Zajazd Lucy'egoTroje to nie tłok

Powadzony przez wilkołaka i dość popularny już lokal, który zasłynął nie tyle z noclegów co z możliwości zamówienia w nim kawy - rzadkiego w Alaranii przysmaku. Pracują tu i odpoczywają przedstawiciele wielu różnych ras, ze znaczącą przewagą naturian i zmiennokształtnych, którym proponuje się tu wiele udogodnień niespotykanych w typowo ludzkich czy elfich domostwach.
Awatar użytkownika
Lucy
Szukający drogi
Posty: 28
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Troje to nie tłok

Post autor: Lucy » 2 tygodnie temu

        Młody Obcy wprawił go w dobry nastrój - jednak nie na tyle, by uśmiechał się przez resztę dnia. Oj nie - uśmiechy przeznaczał na wyjątkowe okazje. Chociażby wizytę ukochanej nie-teściowej, która może byłaby teściową, gdyby nie żyła w nieulegalizowanym haremie, a do Kaiko była podobna jak ocet do cukru. Ale przecież ocet też się przydaje… prawda?

        Gdy do środka zajazdu (jego zajazdu) wbiła ruda murena przynosząc ze sobą szczeżujski grymas zwycięzcy niczego, odchylił tylko głowę, by zerknąć na nią kątem oka. Doprawdy, wejścia tej kobiety nie dało się przegapić. Nawet jeżeli większość tego właśnie by chciała.
        On jednak nie.
        Dlaczego?
        Gdyby ktoś zapytał go czy żałuje (prawie)połknięcia palącej landryny, odpowiedziałby, że nie bardzo. Ostatecznie dzięki temu mógł być wściekły na Theru, planować cichą zemstę i jeszcze marudzić, a wszystko to usprawiedliwiać głupim cukierkiem!
        Wiadomo więc do czego służyła mu teściowa.

        Chwilo jednak ją ignorował, czekając aż sama go wywoła. Po nazwisku oczywiście. Pewnie udławiłaby się, gdyby powiedziała ,,Lucy” - a nie zdziwiłby się, bo niejednokrotnie zaklinał to imię.
        - Dobry? - Odwrócił się w jej stronę powoli. - Och, był taki, aż pewna ruda chmura nie przysłoniła mi nieba i zwaliła się prosto do mego domu. Teraz jest wspaniały - wymruczał, nieprzypadkowo podkreślając do kogo (w całości) należał zajazd. Chęć dzielenia się z Kaiko to jedno, ale irytowanie elfiej wiedźmy zdecydowanie stawało się w pewnych momentach priorytetowe.
        - Z mojej łaski niewiele byś dostała, ale na szczęście za to płacisz… dobrym słowem jak mniemam - odpowiedział uprzejmie, już biorąc się do pracy. Może tylko nieco wolniej niż zwykle. Nie chciał zbytnio nadskakiwać swojej ulubionej klientce. Jeszcze jej się spodoba i zacznie przychodzić częściej?
        - Postaram się, postaram… chociaż nie, za późno. Spojrzałem na ciebie i teraz łzawią mi oczy. Niedosypanie żadnej trutki będzie jedynie kwestią szczęścia - westchnął teatralnie i przetarł ślepia. Jak szkoda by było…

        Wziął się jednak do roboty, dając przy okazji dziewczynom chwilę (słyszalnej) prywatności. Niewinna odpowiedź Kaiko zmusiła go niemal do chichotu. Czegokolwiek poza kawą Irminia stąd chciała, na pewno nie miała szans tego otrzymać.

        - Proszę. Twoja ulubiona. - Po paru minutach przysunął ku niej mleczną fantazję okrytą cieplutką pianką. - Z łez niewinnych mężów palonych na stosie i z kropelką krwi dziewicy. Och, i czekoladową posypką. - Przysunął filiżankę bliżej, uśmiechając się przy tym niemal czarująco. Zaraz też dodał coś rozkosznym szeptem, ale czy było to ,,zdychaj” czy może jednak ,,smacznego” ciężko było określić.

        - Był tu wczoraj smok, prawda, ale głównie pod postacią obrośniętego marynarza. Lecz, że zaczepiał głównie znajomą Irinaia, a nie moją uroczą żonkę, to pozwoliłem mu żyć. - Oparł się o ladę z anielskim uśmiechem i przysunął łebek do syrenki. - Od księcia dostaliśmy zresztą pewien podarek w ramach wynagrodzenia… Niestety mioteł dla ciebie nie mieli, na urodziny będę musiał wymyślić co innego.
        Zaczynał nieźle się bawić, ale goście nie mieli litości i w końcu zaczęły docierać do niego przez wróżki kolejne zamówienia. Musiał się więc odsunąć, ale gdy po parunastu minutach przybliżył się ponownie do strefy ognia, zastał tam już nie tylko kobietki, ale i Lilkę, Minao i siedzącego nieco bliżej białowłosego chłopaka. Irminia jeszcze go nie zauważyła, bo i okręciła się bokiem, a ten siedział sobie w najlepsze z jej plecami, ręce wyciągając przed siebie i w zasadzie się na nich kładąc. Zwiedzanie chyba nieco go wymęczyło, choć nie tracił czujności i z ciekawością przysłuchiwał się zarówno temu o czym gadały dziewczyny jak i słowom elfki. Nawet za bardzo się z tym nie krył, patrząc na nie od czasu do czasu, a także zerkając na Kaiko z coraz większym zrozumieniem. Jakby miał prawo cokolwiek wiedzieć i oceniać!

        Jednak nikomu nie zdawało się to póki co przeszkadzać - nawet wilk zbliżył się spokojnie i tylko czekał aż Irminia zwróci uwagę na niego lub gościa… tymczasem zagadał do niego:
        - Gdzie zgubiłeś skrzydlatego?
        - Ten duży, em… Borg chyba, coś od niego chciał, i skubaniec mi sfrunął. On serio lata! Znaczy… ma skrzydła, ale to i tak niesamowite zobaczyć to z bliska.
        - Cieszę się, że ci się podobało.
        - Aha - mruknął chłopak kąśliwie, ale zaraz pokazał ząbki. Zaczynał przywiązywać się chyba do tego lokalu.
        - W sumie nie wiedziałem, że to twoja żona. - Wskazał syrenkę, choć nie starał się pozyskiwać wcale jej uwagi.
        - Od niedawna w sumie - wyjaśnił wilk wyjątkowo otwarcie. - To było… ciekawe małżeństwo.
        Młody jeszcze raz popatrzył na syrenkę i znowu na niego.
        - Wydaje się ciebie lubić… - przyznał. - Mimo że jest nieco młodsza… Więc jak ,,ciekawe?” Porwałeś ją? Jej rodzice cię nie lubią?
        - Prawie. Głównie jedno z czterech.
        - Hę?
        - Ta kobieta przebrana za prześcieradło. - Wskazał na teściową, nie będąc wiele subtelniejszym od młodocianego, ale i czerpiąc z tego gestu pewną cierpiętniczą satysfakcję. Zupełnie jakby mówił ,,i patrz co mnie tu zostawili - chciałem do ogrodu flaminga, a dali skręconego krasnala bez czapki”.
        - Ahaa… fakt, chyba za tobą nie przepada.
        - Nie przepada!? - Wyrwało się Lilce. - Ona go… - Chciała wyjaśnić nieporozumienie, ale zamarła widząc spojrzenie elfki.

Awatar użytkownika
Kaikomi
Szukający drogi
Posty: 27
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Nikolaus, Ijumara, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Kaikomi » 2 tygodnie temu

        Dla Kaikomi czas odwiedzin Irminii był zawsze trochę trudny i męczący. Lubiła swoją przybraną matkę, bo jednak za życia Hanale obie doskonale się dogadywały, a elfia lekarka zawsze się o nią troszczyła i była bardzo miła. Tak naprawdę do tej pory tak zostało, bo syrenka nigdy nie usłyszała od niej o sobie złego słowa, a wręcz przeciwnie, samo wsparcie i zapewnienia chęci pomocy… Ale za to Lucy obrywał dziesięciokrotnie i to za niewinność. Został wrobiony w to małżeństwo tak samo jak syrenka i jedyną osobą, którą można by w tej sytuacji winić był Hanale… Ale on już przeszedł na tamten świat, więc pretensje - nawet jeśli słuszne - nie znajdowały adresata. Zresztą okazało się, że kontrowersyjny plan trytona tak naprawdę nie był taki zły, bo Kaikomi i Lucy dogadywali się bardzo dobrze… Tylko Irminia tego nie rozumiała i nie docierały do niej argumenty syrenki. Była święcie przekonana, że młoda mężatka po prostu pogodziła się ze swoim losem, jest zastraszona przez męża i potrzebuje jej pomocy, no bo jak to tak, bratać się z oprawcą? Z mężczyzną, który został jej mężem wbrew jej woli?! Tak po prostu ją dostał jakby była przedmiotem! Nie myślała zupełnie o tym, że to działało również w drugą stronę i Kaikomi tak naprawdę zyskała znacznie więcej na tym małżeństwie, bo Lucy był bardzo dobrą - choć gburowatą - partią, a przecież wiadomo było, że syrenka nie ma szans na przejęcie po Hanale jego warsztatu, bo nie miała jego talentu do tworzenia biżuterii a tym bardziej nie miała żyłki do interesów. Dobrze więc, że to Nohea został w pracowni, która teraz doskonale prosperowała, a Kaikomi zaczęła nowy rozdział w życiu, który wbrew podejrzeniom elfki był całkiem szczęśliwy.
        Tylko jak jej to wytłumaczyć? Lucy sprawy nie ułatwiał - dogryzanie Irminii stanowiło dla niego wyśmienity sport, bo miał naprawdę godnego partnera w czynieniu sobie złośliwości. Ciekawe, czy kiedykolwiek któreś z nich się podda?
        Na razie Irminia nie zamierzała odpuszczać.
        - Phi! - parsknęła jakby była zdegustowana przytykami Nilla. - Naprawdę nie musisz na siłę szukać usprawiedliwienia dla swoich… braków - dokończyła kąśliwym tonem, jakby robiła jakąś aluzję do jego męskości.
        Kaikomi między tych dwoje się nie wtrącała, bo życie było jej miłe - nie potrafiła tak fechtować słowami jak oni. Irminia zresztą ledwo Lucy zszedł jej z oczu, z czarującym uśmiechem zwróciła się do swojej podopiecznej (określenie “przybrana córka” byłoby chyba zbyt daleko idącym przejawem optymizmu). Zaskakujące, że tak na zawołanie potrafiła zmieniać twarze. No i też trochę niepokojące…
        - Jak ci się żyje? Schudłaś - zauważyła z troską.
        - Co? - Kaikomi zdawała się być bardzo zaskoczona tą uwagą. Zerknęła na swoje uda, które były tak samo krągłe jak do tej pory. - Nie, nie wydaje mi się…
        - Nie przepracowujesz się?
        - Ależ skąd! - odparła lekko syrenka. - Jest dużo pracy, ale nie jest ciężka, zresztą mam dziewczyny do pomocy na sali, a Therundi pomaga mi w kuchni.
        - A Lucy? - podłapała zaraz Irminia.
        - A Lucy nie mam pojęcia jak daje radę ogarnąć to wszystko i nie zwariować. Wczoraj, gdy już minął deszcz, goście zwariowali, odezwał się w nich zew natury, zaczęli zdejmować ubrania i zamawiać kawy na potęgę. Do tej pory…
        - Słucham?! - Irminia wyglądała na zszokowaną. - Rozbierali się? Wszyscy?
        - No poza tym smokiem i koleżanką Irinaia to tak… - odparła z lekkim wahaniem Kaikomi.
        I tak oto syrenka każdym kolejnym słowem zupełnie przypadkiem pogłębiała to, jak bardzo Irminia nienawidziła swojego prawie-zięcia. Na jakie sceny zgorszenia on narażał swoją żonę, doprawdy! A to taka dobra, niewinna, kulturalna dziewczyna! Że też ona wcześniej nie wiedziała co planuje Hanale, on popamiętałby ją za to, że przez myśl przyszło mu oddać swoją córkę za żonę takiemu troglodycie…
        Troglodyta miał jednak jedną, jedyną zaletę - kawę robił naprawdę dobrą. Oczywiście elfka nigdy by mu tego nie powiedziała, bo jeszcze by pomyślał, że ma szansę zmazać plamę na swoim honorze. Tę jednak w opinii Irminii dałoby radę zmyć jedynie rytualne samobójstwo.

        A gdyby wzrok mógł zabijać, nie żyłby nie tylko Lucy, ale również jego małoletnia, bezczelna kopia - za takie obgadywanie naprawdę mu się należało. I jeszcze za podobieństwo do najbardziej znienawidzonego przez rudą lekarkę mężczyzny pod słońcem - kto wie, czy to maltretowanie niewinnych kobiet nie było dla nich rodzinne.
        - Ależ proszę, dokończ - zachęciła jadowicie Irminia, gdy Lilka spróbowała określić to jak bardzo ona i Lucy się nienawidzą. Za kotką lekarka również niezbyt przepadała, ale na pewno nie tak jak za wilkołakiem. Ona była tylko niemądra, za to on był diabłem wcielonym i wcale się z tym nie krył.
        - Ja tylko bronię mojej drogiej Kaikomi, którą do tego małżeństwa zmusił ten tu jegomość i jej nieżyjący ojciec, którego jakbym dopadła przed śmiercią, to osobiście bym zabiła za takie traktowanie własnej córki…
        - Iri, przestań! - zaprotestowała bardzo nieskutecznie Kaikomi, której wstyd było przez to w jak złym świetle lekarka stawiała jej męża i ojca. - Lucy dał mi przecież wybór…
        - Jaki tam wybór - parsknęła z dezaprobatą elfka. - Sterroryzował cię, byś nawet nie pomyślała, by mu odmówić, gdy nadarzyła się okazja. A teraz zamiast czerpać z życia jak Hally i Tiva siedzisz tu i harujesz od rana do nocy…
        - Ale ja to lubię - broniła się Kaikomi.
        - Bo nigdy nie mogłaś doświadczyć jak to jest żyć inaczej, wyszłaś za mąż prawie jako dziecko…
        - Ale to było rok temu - pisnęła syrenka, ledwo dając radę wtrącić się w tę tyradę.
        - No i właśnie! - Nie wiedziała, że dolała oliwy do ognia gniewu teściowej z powołania. - Jesteś taka młoda i mogłaś z tym jeszcze spokojnie kilka lat poczekać, ale nie, Hanale jak ostatni nieczuły osioł wydał cię wbrew twojej woli za mąż…
        No i można powiedzieć, że nowy gość nie potrzebował już tłumaczeń Lilki czy Lucy'ego - Irminia sama dała popis tego, jak swojego prawie-zięcia nienawidzi.
        - Iri, już to przerabiałyśmy... - wtrąciła Kaikomi.
        - I bez efektu! Ale to nic, pamiętaj, że gdy w końcu zmądrzejesz, ja zawsze cię wesprę w twojej decyzji.
        - Ja bym pilnowała swojej filiżanki przy niej - wtrąciła się nagle jednak z Kropelek, zwracając się przede wszystkim do szefa, ale też przypadkiem mógł usłyszeć ją nietypowy gość.
        - Faktycznie, ponoć rude przy urodzeniu zawierają pakt z diabłem - dodała druga.
        - A ona jako lekarka na pewno zna sporo trucizn...
        - I ma laboratorium, gdzie może je uwarzyć - dokończyła druga, po czym obie szybko ulotniły się na salę, by nie narażać się na gniew obgadywanej Irminii.

Awatar użytkownika
Lucy
Szukający drogi
Posty: 28
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Lucy » 6 dni temu

        Lucy bawił się nie najgorzej - chociaż tego co było między nim i Irminią nie można było nazwać rodzinną miłością, oboje zgodnie się nie znosili i to ich mocno łączyło. Na tyle, że (o ironio!) ich uwadze uciekał dyskomfort samej syrenki. Oczywiście na swoje sposoby zważali przy niej na słowa - strach pomyśleć co by się działo, gdyby postanowiła się nagle oddalić - a tak Irminia w popisowy sposób wyjaśniła wszystkim obecnym słuchaczom o co w tym przedstawieniu chodzi. Narrację miała niezłą - podawała kontekst, przedstawiała bohaterów od razu nadając im charakterystyczne cechy…
        Młody był pod wrażeniem.
        Na koniec zresztą gwizdnął cichutko, wyrażając swoją aprobatę - ale tępy to jednak musiał być, bo postanowił nie odsuwać się od rudej królowej os, zamiast tego nadal zajmując miejsce w pierwszym rzędzie, gdzie jeszcze sięgały jej klątwy… i ręce.

        Kropelki miały rację - należało uważać z trzymaniem przy niej napojów. Zwłaszcza jeżeli komuś zdarzyło się być przez przypadek białowłosym wcieleniem (mniejszej czy większej) bezczelności.
        - Dziękuję, ale obawiam się, że ona nawet nie potrzebuje trucizn. Wystarczy, że splunie tym swoim jadem i będzie pozamiatane - mruknął wilkołak, a wtedy młody przezornie odsunął swój kubek. W co jak co, ale temperament ,,Iri” nie zamierzał wątpić. Wciąż jednak nie ruszył się z miejsca, uśmiechając się do obu kobiet jak dobry kuzyn, który właśnie usłyszał rodzinną historyjkę. Tuż za nim zresztą siedziała reszta przyszywanej rodzinki - szczerząca się Lilka, podkradająca kocimiętkę z doniczki, Mina wpatrzona w swoją szklankę, a nawet Irinai, który zdążył już wrócić i stanął tak, nie wiedząc (jak zwykle) co ze sobą zrobić. Dla niego wizyty przybranej matki syrenki były… specyficzne. Lojalność wobec szefa zawsze kłóciła się w nim z młodzieńczym głosem, który gorąco wtórował wyzwolonej kobiecie. Nie żeby w jego kulturze aranżowane małżeństwa były rzadkością… ale to Kaikomi! Na tej wyspie każdy może wszystko, dlaczego ona jedna nie? I dlaczego do siedmiu wiatrów ten Białowłosy już wszystko wie! On sam musiał dowiadywać się przy okazji (Lilka mu powiedziała) i jeszcze udawać, że go to nie interesuje! (Nikt nie dał się nabrać). A ten? Siedział w najlepsze przy barze, zaczepiał kogo mu się podobało i jeszcze się z tego cieszył!
        Był gorszy niż fellarianin przypuszczał.

        - Dziękuję, że wszystko mu wyjaśniłaś, moja droga. To co, masz jeszcze jakieś pytania? - Lucy najpierw pogratulował Irminii zapału, po czym zwrócił się do swojego nieletniego wcielenia. A to tylko pokręciło głową z uśmiechem.
        - Nie, chwilowo nie… albo jedno, zabierzesz ją? - Wskazał na Lilkę, która właśnie oparła się na jego ramieniu. Dostawał przez to dreszczy, więc odpowiedź była oczywista:
        - Poradź sobie.
        - Ale to twoja… cośtam!
        - Jestem zajęty.
        - Czym?
        - Wymazywaniem z pamięci głosu pewnej wiedźmy. To wymaga skupienia. A poza tym nie chcę jej dotykać.
        - Ja też nie!
        - Ej! - Teraz Lilka już młodego zdzieliła, a on niemal wpadł z rozpędu na pewną wiedźmę. Musiał zeskoczyć ze stołka, by się przed tym uchronić.
        - Grabisz sobie!
        - Przestańcie już… - westchnęła Minao znad wody, ale kotka tylko prychnęła.
        - Nawet nie zaczęliśmy!
        - Proszę…
        - Ooooch! - Usiadła krzyżując ręce na piersi.
        Obcy popatrzył niepewnie na nią i na swój stołek.
        - Mogę już?
        - Nie.

        Taki mniej więcej był poziom rodzinnej rozmowy, który utrzymywał się dzielnie od samego początku. Chociaż kiedy Obcy z powrotem zajął swoje miejsce zmienił nieco tor… może należało się przedstawić?
        - Teraz już w sumie rozumiem… - młody znad ciastka zagadał do Kaiko. - Miło wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Czyli jesteś żoną szefa! Pofarciło ci się - mruknął do wilkołaka, a ten subtelnie przytaknął. - Swoją drogą, jestem Nikodem. Miło mi poznać. - Uśmiechnął się wyciągając rękę, a robiąc to tuż pod nosem Irminii. Na pewno nie celowo.
        - Och i panią też, ma się rozumieć! - Naprawdę nie wyglądał jakby kłamał! - Ale korzystanie z życia jest niebezpieczne. Ja korzystam i co? - Wskazał na szramę na nosie. - A ona? Nawet zadrapania. Pewnie mąż jej nie wypuszcza.

        Omal nie przybili sobie piątki.

        - Naprawdę masz na imię Nikodem? - Lucy wrócił do tematu, wyraźnie w to nie wierząc. Więcej, wydawał się zdruzgotany!
        - Nie podoba ci się?
        - Ej Lucy, ale to zupełnie jak!… - wyrwało się Lilce, ale ta szybko potrafiła sobie z wpadką poradzić. - Niko! Będziesz od teraz Niko!
        - Niko?
        - Tak, to nasza mała tradycja. - Lucy pokiwał głową. - Lili nadaje tutaj imiona… wszystkim z rodziny. Ej, czemu dałaś mu jedno?
        - A nie jest przypadkiem jednym z twoich Niiiil?
        - Nie sądzę.
        - Ej, zatrzymaj mnie! Podoba mi się tutaj.
        Barista uniósł brew.
        - Mamy już pracowników. A ty masz dziwne imię.
        - No weeeź… tak dobrze się dogadujemy!
        - Mówisz?…
        - Tak. Och, wiem co! - Uśmiechnął się, a zgromadzeni nadstawili uszu. - Będę twoim synem! Co ty na to?
        Irinai zaczął się krztusić, a Lilka ledwo utrzymała równowagę. Mina otworzyła szeroko oczy.
        Lucy zachował spokój.
        - … Bo jesteśmy podobni?
        - Nie. Bo masz świetny lokal, sporo ziemi i ciekawe znajomości… kusi mnie taki spadek.
        - Hmm…
        - To co, zgoda? Będzie fajnie. A przynajmniej zdzierżę przez jakiś czas.
        - Ja nie zdzierżę. Ale skoro już tu jesteś… - Zerknął na Irminię. - Zgoda. Dlaczego nie.
        I wilk oraz chłopak podali sobie ręce.
        Naprawdę, mogli wszystko.

        - Tylko… jak ty w zasadzie masz na nazwisko?

Awatar użytkownika
Kaikomi
Szukający drogi
Posty: 27
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Nikolaus, Ijumara, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Kaikomi » 2 dni temu

        Irminia była skłonna wybaczyć Kropelkom - one w oczach lekarki nie stanowiły części tej zgrai, bo mieszkały poza Zajazdem i tylko przychodziły tu na kilka godzin pracy. Żyły takim życiem, jakiego ona życzyłaby każdej młodej kobiecie: samodzielne, samowystarczalne, bez zobowiązań, których same by sobie nie wybrały. Obie smaliły cholewki do jednego mężczyzny i nie widziały w tym większego problemu, bo między sobą były dogadane. Prawdziwa siostrzana miłość!
        Komentarz ze śliną zasługiwał jednak na ripostę, bo podchodził już pod szkalowanie i to ze strony osobnika, któremu nie można było odpuścić - był wszak jej największym wrogiem.
        - Nie słuchaj go - zwróciła się do Nowego. - Nie lubi mnie, bo jako jedna z nielicznych mu nie przyklaskuję i widzę, że to kawał szowinisty - wyjaśniła, posyłając swojemu zięciowi jadowicie uroczy uśmiech. - Jaka szkoda, że jednak z tą śliną to nie jest takie łatwe… - westchnęła, bo Prasmok jej świadkiem, gdyby tylko się dało, naplułaby mu do kawy, byle tylko uwolnić od niego Kaikomi…
        - Moglibyście przestać? - …Która właśnie się wtrąciła tym swoim niewinnym (i przez to niesłyszalnym) głosikiem.

        Irminia czasami prychała na pracowników Lucy’ego, którzy zachowywali się, cóż, jak to oni, ale w gruncie rzeczy im obrywało się tylko rykoszetem, bo jej głównym celem był Lucy. A gdy akurat nie mogła go męczyć, rozmawiała z Kaikomi jakby nigdy nic. W takich chwilach syrenka wyraźnie się relaksowała, bo nie musiała rozdzielać dwóch jej bliskich, a mimo to walczących ze sobą osób. Nie dostrzegła tego, że oni po prostu czerpią z tego przyjemność, więc może lepiej byłoby po prostu dać im spokój i niech bawią się w swoje słowne przepychanki.
        Syrenka jednak - mimo że rozmawiała z Irminią - pozostawała czujna na otoczenie jak rasowa kelnerka i od razu zorientowała się, że Nowy chce z nią porozmawiać. Wychyliła się lekko na bok, by dać mu do zrozumienia, że go słucha. Elfka nie miała jej tego za złe, bo oczywiście rozumiała, że Kaikomi musi chłopaka traktować jak klienta, który jednakże trochę się tu szarogęsił. I za bardzo był podobny do Lucy’ego, ale no jednak nadal był klientem i trzeba było być dla niego miłą.
        Syrenka wyraźnie się uśmiechnęła, gdy Nikodem pochwalił ją przed Lucym. Trudno powiedzieć, do kogo był skierowany ten komplement, ale najwyraźniej chłopak uważał, że syrenka była dobrą żoną, a na tym zyskiwały zawsze obie strony małżeństwa.
        - Miło mi! - odparła pani Nillowa, z uśmiechem ściskając dłoń Nikodema i posyłając swojej przyszywanej mamie przepraszające spojrzenie za jego zachowanie.
        - Jestem Kaikomi, a to…
        - Irminia Dalou - wtrąciła się elfka, bo Nikodem nagle zorientował się, że z nią również należy się przywitać. Miała dobre intencje, nie zamierzała go skreślać na wstępie i dać mu szansę… Ale niestety, Nowy bezpowrotnie ją utracił, gdy pozwolił sobie na bezczelny, szowinistyczny komentarz.
        - Kaikomi to nie jest rasowy kot, by tak o niej mówić! - prychnęła oburzona. Syrenka zaś może by i chciała sama siebie obronić, ale raz, że nie potrafił, a dwa: musiała już wracać na salę, bo coraz więcej klientów się niecierpliwiło, że ich szkła są puste. Przeprosiła więc towarzystwo i z tacą pognała między stoliki, z niepokojem jednak zerkając za siebie parokrotnie, nim nie porwał jej wir pracy.
        - Phi, ani jednego dnia wolnego - prychnęła Irminia, zerkając za swoją przybraną podopieczną.

        Kaikomi nie zabawiła długo między stolikami - nowych zamówień miała tyle, że po kilku pierwszych skończyło jej się już wolne miejsce na karteczce i musiała wrócić z tym do kuchni, by Therundi zaczął przygotowywać kolejne dania. Przebiegła za plecami Irminii i Nikodema, słysząc przy okazji fragment ich rozmowy (ona zawsze na sali biegała, ale czyniła to z takim wdziękiem, że nikt nie śmiał jej zwracać uwagi). Usłyszała to jak Nowy wspominał o tym, aby zostać adoptowanym przez jej męża - trochę ją to zaskoczyło, ale uznała, że przecież to tylko żart, bo nikt nie mówiłby tak na poważnie. Była ciekawa odpowiedzi Nilla, dlatego troszkę zwolniła, gdy obchodziła bar i zwlekała z wejściem do kuchni.
        Gdy syrenka usłyszała zgodę, pisnęła. Pisnęły. Bo za chórek dla solistki Nillowej robił ukryte za kotarką Kropelki, które zaraz ciekawsko wystawiły głowy po obu stronach przejścia prowadzącego do kuchni.
        - Wiedziałam! - krzyknęła gniewnie Irminia, wstając ze swojego stołka. - Gdy dwaj faceci się dogadują, kobieta nie ma dla was nic do gadania! Zapytałbyś Kaikomi o zdanie, kudłaty wieprzku! - zrugała wilkołaka, rzucając w niego ściereczką, którą syrenka zostawiła na barze obok niej, po czym ignorując napis “tylko dla personelu” wkroczyła za bar, by zająć się obroną swojej podopiecznej.
        - Chodź, kochanie, ochłoniesz chwilę i razem coś wymyślimy na tego bydlaka…
        - Lucy, ty tak poważnie? - upewniła się Kaikomi, która nagle jakby została wybita ze stuporu. Bardzo sprawnie uniknęła opiekuńczych objęć Irminii i podeszła do Nilla, zerkając co jakiś czas kontrolnie na Nikodema, o którym naprawdę nie wiedziała co myśleć. W ogóle nie wiedziała co myśleć o tej sytuacji, bo przecież niemożliwe, żeby jej mąż mówił poważnie, ale ten chłopak na pewno odebrał jego słowa jak najbardziej serio.
        - Przecież on jest niewiele młodszy ode mnie… - mruknęła, oczywiście wybierając ten “najważniejszy” z problemów, jakie wiązały się z potencjalną adopcją bezczelnego młodzika.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Zajazd Lucy'ego”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość