Lawendowy Dwór[Lawendowy Dwór] Nie czas żałować róż

Lawendowy Dwór położony zaledwie kilka godzin jazdy wierzchem od samej stolicy. Jego właścicielem jest Lord Tristan an Anlagorth. Posiadłoś otrzymał on w prezencie ślubnym do króla i królowej. Obecnie lord zamieszkuje go lord wraz z dziećmi synem Elowenem i córeczką Prim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

[Lawendowy Dwór] Nie czas żałować róż

Post autor: Rael » 9 miesiące temu

Nim nastały trudne dni

        Rael z lekkim zaskoczeniem przyjęła, że nastał już ranek. Nawet nie pamiętała momentu, gdy zasnęła. Obiecywała sobie, że to tylko na chwilę, że tylko się położy by zregenerować siły, a tu proszę - przespała całą noc jak kamień. Co też zmęczenie i stres są w stanie zrobić z człowiekiem. Obawiała się wręcz, że za długo spała. Zaraz wstała z łóżka i na bosaka podbiegła do drzwi balkonowych, by wyjrzeć na dwór i przekonać się jaka była pora dnia. Odetchnęła z ulgą - słońce nadal było nisko, może wręcz wstała trochę wcześniej niż zwykle. Więc jednak jej organizm nadal czuwał… To dobrze. Zaraz pociągnęła za taśmę przy łóżku, by przywołać do komnaty Mimi. Chciała się szybko ubrać i ogarnąć, by móc wrócić do Ais i Tristana… I do wydarzeń z poprzedniego dnia, które nadal wydawały jej się złym snem, choć cały czas powtarzała sobie, że nie: to wydarzyło się naprawdę.

        Po odejściu spod drzwi zielonego salonu ani niebianka, ani Mistrzyni Dyplomacji, przez dłuższy czas nie przerywały milczenia. W ciszy udały się w stronę przydzielonych im komnat, a gdy się rozdzielały, Rael zaproponowala, by jak skończą się odświeżać, spotkać się jeszcze w salonie na wczesnej kolacji. Nie musiała dodawać, że posiłek miał służyć też rozluźnieniu nerwów ich obu. Może bardziej jej niż Ais - w końcu elfka wyglądała na tak niesamowicie opanowaną… Nawet ją o to zapytała później, gdy już były po posiłku. Wyraziła swoje uznanie dla jej postawy i zapytała jak to robi, bo spodziewała się, że pewnie elfka była poruszona jak oni wszyscy, ale trzymała się najlepiej.
        Poza kilkoma krótkimi wzmiankami starały się jednak rozmawiać na niezobowiązujące tematy, aby odpocząć. A jednak nie dało się tak zupełnie zapomnieć o tym, co się wydarzyło, bo wystarczył odgłos trochę szybszych kroków na korytarzu, by obie obracały głowę. A gdy kliknęła klamka w drzwiach prowadzących do salonu, obie siedziały na baczność. W końcu uznały, że nie ma co udawać i zaczęły powoli zbierać się do swoich komnat, wtedy jednak przyszły wieści z zielonego salonu - doktor van Graaf skończył obdukcję dziewczynek. Nie rozwodząc się specjalnie wyjaśnił jakich doznały obrażeń, jakie zabiegi im wykonał i jakie są dalsze zalecenia. W tej ostatniej kwestii Rael była bardzo dociekliwa, jakby sama zamierzała wszystkiego dopilnować albo wręcz sama zmieniać dziewczynkom opatrunki. Jednak ogólne wnioski płynące z wywodu doktora były jasne: siostry były w złym stanie, ale ich organizmy były silne i poradzą sobie z ranami. Gorzej z duszami… Ale to wiedział już każdy.

        Po wyjściu Arthura van Graafa Rael udała się do siebie, już zupełnie wyczerpana tym co się stało i co usłyszała. Nie miała jednak czasu tego przemyśleć aż do tej chwili, gdyż zasnęła. A teraz, gdy Mimi pomagała jej czesać włosy…
        - Czy w nocy coś się działo? - zapytała ją, nie wnikając co konkretnie miała na myśli, bo przecież to było oczywiste. Służąca zaraz zorientowała się w niewypowiedzianych kwestiach i zaprzeczyła: noc minęła spokojnie, nikt nie był wołany do dziewczynek, jedynie co jakiś czas zmieniały się pilnujące ich pokojówki.
        - To dobrze - odetchnęła Rael. Spodziewała się jednak, że wkrótce nastąpi ten nerwowo wyczekiwany moment, gdy poszkodowane odzyskają przytomność. Bała się tego momentu, ale też na niego czekała, bo nic nie dobijało tak bardzo jak niewiedza co dalej.
        Przygotowana już na nadchodzący dzień Rael - ubrana w różową prostą sukienkę i z włosami zaplecionymi w kłos - udała się do pokoju, gdzie zwykle spożywała śniadanie razem z Ais. Liczyła, że spotka tam elfkę. I być może Tristana? Po wczorajszej rozmowie pod drzwiami zielonego salonu widziała go tylko przelotnie, bo był on bardzo zajęty pogrzebem zamordowanych rodziców i innymi koniecznymi formalnościami. "Ciekawe czy Emma już wróciła do Dworu?", zastanowiła się przez chwilę. Było to wykonalne, ale mało prawdopodobne - musiałaby od razu trafić przed oblicze generała, przekazać informacje i po napojeniu koni wracać. Pewnie jednak została w Twierdzy na noc, bo podróż po ciemku mogła być niebezpieczna, a najważniejsze było przekazać wiadomości do straży i wojska, zaś odpowiedź zwrotna mogła te kilka godzin poczekać... Oczywiście według ogółu, bo oni tu w Dworze siedzieli jak na szpilkach czekając na jakiekolwiek wieści, na jakąkolwiek zmianę, modląc się przy tym, by była to zmiana na lepsze...

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 8 miesiące temu

Tristan był wykończony. Widział w życiu wiele, ale takie sytuacje były dobijające. Nie dało się tego przeżyć na chłodno. Po prostu się nie dało. Nie wiedział co ze sobą zrobić, najchętniej poszedłby na przechadzkę po posiadłości, ale bez względu na to jak było mu źle, miał dzieci i musiał się nimi zająć. Popołudnie spędził z nimi, głównie z Elowenem, bo mała Prim, jak to dziecko w jej wieku, musiała mieć drzemki. Był z synem w stajni, żeby chwilę pobyć z końmi i nauczyć go co nieco na ich temat. Potem bawili się w ogrodzie, zjedli wspólną kolację, a wieczorem przyszedł do syna by poczytać mu bajki na dobranoc. Jemu i Prim rzecz jasna. Przebywanie z dziećmi trochę go odprężyło, odsunęło ciężkie myśli na bok, ale też bardzo zmęczyło. Kiedy kładł się spać głowa pulsowała mu od bólu. Nawet kiedy oparł ją o poduszkę nie poczuł ulgi. Długo leżał z zamkniętymi oczami, a w głowie miał nieznośny natłok myśli, ale w końcu zmorzył go sen. Nie spodziewał się, że tej nocy w ogóle uśnie, ale jego organizm był wykończony emocjami.

Obudził się wcześnie rano. Umył, ubrał, odwiedził dzieci, zjadł śniadanie w samotności, a potem udał się do kancelarii, gdzie czekała na niego Saura ze stertą spraw. Mimo wszelkich niedogodności musiał się nimi zająć i tak też się stało. Do południa przekopywał się przez papiery i zestawienia, które należały do dworu, a potem wziął na siebie wszystkie sprawy związane z jego pracą w Żelaznej Twierdzy. A było tego znacznie więcej niż się spodziewał. W południe uporał się wreszcie ze wszystkim co miał na głowie i udał do bawialni, gdzie spędził czas z dziećmi, zapewne byłby z nimi dłużej, ale wtedy przyszła wiadomość na temat dziewczynek.

Tristan pośpiesznie udał się do zielonego salonu. To co tam zastał było trudniejsze niż się spodziewał. Pierwsza przebudziła się starsza, była obolała i przerażona. Gdy lord zjawił się w pokoju siedziała skulona w górze łóżka obejmując rękami młodszą siostrę. Oczy miała czerwone od płaczu, leciało jej z nosa, a łzy sprawiały, że przez cały czas się krztusiła. Młodsza nie była w lepszym stanie, wtulona w siostrę trzęsła się od płaczu. Nim Tristan dotarł do komnaty Anastazja, która od rana czuwała nad dziewczynkami, zdążyła powiedzieć im najgorsze. Lord był jej za to wdzięczny. Kiedy wszedł do komnaty, a dziewczynki usłyszały otwierane drzwi, skuliły się jeszcze bardziej, wtedy Anastazja wyjaśniła im kim jest mężczyzna w progu pokoju. To niewiele pomogło. Tristan chciał podejść i coś powiedzieć, ale uświadomił sobie, że one będą się go bać, bo był mężczyzną. Nie miał pojęcia skąd, ale do głowy przyszedł mu pomysł. Przywołał ruchem dłoni służącą stojąca niedaleko i powiedział do niej coś szeptem. Służąca skinęła głową i wyszła z pomieszczenia. Tristan nie podszedł do łóżka. Dał działać Anastazji, która jak na razie po prostu próbowała uspokoić dziewczynki. Ciemnowłosy stał w progu i przyglądał się sytuacji. Nie robił jednak żadnych gwałtownych ruchów, nie powiedział też nic.

Chwilę później do pokoju wróciła służąca trzymając w rękach duży, wiklinowy, zamykany koszyk. Za nią weszła druga dziewczyna trzymając na rękach wielkiego, srebrnego kota. Tristan chwycił zwierzaka na ręce i powoli podszedł do łóżka. Widząc kota obie dziewczynki zwróciły na niego swoją uwagę, trochę jakby omijając fakt, że trzymał go Tristan. Mężczyzna usiadł na brzegu posłania.
- Jestem Tristan - przedstawił się. - A to jest Śnieżek. - Posadził wielkiego, puchatego kocura na pościeli. - Nic wam nie zrobi, możecie go pogłaskać.
Młodsza dziewczynka otarła bladą rączką zapłakane oczy i spojrzała na kota. Starsza też jakby przestała płakać i zainteresowała się zwierzęciem. Kocur przeciągnął się leniwie i ziewnął, ciekawski zwierzak podreptał w stronę dziewczynek robiąc odciski łapek w pościeli. Młodsza z dziewczynek wyciągnęła do niego rękę. Śnieżek przekręcił głowę i otarł się o dłoń rudowłosej. Zaczął przechadzać się wte i wewte mrucząc i ocierając o dziewczynkę.

Tristan skinął głową na służącą z koszykiem, by ta do niego podeszła. Gdy to zrobiła, chwycił koszyk i postawił go na brzegu łóżka. Otworzył go i wsadził ręce do środka, a po chwili wyjął z niego duże, rude, puchate zwierzątko, które posadził sobie na kolanach.
- To jest Iskierka, jest nieśmiała. - Pogładził rudzinę po miękkiej sierści. Iskierka miała dosyć szeroki pyszczek i szpiczaste uszy po bokach głowy. Była pulchna i puszysta, o sierści w kolorze rdzy. Miała puchaty, rudy, pręgowany ogon. Jej pyszczek wieńczył czarny jak węgiel nosek. Widząc, że starsza z dziewczynek interesuje się drugim zwierzątkiem, Tristan zestawił je z kolan. Iskierka nieśmiało powąchała pościel, podniosła głowę i spojrzała na dzieci siedzące w górze łóżka. Starsza, widząc wcześniej siostrę wyciągającą rękę do kota, zrobiła to samo w stosunku do rudej Iskierki. Samiczka powąchała powietrze i bardzo ostrożnie zbliżyła się do wyciągniętej ręki. Kiedy znalazła się przy niej dziewczynka delikatnie pogładziła zwierzątko po głowie. Panda podeszła bliżej domagając się pieszczot.

- Więc... - zaczął łagodnie lord. - To jest Śnieżek i Iskierka - przedstawił jeszcze raz zwierzęta. - A wy? Jak macie na imię? - spytał. Starsza z dziewczynek spojrzała zaskoczona na mężczyznę i jakby skuliła się w sobie.
- A... Arina... - wykrztusiła z siebie w końcu.
- A... A moją s... siostra to S... Sara... - dodała. Tristan nie wiedział czy dziewczynka jąka się, bo ma wadę wymowy, czy dlatego, że znalazła się w takie sytuacji, jednak w tej chwili było to mało ważne.

W czasie gdy Tristan próbował oswoić ze sobą dziewczynki, Mimi szukała po posiadłości lady Ais i Rael. Kobiety odnalazły się w ogrodach, były na spacerze. Mimi, która śmigała po dworze niezwykle zwinnie, odnalazła je bez trudu i przekazała wieści. Powiedziała, że dziewczynki się obudziły i że Anastazja jest z nimi, nie wiedziała bowiem jeszcze wtedy, że i Tristan się zjawił. To Anastazja wysłała Mimi po elfkę i niebiankę. Służka nie wiedziała jednak, że w tym samym czasie odesłała także inną pokojówkę po lorda.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 8 miesiące temu

        Rael przez cały dzień prawie nie widziała Tristana - przebywała razem z lady Ais i najwyraźniej ich ścieżki idealnie się rozmijały. Biennevanto przyszło co prawda na myśl, że mogłaby poszukać lorda w bawialni albo gdzieś w pokojach dzieci, ale nie chciała mu się narzucać.
        - Tristan jest zajęty, prawda? - zwróciła się do Ais, by potwierdzić swoje przypuszczenia. W istocie, lord cały czas miał swoje obowiązki do wykonania i jeszcze zajmował się kwestią pogrzebu rodziców dziewczynek - z tego co błogosławiona wiedziała, ten miał się odbyć dopiero tego dnia.

        Korzystając z pięknej pogody kobiety wyszły do ogrodu, by trochę pospacerować. W powietrzu unosił się przyjemny zapach kwiatów, było ciepło i lekko wietrznie, akurat tak by nie zrobiło się upalnie - po prostu idealna pogoda.
        - Żałuję, że nie ma tu ojca - wyznała Rael. - Wiem, że brzmi to może jakbym była córeczką tatusia, ale Ais, nie myślisz, że on by się tu teraz tak bardzo przydał? On na pewno byłby w stanie wyleczyć dziewczynki tak, by po ranach nie pozostał nawet najmniejszy ślad… Może też byłby w stanie trochę wpłynąć na ich serca - dodała z westchnieniem, podnosząc wzrok ku niebu.
        - Chciałabym im bardziej pomóc - wyznała. - Ale nie wiem jak…
        Słowa Rael nie wymagały komentarza, były rzucane tylko tak by się wygadać. Cóż się dziwić, że od razu pomyślała o Gallelu, skoro podróżowała z nim przez ostatnie lata i widziała jak zaradny był i co potrafił, jak dużą wiedzę posiadał, by przekazać ją swojej córce.
        - Dobrze, że chociaż Tristan wie co robi - dodała jeszcze, spoglądając w stronę posiadłości.

        Rael jakby coś tknęło i choć jeszcze nic nie słyszała i nie widziała Mimi, obróciła się w stronę posiadłości i od razu ją dostrzegła. Przystanęła i nawet na chwilę przestała oddychać, składając dłonie jak to modlitwy - wiedziała, jakie wieści niesie jej służąca, przecież od wczoraj posiadłość nie żyła niczym innym jak dwiema biednymi dziewczynkami, którym świat się zawalił i wiadomo było, że wieści będą dotyczyły właśnie ich.
        - Obudziły się? - zapytała, gdy Mimi była już wystarczająco blisko. Tak niecierpliwie czekała na wieści, że aż sama wyszła naprzeciw służącej.
        - Tak - odpowiedziała krótko dziewczyna. - Przed chwilą. Anastazja jest przy nich, a mnie posłała po panienkę i lady Ais gdy tylko zobaczyła, że dziewczynki się budzą. I posłała też po lorda Tristana - wyjaśniła, bo słusznie spodziewała się, że Rael o to zapyta.
        - Idę - oświadczyła natychmiast panna Biennevanto. Mówiła stanowczo, lecz i tak nim ruszyła w stronę posiadłości, zerknęła kontrolnie na elfią dyplomatkę, która towarzyszyła jej podczas spaceru. Ona zgodziła się skinieniem głowy z decyzją i niebianki i w ten sposób we trójkę - razem z prowadzącą je Mimi - ruszyły w stronę posiadłości.
        Rael nie wiedziała co zrobi, gdy dotrze do zielonego saloniku. Próbowała coś wymyślić po drodze, lecz w jej głowie tłoczyły się miliony myśli, które co prawda co do jednej był związane z rannymi siostrami, ale nie prowadziły do żadnych konkretnych wniosków i pomysłów. Ostatecznie więc weszła do pokoju z pustą głową, reagując na bieżąco.
        Biennevanto zapukała dyskretnie, po czym uchyliła drzwi. Zerknęła do środka i dopiero gdy zorientowała się w sytuacji (i nie została przez nikogo gwałtownie wyproszona) weszła do środka. Jeśli Ais również zdecydowała się wejść, przytrzymała jej drzwi, a w przeciwnym razie je zamknęła.
        - Witajcie - zwróciła się do całej grupy osób siedzącej wokół łóżka, na którym kuliły się dziewczynki. Widok Tristana zaskoczył ją tylko odrobinę, w końcu Mimi uprzedziła, że lord również został wezwany. Co ją bardziej zaskoczyło, to widok zwierzątek głaskanych przez rudowłose siostry. Widziała jednak, że obecność Iskierki i Śnieżka wpływała kojąco na dzieci i bardzo pochwaliła w duchu pomysł, by je tu przyprowadzić. Od razu pomyślała, że to z inicjatywy Tristana - pasowało to do niego, potrafił myśleć niekonwencjonalnie i wykazywał się dużą empatią.
        - Jestem Rael - przedstawiła się dziewczynkom, gdy podeszła już bliżej. Na nią siostry reagowały lepiej niż na Tristana, wszak była kobietą i to o wyglądzie, który kojarzył się raczej z kimś dobrym i godnym zaufania - ładna, złotowłosa, w różowej sukience i uśmiechająca się ciepło, choć z trudem. Nawet bez większego problemu mogła przysiąść na posłaniu, choć wybrała miejsce w miarę daleko od dzieci, by nie naruszać ich strefy komfortu, która przez traumatyczne doświadczenia gwałtownie się rozszerzyła, zwłaszcza względem dorosłych, a już w szczególności mężczyzn. Biedny Tristan, z pewnością było mu ciężko, gdy mimo najszczerszej chęci pomocy, był z góry uważany za wroga i niebezpieczeństwo. Jak dobrze, że wcześniej wymyślił ten wybieg ze zwierzakami, bo w przeciwnym razie nadal sterczałby w okolicy wejścia do salonu… A poza tym wszystkim było lżej, gdy mogli choć przez chwilę skupić uwagę na pupilach.
        - Mimi, mogłabyś… - Rael zwróciła się do służącej, wskazując jej karafkę z wodą stojącą na stoliku w salonowej części pokoju. Pomyślała, że być może dziewczynkom będzie chciało się pić i nie wiedziała, czy ktoś wcześniej zaproponował im wodę.
        - Jak się czujecie? - zwróciła się do nich z prawdziwą, nieprzekoloryzowaną troską. - Coś was boli? - doprecyzowała, by w razie czego móc im ulżyć. Nie dopytywała o nic, co było związane z napadem, ich rodziną, tym skąd i dokąd zmierzały - wolała zostawić tę część Tristanowi, bo wierzyła, że on sobie z tym poradzi znacznie lepiej od niej. Nie chciała zalać się łzami przy pierwszym pytaniu. Zamierzała jednak zostać w pokoju, bo być może będzie mogła delikatnie wpłynąć na tok rozmowy.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 8 miesiące temu

Ais nie weszła do środka, odprowadziła Rael pod same drzwi, ale uznała, że zbyt duża ilość osób w pomieszczeniu nie będzie dobra dla dzieci i miała rację. Kiedy dziewczynki nieco się uspokoiły, wycofała się także Anastazja, nie wyszła jednak z komnaty, tylko przeszła do części salonowej, poinstruowała przy tym służące by te opuściły pomieszczenie. Gdy zjawiła się Rael i Mimi, tej drugiej Anastazja również zakomunikowała, by nie rzucała się w oczy. Nie kazała jej jednak wyjść, tylko wycofać się na bezpieczną odległość. Mimi stanęła pod drzwiami, ruszyła się dopiero, kiedy przywołała ją Rael. Tymczasem staruszka usadowiła się w fotelu z dala od łóżka. Miała na wszystko baczenie, ale nie chciała robić zbyt dużego tłoku wokół i tak już skrępowanych dziewczynek. Musiała jednak przyznać, że ona nie wpadłaby na pomysł, by do uspokojenie sióstr użyć zwierząt, to był dobry plan, po prostu dość nowoczesny jak dla starowinki. Tak więc Anastazja siedziała z dala od głównych wydarzeń, dając przestrzeń Tristanowi. Tego dnia miała na sobie granatową, ciężką suknię bez rękawów, a spod niej wychodziła bardzo ładna, haftowana, biała bluzeczka, z długim rękawem i kołnierzykiem spiętym przy szyi srebrną broszką w kształcie róży. Włosy miała zaczesane do tyłu, zaplecione w długi, siwy warkocz, który upięto na kształt koka. Jak zwykle była skromna, ale elegancka. Prawdę mówiąc, choć jej stroje nieco różniły się od strojów Ais, czy Rael, można byłoby pomylić ją z arystokratką, która po prostu nosi się skromnie. Na jej uszach nie wisiały duże kolczyki, szyi nie zdobiła kolia, a głowy korona. Jej suknie nie miały warstw falban, koronek, czy wstążek, a mimo to Anastazja wyglądała godnie i bardzo dystyngowanie, niczym nestorka rodu an Anlagorth. A obcy bardzo łatwo mógłby pomylić ją z babcią Tristana.

Lord odwrócił głowę w stronę drzwi usłyszawszy dźwięk klamki. Nie spodziewał się tutaj Rael... A może właściwie spodziewał? Nie miała wobec tej sytuacji żadnych obowiązków, ale czuł, że nie będzie potrafiła po prostu przejść nad problemem do porządku dziennego.
Rudowłose dziewczynki bardzo mocno skupiły się na Iskierce i Śnieżku, jednak kiedy zobaczyły wchodzące do pokoju postaci, zaniepokoiły się. Młodsza nico mniej, ale starsza objęła mocniej swoją siostrę jedną ręką, jakby chciała ją chronić. Obie jednak nie darzyły obcych zaufaniem. Nawet Rael. Arina wręcz wycofała się nieco, kiedy niebianka przysiadła na łóżku. Nie było jednak paniki, żadna nie wpadła w płacz ani nie uciekła.

Tristan siedział daleko od rodzeństwa. Na samym brzegu, w nogach łóżka. Nie chciał bardziej się zbliżać, by nie naruszać kruchego spokoju jaki nastał. Pozwalał dziewczynkom powoli przyzwyczaić się do sytuacji. Rael siedziała z drugiej strony, ciut bliżej sióstr, ale też nie za blisko. Mimi podała szklankę z wodą niebiance, a ta łagodnie przesunęła dłonie w stronę dziewczynek. Starsza spojrzała na nią podejrzliwie. Młodsza natomiast, jakby znacznie spokojniejsza, uniosła wzrok i utkwiła go w szklance. Potem spojrzała na kota i znów na wodę. W końcu, kiedy Śnieżek położył się na jej nogach, Sara wyciągnęła rączki w stronę niebianki. Jej przedramiona były bardzo szczupłe i nosiły znamiona pobicia w postaci sińców. Chwyciła kryształową szklankę w obie dłonie i niepewnie przystawiła ją sobie do ust cały czas spoglądając na otoczenie. Napiła się i odwróciła do siostry.
- Masz - powiedziała.
- Nie chcę - odparła jej Arina.
- No masz, masz - ponagliła ją. Arina spojrzała na Tristana, potem na Rael, potem na Mimi stojącą w głębi pokoju, jakby sprawdzała czy ktoś przypadkiem zaraz jej nie skrzyczy. W końcu puściła siostrę, którą do tej pory obejmowała, wzięła od niej szklankę i napiła się. Kiedy to zrobiła, znów utkwiła wzrok w niebiance. Kobieta była jednak za daleko by podać jej szklankę z powrotem. Arina przeniosła wzrok na mężczyznę. Ewidentnie nie wiedziała co zrobić. Mimi, chcąc pomóc, uśmiechnęła się łagodnie do rudowłosej i choć stała daleko, wyciągnęła dłonie, pokazując, że szklankę można oddać jej. Arina spojrzała na służącą i kiwnęła głową, choć było to ledwie dostrzegalne. Mimi podeszła do łóżka i odebrała naczynie od dziewczynki, po czym wycofała się taktownie.

Sara po wypiciu wody znów skupiła się na kocie, który leżał rozwalony jak długi na jej nogach, a właściwie przelewał jej się przez nogi i mruczał głośno. Dziewczynce wyraźnie się to podobało. Arina natomiast machinalnie gładziła po sierści chodzącą wokół niej Iskierkę, jednak jej wzrok cały czas obejmował pomieszczenie, jakby w każdej chwili spodziewała się ataku. Spojrzała po raz wtóry na Rael, tym razem chyba trochę mniej przerażonym wzrokiem.
- W... Wsz... Wszystko... - wyjąkała, mając rzecz jasna na myśli, że boli ją całe ciało.
- G... Gdz.. Gdzie jesteśmy? - spytała, jej wzrok błądził od Rael do Tristana.
- W Lawendowym Dworze - powiedział spokojnie mężczyzna. - Niedaleko Rododendronii. Jestem gospodarzem tego miejsca - wyjaśnił. Celowo tak dobrał słowa. Powiedzenie "panem", lub "lordem" brzmiało zbyt wyniośle, znów użycie słowa "właściciel" wydawało mu się zbyt bezosobowe.
- I rodzice... N... Nie żyją? - zapytała. Tristan pokiwał głową. Arinie pociekły łzy, a Sara odwróciła się bokiem i przytuliła do siostry. O śmierci rodziców zostały poinformowane przez Anastazję, ale najwidoczniej szukały potwierdzenia.
- G... Gdz... Gdzie są? - Arina przełknęła łzy.
- Rano zostali pochowani niedaleko lasu - wyjaśnił rzeczowo mężczyzna. Arina zaczęła głośniej oddychać, wyraźnie czuła się coraz gorzej i wyglądało to tak jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem.
- Ile masz lat? - zapytał ciemnowłosy chcąc zająć umysł dziewczynki czymś innym.
- Trzy... Trzy... Trzynaście - dziewczynka jąkała się nadal, mimo tego, że wyglądała na spokojniejszą. Tristan celowo nie zwracał na to uwagi. Nawet jeżeli miała wadę wymowy to nie był ani czas, ani miejsce na rozmowy o tym. Być może jednak był to nadal efekt stresu i płaczu.
- A ty? - Spojrzał na młodszą. Sara odwróciła się i spojrzała na mężczyznę oczami pełnymi łez. Nic nie powiedziała, ale wyciągnęła obie dłonie i rozłożyła wszystkie palce.
- Dziesięć - rzekł Tristan, a Sara pokiwała głową. - Dobrze, dobrze - mówił spokojnie zupełnie się nie ruszając, nie chciał skruszyć cienkiego lodu po którym stąpał.
- Wiecie dokąd jechaliście?
Arina pokręciła przecząco głową.
- A jak długo byliście w drodze?
- Cz... Cztery dni. Al... Albo pięć... Nie... Nie wiem.
- Jechaliście do domu? - dopytywał. Arina znów pokręciła głową.
- Do krewnych? - odpowiedź się powtórzyła, ale dziewczynka chciała coś do dać.
- M... Mamy tylko mamę.
- A tata? - zapytał lord. I tym razem odezwała się młodsza.
- To tak naprawdę nie był nasz tata. Nasz tata umarł. A mama była chora, bo urodziła braciszka i on też umarł. - Młodsza jakoś lepiej to wszystko znosiła, może dlatego, że głównie interesowała się kotem, a może dlatego, że była mniej poobijana i chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego co się z nią stało. Istniała też opcja, że była w takim wieku, gdzie dzieci mimo traum jeszcze próbują rozmawiać. A może po prostu była bardziej otwarta. Istniało wiele wyjaśnień.
- On... On chciał... Ch... Chciał nas sprzedać - wyjąkała Arina. Tristan spojrzał na dziewczynkę i zmarszczył pytająco brwi.
- Sprzedać?
Arina pokiwała głową.
- S... Sprzedać. Tak, tak mówił. Mówił... M... Mamie, że nas sprzeda. Ż... że jesteśmy bezużyteczne i mama. Ż... Że mama zabiła braciszka. A to nie... nieprawda. Ja... Ja już nie jestem dzieckiem, a nasz braciszek po prostu umarł i to nie... nie była... ni... niczyja wina. M... Mama się rozchorowała. Nie... Nie jadła, nic nie... nie mówiła. Le... leżała tylko.
- Czy... - westchnął Tristan zanim dokończył. Było mu ciężko. Okazywało się bowiem, że życie tych dzieci już przed wypadkiem było koszmarem. To sprawiało, że coraz trudniej mu było zadawać pytania. - Czy mama miała jakiś krewnych? - zapytał w końcu, chociaż Arina powiedziała wcześniej, że miały tylko mamę. Dziewczynka zaprzeczyła.

Więc byli w sytuacji gorszej niż się spodziewał. Ich ojciec nie żył, ojczym również, a matka nie miała żadnych krewnych. Na krewnych ojczyma nie było co liczyć, prawdopodobnie dziewczynki w ogóle ich nie znały, a nawet jeśli, to czy można było im zaufać? Skoro ten mężczyzna chciał sprzedać dzieci... Tristan, po słowach Ariny wywnioskował, że ich matka cierpiała najprawdopodobniej z powodu śmierci dziecka, dlatego nie jadła i nie wstawała. Być może miała też dolegliwości fizyczne. Domyślał się, że mężczyzna, który z nimi jechał, chciał oddać dziewczynki, bo nie były jego, a matka była zbyt słaba by protestować. Może była bardziej chora niż wydawało się jej córkom.

- K... Kiedy... Kiedy mamy sobie... i... iść? - zapytała starsza. Tristan znów spojrzał na nią badawczo.
- Iść? Nie. Nie musicie sobie nigdzie iść. Zostaniecie tutaj - poinformował. Nie miał bladego pojęcia co będzie jak wydobrzeją, ale na razie były w fatalnym stanie i nie istniała taka możliwość, by gdziekolwiek je oddalać. Wyglądało to tak, jakby Arina spodziewała się, że zostanie wyrzucona z tego miejsca. Tristan mógł się tylko domyślać dlaczego. Zapewne tego były nauczone, przeganiania z miejsca na miejsce, niskiego poczucia własnej wartości i odpychania.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 8 miesiące temu

        Rael wykazywała się największą cierpliwością i empatią, jaką tylko mogła - wiedziała, że popędzanie dziewczynek tylko sprawi, że się spłoszą i trudniej będzie do nich dotrzeć. Swoje pytania i propozycje wypowiadała jak najłagodniejszym głosem i baczyła na ruchy, by zbyt gwałtowną gestykulacją nie wywołać w siostrach zbyt traumatycznych skojarzeń. W życiu by ich nie skrzywdziła i również Tristan nigdy by im krzywdy nie zrobił, ale one tego nie wiedziały, wszyscy dorośli stali się dla nich nagle wrogami... Szczególnie dla starszej Ariny, w której oczach widać było nieufność i strach - przy niej wystarczyłoby pewnie podnieść głos o ton wyżej, by zaraz zaczęła się kulić albo zamknęła się w sobie. "Biedne dziecko...", pomyślała z żalem Rael. Czuła się niepewnie za każdym razem, gdy chciała zmniejszyć dystans między sobą a dziewczynkami - zarówno tę fizyczną, jak i metaforyczną. Z tym że błąd w zmniejszaniu tej pierwszej był w miarę prosty do naprawienia, wystarczyło uważnie obserwować i w odpowiednim momencie się wycofać. Z tą drugą było gorzej, ale może w końcu się uda…
        Pewnym małym sukcesem było to, że młodsza z sióstr wzięła od niej szklankę z wodą. Biennevanto postarała się przy tym uśmiechać - tak, by dziewczynka była pewna jej dobrych zamiarów. Oboje - i ona i Tristan - chcieli się nimi zaopiekować i zapewnić im bezpieczeństwo.
        - Och... - westchnęła z żalem niebianka, gdy starsza z sióstr przyznała się, że boli ją całe ciało, widząc jednak, że w końcu zebrała ona w sobie odwagę do rozmowy na razie nie mówiła nic więcej, nie wychodziła z żadną propozycją: słuchała. I coraz trudniej było jej nie okazywać, jak bardzo była poruszona i wzruszona historią wyłaniającą się z krótkich, rwanych odpowiedzi Ariny. Z jakiegoś powodu założyła, że te dwie dziewczynki miały wcześniej kochających rodziców, normalny dom, że ich życie było beztroskie tak, jak powinno być życie dziecka. Tymczasem okazało się, że i wcześniej doświadczyły wiele cierpienia i niesprawiedliwości. Już sama utrata ojca była przykrym wspomnieniem, które oczywiście mógłby zatrzeć troskliwy ojczym, lecz na takiego niestety nie trafiły - z jakiegoś powodu wielu mężczyzn decydując się na życie z kobietą, nie chciało jednocześnie przyjąć jej dzieci, uznając je chyba za rywali... Okropne, lecz jakże częste. Ojczym Ariny i Sary był jednak jeszcze gorszy, bo najwyraźniej nie kochał nawet kobiety, z którą się związał, bo jak w przeciwnym razie mógłby być dla niej tak okrutny, by oskarżyć ją o zabicie ich wspólnego dziecka? Potwór... Rael, choć z natury była współczująca i dobra, nie umiała już w tym momencie go żałować - czuła swego rodzaju ulgę, że ktoś tak plugawy opuścił ten świat. Nadal jednak ściskał ją żal, gdy myślała o jego zamordowanej żonie i tych dwóch biedactwach, które zostały teraz same na świecie...
        Nagle zadane przez Arinę pytanie sprawiło, że Rael nie była w stanie ukryć swojego zaskoczenia - jak to "kiedy mają sobie iść"? Była w szoku, że w umyśle tego dziecka mogła zrodzić się taka myśl - że w życiu zaznała już zapewne tyle zła ze strony dorosłych, że nie spodziewała się teraz niczego dobrego. Nie zaznały z siostrą miłości i troski, przez te lata z ojczymem nie czuły się bezpieczne, a w ich oczach świat był przeciw nim... Biedactwa...
        - Nie musicie sobie nigdzie iść - wtrąciła się w końcu, jak echo wypowiadając dokładnie to samo zdanie co Tristan. Zerknęła na niego odruchowo i wtedy dojrzała, że mimo doskonale zachowanej powagi i spokoju, na dnie jego oczu widoczne było wielkie psychiczne zmęczenie. Chyba teraz to ona powinna przejąć pałeczkę w tej rozmowie.
        - Arino, podaj mi rękę, proszę - zwróciła się do starszej dziewczynki, wyciągając do niej dłoń. Był to gest bardzo spokojny, ostrożny, delikatny, byle tylko jej nie spłoszyć. Pilnowała też swojego tonu, by go nie unosić.
        - Nie zrobię ci krzywdy, chcę pomóc na twój ból, użyję zaklęcia, który go uśmierzy na jakiś czas - wyjaśniła, widząc jak Arina wyraźnie wzbrania się przed tym kontaktem. - Jeśli będziesz chciała, w każdej chwili przerwiemy i będziesz mogła zabrać rękę. To nie będzie bolało, poczujesz tylko ciepło.
        Biennevanto cierpliwie czekała, aż dziewczynka przełamie swoją nieufność i w końcu położy dłoń na jej dłoni. Objęła jej chłodne, kruche palce tylko jedną ręką, by Arina nie poczuła się jak w kleszczach - tak naprawdę nie musiała naprawdę używać siły, by zabrać dłoń. Na razie jednak Rael skupiła się na zaklęciu, którego użyła również poprzedniego dnia. Od razu poczuła pewną poprawę, osiągnięcie wymiernego efektu nie wymagało od niej tyle skupienia i siły, co podczas pierwszej próby - widać było, że jej rany zaczęły się goić, a młody organizm szybko się regenerował.
        - Lepiej? - upewniła się, podnosząc wzrok na Arinę. Dziewczynka tylko kiwnęła głową. - Wytrzymaj jeszcze chwilkę…
        Rael mówiła trochę nieprzytomnym głosem, jakby była skupiona na czym innym, bo w istocie tak było. Ze względu na mniejsze wymagania mogła poświęcić część uwagi na rozmowę z dziewczynką, ale właśnie - tylko część. A gdy myślała o dwóch rzeczach na raz, nie ryzykowała składania dłuższych zdań. Chciała tylko upewnić się, czy wszystko w porządku. Po chwili zresztą poczuła, że jej zaklęcie swobodnie przepływa przez ciało Ariny, jakby wymyło z niej cały ból.
        - Gotowe - uznała wtedy na głos Biennevanto, ostrożnie puszczając dłoń dziewczynki. Zaraz wyciągnęła rękę do jej siostry. - Ty również? - zaproponowała.
        Rael ujęła młodszą dziewczynkę za dłoń, która była jeszcze mniejsza i jeszcze bardziej krucha niż siostry - prawie jak u porcelanowej lalki. Biennevanto przypomniała się z jakiegoś powodu laleczka od Prim, ta księżniczka, którą kiedyś się bawili we czwórkę. Naszła ją bardzo cierpka myśl, że tamta zabawka miała znacznie lepsze życie niż dziecko, które miała przed sobą.
        - Teraz jesteście bezpieczne, nic wam się nie stanie - zapewniła je. - Pomożemy wam.
        Rael z rozmysłem mówiła w liczbie mnogiej. Co prawda była w tej posiadłości tylko gościem i miała tu zostać jeszcze raptem parę dni, ale obok niedoli tych dwóch biedactw nie mogła przejść obojętnie.
        - Czy coś wam jeszcze dolega? - upewniła się. - Czegoś wam trzeba, jesteście może głodne albo chcecie pobyć chwilę same?
        Choć wszyscy mieli pewnie jeszcze wiele pytań, błogosławiona pomyślała, że być może należy siostrom dać czas by mogły chwilę pobyć same - po trudnej rozmowie z Anastazją i po tej krótkiej rozmowie z Tristanem pewnie były już psychicznie wykończone. No i fizycznie pewnie trochę też, bo z takich obrażeń nie da się tak łatwo pozbierać w jedną noc, nie gdy korzysta się z tradycyjnej medycyny. Od razu pomyślała też, że mimo tego jak sformułowała pytanie, dziewczynki nie powinny zostawać tak całkiem same, ale chyba wybaczą jej to drobne niedomówienie...

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 8 miesiące temu

Tristan nie okazywał tego co naprawdę czuł. To nie był ani czas ani miejsce na jego prywatne odczucia. To co się w nim kotłowało było połączeniem wielu emocji. Złość i wściekłość, że ktoś potraktował te biedne istoty w ten sposób. Niedowierzanie w to co mówiły, w to, że ich własny ojczym chciał je sprzedać. Szok po pytaniu Ariny... W jego głowie nie mieściło się to wszystko. Nawet przez myśl nie przeszło mu by dokądkolwiek je odesłać. Zupełnie nie spodziewał się takiego pytania. Dla niego było oczywiste, że zostaną tutaj i będą się nimi opiekować. Współczuł im i czuł żal, okrutny, ogromny żal, jakby ktoś właśnie zrobił mu dziurę w sercu. Nie spodziewał się, że te biedne istoty miały taką przeszłość. Zakładał, tak jak Rael, że dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo, w ciepłym domu, z kochającymi rodzicami. Tymczasem było zupełnie inaczej. Umarł im ojciec, a ojczym okazał się potworem. Straciły brata, a matka zachorowała tak mocno, że władzę nad rodziną przejął mężczyzna, który w ogóle nie powinien do niej wchodzić, skoro nie akceptował dzieci swojej żony. A to, że chciał je sprzedać, czy oddać... to już było prawdziwe bestialstwo. Przez myśl przeszło mu, że może to lepiej, że zginał. Na ogół tak nie myślał, ale w tym przypadku ulżyło mu, że ten człowiek nie zniszczy już życia żadnemu dziecku, czy kobiecie.

Tristan był silnym mężczyzną, naprawdę wiele przeżył, ale były sytuacje, w których nawet jemu było ciężko. Nie załamywał się, bo to nie leżało w jego naturze, ale w środku czuł zmęczenie. Musiał mierzyć się z rzeczami, które były bardzo trudne i wyczerpywały psychicznie. Mimo to lord był gotowy poświęcić tej sprawie o wiele więcej niż można się było spodziewać.

Arina była bardzo niepewna i nieufna. Nie chciała podać ręki niebiance. Patrzyła na nią z wyraźnym przerażeniem w oczach. Wymiana spojrzeń jej i Rael wydawała się trwać w nieskończoność. Ale nikt nie zamierzał popędzać dziewczynki. W końcu, bardzo nieśmiało i powolutku dziewczynka wyciągnęła bladą dłoń w stronę jasnowłosej. Kiedy niebianka dotknęła skóry dziewczynki, wyglądało to tak, jakby Arina chciała odsunąć dłoń, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Nic nie powiedziała, ale na jej twarzy było widać wielką ulgę. Magia Rael musiała podziałać. Dziewczynka zrobiła się zdecydowanie mniej blada, a na jej porcelanowych policzkach pojawiły się lekkie rumieńce, jakby nagle zrobiło jej się ciepło.

Sara też nie była pewna, czy podać rękę kobiecie, która ją o to prosiła, ale w końcu się przekonała i ich kontakt trwał zdecydowanie krócej niż przy siostrze. Młodsza poczuła się lepiej praktycznie od razu, bo nawet nieśmiało uśmiechnęła się w stronę Rael. Kiedy jednak niebianka zapytała czy czegoś im trzeba, Sara spojrzała w jej stronę niepewnie. Odwróciła się do siostry i pociągnęła ją za ramię. Arina przechyliła się w jej stronę, a Sara szepnęła jej coś na ucho. Ari spojrzała na niebiankę, zupełnie ignorując Tristana, jakby celowo nie patrząc w jego stronę.
- O... ona... Musi... Musi... - próbowała powiedzieć, ale było to dla niej wyraźnie krępujące. Na ratunek przyszła Mimi, która w lot pojęła, że młodsza z sióstr, zapewne musi siusiu.
- Już, już... - odezwała się łagodnie służąca. Jej głos był miękki i spokojny, a ruchy delikatne. Okazało się, że Mimi potrafi być mniej energiczna niż na co dzień. Powolutku podeszła do łóżka od strony, po której siedziała Sara.
Tristan też szybko pojął o co chodzi dziewczynce i wstał powoli z posłania.
- Zostawimy was teraz - rzekł. - Jeśli będziecie czegoś potrzebować, możecie o to prosić. Postaramy się, żeby zawsze ktoś przy was był, a jeśli będziecie zupełnie same i będziecie chciały kogoś przywołać... - Zrobił krok do przodu i pokazał im szarfę wiszącą przy łóżku, na jej górze umocowany był dzwonek. - Wystarczy pociągnąć i ktoś się zjawi - mówił bardzo rzeczowo, ale łagodnie, bo nie przestraszyć sióstr. Potem obszedł łóżko i podał ramię Rael. Ukradkiem spojrzał na Anastazję, a w jego oczach widać było pytanie, czy starsza pani nie potrzebuje pomocy. Ana ledwo dostrzeganie poruszyła głową, a Tristan zrozumiał, że sobie poradzi i zapewne wyjdzie krótko po nich.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 8 miesiące temu

        - Och. - Rael również szybko pojęła, co chciała przekazać starsza z sióstr w imieniu młodszej. Nie zamierzała w ogóle o nic dopytywać by się upewnić, tylko zaraz wstała z posłania, by bez dodatkowych komentarzy zaprowadzić małą za potrzebą, ale Mimi ją w tym ubiegła. Biennevanto posłała jej wdzięczne spojrzenie przez szerokość łóżka. Wiedziała, że ta dziewczyna miała dobre serce, a łagodność, jaką w tym momencie zaprezentowała, przechodziła najśmielsze oczekiwania. Nie było więc sensu by jej przeszkadzać - Biennevanto była przekonana, że służąca doskonale sobie poradzi. Nie pozostało więc chyba nic innego, jak dać dziewczynkom chwilę odetchnąć. Tristan musiał być podobnego zdania, gdyż zbliżył się do niebianki i zaoferował jej ramię, a ona je bez zastanowienia przyjęła.
        - Odpocznijcie - zwróciła się jeszcze do dziewczynek, gdy wychodzili razem z lordem z komnaty. Nim jednak opuściła pokój, zwróciła się jeszcze do Anastazji.
        - W razie czego proszę mnie zawołać - zasugerowała cicho, nie konkretyzując jednak czym miało być to “w razie czego”, bo mogło to być cokolwiek. Brała pod uwagę zarówno to, że starsza pani chciałaby odpocząć, jak również to, że mogłaby się być może przydać przy dziewczynkach, choć to chyba bardziej w ramach towarzystwa, bo służące świetnie sobie radziły z zadaniami pielęgnacyjnymi.

        Na korytarzu, nadal trzymając Tristana pod ramię Rael przeszła z nim jeszcze kilka kroków, nim zdecydowała się po raz kolejny przemówić. Najpierw jednak kontrolnie na niego zerknęła, jakby chciała się upewnić co do jego nastroju.
        - Miałeś świetny pomysł ze zwierzakami – pochwaliła. – Widać było, że dziewczynki się dzięki temu trochę rozluźniły i dzięki temu dało się z nimi rozmawiać… Bardzo dobrze z nimi rozmawiałeś, wydaje mi się, że dużo ci powiedziały jak na ich stan… – dodała, po czym lekko się zawahała, nie mogła jednak utrzymać na wodzy swoich emocji i w końcu westchnęła i przemówiła, kręcąc lekko głową z niedowierzaniem.
        - To straszne – powiedziała szeptem, gdy już odeszli kilka kroków od drzwi zielonego salonu i była pewna, że nie zostanie usłyszana przez przebywające w środku osoby. – Te dziewczynki tyle wycierpiały… To straszne, że nie miały dzieciństwa, które było spokojne, beztroskie i bezpieczne… Jak można być takim potworem, by chcieć sprzedać dzieci? – pytała, choć były to pytania zadane w przestrzeń, bo nie patrzyła przy tym na Tristana. Dopiero gdy skończyła mówić podniosła na niego wzrok.
        - Dziewczynki nie mają nikogo bliskiego – zauważyła równie cicho co do tej pory. – Nie wiem czy już o tym myślałeś, ale ja chciałabym znaleźć dla nich rodzinę. Tak, by nie musieć ich rozdzielać... I by dłużej nie żyły w takim strachu i beznadziei. Żadne dziecko nie zasługuje na coś takiego – mruknęła, nim wróciła do meritum sprawy. – Przychodzi mi do głowy kilka osób, które mogłyby nam w tym pomóc, bo albo sami mogliby je przygarnąć, albo mogą znać kogoś, kto by chciał… Ale to osoby z różnych, naprawdę różnych rejonów Alaranii, sądzisz, że to mógłby być jakiś problem? No i nie chciałabym z nimi rozmawiać bez twojej zgody – zastrzegła. – Bo może masz inny pomysł, może znasz kogoś na miejscu, kto mógłby pomóc…
        Biennevanto w końcu zamilkła – chyba nie było sensu już nic więcej dodawać w tej kwestii.
        - Jak się czujesz? - zapytała w końcu z troską, bo rozumiała, że to dla niego bardzo ciężkie przeżycie. Trzymał się, pilnował wszystkiego co działo się w jego dworze i to działało wręcz perfekcyjnie, lecz on nie mógł być z tym sam.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 8 miesiące temu

Mimi raczej nie spodziewała się, by panienka z wyższych sfer chciała pomóc dziecku przy załatwianiu potrzeb, dlatego się wtrąciła. Zresztą byłą służącą i takie zadania również należały do jej obowiązków. W odróżnieniu od szlachcianek Mimi nie brzydziła się ludzkimi potrzebami. Tym bardziej jeśli chodziło o dzieci. Nie pierwszy raz przez te lata gościli w domu małych ludzi.

Tristan milczał kiedy wychodzili z komnaty. Dopiero kiedy Rael się odezwała spojrzał na nią przelotnie.
- Niezależnie z kim ma się do czynienia, kiedy ktoś jest przerażony, czy w amoku, trzeba znaleźć sposób, by go uspokoić. A najlepiej zrobić to odwracając uwagę. Dzieci reagują na domowe zwierzęta, bo te wydają się im przyjazne. Człowiek może je skrzywdzić, mruczący kot czy pies, który merda ogonem nie. Odwrócenie uwagi, pierwsze co się robi, gdy dziecko nie może się uspokoić - wyjaśnił, ale był przy tym niesamowicie poważny i mówił jakoś tak... Oschle. Sam nie bardzo wiedział dlaczego. Może próbował w ten sposób utrzymać emocje na wodzy. Z płaczącymi dziećmi, bez względu na powód należało postępować podobnie. Płaczący Elowen, kiedy był jeszcze całkiem mały reagował na szmacianego niedźwiadka, a potem, gdy był trochę większy na Śnieżka. Kiedy dziecko płakało i nie mogło się uspokoić należało odwrócić jego uwagę od problemu. Słowa w takich sytuacjach nie docierały do maluchów. Z resztą do dorosłych ludzi również nie.

- Tak, masz rację. To straszne, ale po tym świecie chodzą różni... Zwyrodnialcy... - mruknął. Wychodząc z pokoju stał się przygaszony i małomówny. Przy dzieciach wydawał się pełen troski i miłości, a teraz był zupełnie innym człowiekiem. Wyglądało to tak, jakby przytłoczył go rozmiar tego co usłyszał.
- Mają - rzekł poważnie, kiedy Rael powiedziała, że dziewczynki nie moją nikogo bliskiego. - Mają mnie - oświadczył. Nie, nie zamierzał ich od razu adoptować i przysposabiać, nie o to mu chodziło, ale w tej chwili były tutaj, w jego dworze. Napadnięto je na jego terenach i nie zamierzał oddawać ich w obce ręce, póki nie wydobrzeją.
- Rael... - zaczął. - Posłuchaj mnie uważnie. Zabito im matkę, zgwałcono i pobito. Chyba nie sądzisz, że po jednym dniu od tego wydarzenia zacznę szukać dla nich domu. Są tutaj i póki nie wydobrzeją tutaj zostaną. Myślisz, że mógłbym oddać je z jednego obcego miejsca w drugie? A co jeżeli Arina jest w ciąży? Co powiem jej przyszłym rodzicom za trzy, cztery miesiące? Nie minął nawet jeden dzień. Dajmy im odpocząć. Niech przyzwyczają się do jednego miejsca zanim zostaną oddane w drugie. Nie znam w tej chwili żadnej rodziny, która chciałaby przyjąć pod swój dach dwie, duże dziewczynki, poobijane, jąkające się, z których jedna za chwilę może urodzić dziecko, choć sama nim jest. Nie chodzi mi o to by je rozdzielać, ale nie uważam, żeby oddawanie ich komukolwiek w tym stanie było dobrym pomysłem. Znajdę dla nich rodzinę, w swoim czasie. To, że w tej chwili nikt nie przychodzi mi do głowy nie znaczy, że nie będę szukał. Nie zrozum mnie źle, po prostu uważam, że nie należy działać pochopnie. To miłe, że przychodzą ci do głowy osoby, które mogłoby się nimi zająć, ale pomyśl o tym raz jeszcze. Pomyśl o tym, że te dzieci nie są arystokratami, nie znają etykiety, języków, może nawet nie potrafią pisać i czytać. To bardzo szlachetne, że chcesz szukać dla nich domu już teraz, ale jeśli potencjalni rodzice zapytają cię o nie to co im odpowiesz? Wiesz tylko tyle, że zostały skrzywdzone. Nie znasz ich charakterów, nie wiesz, czy są spokojne, czy wręcz przeciwnie. Czy wolą spać razem, czy osobno. Czy boją się ciemności, czy są łakomczuchami, czy niejadkami. A może są na coś chore. Pomyśl o tym wszystkim. Gdybym miał zostać rodzicem dzieci w tym wieku chciałabym o nich wiedzieć jak najwięcej. A w tej chwili nikt o nich nic nie wie. Są pod moją opieką, kiedy je oddam muszę mieć pewność, że nie skrzywdzę ani ich, ani ich rodziców. Więc muszę je poznać, by zdecydować komu i kiedy je oddam. Muszę poznać je i ich potencjalnych opiekunów. Nie oddam ich ludziom, których nie będę pewien.

Tristan starał się myśleć jak najbardziej trzeźwo. Nie mógł oddać dziewczynek komukolwiek. Raz, że nie chciał skrzywdzić dzieci, dwa nie chciał skrzywdzić także potencjalnych rodziców. Musiał znać dwie strony, by podjąć jakąkolwiek decyzję. Poza tym, tak jak powiedział, minął jeden dzień i w tej chwili decyzja o oddawaniu tych dzieci gdziekolwiek nie była dobrym pomysłem.
- Zmęczony - odparł spokojnie.
- A ty? - zapytał. - Jak sobie radzisz? Wiesz, że nie masz obowiązku zajmować się tą sprawą? Nie chodzi o to, że chcę cię od niej odsunąć, po prostu nie musisz... Jeśli nie chcesz...

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 8 miesiące temu

        Rael pokiwała głową - Tristan miał rację w kwestii postępowania z przerażonymi bądź nawet zwyczajnie zdenerwowanymi osobami, lecz czym innym jest teoria, a czym innym praktyka. Wiele osób nawet wiedząc o tym sposobie postępowania próbowałaby raczej zagadać dziewczynki, a lord doskonale dobrał metody do sytuacji. To pewnie kwestia doświadczenia z dziećmi - jego własne były co prawda dużo młodsze, ale i tak Tristan miał w sobie odpowiednią ojcowską wrażliwość i znał się na postępowaniu z najmłodszymi. Skąd więc brał się ten jego ton? Rael spojrzała na niego z niepokojem i troską. Brzmiał, jakby był zły, ale w jego oczach widać było jakiś żal.

        Reakcja Tristana i ten ton, którym się do niej zwrócił, a nawet samo to zdanie, którym zaczął - “Posłuchaj mnie uważnie” - brzmiały, jakby ją strofował. I Rael trochę tak się poczuła, zrobiło jej się odrobinę przykro, pokornie jednak spuściła wzrok i słuchała przemowy lorda czasami kiwając głową. Nie przerywała, ale to przez to, że wydawało jej się, że być może dzięki temu Tristan się wygada i wyleje z siebie część napięcia, może poczuje się lepiej wyrażając na na głos to, co kotłowało się w jego wnętrzu. Ona to zniesie, ale też później wyjaśni, że trochę źle ją zrozumiał. Może faktycznie powinna inaczej sformułować swoją propozycję…
        - Źle mnie zrozumiałeś - powiedziała po chwili, spokojnie i bez urazy w głosie, bo takowej do Tristana nie żywiła. Strojenie fochów w tym momencie byłoby z jej strony bardzo niedojrzałe.
        - Nie miałam na myśli, żeby odsyłać je już teraz, aby problem był z głowy. Wiem, że to dzieci nie rzeczy i wiem, że wymagają jeszcze opieki, troski, poznania, a samo szukanie im opiekunów wymaga rozwagi, choć może sam status społeczny nie wydawał mi się tak ważny, jak dopasowanie charakteru… - przyznała. Znała przypadki, w których dwie osoby tak do siebie pasowały, że mogły w imię łączących je uczuć jakoś zasypać dzielącą je przepaść. Z drugiej jednak strony na własnej skórze doświadczyła, że czasami przepaść ta jest tak rozległa, że mimo najszczerszych chęci nie można jej przekroczyć. Jakże dziwne, że akurat teraz musiała to sobie przypomnieć… Szybko otrząsnęła się ze wspomnień swojej pierwszej i przy tym nieszczęśliwej miłości.
        - To była… propozycja nieograniczona czasem - podjęła niefortunny temat szukania opiekunów dla dziewczynek. - Teraz czy później, po prostu pomyślałam, że mogłabym w tym pomóc. Wiem jednak, że trzeba najpierw zająć się ich zdrowiem psychicznym i fizycznym, poznać je i może udzielić dalszej opieki. Jedyne co bym mogła zrobić teraz, to zaciągnąć języka, niezobowiązująco… Ale i to niekoniecznie - zastrzegła, by Tristan nie myślał, że zamierza to zrobić. - Wybacz, źle się wyraziłam rzucając tę propozycję - przyznała na koniec, spuszczając pokornie głowę. Gdy tylko nadarzyła się okazja, szybko zmieniła temat.

        Specjalnie czy też przez przypadek, niebianka uniknęła odpowiedzi na pytanie o własne samopoczucie, skupiając się na samej końcówce wypowiedzi lorda.
        - Wiem - przyznała spokojnie, kiwając lekko głową, bardziej jak osoba pogodzona z sytuacją niż potwierdzająca. - Ale właśnie chcę. Bo nie mogłabym siedzieć bezczynnie gdy obok dzieje się coś takiego… I nie chciałabym tak zostawiać ciebie - dodała, nieśmiało zerkając na Tristana, ale nie podnosząc na niego na dłużej wzroku. - Widzę jak się starasz i naprawdę dobrze ci idzie, ale właśnie też to, że cię to męczy. Masz bardzo wiele na swoich barkach, ale musisz być z tym sam. Wiem, jesteś tu gospodarzem i poczuwasz się do odpowiedzialności - zastrzegła, bo wręcz w głowie słyszała jak Tristan użyje tego argumentu. - Po prostu chcę ci pomóc - przyznała, choć nabrała wątpliwości, czy jej pomoc nie będzie bardziej przeszkadzała niż faktycznie dobrze służyła sprawie. Liczyła, że jeśli coś będzie robiła źle, lord Anlagorth po prostu jej to powie.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 8 miesiące temu

Tristan nie chciał urazić Rael, po prostu starał się jak najjaśniej wytłumaczyć jej jak on widzi całą tę sprawę. To było miłe, że chciała pomóc znaleźć im dom, ale naprawdę nie sądził by szukanie go w tej chwili było dobrym pomysłem. Oczywiście nie zamierzał bronić jej czegokolwiek, jeśli chciała do kogoś napisać, mogła to zrobić. Tylko nie bardzo wiedział co ona zamierzała napisać, skoro kompletnie nie znała tych dzieci. Oczywiście cała ta sytuacja była kłopotliwa. Sprawy dworu, jego własna rodzina, czyli Elowen i Prim, no i sprawa małżeństwa, czyli Rael. Wolałby skupić się na jednej rzeczy - czyli w tej chwili na potencjalnym małżeństwie z niebianką, ale cóż... Jak widać nie dane mu było zaznać spokoju. Nie chciał mieszać w to wszystko Rael, bo i po co, skoro ona miała za kilka dni wyjechać, ale ona sama chciała się w to pakować. Nie mógł jej zabronić. Z jednej strony przynajmniej widział jak zachowuje się jasnowłosa w trudnej sytuacji i jak bardzo dba o obce jej osoby. Jednak rozumiał, że tak naprawdę nie powinno jej to dotyczyć, przynajmniej na razie. Gdyby byli małżeństwem to co innego. Tristan starał się myśleć przyszłościowo. Sprawa z Ariną i Sarą była aż nazbyt skomplikowana. Nie mógł oddać ich do sierocińca, to byłoby niegodne. Musiał się nimi zająć, koniec i kropka. Jednak to generowało mnóstwo problemów. Prędzej, czy później Arina i Sara poznają Elowena i Prim, więc będzie musiał siłą rzeczy zaangażować w to wszystko swoje dzieci. Nie mógł ich odizolować. Bał się więc, że koniec końców dziewczynki i jego dzieci przywiążą się do siebie. Bał się też, że przywiążą się do niego. Jednak oddawanie ich w tej chwili gdziekolwiek było poniżej jego godności. Nie miał siedemnastu lat i nie był dzieckiem, potrafił brać na siebie odpowiedzialność, nawet jeśli będzie musiał ponieść tego konsekwencje. W tej chwili miał ochotę usiąść na balkonie z książką w dłoniach i odpocząć, ale nie mógł. Były dni, że życie wydawało mu się strasznie nudne, ale były też takie, kiedy brakowało mu sił. Właściwie tych drugich było zdecydowanie więcej.

Tristan wysłuchał Rael w milczeniu. Szli powoli w stronę komnat niebianki, przynajmniej tak prowadził ich mężczyzna. Uznał, że powinien odprowadzić kobietę do jej pokoi. Nie chciał nadwyrężać jej nerwów i uważał, że zapewne będzie chciała odpocząć. Kiedy jasnowłosa przestała mówić przystanął. Odwrócił się w stronę kobiety i spojrzał na nią poważnie.
- Nie chciałem cię urazić - rzekł i chwycił ją za ramiona, łamiąc w ten sposób wszelkie zasady etykiety. - Wiem, że chcesz dobrze. Masz rację, jestem tu gospodarzem i tak, czuję się za to odpowiedzialny. Dla mnie bycie arystokratą nie polega na tym by bawić się na balach i trwonić pieniądze, tylko na tym, by zajmować się większymi rzeczami i brać odpowiedzialność za to co dzieje się na moich ziemiach. Wiem, że chcesz pomóc... - Widząc, że Rael przez większość czasu patrzy w podłogę ujął ją za podbródek, by na niego spojrzała. - Ale nie po to tu przyjechałaś, a ja postawiłem cię w sytuacji, w której nie powinnaś była się znaleźć. To miał być miły wyjazd, w celu poznania mnie, moich dzieci, tego miejsca, a przeze mnie stanęłaś w obliczu niezwykle trudnej sytuacji. Nie chciałem cię na to wszystko narażać. Poznanie moich dzieci i mnie to i tak bardzo wiele. Zwłaszcza w obliczu przyszłych decyzji. Przepraszam, że wszystko tak się potoczyło. Jeżeli będziesz chciała, jak sama to powiedziałaś, zasięgnąć języka, nie zabronię ci. Chcę tylko byś wiedziała, że nie musisz. Ale ja nie jestem ci w stanie zabronić niczego. I dziękuję, za wszystko co zrobiłaś do tej pory.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 8 miesiące temu

        Gdy Tristan przystanął po jej wypowiedzi, Rael również się zatrzymała i podniosła na niego wzrok, w którym widać było nieme pytanie “czy coś się stało?”. Zaraz przybrała łagodny wyraz twarzy - wystarczyło, gdy zapewnił, że nie chciał jej urazić. Nawet na końcu języka miała szczere zapewnienie, że nic się nie stało, bo wszyscy byli nerwowi, a Tristan i tak był bardzo troskliwy i taktowny, ale nie spodziewała się, że on nagle obejmie ją za ramiona. To zamknęło jej usta i sprawiło, że spuściła wzrok, by scena między nimi nie stała się jeszcze bardziej poufała, niż już była. Od razu zwróciła uwagę na to, że nie powinni się tak między sobą zachowywać, zwłaszcza że Ais nie było w pobliżu, ale niech to, byli dorośli, rozsądni, bez przesady. Zresztą… Potrzebowała tego. Czułość Tristana i jego szczerość naprawdę sprawiały, że łatwiej było jej poradzić sobie z tym wszystkim.
        Biennevanto zerknęła na lorda. O tym, że nie był zwykłym pustym paniczykiem już wiedziała - dał się poznać jako taki, gdy pokazał, że potrafi zdjąć buty by bawić się z dziećmi jak normalny ojciec, gdy tak po prostu zasiadał z Anastazją do kolacji, choć ta nie była wcale arystokratką, a jedynie byłą zarządczynią posiadłości. Był dobrym mężczyzną, który czasami wręcz za bardzo stawiał innych przed sobą.
        Nagle jednak Rael zupełnie straciła wątek. Momentalnie podniosła wzrok na Tristana, gdy ten ujął ją za podbródek. Przeszedł ją bardzo specyficzny dreszcz. Spojrzenie lorda było prawie hipnotyzujące, zapewniało o szczerości, otwartości, trosce. Rael nigdy nie wątpiła w to, że on cały czas ma ją na uwadze, lecz czym innym jest coś wiedzieć, a czym to usłyszeć. To tak jak z miłością w małżeństwie - wiadomo, że się kochają, ale nadal powinni to sobie mówić, by pielęgnować to uczucie. Rodzice Rael mimo że byli ze sobą już trzydzieści lat cały czas zapewniali się wzajemnie o sile swojej miłości.
        - Tristan… - wezwała go po imieniu Biennevanto, gdy już skończył mówić. W jej głosie słychać było pewną bardzo charakterystyczną czułość, która wyrażała wdzięczność, ulgę, ale również trochę współczucie, troskę. I choć to co zaraz miała zrobić zupełnie kłóciło się z jakimikolwiek zasadami etykiety i przyzwoitością, nie zamierzała się przed tym cofnąć. Przytuliła się do Tristana.
        - To ja ci dziękuję. Nie masz mnie za co przepraszać - zapewniła go. - To nie twoja wina, że doszło do tamtego wypadku. Cieszy mnie tak naprawdę, że zająłeś się dziewczynkami, a nie skupiłeś się na zabawianiu mnie, to świadczy o twoim dobrym sercu, które bardzo w tobie cenię. Dziękuję ci, że tak się o mnie w tym wszystkim troszczysz - dodała, podnosząc na niego wzrok. Mówiła całkowicie szczerze, to nie była fałszywa skromność. Ona mogła poczekać, mogła poprosić o więcej czasu na zastanowienie się w sprawie ewentualnych oświadczyn albo o przedłużenie wizyty. Te kilka tygodni czy miesięcy niewiele by dla niej i Tristana zmieniło… A dla Ariny i Sary mógł to być naprawdę kluczowy czas, co ona doskonale rozumiała.
        W końcu Rael odsunęła się od lorda, spuszczając skromnie wzrok. Wiedziała, że ta chwila szczerości i czułości była niestosowna, ale dla niej bardzo potrzebna… I pewnie dla Tristana również.
        - To też jest dla nas szansa by lepiej się poznać - zauważyła jeszcze. - Nie w chwilach, gdy wszystko się układa, ale gdy pojawia się presja. To wtedy człowiek zachowuje się najbardziej szczerze - wyjaśniał swoje przekonania. Nie dodała, że Tristan w tych okolicznościach wypadł niezwykle wręcz dobrze, ale dokładnie to pomyślała. Ponownie wsunęła mu rękę pod ramię, by podjąć powolny spacer korytarzami posiadłości.
        - Pójdziemy do biblioteki? - zaproponowała widząc, że zmierzają prawdopodobnie do komnat dla gości, ale jeszcze mogli skręcić. Chciała jeszcze spędzić z lordem trochę czasu.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 1 tydzień temu

Nie spodziewał się takiej reakcji z jej strony. Owszem, i tak już przekroczył pewną granicę, ale nie sądził, że Rael posunie się jeszcze dalej. Kiedy go objęła, zesztywniał na ułamek sekundy, ale zaraz potem poczuł ulgę. Po pierwsze dlatego, że miał teraz pewność, że nie zrobił nic co by ją uraziło. Po drugie dlatego, że od bardzo dawna nie czuł takiego wsparcia. A po trzecie... Rael była piękną kobietą, nie tylko na zewnątrz, ale także, a może przede wszystkim, wewnątrz i to co zrobiła sprawiało, że nie miał wątpliwości co do jej charakteru. Nie była sztywną panienką z dobrego domu, była... ludzka. Rozumiała, tak jak on, że nie zawsze trzeba sztywno trzymać się, czasem zbyt surowej, etykiety. Wiedziała, że są momenty, kiedy drugi człowiek potrzebuje wsparcia, nie tylko mentalnego. Miała rację, cała ta sprawa, choć niezwykle bolesna pokazała, że oboje potrafią odnaleźć się w trudzie życia, to z kolei sprawiało, że mogli mieć nadzieję na udany związek. Naprawdę nie sądził, że niebianka będzie potrafiła w ten sposób wyrazić uczucia. Poczuł jej szczere wsparcie, w całym bałaganie przebytego dnia.

Odwzajemnił jej uścisk kładąc delikatnie dłonie na jej plecach. Wydała mu się niezwykle szczupła i krucha, znacznie bardziej niż wskazywałby na to wygląd. Jednocześnie wiedział, że w tej drobnej kobiecie drzemie niezwykła siła, jakiej ze świecą szukać. Westchnął cicho, wiedział, że niezależnie jak potoczą się ich sprawy dobrze zapamięta tą chwilę. Kiedy się odsunęła, spojrzał jej w oczy.
- Masz absolutną rację - odrzekł na jej słowa, sam był zdziwiony, ale chyba nie potrafił powiedzieć nic więcej. Doskonale zgadzał się z tym co powiedziała. Gdy wsunęła mu rękę pod ramię i zaproponowała pójście do biblioteki kiwnął głową.
- Oczywiście - potwierdził dodatkowo słowami i zaczął prowadzić ich w stronę schodów do biblioteki, która znajdowała się na kolejnym piętrze.

Biblioteka składała się z dwóch dość dużych pomieszczeń. Rzeźbione regały sięgały aż do sufitu, dlatego w obu pomieszczeniach znajdowały się drabiny, by zawsze można było sięgnąć po książki z wyższych półek. W pierwszym pomieszczeniu na środku stały dwa duże fotele obite zieloną tkaniną w jaśniejsze paski. Pomiędzy nimi stał stolik. Pod oknem znajdowała się dopasowana kanapa. Do drugiego pomieszczenia prowadziło przejście przez arkadową futrynę. Ten pokój był mniejszy i wypełniony głównie książkami. Natomiast przy samym oknie zamiast parapetu znajdowało się obite tkaniną siedzisko wyłożone poduszkami.

Tristan wprowadził Rael do pierwszego pomieszczenia.
- Nie jesteś zmęczona? - spytał podprowadzając ją do jednego z foteli.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 1 tydzień temu

        Rael poczuła, że Tristan z początku spiął się pod wpływem jej objęć i dopadły ją wątpliwości czy przypadkiem nie przesadziła. Nie miała niczego złego na myśli, to było tylko wsparcie i ciepło, którego oboje potrzebowali, ale fakt faktem, mocno naruszało zasady etykiety. Mogła zrobić to inaczej, mogła ograniczyć się do pocieszającego poklepania go po ramieniu, ale… To nie byłoby to. To jak dać spragnionemu mokrą ścierkę zamiast dzbanka wody. Tak ona to odbierała i gdyby musiała się tłumaczyć, użyłaby dokładnie takiej metafory… Lecz gdy pierwszy szok minął, lord odwzajemnił jej objęcia. Poczuła niemożliwą do opisania ulgę, wdzięczność i podziw dla tego człowieka. Za to jak potrafił jednocześnie być twardy gdy trzeba i okazać ludzkie emocje, gdy nadchodził na to czas. Tak jak wtedy, gdy bawił się z dziećmi w ogrodzie czy na dywanie, tak jak teraz, gdy będąc sam na sam nie wstydził się tej odrobiny czułości, która chyba obojgu pomogła.
        Poza tym Rael było w jego objęciach bardzo dobrze. Czuła się bezpiecznie i znacznie pewniej, odzyskała część sił - psychicznych i fizycznych - które wyssała z niej ta sytuacja z dziewczynkami. Dzięki tej krótkiej chwili zrobiło jej się lepiej. Gdy za jej sugestią poszli do biblioteki, szło jej się znacznie lżej.

        Do tej pory Rael bywała już w bibliotece wielokrotnie. Lubiła to miejsce - było pięknie urządzone (jak zresztą cała posiadłość), zadbane, a zebrane tu zbiory świadczyły o tym, że lord nie stworzył ich jedynie na pokaz. Widać było, że poza klasykami, które powinny znajdować się w posiadaniu każdego arystokraty, znajdowało się tu również wiele unikatowych pozycji, sugerujących jaki mógł być gust lorda. Sporo poezji, kilka bardzo egzotycznych powieści, być może z jego rodzinnych stron. Szczególnie urzekła ją półka, na której stały książeczki dla Elowena i Prim. Tak, to miejsce również w nienachalny sposób przypominało jak rodziną osobą był lord Anlagorth.
        Panna Biennevanto razem z Tristanem udała się w stronę kącika wypoczynkowego i zajęła miejsce w jednym z foteli, który chociaż teraz wskazał jej lord, i tak z reguły wybierała sama, lubiąc w nim to, że był ustawiony dalej od wejścia, tak że można było z niego bez trudu widzieć kto wchodzi. Uśmiechnęła się z wdzięcznością, gdy Tristan zapytał o jej samopoczucie.
        - Tylko trochę - przyznała. - Ale nie jest tak źle, wytrzymam spokojnie do wieczora. A ty jak się czujesz? - zagaiła. - Jeśli chcesz, możesz zdrzemnąć się chwilę - zasugerowała, ruchem głowy wskazując kanapę. - Obudzę cię gdyby była taka potrzeba. Mogę ci poczytać, byś się trochę rozluźnił - zaproponowała jeszcze. Nie była pewna czy Tristanowi w jakikolwiek sposób by to pomogło, ale jej czasami było lepiej, gdy mogła słyszeć czyjś cichy głos podczas zasypiania. Zwłaszcza w chwilach takich jak ta, gdy była podświadomie spięta.

Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 374
Rejestracja: 8 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan » 1 tydzień temu

Tristan czuł, że mięśnie karku i ramion ma spięte. Miał zbyt dużo stresu. Nerwy nie pomagały nikomu. Starał się trochę odprężyć, ale w głowie mu się kołatało. Mimowolnie wybiegał w przyszłość, która wydawała mu się aż nazbyt skomplikowana. Jego własna rodzina, potencjalne przyszłe małżeństwo, pobite dzieci i być może dziewczynka, która pod jego dachem urodzi kolejne dziecko. Modlił się w duchu do bogów z jego ojczyzny, by tak się nie stało, ale gdzieś z tyłu głowy ta myśl szumiała i była niezwykle uporczywa. Jak komar, który przez pół nocy siedzi spokojnie, żeby potem latać nad uchem i budzić potencjalną ofiarę bez ustanku. Szli do biblioteki w milczeniu i o dziwo nie było ono męczące, raczej przynoszące pewną ulgę.

Usiadł naprzeciwko Rael w fotelu i spojrzał na nią spokojnie. Jego oczy chyba wyrażały zmęczenie, za to ona... Miał wrażenie, że jest silniejsza od niego. Może dlatego, że w każdej chwili mogła się od tego odciąć i wyjechać, a może po prostu w swoim życiu przeżyła wiele trudnych sytuacji. Nie wiedział, ale miał nadzieję, że kiedyś się dowie.

Jej propozycja była zaskakująca. Miał trzydzieści jeden lat i nigdy, nikt nie zwrócił się do niego z takim pytaniem. Tak naprawdę dotarło do niego, że nigdy nie miał przy sobie osoby, która autentycznie by się o niego troszczyła. Jego rodzice nie okazywali uczuć, tak samo jak rodzeństwo. Annę znał zbyt krótko, Tantris była zapatrzona w siebie, tak jak Meredith. A przyjaciele nie proponowali sobie takich rzeczy. Chyba dlatego tak polubił Anastazję, bo ona jako jedyna naprawdę umiała o nim myśleć.

Westchnął i uśmiechnął się łagodnie patrząc na jasnowłosą.
- Nikt, nigdy w życiu nie powiedział mi czegoś takiego - wyznał szczerze.
- Nikt nigdy mi nie czytał - wyjaśnił dodatkowo. - Ani jako dziecku, ani nigdy później. - Nie wiedział, czy ta szczerość wyjdzie mu na dobre, ale komu miał powiedzieć jeśli nie jej i jeśli nie w takiej sytuacji?
- Jestem zmęczony, chyba bardziej niż powinienem to pokazywać. Za dużo myśli kłębi mi się w głowie. Przez całe życie, każdy kogo spotkałem, mówił mi, żebym był twardy i nie okazywał zbytnio emocji. Nie umiałem taki być, w moim kraju byłem niezbyt szanowany, choć samo stanowisko jakie obejmowałem powinno przynosić szacunek. Rzetelność i praca ponad siły nie miały takiego znaczenia jak to co sobą prezentowałem. A byłem uznawany za słabego duchem i wątłego ciałem. Po wojnie słabość i siła zmieszały się we mnie i teraz widzisz jaki jestem. Kocham i dbam o moją rodzinę i przyjaciół, ale sam dla siebie nie jestem zbyt wyrozumiały. Jesteś pierwszą osobą, która... - nie dokończył i znów westchnął.
- Chętnie się położę i posłucham jak czytasz - powiedział w zamian i uśmiechnął się łagodnie.

Awatar użytkownika
Rael
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael » 6 dni temu

        Rael również nie przeszkadzała cisza - nie przy Tristanie. Mogła iść z nim pod ramię i milczeć, zwłaszcza w takiej chwili, gdy wcześniej tyle przekazali sobie bez słów. Oboje zresztą potrzebowali chwili, by przemyśleć ten natłok wydarzeń, przeszłych i przyszłych. Biennevanto, choć nie poruszyła jeszcze tego tematu, nie zamierzała zostawiać lorda z jego problemami samego, nieważne ile zajęłoby ich rozwiązanie. Teoretycznie wkrótce miała wyjechać, lecz skłonna była przedłużyć swój pobyt - wiedziała, że jej rodzina na pewno to zrozumie i nie będę mieli jej tego za złe. Gallel być może będzie się przez chwilę martwił pozorami, ale na pewno szybko zwycięży zdrowy rozsądek i kto wie, może nawet będzie z niej dumny. Rael podejrzewał również, że może zechcieć przyjechać i pomóc, ale niestety, jego pozycja na dworze mocno utrudniała mu swobodne dysponowanie własnym czasem.

        Dopiero w bibliotece Rael miała lepszą okazję, by przyjrzeć się twarzy Tristana. Zdawało jej się, że bardzo się zmieniła podczas tego krótkiego spaceru z pokoju dziewczynek do biblioteki - jakby opadła z niej maska opanowania i dostojeństwa i zostało oblicze zatroskanego, zmęczonego ojca rodziny, któremu być może z tyłu głowy kołatała się straszna myśl “co by to było, gdyby to spotkało moją córkę?”. Jego charakter ją zachwycał - uważała, że każdego mężczyznę powinna cechować taka mieszanka siły i delikatności. Jednocześnie czuła się odrobinę uprzywilejowana, że do tej pory miała okazję poznać tyle jego oblicz. I że teraz, w tak trudnej sytuacji, on traktował ją jak kogoś sobie bliskiego, a nie obcą. No bo czy pozwoliłby sobie na takie rozluźnienie względem każdego? Zdawało jej się, że nie. Tym bardziej chciała przychylić mu nieba, na ile potrafiła. Choćby pomagając w odpoczynku i uspokojeniu skołatanych nerwów. Pomysł z książką przyszedł jej do głowy niemal od razu - nic dziwnego, skoro byli w bibliotece. Była jednak w tym szaleństwie logika: wszak czytało się dzieciom na dobranoc, osobom starszym podczasy popołudniowych drzemek, samem również odpoczywało się przy lekturze. Tristan zaś lubił książki, to wiedziała już od pierwszego dnia ich znajomości.
        Już jego uśmiech był jasnym sygnałem, że choć propozycję uznał za nietypową, to mu się ona spodobała.
        - Kiedyś musi być ten pierwszy raz - wtrąciła ciepło, gdy lord wspomniał, że nigdy wcześniej mu nie czytano. Zrobiło jej się go trochę żal, jak zawsze gdy wspominał jak mało miłości było w jego rodzinnym domu. A może nawet nie tyle samej miłości, co jej okazywania. Chyba najwyższa pora, by to nadrobić.
        - Przy mnie możesz okazać takie zmęczenie, jakie czujesz i takie emocje, jakie odczuwasz - zapewniła go, nim wstała ze swojego fotela. - Pozwolisz, że ja wybiorę lekturę - wyjaśniła, podchodząc do regałów z książkami. Przebiegła wzrokiem po tytułach, szukając pewnej konkretnej pozycji. Gdy ją znalazła, szybko zabrała ją z półki i wróciła na fotel. Przypadkiem czy też specjalnie, cały czas zasłaniała palcami tytuł wybranego tomu. Zaraz zresztą złożyła książkę na kolanach, zerknęła na Tristana czy ten już się wygodnie położył i w końcu zaczęła czytać.

Sam wędrowałem, jak obłoczek
Często sam płynie przez przestworza,
Gdy nagle widok mnie zaskoczył
Złotych żonkili tłumu, morza;
Od wód jeziora aż po drzewa
Tańczyły - wiatr im w takt powiewał.

Doprawdy, był to widok miły:
Jak Drogi Mlecznej pasek biały,
Linę bez końca utworzyły
Na brzeg zatoki długą cały:
Dziesięć tysięcy w rytm miarowy
Wznosiło z wdziękiem złote głowy.

Tańczył też zastęp fal, niestety,
Nie tak wesoło, jak żonkile:
Lecz nie zmartwiło to poety,
I tak radości doznał tyle:
Nie odrywałem od nich oka;
Dziś wiem, jak cenny był to pokaz:

Bo często, leżąc w gabinecie,
Gdy melancholia przy mnie gości,
Wspominam sobie owo kwiecie,
I jest to szczęście samotności,
Wtedy, radością wypełnione,
Tańczy me serce, a z nim - one!


        Rael nie przypadkiem wybrała wiersze - pamiętała, że Tristan je lubił. Poza tym starała się wybrać taki zbiór, aby nie poruszał ciężkich tematów i nie wymagał zbyt intensywnego myślenia, bo chodziło przede wszystkim o to, aby lord się zrelaksował. I ona przy okazji też. Choć sama nie była zwolenniczką poezji, czytała z dużym zaangażowaniem, starając się zachować odpowiedni rytm i intonację, by przyjemnie jej się słuchało.
        Obróciła zaraz kartkę i zaczęła recytować kolejny wiersz.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Lawendowy Dwór”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość