc gorsza z powodu mniejszej sakiewki. Poza tym, nie kryła się z tym, że lubiła gdy mężczyźni od czasu do czasu za nią płacili. W większości przypadków to była jedyna forma “wyższości”, na jaką im pozwalała, w swojej postawie dumnej, niezależnej wojowniczki.
         Na szczęście Constantin, zdaje się, zignorował w jej następnej wypowiedzi tę część o “podobaniu się”. Dobrze, pewnie tak było lepiej. Skupił się na przemocy, a ten temat zdecydowanie był elfce bliższy niż flirt.
         - Już raz na tobie siedziałam - przypomniała mu, uśmiechając się drapieżnie. Tak, bezczelne podteksty pasowały do niej znacznie lepiej. - Na twoim miejscu nie byłabym taka zuchwała, chyba że chcesz to powtórzyć.
         “Swoją drogą, ciekawe, jak by to wyglądało”, pomyślała przelotnie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W tym przypadku aż nazbyt dosłownie… Poprzednim razem Shyilia, jeśli nie wroga, była wobec czarodzieja co najmniej nieufna. I traktowała go z bezpiecznym dystansem. Teraz zaś ten dystans gdzieś znikł, podejście elfki uległo diametralnym zmianom, być może z drugiej strony było podobnie - perspektywa potrafi zmienić bardzo wiele. Aczkolwiek skrytobójczyni nie sądziła, by przyszło jej to sprawdzać po raz drugi, a przynajmniej nie w identycznych okolicznościach, a jakie inne okoliczności mogłyby doprowadzić do podobnej sytuacji… Cóż. Mniejsza o to.

         Odniosła wrażenie, że mięśnie w ciele Constantina napięły się, gdy przyciągnęła go do siebie. W pierwszym ułamku sekundy nieco ją to zdziwiło, ale szybko doszła do wniosku, że to zupełnie naturalna reakcja na niespodziewany gest drugiej osoby - zwłaszcza taki, który zasadniczo mógł wyglądać jak próba ataku - dlatego nie zwróciła na to większej uwagi.
         Zaczekała w zaułku, aż czarodziej sprawdzi to, o co go poprosiła i wróci z informacjami. Nie robiła w tym czasie niczego szczególnego; wpatrywała się w ścianę przeciwległego budynku, zastanawiając się, w które miejsce musiałaby wycelować kusarigamą, by jej ostrze jak najstabilniej utkwiło w zagłębieniu między elementami konstrukcji. (Nie żeby ta wiedza była jej w tej chwili jakkolwiek przydatna.) Gdy zauważyła powracającego towarzysza, uniosła brew w niemym pytaniu o rezultaty jego rekonesansu. Pokiwała głową, usłyszawszy odpowiedź. To dobrze. To bardzo dobrze. Elfka nie musiała zatem martwić się o to, że zostanie rozpoznana przez przypadkowego przechodnia. Wprawdzie na strażników i tak musiała uważać, gdyż oni zapewne nadal mieli gdzieś jej podobiznę, ale ryzyko zmalało do rangi znikomego. Shyilia uśmiechnęła się nieznacznie, odnotowując także użycie przez Constantina określenie “ładna buźka” w stosunku do niej. Wykorzysta to przy najbliższej nadarzającej się okazji.
         Ogłoszenie, o którym mówił mężczyzna, wzbudziło jej zainteresowanie. Rzuciła okiem na kartkę, ale nie potrafiła odczytać z niej trudniejszych wyrazów, by zrozumieć więcej niż to, co opisywał czarodziej, więc skupiła się raczej na słuchaniu jego słów.
         - Nagroda w trunku brzmi kusząco - przyznała. - Dobre wino jest sporo warte w tych regionach, a nie mogę przecież wiecznie wykorzystywać ciebie... i twojej pokaźnej sakiewki - dorzuciła zaczepnie.
         Bieganie po piwnicach nie było może jej ulubionym zajęciem - z dwojga złego wolała dachy - ale nie zamierzała wybrzydzać. Jeśli stwór, lub czymkolwiek było owo “coś” z ogłoszenia - było faktycznie tak niebezpiecznie, jak stało na papierze, być może okaże się wystarczającym wyzwaniem, by zapewnić elfce trochę godziwej rozrywki. Zważywszy na to, że miała przy tym współpracować z Constantinem, prawdopodobieństwo takiego scenariusza znacznie wzrastało.
         - Alkohol jest łatwopalny - mruknęła, zerkając na niego z ukosa.

         Rozmowa z Einarem przebiegała bezproblemowo. Shyilia spodziewała się bardziej stanowczego protestu i choć była niemal pewna, że karczmarz ulegnie jej argumentom, to elfka myślała, iż będzie musiała się nagimnastykować trochę bardziej. Czy dodatkowa osoba w postaci Constantina okazała się atutem, czy też przeszkodą, to pozostawało niejasne. Tym niemniej, po krótkiej wymianie zdań w dłoń skrytobójczyni trafił żelazny klucz.
         - Za nocleg nie wezmę ni ruena. Od żadnego z was. Tyle jestem jej winien - odrzekł gospodarz czarodziejowi, ruchem głowy wskazując Shyilię. - Co do strawy, mnie wsio jedno, które z was zapłaci, byle bym dostał, co mi się należy.
         Po tych słowach poczłapał na zaplecze, zapewne wracając do przygotowywania posiłku, którego zapach rozchodził się po całej karczemnej sali. Elfka z kolei skierowała kroki na lewo od kontuaru, gdzie mieściło się niewielkie pomieszczenie, będące klatką schodową. Brakowało w niej okien, podobnie jak w korytarzu na piętrze - wnętrze oświetlał jeden, przymocowany do drewnianej ściany kaganek, stwarzający zagrożenie pożarowe - w związku z czym nawet za dnia panował tam półmrok.
         - Trochę się postarzał, odkąd go ostatnio widziałam - rzuciła w stronę Constantina, w drodze na piętro. Mówiła, rzecz jasna, o karczmarzu. - To było jakieś… pięć lat temu? Może sześć…
         Nie znała dokładniej daty, pamiętała za to rozkład pomieszczeń na górze. Zdarzało jej się tutaj nocować kilka razy i, o ile się orientowała, nic się od tej pory nie zmieniło. W każdym razie niewiele. Drewno było trochę bardziej podniszczone, a nieliczne obrazy na ścianach nieco wyblakły. Shyilia jednak nie zastanawiała się nad tym. Odnalazła drzwi opatrzone tym samym symbolem, co drewienko przy kluczu - cyfrą 7 - i wsunęła w zamek ów klucz, przekręcając go. Energicznym pchnięciem otworzyła drzwi, weszła do środka i… zatrzymała się gwałtownie na środku pomieszczenia. W ułamku sekundy zebrała dane na temat pokoju: był niewielki i słabo doświetlony; niewielkie, okrągłe okno, znajdujące się tuż pod strzechą dachu, wpuszczało tyle promieni słonecznych, by nie potrzeba było świecy, a przy tym omijały one dolną część pomieszczenia, pozostawiając ją w cieniu. Żeby przez to okno wyjrzeć, Shyilia musiałaby stanąć na znajdującym się w rogu zydelku, obok którego tkwiła drewniana misa, wystarczająco duża, by mogła w niej stanąć lub przykucnąć jedna osoba. Po prawej stronie drzwi znajdowała się mała komoda, na rzeczy osobiste, na niej zaś, w srebrnym - choć to z pewnością była tylko marna imitacja srebra - lichtarzu znajdowała się nowa świeczka, gotowa do odpalenia, gdy zrobi się zbyt ciemno, by cokolwiek widzieć. Ale żadna z tych rzeczy nie przyciągnęła uwagi skrytobójczyni. Elfka wpatrywała się w stojące na środku pokoju łóżko. Porządnie zasłane, sprawiające wrażenie całkiem wygodnego.
         I tylko jedno.
         Shyilia zmarszczyła brwi i skrzyżowała ręce na piersi. Tkwiła tak, w złowrogim bezruchu, chyba przez kilka sekund, po czym w morderczym szale wpadła z powrotem na korytarz, nieświadomie potrącając stojącego jej na drodze Constantina.
         “Już ja drania nauczę!” - grzmiała w myślach, wyobrażając sobie co zrobi, jak znajdzie Einara. “Wytnę mu na czole taki znaczek, że raz na zawsze odechce mu się takich żartów.
         Gotowa spełnić swoje nieme groźby, ruszyła w stronę schodów.
         - Shyilia?
         Dźwięk znajomego głosu przywołał ją do porządku. Zabójczyni stanęła w pół kroku, zamknęła oczy i westchnęła w duchu. Odwróciła się powoli, doskonale wiedząc, kogo zobaczy po drugiej stronie korytarza.
         - Daya.
         Ton jej głosu był zimny. Elfki nie przepadały za sobą nawzajem. Stały teraz naprzeciw siebie, mierząc się spojrzeniami, w których kryła się niechęć. Żadna z nich jednak nie okazywała jej otwarcie. Shyilia oparła dłonie na biodrach, w pozie wyrażającej coś pomiędzy nonszalancją, a gotowością do ataku. Daya natomiast nie mogła uczynić podobnie, gdyż trzymała całe naręcze czystych, starannie poskładanych koców. Uniosła jednak podbródek, odrobinę tylko, aczkolwiek ten gest, gest wyższości, był dla skrytobójczyni bardzo wymowny.
         - Nie spodziewałam się, że tu wrócisz. Kolejne zlecenie? - Daya uśmiechnęła się, lecz w tym uśmiechu nie było cienia uprzejmości, mimo że jej pytanie samo w sobie mogło się takie wydawać.
         Nagle Shyilia w lot zrozumiała całą sytuację.
         - Prywatna podróż - odparła lakonicznie.
         - Och… - Żona gospodarza wydawała się zdziwiona i nieco jakby… zbita z tropu? - Szukasz Einara? Czyżby jakiś problem?
         - … nie. - Skrytobójczyni pokręciła głową. - Nie ma żadnego problemu.
         - Wspaniale zatem. Miłego pobytu.
         Elfka nie odpowiedziała. Zamiast tego odczekała aż złotowłosa zniknie w jednym z wolnych sypialni i gdy tak się stało, sama wróciła do swojej. To jest, tej, którą miała dzielić z Constantinem. Tym razem zamknęła za sobą drzwi, oparła się o nie, stojąc tak przez chwilę w milczeniu, a gdy w końcu zwróciła się w stronę czarodzieja, na jej twarzy malował się standardowy zaczepny uśmiech. Z tą różnicą, że ten był trochę wymuszony.
         - To jak, kochanie, wolisz prawą czy lewą stronę? - rzuciła z sarkazmem, przesadnie akcentując czułe słówko.
         - Myślałam, że Einar sobie z nas kpi, ale myliłam się - odezwała się po chwili. - I całe szczęście dla niego. Ma chłop łeb na karku. - Podeszła do ściany, oparła się o nią plecami i jedną, zgiętą w kolanie nogą. Ręce, jak zwykle, miała skrzyżowane. - Ta cała akcja z pokojem małżeńskim, to wszystko przez Dayę. Jakiekolwiek układy nie wiązałyby mnie z Einarem, na nic się zdadzą, jeśli Daya popędzi na pierwszy posterunek straży i doniesie, że pod ich dachem ukrywa się przestępczyni; zrobiłaby to niechybnie, gdyby znała prawdziwy powód mojej obecności tutaj. Nie wie o długu, jaki Einar ma wobec mnie… - ucichła na krótki czas i odchrząknęła. - Dlatego ona musi wierzyć, że jestem tu… no wiesz. Z tobą.
         Mówiła to stosunkowo pewnym, pozbawionym uczuć głosem, ale na krótką chwilę uciekła wzrokiem.
         - To ma tak wyglądać tylko przy Dayi. Einar zna prawdę, a Evie… Ona nie będzie się wtrącać. - Zamknęła na chwilę oczy, a gdy je na powrót otworzyła, jej wzrok, wbity w czarodzieja, był całkowicie opanowany. Podeszła do mężczyzny. - Nie musimy na każdym kroku odstawiać takiej szopki, jak przed tamtym szlachetką z ulicy, choć musisz przyznać, że szło nam nieźle… Ale jeśli uznasz, że to dla ciebie zbyt wiele w kwestii współpracy, to nie będę ci miała tego za złe, Naxam.

         Po pewnym czasie zeszli na dół, z powrotem do części jadalnej. Na stole, umiejscowionym w najdogodniejszej części sali - odpowiednio odosobnionej, ale nie w rogu, w którym paradoksalnie rzucaliby się w oczy - czekały już na nich dwie misy z zupą i pół bochenka chleba.
         - Dawno nie miałam w gębie potrawy z prawdziwego zdarzenia - mruknęła elfka z zadowoleniem, zaciągając się wonią dobywającą się z naczynia, które stało przed nią. Była w podróży od kilku tygodni i od tamtej pory żyła głównie na suchym prowiancie oraz darach lasu.
         - Mój plan jest następujący - odezwała się, przeżuwając. - Zjeść, może się czegoś napić dla relaksu, umyć się i przespać. Przywykłam do pracowania nocą, a pozostałą część dnia wolałabym przeznaczyć na odpoczynek. Chyba że masz inne sugestie?
Awatar użytkownika
Constantin
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Zabójca , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Constantin »

Constantin wzruszył lekko ramionami, gdy usłyszał, że karczmarz nie chce wziąć od niego opłaty za nocleg. Nie miał zamiaru nalegać na to, żeby mężczyzna zmienił zdanie, najwyżej w zamian za to pokryje koszta związane z ich wyżywieniem w czasie, w którym będą tu przebywać. Nie zostało im nic innego, jak udanie się do pokoju.
         – Jest człowiekiem, prawda? Wiesz, że oni starzeją się szybciej niż ty, czy nawet ja – odpowiedział jej, chociaż nieco nieobecnym tonem. Może akurat nad czymś rozmyślał? A może toczył w głowie rozmowę z kimś ze swojej rodziny lub z całą trójką? To wiedział tylko on, ale zdecydowanie była to ta pierwsza rzecz. Nigdy wcześniej nie był w tej karczmie, zresztą sama Iruvia nie była dla niego miastem, o którym mógł powiedzieć, że zna je choć trochę, więc zdał się tutaj na swoją towarzyszkę i na to, że będzie wiedziała, jak dotrzeć do pokoju, który dostali. Ona weszła do środka pierwsza, mogła też jako pierwsza zobaczyć, jak w środku wygląda ten pokój. On sam mógł to zrobić, gdy elfka wypadła nagle z wnętrza i prawie zderzyła się z nim – dobrze, że nie stał w progu, bo dzięki temu mógł odskoczyć w bok na korytarzu. Wydawało mu się, że gdyby był „obiektem” na którym zatrzymałaby się, to mogłaby wyładować na nim swoją złość, która jak najbardziej musiała pojawić się, gdy tylko zobaczyła, że łóżko jest jedno. Duże, ale jedno. Mag ognia pokręcił tylko głową.
        „O, macie tylko jedno łóżko. Nie sądzisz, że to jakiś znak?” – zapytała go… matka. Tylko ona mogłaby odezwać się jako pierwsza w takiej sytuacji i powiedzieć tak otwarcie takie rzeczy, przy okazji jasno sugerując ich dwuznaczność i swoje zdanie na temat tego, co chciałaby, żeby wynikło z takiego rozwoju zdarzeń.
        „Nie sądzę. Znajomy Shyili robi jej na złość, i tyle” – odpowiedział jej Constantin. Przymknął też na krótką chwilę oczy, co mogło być oznaką jego irytacji. Irytacji związanej z tym, jaki dostali pokój? Tym, co sugeruje jego matka? A może zarówno jednym, jak i drugim? Ta rozmowa, co prawda, wydawało mu się bardzo krótka – w końcu były to jedynie dwie wypowiedzi – ale w tym czasie jego towarzyszka zdążyła już wrócić. Może znów pochłonęły go jego własne myśli, co mogło wyglądać dziwnie z perspektywy innej osoby. Zupełnie, jakby nagle został zatrzymany przez jakąś niewidzialną siłę i pochwycony przez nią tak mocno, że nie był w stanie wykonać nawet najmniejszego ruchu. Otrząsnął się z tego szybko, akurat w momencie, w którym wróciła Shyilia. W międzyczasie musiał też przestać być nieruchomy, bo znajdował się teraz w pokoju, a niespecjalnie pamiętał, żeby tu wchodził. Chociaż… może zrobił to wtedy, gdy oglądał pomieszczenie po tym, jak opuściła je elfka. Tak, to mogło być to.

         – Mogę spać na podłodze albo wynająć drugi pokój – odparł Constantin i wzruszył ramionami. W ten sposób chciał pokazać, że nie byłoby to dla niego problemem. Owszem, mogłoby to być lekkie utrudnienie, gdy chcieliby porozmawiać o czymś, co było przeznaczone wyłącznie dla ich uszu, ale nadal byłoby to wykonalne. Nie chciał też o tym wspominać, ale czułby się dziwnie, tak śpiąc tuż obok Shyilii, może nawet miałby przez to problemy ze snem. Przez to i to, że jego matka na pewno próbowałaby go jakoś zachęcać do tego, żeby zrobić to, co chciałaby, żeby zrobił – zbliżyć się do elfki i sprawić, żeby ich przyjaźń stała się czymś więcej. Camilla Naxam chciała tego właściwie od samego początku, gdy tylko cała czwórka wiedziała, z kim mają do czynienia i, że spotkali dobrą znajomą sprzed lat.
         – Czyli podłoga…? – powiedział sam do siebie, gdy to, czym się z nim podzieliła. Może faktycznie jej znajomy karczmarz zrobił to ze względu na podejrzenia, które mogłyby się pojawić przez tą całą Dayę. Całość rzeczywiście miała sens, tak mu się wydawało przynajmniej, choć oznaczało to też, że czasem będą musieli udawać parę.
         – W takim razie będziemy grać parę, jeżeli sytuacja będzie tego wymagała – podsumował. Nie brzmiał, jakby miał z tym jakieś problemy, ale nie oznaczało to przecież, że ich nie miał. Na pewno będzie to dla niego dziwne, co prawda wcześniej jako pierwszy wpadł na pomysł odgrywania zakochanych, żeby pozbyć się natręta, jednak wtedy nie tylko to on był pomysłodawcą, ale też trwało to krótką chwilę. Tutaj sytuacja wyglądała nieco inaczej, bo właściwie przez cały pobyt w karczmie będą musieli być gotowi na to, żeby ze znajomych przestawić się na udawanie osób, które są ze sobą w związku. To mogło okazać się też trudniejsze, ale skoro zgodził się na takie coś, to postara się robić to jak najlepiej.
         – Na pewno nie jest to coś, co robię często… więc uprzedzę cię, że może zdarzyć się, że nie wyczuję „momentu”, więc wtedy będziesz musiała dać mi jakoś znać, że teraz jest ta chwila, w której udajemy. Jakimś szturchnięciem czy coś – powiedział jej prawdę, ale też zaproponował pewne rozwiązanie, które wydawało mu się odpowiednie dla sytuacji. Takie szturchnięcie można przeprowadzić dyskretnie i tak, żeby nikt go nie zobaczył, a jedynie poczuła je osoba, dla której było przeznaczone.

Na dole zajęli stolik, odpowiedni dla osób ich pokroju i w ich sytuacji, na którym stały już dwa posiłki, tylko czekające na to, aż je zjedzą. Sam musiał przyznać, że minęło trochę czasu, od dnia, w którym jadł ostatni raz coś ciepłego w karczmie – na szlaku, jeśli się trochę postarał, też mógł zadbać o to, żeby jego posiłek był świeży i ciepły – więc faktycznie było to miłą odmianą od tego, co znajduje się w racjach żywnościowych.
         – Smacznego – odparł, zanim zebrał pierwszy kęs i go zjadł. Nie zamierzał spieszyć się z jedzeniem, mimo że pachniało smakowicie i zachęcało do tego, żeby je zjeść – nie tylko zapachem, bo smakiem także, co dostrzegł od razu po tym, jak włożył do ust sztuciec, na który nałożył część swojej porcji.
         – Myślę, że to dobry plan – odpowiedział jej w międzyczasie, gdy akurat nabierał kolejną, małą porcję. Wiedział, że nie powinno mówić się z jedzeniem w ustach, bo groziło to szansą na to, że wyleci ono stamtąd i opluje się osobę naprzeciw której się siedziało.
         – Jakiś alkohol też możemy zamówić, nawet teraz, w końcu obiecałem ci, że napijesz się na mój koszt – dodał jeszcze, a przez jego twarz przemknął uśmieszek. Oczywiście, nie pozwoli jej pić samej, zresztą i tak planował napić się dziś jakiegoś piwa, wina… a może czegoś nawet mocniejszego? Cóż, zależy, co też zaproponuje Shyilia.
         – Częściej zdarza mi się pracować za dnia, a nie w nocy, jednak dostosuję się do twojego stylu pracy – powiedział na sam koniec. Nocne roboty zdarzały mu się najczęściej wtedy, gdy był znany jako „Podpalacz” i zajmował się wtedy różnymi podpaleniami. Nocą, gdy na ulicach kręciło się mniej ludzi, łatwiej było podkraść się do budynku, który miał spłonąć i podpalić go.
Awatar użytkownika
Shyilia
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Skrytobójca
Kontakt:

Post autor: Shyilia »

        Shyilia była zła.
         O ile podczas jej ostatniego pobytu w Karczmie Pod Jelenim Rogiem uważała Dayę za przykry acz nieszkodliwy element otoczenia - coś jak zapach schabowego w ogrodzie pełnym kwiatów - o tyle tym razem przeczuwała potencjalne nieprzyjemności ze strony gospodyni. Może trzeba było zdecydować się na inną noclegownię… Długi długami; wygodnie jest nie musieć płacić za miejsce do spania, jednak ta oferta okazała się w pewnym sensie generować “ukryte koszty”, jakimi była niezręczność całej sytuacji.
         Żeby było jasne: to nie tak, że Shyilia nie potrafiła odgrywać roli kochanki. Robiła to niezliczoną ilość razy, nie zawsze nawet udając - i nie miała problemu, by czerpać z tego wszelkiego rodzaju korzyści. Ale teraz nie chciała tego robić.
         Nie z Constantinem.
         Wszystkich jej dotychczasowych partnerów i partnerki - udawanych tudzież nie - łączyła jedna rzecz: skrytobójczyni miała ich gdzieś. Wykorzystywała ich do własnych celów i potrzeb, lecz los każdej z tych osób był jej co najwyżej obojętny. Jeśli sytuacja wymykała się spod kontroli lub któryś z układów przestawał przynosić wystarczające dla niej profity, elfka zrywała taką znajomość bez mrugnięcia okiem; wyrzuciwszy z siebie kilka szyderczych zdań albo po prostu znikając bez słowa. W jej przekonaniu nie zasługiwali na nic więcej z jej strony i nie mieli prawa niczego od niej oczekiwać, a tym bardziej wymagać. Z Constantinem sprawa miała się inaczej. Shyilia darzyła czarodzieja szacunkiem - choć ona sama raczej nie użyłaby tego słowa wprost - jako jedną z dwóch osób jak Alarania długa i szeroka. Zależało jej na nim. Czym innym było dokuczanie sobie nawzajem, ale gdyby głupia zabawa w odgrywanie ról poszła w złą stronę i elfka miała stracić jedynego przyjaciela, plułaby sobie w brodę przez resztę dni.
         Do czego, rzecz jasna, nie przyznałaby się nawet przed samą sobą.
         Dlatego Shyilia była zła.
         Również na to, iż roztrząsanie tej kwestii odwracało jej uwagę od pierwotnego celu wizyty w mieście. Tak, to był jej priorytet: zabić Riyenesa, wyciągnąwszy z niego informacje o kryjówce herszta. Zrobić kolejny krok na ścieżce zemsty. Constantin znalazł się na tej ścieżce przypadkiem, nie musiało go tu być - i wcale nie miało. Jeśli jednak już jest, wypadałoby tego nie schrzanić.
         - Jeśli oczekujesz, że będę cię namawiać, żebyś jednak spał w łóżku, to cię rozczaruję - wzruszyła ramionami na pytanio-stwierdzenie mężczyzny na temat spania na podłodze. - Ja zamierzam skorzystać z jego wygody, a spanie ze mną… - zawiesiła na chwilę głos, dla lepszego efektu, unosząc kącik ust w charakterystyczny sobie, drapieżny sposób. - Nie miałbyś na tyle jaj.
         - Co jeśli po prostu cię szturchnę, bo będę miała na to ochotę, a ty uznasz to za sygnał i zaczniesz się zachowywać jak idiota? - spytała w reakcji na jego propozycję. Droczyła się tylko, gdyż zasugerowane przez Naxama rozwiązanie było sensowne i racjonalne w tej sytuacji.

         W przeciwieństwie do czarodzieja, Shyilia nie zawracała sobie głowy manierami przy stole. Nie tylko nie wpadła na pomysł, by życzyć towarzyszowi smacznego, ale nie raczyła nawet zwrócić uwagi na jego grzecznościową formułkę. Pokiwała jedynie głową z zadowoleniem, gdy Constantin zgodził się z jej planem. Dobrze, to wiele ułatwiało. Mimo pytania o sugestie, skrytobójczyni nie przywykła do chodzenia na kompromisy, a negocjacje nie były jej mocną stroną. No chyba że takie z użyciem kusarigamy, ale tej podsuwać czarodziejowi pod gardło tym razem nie chciała. Tym bardziej, że straciła przewagę, jaką tamtego wieczoru dawał jej element zaskoczenia, kiedy przygwoździła mężczyznę do ziemi. Uśmiechnęła się nieznacznie do tego wspomnienia, żując kolejny kawałek mięsa.
         - Alkohol, mówisz… Pasuje mi taki obrót spraw. - Elfka odchyliła się od stołu, oparła nonszalancko o ławę i splotła ręce nad głową w pozie wyrażającej leniwe zadowolenie. I taki wyraz miała również jej twarz, choć w oczach Shyilii kryła się dodatkowo zaczepna prowokacja. - Zaskocz mnie zatem. Zobaczymy czy trafisz w mój gust.
         Zazwyczaj nie pozwalała sobie na głębsze upicie się zanim nie wykona swojej roboty. Ale zazwyczaj nie miała przy sobie towarzysza, z którym mogła zaryzykować takie rozluźnienie. Czekała więc na procentową propozycję Constantina, ciekawa na jak odważne posunięcie czarodziej się zdecyduje. Nie miała ukrytych oczekiwań. Tego dnia chciała po prostu przyjemnie spędzić czas, cokolwiek miało to oznaczać.
         - Kiedy byłam tu ostatnim razem, ten przybytek wyglądał trochę inaczej - odezwała się, sama nie wiedząc czy zdanie to skierowała do kompana, czy też rzuciła je w próżnię. Po chwili jednak dodała kolejne, tym razem przenosząc wzrok na Naxama, w związku z czym dość jasne się stało, iż mówiła do niego. - Odchamiło się. Dawniej schodziło się tu sporo podejrzanych typów…
         - Jakoś żem nigdy nie słyszał, żebyś narzekała na moją karczmę - rozbrzmiał głos Einara, który nagle pojawił się przy ich stole, najwyraźniej słysząc ostatnie słowa wypowiedzi elfki.
         - Miło było od czasu do czasu dać komuś w gębę bez powodu. I bez konsekwencji.
         - Plotki się rozchodzą, czasy się zmieniają - stwierdził gospodarz. - Odkąd w miasto poszło, że mam konszachty z demonami, mało kto odważy się tu łotrować.
         Shyilia zaniosła się niskim, nosowym, złowróżbnym śmiechem.
         - Znają swoje miejsce, prostackie gnojki.
         - A jużci, kochanieńka. A jużci. I psom nie spieszno polować jak wilcy w okolicy grasują… Ale zanim pójdziecie grasować, miejcieta dziś udany dzień - Einar zgarnął ze stołu puste naczynia po zupie i oddalił się w stronę kuchni.
         Shyilia tymczasem bezczelnie wyłożyła nogi na stół, zakładając je jedna na drugą. Usiadła przy tym lekko bokiem, tak by móc dobrze widzieć Constantina, gdy będą ze sobą rozmawiać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Iruvia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości