Mgliste BagnaBu! Bagienny duch!

Tajemnicza mroczna kraina, gdzie każdy Twój ruch jest obserwowany. Strzeż się każdego cienia i odgłosu bo możesz już nigdy stamtąd nie wrócić.
Awatar użytkownika
Villemo
Kroczący pośród cudzych Marzeń
Posty: 431
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje: Arystokrata , Mag
Kontakt:

Post autor: Villemo »

- Znaleźliśmy trzy klucze, ale właściwie żaden nie doprowadził nas do niczego konkretnego. Pięknie - mruknęła sama do siebie. Salazar co prawda nie wiedział o kluczu, który Vi znalazła na strychu, ale to było mało ważne. Drażnił ją brak współpracy z jego strony. Nie mogła jednak wybrzydzać, chciała się stąd wydostać i to jak najszybciej. W Alaranii, owszem, czas płynął nieliniowo, ale nie zamierzała spędzać w tej posiadłości długich tygodni. Czekały na nią córki.

- Nie wiem dlaczego dach się zawalił. Może masz rację, może aktywowałyśmy jakąś pułapkę, a może ta na dole ją aktywowała. Nie miejmy złudzeń, ta ruina może mieć pełno ukrytych zagrożeń. A i ona sama jest zagrożeniem. Może dach po prostu nie wytrzymał. Na marginesie - wyciągnęła zza dekoltu malutki kluczyk, który wcześniej znalazła i zdążyła schować, w jedynym sensownym miejscu - my też mamy klucz.
- Musi otwierać jakąś szkatułkę, pozytywkę, albo pamiętnik, jest za mały na drzwi, a nawet szufladę. Z tego co przeczytałeś z notatnika, wydaje mi się, że posiadłość nie należy do naszego Maga, a do ojca tajemniczej dziewczyny. Jeśli tak jest, gdzieś znajduje się jej pokój, a tam na pewno znajdziemy puzderko do którego pasuje mój klucz. Szukałabym też gabinetu "ojca", jeśli zabił, obecnego tutaj ducha, tam powinniśmy znaleźć jakieś ślady planowania morderstwa.
- W takich dworach gabinety znajdują się najczęściej na parterze, od wschodniej strony, by rano wpadało do nich światło... Pytanie gdzie w tej chwili znajduje się wschód? Tymczasem ułożone panny zazwyczaj lokuje się na piętrach, więc nasza dziewczyna powinna mieć swoją alkowę gdzieś tutaj.

Vi podzieliła się ze swoimi towarzyszami całością przemyśleń. Była przekonana, że dziewczyna z pamiętnika prawdopodobnie stanowi klucz (ach, te klucze!), do rozwiązania zagadki. Trzeba było koniecznie znaleźć jej pokój.
Awatar użytkownika
Luna
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Mag , Włóczęga
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Luna »

Luna mruknęła twierdzącą, zgadzając się z Salazarem. Tu w sumie nic nie było w najlepszym stanie, może oprócz ich trójki, przynajmniej do czasu.

- Nie sądze, że to była pułapka… - zaczęła czarodziejka, odwołując się do słów elfa i Vilemo – możliwe, że drgania od wybuchu wywołały to zawalenie – stwierdziła mimo wszystko bardziej przekonana do swojej teorii.

Nie miała jednak zamiaru wszczynać kłótni o to, kto ma rację, więc zaraz po tym wróciła do dalszego śledztwa. Mroczny elf w tym czasie zajął się przeglądaniem biurka. I to był dobry traf, ponieważ czarodziejka tym razem nie zdołała znaleźć nic konkretnego na regale. Podeszła więc przyjrzeć się temu kluczowi i notatnikowi. Na szczęście nie zmienił się w pył, a gdy spiczastouchy go wertował, pradawna uważnie spoglądała czy może gdzieś na zapisanych stronach nie pojawia się symbol motyla, było to raczej mało prawdopodobne, ale cała ta sytuacja taka była, więc kto wie?

- Ale czekaj, to by było bez sensu, skoro to pamiętnik jakiejś dziewczyny to nie powinien on być w posiadaniu jej ojca… Może to był jej pokój, a ten klucz… Choć może faktycznie ją zamykał, ale ten klucz był ukryty, może prowadzi do jakiegoś tajnego wyjścia z tego pokoju? – zasugerowała niebieskowłosa – Chyba że to znalazł i jej zabrał… - dodała po dłuższym namyśle – W każdym razie zgadzam się, trzeba znaleźć miejsce, które otwiera. Może motyle nam je wskażą – mruknęła, podnosząc klucz i się im przyglądając.

Nemorianka wypowiedziała też na głos swoje przypuszczenia, które również chodziły po głowie Luny, przynajmniej zaczęło się to układać w jakąś w miarę sensowną całość, choć nadal niezbyt wiedzieli czego dokładnie szukać.

- O, dobrze wiedzieć – uśmiechnęła się do Vi, sama nie miała wiedzy, kto i gdzie pomieszkuje w dworach, więc ucieszyła ją tak wyraźna wskazówka – Nie ma więc na co czekać. W sumie mamy trzy klucze, może niech każdy weźmie jeden i zacznie sprawdzać wszelkie zamki? Może niech Salazar weźmie ten pierwszy, ty ten z motylkami, wydaje mi się, że najszybciej z naszej trójki odgadniesz, do czego pasuje, a ja mogę wziąć ten, co znalazłyśmy, na strychu, co wy na to?

Wprawdzie wcześniej nie była pewna co do rozdzielenia się, ale teraz cała ta sytuacja wręcz to wymuszała. Było też mniejsze ryzyko, że któryś z kluczy przypadkiem gdzieś się zawieruszy, każdy miałby pod opieką jeden, będzie bezpieczniej i sprawniej.
Nim jednak wzięła klucz od demonicy, jej uwagę przykuła tylna ścianka regału, z którego chwilę wcześniej wyciągnęła tamtą zniszczoną księgę. Wcześniej nie zwróciła uwagi, ale była tam jakaś ciemna plama.

- Poczekajcie chwileczkę...

Podeszła bliżej i zaczęła wyciągać wszystkie inne książki, ostrożnie odkładając je na podłogę. Teraz dobrze widać było dziurę za tomiszczami idącą przez mebel oraz ścianę za nim. Nie była głęboka, ale w sam raz, żeby na przechowanie czegoś niewielkiego. Pradawna sięgnęła ręką i wyraźnie coś znalazła.
Oprócz masy kurzu i pajęczyn w jej dłoni znajdował się teraz piękny pierścionek z czerwonym diamentem. Po chwili wyjęła również kilka luzem wrzuconych tam pogiętych pergaminów z nieco już wyblakłymi zapiskami. Wszystko to położyła na biurku i popatrzyła po reszcie.
Awatar użytkownika
Salazar
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 114
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mroczny Elf
Profesje: Złodziej , Wędrowiec , Skrytobójca
Kontakt:

Post autor: Salazar »

Nie było sensu prowadzić dalszej rozmowy na temat tego, co stało się na strychu. Czas zająć się czymś innym, co zresztą może pomóc im w znalezieniu się bliżej wyjścia z tej sytuacji.
         – To pomieszczenie wygląda podobnie do biura, ale wygląda na to, że nim nie jest. Nie jest też pokojem autorki tego pamiętnika – odparł, choć drugą część wypowiedział nieco ciszej, jakby bardziej przemawiał jedynie do siebie, a nie również do Luny i Villemo. Sam ojciec, pan tego domu, wydawał się też głównym podejrzanym, jeśli chodziło o śmierć maga. Nie przepadał za nim i nie chciał, aby jego córka spędzała z nim czas – później mogło stać się coś, co sprawiło, że ojciec zdecydował się na zakończenie życia maga. A klucz, który znalazła Villemo rzeczywiście mógł otwierać coś niewielkiego, może właśnie coś, co znajduje się w pokoju tamtej dziewczyny. Klucz z motylami prawdopodobnie otwierał drzwi do tego pokoju.
         – Tylko, że jeśli nasze przypuszczenia są prawdziwe, to dwa klucze są ze sobą powiązane. Jeden otwiera drzwi do konkretnego pokoju, a drugi otwiera coś, co prawdopodobnie znajduje się właśnie w nim – odparł. Nie, żeby przeszkadzało mu rozdzielenie się, jednak, jeżeli właśnie tak to wygląda, to nie będzie potrzebne rozdzielanie kluczy tak, aby każdy miał tylko jeden.
         – Mogę wziąć srebrny klucz i poszukać drzwi, które otwiera. Wy możecie wziąć dwa pozostałe i spróbować znaleźć pokój należący do dziewczyny – zaproponował. Była to tylko propozycja, nie rozkaz. Jemu ten plan pasował, choć one mogły wypowiedzieć na głos swoje uwagi, jeżeli takie miały i wprowadzić weń zmiany. Spojrzał też na to, co Luna w międzyczasie wyciągnęła zza zniszczonego regału. Domyślał się, w jakim stanie będą pergaminy i coś, co mogłoby być na nich zapisane. Nie były odpowiednio chronione, więc nie zdziwił go brak tekstu na pierwszym z nich. Najpierw podniósł go ostrożnie i tak samo rozwinął, to też zrobił z pozostałymi. Każdy z nich był pusty, część była naderwana, a także powoli niszczyła się nawet przy jego delikatnym dotyku.
         – Nie wiem, o co może chodzić z tym pierścieniem, ale pergaminy, jak widzicie, nam nie pomogą – podsumował. Pierścień raczej nie był zwykłą błyskotką, którą ktoś zdecydował się tam schować. Musiał mieć jakieś znaczenie.
         – Może jest w jakiś sposób powiązany z magiem? Wygląda na to, że i tak będę szedł na dół, sprawdzę, czy klucz może pasuje do jakichś drzwi na parterze, więc mogę spróbować dostać się do pomieszczenia, w którym z nim rozmawialiśmy i go o to zapytać – odezwał się znów, z jego ust padła kolejna propozycja, choć wypowiedziana takim tonem, jakby było to coś oczywistego, co zresztą ma zamiar zrobić. Po chwili podniósł zarówno klucz, jak i pierścień, który znalazła Luna i ostrożnie ruszył w stronę wyjścia.

Właściwie, teraz przez cały czas starał poruszać się trochę ostrożniej. Uważniej stawiał swe kroki, tak samo nasłuchiwał też skrzypienia podłogi lub czegoś, co mogłoby zwiastować, że już za chwilę deski pod nim pękną, a on będzie miał jedynie naprawdę krótką chwilę na to, żeby jakoś na to zareagować. Gdy schodził na dół, zaczął też zastanawiać się, co powinien zrobić najpierw. Udać się do maga i liczyć na to, że w ogóle będzie chciał pojawić się i z nim porozmawiać czy może poszukać drzwi, które otwiera srebrny klucz? Może lepiej będzie najpierw zabrać się za to pierwsze.
Pomyślał też, że przy okazji sprawdzi coś jeszcze – gdy przechodził obok obrazu kobiety, za którym znaleźli pierwszy klucz, zatrzymał się przy nim i przyjrzał postaci na niej. Jeżeli okazałoby się, że taki sam pierścień będzie znajdował się na jednym z palców tej kobiety, to po części wyjaśni się też jego pochodzenie… ale nie znalazł go tam. Ozdoba ta nadal pozostawała niewiadomą. Ruszył dalej korytarzem, aż dotarł w końcu do drzwi prowadzących do komnaty, w której przywitał ich duch maga i zdradził im, dlaczego się tu znaleźli. Drzwi otworzyły się przed nim, ale w środku nie zauważył nikogo, ani żywego, ani nieumarłego. Magneti Abracadabri pojawił się niecały krok przed nim z miną, która zdradzała, że jak najbardziej zrobił to specjalnie. Tylko, że Salazar się nie przestraszył, jedynie zmrużył lekko oczy, gdy spojrzał w stronę maga.
         – To twój pierścień? - zapytał go od razu, gdy tylko wyciągnął wspomnianą błyskotkę z kieszeni.
         – W pewnym sensie… Bo, widzisz, piękna Matylda, młoda dziewczyna, która tu mieszkała, wręczyła mi go w prezencie. Gdy żyłem, lubiłem nosić czerwienie, które oddawały też mój charakter, z czym zresztą też skojarzył jej się klejnot w pierścieniu. Dlatego mi go wręczyła – odpowiedział szybko. Zupełnie, jakby gdzieś się spieszył, a przecież był duchem, który aktualnie miał czasu pod dostatkiem.
         – I tyle? - mroczny elf zadał mu kolejne pytanie.
         – Tyle wystarczy – odpowiedział mu Abracadabri z uśmieszkiem na ustach, a później zniknął tak szybko, jak chwilę wcześniej się pojawił. Salazar wiedział, że nie była to cała historia, jednak dzięki temu niektóre elementy całej tej układanki zaczynały do siebie pasować. Wyszedł, wrócił na korytarz z obrazami. Nie miał zamiaru wracać do Luny i Villemo, aby podzielić się z nimi tymi wieściami. Najpierw chciał znaleźć miejsce, do którego uzyska dostęp dzięki kluczowi, który miał przy sobie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mgliste Bagna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości