Wodospad SnówGraj doskonale. [Wodospad Snów]

Wodospad Snów położony jest na granicy Szepczącego Lasu, niedaleko miasta Menaos. Wodospad jest schronieniem dla leśnych zwierząt, a w skale pod nim znajduje się grota którą zamieszkuje ogromny, ale przyjazny biały smok Zora. Dolina wodospadu jest pełna potliwych chochlików i zwierząt, czasem zaglądają tu druidzi w poszukiwaniu szkarłatnych grzybów, które można znaleźć tylko tutaj.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 122
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Re: Graj doskonale. [Wodospad Snów]

Post autor: Leila » 3 miesiące temu

        Leila biegła przodem, pozwalając sobie wyrzucić wszystkie ludzkie problemy z głowy i poświęcić się wyłącznie miękkiej, mokrej ziemi pod łapkami. Niemal zadowolona wypadła z tunelu, zaraz zadzierając łepek w stronę nocnego nieba, jakby zaskoczona, że wciąż trwa noc. Miała wrażenie, że minęły całe godziny od kiedy opuścili polanę w wiosce elfów, tyle się wydarzyło.
        Obejrzała się za siebie, gdy dołączyli do niej pozostali i przeniosła błękitne ślepka na Samiela. Skinęła mu pyszczkiem na potwierdzenie, dodatkowo wydając z siebie coś w rodzaju kichnięcia, po czym znów ruszyła biegiem, z noskiem przy ziemi. Po raz kolejny dziękowała losowi, za mocne perfumy artystki. Nie. Nie artystki. Szpiega! Lisołaczka prychnęła, kręcąc łebkiem i skupiając się na złapanym tropie.
        Zatrzymała się dopiero przy jednym z krzewów, wyczuwając otwartą przestrzeń za nim i bojąc się pokazać. Po chwili wahania, której potrzebowała na przypomnienie sobie, że może dowolnie zmieniać formę, nie przejmując się odzieżą, wróciła do ludzkiej postaci i lekko zgrzana obejrzała się na towarzyszy. Wzrok skupiła na Duilu, który zdawał się już obmyślać jakiś plan, bo cała ich czwórka wyglądała jak wyjęta psu z gardła, a po chwili pociągnęła niespokojnym spojrzeniem za Namirem. Mimo wszystko nie chciała, by się oddalał, przyłapując siebie samą na tym, że ciągle ma wrażenie, że wtedy znowu się nie znajdą. Lisołak jednak prędko wrócił z naręczem ubrań, rozdzielając je pomiędzy obecnych.
        Leila spojrzała na siebie krytycznie, ale na szczęście najbardziej brudna była od ziemi, tylko gdzieniegdzie splamiona krwią. Bardziej martwiły ją odstające lisie uszy, które za nic nie chciały się schować. Nie wiedziała czemu jej postać hybrydy ostatnio tak wariuje, ale nie miała czasu się teraz nad tym zastanawiać. Poczekała, aż każdy znajdzie coś dla siebie, po czym wzięła męską kurtkę, która została. Była jej zdecydowanie za duża, ale to może i lepiej, a najważniejsze było, że miała spory kaptur, chyba ręcznie doszyty, który spokojnie ukryje jej uszy i płomienne włosy. Zarzuconej odzieży nie zapinała, ale skrzętnie zwinęła włosy w rulon, upychając je w kapturze. Była gotowa.
        Wcale nie uśmiechało jej się znów rozdzielać. Jak to się skończyło ostatnim razem? Ale nie miała lepszego pomysłu, jak wemknąć się do strzeżonego miasta bez wzbudzania podejrzeń, a wysokie mury przerastały nawet jej zdolności. Zostawiła więc podejmowanie decyzji mądrzejszym i tylko lekko zaniepokojona obserwowała, jak zataczająca się para przyjaciół stopniowo przykuwa uwagę strażników. Oni z Samielem odczekali jeszcze chwilę, podczas której Leila nerwowo skubała za długie rękawy kurtki, po czym wyszli z zarośli i, oboje bezszelestnie, przekradli się po łuku pod mury miasta. Skryci w cieniu byli zupełnie niewidoczni.
        - Daj znać kiedy – szepnęła tylko do Samiela. Sama musiała trzymać spojrzenie w dole, by jej oczy nie błyszczały zwierzęco w ciemnościach. Dopiero czując dotknięcie zabójcy, ruszyła szybkim krokiem, przemykając przez bramę jak cień.
        W milczeniu i ciszy odeszli jeszcze spory kawałek, nim dziewczyna odważyła się odrzucić kaptur i roztrzepać gęste włosy. Palce musnęły niedokończonego dreda z koralikiem i lisie uszy oklapły nieco, zdradzając przemyślenia dziewczyny.
        W mieście, mimo późnej pory, wrzało jak w ulu. Jeśli jest grupa, która potrafi utrzymać poziom hałasu na najwyższych obrotach przez pełną dobę to są to właśnie artyści. Leila szła z Samielem uliczkami na zmianę pustymi i pełnymi muzyków, którzy zamiennie gromadzili wokół siebie zainteresowane grupki słuchaczy, albo uciekali przed butelkami wyrzucanymi z okien przez zdenerwowanych, obudzonych mieszkańców. Nawet lisica w pewnym momencie musiała odskoczyć w bok, by nie dostać z rozbijającej się z trzaskiem na bruku doniczki, którą celowano w umykającego już skrzypka.
        Chwilę później zamajaczyła przed nimi wieża zegarowa wskazana przez Namira. Leila odruchowo przyspieszyła kroku, ale chociaż na murku okalającym budowlę przesiadywało wielu ludzi, nigdzie nie widziała swoich znajomych. Uspokoiła się sama, że przecież z Samielem dotarli tutaj bez żadnych problemów, więc Duil i Namir na pewno dołączą chwilę później. Widziała jak zagadywali strażników i nie wątpiła, że raz zaczęty spór mógł toczyć się dłuższą chwilę.
        Nie pozostawało im nic innego, jak dołączyć do odpoczywających na murkach ludzi. Dziewczyna przysiadła na przydługiej kurtce, podciągając do siebie nogi i obejmując je ramionami. Wzrok przenosiła pomiędzy wyjściami z kilku uliczek, którymi mogli przybyć ich przyjaciele. Dopiero po dłuższej chwili oczekiwania westchnęła i zwinęła ramiona na kolanach, opierając o nie głowę. Rude włosy posypały się prawie do samej ziemi, podczas gdy niebieskie oczy wpatrywały się w Samiela.
        Chciała go zagadać, przerwać jakoś ciszę. Wiedziała, że mężczyzna nie należy do gadatliwych, więc początkowo chciała ułatwić, by rozwinąć chociaż najbardziej błahą rozmowę, ale poddała się nim wypowiedziała chociaż słowo. Była zbyt zmęczona, a w głowie huczało jej zbyt wiele myśli. Nie umiałaby rozmawiać o pogodzie. Nie teraz, gdy dowiedziała się znowu tylu nowych rzeczy, stawiających wszystko na nowo w odmiennym świetle. Wiedziała, że w tym stanie niczego sobie nie ułoży i nie dojdzie do żadnych racjonalnych wniosków, ale ciężko było wyrzuć z myśli wspomnienie zakrwawionego Namira i jego późniejszej historii. Tak samo jak trudno było jej wciąż uwierzyć, że ta wesoła, głośna, piękna i szczera blondynka, którą miała za przyjaciółkę, cały czas ich okłamywała. Leila zmarszczyła lekko brwi, przymykając oczy i zastanawiając się czy cokolwiek wokół niej jest jeszcze prawdziwe.

Awatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach

Rola

Posty: 225
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel » 3 miesiące temu

Nie spodziewał się, że Namirowi uda się zebrać tyle różnych ubrań, w tak krótkim czasie. Właściwie wyglądało na to, że każdy mógł tam sobie znaleźć jakieś tymczasowe przebranie, włącznie z Samielem, który na samym początku pomyślał sobie, że chyba nie będzie bawił się w przebieranki, bo na pierwszy rzut oka bez tego ktoś mógłby go wziąć za mało znaczącą osobę albo nawet bezdomnego i biednego wędrowca – dopiero po bliższym przyjrzeniu się, dałoby dostrzec się, iż jego ubrania wcale nie są brudne i zniszczone, a jedynie mogą sprawiać takie wrażenie i może nawet mają je sprawiać. Bo patrząc na to, czym zajmuje się Samiel… po prostu lepsze dla niego było to, że nie wyróżniał się strojem.
Ostatecznie wybrał dla siebie długi płaszcz z kapturem, który nałożył na swoje ubrania i ukrył je pod nim, gdy zapiął go na kilka guzików. Na początku wydawało mu się, że ubranie będzie w jakimś stopniu krępowało ruchy, jednak (na szczęście) tak nie było – ale nie oznaczało to, że planował je sobie zatrzymać. Miał zamiar pozbyć się przebrania krótko po tym, jak dostaną się za mury miasta i znajdą się w znacznej odległości od bramy, którą tam weszli. Dobrze, że do zagadania strażników lisołak przydzielił siebie i Duila, czyli osoby, które z ich czwórki najbardziej się do czegoś takiego nadawały. On i Leila zaczaili się w pobliżu, wyczekując tylko na odpowiedni moment, aby przekraść się pod nosem miejskich strażników.
         – Mhm – mruknął tylko, gdy dziewczyna powiedziała mu, żeby dał jej znać, gdy dostrzeże dla nich okazję do dostania się na teren miasta.

Odpowiedni moment. Mogłoby wydawać się, że łatwo jest go dostrzec, jednak… nie do końca tak było. Trzeba było ciągle obserwować i najpierw „nauczyć się” czegoś o samych strażnikach. Czy może któryś rozgląda się częściej niż inni, tym samym nie tak uważnie słuchając mężczyzn, którzy ich teraz zagadują? A może jeden z nich w ogóle ich nie słucha, całkowicie poświęcając się pilnowaniu przejścia? Cóż, to ostatnie na pewno się nie działo, chociaż rozmowa Namira i Duila nie od razu zwróciła uwagę wszystkich mężczyzn, to ostatecznie i tak wszyscy wydawali się ich słuchać i nawet dodawać jakieś komentarze od siebie. Może akurat sytuacja ta była najciekawszym zdarzeniem, do którego doszło na ich warcie i czymś, co sprawiło, że nocna służba stała się trochę ciekawsza.
Przemieniony lekko szturchnął towarzyszkę w ramię, gdy tylko upewnił się, że strażnicy zainteresowani są lisołakiem i elfem, tym samym nie rozglądając się i mimowolnie zostawiając im przejście w cieniu, którym będą mogli przekraść się tuż obok nich. Co prawda, Samiel nie był mistrzem skradania, jednak bezszelestne poruszanie się na pewno nie było dla niego nowością i dlatego też bez problemu przeszedł w ten sposób odległość dzielącą ich od bramy, a później od wejścia do najbliższej uliczki, za którą będą mogli się schować. Dobrze też, że Leila także nie miała z tym problemu i również udało jej się przekraść, a także nadążyć za jego tempem, którym się poruszał. Może później nawet wspomni coś na ten temat, jeśli nadarzy się ku temu okazja. Teraz, gdy już byli w mieście, mogli udać się dalej, w stronę miejsca, w którym mają spotkać się z Namirem i Duilem.
Samiel, korzystając z tego, że znajdowali się w niewielkiej i ciemnej uliczce, postanowił pozbyć się przebrania i zostawić je gdzieś obok. Nie zniszczył go, bo może akurat znajdzie je kolejna osoba, której w jakiś sposób ten płaszcz się przyda. Zaczął iść dalej, prowadząc siebie i Leilę na szersze i bardziej uczęszczane ulice, przy okazji w myślach dziwiąc się, że mijają tyle ludzi. Na ulicach było dużo muzyków, których można było poznać albo po ubiorze, albo po prostu po instrumentach muzycznych. Byli też oczywiście słuchacze, których prawdopodobnie było więcej niż samych artystów, na których zresztą mieszkańcy miasta reagowali w przeróżny sposób. Właściwie, można było powiedzieć, że na trzy sposoby – pozytywny, neutralny albo negatywny. Jeśli ktoś chciał mówić o nich bardziej szczegółowo, okazywało się, że każdy z tych trzech może podzielić się na jeszcze kilka i przez to wychodziłoby tych sposobów… przynajmniej kilkanaście.

Po jakimś czasie dotarli w pobliże wieży zegarowej, pod którą mieli spotkać się z pozostałą dwójką, z którą tworzyli niewielką grupkę. Samiel rozejrzał się i nigdzie nie zauważył lisołaka albo elfa, jednak według niego nie było to czymś dziwnym – on i Leila na pewno dotarli tu pierwsi, bo nawet ich droga była łatwiejsza, w końcu mieli tylko przekraść się obok strażników i iść dalej, a nie zagadywać ich i sprawić, żeby wpuścili ich do środka. Postanowił pójść śladem lisołaczki i po prostu usiadł na murku, zajmując miejsce obok dziewczyny – dość blisko, jednak nie tak blisko, że ich uda czy ramiona się dotykały. Przez chwilę nawet przyglądał się jej, jednak później zaczął rozglądać się po otoczeniu, ponownie przenosząc wzrok na Leilę, gdy usłyszał westchnięcie, które padło z jej ust.
         – Dobrze się skradasz, wcześniej chyba nie miałem okazji zobaczyć twoich umiejętności z tym związanych - odezwał się w końcu, przerywając ciszę panującą między nimi. Chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak zamilkł na chwilę, dostrzegając długość jej włosów i, chyba, widząc je pierwszy raz w pełnej okazałości, gdy jednocześnie może im się też przyjrzeć w spokoju.
         – Wydawało mi się, że są krótsze – odparł po chwili, wiedział, że słowa te mogłyby wywołać nieme pytanie na jej obliczu i tak samo pytające spojrzenie jej niebieskich oczu, dlatego też postanowił wyjaśnić.
         – Twoje włosy. Wcześniej myślałem, że są trochę krótsze – dopowiedział, na chwilę nawet ponownie wodząc wzrokiem po rudych włosach lisołaczki, jakby znowu wzrokiem mierząc ich długość. Wcześniej też na nie patrzył i zdziwił się trochę, gdy zobaczył, że sięgają niemalże do ziemi, najpewniej dlatego też wcześniej pokusił się na wypowiedzenie tych słów.
         – Nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiała, ale… Mam nadzieję, że jednak zdecydujesz się na życie niekoniecznie związane z walką i zabijaniem, bo wtedy możliwe, że będziesz musiała je skrócić. Zbyt długie włosy czasem przeszkadzają w walce i dają też przeciwnikowi nowe możliwości – odparł po chwili. Może nie powiedział tego wprost, bo może sam nie miał pewności, czy chciałby to powiedzieć, ale w tych słowach mógł być ukryty komplement na temat jej włosów, chociaż wypowiedziany w sposób niezbyt dosłowny i też niezbyt otwarcie, czyli właśnie tak, jak można byłoby się spodziewać po zabójcy tłumiącym w sobie uczucia i mającym problemu z okazywaniem ich innym. Na koniec oderwał na chwilę wzrok od lisołaczki, ponownie rozglądając się w poszukiwaniach Namira i Duila, którzy właściwie mogą pojawić się tutaj w każdej chwili.

Awatar użytkownika
Namir
Szukający drogi

Rola

Posty: 49
Rejestracja: 2 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Namir » 2 tygodnie temu

Dwaj mężczyźni szturchali się łokciami, machali oni strażnikom na pożegnanie, gdy mijali bramę do królestwa. Ich śmiech niósł się dookoła wprawiając innych uczestników w dobry nastrój, lecz gdy tylko zniknęli za rogiem jednego z budynków, na twarzy lisołaka momentalnie pojawiła się zmarszczka niezadowolenia.
- Musiałeś tyle ględzić? - powiedział z wyrzutem zmiennokształtny zaciskając zwierzęco zęby przez co w ciepłym świetle dalekich lampionów błysnął jego kieł.
- Jak miałem ich spławić? Przychodził jeden po drugim! Musiało to wyglądać naturalnie – odparł z pretensją Duil.
- Jasne, musiałeś nakarmić swoje ego albo... - Verka delikatnie przygryzł wargę, zdecydował się nie dokończyć, odejść i zostawić temat w spokoju.
- Albo specjalnie cię odciągnąłem od Leili? - dopowiedział trafnie elf, który szarpnął Verkę za ramię. - Namir, do cholery, nie mam zamiaru nikogo z was krzywdzić ani nikogo w nic wrobić.
- Zaciągnęliście nas do wioski, później w ten tunel. Dwa razy mogliśmy stracić głowę, a teraz przeciągasz gadkę u strażników choć rzekomo to na Filipie ci tak strasznie zależy, zamiast podążyć pod ten przeklęty zegar! – odezwał się wściekle lisołak, lecz aktor nie pozostawał mu dłużny.
- A ty miałeś zamordować Rui.
Słowa te położyły ciężki płaszcz emocji w ciasnej uliczce Menaos. Patrzyli na siebie pełni nieufności i wyrzutów. W tak dramatycznych i niejasnych okolicznościach byli zdani na własną intuicję, która parła na nich i kazała sobie nawzajem zaufać, lecz wszystkie możliwe wskazówki zaprzeczały by była to decyzja racjonalna. Ile jeszcze tajemnic przed sobą skrywają? Czas jednak smagał ich biczem po piętach i nie pozwalał przystanąć, nie pozwalał porozmawiać, niczego wyjaśnić. Teraz liczyła się...
- Filipie! - uniósł głos Duilesgar.
Lisołak obrócił się w kierunku, w którym patrzył aktor. Na krótko dostrzec można było przemieszczającą się w biegu po dachach wątła postać i kłamstwem byłoby rzec, że zgrabnie poruszała się po dachówkach w obcasach. Znajdowała się jednak bardzo daleko i tylko czarny kształt sylwetki oraz charakterystyczność ruchów pozwalała przywołać do myśli znaną artystkę.
- Duil, zaczekaj! - Verka próbował jeszcze pochwycić elfa, lecz ten już dawno wypruł na przód. - DUIL!
Zmiennokształtny ruszył w pogoni za przyjacielem. Chciał go zatrzymać, lecz zaraz naszła go myśl, że gdy za nim podąży to jeszcze bardziej oddali się od Leili, a czy jeszcze chwilę temu go o to nie oskarżał? To brzmiało zbyt absurdalnie, cała ta sytuacja i jeżeli nikt w tym towarzystwie w końcu nie kłamał, to nadal lisica była priorytetem w głowie Namira. Mieli się spotkać pod zegarem i razem działać, a nie posuwać się do bezmyślności! We dwójkę mogą nie dać rady, ale gdy w końcu zaczną działać drużynowo plan uratowania Filipie urośnie w skuteczności. Nie, wróci do Leili i Samiela, pociągnie ich za sobą. Po tej decyzji i zaledwie kilku krokach dopadł go potworny ból głowy. Nie zraził się, brnął dalej, lecz i kolejny impuls przeszył go na wskroś.
„Nie idź tędy”, powiedział znajomy głos w jego głowie. „Jesteś zbyt blisko celu”, naciskała kobieta, która nie tak dawno zdołała go w jakiś sposób opętać. On jednak myślał tylko o tym, że musi wrócić do Leili i powiedzieć jej jeszcze więcej o sytuacji. Ona musi wiedzieć... musi... „ZAWRÓĆ!”, to hasło niemalże rozerwało mu czaszkę od wewnątrz, ale gdy największy ból przeminął, podniósł się i skierował w stronę zegara.
„Nie”, myślał niemalże bezwładnie na każde hasło jakie zmuszało go do zmiany decyzji, ale już kilka zakrętów dalej napotkał się z prawdziwym powodem, który miał go zmusić do zmiany kierunku. Wpadł w pułapkę.
Rosły mężczyzna stanął mu na drodze zaciskając palce na morgenszternie. Zdezorientowany lisołak szybko przebadał ubiór przeciwnika, rozpoznał wszyty w kurtkę znak jednej z bardziej hulających po królestwach bandy najemników.
„Ożeż..”, pomyślał Verka i zimny dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Nagle ktoś chwycił go od tyłu i pociągnął do siebie. Zimne ostrze spoczęła na jego gardle, lecz zmiennokształtny wydawał się panować nad emocjami.
- Namir, dobrze usłyszałem? A więc to prawda...
Lisołak nie odpowiadał, patrzył tylko jak kolejny najemnicy rozsiewają się po budynkach.
- Dlaczego nic nie mówisz?
- Raczej nie mamy o czym rozmawiać – mruknął lis a ślina przecisnęła się przez jego gardło, które nacisnęło ostrze.
- Szkoda, bo wszyscy tu na ciebie czekamy – najemnik zbliżył się do swojej ofiary. - I to akurat mnie udało się ciebie przechwycić jako pierwszemu!
- Chyba nie rozumiem... - odparł Namir.
- Szuka cię całe nasze czarne towarzystwo... - zaśmiał się przywódca, a informacja ta sprawiła, że Verka delikatnie zbladł na twarzy.
A więc szukają go. Wiedzieli, że tu będzie. Całe doborowe towarzystwo z czarnego rynku. Dlaczego?
- Sporo płacą za twoją głowę, a jeszcze więcej za jeszcze inną zgubę, tyle, że w całości... - dopiero po kilku sekundach głos najemnika na nowo nabrał barw, dotarł do Namira, który szybko pojął o kogo mu chodzi.
- Przykro mi. Ale nie byłeś pierwszy... - Verka uśmiechnął się prowokacyjnie, po czym podjął próbę przemiany w lisa. To na ten moment nie było możliwe. Wiedział, że utknął w jednej postaci, ale tym razem jego pełna determinacja i względne przyzwyczajenie do bólu pozwoliły mu choć na chwilę sprawić by „znikł” w rękach oprawcy i mógł mu się wyślizgnąć.
- Brać go!
Krzyknął dowódca, ale Namir nie miał zamiaru dać się schwytać. O walce nie śmiał nawet myśleć. „Piekielne psy”, bo tak właśnie nazywała się owa banda, byli sprytni w walce. Nie działali pochopnie, nie pruli na przód jak większość początkujących. Wykorzystywali zdrowy rozsądek i... było ich więcej, a owa większa większość nawet była silniejsza od lisołaka w łapie. Kretynizmem byłoby stanąć naprzeciw nim z marnym sztyletem, gdy oni widocznie przygotowali się na polowanie na parę lisów. Kopnął swojego oprawcę, gdzieś się pochylił, gdzieś uskoczył, aż w końcu przedostał się do tłumu. Zwalił kilka skrzynek, pomidory potoczyły się po ulicy, a rozdeptana masa pozostawała czerwone ślady na bruku.
- Spokojnie. Kilku z nas mu wystarczy, wy podejdziecie pod zegar, a ja... - bandyta uśmiechnął się paskudnie spoglądając na odległe dachy budynków Menaos.


Lisołak płynął w tłumie, dzięki któremu udało mu się zgubić napastników. Było oczywistym, w którym kierunku podąży, lecz on musiał dotrzeć tam jako pierwszy. Po prostu musiał!
W rozległej rzece uczestników festiwalu wyłapał jednak jednego najemnika, który niechybnie odłączył się od grupy. Być może uważał, że sam doskonale sobie poradzi albo był to zwyczajnie przypadek. Verka postanowił wykorzystać te okazję, pokazał się więc na oczy najemnikowi i mógł liczyć tylko na to, że chęć zgarnięcia całej nagrody za jego głowę będzie silniejsza od rozsądku bandyty. Miał szczęście, bo tak właśnie owy gość zrobił – zgodnie z oczekiwaniami zmiennokształtnego, już kawałek dalej został sam na sam z przeciwnikiem. Tylko Namir był na to gotowy, zaczaił się za ozdobną atrapą, a gdy bandyta zagłębił się w ślepą uliczkę, lisołak zaatakował go od tyłu. Chwycił za rękę, wygiął ją i od razu wyłamał powalając mężczyznę na ziemie. Nie planował litości. Verka nie musiał martwić się o brak siły. Osłabiony bandyta był podobnej postury. Verka kopnął go w bok, a następnie przewrócił na plecy członka „Piekielnego psa”.
- Skąd wiedzieliście, że tu będę? - spytał bez owijania w bawełnę lisołak, który pochylił się nad bandytą. Ten zaś zaśmiał się szyderczo, więc Verka ucisnął butem jego klatkę piersiową. - Zadałem pytanie.
- Gówno mnie ono obchodzi – odszczekał najemnik, za co dostał w mordę.
- Kto was o tym poinformował?
Bandyta milczał uśmiechając się jedynie paskudnie, więc Namir był zmuszony nieco go przycisnąć.
Skierował nogę na kroczę przeciwnika i ucisnął dane miejsce.
- Zacząłbym się martwić o twoje jajca – wyznał wyjmując ostrze, a gdy bandyta próbował się zerwać, Verka wyraźnie dał mu znak by lepiej się nie ruszał.
- Idioto! - na twarzy najemnika pojawił się pot. - Lepiej byś się zajął tą dziewczyną! Oni tam idą!
- Dlatego nie mam czasu z tobą dyskutować – lisołak szarpnął spodnie najemnika uwcześnie kopiąc go w kroczę. - Nie mam na to kurwa czasu...
- Lovisa!
Lisołak docisnął jeszcze mocniej nogę.
- Kur... nie kłamię, to ona!
Lisołak wpatrywał się w uchwyconego najemnika. Grymas jego twarzy wydawał się być jak najbardziej szczery i bolesny. Po chwili Verka uśmiechnął się przyjaźnie i wyprostował.
- Można było tak od razu – rzucił mimochodem a gdy oddalił się o krok, pobity mężczyzna wsparł się na ręce zaklinając Namira po wsze czasy.
- Niech tylko cię dorwę...
- Byłbym zapomniał... - mruknął w zamyśleniu Verka, po czym walnął gościa w łeb pobliską deską, tak by stracił przytomność.


Tymczasem festiwal żył własnym życiem, a pijanych mężczyzn tu nie brakowało. Jeden z nich zataczał się ze swymi znajomymi i śpiewał najgłośniej jak tylko potrafił. Potem zaczął przekrzykiwać przechodnich, odłączył się na chwilę od grupy by zaczepiać ładnie panie. W pewnym momencie potknął się i wpadł na Leilę. Jednak w tej samej sekundzie lisołaczka mogła usłyszeć również świst.
- Oj, oj... przepraszam, taka..ła...bła..ła... - pijany mężczyzna zabełkotał, jego oczy zaświdrowały, a gdy tylko się odchylił ujrzeć można było lotkę wbitą w jego ramię. Zaraz po tym padł na ziemię nieprzytomny.

Awatar użytkownika
Leila
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 122
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Leila » 2 tygodnie temu

        Namira i Duila ciągle nie było. Leila od pewnego czasu miała przymknięte oczy, polegając na swoim słuchu. Lisie uszy przykryte były kapturem, ale odstawały ponad głowę, czujnie wyłapując dobiegające zewsząd dźwięki. Z zamkniętymi oczami mogła lepiej skupić się na ich segregacji, oddzielając dźwięki miasta od ludzkich głosów, a te dzieląc na bliższe i odległe, wciąż próbując doszukać się znajomego tembru. W końcu westchnęła cicho, poddając się i otwierając oczy. Nawet jeśli lis i aktor pojawią się w okolicy to prędzej ich zobaczy lub wywęszy niż usłyszy. Musiała też z Namirem porozmawiać o jego zapachu, bo co jakiś czas coś się zmieniało, irytując lisołaczkę przyzwyczajoną do znajomej woni. Błękitne oczy spojrzały na Samiela i dziewczyna uśmiechnęła się lekko, słysząc komplement.
        - Dzięki – powiedziała cicho.
        Tego akurat jej nie uczono. Arsen daleki był od rozwijania w dziewczętach jakichkolwiek umiejętności, które chociaż potencjalnie mogłyby im pomóc w ucieczce. W końcu przecież każda orientowała się w swojej sytuacji, prędzej lub później, a nim się z nią pogodziły, zawsze były próby oporu. Nie, Leila się dobrze skradała, bo była lisem. To było dla niej normalne, ale i tak przyjemnie było usłyszeć miłe słowa.
        Zaraz potem padły kolejne, już mniej zrozumiałe, i lisiczka zmarszczyła brwi, spoglądając na Samiela, aż ten nie sprecyzował, co ma na myśli. Wtedy uniosła lekko głowę, spoglądając w dół na wypadające spod kaptura i sięgające jej butów rude włosy.
        - Nigdy ich nie obcinałam – powiedziała, niepewna skąd pojawił się ten temat. Odruchowo przeczesała palcami rude pukle, zastanawiając się właśnie nie powinna ich skrócić. Ileż to razy ostatnio ktoś ją złapał za włosy? Lubiła je jednak, byłoby jej szkoda.
        Spojrzała znów na Samiela, gdy ten nagle zmienił temat, jednocześnie jakby rozwijając jej własne rozmyślania. Wyprostowała się trochę bardziej, opierając na łokciach o kolana i spoglądając na zabójcę przez ramię. Początkowo miała łagodny wzrok jednak później zacisnęła usta, słysząc dobór argumentacji zabójcy. Prychnęła cicho gdy skończył, nagle niezadowolona.
        - Naprawdę uważasz, że przy wyborze profesji kierowałabym się swoim wyglądem? – zapytała z lekkim rozczarowaniem w głosie.
        Leila rzadko była na tyle pewna siebie, by poczuć się czymkolwiek urażona, ale teraz wręcz ją zatkało. Gdy Samiel zaczął mówić, spodziewała się, że będzie chciał ją odwieść od tego pomysłu z troski. A jeśli to byłoby zbyt wiele to chociaż będzie miał inne, racjonalne argumenty. Ale włosy?
        - Zdaję sobie z tego sprawę, ale raczej dostosuję włosy do profesji, nie na odwrót – odpowiedziała krótko, odwracając wzrok. Możliwe, że Samiel chciał dobrze, więc nie chciała być niemiła, ale nic nie mogła poradzić na to, że poczuła się przygnębiona. W tej chwili nie wiedziała nawet czy chciała się buntować, czy poddać kolejnej opinii, że jest tylko ładną dziewczyną, z ładną buzią i ładnymi włosami. Przez chwilę milczała, chcąc puścić te uwagi mimo uszu, ale wyjątkowo zaszły jej za skórę, nie wiedzieć czemu. W końcu spojrzała znowu na Zabójcę.
        - Wiesz, może okaże się, że naprawdę się do tego nie nadaję. Ale chcę spróbować. Bo chcę umieć się bronić i nie szukać w nikim ratunku – powiedziała zdecydowanie. – Nie chcę już być bezbronna – dodała ciszej, odwracając wzrok w stronę tłumu.
        Pogodziła się już z faktem, że Samiel uznaje, że ona się do tego nie nadaje. Wiedziała, że nie ma predyspozycji. Co z tego, że była drobna i zwinna, jeśli jednocześnie była słaba i wrażliwa? Co z tego, że uniknie dziewięciu ciosów na dziesięć, ale ten ostatni powali ją na łopatki. Miała zamiar spróbować zrobić co tylko się da, by nie musieć się nikogo obawiać. Bo o to jej chodziło. Nie musiała w ten sposób zarabiać na życie, mogła robić cokolwiek innego. Ale chciała by nikt nie odważył się podnieść na nią ręki, a jeśli już to zrobi, to ona sobie z nim poradzi. Uczyła się, nie była do niczego, ale drogę wciąż miała do pokonania daleką.
        Obróciła się, gdy w kącie oka ktoś pojawił się zbyt blisko niej. Wyprostowała się, by jak najbardziej oddalić, od zmierzającego w jej stronę pijaczka, ale mężczyzna potknął się, zmuszając ją do kontaktu. Świst zaalarmował czujne uszy, ale Leila zdążyła tylko cofnąć się na stopień wyżej, gdy natręt nawet nie wyciągnął dłoni upadając. Dziewczyna skrzywiła się z wysiłku, odpychając od siebie bezwładne ciało, nagle robiąc wielkie oczy na widok strzały. W pierwszym odruchu chciała zepchnąć z siebie mężczyznę, ale szybko potoczyła wzrokiem nad jego ramieniem, szukając na dachach strzelca.
        - Samiel? – rzuciła pytająco, ale po chwili znów usłyszała świst powietrza i skryła się szybko za martwym pijakiem.
        Strzała z łoskotem odbiła się od kamiennego stopnia i w tym momencie Leila pchnęła lekko ciało. Po chwili mężczyzna znów padł na twarz, ale mały rudy lisek gnał już ile sił w łapkach w cień uliczki za nimi. Leila starała się trzymać w cieniu wieży, ale na wszelki wypadek i tak kluczyła między nogami przechodniów. Była nie do trafienia. Tylko co z tego, skoro zgubiła Samiela i wciąż nie wiedziała, gdzie jest Namir?
        Zdyszany zwierzak zatrzymał się w cieniu schodów jednej z kamienic. Błękitne ślepka czujnie przeczesywały otoczenie, a z otwartego pyszczka zwisał język. Po chwili lisiczka mlasnęła i pochyliła łeb węsząc przy kamieniach. Postawiła uszy, próbując wyłapać znajomy dźwięk, po czym ruszyła dalej biegiem.

Awatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach

Rola

Posty: 225
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel » 1 tydzień temu

Może nie do końca zrozumiała, o co mu chodziło, jednak nie przeszkadzało mu to. Dowiedział się przy okazji czegoś na jej temat, chociaż i tak miał zamiar dopowiedzieć coś jeszcze, może trochę tłumacząc też to, co miał na myśli, gdy wypowiadał wcześniejsze słowa.
         – Z własnego, długiego doświadczenia wiem, co pójście taką drogą może zrobić z człowiekiem, który nią kroczy. Zwłaszcza na samym początku, gdy nie jest się przyzwyczajonym do czegoś takiego i nie umie się zabijać bez zastanawiania się nad tym, czy dobrze się robi, czy może „cel” ma rodzinę, która na niego czeka… i tak dalej – odparł, ale to na pewno nie był koniec tego, co chciał powiedzieć. Nie brzmiał jak ktoś, kto nie ma już niczego do powiedzenia.
         – To może być niszczące. O wiele bardziej psychicznie, niż fizycznie, ale właśnie takie może być. Samemu częściej wybiera się takie życie dlatego, że można nie mieć innego wyjścia, albo należy się do jakiejś organizacji, która oprócz treningu fizycznego, trenuje także psychikę potencjalnych – i młodych – zabójców – dopowiedział, prawdopodobnie kończąc swój wywód.
         – A walki możesz nauczyć się na wiele sposobów i niepotrzebne jest do tego zostawanie kimś, kto zabija za pieniądze – dodał na sam koniec, chociaż domyślał się, że rudowłosa też zdaje sobie z tego sprawę i jest tego świadoma.
         – Ostatecznie i tak to tylko moje zdanie na ten temat, a ty postąpisz tak, jak będziesz chciała – powiedział po krótkiej chwili milczenia, może zastanawiał się wtedy nawet, czy chce dopowiedzieć coś jeszcze, czy może niekoniecznie. Wybrał to pierwsze, a na dodatek naprawdę lekko wzruszył ramionami, co mogłoby być nawet niezauważone przez lisołaczkę.

Ich rozmowę swoim zachowaniem przerwał nietrzeźwy mężczyzna, któremu widocznie spodobała się Leila (czemu zresztą Samiel się nie dziwił). Chciał jakoś zareagować, odepchnąć tego człowieka albo samymi słowami ostrzec, żeby lepiej nie zaczepiał dziewczyny i poszedł w swoją stronę, ale ktoś wyręczył go… i to śmiertelnie dla pijanego, o czym świadczyła strzała wbita w jego ciało.
Nie wiedział – jeszcze – z jakiego miejsca została wystrzelona ta strzała i nie wiedział też, czy strzelec chciał trafić nią zmiennokształtną, jego czy może rzeczywiście tego mężczyznę, który jeszcze chwilę temu chciał zaczepiać rudowłosą. Zanim zdążył odpowiedzieć cokolwiek na jej pytanie, kolejny pocisk pomknął w ich stronę i odbił się od kamienia tworzącego schody.
         – Nie wiem, o co tu chodzi, ale najlepiej będzie zniknąć z zasięgu strzelca – powiedział, jednak zorientował się, że Leili już przy nim nie ma. Wydawało mu się, że raz albo nawet dwa razy ujrzał znajomą rudą kitę, gdzieś pomiędzy nogami ludźmi, ale i tak nie był tego pewien. Mimo wszystko podejrzewał, że dziewczyna poradzi sobie przez ten krótki czas sama. Czas, w którym on będzie próbował zlokalizować osobę wypuszczającą strzały i spróbuje się jej pozbyć, wcześniej może zadając jej kilka pytań. A ją poszuka później, gdy strzelec nie będzie im zagrażał.
Skoczył w bok, gdy kolejna strzała pomknęła w jego stronę i odbiła się od kamienia w miejscu, w którym przed chwilą stał. Gdy spojrzał w stronę, z której prawdopodobnie mógł nadlecieć pocisk, wydawało mu się, że na dachu stojącego tam budynku, ujrzał sylwetkę, która przemieszczała się w inne miejsce, z którego będzie mogła oddać kolejny strzał. Samiel zaczął podejrzewać, że nie jest celem, a jedynie kimś, kogo należy wyeliminować, aby pozbyć się przeszkody stojącej na drodze do prawdziwego celu. Mogła nim być Leila, co było dość prawdopodobne, jednak zaczęło ciekawić go, dlaczego stała się dla kogoś kimś, na kogo należy nasyłać zabójcę i to takiego, który ma zabić ją z odległości, a nie z bliska.

Przemieniony ruszył biegiem przed siebie, zwinnie wymijając osoby z tłumu, które akurat stały mu na bezpośredniej drodze. Co było jego celem? Tamten budynek, na którym wydawało mu się, że ujrzał sylwetkę ludzką. Poruszał się szybko, a dach nie znajdował się daleko – dlatego też znalazł się pod nim w ciągu niezbyt długiej chwili. Podejrzewał, że nikogo tam nie zastanie, jeżeli w ogóle ktoś tam był, jednak z tamtego miejsca może dojrzy więcej niż z dołu, a przy okazji może też znajdzie jakieś ślady albo w ogóle ponownie dostrzeże potencjalnego strzelca.
Wspiął się na dach po skrzynkach postawionych pod ścianą budynku i od razu rozejrzał się wokół – szukał strzały lecącej w jego stronę i kogoś, kto mógłby albo uciekać, albo przemieszczać się, albo ukrywać. Uchylił się nagle przed pociskiem, który wbiłby się w jego klatkę piersiową, gdyby nie to, że chwilę wcześniej Smoczym Okiem dojrzał kierunek, z którego nadleci. Nie zastanawiając się długo, zaczął biec w stronę, z której nadleciała strzała. W biegu wyciągnął też niewielką kuszę, którą szybko załadował bełtem z niewielkiego kołczana. Był gotowy do strzału, jedynie czekał na okazję, gdy będzie mógł to zrobić. Oczywiście, nie miał zamiaru zabijać strzelca – chciał zranić go i spowolnić, żeby łatwiej mógł go dogonić i złapać, a później zadać te kilka pytań, które gościł w jego głowie od momentu, w którym w stronę jego i Leili poleciała pierwsza strzała.
Przeskoczył między dachem budynku jednego i drugiego, tym razem ujrzał sylwetkę, którą gonił i wiedział też, że osoba ta wie, że jest ścigana. Od razu wystrzelił z kuszy, jednak bełt przeleciał obok strzelca i wbił się w dach następnego budynku, który był wyższy i, na który tamta postać zaczęła się wspinać. Samiel biegł dalej, za cel stawiając sobie dorwanie zabójcy, dowiedzenie się, kim jest, a także zapytanie go, kto go tu przysłał i dlaczego dostał takie zlecenie.

Awatar użytkownika
Namir
Szukający drogi

Rola

Posty: 49
Rejestracja: 2 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Namir » 16 godziny temu

        Namir pędził z taką determinacją, że większość drogi już nie pamiętał. Głównie przemieszczał się po bocznych uliczkach, lecz w okolicach wieży zegarowej znajdowało się już zbyt dużo osób, a nie miał czasu nadrabiać drogi. Przepychał więc przechodniów skazując się na ich skargi i zdyszany jak mysz wysunął się na przód łapiąc wzrokiem miejsce spotkania. Nikogo jednak znajomego nie zobaczył więc adrenalina na nowo obezwładniła jego myśli. Dodatkowo cały czas przeszkadzał mu ten głos w głowie, wciąż podszeptywał mu kłamstwa, lecz lisołak starał się trzymać za wszelką cenę faktów a nie domysłów. Jego serce niemalże wyskoczyło z piersi, gdy dostrzegł zabitego przechodnia wokół którego już znaleźli się zrozpaczeni koledzy oraz strażnicy. To ci ostatni starali się zapanować na sytuacją rozgłaszając iż mężczyzna po prostu wypił o jeden kieliszek za dużo i faktycznie to poskutkowało, bo nikt nie zwracał wielkiej uwagi na zdarzenie. Póki co.
        Zmiennokształtny schował się ponownie w tłum stawiając kilka kroków w tył. Nie chciał zwrócić na siebie uwagi, dlatego też przemieścił się wraz z kierunkiem uczestników festiwalu obserwując wieżę z zegarem z daleka. Miał nadzieję, że może złapie trop, że... że jeszcze najgorsze się nie wydarzyło. Uszy Namira stanęły na baczność, gdy szczęście mu dopisało. „Leila!”.
        Lisołak kręcił się wokół złapanego tropu, był niemalże skłonny przytknąć twarz do chodnika byleby odnaleźć lisicę, ale obyło się bez tego, ponieważ już po chwili wyczuł mocną, zwierzęcą woń. Zmiennokształtny miał wrażenie, że szuka dziewczyny w nieskończoność. Najwidoczniej Leila plątała się między nogami mieszkańców, by instynktownie odnaleźć bezpieczne miejsce, co niestety utrudniło jej odszukanie. A co gorsza, od razu przywołało na myśl fakt, że mogła być goniona. W końcu jednak dotarł do kamienicy, u której wcześniej znajdowała się zmiennokształtna. Muzyk wsparł się o budynek i poczuł pierwsze oznaki zmęczenia całą sytuacją, stresem oraz tym paskudnym głosem w głowie. Chciał być wolny. Tak samo wolny jak wtedy, gdy uciekł od swojego dawnego właściciela!
        Verka przełknął ledwie zebraną ślinę w ustach, już miał tak sucho w gardle. Był zdeterminowany a z drugiej strony czuł, że ma w sobie coraz mniej siły, że w końcu ulegnie temu napięciu, które go przygniata. Przeklęta czarownica!
        Pragnął usiąść na bardzo krótką chwilę, jednak mia wrażenie, że wówczas zmiękną mu nogi i już nie rady wstać, dlatego tylko niżej pochylił łeb ciesząc się, że zapach, który wytropił jest tak intensywny. To oznaczało, że dziewczyna musi być już bardzo blisko. I nie mylił się, już zaledwie kilka uliczek dalej dostrzegł końcówkę lisiego ogona chowającego się za budynkiem
        - Zaczekaj! - krzyknął już tak wymęczony tą bieganiną, że aż zachrypnął.
        Muzyk zatrzymał się i oparł ręce o kolana klnąc pod nosem, że nawet nie ma już sił głośniej krzyczeć, lecz Leila zawróciła. Lisi łepek wychylił się w jego stronę i uradowany lisołak odrzucił na bok ograniczenia organizmu. Podbiegł w jej stronę i mocno przytulił już przemienioną w ludzką postać zmiennokształtną. Potrzebował tego krótkiego kontaktu, musiał poczuć ją w ramionach zupełnie jakby chciał się upewnić, że nie jest żadnym wymysłem. To wystarczyło by na nowo podładował swoją energię, a gdy ją odsunął i złapał jej spojrzenie, nie miał już żadnych wątpliwości. Absolutnie żadnych.
        - Leila... - powiedział poważnie Verka trzymając dłonie na drobnych ramionach dziewczyny. - Wiem, że to wszystko brzmi dla ciebie jak szaleństwo, że wydaje ci się, że żyjesz w iluzji, w kłamstwie a nie w prawdzie. Chciałbym ci opowiedzieć wszystko już teraz, ale naprawdę nie mamy na to czasu. Wiem, to cię nie uspokaja ani trochę, możesz być na mnie wściekła, możesz mnie rozszarpać, ale proszę zaufaj mi. Teraz, tak samo jak za dzieciaka, potrzebuję cię – głos lisołaka był nerwowy i zdyszany. Verka nagle zorientował się, że może i za mocno ją ściska więc rozluźnił uścisk obejmując ją już bardziej czule i troskliwie.
        - Wybacz... - mruknął i mimo że nie mieli za dużo czasu, to jednak nie potrafił zostawić jej tak skonfundowanej. - Myślałem, że gdy dowiesz się prawdy o tym kim byłem zaledwie rok temu... czym się zajmowałem... to mnie odrzucisz. Wręcz znienawidzisz. Nie chcę by to brzmiało jak kiepskie wytłumaczenie, ale trafiłem w to wszystko przez przypadek. Gdybym był bardziej świadomy świata poza murami u Arsena może byłoby inaczej, ale nie mam zamiaru myśleć o innych możliwościach życia, gdy miałem okazję poznać cię bliżej już wtedy a teraz mam okazję spotkać cię znowu. Nie chciałem tego stracić i uwierz mi, że podczas naszej rozłąki popełniłem jeszcze dużo więcej i bardziej nierozsądnych decyzji, których sam nie jestem w stanie sobie wybaczyć. Pluję sobie w twarz za moją głupotę, jednak bardziej krzywdzi cię niewiedza i życie w bańce niż prawda, więc opowiem ci wszystko co wiem, gdy tylko uratujemy... nasza przyjaciółkę. Ona nie kłamała - Verka wyraźnie unikał imienia artystki, jakby bał się, że prawda w sekundę obiegnie cały świat.
        - Niestety "moi znajomi" chcą się ode mnie wszystkiego dowiedzieć na temat szpiega, którego kiedyś szukałem. Jedną z osób, która się o tę wiedzę upomina to dawna szefowa, czarownica, która rzuciła na mnie klątwę. Zniewoliła mnie zaklęciem stąd też nie mogę się przemienić, a spotkałem ją w lesie, gdy napadli nas bandyci. Jeżeli więc mi odwali to palnij mnie w łeb pobliską cegłówką. Jednak ci dawni moi ziomkowie dowiedzieli się kim jest Namir i Leila, Arsen najwidoczniej nas... ciebie szuka. Wszyscy chcą upiec wszystko na jednym ogniu. Sprzedać nas Arsenowi, plus dowiedzieć się kim jest poszukiwana osoba. Nadążasz? - Namir starał się powiedzieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, ale pewnie i ten wywód brzmiał abstrakcyjne dla Leili.
        - Zgarniemy ją, a potem zwijamy się stąd gdzie pieprz rośnie.
        Dopiero po wypowiedzeniu ostatnich słów Verka odrobinę się skołował i upomniał w myślach.
        - Znaczy... Zależy jak... z kim... chcesz. Bez różnicy, dla mnie najważniejsze żebyś była bezpieczna - powiedział z trudem, choć wiele mu w tym ostatnim planie nie pasowało.
        - Ruda - Verka pochylił się by ścisnąć policzek lisołaczki by nieco zdjąć napięcie, które nastało po tej całej gadce. - W tej chwili nie możemy się poddać słabością a o siebie nawzajem zadbać. Chciałbym cię mieć tym razem u swego boku.


        Bandyta z uśmieszkiem na twarzy uciekał przed Samielem, choć z początku strasznie się o to wściekł. Nie zależało mu na ściągnięciu na siebie mężczyzny, ale skoro już nadarzyła się okazja to wystarczyło wprowadzić go w paszczę lwa. O jeden problem mniej, kimkolwiek w tym towarzystwie był, to najwidoczniej zależało mu na ochronie rudowłosej. Tak więc zrzucił na niego kilka zerwanych ubrań, przetoczył beczki, wparował do czyjegoś mieszkania by ukrócić sobie drogę, aż wreszcie natrafił na taką siłę fizyczną, że nie dało się jej ominąć. A nie była nią ściana.
        Gość wpadł na Duila, który w pierwszej chwili go odepchnął a w drugiej machnął mieczem przecinając jego gardło. Elf z konsternacją spojrzał jak zduszony krwią bandyta osuwa się po ścianie, po czym gwałtownie rozejrzał dookoła dostrzegając Samiela.
        - Spanikowałem – kiepsko się wytłumaczył, a następnie opuścił miecz strzepując paprochy z wierzchni ubrania.
        - Chwila, gdzie jest Leila?! - uniósł się nagle aktor ponownie szukając znajomych twarzy w otoczeniu. - Kurde, nie zdążyłem dobiec do Roc, gdy napadli mnie ci goście! Szukają naszej półtora rudej dwójki! Teraz już rozumiem czemu lis się tak na mnie wściekł... To nie są przelewki. Szukają i ich, i nas! Znaczy naszej artystki! Mam nadzieję, że ten typ nie wprowadził cię tu do żadnej szajki, bo ja już nie mam siły znowu spierdalać – poskarżył się Duilesgar, a kłamać nie kłamał, ponieważ jego ubranie było znowu potargane, splamione i dziurawe. Widać już jedno starcie przeżył jakimś cudem.
        - Musimy ich odnaleźć. Nie wierzyłem wam, ale teraz już rozumiem, że problem nie dotyczy tylko naszej szalonej blondyneczki. I tak, jak mówił Namir, musimy połączyć siły zamiast wciąż się rozdzielać... - przyznał z pokorą elf.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wodospad Snów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość