Katima[Katima] Niech to będzie nasz sekret

Miasto zbudowane z wypalanych na słońcu cegieł i ciemnych gatunków drewna, połączonych w dwu, trzy lub czteropiętrowe bloki, otoczone drewnianą konstrukcją żeber. Ulice przecinające się pod kątem prostym tworzą sieć, której centrum stanowi duża, okrągła dziura - dawne koloseum, przerobione na miejski rynek.
Awatar użytkownika
Wiktor
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 9 miesiące temu
Rasa: Wampir
Profesje: Mag , Badacz
Kontakt:

Post autor: Wiktor »

        Wiktor starał się dostosowywać swoje tempo do możliwości Gavina, bo nadal miał w pamięci to jaki był sześć lat temu… Ale okazało się, że obaj bardzo się zmienili i czarodziej miał teraz kondycję wcale nie gorszą niż on. I choć nie była to odpowiednia pora, Galanti nie mógł powstrzymać uśmiechu. Jak mógł tak nie doceniać Grimshawa? Przecież on czego się nie dotknął, był w tym co najmniej dobry, by nie powiedzieć najlepszy. Wszystkim w akademii tak bardzo imponował, nawet niektórzy nauczyciele byli pod wielkim wrażeniem gdy opuszczał akademię, a gdy rok później przyjechał na rozdanie dyplomów Wiktora to wiecznie był wokół niego wianuszek wielbicielek i wielbicieli. Aż Galanti zrobił się wtedy troszkę zazdrosny…
        Wspomnienia na bok - nie pora marzyć, gdy do ciebie strzelają, prawda? Wiktorowi zaraz zwęziły się źrenice, choć chwilę później i tak zamknął oczy. Zmarszczył brwi, wysilając do granic możliwości swój zmysł magiczny, ale niestety nadaremno. Stęknął, odpuszczając - nie był w stanie odnaleźć strzelca. Wiedział za to, że on widzi ich wprost świetnie i pewnie ma czyste pole do strzału. Czy teraz w ogóle byli osłonięci przez komin, czy wręcz przeciwnie, elegancko stali na jego tle i czekali aż ich zabije? Galanti rozejrzał się niespokojnie, szukając drogi ucieczki. Gavin jak zawsze pierwszy wpadł na rozwiązanie i nie konsultując swojego pomysłu od razu przeszedł do realizacji. Wiktor jednak ślepo mu zaufał, nie pytając. Chociaż tyle mógł dla niego zrobić. Był zresztą zbyt zahipnotyzowany jego gestami, by protestować - miękko poddał się temu jak został objęty i pchnięty w dół… Przez moment, bardzo, bardzo krótki moment było w porządku. Później do Wiktora dotarło, że lecą na spotkanie bruku. Wierzgnął, ale nie wyrwał się. Nie wydał też z siebie ani jednego dźwięku, choć normalna osoba pewnie by wrzeszczała. Ciszę zachował dzięki odrobinie profesjonalizmu w złodziejstwie (Panie, wybacz) i wielkiemu zaufaniu względem Gavina.
        A jednak gdy lądowali, Galanti kurczowo obejmował głowę czarodzieja jak przerażony kot, oddychając ciężko i wytrzeszczając oczy, nadal jednak nie wydając z siebie nawet jednego jęku. Przez ten krótki lot z dachu milion razy chciał się przemienić by wylądować na cztery łapy i milion razy zmieniał zdanie - raz bojąc się zdemaskowania przez Gavina, raz przez ich prześladowców, a przede wszystkim powtarzając sobie, że czarodziej kazał mu zaufać. Więc ufał. Nawet jak miał nogi połamać. Poza tym jak mógłby ratować skórę kosztem przyjaciela?
        W jednej chwili obaj dojrzeli bezpieczny zaułek i tam pobiegli. Wiktor pozostawał nieco w tyle nie przez to, że był ranny czy zmęczony, a przez to, że teraz prawie całkowicie odbierał otoczenie szóstym zmysłem, szukając zagrożenia. Byli daleko, ale było ich wielu i zbliżali się nieuchronnie. Byli w potrzasku...
        Pytanie Grimshawa sprowadziło go na ziemię. Nagle przytomnym spojrzeniem obrzucił przyjaciela i ściany mijanych budynków, jakby orientował się w okolicy. Podziemia, piwnice… Większość kamienic była podpiwniczona, ale to nie o to chodziło. Nie mogli dać się zagonić w takie miejsce, bo jak zaczną się naparzać czarami w piwnicy to będzie katastrofa.
        - Kanały? - powiedział jakby myślał na głos. - Moglibyśmy dotrzeć nimi aż pod same miejskie mury, ale nie znam ich dob…!
        Wiktor nagle rzucił się na Gavina i pchnął go na ścianę, samemu na niego wpadając. Efekt nie był jakiś niesamowity, bo i Galanti był drobniejszy od swojego przyjaciela, ale cel został osiągnięty - w miejscu, gdzie niedawno biegli, od bruku odbił się bełt. Czy był wycelowany w czarodzieja czy wampira - trudno orzec. Czy by trafił i gdzie - również. Ale lepiej tego nie sprawdzać.
        - Tam jest sukrwiel! - syknął Wiktor, patrząc wzrokiem drapieżnika na wysokie budynki gildii rysujące się na tle królewskiego zamku. Nieświadomie wyszczerzył przy tym kły w szale, ale całe szczęście jego twarz osłaniała w tym momencie chusta. Inaczej natychmiast by się wydał przed Gavinem. Ta świadomość sprawiła, że momentalnie spotulniał. Łypnął na czarodzieja jakby o coś go podejrzewał, po czym odkleił się od niego i ściany.
        - Tędy - rzucił sztywnym tonem i wciągnął Gavina w jedną z uliczek. Wiedział jednak jedno: jeśli ci najemnicy jakoś się komunikowali, strzelec na pewno dał swoim ziomkom znać gdzie są ich ofiary i dokąd zmierzają. Musieli więc ich przechytrzyć…
        I naprawdę gdzieś się schować, bo jeszcze godzina czy dwie i wzejdzie słońce. Wiktor nie chciał nawet myśleć o tym co się wtedy stanie, ale nie chciał też tego sprawdzać. Musieli się gdzieś przyczaić.
        Wampir bez żadnego tłumaczenia przeprowadził Gavina przez ciche o tej porze podwórka i zaułki. Odrobina orientacji w terenie wystarczyłaby, aby czarodziej zorientował się, że Galanti stara się zmylić pościg i zamiast kierować się na wschód zgodnie z ich pierwotnym kierunkiem ucieczki, zaczął podążać na północ.
        - Nie chciałem tego robić… Ale przejdziemy podziemiami rynku - odezwał się w końcu cicho. - Tam było kiedyś koloseum. Pod całym centrum są korytarze i przejścia do kanałów. Spróbujemy tak się dostać do portu - podsumował. Głos miał zdeterminowany, choć jednocześnie niezbyt zadowolony. Naprawdę nie chciał narażać się na walkę w zamkniętej przestrzeni, w samym centrum miasta…
ODPOWIEDZ

Wróć do „Katima”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość