Lawendowy Dwór[Lawendowy Dwór] Nie czas żałować róż

Lawendowy Dwór położony zaledwie kilka godzin jazdy wierzchem od samej stolicy. Jego właścicielem jest Lord Tristan an Anlagorth. Posiadłoś otrzymał on w prezencie ślubnym do króla i królowej. Obecnie lord zamieszkuje go lord wraz z dziećmi synem Elowenem i córeczką Prim.
Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Rael nie była pewna czy lord aby na pewno jest zadowolony z tego, co robił - zdawał się być spięty. Mogła to być jednak albo oznaka niezadowolenia, albo też stresu, który cały czas go nie opuszczał. Według błogosławionej zaś istniał prosty sposób, aby przekonać się, która z tych opcji była prawdziwa - po prostu działać. Jeśli to kwestia stresu, z czasem Tristan zacznie się rozluźniać, a jeśli gniewu - będzie jeszcze gorzej. Cały trik polegał na tym, aby w porę wyczuć dokąd to zmierza, żeby efekt nie był zgoła odmienny od zamierzonego. Rael nie miała jednak obaw - zdawało jej się, że poznała lorda już dość, aby móc założyć, że powiedziałby, jakby coś mu nie odpowiadało. Był szczery i w rozmowie i w okazywaniu uczuć, zwłaszcza gdy był w gronie najbliższych. Przekonywała się o tym z każdym kolejnym dniem pobytu w posiadłości. Na początku Tristan bywał bardziej formalny i częściej rozgraniczał czas spędzany z Rael i z dziećmi. Z czasem proporcje zaczęły się jednak zmieniać i coraz częściej robili coś we czwórkę. Oczywiście dorośli miewali nadal czas dla siebie, a niebianka nie zawsze towarzyszyła rodzinie w zabawach, ale to była naturalna kolej rzeczy. Biennevanto czuła się w posiadłości coraz bardziej jak u siebie, a Tristan z każdym kolejnym dniem stawał się dla niej coraz bliższy.
        Rael przewróciła kilka kartek pod rząd, szukając kolejnego ładnego wiersza do przeczytania odpoczywającemu lordowi. Miło jej było, że znalazła się w takiej sytuacji, to dla niej wiele znaczyło. Tym bardziej, że dość szybko spostrzegła rozluźnienie ogarniające Tristana. Takie słuchanie wierszy mu służyło, więc tym bardziej Biennevanto nie zamierzała przestać. Po czasie zorientowała się jednak, że czytała coraz ciszej i ciszej, wraz z tym jak coraz rzadziej lord Anlagorth mrugał… Aż w końcu przestał. Jego pierś unosiła się w miarowym, spokojnym oddechu, a on zapadł w drzemkę. Rael jeszcze chwilę czytała - była przekonana, że jeśli przestanie, nagła cisza zbudzi Tristana. Później jednak zamknęła cicho książkę i odłożyła ją na stolik. Zerknęła na lorda. Zrobiło jej się ciepło na sercu, gdy patrzyła na niego podczas snu - był taki bezbronny, a to, że pozwolił sobie na taki relaks przy niej odebrała jako dowód ogromnego zaufania… Komu nie zrobiłoby się miło na jej miejscu? Jednocześnie też poczułą się za niego odpowiedzialna, ale to jej wcale nie przeszkadzało. Mogła się nim zająć przez tę chwilę i nawet sprawiło jej to przyjemność. Cicho wstała ze swojego fotela i podeszła do kanapy. Z oparcia zdjęła koc, który leżał tam głównie ze względu na Elowena i Prim, ale teraz był jak znalazł również dla Tristana - Rael nakryła go nim, aby nie zmarzł podczas snu. Delikatnie położył dłoń na jego dłoni w czułym, zupełnie naturalny geście. Zależało jej na tym mężczyźnie. Ich relacja szła w dobrym kierunku i to na tyle dynamicznie, że nie śmiała jej jeszcze nazywać, ale była pewna, że nawet jeśli nie będzie to historia jak z bajki, to zostaną przyjaciółmi.
        Czy jednak to jej wystarczyło? Myślała nad tym chwilę, gdy wróciła do swojego miejsca na fotelu. Patrzyła na śpiącego Tristana z myślą, że chciałaby częściej czuć to słodkie uczucie, że może się kimś w ten sposób zaopiekować.

        Rael nie budziła Tristana z drzemki. Nikt ich nie szukał - ani służba, ani domownicy - nie było więc sensu go zrywać. Niech odpocznie, bo ostatnie wydarzenia na pewno mocno nadwyrężyły jego siły. A gdy się obudzi, będzie czekała na niego panna Biennevanto, która ze stopami wciągniętymi na fotel będzie czytać jakąś powieść. Uśmiechnie się, gdy tylko spostrzeże, że lord się porusza i zamknie czytany tom.
        - Dzień dobry, Tristanie - szepnie. - Trochę lepiej się czujesz? Chcesz się może napić?
        Gdy on spał, ona przygotowała karafkę z wodą i dwie szklaneczki, by w razie czego lord miał czym zwilżyć usta.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 381
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Nie zdarzyło się jeszcze by przy kimś tak odpłynął. Zresztą miał problemy ze snem w ogóle. W nocy często dręczyła go bezsenność, którą odsypiał nad ranem. Ale dzisiejszy dzień był wyczerpujący na tyle, że zmorzył go sen. Udało mu się zasnąć na tyle mocno, że w jego umyśle zaczęły pojawiać się różne obrazy. O dziwo nie były to koszmary.

Początkowo sen był mglisty, ale z czasem zaczął się wyostrzać. Widział Lawendowy Dwór, zielone liście bluszczu wspinały się po murach, w oknach, na zewnętrznych parapetach umieszczono podłużne donice, długie kwiaty, nieznanego mu gatunku, zwisały z nich niczym tęczowe wodospady. Czuł się dziwnie lekko, jakby z jego barków zdjęto wszystkie zmartwienia. Obszedł cały dwór i ruszył w stronę ogrodów. Przeszedł główna ścieżką i wyszedł na rozległą łąkę. W oddali zobaczył kilka postaci i ruszył w ich stronę. Na początku nie widział kim są, ale miał pewność, że musi do nich podejść. Im bliżej był, tym bardziej czuł, że wypełnia go jakieś niezwykłe uczucie. W końcu znalazł się na tyle blisko, by zrozumieć kogo widzi. Na jasnozielonym, dużym kocu siedziała Rael. Miała rozpuszczone włosy i rumieńce na policzkach. Jej lekka sukienka w kolorze bzów miała cieniutkie, proste rękawy. Była odcinana pod biustem delikatnym, jasnoróżowym, satynowym paskiem. Lejący się szyfon opadał delikatnie na jej okrągły brzuch. Była w ciąży. Obok niej klęczała dość wysoka dziewczynka o długich, jasnych włosach, miała na sobie błękitną sukienkę z żółtymi wstążkami. Rael wkładała jej na głowę wianek zrobiony ze stokrotek. Dopiero po kilku sekundach Tristan zrozumiał, że to uśmiechnięte, radosne dziecko, to Arina. Po drugiej stronie niebianki, oparta o jej nogi siedziała Prim. Jej niesforne, czarne loki były przewiązane turkusową wstążką, by wiatr nie zwiewał nieposłusznych kosmyków na oczy. Dziewczynka gładziła swoimi małymi rączkami Śnieżka, który rozłożył się na trawie. Nagle do obrazka dołączył Elowen - szedł w stronę Rael z bukiecikiem stokrotek trzymanych w dłoniach. A zaraz za nim biegła Sara, ścigając się z dużym, białym psem.
Z każdym krokiem Tristan czuł, że jego serce wypełnia się ciepłem, rośnie w jego klatce piersiowej, ma ochotę się z niej wyrwać, ale bynajmniej nie ze strachu czy nerwów, ale z radości i miłości. Był już bardzo blisko nich. Rael odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła szeroko. Prim dostrzegła ojca i wyciągnęła w jego stronę rączki. Biały pies zmienił kierunek biegu i zaczął zmierzać w jego stronę. Tristan poczuł, że staje się częścią szczęśliwej rodziny. Powoli jednak zaczął odzyskiwać świadomość. Obrazek zaczęła zasnuwać mgła, a jego myśli niespiesznie wracały do rzeczywistości. Zaczął uświadamiać sobie jak bardzo pragnie mieć rodzinę, jak bardzo pragnie kochać i być kochanym. Nie wiedział dlaczego we śnie pojawiły się uratowane dziewczynki - prawdopodobnie dlatego, że czuł się za nie odpowiedzialny i chciał je otoczyć opieką. Poza tym idealnie wpasowywały się w obrazek pięknej, dużej i szczęśliwej rodziny.

Nie wiedział ile czasu spał, ale kiedy otworzył oczy, zobaczył, że Rael siedzi w fotelu i czyta książkę. Uśmiechnął się w duchu. Tak miło było zobaczyć ją po przebudzeniu. Jednak najciekawsze było to, że w tej chwili zupełnie nie czuł wyrzutów sumienia o to, że na chwilę odpuścił. Powoli usiadł na kanapie i wtedy dostrzegł, że był przykryty kocem. Szybko zrozumiał, że to jasnowłosa musiała go okryć. Nie chciał sobie robić złudnych nadziei, ale to była oznaka troski.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Dla Rael to wszystko było takie… Naturalne. Nie czuła ani presji, ani skrępowania tym, że siedziała w jednym pokoju z mężczyzną, z którym znała się nawet nie miesiąc. Wszak czyż sama nie zachęciła go, aby się zdrzemnął? Wiedziała, co robi. A mimo to gdy tak siedziała przy nim i czytała, zerkała na niego od czasu do czasu i bywało, że trudno jej było uwierzyć, że to się dzieje. Nie była dziewczyną, która dawała się tak łatwo ponieść urokowi chwili, ale jednak to co się działo było dla niej bardzo wyjątkowe.
        Znowu postarała się skupić wzrok na kartkach, ale nie przyniosło to zamierzonego efektu. Liczyła na to, że skupi się na tekście, ale zamiast tego wróciła myślami do dziewczynek. Biedactwa - takie młode i niewinne, a już tak okrutnie doświadczone przez życie… Zastanawiała się co mogłaby dla nich zrobić i coraz częściej zadawała sobie pytanie czy niebiańska magia jej ojca byłaby w stanie odjąć im cierpień. Wiedziała, że Gallel nie odbierze im wspomnień, ale być może będzie w stanie sprawić, by nie były one tak traumatyczne? Odebrać im realność i wrażenie, że dotyczyły ich samych… Szkoda, że ona sama nie posiadała takich umiejętności, potrafiła co najwyżej złagodzić ból i zaleczyć podrapane kolano. W tym kraju jednak lepiej by nie rozwijała swoich umiejętności magicznych - co prawda jej dziedzina była traktowana łaskawie, ale może lepiej nie ryzykować.
        Rael zorientowała się, że myśli o swoim rozwoju tak, jakby miała zostać w Rododendronii. Jakby to już było pewne. Czyli…
        Zerknęła na Tristana - lord chyba niedawno się obudził, bo miał już otwarte oczy, ale spojrzenie nadal lekko zamglone. Szybko odzyskał jednak przytomność, a Biennevanto patrząc na niego nie mogła powstrzymać się od uśmiechu.
        - Krótko spałeś - zauważyła, odkładając swoją powieść na stolik. - Ale jak tam, wypocząłeś? Lepiej się czujesz?
        Rael dostrzegła, że Tristan skupił się na moment na kocu, którym był okryty, a ona by się na niego nie gapić, nalała wody do dwóch szklanek. Jedną podała lordowi, a z drugiej sama się napiła. Usiadła z powrotem na swoim miejscu i dała lordowi czas, aby w pełni się przebudził. Nie proponowała żadnych następnych działań - pomyślała po prostu, że to teraz on powinien zdecydować czy woli jeszcze chwilę zająć się sobą, obowiązkami, czy zajrzeć do dziewczynek albo do dzieci.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 381
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Tristan przeczesał włosy dłonią, zrobił to odruchowo, nauczony, że jako lord musi zawsze dobrze wyglądać. Przez moment było widać, że pierwsza warstwa owszem pokryta jest siwizną, jednak pod spodem srebrnych pasemek było znacznie więcej. Jak na trzydziestoletniego mężczyznę miał wyjątkowo dużo białych pukli. Trudno się jednak dziwić, w życiu miał więcej pecha niż szczęścia. Nie wychodziło mu w miłości. Pierwszą żonę stracił przy porodzie syna, drugą przy porodzie córki. Wychowywał dzieci samotnie, a kobiety, które kochał łamały mu serce. Przeżył wojnę i bestialski atak niedźwiedzia. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że jego włosy zaczęły tracić pigment. Czasem zastanawiał się, czy kiedyś stanie się siwy jak gołąb. Mimo tych wszystkich zdarzeń, w jego sercu tkwił pewien optymizm. Nie zgorzkniał, ciągle miał nadzieję na lepsze jutro, prawdopodobnie dlatego jeszcze nie zwariował. Dostrzegał piękno w wielu rzeczach, w ludziach i wydarzeniach. Oczywiście nie we wszystkich.

Widząc uśmiech Rael odwzajemnił go bezwiednie. To było mimowolne. Jej uśmiech wywoływał uczucie, które mógł odwzajemnić tylko tym samym. Miał wrażenie, że jej oczy przybrały teraz zupełnie inną barwę niebieskiego, wcześniej błękitne, teraz wyglądały na ciemniejsze, bardziej wpadające w toń oceanu, niż jasnego nieba, w letni dzień. Wcześniej jakoś nie zauważył, że jej tęczówki mogą zmieniać barwę. Nie miał pojęcia dlaczego, ale czuł się w tej chwili wyjątkowo dobrze, a myśli o problemach zajęły miejsce gdzieś dalej w jego głowie.

- Krótko, ale dobrze – odparł spokojnie. – Wypocząłem i czuję się lepiej – krótko odpowiedział na jej pytania. Następnie wstał i przeniósł się z kanapy na fotel, ten, który stał naprzeciw niebianki. Skinął głową w podziękowaniu za to, że nalała wody im obojgu. Wziął szklankę i wypił łyk, po czym spojrzał jej w oczy, lecz zamiast wyrazić po raz kolejny swoją wdzięczność, powiedział coś zupełnie innego.
- Jesteś wyjątkowa – rzekł. – Naprawdę wyjątkowa. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułem się przy kimś tak dobrze. Tak jak nie pamiętam, żebym kiedykolwiek pozwolił sobie zasnąć w takich okolicznościach. Zawsze staram się być czujny, ale jak się okazuje, przy tobie nie muszę. Nie wiem dokładnie kiedy pojawiło się to zaufanie, ale to nie istotne. Chciałbym ci jednak powiedzieć, że stałaś się dla mnie bardzo ważna.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Rael nie umknęło to jak bardzo posiwiały był Tristan, nie stracił on jednak przez to nic w jej oczach. Trochę zrobiło jej się go żal – znała już sporą część jego historii i wiedziała, że jego siwizna wynikała z trosk i trudów życia. Być może miał do niej też naturalne predyspozycje, lecz to akurat jej zdaniem było drugorzędne. Nie zmieniało to poza tym faktu, że lord był bardzo przystojny, a jego szpakowate włosy nadawały mu jedynie powagi i dostojeństwa, gdy odsunęło się na moment na bok myśli o przyczynach takiego jego wyglądu. Poza tym teraz, gdy tak po przebudzeniu poprawiał sobie fryzurę, uśmiechał się, wyglądał wyjątkowo młodo – może jakby był równolatkiem Rael. Co też te troski potrafiły zrobić z człowiekiem, gdy dochodziły do głosu…
        - To świetnie, cieszę się – zapewniła szczerze słysząc, że Tristan mimo wszystko wypoczął. Naprawdę podniosło ją to na duchu. Lord miał wiele na głowie, a ona mogła mu pomóc chociaż w ten prosty sposób, choć oczywiście bardzo chciałaby zrobić dla niego coś więcej, o wiele więcej…
        Gdy Tristan spojrzał jej w oczy, było to zupełnie inne spojrzenie niż dotychczas. Rael poczuła słaby dreszcz przebiegający jej po plecach i aż poprawiła się w swoim fotelu, przysiadając trochę na brzegu, jakby dzięki temu miała go lepiej usłyszeć. Czuła, że lord chce jej powiedzieć coś ważnego, a ten dobitny komplement, jaki usłyszała na samym wstępie, rozgrzał jej serce mocniej i szybciej niż nalewka na przeziębienie. Być może nawet dostała rumieńców – oby nie tak mocnych, by stały się widoczne spod cienkiej warstewki pudru. Słowa Tristana sprawiły jej niewysłowioną radość, a jej dusza śpiewała. Gdy wspomniał o zaufaniu, ona bez żadnego ostrzeżenia, bez żadnych komentarzy ujęła go za wolną dłoń. Uśmiechała się – z początku subtelnie, lecz gdy powiedział jej, że stała się dla niego bardzo ważna, uśmiechnęła się już szeroko, choć skromnie spuściła wzrok. Zaraz jednak opamiętała się i znów zaczęła patrzeć mu w oczy. Bo przecież czuła względem niego to samo i nie było sensu tego ukrywać. Była szczęśliwa – to wyznanie Tristana, inne niż w romantycznych powieściach, było dla niej stokroć piękniejsze, bo płynące z głębi serca i świadczące o tym, że to co ich łączy, buduje się na naprawdę mocnych podstawach.
        - Istotne jest za to, że ja czuję to samo co ty – zapewniła go ciepłym, radosnym głosem, nakrywając jego dłoń swoją. – Ty również stałeś się dla mnie bardzo ważny… I chociaż w ten sposób chciałabym ci pomóc. Ale to nie wszystko, nie chodziło mi o ten jeden raz. Chciałabym byś był szczęśliwy. Chciałabym ci zapewnić to szczęście - dodała cicho, skromnie, ale z przekonaniem. Ona nie rzucała takich słów na wiatr.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 381
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Tristan, pod powłoką silnego i dość poważnego mężczyzny, krył niewypowiedzianą ilość uczuć. Niewiele osób o tym wiedziało, bo z niewieloma się tym dzielił. Tak naprawdę w głębi duszy był romantykiem. Oglądał wschody i zachody słońca z zachwytem. Pierwsze płatki śniegu opadające na parapety były dla niego niezwykle piękne. Tam w środku krył się człowiek, którego nie znał nikt - ani Tantris, ani Ais, ani nawet Anastazja, a już tym bardziej Edgar. W jego życiu do tej pory nie było nikogo, komu mógłby powiedzieć co tak naprawdę daje mu szczęście i co tak naprawdę wprawia go w gniew i rozpacz. Anastazja była mu bardzo bliska, ale nie wszystko był w stanie jej powiedzieć.

Mówiąc Rael to jak bardzo jest dla niego ważna, nie zastanawiał się nad jej odpowiedzią. Zrobił to, bo tak czuł i chyba jakaś wewnętrzna siła sprawiła, że nie bał się jej odpowiedzi. Zapewne złożyło się na to wiele czynników. Rael była dla niego dobra, słuchała go i pomagała jak tylko potrafiła i to w sprawach, od których mogła być daleko. Nie miała wobec niego żadnych zobowiązań, mogła spotykać się z nim, z Ais, z dziećmi, ale nie musiała pomagać przy odnalezionych dziewczynkach, nie musiała być tutaj, nie musiała mu czytać, dotrzymywać towarzystwa, a jednak tu była.

Słysząc jej słowa poczuł, że serce w jego klatce piersiowej dosłownie zaczyna rozpierać mu żebra. Cały świat nagle odsunął się gdzieś za mgłę. Jakby byli tylko on i ona, w przyjaznej, przytulnej komnacie, wypełnionej książkami. W jego ulubionym miejscu. Zauważył delikatne rumieńce na jej policzkach, a ciepła skóra jej dłoni na jego ręce dawała mu poczucie bliskości. Jakby Rael otulała go miękkim kocem w zimową noc. Uśmiechnął się, wyraźnie, mocno, zupełnie inaczej niż do tej pory. Nawet jego oczy stały się jakby bardziej wyraźne. Mocno uniesione kąciki ust sprawiły, że ujawniły się drobne zmarszczki wokół jego oczu. Przestał myśleć o milionie spraw, o ludziach, i ich oczekiwaniach. Tak, pragnął żony, lecz głównie jako matki dla swoich dzieci. Miał nadzieję na przyjaźń, wyglądało jednak na to, że chyba oboje pragnęli czegoś więcej. On na pewno, bo w tej chwili myślał także o sobie.

Wyciągnął do niebianki drugą rękę. Dzielił ich dystans stolika, ale przysunął się i pochylił tak, żeby być bliżej. Kiedy Rael podała mu obie dłonie, on objął je swoimi.
- Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyś chciała tu z nami zostać. Zostać ze mną. Wierzę, że mogę dać ci szczęście, na które zasługujesz. Na początku bałem się naszej znajomości, ale rozum podpowiadał mi, że tak należy, że moje dzieci powinny mieć matkę. Teraz jednak nie kieruję się rozumem, ale sercem. Okazałaś mi więcej uczuć, niż mogłem marzyć. Jesteś dobrą, piękną i wrażliwą kobietą. Chciałbym dać ci wszystko, czego pragniesz.
- Wiem, że zgodę musi wyrazić twój ojciec, wiem, że zapewne sama będziesz potrzebowała czasu, żeby to przemyśleć, masz go ode mnie tyle, ile potrzebujesz. Nie jestem osobą porywczą, co zapewne już wiesz, ale mimo to, chciałbym prosić cię tu i teraz, żebyś została moją żoną.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Uśmiech Tristana skradł jej serce. Cały czas się ono ku niemu wyrywało, ale to ten uśmiech przeważył wszystko - nie mogłaby pozostać obojętna względem niego, nie gdy po raz pierwszy widziała coś tak… Szczerego, radosnego, z głębi duszy. Zrobiło jej się ciepło, błogo, a jej serce śpiewało. Pamiętała ten moment, gdy pierwszego dnia wizyty w Lawendowym Dworze widziała lorda bawiącego się z synem w ogrodzie - zachwyciło ją wtedy jak radosny i czuły był. I teraz znowu to widziała, ale teraz Tristan nie uśmiechał się do chłopca tylko do niej… Z jej powodu. Aż jej się w głowie zakręciło z wrażenia i dyskretnie nabrała głębiej tchu. Jakimś cudem nie okazywała tego jak gwałtowne emocje nią targały. Widać było radość i nadzieję w jej oczach, ale nie wykonywała żadnych pochopnych gestów. Patrzyła tylko w Tristana jak w obraz, gruchając czułe wyznania.
        A to jeszcze nie był koniec. Gdy lord się przysunął, ona zrobiła to samo, nie spuszczając z niego oka. Dosłownie spijała z jego ust każde kolejne słowo - były dla niej jak prawdziwy nektar. Każdemu by przytaknęła, pod każdym kolejnym mogłaby się podpisać, bo czuła to samo. Jedynie to rozsądkowe podejście z początku ich znajomości może ciutkę ją zabolało, ale była w stanie je zrozumieć - Tristan miał wtedy złamane serce, bo był po dwóch tragicznie zakończonych małżeństwach i kilku nieudanych próbach stworzenia nowego związku. Jedna z potencjalnych kandydatek boleśnie go zraniła, wiedziała o tym. Nie mogła więc mieć mu za złe, że stracił nadzieję i do ich spotkania podszedł tak do bólu praktycznie, nie myśląc o tym, że może jeszcze zaznać szczęścia… Tym bardziej jednak cieszyło ją to, że chyba właśnie zmieniła jego zdanie na ten temat…
        - Tristan… - wtrąciła się poruszonym szeptem w jego monolog. Chciał zapewnić go, że zostanie, że chce być z nim, że… Ale on wtedy podjął. A ona nie śmiała mu już tym razem przerywać, bo wiedziała do czego to zmierza i aż odebrało jej mowę i dech. Oświadczył jej się. Właśnie poprosił, by została jego żoną. Dał jej oczywiście czas do namysłu, spodziewała się tego po nim - był szarmancki, taktowny i dobrze wychowany, na pewno nie kazałby jej podejmować decyzji w takiej chwili… Ale ona już ją i tak podjęła.
        - Nie - zaprzeczyła gwałtownie, ale nim lord zdążył w ogóle pomyśleć, że to odmowa z jej strony, zaczęła mówić dalej. - Nie potrzebuję więcej czasu. Tristanie, czuję względem ciebie to samo. Jesteś mężczyzną, przy którym chciałabym spędzić życie, dajesz mi poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Nie potrzebuję czasu do namysłu. Tak, Tristanie, chciałabym zostać twoją żoną.
        To powiedziawszy Rael uśmiechnęła się promiennie do lorda. To jednak jeszcze nie był koniec, bo po chwili oswobodziła jedną rękę i pogładziła go z czułością po policzku. Dzielił ich stolik kawowy, ale to nieważne. Wstała, a on wstał razem z nią, być może zachęcony jakimś jej subtelnym gestem. Niebiance było to na rękę - nie musiała się pochylać, by go pocałować. Nie w namiętnym zrywie, ale w czułym, pełnym miłości pocałunku, w którym zawierało się całe jej szczęście.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 381
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Tristan był zakochany, zakochany po uszy, ale jeszcze nie potrafił tego przyznać sam przed sobą. Czuł to w głębi serca, ale umysł jeszcze nie pozwalał mu wypowiedzieć tych słów, nawet we własnej głowie. Dlatego mówił o innych emocjach, choć równie silnych. Nie było pierścionka ani lirieńskiej tradycyjnej bransoletki (choć oczywistym było, że rzeczy te bardzo szybko się znajdą). Nie było świec i romantycznego zachodu słońca czy migoczących gwiazd na niebie. Nie było, bo Tristan tego nie planował. Rael stała się mu bliska, zaufał jej, to zadziało się samo. Tak jak oświadczyny. Po prostu chciał by przy nim została. Na zawsze, bo nie potrafił już wyobrazić sobie życia bez niej przy jego boku. Naprawdę chciał jej dać wszystko. Czuł, że jego życie, dzięki niej, może wreszcie nabrać intensywniejszych kolorów, że Lawendowy Dwór stanie się miejscem, którego zawsze pragnął.

Tego co poczuł, kiedy go pocałowała, nie dało się opisać słowami. Zrozumiał, że w całym swoim życiu do nikogo nie czuł tego, co do Rael. Nie miał pojęcia kiedy znaleźli na środku pokoju, tak, że mógł chwycić ją w talii i przyciągnąć do siebie. Nie obchodziło go też, że łamią jakieś zasady. Jedną ręką trzymał ją w talii, drugą wsunął jej we włosy. Miała miękkie, słodkie wargi. I choć ich pocałunek nie był szaleńczym porywem, a raczej lekkim, ciepłym i pełnym czułości gestem dwojga ludzi, to był najpiękniejszy. Mur w jego głowie, który jeszcze przed chwilą nie pozwalał mu dopuścić do siebie słów o miłości, teraz runął jak domek z kart. Zatracił się zupełnie w pocałunku, w chwili. Wokół nich mogłaby teraz szaleć burza, lecz oni znajdowali się w bezpiecznej, zamkniętej bańce, która chroniła tą chwilę przed wszystkim.

Nie wiedział ile trwał ich pocałunek, ale dla niego mógłby trwać wiecznie. Był szczęśliwy. W końcu jednak ich usta oderwały się od siebie. Lord spojrzał w oczy swojej wybrance, przez moment po prostu patrzył na nią i się uśmiechał. Potem położył dłoń na jej policzku i oparł swoje czoło o jej. Był pewien, że widziała to w jego oczach, ale mimo to chciał jej powiedzieć.
- Kocham cię - szepnął. Nie musiał się już bać tych słów, bo wiedział, że nie jest w tym uczuciu sam. Po raz pierwszy w życiu kochał tak mocno i z wzajemnością. Wszystkie jego poprzednie relacje, w porównaniu do tej, były błahe. W żadnej z nich nie było takiego zaufania i takiego zrozumienia, takiej chęci uszczęśliwienia się wzajemnie. Mógłby wykrzyczeć, że ją kocha, ale szept był dużo bardziej intymny, silniejszy, bo należał tylko do nich.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Do Rael już wcześniej docierało to, że Tristan był dla niej wyjątkowy, ale jakoś jakby bała się to przyznać przed samą sobą. Wszystkie ciepłe myśli, jakie dla niego miała, nie posiadały swojego wspólnego mianownika. Po prostu… Chciała dla niego dobrze. I jej był przy nim równie dobrze. Nie musiał jej komplementować, nie musiał zabawiać - wystarczyło, że był. Nawet gdy to ona dbała o niego, nie liczyła na nic w zamian, na żadną wdzięczność - robiła to z dobroci serca… I z tego, co w tym sercu kiełkowało względem tego mężczyzny. A jego wyznanie sprawiło, że jakaś krucha bańka niepewności pękła i panna Biennevanto mogła w końcu przyznać przed samą sobą, że była zakochana.
        Nie przeszkadzało jej to jak wyglądały te zaręczyny. Nie miała do Tristana żalu, że nie miał dla niej pierścionka, że nie uklęknął, że nie przygotował pięknej scenerii. Że tak naprawdę oboje byli troszeczkę wymięci po męczącym dniu, a lord miał jeszcze kilka odstających kosmyków, których nie ugładził po drzemce. To wszystko było nieważne. Liczyło się tylko to jedno najważniejsze pytanie… I to było cudowne. Rael nie potrzebowała czasu do namysłu, nie zastanawiała się nawet nad tym, czy jej rodzina przyjmie Tristana. Wiedziała, że trafiła na mężczyznę tak dobrego, czułego, kulturalnego i sytuowanego, że nikt nie śmie kwestionować wyboru jej serca. Przyjmą go z radością i z otwartymi ramionami. Tak jak ona…
        Rael cicho westchnęła, gdy Tristan ją objął. Jego ramiona zdawały się być w tym momencie najbardziej komfortowym i bezpiecznym miejscem na świecie. Z przyjemnością pogładziła dłońmi jego szorstkie od zarostu policzki, włosy, ramiona. Chętnie nie przerywałaby tego pocałunku, ale jednak wszystko co dobre ma swój kres. W końcu oderwali się od siebie, choć nadal trwali w swoich ramionach. Rael ostrożnie rozchyliła powieki i zerknęła w górę, jakby upewniała się czy to nie był sen. Nie był, na pewno. Przed nią stał Tristan, którego oczy… Aż jej tchu zabrakło. Nie musiał nic mówić, ona to wszystko widziała. Tę czułość, szczęście, te wszystkie uczucia. Miłość, którą jej po chwili wyznał, a pod wpływem tego wyznania Rael uśmiechnęła się szeroko, promiennie. Do tej pory często się uśmiechała, lecz nigdy aż tak… Błogosławiona aż promieniała szczęściem.
        - Ja ciebie też, Tristanie - wyznała szeptem, jeszcze raz delikatnie muskając wargami jego usta. - Jestem taka szczęśliwa…
        Nie musiała tego mówić, tak jak on nie musiał wyznawać jej miłości, bo to było widać, ale po prostu musiała się tym podzielić, wyrzucić to z siebie. Wtuliła się w jego szeroką pierś.
        - Wiesz… To jest piękne - wyznała. - Bo nawet nie wiem kiedy to się stało… Najpierw stałeś się mi bliski jak przyjaciel, a teraz jak ukochany. Jesteś najdroższy memu sercu, nigdy, nikogo nie darzyłam takim uczuciem. Tak się cieszę, Tristanie. To najpiękniejsze co mogłabym sobie wymarzyć - zapewniła, podnosząc na niego wzrok. - Tristanie… - zwróciła się do niego ponownie. - Czy chciałbyś porozmawiać z moim ojcem od razu gdy tu przyjedzie czy wolałbyś zrobić to… bardziej oficjalnie? - upewniła się.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 381
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Tristan odgarnął jasny kosmyk włosów z czoła niebianki. W tej chwili był wpatrzony w głębię jej oczu i nie posiadał się z radości. Sądził, że już nigdy nie przytrafi się mu prawdziwa miłość, jednak bogowie najwidoczniej chcieli inaczej. Choć Tristan był osobą średnio wierzącą. Jej słowa były dla niego jak miód na serce. Bo czy mogło być coś piękniejszego niż miłość? W tej chwili czuł się dużo młodszy niż na co dzień. Miał trzydzieści jeden lat, ale zwykle czuł się jakby miał przynajmniej dekadę więcej. Teraz jednak odmłodniał. Jego twarz z uśmiechem na ustach wyglądała zupełnie inaczej, promieniała.
- Ja również nie wiem kiedy to się stało, ale się stało i myślę, że właśnie tak powinny zaczynać się prawdziwe historie miłosne. Od silnych podstaw, od zaufania. Ufam ci, Rael, ufam, jak nikomu na świecie. I choć wiem, że pewnie trudno ci będzie w to uwierzyć, ja też nigdy nie czułem tego, co czuję w tej chwili. Nigdy, nikogo tak nie kochałem. Z nikim nie nawiązałem takiej więzi jak z tobą. - Chwycił obie jej dłonie w swoje i położył je sobie na sercu.
- Ono nigdy nie biło tak jak dzisiaj - rzekł.

- Chciałbym porozmawiać z twoim ojcem, kiedy tylko nas odwiedzi - powiedział, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że użył liczby mnogiej. - Myślę, że nie trzeba tutaj oficjalnej rozmowy przy stole. Choć oczywiście poproszę go o twoją rękę i odpowiem na wszystkie jego pytania. Po prostu chcę, żebyś już stąd nie wyjeżdżała.
Te wszystkie wyznania, słowa, emocje, chyba po raz pierwszy były dla Tristana tak łatwe, tak lekkie, tak naturalne. Jednak było coś, co musiał powiedzieć Rael teraz, nie później. Kochał ją, ona jego, więc nie mogli mieć przed sobą tajemnic. Nadal się uśmiechał, ale już łagodniej, podprowadził ich do kanapy tak, by oboje usiedli twarzą do siebie. Ich kolana stykały się ze sobą, a dłonie splecione były w uścisku.

- Jest coś co muszę ci powiedzieć. - Szeroki uśmiech zszedł z jego twarzy, ale nie stał się tak poważny jak zwykle. Można było wyczuć, że to co zamierza powiedzieć jest bardzo ważne, ale wyraz jego oczu podpowiadał, że nie będzie to opowieść, która mógłby skończyć się tragedią. Podejrzewał, że jego powaga szybko wystraszy jasnowłosą, dlatego błyskawicznie podjął.

- Chodzi o Prim - zakomunikował, by od razu wiedziała, że to co zamierza wyznać nie dotyczy ich uczuć. - Jestem jej ojcem, ale to nie ja sprowadziłem ją na ten świat - wyznał. - Kiedy przyjechałem, Tantris już była przy nadziei. Chciałem ją chronić, ją i dziecko. Znałem prawdę od początku. Plotki o moim romansie to naprawdę były tylko plotki. Między nami nic się nie wydarzyło. Wiem, że może to nie jest odpowiedni moment na takie wyznanie, ale musisz to wiedzieć, teraz, przed ślubem. O Prim wie tylko Edgar i teraz ty. Chciałbym, żeby tak pozostało. Kocham moją córkę i nie wyobrażam sobie życia bez niej. - Im dłużej mówił tym bardziej bał się reakcji niebianki.
- Jeżeli chciałabyś mnie teraz o coś zapytać, pytaj - dodał mocno ściskając jej dłonie. Tak bardzo nie chciał by uciekła. Jednocześnie bał się tego, jak niczego innego na świecie. Ale nie mógłby żyć z Rael, ze świadomością, że nie zna całej prawdy o nim.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Rael patrzyła na Tristana ciepłym, rozmarzonym wzrokiem i nie przerywała gdy mówił. Kiwnęła głową raz, gdy wspomniał, że tak powinny zaczynać się historie miłosne - była tego samego zdania. Opowieści o prawdziwej miłości, która uderza jak grom z jasnego nieba, były piękne, ale dalekie od prawdy i na dłuższą metę być może wcale nie tak szczęśliwe. To, co zdarzyło się między nimi, miało podstawy tak solidne, że niebianka nie miała wątpliwości, iż przetrwają.
        Drugi raz kiwnęła głową, gdy zapewnił, że nigdy wcześniej nie kochał nikogo tak mocno jak jej. Uśmiechnęła się szerzej. Nie miała podstaw by mu nie wierzyć. Wiedziała, że był dwukrotnie żonaty, mogła się spodziewać, że być może jako nastolatek miał jakieś pierwsze miłostki, ale to nie było ważne - każda miłość była inna, a tylko on mógł ocenić, która była ta najważniejsza, wyjątkowo. Skoro mówił tak o tej, która zrodziła się między nimi… Mogła się tylko radować, bo ona czuła to samo. Wcześniej zdawało jej się, że była zakochana - raz, przed kilkoma laty. Wtedy jednak jej związek nie mógł dojść do skutku przez przepaść w pozycji społecznej, jaka ich dzieliła, a uczucie szybko zgasło. Kto wie, może gdyby wtedy postawiła wszystko by być z tamtym mężczyzną, teraz byłaby szczęśliwa i zdawałoby jej się, że to szczyt jej marzeń… A być może wcale nie. To teraz nie było ważne, bo to najważniejsze miejsce w jej sercu zajął Tristan i wiedziała, że to się nigdy nie zmieni.
        - Cieszę się - zapewniła, gdy jej ukochany zapewnił o gotowości rozmowy z Gallelem przy najbliższej nadarzającej się okazji. Pochwalała takie podejście i wiedziała, że jej ojciec również to doceni, bo chociaż był politykiem, w życiu prywatnym lubił jasne sytuacje.
        Gdy Tristan poprowadził ją do kanapy, podążyła za nim bez oporu, jedynie wpatrzona w niego z zachwytem - pięknie wyglądał, gdy się uśmiechał. Nawet gdy ten uśmiech robił się coraz słabszy, co niebianka zrzuciła na karb tego, że po prostu lord się powoli uspokajał. Nie spodziewała się żadnej poważnej rozmowy ani wyznań. A gdy te mimo wszystko nastąpiły, nie straciła dobrego nastroju. Nie uśmiechała się głupkowato, ale też nie wyglądała na złą. Słuchała Tristana ze spokojem, nie przerywając mu. Jedynie na początku na krótko ściągnęła brwi, jakby nie do końca pojmowała sens wypowiadanych przez niego słów. Później wszystko stało się dla niej jasne. Chwilę milczała, gdy dał jej możliwość zadawania pytań, głaszcząc kciukiem wierzch jego dłoni.
        - Nieważne kto począł, a kto wychował - oświadczyła w końcu łagodnie. - Jeśli dla ciebie Prim jest jak córka, dla mnie również będzie, obiecuję. Jednak… Wiesz, kto jest jej ojcem? Czy on jest świadomy, że to jego dziecko? No i co on na to?
        W głosie Rael dobrze słyszalna była troska. Mała córeczka Tristana była naprawdę słodka i skradła jej serce, była gotowa ją chronić, gdyby zaszła taka potrzeba, dlatego chciała wiedzieć, czy jest możliwe, aby kiedyś na progu ich domu stanął obcy roszczący sobie prawa do ich małego skarbu.
        - Tristanie - zwróciła się jeszcze do niego po wyjaśnieniu tej kwestii. - Staliście się dla mnie wszyscy jak rodzina. Ty, twoje dzieci, Anastazja. Pokochałam ciebie i ich również, oczywiście każde na swój sposób. Nigdy nie będę tą złą macochą, postaram się być dla Prim i Elowena nawet nie ciocią, a matką, prawdziwą matką.
        Raelu uśmiechnęła się do lorda z czułością, choć też jakby była trochę stremowana. Rola opiekunki, rodzicielki, zdawała się być dla niej jedną z najszlachetniejszych i najbardziej wymagających jednocześnie. Chciała się jej podjąć, choć w głębi serca nadal miała obawy czy podoła.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 381
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Ulżyło mu, kiedy wypowiedziała pierwsze słowa, jakby zdjęto z jego piersi ciężar całej Żelaznej Twierdzy, nie tylko jednego kamienia. Aż zamrugał i westchnął tak, że nie dało się tego ukryć. Strach minął. Wiedział, że Rael jest wyrozumiała, ale mimo wszystko, to, co jej powiedział musiało być dla niej zaskoczeniem. Uśmiechnął się, jakby w podziękowaniu, że nadal tu jest. Kiedy zapytała o biologicznego ojca Prim, ponownie westchnął, ale nie spuścił wzroku z niebianki.

- Tak, wiem, kto jest jej... ojcem. - Słowo "ojciec", w odniesieniu do innego mężczyzny, ciężko przechodziło mu przez gardło.
- Lord Ronan Hethendern, Minister Prawa Rododendronii i... najlepszy przyjaciel króla. Ale nie ma pojęcia, że Prim jest jego. Odziedziczyła ciemne, kręcone włosy po matce, tak samo oczy. Choć Ronan również jest ciemnowłosy, jak ja. Tantris zorientowała się, że jest w ciąży, już po tym, jak ich romans się wypalił. Kiedy się dowiedziałem, chciałem, by mu powiedziała, ale odmówiła. Nie miałem prawa decydować, czy powinien wiedzieć, czy nie. Chciała wychować dziecko sama. Wiedziałem jak to się skończy, więc, z nadzieją, że coś między nami się zmieni, zaproponowałem jej małżeństwo. Jedyną osobą, która zna prawdę jest Edgar, ale on nawet na torturach nie zdradzi tej tajemnicy. Zresztą, wszyscy byli przekonani, że szybki ślub z Tantris był spowodowany tym, że zaszła ze mną w ciążę. Prim teoretycznie urodziła się w terminie. Tantris była elfką, ale jej uszy były tylko nieznacznie szpiczaste i zwykle schowane we włosach, nikt już nawet tego nie pamięta. A wtedy nikt nie zwrócił uwagi na to, że jej ciąża powinna być dłuższa. Ronan jest człowiekiem, ja również. Prim więc jest półelfką, ale nie ma żadnych widocznych cech. - Opowieść mężczyzny była długa, ale chciał wyjaśnić ukochanej całą sytuację, nie chciał niedopowiedzeń. I rozumiał dlaczego go zapytała. Chyba każdy w tej sytuacji chciałaby wiedzieć, jak wygląda sprawa z biologicznym ojcem. Był tego świadom.

Wyjaśniwszy wszystko wysłuchał słów jasnowłosej i znów się uśmiechnął. Był pewien, że będzie wspaniałą matką.
- Gdzieś ty się ukrywała? - zapytał, choć oczywistym było, że nie jest to pytanie, na które oczekuje się odpowiedzi.
- Jestem przekonany, że będziesz cudowną matką i mamą. Jaka inna arystokratka zdjęła by buty i usiadła na podłodze, by pobawić się z dziećmi? - zażartował, choć przecież dokładnie tak było. Miał nadzieję, że zrozumie co miał na myśli, mówiąc o byciu "matką" i "mamą".
- Jestem niezmiernie szczęśliwy, że wspomniałaś o Anastazji. Wiem, że nie ma tytułu i że niewielu osobom podoba się mój sposób myślenia. Ale Ana jest dla mnie bardzo ważna. Jest jednocześnie moją matką i babcią, taką, której nigdy nie miałem. Kocham cię za to, że nie postrzegasz świata jak inni, że widzisz go takim, jakim ja go widzę. Rozumiesz mnie jak nikt inny. - Uniósł jej dłoń i pocałował delikatnie jej wierzch.
- Śniłaś mi się - wyznał nagle. - Teraz, kiedy spałem. - Uśmiechnął się do niej szczerze, lekko mrużąc oczy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Lawendowy Dwór”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość