Żelazna Twierdza[Komnaty uzdrowicielki] Tylko nie umieraj.

Twierdza wznosząca się na wzgórzu górującym nad miastem Rododendronia. Jej ściany w przeciwieństwie do większości tego typu budowli zostały wykonane z żelaza i kamienia. Twierdza jest bardzo stara, a sposób jej powstania ginie w pomrokach dziejów. Legenda głosi, iż mury twierdzy pamiętają jeszcze czasy świetności Środkowego Królestwa.
Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Re: [Komnaty uzdrowicielki] Tylko nie umieraj.

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Azajasz nie zareagował zupełnie na burczący brzuch towarzyszki. Po pierwsze go to nie rozbawiło, po drugie nie robiły na nim wrażenia takie sprawy. W swoim życiu spał w jednym pomieszczeniu z różnymi kompanami, bywał też w karczmach, więc bąki, bekanie i inne fizjologiczne odgłosy nie były mu obce. Z resztą burczenie w brzuchu nie było niczym krępującym, ot, żołądek dawał znać, że jest pusty. To, że Safira była kobietą nie miało żadnego znaczenia. Każdemu czasem burczało w brzuchu i już. Zauważył jednak jak się peszy i odwraca wzrok. Nie bardzo wiedział co ma jej powiedzieć w tej kwestii. Raczej nie był typem, który pogłaszcze i powie "ojoj", bo dziewczyna speszyła się burczeniem w brzuszku. Blech...

Kiedy poprosiła go o przyniesienie czegoś do jedzenia kiwnął głową i wstał. Najpewniej od razu by wyszedł, ale usłyszał dalszą część jej wypowiedzi i nagle odwrócił się patrząc na nią zaskoczony. Dlaczego to powiedziała? Naprawdę chciała jego towarzystwa, czy po prostu z braku laku i kit dobry? Może ona tak jak on, starała się teraz być przyjazna? A może tak źle się czuła, że potrzebowała jakiegokolwiek towarzystwa? Przez kilka sekund świdrował ją wzrokiem.
- Dobrze - rzekł krótko.
- Coś przyniosę - oznajmił i odwrócił się, po czym wyszedł z pomieszczenia. Kiedy zamknął za sobą drzwi oparł się o ich framugę i westchnął. Na jaką cholerę on tu w ogóle przybył? Żeby się torturować? Czemu nie pośle po Dianę, żeby zaopiekowała się Safirą? Dlaczego wystawia się na takie pośmiewisko? Miał ochotę walić głową w kamienne ściany twierdzy. W środku rozrywało go na kawałki. Jego serce ciągnęło go w różne strony na raz. Jakaś jego część chciała uciekać stąd jak najdalej, jakaś mówiła by zostać, jeszcze inna, ta najbardziej racjonalna chciała posłać po kogoś bliższego anielicy. Kompletnie nie wiedział co powinien robić. Wziął kilka głębokich oddechów i ruszy korytarzem w stronę królewskiej kuchni.
Wrócił po jakiejś pół godzinie. Czekając na strawę trochę się uspokoił. Niosąc przed sobą drewnianą tacę z jedzeniem ledwo zdołał otworzyć drzwi, ale w końcu mu się udało. Wszedł do pokoju i postawił strawę na stole. Na jednym talerzu leżało pieczone mięso i pieczywo, na drugim twaróg, wędlina, pomidory, sól i duża, pszenna bułka. Talerz z mięsem przestawił na bok, a tacę z resztą zawartości przyniósł Safirze.
- Pomyślałem, że lepiej będzie jeśli zjesz coś lżejszego - powiedział dość łagodnie.
- I spotkałem Alaję, mówiła, że niedługo przyjdzie cię obejrzeć - miał ochotę zapytać ją jak się czuje, ale uznał, że może lepiej jak nie będzie jej tak męczył.
Chwycił za butelkę z wodą stojącą na nocnym stoliku i nalał trochę cieczy do kubka po ziołach, po czym odstawił go z powrotem na stolik. Naprawdę starał się być miły, choć tyle rzeczy kotłowało się w nim jednocześnie. Przez kilka sekund stał bez ruchu, ale w końcu przeniósł się do stołu, usiadł i zaczął jeść. Nie chciał zachowywać się jak świnia, więc jadł nożem i widelcem. Przy mężczyźnie nie byłoby taki uważny. W pomieszczeniu panowała nieprzyjemna cisza przeplatana cichym mlaskaniem obojga towarzyszy.

Na szczęście tę krępującą sytuację przerwało otwieranie się drzwi. Azajasz spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył znajomą twarz Alaji. Medyczka zwykle była dość ponura, ale dzisiaj jej oblicze wydawało się łagodniejsze.
- Dzień dobry - przywitała się patrząc na Safirę, bo z Azajaszem widziała się tego dnia już dwa razy. Anioł wstał i podszedł do rannej jasnowłosej, żeby zabrać drewnianą tacę z jej kolan, gdyż zdążyła się już na jeść, a poza tym Alaja na pewno chciała ją obejrzeć. Uzdrowicielka podeszła do łóżka i usiadła na jego brzegu.
- Jak się czujesz? Boli cię? Masz jakieś dolegliwości, oprócz wcześniejszych wymiotów? - zapytała.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 9 miesiące temu

Choć Azajasza nie było zaledwie pół godziny, ten czas dla Safiry wydawał się być znacznie dłuższy. Nie wiedzieć czemu, ale gdy ponownie została sama, spłynął na nią strach. Niebianka nie wiedziała jednak czego się boi. Gdy mężczyzna w końcu wrócił, odetchnęła z ulgą, choć starała się tego mu nie okazać. Choć była głodna, to przyniesione jej jedzenie z trudem przechodziło jej przez gardło. Dziobała je więc małymi kęsami.

Gdy do pomieszczenia wmaszerowała zielarka, Safira przywitała się grzecznie.
- Czuję się zmęczona... i raz mi zimno, a raz gorąco - odpowiedziała na jej pytanie o swoje samopoczucie. Nie wspomniała o napadach lęku, bo nie traktowała ich jako objaw jakiejś choroby. Musiała być po prostu przemęczona, poza tym i tak uważała, że poświęcają jej zbyt dużo uwagi. Azajasz należał do drużyny, nie miała więc z tym problemu, nie chciała jednak zabierać cennego czasu zielarce. Uważała, że nie jest tego warta, a poza tym prędzej czy później sama wróci do zdrowia. Na pytania więc odpowiadała zdawkowo.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Alaja też nie należała do osób gadatliwych, ale sądziła, że uzyska więcej informacji od anielicy. Tymczasem zanosiło się na to, że będzie musiała wyduszać z niej wszystko po kolei. No nic... Nie zamierzała tak szybko rezygnować. Wstała i zbliżyła się do dziewczyny pochylając nad nią. Zapewne inny medyk wyrzuciłby z pokoju wcześniej Azajasza, ale Alaja nie widziała ku temu powodów. Chwyciła za skrawek koszuli dziewczyny i zsunęła go z ramienia tak by zobaczyć ranę. Odgięła opatrunek i zajrzała pod niego.

Skrępowany całą sytuacją Azajasz przesunął się i usiadł twarzą w stronę ściany, żeby nie przyglądać się zabiegom medyczki. Może powinien wyjść, może i by to zrobił, ale wszystko zadziało się strasznie szybko, a Alaja nie rzekła w jego stronę ani słowa. Siedział więc jak kołek, odwrócony plecami do kobiet z miną wyraźnego zakłopotania.

Alaja obejrzała miejsce, gdzie tkwiła strzała i wyraźne się zaniepokoiła. Anielica posiadała dar regeneracji, rana więc powinna się już zagoić, tymczasem z rozciętej skóry sączyła się krew i ropa. Nie wyglądało to dobrze. Medyczka obejrzała też drugie ranne miejsce. Było zaognione i podobne do pierwszego. Prawdę mówiąc Alaja nie wiedziała co więcej mogłaby dla Safiry zrobić. Była medyczką, lekarzem i zielarką, ale nie magiem. Znała się na swojej pracy, jednakże rany zadane w sposób nadnaturalny stanowiły dla niej problem.

Chwyciła anielicą za ramię i wyciągnęła jej rękę do przodu, chcąc sprawdzić jak bardzo rana jej doskwiera i czy jest w stanie w ogóle unieść rękę w górę. Jasnowłosa syknęła z bólu i wyrwała rękę z dłoni medyczki, po czym jej dłoń upadła bezwładnie na posłanie. To nie był dobry objaw. Nie mogła podnieść ręki. W przypadku zwykłego człowieka byłoby to całkowicie normalne, ale ona była aniołem i już dawno powinna zdążyć zaleczyć mięśnie na tyle by unosić rękę bez problemu.

- Musimy iść na górę - odezwała się dziewczyna.
- Rany się jątrzą, choć nie powinny. Z twoją regeneracją nic takiego nie powinno się dziać. Mogły nie zostać całkowicie zasklepione, ale ilość magii jaką w ciebie wpompowaliśmy powinna uniemożliwić przedostanie się jakiegokolwiek stanu zapalnego. Tymczasem nie możesz nawet podnieść ręki. Gdybyś była człowiekiem, byłoby to zupełnie zrozumiałe, ale nawet przy nadwątlonych siłach z twoją magią i tą, którą otrzymałaś od naszych czarodziejów rany nie powinny wyglądać w ten sposób. Musimy iść do Mildreda, do jego komnat. Tylko on może wiedzieć coś więcej - Alaja mówiła spokojnie, ale wyglądała na zaniepokojoną.

Azajasz odwrócił się i słuchał uważnie słów medyczki, on również był zaniepokojony.
- A te wymioty? To od tego? - zapytał.
- Raczej nie, myślę, że tym powinniśmy martwić się najmniej - oznajmiła, po czym wróciła wzrokiem do niebianki. Wyciągnęła w jej stronę rękę i dotknęła jej czoła.
- Jesteś lodowata - stwierdziła z przerażeniem. Jeszcze nigdy nie widziała takich objawów. Rany zaognione, z sączącym się płynem i lodowate ciało. To nie trzymało się kupy. Safira była zimna jak lód. Owszem była blada, ale Alaja sądziła, że naturalnie, tymczasem skóra niebianki była niczym zimna woda z najgłębszej studni.
- Koniecznie musimy iść na górę - dodała i spojrzała najpierw na Azajasza potem na Safirę.
- Nie masz butów - stwierdziła jakby zupełnie nie w temacie, patrząc na anielicą - Zresztą... Nieważne i tak nie możesz iść. No już - skinęła na Azajasz, ale ten jakby nie zrozumiał.
- Mam ci wszystko literować? - dodała. Anioł zmarszczył brwi i dopiero teraz dotarło do niego, że Alaji chyba chodzi o to by pomógł Safirze. Wstał więc i podszedł do łóżka. Anielica stanowczo chciała iść o własnych siłach i nie pozwoliła zbliżyć się do siebie Azajaszowi. Wygramoliła się spod pościeli i wstała. Sekundę później nogi odmówiły jej posłuszeństwa i znalazła się z powrotem na posłaniu. Azajasz schylił się, chwycił dziewczynę za rękę i przerzucił ją przez swoje ramiona. W ten sposób chciał pomóc jej iść. Alaja spojrzała na oboje z wyraźnym niezadowoleniem.
- I naprawdę sądzicie, że będziemy się telepać przez pół twierdzy w takiej wersji? - burknęła. Ona naprawdę była podobna do Azajasza. Medyczka westchnęła głośno i pokręciła głową.
- Nie mam zielonego pojęcia co was ze sobą łączy, albo jak bardzo się nie znosicie. Skoro tu jesteś - patrzyła na anioła - to przydaj się weź do czegoś - zaburczała.
Azajasz spojrzał niepewnie na Safirę, ale jej mina była nietęga, zdecydowanie nie chciała być wzięta na ręce, dopiero pod naporem wzroku Alaji nieco zmiękła. Ostatecznie ciemnowłosy chwycił anielicę pod kolana i wziął na ręce tak jak od początku sugerowała mu Alaja. Musiał przyznać, że Safira naprawdę była lodowata. Kiedy podnosił ją z podłogi miała normalną temperaturę, ale teraz jej ciało było chłodne jak zimowy poranek.

Anioł starał się nie myśleć o tym, jak blisko niego znajduje się kobieta. Wlepił wzrok w Alaję i ruszył za nią korytarzami twierdzy. Niezbyt dobrze znał pałac, a medyczka wiodła ich takimi meandrami, że był prawie pewien, iż samodzielnie nie wróci do tamtego pokoju. No cóż... Przemierzyli kolejne korytarze, wspięli się schodami przynajmniej na trzecie piętro. Tutaj zamek wyglądał zupełnie inaczej. Korytarze wyłożone dywanami, ściany pomalowane na ciepłe kolory ozdobione rzeźbami, obrazami i lustrami. Duże okna wpuszczały do środka światło. Na wysokich, smukłych stolikach, w kryształowych wazonach stały kwiaty. Znaleźli się w części pałacu należącej do wysoko postawionych dworzan i szlachciców.

W końcu stanęli przez białymi drzwiami ze złotą klamką. Weszli do środka. Piękny salon w kolorach przyjemnej zieleni i ciepłej żółci wyglądał jak komnata króla. Alaja podprowadziła Azajasza do szerokiej kanapy stojącej na końcu pomieszczenia tuż pod oknem i kazała mu posadzić na niej Safirę. Potem zniknęła za drzwiami schowanymi za kotarą. Wróciła po chwili, a za nią szedł wysoki, stary mężczyzna z długą, siwą brodą i lekko kręconymi, białymi włosami. Miał na sobie zdobne, szaro-białe szaty. Na dłoniach miał pierścienie i wyglądał na arystokratę. Azajasz widział go pierwszy raz, ale domyślił się, że to właśnie Mildred - Najwyższy Czarodziej.

Mężczyzna podszedł do Safiry i usiadł na przeciw niej w fotelu.
- Alaja powiedziała, że mimo wszelkich zabiegów nie czujesz się najlepiej, a twoje rany się nie zasklepiły - odezwał się, miał przyjemny, miękki głos. - Mogę zobaczyć? - zapytał uprzejmie.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 9 miesiące temu

Gdyby anielica była w pełni swoich sił, zapewne mocno by protestowała przeciwko takiemu potraktowaniu i próbom niesienia jej na rękach. Choć sama była uzdrowicielką i miała styczność z ciałami innych osób, to nie znosiła gdy to ją dotykano, miała tak od czasu swoich traumatycznego zakończenia swojego żywota. I choć po tym jak narodziła się ponownie jako anioł, część jej traumatycznych wspomnień została wymazana, to wciąż odczuwała instynktowny lęk przed kontaktem fizycznym i odruchowo się przed nim wzbraniała. Nie miała w tej chwili jednak sił by stawiać opór, a nie była nawet pewna czy da radę o własnych siłach wejść po schodach, dlatego z wszystkich sił starała się wyglądać godnie i ignorować fakt, że okrywała ją zaledwie cienka koszula nocna. Czuła bliskość mężczyzny, jego napięte mięśnie, które trzymały ją w górze. Próbowała stłumić w sobie chęć ucieknięcia, a korytarze zamku zdawały się ciągnąć w nieskończoność, w końcu jednak dotarli.

Safira pozwoliła się obejrzeć czarodziejowi. Ten odchylił jej koszulę, a potem zdjął opatrunek który miała założony w miejscu rany. W miejscu przebicia strzały znajdował się skrzep czarnej krwi, a pod skórą rozchodziły się promieniście ciemne żyłki. Prawdę powiedziawszy wyglądało to gorzej niż na samym początku. Anielica stłumiła jęknięcie bólu, gdy czarodziej przyłożył dłoń do rany. Gdy zaczął szeptać zaklęcie, rana zaczęła nagle ją piec. Pieczenie po chwili przeszło w lekki ból, który wkrótce stał się na tyle silny, że zaczęła krzyczeć. Nagle ból znikł, a ona uświadomiła sobie że znajdowała się teraz na podłodze. Musiała na chwilę stracić przytomność.

Czarodziej przez dłuższą chwilę gładził się po brodzie, myśląc intensywnie:
- Nie jest dobrze. Rana źle reaguje na magię leczniczą... obawiam się, że więcej jej tutaj nie pomożemy.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Azajasz bardzo się martwił, ale nie dawał tego po sobie poznać. Jeszcze tego by brakowało, by zaczął się rozczulać. To, że w głębi duszy, czuł potworny strach o zdrowie i życie anielicy, musiała tam pozostać i koniec kropka. Anioł nie znał tragicznej przeszłości niebianki. Z resztą ona też nie znała jego przeszłości. W ogóle słabo się znali. Azajasz czasem zadawał sobie pytanie, jakim cudem mógł czuć do niej cokolwiek skoro tak naprawdę niewiele o niej wiedział. Była miła, dobra i uczynna. Wykazywała się też ogromną cierpliwością i... Kiedy uczyła go zaklęć nie czuł się przy niej skrępowany, nie miał też wrażenia, że go odpycha, tak jak to robił on sam wobec innych.

Był aniołem, ale w tej chwili nie miał bladego pojęcia jak jej pomóc. Czuł się bezradny, ale za wszelką cenę pragnął coś zrobić, cokolwiek. Gdy czarodziej oglądał jej rany Azajasz patrzył na niego podejrzliwie. Przyglądał się raz jemu, raz Safirze. Dostrzegł zmiany w jej wyrazie twarzy, widział, że to co robi ten dureń sprawia jej ból, już chciał coś powiedzieć, ale wtedy Safira krzyknęła i straciła przytomność osuwając się na podłogę. Próbował dopaść do niej tak szybko jak się dało, ale nie zdążył. Był zły na siebie, że po raz kolejny nie udało mu się jej chwycić, gdy najbardziej tego potrzebowała. Klęczał przy niej, kiedy otworzyła oczy. Bez wahania chwycił ją i posadził na kanapie, lecz zaraz potem odsunął się na bezpieczną odległość i spojrzał na czarodzieja marszcząc brwi.

- Co to znaczy, że więcej nie pomożecie? - warknął. Jak to nie mogli więcej pomóc? I co, mieli pozwolić Safirze umrzeć? Co za brednie.
- To znaczy, że ja nie jestem już w stanie pomóc - odparł spokojnie Mildred.
- I co? Tak ją po prostu zostawisz, tak? - burczał anioł.
- Jedyną osobą która może, ale może, mogłaby tutaj pomóc jest królowa, lecz uwierz mi chłopcze, kimkolwiek jesteś, że nikt, wliczając w to króla nie dopuści do tej dziewczyny, do ciężarnej królowej. Rana została zadana zatrutą bronią. I nie mam tutaj na myśli alchemicznego specyfiku. Broń zaklęto tak by raniła nie tylko ciało, ale także duszę. A może przede wszystkim dusze. Koszmary senne, omamy wzrokowe i słuchowe. Utraty przytomności i pamięci, a koniec końców obłęd. Tak, myślę, że to właśnie tak może wyglądać - rzekł.
- Ty stary durniu! - wrzasnął Azajasz i dopadł do czarodzieja łapiąc go za poły szaty, którą nosił.
- I ty mi mówisz, że jej nie pomożesz? Zrób coś do cholery, jesteś czarodziejem!
- Azajasz! - ryknęła Alaja i chwyciła mężczyznę za ramię, próbując odciągnąć go od maga. Czarodziej jakby zupełnie nie przejął się tym, że właśnie jest trzymany przez rosłego, rozzłoszczonego mężczyznę.
- Zostaw go! - ponaglała medyczka - Daj mu dokończyć.
Azajasz puścił starucha i odsunął się o krok w tył.
- Ja nie mogę jej pomóc, ale są inni, którzy mogą - powiedział wygładzając swoją szatę i poprawiając brodę.
- W Rapsodii, jedna z sióstr królowej jest mistrzynią magii życia i ducha. Poza tym cała Rada Dwunastu posiada mocne o których tutaj się nawet nie śniło. Rapsodia jest rozwinięta magicznie jak żadne inne państwo na świecie. Uważam, że w tym przypadku potrzeba czarów z różnych dziedzin, życia, dobra, ducha. A może przede wszystkim ducha, bo o niego tu chodzi. To on jest najbardziej zagrożony.
- Czarodziejka nazywa się Elegia, Elegia Biła Łuna, tak ją nazywają. Dostaniecie glejt, który pozwoli wam bezpiecznie wkroczyć do miasta i list, który umożliwi wam spotkanie z Elegią i jej siostrami. Tylko tam mogą wam pomóc. Ja tutaj niczego nie zrobię. Nie mam takich umiejętności.

Azajasz słuchał i powoli się uspokajał. To znaczy nie miał już ochoty walnąć starca w gębę. W głowie klarował mu się jakiś plan.
- Ile mamy czasu? - zapytał.
- Nie wiem, nie mam pojęcia - rzekł czarodziej - ale wyruszajcie jak najszybciej. Macie kilka możliwości, możecie polecieć. To znaczy ty możesz, ona nie. Nie wiem ile jesteś w stanie lecieć z nią na rękach - czarodziej był najwyższym magiem królestwa i wiedział, że tak Safira, jak Azajasz są aniołami - Druga możliwość to jazda wierzchem. Trzecia wóz, lub kareta, lecz jest to zdecydowanie najwolniejsza z opcji. Jeśli zdecydujecie się na konie, ona nie może jechać sama, omdlenie może zdarzyć się w każdej chwili - wyjaśnił starzec. Azajasz spojrzał na zmęczoną i bladą jak ściana Safirę.
- Co wybierasz? - spytał.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 9 miesiące temu

- Chyba... chyba nie dam rady polecieć - powiedziała po chwili Safira. - Przepraszam... za kłopot - dodała spoglądając na ranę na swoim ciele. Wyglądała naprawdę paskudnie. Sama uzdrowicielka nie widziała do tej pory niczego takiego i również nie miała pojęcia co z tym zrobić. W dodatku, zorientowała się, że nie jest w stanie używać swojej własnej magii leczącej, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację. Potrzebowała pomocy i to szybko. Skoro czarodziej nie był w stanie jej pomóc, to może faktycznie powinna udać się do Rapsodii. Nie uśmiechała jej się podróż z Azajaszem, jednak w tej chwili wolała takiego towarzysza niż żadnego, a nie była pewna czy ktokolwiek inny będzie mógł z nią wyruszyć?

Tylko jak miała dostać się do Rapsodii? Skrzydła nie wchodziły w grę, była pewna, że nie da rady pokonać takiej drogi za jej pomocą. Ba! Prawdopodobnie nie dałaby rady wzbić się w ogóle w powietrze. Pozostawała więc jazda wierzchem lub wóz. Z tych dwóch opcji pierwsza z pewnością była szybsza... o ile da radę utrzymać się w siodle. Safira na próbę poruszyła palcami, wydawały się sprawne na tyle by utrzymać lejce. - Chyba dam radę pojechać wierzchem - rzekła po chwili.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Azajasz był zdecydowany lecieć do Rapsodii trzymając Safirę na rękach. Ale prawda była taka, że ich skrzydła, choć ogromne, były najczęściej przystosowane do dźwigania właściciela, bez dodatkowego obciążenia. Safira ważyła zapewne jakieś 50 kilogramów, niby nie było to dużo, ale podczas lotu taki ciężar mógł dawać się we znaki. Azajasz bez problemu nosił anielicę na rękach, ale gdyby miał biec z nią w ten sposób cały dzień? Raczej nie dałby rady. Tak samo miało się to do latania. No i pozostawała jeszcze kwestia wszelakiego bagażu. Do Rapsodii nie dało się dolecieć w jeden dzień, a już tym bardziej dojechać konno. Będą musieli się zatrzymywać, organizować obóz, odpoczywać i jeść. Musieli więc zabrać ze sobą prowiant, wodę, jakieś posłania, naczynia, podstawowe rzeczy, by przetrwać.

- Więc pojedziemy wierzchem – powiedział stanowczo anioł. Podszedł do Safiry i podał jej rękę. Kiedy ją chwyciła zapytał, czy da radę iść sama, czy a ją zanieść. Anielica spojrzała na niego wzrokiem pełnym niepewności. Wyglądało to tak jakby walczyła sama ze sobą. Z jednej strony chciała pójść sama, z drugiej wiedziała, że nie da rady i musi prosić o pomoc. I to w dodatku kogoś, kto był tak zimny i oschły. Ostatecznie ciemnowłosy niebianin wziął Safirę na ręce i zaniósł do pokoju, w którym przebywała wcześniej.

Anioł przez chwilę rozmawiał z Alają, kiedy Safira leżała w łóżku, ale potem wrócił do anielicy i rzekł poważnie:
- Trzeba wyruszyć jeszcze dzisiaj. Udam się do kwater zdać raport Malachiemu i zabrać wszystkie potrzebne nam rzeczy – nie powiedział jej, że zamierza wziąć dwa konie, ale tylko po to by jeden był luzakiem. Wiedział, że nie pozwoli Safirze jechać osobno. Mildred wyraźnie powiedział, że anielica może stracić przytomność w każdej chwili. Gdyby byli w innych okolicznościach Azajasz rozmyślał by zapewne o tym, że jazda wierzchem z kobietą, którą lubi będzie problematyczna, lecz na głowie miał dużo więcej zmartwień niż to. Musieli dotrzeć do Rapsodii by ratować życie niebiance, a Azajasz czuł się w tej chwili za to odpowiedzialny.
- Odpoczywaj – rzekł, choć nigdy wcześniej nie odzywał się w ten sposób. Odwrócił się na pięcie i opuścił niewielki pokoik zostawiając Safirę samą.

Dwie godziny później.

Azajasz wszedł do izby trzymając w rękach pakunek. Położył go na znajomym już stole i spojrzał na jasnowłosą leżącą w łóżku. Znów była blada jak śnieg. Nie dawał tego po sobie poznać, ale bardzo bał się, że ją straci.

- Przyniosłem ubrania – oznajmił, głową wskazując w stronę stołu, na którym leżała paczka z odzieniem.
- W środku są też buty – dodał – Ubierz się i będziemy musieli wyruszać – po tych słowach odwrócił się i wyszedł z pokoju, żeby Safira mogła się ubrać.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 9 miesiące temu

Safira nie wiedziała co z sobą zrobić. Chodziła nerwowo po pokoju dopóki się nie zmęczyła, co nastąpiło dość szybko. Chciała pomóc w przygotowaniach do podróży, jednak Azajasz kategorycznie wybił jej to z głowy i niemalże zamknął w jej pokoju. Nie zdziwiłaby się gdyby postawił kogoś na straży by jej przypilnować, jednak nie miała siły podnieść się teraz z łóżka i sprawdzać tego. Nie bardzo mogła nawet spakować swoje osobiste rzeczy - zwyczajnie nie zdążyła ich jeszcze wypakować odkąd znalazła się w twierdzy.

Anielica spędziła więc te dwie godziny nudząc się i z braku laku rozmyślając o różnych sprawach, na co do tej pory nie miała czasu... z własnego wyboru. Ostatnio swoje dnie spędzała na służbie, pomagając innym lub doskonaląc swoje umiejętności. Wieczorami padała twardo na posłanie i budziła się rano by znów zatopić się w codzienności. Safira uciekała od myślenia, bo nie bardzo miała o czym myśleć. Odkąd została niebianką nie miała swojego hobby, czy rodzinny innej poza osobami z kompanii. Z swoimi rodzicami nie utrzymywała kontaktu - zwyczajnie nie mieli o czym rozmawiać - jej życie kręciło się wokół służby dla niebios, ich dusze zaś doświadczały raju. Prawdę powiedziawszy to nie miała nic... nawet miłość z niej zakpiła, gdy zakochała się w mężczyźnie, który ewidentnie kochał inną. Usychała przez to, że nie może być z Malachim, ale też właśnie z tego względu, że go pokochała nie chciała stawać na drodze pomiędzy nim, a jego wybranką. Jej życie nie miało sensu, może dobrze, że trafiła ją ta strzała... może w końcu odnajdzie spokój, którego nie dano jej nawet po śmierci.

Safira ocknęła się gdy Azajasz wszedł do pokoju. Nawet nie zorientowała się kiedy znów przysnęła. Próbowała nie dać tego po sobie poznać, ale niebianin chyba się zorientował - sądząc po jego minie. Chyba naprawdę był o nią zatroskany... a może po prostu był zły, że ktoś musi nią niańczyć? Znów poczuła się jak ciężar.

Gdy wyszedł z pomieszczenia, ściągnęła z siebie koszulę nocną w którą była ubrana. Przyszło jej to z niemałym trudem, gdyż jej lewa ręka była praktycznie niesprawna, co więcej musiała zagryzać wargi by nie syknąć z bólu, kiedy poruszała mięśniami wokół rany. Jakoś jednak się udało, choć okupiła to kropelkami potu. Zdjęcie bielizny na szczęście było o wiele prostsze. Zamiast góry i tak miała opatrunek - świeżo założony jeszcze przed opuszczeniem komnaty czarodzieja - a dół łatwo przeszedł przez nogi. Następnie założyła czyste majtki oraz spodnie do jazdy konnej. Z tymi męczyła się dobrych kilka modlitw, jednak w końcu udało jej się je dopiąć. Z rezygnacją spojrzała na bawełnianą koszulę. Znów zagryzając wargi, najpierw ostrożnie wsunęła chorą rękę, a dopiero potem próbowała wcisnąć resztę tułowia. Trzeba powiedzieć, że z marnym skutkiem. Przez dłuższą chwilę szamotała się z ubraniem, jednak utknęła w martwym punkcie w pół ubrana, nie mogąc wciągnąć koszuli dalej, ani z niej się wydostać. Od tego wszystkiego zrobiło się jej gorąco i na pewno była już cała czerwona od wysiłku. W końcu, nie widząc innego wyjścia, upokorzona, zawołała zduszonym głosem:

- Pomocy!

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Azajasz wyszedł z komnaty i oparł się plecami o pobliską ścianę. Rozmowa z kompanami w ich koszarach była dość dziwna. Wszyscy pytali o Safirę - co było akurat oczywiste, ale kiedy okazało się, że Azajasz zamierza jechać z nią aż do Rapsodii jego towarzysze milkli. Spodziewali się zapewne, że zrobi to Malachi. W końcu życie Safiry było ważniejsze niż szukanie Czarnobrodego, ale Azajasz kategorycznie odmówił takiego rozwiązania, tłumacząc, że skoro jest zastępcą dowódcy zrobi to sam. Na szczęście anioł potrafił zachować zimną krew, nawet jeśli jego towarzysze zachowywali się inaczej. No i dobra, domyślali się wszystkiego, ale co? Miał płakać, czy rumienić się jak dziewczynka? Lepiej było się nie tłumaczyć i być tym samym gburem co zwykle. Poza tym jego kompania bardzo martwiła się o zdrowie anielicy. Byli wręcz przerażeni, kiedy dowiedzieli się, że dziewczynie grozi śmierć. Wypytywali Azajasza o wizytę u Mildreda, o inne możliwości leczenia, ale ponury anioł z niepodobną do siebie cierpliwością tłumaczył im, że innej opcji nie ma. Muszą jechać do Rapsodii i to tak szybko, jak się da. Na rozmowę z towarzyszami poświęcił tylko tyle czasu ile musiał, potem zabrał się za przygotowania do podróży. Rafael pomógł mu z końmi, Diana i Dea ze spakowaniem odpowiednich rzeczy, zwłaszcza tych bardziej kobiecych. Owszem, anielice z oddziału Malachiego były wojowniczkami, ale to nie znaczyło, że będą latać z kołtunami we włosach, albo w brudnych ubraniach. Sam Azajasz musiał się jeszcze przebrać. Założył grube, brązowe spodnie, długie buty, świeżą koszulę i ciemnozieloną tunikę, a na to standardowo, skórzany napierśnik.

Anioł westchnął głośno rozmyślając o tym co działo się w kwaterach. Prawdę mówiąc nie chciał by Malachi angażował się w pomoc Safirze z dwóch powodów. Po pierwsze... No cóż, sam chciał się do niej zbliżyć. Po drugie, nie chciał by Safira cierpiała, a tak by właśnie było, gdyby opiekował się nią mężczyzna, którego kochała bez wzajemności. Już i tak miała zbyt wiele zmartwień, a dokładanie jej na kark jeszcze mężczyzny, którego nie mogła mieć, wydawało się bestialstwem. Z Azajaszem nie groziło jej wzdychanie i usychanie z tęsknoty. Nawet go nie lubiła.

Nagle z rozmyślań o świecie wyrwał go krzyk Safiry, dochodzący zza drzwi. Bez zastanowienia odwrócił się i wparował do komnaty prawie rozwalając drzwi w drzazgi. Był pewien, że co najmniej wyrżnęła łbem o jakiś kant i właśnie zalewała się krwią. Tymczasem zobaczył ją w sytuacji przedziwnej. Safira stała na środku niewielkiego pokoju, wpół ubrana, jakby utkwiła w koszuli, którą właśnie chciała założyć. Niedomyślny anioł patrzył na nią, ale nie rozumiał co niby miałby zrobić.
- Co się stało? - wydusił w końcu.
- Utknęłam - odparła dziewczyna.
- Eee... Gdzie? - walnął, bo nie pojmował.
- W bluzce! - burknęła - Pomóż mi się ubrać.
Dopiero, kiedy mu to "przeliterowała" dotarło do niego, że anielica faktycznie utknęła przy ubieraniu się. Tylko jak on miał jej pomóc? Miał jej odrąbać rękę, wsadzić do rękawa i przyszyć z powrotem? Zrobił krzywą minę i ruszył w stronę jasnowłosej.

- Daj tą rękę - powiedział, choć jego głos nie był tak oschły jakby tego chciał. Spróbował lekko podnieść rękę Safiry, by włożyć ją w rękaw, ale anielica tylko się skrzywiła.
- Mamy dwie opcje - powiedział - Albo na siłę wpakujemy twoją rękę w ten rękaw, albo damy sobie spokój i ręka zostanie przy ciele, tak jakbyś miała ją złamaną - zaproponował, ale Safira stanowczo uznała, że nie będzie robić z siebie niedołężnej i za wszelką cenę chcę się ubrać. Azajasz, by zmniejszyć ból podwinął rękaw tak, by Safira przekładając rękę ograniczyła ruchy do minimum. Udało się w wielkich bólach, dosłownie wielkich bólach, bo kiedy Azajasz wkładał jej rękę w koszulę dziewczyna wydarła się z bólu. Potem było już łatwiej, włożenie granatowego kaftana zdawało się dziecinną igraszką. Azajasz, widząc jak ciężko Safira porusza ręką nawet już nie pytał, po prostu założył kaftan na nią i zapiął wszystkie guziki. Potem posadził ją na brzegu łóżka i założył jej buty. Nie było możliwości, by sama zasznurowała kozaki sięgające kolana. Koniec końców jasnowłosa była ubrana i mogli ruszyć na dziedziniec twierdzy, gdzie czekały konie.

Safira nie chciała dać się wziąć na ręce, ale samodzielne przejście przez te wszystkie korytarze okazało się praktycznie niemożliwe. Ostatecznie więc Azajasz przerzucił sobie jej zdrową rękę przez ramiona i... no cóż, prawie ciągnął ją za sobą. W tej chwili była trochę jak chore dziecko, które nie daje sobie samo rady. W końcu znaleźli się na dziedzińcu. Kary koń stojący najbliżej był osiodłany, ale drugi, stojący za nim już nie. Był duży i obwieszony jukami. Azajasz przystanął i odwrócił się w stronę Safiry i spoglądając jej w oczy, zupełnie poważnie powiedział:
- Albo jedziesz przodem do mnie i trzymasz mnie za plecy, albo odwrotnie, ale wtedy się do ciebie przywiąże - oświadczył.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 9 miesiące temu

Najwyższy... Azajasz czasami naprawdę bywał tępy. Z drugiej strony kiedy ostatnio kobieta prosiła go o pomoc w ubraniu się? Zapewne nigdy - pomyślała złośliwie Safira. Z drugiej strony, kiedy ona sama ostatnio potrzebowała pomocy w ubiorze? - zreflektowała się po chwili. Sytuacja była jej wyjątkowo nie na rękę, na szczęście niebianin nie zamierzał być złośliwy. Podczas całego procesu dokańczania ubierania się, uzdrowicielka starała się patrzeć gdzieś w bok. Trudno było jej znieść taką bliskość mężczyzny, choć sama przecież poprosiła go o pomoc. Przez chwilę przez głowę przebiegły jej straszne wspomnienia swojej śmierci, jednak szybko je odgoniła. Azajasz nie był taki... nie był człowiekiem... był aniołem... był dobry. W końcu buty zostały zawiązane i odsunął się od niej, mogła więc przestać o tym myśleć.

Nie dała się kolejny raz nieść. Poprzednim razem Azajasz miał wsparcie w postaci zielarki, tym razem był sam, więc nie zdołał jej przekonać. Safira ubrana i godnie stąpająca poczuła się odrazu lepiej... no dobra, tej godności starczyło na zaledwie kilka kroków, bo nogi same się pod nią uginały i ostatecznie musiała skorzystać z pomocy niebianina. Całą uwagę skupiła na stawianiu kolejnych kroków więc tym razem bliskość mężczyzny jej tak nie przeszkadzała. Dotarli do dziedzińca i wtedy anioł wyskoczył z swoją propozycją...

Safira nie wiedziała w pierwszej chwili co ma powiedzieć. Miała jechać twarzą do niego, całą drogę do Rapsodii? Chyba oszalał! Wspomnienia nagle powróciły z zdwojoną siłą. W tej chwili nie widziała dziedzińca i anioła, a grupkę mężczyzn... ich grube ręce... rozdartą sukienkę, ciężar cielska na swojej piersi. TO SIĘ NIE DZIEJE, JESTEM ANIOŁEM - wrzasnęła w swojej głowie, tak jak wielokrotnie już i wizja zniknęła. Zorientowała się, że stoi zgięta w pół, podtrzymywana znów przez Azajasza. Na szczęście nie zorientował się chyba, że przeżyła właśnie atak paniki i musiał wziąć to za przejaw słabości spowodowany chorobą. Cóż... miał swoje argumenty, ona jednak nie była w stanie znieść podróży w ten sposób.

- Pojadę za twoimi plecami - powiedziała w końcu przez zaciśnięte zęby, tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Możesz mnie przywiązać - dodała po chwili zrezygnowana. Trzeba było wybrać wóz.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Azajasz nie był złym człowiekiem. On po prostu zaznał w swoim życiu tyle zła, że stał się nieprzystępny i zimny. Jego rodzina była jak z kamienia, a miłość dla nich oznaczała zapewnienie godnego wykształcenia zarówno teoretycznego, jak praktycznego i bojowego. Nie miał na co narzekać, miał gdzie spać, co jeść i w co się ubrać, ale miłość... Jego rodzice zostali po prostu dla siebie dobrani, ale uczucia było w tym niewiele. Na dzieci tym bardziej nie potrafili przelać uczuć. Potem, kiedy anioł poznał swoją żonę zmienił się, ona i jej rodzina byli zupełnie inni, czuli, pełni miłości i dobroci. Przekazywali sobie emocje, dzielili się nimi. Nauczył się od nich, że uczucia to nie słabość, to siła. Ale potem... Potem wszystko się zmieniło. Po śmierci żony, po śmierci całej jego rodziny i powrocie do domu ojca nie potrafił się otworzyć. Rzadko myślał o tym co zobaczył tamtego dnia. Nie pielęgnował pamięci martwej rodziny leżącej we krwi. Bo i po co? Oczywiście, ten obraz wrył się w jego pamięć i wiedział, że nigdy go nie zapomni, ale starał się nie wracać do niego myślami. Katowanie się przeszłością nie miało żadnego celu. Wolał żyć sobie w swoim małym świecie, jaki miał w głowie. I pewnie żyłby sobie w nim jeszcze wiele długich lat, gdyby nie Safira. Czasem przeklinał dzień w którym się zakochał, czasem wspominał go dobrze, a czasem... Czasem bolało go, że nic dla niej nie znaczy. Bywały dni, chwile, że chciał to zmienić, lecz bywały i takie, kiedy za wszelką cenę próbował zdusić w sobie to uczucie. Jak choćby teraz. Gdyby dopuścił do siebie uczucia zapewne powiedziałby, że się martwi, że nie chce by jechała sama, bo wie, że z jej zdrowiem jest źle i w każdej chwili może zasłabnąć. Powiedziałaby, że chce ją trzymać dla jej bezpieczeństwa, ale tego nie zrobił. Zamiast tego był zimny jak lód w Górach Księżycowych. Westchnął i spojrzał na kobietę.

- Nie, nie o to mi chodziło – powiedział.
- Nie możesz jechać z tyłu – dodał tonem, którego prawie nigdy nie używał, właśnie w tej chwili uczucia mieszały się w nim z obojętnością. Mówił spokojnie, z nutką zmartwienia, ale zdecydowanie nie czule, nie tak jak mówił zwykle Malachi – Jeśli jechałabyś przodem do mnie, przy zasłabnięciu oparłabyś się o mnie. Jeśli pojedziesz za mną, nawet przywiązana, osuniesz się w bok i spadniesz. Możesz siedzieć przede mną, przodem do kierunku jazdy, ale wtedy i tak cię przywiąże. Jeżeli zrobi ci się słabo zdążę puścić lejce i cię chwycić. Lina będzie dla bezpieczeństwa – przerwał na moment, odwrócił się w stronę jasnowłosej i chwycił ją za ramiona. Była niziutka, więc pochylił się do przodu by spojrzeć jej w oczy.
- Po prostu nie chcę żeby coś ci się stało. Zamierzam dowieźć nas do Rapsodii i cię wyleczyć. Rozumiesz? Zdrowa będziesz mogła wrócić ze mną, lub beze mnie, tak jak będziesz chciała.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Safira » 9 miesiące temu

Azajasz nie rozumiał czemu Safira nie chciała się zgodzić na jego propozycję. Nie mógł wiedzieć. Nikt z kompanii poza Malachim nie wiedział, że została brutalnie zgwałcona. Gdyby się dowiedzieli... nie chcieliby się z nią zadawać - przynajmniej tak myślała niebianka. Czuła się z tego powodu gorsza. Myślała, że właśnie z powodu tego jak umarła została zamieniona w anioła i zesłana do Alaranii na służbę, zamiast trafić do Arkadii. W jakiś przewrotny sposób czuła się temu wszystkiemu winna i chociaż od tamtych wydarzeń upłynęło wiele lat, nieraz czuła jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Jej mentorka mówiła jej, że z czasem będzie lepiej... ale nie było. Prawdę powiedziawszy wszystko wciąż wydawało się takie same. Zdawała się trwać w tym samym punkcie życia i tylko jej rozwijające się zdolności, świadczyły, że czas płynie do przodu.

Gdy Azajasz chwycił Safirę za ramiona, ta poczuła, że zaraz eksploduje. Zrobiło się jej jednocześnie gorąco i zimno. Choć do jej uszu docierały słowa anioła to jej mózg ich nie rejestrował. Chciała się wyrwać, wrzeszczeć i zdzielić go w twarz. Jednak zamiast tego... zemdlała. Trauma z przeszłości, rana... jej organizm miał tego wszystkiego dość i po prostu przekręcił wyłącznik.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 9 miesiące temu

Kiedy zaczęła mdleć, Azajasz nadal trzymał ją za ramiona, więc bez problemy zdążył ją chwycić i oprzeć o siebie.
- No i właśnie o tym mówię - mruknął do siebie. Czyż nie o tym właśnie mówił? Że w każdej chwili może zemdleć. Nie wiedział co prawda, że to on to spowodował, był przekonany, że to tylko kwestia jej choroby. Niby skąd miał wiedzieć, że zemdlała ze złości. Nie wiedział co się kłębiło w jej głowie. Westchnął głośno nadal trzymając Safirę w ramionach. Już nie wiedział co powinien zrobić. Najchętniej położył by ją do łóżka, by odpoczęła, ale skoro tutaj nikt nie mógł jej pomóc... Co jeśli za kilka godzin miało być tylko gorzej?

Podszedł do koni i męcząc się dobrych kilka minut w końcu wsadził Safirę na grzbiet Karego. Posadził ją w siodle i przechylił do przodu, tak by klatką piersiową opierała się o końską szyję. Na razie i tak musieli wyjechać z miasta. Do wschodniej bramy był kawał drogi. Koń nie miał imienia, więc ze względu na kolor sierści Azajasz nazwał go po prostu Karym. Tak więc chwycił lejce Karego i ruszył przez miasto. Ludzie gapili się na niego, albo raczej na Safirę leżąca na końskim grzbiecie. Azajasz mierzył ich ponurym wzrokiem, ale potem szedł jak gdyby nigdy nic. Do Karego przywiązany był drugi koń, ten objuczony bagażami, którego Azajasz roboczo nazywał Gniady, podobnie jak z pierwszym wierzchowcem - od koloru sierści.

W końcu wyszli z miasta, co nie było takie proste. Na szczęście znaleźli się już na w miarę otwartej przestrzeni. Przez pewien czas Azajasz prowadził ich tak jak wcześniej, lecz kiedy wyjechali na trakt prowadzący w stronę Rapsodii uznał, że nie będą się tak wlec. Pozostawała jednak kwestia nadal nieprzytomnej Safiry. Z jednej strony Azajasz bardzo się o nią martwił, z drugiej wzdychał sam do siebie, że musi się truć z omdlałą kobietą. Przez chwilę zastanawiał się jak najlepiej usadowić się w siodle razem z dziewczyną, by była bezpieczna. Ostatecznie po prostu wskoczył na grzbiet Karego i usiadł za dziewczyną bez zbędnego dywagowania. Podniósł ją do pozycji siedzącej i oparł jej plecy o swoją klatkę piersiową. Jej poczochrane, jasne włosy właziły mu w twarz, więc przegarnął je na ramie dziewczyny. Dla bezpieczeństwa obwiązał liną swój pas i jej talię. Jedną ręką chwycił ją za brzuch, a drugą trzymał lejce. Jak na razie trakt był idealnie prosty, więc jedna ręka do prowadzenia konia powinna mu wystarczyć.

Nie mogli jechać zbyt szybko. Raz, że Azajasz musiał trzymać Safirę, a dwa, nie dało się galopować z luzakiem przywiązanym do Karego. Jechali więc równym kłusem. Anioł miał nadzieję przejechać dzisiaj spory fragment drogi, bał się jednak, że kiedy Safira wreszcie odzyska przytomność będzie musiała odpocząć. Owszem, w teorii "spała", ale tak naprawdę siedziała na koniu, który przy każdym ruchu obijał jej pośladki. Owszem jeździli konno, czasem nawet na dalsze dystanse, ale spójrzmy prawdzie w oczy - aniołowie mieli inne sposoby transportu, a mianowicie skrzydła. Azajasz spodziewał się, że delikatny tyłek Safiry będzie cierpiał po takiej jeździe.

Ciąg dalszy: Azajasz i Safira

Zablokowany

Wróć do „Żelazna Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość