Katima[Katima] Niech to będzie nasz sekret

Miasto zbudowane z wypalanych na słońcu cegieł i ciemnych gatunków drewna, połączonych w dwu, trzy lub czteropiętrowe bloki, otoczone drewnianą konstrukcją żeber. Ulice przecinające się pod kątem prostym tworzą sieć, której centrum stanowi duża, okrągła dziura - dawne koloseum, przerobione na miejski rynek.
Awatar użytkownika
Wiktor
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Wampir
Profesje: Mag , Badacz
Kontakt:

Post autor: Wiktor »

        Wiktor starał się dostosowywać swoje tempo do możliwości Gavina, bo nadal miał w pamięci to jaki był sześć lat temu… Ale okazało się, że obaj bardzo się zmienili i czarodziej miał teraz kondycję wcale nie gorszą niż on. I choć nie była to odpowiednia pora, Galanti nie mógł powstrzymać uśmiechu. Jak mógł tak nie doceniać Grimshawa? Przecież on czego się nie dotknął, był w tym co najmniej dobry, by nie powiedzieć najlepszy. Wszystkim w akademii tak bardzo imponował, nawet niektórzy nauczyciele byli pod wielkim wrażeniem gdy opuszczał akademię, a gdy rok później przyjechał na rozdanie dyplomów Wiktora to wiecznie był wokół niego wianuszek wielbicielek i wielbicieli. Aż Galanti zrobił się wtedy troszkę zazdrosny…
        Wspomnienia na bok - nie pora marzyć, gdy do ciebie strzelają, prawda? Wiktorowi zaraz zwęziły się źrenice, choć chwilę później i tak zamknął oczy. Zmarszczył brwi, wysilając do granic możliwości swój zmysł magiczny, ale niestety nadaremno. Stęknął, odpuszczając - nie był w stanie odnaleźć strzelca. Wiedział za to, że on widzi ich wprost świetnie i pewnie ma czyste pole do strzału. Czy teraz w ogóle byli osłonięci przez komin, czy wręcz przeciwnie, elegancko stali na jego tle i czekali aż ich zabije? Galanti rozejrzał się niespokojnie, szukając drogi ucieczki. Gavin jak zawsze pierwszy wpadł na rozwiązanie i nie konsultując swojego pomysłu od razu przeszedł do realizacji. Wiktor jednak ślepo mu zaufał, nie pytając. Chociaż tyle mógł dla niego zrobić. Był zresztą zbyt zahipnotyzowany jego gestami, by protestować - miękko poddał się temu jak został objęty i pchnięty w dół… Przez moment, bardzo, bardzo krótki moment było w porządku. Później do Wiktora dotarło, że lecą na spotkanie bruku. Wierzgnął, ale nie wyrwał się. Nie wydał też z siebie ani jednego dźwięku, choć normalna osoba pewnie by wrzeszczała. Ciszę zachował dzięki odrobinie profesjonalizmu w złodziejstwie (Panie, wybacz) i wielkiemu zaufaniu względem Gavina.
        A jednak gdy lądowali, Galanti kurczowo obejmował głowę czarodzieja jak przerażony kot, oddychając ciężko i wytrzeszczając oczy, nadal jednak nie wydając z siebie nawet jednego jęku. Przez ten krótki lot z dachu milion razy chciał się przemienić by wylądować na cztery łapy i milion razy zmieniał zdanie - raz bojąc się zdemaskowania przez Gavina, raz przez ich prześladowców, a przede wszystkim powtarzając sobie, że czarodziej kazał mu zaufać. Więc ufał. Nawet jak miał nogi połamać. Poza tym jak mógłby ratować skórę kosztem przyjaciela?
        W jednej chwili obaj dojrzeli bezpieczny zaułek i tam pobiegli. Wiktor pozostawał nieco w tyle nie przez to, że był ranny czy zmęczony, a przez to, że teraz prawie całkowicie odbierał otoczenie szóstym zmysłem, szukając zagrożenia. Byli daleko, ale było ich wielu i zbliżali się nieuchronnie. Byli w potrzasku...
        Pytanie Grimshawa sprowadziło go na ziemię. Nagle przytomnym spojrzeniem obrzucił przyjaciela i ściany mijanych budynków, jakby orientował się w okolicy. Podziemia, piwnice… Większość kamienic była podpiwniczona, ale to nie o to chodziło. Nie mogli dać się zagonić w takie miejsce, bo jak zaczną się naparzać czarami w piwnicy to będzie katastrofa.
        - Kanały? - powiedział jakby myślał na głos. - Moglibyśmy dotrzeć nimi aż pod same miejskie mury, ale nie znam ich dob…!
        Wiktor nagle rzucił się na Gavina i pchnął go na ścianę, samemu na niego wpadając. Efekt nie był jakiś niesamowity, bo i Galanti był drobniejszy od swojego przyjaciela, ale cel został osiągnięty - w miejscu, gdzie niedawno biegli, od bruku odbił się bełt. Czy był wycelowany w czarodzieja czy wampira - trudno orzec. Czy by trafił i gdzie - również. Ale lepiej tego nie sprawdzać.
        - Tam jest sukrwiel! - syknął Wiktor, patrząc wzrokiem drapieżnika na wysokie budynki gildii rysujące się na tle królewskiego zamku. Nieświadomie wyszczerzył przy tym kły w szale, ale całe szczęście jego twarz osłaniała w tym momencie chusta. Inaczej natychmiast by się wydał przed Gavinem. Ta świadomość sprawiła, że momentalnie spotulniał. Łypnął na czarodzieja jakby o coś go podejrzewał, po czym odkleił się od niego i ściany.
        - Tędy - rzucił sztywnym tonem i wciągnął Gavina w jedną z uliczek. Wiedział jednak jedno: jeśli ci najemnicy jakoś się komunikowali, strzelec na pewno dał swoim ziomkom znać gdzie są ich ofiary i dokąd zmierzają. Musieli więc ich przechytrzyć…
        I naprawdę gdzieś się schować, bo jeszcze godzina czy dwie i wzejdzie słońce. Wiktor nie chciał nawet myśleć o tym co się wtedy stanie, ale nie chciał też tego sprawdzać. Musieli się gdzieś przyczaić.
        Wampir bez żadnego tłumaczenia przeprowadził Gavina przez ciche o tej porze podwórka i zaułki. Odrobina orientacji w terenie wystarczyłaby, aby czarodziej zorientował się, że Galanti stara się zmylić pościg i zamiast kierować się na wschód zgodnie z ich pierwotnym kierunkiem ucieczki, zaczął podążać na północ.
        - Nie chciałem tego robić… Ale przejdziemy podziemiami rynku - odezwał się w końcu cicho. - Tam było kiedyś koloseum. Pod całym centrum są korytarze i przejścia do kanałów. Spróbujemy tak się dostać do portu - podsumował. Głos miał zdeterminowany, choć jednocześnie niezbyt zadowolony. Naprawdę nie chciał narażać się na walkę w zamkniętej przestrzeni, w samym centrum miasta…
Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 119
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Alchemik , Mag
Kontakt:

Post autor: Gavin »

Gavin krótko skinął głową na polecenie Wiktora - on zdecydowanie lepiej wiedział, jak wygląda architektura tego miejsca, więc czarodziej nawet nie myślał z nim dyskutować. Jeśli ich przeciwnicy nie mają pojęcia o podziemiach - to znaczna przewaga. Słowa "nie chciałem tego robić" u przyjaciela jednak wróżyły co innego. Cóż, przynajmniej nie będą mieli nad głowami kuszników gotowych odstrzelić ich jak kaczki.

Biegł za Wiktorem, aż dotarli do miejsca, w którym było coś na kształt ruin starego domostwa. Zwalony ceglany mur należał chyba kiedyś do jednej ze ścian kamienicy. Uliczki tutaj zdawały się być wąskie, bardzo pokrętne i jakby ukryte w gąszczu miejskim, więc czarodziej miał jakieś przeczucie, że na chwilę ich zgubili. Nie miał jednak czasu na czytanie pobliskich aur. Mimo iż jest to jeden ze zmysłów, jak węch czy słuch, to wymagał koncentracji, aby ogarnąć większy obszar... Tak więc wskoczył za Wiktorem w rozwalającą się kamienicę. Chyba było to miejsce znane wyłącznie przez lokalnych żebraków - po klepisku walało się stłuczone szkło i kilka śmieci. Ale było zejście do piwnicy. Stąd zapewne do podziemnych korytarzy, o których mówił jego towarzysz...

Wkraczając w ciemność Gavin dmuchnął lekko w dłoń, a nagle pojawił się na niej spory płomień, oczywiście w żadnym stopniu nie raniąc czarodzieja. Pomrugał chwilę, oślepiony jego blaskiem. Później jakby strzepnął rękę przed sobą, a ogniki rozpierzchły się i oświetliły korytarz z przodu i z tyłu za nimi.
- Będą za nami podążać - odrzekł cicho. Starał się nie robić hałasu, ale jednak jego paradne buty dudniły o kamienistą posadzkę. Do tego stopnia, że zastanawiał się, czy nie lepiej będzie jeśli zacznie lewitować w tych korytarzach. Echo ich kroków roznosiło się niemiłosiernie przez akustykę jaka tu panowała: przez wysokie sklepienia żebrowe i puste, lekko podmokłe korytarze. Pewnie te kałuże i woda ściekająca po ścianach to znak tego, że gdzieś tu są również i kanały.

Korytarz dziwnie się wił, podobnie pewnie jak budynki nad nimi - tak chaotycznie i mało składnie. Czasami dziwnie zwężał, czasami rozszerzał się tak, że przywołane przez niego ogniki nie rozpraszały ciemności na tyle aby widać było ściany. W pewnym momencie weszli w dziwnie zaokrągloną salę, pachnącą kurzem i... chyba prochami do nabojów. Gavin natychmiast uniósł dłoń, a ogniki poszybowały w górę do sufitu - żeby przypadkiem nie doszło do wybuchu.
- Co to za skrzynie? Zostały jeszcze za czasów Koloseum? - spytał zaciekawiony Wiktora. Walały się one po całym tym pomieszczeniu, niektóre solidnie domknięte, niektóre całkowicie rozwalone.
- Bardzo dobrze znasz te podziemia - skomentował z lekką pochwałą w głosie. - Musisz mieć świetną orientację w terenie albo doskonałą znajomość mapy, żeby nie zabłądzić tutaj. W każdym razie jest to wielka przewaga, nie słyszę ani nie wyczuwam niczyjej obecności w tym miejscu...
"A to wyjątkowo dziwne", pomyślał Gavin. "To podziemne przejście jest idealne, aby prześlizgnąć się niezauważonym w samym centrum. Czemu idzie im tak gładko? Czemu Wiktor powiedział, że nie chce tędy przechodzić?...".
Nagle dotarło.
- Saletra!
W tym samym momencie dosłyszał syk.
- PADNIJ!!!
Przecież to fantastyczne miejsce na zasadzkę. A zapadnięcie się fragmentu starych podziemnych korytarzy pod wielkimi ruinami Koloseum nie byłoby niczym wyjątkowym dla mieszkańców miasta. Dobre miejsce na cichą, szybką, brudną robotę. Albo artefakt jest w magicznym pudełku o niesamowitej odporności... albo ich poprzedni właściciel stwierdził, że lepiej, by traktat był niczyj niż ich.
Czarodziej rzucił się na Wiktora, przelatując z nim kilka sążni z dala od okrągłego pomieszczenia i przycisnął do ziemi. Zasłonił go sobą niemalże w całości - mocno ścisnął, ustawiając się plecami do źródła wybuchu. Był odporny na ogień, gorący podmuch powietrza z sali nawet go nie drasnął. Kiedy pierwszy wybuch minął, korytarz zaczął się trząść. A skrzyni było na tyle, by zaraz powstał cały koncert grzmotów.
- Uciekajmy stąd, to się zaraz zapadnie!!!
Awatar użytkownika
Wiktor
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Wampir
Profesje: Mag , Badacz
Kontakt:

Post autor: Wiktor »

        Tym razem Wiktor się nie krępował i nie baczył na to, czy Gavin za nim nadążał - wiedział już, że nadążał. Zresztą słyszał dźwięk jego obcasów uderzających o bruk, czuł aury. Z przyzwyczajenia co rusz spoglądał na świat swoim szóstym zmysłem, bo tak widział to, co skrywał przed nim mrok, póki co jednak wokół było bezpiecznie. Póki co…
        Gdy dotarli do przejścia do podziemi, Galanti zwolnił i lekko się pochylił, jakby chciał być mniej widoczny. Kiwnął na przyjaciela, by ten za nim podążał. Stawiał stopy tak, by nie wdepnąć w żadną zastawioną przez bezdomnych przypadkową pułapkę - butelkę, resztki jedzenia, nieczystości. Tak był skupiony na szukaniu drogi, że pojawienie się ogników wezwanych przez Gavina prawie zatrzymało mu serce.
        - Ale mnie wystraszyłeś - poskarżył się szeptem, trzymając się za klatkę piersiową. Serio myślał, że to magia kogoś innego. Sam nie był elementalistą i nie pomyślałby o takim rozwiązaniu, on prędzej bał się, że to może być pocisk jednego z tamtych… Niemniej światło mogło im się przydać w podziemiach.
        - Taaa… - mruknął niechętnie Wiktor, gdy jego przyjaciel zainteresował się skrzyniami, które mijali w jednym z pomieszczeń. - Nikt się do nich nie przyznaje i tak leżą. Dziw, że jeszcze nikt ich nie rozkradł. Ktokolwiek…
        Zrobiło mu się miło, gdy Gavin tak chwalił jego znajomość terenu. Uśmiechnął się pod chustą i obrócił na niego spojrzenie pełne wdzięczności. Rozproszył się na chwilę i był przekonany, że to ta chwila zaważyła na tym, że prawie w tych cholernych podziemiach zginęli…
        On nie poznał saletry. Poczuł jednak strach swojego przyjaciela i wtedy sam również doszedł do odpowiednich wniosków. Wtedy rozległ się syk zapalanego lontu, czy czegokolwiek w tym stylu. Galanti obrócił się w stronę przyjaciela by pociągnąć go na ziemię, lecz w tym samym czasie on rzucił się na niego, by go osłonić. Osłonić! Mimo atmosfery zagrożenia wampir poczuł ciężar tego gestu – przyjaciel bez namysłu osłonił go własnym ciałem… Ta konkluzja dotarła do niego gdy jeszcze obaj byli w locie i została gwałtownie przerwana, gdy spotkali się z gruntem. Wiktor nie powstrzymał krzyku boleści – padł na twardy kamień, rąbnął o niego głową i na dodatek w plecy wbiła mu się szkatułka ze zwojem. A on był na tyle już skrzywiony przez tę robotę, że zamiast sprawdzić w pierwszej kolejności czy nie złamał kręgosłupa, sięgnął do tego pudełka by upewnić się czy nie jest uszkodzone.
        - Jesteś cały? – zapytał Gavina. Leżąc pod nim i nie mając zbyt wielkiej możliwości sprawdzenia jego ran, wyciągnął chociaż rękę by sprawdzić jego plecy. Spodziewał się poczuć pod palcami poparzoną skórę, ale jednak podmuch wybuchu nie był aż tak gorący, a jego przyjaciel po raz kolejny okazał się być ulepiony ze znacznie lepszej gliny niż to zapamiętał. Niech to, niby we wspomnieniach idealizuje się niektóre zdarzenia i osoby, ale przez te lata Gavin zdołał prześcignąć marzenia i te wypaczone wspomnienia.
        Zagrożenie jednak nadal istniało, co więcej, zaraz miało stać się naprawdę poważne, więc nie było czasu na roztkliwianie się. Wiktor spojrzał znad ramienia przyjaciela na pełne dymu i pyłu pomieszczenie, z którego dochodził syk zwiastujący kolejną eksplozję. Przekalkulował, że nawet wampirza siła i szybkość nie dadzą mu przewagi, a Gavin choć był niezwykle sprawny również nie miał za wielkich szans…
        - Trzymaj się mnie mocno! – rozkazał, obejmując go nie tylko ramionami, ale też otaczając nogą w pasie. Musiał mieć dobry chwyt, bo zamierzał zrobić coś, czego wcześniej nigdy nie robił sam… I w jego głowie wrzeszczał stanowczy głos, że to zły pomysł i powinien się wycofać. Lecz jakie miał wyjście? Spróbują uciec normalnie to te korytarze zawalą im się na łeb. Mógł postawić barierę energetyczną, ale nie zdołałby powstrzymać z jej pomocą walącego się sufitu. Zaraz obaj zaczną się dusić od pyłu, który już wdzierał im się do ust i nosa. On oddychać nie musiał, ale Gavin już tak. Więc…
        Wiktor zacisnął powieki jakby nie chciał widzieć co się teraz wydarzy. Napędzany adrenaliną, strachem i troską o przyjaciela, rzucił zaklęcie teleportacji. Nigdy w życiu nie przenosił dwóch osób na raz. No, z Euridice mu się zdarzało, ale ona go wspierała, bo sama znała tę dziedzinę… Nieważne. Zaraz ogarnęło go to dziwne uczucie implozji towarzyszące zaklęciom z dziedziny przestrzeni. Uderzenie w plecy, ciężar wyciskający oddech z piersi. Stęknął boleśnie. Udało się! Wylądowali w zupełnie innym korytarzu - ślepym, równoległym do tego, którym biegli wcześnie - a ten brak tchu zawdzięczał Gavinowi, który znowu na niego spadł.
        - Wstawaj - ponaglił natychmiast Galanti słabym głosem, spychając z siebie przyjaciela. Czuł mrowiący ból w mięśniach. Lekki, ale nie do przeoczenia: wyczerpanie magiczne. Trochę tego wieczora szalał. Daleko jeszcze do niepokoju, ale wiedział, że musi się pilnować, by nie stracić nad sobą kontroli. To przenoszenie dwóch osób pochłaniało jednak sporo energii…
        - Tu też są! - syknął. Nie wstał jeszcze, kucał, a gdy zorientował się, że nie są sami, nawet nie kłopotał się, by się wyprostować. Z tej pozycji wystrzelił przed siebie, biegiem rzucając się w ciemny korytarz przed sobą. On nie musiał ich widzieć - czuł ich emanacje, zapach ich spoconych ciał buzujących adrenaliną. Niełatwa zdobycz… Ale nie musiał się przejmować tym w jakim stanie skończą, więc się nie krępował. Gdy tylko usłyszał świst pocisku - chyba kamienia wyrzuconego z procy - rozpostarł tarczę, która miała ochronić jego i Gavina, a z drugiej ręki wypuścił energetyczny pocisk podobny do skondensowanej fali uderzeniowej. Załatwił jednego, ale na nogach stało jeszcze dwóch. By się stąd wydostać musieli przez nich przejść.
Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 119
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Alchemik , Mag
Kontakt:

Post autor: Gavin »

Po pierwszym wybuchu chaos jaki zapanował wytrącił Gavina z równowagi zupełnie. Nie był w stanie myśleć analitycznie, wszystko wokół niego działo się zbyt szybko i zbyt nieprzewidywalnie - a to wprawiało go w panikę. Nie móc nawet pomyśleć - oto jego największy koszmar.
Serce dudniło mu w piersi, kiedy czuł, jak z każdym oddechem jest coraz trudniej. Zapadający się sufit generował wielkie tumany kurzu, które wdzierały się do jego oczu i ust.
Co robić? Co robić?... Zwalczać ogień ogniem? A może magią powietrza zdoła ich unieść i wylecieć z korytarza, zanim zginą?
Już miał chwycić go, zebrać ostatki sił i próbować wylecieć jak strzała przed siebie.

A sekundę później, która trwała wieki, Wiktor owinął się wokół niego i przeteleportował ich w nowe miejsce. Bardzo niewiele razy miał okazję być teleportowanym... sam nie posiadł tej umiejętności. Poczuł jakby przeciskał się przez bardzo ciasną, gumową szczelinę, a jego wnętrzności dziwnie się rozciągały. A zaraz później powrócił do swojego ciała jak nadmuchany na nowo balonik.
- Gdzie... jesteśmy? - wysapał Gavin, a zaraz później rozkaszlał się, czując cały pył, który nadal osiadał na jego płucach.
Na wieść o tym, że gdzieś są tu ich wrogowie, porwał się na równe nogi.

- Niezły refleks! - pochwalił przyjaciela, który w szybki sposób odbił pocisk z procy. Drugi przeciwnik zacisnął zęby, wściekły, że tak szybko obezwładnili jego towarzysza. Zaczął mamrotać zaklęcia.
Grimshaw z kolei wyskoczył w górę, podleciał niemalże do sufitu, w locie wyjmując klingę ze szczękiem. Unosił się za pomocą magii powietrza, lecąc prosto na trzeciego. Tamten również wyjął broń, jednak nie miał jak dosięgnąć czarodzieja. Ten rzucił się na niego, jeszcze w locie parując jego uderzenie. Przekoziołkował nad nim i znajdując się za jego plecami, uderzył rękojeścią w potylicę. Zbir padł na ziemię nieprzytomny. Ten drugi z kolei zdążył powymieniać się z Galantim zaklęciami, mając jednak przy sobie przeciwnika w zwarciu przeniósł na niego swój cel. Odrzucił Gavina, tak, że poleciał na ścianę przy nim - gdyby odpowiednio nie zaparł się dzięki bańce powietrznej, jaką utworzył za swoimi plecami, mógłby nieźle pogruchotać sobie kości. Wykorzystał siłę odrzutu, jaką miał dzięki odbiciu się od "poduszki powietrznej" i rzucił się na czarodzieja. Ten był zajęty odpieraniem ataków Wiktora, więc nie spodziewał się ataku z flanki. Sprawnym ruchem szabli Grimshaw wykończył go.

- Prowadź do tych kanałów - rzucił do przyjaciela, kiedy opuszczali podziemia. Czarodziej błagał w myślach, aby tam nie czekała na nich zasadzka.
Awatar użytkownika
Wiktor
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Wampir
Profesje: Mag , Badacz
Kontakt:

Post autor: Wiktor »

        Po teleportacji nie było czasu na tłumaczenie się – Galanti ledwie zdążył ostrzec przyjaciela, że nie są sami nim ruszył do walki. Później powie mu gdzie są.
        Gdyby był na to czas, Wiktor pewnie doceniłby umiejętności swojego przyjaciela – to z jaką klasą łączył swoją wiedzę na temat magii elementarnej i szermierkę. Ależ on się poruszał! Nie było jednak okazji by stać i podziwiać, bo gdy Gavin starł się z szermierzem, Galanti wziął na siebie maga. Cholernik próbował trafić lewitującego czarodzieja w plecy, ale nie z nimi takie numery – Wiktor bez namysłu uderzył w niego pchnięciem magicznej energii, wytrącając go z równowagi i przerywając jego czar. Zaraz sam musiał postawić tarczę, bo wściekły przeciwnik momentalnie mu się odwinął. Elementalista – dziedzina ziemi. Pod wampirem aż się nogi ugięły, gdy przyjął na swoją osłonę grudę wyrwanej z podłoża ubitej gleby. Zaraz jednak rozpuścił swoją osłonę i nie zważając na osypujący się na niego pył, który dostawał się też do oczu, uderzył w kontrataku. Tamten po prostu uskoczył, a Galanti nie był w stanie skorygować lotu swojego pocisku. Zaraz spróbował z drugiej ręki, ale przeciwnik był cholernie zwinny i tego też uniknął, co więcej – przypadł do ziemi, a gdy uderzył w nią otwartymi dłońmi, podłoga zafalowała jak szarpnięty dywan i wampir poczuł, że traci grunt pod nogami. Zaraz skierował ręce pod swoje stopy, by dziedziną mocy ubić podłoże i nie dać się pogrzebać. Taka wymiana sztuczek pewnie by jeszcze trwała, gdyby nie Gavin, który jednym sztychem załatwił sprawę. Wiktor jego interwencję nagrodził oklaskami, po czym kiwnął na niego głową i truchtem ruszył w już znacznie mniej zapylony korytarz.
        - To kolejna odnoga tamtego labiryntu, równoległa do tej, do której wpadliśmy - wyjaśnił, zwalniając przy jednym wyłomie w ścianie. Po chwili wahania skorzystał z niego. Naprawdę znał te podziemia, skoro potrafił korzystać z takich przypadkowych okazji.
        Przez moment szło łatwo - aż serce zdążyło Wiktorowi nieco zwolnić, a jego instynkt drapieżnika wyciszył się. Nie jednak na tyle, by nie usłyszał dźwięku podobnego do obijającej się w studni pustej butelki. Dźwięk przybliżał się - ktoś w nich rzucił. Idący na przedzie wampir po chwili dostrzegł toczącą się w ich stronę butelkę, z której szyjki wydobył się gęsty, biały dym. Cokolwiek to było…
        - W tył! - syknął do Gavina, natychmiast popychając go, by się wycofał. - Nie wdychaj tego!
        Galanti nie był mistrzem trucizn, ale skoro dym sączący się z tej butelki miał gryzący zapach, nie wróżyło to nic dobrego. On mógł nie oddychać, ale jego przyjaciel to co innego - trzeba było spieprzać, nawet jeśli przez to mieli zawracać. I z tej troski o Gavina Wiktor zapomniał, że ma do czynienia z utalentowanym elementalistą, który przecież mógł sobie z łatwością z taką trującą chmurą poradzić.
Awatar użytkownika
Gavin
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 119
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Alchemik , Mag
Kontakt:

Post autor: Gavin »

Gavin skrył się za ścianą, zatkał nos rękawem. Nie zdążył zorientować się, czym jest puszka, którą ktoś wrzucił do korytarza. W pierwszej chwili pomyślał, że może jest to kolejna bomba? I tak część korytarzy jest już zawalona, łatwo w tej sytuacji upozorować kolejny wypadek. Ten syk jednak nie przypominał mu zwykłych ładunków wybuchowych. Czarodziej utworzył instynktownie wokół siebie bańkę powietrzną, kiedy spostrzegł drażniącą zieloną chmurę roznoszącą się wokół.
- Spokojnie... to śmierciożerka - wytłumaczył. - Wywietrzę nam przejście. Może to być nasza szansa: będą podejrzewać, że jeśli uda nam się wydostać, to na pewno nie tym korytarzem. O ile fama na temat moich umiejętności magicznych jeszcze do nich nie dotarła...
Czarodziej dobrze znał się na alchemii. Takie receptury jak trucizny, odtrutki, pułapki czy niektóre substancje wybuchowe znał na pamięć. Zresztą, ostatnich kilka miesięcy spędził na ich wykonywaniu, regenerując siły po porwaniu przez przemytników.
Śmierciożerka była substancją, która w wysokich stężeniach mogła nawet pozbawić życia. Mikroskopijne, ostre jak brzytwa nasiona pewnego gatunku ostu roznoszą się w powietrzu, wypełniając drogi oddechowe. Boleśnie ranią, wkłuwając się w ciało, a ponadto zawarta w nich trucizna działa otumaniająco. Można szybko stracić przytomność, a jeśli do produkcji użyto dużej ilości nasion ostu, nawet wykrwawić się.
- Chodź szybko! - rzucił w stronę Wiktora. Zadął powietrzem, tworząc przejście w prostej linii, do którego nie docierała chmura trucizny. Biegli gęsiego. Wychodząc z labiryntu jeszcze chwilę utrzymywał czar: na wszelki wypadek, gdyby trucizna przedostała się do miasta. Przestał, kiedy uznał, że są już w bezpiecznej odległości.
Tak jak podejrzewał, udało im się wykorzystać sytuację na swoją korzyść. Biegli długi dystans nie napotykając żadnych przeciwników. Obudziła się w nim euforia - znacznie przyspieszył, nawet jeśli wcześniej nie zostawał w tyle. Ale byli już tak blisko... A on miał tyle pytań!... Nie mógł się doczekać, aż rozmówi się z Wiktorem, aż nie obejrzy dokładnie jeszcze raz tych traktatów... O ile oczywiście przyjaciel pozwoli mu na to...
Byli już blisko kanałów, o których wspominał Galanti. Widział je na horyzoncie... Właz znajdował się przy wylocie z miasta, całkiem blisko portu. Puścił się sprintem w jego stronę.
Przez wizję sukcesu majaczącą przed nimi zupełnie stracił czujność.
- Skrytobójca! - wrzasnął, w ostatniej chwili parując cios zadany zakrzywionym sztyletem. Przeciwnik niemalże wynurzył się z cienia. Pozbawiłby Wiktora głowy sprawnym, szybkim cięciem w tchawicę, gdyby Gavin kątem oka nie dostrzegł błysku ostrza wyciąganego z pochwy.
Awatar użytkownika
Wiktor
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Wampir
Profesje: Mag , Badacz
Kontakt:

Post autor: Wiktor »

        Wiktor kojarzył czym jest śmierciożerka, ale tylko przypadkiem – po prostu nazwa była zabawna, więc zapadła mu w pamięć. Nie był tak dobrym alchemikiem jak jego przyjaciel i skupiał się na zupełnie innych dziedzinach magii. Niemniej – faktem było, że wdychanie tych nasion było niebezpieczne. Zaś rozwiązanie zaproponowane przez Gavina – wprost genialne. Wraz ze wszystkimi swoimi konsekwencjami.
        - Sądzę, że nie zostawiliśmy żadnych świadków, którzy zdołaliby zaalarmować resztę – oświadczył z odrobiną czarnego humoru i być może nie do końca zgodnie z prawdą, bo wielu przeciwników na swojej drodze jedynie ogłuszyli, więc ci mogli się już ocknąć… Ale i tak o Gavina był spokojny. Pewnie gdyby Wiktor nie przekonał go, że muszą razem uciec z miasta, przyczaiłby się albo w najgorszym razie sam doskonale by się obronił. Nie musieli iść razem, Galanti nie musiał go narażać na to wszystko co przeszli.
        To nie była jednak pora na takie przemyślenia.
        - Do dzieła –zarządził wampir, ustępując czarodziejowi pola. Robił wszystko, co ten mu kazał, tak długo aż nie wybiegli na zewnątrz. Ten korytarz i tak był prosty jak drut, prowadził prosto na ulicę, więc nie trzeba było magiem kierować.
        Wiktora znowu ogarnął niekłamany podziw. Ależ Grimshaw doskonale sobie radził w każdej sytuacji, miał taką wiedzę, że nawet nie musiał się namyślać nad rozwiązaniami ich problemów, one jakby same do niego przychodziły.

        Już na zewnątrz zupełnie naturalnie zamienili się miejscami. Galanti prowadził w stronę kanału, którym mieli uciec z miasta i w końcu zgubić pościg. Nie przypuszczał, że w tej części miasta ktoś może ich znaleźć, bo to nie była oczywista droga ucieczki. Bramy, port, było wiele dogodniejszych przejść i przede wszystkim lepiej znane – wątpił, by najemna grupa wiedziała o każdym zaułku w mieście.
        A jednak. A może to czysty przypadek, że tuż przed dotarciem do celu trafili na skrytobójcę. I to cholernie dobrego, bo Wiktor zupełnie go nie zauważył, nie poczuł. Zabójca sięgnął do jego szyi dopiero gdy się mijali, poza polem widzenia wampira. Gdyby nie Gavin, byłoby po nim. Gdy jednak padło ostrzegawcze zawołanie, Galanti nie zastanawiał się ani przez chwilę. Obrócił się i z krótkiego dystansu uderzył skrytobójcę falą energii w tors. Napastnik poleciał w tył jak szmaciana lalka i gruchnął o ścianę z takim impetem, że na pewno stracił przytomność, a czy przy okazji nie pogruchotał sobie kręgosłupa to wcale nie było takie oczywiste. Wiktor jednak nie miał teraz głowy by o tym myśleć – totalnie przypadkiem dostał. To było tylko draśnięcie, rozcięta skóra na przedramieniu. U normalnego człowieka wystarczyłoby parę szwów by załatwić sprawę. U wampira – kilka łyków krwi, ale to tylko gdyby bardzo mu się spieszyło. Jednak skrytobójca albo doskonale wiedział z kim ma do czynienia, albo przez przypadek miał ze sobą srebrny nóż. Niemniej gdy ostrze dosięgło ręki Galantiego, ten poczuł jakby mu ją dosłownie urwało. Krzyknął, choć instynkt zaraz kazał mu zacisnąć zęby na drugim przedramieniu, by stłumić dźwięk. Chwilę dyszał boleśnie, przyciskając ranną rękę do brzucha i starając się przezwyciężyć ból. W oczach Gavina był pewnie mięczakiem – co za mężczyzna tak cierpiał po byle draśnięciu? Postarał się szybko opanować. Zabrał rękę od ust i poprawił sobie chustę, przez którą przebił się kłami podczas tego ugryzienia.
        - Już niedaleko, chodź – zarządził sztywnym tonem. Nadal dociskając ranne przedramię do ciała, ruszył truchtem w stronę wejścia do kanałów. Wysilił zmysł magiczny, by dojrzeć jakąś zasadzkę. Niczego nie poczuł. Poza tym, że…
        Galanti gwałtownie zatrzymał się i obrócił. Typowym dla niego machnięciem ręki rozciągnął tarczę za plecami swoimi i Gavina – w ostatniej chwili, gdyż zaraz uderzył w nią rzucony nóż. Cholerny skrytobójca, jednak nie został skutecznie ogłuszony tym jak rąbnął o ścianę. Gramolił się z ziemi, jeszcze trochę otumaniony, ale zdeterminowany.
        - Jestem taki jak ty! – zawołał. – Dziecię nocy! Oszukany przez wielkich tego świata, jak brat przeciw bratu! Zaczekaj!
        Galanti był wyraźnie spięty i skonsternowany. Trzymając dalej tarczę energetyczną spojrzał na tak bliską drogę ucieczki, na Gavina i na bredzącego skrytobójcę. Przez moment zastanawiał się czy nie ma do czynienia z drugim wampirem – zwrócił się do niego „dziecię nocy”, to była wyraźna wskazówka. A jednak cała reszta całkowicie nie trzymała się kupy.
        - O czym ty mówisz? – zapytał, podchodząc o krok.
        - Jesteśmy ich pionkami, bezwolni, rzuceni przeciw sobie – jęknął skrytobójca. – Proszę, wysłuchaj mnie, nie odchodź, nie odwracaj się plecami. Patrzę na ciebie i widzę jej oczy…
        - Bredzi – mruknął ze wzgardą Wiktor. – Załatwię to szybko – oświadczył twardo, podnosząc wolną rękę do kolejnego czaru.
        - Nie, zaczekaj, proszę! Muszę ci coś powiedzieć, musisz mnie wysłuchać!
        - Co niby chcesz mi powiedzieć? – zapytał twardo Galanti. Wtedy na twarzy skrytobójcy pojawił się paskudny uśmiech.
        - Że tylko chciałem kupić reszcie trochę czasu – oświadczył. I dokładnie w tym momencie wśród ciszy zaległej na ulicy dało się słyszeć łomot kroków. Nadciągnęły posiłki.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Katima”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość